Połączyć ludzi o odmiennych wizjach życia

Połączyć ludzi o odmiennych wizjach życia

Menachem Mirski

Nadszedł szabat – nasz najcenniejszy dzień tygodnia. Wraz z nim nawiedza nas dwóch aniołów (malachei hasharet) których znamy z pieśni Szaloma Alejchem. Z tradycji chasydzkiej wiemy, że jeden z aniołów jest „dobrym” aniołem, a drugi „złym”. Malachei hasharet stanowią ekspresję tego, co możemy uczynić z szabatu: w ten cenny dzień  możemy sięgnąć niebios lub możemy go całkowicie zaniedbać i nie go wcale. Szabat jest świętem, zarówno dla uczczenia Bożego dnia odpoczynku po stworzeniu naszego wszechświata, jak i cotygodniowego przypomnienia o naszym wyzwoleniu z niewoli. Albert Einstein powiedział: „W każdym razie wolność jest możliwa tylko poprzez ciągłą walkę o nią”.  Jeśli o nią stale nie walczymy, zostanie nam odebrana. Dlatego jeśli nie celebrujemy szabatu, może to oznaczać, że jesteśmy już na drodze powrotnej do Egiptu. A tego oczywiście nie chcemy.

Studiując ostatnio Talmud, znalazłem naszych dwóch aniołów w nieco innym kontekście:

Ilfa i rabi Jochanan razem studiowali Torę i nagle uświadomili sobie swoją ciężką sytuację materialną. Powiedzieli: „Wstańmy, chodźmy i zajmijmy się czymś zarobkowym”, a wypełnimy werset: „Nie będzie wśród was ubogiego”. (Pwt 15:4). Poszli i usiedli pod zrujnowaną ścianą i jedli chleb, gdy przybyli dwaj służący aniołowie – malachei haszareit. Rabi Jochanan usłyszał, jak jeden anioł mówił do drugiego: Przewrócimy na nich ten mur i zabijmy ich, gdy porzucili życie wieczne (tj. studiowanie Tory) i angażują się w życie doczesne (dla własnego utrzymania). Drugi anioł powiedział do niego: zostaw ich, ponieważ jest wśród nich ten, którego wielki czas jeszcze nie nadszedł. […] Rabi Jochanan powiedział do Ilfy: Czy Mistrz coś słyszał? Ilfa powiedział do niego: Nie. Rabi Jochanan powiedział sobie: skoro słyszałem anioły, a Ilfa ich nie słyszał, mogę uznać, że to ja jestem tym, którego wielki czas jest jeszcze przede mną. Rabi Jochanan powiedział do Ilfy: Wrócę do domu i spełnię w stosunku do siebie werset przeciwny: „Albowiem nigdy nie zabraknie ubogich w twojej ziemi” (Pwt 15:11). Rabin Jochanan wrócił do domu studiów. Ilfa nie wrócił i zamiast tego zajął się interesami. Zanim Ilfa wrócił z swoich zarobkowych podróży, rabi Jochanan został mianowany dziekanem talmudycznej akademii i jego sytuacja finansowa uległa poprawie.

W porcji Tory na ten tydzień mamy Becalela, bardzo młodego i niezwykle utalentowanego człowieka, który został wyznaczony do zaprojektowania wszystkiego, co było potrzebne do zbudowania Miszkanu:

Oto Wiekuisty powołał imiennie Becalela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy, i napełnił go duchem Bożym, mądrością, rozumem, wiedzą i znajomością wszelkiego rzemiosła, by obmyślił plan robót w złocie, w srebrze, w brązie, oraz prac nad przystosowaniem kamieni do ozdoby i nad obróbką drewna potrzebnego do wykonania wszelkich zamierzonych dzieł. (Ex 35:31-34)

Batzelel był wnukiem Hura. Według Midrasza, Izraelici przybyli do Chura z prośbą aby ten zrobił im Złotego Cielca – zanim przyszli do Aarona. Chur zganił ich i odmówił pomocy, więc go zamordowali. Wujek Chura, Aaron, był tego świadkiem i pomyślał: „Jeśli im nie pomogę, to mnie też zabiją. Chur był prorokiem bożym, a ja jestem bożym kapłanem. Jeśli zamordują proroka i kapłana, ich grzech będzie niewybaczalny”. Dlatego postanowił im pomóc, zminimalizować ich grzech. (Wajikra Raba 10:3)

Co mają ze sobą wspólnego te dwie historie? A może, co mają wspólnego ze sobą obie postaci – Chur i Rabbi Johanan? Obaj byli oddani Torze i poświęcili się dla niej. Chur zapłacił najwyższą cenę swoim życiem. Rabin Yohanan poszedł za swoim powołaniem, mimo że rzeczywistość ekonomiczna jego czasów była bardzo trudna. Oboje zostali nagrodzeni; Rabin Jochanan został Rosz Jesziwa. Chur został pośmiertnie nagrodzony przez swojego wnuka Betzalela, któremu otrzymał zaszczyt stworzenia Przybytku dla Wiekuistego.

Ale wróćmy do wersetów Tory z naszej historii talmudycznej. Wersety:

Nie będzie wśród was ubogiego […] (Pwt 15:4)

oraz

Albowiem nigdy nie zabraknie ubogich w twojej ziemi […] (Pwt 15:11)

odnoszą się do dwóch krańców społecznego spektrum, które powinny być ze sobą połączone i nigdy od siebie nie oddzielone. Zarówno społecznie – ludzie powinni rozumieć potrzeby i marzenia innych, jak i psychologicznie – powinniśmy móc znaleźć w sobie niezbędną równowagę by nie popadać w owe skrajności. Zawsze znajdą się ludzie – idealiści – którzy nawet ryzykując własnym życiem, wybiorą swoje najwyższe wartości ponad wszystko inne lub po prostu podążą za tym, w co wierzą, bez względu na cokolwiek. I zawsze znajdą się ludzie, którzy poświęcą wszystko, w co wierzą, na “ołtarzu tymczasowości i użyteczności.” Tym, czego nam potrzeba to zbliżyć te cele do siebie, a przynajmniej ustanowić dobrą komunikację i możliwość współpracy między nimi. Jeśli to działa prawidłowo, ofiary, zwłaszcza te bolesne, nie będą konieczne i nikt nie będzie musiał płacić najwyższej ceny, z tego choćby względu, że inni ludzie są po prostu niecierpliwi i potrzebują natychmiast mieć to, czego chcą, bez względu na wszystko, jak Izraelici chcący mieć postać bóstwa by pochwalić się przed innymi narodami.

Rabi Jochanan został dziekanem talmudycznej akademii i zapracował na życie wieczne na kartach Talmudu. Niewiele wiemy o sukcesach Ilfy w biznesie, ale wiemy, że jego nauki także można znaleźć w Talmudzie, zarówno w babilońskim jak i w jerozolimskim, gdzie nawet Rabi Jochanan go cytuje.

Ilfa i rabin Jochanan, zanim się ich drogi rozeszły, razem studiowali Torę i spożywali razem posiłek pod zrujnowaną ścianą. Wielu z nas doświadczyło podobnych chwil w pewnych momentach swojego życia. I to są chwile, o których warto pamiętać, bo to zbliża nas wszystkich, nawet gdy ścieżki naszego życia oddaliły nas bardzo od siebie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Terumah

Balance between material and spiritual

Thoughts on parashat Terumah

Menachem Mirski

The Torah portion of this week is entirely devoted to the structure of Mishkan. Mishkan comes from the Hebrew root meaning shachan which means “to dwell”; the tabernacle was considered to be the earthly dwelling place or residence of God.

God instructs Moses with words: Tell the Israelite people to get me their contribution, from everyone whose heart moves him . Then we have an entire list of materials the tabernacle should be built with. It’s quite an impressive list that contains gold, silver, bronze, acacia wood, dolphin leather, crimson yarns, linen etc. The whole, including the artistic workmanship, looks quite expensive, especially for the nomadic tribe living in the desert.

We don’t know for sure if these descriptions accurately reflect the reality of this particular moment in Jewish history or are a later idealization of Israel’s early history. But it seems probable that Mishkan had to be expensive for people to value its presence, care for it and to feel especially inside it.

There is a psychological rule that says that if we invest in something, we value it more. Each of us can also admit that we do not mind spending a lot of money on the things we really love. Therefore, the wealth of the tabernacle, and its splendor were to work psychologically and certainly – they worked. However, there is another psychological and sociological law – people tend to take something for granted, especially new generations brought up in an environment in which something has always existed. And what is obvious – all things, if not taken enough care of, self-destruct with time and thus become less attractive.

But these were not the reasons why the Israelites, after they conquered the Promised Land, began to constantly depart from the religion and traditions of their ancestors. They betrayed a tendency for idol worship, starting with the Golden Calf episode and presumably for plenty of them the Canaanite cults were quite attractive. People in general, until this day, have a tendency to idol worship and it seems to be a universal, cross-cultural feature of humankind, with which some of the religious cultures went to war at some point of history. The question of idol worshiping is basically a question of recognizing and worshiping true values. Can we, in the contemporary world, imagine people bowing to sculptures? It is difficult for us to imagine this happening in a literal sense, to bow to just an object, instead of the idea it represents. But we certainly have seen people praising and worshiping the results of human work. There is definitely nothing wrong in appreciating and valuing human inventions and works of human hands and technology. But if it gets a religious significance, when instead of worshiping something from a spiritual realm we worship something from material realm, that might be a sign of a problem.
The millennials often think they are more wise because of the technological advantage they have over older generations. In fact, we can agree all the generations since the beginning of the technological industrial era thought about themselves this way. But, at the same time they faced new challenges the older generations didn’t deal with. They had to learn new things and develop new wisdom.

Since technological development changes the dynamic between the spiritual and material realms of our existence we need to continually find balance between them in our thinking and actions. When we find this balance at the right place both realms of human existence become indistinguishable. A material thing that has internal value contains at the same time some meaning, but keep in mind, it is a subject to time and vanishing unless it is not sustained and renewed by human action.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski

Miszpatim

 Pan i jego niewolnik

Refleksja nad paraszą Miszpatim

 

Menachem Mirski

Porcję Tory na ten tydzień rozpoczyna kodeks prawa regulującego stosunki społeczne. Pierwsza część tego kodeksu (Ex 21:1-11) dotyczy niewolnictwa. Instytucja ta, jak wiadomo, istniała w starożytnym Izraelu, tak jak istniała w innych państwach i kulturach starożytności. Niewolnictwo w Izraelu nie miało jednak „totalnego” charakteru. Niewolnik miał swoje nienaruszalne prawa. Przede wszystkim, można było nabyć niewolnika tylko na sześć lat. Po tym okresie każdy niewolnik musiał być zwolniony. Dłuższy okres owej służby był możliwy tylko jeśli niewolnik dobrowolnie wyraził na to zgodę (Ex 21:5).

Nie wolno było także „ruszyć” żony (i w konsekwencji – kogoś z rodziny) niewolnika, jeśli była jego żoną zanim został on niewolnikiem. W tym przypadku cała rodzina niewolnika musiała być zwolniona wraz z nim. Jednakże w sytuacji kiedy to jego „pan dał mu żonę” sprawa się nieco komplikuje. Wers czwarty naszej porcji Tory mówi:

Lecz jeśli jego pan dał mu żonę, która zrodziła mu synów i córki, żona jak i dzieci będą należeć do pana, a on odejdzie sam (Szemot/Wj 21:4).

Z pozoru wydaje się jasnym co owe prawo mówi: w sytuacji, gdy małżeństwo zostało zawarte w czasie bycia niewolnikiem, żona i jej dzieci będą należeć do Pana. Jak wskazuje jednakże Raszi,  średniowiecznym komentator Tory i Talmudu, sprawa nie jest taka prosta i taka interpretacja jest słuszna tylko w pewnym przypadku. Wszystko zależy od tego, czy żona niewolnika była Izraelitką, czy nie-Izraelitką (w tym kontekście Kanaanitką). Jeśli była Izraelitką, ona i jej dzieci szły na wolność wraz z mężem (chyba, że on z własnej woli chciał zostać przy swoim panu, wtedy wszyscy zostawali). Jeśli nie była Izraelitką, była własnością jego pana i niewolnik szedł na wolność sam. Raszi uzasadnia swoje wnioski powołując się na inne prawo z Tory:

Jeśli się tobie sprzeda brat twój, Hebrajczyk lub Hebrajka, będzie niewolnikiem przez sześć lat. W siódmym roku wolnym go wypuścisz od siebie. Uwalniając go, nie pozwolisz mu odejść z pustymi rękami. Podarujesz mu cośkolwiek z twego drobnego bydła, klepiska i tłoczni. Dasz mu coś z tego, w czym Pan, Bóg twój, tobie pobłogosławił. Przypomnisz sobie, żeś był niewolnikiem w ziemi egipskiej i wybawił cię Pan, Bóg twój. Dlatego ci daję dzisiaj ten nakaz.(Dwarim/Pwt 15:12-15)

Właściciel był więc zobowiązany zwolnić po sześciu latach Izraelskiego niewolnika bez względu na jego płeć. Oczywiście, odnosząc się do owego „prawa sześciu lat” można zadać pytanie: co w sytuacji, gdy Izraelitka stała się niewolnicą i żoną Izraelity niewolnika w czasie, gdy ten był już niewolnikiem np. przez trzy lata. Czy wówczas właściciel mógł ją uznawać za swoją własność przez następne trzy lata i dopiero po tym czasie musiał zwrócić ją jej prawowitemu mężowi? Nie znam odpowiedzi na pytanie jak wyglądała rzecz w praktyce, ale sądzę, że zgodnie z prawem z Księgi Dewarim (15:12-15) zacytowanym powyżej, nakazującym nieodprawiania niewolnika „z pustymi rękami”, lecz przeciwnie, odprawiania z pewnym dobytkiem, starożytni, sprawiedliwi mędrcy czy sędziowie Izraelscy naciskali by w takiej sytuacji na konieczność odprawienia niewolnika ze wszystkim, co posiada, czyli z całą jego rodziną. Wedle żydowskiego prawa żona niewolnika była nietykalna i zabroniona innym mężczyznom. Traktowana była jako własność męża-niewolnika, skoro więc wedle powyższego prawa właściciel miał zwalnianego niewolnika obradować „z tego, co sam posiada”, tym bardziej musiał go odprawić z tym, co było jego własnością, a więc z jego żoną i rodziną.

Niewolnik i jego rodzina musieli też przestrzegać szabatu, co oznaczało, że było obowiązkiem ich pana dać im dzień wolny od pracy. Jest o tym wyraźnie mowa w Dekalogu:

Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. (Szemot/Wj  20:10)

Niewolnik miał też prawo do prywatnej własności, nie wolno mu było jej odbierać, co jest również wyraźnie zaznaczone w Dekalogu, jego ostatnim przykazaniu:

Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego (Szemot/Wj 20:17).

Czym różniło się niewolnictwo w starożytnym Izraelu od opisanego na kartach Pięcioksięgu niewolnictwa egipskiego, którego przedmiotem był cały naród Izraela? To prawdopodobnie dość rozległy temat, ponadto bazując na samym prawie nie jesteśmy w stanie zrekonstruować tego, jak sytuacja wyglądała w praktyce. Z naszych źródeł wiemy jednak na pewno, że, przynajmniej w teorii, niewolnictwo w Izraelu nie było permanentne oraz nie było dziedziczone. I choć, z perspektywy współczesnego człowieka, niewolnictwo w starożytnym Izraelu było prawnie zalegalizowaną formą (tymczasowego) ucisku, to jednak system prawny starożytnego Izraela skonstruowany był zasadniczo tak, ażeby przeciwdziałać formom ucisku między ludźmi, zwłaszcza w sytuacjach, gdy różnica statusu pomiędzy danymi osobami w społeczeństwie była znaczna. Prawa te i normy były nakierowane na stworzenie całkowicie odmiennej, społecznej i politycznej rzeczywistości od tej znanej Izraelitom z Egiptu – uzasadnienie typu: Nie rób tak, bo tak postępowano w Egipcie jest dosyć często spotykane w kodeksie biblijnego prawa. Sytuacja wyglądała natomiast inaczej, gdy uciskającym był Bóg. Ale o tym powiemy sobie innym razem.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

 

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju? Refleksja nad paraszą Miszpatim

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju?

Refleksja nad paraszą Miszpatim

Porcja Tory na ten tydzień zaczyna się od XXI rozdziału Księgi Wyjścia, czyli od rozdziału, który następuje zaraz po tym, który zawiera Dekalog. Cztery rozdziały naszej paraszy zawierają szereg przepisów o charakterze moralnym, rytualnym, jak również z dziedziny prawa rodzinnego, cywilnego oraz karnego. Jakkolwiek w Torze nie ma nic mniej lub bardziej ważnego, ponieważ jako całość stanowi ona system boskiego prawa, to jednak w toku dziejów pewne jej prawa, przynajmniej w swoim dosłownym rozumieniu, wydają się być bardziej „aktualne” aniżeli inne. W mojej opinii, zresztą nie tylko w mojej, na szczególną uwagę zasługują następujące wersety:

Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę, zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

(Szemot/Exodus 22:20-23)

Chociaż niektórym może się wydawać, ze Tora w swoich przepisach jest bardzo szczegółowa, jest to dość powierzchowne wyobrażenie. Biorąc pod uwagę jej totalność, bardzo często okazuje się, że prawa Tory są dość ogólne i wymagają dookreślenia. Tym też od wieków zajmują się rabini, „rozpakowując”, używając języka informatyki, „skompresjowane treści”, które ona w sobie zawiera. Także prawo dotyczące cudzoziemców, wdów oraz sierot wymaga dookreślenia. Rozważając powyższe wersety warto więc sięgnąć do choćby dwóch spośród najznamienitszych komentatorów. Raszi przykładowo stwierdza, iż powyższe prawo w rzeczywistości dotyczy każdego człowieka; niemniej jednak Tora specjalnie akcentuje ludzi spośród tych trzech grup z uwagi na ich, niekorzystne względem innych obywateli, położenie – ich podatność na zranienie oraz bezsilność wobec świata. Taki sam pogląd wyraża Ibn Ezra, dodając jednakże, iż cudzoziemiec musi odrzucić bałwochwalstwo, ażeby zasłużyć sobie na „równe traktowanie”. Mówiąc językiem współczesnym – cudzoziemiec musi wpierw zaakceptować normy społeczeństwa, w którym zdecydował się żyć.

Powyższa zasada „współczucia” wobec słabych to nie tylko zasada etyczna, ale i socjologiczna. Wiemy dobrze, jakiego rodzaju ludzie mogą – choć nie muszą – wyrosnąć z gnębionych sierot. Bo chociaż cierpienia i frustracje u ludzi dorosłych mogą być, i często są, przez nich przekute na działania dobre i pozytywne, to jednak bolesne i pełne frustracji dzieciństwo trudno uznać za coś pozytywnego. Tego rodzaju doświadczenia zwiększają głównie prawdopodobieństwo postaw aspołecznych w dorosłym życiu, takich jak kierowanie się resentymentem, chęcią zemsty czy bycie po prostu przestępcą. Tak więc pomoc słabszym może być motywowana już choćby długofalowym, własnym interesem społeczeństwa, swojego rodzaju „grupowym egoizmem” wspólnoty. Kara, którą Bóg przepowiada w wersecie 23:

Zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

jest w gruncie rzeczy opisem realnych, długofalowych procesów zachodzących w zbiorowościach ludzkich: niesprawiedliwość jest dziedziczona i prowadzi do rozpadu społeczeństwa, rozkładu jego więzi, a w konsekwencji do całkowitego upadku społeczności, która ostatecznie będzie składać się wyłącznie z wdów, sierot i przestępców, a więc ze jednostek słabych oraz z tyranów. Czy tego rodzaju społeczeństwo jest w stanie obronić się przed jakimkolwiek zagrożeniem z zewnątrz, czy to ludzkim czy po prostu naturalnym?

Chociaż powyższe przykazania mają charakter negatywny, wyrażany w słowach „nie krzywdź”, to jednak niekiedy przydawany jest im, co jest oczywiście spójne z innymi przykazaniami Tory, pozytywny charakter, który można wyrazić w słowach „wesprzyj”, „pomóż” itd. I tutaj sprawy się komplikują. Nigdy nie miałem wątpliwości, iż nie tylko dobrowolna, ale i instytucjonalna pomoc słabszym jest niezwykle ważna we współczesnych społeczeństwach na świecie. Ale, niestety, sprawa nie jest taka prosta i pojawiają się tu pewne niebezpieczeństwa.

Po pierwsze nie każda pomoc stanowi pomoc. Zanim zdecydujemy się pomagać słabszym upewnijmy się, że nasza pomoc nie skończy się jedynie na zaspokajaniu ich doraźnych potrzeb. Tego rodzaju pomoc wobec osoby nieprzystosowanej społecznie (wracamy do słów Ibn Ezry), błąkającej się po tym świecie bez celu i sensu, lub nie zamierzającej wziąć za nic odpowiedzialności, chociażby za samą siebie – jest często demoralizująca.

Po drugie, co bardzo istotne, los i pozycja słabszych jest często wykorzystywana politycznie w niecnych celach, o czym ludzie/obywatele dowiadują się często po fakcie, gdy już ewidentnym jest, że wcale nie chodziło o pomoc słabszym, lecz o własne przywileje, władzę i realizację własnych, ideologicznych wizji. I tutaj zaczyna otwierać się piekło czarno-białych i przesyconych resentymentem wizji świata. Jedną z nich jest generalnie nadużywany, sztywny podział na „opresjonowanych i opresjonujących”, „skrzywdzonych i krzywdzących” itd. Tego rodzaju koncepcje nie budują porozumienia między ludźmi i choć może dodają one otuchy ludziom i grupom będącym w gorszym położeniu, to w dalszej perspektywie wcale nie przyczyniają się do pokoju i naprawy relacji między ludźmi w danym społeczeństwie. W skrajnych przypadkach to – tu nazwę rzecz po imieniu – marksistowskie z gruntu interpretowanie zjawisk społecznych, nosi wręcz znamiona podżegania do zbrodni. Owo napuszczanie „skrzywdzonych” przeciw „tym, którzy się obłowili kosztem wszystkich innych” wydało swój potworny owoc niedawno w Gdańsku, podczas ostatniego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzkie losy są nazbyt złożone, by móc sprowadzić je do dwóch kategorii. Wśród skrzywdzonych są zapewne autentycznie skrzywdzeni i uciskani. Ale samo poczucie krzywdy u człowieka nie oznacza, że był on w rzeczywistości skrzywdzony przez innych. Są wśród pokrzywdzonych także tacy, którzy sami sobie na swój los zapracowali. Dlatego w tej materii nadmierne uogólnienia, jak budowanie całych obozów i grup skrzywdzonych, jest bardzo niebezpieczne.

Konkludując, nie tylko nie czyńmy życia słabszych trudniejszym, ale starajmy się, wedle własnych możliwości, uczynić je łatwiejszym, zwłaszcza jeśli sami nic na tym tracimy. Miejmy też ograniczone zaufanie do instytucji publicznych rzekomo nas z tego „wyręczających”. A najbardziej uważajmy na polityków, jakiejkolwiek przynależności, którzy na sztandarach mają „pomoc słabszym”, bowiem nader często nie działają tak naprawdę w ich interesie, lecz jedynie w interesie własnej, wąsko pojętej grupy.

Menachem Mirski

Szabat szalom!

Chaos i nienawiść – nasz zewnętrzny i wewnętrzny wróg

Chaos i nienawiść – nasz zewnętrzny i wewnętrzny wróg.

Refleksja nad paraszą Beszalach.

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień zawiera historie znane i szeroko rozpowszechnione w całej kulturze Zachodu. Opowiada nam o faraonie ścigającym Izraelitów, chcącym zmusić ich do powrotu do Egiptu; o rozdzieleniu Morza Trzcin (powszechnie uznawanego za Morze Czerwone). Izraelici doświadczają też pierwszego głodu oraz pragnienia na pustyni; Mojżesz, z pomocą swojej laski wydobywa wodę ze skały, jest też mowa o mannie spadającej z nieba, i tak dalej.

Ale dzisiaj skupimy się na historii opowiedzianej w ostatnich wersetach naszej porcji Tory. Opowiadają nam one historię Amaleka, który brutalnie zaatakował nasz lud w Refidim, lecz na szczęście został pokonany dzięki modlitwom Mojżesza i armii Jozuego. To jest jednak dopiero początek historii Amaleka i Amalekitów, i jest już o tym wzmianka w ostatnich wersetach naszej paraszy:

I rzekł Wiekuisty do Mojżesza: „Wpisz tę pamięć w księgę i włóż to w uszy Jehoszuy, iż z pewnością wygładzę pamięć o Amaleku spod nieba. I zbudował Mojżesz ołtarz i nazwał go: „Bóg chorągwią moją”. I rzekł: „Bowiem ręka wzniesiona nad tron Jah; wojna przeciw Wiekuistemu w Amaleku z pokolenia na pokolenie”. (Szemot/Exodus 17:14-16, tłum. z hebr. Menachem Mirski)

W Torze, podobnie jak w całej Biblii, Amalekici zajmują „wyjątkową” pozycję: są pośród wrogów Izraela, ale tylko ich wrogość będzie trwać wiecznie. Jest tak na mocy boskiego dekretu i zarazem tylko całkowite wyeliminowanie Amalekitów zaspokoiłoby gniew Boży. Konieczność ich całkowitego zniknięcia z powierzchni ziemi jest mocno podkreślona w Torze: aż trzy z 613 przykazań wymienianych przez Majmonidesa dotyczą Amaleka:

598 Deut. 25:17 – Pamiętaj co uczynił ci Amalek

599 Deut. 25:19 – Zgładź potomków Amaleka

600 Deut. 25:19 – Nie zapomnij o okrucieństwach Amaleka i jego zasadzce w naszej drodze z Egiptu na pustynię.

Co tak naprawdę uczynili Amalek i Amalekici Izraelitom? Rabini twierdzą, że Tora użyła tutaj dość eufemistycznego języka, aby to opisać. Talmud i Midrasz zawierają wiele szczegółów, na przykład, że Amalekici zgwałcili, wykastrowali i zamordowali żydowskich mężczyzn (Midrash Tanchuma 10, Rashi o Powtórzonego Prawa 25:17). To, delikatnie mówiąc, nie jest godny sposób w jaki można było potraktować ludzi, którzy właśnie przeżyli setki lat niewoli i błąkali się po wielkiej pustyni.

Jest jeszcze jedno pytanie. Księga Wyjścia 17:14 mówi, że sam Bóg wymaże pamięć o Amaleku, podczas gdy Księga Powtórzonego Prawa 25:19 stwierdza, że (to ty, Izraelu) wymażesz pamięć o Amaleku spod nieba, oraz że masz o tym nie zapomnieć. Czy jest to sprzeczność? Nie jest i wyjaśnię to poniżej.

W istocie, Izraelici wielokrotnie nie wypełnili tych przykazań, poczynając od króla Szaula, który na jeden dzień oszczędził życie króla Agaga, mimo, iż Wiekuisty nakazał mu natychmiast eksterminować wszystkich Amalekitów:

Idź więc teraz i pobij Amaleka, i wytęp jako obłożonego klątwą jego i wszystko, co do niego należy; nie lituj się nad nim, ale wytrać mężczyznę i kobietę, dziecię i niemowlę, wołu i owcę, wielbłąda i osła. (I Księga Samuela 15:3)

Szaul „naprawił swój błąd”, ale podczas tej jednej nocy, Amalek, o czym mówi nam Midrasz, począł syna i to sprawiło, że Amalekici przetrwali. W wyniku tego mamy, wieki później, Hamana Agagitę, który, wedle historii z Księgi Estery, zapragnął wymordować wszystkich Żydów. Potem mamy króla Sennacheryba, który,  zgodnie z Księgą Izajasza, zatarł granice między narodów, splądrował ich skarby i strącił ich władców z tronów. (Iz 10:13). Co było tego wynikiem? Zgodnie z tradycyjną, rabiniczną interpretacją, Amalekici rozprzestrzenili się pośród wszystkich narodów; to nazywane jest czasem „transmigracją Amaleka”.

Istnieją mnogość interpretacji tego zagadnienia np. pytania o to, kim są współcześni Amalekici, jak ich rozpoznać i tak dalej. Zostawimy to jednak na boku. W niniejszej draszy zaproponuję następującą odpowiedź: Amalek reprezentuje chaos; my i nasza tradycja – porządek i rządy prawa. Amalek reprezentuje wojnę i nienawiść, podczas gdy my i nasza tradycja – pokój i miłość. Amalek jest wrogiem każdego przyzwoitego i wrażliwego człowieka. A ponieważ istniej debata, czy jest on rzeczywistym, spersonifikowanym wrogiem, czy też może naszym własnym „wrogiem wewnętrznym”, w postaci naszych wszystkich, wewnętrznych negatywności, zasugeruję: I jednym, i drugim.

W rzeczywistości, aby walczyć (i wygrać) z nienawiścią i chaosem, musimy najpierw pokonać je w sobie. Tylko wówczas będziemy mieli dość siły, by walczyć z nimi w świecie „zewnętrznym”, posiadając niezbędną tutaj zdolność wyjścia z kontekstu nienawiści i stawienia jej czoła „z wyprostowanymi ramionami”. Nie oznacza to też po prostu, iż należy „zło dobrem zwyciężać”, nie, sprawa nie jest taka prosta. Wszystko zależy od wzajemnej równowagi sił w momencie gdy bezpośrednio stykamy się ze złem. Jesteśmy w stanie skutecznie zło dobrem zwyciężać tylko wtedy, gdy istnieje pokaźna przewaga siły po naszej stronie. Jeśli siły zła mają znaczącą nad nami przewagę, jedyna rzeczą, która nam tak naprawdę zostaje, jest ucieczka.  W przeciwnym razie staniemy się ofiarami, a to nie jest scenariusz, na który chcielibyśmy się zgodzić, przynajmniej większość z nas. Dlatego musimy się upewnić, że jest w nas wystarczająco mocy. Jeśli nam jej brakuje, musimy ją pozyskać ze wszystkich możliwych źródeł. Jednym z głównych źródeł mocy jest jedność, dlatego też wszelka, skuteczna walka ze złem wymaga jedności.

Walka ze współczesnymi Amalekitami, to jest ze wszystkimi ciemnymi mocami, w nas samych i w otaczającym nas świecie jest w istocie przedsięwzięciem bosko-ludzkim. Właśnie z tego powodu, jak sądzę, Tora wspomina o tym dwukrotnie i odmiennie: raz o Bogu, który wymazuje jego imię i o naszym obowiązku dokonania tego. Mocno wierzę, że dzięki boskiej pomocy wszyscy jesteśmy w stanie wygrać z Amalekiem, i w nas samych, i w świecie zewnętrznym. I to jest nasz główny cel, najważniejszy cel naszych czasów – przezwyciężenie nienawiści i sił chaosu.

 

Szabat szalom, 

Menachem Mirski

Freedom Once Gained Must Never Be Given Up

Freedom Once Gained Must Never Be Given Up

Thoughts on Parashat Bo

Menachem Mirski

The story we find in this week’s Torah portion to a certain extent serves as a matrix for many processes which took place over the course of the world’s history. It describes the slow collapse of tyrannical power. Slow and dramatic, since despotism never ends suddenly and painlessly. When I speak of despotism, I don’t mean the dictatorial inclinations and the abuse of power by a certain group which came to power one way or the other. What I have in mind is a well-established and functioning system of social and political enslavement.

However, on the other hand our Biblical story is very specific and it differs from other stories describing other cases of the collapse of despotism. First of all, actually only one group – the Israelites – gets liberated from tyranny here. Secondly, they gain freedom without sustaining much real damage, and it is only at a later time that they will have to pay a price for this freedom (however, here one could point to certain historical parallels, such as the collapse of the communist rule in Poland and what happened afterwards.)

And Pharaoh arose in the night, with all his courtiers and all the Egyptians — because there was a loud cry in Egypt; for there was no house where there was not someone dead (Shemot/Exodus 12:30.)

The Pharaoh, just like all of Egypt, is devastated by the plague of the firstborns’ death. Let’s imagine a similar disaster were to happen in one of the modern societies and what kind of social and political consequences that could have…. On the other hand, there is something unbelievable and astonishing in this drama. Egypt says to the Israelites – go and take whatever you want, we’ve had enough of you; but at the same time there is no (direct) act of revenge at all.

Right after Israel, now freed from under the Pharaoh’s tyranny, leaves Egypt, in the Biblical narrative we find a series of laws regarding the observance of Passover – the festival of liberation and freedom. Both the Torah and our tradition which derives from it place a very strong emphasis on observing all of these laws. Why? Because we must never lose the freedom which we’ve already gained. We must never go back to Egypt, even if the memory of it might be tempting, just as it happened many times during the Israelites’ journey across the desert.

This applies not only to us, Jews, but also to all of humanity and to the entire world, since nothing has changed with regards to this matter since ancient times. Our freedom is always under threat. It is mostly radical groups, led by radical ideologist, both from the political right and left, who seek to limit it or take it away from us altogether. They all tell us lies, presenting their ideological ideas as a path to “true freedom”, a path that in reality almost always ends with the enslavement of at least a certain part of the society, if not of all of it.

Therefore we must not be deceived by their promises, no matter how appealing they might seem to us. Freedom is taken away from us step by step, selectively, in a way that is impossible to notice from a short-term perspective. Mussolini said that you must pluck a chicken one feather at a time, so that it won’t put up too much resistance. Even tearing out a whole handful of feathers won’t be met with a determined, staunch resistance, if the remaining feathers of democracy, freedom and the rule of law don’t seem to be at risk for the time being and if they seem to be enough to guarantee survival. Also, as we know very well from history, the fact that someone has come to power in a democratic and constitutional way does not necessarily mean and does not guarantee that they will wield that power in a way that is democratic and safe for the citizens. There are many warning signs cautioning against this looming threat. One such sign are the attacks on the freedom of speech, which also entail attacks on the freedom of thought, public expression, publishing etc. Every tyrant wants to wield absolute power over people’s minds. Such authoritarian inclinations can be noticed both on the right and the left side of the political scene. Actual human enslavement starts with the enslavement of the mind. Every attack on the freedom of speech, on the freedom to talk and express oneself freely, is an attack on the freedom of communication – and thereby on the freedom of thought and the right to hold one’s own views. That is why it is so crucial to cultivate everyone’s freedom of thought, beliefs and speech as well as everything that reminds us of their importance.

Shabbat Shalom,

Menachem Mirski

 

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Raz zdobytej wolności nie wolno nigdy oddać. Refleksja nad paraszą Bo

Raz zdobytej wolności nie wolno nigdy oddać. Refleksja nad paraszą Bo

Menachem Mirski

Historia z paraszy na ten tydzień jest do pewnego stopnia matrycą dla wielu procesów, które nastąpiły w dziejach świata. Opisuje powolny upadek tyranicznej władzy. Powolny i dramatyczny, gdyż despotyzm nigdy nie kończy się nagle i bezboleśnie. Przez despotyzm rozumiem tutaj nie dyktatorskie zamiary i nadużywanie władzy przez określoną grupę, która ją w jakiś sposób uzyskała. Mam na myśli mocno ugruntowany i funkcjonujący system społecznego i politycznego zniewolenia.

Z drugiej jednak strony nasza biblijna historia jest bardzo specyficzna i odróżnia się od historii innych upadków despotyzmu. Po pierwsze spod tyrani wyzwolona jest w zasadzie tylko jedna grupa – Izraelici. Po drugie, dostępują oni wyzwolenia względnie bez szwanku, a za uzyskaną wolność przychodzi im zapłacić dopiero później (tutaj jednakże również można znaleźć pewne historyczne paralele, choćby upadek systemu komunistycznego w Polsce i to, co po nim nastąpiło).

I wstał Faraon w nocy – on i wszystkie sługi jego i wszystek Micraim; i powstał płacz wielki w Micraim, bo nie było domu, w którym by nie było umarłego.

(Szemot/Exodus 12:30, tłum. I. Cylkow)

Faraon, jak i cały Egipt, zdruzgotany jest plagą śmierci pierworodnych. Wyobraźmy sobie podobną klęskę w którymś ze współczesnych społeczeństw oraz jakie mogła by ona mieć społeczne i polityczne skutki… Z drugiej strony w tym dramacie jest coś niewiarygodnego i cudownego. Egipt mówi do Izraelitów – idźcie i bierzcie co chcecie, mamy was dosyć; jednocześnie jednak nie ma żadnego (bezpośredniego) aktu zemsty.

Zaraz po tym, gdy wyzwolony spod tyranii faraona Izrael opuszcza Egipt, pojawia się w narracji biblijnej seria praw dotyczących obchodzenia święta Pesach – święta wyzwolenia i wolności. I Tora, i wywodząca się z niej nasza tradycja kładzie bardzo silny aspekt na przestrzeganie wszystkich tych praw. Dlaczego? Bowiem zdobytej wolności nie wolno nam nigdy utracić. Nie wolno nam wrócić do Egiptu, choćby jego wspomnienie było nęcące, jak miało to miejsce wielokrotnie podczas wędrówki Izraelitów przez pustynię.

Rzecz nie dotyczy tylko nas, Żydów, ale i całej ludzkości oraz całego świata, bowiem w tej kwestii nic się od czasów starożytnych nie zmieniło. Nasza wolność jest stale zagrożona. Chęć jej ograniczenia lub całkowitego jej nam odebrania mają przede wszystkim radykalne grupy, wiedzione przez radykalnych ideologów, zarówno z prawej jak i lewej strony politycznej. Wszyscy oni okłamują nas, prezentując swoje ideologiczne pomysły właśnie jako drogę do „wolności prawdziwej”, drogę, która w praktyce niemal zawsze kończy się zniewoleniem, przynajmniej pewnej części społeczeństwa, jeśli nie całości.

Nie dajmy się więc zwodzić ich obietnicom, jakkolwiek atrakcyjne by były dla nas. Wolność odbierana jest krok po kroku i selektywnie, tak, że jest to w krótkiej perspektywie czasowej niezauważalne. Mussolini mówił, że trzeba kurę skubać piórko po piórku, żeby się za bardzo nie broniła. Nawet wyrwanie całej garści piór nie powoduje zdeterminowanego, radykalnego oporu, gdy reszta piór demokracji, wolności i praworządności chwilowo wydaje się niezagrożona i zdaje się wystarczać do przetrwania. Wiemy też bardzo dobrze z historii, że demokratyczne i zgodne z konstytucją uzyskanie władzy nie oznacza i nie gwarantuje, że będzie ona demokratyczna i bezpieczna dla obywateli. Istnieje wiele symptomów ostrzegawczych, mówiących o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Jednym z nich jest zamach na wolność słowa, w tym także myśli, publicznej ekspresji, publikacji itd. Każdy tyran chce niepodzielnie rządzić umysłami ludzi. Tego rodzaju zapędy autorytarne mamy i po prawej, i po lewej stronie sceny politycznej. Od zniewolenia umysłu zaczyna się realna niewola człowieka. Każdy zamach na wolność słowa, wolność swobodnej wypowiedzi i ekspresji, jest zamachem na wolność komunikacji – a przez co –  na wolność myśli i prawo do własnych poglądów. Dlatego niezwykle ważne jest kultywowanie wolności myśli, przekonań i wypowiedzi, jak i wszystkiego, co nam o ich ważkości przypomina.

Szabat szalom,

Menachem Mirski

Parashat Vayera

Parashat Vayera

In this week’s Torah portion Vayera the Eternal commands Moses to inform the Israelites that their bondage is about to end. Moses is supposed to convey the following message to them:

I am the [Eternal]. I will free you from the labors of the Egyptians and deliver you from their bondage. I will redeem you with an outstretched arm and through extraordinary chastisements. And I will take you to be My people, and I will be your God. And you shall know that I, the [Eternal], am your God who freed you from the labors of the Egyptians. (Exodus 6:6-7.)

Shemot Rabbah, the collection of Midrashim containing explanations regarding the Book of Exodus, draws our attention to four verbs: free, deliver, redeem and “take you to be My people” – which are used in this passage to describe the liberation of the Israelites by the Eternal. According to the explanation presented in this collection of Midrashim, the four cups of vine which we drink during the Passover Seder are supposed to remind us of the promise regarding the four-stage liberation made to the Israelites by the Eternal. Every year, as we drink the four cups of wine, they remind us of the promise which was fulfilled by the Eternal.

In our Parashat the Israelites initially did not pay attention to the words of the Eternal:

But when Moses told this [the Eternal’s pledge] to the Israelites, they would not listen to Moses, their spirits crushed by cruel bondage.(Exodus 6:9.)

The Eternal, not discouraged by the Israelites’ lack of enthusiasm, commanded Moses to go to the Pharaoh and request that he frees his people. The Pharaoh was supposed to be convinced by the plagues inflicted upon Egypt. Midrash Tanchuma ascribed a different significance to the plagues: They were supposed to free the Israelites from the hard labor and the oppression inflicted on them by the Egyptians. The first plague, the transformation of the Nile’s waters into blood, was supposed to convince the Pharaoh to revoke his prohibition and allow Israelite women to use the mikveh. The second plague, the frogs, was supposed to force the Pharaoh to take back the order forcing the Israelites to bring crawling creatures to the Egyptians, since such creatures were an abomination to the Israelites. The third plague, lice, was supposed to convince the Pharaoh to revoke the order forcing the Israelites to clean the streets. The fourth plague, wild animals, was supposed to prompt the Pharaoh to prohibit forcing the Israelites to partake in hunting for wild animals. The fifth plague, boils, was supposed to convince the Pharaoh to stop forcing the Israelites to carry hot objects.

According to Midrash Tanchuma, the aim of all the other plagues was also to force the Pharaoh to revoke various decrees which were making the Israelites’ lives miserable. This Midrash seems to suggest that the Egyptian plagues were supposed to convince the Pharaoh to set the Israelites free, as well as to convince the Israelites to put trust in the Eternal’s promise. The Israelites were supposed to learn to trust the Eternal by noticing how the quality of their lives was gradually improving.

What can we learn from such an interpretation of the Egyptian plagues?
That sometimes, when we are overwhelmed by numerous everyday problems, we might overlook small changes foretelling that better times are coming. During this winter Shabbat I encourage you to take a look at the problems which have been at the center of your attention for a long time now. Who knows, perhaps it will turn out that the worst is already behind you?

Shabbat Shalom!

Mati Kirschenbaum

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Wajera

Wajera

Mati Kirschenbaum

W czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Wajera Wiekuisty nakazuje Mojżeszowi poinformować Izraelitów, że ich niewola zbliża się ku końcowi. Mojżesz ma im przekazać następującą wiadomość:

Jam Wiekuisty. Wywiodę Was spod brzemienia Egiptu, uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem i przez surowe osądy. I wezmę sobie was za mój lud, i będę wam Bogiem, i przekonacie się, że Ja, Wiekuisty, Bóg wasz, uwolniłem was spod jarzma egipskiego. (Wyjścia 6,6-7)

Szmot Rabba, zbiór midraszy wyjaśniających Księgę Wyjścia, zwraca uwagę na cztery czasowniki – uwolnię, wybawię, wyswobodzę oraz wezmę za lud – użyte w tym fragmencie w celu opisania wyzwolenia Izraelitów przez Wiekuistego. Zgodnie z wyjaśnieniem zawartym w tej kolekcji midraszy, cztery kielichy wina wypijane przez nas w trakcie pesachowego sederu przypominają o obietnicy czteroetapowego wyzwolenia obiecanego Izraelitom przez  Wiekuistego. Wypijając co roku cztery kielichy wina, przypominamy sobie o dotrzymanej przez Wiekuistego obietnicy.

Izraelici w naszej parszy początkowo nie zwrócili uwagi na słowa Wiekuistego:

Mojżesz oznajmił te słowa (obietnicę Wiekuistego) Izraelitom, którzy nie chcieli ich słuchać z powodu udręki ducha i z powodu ciężkich robót.  (Wyjścia 6,9)

Niezrażony brakiem entuzjazmu Izraelitów Wiekuisty nakazał Mojżeszowi udać się do faraona z prośbą o wypuszczenie swojego ludu. Faraona przekonać miały zesłane na Egipt plagi. Midrasz Tanchuma przypisywał plagom inne znaczenie: miały one uwolnić Izraelitów od ciężkiej pracy i ucisku nałożonych na nich przez Egipcjan. Pierwsza plaga, zamiana wód Nilu w krew, miała przekonać faraona do odwołania zakazu korzystania Izraelitek z mykwy. Druga plaga, żaby, miała zmusić faraona do odwołania nakazu przynoszenia Egipcjanom pełzających stworzeń będących dla Izraelitów obrzydliwością. Trzecia plaga, wszy, miała zmusić faraona do odwołania nakazu pracy Izraelitów przy sprzątaniu ulic. Czwarta plaga, dzikie zwierzęta, miała zmotywować faraona do zakazu zmuszania Izraelitów do udziału w polowaniu na dzikie zwierzęta. Piąta plaga, wrzody, miała zmusić faraona do zaprzestania zmuszania Izraelitów do noszenia gorących obiektów.

Według midraszu Tanchuma także pozostałe plagi miały na celu odwołanie edyktów uprzykrzających Izraelitom życie. Midrasz ten zdaje się nam sugerować, że plagi egipskie miały przekonać faraona do wyzwolenia Izraelitów, a Izraelitów do ufania obietnicy Wiekuistego. Izraelici mieli nauczyć się ufać Wiekuistemu widząc, jak stopniowo poprawia się ich jakość życia.

Czego możemy się nauczyć, czytając taką interpretację plag egipskich?

Tego, że czasem, przytłoczeni licznymi problemami codzienności, możemy przeoczyć drobne zmiany zwiastujące nadejście lepszych czasów. W ten zimowy Szabat zachęcam Was do przyjrzenia się problemom, na których od dawno skupia się Wasza energia. Kto wie, może okaże się, że najgorsze macie już za sobą?

Szabat Szalom!

 

Mati Kirschenbaum

One Person Can Change the History of the Entire World

One Person Can Change the History of the Entire World

Thoughts on Parashat Shemot

The LORD said to Moses in Midian, “Go back to Egypt, for all the men who sought to kill you are dead.” (Exodus 4:19)

Such good news is conveyed by God to Moses in this week’s Torah portion. Of course this is not the beginning of this story, so let’s remind ourselves what happened earlier. Moses was forced to flee from Egypt to Midian after he killed an Egyptian who was beating a Hebrew man. He made this decision when he found out, as he was trying to break up two other fighting men – this time two Hebrews – that the news about his deed had spread out and that the Pharaoh wanted to catch him and kill him. In the land of Midian Moses stops by a well, where he defends the seven daughters of priest Jethro from the local shepherds. Moses waters their sheep and then he goes back to their father’s house with them. He decides to stay there, and Jethro gives him one of his daughters, Zipporah, as his wife. Soon she gives birth to his first son, Gershom.

Then God reveals Himself to Moses in a burning bush, where He entrusts him with the mission of freeing the people of Israel from the Land of Egypt; God describes the plan of his mission to Moses, He explains what the division of responsibilities between him and his brother Aaron should be etc. Moses says goodbye to his father-in-law, he takes his wife and sons and he sets out on a journey back to Egypt.

Everything seems to be headed in the right direction. The only problem is that as Moses sets out on his journey back to Egypt, God suddenly decides to kill him:

At a night encampment on the way, the LORD encountered him and sought to kill him. (Exodus 4:24)

What is this all about? Doesn’t this seem absurd? God appoints him as a prophet and savior of Israel, and soon after that He decides to kill him? The traditional Rabbinic reply to this question states as follows: Yes, since Moses committed a sin – he neglected the duty to circumcise his son. This is also suggested quite clearly by the next two verses of the Torah:

So Zipporah took a flint and cut off her son’s foreskin, and touched his legs with it, saying, “You are truly a bridegroom of blood to me!” And when He let him alone, she added, “A bridegroom of blood because of the circumcision.” (Exodus 4:25-26)

Of course, the Rabbis asked which one of Moses’ sons was this story referring to. Rashi suggests that it was not his firstborn, Gershom, but rather his second son, Eliezer, who was born right before the journey. In addition, our commentator provides an explanation for the behavior of Moses, who, besides the fact that he had to take care of practical, journey-related matters, was also weighing it up rationally: If I circumcise my son now and we embark on our journey to Egypt, his life will be endangered for three days. And, since we will be traveling, the danger will be even greater.

However, let us focus on something else: Let’s ask ourselves what would have happened if Zipporah had not circumcised their son. Would God have killed Moses? Considering how often He acted ruthlessly towards the Israelites (and not only them), one can assume that in all likelihood that’s exactly what would have happened. And what would have happened later? It’s hard to tell; perhaps the history of the entire world would have followed a different path. Possibly the Israelites would have stayed in Egypt forever, or someone else would have led them out of there. Fortunately, Moses’ wife took matters in her own hands and she rectified her husband’s mistake. Just like Joseph and Esther, Zipporah is one of those Biblical characters whose actions determined whether the entire Jewish nation would survive or not, and thus determined the fate of the entire world as well. Therefore, our Biblical history is yet another story emphasizing the importance of human vigilance and responsibility. Generally speaking, the higher our social status is, the greater responsibility we face. Therefore, let us always try to live and act in such a way so as to never give irresponsible people a chance to determine our fate.

Shabbat Shalom,

 

 

 

 

 

 

 

Menachem Mirski

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka