Dzielić się iskrami Boskiej mądrości

Launch Sermon Player

Dzielić się iskrami Boskiej mądrości

Refleksja nad paraszą Beha’alotecha

Menachem Mirski

Patrząc wokół, na życie naszych społeczeństw, często zastanawiamy się dlaczego takie lub inne problemy i niesprawiedliwości mają miejsce. Potem znajdujemy odpowiedzi, tu i tam, w mediach, literaturze naukowej czy też w opiniach innych ludzi. Odpowiedzi te są w różnym stopniu prawdziwe; są wśród nich głębokie i skomplikowane analizy, zwykle przedstawiane przez specjalistów od nauk społecznych, filozofów, są też wśród nich odpowiedzi proste i powierzchowne – te zazwyczaj są prezentowane przez polityków. Kryterium ich prawdziwości jest jednak zasadniczo jedno: czy są one praktycznie skuteczne, a więc czy pomagają usunąć problemy o których mówią, czy nie.

W porcji Tory na ten tydzień spotykamy się z tego rodzaju społecznym problemem: mamy historię o Izraelitach narzekających na fakt, iż brakuje im mięsa do jedzenia. (Liczb 11:4-15) Te narzekania sprowadzają na Izraelitów Boski gniew, który zostaje jednak powstrzymany (tymczasowo) przez Mojżesza. Ale zatrzymajmy się tutaj i przeanalizujmy tę część owej historii bardziej dogłębnie. Midrasz Sifre wyjaśnia, że pożądanie mięsa mogło być przyczyną gniewu Boga, jednak nie z powodu tego, że Izraelitom rzeczywiście brakowało mięsa, ale z tego raczej powodu, że nie brakowało im go raczej podczas wędrówki po pustyni. Tora mówi nam, że opuścili oni Egipt z wielkimi stadami owiec i stadami bydła:

Także wielkie mnóstwo cudzoziemców wyruszyło z nimi, nadto owce i woły, i olbrzymi dobytek. (Exodus 12:38).

Nie skonsumowali też wszystkich swoich “mięsnych zasobów” na pustyni, bowiem gdy wkraczają do Erec Israel, Tora informuje nas, że:

Rubenici i Gadyci posiadali liczne i bardzo duże stada. Gdy ujrzeli krainę Jezer i Gilead, uznali, że ta okolica nadaje się bardzo do hodowli bydła.
(Liczb 32:1)

A zatem to nie całkowity brak mięsa sprawił, że Izraelici narzekali. Jest jednak możliwe, że owe dwa plemiona – Rubenici i Gadyci – miały więcej, a nawet znacznie więcej zwierząt gospodarskich niż 10 pozostałych plemion. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że tylko niektórym Izraelitom brakowało mięsa, i tylko niektórzy narzekali. W naszej paraszy są jeszcze dwie inne wskazówki dotyczące tej sprawy. Po pierwsze, Mojżesz, rozmawiając z Bogiem, potwierdza, że rzeczywiście mieli trzody:

Gdyby się zabiło dla nich wszystkie owce i woły, czyżby to wystarczyło? Albo gdyby się wszystkie ryby morskie złowiło, czyż będzie im dosyć? (Liczb 11:22)

Ale jednocześnie sposób, w jaki Mojżesz o tym mówi, sugeruje, że mamy tu do czynienia z jakimś żarłocznym pragnieniem i nienasyceniem, co jest całkowicie zgodne z tym, co znajdujemy w wersecie 11:4:

Tłum pospolitego ludu, który był wśród nich, ogarnęła żądza. Izraelici również zaczęli płakać, mówiąc: «Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? (Liczb 11:4).

W rzeczywistości mamy tu więc do czynienia z sytuacją, w której grupa ludzi określana hebrajskim ha’aspesuf, co można przetłumaczyć jako pospólstwo, gawiedź czy po prostu motłoch jest sfrustrowana i wyraża żarłoczne pragnienia: hebrajskie hit’avu ta’ava można przetłumaczyć pragnęli z pasją lub bardziej pragnęli z żądzą. Dlaczego tak namiętnie pragnęli tego mięsa? Ponieważ byli głodni? Niekoniecznie. Możliwe, że przyczyną narzekań i zrzędzenia był fakt, że inni jedli mięso, a oni nie. Taką interpretację potwierdzałyby słowa Rambana, który mówi, że bogaci przez cały czas jedli mięso na pustyni. Niektórzy ludzie mają skłonność do postrzegania Izraelitów wędrujących przez pustynię jako pewnego rodzaju „równie pokrzywdzonej” grupy ludzi, którzy właśnie opuścili kraj, w którym wszyscy byli „jednakowo uciskani”. W rzeczywistości nie ma ani tekstowych, ani zdroworozsądkowych dowodów na to, że taki pogląd jest poprawny. Wydaje się, że nawet w Egipcie istniały różnice między Izraelitami, zarówno w kwestii zamożności, jak i statusu społecznego – skoro istniały one nawet w Auschwitz, to dlaczego nie miałyby istnieć w Egipcie, w którym, mimo niewoli i fatalnych warunków życia, nasi przodkowie mogli przetrwać, mieć rodziny i być w stanie zaspokoić ich potrzeby. Wszyscy opuścili Egipt z tym, co mieli, niektórzy mieli więcej, a niektórzy mniej. Potem, podczas obozowania na pustyni, niektórzy byli oszczędni i zaradni, inni zaś leniwi i rozrzutni – czyli po prostu, jak zwyczajni ludzie.

Zatem wydaje się, że Boski gniew, który był skutkiem ich skarg, nie był irytacją jakiego Bóstwa, które nie radzi sobie ze swoją skłonnością do gniewu i znajduje przyjemność w torturowaniu biednych, pokrzywdzonych ludzi. Wydaje się, że ów Boski gniew był powszechnym, duchowym niepokojem, który wynikał z bardziej złożonych zjawisk społecznych: frustracji, obżarstwa, chciwości, braku duchowej dyscypliny i być może jakichś ogólnych, niesprawiedliwych podziałów społecznych między plemionami izraelskimi.

Bieda nie jest niczym dobrym, ale ubóstwo samo w sobie nie powoduje społecznych niepokojów, nienawiść i przemoc. Na świecie jest wiele biednych, znajdujących się w niekorzystnej sytuacji społeczeństw, w których wskaźnik przestępczości nie jest wyższy niż w naszych zamożnych społeczeństwach zachodnich. To tzw. względne ubóstwo jest przyczyną tego wszystkiego; jest to sytuacja, w której niektórym ludziom brakuje perspektyw rozwoju, uzyskania lepszego statusu społecznego, podczas gdy jednocześnie widzą oni, jak inni dobrze sobie radzą i nieustannie pną się w górę w hierarchii społecznej. Dzieje się to na mniejszą lub większą skalę w każdym społeczeństwie ludzkim. Ale powody, dla których tak się dzieje, nie są wyłącznie „systemowe”; nie wynikają jedynie ze tego w jaki sposób zorganizowane jest społeczeństwo. Istnieje wiele innych, równie ważnych powodów niepokojów, niesprawiedliwości i wzajemnej wrogości: edukacyjne, kulturowe i duchowe. Naprawdę ważne jest, czego uczy się ludzi w naszych społeczeństwach: czy uczy się ich oszczędności i (duchowej) dyscypliny, czy może roszczeniowość, marnotrawstwo i bałagan są nie tylko tolerowane, lecz wręcz nagradzane. Naprawdę ma znaczenie, czy naprawdę uczymy solidarności społecznej i wrażliwości na potrzeby innych, czy też są to tylko fałszywe gesty klasy wyższej, czynione wyłącznie dla poczucia się moralne lepszym oraz po to, by uspokoić „motłoch”.

Dlatego biorąc pod uwagę złożoność problemu, dążenie do sprawiedliwości w naszych społeczeństwach nie ma końca. Wszyscy powinniśmy się w to aktywnie zaangażować. Bóg w swojej odpowiedzi na wstawiennictwo Mojżesza za Izraelitami wybiera siedemdziesięciu starszych, których obdarza swoim Boskim duchem, obecnością, szechiną. Wszystko to miało na celu uzdrowienie społeczności izraelskiej i nauczenie ich samokontroli, roztropności i napełnienie ich duchową siłą, radością i nadzieją. Wszystkie te rzeczy mają ogromne znaczenie i nie można ich wprowadzać ani zmieniać „systemowo”. Praca nad tym jest duchowym obowiązkiem każdego człowieka: każdy z nas powinien dzielić się iskrą Boskiej mądrości, którą uzyskał. Praca na rzecz sprawiedliwości i pokoju w dużej mierze spoczywa na nas, zwykłych ludziach: musimy uczyć się nawzajem i uczyć się od siebie tak dużo, jak tylko jesteśmy w stanie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

On “moral superiority”

Launch Sermon Player

On “moral superiority”

Thoughts on Parashat Nasso

Menachem Mirski

Why do people need religion and what is it for? From the traditional, moral perspective the main goal of religion is to provide individuals with the fundamental distinction between good and evil, and to teach them what is right and what is wrong. Another goal of religion is to unite social life (religious rituals serve that purpose very well) and to bring peace between people. From the existential perspective, religion is supposed to give us a general and coherent vision of the world as something integrated and meaningful, which is essential in the process of giving life meaning / discovering this meaning.

This week’s Torah portion contains laws that apply to all of the above-mentioned aspects of human life. Of particular interest are the laws relating to the ancient practice of ‘spiritual purification’ known as the Nazirite. In short, the man who vowed to be a nazir is subject to three restrictions: (1) he must abstain from wine, (2) he must allow his hair to grow, (3) he must not become ritually impure (tame) through contact with a corpse. The law of the Nazir as well as the idea itself was, of course, a subject of an extensive rabbinical debate. For the sake of this d’var Torah, this debate can be best summarized by quoting the following passage from Talmud:

Said Samuel: Whoever indulges in fasting is dubbed a sinner: this is in accordance with the view of Rabbi Eliezer Hakapar Berebi who stated: What is the meaning of the verse states “And he will atone for him for that he sinned by the soul [nefesh]” (Numbers 6:11). But with what soul did this nazirite sin? Rather, the nazirite sinned by the distress he caused himself when he abstained from wine. […] And if this nazirite, who distressed himself by abstaining only from wine, is called a sinner, all the more so, does this apply to the person who denies himself the enjoyment of the other pleasures of life?!

Conversely, Rabbi Elazar says: One who accepts a fast upon himself is called sacred, as it is stated: “He shall be sacred, he shall let the locks of the hair of his head grow long” (Numbers 6:5). And if this nazirite, who distressed himself by abstaining from only one matter, wine, is nevertheless called sacred, how much more does this apply to the man who denied himself enjoyment of other things? (Ta’anit 11a)

We have two opposing views expressed here on denying ourselves the pleasures of life, forms of asceticism or mortification: One view is that it is a sin to deny the joys of life because it is against the will of God who called us to live and enjoy our lives. The further we go along this path, the worse it gets for us, because the more we negate the purpose and essence of our existence. The opposite view looks suspiciously at these ‘pleasures of life’ (to quote Maimonides: …for [wine] has killed the many and the mighty) and sees their limitation as a path to holiness: the further we go along this path, the better for us, because it leads us to holiness.

Both views are biblically grounded, although the Torah in Her wisdom does not explicitly express either of them. This is because the situation is too complex and essentially depends on many circumstances. It seems that the Nazirite, as well as other forms of self-depreciation, were perceived as right if they had a specific goal: to regain control over their impulses and desires. In this context, it is understandable why a person swearing a nazireate acquires a status similar to that of kohanim, being at the same time seen as a sinner who must repent for his sins. Thus, the purpose of the Nazirite was to spiritually ennoble and strengthen a human individual; all the practices of renouncing pleasures served this purpose and were not considered ends themselves.

To see them as such would be wrong, and hence rabbinical opposition on this issue. It also seems that our Sages wanted to protect us from one more thing: haughtiness, arrogance, self-righteousness and the sense of (moral) superiority that may come from spiritual practices. In every time, society and on both sides of the political spectrum we find people who, often not fully coping with their own lives, have made the limitations they put themselves into a virtue. This, in turn, often makes them want to impose these restrictions on others as well: due to their simplistic worldview they see themselves as “morally better” and fail to notice that others may simply not need these restrictions. This fact irritates them, it only enhances their presumptuousness and sense of mission among those whom they perceive as “unenlightened” or “culturally inferior” (although they would never openly admit that they see others this way) This mechanism of moral self-exaltation serves no one, especially when these “morally superior” people have lost touch with reality and the experience of common people through piling up these “ennobling limitations” they impose on themselves.

The world rests on three principles: on justice (din), on truth (emet) and on peace (shalom). (Pirke Awot 1:18). Moral self-exaltation does not serve justice, because self-righteous, arrogant people see reality usually in a very subjective way, almost exclusively through the prism of their own experiences and their ideology, and thus they are incapable of proper judgment of nuanced reality. Self-exaltation does not serve the truth either, because it destroys the possibility of real dialogue and shuts down public debate, so much needed in our times. Thus, it also does not serve peace, because by doing all this, it only divides people into “these and those”, instead of uniting them. So let’s not be like them.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

O “moralnej wyższości”

Launch Sermon Player

O “moralnej wyższości”

Refleksja nad paraszą Naso

Menachem Mirski

Po co ludziom religia i do czego ona służy? W tradycyjnym, moralnym wymiarze tego zagadnienia celem religii jest dostarczenie indywiduom fundamentalnego rozróżnienia pomiędzy tym co dobre i złe, ucząc przy tym tego co jest słuszne i niesłuszne. Innym, społecznym celem religii jest spajanie życia społecznego, czemu służą m.in. religijne rytuały oraz zaprowadzenie pokoju między ludźmi. Z perspektywy egzystencjalnej natomiast, religia ma spajać ludzką wizję świata, jako zintegrowanego i mającego sens, co jest rzeczą niezbędną w procesie odkrywania sensu w życiu / nadawania mu sensu.

Porcja Tory na ten tydzień zawiera przepisy religijnego prawa odnoszące się do wszystkich wyżej wymienionych aspektów ludzkiego życia. Szczególnie interesującymi są prawa dotyczące starożytnej praktyki ‘duchowego oczyszczenia’ zwanej nazireatem. Zwięźle rzecz ujmując, człowiek, który ślubował nazireat, podlega trzem ograniczeniom: (1) musi powstrzymać się od wina, (2) nie może obcinać swoich włosów, (3) nie może stać się rytualnie nieczysty (hebr. tame) poprzez kontakt ze zwłokami. Prawa nazireatu, a także sama idea były oczywiście przedmiotem obszernej rabinicznej dyskusji. Na potrzeby niniejszej d’var Tora najlepiej podsumować tę debatę cytując następujący fragment z Talmudu:

Powiedział Szmuel: Każdy, kto oddaje się postowi, nazywany jest grzesznikiem: jest to zgodne z poglądem rabina Eliezera Hakapara Berebiego który nauczał: Jakie jest znaczenie tego wersetu: „I oczyści go (kapłan) od tego czym zgrzeszył przez duszę /zmarłego [ha’nefesz] ”(Lb 6:11). Przez jaką duszą zgrzeszył ten nazirejczyk? Nazirejczyk ten zgrzeszył raczej przez udrękę, którą sobie wyrządził, powstrzymując się od picia wina. […] A jeśli ten nazirejczyk, który udręczał się powstrzymując się tylko od wina, nazywany jest grzesznikiem, to ileż bardziej odnosi się to do osoby, która odmawia sobie korzystania z innych przyjemności życia?!

Rabin Elazar natomiast mówi: Ten, który pości nazywany jest świętym, jest bowiem napisane: „uświęconym być winien, splatając rozpuszczone włosy głowy  swojej” (Lb 6: 5). Tak więc jeśli nazirejczyk, który udręczał się powstrzymywaniem się od tylko jednej sprawy – wina – jest mimo wszystko nazywany świętym, o ileż bardziej odnosi się to do człowieka, który odmawia sobie innych przyjemności? (Ta’anit 11a)

Mamy tutaj dwa przeciwstawne poglądy w kwestii odmawiania sobie przyjemności życia, tudzież form ascezy czy umartwiania się: Jeden pogląd głosi, iż wyrzekanie się przyjemności życia jest grzechem, bowiem stanowi sprzeciw wobec woli Boga, który powołał nas do życia i czerpania z niego przyjemności. Im dalej idziemy tą drogą, tym dla nas gorzej, bowiem tym bardziej negujemy cel i esencję naszego istnienia. Przeciwny pogląd natomiast patrzy podejrzliwie na owe ‘przyjemności życia’ (cytując Majmonidesa: … bo [wino] zabiło wielu i zabiło potężnych) i widzi ich ograniczaniu drogę do świętości. Im dalej idziemy tą drogą, tym lepiej dla nas, bowiem prowadzi to nas do świętości.

Oba poglądy są ugruntowane biblijnie, choć Tora w swej mądrości nie wyraża explicite żadnego z nich. Jest tak, bowiem sytuacja jest zbyt złożona i zasadniczo zależna od okoliczności. Wiele wskazuje na to, że nazireat, jak i inne formy samo-deprecjonowania się były postrzegane jako słuszne jeśli przyświecał im określony cel, którym było odzyskanie kontroli nad swoimi impulsami i pragnieniami. W tym kontekście jest zrozumiałym dlaczego osoba ślubująca nazireat jednocześnie zyskuje status podobny do statusu kohena i postrzegana jest zarazem jako grzesznik, który musi złożyć ofiary za swoje przewinienia. Celem więc nazireatu było uszlachetnienie i duchowe wzmocnienie jednostki ludzkiej, a owe praktyki wyrzekania się przyjemności temu celowi służyły i nie były uznawane za cele same w sobie.

Postrzeganie owych praktyk jako stanowiących cel sam w sobie byłoby czymś niewłaściwym i stąd rabiniczna opozycja w tej kwestii. Wydaje się też, że w owej opozycji nasi Mędrcy chcieli nas uchronić przed jeszcze jedną rzeczą: wyniosłością, zarozumiałością, zadufaniem w sobie i poczuciem wyższości czy “lepszości”, które niekiedy z tego wypływają. W każdej epoce, środowisku i po obu stronach politycznego spektrum znajdziemy osoby, które, często nie do końca radząc sobie z własnym życiem, uczyniły sobie cnotę ze stawiania sobie ograniczeń. To często sprawia, że chcą stawiać owe ograniczenia także innym, bowiem w swojej uproszczonej wizji świata postrzegają siebie jako “moralnie lepszych” i nie dostrzegają, że inni mogą tych ograniczeń zwyczajnie nie potrzebować. Ten fakt ich irytuje,  potęguje tylko ich zarozumiałość i poczucie misji wśród tych, których postrzegają jako “nieoświeconych” czy “niższych kulturowo” (choć oczywiście sami, otwarcie, nigdy by nie przyznali, że tak innych postrzegają). Ten mechanizm moralnego samo wywyższania nikomu nie służy, zwłaszcza gdy owi “moralnie lepsi” stracili kontakt z doświadczeniem zwykłych ludzi, i w ogóle rzeczywistością jako taką, poprzez nadmiernie stawianie sobie “uszlachetniających ludzkość ograniczeń”.

Świat spoczywa na trzech zasadach: sprawiedliwości (din), prawdzie (emet) i pokoju (szalom) (Pirke Awot 1:18). Moralne samo wywyższanie się nie służy sprawiedliwości, bo zadufani w sobie ludzie widzą rzeczywistość w sposób bardzo zsubiektywizowany, niemal wyłącznie przez pryzmat własnych doświadczeń i ideologii, i nie są zdolni właściwego osądu pełnej niuansów rzeczywistości. Samo-wywyższanie się nie służy też prawdzie, bowiem unicestwia możliwość realnego dialogu i zamyka publiczną debatę, tak bardzo potrzebną w naszych czasach. Tym samym nie służy też pokojowi, bo czyniąc to wszystko, dzieli wyłącznie ludzi na “tych i owych”, zamiast ludzi jednoczyć. Nie bądźmy więc jak oni.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Bemidbar

Launch Sermon Player

To do God’s work before He does it

Thoughts on parashat Bemidbar

 Menachem Mirski 

Life sometimes puts us in difficult and complicated situations, in which we say to ourselves “it will be ok”, and then it turns out that what we feared the most becomes reality. It also happens that we are filled with enormous optimism in these difficult situations, which makes us only see what is positive and we do not even let ourselves think that it may happen otherwise. Our disappointment is then much greater. Then, after the fact, we hold ourselves accountable and sometimes find that we didn’t do everything we could to prevent the situation, that we could have been more foresight, circumspect and done more.

Our portion of Torah for this week starts with words that seem to have nothing to do with what I wrote above:

 On the first day of the second month, in the second year following the exodus from the land of Egypt, the LORD spoke to Moses in the wilderness of Sinai, in the Tent of Meeting, saying: Take a census of the whole Israelite community by the clans of its ancestral houses, listing the names, every male, head by head. You and Aaron shall record them by their groups, from the age of twenty years up, all those in Israel who are able to bear arms. Associated with you shall be a man from each tribe, each one the head of his ancestral house. (Numbers 1:1-4)

God commands Moses to count the tribes of Israel in order to determine the number of men able to go forth in the army into battle, in order to conquer Eretz Israel.  We may ask: why does (all-knowing) God need this number, does He not know it? The answer to that question is: He doesn’t need that number. Moses, the other leaders of Israel, and the people of Israel themselves need it to plan and accomplish this conquest. They need it, because from the moment of leaving Egypt, divine protection and intervention are gradually diminishing. Only the first battle, with the Egyptians, was fought for Israel by God himself, with his own hands, which included sinking the Egyptian armies into the sea. The next battle, fought with the Amalekites immediately after the exodus from Egypt (Ex 17: 8-16), was fought by the Israelites themselves. The relationship between the Chosen People and the Eternal One is consolidated then in a form of partnership, not as a complete dependence on God.

As Nahmanides, following the sages, put it, we must never rely on miracles but must take all necessary preparations for meeting the enemy. Similarly, in our individual life, when we struggle with the challenges that are thrown at us: we must be constantly able to estimate what depends on us, what is in our power and what, consequently, belongs to our duties, which we should not burden the Eternal or other people. Then we should do all that is within our power to face evil or danger. Because of our unique relationship with the Eternal, miracles will (probably) happen (which we observed even in our not very distant history). If they happen, it will be an additional gift for us, a reward for our wisdom and readiness to act –  a gift that will bring us relief, happiness and restore peace between the people.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Bemidbar

Launch Sermon Player

Wykonać Boską pracę zanim On ją wykona

Refleksja nad paraszą Bemidbar

Menachem Mirski

Życie stawia nas czasem w trudnych i skomplikowanych sytuacjach, w których mówimy do siebie “jakoś to będzie”, po czym okazuje się, że rzeczywistością staje się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Czasem jest też tak, że jesteśmy w tych trudnych przepełnieni optymizmem, przez co dostrzegamy tylko to, co pozytywne i wręcz nie dopuszczamy do siebie myśli, że może wydarzyć się inaczej. Nasze rozczarowanie jest wtedy dużo większe. Wówczas, po fakcie, rozliczamy samych siebie i czasem stwierdzamy, że nie zrobiliśmy wszystkiego by owej sytuacji zapobiec, że mogliśmy być bardziej przewidujący i zrobić więcej.

Nasza porcja Tory na ten tydzień rozpoczyna się od słów, które wydają się nie mieć nic wspólnego z tym, co napisałem powyżej:

Dnia pierwszego drugiego miesiąca, w drugim roku po wyjściu z Egiptu, tymi słowami przemówił Pan do Mojżesza na pustyni Synaj w Namiocie Spotkania: Dokonajcie obliczenia całego zgromadzenia Izraelitów według szczepów i rodów, licząc według głów imiona wszystkich mężczyzn. Ty i Aaron dokonajcie spisu wszystkich Izraelitów zdolnych do walki od lat dwudziestu wzwyż, według ich zastępów. Z każdego pokolenia winien wam towarzyszyć mąż, głowa rodu. (Liczb 1:1-4)

Bóg nakazuje Mojżeszowi policzyć plemiona Izraelskie w celu określenia ilości mężczyzn zdolnych do sformowania wojska i wyruszenia w bitwy, aby podbić Erec Israel. Możemy zapytać: dlaczego (wszechwiedzący) Bóg potrzebuje tej liczby, czyżby jej nie znał? Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: On tej liczby nie potrzebuje. Potrzebuje jej Mojżesz, inni liderzy Izraela i lud Izraela jako taki, żeby zaplanować i dokonać owego podboju. Potrzebują tego, bowiem od momentu wyjścia z Egiptu boska protekcja i interwencja ulega stopniowemu zmniejszeniu. Jedynie pierwszą bitwę, z Egipcjanami, Bóg sam stoczył dla Izraela, własnymi rękami, zatapiając egipskie wojska w morzu.  Następna bitwa, stoczona z Amalekitami zaraz po wyjściu z Egiptu (Wj 17:8-16) stoczona była już przez Izraelitów, Bóg jedynie pomógł im ją wygrać. W takiej też postaci – relacji partnerstwa, nie zaś kompletnej zależności od Boga – zostaje utrwalona relacja ludu wybranego z Wiekuistym.

Jak ujął to, idąc za mędrcami, Nachmanides nigdy nie powinniśmy zakładać, że wydarzą się cuda; musimy zawsze poczynić wszelkie niezbędne przygotowania, aby realnie móc się zmierzyć z wrogiem. Podobnie w naszym indywidualnym życiu, w naszych zmaganiach z rzucanymi nam wyzwaniami: musimy być stale zdolni oszacować co jest od nas zależne, co jest w naszej mocy i co, w konsekwencji, należy do naszych obowiązków, czym nie powinniśmy obarczać Wiekuistego, ani też innych ludzi. Wtedy powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby stawić czoła złu lub niebezpieczeństwu. Z powodu naszej wyjątkowej relacji z Wiekuistym, cuda się (prawdopodobnie) wydarzą (co mieliśmy okazję zaobserwować w naszej nawet nieodległej historii). Jeśli się one wydarzą, będzie to dla nas dodatkowy dar, który będzie nagrodą za naszą mądrość i gotowość do działania, dar który przyniesie nam ulgę, przywróci szczęście oraz pokój między ludźmi.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Behar-Bechukotai

Launch Sermon Player

Remembrance, bond and blessing

Thoughts on parashat Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

Difficult times come cyclically in our lives. One of such experiences is the death of a loved one. We feel powerless then, because we cannot bring anyone back to life. The closer this person was to us, the closer that persons’ “spiritual presence” later in our life – the more our consciousness is preoccupied with this person. This state of mind prompts us to reflect in various ways: we analyze the objective reasons that caused that person’s departure; we analyze our own actions, potential negligence on our part that could have an impact on the course of things – that is, we examine our conscience. The subject of our reflections is, of course, that very person: his/her life decisions, actions, mistakes and achievements, and our assessment of all this and our role in it.

This week’s Torah portion takes this topic from a specific angle – from the perspective of people’s collective, intergenerational responsibility for the reality that future generations inherit:

Those of you who survive shall be heartsick over their iniquity in the land of your enemies; more, they shall be heartsick over the iniquities of their fathers; and they shall confess their iniquity and the iniquity of their fathers, in that they trespassed against Me, yea, were hostile to Me. When I, in turn, have been hostile to them and have removed them into the land of their enemies, then at last shall their obdurate heart humble itself, and they shall atone for their iniquity. (Leviticus 26:39-41)

The Torah language is quite harsh here. This is because the Torah speaks of the foretold, tragic situation of Israel, which as a result of disobedience to God’s Law suffered all sorts of misfortunes: plagues, diseases, wars, and ultimately expulsion from the Promised Land. However, I believe that there is a more abstract idea behind these words: we are the heirs of our ancestors in every dimension. Not only of our immediate ancestors, but also the ancestors of our human society in the national dimension. Our starting position in life is determined by the life position of our parents at the time we were born. Their position was determined by the multitude of decisions they made over the years, but also by the social reality in which they lived (this was determined by the decisions and fate of the entire community, nation, etc.) and by the life position of their parents at the moment they were born, and so on.

Thus, we live in a world that is the aftermath of the decisions and actions of our parents, grandparents, great-grandparents, etc. The boundaries of what we can do here and now are therefore determined not only by the freedoms of other people who live in our society, but also by the decisions and actions of our ancestors, because they, to a large extent, decided about the shape of the world that we came to live in. These are the boundaries of our freedom in its social and practical dimension – our freedom is limited by a number of human factors independent of us. Nevertheless, if we understand our freedom in a metaphysical way – i.e. we choose to believe that we have an inherent, ‘essential freedom’, that is not dependent on our current diagnosis of what is practically achievable for us at the moment (which always contains arbitrary or even blatantly false elements), then many of these practical or social limitations cease to exist. The only factors that will then limit our freedom will be our finite time/space limited nature and our imagination. Then various prospects of a profound transformation or renewal of our life / restoration of our relationship with the Eternal open up before us:

Then will I remember My covenant with Jacob; I will remember also My covenant with Isaac, and also My covenant with Abraham; and I will remember the land. (Leviticus 26:42)

God renews His covenant with us because of the just deeds of our ancestors. Then – everything is (again) possible, because what once has become a fact can certainly be repeated. However, to make everything renewed and possible again, two fundamental conditions must be met: First, we must be able to detach our mind from what is here and now, and to challenge our diagnosis of what is within the limits of what is possible. Second: we must make a thorough account of the merits and faults of our ancestors and ourselves. The memory of all this must be permanent – it must remain with us forever. The deeper it all sticks to us, the better for us, because we constantly learn from this. The more deep is the spiritual presence of our ancestors in our lives, the better for us. Our religion is basically all about them: about bringing them closer to us, about creating and maintaining a strong intergenerational bond. If this deep bond exists, then all that our ancestors did or experienced – both good and bad – will be a blessing to us.

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

Behar-Bechukotai

Launch Sermon Player

Pamięć, więź i błogosławieństwo

Refleksja nad paraszą Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia. Im bliższa ta osoba dla nas była, tym bliższa jest jej “duchowa obecność” w naszym życiu po jej odejściu – tym bardziej jest nasza świadomość zaabsorbowana tą osobą i pamięcią o niej. Ten stan umysłu skłania nas do rozmaitych refleksji: do analizy obiektywnych przyczyn tego, co spowodowało odejście owej osoby; do analizy własnych działań, potencjalnych zaniedbań z naszej strony, które mogły mieć wpływ na bieg rzeczy – czyli do rachunku sumienia. Tematem naszych refleksji jest też oczywiście  owa osoba: jej życiowe decyzje, jej działania, jej błędy i jej dokonania oraz nasza ocena tego wszystkiego i naszej w tym wszystkim roli.

Porcja Tory na ten tydzień podejmuje ten temat z pewnej, konkretnej perspektywy – z perspektywy zbiorowej, międzypokoleniowej odpowiedzialności ludzi za rzeczywistość, którą dziedziczą przyszłe pokolenia:

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.A ci, którzy pozostaną z was, zgniją z powodu swego przestępstwa w ziemiach nieprzyjacielskich, z powodu przestępstw swoich przodków zgniją, tak jak i oni. Wtedy uznają przestępstwo swoje i przestępstwo swoich przodków, to jest zdradę, którą popełnili względem Mnie, i to, że Mnie postępowali na przekór, wskutek czego Ja postępowałem na przekór im i zaprowadziłem ich do kraju nieprzyjacielskiego, ażeby upokorzyło się ich nieobrzezane serce i ażeby zapłacili za swoje przestępstwo. (Leviticus 26:39-41)

Język Tory w tym miejscu jest dosyć srogi. Jest tak ponieważ Tora mówi tu o przepowiedzianej, dramatycznej sytuacji Izraela, który w wyniku nieposłuszeństwa wobec Boskiego Prawa został doświadczony różnego rodzaju nieszczęściami: plagami, chorobami, wojnami, a ostatecznie wygnaniem z Ziemi Obiecanej.  Jest jednakże bardziej abstrakcyjna idea, która, jak sądzę, kryje się za tymi słowami: jesteśmy spadkobiercami naszych przodków w każdym wymiarze. Nie tylko naszych bezpośrednich przodków, także przodków naszej ludzkiej społeczności w wymiarze narodowym. Nasza startowa pozycja w życW naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.iu jest określona przez pozycję życiową pozycję naszych rodziców w momencie, w którym przyszliśmy na świat. Ta ich pozycja była zdeterminowana mnogość decyzji, które podjęli oni na przestrzeni lat, lecz także była zdeterminowana przez rzeczywistość społeczną, w której przyszło im żyć (ta określona była przez decyzje i losy całej społeczności, narodu itd.) a także przez pozycję życiową ich rodziców w momencie, gdy oni przyszli na świat, i tak dalej.

Żyjemy więc w świecie, który stanowi pokłosie decyzji i działań naszych rodziców, dziadków, pradziadków itd. Granice tego, co możemy uczynić tu i teraz z sobą i własnym życiem są więc wyznaczone nie tylko przez wolności innych ludzi, którzy żyją w naszym społeczeństwie, ale i przez decyzje i działania naszych przodków, bo to oni zdecydowali o kształcie świata, w którym przyszło nam żyć. To jest nasza wolność w wymiarze społecznym oraz praktycznym – jest ona ograniczona przez szereg niezależnych od nas, ludzkich czynników. Niemniej, pojmiemy naszą wolność w sposób metafizyczny – tzn. oderwiemy pojęcie ludzkiej wolności od aktualnej diagnozy tego, co leży w granicach naszych praktycznych możliwości (która zawsze zawiera elementy arbitralne czy wręcz ewidentnie fałszywe), wówczas wiele spośród tych praktycznych czy społecznych ograniczeń przestaje istnieć. Jedynymi czynnikami, które wówczas będą ograniczać naszą wolność będą nasza czaso/przestrzenna skończona natura oraz nasza wyobraźnia. Wówczas otwierają się przed nami rozmaite perspektywy gruntownej przemiany lub odnowienia naszego życia / przywrócenia naszej relacji z Wiekuistym:

Wtedy przypomnę sobie moje przymierze z Jakubem, przymierze z Izaakiem i przymierze z Abrahamem. Przypomnę sobie o tym i przypomnę o kraju. (Kpł 26:42)

Bóg odnawia swoje z nami przymierze przez wzgląd na spraLeviticus 26:39-41szą zostać spełnione zasadnicze dwa warunki: po pierwsze, musimy być zdolni do oderwania naszego umysłu od tego co jest tu i teraz, i do poddania w wątpliwość naszych diagnoz tego, co leży w granicach możliwości. Po drugie: musimy dokonać gruntownego rachunku zasług i przewinień naszych przodków i nas samych. Pamięć o tym wszystkim musi być trwała – musi z nami na zawsze pozostać. Im głębiej w nas to wszystko utkwi, tym lepiej dla nas. Im bliżsi duchowo są nam nasi przodkowie, tym lepiej dla nas. W naszej religii chodzi w zasadzie o nich przede wszystkim: o przybliżenie ich do nas, o stałe utrwalanie silnej, międzypokoleniowej więzi. Gdy owa głęboka więź istnieje, wówczas wszystko, co było udziałem naszych przodków – zarówno dobre i złe – będzie dla nas błogosławieństwem.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Parsza Tory Emor

Launch Sermon Player

Parsza Tory “Emor”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji “Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Kedoshim tihiyu – You shall be holy!

Launch Sermon Player

You shall be holy

Thoughts on parashat Acharei Mot-Kedoshim

Menachem Mirski

Kedoshim tihiyu – You shall be holy (Leviticus 19:2) – thus begins parashat Kedoshim, the second of the two Torah portions for this week. What does it mean to be holy in Judaism? It means ve’yareta me’Elochecha – to fear God (Leviticus 19:14). The fear of God in Judaism is not something irrational. It means to have a sensitive and scrupulous heart and to be prudent in your actions, in order to do only good and to not do to another what we would not like to be done to yourself (Hillel, Talmud Shabbat 31a.) This applies both consciously and unconsciously. It also means to perform acts or refrain from other acts which are beyond the jurisdiction of an earthly court – where no witnesses exist and where the only judge is our conscience/God. It also means to act beyond the letter of the Jewish law (obviously without superseding it with a different law or having disregard towards it) because the halacha is calculated on the abilities of the average person. Thus, to be holy is to rise above what is required from us.

Interestingly, later, in the verse 14 of Leviticus 19, we encounter a certain, specific law regarding blind people:

You shall not insult the deaf, or place a stumbling block before the blind. You shall fear your God: I am the LORD. (Leviticus 19:14)

You shall not place a stumbling block before the blindthis law, in its literal sense, became one of the 613 commandments that are enumerated in our tradition. However, the Rabbis were troubled by its obviousness and the fact that it is a pretty low ethical requirement in the context of being holy! Therefore, this law must have additional, deeper meaning. They found this meaning by applying metaphorical understanding of the Hebrew word iver – blind: blind is an unknowing or ignorant person, or blind/ignorant only in certain situations. If we understand this commandment with this in mind it acquires a much more sublime and nuanced character and applies to a whole variety of situations, like those mentioned in the midrash Sifra:

Before the blind in a matter. Should he ask you: Is the daughter of so and so qualified to marry a priest? Do not answer him: Yes, she is qualified, when she is really unfit. If he comes to consult you, do not give him wrong advice. Do not say to him: Go out early when robbers would waylay him; go out at noon that he should get sunstroke. Do not say to him: Sell your field and buy yourself an ass and then by a trick take it from him.

Thus, our law on this deeper level prohibits not only putting unnecessary and dangerous obstacles before others but also any form of misleading them. It also prohibits using someone’s ignorance, naivety or lack of experience against this person. It particularly prohibits giving someone deliberately wrong or even reckless advice, including the one that would result in monetary loss.

I don’t think I need to give examples as each of us can find them in our own life. For my part, I would add that this law, in my opinion, would also prohibit deliberate provocation for purposes contrary to the interests of that person, or in layman’s terms – manipulation. People do it all the time, especially our politicians and other people who are active in public affairs, such as journalists.

Let us not adapt their standards and let us not mirror them or learn from them. Let us be mindful, thoughtful, caring and responsible for others, especially those who know less, perceive less and have less experience than we. Of course, no earthly court will accuse us of neglecting this, but our lif to be holy, which means to act beyond the jurisdiction of an earthly court.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Kedoszim tihju – Świętymi bądźcie!

Launch Sermon Player

Świętymi bądźcie!

Refleksja nad paraszą Acharei Mot-Kedoshim

Menachem Mirski

Kedoszim tihju – Świętymi bądźcie! (Kapłańska 19:2) – tak zaczyna się parasza Kedoszim, druga z dwóch porcji Tory przeznaczonych na ten tydzień. Co to znaczy być świętym w judaizmie? Znaczy to: ve’jareta me’Elochecha – obawiać się Boga (Kapłańska 19:14). Bojaźń Boża w judaizmie nie jest czymś irracjonalnym. Bać się Boga to znaczy mieć wrażliwe, skrupulatne serce i być rozważnym w swoich działaniach, aby czynić tylko dobro i nie robić innym tego, czego nie chcielibyśmy aby zrobiono nam (Hillel, Talmud Shabbat 31a), czy to świadomie, czy nieświadomie. Oznacza to podejmowanie działań lub powstrzymywanie się od działań, które są poza jurysdykcją ziemskiego sądu, mianowicie takich, w których nie można np. powołać świadków i gdzie jedynym sędzią jest nasze sumienie / Bóg. Oznacza to również działanie ponad literę prawa żydowskiego (oczywiście bez zastępowania go innym prawem lub lekceważenia go), ponieważ halacha jest obliczona na zdolności przeciętnego człowieka. Być świętym znaczy zatem wznosić się etycznie ponad to, czego się od nas wymaga.

Ale później, w wersecie 14 Księgi Kapłańskiej 19, napotkamy pewne szczególne prawo dotyczące osób niewidomych:

Nie złorzecz głuchemu, a przed ślepym nie kładź zawady; ale obawiaj się Boga twojego: Jam Wiekuisty (Kapłańska 19:14, tłum. I. Cylkow)

Przed ślepym nie kładź zawadyprawo to, w dosłownym znaczeniu, stało się jednym z 613 przykazań skodyfikowanych w naszej tradycji. Rabini jednakże byli nieco zakłopotani jego oczywistością i faktem, że jest to w rzeczywistości dość niski wymóg etyczny w kontekście bycia świętym! Dlatego uznali, że to prawo musi mieć dodatkowe, głębsze znaczenie. Owo głębsze znaczenie znaleźli stosując metaforyczne rozumienie hebrajskiego słowa iver – ślepy: ślepym jest człowiek nie wiedzący, nieświadomy, nieobeznany lub nie zdający sobie z czegoś sprawy tylko w określonej sytuacji. Jeśli pojmujemy to przykazanie w ów głębszy sposób, nabiera ono zdecydowanie bardziej wysublimowanego charakteru i dotyczyć będzie wielu różnorakich sytuacji, jak na przykład te wymienione w midraszu Sifra:

Jeśli cię (ktoś) zapyta: czy córka tego i owego może poślubić kohena, nie odpowiadaj mu: Tak, może, kiedy tak naprawdę nie może [np. jest rozwódką]. Jeśli (ktoś) przyjdzie do ciebie poradzić się, nie udzielaj mu złej rady. Nie mów mu: Możesz wyjść wcześnie, [czyli wtedy] gdy złodzieje ludzi napadają; Możesz wyjść [na dwór] w południe, by dostał udaru słonecznego. Nie mów mu: sprzedaj swoje pole i kup sobie osła, po to, by podstępem odebrać mu go.

Przykładów innych, konkretnych działań nie muszę tu chyba podawać – każdy z nas może je znaleźć w swoim życiu, w tym czego doświadczył, co widział, słyszał lub o czym czytał. Ze swojej strony dodałbym, że prawo to w mojej opinii będzie zabraniać także umyślnego prowokowania kogoś w celach sprzecznych z interesami tej osoby oraz tego, co jest we współczesnym świecie bardzo powszechne – manipulacji. Ludzie robią to stale, szczególnie nasi politycy i inne osoby udzielające się w sprawach publicznych, np. dziennikarze.

Nie bierzmy z nich wzorców i nie bądźmy jak oni. Bądźmy uważni, roztropni, świadomi i odpowiedzialni za innych, zwłaszcza tych, którzy wiedzą miej, dostrzegają mniej i mają mniej doświadczenia aniżeli my. Oczywiście, żaden ziemski sąd nas nie oskarży o zaniedbania w tej kwestii, naszym celem jest jednak to, o czym wspomniałem na wstępie: być świętymi, a to oznacza wykraczać w naszych działaniach ponad literę ziemskich sądów.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA