Launch Sermon Player

Spełnianiu Bożej obietnicy towarzyszy… śmiech

Refleksja nad paraszą Lech Lecha.

Menachem Mirski

Są dni, kiedy całkowicie tracimy energię do życia, kiedy czujemy się nieszczęśliwi i głos wewnątrz nas mówi nam, że nie da się z tym nic zrobić, więc nie warto podejmować żadnych działań. Niektórzy po prostu akceptują ten głos, zaś dla innych bywa to zwiastun zbliżającej się depresji. Są wśród nas także ci, którzy słyszą drugi wewnętrzny głos, głos buntu: Teraz jest czas na ważną zmianę, nie wahaj się, zdecyduj się na ten skok. Dokonaj przełomu!

W czytanej w tym tygodniu paraszy Abram, który był bezdzietny i sądził, że zbliża się do kresu swego życia, usłyszał głos tego drugiego rodzaju. Otrzymał obietnicę od Boga, że nie tylko będzie miał syna, ale że stanie się ojcem narodów i że jego potomstwo będzie równie liczne, co gwiazdy na niebie (Rdz 15, 5). Konstytutywną cechą Bożej obietnicy jest oczywiście to, że prawdopodobieństwo jej spełnienia wynosi 100%. Tego samego dnia Bóg zawarł przymierze z Abramem i przepowiedział mu we śnie wycinek historii jego potomków, Izraelitów – ich niewolę w Egipcie i ich wyzwolenie (Rdz 15, 12-17).

Wkrótce potem żona Abrama, Saraj, która była niepłodna, daje Abramowi swoją egipską służącą, Hagar, żeby urodziła mu syna, i z tego związku rodzi się Izmael. Abram miał wówczas 86 lat. Trzynaście lat później Bóg znowu ukazuje się Abramowi. Tym razem obiecuje mu, że Saraj urodzi mu syna. Saraj, która miała wówczas dziewięćdziesiąt lat, zaśmiała się na ten pomysł. Ale wszystko znów jest w 100% zagwarantowane i potwierdzone przez kolejny „aneks do przymierza”, zgodnie z którym Bóg zmienia imię Abrama na Abraham i WSZYSCY mężczyźni zostają obrzezani, a obrzezanie staje się fundamentalnym i wiecznym elementem Abrahamowego przymierza.

Obietnica o urodzeniu Izaaka brzmi zupełnie niewiarygodnie nawet dla osób bezpośrednio zaangażowanych wówczas w te wydarzenia. Pierwszą reakcją zarówno Abrahama jak i Sary jest śmiech. Co więcej, Abraham zdaje się nie wierzyć w tę obietnice i, odwołując się do zdrowego rozsądku, pociesza się faktem, że ma już syna urodzonego przez niewolnicę, więc Boża obietnica zostanie w jakiś sposób wypełniona:

Wtedy Abraham padł na oblicze swoje i roześmiał się, bo pomyślał w sercu swoim: Czyż stuletniemu może się urodzić dziecko? I czyż Sara, dziewięćdziesięcioletnia, może rodzić? I rzekł Abraham do Boga: Oby tylko Izmael pozostał przy życiu przed twoim obliczem! (Rdz 17, 17-18)

Właśnie stąd pochodzi imię Izaaka: oznacza „będzie się śmiał”, odzwierciedlając pełen niedowierzania śmiech Abrahama i Sary, kiedy Bóg powiedział im, że będą mieli dziecko. Abraham miał wówczas 99 lat, a Sara 90. Nawet jeśli przyjmiemy, że słów Biblii nie należy tutaj traktować dosłownie i jeśli „przeliczymy” biblijną długość życia na nasz współczesny czas życia, to wciąż brzmi to niewiarygodnie: Abraham żył 175 lat, załóżmy więc, że jest to odpowiednik 100 lat. W tym scenariuszu Abraham w momencie narodzin Izaaka miałby 57, a Sara 51 lat. Choć mężczyznom z czasem spada płodność, to zostanie ojcem w tym wieku nie jest szczególnie nierealistycznym scenariuszem, ale z pewnością było tak w przypadku Sary i jej macierzyństwo  nie było czymś, czego można by się spodziewać. Szanse na zdrowe naturalne poczęcie po ukończeniu pięćdziesiątego roku życia wynoszą tylko 1%, nie wspominając o tym, że ryzyko poronienia albo wad płodu jest w tym wieku bardzo wysokie.

Ważne jest tutaj przesłanie tej historii: nie zakładajmy zawsze, że to, co uważamy za niemożliwe albo wręcz nie do pomyślenia, faktycznie jest niemożliwe albo nie do pomyślenia. Właśnie o to często chodzi w Bożych obietnicach – często podważają nasze przekonania i zdrowy rozsądek. I podobnie wiara, czyli ludzki odpowiednik Bożej obietnicy, polega w samej swej istocie na zawieszeniu naszej wiedzy i naszych sądów – jest to coś wykraczającego poza rozum i zdrowy rozsądek. Wiara czyni możliwym to, co nieprawdopodobne (rabin Jonathan Sacks). Boski głos, który przemawia wewnątrz nas, kiedy się modlimy, chce, żebyśmy otworzyli nasze umysły na możliwość tego, co nieprawdopodobne, na możliwość rzeczy, które uważamy za niemożliwe. Kiedy naprawdę otwieramy nasze umysły i serca i idziemy za tym głosem, jesteśmy w stanie dostrzec świat pełen niesamowitych możliwości. Kiedy już to zobaczymy, nagle dostrzegamy plan działania pozwalający nam skorzystać z tych sposobności oraz narzędzia pozwalające faktycznie urzeczywistnić zmianę. Otwarcie naszych umysłów oznacza zakwestionowanie naszych schematów myślowych.

„Uwierz, i tak się stanie” – brzmi to jak pusty frazes, ale to naprawdę działa. W kręgach niereligijnych wymyślono koncepcję „prawa przyciągania”, żeby zastąpić wiarę religijną. Prawo przyciągania mówi, że przyciągniesz do swojego życia właśnie to, na czym będziesz się skupiał. To, czemu poświęcisz swoją energię i uwagę, przyjdzie do ciebie. Więc jeśli pozostaniesz skupiony na dobrych i pozytywnych rzeczach w swoim życiu, będziesz automatycznie przyciągał do swojego życia więcej dobrych i pozytywnych rzeczy. Jeśli w ślad za tym pójdą konsekwentne działania i nie wejdziesz w konflikt z przykazaniami i naukami etycznymi, to wszystko stanie się prawdziwe i realne.

Żeby dokonać wielkiego skoku w swoim życiu albo żeby przezwyciężyć wielkie przeciwności, musisz mieć wiarę. Dobrą wiarę w to, że Bóg albo okoliczności będą ci służyć – a to z kolei daje ci motywację i odwagę.

Wyobraź sobie kogoś, kto przeprowadza się do innego kraju, żeby zacząć nowe życie. Wyobraź sobie, jakiej wymaga to wiary. Ale nie tylko wiary – musisz mieć plan działania, nauczyć się nowych rzeczy i zmienić swoje wzorce, żeby wszystko się dobrze ułożyło, a kiedy już się ułoży, zostajesz nagrodzony ogromną satysfakcją. Podobnie dzieje się również wtedy, gdy ludzie postanawiają mieć dzieci niezależnie od tego, czy ich „na to stać”. Często są wyśmiewani za swoją wiarę, że „jeśli Bóg daje dzieci, to da i na dzieci”. Ale w rzeczywistości, jeśli są odpowiedzialnymi ludźmi, dostosują wszystko, co robią, do nowej sytuacji i jakoś sobie dadzą radę. „Lwięta cierpią niedostatek i głód, lecz tym, którzy szukają Pana, nie brak żadnego dobra”. Ps 34, 11.

Właśnie to czyni nieprawdopodobne nie tylko możliwym, ale również realnym: Kiedy znajdujemy się w nowej sytuacji, musimy przystosować do niej nasze zachowanie. Musimy sprawić, żeby się udało! Zmieniając nasze nastawienie, zmieniamy naszą sytuację. Nowa sytuacja może zmienić wszystko, nawet naszą długość życia. Abraham w wieku 86 lat sądził, że zbliża się do końca swojej egzystencji, zaś po otrzymaniu wszystkich Bożych obietnic dostał kolejne 89 lat.

W naszej tradycji nie brakuje opowieści o ludziach, którzy dokonali niewiarygodnych rzeczy. Ale największym świadectwem wiary i jej efektów jest całość naszej historii żydowskiej. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek wyraził tę koncepcję lepiej niż rabin Jonathan Sacks:

Kiedy spoglądam dziś na lud żydowski, czuję ogromny podziw. Oto lud, który w 1945 roku stał oko w oko z aniołem śmierci w Auschwitz. Każdy by zrozumiał, gdyby pozostali straumatyzowani na pokolenia. A jednak w ciągu trzech lat powstali i dokonali największej kolektywnej afirmacji od dwóch tysięcy lat: „Nie umrę, lecz będę żył”, ustanawiając państwo Izrael. Po drugie, samo państwo Izrael, które dokonało cudów, kraj tak mały, tak podatny na ataki, tak bardzo otoczony przez wrogów i z tak niewieloma zasobami naturalnymi osiągnął wspaniałe rzeczy i powinien, w moim przekonaniu, być symbolem nadziei dla każdego małego kraju, dla każdego prześladowanego ludu. I również to jest powodem do dziękczynienia. W taki czy inny sposób Żydzi byli tak blisko, jak tylko można być piekła na ziemi i przeżyli – i nie spoglądają wstecz, lecz patrzą przed siebie, nie pielęgnują uczuć urazy i zemsty, lecz zaangażowali się w działanie i budowanie przyszłości. A jeśli to nie jest dowodem na potęgę wiary, to nie wiem, co nim jest. Judaizm nadal trwa, a lud żydowski pozostaje żywym symbolem nadziei i mocy wiary, aby sprawić, że możliwość zwycięży wbrew prawdopodobieństwu.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka