Menachem Mirski – Uniknąć ścieżki samozniszczenia. Refleksja nad paraszą Jitro.


Wyobraź sobie, że żyjesz w czasach przednowoczesnych, a technologia, którą mamy dzisiaj, nie istnieje. Wyobraź sobie, że jesteś na pustyni z grupą ludzi, którzy oczekują, że wyprowadzisz ich z tej pustyni. Oczekują, że nie tylko zabierzesz ich z miejsca, w którym obozują, oczekują, że poprowadzisz ich do miejsca, w którym będą mogli się osiedlić i mieć „normalne życie”. To grupa uchodźców z kraju, w którym byli maltretowani od pokoleń. Nie należą do najbardziej moralnych i cywilizowanych ludzi na ziemi, właśnie z powodu nadużyć, jakich doświadczyli: system, w którym żyli, nie zachęcał ich do moralnego życia, bo to nie była dobra strategia przetrwania, ci, którzy oszukiwali i kradli mieli dużo lepiej.
Natura pustyni polega na tym, że zazwyczaj ma nieograniczoną liczbę ścieżek do wyboru. Możesz iść dosłownie w każdym kierunku; otaczająca przyroda nawet nie sugeruje, gdzie się udać. Wiele z tych ścieżek prowadzi „donikąd” lub do samozniszczenia. Gdzieś jest ziemia obiecana, ale tak naprawdę nie wiesz gdzie – musisz wybrać jakąś ścieżkę i oczekiwać, że droga do ziemi obiecanej zostanie w pewnym momencie ujawniona.
Co byś zrobił w tej sytuacji? Jaki kierunek byś wybrał? Jakie wskazówki dałbyś swoim ludziom? Jakie wskazówki moralne dałbyś im, aby nie tylko pomóc im przetrwać, ale także by wzrastali jako ludzie?
W takiej sytuacji znalazł się Mojżesz. W parszy z tego tygodnia widzimy, jak rozwija się ta historia: Mojżesz zasiada jako sędzia wśród ludu, który stoi wokół niego od rana aż do wieczora. W międzyczasie teść Mojżesza dołącza do Izraelitów. Kiedy widzi, co się dzieje, mówi mu, co następuje:
«Czemu ty [sam] się zajmujesz sprawami ludu? Dlaczego sam zasiadasz na sąd, a cały lud musi stać przed tobą od rana do wieczora?» Mojżesz odpowiedział swemu teściowi: «Lud przychodzi do mnie, aby się poradzić Boga. Jeśli mają spór, to przychodzą do mnie i ja rozstrzygam pomiędzy stronami, oznajmiam prawa i przepisy Boże». Wtedy teść Mojżesza powiedział do niego: «Nie jest dobre to, co czynisz. Zamęczysz siebie i lud, który przy tobie stoi, gdyż taka praca jest dla ciebie za ciężka, i sam jej nie możesz podołać. Teraz posłuchaj rady, jaką ci daję, a Bóg niechaj będzie z tobą: Sam bądź przedstawicielem swego ludu przed Bogiem i przedstawiaj Bogu jego sprawy. Pouczaj lud dokładnie o przepisach i prawach, i pouczaj go o drodze, jaką winien chodzić, i o uczynkach, jakie winien spełniać. A wyszukaj sobie z całego ludu dzielnych, bojących się Boga i nieprzekupnych mężów, którzy się brzydzą niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów ich przełożonymi już to nad tysiącem, już to nad setką, już to nad pięćdziesiątką i nad dziesiątką, aby mogli sądzić lud w każdym czasie. Ważniejsze sprawy winni tobie przedkładać, sprawy jednak mniejszej wagi sami winni załatwiać. Odciążysz się w ten sposób, gdyż z tobą poniosą ciężar. Jeśli tak uczynisz, a Bóg cię do tego skłoni, podołasz, a także lud ten zadowolony powróci do siebie». (Wj 18:14-23)
Ale nasza historia to nie tylko opowieść o przytłoczonym człowieku, który chce zrobić wszystko sam, staje w obliczu kompletnej porażki i słucha rozsądnych rad, które ratują jego i jego społeczność. To opowieść o całkowitym odrodzeniu i odbudowie całego społeczeństwa, co jest niezbędnym do jego przetrwania. Mojżesz nie mógł być odpowiedzialny za każdą istotę ludzką w swojej wspólnocie. Gdyby tak było, stałby się dla nich kimś pokroju Faraona, jak mówi midrasz. Aby funkcjonować, społeczność Izraelitów musi zdecentralizować władzę polityczną i autorytet moralny. Chociaż Mojżesz jest uważany za cadyka, największego proroka i największą postać w żydowskiej historii, nie jest on nieomylny. Nawet jego wspaniałe przymioty nie dały mu prawa do posiadania władzy absolutnej nad swoim ludem. Gdyby tego zechciał i taką władzę dzierżył, prawdopodobnie doprowadziłby swój lud do całkowitej katastrofy.
Ludzki apetyt na absolutną władzę nad światem nigdy jednak nie gaśnie. Widzimy tego przykłady tu i ówdzie we współczesnym świecie. Mimo tego, że nasz świat znacznie się różni od rzeczywistości Izraelitów na pustyni, pod pewnymi względami ten bezkres pustyni, z niezliczonymi ścieżkami do samo destrukcji, jest przed nami całkowicie otwarty. Jest tak ponieważ technologiczny i kulturowy rozwój naszych społeczeństw otworzył przed nami wielkie obszary, które są dla nas kompletnie nieznane, w obliczu których jesteśmy podobnie bezradni, jak nasi przodkowie po opuszczeniu Egiptu. Dlatego powinniśmy być zawsze sceptyczni i krytyczni wobec tych, którzy “mają recepty” na nasze globalne problemy, zwłaszcza wówczas, gdy na tej podstawie domagają się niekwestionowanej władzy dla siebie. Nigdy też nie powinniśmy pozwolić na to, żeby władza, z jakiegokolwiek powodu, została scentralizowana w rękach jednostki lub małej grupy ludzi, których nie będzie można usunąć lub z tej władzy rozliczyć, nie ważne jak “wzniosłe” przyświecają im intencje. W tej kwestii jestem jednak optymistą: wierzę, że jesteśmy świadkami powszechnego, obywatelskiego przebudzenia; my, ludzie, mamy sprawczość na tym świecie. Z Bożą pomocą i odpowiednią koncentracją naszych wysiłków jesteśmy w stanie obalić każdego tyrana. Szabat Szalom!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *