Rosz Haszana

Przemijanie jako błogosławieństwo

Refleksje i spostrzeżenia na Rosz Haszana

Menachem Mirski

Pięknym i nieodłącznym celem religii jest pomaganie nam w zyskiwaniu kontroli i pokierowanie nami w organizowaniu tego, co irracjonalne w obrębie zarówno naszej rzeczywistości duchowej jak i praktycznej. Dobrym przykładem są poglądy Majmonidesa na ofiary zwierzęce, których dokonywali starożytni Izraelici w Świątyni. Jego zdaniem starodawny judaizm nałożył ograniczenia na ofiary zwierzęce, nadając im konkretne cele i znaczenie, tak aby ostatecznie wyeliminować te praktyki. Ta boska decyzja była zaledwie ustępstwem na rzecz ludzkich ograniczeń psychologicznych; przyświecał jej cel stworzenia warunków dla stopniowego przejścia od pogańskich, kananejskich praktyk politeistycznych do monoteistycznych praktyk skupionych na modlitwie i medytacji.

Jednak kulty kananejskie praktykowały nie tylko ofiary zwierzęce – składały też ofiary z ludzi, w tym te najbardziej odrażające – ofiary z dzieci. Są na to dowody zarówno w tekstach biblijnych jak i w odkryciach archeologicznych. Celowe mordowanie niemowląt było charakterystyczną cechą kultów kananejskich i Biblia nie przesadza w tej kwestii.

W tym kontekście historia o związaniu Izaaka, zwana Akedą, wchodząca w skład naszej porcji Tory na Rosz Haszana, opisywałaby przede wszystkim  wewnętrzne zmagania Abrahama z odzwierciedleniem starodawnych praktyk składania ofiar z ludzi, jakich prawdopodobnie dopuszczali się jego przodkowie. Byłoby to zmaganie się pomiędzy pozostałościami jego politeistycznej mentalności a monoteizmem, jaki przyjął z własnej woli po otrzymaniu boskiego wezwania i objawienia (Bereszit/Rdz 12), zaś Bóg poddawałby próbie nie tylko jego oddanie (Abraham przeszedł ten test, kiedy próbował złożyć w ofierze swego syna), ale również prawdziwość jego monoteistycznej wiary (ten test przeszedł dzięki temu, że zrezygnował ze złożenia tej ofiary po usłyszeniu głosu anioła).

Opowieść o Akedzie opisywałaby w takim przypadku ostateczne odrzucenie przez Abrahama praktyk politeistycznych religii kananejskich oraz afirmację jego lojalności wobec Jednego i Jedynego Boga. Ale ostatni werset tej historii biblijnej rodzi pewne wątpliwości w kwestii tego, co się tak naprawdę stało, a w szczególności, co się stało z Izaakiem:

Potem powrócił Abraham do sług swoich i wstawszy poszli razem do Beer-Szeby. I mieszkał Abraham nadal w Beer-Szebie. (Bereszit/Rdz 22, 19).

Jak wskazał Ibn Ezra w swoim komentarzu do tego wersetu:

I Abraham powrócił: I nie wspomina się o Izaaku, jako że był on pod nadzorem [Abrahama]. Zaś ten, kto twierdzi, że zamordował go i zostawił, a ten został później wskrzeszony, mówi coś sprzecznego z tym wersetem.

A zatem, wedle interpretacji przytoczonej przez Ibn Ezrę, Izaak został w rzeczywistości zabity przez Abrahama, a później został wskrzeszony, przypuszczalnie przez Boga, ale Tora chce zatuszować ten wątek. W Biblii hebrajskiej odniesienia do wskrzeszenia są bardzo rzadkie; w Torze nie pojawiają się absolutnie żadne wzmianki o wskrzeszeniu zmarłych. W księgach prorockich wskrzeszenie jest zwykle powiązane z koncepcją życia po śmierci, choć Tora milczy również w tej kwestii. Jedynym wersetem, który można by uznać za mgliście odnoszący się do jakiegoś rodzaju życia po śmierci, jest ten:

Henoch chodził z Bogiem, a potem nie było go, gdyż zabrał go Bóg.  (Bereszit/Rdz 5, 24)

Co to wszystko dla nas oznacza? Chciałbym zasugerować, że ogólne przesłanie Tory w tej kwestii jest następujące: świat jest ulotny, nie próbuj wskrzesić przeszłości, nie próbuj przywołać do istnienia czegoś, co już minęło, nie próbuj odwrócić rzeczy nieodwracalnych i nie wierz w możliwość ich odwrócenia. Jeśli zrobiłeś coś, czego nie można cofnąć i masz z tego powodu poczucie winy, dokonaj zadośćuczynienia, wyciągnij z tego lekcję, naucz się, jak więcej tego nie robić i idź dalej. Żyj i spoglądaj przed siebie, ku przyszłości, ponieważ to, co jest dla ciebie przygotowane, jest lepsze niż to,  przez co już przeszedłeś. Możesz wierzyć w co tylko chcesz w kwestii życia po śmierci, ale nie zaprzątaj sobie tym zbytnio głowy.

To, co minęło, znajduje odzwierciedlenie w emocjach takich jak tęsknota i nostalgia. Jednakże te minione rzeczy same w sobie już nie istnieją, a jedyną władzę, jaką posiadają, jest ta, jaką sami im nadajemy. W istocie minione rzeczy nie są przyczyną naszej tęsknoty albo nostalgii, które są efektem indywidualnego nastawienia. Takie „nastawienie” przyczynia się do tego, że przeoczamy fakt, iż świat odnawia się w każdej chwili. Trzyma nas uwięzionych w przeszłości, niezdolnych, aby dostrzec przyszłość albo nawet aby właściwie postrzegać teraźniejszość.

Przemijanie, rzeka istnienia, w swej istocie stwarza przestrzeń na to, co nowe. Zważywszy iż my, jako ludzie, zyskujemy na przestrzeni historii coraz to więcej władzy nad światem, a w procesie tym zyskujemy coraz to większą świadomość, w coraz to większym stopniu to od nas zależy, jak będzie wyglądać to „nowe”. Nie idealizujmy zatem przeszłości i idźmy dalej.

Przemijanie może być, i często jest, błogosławieństwem – w dużym stopniu zależy to od nas. Mając w świadomości wszystkie nasze błędy i mądrość, jaką dzięki nim zyskaliśmy, mając w naszych sercach nadzieję, mając czystą wiarę i dobrą wolę – świętujmy. Świętujmy Stworzenie Świata oraz fakt, że jesteśmy bardziej niż mile widziani w procesie jego codziennego ponownego stwarzania.

Szana Towa!

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

WAJECHI

WAJECHI

Rabin dr Walter Rothschild

Czytana w tym tygodniu sidra kończy księgę Bereszit, czyli księgę Rodzaju, i zamyka zarazem historię patriarchów, która rozpoczęła się od „wezwania” Abrahama na początku 12 rozdziału. W rozdziale 49 Jakub umiera i w rozdziale 50 zostaje pochowany z wielkimi honorami w jaskini Machpela w Hebronie, którą Abraham zakupił w ziemi Kanaan po śmierci Sary z przeznaczeniem na rodzinny grobowiec (choć nie wiadomo dlaczego przez jakiś czas przebywają również gdzieś „za Jordanem”). W rozdziale 50 umiera także Józef – ale nie zostaje pochowany. Zostanie zmumifikowany i złożony w trumnie, którą zabiorą ze sobą Izraelici, gdy będą opuszczać Egipt ponad 400 lat później, po tym jak uda im się wyrwać z niewoli – kości Józefa są ogniwem łączącym Izraelitów z ich przeszłością, zaś kiedy zostanie w końcu pochowany (w Szechem, pod koniec księgi Jozuego), będzie to również ogniwo łączące z Jakubem, jako że właśnie ten kawałek ziemi Jakub zakupił w pierwszej kolejności po swoim powrocie z Haranu. Elementy tej historii układają się w „pasującą do siebie całość”, jeśli spojrzymy na nie z szerszej perspektywy – nazbyt często czytamy ten tekst tylko w krótkich, oderwanych od siebie częściach, w cotygodniowych porcjach, przez co grozi nam, że stracimy z oczu całościowy kontekst. Ponadto, chowając w owym miejscu szczątki Józefa, Izraelici symbolicznie „biorą w posiadanie” swoją ziemię, składając w niej swego starodawnego, zmarłego patriarchę.

Można powiedzieć, że śmierć samego Józefa jest pozbawiona dramatyzmu. Osiągnął wiek stu dziesięciu lat, ma synów, wnuków, a nawet prawnuków, jako że czytamy, iż zobaczył dzieci Efraima do trzeciego pokolenia, a również dzieci syna Menasze, Machira, urodziły się jeszcze za jego życia (50, 23). Niezłe osiągnięcie! A jednak – w chwili, gdy nadchodzi śmierć, nie pojawia się żadna wzmianka o jego synach. Józef nie rozmawia z nimi, nie stoją przy jego łożu. Za to po śmierci Jakuba to BRACIA Józefa (a w istocie przyszywani bracia) niepokoją się i proszą go o litość, martwiąc się, że Józef może zemścić się na nich za to, iż byli dla niego okrutni – że zrobi to teraz, kiedy ich wspólny ojciec nie żyje; i to  do swoich braci Józef zwraca się, aby przysięgli mu, że (właśnie oni!!) zabiorą jego kości do ziemi, którą Bóg przyobiecał Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi – ich ojcu, dziadkowi i pradziadkowi – gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Czy wszyscy bracia wciąż żyją, choć Józef jest drugim od końca najmłodszym z klanu? Żaden nie zostaje wymieniony z imienia, nie podaje się też, ilu było ich tam obecnych. Jest to nieco dziwne.

A zatem Józef nie przekazuje żadnego przymierza swojemu synowi czy też synom, jako że zrobił to już jego ojciec Jakub (48, 15-20), w rzeczy samej uprzywilejowując przy tym młodszego Efraima przed starszym Menasze. Nie czytamy już nic więcej na temat żony Józefa, Osnat, córki kapłana, po tym jak zawarli małżeństwo – czy urodzenie tylko dwóch synów było czymś normalnym wśród ówczesnych Egipcjanek? Kiedy, w jaki sposób i gdzie umiera Osnat, gdzie jest pochowana i opłakiwana? Tekst nie wspomina o tym ani słowem. Józef martwi się tylko o swoje własne szczątki, o Bożą obietnicę i o przyszłość Izraelitów, i pod tym względem faktycznie postępuje zgodnie z duchem przymierza, lecz nie przekazuje tego przymierza swojemu synowi Efraimowi, aby ten je wypełnił. Oczywiście Efraim – chyba że towarzyszył ojcu podczas pogrzebu swego dziadka – nigdy nie opuścił Egiptu, wychowywała go egipska matka, a jego dziadkiem był egipski kapłan; nigdy nie widział ziemi, o której mówi Józef, podczas gdy bracia Józefa byli tam pasterzami. (Mniej więcej cztery stulecia później Bóg będzie musiał wezwać innego Izraelitę będącego jedynym w swoim pokoleniu, który opuścił ziemię Egiptu, nauczył się innego języka, doświadczył życia na pustyni i wykształcił zdolności przywódcze raczej niż tylko umiejętność pracy…).

Czy Józef wie – on, człowiek, który ma sny i wizje i potrafi przewidzieć przyszłość króla, kraju, podczaszego i piekarza – czy wie także, co się stanie z Izraelitami po jego śmierci? Czy jest w stanie przewidzieć nadchodzące zniewolenie i prześladowania, mordowanie nowo-narodzonych dzieci, pozbywanie się słabych i bezużytecznych? Jaką ma relację z Bogiem, czy nie może modlić się do Niego, żeby zmienił ów dekret? Czy niewolnictwo Izraelitów jest w jakiś sposób konsekwencją jego własnego wcześniejszego zniewolenia, złym czasem, przez który będą musieli przejść, jeśli mają zostać ludem faktycznie związanym przymierzem? Innymi słowy – czy naprawdę jest jakiś plan, jakiś cel w tym, co czeka ich w przyszłości?

W judaizmie skupiamy się w dużej mierze na przełomowych momentach wyjścia z Egiptu, na wyzwoleniu z niewoli, które dokonało się dzięki pomocy Boga, który wysłał swojego posłańca, Mojżesza, żeby spierał się z faraonem, żeby dawał znaki, czynił cuda, a następnie aby otrzymał przykazania. Wywodzimy dużą część naszych nauczań moralnych z przykazania, aby zawsze pamiętać, pamiętać i jeszcze raz pamiętać, jak to było być bezsilnym i prześladowanym, pogardzanym, bezczeszczonym i wyśmiewanym, jak to było być zniewolonym – i zostać następnie wyzwolonym. W Szemot, czyli w księdze Wyjścia, odkąd Bóg odpowiedział na wołanie o pomoc, które dobiegło go od cierpiących Izraelitów, Bóg jest nieustannie obecny. Bóg mówi, Bóg robi, Bóg organizuje i załatwia, Bóg wpływa na rozwój wydarzeń. Lecz w czytanym tu przez nas zakończeniu księgi Rodzaju Bóg jest zaledwie mętną koncepcją, o której wspomina stary, umierający człowiek.

Księga Bereszit zaczyna się od wspaniałych, majestatycznych opisów całego kosmosu – „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię”, cały kosmos oraz samo życie! Na końcu tej księgi mamy zaś starego mężczyznę, prawnuka Abrahama, który zostaje złożony do trumny w Egipcie. Jak na tak szumne zapowiedzi, jest to mało efektowne zakończenie…. W pewien sposób przymierze umiera wraz z nim, gdyż nawet jeśli teoretycznie Jakub przekazał je Efraimowi, to ten nie wie tak naprawdę, co to oznacza ani jakie mogą spoczywać na nim w związku z tym obowiązki. Skąd mógłby to wiedzieć? Czy miał kiedykolwiek jakieś doświadczenia związane z Bogiem? Nie miał żadnych snów, wizji, nie otrzymał żadnych przykazań, nie doszło do żadnych spotkań. Co mógłby mu właściwie powiedzieć Jakub? „Tu oto, mój faworyzowany wnuku, jest obietnica, iż Bóg dał nam wspaniałą ziemię, ziemię mlekiem i miodem płynącą. A tak przy okazji, to twoja babcia zmarła przy porodzie twojego wujka Benjamina i znajdujemy się teraz w tym miejscu, gdyż tam panował okropny głód…”. Byłby to nieco niespójny i sprzeczny przekaz! Nie dostajemy żadnych dalszych rejestrów rodowych ani drzew genealogicznych. Nie wiemy nawet, czy Efraim i Menasze żenią się z Izraelitkami, swoimi kuzynkami, aby zostać jakoś włączonym do plemienia ich ojca, czy też żenią się z Egipcjankami; nie wiemy też, w jaki sposób wychowują dzieci, które widzi Józef. Przymierze „zostaje zgubione”, a kiedy w następnej księdze Mojżesz przychodzi do Izraelitów, ci nie za bardzo wiedzą, o czym mówi. Nie praktykują już obrzezania. Nie zachowali żadnych symboli swojej ziemi obiecanej, zapomnieli, gdzie ona jest i jak wygląda; nie zostały im żadne pozostałości upraw czy kamieni pochodzących z owego miejsca. Jedynym namacalnym przedmiotem będzie trumna Józefa i jego kości.

A co takiego mamy do dyspozycji MY sami? Co łączy nas z przeszłością naszego ludu, a w istocie z żydowską przyszłością? Sterta kości czy też zwłoki, stanowiące ogniwo łączące nas z tym, co było kiedyś? Wspomnienia o bratobójczej zdradzie? Pamięć o uwięzieniu, bezdomności albo wygnaniu? Wizja ziemi i przyszłości, w której będzie nie tylko mleko i miód, ale pożywienie i słodycz dla wszystkich, ziemia zbudowana na fundamencie sprawiedliwości i wdzięczności? Plany dotyczące tego, gdzie my sami chcemy być pochowani – w stosownym czasie? W jaki sposób patrzymy przed siebie i na czym opierają się nasze wizje? I gdzie zostaną złożone na wieczny spoczynek nasze kości? Niniejsza księga dobiega końca – ale wiemy, że historia ta będzie miała dalszy ciąg w kolejnej księdze. Jest to – pomimo wszystkiego, co się tu wydarza – pewien rodzaj pocieszenia!

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

VAYECHI

VAYECHI

Rabbi Dr. Walter Rothschild

This week’s sidra forms the end of the Book of Bereshit, Genesis, and winds up the period of the Patriarchs which commenced with Abraham’s ”call” at the beginning of Chapter 12. In Chapter 49 Jacob dies and in chapter 50 is buried with great honours at the cave of Machpela in Hebron which Abraham had bought as a family tomb when Sarah died, in the land of Canaan (although for some reason they are also somewhere ”across the Jordan” for a while; In chapter 50 Joseph also dies – but is not buried. Indeed, he will be mummified and encoffined and this coffin will then be taken by the Israelites when they leave Egypt over 400 years later, having escaped from slavery – his bones form a link with their past and when he is finally buried – at Shechem, at the end of the Book of Joshua – he will form a link back to Jacob as well, since it was this plot of land which Jacob had first purchased on his own return from Haran. The story ‘hangs together’ somehow, if one takes a wider view – all too often we read it only in short disconnected chunks, in weekly portions, and run the risk of losing the overall context. By placing him there the Israelites are also symbolically ‘taking ownership’ of their land, placing their ancient, deceased patriarch into its soil.

Joseph’s own death is, in a way, an anti-climax. He has reached 110 years, he has sons, grandsons and even great-grandsons, for it states that he saw Ephraim’s children to the third generation and also the children of Menashe’s son Machir were born while he was alive. (50:23). That is pretty good going! And yet – when it comes to dying, his sons are not mentioned. He does not speak to them, they do not stand by his bed. Instead it is the BROTHERS (actually half-brothers) who are worried and plead with him after Jacob has died, worried that he might now take revenge upon them for their cruelty to him, now that their joint father is dead; and it is to his Brothers that Joseph turns to take of them an oath that they (!!) will carry his bones up to the land God has sworn to Abraham, Isaac and Jacob – to their father, grandfather and great-grandfather – when they got the opportunity. Are all these brothers still alive, even though Joseph is the second-youngest of the clan? None are named, nor numbered. It is a bit strange.

So Joseph does not pass on any covenant to his son or sons, for his father Jacob has already done that (48:15-20) – indeed, prioritising the second-born Ephraim before Menashe. We do not read anything more of his wife Osnat the priest’s daughter after their marriage – was bearing just two sons normal for the time, for Egyptians? When and how and where does she die, or get buried, or be mourned? The text tells us nothing. Joseph’s concern is solely with his own remains, and with God’s promise, and with the future of the Israelites, and in this respect indeed he refers to the Covenant, but he does not commission his own son Ephraim to carry it out. Ephraim, of course – unless he accompanied his father to his grandfather’s funeral – had never left Egypt, had grown up with an Egyptian mother and an Egyptian priest for a grandfather, had never seen the land of which Joseph speaks, whereas the brothers had been shepherds there. Four centuries or so later it will be necessary for God to call upon the only other Israelite of his generation who has left the land of Egypt, learned another language, experienced the desert, developed leadership as opposed to labouring skills….)

Does he know – he, the man who has dreams and visions and can tell the future of a king, a country, a butler and a baker – also know what will happen to the Israelites after his death? Can he foretell the forthcoming enslavement and persecution, the murder of the new-born children, the disposal of the weak and useless? What relationship does he have with God, can he not pray to God to change the decree? Is the slavery of the Israelites in some form a consequence of his own earlier enslavement, a bad time they will have to go through if they are to become a truly covenantal people? In other words – is there really a Plan, a purpose in what is to come?

We focus in Judaism very much upon the transformational moments of the Exodus from Egypt, the Liberation from Slavery, with the help of a God who has sent his messenger, Moses, to argue with Pharaoh, to give signs, to work miracles, and later to receive the Commandments. We derive much of our moral teachings from the command to remember, remember and always remember what it felt like to be powerless and persecuted, despised, defiled, derided, to be enslaved – and to be liberated. In Shemot, in Exodus, once God has responded to the cry that God hears from the suffering Israelites, God is ever-present. God speaks, God does, God arranges, God influences. But in this end of Genesis, God is only a vague idea mentioned by an old dying man.

Bereshit begins with cosmic magnificence – ”In the Beginning, God made the heavens and the earth, the entire universe, and life itself!” The book dribbles to an end with an old man, the great-grandson of Abraham, being put into a coffin in Egypt. ”Not with a bang, but a whimper”. In a way, the covenant dies with him, because even though theoretically Ephraim has been handed it by Jacob, he does not really know what this means, what his responsibilities might be. How could he? What has he ever experienced of God? He has had no dreams, no visions, no commands, no encounters. What could Jacob even have told him? ”Here, my favoured Grandson, is the promise that God gave us a wonderful land, a land flowing with milk and honey. By the way, your grandmother died giving birth to your uncle Benjamin, and we are here right now because there was a dreadful famine there…..” That would be a bit inconsistent and contradictory! We do not get further genealogical lists or family trees. We do not even know whether Ephraim and Menashe marry Israelite girls, cousins, in order somehow to be absorbed into their father’s tribe, or Egyptian ones; nor how they raise the children which Joseph sees. The covenant ”gets lost” and when Moses comes to the Israelites in the next book, the Israelites have little idea what he is talking about. They have neglected circumcision. They have kept no symbols of their promised land, they have forgotten where it is or how it looks, they have no relics of the crops there or stones from there. All they have, in a tangible way, will be Joseph’s coffin and his bones.

What do WE have to link us to our people’s past, and indeed to the Jewish Future? A pile of bones, of corpses, that bind us to what used to be? Memories of fratricidal betrayal? Memories of imprisonment or homelessness or exile? A vision of a land, a future where there will be not just milk and honey but nourishment and sweetness for all, a land built on justice and gratitude? Plans for where we ourselves want to be buried – whenever that may be appropriate? How do We look forward and on what are our visions based? And where will our bones be put to rest? This book ends – but we know the story will continue in the next volume. This is – despite everything that happens there -a form of comfort!

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

Divine Actions Viewed as the Sum of Human Actions

Divine Actions Viewed as the Sum of Human Actions

Thoughts on Parashat Vayigash

Menachem Mirski

In this week’s Parashat we find the continuation of the famous story of Joseph and his life in Egypt. Joseph puts his brothers who came to Egypt to one final test. He orders his brothers to bring him the youngest one, Benjamin, who stayed with their father, Jacob. Juda begs Joseph not to force them to do that for the sake of their elderly father. Instead, he offers that he can become Joseph’s slave. Not able to hide his emotions any longer, Joseph reveals his identity to his brothers. Seeing their shame and guilty conscience, he consoles them with the following words:

God has sent me ahead of you to ensure your survival on earth, and to save your lives in an extraordinary deliverance. So, it was not you who sent me here, but God; and He has made me a father to Pharaoh, lord of all his household, and ruler over the whole land of Egypt. “Now, hurry back to my father and say to him: Thus says your son Joseph, ‘God has made me lord of all Egypt; come down to me without delay. 

(Bereshit 45:7-9)

How is this story different from other Biblical stories? In Joseph’s story there are no miracles, no direct Divine intervention. Moreover, no one in this story interacts directly with God; there are no prayers, no petitions, pleading etc., all of which are quite a common theme in the Book of Genesis/Bereshit. In this story, just like in the Book of Esther, Divine actions do not go beyond the realm of human actions (other parallels between these two stories could also be pointed out, such as the idea that the acts and activity of a single person are able to deliver the entire nation from a dramatic turn of events; as well as linguistic and narrative-related similarities etc.). However, what distinguishes Divine actions from human actions (which are part of them) is their depth, long-term perspective and the far-sightedness of the goal they are meant to achieve.

This week’s story is a perfect example of how “short-term” human actions can be part of a more comprehensive Divine plan. Moreover, it shows us that we are often able to discover the true meaning of events only in hindsight, oftentimes only after many years, and then we recognize that they were part of a more comprehensive Divine plan. Also, all such events and Divine actions can undoubtedly be described as miraculous and many times when we experience similar events in our own lives that is exactly how we describe them. Their miraculousness is reflected in the improbable, or very unlikely series of events and actions, which nonetheless form a certain logical and meaningful whole.

The so called “traditional” definition of a miracle – as an occurrence  transcending or contradicting the laws of nature – by no means reflects a traditional Jewish approach. It is essentially a Greek concept, which to a certain extent has been adopted by our tradition.However, in reality in the Hebrew Bible the concept of nature does not appear at all, and therefore viewing a miracle as something “contrary to nature” is a non-Biblical approach. The Bible does not employ the concept of nature, but rather the concept of creation – a process which takes continuously place in the world, which happens every single minute. In this sense every occurrence or action can be viewed as miraculous, and whether they comply with the laws of nature or not isn’t actually of any great significance.

What does all of these mean for us, for our spirituality and our every-day life? For instance, that we do not have to, and in fact we shouldn’t view Divine actions manifesting in our world as inherently supernatural. Something resembling a justification for this view can be found in the Talmud:

A person should never stand in a place of danger saying that they on High will perform a miracle for him, lest in the end they do not perform a miracle for him. And, moreover, even if they do perform a miracle for him, they will deduct it from his merits. 

(Babylonian Talmud, tractate Shabbat 32a.)

So, for example, if we are praying for someone’s health, we are not asking for a Divine, supernatural intervention, but rather for example for God to inspire the ill person and everyone around them so that they will undertake actions leading to their successful recovery, and also for God to grant all of them strength and perseverance as they engage in those actions. If we are praying for peace in the world, we are in fact praying for people to stop hurting one another, to stop committing evil acts, different sorts of cruelties and so on – which is so little, and yet so much to ask. Observing the laws of the Torah and following the guidelines reflecting the wisdom of our tradition ensures that if we meticulously follow these rules, then we won’t hurt other people nor commit any evil acts. So little, and yet so much to ask.However, this cannot guarantee that we won’t experience any such wrong doings from other people; as long as there is even one person committing evil acts in this world, there will be at least one other person who experiences wrongdoing.However, both God and the Torah are aware of this and they always take this fact into account. Thanks to this we can (and we do) participate in the process of repairing the world, and we do this every day by performing good deeds, by acting justly and with love towards all those around us.

Shabat Shalom,

Menachem Mirski

Translated from Polish by: MarzenaSzymańska-Błotnicka

Działania boskie jako suma działań ludzkich. Refleksja nad paraszą Wajigasz

Działania boskie jako suma działań ludzkich.

Refleksja nad paraszą Wajigasz

 Menachem Mirski

W paraszy na ten tydzień znajdujemy ciąg dalszy słynnej opowieści o Józefie i jego losach w Egipcie. Józef poddaje swoich, przybyłych do Egiptu braci ostatniej próbie. Żąda od braci, ażeby przyprowadzili najmłodszego, Benjamina, który pozostał wraz z ojcem, Jakubem. Juda błaga Józefa, by nie zmuszał ich do tego, gdyż uczynić tego nie mogą przez wzgląd na swojego starego już ojca i oferuje, w zamian, iż zostanie niewolnikiem Józefa. Nie mogący opanować swojego wzruszenia Józef objawia braciom swoją tożsamość. Widząc ich wstyd i wyrzuty sumienia pociesza ich następującymi słowy:

Bóg mnie wysłał przed wami, aby wam zapewnić potomstwo na ziemi i abyście przeżyli dzięki wielkiemu wybawieniu. Zatem nie wyście mnie tu posłali, lecz Bóg, który też uczynił mnie doradcą faraona, panem całego jego domu i władcą całego Egiptu. Idźcie przeto spiesznie do mego ojca i powiedzcie mu: Józef, syn twój, mówi: Uczynił mnie Bóg panem całego Egiptu. Przybywaj bezzwłocznie 

(Bereszit 45:7-9)

Czym różni się ta historia od innych historii biblijnych? Nie mamy w historii Józefa żadnych cudów, żadnej bezpośredniej boskiej interwencji. Nikt w tej historii nie wchodzi także w bezpośrednią z Nim interakcję; nie ma modlitw, petycji, próśb etc. co jest motywem dość częstym w Księdze Genesis/Bereszit. Działania boskie w tej historii, podobnie jak w Księdze Estery, nie wykraczają poza sferę działań ludzi (między obiema historiami istnieje też jeszcze kilka paraleli np. idea, że czyny i działalność jednej osoby wybawia od dramatu cały naród; podobieństwa lingwistyczne, narracyjne itp.). Tym co jednak odróżnia działania boskie od, będących ich składową, działań ludzkich jest ich głębia, długofalowość i dalekosiężność celu.

Historia ta doskonale pokazuje, jak „krótkofalowe” działania ludzkie mogą wpisywać się w głębszy, boski plan. Pokazuje nam też, że prawdziwy sens wydarzeń poznajemy często dopiero z perspektywy czasu, nierzadko po wielu latach i wówczas widzimy w nich głębszy boski zamysł. Wszystkie tego rodzaju wydarzenia i boskie działania możemy jak najbardziej określić także mianem cudownych i niejednokrotnie, gdy doświadczamy podobnych w naszym życiu, takimi je określamy. Ich cudowność polega na nieprawdopodobnym, lub bardzo mało prawdopodobnym splocie wydarzeń i działań, układającym się jednak w pewną logiczną, sensowną całość.

Tak zwana „tradycyjna” definicja cudu, jako wydarzenia wykraczającego poza lub zaprzeczającego prawom natury nie jest dla judaizmu wcale tradycyjna. Jest z gruntu konceptem greckim, zaadoptowanym do pewnego stopnia przez naszą tradycję. W rzeczywistości jednak Biblia Hebrajska w ogóle nie zna pojęcia natury, więc rozumienie cudu jako „czegoś wbrew naturze” jest niebiblijne. Biblia nie operuje koncepcją natury, lecz koncepcją stworzenia, które jest procesem realizującym się w świecie cały czas, w każdej minucie czasu. W tym sensie każde wydarzenie czy działanie może zostać uznane za cudowne, a jego zgodność czy niezgodność z prawami natury nie ma w gruncie rzeczy istotnego znaczenia.

Co to wszystko dla nas, dla naszej duchowości i naszego życia oznacza? Chociażby to, że nie musimy, a w zasadzie nie powinniśmy boskich działań w świecie postrzegać z gruntu nadprzyrodzonych. Swoiste uzasadnienie dla takiego podejścia możemy znaleźć w Talmudzie:

Człowiek nie powinien nigdy stać w niebezpiecznym miejscu i mówić, że ci w niebiosach ześlą mu cud, na wypadek, gdyby ostatecznie mieli nie zesłać mu cudu. Co więcej, nawet jeśli ześlą mu cud, odejmą mu go od jego zasług.

(Talmud Babiloński, Szabat 32a)

Jeśli więc modlimy się np. o czyjeś zdrowie, to nie prosimy o boską, nadprzyrodzoną interwencję, lecz np. o to, by Bóg zainspirował osobą chorą i wszystkich innych w jej otoczeniu do działań prowadzących do jej szczęśliwego uzdrowienia, i by dodał im wszystkim siły oraz wytrwałości w tych działaniach. Jeśli modlimy się o pokój na świecie, to modlimy się o to, by ludzie przestali krzywdzić się nawzajem, popełniać zło, różne okrucieństwa itd. Tylko tyle i aż tyle. Przestrzeganie praw Tory i podążanie za mądrością naszej tradycji daje nam gwarancję, iż jeśli będziemy czynić to wszystko skrupulatnie, to nie będziemy krzywdzić innych ludzi i popełniać żadnego zła w świecie. Tylko tyle i aż tyle. Jednakże nie daje nam to gwarancji, że nie będziemy owego zła doświadczać od innych; tak długo, jak długo istnieje na tym świecie choćby jedna czyniąca zło osoba, będzie istnieć przynajmniej jedna, inna osoba, która tego zła będzie doświadczać. Jednakże zarówno Bóg, jak i Tora są tego świadome i biorą na to cały czas poprawkę. Dzięki temu możemy uczestniczyć i uczestniczymy w procesie naprawy świata, a robimy to codziennie czyniąc dobrze, działając sprawiedliwie i z miłością wobec wszystkich otaczających nas ludzi.

Szabat szalom,

Menachem Mirski

 

Turning point. Thoughts on the parashat Miketz

Turning point. Thoughts on the parashat Miketz

Menachem Mirski

The Torah portion for this week contains the famous story of Joseph, Pharaoh and his dreams of seven fat cows that are swallowed up by seven lean cows, and of seven fat ears of grain swallowed by seven lean ears. Joseph interprets the dreams to mean that seven years of plenty will be followed by seven years of hunger, and advises Pharaoh to store grain during the plentiful years. Pharaoh appoints Joseph governor of Egypt. Joseph marries Asenath, daughter of Potiphar, and they have two sons, Manasseh and Ephraim.

Since our biblical story first shows us Pharaoh’s dreams, and then tells us about the real, according to its narrative, events which closely related to those dream visions, we must immediately ask the following questions: What is the connection between Pharaoh’s dreams and reality? Was the Pharaoh a prophet? Was Joseph a prophet? Or maybe they were together “one prophet”?

This question is answered in the verse 25 of this chapter (Bereshit 41):

And Joseph said to Pharaoh, “Pharaoh’s dreams are one and the same: God has told Pharaoh what He is about to do.

Since the dreams concerns affairs of state – the need to prepare for the coming calamity – God revealed it to the chief of state. And since it was a Divine communication, God wished to reveal its interpretation through His own servant, rather than the wizards of Egypt.

Pharaoh was concerned about this dream and this is a clue for us (Bereshit 41: 8). He was so frightened that he commanded all Egyptian fortune tellers and wise men to be called. He was at least as worried as if he knew what the dream was prophesying: that its content is not really about the seven years of abundance, but the following seven years of famine, as noted by Nachmanides:

For the truth of his [Joseph’s] word was not known until the years of famine began, since the years of plenty were not something out of ordinary.

It was the fear of Pharaoh that made him decide to get the advice of the sages. In fact, periods of famine (or using modern analogy: the economic crisis) occur periodically. Pharaoh had to be an enlightened man and he must have known that situations like that had happened in history or perhaps crop failure and famine disaster had already occurred during his reign earlier.

The symbolism of both pharaoh’s dreams is in fact quite simple and, as Joseph himself notes, it is one dream (Bereshit 41:25). We have the river Nile, on which the prosperity of Egypt depends entirely. We have crops and cattle, and therefore vegetation, including animal feed and animals themselves. All this is human food, the foundation of human existence with which something disturbing happens in this dream. Also, the external features of cows symbolize issues that are perennially connected with each other: prosperity and beauty as well as poverty and ugliness. In times of widespread prosperity, people become more beautiful to one another, both internally and externally, whereas in times of poverty and great misfortune the entire “inner ugliness of man” becomes, usually, widely revealed, and the beauty, especially the internal one, becomes a much rarer phenomenon.

Josef, apart from the fact that he quickly read this symbolism, is, according to our story, a man of extremely strong character. Despite the fact that really hard times are approaching, once again we see him calm and rational, and invariably cunning:

 

Accordingly, let Pharaoh find a man of discernment and wisdom, and set him over the land of Egypt.

(Bereshit 41:33)

Why did he say that? The first thought that appeared in my mind while preparing this drasha was the following: he had himself in mind. A moment later, I discovered that this opinion was already expressed by the medieval commentator of the Bible, Nachmanides, in his commentary on this verse. Joseph must have viewed as providential the sudden and dramatic manner in which he was brought before Pharaoh. He still had faith in the fulfillment of his adolescent dreams (Bereshit 37:5-9) and felt that the long-awaited turning point in his destiny had finally arrived. If so, he had to utilize this unique opportunity. He did so by offering his counsel. His advice was so relevant and wise that Pharaoh was enormously impressed.

Before the years of famine came, Joseph became the father of two sons, whom Asenath daughter of Poti-phera, priest of On, bore to him. Joseph named the first-born Manasseh, meaning, “God has made me forget completely my hardship and my parental home.” And the second he named Ephraim, meaning, “God has made me fertile in the land of my affliction.”

(Bereshit 41:50-52)

At the same time, Josef got rid of the trauma that had constantly affected him. It disappeared completely when his first son was born. Why? To put it colloquially: Joseph simply grew up. He gained a position, set up a family and adopted full responsibility for everything in his life. From a materialistic and practical point of view, he did not have to do it. Having such a high position in this ancient, patriarchal system, he could lead a ‘rakish’ lifestyle, having many wives and concubines and not being obliged to take direct responsibility – besides the material one – for his family and offspring. It was the prospect of difficult times that made his entire situation serious.  What I believe is that it was the sum of all these events that brought this turning point to his life and made this young man a real man. I also think that this lesson made him later able to forgive his brothers. We are dealing here with a somewhat paradoxical situation: precisely because of the fact that he took up a fully adult life and took full responsibility, not only for himself, but also for others, his youthful dreams were realized.

This story gives us example how a one conversation or one meeting can diametrically change someone’s fate. It also shows how crucial is the proper awareness of the place and time and the ability to use them. This history teaches us that in order to radically change our individual fate it is often enough to be simply vigilant and open to what is happening in the world around us; that it is crucial and at the same time completely sufficient in certain circumstances.

But this story also teaches us that we must not waste our resources; it teaches us something that humanity has been trying to learn for centuries and still cannot learn it.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski

To lie or not to lie? Thoughts on Parashat Vayetze

To lie or not to lie? Thoughts on Parashat Vayetze.

Menachem Mirski

And Laban said to him, “You are truly my bone and flesh.” When he had stayed with him a month’s time. (Bereshit 29:14)

Jacob, at the urging of his mother and father, escapes from his brother, Esau, who, overwhelmed with anger at the lie and theft of the birthright decides to murder Jacob. In fact, the words of the verse quoted above have a deeper and a bit ironic meaning. It just so happens that both Laban and Jacob were liars. Of course, it is not only them who tell untruth, it is also done by Rachel, Sarah, Abraham… But in the context of the story from our Torah portion it can be concluded that Jacob’s karma returned to Jacob.

As you know, I have served your father with all my might; but your father has cheated me, changing my wages time and again. God, however, would not let him do me harm. (Bereshit 31:6-7)

This is how Jacob summarizes his long-term relationship with his father-in-law after following the voice of the Eternal that makes him decide to leave Laban, with all his family and belongings, and return to the land of his ancestors. Karma, therefore, returned to him, despite the fact that the intrigue of the “taking over of the birthright” was not his own idea, but of his mother, Rebecca. It returned to him in spite of the internal transformation that had taken place on his way to the country of Laban. The fact that both stories follow each other is not a coincidence (nothing in the Hebrew Bible is a coincidence and everything creates a logical, thoughtful whole, no matter what theory of its creation we accept). In fact, the message of these two stories can be read as: karma returns. And also, when we take a closer look at our story, Jacob, especially compared to the other people appearing in it, seems to be someone righteous.

But what does our tradition teach about speaking untruths, in more specific way? The Torah says: “Distance yourself from words of falsehood.” (Shemot 23:7) This is the only sin regarding from which the Torah warns us to “distance” ourselves. In general, Jewish tradition emphasizes the importance of telling the truth, but not always. Even the ninth commandment “Thou shalt not bear false witness against thy neighbor” (Shemot 20:16) makes the prohibition of speaking untruths relative. What is the idea behind it? Telling untruth is strictly forbidden only when it is aimed at harming another human being. In other cases, this prohibition is not categorical and there are cases where it is allowed to say untruth.

Our rabbinical tradition (for example Talmud, Bava Metziah 13a) allows untruth to be spoken (understood basically as a “modification of the truth”) in the following cases:

  1. Changing the truth in order to practice humility. For example, one may claim ignorance of a certain Talmudic tractate even if one does actually know it.
  2. Changing the truth in order to maintain modesty. One does not have to tell the truth when being asked, for example, about personal or intimate matters.
  3. Changing the truth in order to protect someone else from harm or inconvenience. For example, if a host was very gracious, and one is asked about this, one should not tell all about his magnanimity as this may cause too many guests to flock to him. On a similar vein, if a person has an incurable illness, and informing him of this will be detrimental to his health, it may be proper to withhold this information from him.
  4. A ‘white lie’ said in order to protect someone from embarrassment. An example of this is that one may say that a bride is beautiful even if she isn’t particularly beautiful.
  5. There are some circumstances under which one is allowed to be deceptive in order to recoup losses that are owed to him. Our patriarch Jacob employed this method to protect his lawfully earned gains from being defrauded him by Laban. We are therefore allowed to say untruth to overt liars who act to our detriment. And we are definitely allowed to lie in order to save someone’s health or life.

Despite all these allowances, one should always attempt not to say an outright lie, but rather to tell half-truths if telling the whole truth was something dubious or harmful. We should also try to avoid lying to children, so as not to train them to lie. Also, even in these circumstances, one should try not to lie on a constant basis.

Jacob’s lie, committed in order to take over the birthright does not fall into any category of “allowed untruths”, since its direct result was the harm of another man – his brother Esau. However, are we, as Jews, descendants and spiritual heirs of Jacob-liar? We are not, because we are all bnei-Israel and not bnei-Yaakov. We are not children of Jacob, but of Jacob-Israel, the one who underwent spiritual transformation and ceased to be Jacob-liar.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

 

 

Kłamać czy nie kłamać? Refleksja nad paraszą Wajece

Kłamać czy nie kłamać? Refleksja nad paraszą Wajece.

Menachem Mirski

 

I rzekł do niego Laban: „Wszak kością i ciałem mojem ty!” I zamieszkał u niego przez miesiąc czasu. (Bereszit 29:14, tłum I. Cylkow)

Pod namową matki i ojca Jakub ucieka przed swoim bratem, Ezawem, który w gniewie za kłamstwo i kradzież pierworództwa postanawia zamordować Jakuba. W istocie, słowa zacytowanego powyżej wersetu mają głębszy i nieco ironiczny sens. Tak się składa, że i Laban, i Jakub byli kłamcami. Oczywiście nie tylko oni poświadczają nieprawdę, robi to także Rachela, Sara, Abraham… W kontekście opowieści z naszej porcji Tory można wnioskować, że wróciła do Jakuba jego karma.

Wy same najlepiej wiecie, że choć z całych sił służyłem ojcu waszemu, on jednak oszukiwał mnie i wielokrotnie zmieniał mi zapłatę; i tylko Bóg bronił mnie od krzywdy. (Bereszit 31:6-7)

Tak podsumowuje swoją wieloletnią relację ze swoim teściem, Labanem, sam Jakub, po tym jak podążając za głosem Wiekuistego postanawia go opuścić, z całą swoją rodziną i dobytkiem, i wrócić do ziemi swoich przodków. Karma więc wróciła do niego, pomimo faktu, iż sama intryga „przejęcia pierworództwa” nie była jego własnym pomysłem, lecz jego matki, Rebeki. Wróciła do niego także pomimo wewnętrznej przemiany, jaka u niego zaszła w drodze do kraju Labana. Fakt, że obie historie następują zaraz po sobie nie jest dziełem przypadku (nic zresztą w Biblii hebrajskiej nie jest dziełem przypadku, wszystko tworzy logiczną, przemyślaną całość, niezależnie od tego jaką teorię jej powstania przyjmujemy). Przesłanie zestawienia tych historii można w istocie odczytać jako: karma powraca. A także, gdy przyjrzymy się naszej opowieści bliżej, Jakub, szczególnie na tle innych osób, wydaje się być kimś w istocie sprawiedliwym.

Czego natomiast, w bardziej szczegółowym ujęciu, uczy na temat kłamstwa nasza tradycja?

Tora mówi: „Od rzeczy kłamliwej oddalisz się” (Szemot 23:7). Jest to grzech, od którego Tora nakazuje nam „stronić”. Ogólnie rzecz biorąc tradycja żydowska podkreśla znaczenie mówienia prawdy, jakkolwiek nie zawsze i nie w każdym przypadku. Nawet dziewiąte przykazanie: “Nie dawaj przeciw bliźniemu twemu świadectwa fałszywego” (Szemot 20:16) czyni zakaz mówienia nieprawdy względnym. Jaki się kryje za tym idea? Mianowicie taka, iż mówienie nieprawdy jest kategorycznie zabronione tylko wówczas, gdy wyrządza krzywdę drugiemu człowiekowi.  W innych przypadkach ów zakaz nie ma charakteru tak kategorycznego i istnieją przypadki, w których mówienie nieprawdy jest dozwolone.

Nasza rabiniczna tradycja (na przykład Talmud, traktat Bawa Mecija 13a) zezwala na mówienie nieprawdy (rozumiane zasadniczo jako „modyfikacja prawdy”) w następujących przypadkach:

  1. Modyfikacja prawdy w celu okazania pokory. Mogę na przykład twierdzić, iż nie znam jakiegoś talmudycznego traktatu, nawet jeśli faktycznie go znam.
  2. Modyfikacja prawdy w celu okazania skromności. Nie trzeba, na przykład, mówić prawdy jeśli ktoś pyta nas np. o kwestie osobiste czy intymne.
  3. Modyfikacja prawdy w celu ochrony kogoś przed krzywdą lub jakąś niedogodnością. Na przykład, jeśli byliśmy na przyjęciu u bardzo łaskawego gospodarza, nie musimy innym mówić prawdy o jego wielkoduszności, gdyż może to sprawić, iż zaleją go tłumy innych gości. Lub, w podobnym duchu, jeśli jakaś osoba cierpi na nieuleczalną chorobę, a poinformowanie o tym może być szkodliwe dla jej zdrowia, można ukryć te informacje przed nią.
  4. „białe kłamstwo” (ang. ‘white lie’) wypowiedziane, aby ochronić kogoś przed zakłopotaniem. Można na przykład powiedzieć, że panna młoda jest piękna, nawet jeśli nie jest, naszym zdaniem, szczególnie piękna.
  5. Istnieją okoliczności, w których można pozwolić sobie na oszukiwanie kogoś, w celu odzyskania strat, które powstały w wyniku oszustw tej osoby. Nasz patriarcha, Jakub, zastosował tę metodę, aby chronić swoje zasłużone zyski przed kolejnymi oszustwami Labana. Wolno nam więc mówić nieprawdę wobec jawnych kłamców, którzy działają na naszą szkodę. I zdecydowanie wolno nam kłamać w celu ratowania czyjegoś zdrowia lub życia.

 

Pomimo wszystkich powyższych wyjątków, należy zawsze unikać mówienia jawnej nieprawdy, skłaniając się raczej ku pół-prawdom, gdyby powiedzenie ‘całej prawdy’ było czymś wątpliwym lub szkodliwym. Powinniśmy także unikać okłamywania dzieci, aby nie uczyć ich kłamania. We wszystkich okolicznościach należy także unikać kłamania ciągłego i permanentnego.

Kłamstwo Jakuba, popełnione w celu zawłaszczenia pierworództwa, nie mieści się w żadnych kategoriach “dozwolonego mówienia nieprawdy”, bowiem jego bezpośrednim skutkiem była szkoda drugiego człowieka – jego brata Ezawa. Czy zatem jako Żydzi jesteśmy potomkami i duchowymi spadkobiercami Jakuba-kłamcy? Nie jesteśmy, bowiem wszyscy jesteśmy bnei-Israel, nie zaś bnei-Jaakow, jesteśmy więc dziećmi nie Jakuba-kłamcy, lecz Jakuba-Izraela, tego, który przeszedł duchową przemianę i przestał być Jakubem-kłamcą.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

LECH LECHA

LECH LECHA

For 19th. October 2018. Beit Warszawa.

Two words set the story in motion. Two unexpected words. The first eleven chapters of the Torah have been occupied with explaining the metaphysical basis of Existence: There is a Creator who Created, who got upset at what He had created (I shall use the term ‘He’ because this is grammatically correct to the original language, but this God is not a big macho male as in some other religions). We are never told Why, or Why certain things are the way they are, but they are so – there are different species, there are different lights in the sky, different cycles of Time. In a second explanation the reason for the existence of Humanity is explained and how they came into existence and why there are different genders, and then we learn of their initial relationship, their initial children, the way the species developed in a way that does not please God so God decides to wipe almost all land-based living things out and start over again….   from which we should learn that a global destruction IS technically feasible. Then Humanity grows again, in different ways, as different sub-groups – races, tribes, nations – and develops through God’s decree different languages….

It really does NOT matter whether you believe all this biblical story, one does NOT have to be a Biblical Fundamentalist and accept each printed word as scientific fact – what is important is that by the time the ‘story’ of Abram begins we already have an established World that is roughly as we ourselves would recognise it.  There is day and night, winter and summer, there are continents and seas, there are different peoples living in different countries and speaking different languages, there are living creatures that have been domesticated for their milk, their wool, their meat and their skin, and there are other creatures that are wild and potentially even dangerous, so that sheep need protection from predators; there are fields of wheat and trees bearing figs and olives and dates. There are seasons when it rains – or at least, when it should rain, there is a catastrophic drought if the rains don’t come. People have developed hierarchies, social structures, there are Kings and others who say ”This is MY land”  and there are also nomads who go wherever they wish, wherever they can feed their flocks, knowing that whatever bit of land they might be on, they are still under the same sky. There is a desire to find a partner, with whom to mate and breed – we call this ”marrying”, we speak of ”husband and wife” or at this period ”wives and subordinate wives, concubines”; we speak of parents and children, families, tribes, nations. People age and die and need to be buried.

So in the chapters that begin now with chapter 12 we will encounter, throughout the rest of the First Book, Bereshit, a family that wanders, a couple that has trouble fulfilling the desire to have children and has to ‘adopt’ the child of a slave, a family that has to wander away when there is a drought, and submit to the power exerted by local kings in Sodom or Gerar or later Egypt, that has to develop and retain its own identity and religion, that uses family links in Haran to keep things together but at the same time splits into different and often mutually-hostile branches – in other words, we have what one might call Normality, a state of human existence that has lasted essentially until the present. With whom are we related? Where do we come from, where do our families come from, what links do we retain to our different family members, are we closer to some and distant from others, what languages do we speak, in what cultures did we grow, do we come from countries that have fought each other, besieged and conquered each other’s cities, have we or our ancestors wandered, emigrated, fled to other countries and settled there? 

We may have difficulty conversing with Adam, or Noah, but Abraham is in many respects – though he is rarely seen so – a modern person. He has modern problems, paying the bills, supporting his family and servants/employees, getting or raising children, worrying about who his daughter-in-law will be and how his grandchildren will be raised, he has arguments with his wife, he has a vague vision of a better future where he can settle and feel At Home. He has to plan a  funeral.

And it all starts with two words that come from nowhere. This man, living originally in Ur, then in Haran, with a father, a wife, with brothers and sisters-in-law and nephews, hears a Voice that will from this moment on dominate his life and that of all his descendants – one could say, it will dominate world history, though if you say this you signify that you ignore many other parts of the world that were only brought into this sphere of influence much later, when the idea of a single, invisible God was brought by Christianity and Islam (in slightly different forms) to Asia, to Africa, to Australasia and the South Sea islands, to North and South America……

Let us be honest, what we call ”the known world” is a selective artificial construct, we mean simply that region for which we had some textual and archaeological sources!! We focus in synagogues (and churches) on what was happening in the Middle East several thousand years ago, on the conflicts and land disputes and struggles over entitlement to different countries, we read every week about the conflict between Jacob and Esau and their descendants, between the Hebrews and the Canaanites, the Israelites and the Egyptians, but if I were to ask you what was happening at that same period in the forests and swamps of what is now called Central Europe, the chances are that you would have no idea!

So – no change there! Even now the world’s attention tends to focus almost exclusively upon this troubled region and unless there is a major war or a natural catastrophe no-one really notices what happens in other countries in Central Africa, in Asia, in northern Siberia, in Pacific countries…. It is as though the politicians of the entire world cannot break free from the feeling that this tiny area of the globe is THEIR ancestral home too! That they are entitled to have opinions about what happens there, even though they do not live there! Then there is the question as to whether a Universal God should be allowed to have ‘favourites’ – we see from the reactions of those who feel that somehow they were NOT chosen the anger and bitter jealousy that this can create against those who feel they were chosen!

Two words: ”Lech Lecha”. Variously translatable but basically meaning ”Move!” Move from Here and go to…. Somewhere Else. A Somewhere Else that will one day become a home to – well, not to You, but to Your Descendants, maybe soon, maybe in four hundred years. A Land that is Promised but not Given, and this Promise is given to Abram / Abraham but, irritatingly, is not announced at the same time to the current tenants. Would not history have been so different had God said also to the Canaanites, ”Listen, I am giving you all notice to move out in two generations because I have decided to give this Land to another group I have especially chosen”? No, the Torah just states baldly that ”There were already Canaanites in the Land”, that God has promised to Abram a country that is not lying there virginal and empty, waiting to be settled and developed, but a land that is already filled with people, with farmers, with city dwellers, with petty kings and their armies. No clue is given as to how this problem is to be resolved and in some respects it has still not been resolved!

So even now, when the distant descendants of Abraham (through his second son Isaac) have taken control of a part of the Land that was promised (only a part! Not ”from the River of Egypt to the Euphrates River”!) there are conflicts, bitter conflicts both with the Others, (some of whom claim descent through the first son Ishmael) and within the Israelites themselves about how to deal with these Others, whether with severity or with mildness, whether to make even more compromises and share the small area that is left or whether to keep all there is and even expand. It doesn’t really matter what position you take on this question, the arguments of all sides are all based upon the verses in chapter 12. Do you accept that there is a God who, having created the entire world, can decide which group should go where? Who can make promises? Who can move peoples like pieces on a chess board, depending on whether they obey and serve and show gratitude for what they have, or whether they cease to deserve what they have been given? One who can tell them to move from Here to There and make the best of it?

The Torah never tells us WHY God picks Abram, WHY God speaks to him, WHY God plans that Abram should have to move and settle in a new country. Jewish tradition has tried to fill some of these more obvious gaps with anecdotes and commentaries, midrashim, but the text itself is bare and abrupt. ”Go!” – ”Lech Lecha” literally means ”Go for You!” but God really means ”Go – for Me”! And precisely here lies the Big Mystery: To what extent, when we live our lives according to certain commands from an invisible, unnamed but all-powerful God, are we living our lives for our own sakes or for God’s sake? To what extent do we feel ourselves partners in a Brit, a covenant which ties us inextricably across all the generations and continents to this nomad in the Middle East and his domestic, spiritual and political troubles – and through him to God? To what extent can we feel that a piece of territory in the Middle East was really promised to Us and that we should live there, come what may, or at least defend it, support it, yearn for it from outside? Are we a part of the promise? Or part of the threat?

At some point God says to each of us: ”Lech Lecha” and we have to leave our home, our parents, and set out into the Big Wide World. Some of us have the good fortune to leave in times of peace and prosperity, some of us are merely survivors of a total destruction, orphaned and exiled. Some of us have a vision of the career we want to follow, the subjects we want to study, the places we want to visit and where we may want to settle, while some of us are happy just to be breathing still. Some of us will physically create and raise another generation, some of us may teach and influence another generation. None of us can know what the long-term outcome of our actions can be in, say, another four hundred years’ time. But when the call comes – We have to Go.

It really is as simple, and as complicated, as that!

Shalom,

 

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

 

LECH LECHA

LECH LECHA

19 października 2018, Beit Warszawa

Dwa słowa nadają bieg historii. Dwa nieoczekiwane słowa. Pierwszych jedenaście rozdziałów Tory poświęconych zostało wyjaśnianiu metafizycznych podstaw Istnienia: jest Stwórca, który wszystko stworzył i który był niezadowolony z tego, co stworzył (będę używał zwrotu „on”, gdyż jest to zgodne z gramatyką źródłowego języka Tory, ale ten Bóg nie jest jakimś wielkim macho, tak jak w niektórych innych religiach). Nigdy nie wyjaśnia się nam, dlaczego to zrobił ani też dlaczego niektóre rzeczy są właśnie takie, jakie są; po prostu takie są – mamy różne gatunki, różne światła na niebie i różne cykle czasu. Drugie wytłumaczenie wyjawia powód, dla którego istnieje ludzkość, wyjaśnia też, jak powstali ludzie i dlaczego występują odmienne płcie, potem dowiadujemy się zaś o pierwszym związku i o pierwszych dzieciach, o tym, jak rodzaj ludzki rozwinął się w sposób, który nie przypadł Bogu do gustu, więc Bóg postanowił zgładzić niemal wszystkie żywe stworzenia żyjące na lądzie i rozpocząć wszystko od nowa…, co powinno nas nauczyć, że globalne zniszczenie JEST technicznie wykonalne. Następnie ludzkość rozwija się na nowo, na różne sposoby, pod postacią różnych pod-grup: ras, plemion, narodów, i na skutek Bożego zarządzenia wykształca różne języki….

Naprawdę NIE ma znaczenia, czy wierzymy w całą tę biblijną opowieść. NIE trzeba być biblijnym fundamentalistą i uważać każde wydrukowane słowo za fakt naukowy – ważne jest to, że w chwili, gdy rozpoczyna się „opowieść” Abrama mamy już ukonstytuowany świat wyglądający mniej więcej w taki sposób, który i my sami byśmy rozpoznali. Mamy więc dzień i noc, zimę i lato, mamy kontynenty i morza, różne ludy zamieszkujące w różnych krajach i mówiące w różnych językach, mamy żywe stworzenia, które zostały udomowione, bo dawały mleko, wełnę, mięso i skórę; są też inne stworzenia, dzikie i potencjalnie niebezpieczne, w związku z czym owce potrzebują ochrony przed drapieżnikami; są pola pszenicy i drzewa dające figi, oliwki i daktyle. Podczas niektórych pór roku pada deszcz – lub przynajmniej powinien wówczas padać deszcz, w przeciwnym wypadku nastają bowiem tragiczne w skutkach susze. Ludzie ustanowili hierarchie i struktury społeczne, mamy królów oraz inne osoby twierdzące: „ta ziemia jest MOJA”. Są też nomadzi wędrujący tam, gdzie tylko sobie zażyczą, gdziekolwiek będą mogli wykarmić swoje stada; wiedzą, że na jakimkolwiek skrawku ziemi by się nie znaleźli, wciąż będą przebywać pod tym samym niebem. Ludzie pragną znaleźć partnera do spółkowania i rozmnożenia się – nazywamy to „zawieraniem małżeństw” i mówimy o „mężu i żonie” czy też, w owym okresie, o „żonach i o żonach niższych rangą, konkubinach”; mówimy o rodzicach i dzieciach, rodzinach, plemionach i narodach. Ludzie starzeją się, umierają i muszą zostać pochowani.

Tak więc w rozpoczynających się właśnie rozdziałach, czyli od rozdziału 12 aż do końca Pierwszej Księgi (Bereszit), będziemy czytać o rodzinie, która wyrusza w wędrówkę; o parze, która ma trudności ze spełnieniem marzenia o posiadaniu dzieci i musi „zaadoptować” dziecko niewolnicy; o rodzinie, która po nastaniu suszy musi przenieść się w inne miejsce i poddać się władzy sprawowanej przez lokalnych królów w miejscach takich jak Sodoma i Gerar czy też później w Egipcie; która musi wykształcić i zachować swoją własną tożsamość i religię; która wykorzystuje powiązania rodzinne w Haranie, aby zachować jedność, lecz jednocześnie dzieli się na różne, często wrogo do siebie nastawione odgałęzienia – innymi słowy, mamy do czynienia z czymś, co można by nazwać normalnością, z takim rodzajem ludzkiej egzystencji, który przetrwał w istocie aż do teraźniejszości. Z kim jesteśmy spokrewnieni? Skąd pochodzimy, skąd pochodzą nasze rodziny, jaki rodzaj więzi podtrzymujemy z różnymi członkami naszej rodziny, czy jesteśmy bliżej związani z jednymi, a słabiej z drugimi? Jakimi mówimy językami, w jakich dorastaliśmy kulturach, czy pochodzimy z krajów, które walczyły między sobą, które oblegały i podbijały sobie nawzajem miasta, czy my lub nasi przodkowie udaliśmy się na tułaczkę, wyemigrowaliśmy, uciekliśmy do innych krajów i osiedliliśmy się w nich?

Prowadzenie konwersacji z Adamem lub Noem mogłoby nam sprawić trudność, lecz Abraham pod wieloma względami jest – choć rzadko postrzega się go w taki sposób – człowiekiem „współczesnym”. Ma współczesne problemy, takie jak płacenie rachunków, wspieranie swojej rodziny i sług/pracowników, doczekanie się i wychowywanie dzieci, martwienie się, kim będzie jego synowa i jak będą wychowywane jego wnuki; sprzecza się ze swoją żoną, ma niejasną wizję lepszej przyszłości, gdy będzie się mógł osiedlić w jednym miejscu i poczuć się jak w domu. Musi zorganizować pogrzeb.

A wszystko to rozpoczyna się od dwóch, pojawiających się jakby znikąd słów. Ten człowiek, mieszkający pierwotnie w Ur, a potem w Haranie, wraz z ojcem, żoną, z braćmi, szwagierkami i bratankami, słyszy Głos, który od tej chwili zdominuje jego życie oraz życie wszystkich jego potomków – można by nawet rzec, że zdominuje historię świata, choć ten, kto tak twierdzi, pokazuje tym samym, że ignoruje wiele innych części globu, włączonych do tej strefy wpływów dopiero o wiele później, gdy chrześcijaństwo i islam (w nieco różnych formach) przywiodły koncepcję jednego, niewidzialnego Boga do Azji, Afryki, Australazji i wysp Południowego Pacyfiku, do Północnej i Południowej Ameryki….

Bądźmy szczerzy, obszar zwany przez nas „znanym światem” jest wybiórczym, sztucznym konstruktem – rozumiemy przez to po prostu ten region, dla którego dysponowaliśmy jakimiś źródłami tekstualnymi i archeologicznymi!! W synagogach (i kościołach) skupiamy się na tym, co się działo na Bliskim Wschodzie kilka tysięcy lat temu, na konfliktach, sporach o ziemię i walkach o prawo do rządzenia różnymi krajami; co tydzień czytamy o konfliktach pomiędzy Jakubem i Ezawem oraz między ich potomkami, pomiędzy Hebrajczykami i Kananejczykami, Izraelitami i Egipcjanami, lecz gdybym się was spytał, co się działo w tym samym okresie historycznym w lasach i bagnach na terenach zwanych obecnie Europą Środkową, zapewne nie mielibyście najmniejszego pojęcia!

Tak więc – nic się pod tym względem nie zmieniło! Nawet dzisiaj uwaga świata często skupia się prawie wyłącznie na tym targanym konfliktami regionie i, o ile nie dojdzie do poważnej wojny lub klęski żywiołowej, nikt tak naprawdę nie zwraca uwagi na to, co się dzieje w innych krajach – w Środkowej Afryce, w Azji, w północnej Syberii czy w krajach w regionie Pacyfiku…. Tak jakby politycy z całego świata nie mogli wyzbyć się poczucia, że ów malutki skrawek globu jest również i ICH rodzinną kolebką! Że mają prawo wyrażać opinię na temat rozgrywających się tam wydarzeń, nawet jeśli tam nie mieszkają! Nasuwa się też pytanie, czy uniwersalny Bóg powinien mieć prawo do posiadania „faworytów” – widzimy po reakcji tych, którzy mają poczucie, że NIE zostali wybrani, jaki gniew i pełną rozgoryczenia zazdrość może to wzbudzić przeciwko tym, którzy uważają, iż zostali wybrani!

Dwa słowa: „Lech Lecha”. Można je tłumaczyć na różne sposoby, ale w gruncie rzeczy oznaczają „Rusz się!”. Rusz się stąd, gdzie jesteś, i idź… gdzieś indziej. Do jakiegoś „gdzieś indziej”, które pewnego dnia stanie się domem dla – no cóż, nie dla ciebie, ale dla twoich potomków, być może wkrótce, a może za czterysta lat. Do Ziemi, która została Obiecana, ale nie Dana. Ta obietnica zostaje złożona Abramowi/Abrahamowi, ale, co irytujące, nie zostaje w tym samym czasie ogłoszona ówczesnym mieszkańcom owej ziemi. Czyż historia nie potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby Bóg powiedział również Kananejczykom: „Słuchajcie, informuję was z wyprzedzeniem, że macie się stąd wszyscy wyprowadzić za dwa pokolenia, gdyż postanowiłem ofiarować tę Ziemię innej grupie ludzi, którą szczególnie sobie wybrałem?”. Nie, Tora po prostu stwierdza bez ogródek, że „Ziemia ta była już zamieszkana przez Kananejczyków”. Bóg przyobiecał Abramowi krainę, która nie leżała sobie dziewicza i pusta, czekając, aż ktoś ją zasiedli i zagospodaruje – była to kraina już zapełniona ludźmi, rolnikami, mieszkańcami miast, pomniejszymi królami i ich wojskami. Nie pada żadna wskazówka w kwestii tego, jak rozwiązać ten problem i można powiedzieć, że pod pewnymi względami wciąż jeszcze nie doczekał się on rozwiązania!

Tak więc nawet i teraz, gdy odlegli potomkowie Abrahama (wywodzący się od jego drugiego syna Izaaka) przejęli kontrolę nad częścią przyobiecanej Ziemi (tylko nad częścią! Nie „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”!), toczą się konflikty, zaciekłe konflikty zarówno z innymi (z których część twierdzi, iż pochodzi od pierwszego syna, Ismaela) jak i pomiędzy samymi Izraelitami w kwestii tego, jak poradzić sobie z owymi innymi: czy lepsze będzie surowe czy też łagodne podejście, czy należy iść na jeszcze więcej kompromisów i podzielić się małym obszarem, który pozostał, czy też zachować cały obecny stan posiadania, a nawet jeszcze go powiększyć? Tak naprawdę nie ma znaczenia, jakie zajmujemy w tej kwestii stanowisko; wszystkie argumenty poszczególnych stron opierają się na wersetach z rozdziału 12. Czy uznajesz, że istnieje Bóg, który stworzywszy cały świat może zdecydować, która grupa powinna trafić w które miejsce? Który może składać obietnice? Który może przestawiać ludy niczym pionki na szachownicy w zależności od tego czy będą posłuszne, czy będą skłonne służyć i okazywać wdzięczność za to, co mają, albo czy przestaną zasługiwać na to, co już otrzymały? Który może im powiedzieć, żeby przeniosły się z jednego miejsca do drugiego i żeby spożytkowały tę okazję najlepiej, jak tylko potrafią?

W żadnym miejscu Tory nie wyjawia się nam, DLACZEGO Bóg wybrał Abrama, DLACZEGO Bóg do niego przemówił, DLACZEGO Bóg zaplanował, że Abram powinien się przenieść i osiedlić w nowym kraju. Tradycja żydowska próbowała zapełnić niektóre z bardziej oczywistych luk przy pomocy anegdot i komentarzy, midraszim, jednak sam tekst jest oschły i lakoniczny. „Idź!” – „Lech Lecha” dosłownie oznacza „Idź dla siebie!”, lecz Bóg tak naprawdę ma na myśli: „Idź – dla mnie!”. I właśnie w tym tkwi Wielka Tajemnica: gdy kierujemy się w życiu przykazaniami otrzymanymi od niewidzialnego, nienazwanego, lecz wszechpotężnego Boga, do jakiego stopnia żyjemy przez wzgląd na nas samych, a na ile przez wzgląd na owego Boga? Do jakiego stopnia my sami czujemy się partnerami w brit, w przymierzu, które połączyło nas nierozerwalnie poprzez wszystkie pokolenia i kontynenty z owym nomadą z Bliskiego Wschodu i z jego domowymi, duchowymi i politycznymi problemami – a za jego pośrednictwem również z Bogiem? Na ile my sami mamy poczucie, że kawałek ziemi na Bliskim Wschodzie naprawdę został przyobiecany właśnie nam i że powinniśmy tam mieszkać, niezależnie od wszystkiego, bądź przynajmniej bronić go i wspierać oraz tęsknić za nim, gdy przebywamy z dala od niego? Czy jesteśmy częścią tej obietnicy? Czy też częścią zagrożenia?

W jakimś momencie Bóg mówi do każdego z nas: „Lech Lecha” i musimy opuścić nasz dom i naszych rodziców i wyruszyć w wielki, bezkresny świat. Niektórzy z nas mają to szczęście, że wyruszają w drogę w czasach pokoju i dobrobytu, zaś niektórzy z nas są osieroconymi wygnańcami, którym ledwo udało się ocaleć z całkowitego zniszczenia. Niektórzy z nas mają wizję kariery, w której chcieliby się realizować, przedmiotów, które chcieliby studiować, miejsc, które chcieliby odwiedzić i w których być może zechcą się osiedlić, podczas gdy niektórzy z nas są po prostu szczęśliwi, że wciąż jeszcze chodzą po tym świecie. Niektórzy z nas powołają do życia i wychowają kolejne pokolenie, zaś inni będą te kolejne pokolenia nauczać i kształtować. Nikt z nas nie wie, jaki będzie długoterminowy efekt naszych działań za, powiedzmy, kolejne czterysta lat. Lecz gdy nadejdzie owo wezwanie – musimy Iść.

To naprawdę jest aż tak proste i zarazem aż tak skomplikowane!
Szalom,

Rabin dr Walter Rothschild.

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka