Noach

Zmiana klimatu, która sprowadziła potop

Refleksja nad paraszą Noach

Menachem Mirski

Historię zawartą w porcji Tory na ten tydzień można odczytywać metaforycznie, jako jeden z obrazów wielkiej katastrofy, w której to wszystkie żyjące gatunki zostały zdziesiątkowane lub skazane na całkowite wyginięcie… Tylko nieliczne indywidua miały przetrwać, po kilka osobników każdej płci, po to by się rozmnożyć i w ten sposób zapobiec całkowitemu wyginięciu życia na Ziemi. Brzmi nierealnie? Nie sądzę, na pewno idee te nie są poza zasięgiem wyobraźni współczesnego człowieka.

Historia potopu kończy się nową Boską obietnicą – obietnicą wiecznego przymierza między Bogiem a ludzkością:

Noe zbudował ołtarz dla Wiekuistego i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. Gdy Wiekuisty poczuł miłą woń, rzekł do siebie: «Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem. Będą zatem istniały, jak długo trwać będzie Ziemia: siew i żniwo, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc». (Rodzaju 8:20-22)

Powyższe wersety mogą być wyłącznie rozumiane jako wyznanie wiary: jako istoty ludzkie nie mamy możliwości ich zweryfikowania ani sfalsyfikowania. Wszystko, co możemy zrobić, to mieć nadzieję, że jest to prawda i żyć z wiarą, że w rzeczywistości tak będzie. Niemniej jednak historycznie rzecz biorąc ludzie wielokrotnie ową wiarę kwestionowali. Największym i najbardziej wyrazistym wyzwaniem dla tej wiary są zmiany klimatu.

Zmiany klimatu są faktem, a te, które doświadczamy w czasach obecnych, są w dużej mierze dziełem człowieka. W 2018 roku Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) na zlecenie ONZ przygotował raport, z którego dowiadujemy się, między innymi, kilku podstawowych rzeczy, a mianowicie:

  • Przewiduje się, że wzrost średnich temperatur na świecie będzie w możliwym zakresie od 0,27 °C (0,5°F) do 4,8 °C (8,6°F) do roku 2100, z prawdopodobnym wzrostem o co najmniej 2,7°F dla wszystkich możliwych scenariuszy łagodzenia owych zmian.

  • Pomijając najbardziej agresywny scenariusz łagodzenia zmian klimatycznych (polegający na natychmiastowej, całkowitej globalnej rezygnacji paliw kopalnych), oczekuje się, że globalna średnia temperatura wzrośnie co najmniej dwa razy bardziej w ciągu następnych 100 lat niż w ciągu ostatnich 100 lat.

  • Przewiduje się, że temperatury powietrza na poziomie gruntu będą się nagrzewać szybciej na lądzie niż w oceanach.

Mniej więcej w tym samym czasie klimatolodzy i ekonomiści przygotowali liczne analizy, według których łagodzenie skutków zmian klimatu będzie bardzo trudne i ekonomicznie karkołomne, uznając, że najbardziej optymistyczny scenariusz wzrostu o 1,5 °C (2,7°F) do 2100 r. jest niemalże niemożliwy do wdrożenia, z różnych powodów – np. musielibyśmy zamknąć i wyeliminować prawie całą energetykę, jaką mamy w tej chwili, nie tylko w USA i Europie, ale na całym świecie, i zrobić to do 2030 roku.

Jednak żaden z tych raportów nie mówi, że mamy 12 lat, zanim „wszyscy zginiemy w gigantycznej kuli ognia”, jak stale sugerują niektórzy politycy i gadające głowy mainstreamowych mediów. Idea, że świat się skończy za 12 lat, jest niewiarygodnym wypaczeniem analiz, których faktycznie dokonał Panel Klimatyczny ONZ.

Zatrzymajmy się tu jednak na chwilę i zastanówmy: z analizy przeprowadzonej przez naukowców z IPCC wiemy, że nawet gdybyśmy całkowicie przestali używać paliw kopalnych i zmniejszyli naszą globalną emisję do zera, do 2030 r., średnia temperatura na Ziemi prawdopodobnie i tak by wzrosła o 1,5°C (2,7°F) do końca wieku. To oczywiście oznacza, że temperatury na naszej planecie rosną bez względu na to, co robimy. Te fakty są powszechnie znane i wszystko to jest dobrze udokumentowane przez geologów.

Ostatnie wielkie globalne ocieplenie w historii naszej planety miało miejsce około 55-58 milionów lat temu i nazywa się ono maksimum termicznym paleocenu i eocenu. Ocieplenie to było spowodowane masowym uwalnianiem związków węgla do atmosfery, które, jak się szacuje, trwało od 20 000 do 50 000 lat. Geolodzy szacują, że przez cały ten okres, który trwał około 200 000 lat, globalne temperatury wzrosły o 5–8 °C (7-14°F) od średniej temperatury Ziemi wynoszącej 24–25°C (75–77°F) z poprzedniego okresu – paleocenu. Oznacza to, że średnia temperatura na naszej planecie mogła sięgać nawet 29-33°C (84-91°F), czyli była o 16-20°C (27-34°F) wyższa niż obecna średnia temperatura na ziemi, która wynosi około 13,9-14,5 (57-58°F)! Oba bieguny były wówczas kompletnie pozbawione lodowców, podobnie jak w całej poprzedniej erze paleocenu; temperatura mórz arktycznych i antarktycznych sięgała 23 °C (73 °F). Klimat prawie całej planety był tropikalny; lasy pokrywały większość obszarów naszej planety, palmy rosły na obszarach północnych Stanów, takich jak Wyoming, Montana oraz Kanady. Jak miało to wpływ na królestwo zwierząt? Z powodu warunków środowiskowych tamtego okresu miała miejsce intensywna ewolucja naczelnych: Najstarsze istniejące skamieliny ssaków naczelnych datowane są na około 55 milionów lat [2] [3]. To globalne ocieplenie prawdopodobnie „zmieniło bieg ewolucji”, w wyniku czego powstały później małpy, z których później wyewoluowaliśmy my, ludzie. Następna epoka, eocen, rozpoczęła się od globalnej średniej temperatury wyższej o ponad 8 °C (około 14 °F) niż obecnie, stopniowo ochładzając się w ciągu następnych 22 milionów lat. Możemy jednakże powiedzieć, że jako istoty żywe jesteśmy wnukami lub prawnukami ostatniego globalnego ocieplenia.

Przedstawiam tutaj tę analizę, aby nadać sprawom właściwą perspektywę i schłodzić emocje, które często towarzyszą tej debacie. Nasza planeta i życie na niej nie tylko przetrwały, ale także rozkwitały w znacznie cieplejszych okresach niż ten, którego obecnie oczekujemy. Oczywiście czynnik ludzki odgrywający główną rolę w naszej obecnej sytuacji czyni ją bezprecedensową. Jednak scenariusz, który mówi, że sprawy mogą wymknąć się spod kontroli, a Ziemia może stać się drugą Wenus w wyniku zjawiska zwanego niekontrolowanym efektem cieplarnianym, został uznany przez naukowców w 2013 roku za nieprawdopodobny. By się to stał,  nasza cywilizacja musiałaby emitować 10 razy więcej dwutlenku węgla niż emitujemy dzisiaj. Jednym z ważnych czynników zatrzymujących ten efekt jest samo życie na ziemi, które jest zdolne do pochłaniania ogromnych ilości dwutlenku węgla. Innym argumentem często podnoszonym w tej debacie jest to, że nawet globalny wzrost o 3°C (5,7°F) przyniesie przedłużające się fale upałów, susze oraz coraz częstsze i bardziej dotkliwe ekstremalne zjawiska pogodowe. Może to być prawdą, ale prawdą jest również, że globalny odsetek ludzi ginących w klęskach żywiołowych zmniejszył się od początku XX wieku o 95%.

Ekonomiści klimatyczni dokonali tutaj wielu analiz. W kategoriach ekonomicznych wydatki potrzebne na aktywa fizyczne by zmniejszyć emisje do zera netto wyniosły by 275 bilionów dolarów do 2050 roku, czyli średnio 9,2 biliona dolarów rocznie, co oznacza roczny wzrost o 3,5 biliona dolarów.  Nie sądzę, aby jakakolwiek gospodarka na świecie mogła udźwignąć tego rodzaju ciężar. Raport ONZ z 2014 r. oszacował, że jeśli nic nie zmienimy, skutki gospodarcze globalnego ocieplenia do 2070 r. będą równoznaczne z utratą przez każdego z nas od 0,2 do 2 procent naszych dochodów. Zestawienie tych dwóch analiz daje nam również dodatkowy kontekst – niezbędny kontekst, którego potrzebujemy w debacie na temat zmian klimatycznych. Naukowcy i ekonomiści, którzy przygotowali raporty dla ONZ, wiedzieli, że najbardziej agresywne opcje łagodzenia – jak całkowita rezygnacja z paliw kopalnych na całym świecie w ciągu dekady lub dwóch – są niemożliwe do wdrożenia bez spowodowania globalnego załamania gospodarczego.

Nie ma naukowych dowodów na to, że zmiany klimatyczne, których doświadczamy w naszych czasach, stanowią jakiekolwiek zagrożenie egzystencjalne dla naszej planety i życia na niej. Zmiana klimatu to realny problem i powinniśmy dążyć do jego rozwiązania, ale potrzebujemy też poczucia proporcji w tej kwestii. Jeśli mówisz ludziom, że dla każdego z nas może to być koniec świata – co oznacza zagrożenie egzystencjalne – mówisz ludziom, że powinniśmy wydać wszystko na rozwiązanie tego problemu i nie przejmować się niczym innym. Realnym zagrożeniem – dla naszej gospodarki, a więc i społeczeństw na całym świecie i pokoju w nich – jest nieodpowiedzialna polityka energetyczna prowadząca do galopującej inflacji i finansowej destabilizacji rynków, do której dochodzi w całym zachodnim świecie z powodu złych decyzji naszych przywódców politycznych. Wezwanie do całkowitego zniesienia paliw kopalnych jest nie tylko nieodpowiedzialne; jest to w rzeczywistości wezwanie do ludobójstwa: szacuje się, że gdybyśmy dzisiaj przestali używać paliw kopalnych, w ciągu kilku dni zginęłoby z głodu od 20 do 60 milionów ludzi. Kto byłby skłonny wziąć odpowiedzialność za taką decyzję? Musimy stopniowo przechodzić na coraz więcej czystej energii, ale nie może to być wyłącznie podyktowane dekretem rządu lub grupą lobbujących biznesmenów: tutaj podstawowym rozwiązaniem jest inwestowanie w nowe technologie (takie jak na przykład samochody na paliwo wodorowe) i ulepszanie istniejących technologie (takie jak energia jądrowa).

Zmiany klimatu to nie jedyne wyzwanie stojące przed ludzkością – wszyscy zdali sobie z tego sprawę podczas ostatniej pandemii. Dlatego musimy zadać sobie pytanie, ile chcemy i ile faktycznie możemy wydać na złagodzenie tego problemu w porównaniu do wszystkich innych problemów, przed którymi stoimy jako ludzkość. Wszystko to powinno być przedmiotem otwartej, publicznej, uczciwej, akademickiej i intelektualnej debaty. Niestety ta debata zbyt często jest niezwykle emocjonalna, stronnicza, pełna wywołujących strach, apokaliptycznych wizji wymyślonych, by przestraszyć ludzi i manipulować nimi emocjonalnie, aby zaakceptowali wszystko, co ludzie u władzy chcą wprowadzić w odpowiedzi na te wyzwania. I często zdarza się, że prawdziwe i ważne pytania, a także dobre, rozsądne pomysły na rozwiązania giną całkowicie w tym całym tym medialnym szumie.

Zmiany klimatu to temat bardzo rozległy, i do studiowania, i do dyskusji. Próbowałem jedynie wyróżnić tutaj kilka ważnych kwestii i przedstawić kilka ważnych, moim zdaniem, tez. Panuje powszechna opinia, że ​​centralną rolę w całym procesie przeciwdziałania zmianom klimatycznym i restrukturyzacji naszej energetyki powinny odgrywać rządy. Moim zdaniem jest to bardzo wątpliwy i niebezpieczny pogląd, zwłaszcza jeśli miałby wiązać się z nieskrępowanym wzrostem ich władzy owych rządów, bez należytej troski o stabilność  gospodarczki i właściwą równowagę w podejmowaniu decyzji. Nikt nie powinien mieć tu prawa do jednomyślnego dyktowania rozwiązań. Nikt nie jest właścicielem nauki, nikt nie ma prawa, ani nawet nie jest w stanie dokonywać przewidywań z absolutną pewnością. Nauka o tych problemach nie jest do końca ustalona i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Wszystko opiera się na modelach komputerowych. Opierając się na mojej znajomości metodologii nauki powiedziałbym, że pewność tego, co wydarzy się za 100 lat, nie jest większa niż nasza pewność co do wydarzeń, które miały miejsce na Ziemi 50-60 milionów lat temu. Jest tak wiele rzeczy, o których nie wiemy i których nie możemy przewidzieć.

Nie jesteśmy wszechwiedzący. Poznanie ludzkie jest zawsze ograniczone. Ale świat nie skończy się w 2030 lub 2050 roku; nie ma naukowej ani żadnej innej racjonalnej wiedzy, która by coś takiego sugerowała. Tego rodzaju „przewidywania” są zazwyczaj oparte na błędnym przedstawieniu faktów, ignorancji lub strachu. Tam, gdzie kończy się nasza wiedza, zaczyna się nasza wiara. Według niektórych naszych komentatorów biblijnych to nie tylko arogancja spowodowała, że starożytni zbudowali Wieżę Babel; była to również, jeśli nie przede wszystkim, ich niewiara: nie wierzyli w Boską obietnicę, że nie będzie kolejnego potopu. Odrzucili wiarę w przymierze Boga z ludzkością i dlatego zbudowali cywilizację, która upadła. Bądźmy uważni i nie powtarzajmy ich błędu. Mamy, więcej czasu na zastanowienie, niż się nam potocznie wydaje.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Mikec

Refleksja nad paraszą Mikec

Menachem Mirski

Jak żyć? Na jakiej podstawie dokonywać życiowych wyborów? Ufać Bogu, sobie, czy też innym ludziom, np. tym co zasiadają w rządzie? A może ufać wyłącznie niektórym ludziom, albo np. ekspertom oraz nauce i technologii? Odpowiedzi na te pytania można oczywiście znaleźć w Torze i literaturze rabinicznej. Zeszłotygodniowa porcja Tory kończy się historią, w której Józef interpretuje sny podczaszego i przełożonego piekarzy. Wedle proroctw zawartych w obu snach przełożony piekarzy zostaje skazany na śmierć, podczaszy natomiast zostaje przywrócony do pracy na dworze faraona. Józef wie, że tak się stanie, dlatego prosi podczaszego:

Jeśli nie zapomnisz o mnie, kiedy będzie ci się dobrze działo, okaż mi życzliwość: wspomnij o mnie faraonowi, aby mnie uwolnił z tego miejsca.(Gen 40:14)

W porcji Tory na ten tydzień czytamy, że Józef musiał czekać dwa lata na to, by wydostać się z więzienia:

W dwa lata później faraon miał sen. [Śniło mu się, że] stał nad Nilem. I oto z Nilu wyszło siedem krów pięknych i tłustych, które zaczęły się paść wśród sitowia.(Gen 41:1-2)

W jakim celu Tora wspomina w ogóle ten wątek? Dlaczego musiało upłynąć 2 lata, by faraonowi przydarzył się sen, który tylko Józef mógł wytłumaczyć? Wedle midrasza Bereszit Rabba Józef musiał spędzić dodatkowe dwa lata więzieniu, bowiem musiał się wypełnić boski plan dla świata oraz narodu Izraela. Midrasz dodaje jednak jeden szczegół: owe dwa lata odpowiadają dwóm słowom, które “nieopatrznie” Józef wypowiedział do podczaszego:

Jeśli nie zapomnisz o mnie […] wspomnij o mnie faraonowi […] (Gen 40:14)

Józef został ukarany, bowiem słowa te dowodzą jego desperacji i jednocześnie braku wiary w Wiekuistego. Józef zgrzeszył, bo nie zawierzył Wiekuistemu, lecz polegał na jednym, zwykłym człowieku (co zresztą brzmi dość racjonalnie, biorąc pod uwagę możliwości i ograniczenia oraz siły i słabości przeciętnego człowieka). Został ukarany, ponieważ Józef był cadik, a Adonaj medakdek im cadikim k’chut ha’saara – W stosunku do sprawiedliwych Wiekuisty jest skrupulatny co do jednego włosa. Istotą bycia sprawiedliwym jest więc niezwykła skrupulatność oraz całkowite zawierzenie Bogu, w każdym aspekcie naszego życia. Wszystko sprowadza się do wypełniania boskiego prawa i wiary w Wiekuistego; wszystko bowiem co nas spotyka w życiu pochodzi od Niego (w tym oczywiście rozmaite kary i nagrody). Z drugiej jednak strony mamy w tradycji rabinicznej jasno wyrażoną doktrynę, że nigdy, a zwłaszcza w sytuacjach trudnych, nie należy oczekiwać, “że zdarzy się cud” i nie należy na takowej wierze polegać:

Nie należy nigdy stać w niebezpiecznym miejscu mówiąc, że ci na Wysokościach dokonają dla nas cudu, żeby się nie okazało, że ostatecznie nie dokonali dla nas cudu. I, co więcej, nawet jeśli dokonają dla nas cudu, to odejmą go z naszych zasług. (Talmud Babiloński, Szabat 32a)

Czy istnieje zatem sprzeczność pomiędzy tymi dwiema koncepcjami? Nie, jeśli lepiej sprecyzujemy na czym wiara w Boga polega. Przede wszystkim, wiara w Wiekuistego nie sprowadza się do wiary w cuda. Zdecydowana większość dróg, które nam Bóg w naszym życiu wskazuje nie ma charakteru cudownego, lecz całkowicie zwyczajny i naturalny. Poleganie na cudach jest postrzegane jako “testowanie Boga” i jest zabronione:

Nie będziecie wystawiali na próbę Pana, Boga waszego, jak wystawialiście Go na próbę w Massa (Pwt 6:16)

W istocie, w Massa Izraelici wydali Boga na próbę: stojąc przed Górą Horeb, w oczekiwaniu aż Mojżesz cudownie wydobędzie dla nich wodę ze skały, pytali:

Czy też Wiekuisty jest rzeczywiście wśród nas, czy nie? (Ex 17:8)

Wróćmy do pytań, które postawiliśmy na wstępie: Jak żyć i na jakiej podstawie mamy dokonywać życiowych wyborów? Ufać Bogu, sobie, czy też innym ludziom, np. tym, co zasiadają w rządzie? A może wyłącznie niektórym ludziom, np. ekspertom oraz nauce i technologii? Z pewnością nie należy stawiać niczego na jedną kartę oraz nie zostawiać wszystkiego Bogu, któremu jednak należy ufać. Należy więc myśleć wielotorowo w każdej sytuacji i mieć kilka alternatywnych planów. Należy ufać i ludziom, i sobie, i nauce i technologii, wszystkim jednak z rozwagą oraz niezbędnym krytycyzmem.  Zaufanie Bogu polega przede wszystkim na wypełnianiu jego przykazań. Jeśli chodzi zaś o nasze wobec Niego oczekiwania, to tak, można oczekiwać od Boga pomocy w każdej życiowej sytuacji. Nie należy jednak oczekiwać, że odpowiedź ze strony Boga będzie miała charakter cudowny, niezwykły, lub, że będzie dokładnie wedle naszej myśli. Bóg podsuwa nam zwykle wiele różnych rozwiązań; nie zawsze są one takie, jakie wyobrażamy sobie, że będą, choć często są nim bliskie. Józef zaufał jednej możliwości; możliwości, której Bóg akurat nie rozważał w swoich zamiarach. Odpowiedź Boga może mieć różnoraki charakter: Wiekuisty daje nam mądrość, na przykład, a także inspirację, motywację do działania i eliminuje przed nami przeszkody. By jednak dostąpić pomocy i opieki z Jego strony, musimy otworzyć swoje serce i umysł na świat możliwie jak najbardziej szeroko, tak, by umieć dostrzec to, co Wiekuisty dla nas zaplanował, bowiem wszystko co się wokół nas wydarza stanowi – zwykle “nieświadomy samego siebie” – element boskiego planu.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.