Launch Sermon Player

JOM HAZIKARON I JOM HAACMAUT

Rabin dr Walter Rothschild

Choć nowość sytuacji bycia uwiązanym w domu już się zatarła, to ograniczenia oraz związane z nią skutki nadal się utrzymują. W Izraelu w Jom HaZikaron wiele pogrążonych w żałobie rodzin będzie się czuć podwójnie zasmuconych, gdyż nie mogą odwiedzić cmentarzy ani pomników upamiętniających ich bliskich, którzy polegli w walce, zaś w Jom Haacmaut nikt nie będzie tańczył hory. W tym roku rocznice te przypadają zaledwie tydzień po zawarciu tymczasowego rozejmu w długotrwałym konflikcie politycznym, w ramach którego nawet sam rozejm uważany jest przez wiele osób po obu stronach za sięgający zbyt daleko kompromis. Być może nie jest przypadkiem, że w czasie, gdy tak wiele osób w Izraelu mierzy się z bezrobociem, utworzono tak wiele stanowisk dla ministrów…. Na smutną ironię zakrawa fakt, iż tak wielu Izraelczyków odczuwa głęboką troskę o przyszłość Państwa, nie w wymiarze fizycznym, ale moralnym.

A jednak – zwłaszcza dlatego, że w diasporze wielu Żydów również podchodzi z coraz większym dystansem do rozwoju wydarzeń politycznych w jedynym państwie żydowskim, jakie mamy, a nawet czują się zawstydzeni, iż nie-Żydzi automatycznie zakładają, że popierają oni wszystkie działania tego państwa – ja uważam, że ważne jest dokładne przyjrzenie się alternatywom. Największą alternatywą jest oczywiście nieposiadanie w ogóle żadnego państwa, do którego można by wrócić – i powrócenie do sytuacji, w jakiej znajdowali się wszyscy ci Żydzi, którzy, zaledwie jedno czy dwa pokolenia temu, rozpaczliwie szukali dla siebie miejsca – jakiegokolwiek miejsca na świecie, które by ich przyjęło. Myślę, że zbyt łatwo jest się obecnie koncentrować na tym, że szklanka jest do połowy pusta – państwo podzielone pomiędzy Żydami charedi i świeckimi, państwo podzielone jeśli chodzi o podejście wobec mniejszości, państwo podzielone jeśli chodzi o rolę religii, państwo pogardzane przez jego sąsiadów i innych – i zapominać o tym, że posiadanie choćby i tylko do połowy pełnej szklanki samo w sobie jest już cudem. I że ten cud został osiągnięty tylko dzięki poniesieniu wielkich kosztów jeśli chodzi o wysiłek, cierpienie i ból. Krew, pot i łzy towarzyszyły narodzinom państwa Izrael i niestety od tamtego czasu towarzyszą mu już nieprzerwanie. Jestem w stanie zrozumieć tych, którzy czują, że nie są w stanie z całego serca wspierać syjonizmu, ale nie potrafię zrozumieć tych, którzy mu się sprzeciwiają, którzy odmawiają Izraelowi prawa do istnienia, którzy nim pogardzają i oskarżają go niesprawiedliwie o tak wiele grzechów i niegodziwości. Żydzi, zwłaszcza oni, powinni być bardzo wyczuleni na próby porównywania jakiegokolwiek późniejszego konfliktu do planów eksterminacyjnych wdrażanych przez nazistów i ich zwolenników – a jednak niektórzy Żydzi tak właśnie robią.

Warto zatem być może przyjrzeć się nieco historii tych dwóch dni oraz temu, co one symbolizują. Po pierwsze, zanim zaczniemy świętować niepodległość i wolność, ważne jest, żeby pomyśleć o tych, którzy oddali za to państwo swoje życie – żeby umożliwić jego ustanowienie i przetrwanie, oraz, niestety, również o tych niewinnych cywilach, którzy padli ofiarą osób usiłujących ponownie zniszczyć tę ziemię. Nie wszystkie ofiary poległy z bronią w ręku, na polu walki. Choć wielu zginęło właśnie w taki sposób…; w wojnach obronnych przeciwko fellahom, przeciwko dokonującym agresji obcym wojskom, przeciwko terrorystom. Te dwa dni są ze sobą powiązane, podobnie jak wyzwolenie z Egiptu zostało osiągnięte tylko poprzez śmierć egipskich pierworodnych i egipskiej armii.

W obiegu krąży wiele „fake newsów”, czyli fałszywych informacji. Jedna z nich głosi, że „Żydzi” (kimkolwiek by nie byli) w praktyce najechali na kraj i ukradli go jego pierwotnym mieszkańcom. W rzeczywistości Liga Narodów przyznała mandat Wielkiej Brytanii pod warunkiem, że ta uczyni wszystko co w jej mocy, żeby zachęcić do stopniowego stworzenia „ojczyzny” dla Żydów – sformułowanie to nie zostało nigdy zbyt ściśle zdefiniowane, ale oznaczało to wyraźnie, iż Żydom powinny przysługiwać w tym kraju jakieś prawa. Artykuł 2 dokumentu wydanego przez Ligę stwierdza: „Mandatariusz przyjmuje odpowiedzialność za utworzenie w kraju takiego politycznego, administracyjnego i ekonomicznego stanu rzeczy, który by zapewnił utworzenie ogniska narodowego dla narodu żydowskiego, jak to przewidziano we wstępie oraz zapewnił również rozwój instytucji samorządowych, jak również ochronę praw obywatelskich i religijnych wszystkich mieszkańców Palestyny bez względu na rasę i religię”*. Warto zauważyć, że faktyczne granice obszaru, który miał być nazywany „Palestyną” przez szereg lat pozostawały bardzo płynne, aż do około 1925 roku. Stworzono nowy „emirat” Transjordanii, toczyły się dyskusje w sprawie traktatu z Francuzami, którzy sprawowali mandat nad Syrią – nie ma to być w zamierzeniu długi wykład na temat historii, a jednak trzeba tę historię znać.

Jednak Arabowie w Jaffie wszczynali zamieszki po tym, jak w roku 1922 uchwalono białą księgę na temat polityki brytyjskiej w Palestynie, która podzieliła kraj i stworzyła Transjordanię (gdzie nie miały zastosowania wszystkie zasady mandatowe!). Później dochodziło do dalszych prowokacji (z obu stron), a następnie do gwałtownych zamieszek w sierpniu 1929 roku, w których brutalnie zamordowano ponad 133 Żydów, większość z nich w ich domach, 67 w Hebronie i 18 w Sfat. Powołano tak zwaną Komisję Shawa, która miała za zadanie ustalić, co zostało popełnione i przez kogo. Zaś w październiku 1930 roku biała księga Passfielda ograniczyła żydowską imigrację – jak na ironię, dwa lata przed tym, jak coraz to więcej Żydów, którzy wcześniej byli zadowoleni ze swojego życia w Europie, zaczęło się czuć zagrożonych.

Nie trzeba posiadać wiedzy o każdym dokumencie, ale ważne jest, aby być w stanie odrzucać inne, często wygłaszane twierdzenie, jakoby państwo to zostało „ofiarowane Żydom” w rezultacie europejskich zbrodni popełnionych podczas Szoah. Już w roku 1938 Komisja Peela szukała sposobów, żeby doprowadzić do pokojowego podziału kraju pomiędzy Żydami i Arabami – i odniosła porażkę. Można powiedzieć tyle, że kiedy wyszła na jaw potworność tego, co się stało w Europie i gdy wysiedleńcy czy też dipisi zdali sobie sprawę, że w dalszym ciągu nie są mile widziani w swoich ojczyznach, nacisk na imigrację rósł wykładniczo, a cierpliwość się w dużej mierze wyczerpała.

Okres pomiędzy 1945 i 1948 rokiem był czasem krwawej wojny domowej. Owszem, obie strony dopuszczały się przemocy, ale nie umniejsza to faktu, iż Żydzi byli atakowani na drogach, na ulicach Tel Awiwu i Jerozolimy, na drodze do (oblężonej) Jerozolimy, w Jehiam, w czterech kibucim wchodzących w skład Gusz Ecjon, w Hajfie i w innych miejscach. Lista jest przygnębiająca, a statystyki są tragiczne – byli to w wielu przypadkach Żydzi, którzy przeżyli Szoah i przybyli, żeby zbudować nowe życie w państwie żydowskim. Pod koniec roku 1946 Żydzi stanowili jedną trzecią ludności; w sobotę 29 listopada 1947 roku Ogólne Zgromadzenie ONZ głosami większości (33:13 przy 10 wstrzymujących się) nad Rezolucją 181 zgodziło się na podział kraju na trzy części (ludzie zawsze zapominają o tej trzeciej części!). Miała być jedna część dla Żydów, jedna dla Arabów – zarówno chrześcijańskich jak i muzułmańskich – oraz jedna, która miała mieć międzynarodowy i neutralny status!

Chciałbym jednak zacytować sir Alexandra Cadogana, brytyjskiego przedstawiciela w ONZ, który 21 stycznia 1948 roku powiedział tej organizacji: „Arabowie są zdeterminowani, żeby pokazać, iż nie podporządkują się potulnie planowi ONZ, podczas gdy Żydzi próbowali skonsolidować przewagę, jaką uzyskali w Ogólnym Zgromadzeniu poprzez serię drastycznych operacji mających na celu zastraszyć Arabów i wybić im z głowy jakąkolwiek chęć angażowania się w dalsze konflikty”. A zatem po obu stronach były grupy zaangażowane w atakowanie albo podejmowanie kroków odwetowych nieodróżnialnych od ataków. „Rząd palestyński obawia się, że konflikt w Palestynie znacznie przybierze na sile po wygaśnięciu mandatu i że międzynarodowy status komisji ONZ będzie miał niewielkie albo żadne znaczenie dla Arabów w Palestynie, dla których chęć zabijania Żydów przewyższa obecnie wszelkie inne względy”.

2 marca 1948 roku gazeta Palestine Post doniosła, że na przestrzeni poprzednich trzech miesięcy 1378 osób zostało zabitych w wyniku utrzymujących się aktów przemocy, w tym 546 Żydów, 666 Arabów i 74 żołnierzy brytyjskich.

Żeby podać tylko kilka przykładów – 4 marca 1948 roku trzech Żydów zostało zabitych w ataku na konwój do Jerozolimy, a 14 zostało zabitych w konwoju w drodze do Atarot. 39 Żydów zginęło 8-9 kwietnia w walce o Castel przy drodze do Jerozolimy. 13 kwietnia zabitych zostało 78 Żydów – zastrzelono ich albo spalono żywcem – kiedy konwój do szpitala Hadassa wpadł w zasadzkę. Lista ciągnie się w nieskończoność. Tak, były ofiary po wszystkich stronach; tak, wiele z nich było niewinnymi ludźmi i owszem, dochodziło do prowokacji, jednakże w czasie takim jak Jom HaZikaron naród ma prawo opłakiwać tych, którzy zginęli tylko dlatego, że bronili bądź próbowali bronić swojego kraju albo chcieli w nim żyć. I my, których to obchodzi – a mam nadzieję, że wszyscy się do takich zaliczamy – nawet jeśli żyjemy gdzieś indziej, nawet jeśli nie byliśmy aktywnie zaangażowani w te wydarzenia, nawet jeśli nie straciliśmy w nich bezpośrednio żadnego krewnego –  mamy prawo uczestniczyć w tym stanie żałoby, a nawet się tego od nas oczekuje. I nie pozwólmy nigdy nikomu mówić, że to nigdy nie miało miejsca albo że to było proste.

42 żołnierzy, policjantów i cywilów zostało zabitych od czasu zeszłorocznych obchodów Jom Hazikaron – co daje łącznie 23816 osób, które uważa się za ofiary tych konfliktów. A dopiero POTEM możemy świętować fakt, iż – niezależnie od tego, czy lubimy tego czy tamtego polityka – to mamy kraj, na który możemy narzekać; kraj, który pokazał, że jest gotów bronić Żydów i żydowskich interesów w sytuacji zagrożenia, gdziekolwiek byśmy się nie znajdowali, i otworzyć swoje drzwi dla Żydów, którzy są prześladowani za to, że są Żydami.

 

Na zakończenie chciałbym zacytować wiersz – dobrze znany, ale wartościowy tekst autorstwa Natana Altermana, opisujący skalę samopoświęcenia całego pokolenia pionierów:

Dwóch podeszło po cichu

i stali tam nieruchomo.

Nie dało się poznać, czy są żywi, czy zastrzeleni.

Naród, skąpany we łzach i urzeczony, spytał:

Kim jesteście? Na co tych dwóch westchnęło i odrzekło:

Jesteśmy srebrną tacą,

Na której podano wam państwo żydowskie”.

* Tłumaczenie za: Hassan Jamsheer, Konflikt bliskowschodni: zarys i dokumentacja, Płock: Wydawnictwo Naukowe Novum, 2004, s. 34-35 (przyp. tłum.).

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka