Teruma

Równowaga pomiędzy tym, co materialne a tym, co duchowe

Refleksja nad paraszą Teruma

Menachem Mirski

Czytana w tym tygodniu porcja Tory jest poświęcona w całości strukturze Miszkanu. Słowo „miszkan” pochodzi od hebrajskiego rdzenia oznaczającego  szachan, co oznacza „mieszkać”; przybytek był uważany za ziemskie mieszkanie  czy też siedzibę Boga.

Bóg wydaje Mojżeszowi następujące instrukcje: „Powiedz [ludowi] izraelski[emu], aby zebrał dla mnie dar ofiarny. Od każdego człowieka, którego pobudzi serce jego (…)” (Szemot/ks. Wyjścia 25, 2). Następnie mamy całą listę materiałów, przy użyciu których ma zostać wybudowany przybytek. Jest to całkiem imponująca lista, obejmująca złoto, srebro, brąz, drewno akacjowe, skóry delfinów, szkarłatną przędzę, len etc. Całość, włącznie z artystycznym wykonaniem,  wygląda dość kosztownie, zwłaszcza dla nomadycznego plemienia żyjącego na pustyni.

Nie mamy pewności, czy te opisy adekwatnie odzwierciedlają rzeczywistość tego konkretnego momentu w historii żydowskiej, czy też stanowią późniejszą idealizację wczesnej historii Izraela. Ale wydaje się prawdopodobne, że Miszkan musiał być kosztowny, żeby ludzie cenili sobie jego obecność, dbali o niego i żeby czuli się wyjątkowo w jego wnętrzu.

Istnieje zasada psychologiczna głosząca, że jeśli w coś zainwestujemy, to będziemy to bardziej cenić. Każdy z nas przyzna też, że nie przeszkadza nam wydawanie dużych ilości pieniędzy na rzeczy, które naprawdę kochamy. Dlatego też bogactwo przybytku i jego splendor miały działać na poziomie psychologicznym i z pewnością osiągnęły taki efekt. Istnieje też jednak inne prawo psychologiczne i socjologiczne – iż ludzie często nie doceniają różnych rzeczy, a zwłaszcza nowe pokolenia wychowywane w środowisku, w którym dana rzecz istniała od zawsze. Oczywiste jest też, że wszystko – jeśli wystarczająco się o to nie dba, z czasem samo z siebie ulega zniszczeniu, stając się tym samym mniej atrakcyjne.

Ale nie to było powodem, dla którego Izraelici, po tym jak podbili Ziemię Obiecaną, zaczęli się nieustannie oddalać od religii i tradycji swoich przodków.   Przejawiali skłonność do oddawania czci bożkom, zaczynając od wydarzeń ze złotym cielcem, i przypuszczalnie dla wielu z nich kulty kananejskie były całkiem atrakcyjne. Generalnie rzecz biorąc ludzie – aż do dziś –  mają tendencję do czczenia bożków i wydaje się to być uniwersalną, obecną w różnych kulturach cechą ludzkości, której niektóre kultury religijne wypowiedziały wojnę na jakimś etapie historii. Kwestia czczenia bożków sprowadza się w istocie do pytania o rozpoznawanie i oddawanie czci prawdziwym wartościom. Czy my, we współczesnym świecie, możemy sobie wyobrazić, że ludzie mieliby oddawać pokłony posągom? Trudno jest nam sobie wyobrazić, żeby miało się to wydarzyć w dosłownym tego słowa znaczeniu, żeby oddawać pokłony czemuś będącemu zaledwie przedmiotem raczej niż idei, którą ów przedmiot reprezentuje. Ale z pewnością widzieliśmy, jak ludzie wysławiali i oddawali cześć rezultatom ludzkiej pracy. Z pewnością nie ma nic złego w docenianiu i uznawaniu wartości ludzkich wynalazków oraz dzieł ludzkich rąk i technologii. Lecz jeśli zyskuje to znaczenie religijne, gdy zamiast oddawać cześć czemuś pochodzącemu ze sfery duchowej, oddajemy cześć jakiemuś elementowi sfery materialnej, może to być oznaką problemu.

Millenialsi często myślą, że są mądrzejsi z uwagi na przewagę technologiczną, jaką mają nad starszymi pokoleniami. W istocie możemy się zgodzić, że wszystkie pokolenia od początku ery technologicznej i przemysłowej myślały o sobie właśnie w taki sposób. Ale jednocześnie mierzyły się z nowymi wyzwaniami, z którymi nie musiały sobie radzić starsze pokolenia. Musiały nauczyć się nowych rzeczy i wykształcić nowy rodzaj mądrości.

Jako że rozwój technologiczny zmienia dynamikę pomiędzy sferą duchową i materialną w obrębie naszej egzystencji, musimy nieustannie znajdować równowagę pomiędzy nimi w naszym myśleniu i działaniu. Zaś kiedy już znajdziemy odpowiednią równowagę, oba te wymiary ludzkiej egzystencji stają się nierozróżnialne. Rzecz materialna, która posiada wewnętrzną wartość, zawiera jednocześnie pewne znaczenie – trzeba jednak pamiętać, że podlega ona działaniu czasu i może zniknąć, o ile nie będzie podtrzymywana i odnawiana poprzez ludzkie działanie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Pinchas

O balansie sił dobra i zła.

Refleksja nad paraszą Pinchas

Menachem Mirski

Na samym początku porcji Tory przeznaczonej na ten tydzień Bóg nagradza Pinchasa, wnuka Aarona, za swój akt gorliwości mający swój wyraz w zabiciu księcia Symeonitów Zimriego i jego kochanki Kozbi, księżniczki Midianitów. W ramach owej nagrody, Bóg udziela Pinachasowi przymierza pokoju i włącza go do rodu kapłańskiego na wieczność (co wedle Rashiego nie było dotychczas wcześniej jego udziałem; Pinchas nie wziął udziału w kapłańskim namaszczeniu Aarona i jego synów (Szemot/Exodus 28:40-41)).

Wątek zabójstwa dokonanego przez Pinchasa na Zimrim i jego kochance jest często przedstawiany jako impulsywny akt samosądu, co czyni ten tekst dość problematycznym dla naszej tradycji. Ów czyn, w oczach współczesnego człowieka wygląda jak brutalne, bezwzględne morderstwo, dokonane przez (religijnego) fanatyka, i w taki sposób podobny akt zostałby potraktowany w większości systemów prawnych współczesnego świata. Nie jest to też bynajmniej wyłącznie współczesna optyka – historia ta trapiła już rabinów. Gwałtowna, samowolna, pozasądowa egzekucja Zimriego i Kozbi jest sprzeczna z podstawowymi rabinicznymi zasadami sprawiedliwości, zwłaszcza w odniesieniu do kwestii tak poważnej, jak kara śmierci.

Czy ta optyka jest jednak słuszna względem omawianej przez nas historii? Warto zwrócić uwagę na to, co wedle biblijnego tekstu wydarzyło się zanim Pinchas dokonał swojego czynu.

Otóż naród Izraela, przebywając w Szittim, zaczyna uprawiać nierząd z midianickimi kobietami. (Księga Liczb/Bamidbar 25:1). W tekście hebrajskim mamy czasownik liznot, co w bardziej eufemistycznych tłumaczeniach przełożone jest jako uprawiać nierząd (mistrzostwem eufemizmu jest tutaj przekład Cylkowa: zalecać się). Angielskie tłumaczenie Jewish Publication Society używa słowa ‘whoring’ (co możemy na polski przetłumaczyć, również eufemistycznie, jako ‘prostytuowanie się’). Jest też mowa o ‘narodzie’ jako podmiocie tychże ekscesów, można to więc uznać, raczej bez cienia wątpliwości, jako zjawisko masowe.

Chwilę potem Bóg nakazuje Mojżeszowi dokonać publicznej egzekucji (prawdopodobnie przez nabicie na pal) wszystkich obecnych przywódców Izraela (hebr. et kol roszej ha’am, Księga Liczb/Bamidbar 25:4) co obrazuje stopień zepsucia izraelskiego społeczeństwa. Następny werset sugeruje, że Mojżesz stara się zmienić i złagodzić wyrok boski, ograniczając jego zastosowanie jedynie do spośród Izraelitów, którzy bezpośrednio zaangażowali się w nierząd i służbę obcemu bóstwu. Chwilę potem Zimri, wraz ze swoją kochanką, ostentacyjnie pojawiają się przed Namiotem Spotkania, przed którym Mojżesz, wraz z grupą Izraelitów, płaczą pogrążeni w rozpaczy. Stamtąd udają się do pobliskiego namiotu, w wiadomym celu. W tym momencie wkracza Pinchas i zabija ich oboje w namiocie.

Mamy więc do czynienia z sytuacją dość ekstremalną. Z tych, jak również kilku innych powodów (o których mowa poniżej) uważam, iż ujęcie czynu Pinchasa jako impulsywnego samosądu nie jest całkiem trafne, jest poważnym uproszczeniem. Istnieje bowiem kontekst prawny dla jego działania – wyrok śmierci wydany przez samego Wiekuistego, na odpowiedzialnych za całą zaistniałą sytuację – a także kontekst uzasadniający samo działanie – względnie łagodna postawa samego Mojżesza wobec zaistniałej sytuacji. Dlatego Pinchas zostaje nagrodzony przez Boga za swoją religijną gorliwość, bowiem wiele w tej historii wskazuje na to, że to właśnie on, jako pierwszy, prawidłowo wypełnił boski dekret.

I choć może się to nam, współczesnym, wydawać barbarzyńskie, Pinchas, poprzez swój czyn odpokutował za grzechy Izraela. Wziął na siebie nie tylko winę za dokonanie czegoś z zasady zabronionego, lecz także odpowiedzialność za zmianę biegu rzeczy, który, jeśli nie powstrzymany, doprowadziłby prędzej czy później do katastrofy całej społeczności. Oczywiście nie wiemy na pewno, jakby potoczyła się ta historia, gdyby nie to zabójstwo, jednakże odpowiedź, jaką podaje nam sama Tora jest właśnie taka – poprzez dokonanie sądu nad Zimrim, Pinchas wstrzymał gniew Boży, który miał się rozlać na całą społeczność ludu wybranego. (Księga Liczb/Bamidbar 25:11-13)

Historia z naszej paraszy jest jeszcze jedną (choć dość radykalną w treści) opowieścią o tym, że naprawa rzeczywistości społecznej, czy to w wymiarze mikro czy marko, zwykle nie jest rzeczą miłą, przyjemną czy sympatyczna. Historia ta stawia też wiele pytań, np. co może zrobić jednostka, która zachowała moralność, trzeźwość umysłu w sytuacji, gdy widzi ona czarno na białym, iż całą społeczność, w której żyje, ogarnął obłęd? Iść i przekonywać, nauczać i nawracać? Znosić szyderstwa i upokorzenia? Czy Pinchas (lub ktokolwiek inny) był w stanie zorganizować “uczciwy proces” ludziom pogrążającym społeczeństwo w rozkładzie w sytuacji, gdy Bóg skazał już na śmierć elitę tego samego społeczeństwa, za te same (w domyśle) grzechy? Czy byłby możliwy jakikolwiek uczciwy proces w rzeczywistości, którą opisuje nasza historia? Przenosząc kwestię na współczesny grunt możemy zapytać: czy istnieje szansa na uczciwy proces w społeczeństwie, w którym jego przywódcy, w tym wymiar sprawiedliwości, są całkowicie skorumpowani i np. współpracują z mafią?

Niestety, metody naprawy społeczeństwa należy dostosować do stopnia szaleństwa, w którym się ono pogrążyło. A społeczeństwa ludzkie cyklicznie pogrążają się w różnego rodzaju obłędach. Wiemy o tym doskonale z naszej ludzkiej historii i niewiele wskazuje na to, że sytuacja ta kiedykolwiek ulegnie radykalnej przemianie.

Naprawianie zła, moralnego i społecznego zepsucia jest owszem możliwe łagodniejszymi środkami, ale jest to zależne od balansu pomiędzy siłami dobra i zła. W sytuacji, gdy znacząca przewaga mocy znajduje się po stronie dobra, metody – nazwijmy to – “łagodne” mają swoją skuteczność. Jeśli moc jest po naszej stronie, możemy wpływać na ludzi czyniących zło upomnieniami, łagodnymi karami itd. bowiem są oni otoczeni przez siły dobra i przystosowanie się do reguł sprawiedliwości leży w ich interesie, jeśli nie chcą oni zmienić swojego życia w piekło. W takich sytuacjach także zapłata dobrem za zło ma szansę zadziałać. Sytuacja komplikuje się, gdy zmienia się balans sił, na bardziej wyrównany, jak na przykład w konfliktach rodzinnych czy małżeńskich, w których jedna ze stron definitywnie znalazła się po ciemnej stronie mocy (alkoholizm, przestępczość, patologiczna niewierność itp.). Wówczas łagodne metody tracą swoją moc i potrzebne jest zastosowanie bardziej radykalnych, jak rozwód czy separacja. W sytuacjach, w których zdecydowana przewaga mocy jest po stronie zła, żadne łagodne, pokojowe metody nie działają; jednostki, które usiłują je praktykować zostają zwykle męczennikami. Dlatego zanim ocenimy czyjeś postępowanie w sytuacjach ekstremalnych, przyjrzyjmy się dokładnie balansowi zewnętrznych i wewnętrznych sił dobra i zła, w które dana jednostka jest w swoim postępowaniu uwikłana.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

 

What’s the Role of Religion?

What’s the Role of Religion?

Thoughts on Parasha Vayachel.

Menachem Mirski

In this week’s Torah portion Moses assembles the Israelites and reminds them of the commandment to observe Shabbat. Then he announces the instructions which he received from God regarding the construction of the Mishkan. The people donate the required materials in abundance, bringing gold, silver and copper; blue-, purple- and red-dyed wool; goat hair, linen yarn, animal skins, wood, olive oil, herbs and precious stones…. At a certain moment Moses orders the Israelites to stop bringing their gifts.

The issue we face here is one which not only Judaism, but all religions as such always wrestle with: the materials and resources necessary to build and maintain religious institutions. And since all these resources are the fruit of human work, sometimes hard work, we have the right to ask the following question: since we are offering the results of our hard work to our religion and its institutions (one could say that these are gifts for God Himself; but this makes sense only as a metaphor, since God does not actually need any material resources, since He actually possesses nothing and everything at the same time), then what does religion actually offer us in return?

This seems to be a very broad issue, but it can be summarized in quite a concise way. In order to do this I will make use of the concept created by the Polish psychologist of religion and professor of social sciences Adam Zych, who claims that religions fulfill various functions in our lives, such as for example a  compensatory function, which entails some form of compensation for human helplessness or weakness. Religious beliefs compensate for the individual’s unfortunate fate, they help them overcome numerous difficulties and resolve their internal conflicts. Another function fulfilled by religion is the worldview function – which essentially means that religions create their own worldviews. In addition, religion as a form of social awareness tries to interpret and explain phenomena and processes taking place in the universe, in nature and in the society, as well as in human beings themselves. It is exactly with regards to this role that a conflict between religion and science often emerges; however, this conflict is not universal – not all religions are subject to it. Some religions (and their denominations) are more flexible, whereas others are less flexible in this regard.

We can point to several other equally important functions fulfilled by religion, such as the pedagogical-regulatory function – which means that by announcing specific orders and prohibitions religions try to shape the personality of individuals and the life of entire societies; they provide humans with moral support and stable rules of conduct. Another example is its therapeutic function – while people pray specific emotional processes take place, such us the replacement of negative feelings with positive ones or the increase of emotional tension followed by its relief. Another important function fulfilled by religion is its existential function – the American psychologist of religion J.M. Yinger described religion as “a system of beliefs and actions by means of which the community tries to resolve the most important problems of human life”, and also its social and pro-integration function, which can be viewed as a series of processes (dependent on all the above mentioned functions) which promote and strengthen unity between people.

In view of all the above, before we answer the question “what can religion and its institutions offer us in exchange?” (assuming that we ourselves are “investing” in them), it would be useful to analyze our religion from the standpoint of the above mentioned functions, which describe the roles it should be fulfilling. May the result of such an analysis always turn out to be satisfactory and favorable to us; but if this isn’t quite the case, then let’s discuss this in our synagogues and let’s not hesitate to express our innermost expectations towards religion, our leaders or even God Himself.

Menachem Mirski

Shabbat Shalom,

 

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

 

Po co nam religia?

Po co nam religia?

Refleksja nad paraszą Wajachel

Menachem Mirski

W porcji Tory na ten tydzień Mojżesz gromadzi Izraelitów i przypomina o przykazaniu przestrzegania szabatu. Następnie przekazuje instrukcje, które otrzymał od Boga, dotyczące budowy Miszkanu. Ludzie ofiarowują niezbędne materiały w obfitości, przynosząc złoto, srebro i miedź; wełnę barwioną a niebiesko, purpurowo i czerwono; kozie włosy, lnianą przędzę, skóry zwierząt, drewno, oliwę z oliwek, zioła i kamienie szlachetne… W pewnym momencie Mojżesz nakazuje Izraelitom, ażeby przestali przynosić swoje dary.

Mamy tu do czynienia z kwestią, z którą nie tylko judaizm, lecz religie jako takie borykają się wiecznie: środków materialnych niezbędnych do budowy i utrzymania instytucji religijnych. A ponieważ wszystkie te środki są owocem ludzkiej pracy, niekiedy ciężkiej pracy, zasadnym jest postawić pytanie: skoro obdarowujemy religię i jej instytucje owocami naszej ciężkiej pracy (można by powiedzieć, że są to dary dla samego Boga; ale to ma sens jedynie w przenośni, bowiem Bóg tak naprawdę niczego materialnego nie potrzebuje, gdyż Bóg tak naprawdę nic nie posiada i posiada wszystko zarazem), to co w takim razie religia daje nam w zamian?

Kwestia wydaje się być bardzo rozległa, jednakże daje się ją streścić dość zwięźle. By tego dokonać posłużę się koncepcją polskiego psychologa religii, profesora nauk społecznych, Adama Zycha. Otóż religie w naszym życiu pełnią funkcje takie jak np. funkcja kompensacyjna, która polega na swoistej rekompensacie ludzkiej bezsilności lub słabości. Wierzenia religijne kompensują niepomyślną dolę jednostki, pomagają w pokonywaniu licznych trudności i rozwiązywaniu jej konfliktów wewnętrznych. Inną funkcją religii jest funkcja światopoglądowa jej istotą jest tworzenie przez religię własnego obrazu świata. Religia jako forma świadomości społecznej stara się również interpretować oraz wyjaśniać zjawiska i procesy zachodzące we wszechświecie, w przyrodzie i społeczeństwie, a także w samym człowieku. W tej właśnie kwestii pojawia się często spór religii z nauką; jednakże nie ma on charakteru uniwersalnego – nie wszystkie religie popadają w ów konflikt. Istnieją religie (i ich wyznania), które są bardziej elastyczne i mniej elastyczne w tej materii.

Możemy wyróżnić jeszcze kilka innych, równie ważnych funkcji religii, takich jak funkcja wychowawczo-regulacyjna – religia głosząc określone nakazy i zakazy, stara się kształtować osobowość jednostek i życie całych społeczeństw; człowiek znajduje w niej moralne oparcie i stabilne zasady postępowania; lub np. funkcja terapeutyczna – podczas działań takich jak modlitwa zachodzą swoiste procesy emocjonalne w rodzaju wypierania uczuć negatywnych przez pozytywne bądź narastania napięcia emocjonalnego, a następnie jego rozładowania. Ważną funkcją religii jest też jej funkcja egzystencjalna; amerykański psycholog religii J.M. Yinger określił religię jako „system wierzeń i działań, za pośrednictwem których wspólnota usiłuje rozwiązać najważniejsze problemy życia ludzkiego”, a także funkcja społeczno-integracyjna, przez którą można rozumieć szereg procesów (zależnych od wszystkich wyżej wymienionych funkcji), prowadzących do budowania jedności między ludźmi i tę jedność wzmacniających.

Tym samym, zanim odpowiemy sobie na pytanie, co dają nam religia i jej instytucje w zamian (zakładając, że my sami w nie „inwestujemy”), warto przeanalizować je pod kątem wyżej wymienionych funkcji, które powinny one wypełniać. Oby ten rachunek był dla nas zawsze korzystny i satysfakcjonujący; a jeśli zdarzy się, że nie do końca, przedyskutujmy to w naszych synagogach i nie wahajmy się wyrażać naszych najgłębszych oczekiwań wobec religii, naszych liderów czy nawet samego Boga.

 

Szabat szalom,

Menachem Mirski

 

TECAWE

TECAWE

Beit Warszawa, 15 lutego 2019 – Czytany przez nas w ten szabat fragment Tory pochodzi z drugiej części księgi Szemot (Wyjścia) – część ta składa się w dużej mierze z instrukcji dotyczących wykonywania przedmiotów rytualnych, których przygotowanie nakazał Bóg po katastrofalnym zajściu, gdy lud oddawał cześć bożkowi, złotemu cielcu, tuż po objawieniu na górze Synaj (choć, co może być mylące, to zdarzenie zostało opisane później). Nagle staje się oczywiste, że Izraelici potrzebują czegoś więcej niż tylko abstrakcyjnej koncepcji Boga, obłoku lub boskiego głosu albo też enigmatycznego stwierdzenia „jestem, który jestem”; potrzebują czegoś namacalnego, czegoś co można zobaczyć, mają potrzebę podejmowania jakichś konkretnych czynności.

Jest to typowo ludzka wada, i używam tutaj słowa „wada” z rozmysłem, jako że choć mocno wierzymy w pewne rzeczy, których nie widzimy, lecz które tylko czujemy – takie jak miłość lub strach, to jednak często nie możemy uwierzyć w inne rzeczy, o ile nie mamy przed nosem ich zdjęcia lub modelu. Gdzie byłoby chrześcijaństwo – nawet w odmianie protestanckiej – bez ikon i obrazów karmiącej matki lub mężczyzny przybitego do dwóch drewnianych belek? Gdzie byłby buddyzm bez posążków Buddy? Choć islam podziela żydowski zakaz wykonywania obrazów Boga, istnieje wiele islamskich dzieł sztuki przedstawiających proroków i różnych bohaterów. Interesujący jest fakt, że wielu ultra-ortodoksyjnych Żydów nie widzi problemu w gromadzeniu będących wytworem wyobraźni portretów brodatych i noszących turbany starodawnych rabinów, obrazów przedstawiających stojących przy ołtarzu kapłanów w rytualnych szatach i nakryciach głowy albo nawet miniaturowych modeli zburzonej dawno temu Świątyni. Oczywiście wiemy też, jak duże emocje potrafi wywołać wysoki kamienny mur czy też dość zakurzone, zatłoczone miasto u osób, które poza tym kierują się w życiu racjonalnym podejściem. Ludzie są gotowi umrzeć, aby uratować flagę lub sztandar przed dostaniem się w ręce wroga…. Oddają życie za kawałek kolorowego materiału, ponieważ dla nich symbolizuje on o wiele więcej….

Jest to istotny aspekt prawie wszystkich religii. Osoby niewierzące nie rozumieją potęgi tej symboliki – albo też próbują zastąpić ją czymś innym.

W związku z tym należy uznać, że nasza sidra powinna być rozważana w kontekście szeregu innych sidrot, w których, choć są one dość pomieszane pod względem chronologicznym (do takiego stopnia, że Raszi skomentował, iż w ogóle nie da się zrozumieć sekwencji wydarzeń – „ejn mukdam umeuchar baTora” – w narracji Tory nie ma „przedtem” ani „potem”), znajdziemy opis szczegółowych instrukcji dotyczących kwestii rytualnych. (Jak już wskazywałem, wiąże się z tym pewien poważny problem – a mianowicie taki, że zajście ze złotym cielcem zostało w istocie opisane w rozdziale 32, czyli dopiero w NASTĘPNEJ sidrze!). Pod sam koniec sidry Jitro w rozdziale 20, bezpośrednio po Aseret HaDibrot, Dziesięciu Słowach czy też Dziesięciu Przykazaniach, Bóg ogłasza Mojżeszowi, że Izraelici powinni wybudować tylko bardzo prosty ołtarz z ziemi albo w ostateczności z nieociosanych, nieobrobionych kamieni; że nie wolno im mieć żadnych srebrnych ani złotych bożków i że powinni dopilnować, aby ołtarz nie był zbyt wysoki, tak aby oczom nie ukazywały się żadne nieskromne i wstydliwe widoki, gdy będą nań wchodzić po stopniach. Można odnieść wrażenie, że ktokolwiek pisał te słowa miał w istocie okazję obserwować, jak egipscy kapłani w króciutkich szatach wchodzą po schodach, i w związku z tym dobrze wiedział, o czym mówi. Wszystko miało być skromne i naturalne i – owszem – w gruncie rzeczy abstrakcyjne.

Następnie mamy zaś sidrę Miszpatim, która najpierw koncentruje się na prawie cywilnym, na prawach związanych ze szkodami i własnością (włącznie z posiadaniem ludzi, czyli niewolników), na przypadkowo wyrządzonych szkodach i stratach oraz na aktach uwodzenia. Ale następnie w Wj 22, 17-19 ni z tego, ni z owego mówi się nam: nie pozwól magikowi ani czarownikowi pozostać przy życiu; każdy, kto spółkuje ze zwierzęciem, poniesie śmierć; każdy, kto złoży ofiarę jakiemukolwiek innemu bogowi, będzie podlegać klątwie cherem. Po tej serii alarmujących zakazów i kar przez pozostałą część rozdziału 22 i przez cały rozdział 23 tekst wraca zaś do omawiania kwestii związanych ze sprawiedliwością społeczną. Ale nagle w rozdziale 24 Bóg wzywa Mojżesza, aby wstąpił na górę wraz ze swoim bratem, dwoma najstarszymi bratankami (bez pozostałych dwóch!) i siedemdziesięcioma przedstawicielami starszyzny; następnie Mojżesz buduje ołtarz z pomnikami dwunastu plemion – sziwtej Jisrael, o których w tym miejscu po raz pierwszy wspomina się jako o plemionach – i taka delegacja wspina się na górę i widzi Boga…; urządzają też świąteczny posiłek – i NASTĘPNIE Bóg mówi Mojżeszowi, aby wstąpił na szczyt góry, aby otrzymać kamienne tablice z objawieniem. Co też ów czyni, po czym obłok zakrywa go na czterdzieści dni.

Właśnie w tym momencie przechodzimy do następnej sidry, „Teruma” (rozdział 25), i tutaj Bóg zaczyna od ogłoszenia wytycznych dotyczących sfery rytualnej – składania ofiar oraz budowy przenośnej świętej skrzyni, którą można nosić na drążkach, całej wykonanej z drzewa akacjowego i czystego złota; następnie w rozdziałach 26 i 27 przekazane zostają złożone i szczegółowe instrukcje dotyczące wewnętrznego wyposażenia, zasłon i dywanów, jak również ołtarza, który ma być pokryty miedzią – wszystkie te opisy przypominają nieomalże czasopisma z branży wystroju wnętrz.

Tak więc nasza sidra Tecawe zaczyna się od instrukcji dotyczących oświetlenia, a następnie w rozdziale 28 czytamy o mianowaniu kapłanów (Aharona i, tym razem, wszystkich czterech jego synów) oraz o ich szatach. Następnie w rozdziale 29 zaczyna się opis aktu wyświęcania na kapłanów, oficjalnych szat kapłańskich oraz składanych ofiar, łącznie z codziennymi, składanymi według ustalonego porządku ofiarami stanowiącymi swoistą podwalinę całego rytuału – ołtarz będzie nieustannie używany, lampy będą się palić, ogień będzie płonął przez cały czas, niezależnie od tego, czy swoje ofiary składać będą również poszczególne jednostki.

Poświęciłem dużo czasu na opisywanie całego tego kontekstu, gdyż w naszej opowieści są to bardzo ważne dni i tygodnie dla Izraelitów; „opuścili” Egipt – słowo „opuścili” jest tutaj eufemizmem, jako że zostali z niego jednocześnie wyrzuceni i wyciągnięci siłą – nie opuścili Egiptu z własnej woli – i byli całkowicie zagubieni i zdezorientowani w nowym środowisku, na pustyni; nie wiedzieli, gdzie zmierzają ani co tak naprawdę się dzieje, kto ich prowadzi i dlaczego (Mojżesz był w końcu obcym człowiekiem, który pojawił się nie wiadomo skąd, nie był jednym z nich, nie był kimś, kogo znali i darzyli zaufaniem, nie był osobą, którą wybrali sobie na przywódcę). My, którzy mamy do dyspozycji nasze drukowane Biblie i wiemy, jaki będzie dalszy ciąg tej historii, mamy ogromną przewagę nad biednymi byłymi niewolnikami, którzy zostali uwolnieni od wszystkiego, co znali – od swoich domów, od swojej pracy, jakkolwiek ciężka by ona nie była – i zostali wrzuceni w kompletną pustkę. Rabini tradycyjnie wypowiadali się bardzo lekceważąco o dor hamidbar, o „pokoleniu pustyni”, które było tak bardzo przerażone, zbyt przerażone, aby ruszyć na przód, gdy mu to nakazano; jestem jednak przekonany, że ci z nas, którzy doświadczyli bezpośrednio albo pośrednio któregoś z masowych przemieszczeń ludności bądź przypadków wygnania z własnego domu, jakie miały miejsce w minionym stuleciu, bądź którzy znają historie rodzinne dotyczące tych wydarzeń, powinni mieć dla nich więcej empatii. Po kilkusetletnim pobycie w Egipcie – gdzie ich życie było niezwykle trudne z powodu ciężkiej pracy i prześladowań ze strony państwa, ale przynajmniej wiedzieli, gdzie się znajdują i mieli jedzenie, wodę i domy – teraz znaleźli się nagle po środku pustyni i oczywiście, gdy ustępuje pierwszy szok, zaczynają się głośno domagać wody, jedzenia, schronienia, bezpieczeństwa i przewodnictwa. Wkrótce zaczną spoglądać z nostalgią na dawne dni, gdy byli jeszcze w Egipcie…. Są to normalne uczucia, których doświadczają prawie wszyscy uchodźcy i osoby deportowane. Dom pozostaje domem, nawet jeśli ktoś ci go ukradł i cię z niego wyrzucił.

Jak zbudować naród z motłochu? Jak wprowadzić radykalnie nową religię państwową, która ma zastąpić mnogość starych zwyczajów, przesądów i pozostałości religii egipskiej, które znał do tej pory lud? Jak stworzyć nowy ośrodek kultu, nową kastę kapłańską, nowe zasady składania ofiar, aby zapełnić lukę powstałą po utracie wszystkich starych pewników? Egipt był miejscem, w którym religia była traktowana bardzo poważnie, miejscem wypełnionym świątyniami i grobowcami, ze świętymi posągami i ludźmi, którzy – podobnie jak ci, którzy obecnie postanawiają się poddać kriogenicznemu zamrażaniu – planowali powrócić do życia, gdy nastanie ku temu odpowiednia pora, zaś w międzyczasie byli przechowywani w zmumifikowanym stanie. Władcy spodziewali się, iż będą w dalszym ciągu rządzić nawet po swojej śmierci i oczekiwali też, że będą mieli pod ręką swoje meble i swoją służbę, tak by mogli w dalszym ciągu cieszyć się komfortowymi warunkami. Byli statyczni, a nie dynamiczni. Lecz teraz lud Izraela będzie się musiał zadowolić przenośnym sanktuarium i brakiem stałego miejsca pobytu aż do czasu, gdy dotrą do ziemi opisywanej mgliście jako „przyobiecanej waszym przodkom”.

Zauważalny i nieraz frustrujący jest sposób, w jaki tekst Tory oscyluje gwałtownie pomiędzy stanowczymi ogólnymi zasadami – najpierw nakazuje: „Miłuj Boga! Szanuj swoich rodziców! Przestrzegaj szabatu!”, zaś następnie pogrąża się obsesyjnie w omawianiu drobnych, zawiłych szczegółów dotyczących ubrań kapłanów, ilości oliwy, jaka ma zostać wymieszana z mąką czy też tym, ile dokładnie baranków wymaganych jest do jakiegoś rytuału. Czy to wszystko naprawdę jest ważne? Czy Bóg by się zdenerwował, gdyby w pierwszym wersecie 29 rozdziału ktoś złożył w ofierze tylko jednego baranka, a nie dwa? Czy cały system by się rozpadł, gdyby w 42 wersecie 28 rozdziału jeden z kapłanów zapomniał jakiegoś elementu swojej bielizny? Bądź gdyby w 9 wersecie 30 rozdziału w kadzidle zabrakło jednego ze składników?

Cóż – i tak, i nie. Nie mija dużo czasu, nim dwóch z kapłanów, niedoświadczonych i może nazbyt pewnych siebie, ulega spaleniu w wyniku popełnionego przez siebie błędu. Tekst zdaje się sugerować, iż był to raczej wypadek aniżeli kara, ale nawet taki scenariusz pokazuje, iż owe regulacje powinny być traktowane poważnie i że należy ich ściśle przestrzegać. Ponadto nakazy te spełniają również inną ważną rolę – mają sprawić, że ludzie nie będą się już czuli tak bardzo osamotnieni. Raczej niż patrzeć wstecz w poszukiwaniu bożej pomocy, powinni spoglądać w górę; zamiast myśleć o bogach tam, w Egipcie, powinni mieć nieustannie świadomość istnienia Boga, który jest obecny pośród nich, w obozie. Będą w dalszym ciągu mieli boskiego partnera, z którym będą mogli porozmawiać w sytuacji, gdy poczują się przestraszeni, gdy będą mieli jakieś pytania, gdyby mieli jakieś konkretne życzenia lub gdyby odczuwali wdzięczność lub poczucie winy. Ci ludzie nigdy nie czytali Księgi Rodzaju, mają niewielką wiedzę o wcześniejszych wydarzeniach i pokoleniach, nawet jeśli zabrali z sobą zmumifikowane ciało Józefa. Bóg dużo od nich wymaga i z psychologicznego punktu widzenia nie są jeszcze gotowi na wykonanie następnego poważnego kroku naprzód. Zakrzyknięcie „naase weniszma!” – „uczynimy i wysłuchamy!” to jedna sprawa – jednak czymś zupełnie innym jest przemierzenie pustyni Synajskiej w celu dotarcia do kraju, który, jak donoszą ich zwiadowcy, jest dobrze ufortyfikowany i zamieszkały przez olbrzymów.

Są to ludzie, którzy przez całe swoje życie byli niewolnikami, którzy nigdy nie przeszli wojskowego przeszkolenia, którzy wprawdzie odnieśli zwycięstwo nad jednym nomadycznym plemieniem Amalekitów, lecz poza tym nie mieli w tym zakresie żadnego doświadczenia. Przez całe ich życie mówiono im, co mają robić, zaś teraz słyszą, że mają zaufać niewidzialnemu Bogu oraz że mają podejmować decyzje!

Tak więc czytana w tym tygodniu sidra stanowi część ważnego etapu przejściowego w historii ludu Izraela. Po dwóch dramatycznych wydarzeniach –  przejściu przez morze oraz chwili, gdy głos przemówił z obłoku unoszącego się nad górą, następuje powrót do zwyczajnej rzeczywistości i pojawia się potrzeba ustanowienia nowych porządków, nowych rytuałów.

A my? Czy jesteśmy od nich lepsi? Czy potrafimy modlić się do Boga bez specjalnych, ozdobionych budynków i specjalnego, wykwalifikowanego personelu, który otrzymał ordynację i odziany jest w skomplikowane szaty? Czy jesteśmy gotowi ruszyć naprzód ku nieznanej przyszłości, czy potrafimy zaufać, czy potrafimy odnaleźć w sobie nadzieję?

Możemy czytać stare teksty i patrzeć, jakie działania podejmowano wówczas, jak moglibyśmy jednak odnieść te lekcje do naszego własnego życia i do naszych własnych czasów? Czy potrafimy oddzielić ogólne zasady dotyczące moralności i człowieczeństwa od nieomalże neurotycznej obsesji na punkcie rytuałów i szczegółów? Kilka tygodni temu odwiedziłem synagogę, w której odgrodzone niczym w klatce kobiety wyciągały ręce ku Sefer Tora, podczas gdy mężczyźni obnosili zwój dookoła, a następnie przybliżały dłonie do ust i całowały je – było to najbliżej, jak tylko mogły się zbliżyć do owego tajemniczego, niewidzialnego Boga, którego obecność wyczuwały, lecz którego nie mogły jednak dosięgnąć. Zamiast siedzieć z otwartym chumaszem i czytać tekst Tory w dowolnym języku, w oryginale czy też w tłumaczeniu, potrzebowały i pragnęły raczej nie-fizycznego kontaktu z jakimiś niewidzialnymi promieniami rozchodzącymi się od ściśle zwiniętego, zamkniętego i przykrytego pergaminu. Patrzyłem ze smutkiem i czułem, że był to swoisty ważny symbol świadczący o potrzebie zidentyfikowania się raczej z Sefer aniżeli z Torą. Są osoby, które wypowiadają się autorytatywnie w kwestii dokładnego sposobu, w jaki należy nosić tfilin oraz w którym miejscu powinny się znajdować wiązania, zastanawiam się jednak, kiedy ostatnio czytały one zamieszczone w nich teksty.

W następnych sidrot wątek budowania infrastruktury niezbędnej do odprawiania rytuałów będzie kontynuowany i również w księdze Wajikra poświęca się dużo uwagi sposobom korzystania z tej infrastruktury, ale dopiero o wiele później prorocy przypomną nam, że sam rytuał nie wystarczy, że świątynie mogą zostać utracone i zniszczone – i zasłużenie – jeśli religia stanie się zaledwie kwestią rutynowego przyzwyczajenia pozbawionego jakiejkolwiek wewnętrznej treści. Jest to wyzwanie, z którym mierzą się wszystkie religie, we wszystkich czasach. My nie jesteśmy wyjątkiem.

Szabat Szalom,

Rabin dr Walter Rothschild

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Dobry przykład wskazuje drogę

Dobry przykład wskazuje drogę

 

Mati Kirschenbaum

W pierwszych słowach czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Jitro dowiadujemy się, że wieść o wyjściu Izraelitów z Egiptu i ich zwycięstwie nad Amalekiem dotarła do Jitro, teścia Mojżesza. Słysząc tak dobre wieści, Jitro stwierdza, że jego córce Ciporze, żonie Mojżesza, oraz jej dwóm synom nie będzie grozić niebezpieczeństwo, jeśli dołączą oni do prowadzonych przez ich ojca i męża Izraelitów. Jitro udaje się zatem w podróż do góry Synaj, pod którą obozuje właśnie Mojżesz. Spotkanie z rodziną po długiej rozłące jest dla Mojżesza źródłem wielkiej radości. Nie ma on jednak czasu specjalnie się tym cieszyć, jest on w stanie poświęcić swoim najbliższym zaledwie jeden wieczór. Już następnego dnia musi  wracać do pracy. Jej charakter nasza parsza opisuje w następujący sposób:

Nazajutrz zasiadł Mojżesz, aby sądzić lud. I stał tłum przed Mojżeszem od rana do wieczora.

(Wyj. 18, 13)

Jitro, mający wieloletnie doświadczenie w przewodzeniu Midianitami, nie pochwala tego sposobu sprawowania przez Mojżesza przywództwa. Dlatego udziela on Mojżeszowi następującej rady:

Nie jest dobre to, co czynisz. Zamęczysz siebie i lud, który przy tobie stoi, gdyż taka praca jest dla ciebie za ciężka, i sam jej nie możesz podołać. Teraz posłuchaj rady, jaką ci daję, a Bóg niechaj będzie z tobą: Sam bądź przedstawicielem swego ludu przed Bogiem i przedstawiaj Bogu jego sprawy. Pouczaj lud dokładnie o przepisach i prawach, i pouczaj go o drodze, jaką winien chodzić, i o uczynkach, jakie winien spełniać. A wyszukaj sobie z całego ludu dzielnych, bojących się Boga i nieprzekupnych mężów, którzy się brzydzą niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów ich przełożonymi już to nad tysiącem, już to nad setką, już to nad pięćdziesiątką i nad dziesiątką, aby mogli sądzić lud w każdym czasie. Ważniejsze sprawy winni ci przedkładać, sprawy jednak mniejszej wagi sami winni załatwiać. Odciążysz się w ten sposób, gdyż z tobą poniosą ciężar. (Wyj. 18, 17-22)

Zgodnie z radą Jitro Mojżesz mianuje wśród Izraelitów kierowników odpowiedzialnych za rozstrzyganie spraw mniejszej rangi; sam odpowiedzialny jest za kontakt z Wiekuistym i ze starszyzną Izraela. Uwolniony od balastu zajmowania się najdrobniejszymi problemami Izraelitów, Mojżesz może następnie wspiąć się na górę Synaj, aby tam, podczas spotkania z Bogiem, otrzymać Torę. Można powiedzieć, że porady Jitro stanowią fundament, bez którego Mojżesz nie potrafiłby zbudować systemu społecznego wcielającego w życie wartości objawione mu na górze Synaj. Potraficie sobie wyobrazić społeczeństwo, w którym jedna osoba jest odpowiedzialna zarówno za nauczenie społeczeństwa jak postępować, jak i za przestrzeganie prawa? Nie sądzę, aby takie społeczeństwo mogło sprawnie funkcjonować. Parsza Jitro uczy nas, że charyzmatyczni przywódcy nie są w stanie udźwignąć ciężaru zarządzania wielkimi projektami społecznymi bez struktur organizacyjnych umożliwiających im realizację skomplikowanych celów. To właśnie te struktury pozwalają następnym pokoleniom działać zgodnie z duchem wartości ich poprzedników.

Myślę, że wielu z nas wciąż nie może dojść do siebie po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zastanawiamy się, co możemy zrobić, by pamięć o nim nie została zapomniana. Boimy się, że jego śmierć jest oznaką przemiany Polski w podzielony, pełen nienawiści kraj, w którym otwartość na innych narażona jest na nienawiść i przemoc.

Parsza Jitro uczy nas, że możemy przeciwdziałać takim tendencjom. Możemy kontynuować dziedzictwo Pawła Adamowicza poprzez kontynuację jego dzieła, poprzez włączenie się w działania realizujące jego ideały. Tak jak on możemy wymagać od naszych samorządów wprowadzenia programów wspierających integrację imigrantów. Tak jak Paweł Adamowicz możemy wspierać prawa osób LGBT. Tak jak Paweł Adamowicz możemy publicznie deklarować, że patriotyzm lokalny i duma z bycia Europejczykiem wzmacniają nasze przywiązanie do Polski, a nie je osłabiają. Zachowując się w ten sposób, wzmocnimy te struktury w naszym społeczeństwie, które realizują ideały Pawła Adamowicza.

Jitro, teściowi Mojżesza, nie dane jest uczestniczyć w nadaniu Tory na Synaju. Wraca on do swojego kraju, zanim do niego dochodzi. Jego zasługi dla ludu Izraela nie zostają jednak zapomniane, parsza zawierająca opis zawarcia przymierza Boga z Izraelem nosi jego imię. Paweł Adamowicz nie doczekał Polski realizującej w pełni bliskie mu ideały. W ten Szabat zachęcam Was do zastanowienia się, co możecie zrobić, aby wizja Polski, w którą wierzył Paweł Adamowicz, stała się rzeczywistością ku jego pamięci. Zichrono liwracha — niech jego pamięć stanie się dla nas błogosławieństwem.

Mati Kirschenbaum