Szlach

Uważaj, czego sobie życzysz bo może się spełnić

Refleksja nad paraszą Szlach

Menachem Mirski

Nasza porcja Tory na ten tydzień opowiada nam historię 12 zwiadowców wysłanych przez Mojżesza, aby zbadać Ziemię Obiecaną przed jej podbiciem. Wrócili czterdzieści dni później, niosąc ogromną kiść winogron, granaty i figi, aby donieść o bujnej i urodzajnej ziemi. Ale dziesięciu spośród zwiadowców ostrzega, że mieszkańcy tej ziemi są olbrzymami i wojownikami „potężniejszymi od nas”; tylko Kaleb i Jozue nalegają, że ziemia może zostać podbita, tak jak nakazał Bóg.

Nasi rabini analizowali tę historię z wielu perspektyw. Jedną z kwestii, na której szczególnie się skupili, można ująć w następujących pytaniach: Na czym polegał grzech zwiadowców wysłanych na zwiady do Ziemi Obiecanej? Co tak strasznie złego uczynili ci zwiadowcy, że sprowadziło to karę dodatkowych czterdziestu lat życia na pustyni dla wszystkich Izraelitów, na skutek czego wielu z nich nigdy nie ujrzało Ziemi Obiecanej? Jedna z odpowiedzi zaproponowanych przez naszych rabinów głosi, że przedstawili oni stronniczą opinię na temat Ziemi Obiecanej i możliwości jej podbicia, zamiast przedstawić stosunkowo obiektywną, opartą na faktach relację o sytuacji na tych terenach. Według Rambana ich zadaniem było zgromadzenie informacji na temat tej ziemi głównie w celach logistycznych, tak aby móc przygotować dobrą strategię podbicia tych terenów. Zdaniem Rasziego zostaje to wyrażone w tytule paraszy szelach lecha – „wyślij [zwiadowców] dla siebie”. Nie wykonali jednak tego zadania i wydaje się nawet, że tych dziesięciu zwiadowców było po stronie wszystkich narzekających Izraelitów, którzy ciągle szemrali przeciwko Mojżeszowi i Bogu i chcieli wrócić do Egiptu. Tak naprawdę nie wybrali się, aby zbadać Ziemię Obiecaną. Poszli tam, aby zebrać informacje, które potwierdziłyby ich narrację, żeby użyć współczesnej terminologii.

Jaką możemy z tego wynieść lekcję? Dziesięciu izraelickich zwiadowców, którym brakowało wiary w Boga, opisało Ziemię Obiecaną jako niemożliwą do podbicia. Pozostałych dwóch, Jozue i Kaleb, którzy wierzyli w Bożą pomoc, mieli o wiele bardziej pozytywną opinię o tej ziemi i możliwości jej podbicia, choć przyznali, że konieczna będzie Boża pomoc:

A Jozue, syn Nuna, i Kaleb, syn Jefunnego, spośród tych, którzy zbadali tę ziemię, rozdarli swoje szaty i rzekli do całego zboru izraelskiego: Ziemia, przez którą przeszliśmy, aby ją zbadać, jest ziemią bardzo, bardzo dobrą.  Jeżeli  יהוה  ma w nas upodobanie, to wprowadzi nas do tej ziemi i da nam tę ziemię, która opływa w mleko i miód, tylko nie buntujcie się przeciwko יהוה. Nie lękajcie się ludu tej ziemi, będą oni naszym pokarmem; odeszła od nich ich osłona, a יהוה jest z nami. Nie bójcie się ich! (Lb 14, 6-9)

Cała ta historia może posłużyć za ilustrację XX-wiecznego, dowiedzionego poglądu epistemologicznego, iż nasze postrzeganie świata (i nas samych) zależy od zdobytej przez nas wcześniej wiedzy o świecie. Innymi słowy, postrzegamy i interpretujemy wszystko, co nas otacza (oraz to, co wewnątrz nas, jak nasza tożsamość) w kategoriach tego, czego już wcześniej się nauczyliśmy i naszych wcześniejszych przekonań o rzeczywistości, za pośrednictwem całego aparatu poznawczego, który stanowi główny szkielet naszej wiedzy i naszego systemu przekonań. Ten aparat poznawczy może być adekwatnym narzędziem z adekwatnym językiem do opisania rzeczywistości; może być też mniej adekwatnym albo kompletnie nieadekwatnym narzędziem do zrozumienia rzeczywistości, a zatem stanowić poważną przeszkodę dla naszego postrzegania i zdolności przetwarzania informacji. Nie jest to nowa koncepcja. Przekonanie, że podmiot ludzki odgrywa aktywną rolę w rozumieniu rzeczywistości zostało już przedstawione w pismach filozofów takich jak David Hume, Immanuel Kant, a niektóre  jego wersje można już znaleźć w pismach starożytnych greckich filozofów. Jednakże ta bazowa wiedza/przekonania, które determinują nasze postrzeganie i zdolności poznawcze, wbrew opiniom niektórych postmodernistycznych myślicieli nie stanowią absolutnej przeszkody w naszym poznaniu, która uniemożliwiałaby nam poznanie obiektywnych prawd wszechświata. Nauczyliśmy się już, jak przezwyciężać takie przeszkody; duża część dziedziny zwanej metodologią nauki dotyczy przezwyciężania różnych ograniczeń poznawczych, również takiego typu. Ogólnie mówiąc, metodologia naukowa odniosła duży sukces w tej dziedzinie i ważne jest, aby o tym wspomnieć, ponieważ niektóre postmodernistyczne koncepcje kompletnie zatarły rozróżnienie pomiędzy nauką a pseudonauką, otwierając drogę do panowania ignorancji, nihilizmu poznawczego oraz przynosząc i utrwalając różne złudzenia poznawcze.

Nasze postrzeganie determinowane jest zatem przez naszą wiedzę i przekonania. Wszystko to z kolei wpływa na nasze działania. To, co uważamy za prawdziwe, może mieć ogromny wpływ na nasze działania, a zatem na nasz los. Ale na szczęście nasze przekonania zwykle mogą zostać zweryfikowane w praktyce; a zatem, cokolwiek robimy, powinniśmy zastanowić się nad (praktycznymi) konsekwencjami naszych przekonań i nieustannie zadawać sobie pytania takie jak: do czego doprowadziły mnie moje przekonania? Czy mnie uszczęśliwiają? Jak wpływają na moje relacje z innymi ludźmi, w tym z moimi najbliższymi? Jak wpływają na moją karierę zawodową? Czy pomagają mi osiągać moje cele życiowe? Czy powinienem coś poprawić w moim systemie przekonań? Jak to się w istocie stało, że zacząłem żywić takie i takie przekonania? I tak dalej.

Błędy w tej sferze mogą mieć na nas zły wpływ; pewne konsekwencje naszych przekonań mogą być dla nas okropne –  równie złe jak te, z jakimi zmierzyli się Izraelici w naszej opowieści biblijnej. Jedynym na to remedium jest ostrożne, refleksyjne życie, w którym potrafimy przyglądać się krytycznie naszym przekonaniom, nawet tym najbardziej podstawowym, i poddawać je ponownej ocenie. Tylko to może ostatecznie uratować nas przed wieloma rzeczami, których nigdy nie chcielibyśmy doświadczać.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Judaizm i alkohol

Judaizm i alkohol

Refleksja nad paraszą Naso

Menachem Mirski

Jednym z podstawowych problemów filozoficznych, a jednocześnie praktycznych leżących u podstaw wszystkich religii, jest kontrolowanie rzeczy, na które nie mamy wpływu. Dlatego też na przestrzeni dziejów środki odurzające często stawały się przedmiotem rozważań religijnych, jak i związanych z religią rozważań prawnych. Jednym ze sposobów, w jaki nasz religia odpowiadała na wyzwania rzucane nam przez substancje rozweselające była starożytna instytucja nazireatu, która jest dość obszernie omówiona w porcji Tory na ten tydzień – ów temat obejmuje niemalże cały szósty rozdział Księgi Liczb:

Przemówił znowu Wiekuisty do Mojżesza tymi słowami: Tak mów do Izraelitów: gdy jaki mężczyzna lub kobieta złoży ślub nazireatu, aby się poświęcić dla Wiekuistego, musi się powstrzymać od wina i sycery, nie może używać octu winnego i octu z sycery ani soku z winogron; nie wolno mu jeść winogron zarówno świeżych, jak i suszonych. Przez cały czas trwania nazireatu nie będzie niczego spożywać z winnego szczepu, począwszy od winogron niedojrzałych aż do wytłoczyn.

Przez cały czas trwania nazireatu nożyce nie dotkną jego głowy. Dopóki nie upłynie okres czasu, na który poświęcił się Wiekuistemu, będzie święty i ma pozwolić, by włosy jego rosły swobodnie. W okresie, kiedy jest poświęcony dla Wiekuistego, nie może się zbliżyć do żadnego trupa. (Liczb 6:1-6)

Jak wspomniano w powyższym fragmencie, podstawowe zasady nazireatu polegały nie tylko na abstynencji od alkoholu; nazirejczykom nie wolno było również strzyc włosów ani kalać swojego szczególnego statusu świętości przez kontakt ze zmarłymi. Skupmy się jednak tutaj wyłącznie na alkoholu i pokrótce omówmy jego rolę w naszej tradycji i historii.

Negatywne skutki alkoholu były dobrze znane już w bardzo dawnych czasach, ponieważ wino było powszechnie używane na Bliskim Wschodzie jak i w całym basenie Morza Śródziemnego. Tym jednakże, czego starożytni w pełni nie rozumieli, był mechanizm fizjologiczny, który powodował irracjonalne zachowanie pijącego. Pierwotnie prawdopodobnie uważano, że alkohol zawiera nadprzyrodzone moce, którymi konkuruje z bogami. Angielskie wyrażenie „spirit”, czy polskie „spirytus” oznaczające alkohol jest lingwistyczną pozostałością po tej wierze.

Używanie i nadużywanie wina pojawia się w Torze już na początku historii ludzkości (Noe upija się po potopie, Rdz 9:21), a Tanach wielokrotnie wspomina o rozmaitych skutkach picia alkoholu. Jednakże poza szczególnym przypadkiem nazirejczyków, picie wina było uważane za normalne i właściwe – wino „rozwesela ludzkie serca” etc. (Ps 104:15; Sędziów 9:13). Nadmierne picie uważano oczywiście za formę degradacji lub za rodzaj głupiego zachowania, które może łatwo prowadzić do zachowań niestosownych lub niemoralnych (Rdz 9:20; Przyp. 20:1, 23:29. Koheleta 10:17). Jedyny wyraźny zakaz picia alkoholu dotyczył kapłanów na służbie w Miszkanie, aby nie pomarli podczas służby Bożej (Kpł 10:9) W innych okolicznościach kapłani, podobnie jak inni Izraelici, mogli swobodnie używać wina, które było zintegrowane z żydowskim rytuałem już w czasach starożytnych. Nawet bractwa żydowskie z Qumranu, ze wszystkimi ich ścisłymi regułami postępowania, nie wspominają w swoich pismach o instytucji nazireatu.

Późniejsza tradycja żydowska również zalecała umiar, nigdy jednakże całkowitą wstrzemięźliwość, i właśnie to umiarkowanie stało się trwałym elementem naszych żydowskich obyczajów. Regularnie pijemy alkohol w Szabat i inne święta żydowskie – obowiązkowo cztery kielichy wina na Pesach, powszechny minhag odurzenia w Purim, którego celem jest niemożność odróżnienia Baruch Mordechaj (Błogosławiony niech będzie Mordechaj) od Arur Haman (Przeklęty niech będzie Haman). Sefer ha-tikun, późny dziewiętnastowieczny komentarz do Szulchan Aruch zawiera zaskakujące wyliczenie naszych licznych obowiązków wznoszenia toastów:

Należy wznieść toast, kiedy buduje dom, sprzedaje dom i kiedy nasz dom się spali. Człowiek powinien wznieść toast, kiedy się żeni. Jeśli pan młody jest owdowiały, musi wypić za każdą byłą żonę; starszy mężczyzna, który poślubia dziewicę, musi wypić czterdzieści dziewięć toastów. Jeśli ojciec panny młodej odmawia wypicia toastu, para musi się rozwieść; ale polscy Chasydzi są już przyzwyczajeni do bicia krnąbrnego ojca pantoflem.

Sefer ha-tikun w rzeczywistości nie jest prawdziwym komentarzem; to porcja anonimowej satyry na rzekome ekscesy chasydzkiej kultury picia w ówczesnej Polsce. Tytuł jest grą słów na temat kabalistycznego pojęcia tikkun, czyli naprawy świata, oraz jidyszowego terminu trinkn tikn, czyli zwyczaju wznoszenia toastów z okazji jahrzeitu.

Historia przyniosła nam też inny obraz – obraz złego, trzeźwego Żyda celowo rozpijającego „biednych, Bogu ducha winnych chrześcijan”. Z różnych społeczno-ekonomicznych powodów doszło do znacznej nadreprezentacji Żydów w prowadzeniu karczm i dystrybucji alkoholu. Fakt, że Żydzi zwykle nie pijali tawernach, tylko w domach i na różnych religijnych uroczystościach wzmocnił tylko ów nikczemny wizerunek Żyda czerpiącego jedynie zyski, ale nie uczestniczącego w kulturze picia. Problem polegał na tym, że alkohol był w Polsce wielkim biznesem (i nadal jest wielkim biznesem dzisiaj), a polska szlachta ogromnie obławiała się na jego produkcji i dystrybucji. Rzecz w tym, że to Żydzi byli publiczną twarzą tego przemysłu, co doprowadziło antysemitów do wysuwania argumentów, że „polscy chłopi tak nadmiernie pili… ponieważ ci źli, trzeźwi Żydzi zmuszali ich do pijaństwa, aby móc ich łatwiej oszukać”.

Alkohol był „kulturowo zintegrowany” z judaizmem od samych jego początków. Być może właśnie dlatego wśród religijnych Żydów alkoholizm jest stosunkowo rzadkim problemem, pomimo faktu, iż nasza kultura która “wymaga od nas” dość częstego picia alkoholu. Filozofia leżąca u podstaw owej kultury głosi, że aby móc coś kontrolować, trzeba tego najpierw doświadczyć i naprawdę to poznać. Wydaje się, że to podejście działa na bardziej ogólnym, społecznym poziomie. Oczywiście ta filozofia nie sprawdzi się w przypadkach uzależnienia od alkoholu – jest ona bezradna w obliczu uszkodzenia mózgu, które jest główną przyczyną alkoholizmu. Całkowita abstynencja to także sposób kontrolowania rzeczy, których nie możemy kontrolować, i czasami jest to jedyny skuteczny sposób. Tak więc, zgodnie z naszą religią, można pić i zarazem nie należy pić, jeśli jest to konieczne. Ogromna część naszej tradycji religijnej jest oparta na religijnym “prawie precedensowym”, a wyjątki od ogólnych zasad nie są rzadkością, co jest błogosławieństwem dla wielu z nas.

Szabat szalom

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Bechukotai

Sprawiedliwość jako przedsięwzięcie wspólnotowe

Refleksja nad paraszą Bechukotai

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień nosi nazwę Bechukotai, co można przetłumaczyć jako „w moich prawach”. Zaczyna się od אם־בחקתי תלכו (im bechukotai telechu – dosł. „jeśli będziesz kroczył w moich prawach”) i skupia się na krótkiej, ale wymownej obietnicy błogosławieństw dla tych, którzy podążają Bożymi drogami i długiej serii przekleństw dla tych, którzy Boże drogi odrzucają:

Jeżeli podług ustaw Moich postępować, a przykazań Moich przestrzegać, a pełnić je będziecie, tedy dam wam deszcze w czasie swoim, i wyda ziemia plon swój, a drzewo polne wyda owoc swój. I starczy wam młoćba do winobrania, a winobranie do wysiewu, i pożywać będziecie chleb swój do syta, i zamieszkacie bezpiecznie na ziemi waszej […] I zwrócę się ku wam, i rozplenię was, i rozmnożę was i utwierdzę przymierze Moje z wami […] I ustanowię przybytek Mój w pośród was, a nie odtrąci was dusza Moja. I będę ustawicznie chodził w pośród was, i będę wam Bogiem a wy będziecie Mi ludem. (Kapłańska 26:3-5,9-12)

Jeżelibyście zaś nie usłuchali Mnie, i nie pełnili wszystkich przykazań tych, jeżeli ustawami Moimi wzgardzicie, a prawa Moje odtrąci dusza wasza, żebyście nie pełnili wszystkich przykazań Moich, naruszając przymierze Moje; Tedy i Ja uczynię to wam: nawiodę na was trwogę, wycieńczenie i gorączkę, które pożerają oczy, i omdlałą czynią duszę, a siać będziecie daremnie nasiona wasze, i spożyją je wrogi wasze. I zwrócę oblicze na was, i porażeni będziecie przed wrogami waszymi, i władać wami będą nieprzyjaciele wasi […] I wyczerpywać się będzie daremnie siła wasza, i nie wyda ziemia wasza plonu swego, a drzewo ziemi nie wyda owocu swego. (Kapłańska 26:14-20)

Cały fragment zawierający owe błogosławieństwa i przekleństwa liczy 43 wersety. Powyższe cytaty to tylko fragmenty, które dają nam ogólny obraz tego, z czym mamy do czynienia. Całość jest jeszcze jednym wyrazem deuteronomicznej doktryny nagrody i kary, stanowiącej rdzeń najstarszej żydowskiej koncepcji sprawiedliwości, którą można streścić w jednym zdaniu: jeśli czynisz dobro, zostaniesz nagrodzony, jeśli będziesz zrobisz źle, zostaniesz ukarany, co oznacza, że wszystkie Twoje (moralne) działania mają konsekwencje i determinują Twój los (w dość prosty sposób). Wszystko to pociąga za sobą indywidualną odpowiedzialność za każde podejmowane przez nas działanie.

Teologicznie, rabini rzucali owej doktrynie nagrody i kary wyzwania, zasadniczo na dwa różne sposoby. Po pierwsze, była ona rozumiana przez pryzmat teodycei, która zwykle w swoim centrum stawia ludzkie indywiduum i zajmuje się problemem „dlaczego niegodziwcy prosperują a sprawiedliwi cierpią”. Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, kto naszym zdaniem ma wziąć większą część odpowiedzialności za to, co dzieje się na tym świecie –  Bóg czy ludzie. Inny sposób, w jaki rabini rozważali tę doktrynę, wiąże się z pytaniem: czy istnieje niezasłużone cierpienie? Czy fakt cierpienia zawsze implikuje wcześniejsze popełnienie grzechu, innymi słowy czy jedyną przyczyną cierpienia jest złe postępowanie? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to skutkuje to odwróceniem logicznej implikacji leżącej u podstaw całej koncepcji: nie tylko jeśli postępujesz źle, zostaniesz ukarany, ale także, jeśli cierpisz, oznacza to, że zostałeś ukarany, a to z kolei oznacza, że musiałeś popełnić jakiś grzech. Ta radykalna pozycja jest czasami nazywana doktryną retrybucji i jest teologicznie ugruntowana w Pieśni Mojżesza (Księga Powtórzonego Prawa, rozdział 32), która określa domyślną moralną i egzystencjalną pozycję Narodu Wybranego jako dość niską: jesteśmy skorumpowanym narodem ludzi o sztywnych karkach, i z tego powodu posiadamy ogromny dług wobec Wiekuistego za jego wielkie czyny i cuda, których dokonał, aby wybawić nas z egipskiej niewoli i wynieść nas z naszej duchowej nędzy.

Jest jednak jeszcze inny sposób, w jaki możemy podejść do tego fragmentu Tory i opiera się on na tym, w jaki rozumiemy w nim zaimek „ty” w całej tej mowie: czy oznacza on konkretne ludzkie indywiduum, czy też jest rozumiany kolektywnie i oznacza całą grupę ludzi. Jak wspomniano powyżej, rabini mieli skłonność, choć nie wyłącznie i absolutną, do postrzegania tej doktryny indywidualistycznie (i tak zasadniczo postrzegają ją współcześni ludzie), co doprowadziło ich do wspomnianych wyżej problemów. Jeśli jednak rozumiemy ową doktrynę zbiorowo, całkowicie zmienia to kierunek, w którym prowadzi nas intelektualnie owo rozumienie. Jeśli rozumiemy to w ten drugi sposób, prowadzi nas to do wizji, jak będzie wyglądał świat, kiedy naprawdę będzie królestwem Boga jedynego, w którym to większość członków ludzkiej wspólnoty będzie podążać Bożymi drogami. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Tora artykułuje tu konieczność spojrzenia nie tylko na lud, ale także na micwy, w sposób kolektywny, zbiorowy:

Jeżelibyście zaś nie usłuchali Mnie, i nie pełnili wszystkich przykazań tych, jeżeli ustawami Moimi wzgardzicie, a prawa Moje odtrąci dusza wasza, żebyście nie pełnili wszystkich przykazań Moich, naruszając przymierze Moje; Tedy i Ja uczynię to wam: nawiodę na was trwogę, wycieńczenie i gorączkę, które pożerają oczy, i omdlałą czynią duszę (Kapłańska 26:14)

Dlatego też wy, lud Izraela, będziecie przestrzegać WSZYSTKICH moich przykazań, mówi Bóg, a jeśli tak będziecie czynić, wówczas sprawiedliwi będą zawsze wynagradzani, a nie niegodziwi (zawsze) karani. Tak więc doktryna ta będzie działać tylko wtedy, gdy (ogromna) większość społeczeństwa będzie przestrzegać (ogromnej) większości praw (moglibyśmy powiedzieć, że WSZYSCY ludzie powinni przestrzegać WSZYSTKICH boskich praw, ale biorąc pod uwagę to, czego od ludzi doświadczamy i co wiemy o nich, wydaje się to dość nierealistycznym pomysłem).

Tylko tworząc tego rodzaju sytuację jesteśmy w stanie ustanowić system, w którym  sprawiedliwość będzie stale zwyciężać. Wciąż jednak pozostanie nam margines ludzi doświadczających niesprawiedliwości i nieuzasadnionego cierpienia – wydaje się to nieuniknione, biorąc pod uwagę np. ogólny brak powszechnej, fundamentalnej i sztywnej struktury określającej, co jest właściwym postępowaniem etycznym, a co nie. Zawsze będą zdarzały się przypadki zła popełnianego z premedytacją oraz zła popełnianego nieumyślnie, które skutkować będą niezasłużonym ludzkim cierpieniem. Naszym celem jest jednakże stałe ograniczanie zakresu możliwych wykroczeń i nieustanne poszerzanie sfery sprawiedliwości, prawa Bożego i wszystkich innych wartości żydowskich – miłości, oddania się życiu społecznemu, edukacji, prawdomówności, życzliwości, szacunku i odpowiedzialności. Wszystko to powinno odbywać się z zachowaniem właściwej równowagi między wolnością jednostki a interesem społeczności, to jednak jest już tematem na osobną dwar Tora.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

 

Paraszat Kdoszim

Paraszat Kdoszim

פרשת קדשים

(Wajikra 19:1 – 20:27)

Miriam Klimovastudentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Wyobraź sobie idealny poranek: zapach świeżo zaparzonej kawy, śpiew wiosennych ptaków za oknem. Otwierasz drzwi mieszkania, bierzesz do ręki świeżą gazetę, którą listonosz przyniósł jeszcze przed świtem, siadasz przy stole i z przyjemnym szelestem papieru otwierasz ją i czytasz najnowsze wiadomości. Nagle staje się jasne – świat idealny nie istnieje, i ludzi idealnych też nie ma…

Podobnie otwieramy nasz tygodniowy rozdział Tory.

Widzimy, że rozpoczyna się od zaskakującego przykazania: kdoszim tihju „świętymi bądźcie!”, ale natychmiast stajemy przed ciężkim pytaniem – jak człowiek może być świętym?! Jeśli bycie świętym wymaga od nas stania się ideałem, to najprawdopodobniej nie ma to nic wspólnego z otaczającą nas realnością.

Paraszat Kdoszim wymaga od nas zastanowienia się nad tym, czym jest świętość. Czy jest to pewna emocja, czy doświadczenie, a może „świętym” trzeba się urodzić?

Nakaz uświęcania się i bycia świętym pojawia się w TaNaChu w wielu miejscach i zazwyczaj chodzi o uświęcenie się od czegoś lub uświęcenie kogoś. Na przykład w 2 Księdze Samuela 11:4: „I została uświęcona od swojej nieczystości”, w Księdze Jozuego: „Uświęćcie lud”. Znamy przykazanie uświęcania imienia Bożego i też uświęcamy Szabat. Czyli pojęcie „świętości” ma różne definicje.

Do najbardziej znanych badaczy tego pojęcia należy Rudolf Otto, niemiecki filozof i teolog, który napisał słynną książkę zatytułowaną „Idea świętości”. Próbuje zdefiniować to pojęcie i sposób, w jaki świętość jest doznawana przez człowieka. Będąc protestanckim teologiem, był zaniepokojony tendencją liberałów do sprowadzania religii do etyki. Starał się udowodnić, że w naturze ludzkiej istnieje element religijny, który jest z natury niezależny od elementu etycznego. Jest to część nas, która reaguje na to, co tajemnicze i zaskakujące, na rzeczywistość, która jest zarówno oszałamiająca, jak i fascynująca, której nie da się ani odpowiednio zrozumieć, ani racjonalnie wytłumaczyć. Słowo „święty” i jego odpowiedniki wskazują, według Ottona, na poczucie „tajemniczej” boskiej rzeczywistości, która wywołuje lęk, szacunek i pokorę. To uczucie, w swojej najprostszej i najbardziej prymitywnej formie, jest przerażające, wstrząsające i straszliwe. Jego zdaniem świętość jest połączeniem dwóch sił: lęku wobec wzniosłości tego czegoś, a także tęsknoty za zbliżeniem się do niego.

Inni opisują świętość jako wzniosły i najwyższy wymiar poza rzeczywistością. Być może jest w tych definicjach trochę prawdy, ale trudno je pogodzić z przykazaniem „świętymi bądźcie” – tu i teraz!

Przykazanie „świętymi bądźcie” podaje też przyczynę: „bo Ja Pan, Bóg twój, jestem Święty”. Świętość jest cechą Boga, a skoro tak, to musimy zrozumieć, w jaki sposób człowiek materialny może być bliski Temu, kto nie posiada żadnych wad?!

Poszukać odpowiedzi proponuję w słowach midraszu Awot de-Rabi Natan 27:

„Rabi Tarfon nauczał: Nie unikajcie pracy, która nie ma granic, ani pracy, która nie może być doprowadzona do końca. To tak jak w przypadku człowieka, który został najęty do noszenia wody z morza i wylewania jej na ląd. Ale ponieważ w morzu woda nie ustępowała, a ląd nie był wypełniony wodą, załamał się. Wtedy pewien człowiek powiedział do niego: „Głupcze! Dlaczego masz się zniechęcać, skoro za każdy dzień pracy otrzymujesz złotego dinara?”.

Dążenie do tego, co nieosiągalne, może być środkiem do jego osiągnięcia. Dystans między wzniosłą doskonałością Boga a naszymi ziemskimi ograniczeniami jest bezmierny jak wody morza, ale Tora zachęca nas, byśmy dążyli do zmniejszenia tego dystansu.

Kluczem do zrozumienia pojęcia świętości w judaizmie jest stwierdzenie, że drogą do osiągnięcia świętości jest przestrzeganie drogi wskazanej przez Boga. W literaturze rabinicznej znajdujemy wiele sposobów, dzięki którym można osiągnąć bliskość Boga i w ten sposób stać się osobą świętą:

“וכי אפשר לאדם להלך אחר השכינה? אלא להלך אחר מידותיו של הקדוש ברוך הוא: מה הוא מלביש ערומים – אף אתה הלבש ערומים; הקדוש ברוך הוא ביקר חולים – אף אתה בקר חולים; הקדוש ברוך הוא ניחם אבלים – אף אתה נחם אבלים; הקדוש ברוך הוא קבר מתים – אף אתה קבור מתים” – (תלמוד בבלי, מסכת סוטה דף יד) „Lecz czy rzeczywiście jest możliwe, aby człowiek naśladował Boską Obecność? Chodzi raczej o to, że należy naśladować cechy Świętego, Błogosławionego. Tak jak On przyodziewa nagich, tak i wy powinniście przyodziewać nagich. Tak jak Święty, Błogosławiony, odwiedza chorych, tak i wy powinniście odwiedzać chorych. Tak jak Święty, Błogosławiony, pociesza żałobników, tak i wy powinniście pocieszać żałobników. Tak jak Święty, Błogosławiony, grzebał zmarłych, tak i wy powinniście grzebać zmarłych”. – Talmud Babiloński, Traktat Sota, 14.

Człowiek może być święty, gdy kroczy drogami Boga, czyni dobro innym i pracuje na rzecz istnienia świata. Być może nie jest to wcale przypadek, że kilka wersów później natrafiamy na inne znane i cytowane przykazanie:

  וְאָהַבְתָּ לְרֵעֲךָ כָּמוֹךָ… „i miłuj bliźniego swego jak siebie samego”.

W judaizmie świętość nie jest doświadczeniem, nie jest emocją i nie trzeba się ze świętością urodzić. W judaizmie świętość – jest działaniem!

Więc wróćmy do idealnego poranku: znowu zapach świeżo zaparzonej kawy, śpiew ptaków, gazeta, najnowsze wiadomości… nagle staje się jasne: świat potrzebuje świętości, twojej świętości!

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

Acharei Mot

Samoocena a samoświadomość

Refleksja nad paraszą Acharei Mot

Menachem Mirski 

Po śmierci dwóch synów Aarona, Nadaba i Abihu, Bóg poucza Mojżesza o ofiarach przebłagalnych, które miały być składane przez kohanim w Jom Kippur:

Wiekuisty powiedział do Mojżesza: «Powiedz Aaronowi, swojemu bratu, żeby nie w każdym czasie wchodził do Miejsca Najświętszego poza zasłonę, przed przebłagalnię, która jest na arce, aby nie umarł, kiedy będę się ukazywać w obłoku nad przebłagalnią. Oto jak Aaron będzie wchodzić do Miejsca Najświętszego: weźmie młodego cielca na ofiarę przebłagalną i barana na ofiarę całopalną. Od społeczności Izraelitów weźmie dwa kozły na ofiarę przebłagalną i jednego barana na ofiarę całopalną. Potem Aaron przyprowadzi cielca na ofiarę przebłagalną za siebie samego i dokona przebłagania za siebie i za swój dom. (Kpł 16:2-6)

Jak wyglądało owo przebłaganie, owa ekspiacja? Nasi Mędrcy uczą nas, że dokonywano jej  poprzez ustne wyznanie grzechów:

Kapłan kładzie obie ręce na byku i spowiada się. I oto, co mówi w swoim wyznaniu: Proszę cię Boże [i wyznaję że] zgrzeszyłem, popełniłem nieprawość oraz czyniłem źle przed obliczem Twoim, [zarówno] ja, jak i [osoby z mojego] domostwa. (Miszna Joma 3:8)

Hebrajskie słowo oznaczające spowiedź, vidui, pochodzi od czasownika lehitvadot – wyznać – który jest w języku hebrajskim czasownikiem zwrotnym (podobnie jak zasadniczo wszystkie czasowniki z binjanu hitpael). W związku z powyższym, zdaniem rabina Samsona Rafaela Hirsza, spowiedź nakazana przez Torę nie polega na wyznaniu grzechów drugiej osobie; więcej, nie chodzi tu nawet o wyznanie grzechów przed samym Bogiem, ale, jak sugeruje owa refleksyjna forma gramatyczna, spowiedź nakazana przez Torę to spowiedź, w której grzesznik uświadamia sobie grzech przed samym sobą:

Nie powinniśmy ukrywać przed sobą naszych przeszłych wykroczeń, lecz patrzeć na nie nieuprzedzonym okiem, bez zamiaru ich łagodzenia. Powinniśmy przed samym sobą przyznać, że nie tylko powinniśmy byli postąpić inaczej, ale również, że było w naszej mocy postąpić inaczej. Czyniąc to, wyznajemy i konstatujemy naszą wolność wyboru, a tym samym kiedy wypowiadamy z całą szczerością formułę „zgrzeszyłem”, zawieramy w niej [także] ideę „nie powtórzę [owego] przestępstwa”. (Komentarz Hirsza odnośnie Kpł 16:4)

Istotą doświadczenia spowiedzi jest zatem samoświadomość. Ale samoświadomość jest również istotną częścią wszystkich naszych interakcji międzyludzkich. I tu dotykamy istotnego problemu. W ostatnich kilku dekadach, począwszy od pokolenia X, poprzez pokolenie Y oraz Z, mamy do czynienia z prawdziwym wysypem postaw narcystycznych i egocentrycznych, zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet. Psychologicznym rdzeniem tego zjawiska jest, w mojej opinii, niska samoświadomość w odniesieniu do pewnych cech własnego charakteru. Wszystko to ma swoje korzenie w wychowaniu i jest w dużej mierze spowodowane przez psychologiczne i społeczno-kulturowe koncepcje otwarcie promowane w kulturze zachodniej, takie jak koncepcje samooceny czy inne koncepcje samoakceptacji. Koncepcje te, bardzo często wyrażane w formie haseł, takich jak „kochaj samego siebie”, „każdy jest wyjątkowy” itp., wydają się być formami pozytywnych, korygujących reakcji na powszechne, negatywne praktyki społeczno-kulturowe, które nazwałbym „kulturą nieustannego gnojenia i poniżania się nawzajem”, które są wciąż obecne do w niektórych rejonach naszego kręgu kulturowego (ktoś, kto wychował się na polskiej prowincji w latach 80 i 90 przypuszczalnie wie, o czym mówię). Owszem, ta nowa (w tamtych czasach) filozofia wychowania zdecydowanie pozytywnie wpłynęła na nasze życie, uwalniając jednostki od złośliwości i resentymentów pochodzących ze społecznego otoczenia. Ale tego rodzaju doktryny generują również skutki uboczne, które są dla nas głęboko szkodliwe, zarówno pod względem psychologicznym, jak i społecznym. Tego rodzaju koncepcje i hasła należy stosować tylko w sferach ludzkiej tożsamości – religijnej, narodowej czy seksualnej. Nikt nie powinien mieć prawa mówić ci, w co powinieneś wierzyć lub do jakiej grupy społecznej powinieneś należeć. Jeśli natomiast stosujemy tego rodzaju filozofię w innych dziedzinach naszego społecznego życia, a w szczególności w kwestiach moralnych lub dotyczących ludzkiego charakteru, tego rodzaju frazesy mogą wyrządzić – i zwykle wyrządzają – wiele szkód.

Skupmy się przez chwilę na koncepcjach poczucia własnej wartości. Z grubsza rzecz biorąc  doradzają one nam poważać i doceniać samych siebie, bez względu na to, co robimy i kim jesteśmy, ponieważ to buduje naszą pewność siebie, bowiem potrzebujemy owej pewności, aby odnieść w życiu sukces. W porządku, dlaczego jednak skoncentrujemy się po prostu na pewności siebie? Rzecz w tym, że na ową pewność siebie trzeba sobie zapracować. Zdobywamy pewność siebie ucząc się, ćwicząc, pracując, rozwijając nasze umiejętności itp. Jeśli skupisz się wyłącznie na rozwijaniu pewności siebie, może ostatecznie skończyć z wieloma urojeniami na swój temat. Nie dbając o to kim rzeczywiście jesteś, możesz uzyskać wspaniałe 90-100% wyniki w testach samooceny, zostać bezrobotnym alkoholikiem i nadal uzyskiwać 90-100% w tych testach. Dzieje się tak, ponieważ celem ostatecznym filozofii poczucia własnej wartości jest bycie z siebie dumnym, nawet jeśli nie ma ku temu absolutnie żadnego powodu. Sztucznie stymulowane poczucie własnej wartości można nazwać „niezasłużoną pewnością siebie”. Nic ci to ostatecznie nie daje,  nie pomoże ci w szkole, nie pomoże ci w pracy, ostatecznie zdusi twoją karierę i ambicje, i z pewnością zrujnuje twoje relacje z innymi ludźmi, w szczególności zaś relacje miłosne. Oczywiście, niepewność, brak wiary i zwątpienie w samego siebie mogą być również szkodliwe; te jednakże przynajmniej mogą cię zmotywować, by stać się kimś lepszym, w jakiejkolwiek dziedzinie. Osoba o wysokiej samoocenie, określana również mianem narcyza, czuje się ze sobą dobrze na podstawie absolutnie niczego.

Przypuszczalnie każdy z nas spotkał na swojej drodze egocentrycznych, narcystycznych ludzi, którzy bez przerwy mówią tylko o sobie. Oczywiście nie jest to kwestia binarna, i można powiedzieć, że każdy człowiek jest w mniejszym lub większym stopniu egocentryczny. Mamy jednak w tej materii przykłady ekstremalne i na tym się tutaj skupiam. Egocentryczni i narcystyczni ludzie często imponują innym swoim życiorysem, osiągnięciami itp. Ale to wszystko jest tymczasowe, ponieważ tego rodzaju psychologiczna konstytucja powoduje wiele problemów. Osoby wysoce egocentryczne nieustannie przeoczają lub ignorują potrzeby innych ludzi. W niektórych, skrajnych przypadkach nie pozostawiają nawet innym miejsca na wyrażenie samych siebie. Będąc ślepym na potrzeby i uczucia innych ludzi wyrządzają im krzywdę emocjonalną. Osoby wysoko egocentryczne zwykle nie potrafią słuchać innych ludzi i w rezultacie lekceważą ich pomysły i idee. Wszystko to ogromnie wpływa na ich relacje z innymi, szczególnie na ich relacje miłosne, co często czyni ich niezdolnymi do pozostania w długotrwałych związkach.

Co więcej, ludzie wysoko egocentryczni mają często tendencję do przeoczenia swoich wad i grzechów. Jednakże bycie egocentrycznym lub narcystycznym nie czyni cię z definicji złym człowiekiem. Bardzo często trudno jest zakwalifikować moralnie tego rodzaju zachowania jako złe lub choćby moralnie wątpliwe. Osoba wysoko narcystyczna może być moralnie w porządku i może mieć rację w moralnej ocenie samej siebie: „Nie kradnę, nie kłamię, nigdy nie próbowałem uwieść kogoś zamężnego/żonatego… Więc w czym problem?”. Dlatego często nie mamy narzędzi moralnych, aby ich osądzać lub inspirować do zmiany zachowania. Jedynym na to lekarstwem jest samoświadomość, którą się często rozwija latami. Ale tutaj nasza tradycja może nam bardzo pomóc: nieustannie czyni nas ona bardziej ludźmi społecznymi, bardziej wrażliwymi na potrzeby innych i zawiera w sobie bardzo wiele mądrości odnośnie wszystkich tych kwestii.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Refleksja na Pesach 5782

Zostawić za sobą

Refleksja na Pesach 5782

Menachem Mirski

W najbliższy piątek, o zachodzie słońca, rozpoczyna się nie tylko szabat, ale także i święto Pesach, będące jednym z głównych filarów naszego religijnego doświadczenia i naszej tożsamości. Święto Pesach jest świętem wolności i radości, ale i pewnych obowiązków oraz koniecznych wyrzeczeń, mających nas psychologicznie uformować tak, żebyśmy byli świadomymi “posiadaczami wolności”:

I nalegali Micrejczycy na lud, by ich czemprędzej wyprawić z kraju, bo rzekli: “Wszyscy pomrzemy”. I poniósł lud ciasto swoje, zanim się zakwasiło, donice swoje obwinięte w zwierzchnie szaty swe, na barkach swoich. […] I także różnoplemiennego ludu mnóstwo wyszło z nimi i trzody, i stada, dobytek wielki bardzo. I wypiekli ciasto, które wynieśli z Micraim, na placki przaśne; ponieważ się nie zakwasiło, bo wypędzeni zostali z Micraim, a nie mogli się zatrzymywać; a także zapasów nie przygotowali sobie. (Wj 12:33-34;38-39)

Powyższa historia jest źródłem prawa, wedle którego nie jemy w Pesach nie tylko chleba kwaszonego, ale także wszelkich produktów zawierający chamec, tzn. sporządzonych na zakwasie z pięciu zbóż: żyta, pszenicy, orkiszu, owsa i jęczmienia, jaki też zawierające choćby śladowe ich ilości, jeśli proces ich produkcji mógł doprowadzić do powstania zakwasu. Nie tylko jedzenie, ale i posiadanie tych produktów jest w Pesach zakazane.

Potocznie mawia się czasem, że robimy to wszystko na pamiątkę owych wydarzeń; stwierdzenie to jednak nie jest adekwatne, bowiem owa tradycja opiera się na “mocniejszej” rabinicznej zasadzie, wyrażonej w Misznie (Pesachim 10:5): W każdym pokoleniu człowiek winien postrzegać siebie tak, jakby osobiście opuścił Egipt, jest bowiem napisane: I opowiesz synowi twojemu dnia onego, mówiąc: to dla tego, co uczynił mi Wiekuisty, gdym wychodził z Micraim. Owa rabiniczna zasada nakazuje nam niemalże “ucieleśnić” fakt wyjścia z Egiptu, po to, ażeby nigdy do niego już nie wracać i aby raz na zawsze pozostać ludźmi wolnymi, co w świecie ludzkim zawsze było i jest wciąż wyzwaniem, często niełatwym wyzwaniem.

Między innymi z tego właśnie powodu nasza tradycja obfituje w rytuały i prawa pomagające nam “ucieleśnić” doświadczenie wyjścia z Egiptu. Jednymi spośród nich są prawa dotyczące chamecu:

Szukając chamecu w nocy lub w ciągu dnia czternastego [miesiąca Nissan], lub w czasie święta, należy odmówić błogosławieństwo, zanim zacznie się szukać: Błogosławiony jesteś, Boże nasz, Królu Wszechświata, który uświęciłeś nas swoimi przykazaniami i nakazałeś nam zniszczenie chamecu. Szukamy [go] we wszystkich miejscach, do których mogliśmy go zanieść, jak wyjaśniliśmy powyżej. (Majmonides, Miszne Tora, Kwaszony i niekwaszony chleb 3:6)

Szukamy [go] we wszystkich miejscach, do których mogliśmy go zanieść… – takie poszukiwania mogą być bardzo czasochłonne lub wręcz nie mieć końca, jeśli ktoś traktuje sprawę bardzo skrupulatnie. Byśmy więc nie popadli w obsesję w tej kwestii, rabini uznali, że potrzebna jest reguła ograniczająca praktykę poszukiwania i pozbywania się chamecu:

A kiedy skończymy poszukiwania – jeśli szukaliśmy w nocy czternastego lub w ciągu dnia, czternastego [Nissan] przed godziną szóstą, musimy unicestwić cały chamec, który pozostał w naszym posiadaniu i ten, którego nie widzimy. I powinniśmy powiedzieć: „Cały chamec, który jest w moim posiadaniu, a którego nie widziałem, jest jak proch”. (Majmonides, Miszne Tora, Kwaszony i niekwaszony chleb 3:7)

Jesteśmy zatem zobligowani zakończyć poszukiwania chamecu w pewnym momencie i uznać, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy i przypieczętować to powyższą deklaracją. Co jest moim zdaniem bardzo tutaj istotne to to, że tego rodzaju “zasady ograniczające” powinniśmy stosować nie tylko wobec chamecu, ale i w wielu innych dziedzinach naszego życia. Zróbmy więc intelektualny eksperyment i uznajmy chamec za: ciężar, kłopot, uciążliwość, brzemię, albo – słabość czy uzależnienie. Wszystkie tego rodzaju zjawiska stanowią przeszkody ograniczające naszą wolność. Powinniśmy je stale z naszego życia eliminować. W wielu przypadkach powinniśmy być tak skrupulatni, jak z szukaniem i unicestwianiem chamecu, inaczej kłopoty i uciążliwości szybko do nas wrócą. Jednakże i tu potrzebujemy “zasady ograniczającej” żeby nie popaść w obsesję w walce z tymi wszystkimi zjawiskami, bowiem to może przynieść efekty przeciwne do zamierzonych. Obsesyjne skupianie się na własnych słabościach, na przykład, lub też przesadne doszukiwanie się zła we wszystkim wokół, choćby pozytywnie motywowane, nie czyni naszego życia lepszym. W pewnym momencie walki z tymi zjawiskami musimy po prostu uznać, że zrobiliśmy dużo, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, przypieczętować to błogosławieństwem, zostawić owe ciężary i słabości za sobą, i iść przez życie dalej, nie dając się determinować czemuś, co w dużym stopniu już przezwyciężyliśmy, choć jeszcze nie całkowicie.

Szabat szalom,

Chag Pesach sameach!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Paraszat Tazria

Paraszat Tazria

פרשת תזריע

Wajikra 12:1-13:59

 

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Z czasem przyzwyczajamy się do wszystkiego – złych ludzi w naszym środowisku, wojny, choroby… W swoim życiu doświadczamy rzeczy dobrych i miło nas zaskakujących, ale często też smutnych i przygnębiających, których się nie spodziewaliśmy, których nie wybieraliśmy. Umysł, jak wiadomo, nie lubi marnować swojej energii, dlatego wiele wykonywanych przez nas czynności odbywa się automatycznie i nie zawsze panujemy nad swoją reakcją na te lub inne wydarzenia.

Gdy czytamy paraszę Tazria, raczej przypomina ona medyczną książkę z obrazkami. Opisuje formy trądu, opowiada jak powinna wyglądać skóra, a nawet kolor włosów, aby określić osobę jako nieczystą lub czystą. Brzmi dość technicznie, a jednak kryje się w tej paraszy wiele bólu. Trędowaty musiał wejść do obozu i krzyczeć „Tame! Tame! Nieczysty! Nieczysty!”, aby ostrzec wszystkich o ryzyku zarażenia. Ale… ciekawszy jest opis, którego brakuje: Tora słowem nie wspomina o uczuciach tego człowieka, nie mówi, jakie znaczenie nadawał swemu okrzykowi. Czy było to jęczenie z bólu? „Spójrz na mnie! Spójrz na mnie i na moje cierpienie! Muszę mieszkać poza obozem. Do żadnej osoby nie wolno mi się zbliżać, i nawet do Boga! Przecież nie wolno mi zbliżać się do Miszkanu – miejsca jego zamieszkania”.

Biblijną nazwą caraat – trąd – nazwaliśmy nową chorobę zakaźną odkrytą w średniowieczu. Uczeni, którzy badali tę kwestię, wykazali, że choroba opisana w Torze nie odpowiada temu, co znamy pod pojęciem trądu. W istocie nie jest dla nas jasne, czym jest trąd, o którym mówi Tora. Trąd skóry – da się zrozumieć, ale trąd bramy, trąd domu?

Mędrcy Miszny i Talmudu prawdopodobnie rozumieli w tej sprawie nie więcej od nas. Więc tworzą własną, odpowiednią dla swoich czasów i potrzeb interpretację. Wykorzystują język Tory, słowa i wersety, zazwyczaj oderwane od kontekstu, aby nauczać społeczeństwo lekcji moralności. Tak więc na przestrzeni pokoleń choroba pod nazwą caraat stała się nie jedynie zjawiskiem fizycznym, ale fizycznym przejawem problemu trafu moralnego. Trąd – caraat – przekształca się z definicji defektu fizycznego w definicję defektu duchowego, który objawia się jako choroba skóry. Słowo trędowaty – mecora – otrzymuje nowe wyjaśnienie i tłumaczone jest jako ten, kto – moci szem ra – obmawia i plotkuje. To ma sens. Jeśli człowiek jest zmuszony do życia w izolacji, nie będzie mógł dalej wypowiadać oszczerstw, ponieważ nie będzie nikogo, kto by go słuchał.

Starożytni wierzyli, że nieszczęścia i plagi, które spadły na człowieka, były wyrazem Bożego gniewu. Bóg ukarał Faraona „i dotknął go wielkimi plagami” za to, że zabrał Saraj do swego pałacu (Bereszit 12,17). Według tradycyjnych komentarzy związek między laszon hara i caraat zostaje podkreślony w przypadku Miriam, która została zakażona tą chorobą zaraz po incydencie, w którym w sposób lekceważący wypowiedziała się o Mojżeszu (Bemidbar 12). Jednak możemy i powinniśmy polemizować z komentarzem! Wedle tekstu księgi Bereszit Faraon nie miał zielonego pojęcia, że Saraj była żoną Abrama. A w drugim przykładzie powstaje pytanie: z jakiego powodu tylko Miriam jest chora, a inni, którzy tak samo wypowiadali się o Mojżeszu – nie?

Tak czy inaczej grzech negatywnego mówienia o kimś jest uważany w judaizmie za jeden z najpoważniejszych grzechów. Czasami porównuje się go nawet do morderstwa. Wydaje się to przesadą, jednak trudno przecenić wpływ i krzywdę, jaką może wyrządzić nasza mowa.

Współczesnym przykładem takiej sytuacji mogą być artykuły w polskich gazetach z ostatnich dni, w których ludzie opisują, jak żałują, że przyjęli uchodźców do swojego domu, jak mało mają teraz miejsca, że trzeba dużo jedzenia, aby nakarmić wszystkich i że bardzo chcą tych przybyszy jak najszybciej się pozbyć. Mamy tu sytuację, gdy człowiek, który powiedział, że chce pomóc ludziom, którzy cierpią, ponieważ musieli opuścić swoje domy, po pewnym czasie jest zmęczony obecnością obcych ludzi i udaje się do gazety, aby udzielić wywiadu dla całego kraju, w którym opisuje wszystkie swoje negatywne emocje. Przede wszystkim nie wolno nam nigdy zapominać, że człowiek nie jest zabawką – oddycha, je, korzysta z toalety, odczuwa emocje, boi się, gniewa się… Wymaga czegoś więcej niż tylko spontanicznego lub chwilowego zainteresowania. Nie powinniśmy nigdy zapominać, że nie ma ludzi doskonałych, że jeśli nawet miała miejsce sytuacja, w której ktoś był dla nas osobiście niemiły, jest to przykre i należy powiedzieć tej osobie prosto w oczy, że się myli – ale czyż można na takiej podstawie oceniać cały naród, uogólniając na wszystkich, jak gdybyśmy nie mówili o dziesiątkach milionów ludzi o różnych poglądach, wychowaniu i wykształceniu? Wielki smutek i ogromny żal wzbudza fakt, że jesteśmy świadkami tego, jak dobra inicjatywa pomocy bliźniemu zamienia się w sianie ziarna, z którego jako plon wyrośnie nienawiść.

Moglibyśmy kontynuować omawianie problemów związanych z negatywną mową, ale zamiast tego chcę skupić się na jednostkach i naszej postawie wobec nich.

Zadaniem kapłana było jedynie zidentyfikować caraat, zdiagnozować, czy choroba jest zaraźliwa, i jeśli tak, odizolować osobę zarażoną od rodziny i społeczności.

Natomiast dzisiaj na poziomie duchowym rola rabina jest zupełnie inna niż działania kapłana w paraszy Tazria. Współczesne społeczeństwo nie może zostawiać człowieka samego z jego lękami i zranieniami! Musimy dać mu poczucie przynależności, postępować odwrotnie od nakazu Tory: nie trzymać się z daleka, a zaprosić cierpiącego człowieka do naszego obozu.

Wydaje się, że każdy kontakt ze światem pozostawia nas zarażonymi… Jesteśmy rozproszeni, zdezorientowani, niespokojni. Wydaje się, że możemy nawet częściowo wybrać, czego dotykać, a czego unikać. Innymi słowy, w pewnym stopniu wybieramy rodzaj wpływu, jaki świat będzie miał na nas. W swoim życiu doświadczamy rzeczy smutnych i przygnębiających, których się nie spodziewaliśmy, których nie wybieraliśmy. Ale jedynie my wybieramy swój stosunek wobec nich! Każdy człowiek wybiera swoją postawę wobec życia i wobec życia swoich bliźnich.

Życzę dobrego wyboru dla każdej i każdego z nas!

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Szemini

Rzeczy, na które zasłużyliśmy i te, na które nie zasłużyliśmy

Refleksja nad paraszą Szemini

Menachem Mirski 

Czy wszystko (złe), co nam się przytrafia, wydarza się z jakiegoś powodu? Jeśli tak, to gdzie szukać odpowiedzi? W teologii, nauce czy w naszym postępowaniu moralnym jako jednostek lub grup? Porcja Tory na ten tydzień porusza ten temat: ósmego dnia, po siedmiu dniach ich inauguracji, Aharon i jego synowie zaczynają sprawować urząd jako kohanim (kapłani); ogień zstępuje od Boga, aby strawić ofiary na ołtarzu, i tym samy przybywa boska obecność, aby zamieszkać w Sanktuarium. Dwaj starsi synowie Aharona, Nadab i Abihu, ofiarowują „obcy ogień przed Bogiem” i umierają. Aaron milczy w obliczu tej tragedii. Mosze i Aharon później nie zgadzają się co do kwestii halachicznej dotyczącej ofiar, ale ostatecznie Mojżesz przyznaje Aaronowi rację.

Powód śmierci Nadaba i Abihu jest podany w Torze:

I wzięli synowie Ahrona – Nadab i Abihu, każdy kadzielnicę swoję, i włożyli w nie ognia, i położyli nań kadzidła, i tak przynieśli przed oblicze Wiekuistego ogień obcy, którego nie przykazał im (Kapłańska 10:1).

Jednakże nasi mędrcy i ich midrasze podają liczne powody i wyjaśnienia, jaki był ich grzech i dlaczego umarli. Niektórzy komentatorzy chwalą synów Aharona i uważają ich za wyjątkowych ludzi: synowie wiedzieli, co robili, ich intencje były dobre, lecz zrobili więcej, niż im nakazano i zostali ukarani, ponieważ żaden człowiek nie ma prawa wykonywać w służbie Bożej więcej lub mniej, niż mu nakazano. Inni komentatorzy dopatrują się natomiast poważnych błędów w poczynaniach synów Aharona. Niektórzy twierdzą, że okazywali brak szacunku dla Miszkanu i służby Bożej, na przykład, że weszli do Miszkanu w szatach zwykłego Kohena, a nie Kohena Gadol; inne wyjaśnienie – wcześniej pili wino; złożyli ofiarę, której nie nakazano im złożyć. Są też komentatorzy, którzy zarzucają im niewłaściwe zachowanie, kompromitujące ich kapłaństwo: że byli aroganccy i nie żenili się z powodu swojej zarozumiałości, gdyż uważali, że żadna inna rodzina nie była tak wyróżniająca się jak ich, w rezultacie – że nie mieli dzieci; że nie byli dla siebie przyjaźni; że chcieli ustalić halachę w obecności ich Rebbi (Mosze) lub wręcz czekali na śmierć Moszego i Aharona, aby mogli przejąć przywództwo narodu.

Lista przyczyn ich nagłej śmierci jest długa. Dlatego uzasadnione jest pytanie, dlaczego rabini nie byli zadowoleni z prostej odpowiedzi udzielonej przez Torę i musieli podać te wszystkie inne powody. Odpowiedź na to pytanie tkwi w dwóch fundamentalnych założeniach teologicznych myśli rabinicznej w odniesieniu do teodycei: 1) Wszystko, co złe, co dzieje się z narodem (żydowskim) może być i powinno być postrzegane jako kara Boża; 2) Umysł rabiniczny zawsze był wrażliwy na niesprawiedliwość, a co za tym idzie, na jakąkolwiek niewspółmierność kary Bożej. Pierwsze założenie należy właściwie do najstarszych warstw teologii i teodycei biblijnej: Bóg jest zawsze sprawiedliwy, a każde cierpienie/niesprawiedliwość pochodzi z ludzkiego grzechu/błędu. To nie jedyna teodycea w judaizmie; inne odpowiedzi na problem zła, w tym różne koncepcje nieusprawiedliwionego cierpienia, były sukcesywnie rozwijane, począwszy od późnego okresu Drugiej Świątyni. Ale idea, że ​​każde nieszczęście i cierpienie jest wynikiem działania ludzkiego, a nie Boskiego, naznacza umysł rabina zdecydowanie aż do Holokaustu, a do pewnego stopnia nawet do dzisiaj. W związku z tym drugim założeniem rabini, widząc dysproporcję kary, nie mieli innego wyjścia, jak starać się odnaleźć różne jej inne przyczyny.

To, czy słuszne jest postrzeganie wszystkiego, co nam się przydarza, przez pryzmat Boskiej nagrody/kary, to bardzo obszerny temat. Widzenie wszystkiego w taki właśnie sposób nazwałbym „zorientowaniem na wiarę”, podczas gdy przyznanie, że istnieje w świecie niezasłużony ból i cierpienie, wydaje się być czymś bardziej „zorientowany na rozum czy rozsądek”. Oba podejścia mają swoje plusy i minusy. Spojrzenie na wszystko przez pryzmat kary Bożej może być dla nas i często jest siłą napędową, aby być bardziej moralnym, bardziej uważnym, bardziej spostrzegawczym, i np. bardziej świadomym swoich własnych obowiązków. Przyznanie się, że istnieje niezasłużony ból i cierpienie, otwiera także nasze oczy i umysły na wszystko, na co nie mamy wpływu i często pomaga nam radzić sobie z poczuciem winy.

Wszystko to jest szczególnie istotne w naszych dzisiejszych osądach politycznych. Zawsze są rzeczy, które my jako jednostki, społeczności lub narody mogliśmy zrobić lepiej. Ale są też rzeczy, na które nie mieliśmy wpływu, choć już dawno wyczuwaliśmy, że zadecydują o naszym losie w sposób, którego chcielibyśmy uniknąć. Zastosujmy to do obecnej sytuacji Ukrainy i narodu ukraińskiego: kraj ten ma długą historię skorumpowanych rządów i wynikających z tego niesprawiedliwości społecznych. Gdyby radzili sobie lepiej w tej sprawie, jako naród i społeczeństwo, ich pozycja w tej chwili byłaby prawdopodobnie lepsza. Nawet ich prezydent Zełenski, z całą moją sympatią i podziwem dla niego, popełnił kilka błędów, jak te w swoim przemówieniu w Knesecie kilka dni temu: porównanie obecnej sytuacji Ukrainy do Holokaustu, a także twierdzenia o roli Ukraińców w ratowaniu Żydów w czasie Zagłady była bardzo nieadekwatne. Jednakże nic z tego, co Ukraińcy i ich przywódcy zrobili lub czego nie zrobili w ostatnich dziesięcioleciach, nie sprawia, że ​​zasługują na agresję Putina na Rosję. To, na co naród ukraiński absolutnie zasługuje, to większe wsparcie Zachodu w każdej politycznie możliwej sprawie. Z drugiej jednak strony fakt ten nie powinien przesłaniać nam trudnych i bolesnych wydarzeń, które miały miejsce w polsko-żydowsko-ukraińskiej historii. Nie trzeba koniecznie rozmawiać o tych wydarzeniach właśnie teraz, ale i też nie jest konieczne idealizowanie ofiar po to, aby pomóc im przywrócić pokój i sprawiedliwość na świecie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Webinar Eliyana Adler „Survival on the Margins”

Beit Polska and Friends of Jewish Renewal in Poland prezentuje serię:

Freighted Legacies: The Culture and History of Jewish Interactions in Poland

Eliyana Adler „Survival on the Margins: Polish Jewish Refugees in the Wartime Soviet Union”

Wprowadzenie w życie porozumienia z sierpnia 1939 roku pomiędzy Niemcami, a Związkiem Radzieckim (pakt Ribbentrop-Mołotow) wymazało Polskę z map Europy. Żydzi z kontrolowanej przez Sowietów części Polski, z których wielu uciekło na wschód lub zostało deportowanych przez władze sowieckie lub po prostu zesłanych do rozległych, niedostepnych regionów Syberii, znaleźli paradoksalne schronienie. Byli daleko od zaplanowanych przez Niemców prześladowań i mordów. Narracja o losie 200 tysiącach polskich uchodźców żydowskich w Związku Sowieckim przez ponad 75 lat pozostawała na marginesie badań nad Holokaustem. Przełomowa praca dr Eliyany Adler otworzyła te obszary nauki dla anglojęzycznych odbiorców.

W Związku Radzieckim schronienie okazało się również trudną ścieżką, obejmującą skąpe jedzenie, ciężką pracę, mróz, choroby, nieodpowiednie schronienie, do tego sam w sobie sowiecki system – wszystko to stanowiło krętą przeszkodę w przetrwaniu. Początkowo żydowscy Polacy byli przwożeni do regionów arktycznych – Syberii, później do innych lokalizacji w Azji Środkowej. Po wojnie pozwolono im wrócić do Polski, gdzie odkryli pełny zakres zniszczeń Holokaustu. W 1946 ci żydowscy Polacy stanowili większość w obozach „Displaced Persons” utworzonych w Niemczech. Ich historia została włączona do głównych narracji o Holokauście.

W proroczym eseju uzupełniającym „What’s in a Name? How Titles Construct and Convey Knowledge about Migrants”, dr Eliyana Adler przedstawia nam trudności i złożoność, z jakimi borykają się ci z nas, którzy starają się zrozumieć okrężne, powrotne ścieżki polskich żydowskich uchodźców. Przełomowe badania dr Eliyany Adler opierają się na wciąż skromnych i trudno dostępnych źródłach archiwalnych z czasów sowieckich, ale na pierwszy plan wysuwane są wspomnienia ocalałych. Praca Adler stawia nas przed kilkoma pytaniami: jak rozumiemy Holokaust? Co to znaczy być ocalałym? Pozostaje nam zrozumieć i zastanowić się nad paradoksami historii.

********************************************************************
LINKI:

THE CULTURE AND HISTORY OF JEWISH INTERACTIONS IN POLAND
https://www.jewishrenewalinpoland.com/freighted-legacies/

TUTAJ MOŻESZ ZAKUPIĆ KSIĄŻKĘ
https://www.hup.harvard.edu/catalog.php?isbn=9780674988026

FRAGMENT książki SURVIVAL ON THE MARGINS w języku angielskim
https://www.jewishrenewalinpoland.com/wp-content/uploads/2022/03/Adler-Intro.pdf

FRAGMENT książki SURVIVAL ON THE MARGINS w języku polskim
https://www.jewishrenewalinpoland.com/wp-content/uploads/2022/03/Introduction_Adler_POL.pdf

DAROWIZNA:

Wspieraj Beit Polska
Beit Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich
nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066
Bank Pekao S.A.
Tytuł: Darowizna na cele statutowe
PAYPAL
Związek wyznaniowy Beit Polska
paypal.me/BeitPolska

Wajakhel

Obrona naszych wartości wymaga ofiar

Refleksja nad paraszą Wajakhel

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień jest jedną z tych, które omawiają budowę Miszkanu / Przybytku. Na samym początku naszej paraszy Mojżesz informuje Izraelitów o konieczności datków i innego rodzaju wkładu, jaki muszą oni wnieść, aby zbudować Dom, w którym zamieszkuje sam Bóg.

Tak przemówił następnie Mojżesz do całego zgromadzenia Izraelitów: «Oto co nakazał Wiekuisty mówiąc: „Dajcie z dóbr waszych daninę dla Wiekuistego”. Każdy więc, którego skłoni do tego serce, winien złożyć jako daninę dla Wiekuistego złoto, srebro, brąz, purpurę fioletową i czerwoną, karmazyn, bisior oraz sierść kozią, baranie skóry barwione na czerwono i skóry delfinów oraz drzewo akacjowe, oliwę do świecznika, wonności do wyrobu oleju namaszczania i pachnących kadzideł, kamienie onyksowe i inne drogie kamienie dla ozdobienia efodu i pektorału. Każdy uzdolniony z was winien przyjść i wykonać to, co Wiekuisty nakazał, to jest przybytek i jego namiot, przykrycia, kółka, deski, poprzeczki, słupy i podstawy […] Potem całe zgromadzenie Izraelitów odeszło od Mojżesza. Wnet jednak wszyscy, których skłoniło serce i duch ochoczy, przynieśli daninę dla Wiekuistego na budowę Namiotów Spotkania i na wszelką służbę w nim, oraz na święte szaty. Przyszli mężczyźni i kobiety, wszyscy ochoczego serca, przynosząc spinki, kolczyki, pierścienie, naszyjniki i wszelkie przedmioty ze złota; wszyscy złożyli Wiekuistemu dary ze złota dokonując gestu kołysania. (Ex 35:4-11;20-22)

Izraelici przynieśli te cenne materiały i wykonali te prace w imię wiary w fundamentalne, święte zasady, a także w celu budowania swojej narodowej i religijnej tożsamości oraz jedności. Dziś wszystko to znajduje się w głębokim kryzysie, zwłaszcza w świecie zachodnim. My, ludzie Zachodu, jesteśmy narcyzami, jeśli chodzi o nasz styl życia i mamy obsesję na punkcie tego, jaka jest nasza rola pośród innych ludów na Ziemi. Jednym z naszych podstawowych błędów jest przekonanie, że cały świat myśli tak jak my i chce tego, czego my chcemy, czyli gospodarczego dobrobytu i dobrego życia dla każdego obywatela. Rzecz w tym, że w krajach rządzonych przez dyktatorów i oligarchów, jak Rosja, Chiny czy Iran, sprawy się mają inaczej.

W kwietniu 2019 r. niezależne, rosyjskie centrum badań opinii publicznej Levada  opublikowało sondaż, według którego 70 proc. Rosjan uważało, że ​​Stalin odegrał pozytywną rolę w historii Rosji (tylko 19 proc. negatywnie oceniło rolę Stalina, w porównaniu z 32 proc. w 2016 r). Tak wielka popularność poglądu tego rodzaju w rosyjskim społeczeństwie byłaby nie do pomyślenia w latach 90, czy na początku pierwszej dekady XXI wieku. Nostalgia za „dawną wielkością” imperium sowieckiego znacznie wzrosła w ciągu ostatnich dwóch dekad i nie ma tu znaczenia, że ​​PKB całej rosyjskiej gospodarki jest porównywalny np. z jednym stanem Ameryki – z Florydą. Nie ma to znaczenia, ponieważ przywódcy krajów takich jak Rosja, Chiny czy Iran nie dbają tak naprawdę o gospodarkę i dobrobyt swoich obywateli: znajdują się one na samym dole listy ich priorytetów. Ich naczelnym priorytetem jest natomiast „mityczna wielkość” ich krajów, czemu niestety znaczna część tych społeczeństw daje zielone światło (nie zapominając oczywiście o tych, którzy zdecydowanie protestują przeciwko takiej mitomanii). Z tego powodu przypuszczam, że sankcje gospodarcze będą miały niewielki, jeśli w ogóle, wpływ na Rosję i jej „imperialne ambicje”.

Innym problemem, który mamy w naszych zachodnich społeczeństwach, jest to, że nie  potrafimy nawet dojść do porozumienia w kwestii jaka jest nasza główna filozofia społeczna lub jakie są nasze (wspólne) wartości. Nie możemy się też dogadać w kwestii tego, że nasza historia ma głębszy sens i jest warta czci, lub przynajmniej szacunku. Tym, co jest natomiast coraz bardziej powszechne jest wstręt do samych siebie, wytykanie siebie nawzajem palcami i “sygnalizowanie cnoty” – wskazywanie, kto jest mądrzejszy, bardziej sprawiedliwy i bardziej moralny, i nie trzeba już dodawać to zawsze „my” nimi jesteśmy. Wszystko to nic nie znaczy, jeśli nie ma w tej kwestii jednolitych standardów i wspólnych wartości, staje się to kolejną siłą napędową plemienności społecznej i politycznych podziałów. Bez ujednolicenia standardów coraz więcej ludzi zaangażowanych w politykę nie dba o wartości, za którymi kiedyś opowiadali się: zależy im tylko na władzy i w ten sposób coraz bardziej upodabniają się do rosyjskich czy chińskich oligarchów. Kłamliwe frazesy, takie jak „we wszystkim chodzi wyłącznie o władzę” (ang. everything is about power), otwarcie rozpowszechniane w zachodnim dyskursie intelektualnym i politycznym, nie tylko kwestionują wszystkie wartości, w które niegdyś wierzyliśmy, całą naszą moralność, czy nawet zwykłą przyzwoitość. Takie frazesy są nie tylko błędne; są szkodliwe, bo wszystko relatywizują, otwierają drogę do makiawelizmu i zapraszają do gry złych graczy, takich jak Putin.

Ale dość już tej goryczy, zwłaszcza że nasze życie jest “obrzydliwie wygodne” w porównaniu z tym, co przeżywają w tej chwili Ukraińcy, szukając schronienia w kijowskim metrze lub decydując się na życie uchodźcy w Polsce (jak np. ci, którzy znaleźli schronienie na dworcu w moim rodzinnym mieście, Przemyślu.). Czasy i chwile jak te powinny nam uświadamiać czym są owe prawdziwe wartości na których są nasze zachodnie, wolne społeczeństwa ufundowane i że są w życiu rzeczy ważniejsze niż wygoda i codzienne przyjemności; że te podstawowe wartości, takie jak prawda, sprawiedliwość i wolność, właśnie umożliwiają nam owo radosne i wygodne życie. Społeczeństwa, które nie hołubią tych wartości, szybko dryfują w kierunku rzeczywistości znanej nam z biblijnego Egiptu, w której tyrani lub małe grupy oligarchów żyją z pracy zubożałych mas, pracujących od świtu do zmierzchu bez dnia odpoczynku, lub, w innym scenariuszu, masy te w ogóle nie mają pracy oraz innego celu  życia niż przetrwanie, i nikt się tym nie przejmuje. Tego rodzaju rzeczywistość wyziera za każdym razem, gdy kwestionowane są nasze prawdziwe wartości. Majmonides wierzył, że istotą pierwszego przykazania dekalogu jest niezachwiana wiara w Wiekuistego, a w chwili, gdy kwestionujemy Jego boskość, kwestionujemy wszystkie nasze wartości, całą naszą etykę, prawo i porządek społeczny. Absolutyzm, jak wiemy z historii, bywał źródłem wielkich niesprawiedliwości, jednakże są chwile i miejsca, w których bezwzględne przywiązanie do naszych fundamentalnych wartości jest konieczne, dla dobra nas wszystkich. To jednak często wymaga wyrzeczeń oraz poświęceń, i to jest właśnie przesłanie, które Mojżesz przyniósł naszym praojcom.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.