Rabbi Mati Kirschenbaum – “Szlach Lecha: biblijna lekcja skutecznego wprowadzania zmian”.

Czytana przez nas w tym tygodniu parsza zastaje Mojżesza tuż po zażegnaniu rodzinnego kryzysu. Tuż przed jej rozpoczęciem rodzeństwo Mojżesza, Miriam i Aaron, kwestionują jego wyłączne prawo do przewodzenia Izraelitom. Co więcej, Miriam krytykuje także relacje Mojżesza z żoną. Za swoje działania Miriam zostaje ukarana trądem i musi spędzić tydzień w odosobnieniu. Po powrocie Miriam do obozu, Izraelici ruszają w dalszą podróż, docierając wreszcie do pustyni Paran. Bunt rodzeństwa uświadamia Mojżeszowi, że uciążliwości wędrówki znacząco osłabiły jego pozycję w oczach Izraelitów. Zdaje on sobie sprawę, że do tej pory źródłem jego autorytetu była jego szczególnie bliska relacja z Wiekuistym. To uzasadnienie pozycji Mojżesza przestało jednak Izraelitom wystarczać. Mojżesz wie, że – jeśli chce kontynuować wędrówkę do Ziemi Kanaan bez dalszych głosów sprzeciwu – musi zjednać sobie poparcie Izraelitów.


W parszy Szlach Lecha Mojżesz postanawia zjednać sobie Izraelitów przez wysłanie zwiadowców do Ziemi Kanaan. Inicjatywa ta ma na celu przekonanie ich, że dalsza wędrówka do niej warta jest zachodu. Jest ona także odpowiedzią na oczekiwania “opinii publicznej”. Wydając rozkaz wysłania zwiadowców do Ziemi Kanaan, Mojżesz podkreśla, że polecenie to – choć zgodne z wolą Wiekuistego – nie jest boskim rozkazem, ale ustępstwem na rzecz oczekiwań Izraelitów. Mówi on: “Wyślijcie dla siebie (sobie) zwiadowców do Ziemi, którą nadam Ludowi Izraela” (Lb 13,2). Wyrażenie “dla siebie (sobie)” ma poinformować Izraelitów, że misja nie jest zamysłem ani Wiekuistego, ani Mojżesza. Mimo braku osobistego przekonania o zasadności tej ekspedycji, Mojżesz stara się, by wszyscy Izraelici czuli się przez nią reprezentowani. W tym celu wysyła on dwunastu wysłańców, po jednym z każdego plemienia. Co więcej, na każdego ze zwiadowców mianuje on mężczyznę cieszącego się szacunkiem w swoim plemieniu. Jednym z nich jest Ozeasz syn Nuna, zaufany Mojżesza. Przed wyruszeniem na misję Mojżesz zmienia mu imię na Jehoszua, “Przynoszący zbawienie”, mając nadzieję, że Jehoszua będzie miał zbawienny wpływ na wynik operacji zwiadowczej.
Zanim zwiadowcy wyruszają, Mojżesz uczy ich, na co powinni zwrócić uwagę w trakcie swojej misji.

Mówi on:
“Zobaczcie, jaki jest kraj, a mianowicie jaki lud w nim mieszka, czy jest silny czy też słaby, czy jest liczny, czy też jest go mało. Jaki jest kraj, w którym on mieszka: dobry czy zły, i jakie miasta, w których on mieszka: obronne czy bez murów? Dalej, jaka jest ziemia: urodzajna czy nie, zalesiona czy bez drzew? Bądźcie odważni i przynieście coś z owoców tej ziemi” (Lb 13,18-20)


Wyposażeni w ten instrukcje, zwiadowcy wyruszają na dokładny rekonesans Ziemi Kanaan.


Po czterdziestu dniach wracają oni objuczeni ogromną kiścią winorośli. Niestety, dziesięciu spośród dwunastu z nich wraca także z przeświadczeniem, że nie będą oni w stanie pokonać ludów zamieszkujących Kanaan. Według “pesymistycznej dziesiątki” miasta Ziemi Obiecanej są potężnie obwarowane, a ich mieszkańcy silni. Zwiadowcom wydaje się nawet, że w trakcie swojej misji widzieli Anakitów – ród olbrzymów. W odpowiedzi na tą relację Izraelici popadają w zniechęcenie, pomstują na Mojżesza i Aarona, którzy wyprowadzili ich z Egiptu. Gdy Jehoszua i Kaleb, dwaj pozostali zwiadowcy, pragną zwrócić uwagę Izraelitów na dobre strony Ziemi Kanaan, Izraelici przymierzają się do ukamienowania ich. Zniecierpliwiony ich brakiem zaufania, Wiekuisty proponuje Mojżeszowi stracenie Ludu Izraela i uczynienie go przywódcą nowego, większego narodu. Mojżesz wstawia się za swoim ludem i apeluje do Boskiego miłosierdzia. Wiekuisty przychyla się do jego prośby i nie zgładza Izraelitów. Cena ich ocalenia jest jednak bardzo wysoka. Lud Izraela musi spędzić następne czterdzieści lat na pustyni; z wyjątkiem dwóch optymistycznych zwiadowców wszyscy dorośli Izraelici mają umrzeć zanim ich naród będzie mógł wkroczyć do Ziemi Obiecanej.


W przeciwieństwie do Izraelitów z naszej parszy, nie znajdujemy się na pustyni. Nie jesteśmy też Mojżeszem, mającym możliwość codziennego, bezpośredniego kontaktu z Wiekuistym. Tym niemniej z naszej parszy możemy wyciągnąć wiele lekcji na temat wprowadzania zmian w naszym życiu, zarówno osobistym jak i społecznym.
Po pierwsze, Szlach Lecha uczy nas, że nie wystarczy – jak Mojżesz – mieć przepis na lepszą przyszłości. Trzeba też umieć przekonać innych do swojej wizji. To zaś wymaga szukania sojuszników i gotowości do ustępstw.


Po drugie, nasza parsza uświadamia nam, jak ważne jest uważne dobieranie sojuszników. Gdyby nie Jehoszua i Kaleb, Mojżesz i Aaron zostaliby pewnie ukamienowani przez rozwścieczony tłum po powrocie misji wywiadowczej. Nawet gdyby się to nie stało, Wiekuisty – mając do czynienia tylko z malkontentami – zapewne zgładziłby cały Lud Izraela.


Po trzecie, Szlach Lecha uczy nas, że wprowadzanie zmian wymaga poświęcenia – albo dotychczasowych przekonań albo czasu. Dorośli Izraelici nie są w stanie zmienić swoich przekonań. Wiekuisty podejmuje decyzję za nich; zmianę świadomości Ludu Izraela ma przynieść nieuchronny upływ czasu.


Po czwarte, nasz fragment Tory przypomina nam, że czasem musimy działać szybko, z odwagą i optymizmem. Izraelici, skupieni na trudnościach i swoim strachu, przegapiają swoją szansę na szybkie osiągnięcie swego celu. Na kolejną szansę przyjdzie im czekać całe pokolenie.


Wreszcie, Szlach Lecha uczy nas, że w świecie pełnym sprzecznych relacji musimy uważnie wybierać opinie, na podstawie których podejmujemy ważne dla nas decyzje. Głośno krzycząca większość nie zawsze musi mieć rację.
Czy tego chcemy czy nie, nasza egzystencja – jednostkowa i społeczna – pełna jest wyborów, wiążących się ze zmianami w naszym życiu. Życzę nam byśmy – skonfrontowani ze zmianami – byli jak Mojżesz, Jehoszua i Kaleb.

Szabat Szalom!