Matot-Masei

Pragnienie sprawiedliwości, które oślepia

Refleksja nad paraszą Matot-Masei

Menachem Mirski

Masei („Podróże”), czytana zazwyczaj razem z poprzednią paraszą Matot, to ostatnia porcja Tory w Księdze Liczb. Rozpoczyna się wspomnieniem miejsc, w których Izraelici obozowali na pustyni; Bóg nakazuje Izraelitom przestrzeganie praw Tory wobec zdobycia Ziemi obiecanej oraz zniszczenie bałwochwalstwa w Ziemi Izraela. Parasza z tego tygodnia precyzuje również granice Izraela, a także przedstawia szczegółowe przepisy dotyczące miast schronienia dla ludzi, którzy przypadkiem, nieumyślnie doprowadzili do czyjejś śmierci:

Powiedz Izraelitom, co następuje: Gdy wejdziecie przez Jordan do ziemi Kanaan, wybierzcie sobie miasta, którzy służyć wam będą za miasta schronienia; tam będzie mógł się schronić zabójca, który zabił drugiego nieumyślnie. Miasta te będą dla was schronieniem przed mścicielem krwi by zabójca nie poniósł śmierci, zanim nie stanie przed sądem społeczności. Co do miast, które macie ustanowić, to powinniście mieć sześć miast schronienia. Trzy miasta za Jordanem i trzy w ziemi Kanaan będą służyć za miasta schronienia. Owe sześć miast winny służyć za schronienie zarówno Izraelitom, jak i obcym, oraz tym, którzy osiedlili się pośród was; tam może uciekać każdy, kto zabił drugiego nieumyślnie. (Liczb 35:10-15)

Pozostałe przepisy dotyczące tej kwestii wyjaśniają szczegóły, takie jak rozróżnienie między nieumyślnym zabójstwem a morderstwem oraz rolę mściciela krwi.

XIX-wieczny amerykański duchowny i pisarz Henry Clay Trumbull twierdził, że ów mściciel krwi (hebr. goel ha’dam) odpowiedzialny za przywrócenie rodzinie ofiary równowartości utraconej przez nią krwi — utraty życia — albo przez inną krew lub albo przez uzgodniona zapłatą za wartość owej krwi: „Jego misją nie była zemsta, lecz sprawiedliwość. Nie był on mścicielem, ale odkupicielem, odnowicielem, równoważącym”. Wyjaśnienie Trumbulla jest zgodne ze znaczeniem hebrajskiego słowa goel, oznaczającego odkupiciela. Ponadto, egzekwowanie prawa we wczesnych czasach biblijnych miało zwykle charakter prywatny: zajmował się nim lokalny patriarcha, który był zarówno przywódcą rodziny/plemienia, jak i prokuratorem i zarazem sędzią, a zatem był tym, który wymierzał i egzekwował sprawiedliwość. Prawo biblijne liczyło się z obiema tymi tradycjami i jednocześnie naciskało na ich modyfikację. Dlatego też Tora często podkreśla, że jedynie osoba bezpośrednio zaangażowana w zabójstwo może być pociągnięta do odpowiedzialności za nie, jak również akcentuje konieczność przeniesienia egzekwowania prawa do domeny publicznej. Przywileje goela były tak mocno zakorzenione wśród ludu, także przepisy dotyczące miast schronienia należy postrzegać jako stopniowe przejście od prywatnego egzekwowania prawa prywatnego w kierunku publicznego jego egzekwowania. W istocie, Tora np. nadal przyznawała mścicielowi krwi prawo do zabicia osoby, która dokonała nieumyślnego zabójstwa, gdy tylko opuściła ona miasto schronienia (Liczb 35:27).

Zabicie człowieka, nawet jeśli dokonane przypadkiem, bez obecności złych zamiarów, zawsze jest krzywdą, raną dla społeczności. Instytucji miast schronienia (hebr. arei miklat) przyświecały trzy podstawowe cele: była środkiem ochronnym, mającym dać każdemu możliwość ochłodzenia emocji; służyła także jako kara dla przypadkowego zabójcy, ponieważ wygnanie stanowiło formę śmierci społecznej. Trzecim, ale nie mniej ważnym celem było powstrzymanie i odizolowanie popełnionego grzechu, akt zabójstwa postrzegany był bowiem jako skażenie zarówno społeczności, jak i Ziemi (Lb 35:32-34).

Owi przypadkowi zabójcy mogli opuścić swoje miasta schronienia dopiero po śmierci arcykapłana. Procedura ta miała zarówno znaczenie praktyczne – z reguły wyznaczała dostatecznie długi okres izolacji społecznej (choć oczywiście nie zawsze), jak i teologiczne – ostatecznie tylko (czyjaś) śmierć mogła ten grzech odkupić i śmierć arcykapłana służyła tu jako ekspiacja:

Arcykapłan odpokutowuje za grzechy Izraela, a ta rzecz wydarzyła się za jego życia. (Ibn Ezra o Księdze Liczb 35:25)

Również Talmud twierdzi, że śmierć arcykapłana stanowiła zadośćuczynienie (Makot 11a), ponieważ generalnie śmierć wszystkich pobożnych osób ma moc sprowadzania zadośćuczynienia (Joma 38b; Moed Katan 28a). Majmonides argumentował, że śmierć arcykapłana była dla Izraelitów wydarzeniem tak wstrząsającym, że porzucali oni wszelkie myśli o zemście (Przewodnik dla błądzących III:40). Jeśli chodzi zaś o mściciela krwi, późniejsza tradycja rabiniczna przypisywała mu rolę podobną do tej pełnionej w czasach nowożytnych przez prokuratora, który występuje w imieniu ofiary w sprawie przeciwko przestępcy, w związku z czym odpowiedzialny jest za doprowadzenie sprawcy do sądu, zebranie przeciwko niemu dowodów, przedstawienie sprawy sądowi i wyegzekwowanie od sprawcy odszkodowania.

Jedną z lekcji, jaką możemy wyciągnąć z tych rozważań, jest być to, że powinniśmy zawsze zachowywać odpowiednią równowagę oraz dystans w odniesieniu do różnych niesprawiedliwości wyrządzonych w przeszłości nam, naszemu narodowi lub krajowi. Czas jest miarą zmienności wszechrzeczy; rzeczywistość stale się odnawia, przynosząc nowe, zarówno dobre, jak i złe, zarówno sprawiedliwość jak i nową niesprawiedliwość. Jakkolwiek słuszne jest domaganie się sprawiedliwości, powinniśmy uważać by nie zafiksować się na kwestiach niegdyś ważnych, lecz z biegiem czasu już nie tak ważnych. Fiksacja tego rodzaju może nam przysłonić bieżące problemy z którymi boryka się świat, czyniąc nas niezdolnym do właściwej percepcji otaczającej nas rzeczywistości, w tym nowych problemów i niesprawiedliwości. Gniew, także ten usprawiedliwiony i uzasadniony, może przyćmić nam zmysły i rozum. Spokój umysłu wydaje się więc zawsze być odpowiedzią właściwą; zawsze jest bowiem lepiej postrzegać i reagować na świat ze spokojnym umysłem aniżeli przez pryzmat różnych emocji, nad którymi często nie mamy pełnej kontroli.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Pinchas

Pinchas

Mati Kirschenbaum

Alfred Hitchcock, zapytany jak przyciągnąć uwagę widzów, powiedział: „film powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma tylko rosnąć.” Czytana przez nas w tym tygodniu parsza Pinchas kontynuuje historię przyciągającą naszą uwagę poprzez ciągłe budowanie napięcia. Zachęcamy was do wyobrażenia sobie, że oglądacie film na jej podstawie.  Jego pierwsze minuty przedstawiają Izraelitów dopuszczających się nierządu z Moabitkami. W następnej scenie Moabitki nakłaniają Izraelitów do składania ofiar moabickim bożkom. W kolejnych kadrach widzimy wybuch epidemii zesłanej przez Wiekuistego jako kara za ich występki. Zaraz potem Mojżesz rozkazuje starszyźnie Izraela ukaranie Izraelitów dopuszczających się nierządu i bałwochwalstwa. Słowa Mojżesza trafiają w próżnię – widzimy jak bogato odziany Izraelita – Zimri – prowadzi do swojego namiotu Midianitkę – Kozbi. Mojżesz i starszyzna Izraela patrzą na to bezradnie. Gdy Zimri znika w namiocie, widzimy Izraelitów opłakujących zmarłych – epidemia trwa w najlepsze. Nagle widzimy jak młody kapłan –  Pinchas – opuszcza zgromadzenie starszyzny. To co dzieje się później nasz scenariusz (Tora) opisuje w pierwszych słowach naszej parszy:

„Pinchas, syn Eleazara, syna Aarona, chwycił w rękę włócznię, opuścił zgromadzenie, poszedł za Izraelitą do komory namiotu i przebił ich obydwoje, mężczyznę Izraelitę i kobietę – przez jej łono. I ustała plaga wśród Izraelitów. Zginęło ich wtedy dwadzieścia cztery tysiące. Mówił znowu Wiekuisty do Mojżesza: Pinchas, syn Eleazara, syna kapłana Aarona, odwrócił mój gniew od Izraelitów, gdyż zapłonął pośród nich zazdrością. Dlatego nie wytraciłem zupełnie Izraelitów w mojej zazdrości. Oznajmij więc: Oto Ja zawieram z nim przymierze pokoju. Będzie to dla niego i dla jego potomstwa po nim przymierze, które mu zapewni kapłaństwo na wieki, ponieważ okazał się zazdrosnym o swego Boga i dokonał przebłagania w imieniu Izraelitów.” (Lb 25,10-13)

Zabójstwo jako sposób na wyjście z ciężkiego położenia może nie razić nas w filmach. Jednak z całą pewnością nie chcielibyśmy rozwiązywać w ten sposób problemów w prawdziwym życiu. Nic zatem dziwnego, że historia Pinchasa budzi nasz wewnętrzny sprzeciw. Nasze obiekcje rodzi zwłaszcza reakcja Wiekuistego na postępowanie Pinchasa. Obraz Wiekuistego nagradzajacego przemocowe zachowanie nie jest zgodny z teologią współczesnego judaizmu postępowego.

Dlatego na pierwszy rzut oka ciężko nam znaleźć współczesne przesłanie parszy Pinchas. Lliteratatura rabiniczna nie pomaga nam w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie. Znajdujemy w niej wiele wypowiedzi gloryfikujących postępowanie Pinchasa. W traktacie Sanhedryn Talmudu Babilońskiego czytamy, że Wiekuisty pomógł Pinchasowi w zabójstwie na sześć sposobów! Lektura tych interpretacji pogłębia poczucie obcości, które odczuwamy czytając o Wiekuistym zawierającym z Pinchasem „przymierze pokoju”.

Z pomocą przychodzi nam sposób w jaki słowa „przymierze pokoju” zapisane jest w zwoju Tory. W słowie szalom (pokój) w literze waw, zapisywanej zazwyczaj za pomocą nieprzerwanej pionowej linii, znajduje się wyrwa. Nasza tradycja uczy nas, że sposób w jaki słowa a nawet litery zostały zapisane w Torze może pomóc nam rozszyfrować ich znaczenie. Przerwa w słowie „pokój” zdaje się sugerować, że pokój nktóry przyniosł Pinchas był niepełny, wybrakowany. Masoreci – średniowiczni kodyfikatorzy tekstu Tory – znaleźli sposób na wierne przekazanie Jej słów opatrzonych ich krytycznym komentarzem.

Co istotne, krytyka Masoretów nie dotyczyła zwotu „okazał się zazdrosnym”, opisującym żarliwą religijność Pinchasa i jego sprzeciw wobec bałwochwalstwa Izraelitów. Ich wizualny komentarz odnosił się do brit szalom, „przymierza pokoju”, będącego nagrodą za spontaniczne postępowanie Pinchasa. Masoretów niepokoiła aprobata Tory dla wymierzania sprawiedliwości „gdyż Bóg tak chce”, bez odniesienia do wcześniej istniejącego prawodawstwa. Obawiali się oni, że pochwała takiego postępowania może doprowadzić do anarchii i upadku autorytetów, do zakłócenia szalom, „pokoju”. Luka w słowie „pokój” była masorecką krytyką osób podejmujących działania w przekonaniu, że z Bogiem łączy je szczególne przymierze, uświęcające ich cele i środki. Masoreci krytykowali zatem przejawy religijnego fundamentalizmu. Jestem gotów zaryzykować tezę, że w wyrażeniu brit szalom masoreci położyliby oni nacisk na wypełnianie przykazań wynikających z brit, przymierza Izraela z Bogiem. Byliby przekonani, że wierne wypełnianie przykazań, a nie gorliwość fanatyków, zapewniłaby ludowi Izraela szalom.

Myślę, że współczesny judaizm postępowy interpretuje brit szalom szerzej niż czynili to masoreci. Z naszego zrozumienia przymierza – brit – Ludu Izraela z Bogiem wynika obowiązek nie tylko przestrzegania przykazań, ale i aktywnego działania na rzecz pokoju w naszym społeczeństwie oraz w społeczności żydowskiej. Rosnąca polaryzacja poglądów w naszym kraju sprawia, że działanie to wiąże się z koniecznością współpracy z osobami z których punktem widzenia absolutnie się nie zgadzamy. Takie kontakty nie zawsze są przyjemne, mogą rodzić w nas apetyt na zamknięcie się w kręgu osób o zbliżonym do nas światopoglądzie. W takim towarzystwie możemy cieszyć się pokojem w poczuciu moralnej wyższości.

Haftara do parszy Pinchas (1 Księga Królewska 18,46-19,21) ostrzega nas, że taka izolacja nie przyniesie pokoju ani nam ani innym. Opisuje ona proroka Eliasza, który, doprowadziwszy do śmierci czterystu proroków Baala, musi uciekać przed zemstą jego wyznawców poza granice Izraela. Po długiej podróży chroni się on w grocie na górze Synaj. Eliasz czuje się wtedy tak wyobcowany, że traci chęć do życia. W odpowiedzi Wiekuisty rozkazuje mu wyjść z groty. Tam prorok obserwuje silny wiatr, wielki ogień i trzęsienie ziemi, ale w żadnym z nich nie jest w stanie doświadczyć Bożej obecności. Wiekuisty objawia mu się jako cichy szept. Doświadczenie to uczy Eliasza, że Wiekuisty nie zawsze objawia się w spektakularny, przemawiający do mas sposób. Często jego głos to szept, którego przesłanie możemy tylko z trudem przekazać innym. Z tą świadomością  Eliasza wraca do Izraela. Tam znajduje sobie pomocnika, Eliszę, który pomaga mu wypełnić jego posłannictwo.

Historia Eliasza przestrzega nas, że przemoc rodzi przemoc, nawet jeśli wydaje się nam, że walczymy o słuszną sprawę. Dzisiejsza Haftara uświadamia nam także, że alternatywą do narastającego fundamentalizmu nie jest szukanie nisz, w których możemy odizolować się od świata. Naszym wyzwaniem jest dążenie do pokojowych zmian w świecie rosnących społecznych, politycznych i ekologicznych napięć. Nie jest to łatwe zadanie w świecie pełnym Pinchasów przekonanych o swoim prawie do używania siły. Nie możemy jednak utracić nadziei, że przez nasze działania uda się nam pomóc innym usłyszeć cichy szept Wiekuistego, głos zachęcający nas do otwarcia na innych. W okresie poprzedzającym Tisza b’Aw zachęcam Was do wsłuchiwania się w wewnętrzny głos. Kto wie, może i Wam też uda się usłyszeć cichy głos Wiekuistego?

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Pinchas

Parasza Pinchas

Rabin Alan Iser

Gdybym zapytał przeciętnego Żyda w dowolnym miejscu na świecie, jaki jest najważniejszy werset w Torze, prawdopodobnie odpowiedziałby „Szma Israel” bądź wymieniłby jedno z Dziesięciu Przykazań albo „miłuj bliźniego swego jak siebie samego” z księgi Kapłańskiej. Są to wszystko dobre wybory. W istocie jest tekst rabiniczny, w którym zadano dokładnie to samo pytanie i dyskutowano na jego temat. Kilku rabinów przedstawiło swoje opinie. Jeden wybrał „Szma Israel”, inny „miłuj bliźniego swego”. Jednakże za najważniejszy i najbardziej uniwersalny uznano zdawałoby się nieznaczący werset z czytanej w tym tygodniu porcji Tory. Według rabina Szymona ben Pazziego jest to werset: „Jednego baranka ofiarujesz rano, drugiego zaś pod wieczór” (Lb 28, 4), (Wprowadzenie do Ejn Jaakow).

Czego dotyczy ten werset? Jest to po prostu przykazanie nakazujące przynosić dwie codzienne ofiary do Świątyni. Oczywiście ofiar świątynnych nie składa się już od prawie dwóch tysięcy lat. Nawet w czasach rabina Szymona ben Pazziego nie składano ich już od dwustu lat. Dlaczego więc wybrał ten werset?

Werset ten mówi o tym, jak ważna jest stałość, konsekwencja oraz oddanie w życiu religijnym. W życiu religijnym oraz w naszej relacji z Bogiem nie chodzi tylko o najbardziej wyjątkowe momenty w życiu żydowskim, takie jak Rosz Haszana, Jom Kipur albo Pesach. Chodzi o to, co robimy każdego dnia. Czy okazujemy wdzięczność Bogu? Czy traktujemy starsze osoby z szacunkiem? Czy dajemy datki na dobroczynność? Czy jesteśmy życzliwi wobec ludzi, z którymi wchodzimy na co dzień w interakcje, zwłaszcza w stosunku do osób, których nie znamy? Jeśli jesteśmy oddani Bogu i judaizmowi, jest to wplecione w tkankę naszej codziennej egzystencji. Nie chodzi tylko o wyjątkowe momenty, lecz o prozaiczne, proste aspekty naszego życia, o przestrzeganie żydowskich wartości i zasad w naszym codziennym życiu.

Ta prawda dotycząca naszej relacji z Bogiem i judaizmem obowiązuje również w odniesieniu do wszystkich naszych relacji. Przeżywamy lepsze i gorsze chwile. Doświadczamy elektryzujących momentów pasji i radości, ale nie mogą one trwać bez końca. Pełna prawdziwego oddania relacja wiążą się ze stałością, a często również z gotowością robienia tego samego wciąż i wciąż na nowo, nawet jeśli nie jest to ekscytujące. Każdy, kto ma małe dzieci, wnuki albo małe siostrzenice bądź bratanków wie, o czym mówię. Trwała relacja oznacza deklarację, że będę zawsze przy tobie, na dobre i na złe.

W judaizmie najwyższą formę oddania Bogu okazywali na przestrzeni wieków Żydzi gotowi umrzeć za swoją wiarę. Niestety, historia dostarczyła nazbyt wielu przykładów takiej postawy. Po hebrajsku zwie się to Kidusz Haszem, uświęcaniem Bożego imienia. Nie musimy jednak płacić tej ostatecznej ceny, aby pokazać nasze oddanie dla naszej religii. Jeśli jesteśmy religią mniejszości
i nasi sąsiedzi zobaczą, że jesteśmy życzliwymi i zaangażowanymi w dobroczynność ludźmi, którzy wypełniają biblijne przykazanie okazywania gościnności obcym; jeśli będziemy konsekwentni
i stali w naszym zachowaniu i jeśli nasi sąsiedzi będą wiedzieć, że robimy to, gdyż jesteśmy Żydami, wówczas również i to jest formą Kidusz Haszem.

Jeden baranek rano i jeden baranek wieczorem – naprawdę jest to przepis na idealne życie żydowskie.

Rabin Alan Iser

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Rytuał akceptacji niepewności

Rytuał akceptacji niepewności

 

Rabin Mati Kirschenbaum

Parszę Chukat, która czytamy w tym tygodniu, otwiera opis ceremonii zwanej Para Aduma, rytuału ofiarowania czerwonej jałówki.  Rytuał ten miał na celu umożliwienie osobom które dotknęły zwłok lub przebywały z nimi w jednym pomieszczeniu oczyszczenia z nieczystości rytualnej. Oczyszczenie to dokonywało się przy użyciu popiołu powstałego w procesie spalenia jałówki. Proces przygotowania tego popiołu Tora opisuje w sposób następujący:

„Niech ci przyprowadzą czerwoną krowę bez skazy, na którą jeszcze nie wkładano jarzma. Oddacie ją kapłanowi Eleazarowi, który każe ją wyprowadzić poza obóz, i zabije się ją w jego obecności. Potem weźmie kapłan Eleazar nieco jej krwi na palec i pokropi siedem razy ową krwią od strony wejścia do Namiotu Spotkania. Wreszcie spali się krowę w jego obecności, zarówno skórę, jak mięso, krew i zawartość jelit. Teraz weźmie kapłan drzewo cedrowe, hizop oraz nitki karmazynowe i rzuci to na ogień, w którym płonie krowa. Następnie wypierze kapłan szaty swoje i obmyje ciało wodą; po spełnieniu tych czynności wejdzie do obozu, lecz pozostanie nieczystym aż do wieczora. Również ten, który palił krowę, wypierze w wodzie szaty swoje, obmyje ciało i pozostanie nieczystym aż do wieczora. Mąż czysty zbierze popiół krowy i złoży go na czystym miejscu poza obozem, aby dla społeczności Izraelitów był przechowany do przygotowania wody oczyszczenia.”

(Księga Liczb 19,2-9)

Dlaczego proces oczyszczenia z nieczystości rytualnej wymagał właśnie popiołu pozostałego po ofiarowaniu Para Aduma, czerwonej jałówki?

Pytanie to absorbowało naszych mędrców od niepamiętnych czasów. Uznali oni ceremonię Para Aduma za typowy przykład ‘chok’, przykazania dla którego nie sposób znaleźć racjonalnego wytłumaczenia. W traktacie Joma Talmudu Babilońskiego rabbi Akiwa stwierdził, że wers 7:23 w księdze Koheleta (“rzekłem: będę mądrym; aleć się mądrość oddaliła ode mnie”) odnosi się właśnie do przykazania Para Aduma. Autorstwo Księgi Koheleta tradycyjnie przypisywane było królowi Salomonowi. Rabbi Akiwa zdaje się sugerować, że nawet król  Salomon – symbol mądrości – nie był w stanie przeniknąć logiki stojącej za tym przykazaniem.

Trudno nie zgodzić się z rabbi Akiwą. Nie sposób odgadnąć dlaczego rytuał Para Aduma wymagał ofiarowania czerwonej a nie – na przykład żółtej jałówki. W Torze nie znajdujemy także odpowiedzi na pytanie dlaczego nie mogła ona przed ofiarowaniem nosić jarzma. Co więcej, przebieg rytuału Para Aduma wydaje wymykać się prawom logiki. Wszak w jego trakcie kapłani zaangażowani w proces pozyskiwania popiołu służącego rytualnemu oczyszczeniu sami stają się nieczyści rytualnie!

Rytuał Para Aduma jest zatem nie tylko enigmatyczny, ale i wewnętrznie sprzeczny. Czyni to z niego szczególnie twardy orzech do zgryzienia dla judaizmu postępowego, opartego na racjonalnym i naukowym podejściu do religii. Wrażenie jego obcości potęguje fakt, że judaizm postępowy nie zna pojęcia nieczystości rytualnej; koncentrujemy się raczej na “czystości” w sensie etycznym. Mam jednak wrażenie, że zarówno przebieg jak i tajemniczy charakter ceremonii Para Aduma mają na celu pomóc nam zaakceptować pełen niepewności charakter naszej egzystencji.

Brak racjonalnego wytłumaczenia dla przebiegu ceremonii Para Aduma przypomina nam, że często nie jesteśmy w stanie w pełni wytłumaczyć otaczającej nas rzeczywistości. Fakt, że w trakcie ceremonii Para Aduma osoby nieczyste rytualnie odzyskują czystość, ale biorący w niej udział kapłan staje się nieczysty, przypomina nam, że działania korzystne dla nas w długiej perspektywie mogą się wiązać z niedogodnościami. Nie mamy pewności czy korzyści wynikające z przyszłych działań przewyższą potencjalne straty.

Niepewni czy dobrze rozumiemy otaczający nas świat, niepewni czy nasze działania przyniosą zamierzone rezultaty pragniemy pewności. Odpowiedzią na to pragnienie są ideologie i religie oferujące nam odpowiedzi na wszystkie pytania.

Ceremonia ofiarowania czerwonej jałówki uczy nas, że judaizm nie skupia się na szukaniu odpowiedzi na pytania na temat istoty tego co było i tego co może nastąpić. W centrum zainteresowania naszej tradycji znajdują się działania które możemy podjąć dziś, tu i teraz, oraz gotowość do wzięcia odpowiedzialności za ich konsekwencje.

Miszna opisująca proces wychowania kapłanów uczestniczących w rytuale Para Aduma przypomina nam, że przyjęcie odpowiedzialności za losy świata nie jest łatwe i wymaga przygotowań. Kapłani mający w przyszłości prowadzić ten rytuał byli wychowywani w izolacji od reszty świata. Izolacja ta miała na celu uchronienia młodych kapłanów od nieczystości rytualnej związanej z kontaktem z tym co martwe. Myślę, że kapłani uczestniczący w rytuale Para Aduma stawali się nieczyści rytualnie gdyż musieli się skonfrontować ze śmiercią – wielką budzącą niepewność niewiadomą. Ich trwająca do wieczora nieczystość rytualna dawała im szansę na zrozumienie losu reszty ludu Izraela, któremu mieli służyć. Spędzając czas poza obozem doświadczali oni niepewności towarzyszącej statusowi nieczystych rytualnie Izraelitów. Dzięki temu doświadczeniu kapłani nie żyli w elitarnej, czystej rytualnie ‘bańce mydlanej’. Przeciwnie, byli oni świadomi że podejmowanie działań zmieniających świat na lepsze wymaga poświęceń. Wiedzieli, że niepewność i niedogodności to cena, która warto zapłacić by zapewnić swojej społeczności lepsze jutro.

Judaizm postępowy zniósł podział na kapłanów i resztę Ludu Izraela. Wierzymy, że Żydzi jako zbiorowość są zobowiązani do stania się “królestwem kapłanów i świętym ludem” (Wyjścia 19,6). Oznacza to, że każda jednostka zobowiązana jest do podejmowania działań przybliżających Żydów jako zbiorowość do świętości.

Rytuał Para Aduma przypomina nam, że nasza indywidualna i zbiorowa droga do lepszego świata wiąże się z podejmowaniem działań pomimo niepewności. W ten Szabat Chukat życzę Wam odnalezienia Waszych czerwonych jałówek – źródeł odwagi i inspiracji do działania.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Szlach

Uważaj, czego sobie życzysz bo może się spełnić

Refleksja nad paraszą Szlach

Menachem Mirski

Nasza porcja Tory na ten tydzień opowiada nam historię 12 zwiadowców wysłanych przez Mojżesza, aby zbadać Ziemię Obiecaną przed jej podbiciem. Wrócili czterdzieści dni później, niosąc ogromną kiść winogron, granaty i figi, aby donieść o bujnej i urodzajnej ziemi. Ale dziesięciu spośród zwiadowców ostrzega, że mieszkańcy tej ziemi są olbrzymami i wojownikami „potężniejszymi od nas”; tylko Kaleb i Jozue nalegają, że ziemia może zostać podbita, tak jak nakazał Bóg.

Nasi rabini analizowali tę historię z wielu perspektyw. Jedną z kwestii, na której szczególnie się skupili, można ująć w następujących pytaniach: Na czym polegał grzech zwiadowców wysłanych na zwiady do Ziemi Obiecanej? Co tak strasznie złego uczynili ci zwiadowcy, że sprowadziło to karę dodatkowych czterdziestu lat życia na pustyni dla wszystkich Izraelitów, na skutek czego wielu z nich nigdy nie ujrzało Ziemi Obiecanej? Jedna z odpowiedzi zaproponowanych przez naszych rabinów głosi, że przedstawili oni stronniczą opinię na temat Ziemi Obiecanej i możliwości jej podbicia, zamiast przedstawić stosunkowo obiektywną, opartą na faktach relację o sytuacji na tych terenach. Według Rambana ich zadaniem było zgromadzenie informacji na temat tej ziemi głównie w celach logistycznych, tak aby móc przygotować dobrą strategię podbicia tych terenów. Zdaniem Rasziego zostaje to wyrażone w tytule paraszy szelach lecha – „wyślij [zwiadowców] dla siebie”. Nie wykonali jednak tego zadania i wydaje się nawet, że tych dziesięciu zwiadowców było po stronie wszystkich narzekających Izraelitów, którzy ciągle szemrali przeciwko Mojżeszowi i Bogu i chcieli wrócić do Egiptu. Tak naprawdę nie wybrali się, aby zbadać Ziemię Obiecaną. Poszli tam, aby zebrać informacje, które potwierdziłyby ich narrację, żeby użyć współczesnej terminologii.

Jaką możemy z tego wynieść lekcję? Dziesięciu izraelickich zwiadowców, którym brakowało wiary w Boga, opisało Ziemię Obiecaną jako niemożliwą do podbicia. Pozostałych dwóch, Jozue i Kaleb, którzy wierzyli w Bożą pomoc, mieli o wiele bardziej pozytywną opinię o tej ziemi i możliwości jej podbicia, choć przyznali, że konieczna będzie Boża pomoc:

A Jozue, syn Nuna, i Kaleb, syn Jefunnego, spośród tych, którzy zbadali tę ziemię, rozdarli swoje szaty i rzekli do całego zboru izraelskiego: Ziemia, przez którą przeszliśmy, aby ją zbadać, jest ziemią bardzo, bardzo dobrą.  Jeżeli  יהוה  ma w nas upodobanie, to wprowadzi nas do tej ziemi i da nam tę ziemię, która opływa w mleko i miód, tylko nie buntujcie się przeciwko יהוה. Nie lękajcie się ludu tej ziemi, będą oni naszym pokarmem; odeszła od nich ich osłona, a יהוה jest z nami. Nie bójcie się ich! (Lb 14, 6-9)

Cała ta historia może posłużyć za ilustrację XX-wiecznego, dowiedzionego poglądu epistemologicznego, iż nasze postrzeganie świata (i nas samych) zależy od zdobytej przez nas wcześniej wiedzy o świecie. Innymi słowy, postrzegamy i interpretujemy wszystko, co nas otacza (oraz to, co wewnątrz nas, jak nasza tożsamość) w kategoriach tego, czego już wcześniej się nauczyliśmy i naszych wcześniejszych przekonań o rzeczywistości, za pośrednictwem całego aparatu poznawczego, który stanowi główny szkielet naszej wiedzy i naszego systemu przekonań. Ten aparat poznawczy może być adekwatnym narzędziem z adekwatnym językiem do opisania rzeczywistości; może być też mniej adekwatnym albo kompletnie nieadekwatnym narzędziem do zrozumienia rzeczywistości, a zatem stanowić poważną przeszkodę dla naszego postrzegania i zdolności przetwarzania informacji. Nie jest to nowa koncepcja. Przekonanie, że podmiot ludzki odgrywa aktywną rolę w rozumieniu rzeczywistości zostało już przedstawione w pismach filozofów takich jak David Hume, Immanuel Kant, a niektóre  jego wersje można już znaleźć w pismach starożytnych greckich filozofów. Jednakże ta bazowa wiedza/przekonania, które determinują nasze postrzeganie i zdolności poznawcze, wbrew opiniom niektórych postmodernistycznych myślicieli nie stanowią absolutnej przeszkody w naszym poznaniu, która uniemożliwiałaby nam poznanie obiektywnych prawd wszechświata. Nauczyliśmy się już, jak przezwyciężać takie przeszkody; duża część dziedziny zwanej metodologią nauki dotyczy przezwyciężania różnych ograniczeń poznawczych, również takiego typu. Ogólnie mówiąc, metodologia naukowa odniosła duży sukces w tej dziedzinie i ważne jest, aby o tym wspomnieć, ponieważ niektóre postmodernistyczne koncepcje kompletnie zatarły rozróżnienie pomiędzy nauką a pseudonauką, otwierając drogę do panowania ignorancji, nihilizmu poznawczego oraz przynosząc i utrwalając różne złudzenia poznawcze.

Nasze postrzeganie determinowane jest zatem przez naszą wiedzę i przekonania. Wszystko to z kolei wpływa na nasze działania. To, co uważamy za prawdziwe, może mieć ogromny wpływ na nasze działania, a zatem na nasz los. Ale na szczęście nasze przekonania zwykle mogą zostać zweryfikowane w praktyce; a zatem, cokolwiek robimy, powinniśmy zastanowić się nad (praktycznymi) konsekwencjami naszych przekonań i nieustannie zadawać sobie pytania takie jak: do czego doprowadziły mnie moje przekonania? Czy mnie uszczęśliwiają? Jak wpływają na moje relacje z innymi ludźmi, w tym z moimi najbliższymi? Jak wpływają na moją karierę zawodową? Czy pomagają mi osiągać moje cele życiowe? Czy powinienem coś poprawić w moim systemie przekonań? Jak to się w istocie stało, że zacząłem żywić takie i takie przekonania? I tak dalej.

Błędy w tej sferze mogą mieć na nas zły wpływ; pewne konsekwencje naszych przekonań mogą być dla nas okropne –  równie złe jak te, z jakimi zmierzyli się Izraelici w naszej opowieści biblijnej. Jedynym na to remedium jest ostrożne, refleksyjne życie, w którym potrafimy przyglądać się krytycznie naszym przekonaniom, nawet tym najbardziej podstawowym, i poddawać je ponownej ocenie. Tylko to może ostatecznie uratować nas przed wieloma rzeczami, których nigdy nie chcielibyśmy doświadczać.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Judaizm i alkohol

Judaizm i alkohol

Refleksja nad paraszą Naso

Menachem Mirski

Jednym z podstawowych problemów filozoficznych, a jednocześnie praktycznych leżących u podstaw wszystkich religii, jest kontrolowanie rzeczy, na które nie mamy wpływu. Dlatego też na przestrzeni dziejów środki odurzające często stawały się przedmiotem rozważań religijnych, jak i związanych z religią rozważań prawnych. Jednym ze sposobów, w jaki nasz religia odpowiadała na wyzwania rzucane nam przez substancje rozweselające była starożytna instytucja nazireatu, która jest dość obszernie omówiona w porcji Tory na ten tydzień – ów temat obejmuje niemalże cały szósty rozdział Księgi Liczb:

Przemówił znowu Wiekuisty do Mojżesza tymi słowami: Tak mów do Izraelitów: gdy jaki mężczyzna lub kobieta złoży ślub nazireatu, aby się poświęcić dla Wiekuistego, musi się powstrzymać od wina i sycery, nie może używać octu winnego i octu z sycery ani soku z winogron; nie wolno mu jeść winogron zarówno świeżych, jak i suszonych. Przez cały czas trwania nazireatu nie będzie niczego spożywać z winnego szczepu, począwszy od winogron niedojrzałych aż do wytłoczyn.

Przez cały czas trwania nazireatu nożyce nie dotkną jego głowy. Dopóki nie upłynie okres czasu, na który poświęcił się Wiekuistemu, będzie święty i ma pozwolić, by włosy jego rosły swobodnie. W okresie, kiedy jest poświęcony dla Wiekuistego, nie może się zbliżyć do żadnego trupa. (Liczb 6:1-6)

Jak wspomniano w powyższym fragmencie, podstawowe zasady nazireatu polegały nie tylko na abstynencji od alkoholu; nazirejczykom nie wolno było również strzyc włosów ani kalać swojego szczególnego statusu świętości przez kontakt ze zmarłymi. Skupmy się jednak tutaj wyłącznie na alkoholu i pokrótce omówmy jego rolę w naszej tradycji i historii.

Negatywne skutki alkoholu były dobrze znane już w bardzo dawnych czasach, ponieważ wino było powszechnie używane na Bliskim Wschodzie jak i w całym basenie Morza Śródziemnego. Tym jednakże, czego starożytni w pełni nie rozumieli, był mechanizm fizjologiczny, który powodował irracjonalne zachowanie pijącego. Pierwotnie prawdopodobnie uważano, że alkohol zawiera nadprzyrodzone moce, którymi konkuruje z bogami. Angielskie wyrażenie „spirit”, czy polskie „spirytus” oznaczające alkohol jest lingwistyczną pozostałością po tej wierze.

Używanie i nadużywanie wina pojawia się w Torze już na początku historii ludzkości (Noe upija się po potopie, Rdz 9:21), a Tanach wielokrotnie wspomina o rozmaitych skutkach picia alkoholu. Jednakże poza szczególnym przypadkiem nazirejczyków, picie wina było uważane za normalne i właściwe – wino „rozwesela ludzkie serca” etc. (Ps 104:15; Sędziów 9:13). Nadmierne picie uważano oczywiście za formę degradacji lub za rodzaj głupiego zachowania, które może łatwo prowadzić do zachowań niestosownych lub niemoralnych (Rdz 9:20; Przyp. 20:1, 23:29. Koheleta 10:17). Jedyny wyraźny zakaz picia alkoholu dotyczył kapłanów na służbie w Miszkanie, aby nie pomarli podczas służby Bożej (Kpł 10:9) W innych okolicznościach kapłani, podobnie jak inni Izraelici, mogli swobodnie używać wina, które było zintegrowane z żydowskim rytuałem już w czasach starożytnych. Nawet bractwa żydowskie z Qumranu, ze wszystkimi ich ścisłymi regułami postępowania, nie wspominają w swoich pismach o instytucji nazireatu.

Późniejsza tradycja żydowska również zalecała umiar, nigdy jednakże całkowitą wstrzemięźliwość, i właśnie to umiarkowanie stało się trwałym elementem naszych żydowskich obyczajów. Regularnie pijemy alkohol w Szabat i inne święta żydowskie – obowiązkowo cztery kielichy wina na Pesach, powszechny minhag odurzenia w Purim, którego celem jest niemożność odróżnienia Baruch Mordechaj (Błogosławiony niech będzie Mordechaj) od Arur Haman (Przeklęty niech będzie Haman). Sefer ha-tikun, późny dziewiętnastowieczny komentarz do Szulchan Aruch zawiera zaskakujące wyliczenie naszych licznych obowiązków wznoszenia toastów:

Należy wznieść toast, kiedy buduje dom, sprzedaje dom i kiedy nasz dom się spali. Człowiek powinien wznieść toast, kiedy się żeni. Jeśli pan młody jest owdowiały, musi wypić za każdą byłą żonę; starszy mężczyzna, który poślubia dziewicę, musi wypić czterdzieści dziewięć toastów. Jeśli ojciec panny młodej odmawia wypicia toastu, para musi się rozwieść; ale polscy Chasydzi są już przyzwyczajeni do bicia krnąbrnego ojca pantoflem.

Sefer ha-tikun w rzeczywistości nie jest prawdziwym komentarzem; to porcja anonimowej satyry na rzekome ekscesy chasydzkiej kultury picia w ówczesnej Polsce. Tytuł jest grą słów na temat kabalistycznego pojęcia tikkun, czyli naprawy świata, oraz jidyszowego terminu trinkn tikn, czyli zwyczaju wznoszenia toastów z okazji jahrzeitu.

Historia przyniosła nam też inny obraz – obraz złego, trzeźwego Żyda celowo rozpijającego „biednych, Bogu ducha winnych chrześcijan”. Z różnych społeczno-ekonomicznych powodów doszło do znacznej nadreprezentacji Żydów w prowadzeniu karczm i dystrybucji alkoholu. Fakt, że Żydzi zwykle nie pijali tawernach, tylko w domach i na różnych religijnych uroczystościach wzmocnił tylko ów nikczemny wizerunek Żyda czerpiącego jedynie zyski, ale nie uczestniczącego w kulturze picia. Problem polegał na tym, że alkohol był w Polsce wielkim biznesem (i nadal jest wielkim biznesem dzisiaj), a polska szlachta ogromnie obławiała się na jego produkcji i dystrybucji. Rzecz w tym, że to Żydzi byli publiczną twarzą tego przemysłu, co doprowadziło antysemitów do wysuwania argumentów, że „polscy chłopi tak nadmiernie pili… ponieważ ci źli, trzeźwi Żydzi zmuszali ich do pijaństwa, aby móc ich łatwiej oszukać”.

Alkohol był „kulturowo zintegrowany” z judaizmem od samych jego początków. Być może właśnie dlatego wśród religijnych Żydów alkoholizm jest stosunkowo rzadkim problemem, pomimo faktu, iż nasza kultura która “wymaga od nas” dość częstego picia alkoholu. Filozofia leżąca u podstaw owej kultury głosi, że aby móc coś kontrolować, trzeba tego najpierw doświadczyć i naprawdę to poznać. Wydaje się, że to podejście działa na bardziej ogólnym, społecznym poziomie. Oczywiście ta filozofia nie sprawdzi się w przypadkach uzależnienia od alkoholu – jest ona bezradna w obliczu uszkodzenia mózgu, które jest główną przyczyną alkoholizmu. Całkowita abstynencja to także sposób kontrolowania rzeczy, których nie możemy kontrolować, i czasami jest to jedyny skuteczny sposób. Tak więc, zgodnie z naszą religią, można pić i zarazem nie należy pić, jeśli jest to konieczne. Ogromna część naszej tradycji religijnej jest oparta na religijnym “prawie precedensowym”, a wyjątki od ogólnych zasad nie są rzadkością, co jest błogosławieństwem dla wielu z nas.

Szabat szalom

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Pinchas

Nie w trzęsieniu ziemi znajdziesz Mnie, ale w cichym, mruczącym dźwięku

Refleksja nad paraszą Pinchas

Menachem Mirski

Jak należy postępować w obliczu zła? Czy powinniśmy żarliwie wobec niego oponować? Zachować pokerową twarz? A może odpowiedzieć wykazując się właściwym zachowaniem, etycznym zachowaniem i zrobić dla złoczyńcy dobry uczynek w nadziei, że uświadomi sobie niegodziwość swojego zachowania i wróci na właściwą ścieżkę? Odpowiedzi na te pytania zależą od tego, co wierzymy na temat natury zła, na przykład, czy zło istnieje obiektywnie? A może jest tak, że pewne ludzkie działania są złem jedynie „w naszych oczach” – my tylko postrzegamy je jako zło i w ten sposób je nazywamy. Wiele zależy również od naszych przekonań o tzw “złych ludziach”: czy możliwe, że ktoś może być po prostu “zły z natury”, czy może ludzie ci po prostu zbłądzili?

Ta debata oczywiście nie ma końca i zawiera wiele argumentów za i przeciw takiemu i owemu stanowisku. Dobrze jest jednak mieć wypracowaną opinię na ten temat, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy możemy stanąć w obliczu realnego, prawdziwego zła. A ponieważ jesteśmy religijnymi Żydami, przyjrzyjmy się temu co mówi na ten temat Tora.

Nasza parasza zaczyna się od opowieści o boskiej nagrodzie dla Pinchasa. Pinchas, wnuk Aarona, został nagrodzony wiecznym kapłaństwem za zabicie innego Izraelity –  Zimriego, księcia Symeonitów – oraz księżniczki Madianitów, która była jego kochanką. Wszystko to wydarzyło się po tym, jak „naród izraelski począł uprawiać nierząd z córkami Moabu, które zapraszały ów lud do składania ofiar swoim bogom i oddawania swoim bogom pokłonów” (Liczb 25:1-2). I choć dla naszych współczesnych uszu może to zabrzmieć co najmniej kontrowersyjnie, zarówno nasi mędrcy, jak i biblijni komentatorzy uważają, że zabicie Zimriego było słuszne. Niezalecane, ale właściwe. Halachicznie rzecz ujmując mamy tu do czynienia z przypadkiem halacha ve’ein morin ken – jest to halacha, której nie uczymy. I chociaż nasi mędrcy w traktacie Sanhedryn rozważają ekskomunikowanie Pinchasa za jego czyn, komentatorzy tacy jak Raszi, Ramban, Kli Yakar przedstawiają Pinchasa jako bohatera, który w rzeczywistości zasługuje na uznanie i pochwałę, nie tylko dlatego, że postąpił słusznie, ale także dla tego, że dla Tory gotów był zaryzykować własnym życiem.

A zatem to, co zrobił Pinchas, było słuszne, jednakże sam akt egzekucji wykraczał poza normy żydowskiej etyki i żydowskiego prawa. Historia Pinchasa jest często porównywana do historii proroka Eliasza, który zabił 450 proroków Baala, o czym czytamy w I Księdze Królewskiej 18:40:

Eliasz zaś im rozkazał: «Chwytajcie proroków Baala! Niech nikt z nich nie ujdzie!» Zaraz więc ich schwytali. Eliasz zaś sprowadził ich do potoku Kiszon i tam ich wytracił. (I Krl 18:40)

Zaraz potem Eliasz ucieka przed królem Achabem, ponieważ jego żona Jezebel poprzysięga pomścić zamordowanych proroków i go zabić. Jednakże zachowanie proroka wykracza poza strach o własne życie; jest on bardzo zatrwożony i zasmucony po tym, co uczynił. W głodzie i spiekocie pustyni postanawia umrzeć:

Wtedy Eliasz zląkłszy się, powstał i ratując się ucieczką, przyszedł do Beer-Szeby w Judzie i tam zostawił swego sługę, a sam na [odległość] jednego dnia drogi poszedł na pustynię. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, rzekł: «Wielki już czas, o Wiekuisty! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków». Po czym położył się tam i zasnął. A oto anioł, trącając go, powiedział mu: «Wstań, jedz!» Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył. (I Krl 19:3-6)

Eliasz jest w drodze na górę Horeb (Synaj). Wędruje przez 40 dni i 40 nocy, by ponownie przeżyć doświadczenie Synaju i powrócić na właściwą, Boską ścieżkę. Bóg ratuje życie Eliasza i przedstawia mu drogi Wiekuistego:

Wtedy rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Wiekuistego!» A oto Wiekuisty przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Wiekuistym; ale Wiekuisty nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Wiekuisty nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Wiekuisty nie był w ogniu. A po tym ogniu – cichy, mruczący dźwięk. (I Krl 19:10-12)

Powyższy fragment wyraża dość jasno jakie są drogi Wiekuistego i jak powinni postępować ludzie, jeśli chcą Jego drogami podążać. Chociaż wszystkie owe zjawiska były efektem działania Boskiej mocą, Boga w nich nie było; Bóg nie był w wietrze, ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu. Bóg był w tym, co wydarzyło się na końcu – był w szmerze łagodnego powiewu, w cichym mruczącym dźwięku. Tym samym właściwe oczach Boga działania to działania spokojne o przezorne.

Właśnie w taki spokojny i cierpliwy sposób powinniśmy podchodzić do zła. Ogólnie rzecz biorąc, nigdy nie powinniśmy pozwalać na to, by zło zdominowało nasze umysły ani zachowanie. Reszta zależy od sytuacji. Czasami musimy aktywnie walczyć przeciw złu, czasami musimy pozostać obojętni, a czasami musimy odpowiedzieć dobrem na zło. Wszystko zależy od ogromu zła i dynamiki sił między zaangażowanymi stronami: jeśli przewaga siły jest po naszej stronie, a nasze życie i dobrobyt nie są zagrożone, to wówczas mamy luksus odpowiadania na zło dobrem, z intencją pokazania komuś dobrej drogi. Jeśli bilans sił się równoważy, zwykle lepiej zachować spokój i negocjować, próbować odciągnąć osobę od złej ścieżki, udaremnić złe intencje i plany. Jeśli jednakże siła jest po stronie złoczyńców, to nie mamy wielkiego wyboru: możemy albo uciec i poświęcić wszystko, co cenimy, albo podjąć ryzyko żarliwej walki w celu przywrócenia prawidłowego status quo (i tak było w przypadku Pinchasa).

Akt zabójstwa, jakiego dokonali Pinchas czy Eliasz, nie stanowił uzasadnionego odebrania życia już w czasach talmudycznych, nie mówiąc o czasach współczesnych, kiedy uznano by to po prostu za morderstwo (choć może był to akt wojny? Możliwe, ale to już osobny, rozległy temat). Obie historie zawierają jednak jeszcze jedno przesłanie: każdy eskalujący konflikt społeczny może w pewnym momencie osiągnąć swój punkt krytyczny, po którym nie ma już powrotu. Po osiągnięciu tego punktu jest już tylko przemoc i ta przemoc staje się “przemocą uzasadnioną” w oczach każdej ze stron, która uzna, że jest ona ostatecznością. Nie mamy jednak wiedzy a priori o tym, kiedy ów punkt krytyczny może zostać osiągnięty. Dlatego w naszych niespokojnych czasach, w których niemal wszystko może stać się przedmiotem sięgający zenitu emocji, musimy przynajmniej starać się wysłuchać argumentów „drugiej strony” i potraktować je poważnie, w imię pokoju. Im częściej to będziemy robić, tym lepiej. I chociaż czasem można poświęcić pokój w imię prawdy, to właśnie pokój jest zasadniczo tym, co leży w interesie wszystkich ze stron: nie tylko w interesie naszego „plemienia”, ale w interesie całej ludzkości.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Obserwator gwiazd wpatruje się w Izrael

Obserwator gwiazd wpatruje się w Izrael

Refleksja nad paraszą Balak

Menachem Mirski

Żaden człowiek nie wejdzie dwa razy do tej samej rzeki; bo nie będzie to już ta sama rzeka lub on nie będzie tym samym człowiekiem. Ta wielka, wypowiedziana przez Heraklita metafora, głosi, iż zmiana jest istotą wszystkiego, zarówno w świecie przyrody, jak i w świecie człowieka. I  choć we wszechświecie istnieją stałe elementy (takie jak prawa fizyki) i istnieją stałe schematy/szablony ludzkich zachowań, w ostatecznym rozrachunku zmiana, szczególnie w ludzkim świecie, może unieważnić wszystko, łącznie z tymi stałymi wzorcami.

Z drugiej strony, ten stały element, szablon ludzkiego zachowania, może również przynieść zmianę i zarazem unieważnić lub zniszczyć wszystko, w tym ludzkie życie. Porcja Tory na ten tydzień opowiada nam historię, która zawiera zarówno elementy zmiany, jak i stałe wzorce/schematy. (Nie-żydowski) prorok Balaam zostaje zatrudniony przez króla Moabitów, Balaka, by przekląć Izrael, by ich mógł w dalszej perspektywie pokonać. Balaam próbuje przekląć Izraelitów trzy razy i za każdym razem jego usta wypowiadają błogosławieństwa. Jednak wbrew obiegowej opinii Balaam ostatecznie wywiązuje się ze swojego zadania i udaje mu się przekląć Izrael: staje się podżegaczem, który radzi Moabitkom i Midianitom uwieść Izraelitów i skłonić ich do bałwochwalstwa, co sprowadza na nich Boski gniew. Ostatecznie Balaam ginie z ręki Izraela, oni bowiem podbijają Madianitów i zabijają go (Lb 31).

Kim był Balaam? Opinie rabinów na ten temat są bardzo różne. Niektórzy wierzyli, że był jednym z siedmiu wielkich proroków, którzy prorokowali w nieżydowskim świecie (Talmud Bawa Batra 15b). Midrasz Bereszit Rabba 65:20 nazywa go największym filozofem w świecie, podczas gdy Bamidbar Rabba 14 przedstawia go jako proroka podobnemu Moszemu, a nawet przewyższającego go pod pewnymi względami. Potrafił on np. poznać stan uczuć Boga i przewidzieć moment gniewu Bożego (Talmud Berachot 7).

Ibn Ezra jednakże twierdzi, by był on jedynie obserwatorem gwiazd i astrologiem, i odmawia mu jakiejkolwiek zdolności do przeklinania lub błogosławienia. Podobnie wielu innych komentatorów nazywa go czarownikiem, a nawet szarlatanem. Zohar przedstawia go jako człowieka z otwartym, ale złym okiem: gdziekolwiek spojrzał, posłał złe duchy, aby wyrządziły szkody i taki był jego zamiar względem Izraela. Według Abravanela, Balaam w rzeczywistości chciał zaszkodzić Izraelowi nawet bardziej niż jego „pracodawca”, Balak, jednak jego złe moce zniknęły, gdy staną oko w oko z Izraelem.

Rabiniczne opinie na temat Balaama różnią się, ponieważ sytuacja opisana w naszej części Tory jest dynamiczna i rozwija się. Nasza parsza opowiada historię upadłego proroka, człowieka obdarzonego niegdyś Boską mądrością, który stał się naszym wrogiem i wrogiem samego Boga. Nasi mędrcy mówią w Midraszu, że Balaam został napełniony duchem proroczym (ruach ha-kodesz), ale kiedy połączył się z Balakiem, opuścił go i stał się zwykłym magikiem. W tym świetle cud przemawiającego do niego osła miałby następujące znaczenie: symbolizowałby upadek jego zdolności proroczych, a tym samym upadek i porażkę niegdyś znakomitego, oświeconego człowieka, który stał się zawzięty i zaślepiony w swoich intencjach, działaniach i tym samym stracił swoje wybitne, nadprzyrodzone zdolności. Istotnie, to osioł uświadomił mu niezgodność jego intencji z wolą Bożą. Co może być bardziej dobitne, co może być bardziej krzykliwe dla proroka niż to?

Jednak w przypadku Balaama zadziałało to tylko częściowo i tymczasowo. Po tym, jak trzykrotnie uderzył osła i sprawił, że on przemówił do niego ludzkim głosem, Wiekuisty otworzył mu oczy:

Wtedy otworzył Wiekuisty oczy Balaama i zobaczył on anioła Wiekuistego, stojącego na drodze z obnażonym mieczem w ręku. Ukląkł więc i oddał pokłon twarzą do ziemi. (Lb 22:31)

Ale Balaam kontynuuje swoją podróż z zamiarem przeklęcia Izraela, co wedle zachowania anioła, wydaje się być legitymizowane przez samego Boga, który tymczasowo zmienia jego serce i sprawia, że jego usta błogosławią Izraelowi, zamiast go przeklinać. Wydaje się jednak, że sytuacja staje się coraz trudniejsza. Kiedy po raz trzeci Balaam próbuje przekląć Izrael, Bóg intensyfikuje swoją obecność w świecie, tak że sam Duch Boży (ruach Elohim) zstępuje na niego:

Gdy więc podniósł oczy i zobaczył Izraela rozłożonego obozem według swoich pokoleń, ogarnął go Duch Boży (Lb 24:2)

Co jest rzadkim zjawiskiem, które zdarza się w Torze tylko trzy razy poza naszą paraszą: przed stworzeniem świata (Rdz 1:2), kiedy Józef interpretuje sny faraona (Rdz 41:38) i kiedy Bóg obdarza nim Becalela by ten zaprojektał i zbudował Miszkan (Wj 31:3 i 35:31). Ale to w niczym nie pomaga. Nie słyszymy o Balaamie aż do Księgi Liczb 31, kiedy zostaje zabity przez Izraelitów i kiedy ujawniony zostaje jego ostatni spisek przeciwko nim (Lb 31:8-16)

Jakie znaczenie może mieć ta historia dla nas dzisiaj? Uważam, że z tego, co powiedziałem powyżej, można wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze, nawet inteligentni i oświeceni ludzie mogą stać się naszymi wrogami, nawet zażartymi wrogami. Tak więc inteligencja i edukacja nie są 100% szczepionką przeciwko antysemityzmowi i nienawiści. Historia świata tego przykłady: istnieli wielcy luminarze, którzy byli antysemitami lub stanęli po stronie antysemitów (jak Wolter, Dostojewski, Martin Heidegger czy rumuński religioznawca Mircea Eliade). Po drugie, powinniśmy być ostrożni w kontaktach z ludźmi, którzy swoje interesy przedkładają ponad swoje wartości: w tym przypadku wszystko może się odwrócić, a nasi „przyjaciele” mogą natychmiast zamienić się we wrogów. Z tego powodu powinniśmy raczej szukać przyjaciół wśród ludzi, którzy podzielają podobne do naszych wartości, lub przynajmniej powinniśmy znać ich tablicę wartości i wiedzieć, że naprawdę ją szanują. I po trzecie, chociaż powinniśmy cierpliwie pracować nad naszymi relacjami z innymi narodami i ich przywódcami, powinniśmy być świadomi wiatrów historii i powinniśmy być świadomi względnej kruchości wszelkich relacji między ludźmi różnych narodów, kultur i wyznań. Jeśli nawet sam Bóg zwątpił w Balaama, to tym bardziej nasza moc jest w tej sprawie ograniczona. Dlatego też musimy wspierać nasze państwo – Izrael. To nasz dom, w którym nie musimy polegać na nikim innym niż na nas samych, bez względu na to, co dzieje się w reszcie świata i bez względu na to, co świat myśli o Izraelu.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Szpiegujące oko i wędrujące serce

Szpiegujące oko i wędrujące serce

Refleksja nad paraszą Szelach

Menachem Mirski

Rozum, uczucia, zmysły… te pojęcia odnoszące się do zjawisk intelektualnych i duchowych od starożytności nurtowały filozofów, myślicieli, pisarzy. Czym powinniśmy się kierować, za czym powinniśmy iść? Czy istnieją jakieś ogóle reguły w tej kwestii czy wszystko zależy wyłącznie od sytuacji?

Opinie na ten temat były zawsze podzielone. Porcja Tory na ten tydzień również podnosi to zagadnienie:

To będzie wasz cicit po to, abyście, gdy na niego spojrzycie, przypomnieli sobie wszystkie przykazania Wiekuistego, i abyście je wypełniali, a nie podążali za swoimi sercami i swoimi oczami, którym dajecie się zwodzić. (Liczb 15:39)

To są słowa trzeciego akapitu naszej codziennej Szemy: we’lo-taturu acharei lewawchem we’acharei ejneichem aszer atem zonim achareihem. Hebrajski czasownik taturu użyty tutaj do wyrażenia „abyście nie podążali” jest tym samym, co czasownik latur użyty do opisania zwiadu/badania, na które zostali wysłani szpiedzy do Erec Israel na samym początku naszej parszy (Liczb 13:2, 13:16) Jak wyjaśnia Raszi, przywołując inne źródła:

Serce i oczy są „szpiegami” ciała — działają jako jego agenci by grzeszyć: oko widzi, serce pożąda, a ciało grzeszy (Midrasz Tanchuma, Szelach 15; cf. Talmud Jeruszalmi Berachot 1:8).

Tak więc nasze serca i zmysły prowokują nas do grzechu. Tego rodzaju twierdzenia można znaleźć w wielu tradycjach religijnych. Ale co tak naprawdę oznacza owo „nie podążanie za naszymi sercami i oczami”? Jak możemy to zdefiniować? Kiedy nasze uczucia/wrażenia zmysłowe są koszerne, a kiedy nie?

Sam werset podsuwa nam pewną wskazówkę: powinieneś mieć citcit (frędzle) i patrzeć na nie (przypominają ci one o przykazaniach), aby nie podążać za swoim sercem lub oczami (lub innymi zmysłami). Ale czy powinniśmy skupić się wyłącznie na przykazaniach i całkowicie odrzucić uczucia oraz świadectwo zmysłów? Tego uczyły niektóre tradycje filozoficzne, ale Tora nigdy by czegoś takiego nie zasugerowała. Wręcz przeciwnie, to właśnie rozkoszowanie się pięknem i cudem wszechświata może przybliżyć nas do Boga, do Jego miłości i Jego bojaźni. Oto, co zauważa rabin Bahia Ibn Pakuda w swoich Obowiązkach serca:

Czy mamy obowiązek kontemplować wszystkie stworzone rzeczy, czy nie? Zarówno Rozum, jak i Tradycja (w piśmie oraz ustna) obligują nas do kontemplacji stworzenia i poznawania z niego mądrości Stwórcy…
Jeśli chodzi o tradycję w piśmie, Biblia stwierdza: “Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te [gwiazdy]” (Iz 40:26) oraz “Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz? (Psalm 8:4-5)

W ten sposób miłując Stworzenie, docieramy do Stwórcy. W literaturze rabinicznej można znaleźć jeszcze silniejsze wyrazy uwielbienia wobec otaczającej nas rzeczywistości:

Człowiek powinien być pociągnięty do odpowiedzialności za cokolwiek, co jego oczy widziały, a w czym nie wziął udziału (Talmud Jeruszalmi, Kiduszin 4:12). Raw Jehuda głosił, że każdy, kto zobaczy drzewa w pełnym rozkwicie w miesiącu Nissan powinien wypowiedzieć błogosławieństwo: „Błogosławiony Ten, który nie pozostawił swojego świata w braku czegokolwiek i stworzył piękne stworzenia oraz piękne drzewa dla radości wszystkich ludzi” (Talmud Bawli, Berachot 43b)

Rabini wprowadzili także liczne błogosławieństwa, z pomocą których winniśmy błogosławić Boga za stworzenie całej różnorodności zjawisk przyrody: morza, słońca, grzmotów, tęczy, niezwykłej napotkanej przez nas istoty, a nawet czegoś tak abstrakcyjnego jak samo piękno:

Baruch atah adonai eloheinu melech ha’olam shekahcha lo baolamo.
Błogosławiony jesteś, Boże nasz, Królu Wszechświata, że tak [pięknie] jest w Twoim wszechświecie!

Oczywiście mamy też liczne błogosławieństwa, których używamy codziennie błogosławiąc Stwórcę za różnego rodzaju potrawy, które dzięki Niemu spożywamy. Jak zatem mamy rozumieć przykazanie, które mówi nam, abyśmy nie kierowali się naszym sercem i zmysłami?

Uważam, że właściwe, współczesne rozumienie tego przykazania powinno wyglądać następująco: Musimy zawsze być w stanie dostrzec związek między zjawiskami, których doświadczamy a Stwórcą. Tak długo, jak widzimy ten związek, sami jesteśmy w bliskiej relacji ze Stwórcą, i jesteśmy Mu wdzięczni za wszystko, co nas spotyka, możemy robić w świecie całkiem sporo, bez ryzyka, że zostaniemy zwiedzeni przez nasze uczucia lub zmysły. To na poziomie duchowym. Natomiast na poziomie praktycznym oznacza to nigdy nie spuszczać z oka z cicit – z przykazań. Innymi słowy, oznacza to postrzegać całą rzeczywistość w kontekście Boskiego prawa (lub przynajmniej być w stanie ją tak postrzegać).

Jakie są dalsze, praktyczne konsekwencje tego, co właśnie tutaj zasugerowałem? Uważam, że nigdy nie powinniśmy opierać naszych (etycznych) osądów wyłącznie na tym, co mówi nam nasze serce – wyłącznie na empatii, wyłącznie na współczuciu, bowiem takie osądy nigdy nie będą sprawiedliwe. Współczucie, empatia powinny być składnikiem naszych sądów moralnych, ale tylko w szerszym kontekście, w kontekście Boskiego prawa, które odróżnia dobro od złego, słuszne od tego co niesłuszne. Tylko wtedy, gdy potrafimy umiejscowić człowieka lub działanie, które osądzamy, w tym kontekście, powinniśmy pozwolić naszym sercom przemówić. Innymi słowy – musimy wiedzieć kim jest moralnie dana osoba lub znać dokładne szczegóły działań, o których mówimy. Podobnie też nigdy nie powinniśmy opierać naszych osądów wyłącznie na tym, co widzieliśmy lub czego doświadczyliśmy. To wszystko jest zawsze ograniczone. Zawsze jest o wiele więcej tego, czego nie widzieliśmy ani nie doświadczyliśmy. Tak więc tutaj znów powinniśmy stale patrzeć na nasze cicit – Boskie przykazania – i oceniać rzeczywistość w tych ramach. Boskie prawo, duch i mądrość pomagają nam nieustannie pokonywać nasze ludzkie ograniczenia: subiektywność naszych uczuć, percepcji i poglądów. Powiększają one także naszą wspaniałą, niemniej jednak wciąż ograniczoną, wyobraźnię.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Bemidbar

Wykonać Boską pracę zanim On ją wykona

Refleksja nad paraszą Bemidbar

Menachem Mirski

Życie stawia nas czasem w trudnych i skomplikowanych sytuacjach, w których mówimy do siebie “jakoś to będzie”, po czym okazuje się, że rzeczywistością staje się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Czasem jest też tak, że jesteśmy w tych trudnych przepełnieni optymizmem, przez co dostrzegamy tylko to, co pozytywne i wręcz nie dopuszczamy do siebie myśli, że może wydarzyć się inaczej. Nasze rozczarowanie jest wtedy dużo większe. Wówczas, po fakcie, rozliczamy samych siebie i czasem stwierdzamy, że nie zrobiliśmy wszystkiego by owej sytuacji zapobiec, że mogliśmy być bardziej przewidujący i zrobić więcej.

Nasza porcja Tory na ten tydzień rozpoczyna się od słów, które wydają się nie mieć nic wspólnego z tym, co napisałem powyżej:

Dnia pierwszego drugiego miesiąca, w drugim roku po wyjściu z Egiptu, tymi słowami przemówił Pan do Mojżesza na pustyni Synaj w Namiocie Spotkania: Dokonajcie obliczenia całego zgromadzenia Izraelitów według szczepów i rodów, licząc według głów imiona wszystkich mężczyzn. Ty i Aaron dokonajcie spisu wszystkich Izraelitów zdolnych do walki od lat dwudziestu wzwyż, według ich zastępów. Z każdego pokolenia winien wam towarzyszyć mąż, głowa rodu. (Liczb 1:1-4)

Bóg nakazuje Mojżeszowi policzyć plemiona Izraelskie w celu określenia ilości mężczyzn zdolnych do sformowania wojska i wyruszenia w bitwy, aby podbić Erec Israel. Możemy zapytać: dlaczego (wszechwiedzący) Bóg potrzebuje tej liczby, czyżby jej nie znał? Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: On tej liczby nie potrzebuje. Potrzebuje jej Mojżesz, inni liderzy Izraela i lud Izraela jako taki, żeby zaplanować i dokonać owego podboju. Potrzebują tego, bowiem od momentu wyjścia z Egiptu boska protekcja i interwencja ulega stopniowemu zmniejszeniu. Jedynie pierwszą bitwę, z Egipcjanami, Bóg sam stoczył dla Izraela, własnymi rękami, zatapiając egipskie wojska w morzu.  Następna bitwa, stoczona z Amalekitami zaraz po wyjściu z Egiptu (Wj 17:8-16) stoczona była już przez Izraelitów, Bóg jedynie pomógł im ją wygrać. W takiej też postaci – relacji partnerstwa, nie zaś kompletnej zależności od Boga – zostaje utrwalona relacja ludu wybranego z Wiekuistym.

Jak ujął to, idąc za mędrcami, Nachmanides nigdy nie powinniśmy zakładać, że wydarzą się cuda; musimy zawsze poczynić wszelkie niezbędne przygotowania, aby realnie móc się zmierzyć z wrogiem. Podobnie w naszym indywidualnym życiu, w naszych zmaganiach z rzucanymi nam wyzwaniami: musimy być stale zdolni oszacować co jest od nas zależne, co jest w naszej mocy i co, w konsekwencji, należy do naszych obowiązków, czym nie powinniśmy obarczać Wiekuistego, ani też innych ludzi. Wtedy powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby stawić czoła złu lub niebezpieczeństwu. Z powodu naszej wyjątkowej relacji z Wiekuistym, cuda się (prawdopodobnie) wydarzą (co mieliśmy okazję zaobserwować w naszej nawet nieodległej historii). Jeśli się one wydarzą, będzie to dla nas dodatkowy dar, który będzie nagrodą za naszą mądrość i gotowość do działania, dar który przyniesie nam ulgę, przywróci szczęście oraz pokój między ludźmi.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA