Matot-Massei

Launch Sermon Player

Finish What You Start

Thoughts on Parashat Matot-Massei

Menachem Mirski

“Two things are infinite: the universe and human stupidity; and I’m not sure about the universe,” Albert Einstein reportedly said. He also said that “Nothing happens until something moves.” Indeed, constant movement seems to be the essence of everything. This is one of the few empirical truths we should also consider as normative. To stop, to do nothing, is a fundamental violation of the principle that governs the entire universe. If you violate this principle, if you stop, you won’t have to wait long for the consequences.

In the story from this week’s parasha, two of the Israelite tribes did, in fact, try to stop short. After settling in the favorable piece of land on the eastern side of the Jordan River, Reubenites and Gadites decided that they didn’t have to conquer the Promised Land, that they could just stay where they were – it was good enough:

The Reubenites and the Gadites owned cattle in very great numbers. Noting that the lands of Jazer and Gilead were a region suitable for cattle, the Gadites and the Reubenites came to Moses, Eleazar the priest, and the chieftains of the community, and said, “Ataroth, Dibon, Jazer, Nimrah, Heshbon, Elealeh, Sebam, Nebo, and Beon— the land that the LORD has conquered for the community of Israel is cattle country, and your servants have cattle. It would be a favor to us,” they continued, “if this land were given to your servants as a holding; do not move us across the Jordan.” (Num 32:1-5)

Upon hearing their plea, Moses rebukes them saying that they were committing the same sin as the Isrealites when they took the advice of the spies who, after exploring the Promised Land, discouraged all the people of Israel from conquering it, which resulted in God punishing them with an additional 40 years of wandering in the desert.

After Moses reminded them of this punishment (Num 32:10-14), the Gadites and Reubenites humble themselves under the Divine “threat”. They assure both Moses and God that although they will secure the well-being of their families and flocks in territories already conquered on the eastern side of the Jordan river, they will join their brethren in the conquest of “the core part” of the Promised Land, located on the west side of the river. The promise they make ultimately dismisses the Divine wrath.

This Divine anger is a punishment that happens when we withdraw from an effort, and this is how the story can be understood today. The principle of the story being: never stop halfway along the path you have taken, even if what you have achieved is satisfying enough. Be true to your original goals and intentions and follow through. Do not be fooled by temporary prosperity and stability, because what you already perceive as your reward may, in the near future, in fact, become a punishment. At best, you will plunge into boredom. Then you will regret not taking the next step. You will regret that you lacked the courage and wonder what you could have achieved, especially if the opportunity disappears. Also, never set a goal of just being happy, because that doesn’t really mean anything and what is worse is you can be sure that you are unaware of what will actually make you happy unless you continue to make, work toward and achieve your goals. Happiness is a feeling that accompanies our achievements. We achieve happiness when we achieve the goals we have set ourselves and even if you are unable to ever “feel” happy you will have a sense of accomplishment, of making a difference in the world. We are fundamentally narrative creatures; the essence of our existence is to constantly move forward. The only end point is death. Even if we are very successful and achieve all our goals, the moment we achieve them, we envision the next ones (if we don’t we must envision them). In all you do, reach for the Promised Land and don’t stop… ever, reaching… because none of our goals are, in fact, final.

Shabbat shalom

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Matot-Masei

Launch Sermon Player

Nie zatrzymuj się w połowie drogi

Refleksja nad paraszą Matot-Masei

 Menachem Mirski

“Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej”. – powiedział ponoć Albert Einstein. Einstein powiedział też, iż „Nic się nie dzieje, dopóki coś się nie poruszy”. W istocie, ciągły ruch wydaje się być istotą wszystkiego co istnieje we wszechświecie. Jest to jedna z niewielu prawd empirycznych, które powinniśmy uznać również za normatywne. Zatrzymanie się, nie robienie niczego, jest fundamentalnym naruszeniem zasady rządzącej całym wszechświatem. Jeśli naruszysz tę zasadę i przestaniesz robić cokolwiek, nie będziesz musiał długo czekać na konsekwencje.

W historii z naszej paraszy na ten tydzień, dwa spośród izraelskich plemion próbują się zatrzymać i poprzestać na tym, co już mają. Po osiedleniu się na dogodnym kawałku ziemi po wschodniej stronie Jordanu, Rubenici i Gadyci zdecydowali, że nie muszą podbijać Ziemi Obiecanej, że mogą po prostu pozostać tam, gdzie są:

Rubenici i Gadyci posiadali liczne i bardzo duże stada. Gdy ujrzeli krainę Jezer i Gilead, uznali, że ta okolica nadaje się bardzo do hodowli bydła. Podeszli więc i tak mówili do Mojżesza, kapłana Eleazara i książąt społeczności: «Atarot, Dibon, Jazer i Nimra, Cheszbon, Eleale, Sibma, Nebo i Beon, kraj, który Wiekuisty oddał społeczności Izraela, nadaje się szczególnie do hodowli bydła, a twoi słudzy posiadają [wiele] bydła». Potem mówili dalej: «Jeśli darzysz nas życzliwością, oddaj tę krainę w posiadanie sługom swoim. Nie prowadź nas przez Jordan! (Lb 32:1-5)

Mojżesz usłyszawszy tę prośbę gani ich, mówiąc, że popełnili ten sam grzech, co Izraelici, którzy posłuchali rady szpiegów powracających z Ziemi Obiecanej, którzy zniechęcili cały lud Izraela do jej podboju, w rezultacie czego Bóg ukarał ich dodatkowymi 40 latami wędrówki po pustyni. Po tym, jak Mojżesz przypomina im o tej karze (Lb 32:10-14), Gadyci i Rubenici korzą się pod tą groźbą. Zapewniają zarówno Mojżesza, jak i Boga, że chociaż zapewnią byt rodzinom oraz stadom na terenach już podbitych, po wschodniej stronie Jordanu, dołączą do swoich braci w podboju „zasadniczej części” Ziemi Obiecanej, położonej po zachodniej stronie Jordanu. Obietnica ta ostatecznie oddala Boski gniew.

Ów Boski gniew jest karą, która spotyka nas zawsze gdy cofamy się przed wysiłkiem i w taki sposób można rozumieć tę historię dzisiaj. Zasada płynąca z takiego jej rozumienia brzmiałaby następująco: nigdy nie zatrzymuj się w połowie drogi, którą sobie obrałeś, nawet wtedy (lub zwłaszcza wtedy), kiedy to co osiągnąłeś już cię satysfakcjonuje. Pamiętaj o swoich pierwotnych celach i zamierzeniach, i podążaj za nimi. Nie daj się zwieść tymczasowemu dobrobytowi i stabilizacji, bowiem to, w czym już widzisz swoją nagrodę, może w niedalekiej przyszłości stać się dla ciebie karą. W najlepszym przypadku – pogrążysz się w nudzie. Wtedy będziesz żałował, że nie zdecydowałeś się na następny krok. Będziesz żałował, że zabrakło ci odwagi i że nie poszedłeś dalej, zwłaszcza jeśli takowa możliwość przestała istnieć. Nigdy też nie stawiaj sobie za cel być po prostu szczęśliwym, bo to nic nie znaczy (i możesz nawet nie być całkowicie świadomym tego, co naprawdę uczyni cię szczęśliwym). Poczucie szczęścia jest uczuciem towarzyszącym naszym osiągnięciom: mamy je wtedy, gdy osiągamy cele, które sobie założyliśmy. Jesteśmy z gruntu istotami “narracyjnymi”: istotą naszej egzystencji jest ciągłe przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Jeśli przestaniemy to robić i zatrzymamy się w jakimś punkcie na dłuższy czas, zostaniemy wkrótce ukarani, ponieważ odrzuciliśmy rozwój. Jedynym punktem końcowym w życiu jest śmierć. Nawet jeśli jesteśmy pełni sukcesów i osiągamy wszystkie założone przez nas cele, w momencie, gdy je osiągamy, widzimy już następne (a jeśli ich nie widzimy, to powinniśmy). A zatem nigdy nie ustawajmy w naszych dążeniach i celach, ponieważ żadne z nich nie są w rzeczywistości ostateczne.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Parashat Pinchas

Launch Sermon Player

Not in an Earthquake You Will Find Me but in a Soft, Murmuring Sound

Thoughts on Parashat Pinchas

 

Menachem Mirski

Is there a general rule of how we should deal with evil? Should we fight back, respond with poker face or with doing good to an evildoer, hoping that he will become aware of the wickedness of his behavior and will return to the right path? The answers to these questions are dependent on what we believe about the nature of evil: does evil exist objectively? Or maybe certain human actions are only evil ‘in our eyes’ – we only perceive them as evil and call them so. It also depends on what we believe about bad people: can someone be evil simply by nature or are the so-called bad people merely misguided?

Generally speaking, this is an endless debate, with lots of arguments for and against this and that position. It is good, however, to have an elaborated opinion on that topic because we never know when we find ourselves interacting with, God forbid, real, genuine evil. Thus, let us, religious Jews, look into the Torah for hints, especially because our Torah portion for this week also deals with this problem.

Our parasha starts with the story of Pinchas’ divine reward. Pinchas, grandson of Aaron, was rewarded with the eternal priesthood for killing another Israelite – the Simeonite prince Zimri – as well as the Midianite princess who was his paramour. It all happened after “the Israelite people profaned themselves by whoring with the Moabite women, who invited the people to the sacrifices for their god” (Numbers 25:1-2). Although that may sound at least controversial to our modern ears, both our Sages and biblical commentators believe that the slaying of Zimri was correct. Not recommended, but correct. Halachically speaking it was the case of halacha ve’ein morin ken – a halacha we do not teach. Although our sages in tractate Sanhedrin consider excommunicating Pinchas for his deed, commentators like Rashi, Ramban, Kli Yakar portray Pinchas as a hero, who actually deserves praise because he did the right thing risking his own life for the sake the Torah.

Therefore, what Pinchas did was correct, but the act of execution itself was beyond the norms of Jewish ethics and Jewish law. The story of Pinchas is often compared to the one of prophet Elijah, who killed 450 prophets of Baal, as we find in I Kings 18:40:

Then Elijah said to them, “Seize the prophets of Baal, let not a single one of them get away.” They seized them, and Elijah took them down to the Wadi Kishon and slaughtered them there. (I Kings 18:40)

Right after that Elijah runs away from king Ahab, because his wife, Jezebel, swears to avenge the murdered prophets and kill him. But Elijah’s behavior goes beyond fearing for his life. He is indeed very sorrowful in the aftermath of what he did. Being hungry and parched he wishes to die on the desert:

Frightened, he fled at once for his life. He came to Beer-sheba, which is in Judah, and left his servant there; he himself went a day’s journey into the wilderness. He came to a broom bush and sat down under it, and prayed that he might die. “Enough!” he cried. “Now, O LORD, take my life, for I am no better than my fathers.” He lay down and fell asleep under a broom bush. Suddenly an angel touched him and said to him, “Arise and eat.” He looked about; and there, beside his head, was a cake baked on hot stones and a jar of water! He ate and drank, and lay down again. (I Kings 19:3-6)

Elijah is on his way to mount Horeb (Sinai). He goes there for 40 days and 40 nights because he wishes to relive the Sinai experience and return to what is the proper, Divine path. God saves Elijah’s life and shows him His ways:

“Come out,” He called, “and stand on the mountain before the LORD.” And lo, the LORD passed by. There was a great and mighty wind, splitting mountains and shattering rocks by the power of the LORD; but the LORD was not in the wind. After the wind—an earthquake; but the LORD was not in the earthquake. After the earthquake—fire; but the LORD was not in the fire. And after the fire—a soft murmuring sound. (I Kings 19:11-12)

The passage above tells us what are the ways of the Holy One and how should people who follow His ways conduct. Even though all these phenomena were caused by the Divine power, God was not in them; God was not in the wind, nor in the earthquake, nor in the fire. God was in this what happened at the end – He was in a soft, murmuring sound. This is to teach us that in God’s eyes the appropriate action involves calmness and forethought.

In that kind of considerate, calm and patient manner we should approach evil, which exists objectively. Generally speaking, it means that we should never allow evil to dominate our minds and our behavior. The rest depends on the situation. Sometimes we need to fight back, sometimes we need to remain indifferent and sometimes we need to respond to evil with good. Everything depends on the magnitude of evil and the power dynamic between the parties involved: if power is on our side and our life and well being is not endangered, then we definitely have a luxury to respond to evil with good. If the situation is equal, it’s usually better to retain poker face and negotiate, to try to take someone away from the wrong path, to stave off bad intentions and plans. If power is on the side of evil doers, we don’t have much of a choice, and that was basically the case of Pinchas.

The kind of killing that Pinchas or Elijah did was not justified already in rabbinic times, let alone today – it would be considered a murder. But both stories contain one more message: every social conflict that escalates can reach its tipping point after which there is no return. After reaching that point there is only violence and this violence becomes justified in the eyes of each party that decides it is the last resort. We have no a priori knowledge about when this tipping point will be reached. Therefore, in our turbulent times, we need to at least hear the arguments of ‘the other side’ and treat them seriously, for the sake of peace. The more we do in this matter, the better. Even though peace can be sometimes sacrificed for the sake of truth, it is still in the interest of each party – peace is in the interest of all humanity and above all the “tribal” interests.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Pinchas

Launch Sermon Player

Nie w trzęsieniu ziemi znajdziesz Mnie, ale w cichym, mruczącym dźwięku

Refleksja nad paraszą Pinchas

Menachem Mirski

Jak należy postępować w obliczu zła? Czy powinniśmy żarliwie wobec niego oponować? Zachować pokerową twarz? A może odpowiedzieć wykazując się właściwym zachowaniem, etycznym zachowaniem i zrobić dla złoczyńcy dobry uczynek w nadziei, że uświadomi sobie niegodziwość swojego zachowania i wróci na właściwą ścieżkę? Odpowiedzi na te pytania zależą od tego, co wierzymy na temat natury zła, na przykład, czy zło istnieje obiektywnie? A może jest tak, że pewne ludzkie działania są złem jedynie „w naszych oczach” – my tylko postrzegamy je jako zło i w ten sposób je nazywamy. Wiele zależy również od naszych przekonań o tzw “złych ludziach”: czy możliwe, że ktoś może być po prostu “zły z natury”, czy może ludzie ci po prostu zbłądzili?

Ta debata oczywiście nie ma końca i zawiera wiele argumentów za i przeciw takiemu i owemu stanowisku. Dobrze jest jednak mieć wypracowaną opinię na ten temat, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy możemy stanąć w obliczu realnego, prawdziwego zła. A ponieważ jesteśmy religijnymi Żydami, przyjrzyjmy się temu co mówi na ten temat Tora.

Nasza parasza zaczyna się od opowieści o boskiej nagrodzie dla Pinchasa. Pinchas, wnuk Aarona, został nagrodzony wiecznym kapłaństwem za zabicie innego Izraelity –  Zimriego, księcia Symeonitów – oraz księżniczki Madianitów, która była jego kochanką. Wszystko to wydarzyło się po tym, jak „naród izraelski począł uprawiać nierząd z córkami Moabu, które zapraszały ów lud do składania ofiar swoim bogom i oddawania swoim bogom pokłonów” (Liczb 25:1-2). I choć dla naszych współczesnych uszu może to zabrzmieć co najmniej kontrowersyjnie, zarówno nasi mędrcy, jak i biblijni komentatorzy uważają, że zabicie Zimriego było słuszne. Niezalecane, ale właściwe. Halachicznie rzecz ujmując mamy tu do czynienia z przypadkiem halacha ve’ein morin ken – jest to halacha, której nie uczymy. I chociaż nasi mędrcy w traktacie Sanhedryn rozważają ekskomunikowanie Pinchasa za jego czyn, komentatorzy tacy jak Raszi, Ramban, Kli Yakar przedstawiają Pinchasa jako bohatera, który w rzeczywistości zasługuje na uznanie i pochwałę, nie tylko dlatego, że postąpił słusznie, ale także dla tego, że dla Tory gotów był zaryzykować własnym życiem.

A zatem to, co zrobił Pinchas, było słuszne, jednakże sam akt egzekucji wykraczał poza normy żydowskiej etyki i żydowskiego prawa. Historia Pinchasa jest często porównywana do historii proroka Eliasza, który zabił 450 proroków Baala, o czym czytamy w I Księdze Królewskiej 18:40:

Eliasz zaś im rozkazał: «Chwytajcie proroków Baala! Niech nikt z nich nie ujdzie!» Zaraz więc ich schwytali. Eliasz zaś sprowadził ich do potoku Kiszon i tam ich wytracił. (I Krl 18:40)

Zaraz potem Eliasz ucieka przed królem Achabem, ponieważ jego żona Jezebel poprzysięga pomścić zamordowanych proroków i go zabić. Jednakże zachowanie proroka wykracza poza strach o własne życie; jest on bardzo zatrwożony i zasmucony po tym, co uczynił. W głodzie i spiekocie pustyni postanawia umrzeć:

Wtedy Eliasz zląkłszy się, powstał i ratując się ucieczką, przyszedł do Beer-Szeby w Judzie i tam zostawił swego sługę, a sam na [odległość] jednego dnia drogi poszedł na pustynię. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, rzekł: «Wielki już czas, o Wiekuisty! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków». Po czym położył się tam i zasnął. A oto anioł, trącając go, powiedział mu: «Wstań, jedz!» Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył. (I Krl 19:3-6)

Eliasz jest w drodze na górę Horeb (Synaj). Wędruje przez 40 dni i 40 nocy, by ponownie przeżyć doświadczenie Synaju i powrócić na właściwą, Boską ścieżkę. Bóg ratuje życie Eliasza i przedstawia mu drogi Wiekuistego:

Wtedy rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Wiekuistego!» A oto Wiekuisty przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Wiekuistym; ale Wiekuisty nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Wiekuisty nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Wiekuisty nie był w ogniu. A po tym ogniu – cichy, mruczący dźwięk. (I Krl 19:10-12)

Powyższy fragment wyraża dość jasno jakie są drogi Wiekuistego i jak powinni postępować ludzie, jeśli chcą Jego drogami podążać. Chociaż wszystkie owe zjawiska były efektem działania Boskiej mocą, Boga w nich nie było; Bóg nie był w wietrze, ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu. Bóg był w tym, co wydarzyło się na końcu – był w szmerze łagodnego powiewu, w cichym mruczącym dźwięku. Tym samym właściwe oczach Boga działania to działania spokojne o przezorne.

Właśnie w taki spokojny i cierpliwy sposób powinniśmy podchodzić do zła. Ogólnie rzecz biorąc, nigdy nie powinniśmy pozwalać na to, by zło zdominowało nasze umysły ani zachowanie. Reszta zależy od sytuacji. Czasami musimy aktywnie walczyć przeciw złu, czasami musimy pozostać obojętni, a czasami musimy odpowiedzieć dobrem na zło. Wszystko zależy od ogromu zła i dynamiki sił między zaangażowanymi stronami: jeśli przewaga siły jest po naszej stronie, a nasze życie i dobrobyt nie są zagrożone, to wówczas mamy luksus odpowiadania na zło dobrem, z intencją pokazania komuś dobrej drogi. Jeśli bilans sił się równoważy, zwykle lepiej zachować spokój i negocjować, próbować odciągnąć osobę od złej ścieżki, udaremnić złe intencje i plany. Jeśli jednakże siła jest po stronie złoczyńców, to nie mamy wielkiego wyboru: możemy albo uciec i poświęcić wszystko, co cenimy, albo podjąć ryzyko żarliwej walki w celu przywrócenia prawidłowego status quo (i tak było w przypadku Pinchasa).

Akt zabójstwa, jakiego dokonali Pinchas czy Eliasz, nie stanowił uzasadnionego odebrania życia już w czasach talmudycznych, nie mówiąc o czasach współczesnych, kiedy uznano by to po prostu za morderstwo (choć może był to akt wojny? Możliwe, ale to już osobny, rozległy temat). Obie historie zawierają jednak jeszcze jedno przesłanie: każdy eskalujący konflikt społeczny może w pewnym momencie osiągnąć swój punkt krytyczny, po którym nie ma już powrotu. Po osiągnięciu tego punktu jest już tylko przemoc i ta przemoc staje się “przemocą uzasadnioną” w oczach każdej ze stron, która uzna, że jest ona ostatecznością. Nie mamy jednak wiedzy a priori o tym, kiedy ów punkt krytyczny może zostać osiągnięty. Dlatego w naszych niespokojnych czasach, w których niemal wszystko może stać się przedmiotem sięgający zenitu emocji, musimy przynajmniej starać się wysłuchać argumentów „drugiej strony” i potraktować je poważnie, w imię pokoju. Im częściej to będziemy robić, tym lepiej. I chociaż czasem można poświęcić pokój w imię prawdy, to właśnie pokój jest zasadniczo tym, co leży w interesie wszystkich ze stron: nie tylko w interesie naszego „plemienia”, ale w interesie całej ludzkości.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Stargazer staring at Israel

Launch Sermon Player

Stargazer staring at Israel

Thoughts on parashat Balak

Menachem Mirski

No man ever steps in the same river twice, for it’s not the same river and he’s not the same man, said ancient Greek philosopher, Heraklitus. This great metaphor says that change is at the essence of everything, both in the world of nature and the human world. Although there are constant elements in the universe (like laws of physics) and there are constant patterns of human behavior, at the end of the day the change, particularly in the human world, can nullify everything, including these constant patterns.

On the other hand, this constant element, pattern in human behavior, can also bring change, as well as nullify or destroy everything, including human life. This week’s Torah portion tells us the story that contains both elements of change and constant patterns. The (non-Jewish) prophet Balaam gets hired by a Moabite king, Balak, to curse Israel in order to further defeat them. Balaam tries to curse Israelites three times and each time he tries, he blesses them. However, contrary to the common opinion, he ultimately completes his task and manages to curse Israel: he becomes an inciter, who advises Moabite and Midianite women to seduce Israelites to perform idol worship with them and this brings the Divine wrath upon them. Ultimately, Balaam dies at Israel’s hand, for they conquer Midian and slay him (Num 31).

Who was Balaam? Opinions of the rabbis are very different on this subject. Some believed he was among seven great prophets who prophesied in the non-Jewish world (Talmud Bava Batra 15b). Midrash Bereshit Rabba 65:20 calls him the greatest philosopher in the world whereas Bamidbar Rabbah 14 portrays him as a prophet like Moshe, even exceeding Moshe’s greatness in certain ways. He was able to know the state of God’s feelings and predict the moment of the Divine wrath (Talmud Berachot 7).

Ibn Ezra, however, calls him only a stargazer and astrologer, and credits him with no ability to curse or bless. Similarly, many other commentators call him a sorcerer or even charlatan. Zohar portrays him as a man with an Open, but Evil eye: wherever he gazed, he sent forth evil spirits to do the damage and that is what he aimed towards Israel. According to Abravanel Balaam actually wished to harm Israel even more than his ‘employer’, Balak, did yet his evil powers disappeared when he came to deal with Israel.

Opinions on Balaam differ because the situation described in our Torah portion is dynamic and it develops. Our parasha tells a story of a fallen prophet, of a man endowed once with the Divine wisdom that was turned into our enemy and God’s enemy. Our Sages say in Midrash that Balaam was infused with a prophetic spirit (ruach hakodesh), but when he joined up with Balak, it left him and he became a mere magician. In this light the miracle of his donkey speaking to him would have the following meaning: it would symbolize a decline of his prophetic abilities and thus the fall and failure of a once illustrious, enlightened man, who has become dogged and blinded in his intentions and actions and thus lost his outstanding, supernatural abilities. Indeed, it was the donkey who made him aware of the inconsistency of his intentions with the will of God. What could be more emphatic, what could be more ‘screaming’ to a prophet than this?

However, for Balaam it only worked partially and temporarily. After he hit the donkey three times and made it speak to him, the Holy One opened his eyes:

Then the LORD uncovered Balaam’s eyes, and he saw the angel of the LORD standing in the way, his drawn sword in his hand; thereupon he bowed right down to the ground. (Numbers 22:31)

But Balaam continues his journey with the intent of cursing Israel, which, according to the angel’s behavior, seems to be legitimized by God Himself. God changes his heart temporarily and makes his mouths bless Israel instead of cursing them. But it seems that the situation becomes more and more difficult. When he tries to curse Israel for the third time God intensifies His presence in the world and the Divine spirit itself (ruach Elohim) descends upon Balaam:

As Balaam looked up and saw Israel encamped tribe by tribe, the spirit of God [ruach Elohim] came upon him. (Num 24:2)

Which is a rare occurrence that happens in the Torah only three times besides our parasha: before the Creation of the world [Gen 1:2], when Joseph interprets Pharaoh’s dreams [Gen 41:38] and when God bestows it on Bezalel to design and construct the Mishkan [Ex 31:3 and 35:31]. But it doesn’t help. We don’t hear about Balaam until Numbers 31 when he gets killed by the Israelites and when his last plot against them is being revealed (Num 31:8-16)

What may be the significance of this story for us today? I believe that several conclusions can be drawn from what I said above. Firstly, even smart and enlightened people can become our enemies, even vicious enemies. Thus, intelligence and education is not a completely reliable vaccine against antisemitism and hate. World history proves this point: there have been great luminaries who were antisemites or who sided with antisemites (like Voltaire, Dostoyevsky, Martin Heidegger or Romanian scholar of religion Mircea Eliade). Secondly, we should be careful when dealing with people who put their interests ahead of their values: in this case everything can turn on a dime, and our ‘friends’ can be turned into our enemies instantly. For this reason we should rather look for friends among people who share similar values to ours, or at least we need to know their table of values and that they really cherish them. And thirdly, although we should patiently work on our relationships with other peoples and their leaders, we should be aware of the winds of history and should be aware of the relative fragility of all relationships between people of different nations, cultures and faiths. Even God gave up on Balaam, all the more so our power is limited in this matter. That is also why we need to support our state – Israel. It is our home where we don’t have to rely on anyone else than us, no matter what happens in the rest of the world and no matter what the world thinks about Israel.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Obserwator gwiazd wpatruje się w Izrael

Launch Sermon Player

Obserwator gwiazd wpatruje się w Izrael

Refleksja nad paraszą Balak

Menachem Mirski

Żaden człowiek nie wejdzie dwa razy do tej samej rzeki; bo nie będzie to już ta sama rzeka lub on nie będzie tym samym człowiekiem. Ta wielka, wypowiedziana przez Heraklita metafora, głosi, iż zmiana jest istotą wszystkiego, zarówno w świecie przyrody, jak i w świecie człowieka. I  choć we wszechświecie istnieją stałe elementy (takie jak prawa fizyki) i istnieją stałe schematy/szablony ludzkich zachowań, w ostatecznym rozrachunku zmiana, szczególnie w ludzkim świecie, może unieważnić wszystko, łącznie z tymi stałymi wzorcami.

Z drugiej strony, ten stały element, szablon ludzkiego zachowania, może również przynieść zmianę i zarazem unieważnić lub zniszczyć wszystko, w tym ludzkie życie. Porcja Tory na ten tydzień opowiada nam historię, która zawiera zarówno elementy zmiany, jak i stałe wzorce/schematy. (Nie-żydowski) prorok Balaam zostaje zatrudniony przez króla Moabitów, Balaka, by przekląć Izrael, by ich mógł w dalszej perspektywie pokonać. Balaam próbuje przekląć Izraelitów trzy razy i za każdym razem jego usta wypowiadają błogosławieństwa. Jednak wbrew obiegowej opinii Balaam ostatecznie wywiązuje się ze swojego zadania i udaje mu się przekląć Izrael: staje się podżegaczem, który radzi Moabitkom i Midianitom uwieść Izraelitów i skłonić ich do bałwochwalstwa, co sprowadza na nich Boski gniew. Ostatecznie Balaam ginie z ręki Izraela, oni bowiem podbijają Madianitów i zabijają go (Lb 31).

Kim był Balaam? Opinie rabinów na ten temat są bardzo różne. Niektórzy wierzyli, że był jednym z siedmiu wielkich proroków, którzy prorokowali w nieżydowskim świecie (Talmud Bawa Batra 15b). Midrasz Bereszit Rabba 65:20 nazywa go największym filozofem w świecie, podczas gdy Bamidbar Rabba 14 przedstawia go jako proroka podobnemu Moszemu, a nawet przewyższającego go pod pewnymi względami. Potrafił on np. poznać stan uczuć Boga i przewidzieć moment gniewu Bożego (Talmud Berachot 7).

Ibn Ezra jednakże twierdzi, by był on jedynie obserwatorem gwiazd i astrologiem, i odmawia mu jakiejkolwiek zdolności do przeklinania lub błogosławienia. Podobnie wielu innych komentatorów nazywa go czarownikiem, a nawet szarlatanem. Zohar przedstawia go jako człowieka z otwartym, ale złym okiem: gdziekolwiek spojrzał, posłał złe duchy, aby wyrządziły szkody i taki był jego zamiar względem Izraela. Według Abravanela, Balaam w rzeczywistości chciał zaszkodzić Izraelowi nawet bardziej niż jego „pracodawca”, Balak, jednak jego złe moce zniknęły, gdy staną oko w oko z Izraelem.

Rabiniczne opinie na temat Balaama różnią się, ponieważ sytuacja opisana w naszej części Tory jest dynamiczna i rozwija się. Nasza parsza opowiada historię upadłego proroka, człowieka obdarzonego niegdyś Boską mądrością, który stał się naszym wrogiem i wrogiem samego Boga. Nasi mędrcy mówią w Midraszu, że Balaam został napełniony duchem proroczym (ruach ha-kodesz), ale kiedy połączył się z Balakiem, opuścił go i stał się zwykłym magikiem. W tym świetle cud przemawiającego do niego osła miałby następujące znaczenie: symbolizowałby upadek jego zdolności proroczych, a tym samym upadek i porażkę niegdyś znakomitego, oświeconego człowieka, który stał się zawzięty i zaślepiony w swoich intencjach, działaniach i tym samym stracił swoje wybitne, nadprzyrodzone zdolności. Istotnie, to osioł uświadomił mu niezgodność jego intencji z wolą Bożą. Co może być bardziej dobitne, co może być bardziej krzykliwe dla proroka niż to?

Jednak w przypadku Balaama zadziałało to tylko częściowo i tymczasowo. Po tym, jak trzykrotnie uderzył osła i sprawił, że on przemówił do niego ludzkim głosem, Wiekuisty otworzył mu oczy:

Wtedy otworzył Wiekuisty oczy Balaama i zobaczył on anioła Wiekuistego, stojącego na drodze z obnażonym mieczem w ręku. Ukląkł więc i oddał pokłon twarzą do ziemi. (Lb 22:31)

Ale Balaam kontynuuje swoją podróż z zamiarem przeklęcia Izraela, co wedle zachowania anioła, wydaje się być legitymizowane przez samego Boga, który tymczasowo zmienia jego serce i sprawia, że jego usta błogosławią Izraelowi, zamiast go przeklinać. Wydaje się jednak, że sytuacja staje się coraz trudniejsza. Kiedy po raz trzeci Balaam próbuje przekląć Izrael, Bóg intensyfikuje swoją obecność w świecie, tak że sam Duch Boży (ruach Elohim) zstępuje na niego:

Gdy więc podniósł oczy i zobaczył Izraela rozłożonego obozem według swoich pokoleń, ogarnął go Duch Boży (Lb 24:2)

Co jest rzadkim zjawiskiem, które zdarza się w Torze tylko trzy razy poza naszą paraszą: przed stworzeniem świata (Rdz 1:2), kiedy Józef interpretuje sny faraona (Rdz 41:38) i kiedy Bóg obdarza nim Becalela by ten zaprojektał i zbudował Miszkan (Wj 31:3 i 35:31). Ale to w niczym nie pomaga. Nie słyszymy o Balaamie aż do Księgi Liczb 31, kiedy zostaje zabity przez Izraelitów i kiedy ujawniony zostaje jego ostatni spisek przeciwko nim (Lb 31:8-16)

Jakie znaczenie może mieć ta historia dla nas dzisiaj? Uważam, że z tego, co powiedziałem powyżej, można wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze, nawet inteligentni i oświeceni ludzie mogą stać się naszymi wrogami, nawet zażartymi wrogami. Tak więc inteligencja i edukacja nie są 100% szczepionką przeciwko antysemityzmowi i nienawiści. Historia świata tego przykłady: istnieli wielcy luminarze, którzy byli antysemitami lub stanęli po stronie antysemitów (jak Wolter, Dostojewski, Martin Heidegger czy rumuński religioznawca Mircea Eliade). Po drugie, powinniśmy być ostrożni w kontaktach z ludźmi, którzy swoje interesy przedkładają ponad swoje wartości: w tym przypadku wszystko może się odwrócić, a nasi „przyjaciele” mogą natychmiast zamienić się we wrogów. Z tego powodu powinniśmy raczej szukać przyjaciół wśród ludzi, którzy podzielają podobne do naszych wartości, lub przynajmniej powinniśmy znać ich tablicę wartości i wiedzieć, że naprawdę ją szanują. I po trzecie, chociaż powinniśmy cierpliwie pracować nad naszymi relacjami z innymi narodami i ich przywódcami, powinniśmy być świadomi wiatrów historii i powinniśmy być świadomi względnej kruchości wszelkich relacji między ludźmi różnych narodów, kultur i wyznań. Jeśli nawet sam Bóg zwątpił w Balaama, to tym bardziej nasza moc jest w tej sprawie ograniczona. Dlatego też musimy wspierać nasze państwo – Izrael. To nasz dom, w którym nie musimy polegać na nikim innym niż na nas samych, bez względu na to, co dzieje się w reszcie świata i bez względu na to, co świat myśli o Izraelu.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Pęknięcie w społeczeństwie

Launch Sermon Player

Pęknięcie w społeczeństwie

Refleksja nad paraszą Korach

MENACHEM MIRSKI

Parasza na ten tydzień opisuje zalążek rewolucji, która poniosła całkowitą klęskę. Korach podżega do buntu, kwestionując przywództwo Mojżesza i przyznanie kapłaństwa Aaronowi. W przedsięwzięciu tym towarzyszą mu nieprzejednani wrogowie Mojżesza, Datan i Abiram. Dołącza do nich 250 członków wspólnoty, którzy ofiarowują święty ketoret (kadzidło), aby udowodnić, iż są godni kapłaństwa. W kulminacyjnym momencie tej historii pęka ziemia i połyka buntowników, a ogień pochłania pretendentów do kapłaństwa. Rozgniewany Bóg posyła też plagę, w wyniku której ginie jeszcze 14700 Izraelitów.

Nie będziemy tutaj debatować, czy owe wydarzenia rzeczywiście miały miejsce i jak to się stało, że ziemia nagle się rozstąpiła etc. Taka debata nie jest celowa, bowiem Biblia to przede wszystkim zbiór historii, które mają na celu przekazanie nam pewnych mądrości. W tym m.in. celu historie te były spisywane – aby przekazać pewne przesłania przyszłym pokoleniom. Mądrość i przesłanie tekstów Biblii kryje się często pod dosłownymi treściami jej opowieści. Nie inaczej jest w tym przypadku. Zaproponuję tutaj następującą interpretację: nie pytajmy jak to fizycznie możliwe, że ziemia nagle pękła. Odpowiedzmy na pytanie dlaczego, według narracji biblijnej, owa ziemia pękła. Odpowiedź brzmi: pęknięcie ziemi było wynikiem pęknięcia w społeczeństwie.

I tutaj postawię tezę, znaną wielu uczonym zajmującym się naukami społecznymi: pęknięcia w społeczeństwach, jeśli ignorowane, ostatecznie zawsze prowadzą do katastrof. Odpowiedzi na pytania co należy robić, by tym pęknięciom zapobiec, jak należy je niwelować i im przeciwdziałać to oczywiście tematy na rozległe rozprawy i opracowania naukowe. W to również nie będziemy się tutaj zagłębiać. Ale ponieważ religie, w tym judaizm, istnieją po to, żeby nas wychowywać i przystosowywać do życia w świecie po udzielanie nam względnie prostych, praktycznych i zrozumiałych dla każdego odpowiedzi, przedstawmy jedną z instrukcji, jaką w tej kwestii udziela nam Talmud Babiloński:

„Mędrcy nauczali w tosefcie: Niech ten, kto widzi duże zbiorowisko Izraelitów, wyrecytuje słowa: błogosławiony Ten, który zna wszystkie sekrety. Dlaczego? Bo widzi wszystkich członków narodu, których umysły różnią się między sobą i których twarze różnią się między sobą, a Ten, który zna wszystkie sekrety, czyli Bóg, wie, co znajduje się w sercu każdego z nich. Gemara relacjonuje: Ben Zoma zobaczył kiedyś duże zbiorowisko [okhlosa] Izraelitów, podczas gdy stał na stopniu na Wzgórzu Świątynnym. Natychmiast wyrecytował: błogosławiony Ten, który zna wszystkie sekrety i błogosławiony Ten, który stworzył to wszystko na mój użytek.

Wyjaśniając ten swój zwyczaj, mówił: Ile wysiłku musiał włożyć Adam, pierwszy człowiek, zanim miał do dyspozycji chleb do jedzenia: orał, siał, żął, wiązał w snopy, młócił, przesiewał, oddzielał ziarno od plew, mielił ziarno na mąkę, przesiewał, wyrabiał i piekł, a dopiero później jadł. A ja, z drugiej strony, budzę się rano i znajduję to wszystko już dla mnie przygotowane. Ludzkie społeczeństwo wprowadziło podział pracy i każda jednostka czerpie korzyści z usług świadczonych przez resztę. Podobnie, ile wysiłku musiał włożyć Adam, pierwszy człowiek, zanim sprawił sobie ubranie? Strzygł, prał, rozczesywał, prządł i tkał, i dopiero potem miał do dyspozycji odzienie. A ja, z drugiej strony, budzę się i widzę, że to wszystko jest już dla mnie przygotowane. Członkowie wszystkich narodów, handlarze i rzemieślnicy, sumiennie przychodzą pod drzwi mojego domu, a ja budzę się i widzę wszystkie te rzeczy przede mną”  (Talmud, Berachot 58b).

Powinniśmy zatem błogosławić społeczeństwa, w których żyjemy, bez względu na ludzkie wady i niedoskonałości, z którymi spotykamy się w nich na co dzień. Stanowimy bowiem jedność, bez której nie potrafilibyśmy żyć, choć na co dzień tego nie zauważamy. Postawa, którą przedstawia nam tutaj Talmud  jest też anty-elitarystyczna. Nie ma w niej miejsca na pogardę tych “na górze” względem tych na dole i to w różnych aspektach: materialnym, społecznym czy intelektualnym. Nie ma więc miejsca na pogardę bogatych wobec biednych, sytuowanych wobec niesytuowanych a także ludzi intelektu wobec ludzi prostych. Wszystkie negatywne relacje społeczne tego rodzaju powinny być wyeliminowane.

Wystarczy rzucić okiem na nasze społeczeństwa by się przekonać, jak daleko są one od tego ideału. Pogarda bogatych wobec biednych jest czymś, co jest na porządku dziennym. Owszem, w „bardziej cywilizowanych” społeczeństwach nie jest ona zwykle wyrażana otwarcie. Co nie znaczy, że jej nie ma. W wielu środowiskach ludzi dobrze sytuowanych po prostu nie rozmawia o „problemach reszty społeczeństwa”. Ludzie, którzy nie odnieśli w życiu „sukcesu” (przez który rozumiemy zwykle wysoki status materialny i co za tym zwykle idzie – społeczny) są „sami sobie winni”. Dramat „ludzi sukcesu” zaczyna się wtedy, gdy ci „sami sobie winni” zaczynają stanowić większość w danym społeczeństwie. Nadmierne rozwarstwienie społeczeństw zawsze, prędzej czy później, prowadzi do katastrofy. Znamy to dobrze z historii. Arogancja arystokracji i innych ludzi „wyższych sfer” wielokrotnie była przyczyną rewolucji, w których ta właśnie arystokracja kończyła marnie. Nagle okazywała się być całkowicie bezbronna wobec „rządnego krwi” tłumu.

Podobnie rzecz się ma z arogancją ludzi intelektu i tzw. wysokiej kultury. Wciąż często, choć bardzo rzadko otwarcie – tego wymaga od nich kultura – pogardzają ludźmi prostymi i nie dostrzegają ich problemów. Owszem, zwykle dlatego, że mają własne. Ale własne problemy nie zwalniają nas z obowiązku bycia wrażliwymi na problemy innych. To właśnie owo „lekceważenie tłumu” jest często przyczyną jego buntu przeciw jego intelektualnym elitom. Konsekwencje takiego buntu są zazwyczaj dramatyczne i to dla ogółu społeczeństwa.

Ale wróćmy do naszej paraszy. Mamy w niej zalążek rewolucji, która całkowicie przegrała, bowiem była rewoltą przeciwko Bogu. Nie twierdzę, że to zachowanie Mojżesza i Aarona spowodowało bunt Koracha i jego stronników, ale gniew mamy tutaj po obu stronach, i po stronie wielokrotnie frustrowanych Izraelitów, i po stronie Wiekuistego. To właśnie nieprzejednanie i brak chęci dialogu z obu stron doprowadziło do katastrofy. Ostatecznie cel, jaki miał Bóg, został oczywiście zrealizowany, ale za cenę życia ponad 15000 Izraelitów, w tym ludzi kompletnie niewinnych, w tym kobiet i dzieci.

Historia zna wiele przypadków, które zaczęły się od rzekomo niegroźnych pęknięć i niesprawiedliwości, a skończyły się dramatem i śmiercią setek, tysięcy a nawet milionów niewinnych ludzi. Przypomnijmy więc raz jeszcze słowa błogosławieństw z traktatu Berachot: „Błogosławiony Ten, który zna wszystkie sekrety i błogosławiony Ten, który stworzył to wszystko na mój użytek”.

Miejmy je w pamięci i wypowiadajmy je zawsze, gdy zobaczymy tłum nastawionych pokojowo do świata – i do innych – ludzi. Także, a nawet przede wszystkim, jeśli (pokojowo) wobec czegoś protestują.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

The Roving Eye and the Wandering Heart

Launch Sermon Player

The Roving Eye and the Wandering Heart

Thoughts on parashat Shelach

Menachem Mirski

Reason, feelings, senses… Since antiquity philosophers, thinkers and writers have wandered about these notions relating to intellectual and spiritual phenomena. What should we follow and when? Are there any general rules in this matter or does everything depend on the situation?

Opinions on this matter were divided. This week’s Torah portion also raises this point:

[…] And it shall be to you as a fringe, that you may look upon it, and remember all the commandments of the Lord, and do them; and that you seek not after your own heart and your own eyes, after which you go astray. (Numbers 15:39)

These words are the words of the third paragraph of our daily Shema: ve’lo taturu akharei levavchem ve’acharei eineichem asher atem zonim achareihem. The Hebrew verb taturu used here to express ‘you shall not seek after’ is the same as the verb (latur) used to describe spying that was to be done by the spies exploring the Promised Land at the very beginning of our parasha (Number 13:2, 13:16) As Rashi explains it further by quoting other sources:

The heart and the eyes are the “spies” of the body — they act as its agents for sinning: the eye sees, the heart covets and the body commits the sin (Midrash Tanchuma, Sh’lach 15; cf. Talmud Yerushalmi Berakhot 1:8).

Indeed, our hearts and senses provoke us to sin and this claim can be found in many religious traditions. But what does this ‘not following’ or ‘not exploring/seeking after’ our hearts and eyes really mean? How can we define it? When our feelings/sensory impressions are kosher and when they are not?

The verse itself gives us a hint: you should have tzitzit and look at them (they remind you of the commandments) so that you do not follow your heart or eyes (or other senses). But should we follow the commandments exclusively and completely reject our feelings and testimony of the senses? Some philosophical traditions have taught that but the Torah would have never suggested it. On the contrary, it is precisely a drinking in of the beauty and wonder of the universe that is likely to draw us closer to God and to love and fear Him. This is what Rabbi Bahya Ibn Pakuda observed in his Duties of the Heart:

Are we obliged to contemplate all created things or not? Both Reason and Tradition (written and oral) oblige us to contemplate creation and learn from it the wisdom of the Creator…
With respect to written tradition it is stated in the Bible: “Lift high your eyes and see: Who created these?” (Isaiah 40:26) and “When I behold Your heavens, the work of Your fingers, the moon and stars that You set in place, what is man that You have been mindful of him, mortal man that You have taken note of him.” (Psalm 8:4-5)

Thus by loving the Creation we reach the Creator. In the rabbinic literature we can find even stronger expressions of love towards surrounding reality:

“A person will have to answer for everything that his eye beheld and he did not consume” (Talmud Yerushalmi, Kiddushin 4:12).

Rav Yehuda said: One who goes out during Nisan and sees trees that are blossoming recites: Blessed…who has withheld nothing from His world, and has created in it beautiful creatures and trees for human beings to enjoy. (Talmud Bavli, Berakhot 43b)

The Rabbis also introduced multiple blessings with which we should bless God for creating the entire variety of natural phenomena: sea, sun, thunder, rainbow, an unusual creature or even something as abstract as beauty itself:

Baruch atah adonai eloheinu melech ha’olam shekahcha lo baolamo.
Blessed are you, our God, King of the Universe, who has [brought] such [beautiful things] in His universe.

Obviously we also have numerous blessings for various kinds of food, for which we bless the Creator everyday. Thus, how should we understand the commandment that tells us not to follow our hearts and our senses?

I believe that the proper, modern understanding of this commandment should be the following: We need to be constantly able to discern the connection between the phenomena we experience and the Creator. As long as we see this connection, are connected with the Creator ourselves and are grateful for everything that happens to us, we can do quite a lot, without a risk of being led astray by our feelings or senses. This is all on the spiritual level. On the practical level, it all means – metaphorically speaking – never taking your eyes off the tzitzit – off the commandments. In other words, we need to see (or at least be able to see) all reality in the context of the Divine law.

What are the further, practical consequences of what I just suggested here? I believe that we shall never base our (ethical) judgments exclusively on what our heart tells us – exclusively on empathy, exclusively on compassion. These judgements will never be just. Compassion, empathy should be a component of our judgments but only within the wider context of the Divine law that distinguishes what is good and evil, right and wrong. Only when we are able to situate a human being or an action we judge in this context, then we can let our heart speak. In other words – we need to know who the person morally is or know the exact details of the actions we are talking about. Similarly we should never base our judgments exclusively on what we saw or experienced. It is always limited. There is always a lot more that we did not see nor experience. Here again, we should constantly look at our tzitzit – Divine commandments and judge the reality within this framework. The Divine law, spirit and wisdom helps us to constantly overcome our human limitations: subjectivity of our feelings, perception and our views. It also expands our great, but still limited, imagination.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szpiegujące oko i wędrujące serce

Launch Sermon Player

Szpiegujące oko i wędrujące serce

Refleksja nad paraszą Szelach

Menachem Mirski

Rozum, uczucia, zmysły… te pojęcia odnoszące się do zjawisk intelektualnych i duchowych od starożytności nurtowały filozofów, myślicieli, pisarzy. Czym powinniśmy się kierować, za czym powinniśmy iść? Czy istnieją jakieś ogóle reguły w tej kwestii czy wszystko zależy wyłącznie od sytuacji?

Opinie na ten temat były zawsze podzielone. Porcja Tory na ten tydzień również podnosi to zagadnienie:

To będzie wasz cicit po to, abyście, gdy na niego spojrzycie, przypomnieli sobie wszystkie przykazania Wiekuistego, i abyście je wypełniali, a nie podążali za swoimi sercami i swoimi oczami, którym dajecie się zwodzić. (Liczb 15:39)

To są słowa trzeciego akapitu naszej codziennej Szemy: we’lo-taturu acharei lewawchem we’acharei ejneichem aszer atem zonim achareihem. Hebrajski czasownik taturu użyty tutaj do wyrażenia „abyście nie podążali” jest tym samym, co czasownik latur użyty do opisania zwiadu/badania, na które zostali wysłani szpiedzy do Erec Israel na samym początku naszej parszy (Liczb 13:2, 13:16) Jak wyjaśnia Raszi, przywołując inne źródła:

Serce i oczy są „szpiegami” ciała — działają jako jego agenci by grzeszyć: oko widzi, serce pożąda, a ciało grzeszy (Midrasz Tanchuma, Szelach 15; cf. Talmud Jeruszalmi Berachot 1:8).

Tak więc nasze serca i zmysły prowokują nas do grzechu. Tego rodzaju twierdzenia można znaleźć w wielu tradycjach religijnych. Ale co tak naprawdę oznacza owo „nie podążanie za naszymi sercami i oczami”? Jak możemy to zdefiniować? Kiedy nasze uczucia/wrażenia zmysłowe są koszerne, a kiedy nie?

Sam werset podsuwa nam pewną wskazówkę: powinieneś mieć citcit (frędzle) i patrzeć na nie (przypominają ci one o przykazaniach), aby nie podążać za swoim sercem lub oczami (lub innymi zmysłami). Ale czy powinniśmy skupić się wyłącznie na przykazaniach i całkowicie odrzucić uczucia oraz świadectwo zmysłów? Tego uczyły niektóre tradycje filozoficzne, ale Tora nigdy by czegoś takiego nie zasugerowała. Wręcz przeciwnie, to właśnie rozkoszowanie się pięknem i cudem wszechświata może przybliżyć nas do Boga, do Jego miłości i Jego bojaźni. Oto, co zauważa rabin Bahia Ibn Pakuda w swoich Obowiązkach serca:

Czy mamy obowiązek kontemplować wszystkie stworzone rzeczy, czy nie? Zarówno Rozum, jak i Tradycja (w piśmie oraz ustna) obligują nas do kontemplacji stworzenia i poznawania z niego mądrości Stwórcy…
Jeśli chodzi o tradycję w piśmie, Biblia stwierdza: “Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te [gwiazdy]” (Iz 40:26) oraz “Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz? (Psalm 8:4-5)

W ten sposób miłując Stworzenie, docieramy do Stwórcy. W literaturze rabinicznej można znaleźć jeszcze silniejsze wyrazy uwielbienia wobec otaczającej nas rzeczywistości:

Człowiek powinien być pociągnięty do odpowiedzialności za cokolwiek, co jego oczy widziały, a w czym nie wziął udziału (Talmud Jeruszalmi, Kiduszin 4:12). Raw Jehuda głosił, że każdy, kto zobaczy drzewa w pełnym rozkwicie w miesiącu Nissan powinien wypowiedzieć błogosławieństwo: „Błogosławiony Ten, który nie pozostawił swojego świata w braku czegokolwiek i stworzył piękne stworzenia oraz piękne drzewa dla radości wszystkich ludzi” (Talmud Bawli, Berachot 43b)

Rabini wprowadzili także liczne błogosławieństwa, z pomocą których winniśmy błogosławić Boga za stworzenie całej różnorodności zjawisk przyrody: morza, słońca, grzmotów, tęczy, niezwykłej napotkanej przez nas istoty, a nawet czegoś tak abstrakcyjnego jak samo piękno:

Baruch atah adonai eloheinu melech ha’olam shekahcha lo baolamo.
Błogosławiony jesteś, Boże nasz, Królu Wszechświata, że tak [pięknie] jest w Twoim wszechświecie!

Oczywiście mamy też liczne błogosławieństwa, których używamy codziennie błogosławiąc Stwórcę za różnego rodzaju potrawy, które dzięki Niemu spożywamy. Jak zatem mamy rozumieć przykazanie, które mówi nam, abyśmy nie kierowali się naszym sercem i zmysłami?

Uważam, że właściwe, współczesne rozumienie tego przykazania powinno wyglądać następująco: Musimy zawsze być w stanie dostrzec związek między zjawiskami, których doświadczamy a Stwórcą. Tak długo, jak widzimy ten związek, sami jesteśmy w bliskiej relacji ze Stwórcą, i jesteśmy Mu wdzięczni za wszystko, co nas spotyka, możemy robić w świecie całkiem sporo, bez ryzyka, że zostaniemy zwiedzeni przez nasze uczucia lub zmysły. To na poziomie duchowym. Natomiast na poziomie praktycznym oznacza to nigdy nie spuszczać z oka z cicit – z przykazań. Innymi słowy, oznacza to postrzegać całą rzeczywistość w kontekście Boskiego prawa (lub przynajmniej być w stanie ją tak postrzegać).

Jakie są dalsze, praktyczne konsekwencje tego, co właśnie tutaj zasugerowałem? Uważam, że nigdy nie powinniśmy opierać naszych (etycznych) osądów wyłącznie na tym, co mówi nam nasze serce – wyłącznie na empatii, wyłącznie na współczuciu, bowiem takie osądy nigdy nie będą sprawiedliwe. Współczucie, empatia powinny być składnikiem naszych sądów moralnych, ale tylko w szerszym kontekście, w kontekście Boskiego prawa, które odróżnia dobro od złego, słuszne od tego co niesłuszne. Tylko wtedy, gdy potrafimy umiejscowić człowieka lub działanie, które osądzamy, w tym kontekście, powinniśmy pozwolić naszym sercom przemówić. Innymi słowy – musimy wiedzieć kim jest moralnie dana osoba lub znać dokładne szczegóły działań, o których mówimy. Podobnie też nigdy nie powinniśmy opierać naszych osądów wyłącznie na tym, co widzieliśmy lub czego doświadczyliśmy. To wszystko jest zawsze ograniczone. Zawsze jest o wiele więcej tego, czego nie widzieliśmy ani nie doświadczyliśmy. Tak więc tutaj znów powinniśmy stale patrzeć na nasze cicit – Boskie przykazania – i oceniać rzeczywistość w tych ramach. Boskie prawo, duch i mądrość pomagają nam nieustannie pokonywać nasze ludzkie ograniczenia: subiektywność naszych uczuć, percepcji i poglądów. Powiększają one także naszą wspaniałą, niemniej jednak wciąż ograniczoną, wyobraźnię.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

To Share the Sparks of Divine Wisdom

Launch Sermon Player

To Share the Sparks of Divine Wisdom

Thoughts on Parashat Beha’alotecha

 Menachem Mirski

When we look around at the life of our society, we often wonder why these or those problems and injustices take place. We find answers here and there, in the media, in the scientific literature, or in the opinions of other people. These answers are true to varying degrees. There are those that include deep and complicated analyses – they are usually presented by scientists, philosophers etc. There are plenty of simple or superficial answers to these problems – these are usually presented by politicians. The criterion of their truthfulness, however, is basically one: their practical effectiveness – whether they help to remove the problems they speak about or not.

This week’s Torah portion speaks about this kind of social problem: we have a story of Israelites complaining that they have no meat to eat. (Numbers 11:4-15) This complaint causes the Divine wrath, which is, however, stopped (temporarily) by Moses. But let’s pause here and analyze this part of the story in a bit greater depth. Midrash Sifre explains that the demand for meat could be a cause for God’s vexation, however, not for the fact that the Israelities indeed lacked meat, but for the fact they did not lack it while wandering through the desert. The Torah tells us that they left Egypt with great flocks of sheep and herds of cattle:

…A mixed multitude went up with them, and very much livestock, both flocks and herds.
(Exodus 12:38).

They had not consumed them all in the desert. Surely they ate some, but the herds increased during 40 years of wandering – when they were about to enter the land we are told that:

The Reubenites and the Gadites owned cattle in very great numbers.
(Numbers 32:1)

Thus, it was not the complete lack of meat that made the Israelities complaining. But it is possible that these two tribes – Reubenites and Gadites – had more, or even much more livestock than the 10 remaining tribes. If that was the case, then it would mean that only some of the Israelites lacked meat to eat and only some of them complained. There are two other hints regarding this matter in our parasha. First, Moses, when speaking with God, confirms, that they indeed had livestock:

Could enough flocks and herds be slaughtered to suffice them? Or could all the fish of the sea be gathered for them to suffice them?” (Numbers 11:22)

But at the same time the way Moses speaks about it suggests that there was some gluttonous desire an insatiability involved here, which is completely in line with what we find in the verse 11:4:

The riffraff in their midst felt a gluttonous craving; and then the Israelites wept and said, If only we had meat to eat! (Numbers 11:4).

Thus, what is really going on here is that the group of people called in Hebrew ha’aspesuf, which can be translated as the riffraff, rabble or mob is frustrated and expresses a gluttonous craving: the Hebrew hit’avu ta’ava can be translated as they coveted with lust. Why did they desire the meat so lustfully? Because they were hungry? Not necessarily. It’s possible that they complained because others had meat and they didn’t. This reading is confirmed by Ramban, who says that the wealthier ones had meat in the desert all the time. Some people tend to view the Israelites wandering through the desert as some sort of “equally disadvantaged” group of people who just left the country where they were all “equally oppressed.” In fact, there is neither textual, nor common-sense evidence that this view is correct. It seems that even in Egypt there was disparity between the Israelites, both in the matter of wealth and social status – if they even existed in Auschwitz (as described in P. Levi or J. Amery writings for example), why should they not exist in Egypt, in place where, despite slavery and the terrible living conditions, our ancestors could survive, had families and were able to meet their needs. They all left Egypt with what they had, some had more and some had less. Then, while encamping in the desert, some were frugal and resourceful, and some others were lazy or wasteful, as people normally are.

Therefore, it seems that the Divine wrath that followed their complaints was not an irritation of a Deity who has anger management issues and finds pleasure in torturing the poor, disadvantaged people. It seems that this Divine anger was a common form of spiritual unrest that stemmed from more complex social phenomena: frustration, gluttony, greed, lack of spiritual discipline and perhaps some general, unjust social divisions among the Israelite tribes.

Poverty isn’t good but it is not poverty itself that causes unrest, hatred and violence. There are plenty of poor and disadvantaged societies in the world where the crime rate is not higher than in our affluent, Western societies. It is the relative poverty that causes all of that; it is the situation in which some people lack perspectives to grow, to obtain better social status, while seeing others doing well and constantly moving up in the social hierarchy. This happens, on a smaller or larger scale, in every human society. But the reasons it happens are not purely ‘systemic’; it is not only due to the fact how the society is organized. There are plenty of equally valid reasons for which unrest and injustices happen: educational, cultural and spiritual. It really matters what people are being taught in our societies: whether they are taught frugality and (spiritual) discipline, or entitlement, wastefulness and balagan are being tolerated or even rewarded. It really matters whether we really teach social solidarity and sensitivity towards the needs of others, or these are all just phony upper class gestures made to feel morally better and to appease ‘the mob’.

Therefore, given the complexity of the problem, ein la’davar sof – there is no end in the strivings for justice in our societies. We all should be actively involved in it. God, in His response to Moses’ intercession for the Israelites singles out seventy elders whom He bestows with His Divine spirit. It was all done to heal the Israelite community and to teach them self-control, mindfulness and to fill them with spiritual strength, joy and hope. All these things matter enormously and they cannot be brought or changed ‘systemically’. It is a spiritual duty of every human individual: everyone of us should share the spark of the Divine wisdom he or she obtained. The work towards justice and peace is to a large extent on us, common people: we have to teach each other and learn from each other as much as we can.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA