Launch Sermon Player

Pinchas

Rabbi Dr Walter Rothschild

Poznałem Pinchasa wiele razy. W istocie wydaje się, że prawie w każdej społeczności, w jakiej służyłem, był jakiś Pinchas! Jest on (bądź ona) ogromnie entuzjastyczny, głęboko zaangażowany, impulsywny i ma skłonność do podejmowania szybkich i skrajnych działań, nie zawsze do końca przemyślanych. Mają dobre intencje i wiedzą, że realizują dzieło Boga i że Bóg jest po ich stronie. Niektórzy z nich zostają nawet rabinami albo przynajmniej ludźmi przekonanymi, że wiedzą więcej od rabinów! Z najgłębszym szacunkiem, potrafią być też zupełnie nieznośni.

W istocie sam Pinchas był nieznośny w dwójnasób – jako że pod koniec zeszłotygodniowej sidry (w Lb 25, 6-8) wstaje i z własnej inicjatywy przebija włócznią dwójkę osób zastanych „in flagranti” – Izraelitę przez plecy (najwyraźniej był na górze), a Midianitkę przez brzuch. Tora pozwala sobie przy tym nawet na żart – Pinchas wchodzi do „kuba” – jest to słowo, które pojawia się tylko w tym miejscu i oznacza rodzaj dużego, ceremonialnego namiotu – i przebija włócznią parę nieszczęśników w trakcie ich ostatecznego „stosunku przerywanego” przez „kuba” – słowo to pojawia się w Torze tylko dwukrotnie, ale tutaj oznacza brzuch albo żołądek. Była to wyjątkowa prowokacja – wielu spośród Izraelitów, którzy teraz mieszkali w Szitim, zaczęło zadawać się z lokalnymi Moabitkami, a nawet zaczęli przyłączać się do ich rytualnego oddawania czci „Baal Peorowi” – przypuszczalnie miejscowemu bogu góry Peor, o której wspomina się w Lb 23, 28 i z której Balak i Bilaam spoglądają w dół na pustynię. Samo słowo „Peor” oznacza „szeroki” albo „otwarty”. Bóg jest naturalnie rozgniewany, że Izraelici przestrzegają pogańskich zwyczajów – dołączając do rytualnych ofiarnych posiłków ze zwierząt poświęconych bożkowi Baalowi, a zwłaszcza angażując się w stosunki płciowe, które w kultach pogańskich miały najwyraźniej symbolizować relację między człowiekiem a bogiem.

Czytamy następnie zwięzłe, ale bardzo gwałtowne i brutalne wersety opisujące sposób, w jaki zostaną ukarani winni (25, 4-5) – i dokładnie w tym momencie Izraelita (Zimri) postanawia współżyć w bardzo publiczny, prowokacyjny sposób z Midianitką (Kozbi); nie jest do końca jasne, w którym namiocie oddawali się swojej rozpuście – Izraelici siedzą i lamentują przy wejściu do Miszkanu, Namiotu Spotkania – „Ohel Moed”. Czy nasza para w istocie użyła „Ohel Moed” jako kuba i miejsca dla swojej schadzki? Jeśli tak, to dopuściliby się jego zbezczeszczenia – ale nie w takim stopniu, co Pinchas, który w swojej gorliwości i porywczości morduje dwie istoty ludzkie, rozlewając tym samym ludzką krew w świętym namiocie…. Krótko mówiąc, mamy do czynienia z naprawdę nieciekawą sytuacją, z kryzysem. I to abstrahując od politycznych konsekwencji zamordowania Midianickiej księżniczki, córki wodza.

Być może właśnie dlatego rabini postanowili podzielić sidrot właśnie w tym miejscu, w środku relacji na temat tych wydarzeń. Żeby dać wszystkim szansę na odzyskanie oddechu, żeby zastanawiali się przez tydzień, jak ta historia potoczy się dalej w kolejny szabat. Żeby mogli się uspokoić.

Ale reakcja zatyka dech w piersiach. Bóg mówi Mojżeszowi, że wnuk jego brata (jako że Pinchas jest wnukiem Aharona) dobrze postąpił i że wszyscy powinni być z niego dumni! Choć Pinchas należy już do rodu kapłańskiego, to teraz jego status kapłański oraz status jego potomków został zagwarantowany na zawsze. (Nawiasem mówiąc, kohen powinien oczywiście unikać wszelkiego kontaktu z ludzkimi zwłokami i ludzką krwią, które uczyniłyby go nieczystym – może Pinchas użył długiej włóczni i dzięki temu nie został ochlapany krwią?). Bóg mówi nawet, że za sprawą swojego czynu Pinchas zasługuje na „Moje przymierze szalom” – „Briti Szalom”. Bóg zatrzymuje plagę.

W rozdziale 26 przeprowadzony zostaje kolejny spis powszechny, a tym razem osobą odpowiedzialną za liczenie jest Eleazar, ojciec Pinchasa; tym razem celem jest ustalenie, ilu jest dostępnych mężczyzn w wieku poborowym (powyżej 20 lat) – jako że żadnego z tych młodych mężczyzn nie było na świecie, kiedy Mojżesz z Aharonem przeprowadzili pierwszy spis powszechny na pustyni Synajskiej – za wyjątkiem Kaleba i Jozuego. Rzeczywiście nadszedł czas na zmianę na górze i Mojżeszowi przykazuje się, żeby przygotował się na własne „usunięcie ze stanowiska” i żeby mianował Jozuego na swojego następcę, za przyzwoleniem Arcykapłana Eleazara. Eleazar zajął miejsce Aharona, a Jozue zajmie miejsce Moszego, jedyna różnica jest taka, że Eleazar był synem Aharona, zaś Jozue nie jest w ogóle spokrewniony z Mojżeszem.

W Lb 31, 6 wojska izraelickie wysłano, żeby walczyły z Midianitami; Pinchas zostaje wysłany jako swoisty pierwszy „kapelan wojskowy”, „który zabrał ze sobą święte naczynia i trąby wojenne.” Tym razem nie jest uzbrojony w żadną broń, a tylko w wyposażenie służące do rytuałów i do komunikacji. Przypuszczalnie uważano, że jest młody i w dobrej formie fizycznej i nie będzie się bał widoku krwi. Czy jest to rodzaj awansu czy też degradacji? To wciąż właśnie do jego ojca Eleazara ludzie muszą przynosić wszystkie łupy. Jest to nieprzyjemna historia i trzeba zadać sobie pytanie, jaką tak naprawdę rolę odgrywa w tym wszystkim Pinchas.

O co tu więc chodzi? Co Bóg próbuje powiedzieć Mojżeszowi i jego bratankowi, ojcowi Pinchasa? Co próbuje powiedzieć ludowi? Że siedzenie przed wejściem do Namiotu Spotkania i lamentowanie nad zaistniałą sytuacją nie wystarczy, że trzeba COŚ zrobić? Podjąć działanie, a w razie konieczności dopuścić się przemocy? Sądzę, że u wielu z nas taka myśl budzi dyskomfort. Judaizm nie jest formą pacyfizmu, rozumiemy, że czasem konieczne są wojny obronne, a uczestniczenie w takiej wojnie uznawane jest nawet za „milchemet micwa” – jednak w tym przypadku zagrożenie, z jakim zmagają się Izraelici, ma charakter duchowy, a nie fizyczny; ich wiara w niewidzialnego, jedynego Boga jest wystawiana na próbę w efekcie styczności z rozkoszami pogańskiego politeizmu i oddawania się przyjemnościom materialnym i fizycznym – jest to z pewnością rozpaczliwa sytuacja, ale czy usprawiedliwia to taką rzeź? Niestety historia świata wypełniona jest sytuacjami, kiedy jedna grupa czuła się usprawiedliwiona, żeby zmasakrować inną grupę po prostu za wyznawanie „niewłaściwych” przekonań i zjawisko to nie przeszło jeszcze do historii – tutaj, w tych rozdziałach, odkrywamy ku naszemu dyskomfortowi, że historia żydowska – albo, żeby lepiej to ująć, starożytna historia izraelicka – nie jest całkowicie wolna ani od takich koncepcji, ani od takich zajść.

Jako Żydzi czasem – nazbyt często – mierzyliśmy się z egzystencjalnym pytaniem: „za co jesteś gotów umrzeć?” – i wielu Żydów wybierało na przykład raczej męczeństwo aniżeli chrzest. Druga strona tego samego pytania brzmi: „za co jesteś gotów zabić?”. Mam nadzieję, że większość z nas nie będzie się nigdy musiała mierzyć z tym pytaniem w konkretnej, rzeczywistej sytuacji, ale niedawno toczyłem dyskusję z członkiem kongregacji w Berlinie, któremu nie podobała się modlitwa za Siły Obronne Izraela w synagodze – „Możemy równie dobrze wrócić do błogosławienia armat!” – powiedział. Nie zgodziłem się z nim. Są w tej chwili młodzi mężczyźni i kobiety, których obowiązkiem jest chronić i bronić – w razie konieczności (i jest to obwarowane warunkami i podlega ścisłej kontroli) przy użyciu przemocy, przy użyciu broni, tak żeby inni mogli dalej wieść swoje życie jako Żydzi w (stosunkowym) pokoju. Nie dlatego, że inni koniecznie chcą, żebyśmy przyjęli ich religię, ale ponieważ chcą, żebyśmy porzucili naszą własną – albo nie widzą powodu, dlaczego mielibyśmy żyć, jeśli mamy naszą odrębną religię. Jest to poważny problem i póki co nic nie wskazuje na to, żeby miał zniknąć, a jego zaczątek możemy zaobserwować już w Biblii.

Pinchas NIE jest wzorem do naśladowania dla nas wszystkich, ale jest człowiekiem, który bierze sprawy w swoje ręce, żeby zrobić to, co uznaje za słuszne. Przynajmniej za to należy mu się nasz szacunek, nawet jeśli uznamy jego metody za nazbyt skrajne w bardziej „normalnych” czasach.

Szabat Szalom,

Rabbi Dr. Walter Rothschild

tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka