Divine Actions Viewed as the Sum of Human Actions

Divine Actions Viewed as the Sum of Human Actions

Thoughts on Parashat Vayigash

Menachem Mirski

In this week’s Parashat we find the continuation of the famous story of Joseph and his life in Egypt. Joseph puts his brothers who came to Egypt to one final test. He orders his brothers to bring him the youngest one, Benjamin, who stayed with their father, Jacob. Juda begs Joseph not to force them to do that for the sake of their elderly father. Instead, he offers that he can become Joseph’s slave. Not able to hide his emotions any longer, Joseph reveals his identity to his brothers. Seeing their shame and guilty conscience, he consoles them with the following words:

God has sent me ahead of you to ensure your survival on earth, and to save your lives in an extraordinary deliverance. So, it was not you who sent me here, but God; and He has made me a father to Pharaoh, lord of all his household, and ruler over the whole land of Egypt. “Now, hurry back to my father and say to him: Thus says your son Joseph, ‘God has made me lord of all Egypt; come down to me without delay. 

(Bereshit 45:7-9)

How is this story different from other Biblical stories? In Joseph’s story there are no miracles, no direct Divine intervention. Moreover, no one in this story interacts directly with God; there are no prayers, no petitions, pleading etc., all of which are quite a common theme in the Book of Genesis/Bereshit. In this story, just like in the Book of Esther, Divine actions do not go beyond the realm of human actions (other parallels between these two stories could also be pointed out, such as the idea that the acts and activity of a single person are able to deliver the entire nation from a dramatic turn of events; as well as linguistic and narrative-related similarities etc.). However, what distinguishes Divine actions from human actions (which are part of them) is their depth, long-term perspective and the far-sightedness of the goal they are meant to achieve.

This week’s story is a perfect example of how “short-term” human actions can be part of a more comprehensive Divine plan. Moreover, it shows us that we are often able to discover the true meaning of events only in hindsight, oftentimes only after many years, and then we recognize that they were part of a more comprehensive Divine plan. Also, all such events and Divine actions can undoubtedly be described as miraculous and many times when we experience similar events in our own lives that is exactly how we describe them. Their miraculousness is reflected in the improbable, or very unlikely series of events and actions, which nonetheless form a certain logical and meaningful whole.

The so called “traditional” definition of a miracle – as an occurrence  transcending or contradicting the laws of nature – by no means reflects a traditional Jewish approach. It is essentially a Greek concept, which to a certain extent has been adopted by our tradition.However, in reality in the Hebrew Bible the concept of nature does not appear at all, and therefore viewing a miracle as something “contrary to nature” is a non-Biblical approach. The Bible does not employ the concept of nature, but rather the concept of creation – a process which takes continuously place in the world, which happens every single minute. In this sense every occurrence or action can be viewed as miraculous, and whether they comply with the laws of nature or not isn’t actually of any great significance.

What does all of these mean for us, for our spirituality and our every-day life? For instance, that we do not have to, and in fact we shouldn’t view Divine actions manifesting in our world as inherently supernatural. Something resembling a justification for this view can be found in the Talmud:

A person should never stand in a place of danger saying that they on High will perform a miracle for him, lest in the end they do not perform a miracle for him. And, moreover, even if they do perform a miracle for him, they will deduct it from his merits. 

(Babylonian Talmud, tractate Shabbat 32a.)

So, for example, if we are praying for someone’s health, we are not asking for a Divine, supernatural intervention, but rather for example for God to inspire the ill person and everyone around them so that they will undertake actions leading to their successful recovery, and also for God to grant all of them strength and perseverance as they engage in those actions. If we are praying for peace in the world, we are in fact praying for people to stop hurting one another, to stop committing evil acts, different sorts of cruelties and so on – which is so little, and yet so much to ask. Observing the laws of the Torah and following the guidelines reflecting the wisdom of our tradition ensures that if we meticulously follow these rules, then we won’t hurt other people nor commit any evil acts. So little, and yet so much to ask.However, this cannot guarantee that we won’t experience any such wrong doings from other people; as long as there is even one person committing evil acts in this world, there will be at least one other person who experiences wrongdoing.However, both God and the Torah are aware of this and they always take this fact into account. Thanks to this we can (and we do) participate in the process of repairing the world, and we do this every day by performing good deeds, by acting justly and with love towards all those around us.

Shabat Shalom,

Menachem Mirski

Translated from Polish by: MarzenaSzymańska-Błotnicka

Działania boskie jako suma działań ludzkich. Refleksja nad paraszą Wajigasz

Działania boskie jako suma działań ludzkich.

Refleksja nad paraszą Wajigasz

 Menachem Mirski

W paraszy na ten tydzień znajdujemy ciąg dalszy słynnej opowieści o Józefie i jego losach w Egipcie. Józef poddaje swoich, przybyłych do Egiptu braci ostatniej próbie. Żąda od braci, ażeby przyprowadzili najmłodszego, Benjamina, który pozostał wraz z ojcem, Jakubem. Juda błaga Józefa, by nie zmuszał ich do tego, gdyż uczynić tego nie mogą przez wzgląd na swojego starego już ojca i oferuje, w zamian, iż zostanie niewolnikiem Józefa. Nie mogący opanować swojego wzruszenia Józef objawia braciom swoją tożsamość. Widząc ich wstyd i wyrzuty sumienia pociesza ich następującymi słowy:

Bóg mnie wysłał przed wami, aby wam zapewnić potomstwo na ziemi i abyście przeżyli dzięki wielkiemu wybawieniu. Zatem nie wyście mnie tu posłali, lecz Bóg, który też uczynił mnie doradcą faraona, panem całego jego domu i władcą całego Egiptu. Idźcie przeto spiesznie do mego ojca i powiedzcie mu: Józef, syn twój, mówi: Uczynił mnie Bóg panem całego Egiptu. Przybywaj bezzwłocznie 

(Bereszit 45:7-9)

Czym różni się ta historia od innych historii biblijnych? Nie mamy w historii Józefa żadnych cudów, żadnej bezpośredniej boskiej interwencji. Nikt w tej historii nie wchodzi także w bezpośrednią z Nim interakcję; nie ma modlitw, petycji, próśb etc. co jest motywem dość częstym w Księdze Genesis/Bereszit. Działania boskie w tej historii, podobnie jak w Księdze Estery, nie wykraczają poza sferę działań ludzi (między obiema historiami istnieje też jeszcze kilka paraleli np. idea, że czyny i działalność jednej osoby wybawia od dramatu cały naród; podobieństwa lingwistyczne, narracyjne itp.). Tym co jednak odróżnia działania boskie od, będących ich składową, działań ludzkich jest ich głębia, długofalowość i dalekosiężność celu.

Historia ta doskonale pokazuje, jak „krótkofalowe” działania ludzkie mogą wpisywać się w głębszy, boski plan. Pokazuje nam też, że prawdziwy sens wydarzeń poznajemy często dopiero z perspektywy czasu, nierzadko po wielu latach i wówczas widzimy w nich głębszy boski zamysł. Wszystkie tego rodzaju wydarzenia i boskie działania możemy jak najbardziej określić także mianem cudownych i niejednokrotnie, gdy doświadczamy podobnych w naszym życiu, takimi je określamy. Ich cudowność polega na nieprawdopodobnym, lub bardzo mało prawdopodobnym splocie wydarzeń i działań, układającym się jednak w pewną logiczną, sensowną całość.

Tak zwana „tradycyjna” definicja cudu, jako wydarzenia wykraczającego poza lub zaprzeczającego prawom natury nie jest dla judaizmu wcale tradycyjna. Jest z gruntu konceptem greckim, zaadoptowanym do pewnego stopnia przez naszą tradycję. W rzeczywistości jednak Biblia Hebrajska w ogóle nie zna pojęcia natury, więc rozumienie cudu jako „czegoś wbrew naturze” jest niebiblijne. Biblia nie operuje koncepcją natury, lecz koncepcją stworzenia, które jest procesem realizującym się w świecie cały czas, w każdej minucie czasu. W tym sensie każde wydarzenie czy działanie może zostać uznane za cudowne, a jego zgodność czy niezgodność z prawami natury nie ma w gruncie rzeczy istotnego znaczenia.

Co to wszystko dla nas, dla naszej duchowości i naszego życia oznacza? Chociażby to, że nie musimy, a w zasadzie nie powinniśmy boskich działań w świecie postrzegać z gruntu nadprzyrodzonych. Swoiste uzasadnienie dla takiego podejścia możemy znaleźć w Talmudzie:

Człowiek nie powinien nigdy stać w niebezpiecznym miejscu i mówić, że ci w niebiosach ześlą mu cud, na wypadek, gdyby ostatecznie mieli nie zesłać mu cudu. Co więcej, nawet jeśli ześlą mu cud, odejmą mu go od jego zasług.

(Talmud Babiloński, Szabat 32a)

Jeśli więc modlimy się np. o czyjeś zdrowie, to nie prosimy o boską, nadprzyrodzoną interwencję, lecz np. o to, by Bóg zainspirował osobą chorą i wszystkich innych w jej otoczeniu do działań prowadzących do jej szczęśliwego uzdrowienia, i by dodał im wszystkim siły oraz wytrwałości w tych działaniach. Jeśli modlimy się o pokój na świecie, to modlimy się o to, by ludzie przestali krzywdzić się nawzajem, popełniać zło, różne okrucieństwa itd. Tylko tyle i aż tyle. Przestrzeganie praw Tory i podążanie za mądrością naszej tradycji daje nam gwarancję, iż jeśli będziemy czynić to wszystko skrupulatnie, to nie będziemy krzywdzić innych ludzi i popełniać żadnego zła w świecie. Tylko tyle i aż tyle. Jednakże nie daje nam to gwarancji, że nie będziemy owego zła doświadczać od innych; tak długo, jak długo istnieje na tym świecie choćby jedna czyniąca zło osoba, będzie istnieć przynajmniej jedna, inna osoba, która tego zła będzie doświadczać. Jednakże zarówno Bóg, jak i Tora są tego świadome i biorą na to cały czas poprawkę. Dzięki temu możemy uczestniczyć i uczestniczymy w procesie naprawy świata, a robimy to codziennie czyniąc dobrze, działając sprawiedliwie i z miłością wobec wszystkich otaczających nas ludzi.

Szabat szalom,

Menachem Mirski

 

Turning point. Thoughts on the parashat Miketz

Turning point. Thoughts on the parashat Miketz

Menachem Mirski

The Torah portion for this week contains the famous story of Joseph, Pharaoh and his dreams of seven fat cows that are swallowed up by seven lean cows, and of seven fat ears of grain swallowed by seven lean ears. Joseph interprets the dreams to mean that seven years of plenty will be followed by seven years of hunger, and advises Pharaoh to store grain during the plentiful years. Pharaoh appoints Joseph governor of Egypt. Joseph marries Asenath, daughter of Potiphar, and they have two sons, Manasseh and Ephraim.

Since our biblical story first shows us Pharaoh’s dreams, and then tells us about the real, according to its narrative, events which closely related to those dream visions, we must immediately ask the following questions: What is the connection between Pharaoh’s dreams and reality? Was the Pharaoh a prophet? Was Joseph a prophet? Or maybe they were together “one prophet”?

This question is answered in the verse 25 of this chapter (Bereshit 41):

And Joseph said to Pharaoh, “Pharaoh’s dreams are one and the same: God has told Pharaoh what He is about to do.

Since the dreams concerns affairs of state – the need to prepare for the coming calamity – God revealed it to the chief of state. And since it was a Divine communication, God wished to reveal its interpretation through His own servant, rather than the wizards of Egypt.

Pharaoh was concerned about this dream and this is a clue for us (Bereshit 41: 8). He was so frightened that he commanded all Egyptian fortune tellers and wise men to be called. He was at least as worried as if he knew what the dream was prophesying: that its content is not really about the seven years of abundance, but the following seven years of famine, as noted by Nachmanides:

For the truth of his [Joseph’s] word was not known until the years of famine began, since the years of plenty were not something out of ordinary.

It was the fear of Pharaoh that made him decide to get the advice of the sages. In fact, periods of famine (or using modern analogy: the economic crisis) occur periodically. Pharaoh had to be an enlightened man and he must have known that situations like that had happened in history or perhaps crop failure and famine disaster had already occurred during his reign earlier.

The symbolism of both pharaoh’s dreams is in fact quite simple and, as Joseph himself notes, it is one dream (Bereshit 41:25). We have the river Nile, on which the prosperity of Egypt depends entirely. We have crops and cattle, and therefore vegetation, including animal feed and animals themselves. All this is human food, the foundation of human existence with which something disturbing happens in this dream. Also, the external features of cows symbolize issues that are perennially connected with each other: prosperity and beauty as well as poverty and ugliness. In times of widespread prosperity, people become more beautiful to one another, both internally and externally, whereas in times of poverty and great misfortune the entire „inner ugliness of man” becomes, usually, widely revealed, and the beauty, especially the internal one, becomes a much rarer phenomenon.

Josef, apart from the fact that he quickly read this symbolism, is, according to our story, a man of extremely strong character. Despite the fact that really hard times are approaching, once again we see him calm and rational, and invariably cunning:

 

Accordingly, let Pharaoh find a man of discernment and wisdom, and set him over the land of Egypt.

(Bereshit 41:33)

Why did he say that? The first thought that appeared in my mind while preparing this drasha was the following: he had himself in mind. A moment later, I discovered that this opinion was already expressed by the medieval commentator of the Bible, Nachmanides, in his commentary on this verse. Joseph must have viewed as providential the sudden and dramatic manner in which he was brought before Pharaoh. He still had faith in the fulfillment of his adolescent dreams (Bereshit 37:5-9) and felt that the long-awaited turning point in his destiny had finally arrived. If so, he had to utilize this unique opportunity. He did so by offering his counsel. His advice was so relevant and wise that Pharaoh was enormously impressed.

Before the years of famine came, Joseph became the father of two sons, whom Asenath daughter of Poti-phera, priest of On, bore to him. Joseph named the first-born Manasseh, meaning, “God has made me forget completely my hardship and my parental home.” And the second he named Ephraim, meaning, “God has made me fertile in the land of my affliction.”

(Bereshit 41:50-52)

At the same time, Josef got rid of the trauma that had constantly affected him. It disappeared completely when his first son was born. Why? To put it colloquially: Joseph simply grew up. He gained a position, set up a family and adopted full responsibility for everything in his life. From a materialistic and practical point of view, he did not have to do it. Having such a high position in this ancient, patriarchal system, he could lead a ‘rakish’ lifestyle, having many wives and concubines and not being obliged to take direct responsibility – besides the material one – for his family and offspring. It was the prospect of difficult times that made his entire situation serious.  What I believe is that it was the sum of all these events that brought this turning point to his life and made this young man a real man. I also think that this lesson made him later able to forgive his brothers. We are dealing here with a somewhat paradoxical situation: precisely because of the fact that he took up a fully adult life and took full responsibility, not only for himself, but also for others, his youthful dreams were realized.

This story gives us example how a one conversation or one meeting can diametrically change someone’s fate. It also shows how crucial is the proper awareness of the place and time and the ability to use them. This history teaches us that in order to radically change our individual fate it is often enough to be simply vigilant and open to what is happening in the world around us; that it is crucial and at the same time completely sufficient in certain circumstances.

But this story also teaches us that we must not waste our resources; it teaches us something that humanity has been trying to learn for centuries and still cannot learn it.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski

To lie or not to lie? Thoughts on Parashat Vayetze

To lie or not to lie? Thoughts on Parashat Vayetze.

Menachem Mirski

And Laban said to him, “You are truly my bone and flesh.” When he had stayed with him a month’s time. (Bereshit 29:14)

Jacob, at the urging of his mother and father, escapes from his brother, Esau, who, overwhelmed with anger at the lie and theft of the birthright decides to murder Jacob. In fact, the words of the verse quoted above have a deeper and a bit ironic meaning. It just so happens that both Laban and Jacob were liars. Of course, it is not only them who tell untruth, it is also done by Rachel, Sarah, Abraham… But in the context of the story from our Torah portion it can be concluded that Jacob’s karma returned to Jacob.

As you know, I have served your father with all my might; but your father has cheated me, changing my wages time and again. God, however, would not let him do me harm. (Bereshit 31:6-7)

This is how Jacob summarizes his long-term relationship with his father-in-law after following the voice of the Eternal that makes him decide to leave Laban, with all his family and belongings, and return to the land of his ancestors. Karma, therefore, returned to him, despite the fact that the intrigue of the „taking over of the birthright” was not his own idea, but of his mother, Rebecca. It returned to him in spite of the internal transformation that had taken place on his way to the country of Laban. The fact that both stories follow each other is not a coincidence (nothing in the Hebrew Bible is a coincidence and everything creates a logical, thoughtful whole, no matter what theory of its creation we accept). In fact, the message of these two stories can be read as: karma returns. And also, when we take a closer look at our story, Jacob, especially compared to the other people appearing in it, seems to be someone righteous.

But what does our tradition teach about speaking untruths, in more specific way? The Torah says: „Distance yourself from words of falsehood.” (Shemot 23:7) This is the only sin regarding from which the Torah warns us to „distance” ourselves. In general, Jewish tradition emphasizes the importance of telling the truth, but not always. Even the ninth commandment “Thou shalt not bear false witness against thy neighbor” (Shemot 20:16) makes the prohibition of speaking untruths relative. What is the idea behind it? Telling untruth is strictly forbidden only when it is aimed at harming another human being. In other cases, this prohibition is not categorical and there are cases where it is allowed to say untruth.

Our rabbinical tradition (for example Talmud, Bava Metziah 13a) allows untruth to be spoken (understood basically as a „modification of the truth”) in the following cases:

  1. Changing the truth in order to practice humility. For example, one may claim ignorance of a certain Talmudic tractate even if one does actually know it.
  2. Changing the truth in order to maintain modesty. One does not have to tell the truth when being asked, for example, about personal or intimate matters.
  3. Changing the truth in order to protect someone else from harm or inconvenience. For example, if a host was very gracious, and one is asked about this, one should not tell all about his magnanimity as this may cause too many guests to flock to him. On a similar vein, if a person has an incurable illness, and informing him of this will be detrimental to his health, it may be proper to withhold this information from him.
  4. A ‘white lie’ said in order to protect someone from embarrassment. An example of this is that one may say that a bride is beautiful even if she isn’t particularly beautiful.
  5. There are some circumstances under which one is allowed to be deceptive in order to recoup losses that are owed to him. Our patriarch Jacob employed this method to protect his lawfully earned gains from being defrauded him by Laban. We are therefore allowed to say untruth to overt liars who act to our detriment. And we are definitely allowed to lie in order to save someone’s health or life.

Despite all these allowances, one should always attempt not to say an outright lie, but rather to tell half-truths if telling the whole truth was something dubious or harmful. We should also try to avoid lying to children, so as not to train them to lie. Also, even in these circumstances, one should try not to lie on a constant basis.

Jacob’s lie, committed in order to take over the birthright does not fall into any category of „allowed untruths”, since its direct result was the harm of another man – his brother Esau. However, are we, as Jews, descendants and spiritual heirs of Jacob-liar? We are not, because we are all bnei-Israel and not bnei-Yaakov. We are not children of Jacob, but of Jacob-Israel, the one who underwent spiritual transformation and ceased to be Jacob-liar.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

 

 

Kłamać czy nie kłamać? Refleksja nad paraszą Wajece

Kłamać czy nie kłamać? Refleksja nad paraszą Wajece.

Menachem Mirski

 

I rzekł do niego Laban: „Wszak kością i ciałem mojem ty!” I zamieszkał u niego przez miesiąc czasu. (Bereszit 29:14, tłum I. Cylkow)

Pod namową matki i ojca Jakub ucieka przed swoim bratem, Ezawem, który w gniewie za kłamstwo i kradzież pierworództwa postanawia zamordować Jakuba. W istocie, słowa zacytowanego powyżej wersetu mają głębszy i nieco ironiczny sens. Tak się składa, że i Laban, i Jakub byli kłamcami. Oczywiście nie tylko oni poświadczają nieprawdę, robi to także Rachela, Sara, Abraham… W kontekście opowieści z naszej porcji Tory można wnioskować, że wróciła do Jakuba jego karma.

Wy same najlepiej wiecie, że choć z całych sił służyłem ojcu waszemu, on jednak oszukiwał mnie i wielokrotnie zmieniał mi zapłatę; i tylko Bóg bronił mnie od krzywdy. (Bereszit 31:6-7)

Tak podsumowuje swoją wieloletnią relację ze swoim teściem, Labanem, sam Jakub, po tym jak podążając za głosem Wiekuistego postanawia go opuścić, z całą swoją rodziną i dobytkiem, i wrócić do ziemi swoich przodków. Karma więc wróciła do niego, pomimo faktu, iż sama intryga „przejęcia pierworództwa” nie była jego własnym pomysłem, lecz jego matki, Rebeki. Wróciła do niego także pomimo wewnętrznej przemiany, jaka u niego zaszła w drodze do kraju Labana. Fakt, że obie historie następują zaraz po sobie nie jest dziełem przypadku (nic zresztą w Biblii hebrajskiej nie jest dziełem przypadku, wszystko tworzy logiczną, przemyślaną całość, niezależnie od tego jaką teorię jej powstania przyjmujemy). Przesłanie zestawienia tych historii można w istocie odczytać jako: karma powraca. A także, gdy przyjrzymy się naszej opowieści bliżej, Jakub, szczególnie na tle innych osób, wydaje się być kimś w istocie sprawiedliwym.

Czego natomiast, w bardziej szczegółowym ujęciu, uczy na temat kłamstwa nasza tradycja?

Tora mówi: „Od rzeczy kłamliwej oddalisz się” (Szemot 23:7). Jest to grzech, od którego Tora nakazuje nam „stronić”. Ogólnie rzecz biorąc tradycja żydowska podkreśla znaczenie mówienia prawdy, jakkolwiek nie zawsze i nie w każdym przypadku. Nawet dziewiąte przykazanie: „Nie dawaj przeciw bliźniemu twemu świadectwa fałszywego” (Szemot 20:16) czyni zakaz mówienia nieprawdy względnym. Jaki się kryje za tym idea? Mianowicie taka, iż mówienie nieprawdy jest kategorycznie zabronione tylko wówczas, gdy wyrządza krzywdę drugiemu człowiekowi.  W innych przypadkach ów zakaz nie ma charakteru tak kategorycznego i istnieją przypadki, w których mówienie nieprawdy jest dozwolone.

Nasza rabiniczna tradycja (na przykład Talmud, traktat Bawa Mecija 13a) zezwala na mówienie nieprawdy (rozumiane zasadniczo jako „modyfikacja prawdy”) w następujących przypadkach:

  1. Modyfikacja prawdy w celu okazania pokory. Mogę na przykład twierdzić, iż nie znam jakiegoś talmudycznego traktatu, nawet jeśli faktycznie go znam.
  2. Modyfikacja prawdy w celu okazania skromności. Nie trzeba, na przykład, mówić prawdy jeśli ktoś pyta nas np. o kwestie osobiste czy intymne.
  3. Modyfikacja prawdy w celu ochrony kogoś przed krzywdą lub jakąś niedogodnością. Na przykład, jeśli byliśmy na przyjęciu u bardzo łaskawego gospodarza, nie musimy innym mówić prawdy o jego wielkoduszności, gdyż może to sprawić, iż zaleją go tłumy innych gości. Lub, w podobnym duchu, jeśli jakaś osoba cierpi na nieuleczalną chorobę, a poinformowanie o tym może być szkodliwe dla jej zdrowia, można ukryć te informacje przed nią.
  4. „białe kłamstwo” (ang. ‘white lie’) wypowiedziane, aby ochronić kogoś przed zakłopotaniem. Można na przykład powiedzieć, że panna młoda jest piękna, nawet jeśli nie jest, naszym zdaniem, szczególnie piękna.
  5. Istnieją okoliczności, w których można pozwolić sobie na oszukiwanie kogoś, w celu odzyskania strat, które powstały w wyniku oszustw tej osoby. Nasz patriarcha, Jakub, zastosował tę metodę, aby chronić swoje zasłużone zyski przed kolejnymi oszustwami Labana. Wolno nam więc mówić nieprawdę wobec jawnych kłamców, którzy działają na naszą szkodę. I zdecydowanie wolno nam kłamać w celu ratowania czyjegoś zdrowia lub życia.

 

Pomimo wszystkich powyższych wyjątków, należy zawsze unikać mówienia jawnej nieprawdy, skłaniając się raczej ku pół-prawdom, gdyby powiedzenie ‘całej prawdy’ było czymś wątpliwym lub szkodliwym. Powinniśmy także unikać okłamywania dzieci, aby nie uczyć ich kłamania. We wszystkich okolicznościach należy także unikać kłamania ciągłego i permanentnego.

Kłamstwo Jakuba, popełnione w celu zawłaszczenia pierworództwa, nie mieści się w żadnych kategoriach “dozwolonego mówienia nieprawdy”, bowiem jego bezpośrednim skutkiem była szkoda drugiego człowieka – jego brata Ezawa. Czy zatem jako Żydzi jesteśmy potomkami i duchowymi spadkobiercami Jakuba-kłamcy? Nie jesteśmy, bowiem wszyscy jesteśmy bnei-Israel, nie zaś bnei-Jaakow, jesteśmy więc dziećmi nie Jakuba-kłamcy, lecz Jakuba-Izraela, tego, który przeszedł duchową przemianę i przestał być Jakubem-kłamcą.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

LECH LECHA

LECH LECHA

For 19th. October 2018. Beit Warszawa.

Two words set the story in motion. Two unexpected words. The first eleven chapters of the Torah have been occupied with explaining the metaphysical basis of Existence: There is a Creator who Created, who got upset at what He had created (I shall use the term 'He’ because this is grammatically correct to the original language, but this God is not a big macho male as in some other religions). We are never told Why, or Why certain things are the way they are, but they are so – there are different species, there are different lights in the sky, different cycles of Time. In a second explanation the reason for the existence of Humanity is explained and how they came into existence and why there are different genders, and then we learn of their initial relationship, their initial children, the way the species developed in a way that does not please God so God decides to wipe almost all land-based living things out and start over again….   from which we should learn that a global destruction IS technically feasible. Then Humanity grows again, in different ways, as different sub-groups – races, tribes, nations – and develops through God’s decree different languages….

It really does NOT matter whether you believe all this biblical story, one does NOT have to be a Biblical Fundamentalist and accept each printed word as scientific fact – what is important is that by the time the 'story’ of Abram begins we already have an established World that is roughly as we ourselves would recognise it.  There is day and night, winter and summer, there are continents and seas, there are different peoples living in different countries and speaking different languages, there are living creatures that have been domesticated for their milk, their wool, their meat and their skin, and there are other creatures that are wild and potentially even dangerous, so that sheep need protection from predators; there are fields of wheat and trees bearing figs and olives and dates. There are seasons when it rains – or at least, when it should rain, there is a catastrophic drought if the rains don’t come. People have developed hierarchies, social structures, there are Kings and others who say ”This is MY land”  and there are also nomads who go wherever they wish, wherever they can feed their flocks, knowing that whatever bit of land they might be on, they are still under the same sky. There is a desire to find a partner, with whom to mate and breed – we call this ”marrying”, we speak of ”husband and wife” or at this period ”wives and subordinate wives, concubines”; we speak of parents and children, families, tribes, nations. People age and die and need to be buried.

So in the chapters that begin now with chapter 12 we will encounter, throughout the rest of the First Book, Bereshit, a family that wanders, a couple that has trouble fulfilling the desire to have children and has to 'adopt’ the child of a slave, a family that has to wander away when there is a drought, and submit to the power exerted by local kings in Sodom or Gerar or later Egypt, that has to develop and retain its own identity and religion, that uses family links in Haran to keep things together but at the same time splits into different and often mutually-hostile branches – in other words, we have what one might call Normality, a state of human existence that has lasted essentially until the present. With whom are we related? Where do we come from, where do our families come from, what links do we retain to our different family members, are we closer to some and distant from others, what languages do we speak, in what cultures did we grow, do we come from countries that have fought each other, besieged and conquered each other’s cities, have we or our ancestors wandered, emigrated, fled to other countries and settled there? 

We may have difficulty conversing with Adam, or Noah, but Abraham is in many respects – though he is rarely seen so – a modern person. He has modern problems, paying the bills, supporting his family and servants/employees, getting or raising children, worrying about who his daughter-in-law will be and how his grandchildren will be raised, he has arguments with his wife, he has a vague vision of a better future where he can settle and feel At Home. He has to plan a  funeral.

And it all starts with two words that come from nowhere. This man, living originally in Ur, then in Haran, with a father, a wife, with brothers and sisters-in-law and nephews, hears a Voice that will from this moment on dominate his life and that of all his descendants – one could say, it will dominate world history, though if you say this you signify that you ignore many other parts of the world that were only brought into this sphere of influence much later, when the idea of a single, invisible God was brought by Christianity and Islam (in slightly different forms) to Asia, to Africa, to Australasia and the South Sea islands, to North and South America……

Let us be honest, what we call ”the known world” is a selective artificial construct, we mean simply that region for which we had some textual and archaeological sources!! We focus in synagogues (and churches) on what was happening in the Middle East several thousand years ago, on the conflicts and land disputes and struggles over entitlement to different countries, we read every week about the conflict between Jacob and Esau and their descendants, between the Hebrews and the Canaanites, the Israelites and the Egyptians, but if I were to ask you what was happening at that same period in the forests and swamps of what is now called Central Europe, the chances are that you would have no idea!

So – no change there! Even now the world’s attention tends to focus almost exclusively upon this troubled region and unless there is a major war or a natural catastrophe no-one really notices what happens in other countries in Central Africa, in Asia, in northern Siberia, in Pacific countries…. It is as though the politicians of the entire world cannot break free from the feeling that this tiny area of the globe is THEIR ancestral home too! That they are entitled to have opinions about what happens there, even though they do not live there! Then there is the question as to whether a Universal God should be allowed to have 'favourites’ – we see from the reactions of those who feel that somehow they were NOT chosen the anger and bitter jealousy that this can create against those who feel they were chosen!

Two words: ”Lech Lecha”. Variously translatable but basically meaning ”Move!” Move from Here and go to…. Somewhere Else. A Somewhere Else that will one day become a home to – well, not to You, but to Your Descendants, maybe soon, maybe in four hundred years. A Land that is Promised but not Given, and this Promise is given to Abram / Abraham but, irritatingly, is not announced at the same time to the current tenants. Would not history have been so different had God said also to the Canaanites, ”Listen, I am giving you all notice to move out in two generations because I have decided to give this Land to another group I have especially chosen”? No, the Torah just states baldly that ”There were already Canaanites in the Land”, that God has promised to Abram a country that is not lying there virginal and empty, waiting to be settled and developed, but a land that is already filled with people, with farmers, with city dwellers, with petty kings and their armies. No clue is given as to how this problem is to be resolved and in some respects it has still not been resolved!

So even now, when the distant descendants of Abraham (through his second son Isaac) have taken control of a part of the Land that was promised (only a part! Not ”from the River of Egypt to the Euphrates River”!) there are conflicts, bitter conflicts both with the Others, (some of whom claim descent through the first son Ishmael) and within the Israelites themselves about how to deal with these Others, whether with severity or with mildness, whether to make even more compromises and share the small area that is left or whether to keep all there is and even expand. It doesn’t really matter what position you take on this question, the arguments of all sides are all based upon the verses in chapter 12. Do you accept that there is a God who, having created the entire world, can decide which group should go where? Who can make promises? Who can move peoples like pieces on a chess board, depending on whether they obey and serve and show gratitude for what they have, or whether they cease to deserve what they have been given? One who can tell them to move from Here to There and make the best of it?

The Torah never tells us WHY God picks Abram, WHY God speaks to him, WHY God plans that Abram should have to move and settle in a new country. Jewish tradition has tried to fill some of these more obvious gaps with anecdotes and commentaries, midrashim, but the text itself is bare and abrupt. ”Go!” – ”Lech Lecha” literally means ”Go for You!” but God really means ”Go – for Me”! And precisely here lies the Big Mystery: To what extent, when we live our lives according to certain commands from an invisible, unnamed but all-powerful God, are we living our lives for our own sakes or for God’s sake? To what extent do we feel ourselves partners in a Brit, a covenant which ties us inextricably across all the generations and continents to this nomad in the Middle East and his domestic, spiritual and political troubles – and through him to God? To what extent can we feel that a piece of territory in the Middle East was really promised to Us and that we should live there, come what may, or at least defend it, support it, yearn for it from outside? Are we a part of the promise? Or part of the threat?

At some point God says to each of us: ”Lech Lecha” and we have to leave our home, our parents, and set out into the Big Wide World. Some of us have the good fortune to leave in times of peace and prosperity, some of us are merely survivors of a total destruction, orphaned and exiled. Some of us have a vision of the career we want to follow, the subjects we want to study, the places we want to visit and where we may want to settle, while some of us are happy just to be breathing still. Some of us will physically create and raise another generation, some of us may teach and influence another generation. None of us can know what the long-term outcome of our actions can be in, say, another four hundred years’ time. But when the call comes – We have to Go.

It really is as simple, and as complicated, as that!

Shalom,

 

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

 

LECH LECHA

LECH LECHA

19 października 2018, Beit Warszawa

Dwa słowa nadają bieg historii. Dwa nieoczekiwane słowa. Pierwszych jedenaście rozdziałów Tory poświęconych zostało wyjaśnianiu metafizycznych podstaw Istnienia: jest Stwórca, który wszystko stworzył i który był niezadowolony z tego, co stworzył (będę używał zwrotu „on”, gdyż jest to zgodne z gramatyką źródłowego języka Tory, ale ten Bóg nie jest jakimś wielkim macho, tak jak w niektórych innych religiach). Nigdy nie wyjaśnia się nam, dlaczego to zrobił ani też dlaczego niektóre rzeczy są właśnie takie, jakie są; po prostu takie są – mamy różne gatunki, różne światła na niebie i różne cykle czasu. Drugie wytłumaczenie wyjawia powód, dla którego istnieje ludzkość, wyjaśnia też, jak powstali ludzie i dlaczego występują odmienne płcie, potem dowiadujemy się zaś o pierwszym związku i o pierwszych dzieciach, o tym, jak rodzaj ludzki rozwinął się w sposób, który nie przypadł Bogu do gustu, więc Bóg postanowił zgładzić niemal wszystkie żywe stworzenia żyjące na lądzie i rozpocząć wszystko od nowa…, co powinno nas nauczyć, że globalne zniszczenie JEST technicznie wykonalne. Następnie ludzkość rozwija się na nowo, na różne sposoby, pod postacią różnych pod-grup: ras, plemion, narodów, i na skutek Bożego zarządzenia wykształca różne języki….

Naprawdę NIE ma znaczenia, czy wierzymy w całą tę biblijną opowieść. NIE trzeba być biblijnym fundamentalistą i uważać każde wydrukowane słowo za fakt naukowy – ważne jest to, że w chwili, gdy rozpoczyna się „opowieść” Abrama mamy już ukonstytuowany świat wyglądający mniej więcej w taki sposób, który i my sami byśmy rozpoznali. Mamy więc dzień i noc, zimę i lato, mamy kontynenty i morza, różne ludy zamieszkujące w różnych krajach i mówiące w różnych językach, mamy żywe stworzenia, które zostały udomowione, bo dawały mleko, wełnę, mięso i skórę; są też inne stworzenia, dzikie i potencjalnie niebezpieczne, w związku z czym owce potrzebują ochrony przed drapieżnikami; są pola pszenicy i drzewa dające figi, oliwki i daktyle. Podczas niektórych pór roku pada deszcz – lub przynajmniej powinien wówczas padać deszcz, w przeciwnym wypadku nastają bowiem tragiczne w skutkach susze. Ludzie ustanowili hierarchie i struktury społeczne, mamy królów oraz inne osoby twierdzące: „ta ziemia jest MOJA”. Są też nomadzi wędrujący tam, gdzie tylko sobie zażyczą, gdziekolwiek będą mogli wykarmić swoje stada; wiedzą, że na jakimkolwiek skrawku ziemi by się nie znaleźli, wciąż będą przebywać pod tym samym niebem. Ludzie pragną znaleźć partnera do spółkowania i rozmnożenia się – nazywamy to „zawieraniem małżeństw” i mówimy o „mężu i żonie” czy też, w owym okresie, o „żonach i o żonach niższych rangą, konkubinach”; mówimy o rodzicach i dzieciach, rodzinach, plemionach i narodach. Ludzie starzeją się, umierają i muszą zostać pochowani.

Tak więc w rozpoczynających się właśnie rozdziałach, czyli od rozdziału 12 aż do końca Pierwszej Księgi (Bereszit), będziemy czytać o rodzinie, która wyrusza w wędrówkę; o parze, która ma trudności ze spełnieniem marzenia o posiadaniu dzieci i musi „zaadoptować” dziecko niewolnicy; o rodzinie, która po nastaniu suszy musi przenieść się w inne miejsce i poddać się władzy sprawowanej przez lokalnych królów w miejscach takich jak Sodoma i Gerar czy też później w Egipcie; która musi wykształcić i zachować swoją własną tożsamość i religię; która wykorzystuje powiązania rodzinne w Haranie, aby zachować jedność, lecz jednocześnie dzieli się na różne, często wrogo do siebie nastawione odgałęzienia – innymi słowy, mamy do czynienia z czymś, co można by nazwać normalnością, z takim rodzajem ludzkiej egzystencji, który przetrwał w istocie aż do teraźniejszości. Z kim jesteśmy spokrewnieni? Skąd pochodzimy, skąd pochodzą nasze rodziny, jaki rodzaj więzi podtrzymujemy z różnymi członkami naszej rodziny, czy jesteśmy bliżej związani z jednymi, a słabiej z drugimi? Jakimi mówimy językami, w jakich dorastaliśmy kulturach, czy pochodzimy z krajów, które walczyły między sobą, które oblegały i podbijały sobie nawzajem miasta, czy my lub nasi przodkowie udaliśmy się na tułaczkę, wyemigrowaliśmy, uciekliśmy do innych krajów i osiedliliśmy się w nich?

Prowadzenie konwersacji z Adamem lub Noem mogłoby nam sprawić trudność, lecz Abraham pod wieloma względami jest – choć rzadko postrzega się go w taki sposób – człowiekiem „współczesnym”. Ma współczesne problemy, takie jak płacenie rachunków, wspieranie swojej rodziny i sług/pracowników, doczekanie się i wychowywanie dzieci, martwienie się, kim będzie jego synowa i jak będą wychowywane jego wnuki; sprzecza się ze swoją żoną, ma niejasną wizję lepszej przyszłości, gdy będzie się mógł osiedlić w jednym miejscu i poczuć się jak w domu. Musi zorganizować pogrzeb.

A wszystko to rozpoczyna się od dwóch, pojawiających się jakby znikąd słów. Ten człowiek, mieszkający pierwotnie w Ur, a potem w Haranie, wraz z ojcem, żoną, z braćmi, szwagierkami i bratankami, słyszy Głos, który od tej chwili zdominuje jego życie oraz życie wszystkich jego potomków – można by nawet rzec, że zdominuje historię świata, choć ten, kto tak twierdzi, pokazuje tym samym, że ignoruje wiele innych części globu, włączonych do tej strefy wpływów dopiero o wiele później, gdy chrześcijaństwo i islam (w nieco różnych formach) przywiodły koncepcję jednego, niewidzialnego Boga do Azji, Afryki, Australazji i wysp Południowego Pacyfiku, do Północnej i Południowej Ameryki….

Bądźmy szczerzy, obszar zwany przez nas „znanym światem” jest wybiórczym, sztucznym konstruktem – rozumiemy przez to po prostu ten region, dla którego dysponowaliśmy jakimiś źródłami tekstualnymi i archeologicznymi!! W synagogach (i kościołach) skupiamy się na tym, co się działo na Bliskim Wschodzie kilka tysięcy lat temu, na konfliktach, sporach o ziemię i walkach o prawo do rządzenia różnymi krajami; co tydzień czytamy o konfliktach pomiędzy Jakubem i Ezawem oraz między ich potomkami, pomiędzy Hebrajczykami i Kananejczykami, Izraelitami i Egipcjanami, lecz gdybym się was spytał, co się działo w tym samym okresie historycznym w lasach i bagnach na terenach zwanych obecnie Europą Środkową, zapewne nie mielibyście najmniejszego pojęcia!

Tak więc – nic się pod tym względem nie zmieniło! Nawet dzisiaj uwaga świata często skupia się prawie wyłącznie na tym targanym konfliktami regionie i, o ile nie dojdzie do poważnej wojny lub klęski żywiołowej, nikt tak naprawdę nie zwraca uwagi na to, co się dzieje w innych krajach – w Środkowej Afryce, w Azji, w północnej Syberii czy w krajach w regionie Pacyfiku…. Tak jakby politycy z całego świata nie mogli wyzbyć się poczucia, że ów malutki skrawek globu jest również i ICH rodzinną kolebką! Że mają prawo wyrażać opinię na temat rozgrywających się tam wydarzeń, nawet jeśli tam nie mieszkają! Nasuwa się też pytanie, czy uniwersalny Bóg powinien mieć prawo do posiadania „faworytów” – widzimy po reakcji tych, którzy mają poczucie, że NIE zostali wybrani, jaki gniew i pełną rozgoryczenia zazdrość może to wzbudzić przeciwko tym, którzy uważają, iż zostali wybrani!

Dwa słowa: „Lech Lecha”. Można je tłumaczyć na różne sposoby, ale w gruncie rzeczy oznaczają „Rusz się!”. Rusz się stąd, gdzie jesteś, i idź… gdzieś indziej. Do jakiegoś „gdzieś indziej”, które pewnego dnia stanie się domem dla – no cóż, nie dla ciebie, ale dla twoich potomków, być może wkrótce, a może za czterysta lat. Do Ziemi, która została Obiecana, ale nie Dana. Ta obietnica zostaje złożona Abramowi/Abrahamowi, ale, co irytujące, nie zostaje w tym samym czasie ogłoszona ówczesnym mieszkańcom owej ziemi. Czyż historia nie potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby Bóg powiedział również Kananejczykom: „Słuchajcie, informuję was z wyprzedzeniem, że macie się stąd wszyscy wyprowadzić za dwa pokolenia, gdyż postanowiłem ofiarować tę Ziemię innej grupie ludzi, którą szczególnie sobie wybrałem?”. Nie, Tora po prostu stwierdza bez ogródek, że „Ziemia ta była już zamieszkana przez Kananejczyków”. Bóg przyobiecał Abramowi krainę, która nie leżała sobie dziewicza i pusta, czekając, aż ktoś ją zasiedli i zagospodaruje – była to kraina już zapełniona ludźmi, rolnikami, mieszkańcami miast, pomniejszymi królami i ich wojskami. Nie pada żadna wskazówka w kwestii tego, jak rozwiązać ten problem i można powiedzieć, że pod pewnymi względami wciąż jeszcze nie doczekał się on rozwiązania!

Tak więc nawet i teraz, gdy odlegli potomkowie Abrahama (wywodzący się od jego drugiego syna Izaaka) przejęli kontrolę nad częścią przyobiecanej Ziemi (tylko nad częścią! Nie „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”!), toczą się konflikty, zaciekłe konflikty zarówno z innymi (z których część twierdzi, iż pochodzi od pierwszego syna, Ismaela) jak i pomiędzy samymi Izraelitami w kwestii tego, jak poradzić sobie z owymi innymi: czy lepsze będzie surowe czy też łagodne podejście, czy należy iść na jeszcze więcej kompromisów i podzielić się małym obszarem, który pozostał, czy też zachować cały obecny stan posiadania, a nawet jeszcze go powiększyć? Tak naprawdę nie ma znaczenia, jakie zajmujemy w tej kwestii stanowisko; wszystkie argumenty poszczególnych stron opierają się na wersetach z rozdziału 12. Czy uznajesz, że istnieje Bóg, który stworzywszy cały świat może zdecydować, która grupa powinna trafić w które miejsce? Który może składać obietnice? Który może przestawiać ludy niczym pionki na szachownicy w zależności od tego czy będą posłuszne, czy będą skłonne służyć i okazywać wdzięczność za to, co mają, albo czy przestaną zasługiwać na to, co już otrzymały? Który może im powiedzieć, żeby przeniosły się z jednego miejsca do drugiego i żeby spożytkowały tę okazję najlepiej, jak tylko potrafią?

W żadnym miejscu Tory nie wyjawia się nam, DLACZEGO Bóg wybrał Abrama, DLACZEGO Bóg do niego przemówił, DLACZEGO Bóg zaplanował, że Abram powinien się przenieść i osiedlić w nowym kraju. Tradycja żydowska próbowała zapełnić niektóre z bardziej oczywistych luk przy pomocy anegdot i komentarzy, midraszim, jednak sam tekst jest oschły i lakoniczny. „Idź!” – „Lech Lecha” dosłownie oznacza „Idź dla siebie!”, lecz Bóg tak naprawdę ma na myśli: „Idź – dla mnie!”. I właśnie w tym tkwi Wielka Tajemnica: gdy kierujemy się w życiu przykazaniami otrzymanymi od niewidzialnego, nienazwanego, lecz wszechpotężnego Boga, do jakiego stopnia żyjemy przez wzgląd na nas samych, a na ile przez wzgląd na owego Boga? Do jakiego stopnia my sami czujemy się partnerami w brit, w przymierzu, które połączyło nas nierozerwalnie poprzez wszystkie pokolenia i kontynenty z owym nomadą z Bliskiego Wschodu i z jego domowymi, duchowymi i politycznymi problemami – a za jego pośrednictwem również z Bogiem? Na ile my sami mamy poczucie, że kawałek ziemi na Bliskim Wschodzie naprawdę został przyobiecany właśnie nam i że powinniśmy tam mieszkać, niezależnie od wszystkiego, bądź przynajmniej bronić go i wspierać oraz tęsknić za nim, gdy przebywamy z dala od niego? Czy jesteśmy częścią tej obietnicy? Czy też częścią zagrożenia?

W jakimś momencie Bóg mówi do każdego z nas: „Lech Lecha” i musimy opuścić nasz dom i naszych rodziców i wyruszyć w wielki, bezkresny świat. Niektórzy z nas mają to szczęście, że wyruszają w drogę w czasach pokoju i dobrobytu, zaś niektórzy z nas są osieroconymi wygnańcami, którym ledwo udało się ocaleć z całkowitego zniszczenia. Niektórzy z nas mają wizję kariery, w której chcieliby się realizować, przedmiotów, które chcieliby studiować, miejsc, które chcieliby odwiedzić i w których być może zechcą się osiedlić, podczas gdy niektórzy z nas są po prostu szczęśliwi, że wciąż jeszcze chodzą po tym świecie. Niektórzy z nas powołają do życia i wychowają kolejne pokolenie, zaś inni będą te kolejne pokolenia nauczać i kształtować. Nikt z nas nie wie, jaki będzie długoterminowy efekt naszych działań za, powiedzmy, kolejne czterysta lat. Lecz gdy nadejdzie owo wezwanie – musimy Iść.

To naprawdę jest aż tak proste i zarazem aż tak skomplikowane!
Szalom,

Rabin dr Walter Rothschild.

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

The meaning of life. Thoughts on parashat Lech Lecha.

The meaning of life. Thoughts on parashat Lech Lecha.

Menachem Mirski 

What is the meaning of a man’s life on an uninhabited island? Or let’s put it otherwise: what would have been the meaning of life of an astronaut who by chance had been lost on the moon, with a supply of food and air for, let’s say, 50 years, but without possibility of communication with people on the earth? The only meaning of his life would have been the hope that a rescue mission would come and take him back to the earth. There would have been no other meaning of his existence.

Indeed, the meaning of an individual life comes from our relationships with other people. Aristotle obviously knew it writing that a man is a social animal and only a God or a beast can live outside of society. This idea is also included in the common view that the meaning of life is life itself. This view can be true only if we clarify it and add that it is about life with its social dimension. We can see it clearly on the example of the astronaut. Thus, it is also not surprising that this common view, which speaks of „life alone”, can irritate people suffering from depression, as something completely meaningless and worthless.

Human life can only make sense if we live in a community. The smallest human community is the family. Family life also alleviates the negative effects of modern individualism, in which, despite its many advantages (like the greatest possibility of expressing individual freedom and independence), „the drama of human existence” becomes much more tangible to us, since we expose our hearts and minds to finitude of our being much more often. The cure for this is love, starting a family and having children. Then we have a chance to permanently forget about the finiteness of our individual being.

In our Torah portion Abraham and Sara are struggling with the same problem. Even though God shows Abraham a great vision:

The LORD said to Abram, “Go forth from your native land and from your father’s house to the land that I will show you. I will make of you a great nation, and I will bless you; I will make your name great, and you shall be a blessing. (Bereshit 12:1-2).

soon the fundamental complications come into being: Sarah cannot get pregnant.

And Sarai said to Abram, “Look, the LORD has kept me from bearing. Consort with my maid; perhaps I shall be built up through her.” And Abram heeded Sarai’s request. (Bereshit 16:2)

According to midrash Bereshit Rabbah 45:2, quoted by Rashi, Sarah decided to have a son through Hagar because a person who has no children is not firmly established (literally, built up: her name and future are not perpetuated) and is unstable. If so, does it mean that the conception of Ishmael was only meant to build up Sarah? Not at all, as we learn from verses 17:20-21:

As for Ishmael, I have heeded you. I hereby bless him. I will make him fertile and exceedingly numerous. He shall be the father of twelve chieftains, and I will make of him a great nation. But My covenant I will maintain with Isaac, whom Sarah shall bear to you at this season next year.

The same promise is repeated again in our next Torah portion, Vayera (in Bereshit 21:18). Ishmael also receives God’s blessing and his conception was also intended to populate the land with the seed of Abraham, with “a small difference” – the covenant between God and the chosen people was reserved only for Isaac and his offspring. It is also known from the verse 16:12 that Ishmael would be a wild ass of a man, His hand against everyone, And everyone’s hand against him; but He shall dwell alongside of all his kinsmen. What was it aimed at? There may be many complex answers to it. The answer that comes to my mind at the moment is the following: the chosen nation must be constantly challenged by the existence of other nations, so that the Israelites/Jewish people may be aware of their separateness and intentionally remain God’s chosen nation.

God promises twice (Bereshit 17:21 and 18: 10-15) that Sarah will give birth to a son and in both cases even the name of the promised son appears. So Abraham and his first wife already „know” that God’s promise, which will fulfill their desire, will become real. However, they all still live in “a love triangle”. This relationship comes to an end shortly after Isaac is weaned (21:8-12), which causes Abraham’s distress.

Therefore, even though Abraham is considered “the father of all the nations”, since Ishmael and his descendants are considered to be of his seed too (21:13), in fact it is Isaac only, who is his “rightful seed”. That’s the reason the Torah, in another parasha (verse 22:2), speaks about Isaac as of Abraham’s only son. To put it in short, Isaac was a covenantal seed of Abraham, whereas Ishamel was his non-covenantal seed.

***

But what we can learn from all of that? How can we understand the universal, relevant to people of all times, message of the story of Abraham, Sarah and Hagar?

Here it is what I would suggest: people have their own plans and great visions, but in a situation when they encounter problems with their implementation, they tend to choose different, alternative solutions. They choose what is given to them, what is within their reach. It often happens that despite the fact that they chose a temporary solution they do not abandon their original, longed-for visions and still think about them, with the hope that they will eventually come true.

When it comes to relationships, people often know that they will not be with each other forever, they often know that they are not meant for themselves. Sometimes they even talk with each other about how it will be in the future when they are not together. Despite everything, they remain in their relationships as if they were to last forever.

However, later often comes the time when their original visions become possible, completely realistic or even within easy reach. Then people abandon their temporary solutions, although often, especially in situations related to love, these are very difficult decisions. That was also the reason for Abraham’s despondency after the expulsion of Hagar and Ishmael, whom he also loved. It is also possible that it was this state of depression that led him to embrace the idea (which was, of course, according to the text, suggested by God himself) to sacrifice the only son that remained with him.

When it comes time to make such difficult decisions, one would often like to simply annul the current state of affairs: relations with other people, obligations to them or promises made to them. In our biblical story, it is God himself who cancels Abraham’s obligations to Hagar and Ishmael.

However, what this story also teaches us about is that temporary solutions also have their own meaning and may sometimes have a deeper, divine one, since we are never completely aware of the far-reaching consequences of our decisions and actions taken here and now. In fact, it was God himself who closed Sarah’s womb to persuade her to act in a different way. Had Sarah not been temporarily infertile, Ishmael would have never been born. Therefore, we should never a priori give up these temporary solutions and passively wait for the possibility of achieving the desired vision or plan; we do not know the course of things and the future, and it often happens that the choice of a temporary solution, allegedly contradictory to our „great vision”, is a necessary condition for making our deepest dreams realizable.

Shabbat shalom!

 

Menachem Mirski 

 

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

Sens życia. Refleksja nad paraszą Lech Lecha.

Sens życia. Refleksja nad paraszą Lech Lecha.

Menachem Mirski

Jaki jest sens życia człowieka na bezludnej wyspie? Albo inaczej: jaki byłby sens życia astronauty, który przypadkiem znalazłby się na księżycu, z zapasem żywności i powietrza, powiedzmy na 50 lat, jednakże bez możliwości komunikacji z ludźmi na ziemi? Jedynym sensem życia dla tegoż astronauty byłaby nadzieja, że przybędzie misja ratunkowa i zabierze go z powrotem na ziemię. Jego egzystencja nie miałaby żadnego innego sensu.

Otóż właśnie, sens indywidualnego życia rodzi się z naszych relacji z innymi ludźmi. Wiedział o tym oczywiście Arystoteles, pisząc, że człowiek jest istotą społeczną, a poza społeczeństwem może żyć tylko Bóg albo bestia. Ta myśl zawarta jest też w powszechnym poglądzie, że sensem życia jest samo życie. By pogląd ten był prawdziwy należy go doprecyzować, dodając, że chodzi o życie w jego wymiarze społecznym. Widzimy to jasno na przykładzie astronauty. Nie dziwi też, iż ów powszechny pogląd, mówiący o „życiu samym” może drażnić ludzi cierpiących na depresję, jako kompletnie bezsensowny i bezwartościowy.

Życie ludzkie może mieć więc sens tylko, jeśli żyjemy we wspólnocie. Za najmniejszą wspólnotę ludzką można uznać rodzinę. Życie rodzinne łagodzi również negatywne skutki współczesnego indywidualizmu, w którym, pomimo wielu jego zalet (z możliwością pełni ekspresji naszej wolności i niezależności na czele), „dramat ludzkiej egzystencji” staje się dla nas dużo bardziej namacalny, częściej bowiem wystawiamy nasze serca i umysły na skończoność naszego bytu. Lekarstwem na to jest miłość, założenie rodziny i posiadanie dzieci. Wtedy mamy szanse trwale zapomnieć o skończoności naszego jednostkowego bytu. 

Bohaterowie naszej porcji Tory – Abraham i Sara – borykają się z tym samym problemem. Bo chociaż Bóg kreśli przed Abrahamem wielką wizję:

Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. (Bereszit 12:1-2). 

to wkrótce potem pojawiają się komplikacje natury fundamentalnej: Sara nie może zajść w ciążę.

Rzekła więc Saraj do Abrama: Ponieważ Pan zamknął mi łono, abym nie rodziła, zbliż się do mojej niewolnicy; może z niej będę miała dzieci. Abram usłuchał rady Saraj. (Bereszit 16:2)

Według midrasza Bereszit Rabba 45:2, cytowanego przez Rasziego w jego komentarzu do tegoż wersetu, Sara zdecydowała się mieć „syna z Hagar”, bowiem w tamtych czasach osoba, która nie miała dzieci, nie była „społecznie ugruntowana” (dosłownie: zbudowana) – jej przyszłość była niepewna i niestabilna. Skoro tak, to czy to oznacza, że poczęcie Izmaela miało na celu jedynie „podbudować” społecznie Sarę? Bynajmniej, o czym dowiadujemy się z wersetów 17:20-21 tej samej Księgi:

Co do Izmaela, wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię. Moje zaś przymierze zawrę z Izaakiem, którego urodzi ci Sara za rok o tej porze.

Ta sama obietnica pojawia się ponownie w naszej następnej porcji Tory, Wajera (werset 21:18). Izmael również otrzymuje Boże błogosławieństwo, a jego poczęcie miało na celu zaludnienie ziemi nasieniem Abrahama, z „drobną tylko różnicą” – przymierze między Bogiem a ludem wybranym zostało zarezerwowane tylko dla Izaaka i jego potomstwa. Wiadomo też z wersetu 16:12, iż Izmael – będzie to człowiek dziki, ręka jego będzie przeciwko wszystkim, a ręka wszystkich będzie przeciwko niemu, i będzie nastawał na wszystkich pobratymców swoich. Co to wszystko mogło mieć na celu? Istnieje wiele odpowiedzi na ten temat. Ta, która przychodzi mi w tym momencie na myśl, brzmi następująco: naród wybrany musi stale istnieć w obliczu innych (niekoniecznie mu przyjaznych) ludzkich społeczności, po to, aby Izraelici/Żydzi byli świadomi swojej odrębności i tym samym świadomie wybierali bycie Jego narodem wybranym.

Bóg dwukrotnie obiecuje (Bereszit 17:21 i 18:10-15), że Sara urodzi syna; w obu przypadkach pojawia się nawet jego imię. Tak więc Abraham i Sara już „wiedzą”, że Boża obietnica, która spełni ich pragnienia, zostanie w końcu zrealizowana. Jednakże nadal żyją w „trójkącie miłosnym” z Hagar. Ów związek dobiega końca wkrótce po odstawieniu Izaaka od piersi (21:8-12), co sprawia, że Abraham popada w przygnębienie.

I chociaż Abraham uważany jest za „ojca wszystkich narodów”, bowiem Izmael i jego potomkowie są także uznawani za jego nasienie (21:13), to tak naprawdę to tylko Izaak jest jego „prawowitym nasieniem”. Z tego powodu Tora, w kolejnej paraszy (werset 22: 2), mówi o Izaaku jako o jedynym synu Abrahama. Mówiąc krótko, Izaak był jego „potomstwem związanym przymierzem”, podczas gdy Izamel był jego „potomstwem spoza przymierza”.

***

Jakie z tej historii mogą płynąć dla nas nauki? Jak można rozumieć uniwersalne, ważne dla ludzi wszystkich czasów, przesłanie opowieści o Abrahamie, Sarze i Hagar?

Moja propozycja zabrzmi następująco: ludzie mają swoje plany i (niekiedy wielkie) wizje, jednakże w sytuacjach, gdy napotykają problemy w ich realizacji, zwykle skłaniają się ku innym rozwiązaniom, ku temu co jest im aktualnie dane, ku temu co jest w zasięgu ręki.  Często zdarza się też, iż pomimo tego, że wybrali już rozwiązanie tymczasowe, nie rezygnują całkowicie ze swoich pierwotnych, upragnionych wizji i wciąż o nich myślą, z nadzieją, że ostatecznie staną się one rzeczywistością.

Jeśli chodzi o relacje miłosne, ludzie często wiedzą, iż nie będą ze sobą zawsze, często mają świadomość, że nie są sobie przeznaczeni. Niekiedy nawet rozmawiają ze sobą o tym, jak to będzie w przyszłości, gdy nie będą razem. A mimo tego pozostają w swoich związkach, jakby miały one trwać wiecznie.

Jednak później często nadchodzi czas, kiedy ich pierwotne marzenia stają się nie tylko możliwe, lecz całkowicie realistyczne, a niekiedy wręcz zupełnie w zasięgu ręki. Wtedy porzucają owe tymczasowe rozwiązania, na które się zdecydowali, choć często, zwłaszcza w sytuacjach związanych z miłością, są to decyzje bardzo trudne. To było również powodem przygnębienia Abrahama po wydaleniu Hagar i Izmaela, których, jak wszystko na to wskazuje, także kochał. Możliwe również, że to ów stan depresji zrodził w jego umyśle pomysł (rzecz jasna podsunięty przez samego Boga – zgodnie z dosłownym rozumieniem tekstu Biblii), aby poświęcić jedynego syna, który przy nim pozostał

Kiedy przychodzi czas podejmowania tak trudnych decyzji, często chciałoby się po prostu „anulować” obecny stan rzeczy: relacje z innymi ludźmi, zobowiązania wobec nich lub złożone im obietnice. W naszej biblijnej historii to sam Bóg jest tym, który unieważnia zobowiązania Abrahama wobec Hagar i Izmaela.

Jednak nasza historia uczy nas także tego, iż owe rozwiązania tymczasowe mają również swój własny sens i znaczenie, i mogą niekiedy mieć naprawdę głęboki, boski sens, bowiem nigdy nie jesteśmy całkowicie świadomi daleko idących konsekwencji naszych decyzji i działań podejmowanych tu i teraz. W rzeczywistości to sam Bóg zamknął łono Sary, aby zmusić ją do działania w inny sposób. Gdyby nie (tymczasowa) bezpłodność Sary, Izmael nigdy by się nie narodził. Dlatego nigdy nie powinniśmy nigdy a priori rezygnować z owych „rozwiązań tymczasowych”, by biernie oczekiwać na możliwość spełnienia się pożądanej wizji lub planu.  Nie znamy bowiem biegu rzeczy i tego, co czeka nas w przyszłości, a często zdarza się właśnie tak, że wybór rozwiązania tymczasowego, rzekomo sprzecznego z naszą „wielką wizją”, okazuje się być warunkiem koniecznym realizacji naszych najskrytszych marzeń.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

Killing Anger. Thoughts on Parashat Bereshit.

Killing Anger.

Thoughts on Parashat Bereshit.

Menachem Mirski

[…] The Eternal approved Abel and his offering, but did not approve Cain and his offering. Cain was filled with rage; his face fell. The Eternal One then said to Cain, “Why are you so angry? Why your fallen face? Would you not do well to lift it? For if you do not do well – sin crouches at the door; you are the one it craves and yet you can govern it.

[Bereshit 4:4-7]

Why did Cain murder Abel? The Midrash offers us a number of explanations, each of which concerns the rivalry of the brothers and represents a different philosophical reason for it. According to one Midrash, it all boils down to what has caused much strife in families throughout the ages, namely, the division of property and inheritance. Seeing that they were the only two humans around, Cain and Abel decided to divide “ownership” of the world. One would take all the lands and things that grow from it, while the other would take movable objects such as animals and the like. Thus, one became a farmer and the other a shepherd (Bereshit Rabbah 22:7). Another explanation is that they were fighting over a woman. According to the Midrash, both Cain and Abel were born with twin sisters, whom they married. However, Abel was actually born with two sisters, and they fought over who would marry the extra wife. Cain said he was the oldest and thus it was his right, while Abel claimed that since she was born with him, it was his right. Another explanation concerns “theological reasons”. Cain, upon seeing that his offering was not accepted but his brother’s was, said to Abel, “It appears that God isn’t just and shows favoritism.” Replied Abel, “Heaven forbid that it be as you say; rather, the reason why my offering was accepted was because it was better.” Cain, in turn, replied, “It appears that there is no reward and punishment for good or bad.” Said Abel, “Surely the righteous are rewarded and the wicked punished.” It was from this quarrel that Cain ended up killing Abel. (Targum Yonatan on Bereshit 4:8).

I will propose here a different answer, which may seem completely trivial: Cain killed Abel, because he became angry and could not control it. This simple answer is suggested in verse 7 of this chapter. The thing is that it is true, as many of the trivial truths are and that’s why scholars and ordinary people reject them, laughing at them because „everyone knows that” and “there is nothing to talk about”.

But is there really nothing to talk about? It is the frustration and anger that flows from it that is one of the reasons why people in the entire world choose and support those who create anti-democratic, totalitarian political systems and this is the first cause of the enormity of evil which later emerges from it. It is anger and lack of control over it that is a direct cause of many crimes, including „hell on earth” created by some human beings for other human beings. Of course, after some time people are looking for its “deeper reasons”, hoping that when they discover them, it will help to remove evil from this world, or at least – not to commit it again. We all also know that constant anger may cause health problems and may even be an immediate cause of death, resulting in stroke etc.

So why not try to deal simply with anger itself, this “ordinary” human tendency? As a global task, it seems to be hopelessly utopian, because it requires a transformation of the universal „human nature”, and this is beyond the capabilities of every mortal. Nevertheless, within ourselves and our close relations with others, we can do a lot in this matter. Let me briefly describe my own concept of how to do it, based on my experiences, attempts, mistakes and reflections.

 

Here is the fundamental assumption: we all experience a constant and subconscious, greater or lesser level of internal anger. Depending on how high it is, we get angry more easily or more often, for various reasons. If its level is really high, we can lose our balance for almost any reason.

There are four steps of overcoming our internal tendency to anger:

  1. Get rid of all rationalizations about anger, like „people get angry sometimes and it is normal”, „everyone gets angry sometimes and it is typical, human feature” etc. It is indeed a statistically “normal” thing, but not a “normatively normal” one. It is possible to live completely without anger, life is better without it and that’s the goal to achieve. As Rashi comments on the verse 7, quoting Talmud (Kiddushin 30b): If you desire to, you can gain the victory over it. Similarly Soforno comments on the same verse: It is within your power to overcome the power of the evil urge thanks to the divine image (tzelem Elohim) with which you have been provided at birth.

Thus, there are no reasonable justifications of anger, they are all just its psychological rationalizations. Also, it is not a trait of someone’s character. Character has nothing to do with it, even though people often see it that way, calling someone by name, like “spitfire” etc. That’s a common mistake and yet another rationalization for anger.

I believe that this human tendency is not something innate, but since it is universal, people believe that it is, in fact, innate. Little children also express anger, but to my knowledge it is a direct result of the frustrations they encounter. Only later, as a result of the accumulation of various negative experiences, people acquire a permanent tendency to anger. This process can also begin at any later stage of life, it is not closely related to the period of childhood and adolescence.

  1. Analyze all the cases in which you get angry, each one separately. Ask yourself what things in the world or in the behavior of others makes you angry etc. Work on all these phenomena separately. I used to get angry when people were patronizing towards me, especially if they knew very little about me and my life. Political issues made me angry too. Try to isolate yourself from all these factors or, if you can’t do it, work on reactions to them, because they all increase your subconscious level of anger. I first changed my reactions to patronizing others, from anger to laughter. Now I don’t even laugh, I’m completely indifferent to it.
  2. Anger comes from frustrations – that’s the commonly known and accepted psychological fact. Every little frustration increases the level of your internal anger, contributes to your reactions and to the possibility of overreacting. These can be just little things, but if they happen regularly, they contribute to your constant, subconscious anger. It can be something more serious like a bad financial situation, a longer period of loneliness, long-lasting stress, lack of relax or something very little and seemingly irrelevant, but constant. Try to eliminate all the frustrations in any (morally acceptable) way you can.
  3. The last step that is the most powerful tool to fight anger: gratitude. The opposite of anger is not peace, but gratitude. Thus, develop in yourself an attitude of gratitude for every little thing in your life. For every moment of life, every conversation with another human being, every little gesture and good deed. Try to be grateful also for negative, unpleasant experiences, because you have already found out, at least a few times, that you saw something good in them after some time. This will help to balance all your anger effectively and may annihilate feelings of frustration: if you are feeling grateful at every moment of your life, there is no space neither for frustration nor for anger in it. If any anger appears in you then, it will be much easier to silence it, before even expressing it.

 

All those steps can help you to become indifferent to anger expressed by other people: you will be much less affected by it. It worked in my case and it may work in yours as well.

 

I also wrote a song about it. It will be published in a month or two.

So why then did Cain murder Abel? Because he lacked gratitude to God for everything he received from Him.

 

 

Shabbat shalom!

 

 

 

 

 

Menachem Mirski

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,