Parashat Beshalach

Launch Sermon Player

Love for Freedom is Born of the Hardships of Life

Thoughts on Parashat Beshalach

 Menachem Mirski

Difficult realities create strong people. If they are smart and righteous enough they build better reality for their children. As the time and development progresses, the new generations do not have to face the harsh reality their grandparents faced. Life, in general, becomes easier and more pleasant. Over time, an easy and pleasant life tends to create people that are less strong or simply weak – after all, they didn’t live through difficult times. They tend to be narcissistic, entitled and often believe that every little discomfort is oppression and a danger to their freedom. In fact, they are the first to fall into slavery, because they would rather give up their freedoms than face harsh reality in which they could only count on themselves.

In our parasha for this week, Israelites, after departing from Egypt, face two battles: the first one with Egyptians, the second one with Amalekites. But in fact, the Israelites do not fight the first battle – God fights for them, performing miracles and defeats the Egyptians by drowning their chariots in the Sea of Reeds. There are several rabbinic explanations for why this happened. Ibn Ezra points out that the Israelite generation that left Egypt, despite being armed, was unfit to fight their masters:

They had been trained from youth to bear the Egyptian yoke, and suffered feelings of inferiority. How then could they fight their masters? They were indolent and untrained in warfare.

Another explanation, given by Chasam Sofer, says that it would have been unethical for the Children of Israel to kill the Egyptians themselves. The Torah here teaches us proper conduct. The Israelites did not fight the Egyptians face to face because of the haven they had found in Egypt throughout the hundreds of years they had dwelled in that land. Egypt was what it was, but other places might have been worse. Another lesson given by Chasam Sofer is that we must not wield an avenging sword when we are on the land that is not ours.

Another battle Israel fights is the battle with Amalekites. Here the situation is different. The Israelites, led by Joshua, fight the enemy face to face and the Eternal One only supports them:

Joshua did as Moses told him and fought with Amalek, while Moses, Aaron, and Hur went up to the top of the hill. Then, whenever Moses held up his hand, Israel prevailed; but whenever he let down his hand, Amalek prevailed. But Moses’ hands grew heavy; so they took a stone and put it under him and he sat on it, while Aaron and Hur, one on each side, supported his hands; thus his hands remained steady until the sun set. And Joshua overwhelmed the people of Amalek with the sword. (Ex 17:10-13)

One of the reasons Israel had to fight this battle alone was because the Israelites, for the fourth time already, were murmuring against Moses and doubting God’s protection. Literally, the minute they say “Is the LORD present among us or not?” (Ex 17:7) Amalek comes and starts attacking them. It is a form of punishment. But this punishment is meant to bring blessing. From now on, the Israelites must become independent and wage their wars themselves, only with God’s help. It is the beginning of their transformation from a weak people with slave mentality to a nation that is strong, capable of self-defense, self-governance and independence.

The entire desert experience is thus aimed. Harsh realities Israelites face from now on serve for physical and spiritual cleansing. Israelites need to get rid of their weaknesses and their slave, victimhood mentality. It is precisely this mentality that causes them to blame Moses and Aharon for every misfortune they face in the desert. They expected Moses to be like Pharaoh in their minds: an Almighty tyrant who, at the cost of their freedom, provides them with livelihoods. That’s why whenever Moses disappointed them they wanted to immediately go back to Egypt. But Moses was not like Pharaoh, he was the opposite: he was not a tyrant, he gave them freedom. He did not constantly satisfy their needs, in fact he exposed them to a really harsh reality. But at the same time he opened up opportunities for them so that they could, with their own effort, satisfy them themselves. Rambam summarizes the desert experience of the Israelites as follows:

God wisely led them around the desert until they had learned courage. As is known, the austere life of the desert, without human comforts and conveniences, such as bathing and the like, make one brave, while a luxurious existence fosters cowardliness. There in the desert, a generation was born, unaccustomed to degradation and slavery.

According to Rambam, a fighting spirit and love of freedom develop from toil and hardship, from lack of pleasures and conveniences of life. This is why God led His people through the desert before bringing them into the Land.

It is the harsh conditions and overcoming challenges that bring great joys in human life. The feeling of satisfaction that stems from it stays with us forever, shapes our mindset and our views.

The danger of falling into slavery never goes away. There are enough tyrants and potential tyrants in the world. Let us be careful, they always make great promises and guarantee to help us and meet our basic needs. This is their hallmark and they often succeed in that. Our freedom comes from meeting our own needs, from toiling the land for ourselves, from taking nothing.

The only thing they want from us is our freedom. But we will never give it away as long as we take care of ourselves, as long as we are strong, capable of self-defense, self-governance and independence. As long as we do this we will always be free.

Shabbat shalom

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Beszalach

Launch Sermon Player

Zamiłowanie do wolności rodzi się z trudności życiowych

Refleksja nad paraszą Beszalach

Menachem Mirski

Trudne realia tworzą silnych ludzi. Jeśli są oni wystarczająco mądrzy i sprawiedliwi, budują lepszą rzeczywistość dla swoich dzieci. Wraz z upływem czasu i rozwojem nowe pokolenia nie muszą mierzyć się z trudną rzeczywistością, z jaką mierzyli się ich dziadkowie. Życie ogólnie staje się łatwiejsze i bardziej przyjemne. Z czasem łatwe i przyjemne życie kształtuje często ludzi, którzy są mniej silni albo po prostu słabi – w końcu nie przeżyli trudnych czasów. Bywają oni często narcystyczni, roszczeniowi i często wierzą, że każdy, nawet mały dyskomfort jest opresją i zagrożeniem dla ich wolności. W istocie właśnie ci ludzie są pierwszymi, którzy popadają w niewolę, bo wolą raczej wyrzec się wolności niż zmierzyć się z ciężką rzeczywistością, w której mogliby liczyć tylko na siebie.

W czytanej w tym tygodniu paraszy Izraelici po wyruszeniu z Egiptu muszą stoczyć dwie walki: pierwszą toczą z Egipcjanami, a drugą z Amalekitami. Jednak w rzeczywistości Izraelici nie toczą osobiście tej pierwszej walki – Bóg walczy za nich, dokonuje cudów i pokonuje Egipcjan, topiąc ich rydwany w Morzu Trzcin. Jest kilka wyjaśnień rabinicznych tłumaczących, dlaczego tak się stało. Ibn Ezra zwraca uwagę, że Izraelici z pokolenia, które opuściło Egipt, pomimo iż byli uzbrojeni, nie nadawali się do walki ze swoimi panami:

Zostali wyćwiczeni od młodości do noszenia egipskiego jarzma i cierpieli na poczucie niższości. Jak zatem mogliby walczyć ze swoimi panami? Byli leniwi i niewyszkoleni w sztuce wojennej.

Inne wyjaśnienie, zaproponowane przez Chasama Sofera, głosi, że byłoby nieetyczne, aby dzieci Izraela same zabijały Egipcjan. Tora uczy nas tutaj zasad poprawnego zachowania. Izraelici nie walczyli z Egipcjanami twarzą w twarz ze względu na schronienie, jakie znajdowali w Egipcie przez setki lat, przez jakie zamieszkiwali na tej ziemi. Egipt był, jaki był, ale inne miejsca mogłyby być gorsze. Inna płynąca z tego lekcja zdaniem Chasama Sofera jest taka, że nie powinniśmy szermować mieczem zemsty, kiedy przebywamy na ziemi, która nie jest nasza.

Izrael toczy też inną bitwę – tym razem z Amalekitami. Tutaj sytuacja jest inna. Izraelici, prowadzeni przez Jozuego, walczą z wrogiem twarzą w twarz, a Wiekuisty tylko ich wspiera:

Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim; Aaron zaś i Chur podpierali jego ręce, jeden z tej, drugi z tamtej strony. I tak ręce jego były stale podniesione aż do zachodu słońca. Tak pobił Jozue Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. (Wj 17, 10-13)

Jeden z powodów, dla których Izrael musiał samodzielnie stoczyć tę walkę, był taki, że Izraelici już po raz czwarty szemrali przeciwko Mojżeszowi i wątpili w Bożą ochronę. Dosłownie w minucie, w której mówią: „Czy jest Pan pośród nas, czy nie?” (Wj 17, 7), nadchodzi Amalek i zaczyna ich atakować. Jest to forma kary. Ale ta kara ma w zamyśle przynieść błogosławieństwo. Od teraz Izraelici muszą stać się samodzielni i sami toczyć swoje wojny, otrzymując od Boga jedynie wsparcie. Jest to początek ich przemiany ze słabego ludu z mentalnością niewolników w naród, który jest silny, zdolny do samoobrony, samorządności i niezależności.

Wszystko, czego doświadczają Izraelici na pustyni, ma właśnie taki cel. Trudne realia, z jakimi mierzą się od teraz Izraelici, służą fizycznemu i duchowemu oczyszczeniu. Izraelici muszą pozbyć się swoich słabości i swojej mentalności niewolników i ofiar. To właśnie ta mentalność sprawia, że obwiniają Mojżesza i Aharona za każde nieszczęście, jakie przydarza im się na pustyni. Oczekiwali, że Mojżesz będzie taką samą postacią, za jaką uważali faraona: wszechmocnym tyranem, który, kosztem ich wolności, będzie zapewniał im środki do życia. Właśnie dlatego ilekroć Mojżesz ich rozczarował, chcieli natychmiast wrócić do Egiptu. Ale Mojżesz nie był niczym faraon; wprost przeciwnie: nie był tyranem, lecz dał im wolność. Nie zaspokajał ciągle ich potrzeb; w istocie wystawiał ich na bardzo trudną rzeczywistość. Ale jednocześnie otwierał dla nich możliwości, tak żeby mogli, za sprawą swoich własnych wysiłków, sami zaspokoić własne potrzeby. Oto, jak Rambam podsumowuje doświadczenia Izraelitów na pustyni:

Bóg mądrze prowadził ich po pustyni, aż nie nauczyli się odwagi. Jak wiadomo, surowe życie na pustyni, bez ludzkich wygód i udogodnień, takich jak kąpiel i tym podobne, czynią człowieka odważnym, natomiast pełna luksusów egzystencja sprzyja tchórzostwu. Tam, na pustyni, narodziło się pokolenie nienawykłe do poniżenia i niewoli.

Wedle Rambama duch walki i zamiłowanie do wolności wykształcają się na drodze znoju i trudu, z braku przyjemności i wygód życiowych. Właśnie dlatego Bóg poprowadził swój lud przez pustynię, zanim zaprowadził ich do Ziemi [Izraela].

To właśnie trudne warunki i przezwyciężanie wyzwań są źródłem wielkiej radości w życiu ludzkim. Uczucie zadowolenia, jakie pojawia się dzięki tym działaniom, pozostaje z nami na zawsze, kształtuje nasz sposób myślenia i nasze poglądy.

Groźba popadnięcia w niewolę nigdy nie zanika. Na świecie jest wystarczająco dużo tyranów i potencjalnych tyranów. Bądźmy uważni, oni zawsze składają nam wspaniałe obietnice i gwarantują, że nam pomogą i zaspokoją nasze podstawowe potrzeby. To jest ich znak rozpoznawczy i często odnoszą w tym zakresie sukces. Nasza wolność pochodzi z zaspokajania naszych własnych potrzeb, z mozolnego uprawiania ziemi na własny użytek i niebrania niczego od innych.

Jedyne, czego takie osoby od nas chcą, to nasza wolność. Ale my nigdy jej nie oddamy – tak długo, jak będziemy o siebie dbać, dopóki będziemy silni, zdolni do samoobrony, samorządności i niezależności. Dopóki będziemy tak czynić, zawsze będziemy wolni.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szabat szalom

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Ritual memory – the beauty of Judaism

Launch Sermon Player

Ritual memory – the beauty of Judaism

Thoughts on parashat Bo

Menachem Mirski

I have always been struck how Judaism is a study in discipline, at the root, a lesson on how to live one’s life. The Torah is rich with life lessons interwoven in stories, practices, repetition and rhetoric. Perhaps the most telling example of this is the practice of Pesach. In parashat Bo, God lays out the 7-day syllabus that we all recognize and have recreated for over 3500 years:

This day shall be to you one of remembrance: you shall celebrate it as a festival to the LORD throughout the ages; you shall celebrate it as an institution for all time. Seven days you shall eat unleavened bread; on the very first day you shall remove leaven from your houses, for whoever eats leavened bread from the first day to the seventh day, that person shall be cut off from Israel. You shall celebrate a sacred occasion on the first day, and a sacred occasion on the seventh day; no work at all shall be done on them; only what every person is to eat, that alone may be prepared for you. You shall observe the [Feast of] Unleavened Bread, for on this very day I brought your ranks out of the land of Egypt; you shall observe this day throughout the ages as an institution for all time. (Ex 12:14-17)

According to the biblical record, all these regulations were revealed to Moses and Aharon in the land of Egypt, just before the Exodus of the Israelites. Imagine the discipline involved in recreating such instructions for every family in Judaism each year for over 3500 years… think about that the next time you are in a meeting or organizing a potluck. Talk about discipline!

Isn’t that clever? Why such detailed delineation of what we should do, day by day, meal by meal and course by course? Because Judaism is genius at using the tools of cognitive psychology to instill the lessons and memories of the Torah. Memory is formed and solidified by repetition, by acting out, by representation to objects; and what are the celebrations of Pesach if not a manifestation of all of these. Through the course of 3500 years, through pogroms, exoduses, expulsions, and the Shoah we still keep our religion alive and the reason is partially due to the fact that Judaism inherently uses all these practical cognitive tools to almost “imprint” these “shared” memories. I don’t mean shared memories in the Jungian way, but instead, by recreating our events, as delineated in the Torah, repetitively, until we all share this memory and know that our fathers and forefathers did as well.

Religion is our nation’s collective memory that lives on in our rituals. Our rituals consistently include reading and studying our sacred books which perpetuates our collective memory and makes us engage deeper and deeper into our rituals, studying more and more. The beauty of Judaism is that we have so much literature that there is no end to studying it. This literature contains moral, philosophical and existential reflection, as well as poetry and stories containing great wisdom. Continuous studying and implementation of that which we study is the essence of being a religious Jew – a religious Jew is someone who never stops studying and practicing. The more we study the more nuanced is our knowledge. The more we practice ritual the more integrated into our lives is our knowledge. That is the uniqueness of our tradition and its beauty.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Launch Sermon Player

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Refleksja nad paraszą Bo

Menachem Mirski

Zawsze uderzał mnie fakt, że u swych podstaw judaizm jest nauką dyscypliny, lekcją uczącą nas, jak przeżyć nasze życie. Tora obfituje w lekcje życiowe wplecione w opowieści, praktyki, powtórzenia i retorykę. Być może najbardziej wymownym tego przykładem są praktyki związane z Pesach. W paraszy Bo Bóg przedstawia siedmiodniowy program, który wszyscy uznajemy i odtwarzamy od ponad 3500 lat:

Dzień ten będzie wam dniem pamiętnym i będziecie go obchodzili jako święto Pana; będziecie go obchodzili przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. Przez siedem dni jeść będziecie przaśniki. Już pierwszego dnia usuniecie kwas z domów waszych, bo każdy, kto od pierwszego do siódmego dnia jeść będzie to, co kwaszone, usunięty będzie z Izraela; pierwszego dnia i siódmego dnia będzie u was święte zgromadzenie, w tych dniach nie wolno wykonywać żadnej pracy. Tylko to, co każdy potrzebuje do jedzenia, wolno wam przygotować.  Przestrzegajcie Święta Przaśników, gdyż w tym właśnie dniu wyprowadziłem zastępy wasze z ziemi egipskiej. Przestrzegajcie tego święta przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. (Wj 12, 14-17)

Wedle tego, co zapisano w Biblii, wszystkie te regulacje zostały objawione Mojżeszowi i Aharonowi w Egipcie tuż przed wyjściem Izraelitów z tego kraju.   Wyobraź sobie dyscyplinę, jakiej wymagało odtwarzanie takich instrukcji w każdej rodzinie żydowskiej każdego roku przez ponad 3500 lat…; pomyśl o tym następnym razem, gdy będziesz uczestniczył w jakimś spotkaniu albo będziesz organizował posiłek składkowy. Oto prawdziwa dyscyplina!

Czyż nie jest to pomysłowe rozwiązanie? Po co opisano tak bardzo szczegółowo, co powinniśmy robić dzień po dniu, posiłek po posiłku i danie po daniu? Dlatego, że judaizm genialnie wykorzystuje narzędzia psychologii kognitywnej, aby zaszczepić nauki Tory i pamięć o niej. Pamięć kształtuje się i utrwala poprzez powtórzenie, poprzez wprowadzanie wiedzy w czyn i reprezentowanie jej w przedmiotach; a czym są obchody Pesach, jeśli nie przejawem wszystkich tych aspektów? Na przestrzeni 3500 lat, poprzez pogromy, wygnania, wykluczenia oraz Szoah wciąż udawało nam się zachować naszą religię przy życiu, po części dzięki temu, że judaizm nieodmiennie używa wszystkich tych praktycznych narzędzi kognitywnych, aby niemal „wdrukować” w nas te „wspólne” wspomnienia. Nie chodzi mi o wspólne wspomnienia w sensie jungowskim, ale raczej o fakt, że dzięki temu, iż odtwarzamy wciąż na nowo wydarzenia z naszej historii, tak jak to zostało wyszczególnione w Torze, w końcu wspomnienie to staje się czymś wspólnym dla nas wszystkich i wiemy, że nasi przodkowie i praprzodkowie również czynili to samo.

Religia jest wspólnotową pamięcią naszego narodu, która żyje dalej w naszych rytuałach. Nasze rytuały konsekwentnie obejmują czytanie i studiowanie naszych świętych ksiąg, co pozwala na zachowanie naszej wspólnotowej pamięci i sprawia, że angażujemy się coraz to głębiej w nasze rytuały, coraz bardziej zagłębiając się w studiowanie. Piękno judaizmu polega na tym, że mamy do dyspozycji tak obszerną literaturę, że studiowanie jej nie ma końca. Nasza literatura zawiera refleksje natury moralnej, filozoficznej i egzystencjalnej, jak również poezję i przepełnione wielką mądrością opowieści. Nieustanne studiowanie i wdrażanie w życie tego, o czym się uczymy, stanowi istotę bycia pobożnym Żydem – pobożny Żyd to ktoś, kto nigdy nie przestaje studiować i praktykować. Im więcej studiujemy, tym bardziej zniuansowana staje się nasza wiedza. Im bardziej praktykujemy rytuały, tym bardziej nasza wiedza staje się zintegrowana z naszym życiem. Na tym polega wyjątkowość naszej tradycji oraz jej piękno.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Wajechi

Launch Sermon Player

Refleksja nad paraszą Wajechi

Menachem Mirski

„Nikt nie jest bardziej znienawidzony niż ten, kto mówi prawdę”, mawiał Platon. „Szanujcie tych, którzy szukają prawdy, ale strzeżcie się tych, którzy ją znajdą” – mawiał Voltaire. „Prawda jest taka, że każdy cię skrzywdzi. Po prostu trzeba znaleźć tych, dla których warto cierpieć ”- powiedział kiedyś Bob Marley.

Czy mówienie prawdy jest zawsze dobre i konieczne? Czy kłamanie zawsze jest złe? Na te tematy napisano wiele książek, wiele osób próbowało udzielić na nie ostatecznej odpowiedzi. Ilekroć ktoś formułuje takową, chwile później pojawia się inna odpowiedź. Również nasza porcja Tory na ten tydzień porusza ten temat. Opowiada nam historię braci Józefa, którzy otwarcie go okłamują:

Bracia Józefa zdając sobie sprawę z tego, że ojciec ich nie żyje, myśleli: «Na pewno Józef będzie nas teraz prześladował i odpłaci nam za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziliśmy!» Toteż kazali powiedzieć Józefowi: «Ojciec twój dał przed śmiercią takie polecenie: Powiedzcie Józefowi tak: Racz przebaczyć braciom twym wykroczenie i winę ich, wyrządzili ci bowiem krzywdę. Teraz przeto daruj łaskawie winę nam, którzy czcimy Boga twojego ojca!» Józef rozpłakał się, gdy mu to powtórzono. (Gen 50:15-17)

Józef zapłakał, bo od razu dostrzegł, że jego bracia kłamią. Kłamstwo to było jednak niczym w porównaniu z tym, co uczynili mu oni wiele lat wcześniej sprzedając do egiptu. W jego oczach kłamstwo braci było raczej żałosną ekspresją ich strachu, bezsilności i wyrzutów sumienia. Skąd o tym wiemy? Rabini podsuwają nam podpowiedzi:

(Józef) zrozumiał, że bracia poinstruowali posłańca, co ma powiedzieć; inaczej Jakub sam by mu powiedział. Dlatego Józef płakał, widząc tragiczny stan swoich braci, bojących się o swoje życie i zmuszonych do takich przeinaczeń, aby powstrzymać jego zemstę.

Nie ma powodu by sądzić, że bracia wyjawili swojemu ojcu prawdę o sprzedaży Józefa. Tora nie wspomina ani słowem, że Jakub dowiedział się o tym. Majmonides tłumaczy to w następujący sposób:

Wydaje mi się, że zwykłe proste tego testu jest takie, że Jakubowi nikt nigdy nie powiedział, że Józefa sprzedali jego bracia; ten wyobrażał sobie, że (Józef) zgubił się na polach i został sprzedany przez swoich znalazców do Egiptu. Jego bracia nie chcieli ujawniać swojego niewłaściwego postępowania, z obawy przed jego złością i tym, że bych ich przeklął […] Gdyby Jakub wiedział o tym cały czas, musieliby go błagać, aby nakazał Józefowi im wybaczyć […].

Idea, że Józef sam powiedział o tym swojemu ojcu również wydaje się nieprawdopodobna. Po pierwsze, wybaczył już swoim braciom i dostrzegł w tym boski plan. Nie miał więc żadnego powodu by mścić się na swoich braciach, a wyjawienie tej informacji ojcu, Jakubowi, byłoby zemstą.

Wspominałem już parokrotnie powszechnie dość znany komentarz mówiący, iż historie rodzinne z Księgi Genesis to przeważająco historie rodzin dysfunkcyjnych, że historie te często mówią nam jak nie należy się względem siebie nawzajem postępować i że chwytają one te aspekty etyki, które bardzo trudno skodyfikować w moralne czy religijne prawo.

Zastanówmy się jednak jak będzie wyglądać przypadek kłamstwa braci Józefa w kontekście etyki judaizmu. Tora nie zabrania bezwzględnie kłamania jako takiego. Przykazanie 9 dekalogu, lo taane ve’reacha ed szaker, powszechnie tłumaczone jako Nie będziesz fałszywie świadczył przeciw bliźniemu swemu, ogranicza się zabrania składania fałszywych świadectw mających uczynić szkodę komuś i znaczy dosłownie: Nie będziesz odpowiadał bliźniemu swemu, fałszywy świadku! Fałszywy świadek to ten, którego świadectwo może być nawet teoretycznie prawdziwe, ale nie ma ono podstawy w jego doświadczeniu, np. mówi, że widział coś o czym jedynie słyszał itp. Rabini nałożyli jednak wiele ograniczeń na to, co możemy powiedzieć innym: na przykład ujawnianie prywatnych informacji o innych (plotki), nawet jeśli są prawdziwe, jest zabronione, chyba że ujawnienie tych informacji może ochronić kogoś innego przed nadużyciami lub krzywdą. Oczywiście celowe wprowadzanie w błąd innych (geneivat da’at) poprzez „gładką mowę” lub uwodzicielski język jest naruszeniem żydowskich norm mowy i jest zabronione (jednak próba przekonania ludzi, którzy są informowani, że są przekonani do zakupu lub uwierzenia w coś nie jest uważana za wprowadzającą w błąd i jest dozwolona).

Co więc rabini mówią o naszej historii? Jeden z nich, Rabbenu Bahya Ibn Pakuda, mówi nam, że możemy czasem odejść od dosłownej prawdy, aby zachować pokój między ludźmi. Bracia Józefa, dręczeni poczuciem winy, czuli, że ich życie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nasi mędrcy uważali ich postępowanie za uzasadnione, kierując się zasadą, że czasami prawda musi być podporządkowana ważniejszym wartościom.

Niektórzy mówią, że oznacza to, iż prawda, nieważne jak ważna, nie jest wartością absolutną i czasami musi ustąpić miejsca innym wartościom. Dwie wartości, które bywają od niej ważniejsze to pokój oraz życie. Uważam, że opinia ta błędnie utożsamia prawdę ‘samą w sobie’, rozumianą przez filozofów jako adekwatne, intelektualne przedstawienie rzeczywistości, ze zwykłym „mówieniem prawdy” ocenianym z punktu widzenia etyki. Mówienie prawdy jest czasami niewygodne, czasami niebezpieczne, ale czasami konieczne, nawet jeśli wiąże się z ofiarami i cierpieniami, konieczne, aby zacząć coś nowego, pożegnać się z czymś, czego już nie chcemy, lub przywrócić rzeczywistość na właściwe tory, czego życzę wszystkim w Nowym Roku 2021!

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Truth vs Peace

Launch Sermon Player

Truth vs Peace

Thoughts on Parashat Vayehi

Menachem Mirski

“No one is more hated than he who speaks the truth”, said Plato. “Cherish those who seek the truth but beware of those who find it”, said Voltaire. “The truth is, everyone is going to hurt you. You just got to find the ones worth suffering for”, said Bob Marley.

Is telling the truth always good or necessary? Is telling the lies always wrong? Many books were written on these topics, many people have tried to give an ultimate answer to it. Soon after this problem seems to be resolved there comes another answer to it. Also our Torah portion for this week touches this subject. It tells us the story of Joseph’s brothers who openly lie to him:

When Joseph’s brothers saw that their father was dead, they said, “What if Joseph still bears a grudge against us and pays us back for all the wrong that we did him!” So they sent this message to Joseph, “Before his death your father left this instruction: So shall you say to Joseph, ‘Forgive, I urge you, the offense and guilt of your brothers who treated you so harshly.’ Therefore, please forgive the offense of the servants of the God of your father.” And Joseph was in tears as they spoke to him. (Gen 50:15-17)

Joseph cried because he immediately noticed that his brothers were lying. This lie was nothing compared to what they had done to him when they sold him to Egypt many years earlier. In his eyes, the brothers’ lie was a rather pathetic expression of their fear, helplessness and sense of guilt. How do we know about this? The rabbis give us some hints. According to Rabbi Luzatto:

He understood that the brothers had instructed the messenger what to say; otherwise Jacob would have told himself. Joseph therefore wept at seeing the tragic state of his brothers, going in fear of their lives and forced to such shifts to stave off his vengeance.

There is no reason to believe that the brothers told their father the truth about the sale of Joseph: the Torah does not mention that Jacob found out about it. Nahmanides explains it as follows:

It seems to me that the plain meaning of the test is that Jacob was never told of the sale of Joseph by his brothers, but imagined that he got lost in the fields and was sold by his finders to Egypt. His brothers did not wish to divulge their misconduct, especially, for fear of his curse and anger. […] Had Jacob known it all the time, they should have begged their father to command Joseph to forgive them […].

The idea that Joseph himself told his father about it also seems improbable. First, he had forgiven his brothers and saw a divine plan in it. So he had no reason to take revenge on his brothers, and it would be revenge to disclose this information to his father, Jacob.

I have already mentioned several times the well-known comment that the family stories in the Book of Genesis are predominantly the stories of dysfunctional families; that these stories often tell us how not to deal with each other and that they capture aspects of ethics that are very difficult to codify into a moral or religious law.

However, let us consider what the case of the lies of Joseph’s brothers will look like in the context of the ethics of Judaism. The Torah does not absolutely forbid lying as such. The 9th commandment of the Decalogue, lo taane ve’reacha ed shaker, commonly translated as You shall not bear false witness against your neighbor, is restricted to bearing a false testimony in order to harm someone. Its literal meaning is: You shall not answer your neighbor, false witness! A false witness is one whose testimony may even be theoretically true, but has no basis in his experience, e.g. they say that they have seen something but in fact only heard about it, etc. The rabbis, however, put many restrictions on what we can say to others: for example, revealing private information about others (gossip – rekhillut) even if true, is prohibited, unless revealing this information can protect someone else from abuse or harm. Obviously, deliberately misleading others (geneivat da’at) through “smooth speech” or seductive language is a violation of Jewish norms of speech and prohibited (however, trying to persuade the people who are informed that they are being persuaded to buy or believe something is not considered misleading and it is allowed.)

So what do the rabbis say about our story? One of them, Rabbenu Bahya Ibn Pakuda, tells us that we may deviate from the literal truth in order to preserve peace between people. Joseph brothers, tormented by their sense of guilt, felt their lives were in mortal danger. Our Sages regarded their conduct as warranted on the principle that truth has sometimes to be subordinated to more important values.

Some say that this means that truth, no matter how important, is not an absolute value and sometimes it must give way to other values and two of them sometimes are more important: peace and life. I believe that this opinion confuses the truth as such, understood by philosophers as accurate cognitive representation of reality with the mere act of ‘telling the truth’ assessed from the perspective of ethics. Telling the truth is sometimes inconvenient, sometimes gravely dangerous but sometimes necessary, even if it ensues sacrifices and sufferings, necessary to begin something new, to say goodbye to something we don’t want anymore or to put reality back on track which I wish everyone in the New Year 2021!

Shabbat shalom

 

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Miketz

Launch Sermon Player

Truthfulness, impartiality and pragmatism

Thoughts on parashat Miketz

Menachem Mirski

One definition of insanity is repeating the same thing over and over again and expecting a different result. While there is a lot of truth to this rather amusing statement, I challenge this conclusion. It would be absolutely true if we had full control over the results of our actions and over other factors that influence those results, however, we have no such control. Additionally, we don’t get everything right the first time we try – so repeating it again, might in fact produce a different result. The same is true of risk-taking situations: these situations, by definition, do not guarantee the desired results. Therefore, at the onset, the truth of the statement is limited.

In this week’s Torah portion, we come across a story that seems quite puzzling in light of the ending of the previous Torah portion. As you may remember, in last week’s parashah, Joseph interprets the dream of the chief cupbearer and predicted correctly that he would be released from prison and regain his former position. Joseph asked the cupbearer not to forget about him. And while he had proof that Joseph interpreted the dream correctly the cupbearer did nothing. But in this week’s Torah portion the situation is completely different. Joseph again interpreted a dream, in order to get out of prison, and in fact, had a different result. Here is what follows after Joseph interpreted Pharaoh’s dream:

The plan pleased Pharaoh and all his courtiers. And Pharaoh said to his courtiers, “Could we find another like him, a man in whom is the spirit of God?” So Pharaoh said to Joseph, “Since God has made all this known to you, there is none so discerning and wise as you. You shall be in charge of my court, and by your command shall all my people be directed; only with respect to the throne shall I be superior to you.” Pharaoh further said to Joseph, “See, I put you in charge of all the land of Egypt.” And removing his signet ring from his hand, Pharaoh put it on Joseph’s hand; and he had him dressed in robes of fine linen, and put a gold chain about his neck. He had him ride in the chariot of his second-in-command, and they cried before him, “Abrek!” Thus he placed him over all the land of Egypt. (Gen 41:37-43)

How did Pharaoh, unlike the cupbearer, come to believe Joseph when there was no way of proving his interpretation? The dream was about a rather distant future. What was the criteria of truth here? Why did Joseph achieve a different result? Why did Pharaoh listen to this message, from the lowest among the lowest in the social hierarchy, while ignoring his court magicians? Why were the magicians’ explanations not convincing while Josephs were?

We do not know, we can only speculate. We know from my previous sermons that Joseph was seen as truthful and sincere. Perhaps the magicians interpreted the dream in such a way as to please the Pharaoh, but Pharaoh who was quite disturbed by it, didn’t “buy” their “positive” interpretation, while Joseph’s was perceived, in the blink of an eye, as more sincere and truthful and thus more believable. Additionally, Joseph’s interpretation was pragmatic, he immediately gave Pharaoh practical advice on how to deal with the coming famine. Another factor that may have been appealing in Joseph’s response is that he, as a Hebrew, a stranger in the land of Egypt, had at heart, the future of that land. This is also an expression of pragmatism, but what is crucial here is that it is a sign of Joseph’s impartiality.

Let me say it again: truthfulness, impartiality and pragmatism. These are values that we should consistently support and work towards. Not only because untruthfulness, partiality and detachment abound. But because these three values sometimes are in conflict. Pragmatism can mean, and often does mean, being partial. It can also mean silence on topics that need to be addressed openly. I don’t think I need to give any examples here – there are many of them in various areas of our life: in our professional and private life, at work, at home or in our relationships. Similarly being truthful at all costs is also not wise. We know well that not every thought has to be expressed the minute we think it. Not every message or email has to be delivered the minute it is written. We need to be thoughtful about things. What I’m advocating for is to have all these three – truthfulness, impartiality and pragmatism – in our hierarchy of values and strive to always find the right balance among them and their consequences.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Mikec

Launch Sermon Player

Prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm

Refleksja nad paraszą Mikec

Menachem Mirski

Jedną z definicji szaleństwa jest powtarzanie wciąż na nowo tego samego działania i oczekiwanie innego rezultatu. Choć jest dużo prawdy w tym dość zabawnym stwierdzeniu, chciałbym jednak zakwestionować ten wniosek.  Byłby on w pełni prawdziwy, gdybyśmy mieli pełną kontrolę nad efektami naszych działań oraz nad innymi czynnikami wpływającymi na te efekty, lecz nie mamy takiej kontroli. Ponadto przy pierwszej próbie nie udaje nam się zrobić wszystkiego tak jak trzeba – a zatem powtórne podejście może w rzeczywistości przynieść inne rezultaty. To samo dotyczy sytuacji związanych z podejmowaniem ryzyka: takie sytuacje z definicji nie gwarantują osiągnięcia pożądanych rezultatów. A zatem prawdziwość tego stwierdzenia jest od początku ograniczona.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory znajdujemy historię, która wydaje się dość zagadkowa w kontekście zakończenia poprzedniej porcji Tory. Jak może pamiętacie, w zeszłotygodniowej paraszy Józef zinterpretował sen naczelnego podczaszego i trafnie przewidział, że zostanie on wypuszczony z więzienia i odzyska swoją wcześniejszą pozycję. Józef poprosił podczaszego, żeby o nim nie zapomniał. I choć podczaszy miał dowód na to, że Józef poprawnie wyjaśnił jego sen, to nic nie zrobił. Natomiast w czytanej w tym tygodniu porcji Tory sytuacja jest kompletnie inna. Józef znowu zinterpretował sen po to, aby wyjść z więzienia i tym razem osiągnął inny rezultat. Oto co się stało po tym, jak Józef zinterpretował sen faraona:

Słowa te podobały się faraonowi i wszystkim jego dworzanom. Rzekł więc faraon do swych dworzan: Czyż będziemy mogli znaleźć podobnego mu człowieka, który miałby tak jak on ducha Bożego? A potem faraon rzekł do Józefa: Skoro Bóg dał ci poznać to wszystko, nie ma nikogo, kto by ci dorównał rozsądkiem i mądrością! Ty zatem będziesz nad moim dworem i twoim rozkazom będzie posłuszny cały mój naród. Jedynie godnością królewską będę cię przewyższał. I powiedział faraon Józefowi: Oto ustanawiam cię rządcą całego Egiptu! Po czym faraon zdjął swój pierścień z palca i włożył go na palec Józefa, i kazał go oblec w szatę z najczystszego lnu, a potem zawiesił mu na szyi złoty łańcuch. I kazał go obwozić na drugim swym wozie, a wołano przed nim: Abrek! Faraon ustanawiając Józefa rządcą całego Egiptu (…) (Rdz 41, 37-43)

Jak to się stało, że faraon w odróżnieniu od podczaszego uwierzył Józefowi, choć nie było sposobu, żeby potwierdzić jego interpretację? Sen dotyczył dość odległej przyszłości. Jakie były tutaj kryteria prawdziwości? Dlaczego Józef osiągnął tym razem inny rezultat? Dlaczego faraon posłuchał tego przesłania, pochodzącego od kogoś plasującego się na najniższym z najniższych szczebli hierarchii społecznej, podczas gdy zignorował swoich nadwornych wróżbitów? Dlaczego wyjaśnienia wróżbitów nie były przekonujące, natomiast wykładnia  Józefa tak?

Nie wiemy, możemy tylko spekulować. Wiemy z moich poprzednich kazań, że Józef był postrzegany jako prawdomówny i szczery. Być może magicy zinterpretowali sen w taki sposób, żeby zadowolić faraona, ale faraon, którego ów sen mocno zaniepokoił, nie „kupił” ich „pozytywnej” interpretacji, podczas gdy wykładnia Józefa została w mgnieniu oka uznana za bardziej szczerą i prawdomówną, a zatem bardziej wiarygodną. Co więcej, interpretacja Józefa była pragmatyczna; natychmiast dał faraonowi praktyczne rady w kwestii tego, jak poradzić sobie z nadchodzącą klęską głodu. Kolejny czynnik, który mógł przemawiać na rzecz odpowiedzi Józefa był taki, że jemu, jako Hebrajczykowi, cudzoziemcowi w krainie Egiptu, zależało na przyszłości tego kraju. Jest to również wyraz pragmatyzmu, ale kluczowy jest tutaj fakt, że jest to oznaka bezstronności Józefa.

Powtórzę raz jeszcze: prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm. Oto wartości, które powinniśmy konsekwentnie wspierać i do których powinniśmy dążyć. Nie tylko dlatego, że jest pod dostatkiem nieprawdomówności, stronniczości i obojętności, ale dlatego, że te trzy wartości pozostają czasem ze sobą w konflikcie. Pragmatyzm może oznaczać, i często faktycznie oznacza, bycie stronniczym. Może również oznaczać milczenie w kwestii tematów, które wymagają otwartego zaadresowania. Sądzę, że nie muszę podawać tutaj żadnych przykładów – można ich znaleźć wiele w różnych sferach naszego życia: w naszym życiu zawodowym i prywatnym, w pracy, w domu i w naszych związkach. Podobnie, bycie prawdomównym za wszelką cenę również nie jest mądre. Dobrze wiemy, że nie każdą myśl trzeba wyrażać natychmiast po tym, jak zaświta nam w głowie. Nie każda wiadomość albo e-mail muszą zostać dostarczone w tej samej chwili, w której zostały napisane. Musimy podchodzić do różnych spraw w sposób refleksyjny. Apeluję tutaj tylko o to, żeby wszystkie te trzy cechy – prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm – były obecne w naszej hierarchii wartości i żebyśmy starali się zawsze znaleźć odpowiednią równowagę pomiędzy nimi i ich konsekwencjami.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

RETRANSMISJA Chanuka 2020 w Beit Polska- Zapalenie 6 świeczki.

Launch Sermon Player

Chanuka 2020 w Beit Polska

RETRANSMISJA Chanuka 2020 w Beit Polska- Zapalenie 6 świeczki z dnia 15.12.2020.
Kolejny  z serii wykładów prowadzonych przez Miriam Klimovą, studentkę rabinacką Israeli Rabbinic Program at Hebrew Union College – Jewish Institute of Religion, Jerusalem, Israel.
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

VAYESHEV

Launch Sermon Player

VAYESHEV

  For Beit Warszawa.  12th. December 2020.

Rabbi Dr. Walter Rothschild

This week’s sidra starts off with a calm, reassuring verse about Jacob feeling at last that he can settle down in peace in the land where his fathers were only wandering foreigners. ”Vayeshev Ya’akov  be’Eretz megurey Aviv, beEretz Canaan.” It is, sadly, about the last calm verse in the whole sidra. Ironically, before the chapter is over Joseph, the son whom Jacob favours over the others, has managed to annoy everybody by spouting on about dreams of grandeur, his half-brothers have decided to take matters into their own hands rather than relying on God, they have kidnapped him and – the details get a little confused as to who sold whom to whom for how much but it doesn’t really matter, suddenly Joseph is NOT dwelling in the land where his father is living and where his grandfather was a sojourner but is himself now a stranger in a strange land – not just that but a powerless slave, bought and sold like a Thing, an object. For Jacob, living in the land but without his beloved son is also only half a life.

In chapter 35 he and his estranged twin brother Esau – who has also had five sons from three wives but somehow without the same sibling stresses – have buried together their father Isaac in Hebron – and ironically this part of the family – now called the Edomites – LEAVE the land. In 36:4 Esau ”took his wives and sons and daughters and all the 'souls of his house’ (an echo here of the phrase used of Abraham and Sarah in 12:5) and all his beasts and possessions which he had acquired in Canaan and went to another land away from his brother Jacob; for it was not possible for them to dwell together in ”the land of their wanderings” – so they headed east to what became known as 'Edom’ after the nickname for Esau, 'the red one’ – what we would now call the Kingdom of Jordan. Esau voluntarily and sensibly separates to avoid potential conflict, an echo of the division earlier between Abraham and Lot, or between Jacob and Avimelech, when their flocks and herds get too extensive as to be able to share the same scarce resources of land and water. How strange and how convenient – Jacob, who had been so afraid of Esau as he returned from Haran in chapter 32, who had sent gifts ahead, and who later in chapter 33 first encounters Esau at last then lies to him, saying he will follow but instead thinking he can settle in Shechem, buy land, stop wandering – undergoes the embarrassment (to put it mildly) of two of his sons massacring the inhabitants of Shechem (chapter 34) but is now in 37:1 able to relax because all his external threats have politely removed themselves – only to be confronted now by the internal tensions which split his family apart.

It is rare that anyone looks at this context, which is why I make no apology for citing at length from last week’s sidra. Nothing happens in a vacuum. The sons of Jacob are not stupid and they have seen how their father lies to his own brother, they must know the story also of how their father was prepared to trick his own father Isaac and pretend to be someone else, their uncle. (Come to that, they must know how their Grandmother Rivka encouraged their father to perform the intrigue and then they must have heard how Mother Leah (mother of six of them) tricked Mother Rachel (mother of Joseph and Benjamin) by agreeing to get married off to their father first – thus asserting  the first-born Daughter’s rights.) So when they in turn come to conspire to deprive their brother Joseph of any first-born rights and privileges, or when they come together to trick their father with a piece of bloodstained clothing (which they themselves had stained!) one is entitled to ask where they had first learned of these modes of behaviour.

Then suddenly in chapter 38 we get a total change of scene but essentially another story concerned with the rights and inheritances of the first-born. Judah marries a local girl in Canaan – well, this is what it means to be a resident and no longer a sojourner here! – and has a son Er, then another Onan,  then a third Shelach. Just like that. No lengthy problems with infertility. Now Jacob has become a grandfather, though we get no mention of any contact, we get no mention of Er being the first-born grandson or any privileges. All we read is that Judah takes a wife for Er – presumably also a local girl, not one of his nieces? – Tamar, the date palm. Er, however, comes to an Er-ly grave. What to do? Since he was the first born, it is important to keep his lineage intact and so Tamar is simply married off to Onan with the intention that Onan should provide a son for his deceased brother. In terms of the context of how brothers have cheated brothers until now so as to prevent them getting any status and inheritance, it can hardly be described as surprising that Onan decides not to perform his duty – the later term is 'levirate marriage’ although it is Judah, not Levi, who first organises it. (Actually this is just a bad pun, the word ’Levir’ is Latin not Hebrew and just means 'brother-in-law’). So Onan leaves the scene abruptly as well. Which leaves Tamar as a double-widow stuck waiting until her remaining brother-in-law is old enough to step up to the plate. In the meantime her mother-in-law Shua also dies and Judah, now a lonely widower, seeks some comfort on a commercial basis. Tamar takes advantage of this, disguises herself (so Judah does not realise he is with a 'blind Date’) and at last she is made pregnant – albeit by her father-in-law, not her brother-in-law. Judah is furious at her ”infidelity” – (in fact she is not married any more, just betrothed to the third son) until he is publicly embarrassed by her, as she fights to save herself from execution. And the result is – oh no! – ANOTHER pair of quarrelling twins, Peretz and Zerah.

What on earth is the Torah trying to tell us with this chapter? Which is not one that appears prominently in Children’s Bibles.

In the meantime Joseph is facing his own temptations and troubles in Egypt where he is bought by the Chief of Police whose wife takes a fancy to him and makes false accusations when he does NOT succumb to her pressures and pleadings. (I would say ”her charms” except that the Torah never tells us that she was attractive, only that Joseph was…. and using the 'argument from silence’ there is an implication that she is childless and maybe, like Tamar, she is also simply desperate to get pregnant from anyone who is around when her busy husband is always away fighting the Pharaoh’s enemies; Why would she take the risk otherwise?) In case one might think he could not sink any lower, from being a slave he now becomes an imprisoned slave. Once more he interprets dreams – this time not his own – and he is proved correct, for one of his fellow prisoners is executed whereas the other is amnestied and liberated – but, despite having promised to put in a good word for Joseph, he neglects to do so.

    What a long and tortuous journey we have come from chapter 37 verse 1 to chapter 40 verse 23! Jacob thought he was settled at last, but first his favourite son disappears, presumed killed, then his fourth son loses two sons of his own and unwittingly conceives two sons who will also be his grandsons…. and Joseph in Egypt is stuck in a stinking jail. Later we will define ourselves as ”the children of Jacob” or ”the children of Israel” (Jacob’s alternate name) but truly, one wonders whether this is the sort of family one can be proud of, or whether one would rather keep quiet about one’s origins….

What can we learn from all this?

First – to be careful. It is at precisely the moment when one feels one can relax, that one has eliminated another ethnic group from the country, that the next catastrophe can hit!

Secondly – to be modest. Our ancestors were not the sort of people whom one can hold up as models of moral integrity, of filial love, of sibling solidarity, of ethics and spirituality. When one works with people one soon learns that the majority of abuse and violence – including sexual – occurs within the home, within families. Those politicians and fundamentalist clergy who trumpet ”Family Values!” as a solution to all modern problems should be aware of that. Often one feels  they have never actually read the book they hold up so eagerly. Admittedly some of the families described in these chapters would be described more as 'patchwork’ and 'extended’ but all are dysfunctional.

Thirdly – to be aware that there MIGHT be a long-term divine plan behind so much of what happens. It is clearly God’s plan that Jacob and his family should come to settle to Egypt – at the end of chapter 46 and in 47:6 they come to ”dwell, settle”, ”yashvu ba’aretz Goshen”  – the same word as our sidra ”Vayeshev” began. God had already told Abraham that his descendants would have to go to a foreign land and serve there….. In 15:13 God told Abraham that his descendants would serve another people four hundred years in a foreign land, but in 17:8 had also told Abraham that his descendants would inherit the ”eretz megurecha, Eretz Canaan”, the ”land of your wanderings, the land of Canaan”. The text is full of these echoes and resonances and word-plays which form a background surrounding structure to the narrative and there is always a danger that if one focusses on just one sidra at a time one will overlook these parallels and this context.

Then – Peretz will be mentioned again in 46:12 as one of the family of Judah who come to Egypt as a refugee from a land stricken by famine but, much more significantly, in Ruth 4 he is listed as one of the ancestors of Boaz and hence of King David….. which means that David, who is also a younger son who has to outshine his older brothers, who will also have many competitive sons by several wives (some of  them even his own!) will be himself a descendant from someone born under exceptional circumstances in this sidra. (Plus a Moabite mother). Was this the divine plan already? Why else is this chapter inserted?

The story will continue. Don’t miss next week’s exciting episode! (Spoiler alert – Joseph gets out of jail! His brothers will come to buy grain from state warehouses, whereas their own descendants will later have to build yet more warehouses….) But never forget that each episode is precisely that – just one part of a lengthy story, one which has (thank God!) not ended yet…..

 

Shabbat Shalom.

Rabbi Dr. Walter Rothschild