Obserwator gwiazd wpatruje się w Izrael

Obserwator gwiazd wpatruje się w Izrael

Refleksja nad paraszą Balak

Menachem Mirski

Żaden człowiek nie wejdzie dwa razy do tej samej rzeki; bo nie będzie to już ta sama rzeka lub on nie będzie tym samym człowiekiem. Ta wielka, wypowiedziana przez Heraklita metafora, głosi, iż zmiana jest istotą wszystkiego, zarówno w świecie przyrody, jak i w świecie człowieka. I  choć we wszechświecie istnieją stałe elementy (takie jak prawa fizyki) i istnieją stałe schematy/szablony ludzkich zachowań, w ostatecznym rozrachunku zmiana, szczególnie w ludzkim świecie, może unieważnić wszystko, łącznie z tymi stałymi wzorcami.

Z drugiej strony, ten stały element, szablon ludzkiego zachowania, może również przynieść zmianę i zarazem unieważnić lub zniszczyć wszystko, w tym ludzkie życie. Porcja Tory na ten tydzień opowiada nam historię, która zawiera zarówno elementy zmiany, jak i stałe wzorce/schematy. (Nie-żydowski) prorok Balaam zostaje zatrudniony przez króla Moabitów, Balaka, by przekląć Izrael, by ich mógł w dalszej perspektywie pokonać. Balaam próbuje przekląć Izraelitów trzy razy i za każdym razem jego usta wypowiadają błogosławieństwa. Jednak wbrew obiegowej opinii Balaam ostatecznie wywiązuje się ze swojego zadania i udaje mu się przekląć Izrael: staje się podżegaczem, który radzi Moabitkom i Midianitom uwieść Izraelitów i skłonić ich do bałwochwalstwa, co sprowadza na nich Boski gniew. Ostatecznie Balaam ginie z ręki Izraela, oni bowiem podbijają Madianitów i zabijają go (Lb 31).

Kim był Balaam? Opinie rabinów na ten temat są bardzo różne. Niektórzy wierzyli, że był jednym z siedmiu wielkich proroków, którzy prorokowali w nieżydowskim świecie (Talmud Bawa Batra 15b). Midrasz Bereszit Rabba 65:20 nazywa go największym filozofem w świecie, podczas gdy Bamidbar Rabba 14 przedstawia go jako proroka podobnemu Moszemu, a nawet przewyższającego go pod pewnymi względami. Potrafił on np. poznać stan uczuć Boga i przewidzieć moment gniewu Bożego (Talmud Berachot 7).

Ibn Ezra jednakże twierdzi, by był on jedynie obserwatorem gwiazd i astrologiem, i odmawia mu jakiejkolwiek zdolności do przeklinania lub błogosławienia. Podobnie wielu innych komentatorów nazywa go czarownikiem, a nawet szarlatanem. Zohar przedstawia go jako człowieka z otwartym, ale złym okiem: gdziekolwiek spojrzał, posłał złe duchy, aby wyrządziły szkody i taki był jego zamiar względem Izraela. Według Abravanela, Balaam w rzeczywistości chciał zaszkodzić Izraelowi nawet bardziej niż jego „pracodawca”, Balak, jednak jego złe moce zniknęły, gdy staną oko w oko z Izraelem.

Rabiniczne opinie na temat Balaama różnią się, ponieważ sytuacja opisana w naszej części Tory jest dynamiczna i rozwija się. Nasza parsza opowiada historię upadłego proroka, człowieka obdarzonego niegdyś Boską mądrością, który stał się naszym wrogiem i wrogiem samego Boga. Nasi mędrcy mówią w Midraszu, że Balaam został napełniony duchem proroczym (ruach ha-kodesz), ale kiedy połączył się z Balakiem, opuścił go i stał się zwykłym magikiem. W tym świetle cud przemawiającego do niego osła miałby następujące znaczenie: symbolizowałby upadek jego zdolności proroczych, a tym samym upadek i porażkę niegdyś znakomitego, oświeconego człowieka, który stał się zawzięty i zaślepiony w swoich intencjach, działaniach i tym samym stracił swoje wybitne, nadprzyrodzone zdolności. Istotnie, to osioł uświadomił mu niezgodność jego intencji z wolą Bożą. Co może być bardziej dobitne, co może być bardziej krzykliwe dla proroka niż to?

Jednak w przypadku Balaama zadziałało to tylko częściowo i tymczasowo. Po tym, jak trzykrotnie uderzył osła i sprawił, że on przemówił do niego ludzkim głosem, Wiekuisty otworzył mu oczy:

Wtedy otworzył Wiekuisty oczy Balaama i zobaczył on anioła Wiekuistego, stojącego na drodze z obnażonym mieczem w ręku. Ukląkł więc i oddał pokłon twarzą do ziemi. (Lb 22:31)

Ale Balaam kontynuuje swoją podróż z zamiarem przeklęcia Izraela, co wedle zachowania anioła, wydaje się być legitymizowane przez samego Boga, który tymczasowo zmienia jego serce i sprawia, że jego usta błogosławią Izraelowi, zamiast go przeklinać. Wydaje się jednak, że sytuacja staje się coraz trudniejsza. Kiedy po raz trzeci Balaam próbuje przekląć Izrael, Bóg intensyfikuje swoją obecność w świecie, tak że sam Duch Boży (ruach Elohim) zstępuje na niego:

Gdy więc podniósł oczy i zobaczył Izraela rozłożonego obozem według swoich pokoleń, ogarnął go Duch Boży (Lb 24:2)

Co jest rzadkim zjawiskiem, które zdarza się w Torze tylko trzy razy poza naszą paraszą: przed stworzeniem świata (Rdz 1:2), kiedy Józef interpretuje sny faraona (Rdz 41:38) i kiedy Bóg obdarza nim Becalela by ten zaprojektał i zbudował Miszkan (Wj 31:3 i 35:31). Ale to w niczym nie pomaga. Nie słyszymy o Balaamie aż do Księgi Liczb 31, kiedy zostaje zabity przez Izraelitów i kiedy ujawniony zostaje jego ostatni spisek przeciwko nim (Lb 31:8-16)

Jakie znaczenie może mieć ta historia dla nas dzisiaj? Uważam, że z tego, co powiedziałem powyżej, można wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze, nawet inteligentni i oświeceni ludzie mogą stać się naszymi wrogami, nawet zażartymi wrogami. Tak więc inteligencja i edukacja nie są 100% szczepionką przeciwko antysemityzmowi i nienawiści. Historia świata tego przykłady: istnieli wielcy luminarze, którzy byli antysemitami lub stanęli po stronie antysemitów (jak Wolter, Dostojewski, Martin Heidegger czy rumuński religioznawca Mircea Eliade). Po drugie, powinniśmy być ostrożni w kontaktach z ludźmi, którzy swoje interesy przedkładają ponad swoje wartości: w tym przypadku wszystko może się odwrócić, a nasi „przyjaciele” mogą natychmiast zamienić się we wrogów. Z tego powodu powinniśmy raczej szukać przyjaciół wśród ludzi, którzy podzielają podobne do naszych wartości, lub przynajmniej powinniśmy znać ich tablicę wartości i wiedzieć, że naprawdę ją szanują. I po trzecie, chociaż powinniśmy cierpliwie pracować nad naszymi relacjami z innymi narodami i ich przywódcami, powinniśmy być świadomi wiatrów historii i powinniśmy być świadomi względnej kruchości wszelkich relacji między ludźmi różnych narodów, kultur i wyznań. Jeśli nawet sam Bóg zwątpił w Balaama, to tym bardziej nasza moc jest w tej sprawie ograniczona. Dlatego też musimy wspierać nasze państwo – Izrael. To nasz dom, w którym nie musimy polegać na nikim innym niż na nas samych, bez względu na to, co dzieje się w reszcie świata i bez względu na to, co świat myśli o Izraelu.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Acharej Mot

Oczyszczanie sfery porządku

Refleksja nad paraszą Acharej Mot

Menachem Mirski

Istoty ludzkie pierwotnie zdominowały świat nie za sprawą swojej siły fizycznej, ale poprzez siłę swojego intelektu. Dominacja fizyczna przyszła o wiele później, wraz z początkiem współczesnej ery przemysłowej. W ciągu stuleci tego rozwoju uzyskiwaliśmy coraz to więcej kontroli nad środowiskiem naturalnym i nad innymi żywymi istotami. Dzięki zdolnościom naszego intelektu wygraliśmy walkę o przetrwanie z innymi stworzeniami. Wydaje się, że mamy naturalną skłonność do tego, żeby sprawować kontrolę nad światem albo przynajmniej nad naszym bliskim otoczeniem i czerpać z tego przyjemność. Osiągamy tę kontrolę przede wszystkim za sprawą naszego intelektu. Osiągając ją, znajdujemy spokój i stabilność, pozwala nam to też na rozwój naszych wewnętrznych przymiotów.

W przeznaczonej na ten tydzień porcji Tory czytamy o dość dziwnym rytuale ofiarnym. W dodatku do wszystkich rytuałów składania ofiar Bogu, które są szeroko opisywane w księdze Kapłańskiej, Mojżesz instruuje Aarona, żeby złożył kozła w ofierze tajemniczemu Azazelowi. Azazel to upadły anioł pojawiający się zarówno w hebrajskiej jak i muzułmańskiej mitologii. W okresie Drugiej Świątyni pojawia się jako upadły anioł odpowiedzialny za zapoznanie ludzi z zakazaną wiedzą. Jego postać pojawia się później w apokryfach, w Talmudzie i Zoharze, ale nie będziemy dzisiaj omawiać związanych z nim szczegółów. Powiem tylko, że obie te kwestie – zarówno sama ta postać jak i ów starodawny rytuał – stanowiły problem dla normatywnego żydowskiego monoteizmu, a problem ten możemy podsumować w jednym pytaniu: jaki cel miało w gruncie rzeczy składanie ofiar demonicznej istocie i próby jej udobruchania, jeśli jedynym władcą tego świata jest zazdrosny Bóg, który nie miał litości dla Izraelitów składających ofiary jakimkolwiek istotom albo bóstwom poza Nim?

Odpowiedź na to pytanie, jaką dzisiaj zaproponuję, jest następująca: oba rodzaje ofiar, czyli te składane Bogu i Azazelowi, były składane po to, żeby przywrócić boski porządek świata. Ten biblijny, boski porządek świata posiada swoje centrum oraz swoje peryferie. Centrum tego porządku był Miszkan (a później Świątynia), ale przede wszystkim Arka Przymierza. Im dalej odchodzimy od tego centrum boskiego porządku, tym więcej napotykamy sił chaosu i tym bardziej jesteśmy wystawieni na przypadkowe, nieprzewidywalne i – z definicji – złe wydarzenia.  Pustynia, na którą nakazano Aaronowi posłać kozła dla Azazela, jest miejscem, w którym rządzą siły chaosu. Tego miejsca należy albo unikać, albo trzeba je udobruchać bądź całkowicie podbić – kontrolować je i ostatecznie przemienić w miejsce porządku. Tutaj mamy do czynienia tylko z unikaniem oraz jakimś rodzajem symbolicznego ułagodzenia, ale przede wszystkim z unikaniem/separacją – wszystkie grzechy Izraela zostały umieszczone na głowie kozła:

I położy Aaron obie swoje ręce na głowie kozła żywego, i wyzna nad nim wszystkie przewinienia [Izraelitów] i wszystkie ich przestępstwa, którymi zgrzeszyli, i złoży je na głowę kozła, i wypędzi go przez wyznaczonego męża na pustynię. Tak poniesie na sobie ten kozioł wszystkie ich przewinienia do ziemi [niedostępnej]*; a tamten wypuści tego kozła na pustynię. (Wajikra/Kpł 16, 21-22)

Wszystkie grzechy, przewinienia i transgresje przynależą do sfery chaosu i w rzeczywistości są spowodowane siłami chaosu, w związku z czym jasne jest, że powinny zostać odesłane z powrotem do miejsca, z którego pierwotnie przyszły.  Czyniąc to, usuwamy te siły ze sfery boskiego porządku, oczyszczamy tę sferę i przywracamy jej całkowity porządek. Ta odnowiona separacja porządku i chaosu była konieczna, ponieważ to właśnie chaos – brak odpowiednich procedur – spowodował wypadek, w którym zostali zabici synowie Aarona, a o którym wspomina się w naszej poprzedniej porcji Tory.

Ten boski porządek istnieje wiecznie, a zatem również i dzisiaj. Rozciąga się on na wszystkie ontologiczne wymiary doświadczanego przez nas świata: na świat natury (opisywany przez fizykę, chemię i biologię), na sferę społeczną (sferę ludzkich interakcji) oraz sferę duchową. Sferę duchową można podzielić na sferę psychologiczną oraz na sferę „obiektywnego ducha”, obejmującą wszystkie formy wyrazu ludzkiego ducha: sztukę, literaturę, filozofię, religię etc. Nie musimy się zbytnio martwić o boski porządek w świecie natury: jest on czymś danym i stabilnym i przestrzega praw przyrody, które odkrywaliśmy na przestrzeni historii i które wciąż odkrywamy. Jedyną rzeczą, o którą możemy się martwić jeśli chodzi o boski porządek przyrody, jest nasz wpływ na tę sferę, wpływ, który może zdestabilizować naturalne procesy i może doprowadzić nas do negatywnych konsekwencji. Nie mamy możliwości zmienić praw natury, ale natura może nas „ukarać”, jeśli nasze z nią interakcje prowadzą do konfliktu. Przez naturę nie mam tutaj koniecznie na myśli planety Ziemi, tzn. klimatu. Może to równie dobrze dotyczyć sytuacji, w której destabilizujemy naturalne, biologiczne procesy w naszym organizmie, w wyniku czego możemy stać się bezpłodni.

Tym, o co musimy się najbardziej martwić, jest boski porządek w dwóch pozostałych sferach: w sferze społecznej oraz duchowej, gdyż to właśnie my jesteśmy bezpośrednio odpowiedzialni za utrzymanie tego porządku w tych sferach. Oznacza to, że musimy utrzymać rządy prawa, równowagi i harmonii wewnątrz tych sfer. Jako że w praktyce są one w istocie nierozłączne, żeby wieść dobre i zdrowe życie musimy utrzymywać wszystkie porządki tych sfer „w stanie spójności” – zintegrowane ze sobą. Nasz duchowy porządek i równowaga muszą zostać zintegrowane z porządkiem społeczeństwa, a oba z nich muszą zostać zintegrowane z porządkiem natury. Nie oznacza to, że musimy się zawsze poddawać dyktatowi przyrody albo społeczeństwa. Nie. Nasze zdolności duchowe  oraz koncepcje dotyczące porządku społecznego i regulacji społecznych mogą, a czasem powinny, podważać ustanowione porządki społeczeństwa i przyrody – w ten sposób dokonuje się postęp. Ale utrzymywanie niemądrej i długoterminowej niespójności pomiędzy porządkami którychkolwiek z tych sfer bez żadnego celu ani realnej perspektywy zmiany może być niszczycielskie dla ludzi i naszych społeczeństw.

Warto wspomnieć tutaj o koncepcji zbawienia zaproponowanej przez Mordechaja Kaplana. Dla Kaplana zbawienie posiada wymiar zarówno osobisty jak i społeczny, a oba te wymiary mają równie duże znaczenie i nie mogą w pełni istnieć bez siebie nawzajem. Zbawienie w wymiarze osobistym odpowiada wierze  w możliwość wykształcenia zintegrowanej osobowości. Posiadać zintegrowaną osobowość oznacza, że wszystkie nasze naturalne impulsy, żądze i pragnienia, pomiędzy którymi tak często zachodzi konflikt, zostają zharmonizowane. Jak mówi Kaplan, „nie wolno nigdy pozwolić na to, żeby doszło między nimi do impasu, do takiego wzajemnego zahamowania, które czyni życie pustym i pozbawionym sensu, bez zapału i smaku. Ani nie można im pozwolić na prowadzenie do rozproszenia, do stanu, w którym nasza osobowość jest tak bardzo rozdarta przez sprzeczne z sobą pragnienia, że człowiek, jakim jesteśmy w niektórych momentach albo w niektórych relacjach patrzy z pogardą i obrzydzeniem na człowieka, jakim jesteśmy w innych”. Tak długo, jak będzie to wyglądać właśnie w ten sposób, nie osiągnęliśmy jeszcze osobistego zbawienia. W biblijnych narracjach znajdziemy wiele opowieści, których bohaterowie doświadczają tego rodzaju wewnętrznych zmagań – zmagań, które często wpływają na ich ludzkie otoczenie.

Według koncepcji Kaplana zbawienie posiada również wymiar społeczny. Samolubne zbawienie jest czymś niemożliwym do osiągnięcia, gdyż żaden człowiek nie jest samowystarczalny w wymiarze psychologicznym. Do osobistego zbawienia nie może dojść dopóty, dopóki w porządku społecznym istnieje niesprawiedliwość; do zbawienia społecznego nie może dojść dopóty, dopóki  chciwość  i żądza władzy tłumią ludzkie pragnienie życia w ludzkiej społeczności, w której szanowane są wartości takie jak miłość, szacunek i współczucie. Bóg zajmuje tutaj szczególne miejsce: „Wierzyć w Boga oznacza zakładać, że przeznaczeniem człowieka jest wznieść się ponad brutalność i wyeliminować wszelkie formy przemocy i wyzysku z ludzkiego społeczeństwa”. Krótko mówiąc – jak pisze dalej Kaplan, „Bóg jest Siłą w kosmosie, która nadaje ludzkiemu życiu taki kierunek, dzięki któremu człowiek może odzwierciedlać obraz Boga. W tym sensie prawdą jest, że prawdziwe zbawienie jest w świecie, który nadejdzie, jako że nie zostało jeszcze osiągnięte”.

Izraelici, nasi starodawni przodkowie, postrzegali świat, podobnie jak wiele innych starodawnych ludów, przede wszystkim jako walkę pomiędzy dobrymi i złymi siłami na świecie. Z czasem, i to jest nasz żydowski, oryginalny wynalazek, koncepcja ta utraciła swoją symetrię i dwie potęgi, które rządzą światem, przestały mieć równy status ontologiczny – w tym momencie staliśmy się monoteistami. Ale wiele naszych starodawnych opowieści można postrzegać jako obiektywizację wewnętrznych, duchowych zjawisk. Historie o Azazelu czy Arce Przymierza mogą być rozumiane jako opowieści o wewnętrznej walce toczonej przez naszych przodków o ustanowienie nowego porządku świata, w którym sprawiedliwość, miłość, szacunek i pokój są najwyższymi wartościami. Ta walka jeszcze się nie skończyła; naszym dziedzictwem jest kontynuować walkę o te wartości aż do chwili, gdy osiągniemy świat, który nadejdzie.    

 

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

* Przekład za wersją angielską (przyp. tłum.).

Świat między porządkiem a chaosem

Świat między porządkiem a chaosem.

Refleksja nad paraszą Szemini.

Menachem Mirski

W porcji Tory na ten tydzień (Księga Kapłańska/Wajikra 9:1-11:47) Aaron oraz jego synowie zaczynają pełnić obowiązki kohanim (kapłanów).  Bóg zsyła ogień, który pochłania ofiary na ołtarzu; tym samym boska obecność zaczyna mieszkać w Namiocie Spotkania, zwanym po hebrajsku również Miszkanem.[1]

I wszedł Mojżesz i Ahron do przybytku zboru; i wyszli, i pobłogosławili lud. I ukazał się Majestat Wiekuistego całemu ludowi. I wyszedł ogień z przed Wiekuistego i pochłonął na ofiarnicy całopalenie i łoje; i widział to lud cały i wydali radosny okrzyk, i padli na oblicze swoje.

(Księga Kapłańska/Wajikra 9:23-24)

Wkrótce potem, po chwili wielkiej radości i euforii, dochodzi jednakże do tragedii:

I wzięli synowie Ahrona – Nadab i Abihu, każdy kadzielnicę swoję, i włożyli w nie ognia, i położyli nań kadzidła, i tak przynieśli przed oblicze Wiekuistego ogień nieuświęcony, którego nie przekazał im. I wyszedł ogień z przed oblicza Wiekuistego i pochłonął ich; i pomarli przed obliczem Wiekuistego. I rzekł Mojżesz do Ahrona: „Oto co powiedział Wiekuisty, gdy rzekł: Przez bliskich Mi uświęconym będę, i w obliczu całego ludu sławionym!” I zamilkł Ahron.

(Księga Kapłańska/Wajikra 10:1-3)

Powyższe wydarzenia przykuły uwagę wielu komentatorów i niejednokrotnie stanowiły wyzwanie dla teologów. Napisano o tym sporo, nie na tym się jednak tutaj skupię, lecz na samej chronologii wydarzeń: chwila euforii, szczęścia, radości i nagle tragedia.

Brzmi znajomo? Oczywiście, może nawet nazbyt znajomo, prawdopodobnie niemal każdy z nas jest w stanie przytoczyć podobny bieg wydarzeń, które zna ze słyszenia lub był bezpośrednio ich świadkiem. W drugim przypadku często pamiętamy je do końca życia; tego rodzaju doświadczenia są często traumatyczne i pozostawiają nas z szeregiem dramatycznych pytań, typu: czy można było temu zapobiec, co tak naprawdę było przyczyną, dlaczego do tego doszło i tak dalej.

Jedna pomyłka, chwila nieuwagi, mogą doprowadzić nas do katastrofy. Czy jesteśmy w stanie tak zorganizować świat, ażeby do takich sytuacji nie dochodziło? Moim zdaniem jest to utopia, przede wszystkim dlatego, że jako ludzie nie dysponujemy środkami i umysłem, by móc zapanować nad całą otaczającą nas rzeczywistością. Najlepiej więc świadomie zaakceptować własną ograniczoność. Świat jest wciąż zbyt wielki i złożony i wciąż za mało wiemy o zachodzących w nim procesach, choć oczywiście wiemy dużo więcej niż nasi dziadkowie i pradziadkowie. I choć powinniśmy szczególnie dbać o nasze bezpieczeństwo, musimy to robić we właściwy sposób.

Potrzeba bezpieczeństwa jest jedną z fundamentalnych, biologicznych ludzkich potrzeb, obok takich jak potrzeba odżywiania się, prokreacji itd. Jednakże dbałość o bezpieczeństwo, zwłaszcza osób nam bliskich, może łatwo przerodzić się w protekcjonalność, co sprowadza na osoby, o których bezpieczeństwo dbamy, np. nasze dzieci, potencjalnie jeszcze większe niebezpieczeństwa. Dlaczego? Ponieważ zapewniając komuś permanentny komfort oduczamy tę osobę dbałości o własne bezpieczeństwo. Dlatego dzieci należy wychowywać nie tak, by zawsze były bezpieczne – i wiele autorytetów z dziedziny psychologii i pedagogiki się tutaj ze mną zgodzi – ale tak, aby same zaczęły o dbać o swoje bezpieczeństwo, aby same stały się ostrożne w tym co robią i jak żyją. Powinniśmy je więc stopniowo, z biegiem lat, wystawiać na otaczający nas świat realny, ze wszystkimi związanymi z tym problemami, trudnościami, niepowodzeniami czy cierpieniami. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli będziemy je trzymać w „bańce bezpieczeństwa”, po jakimś czasie rzeczywistość bezwzględnie skoryguje nasze błędy w życiu dziecka i może to uczynić w sposób niekiedy bardzo brutalny. Nadmierna dbałość o bezpieczeństwo innych infantylizuje i powoduje, że ludzie nigdy nie dorastają i unikają wzięcia odpowiedzialności za samych siebie, nie mówiąc już o wzięciu odpowiedzialności za innych. Świat, w którym ludzkość składałaby się wyłącznie z takich jednostek byłby jednym z wariantów piekła na ziemi.

I choć w panowaniu nad otaczającym nas światem nie ma zasadniczo nic złego (o ile owo panowanie nie oznacza brutalnej czy choćby bezsensownej eksploatacji) i jest ono niezbędne dla naszego przetrwania, musimy sobie wybić z głowy ideę, że możemy panować nad wszystkim. Nie, nie możemy, dlatego musimy wiedzieć jak rozróżnić to nad czym panować możemy od tego, nad czym nie możemy i być może nigdy nie będziemy mogli. Tak samo jak nie da się potrzeby bezpieczeństwa, jak też innych naszych potrzeb, „załatwić”, zaspokoić raz na zawsze. Chaos zawsze będzie się wdzierał w porządek, bez względu na to, czy jest to porządek przez nas ustanowiony czy naturalny. I nie ma na to rady, taka jest bowiem natura świata, w którym żyjemy, że użyję bardzo tradycyjnego języka. Co więc możemy zrobić?

Odpowiedź brzmi: żyć sensownie. Co to znaczy? To znaczy stale stawiać czoła owemu chaosowi, żyć w opozycji do niego i zarazem ów chaos organizować, zarówno w naszym życiu zewnętrznym jak i wewnętrznym. W tym drugim aspekcie, a do pewnego stopnia także w pierwszym, najlepiej dopracowanym systemem walki z chaosem jest, śmiem twierdzić, nasza religia – judaizm. Jeśli żyjemy wedle jej zasad, to niemal każdy aspekt naszego życia staje się sensowny i zorganizowany. Choć oczywiście, są sprawy praktyczne, które wykraczają poza nasze życie religijne, ale i tu ich sensowna organizacja jest niezbędna, a mądrość naszej tradycji także przyjdzie z pomocą, bowiem judaizm to nauka o życiu według reguł i z umiarem, z trwale wdrożonym, regularnym obowiązkiem odpoczywania, chroniącego w dłuższej perspektywie ludzkie życie, bo podporządkowanego jemu właśnie. Dla ratowania życia w Szabat można złamać wszystkie jego reguły oraz zasadniczo zrobić wszystko, poza tym, o czym wiemy, że doprowadzi nas do czczenia bożków, zabronionych stosunków seksualnych czy rozlewu krwi.

Osoby, które mają obrany w życiu cel oraz regularny tryb życia mają statystycznie mniejsze skłonności do depresji, nałogów i innych tendencji destruktywnych. Obrać cele, mieć regularny rytm życia (np. pory posiłków, snu, pracy, nauki, rozrywki itd.) oraz uporządkowane życie osobiste. Dla niektórych ludzi to może być już cel sam w sobie. Tylko wówczas można planować i osiągać wszystko to, co zamierzamy. Spotykają nas niepowodzenia? Oczywiście, one zawsze będą nas spotykać, trzeba przechodzić nad nimi do porządku dziennego i iść dalej. Bardzo możliwe, że już następnego dnia odkryjemy ich sens i znaczenie, dzięki którym np. odnajdziemy i wdrożymy w swoim życiu reguły, które pomogą nam uniknąć potencjalnie znacznie większych nieszczęść.

Oczywiście pozostaje pytanie o rolę spontaniczności w naszym życiu i owszem, dla niej też jest miejsce. Konflikt pomiędzy planem a życiem tu i teraz jest rzeczą, której niejednokrotnie doświadczyliśmy. Nie ma jednakże nic złego ani głupiego w planowaniu i absolutnie nie stoi to w sprzeczności ze starym, zabawnym przysłowiem jidysz Der Mentsz tracht un Got lacht – Człowiek planuje, Bóg się śmieje – które jest przede wszystkim wyrazem dystansu oraz zdrowej reakcji na własne niepowodzenia. Posiadanie zbyt wielu planów i zamierzeń też nie musi być wcale głupie. Im więcej ich mamy, tym więcej ich zrealizujemy (zakładając, że nie mamy ich po prostu milion na minutę lub też np. że nie ma w naszym życiu jakiegoś stałego, patologicznego elementu, który wszystko udaremnia, jak np. nałóg, uzależnienie, choć walka z nimi też polega na wdrażaniu w życie porządku i poszerzaniu jego zakresu). Zrealizujemy więcej, choć oczywiście nigdy nie zrealizujemy wszystkich naszych planów, co z kolei często okazuje się nie być specjalnym problemem w długoterminowej perspektywie. Podobnie rzecz się ma z przykazaniami i regułami naszej religii: im więcej z nich szczerze postanowimy wypełniać, tym więcej z nich realnie wypełnimy i w rezultacie nasze życie zmieni się na lepsze. Dlatego rzekomo „zdroworozsądkowa” tendencja do redukcji reguł życia wcale nie jest dobra – im mniej reguł i zasad respektujemy w teorii, tym mniej wypełniamy w praktyce i wówczas nasze życie może powoli zacząć dryfować w stronę chaosu, choć ten może szczególnie dotknąć dopiero życie naszych dzieci.

To może być jedna z odpowiedzi na pytanie dlaczego judaizm zawiera tak wiele przykazań, reguł i norm, dotyczących wszystkiego. To przypuszczalnie jest też jedna z odpowiedzi na pytanie dlaczego jako mająca ciągłość tożsamości i tradycji społeczność przetrwaliśmy już ponad 3 millenia, podczas gdy wiele innych narodów i grup religijnych zwyczajnie przestało istnieć.

Celowe, sensowne i wypełnione odpowiedzialnością życie nie jest zmyśloną przez „religijnie nawiedzonych” ludzi mrzonką, jak chcieliby niektórzy, rzekomo racjonalni, modernistyczni i postmodernistyczni „mędrcy”. Po co robić cokolwiek, skoro za milion lat i tak nas nie będzie –  ten argument to zwyczajny trik nihilistycznego umysłu. Owszem, nasz rozum posiada tę możliwość i zawsze możemy wyobrazić sobie pewną czasową perspektywę, w której żadne z naszych działań nie będzie miało sensu. Nie musi to być wcale perspektywa tysiąca czy miliona lat, wystarczy sto. Takie rozumowanie to jednak logiczno-metafizyczna pułapka, a postawa z tego wypływająca to zwyczajne oddanie walki z chaosem, walki o życie, walkowerem. Nie ma w tym nic wzniosłego, nic wartościowego, nic godnego naśladowania i ostatecznie – nic mądrego.

Jeśli porzucamy wiarę w sens i cel ludzkiego życia, wkrada się w nie nihilizm, chaos, a ostatecznie destrukcja. Idea sensu i celu ludzkiego życia, w każdym wydaniu, i religijnym, i świeckim, kolektywnym czy indywidualnym nie jest niczym „irracjonalnym”, przeciwnie, jest najwyższą formą ludzkiej racjonalności.

 

Szabat szalom

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

 

[1] Niektórzy językoznawcy utrzymują, że polskie słowo „mieszkać” pochodzi właśnie od hebrajskiego miszkan.

Democracy and Responsibility. Thoughts on Parasha Vajikra.

Democracy and Responsibility

Thoughts on Parasha Vajikra

Menachem Mirski 

…Indifference to evil is worse than evil itself…, in a free society, some are guilty, but all are responsible.  

Abraham Joshua Heschel

 If it is the anointed priest who has incurred guilt, so that blame falls upon the people, he shall offer for the sin of which he is guilty a bull of the herd without blemish as a sin offering to the [Eternal].

(Leviticus/Vayikra 4, 3)

When a priest, a rabbi or another religious authority commits a sin or a crime, their guilt is not only their own – at least part of that guilt falls upon the society which they are ruling over and which they represent. There is nothing metaphysical about it, it’s a simple sociological fact: people form their opinions about religious groups or political parties based on the conduct of their leaders. Therefore we must make sure that we choose as our leaders people who are first of all responsible. The higher is the position someone holds within a given society (i.e. in the decision-making hierarchical structures of that society), the greater is that person’s responsibility. All this may seem very simple, maybe even trivial, but as experience shows all too often this is actually not the case. People elected to hold high functions within a given society do not always want to take upon themselves the greater responsibility which comes with their position. Sometimes they are not even aware that the level of their responsibility has just increased. Often they focus on carrying out their visions and on relishing the power and privileges that they’ve been granted.

For many years the racist statements of Rabbi Ovadia Yosef, such as, “Goyim were born only to serve us. Without that, they have no place in the world – only to serve the People of Israel.” (Weekly Saturday night sermon in October 2010; source www.timesofisrael.com) have been grist to the mill for all the anti-Semites and supporters of the claim that Jews are inherently racists. The recent anti-Semitic statements of Congresswoman Ilhan Omar have had a negative impact on the image of the Democratic Party, not only in the USA, but all across the world. Words matter – and their significance is directly proportional to their author’s position within the social hierarchy. This is why all leaders, both religious and political, must be very careful about what they say. In addition, they have to make sure to express themselves in a precise manner. And if they must be careful with their words, then even more so with their decisions, their actions and their consequences. Private wars waged by religious leaders can destroy many religious communities.

In the modern Western world many institutions have been democratized, since democracy is viewed as the best ruling system we’ve been able to invent so far. Democracy comes in different shapes and forms, but we won’t go into details here. However, it is a well-known fact that our mechanisms for the democratic election of our representatives do not guarantee that we will elect individuals with outstanding leadership, intellectual or moral attributes. In other words, nothing can guarantee that the representatives we elect won’t make any mistakes or commit any sins, the burden of which will ultimately fall upon those who elected them. The members of our parliaments are essentially a “statistical cross section” of that part of the society which participates in the elections. As George Bernard Shaw put it:

 Democracy is a device that ensures we shall be governed no better than we deserve.

 Joseph de Maistre spoke in the exact same spirit:

Democracy is the most just of all systems, since it guarantees that every society gets what it deserves.

These quotes may sound quite cynical, but many other thinkers and philosophers who were by no means opponents of democracy, for example Bertrand Russell, also spoke in a similar fashion about democracy:

Democracy has at least one merit, namely that a Member of Parliament cannot be stupider than his constituents, for the more stupid he is, the more stupid they were to elect him.

…or,

In a democracy the fools have a right to vote. In a dictatorship the fools have a right to rule.

And while it is obvious that democracy does not guarantee that we won’t be ruled by irresponsible or simply stupid people, this cannot be guaranteed and has never been guaranteed by any other way of anointing people for public office. Every power tends to lead to degeneration, to recall John Acton’s  famous quote:

Power tends to corrupt and absolute power corrupts absolutely.

 Someone who has been granted power, privileges and responsibilities must be able to find the appropriate balance between all of them. Only then will they be able to rule for a long time and in a just way. In my opinion being appointed as a leader should automatically entail the following message: From now on your own ego will have to repeatedly give way to the responsibility that you’ve been entrusted with. In ancient Israel the prophets were the ones who acted as the conscience of those in power, who had a deep understanding of the nature of power as well as insightful, normative visions regarding the way it should be wielded. Let’s conclude by recalling once more the words of Rabbi Heschel:

The more deeply immersed I became in the thinking of the prophets, the more powerfully it became clear to me what the lives of the Prophets sought to convey: that morally speaking, there is no limit to the concern one must feel for the suffering of human beings, that indifference to evil is worse than evil itself, that in a free society, some are guilty, but all are responsible.

Shabbat Shalom,

Menachem Mirski

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Demokracja i odpowiedzialność. Refleksja nad paraszą Wajikra

 Demokracja i odpowiedzialność.

Refleksja nad paraszą Wajikra

Menachem Mirski

 […] Obojętność na zło jest gorsza niż samo zło, […] w wolnym społeczeństwie winni są niektórzy,  odpowiedzialni są jednakże wszyscy.

Abraham Joshua Heschel

 Jeśli kapłan namaszczony zgrzeszy, tak że wina spada na lud, niech złoży ofiarę zagrzeszną za swój grzech: cielca młodego, bez skazy, Wiekuistemu na ofiarę zagrzeszną.

(Księga Kapłańska/Wajikra 4:3)

Gdy kapłan, rabin czy inny religijny autorytet popełnia grzech lub przestępstwo, jego wina nie jest wyłącznie jego winą, lecz przynajmniej część tej winy spada na społeczność, którą przewodzi i reprezentuje. Nie ma w tym nic metafizycznego, to zwyczajny fakt socjologiczny: ludzie wyrabiają sobie opinię o grupach religijnych czy stronnictwach politycznych na podstawie zachowania ich liderów. Tym samym jest koniecznym, ażeby na przywódców wybierać ludzi przede wszystkim odpowiedzialnych. Im wyższa jest pozycja danej osoby w społeczeństwie, to znaczy w hierarchicznych strukturach decyzyjnych tego społeczeństwa, tym większa jest odpowiedzialność tej osoby. To wszystko wydaje się być bardzo proste, banalne wręcz, jednakże praktyka nazbyt często pokazuje, że wcale tak nie jest. Ludzie piastujący powierzone im wysokie funkcje w społeczeństwie nie zawsze chcą brać na siebie większą, wynikającą z funkcji, odpowiedzialność. Nie zawsze są nawet tego świadomi, że właśnie poziom ich odpowiedzialności wzrósł. Często skupiają się na realizacji swoich wizji i na delektowaniu władzą oraz przywilejami, którymi ich obdarzono.

Rasistowskie wypowiedzi rabina Owadii Josefa, takie jak: „Goje urodzili się tylko po to, by nam służyć. Bez tego nie mieliby po co istnieć na tym świecie – są tu tylko po to, by usługiwać ludowi Izraela” (kazanie na sobotni wieczór, październik 2010; źródło:  www.timesofisrael.com), stały się wieloletnią wodą na młyn wszystkich antysemitów i zwolenników tezy, że Żydzi są z gruntu rasistami. Ostatnie antysemickie wypowiedzi kongresmenki Ilhan Omar zaciążyły bardzo na wizerunku Partii Demokratycznej, nie tylko w USA, ale i na całym świecie. Słowa mają znaczenie, a ich waga jest wprost proporcjonalna do pozycji zajmowanej w hierarchii społecznej. Dlatego wszyscy liderzy, i religijni, i polityczni, muszą dbać o nie. Muszą też dbać o precyzję swoich wypowiedzi. A jeśli muszą dbać o słowa, to tym bardziej o swoje decyzje, czyny i ich konsekwencje. Prywatne wojny liderów religijnych są w stanie zniszczyć niejedną religijną społeczność.

We współczesnym, zachodnim świecie wiele instytucji zostało zdemokratyzowanych, jako że demokracja została uznana jako najlepszy dotąd wymyślony system sprawowania władzy. Różne są jej koncepcje i odcienie, lecz nie będziemy tutaj wchodzić w szczegóły. Wiadomym jest jednakże, że mechanizmy demokratycznego wyboru reprezentantów społeczeństw nie gwarantują tego, że wybranymi zostaną jednostki o wyjątkowych przymiotach przywódczych, intelektualnych oraz moralnych. Innymi słowy, nic nie gwarantuje, że wybrani przez nas reprezentanci nie będą popełniać błędów, grzechów, które ostatecznie zaciążą na tych, co ich wybrali. Nasi reprezentanci w parlamentach stanowią zasadniczo „statystyczny przekrój” tej części społeczeństwa, która bierze czynny udział w wyborach. Jak to ujął George Bernard Shaw:

Demokracja jest przedsięwzięciem, które gwarantuje, że otrzymujemy nie lepsze rządy niż te, na które zasługujemy.

W identycznym duchu wypowiadał się również Joseph de Maistre:

Demokracja jest najsprawiedliwszym ustrojem, bowiem w niej społeczeństwo otrzymuje to, na co zasługuje. 

To wszystko brzmi dość cynicznie, lecz w podobnym duchu wypowiadało się na temat demokracji wielu innych myślicieli i filozofów, którzy nie byli bynajmniej przeciwnikami demokracji, jak np. Bertrand Russell:

Demokracja ma przynajmniej jedną zaletę – mianowicie taką, że parlamentarzysta nie może być głupszy od swoich wyborców, gdyż im głupszy parlamentarzysta, tym jeszcze głupsi byli ci, którzy go wybrali.

…czy też:

W demokracji wolno głupcom głosować, w dyktaturze wolno głupcom rządzić.  

I jakkolwiek oczywistym jest, że demokracja nie gwarantuje, że nie będą nami rządzić ludzie nieodpowiedzialni lub zwyczajnie głupi, nie gwarantuje tego i nie gwarantował żaden inny sposób namaszczania ludzi na publiczne urzędy. Każda władza ma tendencję do degeneracji, by przywołać słynny cytat  autorstwa Johna Actona:

Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie.

Osoba obdarzona władzą, przywilejami i obowiązkami musi umieć znaleźć odpowiedni balans pomiędzy tym wszystkim. Tylko wówczas możliwe jest długotrwałe i sprawiedliwe sprawowanie władzy. Powołanie na lidera w moim odczuciu automatycznie powinno oznaczać przesłanie: od tej pory twoje ego będzie musiało wielokrotnie ustępować przed odpowiedzialnością, którą ci powierzono. Sumieniem władzy w starożytnym Izraelu byli prorocy, którzy mieli głęboki wgląd w jej naturę i posiadali głębokie, normatywne wizje jej funkcjonowania. By na koniec raz jeszcze przywołać rabina Heschela:

Im głębiej zanurzałem się w sposób myślenia właściwy prorokom, tym mocniej i wyraźniej docierała do mnie prawda, jaką usiłowali przekazać swoim życiem: iż z moralnego punktu widzenia nie ma granic dla zatroskania, jakie należy odczuwać z powodu ludzkiego cierpienia, że obojętność na zło jest gorsza niż samo zło, że w wolnym społeczeństwie winni są niektórzy, odpowiedzialni są jednakże wszyscy.

Szabat szalom,

Menachem Mirski