Parashat Vay’chi

Launch Sermon Player

A love that causes suffering

Thoughts on parashat Vay’chi

Menachem Mirski

The brethren of Joseph could never have done him so much good with their love and favor as they did with their malice and hatred

Thomas More

There are at least several answers to the problem of human suffering in Judaism. They can be broadly divided into two groups: the first includes basically one concept (although it has some variations), namely the deuteronomic doctrine of retribution (or ‘of a just punishment’), according to which there is no suffering that is undeserved. In other words, all suffering is the result of some sin, which means that if you suffer, you must have done something bad or wrong. The second group includes concepts that recognize that there is undeserved suffering in the world, which usually means that human suffering can and should be explained in some way. One of the concepts belonging to this second group is the Talmudic doctrine of yisurin shel ahava, which can be translated as afflictions of love or punishments/corrections of love. According to this concept, God causes suffering to those He loves in order to perfect them. Suffering in this vision is not seen as evil, but paradoxically, a kind of good that leads to perfection:

A potter does not test defective vessels, because he cannot give them a single blow without breaking them. Similarly the Holy One blessed be He, does not test the wicked, but only the righteous. (Genesis Rabbah 32:3)

Referring to a flax worker, R. Jose b. R. Hanina notes that the more the craftsperson beats quality flax, “the more it improves and the more it glistens.”(Genesis Rabbah 34:2, 40:3, 55:2) God tests only that which can withstand a beating. He administers only those blows that a strong pot, good flax, and a righteous person can endure. Afflictions of love strengthen those who suffer by cleansing them of sin. As Rabbi Shimon b. Lakish is recorded to have said, “Sufferings wash away all the sins of a man.” (Talmud Berakoth 5a.)

This concept also has its popular version sometimes expressed in the words “suffering ennobles”. The rabbis, however, distinguished the sufferings that can be considered the results of the Divine love from those that cannot be, namely, the sufferings that would prevent a person from praying or studying sacred texts. Therefore, this concept has a limited application and cannot be used to explain the monstrosities of the Holocaust or to justify God in its context.

However, it can be successfully applied to the story of Joseph: the humiliation and suffering he endured from the moment he was sold by his brothers, through the humiliation by Potiphar’s wife, as well as through all the years he spent in the Egyptian prison definitely shaped his character. And although Joseph was struggling with various dilemmas when he met his brothers, ultimately there was no trace of resentment or desire for revenge in him. The Torah bears witness to this process several times, which includes this week’s parashah, where the brothers, fearing Joseph’s retribution after their father’s death, are planning to commit one more lie/deception:

When Joseph’s brothers saw that their father was dead, they said, “What if Joseph still bears a grudge against us and pays us back for all the wrong that we did to him!” So they sent this message to Joseph, “Before his death your father left this instruction: So shall you say to Joseph, ‘Forgive, I urge you, the offense and guilt of your brothers who treated you so harshly.’ Therefore, please forgive the offense of the servants of the God of your father’s [house].” And Joseph was in tears as they spoke to him. His brothers went to him themselves, flung themselves before him, and said, “We are prepared to be your slaves.” But Joseph said to them, “Have no fear! Am I a substitute for God? Besides, although you intended to harm me, God intended it for good, so as to bring about the present result—the survival of many people.And so, fear not. I will sustain you and your dependents.” Thus he reassured them, speaking kindly to them. (Genesis 50:15-21).

 

As Thomas Mann put it:

Joseph is the ideal manifested, as the union of darkness and light, feeling and mind, the primitive and the civilized, wisdom and the happy heart – in short as the humanized mystery we call man.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Parasza Wajehi

Launch Sermon Player

Miłość, która wyrządza cierpienie

Refleksja nad paraszą Wajehi

Menachem Mirski

Bracia Józefa nigdy nie wyświadczyliby mu tyle dobra swoją miłością i przychylnością, jak uczynili to swoją złośliwością i nienawiścią.

– Thomas More

W judaizmie istnieje przynajmniej kilka odpowiedzi na problem ludzkiego cierpienia. Można je zasadniczo podzielić na dwie grupy: do pierwszej należy zasadniczo jedna koncepcja (choć ma ona kilka wariantów), mianowicie deuteronomiczna doktryna sprawiedliwej kary, wedle której nie ma cierpienia, które nie byłoby zasłużone. Innymi słowy, każde cierpienie jest wynikiem jakiegoś grzechu, co oznacza, że skoro cierpisz, to musiałeś zrobić coś niedobrego. Do drugiej grupy należą koncepcje, które uznają, że istnieje cierpienie niezasłużone, co zwykle oznacza, że ludzkie cierpienie może i powinno być w jakiś sposób wyjaśnione. Jedną z koncepcji należących do owej drugiej grupy jest talmudyczna doktryna jisurin szel ahawa, co można przetłumaczyć jako przypadłości miłości lub kary/korekty miłości. W myśl tej koncepcji Bóg dotyka cierpieniem tych, których kocha, aby ich udoskonalić. Cierpienie w tej wizji nie jest złem, lecz paradoksalnie, swoistym dobrem, za którym kroczy doskonałość:

Garncarz nie testuje uszkodzonych naczyń, nie może bowiem choćby raz ich uderzyć nie rozbijając. Podobnie Święty, niech będzie Błogosławiony, nie poddaje testom niegodziwych, lecz tylko sprawiedliwych. (Genesis Rabba 32:3)

Podobnie też rzemieślnik ubija len, gdyż sprawia to, iż on bardziej lśni, jak zauważa R. Jose ben R. Hanina (Genesis Rabba Rabba 34:2, 40:3, 55:2). Bóg poddaje testom tylko tych, o których wie nie tylko, że je przetrwają, ale i wie, że ich to wzmocni. Cierpienia, które Bóg sprowadza na człowieka mają na celu zmyć jego grzechy i sprawić, by ich więcej nie popełniał. „Cierpienia zmywają wszystkie grzechy człowieka”, jak nauczał Rabin Szymon ben Lakisz (Talmud Berachot 5a.)

Owa koncepcja ma też swoją popularną wersję wyrażaną niekiedy w słowach “cierpienie uszlachetnia”. Rabini rozróżniali jednakże cierpienia, które można uznać za skutek tak pojętej Bożej miłości, wyłączając z nich te, które uniemożliwiały człowiekowi modlitwę czy studiowanie świętych tekstów. Tym samym koncepcja “cierpień wynikłych z Boskiej miłości” ma ograniczone zastosowanie i nie da się za jej pomocą wyjaśnić Zagłady oraz usprawiedliwić Boga w jej obliczu.

Można tę koncepcję jednakże z powodzeniem zastosować do historii Józefa: upokorzenia i cierpienia jakich doświadczył od momentu, gdy został sprzedany przez swoich braci, przez upokorzenie przez żonę Potifara i wszystkie lata, które spędził w egipskim więzieniu definitywnie ukształtowały jego charakter. I choć Józef borykał się z rozmaitymi rozterkami w momencie gdy spotkał swoich braci, ostatecznie nie było w nim cienia resentymentu ani pragnienia zemsty. Tora daje nam świadectwo tego procesu kilkakrotnie, także w paraszy na ten tydzień, kiedy to bracia, obawiając się zemsty Józefa po śmierci ich ojca planują jeszcze jedno kłamstwo/oszustwo:

Bracia Józefa zdając sobie sprawę z tego, że ojciec ich nie żyje, myśleli: «Na pewno Józef będzie nas teraz prześladował i odpłaci nam za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziliśmy!» Toteż kazali powiedzieć Józefowi: «Ojciec twój dał przed śmiercią takie polecenie: Powiedzcie Józefowi tak: Racz przebaczyć braciom twym wykroczenie i winę ich, wyrządzili ci bowiem krzywdę. Teraz przeto daruj łaskawie winę nam, którzy czcimy Boga twojego ojca!» Józef rozpłakał się, gdy mu to powtórzono. Wtedy bracia już sami poszli do Józefa i upadłszy przed nim rzekli: «Jesteśmy twoimi niewolnikami» Lecz Józef powiedział do nich: «Nie bójcie się. Czyż ja jestem na miejscu Boga? Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro, żeby sprawić to, co jest dzisiaj, że przeżył wielki naród.  Teraz więc nie bójcie się: będę żywił was i dzieci wasze». I tak ich pocieszał, przemawiając do nich serdecznie. (Gen 50:15-21)

Jak to ujął Thomas Mann:

W Józefie objawia się nam ideał, będący zjednoczeniem ciemności i światła, uczucia i rozumu, człowieka prymitywnego i cywilizowanego, mądrości oraz radosnego serca – ujmując rzecz w skrócie jest on zhumanizowaną tajemnicą, którą nazywamy człowiekiem.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Thoughts on parashat Miketz

Launch Sermon Player

How do we measure true success?

Thoughts on parashat Miketz

Menachem Mirski

We live in the age of the individual. We are all supposed to be slim, pretty, successful, prosperous, happy, extroverted and popular. The perfect self – that’s the goal our culture constantly encourages us to achieve and we see this everywhere: in advertising, in the press, all over social media. We are told that to be this person you just have to follow your dreams, that our potential is limitless, that we are the only source of our own success.

This image of a perfect self matches to a significant extent the 17 years old Joseph, before he was sold to Egypt by his brothers. Adored by his father, young, smart, arrogant, in colorful clothes, eloquent and articulate. He was also a dreamer pursuing his dreams, not particularly bothered by what other people thought about him.

However, this model of the perfect self can be actually very dangerous. People are very often suffering under the torture of this impossible fantasy. Yes, the opportunities we have are incomparably greater than those of our grand-parents, for example. We have instant access to enormous resources of information, knowledge; it all opens numerous opportunities before us. But because way more people have the same access and the same opportunities we have, the competition is also greater. The paradox of our times is that we can be perfectly safe, secure, have access to advanced healthcare, have well paid jobs, be able to provide for our families – we can be doing very well in many areas of life and can still be depressed – because we didn’t get a promotion, raise or we don’t particularly like our job. Or our new project or new social-media group turned out not be as successful as we initially expected. There are millions of people in the West who are successful, are living perfectly functioning lives, who are safe and secure, have families and friends, money, healthcare and everything they need, and yet they wake up everyday feeling like a failure. The unprecedented social pressure to be more and more successful, in everything, is leading to increases in depression and suicide.

Our biblical Joseph, after many perturbations, also achieves great success. His success is so great that he is willing and able – in his opinion – to completely forget the ‘old times of his misfortunes’:

Before the years of famine came, Joseph became the father of two sons, whom Asenath daughter of Poti-phera, priest of On, bore to him. Joseph named the first-born Manasseh, meaning, “God has made me forget completely my hardship and my parental home.” (Genesis 41:50-51)

Joseph does not become depressed; the Torah does not mention anything about that. What do we then do wrong with our lives? There are several things worth mentioning here. One of the problems is that we compare ourselves to others, in particular to hyper-successful people. We measure our social status by comparing ourselves to those of much higher status, often assuming that their initial social status was the same as ours. Thus, rather than comparing ourselves to others we should compare ourselves to ourselves a few years ago, to the people we were before. Another thing is that we indulge in all kinds of illusions that the internet creates for us and we don’t actually know what is the real life of those we compare ourselves to. It’s pretty often the case that if we really knew what these people are dealing with in their lives we wouldn’t want to be in their place, no matter how successful they are in other realms. The last thing I will mention here, which is certainly not exhaustive of all the things we can do better, is what we can directly learn from Joseph’s story: the ultimate goal of his tremendous success was to help and save his family. Therefore, at the end of the day the most important thing is what we give back to our family or community. You can be a hero in your own life but you can also be a hero for others – one does not exclude another, on the contrary, these objectives are compatible and mutually supportive. If we know about it way ahead and plan our life accordingly the risk that we will lose our sense of direction and meaning of life is very small.

 

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Refleksja nad paraszą Mikec

Launch Sermon Player

Jak zmierzyć prawdziwy sukces?

Refleksja nad paraszą Mikec

Menachem Mirski

Żyjemy w epoce indywidualizmu. Wszyscy powinniśmy być szczupli, piękni, odnoszący sukcesy, zamożni, szczęśliwi, ekstrawertyczni i popularni. Doskonałe ja – to cel, do osiągnięcia którego nieustannie zachęca nas nasza kultura i widzimy to wszędzie: w reklamach, prasie, we wszystkich mediach społecznościowych. Wszystko wokół mówi się nam, że aby być taką osobą wystarczy podążać za marzeniami, że nasz potencjał jest nieograniczony, że jesteśmy jedynym źródłem własnego sukcesu.

Ten obraz doskonałego „ja” w znacznej mierze pasuje do 17-letniego Józefa, zanim został sprzedany do Egiptu przez swoich braci. Uwielbiany przez ojca, młody, bystry, arogancki, ubrany w kolorowe stroje, wygadany, elokwentny. Był także marzycielem realizującym swoje marzenia, nie specjalnie przejmującym się tym, co myślą o nim inni ludzie.

Jednakże ów model ‘doskonałego ja’ może być w rzeczywistości bardzo niebezpieczny. Ludzie bardzo często cierpią ‘torturowani’ przez tę niemożliwą fantazję. Tak, możliwości mamy nieporównywalnie większe w porównaniu do np. naszych dziadków. Mamy natychmiastowy dostęp do ogromnych zasobów informacji, wiedzy; to wszystko otwiera przed nami wiele możliwości. Ale ponieważ o wiele więcej osób ma taki sam dostęp i takie same możliwości jak my, konkurencja jest również większa. Paradoksem naszych czasów jest to, że możemy żyć całkowicie bezpieczni, mieć dostęp do zaawansowanej opieki zdrowotnej, mieć dobrze płatną pracę, być w stanie utrzymać nasze rodziny – możemy sobie bardzo dobrze radzić w wielu dziedzinach życia i wciąż być w depresji – bo nie dostaliśmy awansu, podwyżki lub niespecjalnie lubimy swoją pracę. Albo nasz nowy projekt lub nowa grupa w mediach społecznościowych okazała się nie tak wspaniała, jak początkowo oczekiwaliśmy. Na Zachodzie są miliony ludzi, którzy odnoszą sukcesy, prowadzą doskonale funkcjonujące życie, mają rodziny i przyjaciół, pieniądze, opiekę zdrowotną i wszystko, czego potrzebują, a mimo to budzą się każdego dnia z poczuciem porażki. Ta bezprecedensowa presja społeczna, by odnosić coraz większe sukcesy we wszystkim, prowadzi jednocześnie do bezprecedensowego wzrostu przypadków depresji i samobójstw.

Nasz biblijny Józef, po wielu perturbacjach, również odnosi wielkie sukcesy. Jego sukces jest tak wielki, że chce i jest w stanie – w swoim mniemaniu – całkowicie zapomnieć o „dawnych czasach swoich nieszczęść”:

A zanim nastały lata głodu, urodzili się Józefowi dwaj synowie; urodziła ich Asenat, córka kapłana z On, który miał imię Poti Fera.  Józef dał swemu synowi pierworodnemu imię Manasses. [Mówił bowiem:] «Dał mi Bóg zapomnieć o całym mym utrapieniu i o domu ojca mojego». (Rodzaju 41:50-51)

Józef nie popada jednak w depresję, a przynajmniej Tora nic o tym nie wspomina. Co w takim razie robimy źle w naszym życiu? Warto tutaj wspomnieć o kilku rzeczach. Jednym z problemów jest to, że porównujemy się z innymi, w szczególności z ludźmi, którzy odnieśli nietuzinkowy, niesłychany sukces w swoim życiu. Mierzymy także nasz status społeczny, porównując się z osobami o znacznie wyższym statusie, często zakładając, że ich początkowy status społeczny był taki sam jak nasz. Dlatego zamiast porównywać się z innymi, powinniśmy porównywać się do siebie sprzed kilku lat, do ludzi, którymi byliśmy wcześniej. Inną rzeczą jest to, że ulegamy wszelkiego rodzaju iluzjom, które tworzy dla nas internet i tak naprawdę nie wiemy, jak wygląda prawdziwe życie tych, do których się porównujemy. Dość często jest tak, że gdybyśmy naprawdę wiedzieli, z czym ci ludzie mają do czynienia w swoim życiu, nie chcielibyśmy być na ich miejscu, bez względu na to, jakie sukcesy odnoszą w innych sferach. Ostatnią rzeczą, o której tutaj wspomnę, a która z pewnością nie wyczerpuje wszystkich rzeczy, które możemy zrobić lepiej w naszym życiu, jest to, czego możemy się bezpośrednio nauczyć z historii Józefa: ostatecznym celem jego ogromnego sukcesu była pomoc i ratunek który przyniósł swoim bliskim. Dlatego też tym, co ostatecznie jest najważniejsze jest to, co dajemy naszej rodzinie lub społeczności, w której żyjemy. Możesz być bohaterem w swoim własnym życiu, ale możesz też być bohaterem dla innych – jedno nie wyklucza drugiego, wręcz przeciwnie, cele te są kompatybilne i wzajemnie się uzupełniają. Jeśli będziemy wiedzieć o tym wszystkim z wyprzedzeniem i odpowiednio zaplanujemy swoje życie, ryzyko utraty poczucia kierunku i sensu w życiu będzie bardzo małe.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Jewish Family on the Verge of Breakdown

Launch Sermon Player

Jewish Family on the Verge of Breakdown

Rabbi Mati Kirschenbaum

Angels climbing up and down the ladder that symbolise Jacob’s special connection to the Eternal. Jacob being tricked into marrying Leah instead of his beloved Rachel. The births of eleven out of twelve sons of Jacob. The tragedy of Jacob’s only (known) daughter, Dinah. These are the things that come to our minds when we think of this week’s parashah, Vayetzei. Rarely do we focus on the later part of the current Torah portion, which deals with the separation of Laban and Jacob’s households. Poignantly, it has something to teach us about the state of Israel’s relation to Progressive and Conservative Judaism. Still, in order to understand its message, we need to remind ourselves of events that led to the deterioration of the relationship between Laban, Rebecca’s brother, and his nephew Jacob.

Their relationship starts with a heart-warming family reunion. Laban receives Jacob, fleeing from the wrath of Esau, with great hospitality and treats him as an honoured guest for a month. Sadly, Laban soon starts to take advantage of his nephew’s love at first sight for his younger daughter, Rachel. First, he makes Jacob work seven years to earn the right to marry his beloved. Yet on their long-awaited wedding day, Laban tricks Jacob into marrying his elder daughter Leah instead of Rachel. Laban’s intrigue forces Jacob to endure seven more years of indentured servitude before he is able to marry Rachel. It also sparks bitter reproductive rivalry between two sisters who now vie for attention of their shared husband.

This rivalry results in births of twelve children (eleven sons and Dinah). Blessed (and burdened) with such numerous offspring, Jacob realises that his full economic dependency on Laban does not allow him to adequately provide for his children. He asks Laban for permission to leave with his family. In response, Laban offers to name a price Jacob would accept in exchange for staying. Wisely, Jacob does not ask for a fixed wage. Instead, he requests the freedom to test his cattle and goat breeding skills. From now on, Jacob’s fortune shall be dependent on his herding expertise and adaptability, not on Laban’s favour. Jacob’s decision finds grace in the eyes of the Eternal; soon he becomes a wealthy man. This newly gained affluence irritates Laban’s sons who feel threatened by Jacob’s success. Their dissatisfaction is infectious; soon Laban’s attitude towards him visibly changes. This is when God commands Jacob to leave Laban and embark on the second journey of his life. Rachel and Leah wholeheartedly support his decision. They say:

Are we not accounted by him (Laban) as strangers? Not only has he sold us, but he has used up what was paid for us. Surely all the wealth that Eternal took away from our father belongs to us and our children. So do whatever Eternal has told you.

(Genesis 31:15-16)

Jacob and his family flee in secret. But before they depart, Rachel steals her father’s teraphim, mysterious objects often associated with divination. Unfortunately for the fugitives, after a short pursuit, an angry Laban catches up with them. Because Rachel prevents her father from finding teraphim, Laban lacks an obvious excuse for chasing them. This means that Jacob and Laban need to address the key sore points in their relationship: Laban’s ongoing exploitation of Jacob and Laban’s unwillingness to recognise the autonomy of his son-in-law’s family.

Optimistically, the story finds a peaceful resolution. Laban and Jacob swear an oath not to harm each other; their oath evokes the memory of their common ancestry and shared beliefs. They also put up a stone to establish a border between their domains and to remind next generations about their mutual commitment to peaceful coexistence.

The shifting dynamics between Laban, Laban’s daughters and Jacob reminds me of the complicated relationship between the State of Israel/Zionism and Progressive Judaism. Just like Jacob fleeing Esau found refuge in Laban’s shelter, Progressive Jews embraced Zionism as the threat of Nazism became clear in the 1930s. When the State of Israel became independent, Progressive Judaism fell in love with its cultural vitality just as Jacob (Israel) fell in love with Rachel. It did not matter that the State of Israel, not unlike Jacob’s first bride, turned out to be not quite what they yearned for. Its founders handed over the control of religious matters to Orthodox authorities, putting the Progressive movement in Leah’s position. Still, just like Leah committed to win Jacob’s recognition, and eventually love, Progressive Judaism has faithfully supported the Jewish State even though it didn’t recognise Progressive weddings and gave Orthodoxy monopoly in the area of Jewish funerals.

Sadly, with time the attitude of many Israeli politicians to Progressive Judaism at home and abroad started to resemble Laban’s treatment of Jacob. Promises of giving more recognition to the Reform movement in Israel were repeatedly made and subsequently revoked. However, the new Israeli government has marked a new low in the relationship between Progressive Judaism and the Jewish State. This past week, pressured by its ultra-Orthodox prospective coalition partners, Likud, the winner of the November 2022 parliamentary elections, agreed to end the recognition of non-Orthodox conversion for purposes of citizenship.  If this law comes into force, Progressive converts without any Jewish roots will not be able to make aliyah.

In such a situation, it would not be surprising for the Jews by choice to say, after Rachel and Leah:

Is there yet any portion or inheritance for us in our father’s house? […] Are we not accounted by Laban as strangers? For he has sold us.

(Genesis 31:14-15)

As contemporary Progressive Jews we cannot allow Israel to become a stranger to us. Now is the time to speak loudly about our contributions to the Jewish State, to support the congregations and organisations that promote Progressive worship and values in Israel.

We might not be able to build a ladder that reaches the sky. And we don’t have to. All we need to do now is to set boundaries in conversations we are ready to engage in, to establish norms that would enable both Progressive and Conservative Diaspora Jews as well as Progressive and Masorti Israelis to be noticed and respected by the rest of the Jewish people.

God, you are called Tzuri – our rock, the rock set on the border of Laban and Jacob’s domain to remind them how much they had in common. We ask for Your assistance to remind  the Israeli government that Torah calls for Jewish unity in diversity. We hope that these words of Torah  shall one day become the foundation of a more equitable and respectful relationship between Progressive and Masorti Jews and Israel. May this time come speedily and in our days. Amen and Shabbat Shalom!

Mati Kirschenbaum

Żydowska rodzina na skraju rozpadu

Launch Sermon Player

Żydowska rodzina na skraju rozpadu

Rabin Mati Kirschenbaum

Anioły wspinające się po drabinie i schodzące z niej, symbolizujące szczególny związek Jakuba z Wiekuistym. Jakub podstępem zmuszony do poślubienia Lei zamiast swojej ukochanej Racheli. Narodziny jedenastu z dwunastu synów Jakuba. Tragedia jedynej (znanej nam) córki Jakuba, Diny. To rzeczy, które przychodzą nam do głowy, kiedy myślimy o czytanej w tym tygodniu parszy Wajece. Rzadko kiedy skupiamy się na dalszej części dzisiejszego ustępu Tory, który dotyczy rozdzielenia gospodarstw Labana i Jakuba. Co przejmujące, ma on wiele do powiedzenia na temat stosunku państwa Izrael do judaizmu postępowego i konserwatywnego. Aby jednak zrozumieć jej przesłanie, musimy przypomnieć sobie wydarzenia, które doprowadziły do pogorszenia relacji między Labanem, bratem Rebeki, a jego bratankiem Jakubem.

Ich relacja zaczyna się od serdecznego spotkania rodzinnego. Laban przyjmuje Jakuba, uciekającego przed gniewem Ezawa, z wielką gościnnością i przez miesiąc traktuje go jak honorowego gościa. Niestety, Laban wkrótce zaczyna wykorzystywać miłość od pierwszego wejrzenia siostrzeńca do jego młodszej córki, Racheli. Najpierw każe Jakubowi pracować przez siedem lat, aby zdobyć prawo do poślubienia swojej ukochanej. Jednak w dniu ich długo wyczekiwanego ślubu Laban podstępem zmusza Jakuba do poślubienia jego starszej córki Lei zamiast Racheli. Intryga Labana zmusza Jakuba do przepracowania kolejnych siedmiu lat w służbie, zanim będzie mógł poślubić Rachelę. Wywołuje ona również gorzką rywalizację reprodukcyjną między dwiema siostrami, które teraz walczą o uwagę swojego wspólnego męża.

W wyniku tej rywalizacji rodzi się dwanaście dzieci (jedenastu synów i Dina). Obdarzony (i obciążony) tak licznym potomstwem Jakub zdaje sobie sprawę, że jego pełna zależność ekonomiczna od Labana nie pozwala mu na utrzymanie dzieci na odpowiednim poziomie. Dlatego prosi on Labana o pozwolenie na odejście z rodziną. W odpowiedzi Laban proponuje podanie ceny, jaką Jakub mógłby przyjąć w zamian za pozostanie z nim. Rozsądny Jakub nie prosi o stałą płacę. Zamiast niej prosi o możliwość sprawdzenia swoich umiejętności w zakresie hodowli bydła i kóz. Od tej pory szczęście Jakuba będzie zależało od jego umiejętności pasterskich i zdolności adaptacyjnych, a nie od przychylności Labana. Decyzja Jakuba znajduje łaskę w oczach Wiekuistego; wkrótce staje się on człowiekiem zamożnym. Ten nowo uzyskany dostatek irytuje synów Labana, którzy czują się zagrożeni sukcesem Jakuba. Ich niezadowolenie jest zaraźliwe; wkrótce stosunek Labana do Jakuba wyraźnie się zmienia. To właśnie wtedy Bóg nakazuje Jakubowi opuścić Labana i wyruszyć w drugą podróż swojego życia. Rachel i Lea z całego serca popierają jego decyzję. Mówią:

Czy nie jesteśmy przez niego (Labana) postrzegane jako obce? Nie tylko nas sprzedał, ale zużył to, co za nas zapłacono. Z pewnością całe bogactwo, które Wiekuisty zabrał naszemu ojcu, należy do nas i do naszych dzieci. Zrób więc wszystko, co Ci powiedział Wieczny.
(Rdz 31,15-16)

Jakub i jego rodzina uciekają w tajemnicy. Zanim jednak wyruszą, Rachela zabiera swojemu ojcu terafim, tajemnicze przedmioty często kojarzone z przepowiadaniem przyszłości. Niestety dla uciekinierów, po krótkim pościgu dogania ich rozwścieczony Laban. Ponieważ Rachela uniemożliwia ojcu znalezienie terafim, Laban nie ma oczywistego pretekstu, by ich ścigać. Oznacza to, że Jakub i Laban muszą zająć się kluczowymi bolącymi punktami w ich relacji: trwałe wykorzystywanie Jakuba przez Labana oraz niechęć Labana do uznania autonomii rodziny zięcia.

Optymistycznie rzecz biorąc, historia znajduje pokojowe rozwiązanie. Laban i Jakub składają przysięgę, że nie będą się nawzajem krzywdzić; ich przysięga przywołuje pamięć o wspólnych przodkach i wspólnych wierzeniach. Stawiają też kamień, który ma wyznaczyć granicę między ich terytoriami i przypominać następnym pokoleniom o wzajemnym zobowiązaniu do pokojowego współistnienia.

Zmienna dynamika pomiędzy Labanem, córkami Labana i Jakubem przypomina mi skomplikowane relacje pomiędzy państwem Izrael/syjonizmem a postępowym judaizmem. Tak jak Jakub uciekający przed Ezawem znalazł schronienie u Labana, tak postępowi Żydzi przyjęli syjonizm, gdy w latach 30. ubiegłego wieku zagrożenie nazizmem stało się jasne. Kiedy Państwo Izrael stało się niepodległe, postępowy judaizm zakochał się w jego kulturowej żywotności, tak jak Jakub (Izrael) zakochał się w Racheli. Nie miało znaczenia, że państwo Izrael, w przeciwieństwie do pierwszej narzeczonej Jakuba, okazało się nie być w pełni tym, za czym tęsknili. Jego założyciele przekazali kontrolę nad sprawami religijnymi ortodoksyjnym rabinom, stawiając ruch postępowy w sytuacji Lei. Mimo to, tak jak Lea zaangażowała się w zdobycie uznania, a nawet miłości Jakuba, judaizm postępowy wiernie wspierał Państwo Izrael, mimo że nie uznawało ono postępowych ślubów i dawało ortodoksji monopol w dziedzinie żydowskich pogrzebów.

Niestety, z czasem stosunek wielu izraelskich polityków do postępowego i konserwatywnego judaizmu w kraju i za granicą zaczął przypominać traktowanie Jakuba przez Labana. Wielokrotnie składano obietnice większego uznania dla ruchu reformowanego i konserwatywnego w Izraelu, a następnie je odwoływano. Jednakże nowy rząd izraelski wyznaczył nowe dno w stosunkach między judaizmem postępowym i konserwatywnym a Państwem Izraela. W minionym tygodniu, pod naciskiem swoich ultraortodoksyjnych potencjalnych partnerów koalicyjnych, Likud, zwycięzca wyborów parlamentarnych w listopadzie 2022 r., zgodził się na zakończenie uznawania nieortodoksyjnych konwersji dla celów obywatelstwa. Jeśli ta ustawa wejdzie w życie, postępowi konwertyci bez żydowskich korzeni nie będą mogli dokonać aliji.

W takiej sytuacji nie byłoby nic dziwnego, gdyby Żydzi z wyboru powiedzieli za Rachelą i Leą:

Czy jest jeszcze dla nas jakaś część lub dziedzictwo w domu naszego ojca? […] Czy nie jesteśmy uznani przez Labana za obcych? Bo on nas sprzedał.
(Rdz 31,14-15)

Jako współcześni postępowi i konserwatywni Żydzi nie możemy pozwolić, by Izrael stał się dla nas obcy. Teraz jest czas, by głośno mówić o naszym wkładzie w Państwo Izraela, by wspierać kongregacje i organizacje, które promują postępową, egalitarną modlitwę i postępowe wartości w Izraelu.

Możemy nie być w stanie zbudować drabiny sięgającej nieba. I nie musimy nawet podejmować kroków w tym kierunku. To, co musimy teraz zrobić, to wyznaczyć granice w rozmowach, w które jesteśmy gotowi się zaangażować, ustalić normy, które pozwoliłyby zarówno progresywnym Żydom z diaspory, jak i progresywnym Izraelczykom być zauważonymi i szanowanymi przez resztę Ludu Izraela.

Boże, nazywamy Cię Curi – naszą skałą, skałą ustawioną na granicy domen Labana i Jakuba, aby przypomnieć im, jak wiele ich łączy. Prosimy o Twoją pomoc, aby przypomnieć rządowi Izraela, że Tora wzywa do żydowskiej jedności w różnorodności. Mamy nadzieję, że te słowa Tory staną się pewnego dnia podstawą bardziej sprawiedliwych i pełnych szacunku relacji między postępowymi Żydami a Izraelem. Oby ten czas nadszedł szybko i za naszych dni. Amen i Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Wells and World Cup stadiums

Launch Sermon Player

Wells and World Cup stadiums

Rabbi Mati Kirschenbaum

If there ever was a 'Patriarch Cup’ of popularity among Abraham, Isaac, Jakob and Joseph, four most prominent male characters in the book of Genesis, Isaac would be bound to land in fourth place. Sounds controversial? Let’s consider it for a moment.

When we think about other patriarchs, we immediately remember stories of amazing or, at the very least, memorable things they did. Abraham (then Abram) followed God’s command and went for himself and all of us to establish monotheism. Later he showed hospitality to angels (and perhaps the Eternal godself) in Mamre and famously bargained with God to spare Sodom. In turn, Jacob cheated his brother Esau out of his birth right, was tricked into marrying Lea instead of Rachel and wrestled with a mysterious supernatural being till dawn. Last but certainly not least, Joseph had the power to interpret dreams, became the viceroy of Egypt and invited the nascent people (then more of a family) of Israel to settle in the land of Goshen.

All these are vivid stories of characters actively shaping the fate of their people by moving or taking risky decisions. In comparison, Isaac’s life doesn’t seem to abound in turbulent moments. We first get to know him as an adult in the famously chilling story of Akedat Itzchak, the binding of Isaac, which we read on Rosh HaShanah. However, the theological and narrative focus of this story is put on Abraham rather than Isaac, the latter is, sadly, its object rather than a subject. Some of you might also remember that, just like his father Abraham had to hide Sarah’s identity, Isaac once had to pretend that his wife Rebecca was his sister to spare her romantic pursuits of King Abimelech of Gerar. Notwithstanding these two episodes, Isaac’s life was relatively uneventful. So what did he do? How did he merit the honour of being one of our three patriarchs when charismatic Joseph missed out on this coveted title?

This eek’s Torah portion, Toldot, fills us in on Isaac’s seemingly mundane life. Even though he doesn’t travel like his father Abraham, son Jacob and grandson Joseph, Isaac’s plate is always full. He busies himself sowing in the Land of Canaan and digging numerous wells to make it more habitable. Repeatedly, Isaac encounters opposition from other inhabitants of the land, who block the wells that he has dug. This doesn’t make him waiver in his resolve to improve living conditions for all who dwell in the land. When conflicts arise, Isaac simply moves away to a new location in Canaan and digs another well.

Ultimately, even his opponents recognise the beneficial impact that Isaac’s work has had in Canaan. King Abimelech of Gerar comes to the latest well Isaac has built. There, two leaders swear an oath to each other. From now on, there should be no conflict between them, they shall be brothers united in a common task of making the Land of Canaan a better place. Isaac’s commitment to honest hard work for the benefit of all pays off; it ushers in a short but blessed period of prosperity, peace and brotherhood. The memory of the oath he and Abimelech swore is preserved in the name of the place where their pact was made: Beer Sheva, the ‘Well of the Oath’, now the largest city in the South of Israel and the capital of the Negev.

Hard work, brotherhood, peace. These values embodied by Isaac are supposed to be the ethical underpinnings of any international sporting event, including the football World Cup. Unfortunately, this year’s World Cup in Qatar goes against all the lofty ideals it is supposed to promote. Unlike Isaac’s wells, which were built by the sweat of his brow, Qatari stadiums and other World Cup infrastructure were built by economic migrants in conditions akin to slavery. It is estimated that up to 15,000 migrant workers died working on infrastructure projected initiated in Qatar since the granting of the Cup by FIFA in 2010.

Qatar’s blood-stained human rights record extends beyond the treatment of economic migrants. LGBTQ+ individuals, be it native Qataris or economic migrants, can be punished with imprisonment of up to seven years for living out their identity. For Muslims, the punishment is death penalty. As a result, Qatari LGBTQ+ residents live in hiding and in fear, not in peace that Isaac tried to bring to all he encountered.

If you still decide to watch the World Cup, be mindful of the suffering of economic migrants that went into construction of its infrastructure. Be mindful of the mental anguish of LGBTQ+ individuals that was sacrificed on the altar of Qatar’s and FIFA’s PR. Most disappointingly, the World Cup in Qatar testifies to the failure of the international sporting community to uphold and promote values that they purport to represent.

Luckily, we can promote these very values by emulating Isaac’s behaviour, by channelling his strengths. Here are examples of some of the things we can do.

For instance, we can say Aleinu in solidarity with Qatari LGBTQ+ community.

We can praise footballers who make public statements addressing homophobia and transphobia in Qatar.

Moreover, we can raise awareness of Qatari ruthless exploitation of economic migrants by sharing the stories of the victims of the Cup among them (See https://blankspot.se/part-1-families-whose-dreams-were…/). We can say a Kaddish in their memory before each kick-off.

To put it simply, we can respond to the Cup the way Isaac would.

If we do so, we shall earn the merit of calling ourselves Isaac’s descendants not just in spiritual but also ethical sense.

Shabbat Shalom!

Mati Kirschenbaum

Studnie i stadiony

Launch Sermon Player

Studnie i stadiony

Rabin Mati Kirschenbaum

Gdyby kiedykolwiek rozegrano „Puchar Patriarchów” – konkurs popularności pomiędzy Abrahamem, Izaakiem, Jakubem i Józefem, czterema czołowymi postaciami męskimi w księdze Rodzaju, Izaak siłą rzeczy skończyłby na czwartym miejscu. Czy to kontrowersyjna teza? Zastanówmy się nad tym przez chwilę.

Kiedy myślimy o innych patriarchach, natychmiast przypominamy sobie historie o niezwykłych albo przynajmniej pamiętnych rzeczach, jakie uczynili. Abraham (wtedy Abram) posłuchał Bożego przykazania i wyruszył w drogę dla siebie i dla nas wszystkich, aby ustanowić monoteizm. Później okazał gościnność aniołom (a być może również samemu Wiekuistemu) w Mamre, zasłynął też z targowania się z Bogiem, aby ocalić Sodomę. Z kolei Jakub podstępem odebrał swojemu bratu Ezawowi pierworództwo, został podstępem zmuszony do poślubienia Lei zamiast Racheli i zmagał się aż do rana z tajemniczym, nadprzyrodzonym stworzeniem. Zaś ostatni, lecz nie mniej ważny – Józef – miał umiejętność interpretowania snów, został wicekrólem Egiptu i zaprosił powstający właśnie lud (wówczas była to bardziej rodzina) Izraela, aby osiedlili się w ziemi Goszen.

Są to wszystko barwne historie o postaciach, które aktywnie kształtowały los swojego ludu, zmieniając miejsce zamieszkania albo podejmując ryzykowne decyzje. W porównaniu z ich biografiami życie Izaaka nie wydaje się obfitować w burzliwe momenty. Poznajemy go po raz pierwszy jako dorosłego w słynnej, mrożącej krew w żyłach historii o Akedat Icchak, związaniu Izaaka, którą czytamy w Rosz Haszana. Jednakże historia ta skupia się w wymiarze teologicznym i narracyjnym raczej na Abrahamie niż na Izaaku. Ten ostatni jest, niestety, raczej przedmiotem aniżeli podmiotem tej opowieści. Niektórzy z was być może pamiętają, że, tak samo jak jego ojciec Abraham musiał ukrywać tożsamość Sary, podobnie Izaak musiał raz udawać, że jego żona Rebeka jest jego siostrą, aby oszczędzić jej romantycznych zabiegów króla Abimelecha z Gerar. Poza tymi dwoma zajściami życie Izaaka było stosunkowo ubogie w wydarzenia. Co więc robił? Czym zasłużył sobie na zaszczyt bycia jednym z naszych trzech patriarchów, podczas gdy charyzmatyczny Józef nie otrzymał tego pożądanego tytułu?

Czytana w tym tygodniu porcja Tory, Toldot, dostarcza nam dodatkowych informacji w kwestii zdawałoby się prozaicznego życia Izaaka. Choć nie podróżował tak jak jego ojciec Abraham, jego syn Jakub i wnuk Józef, Izaak miał zawsze dużo zajęć. Spędzał czas, zasiewając ziemię Kanaan i kopiąc liczne studnie, aby uczynić ją bardziej zdatną do zamieszkania. Izaak wielokrotnie napotykał sprzeciw ze strony innych mieszkańców ziemi, którzy zasypywali wykopane przez niego studnie. Nie osłabiło to jednak jego determinacji, aby poprawić warunki życia dla wszystkich mieszkańców tej ziemi. Kiedy pojawiały się konflikty, Izaak po prostu przenosił się do nowej lokalizacji w Kanaanie i kopał kolejną studnię.

Ostatecznie nawet przeciwnicy Izaaka uznali korzystny wpływ jego pracy na ziemię Kanaan. Król Abimelech z Gerar przybył do najnowszej wybudowanej przez Izaaka studni. Tam dwaj przywódcy złożyli sobie nawzajem przysięgę. Od tego momentu nie będzie już między nimi konfliktów, będą braćmi zjednoczonymi we wspólnym zadaniu uczynienia ziemi Kanaan lepszym miejscem. Oddanie Izaaka dla uczciwej, ciężkiej pracy dla dobra wszystkich przynosi efekty; zapewniło krótki, ale błogosławiony okres dobrobytu, pokoju i braterstwa. Pamięć o przysiędze, jaką złożyli wraz z Abimelechem została zachowana w nazwie miejsca, w którym zawarli pakt: Beer Szewa, „Studnia Przysięgi”, obecnie największe miasto na południu Izraela i stolica Negewu.

Ciężka praca, braterstwo, pokój. Te wartości ucieleśniane przez Izaaka mają być w zamierzeniu etyczną podstawą każdego międzynarodowego wydarzenia sportowego, w tym Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Niestety, tegoroczny mundial w Katarze zaprzecza wszystkim szczytnym ideałom, jakie powinien promować. W odróżnieniu od studni Izaaka, które powstały dzięki jego własnej ciężkiej pracy, stadiony katarskie i inna infrastruktura mundialowa zostały zbudowane przez migrantów ekonomicznych w warunkach przypominających niewolnictwo. Szacuje się, że nawet 15 000 pracowników migracyjnych zmarło, pracując przy projektach infrastrukturalnych zapoczątkowanych w Katarze od czasu, kiedy w 2010 r. FIFA przyznała mu organizację mundialu.

Splamiona krwią postawa Katarczyków wobec praw człowieka sięga dalej niż tylko złe traktowanie migrantów ekonomicznych. Osoby LGBTQ+, czy to rdzenni Katarczycy czy migranci ekonomiczni, mogą dostać karę do siedmiu lat więzienia za życie zgodnie z własną tożsamością. Muzułmanom grozi za to kara śmierci. Na skutek tego katarscy mieszkańcy LGBTQ+ żyją w ukryciu i strachu, a nie w pokoju, jaki Izaak próbował nieść wszystkim, których spotkał.

Jeśli mimo to postanowicie oglądać Mistrzostwa Świata, bądźcie świadomi cierpienia migrantów ekonomicznych, jakim przypłacono budowę jego infrastruktury. Bądźcie świadomi psychicznego cierpienia osób LGBTQ+, jakie zostało złożone na ołtarzu PR-u Kataru i FIFA. Co najbardziej rozczarowujące, mundial w Katarze świadczy o porażce międzynarodowej społeczności sportowej, aby podtrzymywać i promować wartości, które rzekomo reprezentują.

Na szczęście możemy promować właśnie te wartości, naśladując zachowania Izaaka i uosabiając jego mocne strony. Oto kilka przykładowych rzeczy, jakie możemy zrobić:

Możemy na przykład odmówić Alejnu w geście solidarności z katarską społecznością LGBTQ+.

Możemy chwalić piłkarzy, którzy wydają publiczne oświadczenia w sprawie homofobii i transfobii w Katarze.

Co więcej, możemy zwiększać świadomość o bezwzględnym wyzyskiwaniu przez Katar migrantów ekonomicznych, dzieląc się opowieściami o ofiarach mundialu spośród tej grupy (patrz https://blankspot.se/part-1-families-whose-dreams-were…/). Możemy odmówić Kadisz w ich pamięci przed rozpoczęciem każdego meczu.

Mówiąc prosto, możemy zareagować na mundial w taki sposób, w jaki zrobiłby to Izaak.

Jeśli tak uczynimy, zasłużymy sobie na zaszczyt nazywania się potomkami Izaaka nie tylko w sensie duchowym, ale również etycznym.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Noach

Launch Sermon Player

The climate change that caused the flood

Thoughts on parashat Noach

Menachem Mirski

The story contained in our Torah portion for this week can be seen as a metaphor of a great catastrophe in which species were decimated or doomed to total extinction… Only a few of them were to survive, a few individuals of each gender, in order to reproduce and prevent the animal life cycle on the earth from a complete extinction. Does it sound completely unreal today? I don’t think so, it is certainly not beyond the scope of contemporary man’s imagination.

The story of the flood ends with a new Divine promise – the promise of the eternal covenant between God and humankind:

יהוה smelled the pleasing odor, and יהוה resolved: “Never again will I doom the earth because of humankind, since the devisings of the human mind are evil from youth; nor will I ever again destroy every living being, as I have done.

So long as the earth endures,

Seedtime and harvest,

Cold and heat,

Summer and winter,

Day and night

Shall not cease.”

(Genesis 8:20-22)

The above verses can only be understood as a proclamation of faith: as human beings we have no way to verify or falsify them. All we can do is hope that it is true and live with faith that it will, in fact, be so. Nevertheless, people have repeatedly challenged this faith throughout history. The greatest and the most bold challenge to this faith today is posed by climate change.

Climate change is a fact and the one we are experiencing in our times is largely man made. Back in 2018, the Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC) at the request of the UN produced a report from which we know, among other things, a few fundamental things, namely:

  • Increases in average global temperatures are expected to be within the possible range of 0.27 °C (5°F) to 4.8 °C (8.6°F) by 2100, with a likely increase of at least 2.7°F for all possible mitigation scenarios.
  • Except under the most aggressive mitigation scenario studied, global average temperature is expected to warm at least twice as much in the next 100 years as it has during the last 100 years.
  • Ground-level air temperatures are expected to continue to warm more rapidly over land than oceans.

Around the same time climate scientists and economists issued numerous analyses according to which it is going to be very difficult and economically challenging to mitigate the effects of climate change, deeming the most optimistic scenario of 1.5 °C (2.7°F) by 2100 almost impossible to implement, for a variety of reasons – for example, we would have to close and eliminate almost entire energy industry we have at this moment, not only in the US and Europe, but in the entire world, and do it by 2030.

However, what none of those reports says is that we have 12 years until “we all die in a giant ball of fire”, as some politicians and media figures constantly suggest. The idea that the world is going to end in 12 years is an incredible misrepresentation of what the UN Climate Panel has actually done.

But let’s pause here for a second and think: from the analysis brought by scientists from IPCC we know that even if we stopped using fossil fuels completely and reduced our global emission to net zero by 2030, the average temperature on Earth would probably still have increased by 1.5 °C (2.7 °F) by the end of the century. It obviously means that the temperatures on our planet are growing no matter what we do. These facts are commonly known and all of this is well documented by geologists.

he last great global warming in the history of our planet happened roughly 55-58 million years ago and it is called Paleocene–Eocene Thermal Maximum. This warming was caused by a massive carbon release into the atmosphere that has been estimated to have lasted from 20,000 to 50,000 years. Geologists estimate that during this entire period, which lasted for about 200,000 years, global temperatures increased by 5–8 °C, from the average earth temperature of 24–25 °C (75–77 °F) of the preceding Paleocene period. This means that the average temperature on our planet might have been at its pick as high as 29-33 °C (84-91 °F), which is about 16-20 °C (27-34 °F) higher than the current average temperature on earth, which currently fluctuates around 13.9-14.5 (57-58 °F)! Both poles were ice free at that time, as in the preceding Paleocene era; the temperatures of Arctic and Antarctic seas were as high as 23 °C (73 °F). The climate of almost the entire planet was tropical; forests covered most areas of our planet, palm trees grew in areas of northern states, like Wyoming, Montana or Canada. How did it affect the animal kingdom? Because of these environmental conditions of that period  an intense evolution of primates took place: The oldest known undoubted fossil primates are about 55 million years old [2][3]. This global warming likely „changed the course of evolution”, as a result of which apes came into being,  from which we, humans, have later evolved. The next epoch, the Eocene, kicked off with a global average temperature more than 8 °C (about 14 °F) warmer than today, gradually cooling over the next 22 million years. Having said that, we are also allowed to say that as living beings we are grandchildren or great-grandchildren of the last global warming.

I am bringing this analysis here in order to put things in a proper perspective and cool down emotions often accompanying this debate. Our planet, and life on it, not only survived but also thrived during much warmer periods than the one we expect to happen. Obviously, the human factor involved in our current situation makes it unprecedented. However, the scenario that things could get out of hand and the earth could become the second Venus as a result of a phenomenon known as the runaway greenhouse effect was found unprobable by scientists in 2013. For this to happen, our whole human civilization would have to emit 10 times more carbon dioxide than we emit today. One of the important factors to stop this effect is life on earth itself, which is capable of absorbing huge amounts of carbon dioxide. Another argument often raised in this debate is that even a global increase of 3°C (5.7 °F) will bring prolonged heat waves, droughts and increasingly common and severe extreme weather events. This may be true, however, it is also true that the global percentage of people dying in natural disasters has decreased since the early 1900’s by 95%.

Climate economists have done numerous analyses of the matter. In economic terms, spending on physical assets on the course to net-zero would reach about US$275 trillion by 2050, or US$9.2 trillion per year on average, an annual increase of US$3.5 trillion. [1] I don’t think any economy in the world can possibly bear that kind of burden. The UN report from 2014 estimated that, if we don’t change anything, the economical impact of global warming by 2070 would be equivalent to each one of us losing somewhere between 0.2 and 2 percent of our income. Juxtaposing these two analyses also brings us some additional context – the necessary context we need in the debate on climate change. The scientists and economists who prepared the reports for the UN knew that the most aggressive mitigation options – like a complete worldwide resignation from fossil fuels in a decade or two – were impossible to implement without ensuing a global economic collapse.

There is no scientific evidence that climate change we are experiencing in our times poses any existential threat to planet earth and life on it. Climate change is a real problem and it is something we should strive to fix but we also need a sense of proportion in this matter. If you tell people this could be the end of the world for everyone of us – which is what existential threat means – you are telling people that we should spend everything on fixing this problem and not bother about anything else.  What poses a real threat – to our economy, and therefore to our societies worldwide, are irresponsible energy policies leading to galloping inflation and financial destabilization of the markets, which happens across the western world due to bad decisions of our political leaders. Calling for complete abolition of fossil fuels is not only irresponsible; it is, in fact, a call for genocide: it has been estimated that if we stopped using fossil fuels today, between 20 and 60 million of people would die from startvation within a few days. Who would be willing to take responsibility for a decision like that? We need to steadily transition to more and more clean energy but it cannot be solely dictated by government fiat or a group of lobbying businessmen: the fundamental solution here is to invest in new technologies (such as hydrogen cars, for example) and improvement of existing technologies (like nuclear energy).

Climate change is not the only challenge facing humanity – everyone realized that during the recent pandemic. Thus, we have to ask ourselves how much we want and how much we actually can spend on mitigating this problem compared to all the other problems we, as humanity, are facing. All of it should be a subject of an open, public, honest, academic and intellectual debate. Unfortunately this debate is all too often exceedingly emotional, partisan, full of fear-mongering, apocalyptic visions invented to scare people and emotionally manipulate them to make them accept everything people in power want to implement in response to these challenges. And it is often the case that real and important questions, as well as good, reasonable ideas for solutions get completely drowned in this entire noise, in this media hype.

There is a lot to study and talk about regarding this problem. I was just trying to hallmark some important issues and make some important, in my opinion, points. There is a widespread opinion that governments should play a central role in the entire process of tackling climate change and restructuring our energy industry. This is, in my opinion, a very dubious and dangerous view, especially if it were to entail unrestrained increase of their governmental powers, without a proper concern on economic stability and growth, and without a proper balance in decision-making. Nobody should have power to unanimously dictate solutions here. Nobody owns the science, nobody is entitled or even able to make predictions with absolute certainty. Science on these problems is not absolutely settled and probably won’t ever be. It’s all based on computer models. Basing on my knowledge of the methodology of science I would say that the certainty of what is going to happen in 100 years is not greater than our certainty regarding events that happened on planet earth 50-60 million years ago. There are so many things we don’t know and can’t predict.

We are not omniscient. Human cognition is always limited. But the world will not end in 2030 or 2050; there is no scientific, nor any other rational knowledge that would suggest anything like that. That kind of ‘predictions’ are typically based on misrepresentation of facts, ignorance and fear. Where our knowledge ends, our faith begins. According to some of our biblical commentators, it was not only arrogance that caused the ancient people to build the Tower of Bavel; it was also, if nor primarily, their disbelief: they did not believe in the Divine promise that there would not be another flood. They rejected faith in God’s covenant with mankind and therefore built a civilization that has collapsed. Let us be mindful and let us not repeat their mistake. We have more time to decide; more than we typically think.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

[1]https://www.mckinsey.com/mgi/overview/in-the-news/what-it-will-cost-to-get-to-net-zero

[2]https://www.esrf.fr/home/UsersAndScience/Publications/Highlights/highlights-2013/x-ray-imaging/im2.html

[3]https://milnepublishing.geneseo.edu/the-history-of-our-tribe-hominini/chapter/primate-evolution/

https://climatechange.chicago.gov/climate-change-science/future-climate-change

https://www.britannica.com/science/Neogene-Period

https://en.wikipedia.org/wiki/Paleocene%E2%80%93Eocene_Thermal_Maximum

Noach

Launch Sermon Player

Zmiana klimatu, która sprowadziła potop

Refleksja nad paraszą Noach

Menachem Mirski

Historię zawartą w porcji Tory na ten tydzień można odczytywać metaforycznie, jako jeden z obrazów wielkiej katastrofy, w której to wszystkie żyjące gatunki zostały zdziesiątkowane lub skazane na całkowite wyginięcie… Tylko nieliczne indywidua miały przetrwać, po kilka osobników każdej płci, po to by się rozmnożyć i w ten sposób zapobiec całkowitemu wyginięciu życia na Ziemi. Brzmi nierealnie? Nie sądzę, na pewno idee te nie są poza zasięgiem wyobraźni współczesnego człowieka.

Historia potopu kończy się nową Boską obietnicą – obietnicą wiecznego przymierza między Bogiem a ludzkością:

Noe zbudował ołtarz dla Wiekuistego i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. Gdy Wiekuisty poczuł miłą woń, rzekł do siebie: «Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem. Będą zatem istniały, jak długo trwać będzie Ziemia: siew i żniwo, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc». (Rodzaju 8:20-22)

Powyższe wersety mogą być wyłącznie rozumiane jako wyznanie wiary: jako istoty ludzkie nie mamy możliwości ich zweryfikowania ani sfalsyfikowania. Wszystko, co możemy zrobić, to mieć nadzieję, że jest to prawda i żyć z wiarą, że w rzeczywistości tak będzie. Niemniej jednak historycznie rzecz biorąc ludzie wielokrotnie ową wiarę kwestionowali. Największym i najbardziej wyrazistym wyzwaniem dla tej wiary są zmiany klimatu.

Zmiany klimatu są faktem, a te, które doświadczamy w czasach obecnych, są w dużej mierze dziełem człowieka. W 2018 roku Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) na zlecenie ONZ przygotował raport, z którego dowiadujemy się, między innymi, kilku podstawowych rzeczy, a mianowicie:

  • Przewiduje się, że wzrost średnich temperatur na świecie będzie w możliwym zakresie od 0,27 °C (0,5°F) do 4,8 °C (8,6°F) do roku 2100, z prawdopodobnym wzrostem o co najmniej 2,7°F dla wszystkich możliwych scenariuszy łagodzenia owych zmian.

  • Pomijając najbardziej agresywny scenariusz łagodzenia zmian klimatycznych (polegający na natychmiastowej, całkowitej globalnej rezygnacji paliw kopalnych), oczekuje się, że globalna średnia temperatura wzrośnie co najmniej dwa razy bardziej w ciągu następnych 100 lat niż w ciągu ostatnich 100 lat.

  • Przewiduje się, że temperatury powietrza na poziomie gruntu będą się nagrzewać szybciej na lądzie niż w oceanach.

Mniej więcej w tym samym czasie klimatolodzy i ekonomiści przygotowali liczne analizy, według których łagodzenie skutków zmian klimatu będzie bardzo trudne i ekonomicznie karkołomne, uznając, że najbardziej optymistyczny scenariusz wzrostu o 1,5 °C (2,7°F) do 2100 r. jest niemalże niemożliwy do wdrożenia, z różnych powodów – np. musielibyśmy zamknąć i wyeliminować prawie całą energetykę, jaką mamy w tej chwili, nie tylko w USA i Europie, ale na całym świecie, i zrobić to do 2030 roku.

Jednak żaden z tych raportów nie mówi, że mamy 12 lat, zanim „wszyscy zginiemy w gigantycznej kuli ognia”, jak stale sugerują niektórzy politycy i gadające głowy mainstreamowych mediów. Idea, że świat się skończy za 12 lat, jest niewiarygodnym wypaczeniem analiz, których faktycznie dokonał Panel Klimatyczny ONZ.

Zatrzymajmy się tu jednak na chwilę i zastanówmy: z analizy przeprowadzonej przez naukowców z IPCC wiemy, że nawet gdybyśmy całkowicie przestali używać paliw kopalnych i zmniejszyli naszą globalną emisję do zera, do 2030 r., średnia temperatura na Ziemi prawdopodobnie i tak by wzrosła o 1,5°C (2,7°F) do końca wieku. To oczywiście oznacza, że temperatury na naszej planecie rosną bez względu na to, co robimy. Te fakty są powszechnie znane i wszystko to jest dobrze udokumentowane przez geologów.

Ostatnie wielkie globalne ocieplenie w historii naszej planety miało miejsce około 55-58 milionów lat temu i nazywa się ono maksimum termicznym paleocenu i eocenu. Ocieplenie to było spowodowane masowym uwalnianiem związków węgla do atmosfery, które, jak się szacuje, trwało od 20 000 do 50 000 lat. Geolodzy szacują, że przez cały ten okres, który trwał około 200 000 lat, globalne temperatury wzrosły o 5–8 °C (7-14°F) od średniej temperatury Ziemi wynoszącej 24–25°C (75–77°F) z poprzedniego okresu – paleocenu. Oznacza to, że średnia temperatura na naszej planecie mogła sięgać nawet 29-33°C (84-91°F), czyli była o 16-20°C (27-34°F) wyższa niż obecna średnia temperatura na ziemi, która wynosi około 13,9-14,5 (57-58°F)! Oba bieguny były wówczas kompletnie pozbawione lodowców, podobnie jak w całej poprzedniej erze paleocenu; temperatura mórz arktycznych i antarktycznych sięgała 23 °C (73 °F). Klimat prawie całej planety był tropikalny; lasy pokrywały większość obszarów naszej planety, palmy rosły na obszarach północnych Stanów, takich jak Wyoming, Montana oraz Kanady. Jak miało to wpływ na królestwo zwierząt? Z powodu warunków środowiskowych tamtego okresu miała miejsce intensywna ewolucja naczelnych: Najstarsze istniejące skamieliny ssaków naczelnych datowane są na około 55 milionów lat [2] [3]. To globalne ocieplenie prawdopodobnie „zmieniło bieg ewolucji”, w wyniku czego powstały później małpy, z których później wyewoluowaliśmy my, ludzie. Następna epoka, eocen, rozpoczęła się od globalnej średniej temperatury wyższej o ponad 8 °C (około 14 °F) niż obecnie, stopniowo ochładzając się w ciągu następnych 22 milionów lat. Możemy jednakże powiedzieć, że jako istoty żywe jesteśmy wnukami lub prawnukami ostatniego globalnego ocieplenia.

Przedstawiam tutaj tę analizę, aby nadać sprawom właściwą perspektywę i schłodzić emocje, które często towarzyszą tej debacie. Nasza planeta i życie na niej nie tylko przetrwały, ale także rozkwitały w znacznie cieplejszych okresach niż ten, którego obecnie oczekujemy. Oczywiście czynnik ludzki odgrywający główną rolę w naszej obecnej sytuacji czyni ją bezprecedensową. Jednak scenariusz, który mówi, że sprawy mogą wymknąć się spod kontroli, a Ziemia może stać się drugą Wenus w wyniku zjawiska zwanego niekontrolowanym efektem cieplarnianym, został uznany przez naukowców w 2013 roku za nieprawdopodobny. By się to stał,  nasza cywilizacja musiałaby emitować 10 razy więcej dwutlenku węgla niż emitujemy dzisiaj. Jednym z ważnych czynników zatrzymujących ten efekt jest samo życie na ziemi, które jest zdolne do pochłaniania ogromnych ilości dwutlenku węgla. Innym argumentem często podnoszonym w tej debacie jest to, że nawet globalny wzrost o 3°C (5,7°F) przyniesie przedłużające się fale upałów, susze oraz coraz częstsze i bardziej dotkliwe ekstremalne zjawiska pogodowe. Może to być prawdą, ale prawdą jest również, że globalny odsetek ludzi ginących w klęskach żywiołowych zmniejszył się od początku XX wieku o 95%.

Ekonomiści klimatyczni dokonali tutaj wielu analiz. W kategoriach ekonomicznych wydatki potrzebne na aktywa fizyczne by zmniejszyć emisje do zera netto wyniosły by 275 bilionów dolarów do 2050 roku, czyli średnio 9,2 biliona dolarów rocznie, co oznacza roczny wzrost o 3,5 biliona dolarów.  Nie sądzę, aby jakakolwiek gospodarka na świecie mogła udźwignąć tego rodzaju ciężar. Raport ONZ z 2014 r. oszacował, że jeśli nic nie zmienimy, skutki gospodarcze globalnego ocieplenia do 2070 r. będą równoznaczne z utratą przez każdego z nas od 0,2 do 2 procent naszych dochodów. Zestawienie tych dwóch analiz daje nam również dodatkowy kontekst – niezbędny kontekst, którego potrzebujemy w debacie na temat zmian klimatycznych. Naukowcy i ekonomiści, którzy przygotowali raporty dla ONZ, wiedzieli, że najbardziej agresywne opcje łagodzenia – jak całkowita rezygnacja z paliw kopalnych na całym świecie w ciągu dekady lub dwóch – są niemożliwe do wdrożenia bez spowodowania globalnego załamania gospodarczego.

Nie ma naukowych dowodów na to, że zmiany klimatyczne, których doświadczamy w naszych czasach, stanowią jakiekolwiek zagrożenie egzystencjalne dla naszej planety i życia na niej. Zmiana klimatu to realny problem i powinniśmy dążyć do jego rozwiązania, ale potrzebujemy też poczucia proporcji w tej kwestii. Jeśli mówisz ludziom, że dla każdego z nas może to być koniec świata – co oznacza zagrożenie egzystencjalne – mówisz ludziom, że powinniśmy wydać wszystko na rozwiązanie tego problemu i nie przejmować się niczym innym. Realnym zagrożeniem – dla naszej gospodarki, a więc i społeczeństw na całym świecie i pokoju w nich – jest nieodpowiedzialna polityka energetyczna prowadząca do galopującej inflacji i finansowej destabilizacji rynków, do której dochodzi w całym zachodnim świecie z powodu złych decyzji naszych przywódców politycznych. Wezwanie do całkowitego zniesienia paliw kopalnych jest nie tylko nieodpowiedzialne; jest to w rzeczywistości wezwanie do ludobójstwa: szacuje się, że gdybyśmy dzisiaj przestali używać paliw kopalnych, w ciągu kilku dni zginęłoby z głodu od 20 do 60 milionów ludzi. Kto byłby skłonny wziąć odpowiedzialność za taką decyzję? Musimy stopniowo przechodzić na coraz więcej czystej energii, ale nie może to być wyłącznie podyktowane dekretem rządu lub grupą lobbujących biznesmenów: tutaj podstawowym rozwiązaniem jest inwestowanie w nowe technologie (takie jak na przykład samochody na paliwo wodorowe) i ulepszanie istniejących technologie (takie jak energia jądrowa).

Zmiany klimatu to nie jedyne wyzwanie stojące przed ludzkością – wszyscy zdali sobie z tego sprawę podczas ostatniej pandemii. Dlatego musimy zadać sobie pytanie, ile chcemy i ile faktycznie możemy wydać na złagodzenie tego problemu w porównaniu do wszystkich innych problemów, przed którymi stoimy jako ludzkość. Wszystko to powinno być przedmiotem otwartej, publicznej, uczciwej, akademickiej i intelektualnej debaty. Niestety ta debata zbyt często jest niezwykle emocjonalna, stronnicza, pełna wywołujących strach, apokaliptycznych wizji wymyślonych, by przestraszyć ludzi i manipulować nimi emocjonalnie, aby zaakceptowali wszystko, co ludzie u władzy chcą wprowadzić w odpowiedzi na te wyzwania. I często zdarza się, że prawdziwe i ważne pytania, a także dobre, rozsądne pomysły na rozwiązania giną całkowicie w tym całym tym medialnym szumie.

Zmiany klimatu to temat bardzo rozległy, i do studiowania, i do dyskusji. Próbowałem jedynie wyróżnić tutaj kilka ważnych kwestii i przedstawić kilka ważnych, moim zdaniem, tez. Panuje powszechna opinia, że ​​centralną rolę w całym procesie przeciwdziałania zmianom klimatycznym i restrukturyzacji naszej energetyki powinny odgrywać rządy. Moim zdaniem jest to bardzo wątpliwy i niebezpieczny pogląd, zwłaszcza jeśli miałby wiązać się z nieskrępowanym wzrostem ich władzy owych rządów, bez należytej troski o stabilność  gospodarczki i właściwą równowagę w podejmowaniu decyzji. Nikt nie powinien mieć tu prawa do jednomyślnego dyktowania rozwiązań. Nikt nie jest właścicielem nauki, nikt nie ma prawa, ani nawet nie jest w stanie dokonywać przewidywań z absolutną pewnością. Nauka o tych problemach nie jest do końca ustalona i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Wszystko opiera się na modelach komputerowych. Opierając się na mojej znajomości metodologii nauki powiedziałbym, że pewność tego, co wydarzy się za 100 lat, nie jest większa niż nasza pewność co do wydarzeń, które miały miejsce na Ziemi 50-60 milionów lat temu. Jest tak wiele rzeczy, o których nie wiemy i których nie możemy przewidzieć.

Nie jesteśmy wszechwiedzący. Poznanie ludzkie jest zawsze ograniczone. Ale świat nie skończy się w 2030 lub 2050 roku; nie ma naukowej ani żadnej innej racjonalnej wiedzy, która by coś takiego sugerowała. Tego rodzaju „przewidywania” są zazwyczaj oparte na błędnym przedstawieniu faktów, ignorancji lub strachu. Tam, gdzie kończy się nasza wiedza, zaczyna się nasza wiara. Według niektórych naszych komentatorów biblijnych to nie tylko arogancja spowodowała, że starożytni zbudowali Wieżę Babel; była to również, jeśli nie przede wszystkim, ich niewiara: nie wierzyli w Boską obietnicę, że nie będzie kolejnego potopu. Odrzucili wiarę w przymierze Boga z ludzkością i dlatego zbudowali cywilizację, która upadła. Bądźmy uważni i nie powtarzajmy ich błędu. Mamy, więcej czasu na zastanowienie, niż się nam potocznie wydaje.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.