Launch Sermon Player

Dzielić się iskrami Boskiej mądrości

Refleksja nad paraszą Beha’alotecha

Menachem Mirski

Patrząc wokół, na życie naszych społeczeństw, często zastanawiamy się dlaczego takie lub inne problemy i niesprawiedliwości mają miejsce. Potem znajdujemy odpowiedzi, tu i tam, w mediach, literaturze naukowej czy też w opiniach innych ludzi. Odpowiedzi te są w różnym stopniu prawdziwe; są wśród nich głębokie i skomplikowane analizy, zwykle przedstawiane przez specjalistów od nauk społecznych, filozofów, są też wśród nich odpowiedzi proste i powierzchowne – te zazwyczaj są prezentowane przez polityków. Kryterium ich prawdziwości jest jednak zasadniczo jedno: czy są one praktycznie skuteczne, a więc czy pomagają usunąć problemy o których mówią, czy nie.

W porcji Tory na ten tydzień spotykamy się z tego rodzaju społecznym problemem: mamy historię o Izraelitach narzekających na fakt, iż brakuje im mięsa do jedzenia. (Liczb 11:4-15) Te narzekania sprowadzają na Izraelitów Boski gniew, który zostaje jednak powstrzymany (tymczasowo) przez Mojżesza. Ale zatrzymajmy się tutaj i przeanalizujmy tę część owej historii bardziej dogłębnie. Midrasz Sifre wyjaśnia, że pożądanie mięsa mogło być przyczyną gniewu Boga, jednak nie z powodu tego, że Izraelitom rzeczywiście brakowało mięsa, ale z tego raczej powodu, że nie brakowało im go raczej podczas wędrówki po pustyni. Tora mówi nam, że opuścili oni Egipt z wielkimi stadami owiec i stadami bydła:

Także wielkie mnóstwo cudzoziemców wyruszyło z nimi, nadto owce i woły, i olbrzymi dobytek. (Exodus 12:38).

Nie skonsumowali też wszystkich swoich “mięsnych zasobów” na pustyni, bowiem gdy wkraczają do Erec Israel, Tora informuje nas, że:

Rubenici i Gadyci posiadali liczne i bardzo duże stada. Gdy ujrzeli krainę Jezer i Gilead, uznali, że ta okolica nadaje się bardzo do hodowli bydła.
(Liczb 32:1)

A zatem to nie całkowity brak mięsa sprawił, że Izraelici narzekali. Jest jednak możliwe, że owe dwa plemiona – Rubenici i Gadyci – miały więcej, a nawet znacznie więcej zwierząt gospodarskich niż 10 pozostałych plemion. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że tylko niektórym Izraelitom brakowało mięsa, i tylko niektórzy narzekali. W naszej paraszy są jeszcze dwie inne wskazówki dotyczące tej sprawy. Po pierwsze, Mojżesz, rozmawiając z Bogiem, potwierdza, że rzeczywiście mieli trzody:

Gdyby się zabiło dla nich wszystkie owce i woły, czyżby to wystarczyło? Albo gdyby się wszystkie ryby morskie złowiło, czyż będzie im dosyć? (Liczb 11:22)

Ale jednocześnie sposób, w jaki Mojżesz o tym mówi, sugeruje, że mamy tu do czynienia z jakimś żarłocznym pragnieniem i nienasyceniem, co jest całkowicie zgodne z tym, co znajdujemy w wersecie 11:4:

Tłum pospolitego ludu, który był wśród nich, ogarnęła żądza. Izraelici również zaczęli płakać, mówiąc: «Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? (Liczb 11:4).

W rzeczywistości mamy tu więc do czynienia z sytuacją, w której grupa ludzi określana hebrajskim ha’aspesuf, co można przetłumaczyć jako pospólstwo, gawiedź czy po prostu motłoch jest sfrustrowana i wyraża żarłoczne pragnienia: hebrajskie hit’avu ta’ava można przetłumaczyć pragnęli z pasją lub bardziej pragnęli z żądzą. Dlaczego tak namiętnie pragnęli tego mięsa? Ponieważ byli głodni? Niekoniecznie. Możliwe, że przyczyną narzekań i zrzędzenia był fakt, że inni jedli mięso, a oni nie. Taką interpretację potwierdzałyby słowa Rambana, który mówi, że bogaci przez cały czas jedli mięso na pustyni. Niektórzy ludzie mają skłonność do postrzegania Izraelitów wędrujących przez pustynię jako pewnego rodzaju „równie pokrzywdzonej” grupy ludzi, którzy właśnie opuścili kraj, w którym wszyscy byli „jednakowo uciskani”. W rzeczywistości nie ma ani tekstowych, ani zdroworozsądkowych dowodów na to, że taki pogląd jest poprawny. Wydaje się, że nawet w Egipcie istniały różnice między Izraelitami, zarówno w kwestii zamożności, jak i statusu społecznego – skoro istniały one nawet w Auschwitz, to dlaczego nie miałyby istnieć w Egipcie, w którym, mimo niewoli i fatalnych warunków życia, nasi przodkowie mogli przetrwać, mieć rodziny i być w stanie zaspokoić ich potrzeby. Wszyscy opuścili Egipt z tym, co mieli, niektórzy mieli więcej, a niektórzy mniej. Potem, podczas obozowania na pustyni, niektórzy byli oszczędni i zaradni, inni zaś leniwi i rozrzutni – czyli po prostu, jak zwyczajni ludzie.

Zatem wydaje się, że Boski gniew, który był skutkiem ich skarg, nie był irytacją jakiego Bóstwa, które nie radzi sobie ze swoją skłonnością do gniewu i znajduje przyjemność w torturowaniu biednych, pokrzywdzonych ludzi. Wydaje się, że ów Boski gniew był powszechnym, duchowym niepokojem, który wynikał z bardziej złożonych zjawisk społecznych: frustracji, obżarstwa, chciwości, braku duchowej dyscypliny i być może jakichś ogólnych, niesprawiedliwych podziałów społecznych między plemionami izraelskimi.

Bieda nie jest niczym dobrym, ale ubóstwo samo w sobie nie powoduje społecznych niepokojów, nienawiść i przemoc. Na świecie jest wiele biednych, znajdujących się w niekorzystnej sytuacji społeczeństw, w których wskaźnik przestępczości nie jest wyższy niż w naszych zamożnych społeczeństwach zachodnich. To tzw. względne ubóstwo jest przyczyną tego wszystkiego; jest to sytuacja, w której niektórym ludziom brakuje perspektyw rozwoju, uzyskania lepszego statusu społecznego, podczas gdy jednocześnie widzą oni, jak inni dobrze sobie radzą i nieustannie pną się w górę w hierarchii społecznej. Dzieje się to na mniejszą lub większą skalę w każdym społeczeństwie ludzkim. Ale powody, dla których tak się dzieje, nie są wyłącznie „systemowe”; nie wynikają jedynie ze tego w jaki sposób zorganizowane jest społeczeństwo. Istnieje wiele innych, równie ważnych powodów niepokojów, niesprawiedliwości i wzajemnej wrogości: edukacyjne, kulturowe i duchowe. Naprawdę ważne jest, czego uczy się ludzi w naszych społeczeństwach: czy uczy się ich oszczędności i (duchowej) dyscypliny, czy może roszczeniowość, marnotrawstwo i bałagan są nie tylko tolerowane, lecz wręcz nagradzane. Naprawdę ma znaczenie, czy naprawdę uczymy solidarności społecznej i wrażliwości na potrzeby innych, czy też są to tylko fałszywe gesty klasy wyższej, czynione wyłącznie dla poczucia się moralne lepszym oraz po to, by uspokoić „motłoch”.

Dlatego biorąc pod uwagę złożoność problemu, dążenie do sprawiedliwości w naszych społeczeństwach nie ma końca. Wszyscy powinniśmy się w to aktywnie zaangażować. Bóg w swojej odpowiedzi na wstawiennictwo Mojżesza za Izraelitami wybiera siedemdziesięciu starszych, których obdarza swoim Boskim duchem, obecnością, szechiną. Wszystko to miało na celu uzdrowienie społeczności izraelskiej i nauczenie ich samokontroli, roztropności i napełnienie ich duchową siłą, radością i nadzieją. Wszystkie te rzeczy mają ogromne znaczenie i nie można ich wprowadzać ani zmieniać „systemowo”. Praca nad tym jest duchowym obowiązkiem każdego człowieka: każdy z nas powinien dzielić się iskrą Boskiej mądrości, którą uzyskał. Praca na rzecz sprawiedliwości i pokoju w dużej mierze spoczywa na nas, zwykłych ludziach: musimy uczyć się nawzajem i uczyć się od siebie tak dużo, jak tylko jesteśmy w stanie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA