Parsza Wa-jechi

Parsza Wa-jechi – פרשת ויחי

Bereszit 47:28 – 50:26

 

Miriam Klimova – studentka rabinacka
w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Hajfie

 

Każdy koniec jest nowym początkiem. I ten początek też kiedyś będzie miał swój koniec.

Ciężko jest nam zaakceptować poważną i trudną zmianę w życiu, znaleźć w sobie siły, aby wyznaczyć dalszą drogę, ciężko jest poradzić sobie z emocjami. Tradycja żydowska uczy, aby nigdy nie poddawać się rozpaczy i mówi, że człowiek powinien błogosławić za zło tak samo, jak błogosławi za dobro (Talmud Babiloński 60 b):

„חַיָּיב אָדָם לְבָרֵךְ עַל הָרָעָה כְּשֵׁם שֶׁמְּבָרֵךְ עַל הַטּוֹבָה”

Tak kończy się księga Bereszit – jej ostatnia parsza jest podsumowaniem dwóch historii życia: i Jaakowa i Josefa, których znamy od momentu, gdy ich matki były z nimi w ciąży, aż do chwili śmierci. Wyruszyliśmy z nimi w pełną emocji podróż przez życiowe wzloty i upadki. Dzieliliśmy ich gorycz i widzieliśmy, jak radość przysłaniała żal. Parasza Wa-jechi zaczyna się od opisu ostatnich dni, ostatnich chwil Jaakowa. Życie przelatuje  mu przed oczami.  Jaakow jest trzecim i być może najbardziej skomplikowanym z patriarchów. Postać pełna paradoksów i sprzecznych emocji. Wydaje się, że w jego duszy tkwi dobro i czasem też zło, a jego ciałem rządzą na przemian umysł i emocje.  Już w młodym wieku  zbuntował się przeciwko „prawu pierworodztwa”. Ukradł błogosławieństwo przeznaczone dla starszego brata. Został za to ukarany latami wygnania z domu rodziców i teściem, który okazał się oszustem jeszcze lepszym od niego samego. W tym samym pokoleniu widzimy paralelizm dwóch historii: skoro można pomylić młodszego brata ze starszym – Jaakowa i Ezawa, to można też pomylić starszą siostrę z młodszą siostrą – Leę z Rachelą.

W judaizmie status pierworodnego oznaczał szczególną relację nie tylko z rodzicami i braćmi, ale także z Bogiem. Pierworodny był uważany za świętego, stojącego na uboczu, należącego do Boga. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że prawo pierworodztwa ustala się w sposób naturalny, bowiem kto pierwszy, ten lepszy, z tekstu Tory widzimy, że ani Bóg, ani ojcowie nie byli nim automatycznie związani. Zawsze istniała wolność wyboru, lub w każdym razie Tora próbuje nam na nią wskazać, wykorzystując wielokrotnie powtarzający się motyw preferencji najmłodszego syna kosztem najstarszego.

Jaakow po raz kolejny buntuje się przeciwko „prawu pierworodztwa”, kiedy wywyższa Josefa, syna ukochanej kobiety, ponad jego starszych braci, synów Lei. Jednak za podobną dyskryminację, za posiadanie „faworyta” spośród innych dzieci, zostanie ukarany wieloletnim żalem i żałobą po ukochanym synu.

Wa-jechi Jaakow – „żył Jaakow”. Rzymianie także mówili, informując o śmierci wybitnej postaci – vixit, „żył”. O ilu ludziach możemy tak powiedzieć, że naprawdę żyli? Niczego nie zabrakło w historii Jaakowa, zyskał życie w pełni, jako ten, który po walce z posłańcem Boga lub samym Bogiem usłyszał:

„Nie Jaakow będzie nazywane odtąd imię twoje, ale Israel; gdyż walczyłeś z istotą boską i z ludźmi i przemogłeś”(Bereszit 32:29).

 Zwroty i zakręty życia oraz zmiany tożsamości Jaakowa-Izraela osiągają w naszej parszy punkt kulminacyjny. Nawet tekst to podkreśla, gdy nazywa go imieniem Israel i imieniem Jaakow na przemian, czasem nawet w tym samym wersecie.

Sam Jaakow twierdzi, że nie miał szczęśliwego życia, nie może ukryć głębokiego rozczarowania trzema najstarszymi synami. Jednak teraz, wraz ze zbliżającą się śmiercią, rysuje mu się przed oczami nadzieja na świetlaną przyszłość. Jest stary i chory, ale jego umysł jest twardy jak skała. Gdy Josef przychodzi go odwiedzić w towarzystwie swoich dwóch synów, raptem dzieje się coś dziwnego. Jaakow mówi:

„A teraz dwaj synowie twoi… moimi oni: Efraim i Menasze…” (Bereszit 48:5)

Miłość do Josefa, syna ukochanej Racheli, nadal go przepełnia, więc na łożu śmierci decyduje się „formalnie” adoptować Efraima i Menasze tak, jakby byli jego synami. Dlaczego? Obaj odziedziczą jako niezależne plemiona w Ziemi Izraela, a zatem Josef faktycznie otrzyma „w dwa razy” więcej od swych braci, jakby był najstarszym z synów Jaakowa.

Ponadto, Jaakow znowu, po raz trzeci z kolei buntuje się przeciwko „prawu pierworodztwa”: błogosławieństwo przeznaczone dla Menasze, najstarszego syna Josefa, udziela Efraimowi, młodszemu bratu. Kładzie prawą rękę na głowie Efraima, a lewą rękę na głowie Menasze.

(Jakub błogosławi dwóch synów Józefa, Efraima i Menasze, autor: Benjamin West)

Jakub podsumowuje swoje życie, formułuje testament, wypowiada ostatnie słowa do dwójki swoich wnuków, a także do wszystkich dwunastu swoich synów. Nie pierwszy raz spotykamy się z sytuacją, kiedy ojciec błogosławi swoich synów przed śmiercią: Icchak błogosławi Jaakowa i też czyni to przed śmiercią. Moglibyśmy pomyśleć, że błogosławieństwo jest czymś symbolicznym. Jednak Tora daje nam jasno zrozumieć, że błogosławieństwo ma wielką wagę. Inaczej po co Jaakow kradłby błogosławieństwo brata; inaczej po co świadomie pobłogosławiłby Efraima błogosławieństwem pierworodnych? W czasach biblijnych błogosławieństwa i przekleństwa były ściśle związane z wiarą w moc słowa. W niektórych kulturach uznawano, że takie formuły i działania mają niezależny i nieunikniony magiczny wpływ. W judaizmie takie słowa były w istocie apelem do Boga, który został powołany do ich potwierdzenia, miały na niego wpływ.

Czasy się zmieniły, już nie postrzegamy błogosławieństwa jako posiadającego magiczną moc, ale jako wyrażanie nadziei, słowa zachęty. Jednak z naszej parszy warto nauczyć się ważnego wniosku – ludzkie słowo posiada moc. Nie, nie magiczną i nie proroczą, a jednak każdy z nas swoim słowem może wywołać uśmiech na twarzy drugiego człowieka, każdy z nas swoim słowem może sprawić mu niesamowity ból. Słowa mogą nas zniszczyć, ale mogą też zbudować świat.

Niech będzie taka wola… aby dobrych słów nam nigdy nie zabrakło!

Tak skończymy księgę Bereszit, księgę, którą rozpoczęliśmy słowami:

„I rzekł Bóg: „Niech się stanie światło!” I stało się światło.” (Bereszit 1:3)

Szabat Szalom!

Miriam Klimova – studentka rabinacka
w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Hajfie.

Parsha Vayeshev – פרשת וישב

Parsha Vayeshev – פרשת וישב

Bereshit 37:1 – 40:23

 

Miriam Klimova,

Rabbinical student at Hebrew Union College in Jerusalem and the Rabbi of the „Shirat ha-Jam” congregation in Haifa.

Every person needs hope. Each one of us is searching for light, but the path towards light is not easy.

Parsha Vayeshev opens a cycle of fourteen chapters, out of which all but one describe the lives of Joseph and his brothers. We will accompany them for several decades, during which dramatic changes will take place in the life of each of the protagonists – mental, spiritual, and even geographical changes. For us, their descendants, the stories of the lives of our forefathers are a lesson and an example of good and bad deeds, of wisdom and fear, of action, courage and inaction. They didn’t always know how to reflect on their actions and learn their lessons.

Isaac [loved] Esau… but [Rivka loved] Yaakov. (Bereshit 25:28)

Yet another generation, and the situation repeats itself:

Israel loved Joseph best of all his sons… (Bereshit 37:3).

This is an uncomfortable and embarrassing topic, but contemporary psychologists claim that most parents have their “favorite child”. Why was Joseph loved more than others? He was the son of the beloved wife Rachel. He was a beautiful young man – יפה מראה – yafe mar’e – who later will be admired by Potiphar’s wife. Only two persons in the whole Torah have been described as jafe mar’e –  Joseph and his mother Rachel. This is one of the rare instances when the TaNaCh describes the beauty of a man. Maybe his face reminded Yaakov of his first love? Is this why he dresses his son in a colorful tunic? What does it symbolize? Who’d usually wear this kind of garments? We can find the answer to this question in another part of the Tanach. Here is a description of the daughter of king David, Tamar, whose beauty was also extraordinary:

She was wearing an ornamented tunic, for maiden princesses were customarily dressed in such garments.(2 Sam 13:18).

 So Yaakov dresses his son in the clothes of maiden princesses. A special fondness for one child has its consequences. And just because we don’t talk about it, it doesn’t mean that it doesn’t show. Midrash Bereshit Raba (4:3) accuses Joseph of unmanly behavior, and Rashi explains that Joseph didn’t help his brothers support their family, but he cared only about himself and his looks. In our parasha we read how he believed in his superiority and told his brothers about his prophetic dreams about him becoming the feature leader of the family. They reacted by hating him and throwing him in a desert pit devoid of any water: “ve-ha-bor rek mi-maim” ( Bereshit 37, 24). According to a Midrash instead of water in the pit there were snakes and scorpions. By stomping his feet maybe he managed to scare them off, or maybe they squeezed his arms and legs as if with chains, so that he froze with fear. Was this a breakthrough moment in his life? It probably felt as if this moment  lasted for eternity, but Joseph didn’t lose hope that one of his brothers would take pity on him or that some curious passerby would look into the pit, see a man calling for help and save him. Joseph’s eyes were not turned towards the bottom of that pit nor towards the slippery walls that surrounded him, but rather upwards, towards the light, towards the faint glimmer of hope.

Each story and event described in the Bible carries a message for the next generations, otherwise it wouldn’t be mentioned there. Who among us doesn’t want to get out of a “pit”; we all want to free ourselves from our habits, fears, pride, anger, prejudice, hurt, addiction to success… which stop us from being free persons.

But wanting something is not always enough. Joseph was trying to start a new chapter in his life. Everything was going well, but suddenly the beauty of his face again turns into a misfortune. As a result of Potiphar’s wife’s false accusations he gets twelve years in jail. This would be enough for him to break down, but Joseph doesn’t lose hope for the “light at the end of the tunnel”, he doesn’t go back to “his former self”. When he interprets the dreams of Pharaoh, the meaning of which the sages and priests were not able to understand, there is  no trace of pride nor contempt left in him. He humbly says to the Pharaoh: “I am not important, God will give the answer… 

Many people believe that we all have the same personality for our whole life, from the day we’re born and that it will never change. But Joseph’s story conveys a completely different approach – it’s never too late to transform one’s personality, to change into a better human being. Becoming a different person, which is something we dream about, requires from us a lot of hard work, effort, an even a miracle. But Jewish tradition says that a miracle is not something supernatural, but rather a part of our being. Several times a day in the Amidah prayer we repeat that we’re grateful:

„ועל נסיך שבכל יום עמנו, ועל נפלאותיך וטובותיך שבכל עת, ערב ובקר וצהרים”

„ve-al nisecha she-be-chol yom imanu, ve-al nifleotecha ve-tovatecha she-be-chol et, erev va-voker ve-cochoraim” – for Your miracles which are with us daily, and for Your continual wonders and beneficences which are with us at every time, in the evening, in the morning and at noon.

The Festival of Chanukah is almost here. Outside it’s already very dark, but inside our homes the chanukijah will light up with colorful candles. May it be your will… that we always have the ability that Joseph was blessed with – to see the good light, and not the dark corners, to be blessed with this light and to help others find it… May it be your will…. that we don’t renounce hope, even if sometimes it’s hard, that we choose to see the miracles which are with us daily, „erev va-voker ve-cochoraim”. Shabbat Shalom!

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Miriam Klimova,
Rabbinical student at Hebrew Union College in Jerusalem and the Rabbi of the „Shirat ha-Jam” congregation in Haifa.

Parsza Wajeszew – פרשת וישב

Parsza Wajeszew – פרשת וישב

Bereszit 37:1 – 40:23

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie  oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Każdy człowiek potrzebuje nadziei. Każdy z nas szuka światła, a jednak droga w stronę światła nie jest łatwa.

Parsza  Wajeszew otwiera cykl czternastu rozdziałów, z których wszystkie, za wyjątkiem jednego, opisują życie Josefa i jego braci. Będziemy z nimi przez kilkadziesiąt lat, podczas których w życiu każdego z bohaterów zajdą drastyczne zmiany – mentalne, duchowe, a nawet geograficzne. Historie życia praojców są dla nas, ich potomków, lekcją i przykładem dobrych i złych uczynków, mądrości i strachu, działania, odwagi i bierności. Nie zawsze potrafili myśleć i wyciągać wnioski.

„Jicchak kochał Esawa… a Riwka kochała Jaakowa” (Bereszit 25:28)

Kolejne pokolenie, a sytuacja się powtarza:

 „Jisrael kochał Josefa bardziej niż wszystkich innych swoich synów” (Bereszit 37:3).

 Temat niezręczny i wstydliwy, ale współcześni psychologowie twierdzą, iż większość rodziców ma swojego „faworyta”. Za co Josef jest bardziej kochany? Był synem ukochanej żony Racheli. Był pięknym młodzieńcem – יפה מראה – jafe mar’e – , który później wzbudzi zachwyt żony Potifara. Jedynie dwie osoby w całym tekście Tory są opisane jako jafe mar’e – Josef i jego matka Rachel. Jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy TaNaCh opisuje piękno mężczyzny. Być może jego twarz przypomina Jaakowowi o pierwszej miłości? To dlatego ubiera syna w wielobarwną szatę? Co symbolizuje ta odzież? Kto ją zwykle nosił? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w innym miejscu Tanachu. O Tamar, córce króla Dawida, która również wyróżniała się urodą, mówi się:

 „Miała ona na sobie pasiastą koszulkę, gdyż tak ubierały się od dawien dawna córki królewskie, które były dziewicami.” (2 Księga Samuela 13:18).

Czyli Jaakow ubiera syna w ubrania dziewiczych księżniczek. Sympatia do wybranej pociechy ma swoje konsekwencje. I to, że o tym nie mówimy nie znaczy, że tego  nie widać. Midrasz Bereszit Raba (4:3) oskarża Josefa o niemęskie zachowanie, a Raszi wyjaśnia, iż Josef nie pomaga braciom w utrzymaniu rodziny, a dba jedynie o siebie i o swoją urodę. W naszej parszy czytamy o tym, jak wywyższa się i opowiada braciom prorocze sny o swoim przyszłym przywództwie w rodzinie.  Oni w odpowiedzi nienawidzili go i wrzucili do pustynnego dołu bez wody: „we-ha-bor rek mi-maim” ( Bereszit 37, 24). Midrasz mówi, że zamiast wody w dole były węże i skorpiony. Tupiąc nogami, może udało mu się je odstraszyć, a może niby kajdanami ścisnęli mu ręce i nogi tak, że zamarł ze strachu.  Czy właśnie wtedy nastąpił przełomowy moment w jego życiu? Czas pewnie trwał jak wieczność, ale Josef nie tracił nadziei, że któryś z braci zlituje się nad nim albo jakiś ciekawski przechodzień przyjrzy się dołowi, zobaczy wołającego o pomoc człowieka i go uratuje. Oczy Josefa nie były zwrócone na dno tego dołu ani na śliskie ściany, które go otaczały; patrzył w górę, ku światłu, ku słabemu promykowi nadziei.

Każda historia i wydarzenie zapisane w Biblii niesie przesłanie na pokolenia, inaczej by się o nich nie wspominało. Kto z nas nie chce wydostać się z „dołu”, wszyscy chcemy wyrwać się z przyzwyczajeń, strachów, dumy, gniewu, uprzedzenia, urazy, uzależnienia od sukcesów… które uniemożliwiają nam bycie wolnym człowiekiem.

Same chęci nie zawsze wystarczą. Josef starał się rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu. Szło mu dobrze, ale raptem piękno twarzy znowu obraca się w nieszczęście. Oszczerstwo żony Potifara doprowadza do dwunastu lat więzienia. Wystarczający powód do załamania się, a jednak nie traci nadziei na „światło na końcu tunelu”, nie wraca do „poprzedniego siebie”. Gdy wyjaśni sny faraona, których nie byli w stanie zrozumieć mędrcy i kapłani, nie ma w nim ani dumy, ani pogardy,  pokornie powie faraonowi: „Ja nic nie znaczę, Bóg da odpowiedź…”.

Wiele osób uważa, że człowiek ma taką samą osobowość przez całe życie od dnia urodzin i że nigdy się nie zmieni. Tymczasem historia Josefa pokazuje całkiem inne podejście – nigdy nie jest za późno, aby zmienić swoją osobowość, aby przekształcić się w lepszego człowieka. Stanie się innym człowiekiem, o którym marzymy, wymaga od nas dużo ciężkiej pracy, wysiłku, a nawet cudu. Jednak tradycja żydowska mówi o tym, że cud nie jest zjawiskiem nadprzyrodzonym, ale częścią naszego istnienia. Kilka razy dziennie w modlitwie Amida powtarzamy, że dziękujemy:

„ועל נסיך שבכל יום עמנו, ועל נפלאותיך וטובותיך שבכל עת, ערב ובקר וצהרים”

„we-al nisecha sze-be-chol jom imanu, we-al nifleotecha we-towatecha sze-be-chol et, erew wa-woker we-cochoraim” – za cuda, które każdego dnia są wśród nas oraz za wspaniałości i dobrodziejstwa o każdej porze, wieczorem, o poranku i w południe.

Święto Chanuka już za progiem. Na zewnątrz stało się bardzo ciemno, ale wewnątrz domu kolorowymi świecami rozświetli się chanukija. Niech będzie ku temu   wola… by zawsze żyła w nas zdolność, którą został pobłogosławiony Josef – aby dostrzegać dobre światło, a nie ciemne zakamarki, być błogosławionymi tym światłem i pomagać innym je odnaleźć. Niech będzie ku temu wola… abyśmy nie odstąpili od nadziei, nawet jeśli czasami jest trudno, abyśmy wybrali ujrzenie cudów, które są w naszym życiu każdego dnia „erew wa-woker we-cochoraim”.

Szabat szalom!

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie  oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Toledot

Refleksja nad paraszą Toledot

Kiedy coś pójdzie nie tak, możesz być zmuszony do „niewłaściwego” działania

Menachem Mirski

Głównym motywem czytanej w tym tygodniu porcji Tory jest konflikt pomiędzy dwoma synami Izaaka, Jakubem i Ezawem. Spór pomiędzy nimi zaczyna się już w łonie matki: Jakub, jeszcze nienarodzony, próbuje wciągnąć Ezawa z powrotem do łona matki.

A gdy walczyły z sobą dzieci w jej łonie, pomyślała, jeżeli tak się zdarza, to czemu mnie to spotyka? [znaczenie hebr. nie jest jasne] Poszła więc zapytać Pana. A Pan rzekł do niej: Dwa narody są w łonie twoim i dwa ludy wyjdą z twych wnętrzności; Jeden naród będzie miał przewagę nad drugim, starszy będzie służył młodszemu. A gdy nadszedł czas porodu, okazało się, że w jej łonie były bliźnięta. I wyszedł pierwszy, rudy, cały jak płaszcz włochaty; i nazwano go Ezaw. Następnie wyszedł brat jego, a ręką swą trzymał za piętę Ezawa; i nazwano go Jakub. Izaak zaś miał sześćdziesiąt lat, gdy ich zrodził. (Rdz 25, 22-26)

To Jakub miał być pierworodnym synem Icchaka, ale sprawy po prostu „źle się ułożyły”. W całej historii rywalizacji między dwoma braćmi chodzi o odwrócenie, o naprawę tego, co „poszło nie tak” w momencie ich narodzin, i Bóg uprawomacnia ten stan rzeczy, przewidując ostateczny rezultat tej rywalizacji. Konflikt ten znajduje nawet odzwierciedlenie w imieniu Jakuba: imię Jaakow oznacza trzymający piętę albo podstępem zajmujący czyjeś miejsce, a jego rdzeń akaw oznacza śledzić, iść za kimś, obserwować.

Wtedy [Ezaw] rzekł: Słusznie nazwano go Jakub, podszedł mnie bowiem już dwukrotnie, wziął moje pierworodztwo, a teraz wziął moje błogosławieństwo. I rzekł jeszcze: Czy nie zachowałeś i dla mnie błogosławieństwa? (Rdz 27, 36)

W czasach biblijnych syn, któremu należało się pierworództwo, miał prawo do podwójnej części (czyli dwa razy więcej niż inni synowie) spadku po ojcu; jedną część dostawał jako syn, zaś drugą jako nowa głowa rodziny odpowiedzialna za całą rodzinę, włącznie z zadbaniem o swoją matkę i niezamężne siostry (Rdz 48, 22, Pwt 21, 17). Zważywszy na biblijne opisy charakteru Ezawa i jego stylu życia, możemy słusznie założyć, iż nie pasował on do roli praojca ludu wybranego:

Na to rzekł Jakub: Sprzedaj mi najpierw pierworodztwo twoje. A Ezaw rzekł: Oto jestem bliski śmierci, na cóż mi więc pierworodztwo? Jakub rzekł: Przysięgnij mi wpierw. I przysiągł mu, I sprzedał pierworodztwo swoje Jakubowi. (Rdz 25, 31-33)

Po pierwsze, Ezaw zdaje się, delikatnie mówiąc, nie doceniać przywileju bycia pierworodnym synem. Po drugie, jego łowiecki styl życia pozostawia wiele do życzenia. Ibn Ezra w swoim komentarzu do Rdz 25, 32 stwierdza:

Był on codziennie wystawiony na niebezpieczeństwo, kiedy szedł na polowanie, jako że mogło go zabić jakieś zwierzę. A zatem była możliwość, że umrze przed swoim ojcem.

Biorąc to wszystko pod uwagę, wydaje się że Ezaw nie był najbardziej wiarygodną osobą, aby sprostać wszystkim obowiązkom związanym z byciem pierworodnym synem, i wiemy, że jego ojciec, Icchak, był już w tym czasie w dość podeszłym wieku.

Rzuca to dodatkowe światło na zwodnicze działania Rebeki i Jakuba, aby odebrać Ezawowi pierworództwo. Stawką był tu dobrostan całej rodziny, plemienia, przyszłość ludu wybranego i spełnienie Bożej obietnicy. Ważne było tutaj nie to, kto faktycznie urodził się pierwszy, ale kto był lepszym kandydatem na przywódcę plemienia; lepszym kandydatem z perspektywy socjologicznej, psychologicznej i intelektualnej, aby być ojcem ludu wybranego.

W starodawnych czasach, a właściwie aż do czasów współczesnych, ludzie nie poddawali w wątpliwość istniejących praw, regulacji i zwyczajów, tak jak to robią dzisiaj. Owe prawa i zwyczaje zawsze były „obliczone” na duże grupy ludzi, a zatem nie były elastyczne i zwykle nie dopuszczały żadnych wyjątków. Rygoryzm prawa i zwyczaju „wymagał” kłamstwa. W psychologii tego typu sytuacje nazywane są zaproszeniem do kłamstwa. Rebeka i Jakub musieli uciec się do podstępu, aby osiągnąć cel pożądany nie tylko przez nich, ale również przez samego Boga. Aby „naprawić to, co poszło nie tak na początku” musieli postąpić nieetycznie. Nasza historia jest zatem opowieścią o konieczności istnienia wyjątków w zwyczajach i kulturze.

Jest to historia o okolicznościach, w których istniejąca etyka i prawo muszą być poddane w wątpliwość, zawieszone bądź naruszone w imię wyższego celu. Chodzi tutaj o wyjątkową sytuację, w której jedynym prawem jest wola Boga. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku Akedy (Rdz 22) oraz w historii o Pinchasie i Zimri (Lb 25). Tutaj sytuacja wydaje się być mniej drastyczna, ale wciąż wiązała się z bezpośrednią groźbą śmierci jednej z zaangażowanych w nią osób. Ezaw poprzysiągł zabić Jakuba, więc Jakub musiał uciec. Nasza historia zdaje się ilustrować teologiczne stwierdzenie, iż wola Boga unieważnia czasem Boże prawo. Nie jest to jednak norma, lecz wyjątek. Historia ta może też posłużyć za przykład tego, że czasem rozum, ludzkie plany i zdrowy rozsądek muszą zatriumfować nad konwencją, zastanym stanem rzeczy albo nawet przyrodą.

Szabat szalom,

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Chajej Sara (Bereszit 23:1 – 25:18)

Chajej Sara

(Bereszit 23:1 – 25:18)

Miriam Klimova

She was beautiful; jealous of her husband; she wanted to have her own place under the sun. She agreed to give up a peaceful, routine life in comfortable conditions for the dangers of a nomadic life with her beloved husband, who said that he talks with God. She was a mother who wanted the best for her child, and for his good she was even ready to act with cruelty.

” Now Sarah lived one hundred and twentyseven years…(Bereshit 23:1).

Why is the parsha called “Sarah’s life” rather than “Sarah’s death”? The name “Chayei Sarah” refers to the time when she lived, but the parsha describes only events after her death.

“Of the dead nothing but good is to be said”, but the tradition of learning and commenting the Torah tells us to disregard this rule, since it’s better to learn from someone else’s mistakes. She wasn’t really a perfect woman. In the situation with Hagar and Ishmael she said to Avraham: „Throw out this slave and her son, for the son of this slave will not inherit along with my son Itzhak„. We could try to explain her position. In the future this decision was supposed to prevent a fight over inheritance between Ishmael and Itzhak. But let’s look at this situation with more empathy. After all they lived near a desert!  Sending a woman and a child to the dry areas around Beer Sheva was basically a death sentence. Why not send them to some distant relatives. Not on foot of course, but on camels in the company of some household members. Avraham himself keeps quiet and fulfills his wife’s will, he sends away Hagar and his first-born son, giving them only bread and water for the road.

If in the case of “sacrificing Hagar and Ishmael” God ordered Avraham to listen to Sarah, then in the story of sacrificing Itzhak which we read in the previous parsha no one asks for her opinion. Fate turns against Sarah. The same father who sent his older son along with his mother to the desert, now takes also Sarah’s only son, for whom she waited for so long and whom she loved more than life itself. Did you ever wonder what she felt that day? Did she get out of bed? Was she able to eat? Did she cry? Scream? What thoughts were running through her head: “What did I do, what did I do!”?

There are many different meanings hidden in these lines. A Midrash  (Bereshit Raba 56, 8) reinterprets the Torah’s words and says that it only seems to Avraham that God expects him to sacrifice his son. Avraham actually didn’t understand what God was asking him to do:

 “The Holy One,  blessed be His name, told him: “Avraham… I didn’t say “kill him” [shechatehu], I told you “elevate him!” [haalehu]”. You lifted him up and you tied him to the altar, and now bring him down again!”.

The world play with  עָלָה  [alah], which has several meanings – to elevate, lift up, bring up a sacrifice – lets the Midrash suggest that Avraham’s trial was both successful and unsuccessful. Avraham proves that he is a man of faith, but he fails, because it turns out that his understanding of God’s nature is incorrect.

This story gives us a paradoxical lesson about life. It tells us that true faith is when someone is ready to sacrifice that which is most precious to them: their own life and their children’s lives. But at the same time God commands us: [u-vacharta ba-chayim] „Choose life”! (Devarim 30:19).

Could Sarah look her husband in the eyes again after they came back?  How could she trust him. Did he even love her? On the one hand this is a normal question, but on the other hand – it’s too anachronistic. After all we’re  talking about a time when a woman was viewed in a sense as an object which can be taken or purchased. Sometimes the one making the purchase wasn’t even the fiancee himself, as we read in our parsha, when Avraham sends his slave Eliezer to find a wife for Itzhak. It looks as though in Biblical times love was not the basis of marriage. However, this statement is not completely accurate. The Torah states that Itzhak started to love Rivka, after they were married of course, but still…. Itzhak is the only one among the forefathers who didn’t take neither a second wife nor a concubine. This shows his faithfulness, which is one of the most important elements of family life.  

Parsha “Chayei Sarah” marks the end of a certain era: the period of Abraham’s and Sarah’s life ends and it opens the chapter of Itzhak’s and Rivka’s life, the era of sons, of successors. Avraham was a man of faith, sometimes blind, he was a dreamer who created something new. Itzhak’s task is to go further, to continue his father’s ideas. Most of the time he is passive, he walks straight on his path, he doesn’t stray neither to the left nor to the right. Which isn’t actually surprising, that’s how he was brought up, these were his parents’ expectations. How should a transition from one era to the next one look like? What should a successor be like? Today’s generation is focused predominantly on self-fulfillment, finding themselves and their own abilities. But it’s worth remembering that it’s no less important that we find worthy successors who will be able to continue the path that we’ve set out, but who at the same time should be free from our expectations and their own harsh destiny.

None of the protagonists of the book of Bereshit is perfect, and neither are we. The main conclusions that we draw from it are the fundamental ideas regarding the essence of human beings, the relationship between man and God and between two persons.

The Torah – “it is not in heaven” (Devarim 30:12, Bava Mecia 59b) and it shouldn’t be treated as a history or biology handbook. The stories and events we read about in the Torah will never lose their relevance, because in the layers of symbols and allegories deep meanings, morality and wisdom are hidden, whose aim is to educate and protect our society.

May there be a will…. for us to learn from the successes and well-being as well as from the mistakes and weaknesses of our foremothers and forfathers. May we be worthy successors of the good that was inside them. May we pay attention to the people who surround us, may we open our hearts, eyes and ears to see and hear their cries and tears. May our faith never be blind, so that every day we can “choose life” anew!”.

Shabbat Shalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Chajej Sara (Bereszit 23:1 – 25:18)

Chajej Sara

(Bereszit 23:1 – 25:18)

Miriam Klimova

Była piękna; zazdrosna o męża; pragnęła mieć własne miejsce pod słońcem. Zgodziła się zrezygnować ze spokojnego rutynowego życia w wygodnych warunkach na rzecz niebezpieczeństw życia koczowniczego z ukochanym mężem, który powiedział, że rozmawia z Bogiem. Była matką,która chciała jak najlepiej dla swojego dziecka, dla jego dobra była gotowa nawet na okrucieństwo.

I trwało życie Sary sto dwadzieścia i siedem lat…” (Bereszit 23:1).

„O zmarłych dobrze albo wcale”, jednak tradycja uczenia się i komentowania Tory zaleca nam porzucić tę zasadę, przecież lepiej uczyć się na błędach innych. Kobietą idealną raczej nie była.
W sytuacji z Hagar i Iszmaelem powiedziała do Awrahama: „Wyrzuć tę niewolnicę i jej syna, bo syn tej niewolnicy nie będzie dziedziczyć z moim synem Icchakiem”. Da się poszukać wytłumaczenia jej stanowiska, w przyszłości taka decyzja miała by zapobiec walce o dziedziczenie między Iszmaelem a Icchakiem. Ale spójrzmy na sytuację z większą empatią. Przecież mieszkali na granicy pustyni! Wysłanie kobiety i dziecka w suche przestrzenie wokół Beer Szewy to prawie wyrok śmierci. Dlaczego nie wysłać ich do dalekich krewnych. Oczywiście nie pieszo, ale na wielbłądach w towarzystwie niektórych domowników. Sam Awraham milczy i wypełnia wolę żony, wypędza Hagar i swego pierworodnego syna, wyposażając ich jedynie w chleb i wodę.
Jeśli w sprawie „ofiarowania Hagar I Iszmaela” Bóg nakazał Awrahamowi wysłuchać głosu Sary,to w historii ofiarowania Icchaka, o której czytaliśmy w poprzedniej parszy, nikt nie pyta o jej zdanie. Los obraca się przeciwko Sarze. Ten sam ojciec, który wysłał swojego starszego syna z jego matką na pustynię, teraz zabiera również jedynego syna Sary, na którego tak długo czekała, którego kochała ponad życie. Zastanawialiście się co czuła w tym dniu? Wstała z łóżka? Mogła jeść? Płakała? Krzyczała? Jakie myśli powtarzała w głowie: „co zrobiłam, co zrobiłam!”?

Wiele różnych znaczeń kryje się w tych wierszach. Midrasz (Bereszit Raba 56, 8) reinterpretuje słowa Tory i mówi, że jedynie wydaje się Awrahamowi, że Bóg wymaga od niego złożenia syna w ofierze. Awraham wcale nie zrozumiał, o co prosi go Bóg:

 „Święty, błogosławione Jego Imię, powiedział mu:” Awraham… nie mówiłem ci „zabij go?” [szechatehu], powiedziałem ci „wywyższaj go! [haalehu]”. Podniosłeś go i przywiązałeś do ołtarza, a teraz sprowadź go ponownie!”.

Gra ze słowem עָלָה  [ala], które ma kilka znaczeń – wywyższać, podnosić, wznosić ofiarę – pozwala midraszowi sugerować, że próba, na którą był wystawiony Awraham, jest zarówno udana jak i nieudana. Awraham udowadnia, że jest człowiekiem wiary, ale zawodzi, ponieważ okazuje się, że jego rozumienie natury Boga jest błędne.

Historia ta daje nam paradoksalną lekcję o życiu. Mówi, że prawdziwa wiara to taka, w której człowiek jest gotowy poświęcić to, co dla niego najcenniejsze: swoje życie i życie swoich dzieci. Ale w tym samym czasie Bóg nam nakazuje: [u-wacharta ba-chajim] „Wybierz życie”! (Dewarim 30:19).

Czy mogła Sara znów spojrzeć w oczy mężowi gdy wrócili? Jak mogła by mu ufać. Czy on w ogóle ją kochał? Z jednej strony zwykłe pytanie, a z drugiej – zbyt anachroniczne. Przecież mówimy o epoce, gdy kobieta była uważana w jakimś sensie za rzecz, którą można wziąć lub kupić. Czasami kupował nawet nie sam narzeczony, jak jest opisanie w naszej parszy, kiedy Awraham wysyła niewolnika Eliezera, by znaleźć żonę dla Icchaka. Wygląda na to, że miłość nie była podstawą małżeństwa w czasach biblijnych. Jednak to stwierdzenie nie jest do końca dokładne. Tora opowiada, że Icchak pokochał Riwkę, po ślubie oczywiście, ale jednak… Icchak jest jednym jedynym z praojców, który nie wziął ani drugiej żony, ani nałożnicy. Świadczy to o jego wierności, czyli jednym z najważniejszych elementów, z których składa się życie rodzinne.

Parsza „Chajej Sara” jest końcem pewnej epoki. W niej kończy się okres życia Awrahama i Sary, i otwiera się rozdział o życiu Icchaka i Riwki, epoka synów, następców. Awraham był człowiekiem wiary, czasem ślepym, marzycielem, tworzącym nowe. Zadaniem Icchaka jest iść dalej, kontynuować idee ojca. Przez większość czasu jest bierny,  idzie prosto, nie zbacza ni w lewo ni w prawo. Co wcale nie dziwi tak naprawdę, tak był wychowany, takimi były wymagania jego rodziców. Jak ma się odbywać przejście od epoki do epoki? Jakim ma być następca? Współczesne pokolenie przede wszystkim stawia sobie za cel samorealizację, odnalezienie siebie i swoich umiejętności. A jednak warto pamiętać, że nie mniej ważne jest abyśmy ustanowili godnych następców, którzy będą mogli kontynuować wyznaczoną przez nas ścieżkę, ale jednocześnie wolni od naszych oczekiwań i własnych ciężkich losów.

Nikt z bohaterów księgi Bereszit nie jest idealny i my też nie jesteśmy. Główne wnioski, jakie z niej wyciągamy, są to główne idee istoty człowieka, relacji między człowiekiem a Bogiem, relacji między człowiekiem a człowiekiem.

Tora – „ona nie jest w niebie” (Dewarim 30:12, Bawa Mecia 59b) i nie powinno się jej traktować jak podręcznika historii lub biologii. Opowieści, zdarzenia o których czytamy w Torze nigdy nie utracą swojej aktualności, ponieważ w warstwach symboli i alegorii ukryte są głębokie znaczenia, moralność i mądrość, które mają na celu wychowywać i chronić nasze społeczeństwo.

Niech będzie na to wola… abyśmy uczyli się na sukcesach i pomyślności, na błędach i słabościach naszych pramatek i praojców. Abyśmy byli godnymi następcami dobra, które było w nich. Abyśmy byli uważni na ludzi wokół nas, otwierali serca, oczy i uszy aby zobaczyć, usłyszeć ich krzyk i płacz.  Aby wiara nasza nie była ślepą, abyśmy każdego dnia na nowo „wybierali życie”!

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w HUC w Jerozolimie,
rabinka kongregacji Szirat ha-Jam w Haifie.

 

 

Technology and Upbringing

Technology and Upbringing

Thoughts on Parashat Bereishit

Menachem Mirski

God made a world that is good but unfinished. He left his work to be completed by us people, or rather to be constantly completed in the context of changes taking place in the world. There are basically two ways of creating / changing / completing the world around us within our human capabilities: through technology, its development and application, and through the upbringing of subsequent generations.

These two ways of changing the world have always been related in some way. The invention of writing made it possible to pass on knowledge and experience to future generations. The invention of printing caused a real revolution in education and greatly increased the possibilities of its popularization. Today, however, both these areas of human creative activity in the world have become extremely close. Because technology has absolutely permeated all areas and aspects of our lives, never before has it had such a huge impact on upbringing and education, and thus on the formation of human beings.

Apart from their undoubted, revolutionary benefits technology brought to the human world, there are also enormous dangers in bringing these two mentioned areas closer together. Some vivid examples of how technology can negatively affect the formation of human beings are to be found in works of Dr Jean M. Twenge, professor of psychology at San Diego State University, author of over 120 scientific publications and the books Generation Me and The Narcissism Epidemic.

In her latest book, iGen, the author focuses on the changes that have been made by the latest technological advances of our time: smartphones and social media. Using extensive research, insightful interviews and in-depth analysis of data collected from over 11 million respondents over several decades, Twenge shows that the uniqueness of the iGen generation is reflected in the way they spend their time, behave, and finally in their unique attitude to religion, sexuality and politics. These transformations, however, related to the total domination of life by smartphones, negatively affect every sphere of teenagers’ lives, from social interactions to mental health.

Social media and texting have largely displaced other forms of recreation and communication – an iGen spends less time with friends and family, resulting in levels of anxiety, depression and loneliness never seen in young people before. In fact, the statistics are alarming, to say the least.

The research done three years ago on young instagram users (and similar results have been known in academic research on this topic for many years) proved that the longer a teen girl spends on social media the more likely she is to be depressed or to engage in behaviors like self-harming, cutting etc. The suicide rate has doubled among children aged 10-14 since 2007 and quadrupled for girls in that age group right, as social media became more and more popular… There are lots of children who are 12 years old and younger on those platforms even though they are not supposed to be there. For example, facebook consistently doesn’t enforce that age limit, partly because no one makes them enforce it. The social-media companies are getting away without pretty much any regulation while other things that hurt children are very carefully regulated. The big-tech and social media companies are making billions of our children, wrecking their lives to the extent that they kill themselves… and nobody is actually paying attention to it.

The recent research has proven that every major indicator of mental health among teens – depression, anxiety, self-harm and suicidal tendencies – started to escalate right at the time smartphones were introduced and when they became popular around 2012. Teens’ lives fundamentally shifted at that time: they stopped spending as much time with each other in person and started communicating online through platforms like instagram. Being in the bedroom all the time on your smartphone as opposed to actually being with other people – that is a very poor recipe for mental health.

Whether it is all exclusively about social media or not, it is definitely a part of a more complex problem involving a complete change of the regular, ‘normal’ way of life. It absolutely has to do with the disappearance of traditional social values, like devotion to live in the human community, so much cherished in the Jewish tradition. All these traditional values are constantly forgotten in the world of immediate gratification and overstimulation of senses our children are constantly exposed to.

The long-term consequences of this situation are difficult to predict, but they are likely to be permanent. Destruction of the human world starts from the destruction of young, vulnerable people. One of the foundations of the rise and success of Nazism was the tragedy of young people, especially men, forcibly drawn to the fronts of World War I. It instilled a resentment in their young minds and largely determined who they backed politically as adult men two decades later.

The LORD saw how great was man’s wickedness on earth, and how every plan devised by his mind was nothing but evil all the time. And the LORD regretted that He had made man on earth, and His heart was saddened. The LORD said, “I will blot out from the earth the men whom I created—men together with beasts, creeping things, and birds of the sky; for I regret that I made them.” (Gen 6:5-7)

Contemporary technology is less and less “just a tool that can be used for good to bad purposes.” Its impact on our lives is deeper and much more often beyond our individual control. Of course, the evil that mankind can do to itself through the uncontrolled influence of technology in shaping young human beings may not be of “biblical dimensions”: God ultimately promised that He would not bring a flood-sized catastrophe to the earth any more (Gen 8:20-22). But in humanity as such and the institutions it creates, there is still a dormant potential for evil of “biblical dimensions”, as the 20th century painfully convinced us of. So let us be attentive, understanding, foreseeable and responsible for how the genius of “our generation” affects the development and condition of the young generation that grows among us, because the direction in which they will go determines the direction of the development of the whole world.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Rosz Haszana

Przemijanie jako błogosławieństwo

Refleksje i spostrzeżenia na Rosz Haszana

Menachem Mirski

Pięknym i nieodłącznym celem religii jest pomaganie nam w zyskiwaniu kontroli i pokierowanie nami w organizowaniu tego, co irracjonalne w obrębie zarówno naszej rzeczywistości duchowej jak i praktycznej. Dobrym przykładem są poglądy Majmonidesa na ofiary zwierzęce, których dokonywali starożytni Izraelici w Świątyni. Jego zdaniem starodawny judaizm nałożył ograniczenia na ofiary zwierzęce, nadając im konkretne cele i znaczenie, tak aby ostatecznie wyeliminować te praktyki. Ta boska decyzja była zaledwie ustępstwem na rzecz ludzkich ograniczeń psychologicznych; przyświecał jej cel stworzenia warunków dla stopniowego przejścia od pogańskich, kananejskich praktyk politeistycznych do monoteistycznych praktyk skupionych na modlitwie i medytacji.

Jednak kulty kananejskie praktykowały nie tylko ofiary zwierzęce – składały też ofiary z ludzi, w tym te najbardziej odrażające – ofiary z dzieci. Są na to dowody zarówno w tekstach biblijnych jak i w odkryciach archeologicznych. Celowe mordowanie niemowląt było charakterystyczną cechą kultów kananejskich i Biblia nie przesadza w tej kwestii.

W tym kontekście historia o związaniu Izaaka, zwana Akedą, wchodząca w skład naszej porcji Tory na Rosz Haszana, opisywałaby przede wszystkim  wewnętrzne zmagania Abrahama z odzwierciedleniem starodawnych praktyk składania ofiar z ludzi, jakich prawdopodobnie dopuszczali się jego przodkowie. Byłoby to zmaganie się pomiędzy pozostałościami jego politeistycznej mentalności a monoteizmem, jaki przyjął z własnej woli po otrzymaniu boskiego wezwania i objawienia (Bereszit/Rdz 12), zaś Bóg poddawałby próbie nie tylko jego oddanie (Abraham przeszedł ten test, kiedy próbował złożyć w ofierze swego syna), ale również prawdziwość jego monoteistycznej wiary (ten test przeszedł dzięki temu, że zrezygnował ze złożenia tej ofiary po usłyszeniu głosu anioła).

Opowieść o Akedzie opisywałaby w takim przypadku ostateczne odrzucenie przez Abrahama praktyk politeistycznych religii kananejskich oraz afirmację jego lojalności wobec Jednego i Jedynego Boga. Ale ostatni werset tej historii biblijnej rodzi pewne wątpliwości w kwestii tego, co się tak naprawdę stało, a w szczególności, co się stało z Izaakiem:

Potem powrócił Abraham do sług swoich i wstawszy poszli razem do Beer-Szeby. I mieszkał Abraham nadal w Beer-Szebie. (Bereszit/Rdz 22, 19).

Jak wskazał Ibn Ezra w swoim komentarzu do tego wersetu:

I Abraham powrócił: I nie wspomina się o Izaaku, jako że był on pod nadzorem [Abrahama]. Zaś ten, kto twierdzi, że zamordował go i zostawił, a ten został później wskrzeszony, mówi coś sprzecznego z tym wersetem.

A zatem, wedle interpretacji przytoczonej przez Ibn Ezrę, Izaak został w rzeczywistości zabity przez Abrahama, a później został wskrzeszony, przypuszczalnie przez Boga, ale Tora chce zatuszować ten wątek. W Biblii hebrajskiej odniesienia do wskrzeszenia są bardzo rzadkie; w Torze nie pojawiają się absolutnie żadne wzmianki o wskrzeszeniu zmarłych. W księgach prorockich wskrzeszenie jest zwykle powiązane z koncepcją życia po śmierci, choć Tora milczy również w tej kwestii. Jedynym wersetem, który można by uznać za mgliście odnoszący się do jakiegoś rodzaju życia po śmierci, jest ten:

Henoch chodził z Bogiem, a potem nie było go, gdyż zabrał go Bóg.  (Bereszit/Rdz 5, 24)

Co to wszystko dla nas oznacza? Chciałbym zasugerować, że ogólne przesłanie Tory w tej kwestii jest następujące: świat jest ulotny, nie próbuj wskrzesić przeszłości, nie próbuj przywołać do istnienia czegoś, co już minęło, nie próbuj odwrócić rzeczy nieodwracalnych i nie wierz w możliwość ich odwrócenia. Jeśli zrobiłeś coś, czego nie można cofnąć i masz z tego powodu poczucie winy, dokonaj zadośćuczynienia, wyciągnij z tego lekcję, naucz się, jak więcej tego nie robić i idź dalej. Żyj i spoglądaj przed siebie, ku przyszłości, ponieważ to, co jest dla ciebie przygotowane, jest lepsze niż to,  przez co już przeszedłeś. Możesz wierzyć w co tylko chcesz w kwestii życia po śmierci, ale nie zaprzątaj sobie tym zbytnio głowy.

To, co minęło, znajduje odzwierciedlenie w emocjach takich jak tęsknota i nostalgia. Jednakże te minione rzeczy same w sobie już nie istnieją, a jedyną władzę, jaką posiadają, jest ta, jaką sami im nadajemy. W istocie minione rzeczy nie są przyczyną naszej tęsknoty albo nostalgii, które są efektem indywidualnego nastawienia. Takie „nastawienie” przyczynia się do tego, że przeoczamy fakt, iż świat odnawia się w każdej chwili. Trzyma nas uwięzionych w przeszłości, niezdolnych, aby dostrzec przyszłość albo nawet aby właściwie postrzegać teraźniejszość.

Przemijanie, rzeka istnienia, w swej istocie stwarza przestrzeń na to, co nowe. Zważywszy iż my, jako ludzie, zyskujemy na przestrzeni historii coraz to więcej władzy nad światem, a w procesie tym zyskujemy coraz to większą świadomość, w coraz to większym stopniu to od nas zależy, jak będzie wyglądać to „nowe”. Nie idealizujmy zatem przeszłości i idźmy dalej.

Przemijanie może być, i często jest, błogosławieństwem – w dużym stopniu zależy to od nas. Mając w świadomości wszystkie nasze błędy i mądrość, jaką dzięki nim zyskaliśmy, mając w naszych sercach nadzieję, mając czystą wiarę i dobrą wolę – świętujmy. Świętujmy Stworzenie Świata oraz fakt, że jesteśmy bardziej niż mile widziani w procesie jego codziennego ponownego stwarzania.

Szana Towa!

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

WAJECHI

WAJECHI

Rabin dr Walter Rothschild

Czytana w tym tygodniu sidra kończy księgę Bereszit, czyli księgę Rodzaju, i zamyka zarazem historię patriarchów, która rozpoczęła się od „wezwania” Abrahama na początku 12 rozdziału. W rozdziale 49 Jakub umiera i w rozdziale 50 zostaje pochowany z wielkimi honorami w jaskini Machpela w Hebronie, którą Abraham zakupił w ziemi Kanaan po śmierci Sary z przeznaczeniem na rodzinny grobowiec (choć nie wiadomo dlaczego przez jakiś czas przebywają również gdzieś „za Jordanem”). W rozdziale 50 umiera także Józef – ale nie zostaje pochowany. Zostanie zmumifikowany i złożony w trumnie, którą zabiorą ze sobą Izraelici, gdy będą opuszczać Egipt ponad 400 lat później, po tym jak uda im się wyrwać z niewoli – kości Józefa są ogniwem łączącym Izraelitów z ich przeszłością, zaś kiedy zostanie w końcu pochowany (w Szechem, pod koniec księgi Jozuego), będzie to również ogniwo łączące z Jakubem, jako że właśnie ten kawałek ziemi Jakub zakupił w pierwszej kolejności po swoim powrocie z Haranu. Elementy tej historii układają się w „pasującą do siebie całość”, jeśli spojrzymy na nie z szerszej perspektywy – nazbyt często czytamy ten tekst tylko w krótkich, oderwanych od siebie częściach, w cotygodniowych porcjach, przez co grozi nam, że stracimy z oczu całościowy kontekst. Ponadto, chowając w owym miejscu szczątki Józefa, Izraelici symbolicznie „biorą w posiadanie” swoją ziemię, składając w niej swego starodawnego, zmarłego patriarchę.

Można powiedzieć, że śmierć samego Józefa jest pozbawiona dramatyzmu. Osiągnął wiek stu dziesięciu lat, ma synów, wnuków, a nawet prawnuków, jako że czytamy, iż zobaczył dzieci Efraima do trzeciego pokolenia, a również dzieci syna Menasze, Machira, urodziły się jeszcze za jego życia (50, 23). Niezłe osiągnięcie! A jednak – w chwili, gdy nadchodzi śmierć, nie pojawia się żadna wzmianka o jego synach. Józef nie rozmawia z nimi, nie stoją przy jego łożu. Za to po śmierci Jakuba to BRACIA Józefa (a w istocie przyszywani bracia) niepokoją się i proszą go o litość, martwiąc się, że Józef może zemścić się na nich za to, iż byli dla niego okrutni – że zrobi to teraz, kiedy ich wspólny ojciec nie żyje; i to  do swoich braci Józef zwraca się, aby przysięgli mu, że (właśnie oni!!) zabiorą jego kości do ziemi, którą Bóg przyobiecał Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi – ich ojcu, dziadkowi i pradziadkowi – gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Czy wszyscy bracia wciąż żyją, choć Józef jest drugim od końca najmłodszym z klanu? Żaden nie zostaje wymieniony z imienia, nie podaje się też, ilu było ich tam obecnych. Jest to nieco dziwne.

A zatem Józef nie przekazuje żadnego przymierza swojemu synowi czy też synom, jako że zrobił to już jego ojciec Jakub (48, 15-20), w rzeczy samej uprzywilejowując przy tym młodszego Efraima przed starszym Menasze. Nie czytamy już nic więcej na temat żony Józefa, Osnat, córki kapłana, po tym jak zawarli małżeństwo – czy urodzenie tylko dwóch synów było czymś normalnym wśród ówczesnych Egipcjanek? Kiedy, w jaki sposób i gdzie umiera Osnat, gdzie jest pochowana i opłakiwana? Tekst nie wspomina o tym ani słowem. Józef martwi się tylko o swoje własne szczątki, o Bożą obietnicę i o przyszłość Izraelitów, i pod tym względem faktycznie postępuje zgodnie z duchem przymierza, lecz nie przekazuje tego przymierza swojemu synowi Efraimowi, aby ten je wypełnił. Oczywiście Efraim – chyba że towarzyszył ojcu podczas pogrzebu swego dziadka – nigdy nie opuścił Egiptu, wychowywała go egipska matka, a jego dziadkiem był egipski kapłan; nigdy nie widział ziemi, o której mówi Józef, podczas gdy bracia Józefa byli tam pasterzami. (Mniej więcej cztery stulecia później Bóg będzie musiał wezwać innego Izraelitę będącego jedynym w swoim pokoleniu, który opuścił ziemię Egiptu, nauczył się innego języka, doświadczył życia na pustyni i wykształcił zdolności przywódcze raczej niż tylko umiejętność pracy…).

Czy Józef wie – on, człowiek, który ma sny i wizje i potrafi przewidzieć przyszłość króla, kraju, podczaszego i piekarza – czy wie także, co się stanie z Izraelitami po jego śmierci? Czy jest w stanie przewidzieć nadchodzące zniewolenie i prześladowania, mordowanie nowo-narodzonych dzieci, pozbywanie się słabych i bezużytecznych? Jaką ma relację z Bogiem, czy nie może modlić się do Niego, żeby zmienił ów dekret? Czy niewolnictwo Izraelitów jest w jakiś sposób konsekwencją jego własnego wcześniejszego zniewolenia, złym czasem, przez który będą musieli przejść, jeśli mają zostać ludem faktycznie związanym przymierzem? Innymi słowy – czy naprawdę jest jakiś plan, jakiś cel w tym, co czeka ich w przyszłości?

W judaizmie skupiamy się w dużej mierze na przełomowych momentach wyjścia z Egiptu, na wyzwoleniu z niewoli, które dokonało się dzięki pomocy Boga, który wysłał swojego posłańca, Mojżesza, żeby spierał się z faraonem, żeby dawał znaki, czynił cuda, a następnie aby otrzymał przykazania. Wywodzimy dużą część naszych nauczań moralnych z przykazania, aby zawsze pamiętać, pamiętać i jeszcze raz pamiętać, jak to było być bezsilnym i prześladowanym, pogardzanym, bezczeszczonym i wyśmiewanym, jak to było być zniewolonym – i zostać następnie wyzwolonym. W Szemot, czyli w księdze Wyjścia, odkąd Bóg odpowiedział na wołanie o pomoc, które dobiegło go od cierpiących Izraelitów, Bóg jest nieustannie obecny. Bóg mówi, Bóg robi, Bóg organizuje i załatwia, Bóg wpływa na rozwój wydarzeń. Lecz w czytanym tu przez nas zakończeniu księgi Rodzaju Bóg jest zaledwie mętną koncepcją, o której wspomina stary, umierający człowiek.

Księga Bereszit zaczyna się od wspaniałych, majestatycznych opisów całego kosmosu – „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię”, cały kosmos oraz samo życie! Na końcu tej księgi mamy zaś starego mężczyznę, prawnuka Abrahama, który zostaje złożony do trumny w Egipcie. Jak na tak szumne zapowiedzi, jest to mało efektowne zakończenie…. W pewien sposób przymierze umiera wraz z nim, gdyż nawet jeśli teoretycznie Jakub przekazał je Efraimowi, to ten nie wie tak naprawdę, co to oznacza ani jakie mogą spoczywać na nim w związku z tym obowiązki. Skąd mógłby to wiedzieć? Czy miał kiedykolwiek jakieś doświadczenia związane z Bogiem? Nie miał żadnych snów, wizji, nie otrzymał żadnych przykazań, nie doszło do żadnych spotkań. Co mógłby mu właściwie powiedzieć Jakub? „Tu oto, mój faworyzowany wnuku, jest obietnica, iż Bóg dał nam wspaniałą ziemię, ziemię mlekiem i miodem płynącą. A tak przy okazji, to twoja babcia zmarła przy porodzie twojego wujka Benjamina i znajdujemy się teraz w tym miejscu, gdyż tam panował okropny głód…”. Byłby to nieco niespójny i sprzeczny przekaz! Nie dostajemy żadnych dalszych rejestrów rodowych ani drzew genealogicznych. Nie wiemy nawet, czy Efraim i Menasze żenią się z Izraelitkami, swoimi kuzynkami, aby zostać jakoś włączonym do plemienia ich ojca, czy też żenią się z Egipcjankami; nie wiemy też, w jaki sposób wychowują dzieci, które widzi Józef. Przymierze „zostaje zgubione”, a kiedy w następnej księdze Mojżesz przychodzi do Izraelitów, ci nie za bardzo wiedzą, o czym mówi. Nie praktykują już obrzezania. Nie zachowali żadnych symboli swojej ziemi obiecanej, zapomnieli, gdzie ona jest i jak wygląda; nie zostały im żadne pozostałości upraw czy kamieni pochodzących z owego miejsca. Jedynym namacalnym przedmiotem będzie trumna Józefa i jego kości.

A co takiego mamy do dyspozycji MY sami? Co łączy nas z przeszłością naszego ludu, a w istocie z żydowską przyszłością? Sterta kości czy też zwłoki, stanowiące ogniwo łączące nas z tym, co było kiedyś? Wspomnienia o bratobójczej zdradzie? Pamięć o uwięzieniu, bezdomności albo wygnaniu? Wizja ziemi i przyszłości, w której będzie nie tylko mleko i miód, ale pożywienie i słodycz dla wszystkich, ziemia zbudowana na fundamencie sprawiedliwości i wdzięczności? Plany dotyczące tego, gdzie my sami chcemy być pochowani – w stosownym czasie? W jaki sposób patrzymy przed siebie i na czym opierają się nasze wizje? I gdzie zostaną złożone na wieczny spoczynek nasze kości? Niniejsza księga dobiega końca – ale wiemy, że historia ta będzie miała dalszy ciąg w kolejnej księdze. Jest to – pomimo wszystkiego, co się tu wydarza – pewien rodzaj pocieszenia!

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

VAYECHI

VAYECHI

Rabbi Dr. Walter Rothschild

This week’s sidra forms the end of the Book of Bereshit, Genesis, and winds up the period of the Patriarchs which commenced with Abraham’s ”call” at the beginning of Chapter 12. In Chapter 49 Jacob dies and in chapter 50 is buried with great honours at the cave of Machpela in Hebron which Abraham had bought as a family tomb when Sarah died, in the land of Canaan (although for some reason they are also somewhere ”across the Jordan” for a while; In chapter 50 Joseph also dies – but is not buried. Indeed, he will be mummified and encoffined and this coffin will then be taken by the Israelites when they leave Egypt over 400 years later, having escaped from slavery – his bones form a link with their past and when he is finally buried – at Shechem, at the end of the Book of Joshua – he will form a link back to Jacob as well, since it was this plot of land which Jacob had first purchased on his own return from Haran. The story 'hangs together’ somehow, if one takes a wider view – all too often we read it only in short disconnected chunks, in weekly portions, and run the risk of losing the overall context. By placing him there the Israelites are also symbolically 'taking ownership’ of their land, placing their ancient, deceased patriarch into its soil.

Joseph’s own death is, in a way, an anti-climax. He has reached 110 years, he has sons, grandsons and even great-grandsons, for it states that he saw Ephraim’s children to the third generation and also the children of Menashe’s son Machir were born while he was alive. (50:23). That is pretty good going! And yet – when it comes to dying, his sons are not mentioned. He does not speak to them, they do not stand by his bed. Instead it is the BROTHERS (actually half-brothers) who are worried and plead with him after Jacob has died, worried that he might now take revenge upon them for their cruelty to him, now that their joint father is dead; and it is to his Brothers that Joseph turns to take of them an oath that they (!!) will carry his bones up to the land God has sworn to Abraham, Isaac and Jacob – to their father, grandfather and great-grandfather – when they got the opportunity. Are all these brothers still alive, even though Joseph is the second-youngest of the clan? None are named, nor numbered. It is a bit strange.

So Joseph does not pass on any covenant to his son or sons, for his father Jacob has already done that (48:15-20) – indeed, prioritising the second-born Ephraim before Menashe. We do not read anything more of his wife Osnat the priest’s daughter after their marriage – was bearing just two sons normal for the time, for Egyptians? When and how and where does she die, or get buried, or be mourned? The text tells us nothing. Joseph’s concern is solely with his own remains, and with God’s promise, and with the future of the Israelites, and in this respect indeed he refers to the Covenant, but he does not commission his own son Ephraim to carry it out. Ephraim, of course – unless he accompanied his father to his grandfather’s funeral – had never left Egypt, had grown up with an Egyptian mother and an Egyptian priest for a grandfather, had never seen the land of which Joseph speaks, whereas the brothers had been shepherds there. Four centuries or so later it will be necessary for God to call upon the only other Israelite of his generation who has left the land of Egypt, learned another language, experienced the desert, developed leadership as opposed to labouring skills….)

Does he know – he, the man who has dreams and visions and can tell the future of a king, a country, a butler and a baker – also know what will happen to the Israelites after his death? Can he foretell the forthcoming enslavement and persecution, the murder of the new-born children, the disposal of the weak and useless? What relationship does he have with God, can he not pray to God to change the decree? Is the slavery of the Israelites in some form a consequence of his own earlier enslavement, a bad time they will have to go through if they are to become a truly covenantal people? In other words – is there really a Plan, a purpose in what is to come?

We focus in Judaism very much upon the transformational moments of the Exodus from Egypt, the Liberation from Slavery, with the help of a God who has sent his messenger, Moses, to argue with Pharaoh, to give signs, to work miracles, and later to receive the Commandments. We derive much of our moral teachings from the command to remember, remember and always remember what it felt like to be powerless and persecuted, despised, defiled, derided, to be enslaved – and to be liberated. In Shemot, in Exodus, once God has responded to the cry that God hears from the suffering Israelites, God is ever-present. God speaks, God does, God arranges, God influences. But in this end of Genesis, God is only a vague idea mentioned by an old dying man.

Bereshit begins with cosmic magnificence – ”In the Beginning, God made the heavens and the earth, the entire universe, and life itself!” The book dribbles to an end with an old man, the great-grandson of Abraham, being put into a coffin in Egypt. ”Not with a bang, but a whimper”. In a way, the covenant dies with him, because even though theoretically Ephraim has been handed it by Jacob, he does not really know what this means, what his responsibilities might be. How could he? What has he ever experienced of God? He has had no dreams, no visions, no commands, no encounters. What could Jacob even have told him? ”Here, my favoured Grandson, is the promise that God gave us a wonderful land, a land flowing with milk and honey. By the way, your grandmother died giving birth to your uncle Benjamin, and we are here right now because there was a dreadful famine there…..” That would be a bit inconsistent and contradictory! We do not get further genealogical lists or family trees. We do not even know whether Ephraim and Menashe marry Israelite girls, cousins, in order somehow to be absorbed into their father’s tribe, or Egyptian ones; nor how they raise the children which Joseph sees. The covenant ”gets lost” and when Moses comes to the Israelites in the next book, the Israelites have little idea what he is talking about. They have neglected circumcision. They have kept no symbols of their promised land, they have forgotten where it is or how it looks, they have no relics of the crops there or stones from there. All they have, in a tangible way, will be Joseph’s coffin and his bones.

What do WE have to link us to our people’s past, and indeed to the Jewish Future? A pile of bones, of corpses, that bind us to what used to be? Memories of fratricidal betrayal? Memories of imprisonment or homelessness or exile? A vision of a land, a future where there will be not just milk and honey but nourishment and sweetness for all, a land built on justice and gratitude? Plans for where we ourselves want to be buried – whenever that may be appropriate? How do We look forward and on what are our visions based? And where will our bones be put to rest? This book ends – but we know the story will continue in the next volume. This is – despite everything that happens there -a form of comfort!

Rabbi Dr. Walter Rothschild