Mikec

Launch Sermon Player

Prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm

Refleksja nad paraszą Mikec

Menachem Mirski

Jedną z definicji szaleństwa jest powtarzanie wciąż na nowo tego samego działania i oczekiwanie innego rezultatu. Choć jest dużo prawdy w tym dość zabawnym stwierdzeniu, chciałbym jednak zakwestionować ten wniosek.  Byłby on w pełni prawdziwy, gdybyśmy mieli pełną kontrolę nad efektami naszych działań oraz nad innymi czynnikami wpływającymi na te efekty, lecz nie mamy takiej kontroli. Ponadto przy pierwszej próbie nie udaje nam się zrobić wszystkiego tak jak trzeba – a zatem powtórne podejście może w rzeczywistości przynieść inne rezultaty. To samo dotyczy sytuacji związanych z podejmowaniem ryzyka: takie sytuacje z definicji nie gwarantują osiągnięcia pożądanych rezultatów. A zatem prawdziwość tego stwierdzenia jest od początku ograniczona.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory znajdujemy historię, która wydaje się dość zagadkowa w kontekście zakończenia poprzedniej porcji Tory. Jak może pamiętacie, w zeszłotygodniowej paraszy Józef zinterpretował sen naczelnego podczaszego i trafnie przewidział, że zostanie on wypuszczony z więzienia i odzyska swoją wcześniejszą pozycję. Józef poprosił podczaszego, żeby o nim nie zapomniał. I choć podczaszy miał dowód na to, że Józef poprawnie wyjaśnił jego sen, to nic nie zrobił. Natomiast w czytanej w tym tygodniu porcji Tory sytuacja jest kompletnie inna. Józef znowu zinterpretował sen po to, aby wyjść z więzienia i tym razem osiągnął inny rezultat. Oto co się stało po tym, jak Józef zinterpretował sen faraona:

Słowa te podobały się faraonowi i wszystkim jego dworzanom. Rzekł więc faraon do swych dworzan: Czyż będziemy mogli znaleźć podobnego mu człowieka, który miałby tak jak on ducha Bożego? A potem faraon rzekł do Józefa: Skoro Bóg dał ci poznać to wszystko, nie ma nikogo, kto by ci dorównał rozsądkiem i mądrością! Ty zatem będziesz nad moim dworem i twoim rozkazom będzie posłuszny cały mój naród. Jedynie godnością królewską będę cię przewyższał. I powiedział faraon Józefowi: Oto ustanawiam cię rządcą całego Egiptu! Po czym faraon zdjął swój pierścień z palca i włożył go na palec Józefa, i kazał go oblec w szatę z najczystszego lnu, a potem zawiesił mu na szyi złoty łańcuch. I kazał go obwozić na drugim swym wozie, a wołano przed nim: Abrek! Faraon ustanawiając Józefa rządcą całego Egiptu (…) (Rdz 41, 37-43)

Jak to się stało, że faraon w odróżnieniu od podczaszego uwierzył Józefowi, choć nie było sposobu, żeby potwierdzić jego interpretację? Sen dotyczył dość odległej przyszłości. Jakie były tutaj kryteria prawdziwości? Dlaczego Józef osiągnął tym razem inny rezultat? Dlaczego faraon posłuchał tego przesłania, pochodzącego od kogoś plasującego się na najniższym z najniższych szczebli hierarchii społecznej, podczas gdy zignorował swoich nadwornych wróżbitów? Dlaczego wyjaśnienia wróżbitów nie były przekonujące, natomiast wykładnia  Józefa tak?

Nie wiemy, możemy tylko spekulować. Wiemy z moich poprzednich kazań, że Józef był postrzegany jako prawdomówny i szczery. Być może magicy zinterpretowali sen w taki sposób, żeby zadowolić faraona, ale faraon, którego ów sen mocno zaniepokoił, nie „kupił” ich „pozytywnej” interpretacji, podczas gdy wykładnia Józefa została w mgnieniu oka uznana za bardziej szczerą i prawdomówną, a zatem bardziej wiarygodną. Co więcej, interpretacja Józefa była pragmatyczna; natychmiast dał faraonowi praktyczne rady w kwestii tego, jak poradzić sobie z nadchodzącą klęską głodu. Kolejny czynnik, który mógł przemawiać na rzecz odpowiedzi Józefa był taki, że jemu, jako Hebrajczykowi, cudzoziemcowi w krainie Egiptu, zależało na przyszłości tego kraju. Jest to również wyraz pragmatyzmu, ale kluczowy jest tutaj fakt, że jest to oznaka bezstronności Józefa.

Powtórzę raz jeszcze: prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm. Oto wartości, które powinniśmy konsekwentnie wspierać i do których powinniśmy dążyć. Nie tylko dlatego, że jest pod dostatkiem nieprawdomówności, stronniczości i obojętności, ale dlatego, że te trzy wartości pozostają czasem ze sobą w konflikcie. Pragmatyzm może oznaczać, i często faktycznie oznacza, bycie stronniczym. Może również oznaczać milczenie w kwestii tematów, które wymagają otwartego zaadresowania. Sądzę, że nie muszę podawać tutaj żadnych przykładów – można ich znaleźć wiele w różnych sferach naszego życia: w naszym życiu zawodowym i prywatnym, w pracy, w domu i w naszych związkach. Podobnie, bycie prawdomównym za wszelką cenę również nie jest mądre. Dobrze wiemy, że nie każdą myśl trzeba wyrażać natychmiast po tym, jak zaświta nam w głowie. Nie każda wiadomość albo e-mail muszą zostać dostarczone w tej samej chwili, w której zostały napisane. Musimy podchodzić do różnych spraw w sposób refleksyjny. Apeluję tutaj tylko o to, żeby wszystkie te trzy cechy – prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm – były obecne w naszej hierarchii wartości i żebyśmy starali się zawsze znaleźć odpowiednią równowagę pomiędzy nimi i ich konsekwencjami.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

RETRANSMISJA Chanuka 2020 w Beit Polska- Zapalenie 6 świeczki.

Launch Sermon Player

Chanuka 2020 w Beit Polska

RETRANSMISJA Chanuka 2020 w Beit Polska- Zapalenie 6 świeczki z dnia 15.12.2020.
Kolejny  z serii wykładów prowadzonych przez Miriam Klimovą, studentkę rabinacką Israeli Rabbinic Program at Hebrew Union College – Jewish Institute of Religion, Jerusalem, Israel.
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

VAYESHEV

Launch Sermon Player

VAYESHEV

  For Beit Warszawa.  12th. December 2020.

Rabbi Dr. Walter Rothschild

This week’s sidra starts off with a calm, reassuring verse about Jacob feeling at last that he can settle down in peace in the land where his fathers were only wandering foreigners. ”Vayeshev Ya’akov  be’Eretz megurey Aviv, beEretz Canaan.” It is, sadly, about the last calm verse in the whole sidra. Ironically, before the chapter is over Joseph, the son whom Jacob favours over the others, has managed to annoy everybody by spouting on about dreams of grandeur, his half-brothers have decided to take matters into their own hands rather than relying on God, they have kidnapped him and – the details get a little confused as to who sold whom to whom for how much but it doesn’t really matter, suddenly Joseph is NOT dwelling in the land where his father is living and where his grandfather was a sojourner but is himself now a stranger in a strange land – not just that but a powerless slave, bought and sold like a Thing, an object. For Jacob, living in the land but without his beloved son is also only half a life.

In chapter 35 he and his estranged twin brother Esau – who has also had five sons from three wives but somehow without the same sibling stresses – have buried together their father Isaac in Hebron – and ironically this part of the family – now called the Edomites – LEAVE the land. In 36:4 Esau ”took his wives and sons and daughters and all the 'souls of his house’ (an echo here of the phrase used of Abraham and Sarah in 12:5) and all his beasts and possessions which he had acquired in Canaan and went to another land away from his brother Jacob; for it was not possible for them to dwell together in ”the land of their wanderings” – so they headed east to what became known as 'Edom’ after the nickname for Esau, 'the red one’ – what we would now call the Kingdom of Jordan. Esau voluntarily and sensibly separates to avoid potential conflict, an echo of the division earlier between Abraham and Lot, or between Jacob and Avimelech, when their flocks and herds get too extensive as to be able to share the same scarce resources of land and water. How strange and how convenient – Jacob, who had been so afraid of Esau as he returned from Haran in chapter 32, who had sent gifts ahead, and who later in chapter 33 first encounters Esau at last then lies to him, saying he will follow but instead thinking he can settle in Shechem, buy land, stop wandering – undergoes the embarrassment (to put it mildly) of two of his sons massacring the inhabitants of Shechem (chapter 34) but is now in 37:1 able to relax because all his external threats have politely removed themselves – only to be confronted now by the internal tensions which split his family apart.

It is rare that anyone looks at this context, which is why I make no apology for citing at length from last week’s sidra. Nothing happens in a vacuum. The sons of Jacob are not stupid and they have seen how their father lies to his own brother, they must know the story also of how their father was prepared to trick his own father Isaac and pretend to be someone else, their uncle. (Come to that, they must know how their Grandmother Rivka encouraged their father to perform the intrigue and then they must have heard how Mother Leah (mother of six of them) tricked Mother Rachel (mother of Joseph and Benjamin) by agreeing to get married off to their father first – thus asserting  the first-born Daughter’s rights.) So when they in turn come to conspire to deprive their brother Joseph of any first-born rights and privileges, or when they come together to trick their father with a piece of bloodstained clothing (which they themselves had stained!) one is entitled to ask where they had first learned of these modes of behaviour.

Then suddenly in chapter 38 we get a total change of scene but essentially another story concerned with the rights and inheritances of the first-born. Judah marries a local girl in Canaan – well, this is what it means to be a resident and no longer a sojourner here! – and has a son Er, then another Onan,  then a third Shelach. Just like that. No lengthy problems with infertility. Now Jacob has become a grandfather, though we get no mention of any contact, we get no mention of Er being the first-born grandson or any privileges. All we read is that Judah takes a wife for Er – presumably also a local girl, not one of his nieces? – Tamar, the date palm. Er, however, comes to an Er-ly grave. What to do? Since he was the first born, it is important to keep his lineage intact and so Tamar is simply married off to Onan with the intention that Onan should provide a son for his deceased brother. In terms of the context of how brothers have cheated brothers until now so as to prevent them getting any status and inheritance, it can hardly be described as surprising that Onan decides not to perform his duty – the later term is 'levirate marriage’ although it is Judah, not Levi, who first organises it. (Actually this is just a bad pun, the word ’Levir’ is Latin not Hebrew and just means 'brother-in-law’). So Onan leaves the scene abruptly as well. Which leaves Tamar as a double-widow stuck waiting until her remaining brother-in-law is old enough to step up to the plate. In the meantime her mother-in-law Shua also dies and Judah, now a lonely widower, seeks some comfort on a commercial basis. Tamar takes advantage of this, disguises herself (so Judah does not realise he is with a 'blind Date’) and at last she is made pregnant – albeit by her father-in-law, not her brother-in-law. Judah is furious at her ”infidelity” – (in fact she is not married any more, just betrothed to the third son) until he is publicly embarrassed by her, as she fights to save herself from execution. And the result is – oh no! – ANOTHER pair of quarrelling twins, Peretz and Zerah.

What on earth is the Torah trying to tell us with this chapter? Which is not one that appears prominently in Children’s Bibles.

In the meantime Joseph is facing his own temptations and troubles in Egypt where he is bought by the Chief of Police whose wife takes a fancy to him and makes false accusations when he does NOT succumb to her pressures and pleadings. (I would say ”her charms” except that the Torah never tells us that she was attractive, only that Joseph was…. and using the 'argument from silence’ there is an implication that she is childless and maybe, like Tamar, she is also simply desperate to get pregnant from anyone who is around when her busy husband is always away fighting the Pharaoh’s enemies; Why would she take the risk otherwise?) In case one might think he could not sink any lower, from being a slave he now becomes an imprisoned slave. Once more he interprets dreams – this time not his own – and he is proved correct, for one of his fellow prisoners is executed whereas the other is amnestied and liberated – but, despite having promised to put in a good word for Joseph, he neglects to do so.

    What a long and tortuous journey we have come from chapter 37 verse 1 to chapter 40 verse 23! Jacob thought he was settled at last, but first his favourite son disappears, presumed killed, then his fourth son loses two sons of his own and unwittingly conceives two sons who will also be his grandsons…. and Joseph in Egypt is stuck in a stinking jail. Later we will define ourselves as ”the children of Jacob” or ”the children of Israel” (Jacob’s alternate name) but truly, one wonders whether this is the sort of family one can be proud of, or whether one would rather keep quiet about one’s origins….

What can we learn from all this?

First – to be careful. It is at precisely the moment when one feels one can relax, that one has eliminated another ethnic group from the country, that the next catastrophe can hit!

Secondly – to be modest. Our ancestors were not the sort of people whom one can hold up as models of moral integrity, of filial love, of sibling solidarity, of ethics and spirituality. When one works with people one soon learns that the majority of abuse and violence – including sexual – occurs within the home, within families. Those politicians and fundamentalist clergy who trumpet ”Family Values!” as a solution to all modern problems should be aware of that. Often one feels  they have never actually read the book they hold up so eagerly. Admittedly some of the families described in these chapters would be described more as 'patchwork’ and 'extended’ but all are dysfunctional.

Thirdly – to be aware that there MIGHT be a long-term divine plan behind so much of what happens. It is clearly God’s plan that Jacob and his family should come to settle to Egypt – at the end of chapter 46 and in 47:6 they come to ”dwell, settle”, ”yashvu ba’aretz Goshen”  – the same word as our sidra ”Vayeshev” began. God had already told Abraham that his descendants would have to go to a foreign land and serve there….. In 15:13 God told Abraham that his descendants would serve another people four hundred years in a foreign land, but in 17:8 had also told Abraham that his descendants would inherit the ”eretz megurecha, Eretz Canaan”, the ”land of your wanderings, the land of Canaan”. The text is full of these echoes and resonances and word-plays which form a background surrounding structure to the narrative and there is always a danger that if one focusses on just one sidra at a time one will overlook these parallels and this context.

Then – Peretz will be mentioned again in 46:12 as one of the family of Judah who come to Egypt as a refugee from a land stricken by famine but, much more significantly, in Ruth 4 he is listed as one of the ancestors of Boaz and hence of King David….. which means that David, who is also a younger son who has to outshine his older brothers, who will also have many competitive sons by several wives (some of  them even his own!) will be himself a descendant from someone born under exceptional circumstances in this sidra. (Plus a Moabite mother). Was this the divine plan already? Why else is this chapter inserted?

The story will continue. Don’t miss next week’s exciting episode! (Spoiler alert – Joseph gets out of jail! His brothers will come to buy grain from state warehouses, whereas their own descendants will later have to build yet more warehouses….) But never forget that each episode is precisely that – just one part of a lengthy story, one which has (thank God!) not ended yet…..

 

Shabbat Shalom.

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

WAJESZEW

Launch Sermon Player

WAJESZEW

Rabin dr Walter Rothschild

Sidra na ten tydzień zaczyna się od spokojnego, dodającego otuchy wersetu, w którym czytamy, iż Jakub w końcu ma poczucie, że może osiedlić się bez obaw na ziemi, gdzie jego przodkowie byli zaledwie wędrownymi cudzoziemcami. „Wajeszew Jaakow beerec megurej awiw, beerec Kanaan”. Jest to, niestety, chyba ostatni spokojny werset w całej tej sidrze. Jak na ironię, zanim rozdział ten dobiegnie końca, Józefowi, czyli synowi, którego Jakub faworyzował kosztem innych, udało się wszystkich zirytować ciągłym nawijaniem o snach o własnej wspaniałości. Zamiast liczyć na Boga, jego przyszywani bracia postanowili wziąć sprawy w swoje ręce,  porwali go i – nie jest do końca jasne, kto kogo komu sprzedał i za ile, ale nie ma to tak naprawdę znaczenia; nagle Józef NIE zamieszkuje już na ziemi, na której osiedlił się jego ojciec i na której przebywał jego dziadek, ale sam jest obcym w obcej ziemi – a do tego jest bezsilnym niewolnikiem, kupowanym i sprzedawanym jak rzecz, jak przedmiot. Również dla Jakuba zamieszkiwanie na tych terenach, ale bez swego ukochanego syna, to tylko połowiczne życie.

W rozdziale 35 Jakub wraz ze swoim bratem bliźniakiem Ezawem, z którym był skłócony (a który również miał pięciu synów z trzech żon, ale jakimś cudem bez podobnych napięć między rodzeństwem), pochowali wspólnie swojego ojca Izaaka w Hebronie – i jak na ironię ta część rodziny, teraz zwana Edomitami, OPUSZCZA tę ziemię. W Rdz 36,6 Ezaw „wziął żony swoje, i synów swoich, i córki swoje, i wszystkie >>dusze domu swego<<” (jest to powtórzenie zwrotu użytego w odniesieniu do Abrahama i Sary w 12,5) i wszystkie swoje zwierzęta i dobytek, jaki nabył w Kanaanie, i udał się na inne tereny, z dala od swego brata Jakuba, gdyż nie mogli mieszkać razem na „ziemi, na której przebywali jako przechodnie”. A zatem  skierowali się na wschód do ziemi, która zaczęła być określana mianem Edomu od przydomka Ezawa („czerwonego”) – na terytorium zwanym obecnie królestwem Jordanu. Ezaw dobrowolnie i całkiem rozsądnie idzie w swoją stronę, żeby uniknąć potencjalnego konfliktu, co przywodzi na myśl podział, do jakiego doszło wcześniej między Abrahamem i Lotem albo pomiędzy Jakubem i Awimelechem, kiedy ich trzody i stada stały się zbyt duże, aby mogli wspólnie korzystać z tych samych  ograniczonych zasobów ziemi i wody. Jakież to dziwne i zarazem wygodne: Jakubowi – który tak bardzo obawiał się Ezawa, kiedy wracał z Haranu w rozdziale 32, który wysłał przodem dary i następnie w rozdziale 33 najpierw w końcu spotyka Ezawa, a potem go okłamuje, mówiąc, że pójdzie za nim, ale tak naprawdę zamierzając osiedlić się w Szechem, kupić ziemię i przestać się tułać – przytrafia  się kłopotliwa sytuacja (delikatnie rzecz ujmując), gdy dwóch jego synów dokonuje rzezi mieszkańców Szechem (rozdział 34). Jednak teraz jest już w Rdz 37,1 i może odetchnąć spokojnie, bo wszyscy ludzie stanowiący dla niego zewnętrzne zagrożenie sami uprzejmie usunęli się z pola widzenia – tylko po to, żeby zmierzyć się teraz z wewnętrznymi napięciami, które prowadzą do rozpadu jego rodziny.

Rzadko się zdarza, żeby ktokolwiek przyglądał się całemu temu kontekstowi i właśnie dlatego bez żadnych wyrzutów sumienia przytaczam obszerne fragmenty zeszłotygodniowej sidry. Nic nie dzieje się w próżni. Synowie Jakuba nie są głupi i widzieli, jak ich ojciec okłamywał własnego brata, musieli też wiedzieć o tym, że ich ojciec był gotów uciec się do podstępu wobec własnego ojca, Izaaka, i udawać, że jest kimś innym – ich wujkiem. (A skoro już o tym mowa, to musieli też wiedzieć, że babka Riwka zachęcała ich ojca do snucia intrygi, zaś potem musieli mieć świadomość, że matka Lea [matka sześciu z nich] oszukała matkę Rachelę [matkę Józefa i Benjamina], zgadzając się, aby wydano ją za mąż za ich ojca jako pierwszą, dochodząc tym samym praw należnych pierworodnej córce). Więc kiedy to oni z kolei  spiskują wspólnie, aby pozbawić ich brata Józefa wszelkich praw i przywilejów przynależnych pierworodnym, albo kiedy namawiają się, żeby oszukać swego ojca, pokazując mu kawałek poplamionej krwią szaty (którą sami zaplamili!), mamy prawo zapytać, gdzie nauczyli się takich metod postępowania.

A potem nagle w rozdziale 38 dochodzi do całkowitej zmiany scenerii, ale jest to zasadniczo kolejna historia o prawach i dziedzictwie pierworodnych. Juda żeni się z miejscową dziewczyną w Kanaanie (cóż, właśnie z tym wiąże się bycie tam stałym mieszkańcem, a nie tylko wędrownym przybyszem) i ma syna Era, a potem drugiego, Onana, a potem trzeciego, Szelacha. Tak po prostu. Bez żadnych długotrwałych problemów z niepłodnością. Jakub został więc dziadkiem, choć nie pojawia się żadna wzmianka o jakichkolwiek kontaktach, nie wspomina się też o tym, że Er jest pierworodnym wnukiem ani o żadnych przywilejach. Czytamy tylko, że Juda bierze żonę dla Era (przypuszczalnie również miejscową dziewczynę, a nie jedną z jego bratanic?) – Tamar, co po hebrajsku oznacza palmę daktylową. Jednak Er przedwcześnie umiera. Co zrobić? Jako że był pierworodnym, ważne jest, żeby zachować jego ród, więc Tamar zostaje po prostu wydana za Onana, z założeniem, że Onan powinien zapewnić syna swojemu zmarłemu bratu. W kontekście tego, jak do tej pory bracia oszukiwali się nawzajem, żeby uniemożliwić sobie uzyskanie statusu i dziedzictwa, trudno uznać za zaskakujące, że Onan nie chce wypełnić swojego obowiązku – później określanego mianem „małżeństwa lewiratu”, choć to Juda, a nie Lewi, jako pierwszy zaaranżował to rozwiązanie. (W istocie jest to tylko kiepska gra słów, termin lewir wywodzi się z łaciny, a nie z hebrajskiego, i oznacza po prostu „szwagra”). A zatem Onan również nagle znika ze sceny. W rezultacie Tamar jest podwójną wdową, która utknęła, czekając, aż jej pozostały przy życiu szwagier będzie wystarczająco dorosły, aby wypełnić spoczywające na nim zadanie. W międzyczasie jej teściowa Szua również umiera i Juda, teraz samotny wdowiec, szuka nieco pocieszenia na zasadach komercyjnych. Tamar wykorzystuje tę sytuację i przebiera się (tak aby Juda nie spostrzegł, z kim jest na „randce w ciemno”) i w końcu zachodzi w ciążę – ale ze swoim teściem, a nie szwagrem. Juda wścieka się na jej „niewierność” (choć w rzeczywistości Tamar nie jest już zamężna, a tylko zaręczona trzeciemu synowi), aż zostaje przez nią publicznie zawstydzony, kiedy kobieta walczy, aby uratować się przed straceniem. Efektem jest – o nie! – KOLEJNA para spierających się ze sobą bliźniaków, Perec i Zera.

Co do diaska próbuje nam powiedzieć Tora w tym rozdziale? Nie jest to rozdział szczególnie mocno eksponowany w Bibliach dla dzieci.

W międzyczasie Józef zmaga się z własnymi pokusami i problemami w Egipcie, gdzie został kupiony przez naczelnika policji; żona naczelnika znajduje w nim upodobanie i składa przeciwko niemu fałszywe oskarżenia, gdy Józef NIE ulega jej naciskom i prośbom. (Powiedziałbym „jej wdziękom”, ale w Torze nigdzie nie napisano, że była atrakcyjna, a tylko, że Józef był przystojny… Zaś na podstawie „argumentu z milczenia” można wywnioskować, że była bezdzietna i być może, tak samo jak Tamar, chciała po prostu rozpaczliwie zajść w ciążę z kimkolwiek, kto był akurat pod ręką, w czasie gdy jej zajęty mąż był zawsze poza domem, walcząc z wrogami faraona; w innym wypadku po co podejmowałaby takie ryzyko?).  Gdybyśmy myśleli, że Józef nie może już upaść niżej, to odtąd nie jest już tylko  niewolnikiem, lecz uwięzionym niewolnikiem. Raz jeszcze interpretuje sny – tym razem cudze – i jego wykładnia sprawdza się, gdyż jeden z jego współwięźniów zostaje stracony, a drugi podlega amnestii i wychodzi z więzienia – ale, choć obiecał, że wstawi się za Józefem, zapomina to zrobić.

Jakże długą i krętą drogę przebyliśmy od pierwszego wersetu rozdziału 37 do 23 wersetu rozdziału 40! Jakub myślał, że w końcu osiedlił się spokojnie w jednym miejscu, ale najpierw jego ulubiony syn znika i zostaje uznany za zmarłego, a potem jego czwarty w kolejności syn traci dwóch swoich synów i nieświadomie płodzi dwóch kolejnych synów, którzy będą również jego wnukami…, zaś Józef w Egipcie utknął w zatęchłym więzieniu. Później będziemy się definiować jako „dzieci Jakuba” albo „dzieci Izraela” (to jego alternatywne imię), ale szczerze mówiąc można się zastanawiać, czy jest to rodzina, z której można być dumnym albo czy nie wolelibyśmy pominąć milczeniem naszego pochodzenia…

Jaką możemy z tego wszystkiego wynieść lekcję?

Po pierwsze – że trzeba zachować czujność. Właśnie w momencie, kiedy mamy poczucie, że możemy odetchnąć z ulgą i że udało się wyeliminować inną grupę etniczną z kraju, może dojść do następnej katastrofy!

Po drugie – o potrzebie skromności. Nasi przodkowie nie byli typem ludzi, których można stawiać za wzór moralnej prawości, synowskiej miłości, solidarności między rodzeństwem, etyki i duchowości. Gdy pracuje się z ludźmi, można się szybko przekonać, że do większości przypadków znęcania się i przemocy – w tym seksualnej – dochodzi w domu, w ramach rodziny. Ci politycy i fundamentalistyczni duchowni, którzy trąbią o „wartościach rodzinnych!” jako o recepcie na wszystkie współczesne problemy, powinni mieć tego świadomość. Często można odnieść wrażenie, że nigdy tak naprawdę nie przeczytali książki, którą tak chętnie stawiają za wzór. Trzeba przyznać, że niektóre rodziny opisane w tych rozdziałach zostałyby określone raczej jako „patchworkowe” i jako „dalsza rodzina”, ale wszystkie są dysfunkcyjne.

Po trzecie – że trzeba mieć świadomość, iż za wieloma rozgrywającymi się wydarzeniami MOŻE się kryć długoterminowy boski plan. Plan Boga jest wyraźnie taki, żeby Jakub i jego rodzina przybyli, aby osiedlić się w Egipcie – pod koniec rozdziału 46 oraz w 47,6 przybywają, aby „mieszkać, osiedlić się” „jaszwu baarec Goszen” – użyto tu tego samego słowa, od którego zaczęła się nasza sidra Wajeszew. Bóg powiedział już Abrahamowi, że jego potomkowie będą zmuszeni udać się do obcej ziemi, gdzie będą musieli służyć innym… W Rdz 15,13 Bóg oświadczył Abrahamowi, że jego potomkowie będą służyć innemu ludowi na obcej ziemi przez czterysta lat, ale w 17, 8 powiedział mu również, że jego potomkowie odziedziczą „erec megurecha, erec Kanaan”,  „ziemię, na której przebywasz jako przychodzień, całą ziemię kanaanejską”. Tekst pełen jest takich nawiązań, przywołań i gry słów tworzących tło i szerszą perspektywę dla narracji i zawsze zachodzi niebezpieczeństwo, że jeśli będziemy się każdorazowo skupiać tylko na jednej sidrze, to przeoczymy te analogie i cały ten kontekst.

O Perezie wspomni się ponownie w 46,12 jako o członku rodziny Judy, który przybył do Egiptu jako uchodźca z ziemi, którą dopadła klęska głodu, ale, co o wiele bardziej znaczące, w Rut 4 Perez został wymieniony jako jeden z przodków Boaza, a zatem również króla Dawida… Oznacza to, że Dawid, który również jest młodszym synem i musi przyćmić swoich starszych braci i który sam też będzie miał wielu skorych do rywalizacji synów urodzonych mu przez kilka różnych żon (niektóre z nich były nawet jego własnymi żonami!), sam wywodzi się od kogoś, kto urodził się w niezwykłych okolicznościach opisanych w czytanej w tym tygodniu sidrze (oraz miał moabicką matkę). Czy już w tym miejscu można doszukać się Bożego planu? Po co w innym razie zamieszczano by w ogóle ten rozdział?

Historia będzie miała dalszy ciąg. Nie przegapcie ekscytującego odcinka w przyszłym tygodniu! (Uwaga na spojler – Józef wyjdzie z więzienia! Jego bracia przybędą, żeby kupić zboże z państwowych magazynów, zaś ich właśni potomkowie będą musieli później zbudować kolejne magazyny…). Nigdy nie zapominajmy jednak, że każdy odcinek jest właśnie tym – zaledwie jedną częścią długiej historii, która (dzięki Bogu!) jeszcze się nie skończyła…

Szabat Szalom,

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Vayetze

Launch Sermon Player

The Ladder of History

Thoughts on Parashat Vayetze

Menachem Mirski

We live in a world that is so deeply divided ideologically that it is commonplace to rationalize the concept that people live in different, parallel realities. We see ideas of tolerance and pluralism, that were born from the Enlightenment, proliferated during the last 20 years – expressed in slogans like “agree to disagree” or, attributed to Voltaire, „I disapprove of what you say, but I will defend to the death your right to say it,” – mean little to nothing today. What happened to our Enlightenment values? What caused these deep ideological rifts that pierce so many Western societies?

While there are many answers to these questions, it is possible that postmodernism, by deconstructing everything, also deconstructed what was good and valuable in our culture, and now we are living in a time of another „re-evaluation of already re-evaluated values”. It is also possible that much of this „ideological rupture” is a delusion due to the fact that most of our political debate takes place on the Internet. Debate on the internet fuels division and radicalism because it is a place where people have no external stop signs or limits and does not require anyone to take responsibility for their words. All of that has an impact “outside the matrix”.

A wider perspective might see this disorder as an intrinsic orderly process of birth, decay and rebirth, and not only is nature subject to this order but also the world of spirit and ideas.

In this week’s Torah portion we have the story of Jacob, who on his way from Beersheba to Haran has his famous dream about a ladder and angels wandering on it:

And he dreamed, and behold a ladder set up on the earth, and the top of it reached to heaven: and behold the angels of God ascending and descending on it. And, behold, the Lord stood above it, and said, I am the Lord God of Avraham thy father, and the God of Isaac: the land on which thou liest, to thee will I give it, and to thy seed (Gen 28:12-13).

In Midrash Tanhuma we have a very interesting interpretation of Jacob’s dream:

“And behold the angels of God are ascending and descending”: These are the princes of the heathen nations which God showed Jacob our father. The Prince of Babylon ascended seventy steps and descended, Media, fifty-two and descended, Greece, one hundred steps and descended, Edom ascended and no one knows how many! In that our Jacob was afraid and said: Peradventure, this one has no descend? Said the Holy One, blessed be He to him: “Therefore fear thou not, O my servant Jacob… neither be dismayed, O Israel”. Even if thou seest him, so to speak, ascend and sit by Me, thence will I bring him down! As it is stated (Obadiah 1:4): “Though thou exalt thyself as the eagle, and thou set thy nest among the stars, thence will I bring thee down, saith the Lord.”

According to this Midrash, Jacob’s dream depicts the rise and fall of nations, empires and cultures in the arena of world history. The fact that this knowledge was revealed to the father of the Jewish people is not surprising. The last mentioned empire, Edom, in rabbinic mind, represents the Roman Empire and its political successors. The author of this Midrash lived in the period of the Roman Empire and had not yet witnessed its decline, so it is no wonder that Edom only ascended. However, the way it is told seems to suggest that the final fate of Edom will be the same as that of any other empire.

Empires rise and fall, and as such, one may predict that just as the Greeks and the Romans fell, so too will the empire known as the „Western World.” I’m not a prophet and I don’t know what will happen, however, from the Jewish theological point of view, where God is a master of history, we know this depends entirely on God. God revealed to Jacob the nature of this historical process; nevertheless He is above nature, He is its ultimate ruler. To what extent is this process dependent on us? It seems that it is dependent on us human beings only to the extent we are able to influence God and His decisions. So, nobody knows. But according to Deuteronomistic doctrine of reward and punishment which we express everyday in our Shma God is more favorable to us when we are righteous. Thus being righteous and having good faith can’t hurt.

Whether it happens or not, the collapse of the West does not have to be immediate, spectacular or complete. It is very possible that it could be a kind of hybridization of different cultures and political systems which ultimately may positively contribute to the development of the whole world. Uniting us all rather than destroying.

The idea of humanity as a single human race is at the heart of our tradition: we are all created in the image of God. Ideas of a great unity of humankind were expressed by our prophets. According to Isaiah’s vision (Isaiah 6) at the end of times all the people will become Jewish. The vision of Micah is, however, a bit different:

Thus He will judge among the many peoples, And arbitrate for the multitude of nations, However distant; And they shall beat their swords into plowshares And their spears into pruning hooks. Nation shall not take up Sword against nation; They shall never again know war; But every man shall sit Under his grapevine or fig tree With no one to disturb him. For it was the LORD of Hosts who spoke. Though all the peoples walk Each in the names of its gods, We will walk In the name of the LORD our God Forever and ever. (Micah 4:3-5)

A future where the nations will live in peace and all will retain their distinctiveness and their identity. Relying on common sense and above all my faith in God I would say the following: this vision can not come true until we treat each other respectfully. Unfortunately, we do not. The division among us is apparent on all possible levels and ranges between individuals to family to community to globally. We see the hatred, slander, defamation, demonization, applying group responsibility, contempt, revenge, resentment, self-hatred, bigotry and intolerance everyday and everywhere. In our tradition, hatred, slander and defamation are serious sins and they often start with smaller offenses, like mockery and insults, which, like everything evil, can escalate to unimaginable magnitudes.

We must avoid mocking people who think differently, not to mention treating someone with contempt. Let us remember that people who have a different vision of the world, have the same human nature – they are in the image of God. By insulting them we insult God. We also shouldn’t treat each other as objects – for example, like computers that can be reprogrammed (ideas of this kind are sometimes expressed at the ends of the political spectrum). First, we shouldn’t do it because people, good or vile, should not be treated as objects. Second, because it has the opposite effect: people cannot be reprogrammed. Attempting to do so can only result in retaliation and aggression. If a group in power has a significant advantage over another ideological group and forces its opponents to submit then resentment will arise and like a time bomb will explode when a defensive group comes to power in the future. Treating people as objects is then not only immoral: it is senseless and dangerous.

Let us treat each other with respect and control our impulses of anger. While they may be natural they are the source and fuel for many of the bad things mentioned above. Moral ideas, such as respecting each other, self-control, and many others, like not slandering or deceiving each other, are present in all cultures. These are fundamental and universal values: they are not culturally relative. It is so because they are the foundations of every civilized human society. Had they not developed within society they wouldn’t have survived, let alone thrived. The fact that they are present in all cultures is a strong foundation for the belief that the visions of our prophets are not pipe dreams – their realization is absolutely possible.

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

 

 

 

Wajece

Launch Sermon Player

Drabina historii

Refleksja nad paraszą Wajece

 

Menachem Mirski

Żyjemy w świecie tak podzielonym ideologicznie, że codziennością stało się racjonalizowanie koncepcji, iż ludzie żyją w różnych, równoległych rzeczywistościach. Widzimy, że idee tolerancji i pluralizmu, wywodzące się z ery Oświecenia i rozprzestrzeniane w ciągu ostatnich 20 lat – wyrażane w sloganach takich jak „zgódźmy się, że się nie zgodzimy” albo przypisywany Wolterowi „Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale będę bronił do śmierci twojego prawa, żeby to mówić” –  mają dziś małe znaczenie albo w ogóle go nie mają. Co się stało z naszymi oświeceniowymi wartościami? Co spowodowało te głębokie ideologiczne rozłamy, które przenikają tak wiele zachodnich społeczeństw?

Choć jest wiele odpowiedzi na te pytania,  to możliwe, że postmodernizm, który wszystko zdekonstruował, dokonał również dekonstrukcji tego, co  dobre i wartościowe w naszej kulturze, a teraz żyjemy w czasie kolejnej „reewaluacji już poddanych reewaluacji wartości”. Możliwe też, że duża część tego „rozłamu ideologicznego” jest złudzeniem wynikającym z faktu, że większość naszej debaty politycznej toczy się w Internecie. Debata w Internecie podsyca podziały i radykalizm, gdyż jest to miejsce, w którym ludzie nie mają zewnętrznych znaków stopu ani ograniczeń i które nie wymaga od nikogo wzięcia odpowiedzialności za swoje słowa. Wszystko to ma wpływ na rzeczywistość „poza matriksem”.

Patrząc z szerszej perspektywy, można by uznać ten chaos za nieodłączny,   uporządkowany proces narodzin, rozpadu i ponownych narodzin; porządkowi temu podlega nie tylko przyroda, ale również świat ducha i idei.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory mamy historię o Jakubie, któremu podczas podróży z Berszeby do Haranu przyśnił się słynny sen o drabinie i chodzących po niej aniołach:

I śniło mu się, że była ustawiona na ziemi drabina, której szczyt sięgał nieba, po niej zaś wstępowali i zstępowali aniołowie Boży. A Pan stał nad nią i mówił: Jam jest Pan, Bóg Abrahama, ojca twego, i Bóg Izaaka! Ziemię, na której leżysz, dam tobie i potomstwu twojemu. (Rdz 28, 12-13).

W midraszu Tanhuma znajdziemy bardzo interesującą interpretację snu Jakuba:

„I oto aniołowie Boży wstępują i zstępują”: są to książęta pogańskich narodów, których Bóg pokazał naszemu ojcowi Jakubowi. Książe Babilonu wszedł siedemdziesiąt szczebli i zszedł; Książe Medii pięćdziesiąt dwa szczeble i zszedł, Grecji sto szczebli i zszedł, a Edom wszedł i nikt nie wie, jak daleko wstąpił! Przestraszyło to naszego Jakuba, który rzekł: A może ten nie zstąpi? Najświętszy, niech będzie błogosławiony, powiedział mu: „A zatem nie lękaj się, mój sługo Jakubie… i nie niepokój się, o Izraelu”. Nawet jeśli zobaczysz go, jak można to ująć, jak wstępuje i siada przy Mnie, to sprowadzę go stamtąd na dół! Jako że powiedziano (Ab 1, 4): „Choćbyś wzbił się wysoko jak orzeł, choćbyś założył swoje gniazdo wśród gwiazd, sprowadzę cię stamtąd – mówi Pan”.

Wedle tego midraszu sen Jakuba przedstawia wzrost i upadek narodów, imperiów i kultur na arenie światowej historii. Fakt, że ta wiedza została ujawniona ojcowi ludu żydowskiego, nie jest zaskakujący. Ostatnie wymienione imperium, Edom, w przekonaniu rabinów reprezentuje cesarstwo Rzymskie i jego politycznych następców. Autor tego midraszu żył w okresie cesarstwa Rzymskiego i nie był jeszcze świadkiem jego upadku, nie dziwne więc, że Edom tylko wstąpił na górę. Jednakże sposób, w jaki zostało to opowiedziane zdaje się sugerować, że ostateczny los Edomu będzie taki sam jak każdego innego imperium.

Imperia powstają i upadają, i w związku z tym można przewidzieć, że tak samo, jak upadli Grecy i Rzymianie, podobnie upadnie też imperium zwane „światem Zachodnim”. Nie jestem prorokiem i nie wiem, co się stanie, jednakże z żydowskiego teologicznego punktu widzenia, wedle którego Bóg jest panem historii, wiemy, że jest to całkowicie zależne od Boga. Bóg ujawnił Jakubowi naturę tego procesu historycznego; jednakże On jest ponad przyrodą, On jest najwyższym władcą. W jakim stopniu proces ten zależy od nas? Wydaje się, że zależy od nas, ludzi, tylko w takim stopniu, w jakim jesteśmy w stanie wpłynąć na Boga i Jego decyzje. A zatem nikt nie wie. Ale zgodnie z przedstawioną w księdze Powtórzonego Prawa doktryną nagrody i kary, którą wypowiadamy codziennie w naszej Szma, Bóg jest nam bardziej przychylny wtedy, kiedy postępujemy w prawy sposób. A zatem bycie prawym i działanie w dobrej wierze nie zaszkodzi.

Niezależnie od tego, czy faktycznie do tego dojdzie, upadek Zachodu nie musi być natychmiastowy, spektakularny ani pełny. Bardzo możliwe, że dojdzie do swoistego krzyżowania się różnych kultur i systemów politycznych, co ostatecznie może pozytywnie przyczynić się do rozwoju całego świata. Może nas to wszystkich zjednoczyć, a nie zniszczyć.

Idea ludzkości jako jednej ludzkiej rasy stanowi rdzeń naszej tradycji; zostaliśmy wszyscy stworzeni na obraz Boga. Idee o wielkiej jedności gatunku ludzkiego były wyrażane przez naszych proroków. Zgodnie z wizją Izajasza (Iz 6) u kresu czasu wszyscy ludzie staną się Żydami. Wizja Micheasza jest jednak nieco inna:

Wtedy rozsądzać będzie liczne ludy i rozstrzygać sprawy wielu narodów. I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej. I będzie siedział każdy pod swoim szczepem winnym i pod drzewem figowym, i nikt nie będzie szerzył popłochu. Zaiste, usta Pana Zastępów to powiedziały.  Niech wszystkie ludy, każdy z nich postępuje w imieniu swojego boga, lecz my będziemy postępowali w imieniu Pana, naszego Boga, po wiek wieków. (Mi 4,3-5)

Jest to wizja przyszłości, w której narody będą żyły w pokoju i wszystkie zachowają swoją odrębność i tożsamość. Bazując na zdrowym rozsądku, a przede wszystkim na mojej wierze w Boga, powiedziałbym tak: wizja ta nie ziści się, dopóki nie będziemy się traktować nawzajem z szacunkiem.  Niestety, nie traktujemy się w taki sposób. Rozłam zachodzący między nami jest oczywisty na wszystkich możliwych poziomach, od poziomu między jednostkami, przez rodzinę i społeczność, aż po wymiar globalny. Każdego dnia i w każdym miejscu widzimy nienawiść, oszczerstwa, szkalowanie, demonizację, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, pogardę, zemstę, urazy, nienawiść do samych siebie, bigoterię i nietolerancję. W naszej tradycji nienawiść, oszczerstwa i szkalowanie są poważnymi grzechami i często zaczynają się od mniejszych występków takich jak drwienie i obrażanie, które, tak jak każde zło, mogą eskalować na niewyobrażalną skalę.

Musimy unikać drwienia z ludzi, którzy myślą w inny sposób, nie wspominając już o traktowaniu kogoś z pogardą. Pamiętajmy, że osoby, które mają inną wizję świata, posiadają taką samą ludzką naturę – są stworzeni na obraz Boga. Obrażając ich, obrażamy Boga. Nie powinniśmy też traktować się nawzajem w przedmiotowy sposób – na przykład niczym komputery, które można przeprogramować. (Tego rodzaju pomysły wyrażane są czasem na krańcach spektrum politycznego). Po pierwsze nie powinniśmy tego robić dlatego, że ludzie, dobrzy czy źli, nie powinni być traktowani jak rzeczy. A po drugie dlatego, że przynosi to odwrotny od zamierzonego skutek: ludzi nie da się przeprogramować. Tego typu próby mogą tylko doprowadzić do odwetu i agresji. Jeśli grupa sprawująca akurat władzę ma znaczącą przewagę nad inną grupą ideologiczną i zmusi swoich przeciwników do podporzadkowania się, to narośnie niezadowolenie i niczym bomba z opóźnionym zapłonem wybuchnie wtedy, kiedy w przyszłości owa będąca w defensywie grupa dojdzie do władzy. Traktowanie ludzi przedmiotowo jest zatem nie tylko niemoralne: jest bezsensowne i niebezpieczne.

Traktujmy się więc nawzajem z szacunkiem i kontrolujmy nasze gniewne impulsy. Choć mogą być naturalne, to są jednak źródłem wielu wyżej wymienionych złych rzeczy i tylko je podsycają. Idee moralne, takie jak wzajemny szacunek, samokontrola i wiele innych, jak choćby nieobmawianie i nieoszukiwanie się nawzajem, są obecne we wszystkich kulturach. Są to fundamentalne i uniwersalne wartości: nie są zależne od tej czy innej kultury. Jest tak dlatego, że są one podstawą każdej cywilizowanej społeczności ludzkiej. Gdyby nie wykształciły się w obrębie społeczności, to te by nie przetrwały, nie wspominając o rozkwitaniu. Fakt, że są one obecne we wszystkich kulturach jest silną podstawą dla przekonania, że wizje naszych proroków nie są mrzonką – ich realizacja jest jak najbardziej możliwa.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Toldot

Launch Sermon Player

The Bible is not immoral

Thoughts on parashat Toldot

Menachem Mirski

Some people accuse the Hebrew Bible of containing fiction or idealizing certain events or phenomena, especially when it speaks of incredible or miraculous events. The main problem with this critique is that the Bible contains testimonies that are to a large extent non-falsifiable. The proposed „methods of verification” of the biblical stories often consist in confronting their factual layer with the knowledge about the world we have today, with our contemporary, often well-founded, but still beliefs, about what is possible in the world, what is impossible, what is probable and what is not. This is one of the reasons that this process always fails and that the Bible cannot be fact-checked and approved or disapproved and put in the archive. This is also one of the reasons why the most important question regarding biblical narratives is not whether something really happened or not, but what is the message of the story.

Certainly, the Hebrew Bible does not idealize its human characters: they are often eminent people, with unique qualities, but at the same time are „painfully human”. Our biblical characters are not “idealized heroes”: even the greatest, the most righteous and pious of them, like Moses, had their human flaws: impatience, tendency to anger etc.

This week Torah portion tells the famous story of how Jacob, our forefather, took the birthright of his brother Esau:

Once when Jacob was cooking a stew, Esau came in from the open, famished. And Esau said to Jacob, “Give me some of that red stuff to gulp down, for I am famished”—which is why he was named Edom. Jacob said, “First sell me your birthright.” And Esau said, “I am about to die, so of what use is my birthright to me?” But Jacob said, “Swear to me first.” So he swore to him, and sold his birthright to Jacob. Jacob then gave Esau bread and lentil stew; he ate and drank, and he rose and went away. Thus did Esau spurn the birthright.(Gen 25:29-34)

There are some additional details to this story provided by our biblical commentators. Ibn Ezra, for example, tells us that Esau lived a very hazardous life as a hunter and believed that he might very well die before his father and never enjoy the portion of the first born. That’s why he said I am about to die (hebr. ani holech lamut /Ibn Ezra on Gen 25:32). In another commentary he claims that Esau saw that his father had become poor in his old age and that there was little for him to inherit. Thus he didn’t care about it. (Ibn Ezra on Gen 25:34)

We do not know exactly how much time passed between these events and the actual „taking” of the birthright by Jacob, but from the way the Bible tells this story, as well as many others, it can be inferred that both situations were quite distant in time. After the events described above (Gen 25:29-35), the entire next chapter (Gen 26) tells a story of the famine in Isaac’s land, his journey to Gerar (which was a city or region probably located in the Negev Desert) and his alliance with Abimelech. Isaac settled in Gerara and it seems that he stayed there for at least a few years, if not more. The story ends with the mention that Esau, reaching the age of 40, married two women, Yehudit and Bosmat, and they were a source of bitterness to Isaac and Rebekah. (Gen 26:34-35). Then, the Torah, going back to our birthright story says: When Isaac was old and his eyes were too dim to see, he called his older son Esau and said to him, “My son.” He answered, “Here I am.” (Gen 27:1) Therefore, we can confidently assume that many years have passed between the reckless consent of Esau to give away his birthright and the plot by Rebecca and Jacob to actually take it over.

What does it mean? This means that the question of the birthright was probably a bone of contention between the brothers and Jacob had been planning this takeover for years, waiting only for the right moment to happen. Especially that they were conceived at the same time and were born the same day, one after another. In biblical times the birthright son was entitled to a double portion (that is, twice as much as any other son) of the father’s inheritance: one portion as a son, the second portion as the new head responsible for the whole family including the care of his mother and unmarried sisters (Gen 48:22, Deut. 21:17). This sheds some additional light on Rebecca and Jacob’s deceptive actions to take Esau away from his birthright: they probably believed that Esau, given his personality and lifestyle, was not fit to be a birthright son. However, the law was the law and there wasn’t a way around it other than cheating.

Thus, Jacob’s and Rebecca’s decision might have been completely reasonable and right, especially in the long run. This does not, however, exonerate them and doesn’t change the fact that their behavior violated ethical standards, at many levels. Yes, Jacob actually got Esau’s consent in this matter, but it was given recklessly and casually, probably many years earlier. But what is absolutely ethically indefensible is plotting against the disabled father and deceiving him to obtain the birthright. The result of these actions was as follows:

Now Esau harbored a grudge against Jacob because of the blessing which his father had given him, and Esau said to himself, “Let but the mourning period of my father come, and I will kill my brother Jacob. (Gen 27:41)

Why does the Bible tell us these kinds of „embarrassing family stories” and why does tradition pass them on from generation to generation? There are many reasons for it. One of them is that both the Bible and our tradition want to show us a real life of our ancestors, with all its ups and downs, without sweeping anything under the rug. This, in turn, is aimed to guide us to conduct rightly, even through our embarrassment or maybe exactly through it. This is to teach us many things: to critically analyze ethical situations, to sensitize us to the harm of those we have hurt, to remind us of our own imperfections, our own faults, sins, lies, manipulations and deceptions. Perhaps the Bible tells us all these embarrassing stories so that we would feel uncomfortable and accept it with humility. There is nothing wrong about it: we do similar things in our life; our successes contain sometimes some dishonesty and manipulation deep in the background that has never been revealed. Our parasha gives us a radical example of it that we may not forget, to motivate us to correct our behavior in the future.

The Hebrew Bible is not immoral. This confusion often comes from the belief that the Bible allegedly promotes the imitation of its characters. This belief is incorrect: the ethics of the Hebrew Bible is not a role model ethics (as is the case with the Christian New Testament). It is primarily a normative ethics in which moral norms and standards are codified into law. Nevertheless, not all the ethical standards expressed in the Hebrew Bible have been codified, for a simple reason: many of the ethical situations in our lives are too complex and too situational to be codified into law, into a clear set of rules. The Torah is aware of that and thus it also contains general ethical demands, like: And you shall do the right and the good (Deut. 6:18) urging us to use our conscience and to act beyond the letter of the (ethical) law. For this reason we also need biblical stories, which often show us examples of what are the outcomes of unethical behavior, a prime example of which is the story of our parasha.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Toldot

Launch Sermon Player

Biblia nie jest niemoralna

Refleksja nad paraszą Toldot 

Menachem Mirski 

Niektórzy oskarżają Biblię hebrajską o to, że zawiera fikcję albo idealizuje pewne zdarzenia albo zjawiska, zwłaszcza, kiedy mówi o niesamowitych albo cudownych wydarzeniach. Główny problem z taką krytyką polega na tym, że Biblia zawiera świadectwa, które są w dużej mierze niefalsyfikowalne. Proponowane „metody weryfikacji” opowieści biblijnych często polegają na konfrontowaniu ich warstwy faktualnej z wiedzą o świecie, jaką posiadamy dzisiaj, z naszymi współczesnymi, często dobrze ugruntowanymi, ale wciąż tylko przekonaniami na temat tego, co jest możliwe na świecie, co jest niemożliwe, co jest prawdopodobne, a co nie jest. Jest to jeden z powodów, dlaczego proces ten zawsze kończy się porażką i dlaczego Biblii nie można sprawdzać pod kątem faktów, zatwierdzić albo nie zatwierdzić i odłożyć do archiwum. Jest to również jeden z powodów, dlaczego najważniejszym pytaniem dotyczącym narracji biblijnych jest nie to, czy dane zdarzenie  naprawdę miało miejsce, ale jakie jest przesłanie danej opowieści.

Biblia hebrajska z pewnością nie idealizuje występujących w niej postaci: są to często wyjątkowe osoby z niezwykłymi cechami, ale jednocześnie są one „do bólu ludzkie”. Nasze biblijne postaci nie są „wyidealizowanymi bohaterami”: nawet najwspanialsi, najbardziej sprawiedliwi i pobożni z nich, tacy jak Mojżesz, mieli swoje ludzkie wady: niecierpliwość, skłonność do gniewu etc.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory znajdziemy słynną opowieść o tym, jak Jakub, nasz praojciec, zabrał prawo pierworództwa swojemu bratu Ezawowi:

Pewnego razu przyrządził Jakub potrawę, a Ezaw przyszedł zmęczony z pola. Rzekł wtedy Ezaw do Jakuba: Daj mi, proszę, skosztować nieco tej oto czerwonej potrawy, bo jestem zmęczony. Dlatego nazwano go Edom.  Na to rzekł Jakub: Sprzedaj mi najpierw pierworodztwo twoje. A Ezaw rzekł: Oto jestem bliski śmierci, na cóż mi więc pierworodztwo? Jakub rzekł: Przysięgnij mi wpierw. I przysiągł mu, i sprzedał pierworodztwo swoje Jakubowi. Wtedy Jakub podał Ezawowi chleb i ugotowaną soczewicę, a on jadł i pił. Potem wstał i odszedł. Tak wzgardził Ezaw pierworodztwem. (Rdz 25, 29-34)

Nasi biblijni komentatorzy dokładają pewne dodatkowe szczegóły do tej historii. Na przykład Ibn Ezra mówi nam, że Ezaw wiódł bardzo niebezpieczne życie jako myśliwy i sądził, że może równie dobrze umrzeć przed swoim ojcem i nigdy nie będzie miał okazji cieszyć się statusem pierworodnego syna. Właśnie dlatego powiedział „oto jestem bliski śmierci” (hebr. ani holech lamut, komentarz Ibn Ezry do Rdz 25, 32). W innym komentarzu twierdzi, że Ezaw zobaczył, że jego ojciec zubożał w podeszłym wieku i że zostało po nim niewiele do odziedziczenia. A zatem nie przywiązywał do tego wagi.  (Komentarz Ibn Ezry do Rdz 25, 34).

Nie wiemy dokładnie, ile czasu upłynęło pomiędzy tymi wydarzeniami a faktycznym „odebraniem” pierworództwa przez Jakuba, ale ze sposobu, w jaki Biblia opowiada tę historię, jak również wiele innych, można wywnioskować, że te dwie sytuacje były od siebie dość oddalone w czasie. Po opisanych wyżej wydarzeniach (Rdz 25, 29-35) cały kolejny rozdział (Rdz 26) opowiada historię o głodzie w krainie Izaaka, o jego podróży do Gerar (było to miasto albo region zlokalizowany prawdopodobnie na pustyni Negew) i jego sojuszu z Abimelechem. Izaak osiedlił się w Gerar i wydaje się, że pozostał tam przez co najmniej kilka lat, o ile nie dłużej. Historia ta kończy się wzmianką o tym, że Ezaw, który skończył 40 lat, ożenił się z dwiema kobietami, Jehudit i Bosmat, i były one powodem trosk dla Izaaka i Rebeki. (Rdz 26, 34-35). Potem Tora, wracając do naszej opowieści o pierworództwie, mówi: „A gdy Izaak się zestarzał i oczy jego osłabły, tak że nie widział, wezwał Ezawa, starszego syna swego, i rzekł do niego: Synu mój! A on odpowiedział: Otom ja” (Rdz 27, 1). A zatem możemy śmiało założyć, że upłynęło wiele lat pomiędzy lekkomyślną zgodą Ezawa, żeby oddać swoje pierworództwo, a spiskiem uknutym przez Rebekę i Jakuba, żeby faktycznie je przejąć.

Co to oznacza? Oznacza to, że kwestia pierworództwa była prawdopodobnie kością niezgody pomiędzy braćmi i że Jakub planował przejęcie go przez lata, czekając tylko na nadejście odpowiedniego momentu. Tym bardziej, że zostali poczęci w tym samym czasie i urodzili się tego samego dnia, jeden po drugim.  W czasach biblijnych pierworodny syn miał prawo do podwójnej części (czyli dwukrotnie więcej, niż każdy inny syn) dziedzictwa po ojcu: jedna część przysługiwała mu jako synowi, a druga jako nowej głowie rodziny odpowiedzialnej za całą rodzinę, w tym za dbanie o swoją matkę i niezamężne siostry (Rdz 48, 22, Pwt 21, 17). Rzuca to nieco dodatkowego światła na zwodnicze działania Rebeki i Izaaka, żeby odebrać Ezawowi jego pierworództwo: prawdopodobnie uważali, że Ezaw, zważywszy na jego osobowość i styl życia, nie był odpowiednim kandydatem do otrzymania  pierworództwa. Jednakże prawo było prawem i nie można go było obejść w inny sposób niż poprzez oszustwo.

A zatem decyzja Jakuba i Rebeki mogła być zupełnie rozsądna i słuszna, zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Fakt ten nie uwalnia ich jednak od winy i nie zmienia faktu, że ich zachowanie naruszyło standardy etyczne, i to na wielu poziomach. Owszem, Jakub w istocie uzyskał zgodę Ezawa w tej kwestii, ale została ona wyrażona lekkomyślnie i mimochodem, prawdopodobnie wiele lat wcześniej. Jednak absolutnie nie do obrony z etycznego punktu widzenia jest knucie przeciwko niepełnosprawnemu ojcu i oszukanie go, żeby uzyskać pierworództwo. Oto, jakie efekty przyniosły te działania:

Dlatego znienawidził Ezaw Jakuba z powodu błogosławieństwa, którym go pobłogosławił ojciec, i taki powziął Ezaw zamiar: Zbliżają się dni żałoby po ojcu moim. Wtedy zabiję brata mego Jakuba. (Rdz 27, 41)

Dlaczego Biblia opowiada nam tego rodzaju „wstydliwe historie rodzinne” i dlaczego tradycja przekazuje je z pokolenia na pokolenie? Jest ku temu wiele powodów. Jeden z nich jest taki, że zarówno Biblia jak i nasza tradycja chcą pokazać nam prawdziwe życie naszych przodków, ze wszystkimi wzlotami i upadkami, bez zamiatania niczego pod dywan. A to z kolei ma na celu pokierowanie nami, abyśmy postępowali właściwie, nawet jeśli przez wzgląd na nasze zawstydzenie albo może właśnie z jego powodu. Ma to nas nauczyć wielu rzeczy: krytycznej analizy sytuacji etycznych, uwrażliwić nas na krzywdę tych, których skrzywdziliśmy, przypomnieć nam o naszych własnych niedoskonałościach, o naszych własnych winach, grzechach, kłamstwach, manipulacjach i oszustwach. Być może Biblia opowiada nam te wszystkie  wstydliwe historie po to, żebyśmy poczuli się niekomfortowo i przyjęli to z pokorą. Nie ma w tym nic złego: zachowujemy się podobnie w naszym własnym życiu; za naszymi sukcesami stoi czasem pewna doza nieszczerości i manipulacji, które nigdy nie wyszły na jaw. Nasza parasza daje nam tego radykalny przykład, którego nie możemy zapomnieć, żeby zmotywować nas, abyśmy w przyszłości poprawili nasze zachowanie.

Biblia hebrajska nie jest niemoralna. Nieporozumienie to wynika często z przekonania, że Biblia rzekomo zachęca do naśladowania opisanych w niej postaci. To przekonanie jest niesłuszne: etyka Biblii hebrajskiej nie jest etyką opartą na wzorach do naśladowania (tak jak to jest w przypadku chrześcijańskiego Nowego Testamentu). Jest to przede wszystkim etyka normatywna, w której normy i standardy etyczne zostały skodyfikowane w obrębie prawa. Niemniej nie wszystkie standardy etyczne przedstawione w Biblii hebrajskiej zostały skodyfikowane – z prostego powodu: wiele sytuacji etycznych w naszym życiu ma zbyt złożony charakter i zbytnio zależy od konkretnych okoliczności, żeby można je skodyfikować w obrębie prawa i przełożyć na jednoznaczny zestaw zasad. Tora zdaje sobie z tego sprawę i dlatego zawiera również ogólne nakazy etyczne, takie jak: Będziesz czynił to, co jest prawe i dobre (Pwt 6, 18), apelując do nas, żebyśmy używali naszego sumienia i wykraczali w naszych działaniach poza samą literę prawa (etycznego). Z tego powodu potrzebujemy również opowieści biblijnych, które często pokazują nam na przykładach, jakie są efekty nieetycznego działania, czego doskonałym przykładem jest historia przedstawiona w naszej paraszy.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Chayei Sarah

Launch Sermon Player

Age gracefully, time is on your side

Thoughts on parashat Chayei Sarah

Menachem Mirski

What is time? Time is a measure of the variability of all things. Although this definition may not be sufficient, for example, in astrophysics, it is completely sufficient for our human, earthly perspective and living experience.

Life is reborn in cycles. Our imagination, dominated by Euclidean geometry, often gives us a linear vision of time. It is enough to „superimpose one on the other” to get possibly the most adequate vision of time: time is a spiral. This vision corresponds with our everyday experience: each day brings us something new and even if we experience the same things cyclically, the experience is slightly different each time. The same dinner, made according to the same recipe again, will taste slightly different.

Of course, for all these new experiences there comes an end which is ultimately marked by death. The Torah portion this week describes the death of the mother and the father of our nation(s) – Sarah and Abraham. According to midrash Pirkei De-Rabbi Eliezer (Chapter 31) Sarah died of despair after learning that Abraham had murdered their only son Isaac by sacrificing him on Mount Moriah:

When Abraham returned from Mount Moriah, Satan[1] became infuriated. He had not gotten what he desired, which was to thwart the sacrifice of Abraham.  What did he do?  He went to Sarah and asked: “Did you hear what happened in the world?”  She answered, “No.”  He said, “Abraham took Isaac his son and slaughtered him, offering him up on the altar as a sacrifice.” Sarah began to cry, and moan the sound of three wails which correspond to the three blasts of the shofar, and her soul burst forth from her and she died.  Abraham came only to find that she had died. From where had he come? From Mount Moriah.

This midrash sees Sarah’s death as tragic: she died of despair after hearing Satans’ lie. It is interesting, however, that Abraham’s death is quite opposite of Sarah’s:

This was the total span of Abraham’s life: one hundred and seventy-five years. And Abraham breathed his last, dying at a good ripe age, old and contented; and he was gathered to his kin.

Abraham died at a good ripe age, old and content. This is the kind of death we all desire. Is there Jewish wisdom that would help us to “achieve this goal?”.

Yes. Woven into the fabric of Judaism there are many views and values and ideas that help us achieve this contented death. I will try to summarize some of these ideas.

Perhaps first is teaching the younger generation to have respect for the elder generation which starts with honoring parents (Ex 20:12), but also all elders in society, the importance of which cannot be overestimated.

You shall rise before the aged and show deference to the old; you shall fear your God: I am the LORD. (Lev 19:32)

We are commanded to respect our elders even if they no longer possess their mental capacities. Traditionally, the source for this teaching is the Ten Commandment tablets that Moses shattered, which were kept alongside the new tablets in the Ark of the Covenant. It teaches that we must continue to respect the elderly, even when they are intellectually „broken.”

The older generations should be credited for what they have done – and they have done quite a bit: they built the entire world in which you live. This awareness is especially salient for those that experience a life of comfort and luxury. Your elders are those that made it happen through their hard work. While there are countless examples one only must think of the state of Israel. At any time, for any reason, we always NOW have a safe haven. This miracle is on the backs of our elders that went to Israel and moved rocks and dug through mud to make this thriving democracy. Tell me, doesn’t just thinking about them bring you deep joy and gratitude? Respect your elders.

While we are commanded to respect our elders – we also have a responsibility as human beings at all stages to do whatever we can to stay mentally clear and physically fit  in order to guide “our” next generation. This commandment can be seen as a two-way street – I will nurture my mental faculties in order to share and inform your generation and you must agree to listen, respect and ultimately do the same to your next generation.

If you are a mid-age person, learn humility and to accept the changes time brings. You can still play sports at any age. You can still be fit and beautiful at any age. But being 60 you won’t beat a 23 years old athlete or 20 years old girl in a beauty contest. Of course this requires you to adapt to changes, but nevertheless, you can thrive. The remedy to defying aging is to constantly revise your habits and customs and not let them dictate completely your lifestyle. This, in its purest form, will prevent ‘spiritual aging’, which only accelerates physical aging, which can happen even in one’s youth. As Baal Shem Tov said once: “Do not forsake me in old age”: let not old age and stagnation rule my habits and customs. While aging brings less physical strength and a slower body, it also brings wisdom, which is a virtue and a blessing.

If you are not an older person, yet, you should remember that mental decline in old age is primarily preventable. You just need to keep working on your intellectual capabilities early enough and keep doing it throughout your life. Then, when you retire, your mind will be clear and you will finally have time to read all the books you have always wanted but have never had time for.

“He removes the speech of men of trust and takes away the sense of the elders.” But when it comes to aged scholars, it is not so. On the contrary, the older they get, the more their mind becomes composed, as it is said: “With aged men comes wisdom, and understanding in length of days.” (Mishnah Kinnim 3:6)

And you will not feel irrelevant and forced to hide away from the world during your “slow years”, which you shouldn’t do, because by doing it you don’t fulfill the purpose of the wisdom that you spent years accumulating and do a disservice to the younger generation that needs and relies on your wisdom.

When our bodies start to age – and this starts pretty early, around 25, we should start growing our spirit. The sooner the better. If we do that, we will have the capacity to overcome the fears of time and be able to be happy and content during our last days. We can grow our spirit in many ways: by learning, by doing moral actions, involving ourselves in intellectual activities, studying and performing art, being involved in social actions, charity and altruism and generally doing what is good beyond your own good.

Spirit, over time, takes some responsibilities of the body. As long as bodies are the dominant forces to animate themselves, they are to a large extent subjected to biology and all kinds of natural laws. Over time this determinism decreases (except time when you are sick) and that’s good news because we are becoming more and more free in our actions, including moral actions, and more aware of everything that determines our actions and their consequences. Talmud delineates the different stages of life: age 30 is for peak physical strength, and age 80 is for peak spiritual strength. In the contemporary, secular world, where physical strength and beauty is emphasized, a person at age 80 is – generally and unfortunately – regarded as having little value. In the Torah world, 80 is prime time!

You should never stop caring about your body and you should never stop caring for your spirit. We grow the spirit in the body and when the body becomes more and more fragile the spirit shall take over the care of the body. If you do all of that, time will not be your enemy, it will be on your side!

Gray hair is a crown of glory; It is attained by the way of righteousness.

(Proverbs 16:31)

 

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

[1] Satan in Judaism is not a physical being ruling the underworld, rather, in the Torah, the word Satan indicates “accuser,” “hinderer” or “tempter.” Satan is therefore more an illusory obstacle in one’s way – such as temptation and evil doings – keeping one from completing the responsibilities of tikkun olam (fixing the world). Satan is the evil inclination to veer off the path of righteousness and faithfulness in God. (Jewish Virtual Library)

Chaje Sara

Launch Sermon Player

Starzej się z wdziękiem, czas jest po twojej stronie

Refleksja nad paraszą Chaje Sara

Menachem Mirski 

 

Czym jest czas? Czas jest miarą zmienności wszystkich rzeczy. Choć ta definicja może być niewystarczająca na przykład w astrofizyce, to jest ona zupełnie wystarczająca dla naszej ludzkiej, ziemskiej perspektywy i doświadczeń życiowych.

Życie odradza się w cyklach. Nasza wyobraźnia, zdominowana geometrią Euklidesową, często przedstawia nam linearną wizję czasu. Wystarczy „nałożyć jeden z tych obrazów na drugi”, żeby uzyskać możliwie najbardziej adekwatną wizję czasu: czas jest spiralą. Ta wizja odpowiada naszym codziennym doświadczeniom: każdy dzień przynosi nam coś nowego i nawet jeśli doświadczamy cyklicznie tych samych rzeczy, to doświadczenie to jest za każdym razem nieco inne. Ten sam obiad, przygotowany kolejny raz według tego samego przepisu, będzie smakował nieco inaczej.

Oczywiście, wszystkie te nowe doświadczenia mają swój kres, a ostatecznym zakończeniem jest śmierć. Porcja Tory na ten tydzień opisuje śmierć matki i ojca naszego narodu(-ów) – Sary i Abrahama. Wedle midraszu Pirkej de-rabi Eliezer (rozdział 31) Sara umarła z rozpaczy po tym, jak się dowiedziała, że Abraham zamordował ich jedynego syna Izaaka, składając go w ofierze na górze Moria:

Kiedy Abraham wrócił z góry Moria, Szatan[1] wpadł we wściekłość. Nie dostał tego, czego pragnął, czyli udaremnienia ofiary Abrahama. Co więc zrobił? Poszedł do Sary i zapytał: „Czy słyszałaś, co się stało na świecie?”. Ta odpowiedziała: „Nie”. Powiedział jej wtedy: „Abraham wziął Izaaka, swojego syna, i zamordował go, złożył go na ołtarzu jako ofiarę”.   Sara zaczęła płakać i zawodzić; wydała z siebie trzy jęki, które odpowiadają trzem dźwiękom szofaru, a jej dusza wyszła z niej i Sara umarła. Abraham przybył i odkrył, że umarła. A skąd przybył? Z góry Moria.

Wedle tego midraszu śmierć Sary miała tragiczny charakter: umarła z rozpaczy po usłyszeniu kłamstwa Szatana. Interesujące jest jednak to, że śmierć Abrahama była przeciwieństwem śmierci Sary:

A oto dni żywota Abrahama, które przeżył: sto siedemdziesiąt i pięć lat. I skończył i umarł Abraham w sędziwości szczęśliwej, stary i syt życia, i przyłączony został do ludu swego.

Abraham umarł w sędziwości szczęśliwej, stary i syt życia. Właśnie takiej śmierci wszyscy byśmy sobie życzyli. Czy dysponujemy jakąś żydowską mądrością, która pomogłaby nam „osiągnąć ten cel?”.

Tak. W tkaninę judaizmu wplecionych jest wiele poglądów, wartości i idei, które pomagają nam osiągnąć taką pełną zadowolenia śmierć. Postaram się streścić niektóre z tych koncepcji.

Być może na pierwszym miejscu jest uczenie młodszego pokolenia szacunku do starszych, co zaczyna się od czczenia rodziców (Wj 20, 12), ale również wszystkich starszych ludzi w obrębie społeczności – znaczenie tego podejścia jest nie do przecenienia.

Przed siwą głową wstaniesz i będziesz szanował osobę starca; tak okażesz swoją bojaźń Bożą; Jam jest Pan. (Kpł 19, 32)

Nakazuje nam się szanować starców nawet, jeśli utracili już sprawność umysłową. Tradycyjnie źródłem tego nauczania są tablice z Dziesięcioma Przykazaniami, które Mojżesz roztrzaskał i które trzymano wraz z nowymi tablicami w Arce Przymierza. Uczy nas to, że musimy wciąż szanować starszych, nawet kiedy są „uszkodzeni” pod względem intelektualnym.

Starszym pokoleniom należy się uznanie za to, czego dokonali – a dokonali całkiem sporo: zbudowali cały świat, w którym żyjemy. Ta świadomość jest szczególnie ważna dla tych, którzy wiodą życie pełne komfortu i luksusów. To starsze pokolenia umożliwiły takie życie swoją ciężką pracą. Choć są na to niezliczone dowody, wystarczy tylko pomyśleć o państwie Izrael. W każdej chwili, z dowolnego powodu, mamy TERAZ zawsze bezpieczną przystań. Ten cud dokonał się dzięki pracy starszych pokoleń, które przybyły do Izraela i przenosiły kamienie i przekopywały się przez błoto, żeby uczynić ten kraj dobrze prosperującą demokracją. Powiedzcie mi, czy sama myśl o nich nie wzbudza w was uczucia głębokiej radości i wdzięczności? Szanujmy starsze pokolenia.

Choć nakazuje nam się szanować starsze osoby, to jako ludzie mamy na każdym etapie życia obowiązek uczynić wszystko, co w naszej mocy, żeby zachować jasność umysłu i sprawność fizyczną po to, żeby móc pokierować „naszym” następnym pokoleniem. Przykazanie to można postrzegać jako obowiązujące obie strony – ja będę się troszczył o moją sprawność umysłową, tak aby podzielić się doświadczeniem i wiedzą z twoim pokoleniem, a ty musisz się zgodzić słuchać, okazywać szacunek i kiedyś zrobić to samo dla kolejnego pokolenia.

Jeśli jesteś osobą w średnim wieku, naucz się pokory i zdolności akceptowania zmian, jakie niesie z sobą czas. W każdym wieku możesz wciąż uprawiać sport. W każdym wieku możesz wciąż być sprawny i piękny. Ale mając 60 lat nie pokonasz 23-letniego sportowca ani 20-letniej dziewczyny w konkursie piękności. Oczywiście będziesz się musiał przystosować do zmian, niemniej możesz dalej wieść dobre życie. Rozwiązaniem pozwalającym przeciwstawić się procesowi starzenia jest nieustanne korygowanie swoich nawyków i zwyczajów i nie pozwolenie na to, żeby całkowicie dyktowały twój styl życia. To w swej najczystszej postaci zapobiegnie „duchowemu starzeniu się”, które tylko przyspiesza proces fizycznego starzenia – a jest to coś, do czego może dojść nawet w młodości. Jak powiedział kiedyś Baal Szem Tow: „Nie opuszczajcie mnie, gdy będę stary”: nie pozwalajmy, aby podeszły wiek i stagnacja rządziły naszymi nawykami i zwyczajami. Choć proces starzenia się idzie w parze z mniejszą siłą fizyczną i wolniejszym ciałem, przynosi również mądrość, która jest cnotą i błogosławieństwem.

Jeśli nie jesteś – jeszcze – starszą osobą, powinieneś pamiętać, że obniżeniu  sprawności umysłowej w starszym wieku można przeważnie zapobiec. Musisz tylko wystarczająco wcześniej zacząć regularnie pracować nad swoją sprawnością intelektualną i robić to przez całe życie. Potem, kiedy przejdziesz już na emeryturę, będziesz miał jasny umysł i będziesz miał w końcu czas przeczytać wszystkie książki, jakie zawsze chciałeś przeczytać, ale nigdy nie miałeś na to czasu.

„Odbiera mowę godnym zaufania mężom i pozbawia starców rozsądku”. Ale jeśli chodzi o starszych uczonych, tak się nie dzieje. Przeciwnie, im są starsi, tym bardziej ich umysł staje się opanowany, jako że powiedziano: „U sędziwych jest mądrość, a w długim życiu nabywa się roztropności”. (Miszna Kinim 3, 6)

Nie będziesz się też czuł nieważny i zmuszony do ukrywania się przed światem w swoich „powolnych latach” – a nie powinieneś tego robić, gdyż czyniąc tak, nie wypełniasz celu mądrości, na gromadzenie której poświęciłeś wiele lat i nie przysłużysz się młodszemu pokoleniu, które potrzebuje twojej mądrości i polega na niej.

Kiedy nasz organizm zaczyna się starzeć – a proces ten zaczyna się całkiem wcześnie, w wieku około 25 lat, powinniśmy zacząć się zajmować rozwojem naszego ducha. Im szybciej, tym lepiej. Jeśli to zrobimy, uda nam się przezwyciężyć strach przed upływem czasu i będziemy mogli być szczęśliwi i zadowoleni podczas naszych schyłkowych dni. Możemy rozwijać naszego ducha na wiele sposobów: poprzez uczenie się, moralne uczynki, angażowanie się w aktywności intelektualne, studiowanie i tworzenie sztuki, angażowanie się w działania społeczne, dobroczynność i altruizm i ogólnie robienie tego, co przynosi dobro wykraczające poza nasze własne dobro.

Z czasem duch przejmuje niektóre z obowiązków ciała. Dopóki ciało jest dominującą siłą popychającą je do działania, jest ono w dużej mierze podporządkowane biologii i rozmaitym prawom naturalnym. Z czasem ten determinizm traci na sile (za wyjątkiem czasu, kiedy chorujemy) i jest to dobra wiadomość, jako że stajemy się coraz bardziej wolni w naszych działaniach, w tym w naszych moralnych uczynkach, i bardziej świadomi wszystkiego, co determinuje nasze działania i ich konsekwencje. Talmud wyodrębnia różne etapy życia: na wiek 30 lat przypada szczytowa siła fizyczna, zaś na wiek 80 lat szczytowa siła duchowa. We współczesnym, świeckim świecie, w którym kładzie się nacisk na siłę fizyczną i piękno, osiemdziesięciolatków uważa się ogólnie – niestety – za pozbawionych większej wartości. Natomiast w świecie Tory osiemdziesiątka to najlepsze lata!

Nie przestawaj nigdy dbać o swoje ciało i nie przestawaj nigdy dbać o swojego ducha. Dbamy o wzrost ducha w ciele, a kiedy ciało staje się coraz bardziej kruche, duch przejmie zadanie dbania o ciało. Jeśli dopilnujesz tego wszystkiego, czas nie będzie twoim wrogiem, ale będzie po twojej stronie!

Wspaniałą koroną jest siwizna, dochodzi się do niej na drodze sprawiedliwości. (Prz 16, 31)

 

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum.: Marzena Szymańska-Błotnicka

[1] Szatan w judaizmie nie jest realną istotą rządzącą światem podziemnym; w Torze słowo Szatan sugeruje raczej „oskarżającego”, „przeszkadzającego” albo „kusiciela”. Szatan jest zatem raczej złudną przeszkodą na czyjejś drodze – taką jak choćby pokusy i złe postępki – powstrzymujące kogoś przed wypełnieniem obowiązków związanych z tikun olam (naprawą świata). Szatan to zła skłonność do schodzenia z drogi sprawiedliwości i wierności Bogu.  (Jewish Virtual Library)