Pęknięcie w społeczeństwie

Pęknięcie w społeczeństwie

Refleksja nad paraszą Korach

MENACHEM MIRSKI

Parasza na ten tydzień opisuje zalążek rewolucji, która poniosła całkowitą klęskę. Korach podżega do buntu, kwestionując przywództwo Mojżesza i przyznanie kapłaństwa Aaronowi. W przedsięwzięciu tym towarzyszą mu nieprzejednani wrogowie Mojżesza, Datan i Abiram. Dołącza do nich 250 członków wspólnoty, którzy ofiarowują święty ketoret (kadzidło), aby udowodnić, iż są godni kapłaństwa. W kulminacyjnym momencie tej historii pęka ziemia i połyka buntowników, a ogień pochłania pretendentów do kapłaństwa. Rozgniewany Bóg posyła też plagę, w wyniku której ginie jeszcze 14700 Izraelitów.

Nie będziemy tutaj debatować, czy owe wydarzenia rzeczywiście miały miejsce i jak to się stało, że ziemia nagle się rozstąpiła etc. Taka debata nie jest celowa, bowiem Biblia to przede wszystkim zbiór historii, które mają na celu przekazanie nam pewnych mądrości. W tym m.in. celu historie te były spisywane – aby przekazać pewne przesłania przyszłym pokoleniom. Mądrość i przesłanie tekstów Biblii kryje się często pod dosłownymi treściami jej opowieści. Nie inaczej jest w tym przypadku. Zaproponuję tutaj następującą interpretację: nie pytajmy jak to fizycznie możliwe, że ziemia nagle pękła. Odpowiedzmy na pytanie dlaczego, według narracji biblijnej, owa ziemia pękła. Odpowiedź brzmi: pęknięcie ziemi było wynikiem pęknięcia w społeczeństwie.

I tutaj postawię tezę, znaną wielu uczonym zajmującym się naukami społecznymi: pęknięcia w społeczeństwach, jeśli ignorowane, ostatecznie zawsze prowadzą do katastrof. Odpowiedzi na pytania co należy robić, by tym pęknięciom zapobiec, jak należy je niwelować i im przeciwdziałać to oczywiście tematy na rozległe rozprawy i opracowania naukowe. W to również nie będziemy się tutaj zagłębiać. Ale ponieważ religie, w tym judaizm, istnieją po to, żeby nas wychowywać i przystosowywać do życia w świecie po udzielanie nam względnie prostych, praktycznych i zrozumiałych dla każdego odpowiedzi, przedstawmy jedną z instrukcji, jaką w tej kwestii udziela nam Talmud Babiloński:

„Mędrcy nauczali w tosefcie: Niech ten, kto widzi duże zbiorowisko Izraelitów, wyrecytuje słowa: błogosławiony Ten, który zna wszystkie sekrety. Dlaczego? Bo widzi wszystkich członków narodu, których umysły różnią się między sobą i których twarze różnią się między sobą, a Ten, który zna wszystkie sekrety, czyli Bóg, wie, co znajduje się w sercu każdego z nich. Gemara relacjonuje: Ben Zoma zobaczył kiedyś duże zbiorowisko [okhlosa] Izraelitów, podczas gdy stał na stopniu na Wzgórzu Świątynnym. Natychmiast wyrecytował: błogosławiony Ten, który zna wszystkie sekrety i błogosławiony Ten, który stworzył to wszystko na mój użytek.

Wyjaśniając ten swój zwyczaj, mówił: Ile wysiłku musiał włożyć Adam, pierwszy człowiek, zanim miał do dyspozycji chleb do jedzenia: orał, siał, żął, wiązał w snopy, młócił, przesiewał, oddzielał ziarno od plew, mielił ziarno na mąkę, przesiewał, wyrabiał i piekł, a dopiero później jadł. A ja, z drugiej strony, budzę się rano i znajduję to wszystko już dla mnie przygotowane. Ludzkie społeczeństwo wprowadziło podział pracy i każda jednostka czerpie korzyści z usług świadczonych przez resztę. Podobnie, ile wysiłku musiał włożyć Adam, pierwszy człowiek, zanim sprawił sobie ubranie? Strzygł, prał, rozczesywał, prządł i tkał, i dopiero potem miał do dyspozycji odzienie. A ja, z drugiej strony, budzę się i widzę, że to wszystko jest już dla mnie przygotowane. Członkowie wszystkich narodów, handlarze i rzemieślnicy, sumiennie przychodzą pod drzwi mojego domu, a ja budzę się i widzę wszystkie te rzeczy przede mną”  (Talmud, Berachot 58b).

Powinniśmy zatem błogosławić społeczeństwa, w których żyjemy, bez względu na ludzkie wady i niedoskonałości, z którymi spotykamy się w nich na co dzień. Stanowimy bowiem jedność, bez której nie potrafilibyśmy żyć, choć na co dzień tego nie zauważamy. Postawa, którą przedstawia nam tutaj Talmud  jest też anty-elitarystyczna. Nie ma w niej miejsca na pogardę tych “na górze” względem tych na dole i to w różnych aspektach: materialnym, społecznym czy intelektualnym. Nie ma więc miejsca na pogardę bogatych wobec biednych, sytuowanych wobec niesytuowanych a także ludzi intelektu wobec ludzi prostych. Wszystkie negatywne relacje społeczne tego rodzaju powinny być wyeliminowane.

Wystarczy rzucić okiem na nasze społeczeństwa by się przekonać, jak daleko są one od tego ideału. Pogarda bogatych wobec biednych jest czymś, co jest na porządku dziennym. Owszem, w „bardziej cywilizowanych” społeczeństwach nie jest ona zwykle wyrażana otwarcie. Co nie znaczy, że jej nie ma. W wielu środowiskach ludzi dobrze sytuowanych po prostu nie rozmawia o „problemach reszty społeczeństwa”. Ludzie, którzy nie odnieśli w życiu „sukcesu” (przez który rozumiemy zwykle wysoki status materialny i co za tym zwykle idzie – społeczny) są „sami sobie winni”. Dramat „ludzi sukcesu” zaczyna się wtedy, gdy ci „sami sobie winni” zaczynają stanowić większość w danym społeczeństwie. Nadmierne rozwarstwienie społeczeństw zawsze, prędzej czy później, prowadzi do katastrofy. Znamy to dobrze z historii. Arogancja arystokracji i innych ludzi „wyższych sfer” wielokrotnie była przyczyną rewolucji, w których ta właśnie arystokracja kończyła marnie. Nagle okazywała się być całkowicie bezbronna wobec „rządnego krwi” tłumu.

Podobnie rzecz się ma z arogancją ludzi intelektu i tzw. wysokiej kultury. Wciąż często, choć bardzo rzadko otwarcie – tego wymaga od nich kultura – pogardzają ludźmi prostymi i nie dostrzegają ich problemów. Owszem, zwykle dlatego, że mają własne. Ale własne problemy nie zwalniają nas z obowiązku bycia wrażliwymi na problemy innych. To właśnie owo „lekceważenie tłumu” jest często przyczyną jego buntu przeciw jego intelektualnym elitom. Konsekwencje takiego buntu są zazwyczaj dramatyczne i to dla ogółu społeczeństwa.

Ale wróćmy do naszej paraszy. Mamy w niej zalążek rewolucji, która całkowicie przegrała, bowiem była rewoltą przeciwko Bogu. Nie twierdzę, że to zachowanie Mojżesza i Aarona spowodowało bunt Koracha i jego stronników, ale gniew mamy tutaj po obu stronach, i po stronie wielokrotnie frustrowanych Izraelitów, i po stronie Wiekuistego. To właśnie nieprzejednanie i brak chęci dialogu z obu stron doprowadziło do katastrofy. Ostatecznie cel, jaki miał Bóg, został oczywiście zrealizowany, ale za cenę życia ponad 15000 Izraelitów, w tym ludzi kompletnie niewinnych, w tym kobiet i dzieci.

Historia zna wiele przypadków, które zaczęły się od rzekomo niegroźnych pęknięć i niesprawiedliwości, a skończyły się dramatem i śmiercią setek, tysięcy a nawet milionów niewinnych ludzi. Przypomnijmy więc raz jeszcze słowa błogosławieństw z traktatu Berachot: „Błogosławiony Ten, który zna wszystkie sekrety i błogosławiony Ten, który stworzył to wszystko na mój użytek”.

Miejmy je w pamięci i wypowiadajmy je zawsze, gdy zobaczymy tłum nastawionych pokojowo do świata – i do innych – ludzi. Także, a nawet przede wszystkim, jeśli (pokojowo) wobec czegoś protestują.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Szpiegujące oko i wędrujące serce

Szpiegujące oko i wędrujące serce

Refleksja nad paraszą Szelach

Menachem Mirski

Rozum, uczucia, zmysły… te pojęcia odnoszące się do zjawisk intelektualnych i duchowych od starożytności nurtowały filozofów, myślicieli, pisarzy. Czym powinniśmy się kierować, za czym powinniśmy iść? Czy istnieją jakieś ogóle reguły w tej kwestii czy wszystko zależy wyłącznie od sytuacji?

Opinie na ten temat były zawsze podzielone. Porcja Tory na ten tydzień również podnosi to zagadnienie:

To będzie wasz cicit po to, abyście, gdy na niego spojrzycie, przypomnieli sobie wszystkie przykazania Wiekuistego, i abyście je wypełniali, a nie podążali za swoimi sercami i swoimi oczami, którym dajecie się zwodzić. (Liczb 15:39)

To są słowa trzeciego akapitu naszej codziennej Szemy: we’lo-taturu acharei lewawchem we’acharei ejneichem aszer atem zonim achareihem. Hebrajski czasownik taturu użyty tutaj do wyrażenia „abyście nie podążali” jest tym samym, co czasownik latur użyty do opisania zwiadu/badania, na które zostali wysłani szpiedzy do Erec Israel na samym początku naszej parszy (Liczb 13:2, 13:16) Jak wyjaśnia Raszi, przywołując inne źródła:

Serce i oczy są „szpiegami” ciała — działają jako jego agenci by grzeszyć: oko widzi, serce pożąda, a ciało grzeszy (Midrasz Tanchuma, Szelach 15; cf. Talmud Jeruszalmi Berachot 1:8).

Tak więc nasze serca i zmysły prowokują nas do grzechu. Tego rodzaju twierdzenia można znaleźć w wielu tradycjach religijnych. Ale co tak naprawdę oznacza owo „nie podążanie za naszymi sercami i oczami”? Jak możemy to zdefiniować? Kiedy nasze uczucia/wrażenia zmysłowe są koszerne, a kiedy nie?

Sam werset podsuwa nam pewną wskazówkę: powinieneś mieć citcit (frędzle) i patrzeć na nie (przypominają ci one o przykazaniach), aby nie podążać za swoim sercem lub oczami (lub innymi zmysłami). Ale czy powinniśmy skupić się wyłącznie na przykazaniach i całkowicie odrzucić uczucia oraz świadectwo zmysłów? Tego uczyły niektóre tradycje filozoficzne, ale Tora nigdy by czegoś takiego nie zasugerowała. Wręcz przeciwnie, to właśnie rozkoszowanie się pięknem i cudem wszechświata może przybliżyć nas do Boga, do Jego miłości i Jego bojaźni. Oto, co zauważa rabin Bahia Ibn Pakuda w swoich Obowiązkach serca:

Czy mamy obowiązek kontemplować wszystkie stworzone rzeczy, czy nie? Zarówno Rozum, jak i Tradycja (w piśmie oraz ustna) obligują nas do kontemplacji stworzenia i poznawania z niego mądrości Stwórcy…
Jeśli chodzi o tradycję w piśmie, Biblia stwierdza: “Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te [gwiazdy]” (Iz 40:26) oraz “Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz? (Psalm 8:4-5)

W ten sposób miłując Stworzenie, docieramy do Stwórcy. W literaturze rabinicznej można znaleźć jeszcze silniejsze wyrazy uwielbienia wobec otaczającej nas rzeczywistości:

Człowiek powinien być pociągnięty do odpowiedzialności za cokolwiek, co jego oczy widziały, a w czym nie wziął udziału (Talmud Jeruszalmi, Kiduszin 4:12). Raw Jehuda głosił, że każdy, kto zobaczy drzewa w pełnym rozkwicie w miesiącu Nissan powinien wypowiedzieć błogosławieństwo: „Błogosławiony Ten, który nie pozostawił swojego świata w braku czegokolwiek i stworzył piękne stworzenia oraz piękne drzewa dla radości wszystkich ludzi” (Talmud Bawli, Berachot 43b)

Rabini wprowadzili także liczne błogosławieństwa, z pomocą których winniśmy błogosławić Boga za stworzenie całej różnorodności zjawisk przyrody: morza, słońca, grzmotów, tęczy, niezwykłej napotkanej przez nas istoty, a nawet czegoś tak abstrakcyjnego jak samo piękno:

Baruch atah adonai eloheinu melech ha’olam shekahcha lo baolamo.
Błogosławiony jesteś, Boże nasz, Królu Wszechświata, że tak [pięknie] jest w Twoim wszechświecie!

Oczywiście mamy też liczne błogosławieństwa, których używamy codziennie błogosławiąc Stwórcę za różnego rodzaju potrawy, które dzięki Niemu spożywamy. Jak zatem mamy rozumieć przykazanie, które mówi nam, abyśmy nie kierowali się naszym sercem i zmysłami?

Uważam, że właściwe, współczesne rozumienie tego przykazania powinno wyglądać następująco: Musimy zawsze być w stanie dostrzec związek między zjawiskami, których doświadczamy a Stwórcą. Tak długo, jak widzimy ten związek, sami jesteśmy w bliskiej relacji ze Stwórcą, i jesteśmy Mu wdzięczni za wszystko, co nas spotyka, możemy robić w świecie całkiem sporo, bez ryzyka, że zostaniemy zwiedzeni przez nasze uczucia lub zmysły. To na poziomie duchowym. Natomiast na poziomie praktycznym oznacza to nigdy nie spuszczać z oka z cicit – z przykazań. Innymi słowy, oznacza to postrzegać całą rzeczywistość w kontekście Boskiego prawa (lub przynajmniej być w stanie ją tak postrzegać).

Jakie są dalsze, praktyczne konsekwencje tego, co właśnie tutaj zasugerowałem? Uważam, że nigdy nie powinniśmy opierać naszych (etycznych) osądów wyłącznie na tym, co mówi nam nasze serce – wyłącznie na empatii, wyłącznie na współczuciu, bowiem takie osądy nigdy nie będą sprawiedliwe. Współczucie, empatia powinny być składnikiem naszych sądów moralnych, ale tylko w szerszym kontekście, w kontekście Boskiego prawa, które odróżnia dobro od złego, słuszne od tego co niesłuszne. Tylko wtedy, gdy potrafimy umiejscowić człowieka lub działanie, które osądzamy, w tym kontekście, powinniśmy pozwolić naszym sercom przemówić. Innymi słowy – musimy wiedzieć kim jest moralnie dana osoba lub znać dokładne szczegóły działań, o których mówimy. Podobnie też nigdy nie powinniśmy opierać naszych osądów wyłącznie na tym, co widzieliśmy lub czego doświadczyliśmy. To wszystko jest zawsze ograniczone. Zawsze jest o wiele więcej tego, czego nie widzieliśmy ani nie doświadczyliśmy. Tak więc tutaj znów powinniśmy stale patrzeć na nasze cicit – Boskie przykazania – i oceniać rzeczywistość w tych ramach. Boskie prawo, duch i mądrość pomagają nam nieustannie pokonywać nasze ludzkie ograniczenia: subiektywność naszych uczuć, percepcji i poglądów. Powiększają one także naszą wspaniałą, niemniej jednak wciąż ograniczoną, wyobraźnię.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Dzielić się iskrami Boskiej mądrości

Dzielić się iskrami Boskiej mądrości

Refleksja nad paraszą Beha’alotecha

Menachem Mirski

Patrząc wokół, na życie naszych społeczeństw, często zastanawiamy się dlaczego takie lub inne problemy i niesprawiedliwości mają miejsce. Potem znajdujemy odpowiedzi, tu i tam, w mediach, literaturze naukowej czy też w opiniach innych ludzi. Odpowiedzi te są w różnym stopniu prawdziwe; są wśród nich głębokie i skomplikowane analizy, zwykle przedstawiane przez specjalistów od nauk społecznych, filozofów, są też wśród nich odpowiedzi proste i powierzchowne – te zazwyczaj są prezentowane przez polityków. Kryterium ich prawdziwości jest jednak zasadniczo jedno: czy są one praktycznie skuteczne, a więc czy pomagają usunąć problemy o których mówią, czy nie.

W porcji Tory na ten tydzień spotykamy się z tego rodzaju społecznym problemem: mamy historię o Izraelitach narzekających na fakt, iż brakuje im mięsa do jedzenia. (Liczb 11:4-15) Te narzekania sprowadzają na Izraelitów Boski gniew, który zostaje jednak powstrzymany (tymczasowo) przez Mojżesza. Ale zatrzymajmy się tutaj i przeanalizujmy tę część owej historii bardziej dogłębnie. Midrasz Sifre wyjaśnia, że pożądanie mięsa mogło być przyczyną gniewu Boga, jednak nie z powodu tego, że Izraelitom rzeczywiście brakowało mięsa, ale z tego raczej powodu, że nie brakowało im go raczej podczas wędrówki po pustyni. Tora mówi nam, że opuścili oni Egipt z wielkimi stadami owiec i stadami bydła:

Także wielkie mnóstwo cudzoziemców wyruszyło z nimi, nadto owce i woły, i olbrzymi dobytek. (Exodus 12:38).

Nie skonsumowali też wszystkich swoich “mięsnych zasobów” na pustyni, bowiem gdy wkraczają do Erec Israel, Tora informuje nas, że:

Rubenici i Gadyci posiadali liczne i bardzo duże stada. Gdy ujrzeli krainę Jezer i Gilead, uznali, że ta okolica nadaje się bardzo do hodowli bydła.
(Liczb 32:1)

A zatem to nie całkowity brak mięsa sprawił, że Izraelici narzekali. Jest jednak możliwe, że owe dwa plemiona – Rubenici i Gadyci – miały więcej, a nawet znacznie więcej zwierząt gospodarskich niż 10 pozostałych plemion. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że tylko niektórym Izraelitom brakowało mięsa, i tylko niektórzy narzekali. W naszej paraszy są jeszcze dwie inne wskazówki dotyczące tej sprawy. Po pierwsze, Mojżesz, rozmawiając z Bogiem, potwierdza, że rzeczywiście mieli trzody:

Gdyby się zabiło dla nich wszystkie owce i woły, czyżby to wystarczyło? Albo gdyby się wszystkie ryby morskie złowiło, czyż będzie im dosyć? (Liczb 11:22)

Ale jednocześnie sposób, w jaki Mojżesz o tym mówi, sugeruje, że mamy tu do czynienia z jakimś żarłocznym pragnieniem i nienasyceniem, co jest całkowicie zgodne z tym, co znajdujemy w wersecie 11:4:

Tłum pospolitego ludu, który był wśród nich, ogarnęła żądza. Izraelici również zaczęli płakać, mówiąc: «Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? (Liczb 11:4).

W rzeczywistości mamy tu więc do czynienia z sytuacją, w której grupa ludzi określana hebrajskim ha’aspesuf, co można przetłumaczyć jako pospólstwo, gawiedź czy po prostu motłoch jest sfrustrowana i wyraża żarłoczne pragnienia: hebrajskie hit’avu ta’ava można przetłumaczyć pragnęli z pasją lub bardziej pragnęli z żądzą. Dlaczego tak namiętnie pragnęli tego mięsa? Ponieważ byli głodni? Niekoniecznie. Możliwe, że przyczyną narzekań i zrzędzenia był fakt, że inni jedli mięso, a oni nie. Taką interpretację potwierdzałyby słowa Rambana, który mówi, że bogaci przez cały czas jedli mięso na pustyni. Niektórzy ludzie mają skłonność do postrzegania Izraelitów wędrujących przez pustynię jako pewnego rodzaju „równie pokrzywdzonej” grupy ludzi, którzy właśnie opuścili kraj, w którym wszyscy byli „jednakowo uciskani”. W rzeczywistości nie ma ani tekstowych, ani zdroworozsądkowych dowodów na to, że taki pogląd jest poprawny. Wydaje się, że nawet w Egipcie istniały różnice między Izraelitami, zarówno w kwestii zamożności, jak i statusu społecznego – skoro istniały one nawet w Auschwitz, to dlaczego nie miałyby istnieć w Egipcie, w którym, mimo niewoli i fatalnych warunków życia, nasi przodkowie mogli przetrwać, mieć rodziny i być w stanie zaspokoić ich potrzeby. Wszyscy opuścili Egipt z tym, co mieli, niektórzy mieli więcej, a niektórzy mniej. Potem, podczas obozowania na pustyni, niektórzy byli oszczędni i zaradni, inni zaś leniwi i rozrzutni – czyli po prostu, jak zwyczajni ludzie.

Zatem wydaje się, że Boski gniew, który był skutkiem ich skarg, nie był irytacją jakiego Bóstwa, które nie radzi sobie ze swoją skłonnością do gniewu i znajduje przyjemność w torturowaniu biednych, pokrzywdzonych ludzi. Wydaje się, że ów Boski gniew był powszechnym, duchowym niepokojem, który wynikał z bardziej złożonych zjawisk społecznych: frustracji, obżarstwa, chciwości, braku duchowej dyscypliny i być może jakichś ogólnych, niesprawiedliwych podziałów społecznych między plemionami izraelskimi.

Bieda nie jest niczym dobrym, ale ubóstwo samo w sobie nie powoduje społecznych niepokojów, nienawiść i przemoc. Na świecie jest wiele biednych, znajdujących się w niekorzystnej sytuacji społeczeństw, w których wskaźnik przestępczości nie jest wyższy niż w naszych zamożnych społeczeństwach zachodnich. To tzw. względne ubóstwo jest przyczyną tego wszystkiego; jest to sytuacja, w której niektórym ludziom brakuje perspektyw rozwoju, uzyskania lepszego statusu społecznego, podczas gdy jednocześnie widzą oni, jak inni dobrze sobie radzą i nieustannie pną się w górę w hierarchii społecznej. Dzieje się to na mniejszą lub większą skalę w każdym społeczeństwie ludzkim. Ale powody, dla których tak się dzieje, nie są wyłącznie „systemowe”; nie wynikają jedynie ze tego w jaki sposób zorganizowane jest społeczeństwo. Istnieje wiele innych, równie ważnych powodów niepokojów, niesprawiedliwości i wzajemnej wrogości: edukacyjne, kulturowe i duchowe. Naprawdę ważne jest, czego uczy się ludzi w naszych społeczeństwach: czy uczy się ich oszczędności i (duchowej) dyscypliny, czy może roszczeniowość, marnotrawstwo i bałagan są nie tylko tolerowane, lecz wręcz nagradzane. Naprawdę ma znaczenie, czy naprawdę uczymy solidarności społecznej i wrażliwości na potrzeby innych, czy też są to tylko fałszywe gesty klasy wyższej, czynione wyłącznie dla poczucia się moralne lepszym oraz po to, by uspokoić „motłoch”.

Dlatego biorąc pod uwagę złożoność problemu, dążenie do sprawiedliwości w naszych społeczeństwach nie ma końca. Wszyscy powinniśmy się w to aktywnie zaangażować. Bóg w swojej odpowiedzi na wstawiennictwo Mojżesza za Izraelitami wybiera siedemdziesięciu starszych, których obdarza swoim Boskim duchem, obecnością, szechiną. Wszystko to miało na celu uzdrowienie społeczności izraelskiej i nauczenie ich samokontroli, roztropności i napełnienie ich duchową siłą, radością i nadzieją. Wszystkie te rzeczy mają ogromne znaczenie i nie można ich wprowadzać ani zmieniać „systemowo”. Praca nad tym jest duchowym obowiązkiem każdego człowieka: każdy z nas powinien dzielić się iskrą Boskiej mądrości, którą uzyskał. Praca na rzecz sprawiedliwości i pokoju w dużej mierze spoczywa na nas, zwykłych ludziach: musimy uczyć się nawzajem i uczyć się od siebie tak dużo, jak tylko jesteśmy w stanie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

O “moralnej wyższości”

O “moralnej wyższości”

Refleksja nad paraszą Naso

Menachem Mirski

Po co ludziom religia i do czego ona służy? W tradycyjnym, moralnym wymiarze tego zagadnienia celem religii jest dostarczenie indywiduom fundamentalnego rozróżnienia pomiędzy tym co dobre i złe, ucząc przy tym tego co jest słuszne i niesłuszne. Innym, społecznym celem religii jest spajanie życia społecznego, czemu służą m.in. religijne rytuały oraz zaprowadzenie pokoju między ludźmi. Z perspektywy egzystencjalnej natomiast, religia ma spajać ludzką wizję świata, jako zintegrowanego i mającego sens, co jest rzeczą niezbędną w procesie odkrywania sensu w życiu / nadawania mu sensu.

Porcja Tory na ten tydzień zawiera przepisy religijnego prawa odnoszące się do wszystkich wyżej wymienionych aspektów ludzkiego życia. Szczególnie interesującymi są prawa dotyczące starożytnej praktyki ‘duchowego oczyszczenia’ zwanej nazireatem. Zwięźle rzecz ujmując, człowiek, który ślubował nazireat, podlega trzem ograniczeniom: (1) musi powstrzymać się od wina, (2) nie może obcinać swoich włosów, (3) nie może stać się rytualnie nieczysty (hebr. tame) poprzez kontakt ze zwłokami. Prawa nazireatu, a także sama idea były oczywiście przedmiotem obszernej rabinicznej dyskusji. Na potrzeby niniejszej d’var Tora najlepiej podsumować tę debatę cytując następujący fragment z Talmudu:

Powiedział Szmuel: Każdy, kto oddaje się postowi, nazywany jest grzesznikiem: jest to zgodne z poglądem rabina Eliezera Hakapara Berebiego który nauczał: Jakie jest znaczenie tego wersetu: „I oczyści go (kapłan) od tego czym zgrzeszył przez duszę /zmarłego [ha’nefesz] ”(Lb 6:11). Przez jaką duszą zgrzeszył ten nazirejczyk? Nazirejczyk ten zgrzeszył raczej przez udrękę, którą sobie wyrządził, powstrzymując się od picia wina. […] A jeśli ten nazirejczyk, który udręczał się powstrzymując się tylko od wina, nazywany jest grzesznikiem, to ileż bardziej odnosi się to do osoby, która odmawia sobie korzystania z innych przyjemności życia?!

Rabin Elazar natomiast mówi: Ten, który pości nazywany jest świętym, jest bowiem napisane: „uświęconym być winien, splatając rozpuszczone włosy głowy  swojej” (Lb 6: 5). Tak więc jeśli nazirejczyk, który udręczał się powstrzymywaniem się od tylko jednej sprawy – wina – jest mimo wszystko nazywany świętym, o ileż bardziej odnosi się to do człowieka, który odmawia sobie innych przyjemności? (Ta’anit 11a)

Mamy tutaj dwa przeciwstawne poglądy w kwestii odmawiania sobie przyjemności życia, tudzież form ascezy czy umartwiania się: Jeden pogląd głosi, iż wyrzekanie się przyjemności życia jest grzechem, bowiem stanowi sprzeciw wobec woli Boga, który powołał nas do życia i czerpania z niego przyjemności. Im dalej idziemy tą drogą, tym dla nas gorzej, bowiem tym bardziej negujemy cel i esencję naszego istnienia. Przeciwny pogląd natomiast patrzy podejrzliwie na owe ‘przyjemności życia’ (cytując Majmonidesa: … bo [wino] zabiło wielu i zabiło potężnych) i widzi ich ograniczaniu drogę do świętości. Im dalej idziemy tą drogą, tym lepiej dla nas, bowiem prowadzi to nas do świętości.

Oba poglądy są ugruntowane biblijnie, choć Tora w swej mądrości nie wyraża explicite żadnego z nich. Jest tak, bowiem sytuacja jest zbyt złożona i zasadniczo zależna od okoliczności. Wiele wskazuje na to, że nazireat, jak i inne formy samo-deprecjonowania się były postrzegane jako słuszne jeśli przyświecał im określony cel, którym było odzyskanie kontroli nad swoimi impulsami i pragnieniami. W tym kontekście jest zrozumiałym dlaczego osoba ślubująca nazireat jednocześnie zyskuje status podobny do statusu kohena i postrzegana jest zarazem jako grzesznik, który musi złożyć ofiary za swoje przewinienia. Celem więc nazireatu było uszlachetnienie i duchowe wzmocnienie jednostki ludzkiej, a owe praktyki wyrzekania się przyjemności temu celowi służyły i nie były uznawane za cele same w sobie.

Postrzeganie owych praktyk jako stanowiących cel sam w sobie byłoby czymś niewłaściwym i stąd rabiniczna opozycja w tej kwestii. Wydaje się też, że w owej opozycji nasi Mędrcy chcieli nas uchronić przed jeszcze jedną rzeczą: wyniosłością, zarozumiałością, zadufaniem w sobie i poczuciem wyższości czy “lepszości”, które niekiedy z tego wypływają. W każdej epoce, środowisku i po obu stronach politycznego spektrum znajdziemy osoby, które, często nie do końca radząc sobie z własnym życiem, uczyniły sobie cnotę ze stawiania sobie ograniczeń. To często sprawia, że chcą stawiać owe ograniczenia także innym, bowiem w swojej uproszczonej wizji świata postrzegają siebie jako “moralnie lepszych” i nie dostrzegają, że inni mogą tych ograniczeń zwyczajnie nie potrzebować. Ten fakt ich irytuje,  potęguje tylko ich zarozumiałość i poczucie misji wśród tych, których postrzegają jako “nieoświeconych” czy “niższych kulturowo” (choć oczywiście sami, otwarcie, nigdy by nie przyznali, że tak innych postrzegają). Ten mechanizm moralnego samo wywyższania nikomu nie służy, zwłaszcza gdy owi “moralnie lepsi” stracili kontakt z doświadczeniem zwykłych ludzi, i w ogóle rzeczywistością jako taką, poprzez nadmiernie stawianie sobie “uszlachetniających ludzkość ograniczeń”.

Świat spoczywa na trzech zasadach: sprawiedliwości (din), prawdzie (emet) i pokoju (szalom) (Pirke Awot 1:18). Moralne samo wywyższanie się nie służy sprawiedliwości, bo zadufani w sobie ludzie widzą rzeczywistość w sposób bardzo zsubiektywizowany, niemal wyłącznie przez pryzmat własnych doświadczeń i ideologii, i nie są zdolni właściwego osądu pełnej niuansów rzeczywistości. Samo-wywyższanie się nie służy też prawdzie, bowiem unicestwia możliwość realnego dialogu i zamyka publiczną debatę, tak bardzo potrzebną w naszych czasach. Tym samym nie służy też pokojowi, bo czyniąc to wszystko, dzieli wyłącznie ludzi na “tych i owych”, zamiast ludzi jednoczyć. Nie bądźmy więc jak oni.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Bemidbar

Wykonać Boską pracę zanim On ją wykona

Refleksja nad paraszą Bemidbar

Menachem Mirski

Życie stawia nas czasem w trudnych i skomplikowanych sytuacjach, w których mówimy do siebie “jakoś to będzie”, po czym okazuje się, że rzeczywistością staje się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Czasem jest też tak, że jesteśmy w tych trudnych przepełnieni optymizmem, przez co dostrzegamy tylko to, co pozytywne i wręcz nie dopuszczamy do siebie myśli, że może wydarzyć się inaczej. Nasze rozczarowanie jest wtedy dużo większe. Wówczas, po fakcie, rozliczamy samych siebie i czasem stwierdzamy, że nie zrobiliśmy wszystkiego by owej sytuacji zapobiec, że mogliśmy być bardziej przewidujący i zrobić więcej.

Nasza porcja Tory na ten tydzień rozpoczyna się od słów, które wydają się nie mieć nic wspólnego z tym, co napisałem powyżej:

Dnia pierwszego drugiego miesiąca, w drugim roku po wyjściu z Egiptu, tymi słowami przemówił Pan do Mojżesza na pustyni Synaj w Namiocie Spotkania: Dokonajcie obliczenia całego zgromadzenia Izraelitów według szczepów i rodów, licząc według głów imiona wszystkich mężczyzn. Ty i Aaron dokonajcie spisu wszystkich Izraelitów zdolnych do walki od lat dwudziestu wzwyż, według ich zastępów. Z każdego pokolenia winien wam towarzyszyć mąż, głowa rodu. (Liczb 1:1-4)

Bóg nakazuje Mojżeszowi policzyć plemiona Izraelskie w celu określenia ilości mężczyzn zdolnych do sformowania wojska i wyruszenia w bitwy, aby podbić Erec Israel. Możemy zapytać: dlaczego (wszechwiedzący) Bóg potrzebuje tej liczby, czyżby jej nie znał? Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: On tej liczby nie potrzebuje. Potrzebuje jej Mojżesz, inni liderzy Izraela i lud Izraela jako taki, żeby zaplanować i dokonać owego podboju. Potrzebują tego, bowiem od momentu wyjścia z Egiptu boska protekcja i interwencja ulega stopniowemu zmniejszeniu. Jedynie pierwszą bitwę, z Egipcjanami, Bóg sam stoczył dla Izraela, własnymi rękami, zatapiając egipskie wojska w morzu.  Następna bitwa, stoczona z Amalekitami zaraz po wyjściu z Egiptu (Wj 17:8-16) stoczona była już przez Izraelitów, Bóg jedynie pomógł im ją wygrać. W takiej też postaci – relacji partnerstwa, nie zaś kompletnej zależności od Boga – zostaje utrwalona relacja ludu wybranego z Wiekuistym.

Jak ujął to, idąc za mędrcami, Nachmanides nigdy nie powinniśmy zakładać, że wydarzą się cuda; musimy zawsze poczynić wszelkie niezbędne przygotowania, aby realnie móc się zmierzyć z wrogiem. Podobnie w naszym indywidualnym życiu, w naszych zmaganiach z rzucanymi nam wyzwaniami: musimy być stale zdolni oszacować co jest od nas zależne, co jest w naszej mocy i co, w konsekwencji, należy do naszych obowiązków, czym nie powinniśmy obarczać Wiekuistego, ani też innych ludzi. Wtedy powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby stawić czoła złu lub niebezpieczeństwu. Z powodu naszej wyjątkowej relacji z Wiekuistym, cuda się (prawdopodobnie) wydarzą (co mieliśmy okazję zaobserwować w naszej nawet nieodległej historii). Jeśli się one wydarzą, będzie to dla nas dodatkowy dar, który będzie nagrodą za naszą mądrość i gotowość do działania, dar który przyniesie nam ulgę, przywróci szczęście oraz pokój między ludźmi.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Behar-Bechukotai

Pamięć, więź i błogosławieństwo

Refleksja nad paraszą Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia. Im bliższa ta osoba dla nas była, tym bliższa jest jej “duchowa obecność” w naszym życiu po jej odejściu – tym bardziej jest nasza świadomość zaabsorbowana tą osobą i pamięcią o niej. Ten stan umysłu skłania nas do rozmaitych refleksji: do analizy obiektywnych przyczyn tego, co spowodowało odejście owej osoby; do analizy własnych działań, potencjalnych zaniedbań z naszej strony, które mogły mieć wpływ na bieg rzeczy – czyli do rachunku sumienia. Tematem naszych refleksji jest też oczywiście  owa osoba: jej życiowe decyzje, jej działania, jej błędy i jej dokonania oraz nasza ocena tego wszystkiego i naszej w tym wszystkim roli.

Porcja Tory na ten tydzień podejmuje ten temat z pewnej, konkretnej perspektywy – z perspektywy zbiorowej, międzypokoleniowej odpowiedzialności ludzi za rzeczywistość, którą dziedziczą przyszłe pokolenia:

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.A ci, którzy pozostaną z was, zgniją z powodu swego przestępstwa w ziemiach nieprzyjacielskich, z powodu przestępstw swoich przodków zgniją, tak jak i oni. Wtedy uznają przestępstwo swoje i przestępstwo swoich przodków, to jest zdradę, którą popełnili względem Mnie, i to, że Mnie postępowali na przekór, wskutek czego Ja postępowałem na przekór im i zaprowadziłem ich do kraju nieprzyjacielskiego, ażeby upokorzyło się ich nieobrzezane serce i ażeby zapłacili za swoje przestępstwo. (Leviticus 26:39-41)

Język Tory w tym miejscu jest dosyć srogi. Jest tak ponieważ Tora mówi tu o przepowiedzianej, dramatycznej sytuacji Izraela, który w wyniku nieposłuszeństwa wobec Boskiego Prawa został doświadczony różnego rodzaju nieszczęściami: plagami, chorobami, wojnami, a ostatecznie wygnaniem z Ziemi Obiecanej.  Jest jednakże bardziej abstrakcyjna idea, która, jak sądzę, kryje się za tymi słowami: jesteśmy spadkobiercami naszych przodków w każdym wymiarze. Nie tylko naszych bezpośrednich przodków, także przodków naszej ludzkiej społeczności w wymiarze narodowym. Nasza startowa pozycja w życW naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.iu jest określona przez pozycję życiową pozycję naszych rodziców w momencie, w którym przyszliśmy na świat. Ta ich pozycja była zdeterminowana mnogość decyzji, które podjęli oni na przestrzeni lat, lecz także była zdeterminowana przez rzeczywistość społeczną, w której przyszło im żyć (ta określona była przez decyzje i losy całej społeczności, narodu itd.) a także przez pozycję życiową ich rodziców w momencie, gdy oni przyszli na świat, i tak dalej.

Żyjemy więc w świecie, który stanowi pokłosie decyzji i działań naszych rodziców, dziadków, pradziadków itd. Granice tego, co możemy uczynić tu i teraz z sobą i własnym życiem są więc wyznaczone nie tylko przez wolności innych ludzi, którzy żyją w naszym społeczeństwie, ale i przez decyzje i działania naszych przodków, bo to oni zdecydowali o kształcie świata, w którym przyszło nam żyć. To jest nasza wolność w wymiarze społecznym oraz praktycznym – jest ona ograniczona przez szereg niezależnych od nas, ludzkich czynników. Niemniej, pojmiemy naszą wolność w sposób metafizyczny – tzn. oderwiemy pojęcie ludzkiej wolności od aktualnej diagnozy tego, co leży w granicach naszych praktycznych możliwości (która zawsze zawiera elementy arbitralne czy wręcz ewidentnie fałszywe), wówczas wiele spośród tych praktycznych czy społecznych ograniczeń przestaje istnieć. Jedynymi czynnikami, które wówczas będą ograniczać naszą wolność będą nasza czaso/przestrzenna skończona natura oraz nasza wyobraźnia. Wówczas otwierają się przed nami rozmaite perspektywy gruntownej przemiany lub odnowienia naszego życia / przywrócenia naszej relacji z Wiekuistym:

Wtedy przypomnę sobie moje przymierze z Jakubem, przymierze z Izaakiem i przymierze z Abrahamem. Przypomnę sobie o tym i przypomnę o kraju. (Kpł 26:42)

Bóg odnawia swoje z nami przymierze przez wzgląd na spraLeviticus 26:39-41szą zostać spełnione zasadnicze dwa warunki: po pierwsze, musimy być zdolni do oderwania naszego umysłu od tego co jest tu i teraz, i do poddania w wątpliwość naszych diagnoz tego, co leży w granicach możliwości. Po drugie: musimy dokonać gruntownego rachunku zasług i przewinień naszych przodków i nas samych. Pamięć o tym wszystkim musi być trwała – musi z nami na zawsze pozostać. Im głębiej w nas to wszystko utkwi, tym lepiej dla nas. Im bliżsi duchowo są nam nasi przodkowie, tym lepiej dla nas. W naszej religii chodzi w zasadzie o nich przede wszystkim: o przybliżenie ich do nas, o stałe utrwalanie silnej, międzypokoleniowej więzi. Gdy owa głęboka więź istnieje, wówczas wszystko, co było udziałem naszych przodków – zarówno dobre i złe – będzie dla nas błogosławieństwem.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Parsza Tory Emor

Parsza Tory “Emor”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji “Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Kedoszim tihju – Świętymi bądźcie!

Świętymi bądźcie!

Refleksja nad paraszą Acharei Mot-Kedoshim

Menachem Mirski

Kedoszim tihju – Świętymi bądźcie! (Kapłańska 19:2) – tak zaczyna się parasza Kedoszim, druga z dwóch porcji Tory przeznaczonych na ten tydzień. Co to znaczy być świętym w judaizmie? Znaczy to: ve’jareta me’Elochecha – obawiać się Boga (Kapłańska 19:14). Bojaźń Boża w judaizmie nie jest czymś irracjonalnym. Bać się Boga to znaczy mieć wrażliwe, skrupulatne serce i być rozważnym w swoich działaniach, aby czynić tylko dobro i nie robić innym tego, czego nie chcielibyśmy aby zrobiono nam (Hillel, Talmud Shabbat 31a), czy to świadomie, czy nieświadomie. Oznacza to podejmowanie działań lub powstrzymywanie się od działań, które są poza jurysdykcją ziemskiego sądu, mianowicie takich, w których nie można np. powołać świadków i gdzie jedynym sędzią jest nasze sumienie / Bóg. Oznacza to również działanie ponad literę prawa żydowskiego (oczywiście bez zastępowania go innym prawem lub lekceważenia go), ponieważ halacha jest obliczona na zdolności przeciętnego człowieka. Być świętym znaczy zatem wznosić się etycznie ponad to, czego się od nas wymaga.

Ale później, w wersecie 14 Księgi Kapłańskiej 19, napotkamy pewne szczególne prawo dotyczące osób niewidomych:

Nie złorzecz głuchemu, a przed ślepym nie kładź zawady; ale obawiaj się Boga twojego: Jam Wiekuisty (Kapłańska 19:14, tłum. I. Cylkow)

Przed ślepym nie kładź zawadyprawo to, w dosłownym znaczeniu, stało się jednym z 613 przykazań skodyfikowanych w naszej tradycji. Rabini jednakże byli nieco zakłopotani jego oczywistością i faktem, że jest to w rzeczywistości dość niski wymóg etyczny w kontekście bycia świętym! Dlatego uznali, że to prawo musi mieć dodatkowe, głębsze znaczenie. Owo głębsze znaczenie znaleźli stosując metaforyczne rozumienie hebrajskiego słowa iver – ślepy: ślepym jest człowiek nie wiedzący, nieświadomy, nieobeznany lub nie zdający sobie z czegoś sprawy tylko w określonej sytuacji. Jeśli pojmujemy to przykazanie w ów głębszy sposób, nabiera ono zdecydowanie bardziej wysublimowanego charakteru i dotyczyć będzie wielu różnorakich sytuacji, jak na przykład te wymienione w midraszu Sifra:

Jeśli cię (ktoś) zapyta: czy córka tego i owego może poślubić kohena, nie odpowiadaj mu: Tak, może, kiedy tak naprawdę nie może [np. jest rozwódką]. Jeśli (ktoś) przyjdzie do ciebie poradzić się, nie udzielaj mu złej rady. Nie mów mu: Możesz wyjść wcześnie, [czyli wtedy] gdy złodzieje ludzi napadają; Możesz wyjść [na dwór] w południe, by dostał udaru słonecznego. Nie mów mu: sprzedaj swoje pole i kup sobie osła, po to, by podstępem odebrać mu go.

Przykładów innych, konkretnych działań nie muszę tu chyba podawać – każdy z nas może je znaleźć w swoim życiu, w tym czego doświadczył, co widział, słyszał lub o czym czytał. Ze swojej strony dodałbym, że prawo to w mojej opinii będzie zabraniać także umyślnego prowokowania kogoś w celach sprzecznych z interesami tej osoby oraz tego, co jest we współczesnym świecie bardzo powszechne – manipulacji. Ludzie robią to stale, szczególnie nasi politycy i inne osoby udzielające się w sprawach publicznych, np. dziennikarze.

Nie bierzmy z nich wzorców i nie bądźmy jak oni. Bądźmy uważni, roztropni, świadomi i odpowiedzialni za innych, zwłaszcza tych, którzy wiedzą miej, dostrzegają mniej i mają mniej doświadczenia aniżeli my. Oczywiście, żaden ziemski sąd nas nie oskarży o zaniedbania w tej kwestii, naszym celem jest jednak to, o czym wspomniałem na wstępie: być świętymi, a to oznacza wykraczać w naszych działaniach ponad literę ziemskich sądów.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

Szirat ha-Jam – Pesach

Szirat ha-Jam

Pesach Pieśń morza

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji “Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Krew i postęp

Krew i postęp

Refleksja nad paraszą Caw

Menachem Mirski

Na świecie żyje w tym momencie 7.9 miliarda ludzi. Ludzie ci mówią odmiennymi językami, praktykują odmienne religie, jak i rozmaite zwyczaje oraz obyczaje. Krótko mówiąc: są reprezentantami wielu odmiennych kultur. Każda z tych kultur ma swoje określone wartości, swój etos oraz swoje nauki, mówiące ludziom co mają w swoim życiu robić a czego nie robić. Kwestie te pokrywają się niekiedy z kwestiami moralnymi, ponieważ wielu spośród tych kulturowych norm można przypisać znaczenie moralne, w szczególności jeśli skutki działania wedle tych norm dotykają w jakiś sposób innych ludzi.

Pomiędzy normami stricte moralnymi and normami „czysto kulturowymi” nie istnieje ostra, możliwa do wytyczenia łatwo granica. Jest cały szereg norm, które znajdują się w szarej strefie pomiędzy nimi i nie bardzo jesteśmy w stanie stwierdzić, czy powinniśmy na daną normę kulturową/religijną patrzeć z moralnego punktu widzenia, czy nie. Jedną z takich norm w judaizmie jest zakaz spożywania krwi, wyrażony w porcji Tory na ten tydzień:

Żadnej też krwi jadać nie będziecie we wszystkich siedzibach waszych, ani z ptactwa, ani z bydląt; Każdy, kto jeść będzie jakąkolwiek krew – dusza, która by ją jadła wytracona będzie z ludu swojego. (Wajikra/Kapłańska 7:26-27)

Zakaz dotyczy jednakże jej spożywania i nie czyni krwi kompletnym tabu dla nas:

I przywiódł [Mojżesz] barana na całopalenie, i położyli Ahron i synowie jego ręce swoje na głowę barana. I zarżnął go, i pokropił Mojżesz krwią jego ofiarnicę w około. […] Zatem przywiódł barana drugiego, barana wyświęcenia, i położyli Ahron i synowie jego ręce swoje na głowę barana. I zarżnął go, i wziął Mojżesz nieco krwi jego i włożył na chrząstkę prawego ucha Ahrona, i na wielki palec ręki jego prawej, i na wielki palec nogi jego prawej.

(Wajikra/Kapłańska 8:18-19;22-23)

Jedzenie krwi było karane wykluczeniem ze społeczności Izraela i jest to ustawa na wieczność. Ma to nas Żydów odróżniać od wszystkich innych narodów i grup religijnych na świecie. Wedle Majmonidesa starożytni poganie wierzyli, że spożywając krew spożywa się duszę spożywanej istoty. Spożywano ją również i oraz rozlewano wokół by spotkać się z duchami, które pozwalały przepowiadać przyszłość – rozlana krew pozwalała owym duchom współuczestniczyć z ludźmi w uczcie.

Tak więc zakaz spożywania krwi miał wyeliminować praktyki spirytystyczne, choć jak widzimy z tekstu Tory, krew była w używana do pewnych celów – spryskiwano nią ołtarz oraz smarowano nią wymienione w tekście części ciała. Podobnie też idea, że we krwi tkwią dusze żywych istot nie została z judaizmu poprzez ten zakaz wyeliminowana, przeciwnie właśnie z tego powodu nie wolno jej spoż

ywać – wszystkie bowiem dusze należą do Boga, i człowiek nie może spożywać dusz. Krew ma pewną inną, fundamentalną funkcję – funkcję ekspiacyjną, o czym dowiadujemy się z innego rozdziału Księgi Kapłańskiej:

Albowiem dusza ciała we krwi jest, a Ja przeznaczyłem ją wam dla ofiarnicy, ku rozgrzeszaniu dusz waszych, gdyż krew to jest, która duszę rozgrzesza. (Wajikra/Kapłańska 17:11)

Tak więc odpowiednie, według przepisów Boskiego prawa, „wypuszczenie duszy” ze zwierzęcia i odpowiednie „użycie tej duszy” miało moc rozgrzeszania. Nie jest więc prawdą, że Izraelici nie rozlewali krwi składając ofiary i konsumując je. Rozlewali krew, jednakże robili to bardzo specyficznie. Bardzo jednak możliwe, że to specyficzne użycie krwi miało w dłuższej perspektywie na celu całkowite „wygaszenie” rytualnego użycia krwi, co byłoby spójne z koncepcją Majmonidesa, który właśnie taką koncepcję nam przedstawia – iż ostatecznym celem było wyeliminowanie ofiar składanych ze zwierząt jako takich, a więc i krwi „z liturgii”.

Ale istnieje w naszej tradycji także i koncepcja przeciwna. Nachmanides twierdzi, zgodnie z literą Torat kochanim (prawa regulującego rytualne obowiązki kapłanów, mającego początek w Księdze Kapłańskiej – Wajikra), że nie tylko krew posiada właściwości ekspiacyjne, ale też owo rozgrzeszanie człowieka jest celem istnienia krwi (określonych) zwierząt, a więc i celem istnienia tych zwierząt. Przypuszczalnie nie był to jedyny cel ich istnienia, nienieodzowny i niewieczny, bowiem dalsze refleksje Nachmanidesa odnośnie tego tematu zmierzają w kierunku koncepcji, iż zakaz spożywania krwi, jak i prawo koszernego uboju wyłącznie koszernych zwierząt miało na celu ostateczne przywrócenie pierwotnego wegetarianizmu ludzkości, a więc stanu z bardzo odległych przed Potopem czasów – początków ludzkiej egzystencji (pojętej, oczywiście, na sposób biblijny), wyrażonego w wersecie Księgi Rodzaju:

A wszelkiemu zwierzowi lądowemu, i wszelkiemu ptactwu nieba, i wszystkiemu, co się porusza na ziemi w którem jest dusza żyjąca – wszelką zieloną roślinę – na pokarm! I stało się tak. (Bereszit/Rodzaju 1:30)

Koncepcja ta została w pełni wyrażona przez żyjącego na przełomie XIX i XX wieku rabina Abrahama Izaaka Kooka zwanego po prostu Ravem Kookiem.

Mamy tu więc niewątpliwie koncepcję kulturowego rozwoju ludzkości: celem rozwijającej się (religijnej) kultury jest stopniowa eliminacja cierpienia zadawanego ludzkimi rękami. Ma to na celu stopniowe odzwyczajanie ludzi od „ich potrzeby zadawania cierpienia innym” – stopniową eliminację tej potrzeby. Tym samym ów rozwój ma na celu także eliminację moralnego zła, psychologicznie bowiem rzecz ujmując tak należy właśnie zdefiniować zło (moralne): jako świadome działanie mające wywrzeć ból i cierpienie na innych żyjących istotach wynikające z samego uświadomienia sobie faktu, że sami jesteśmy wrażliwi na doświadczenie bólu i cierpienia. Jest to dokładnie przeciwna logika od Hillelowskiej zasady: Daalach s’nei le’chawrach la taaweid, czyli Tego, czego sam nienawidzisz, nie czyń innym (Talmud Szabat 31a, zasada występująca w wielu kulturach świata). Logika absolutnego zła mówi: czyń innym właśnie to, co byłoby dla ciebie cierpieniem.

Ów rozwój kulturowy często nie idzie w parze z rozwojem cywilizacyjnym, z bardzo prostego powodu: rozwój cywilizacyjny nie jest w rzeczywistości rozwojem „ludzkiego ducha” lecz ludzkich narzędzi. Te, jeśli dobrze użyte, mogą sprzyjać i sprzyjają rozwojowi kulturowemu. Ale mogą oczywiście zostać użyte w celach nie mających nic wspólnego z rozwojem „ludzkiego ducha”, bądź też w celach absolutnie przeciwnych temu rozwojowi. Zdobycze cywilizacyjne mogą służyć zarówno ludzkiemu dobru, jak i gnębieniu ludzi, wykorzystywaniu ich czy zabijaniu. Zdobycze cywilizacyjne (jak np. internet) rozszerzają ludzki potencjał do czynienia i dobra, i zła. Ich „mesjański” charakter sprowadza się wyłącznie do tego, że mogą przybliżyć koniec (znanego nam) świata w taki lub inny sposób: albo pomóc sprowadzić mesjańską epokę, w której ludzie powszechnie zaniechają czynienia zła wobec siebie, albo też pomóc sprowadzić potworne tragedie i męki na rodzaj ludzki, których nigdy nie doświadczylibyśmy bez owych narzędzi, zwłaszcza jeśli całość wsparta jest cynicznymi, nienawistnymi czy nihilistycznymi filozofiami i ideologiami. Dlatego powinniśmy zawsze używać owych narzędzi z rozumem, rozwagą oraz koncentracją na prawdziwych wartościach, takich jak sprawiedliwość, miłość, wolność, zdrowie oraz życie samo w sobie.

Nadchodzące święto Pesach wymaga od nas stosowania się do różnorakich dodatkowych reguł i ponoszenia rozmaitych ‘pokarmowych wyrzeczeń’. Niech zatem to święto stanowi dla nas zawsze trening działania i postępowania ze stosownym rozmysłem, trening który stale czyni nas silniejszymi w wyborze tego co dobre – czyli tego, co naprawdę chcemy, co stanowi esencję naszej wolności – i w odrzucaniu tego, co jest dla nas złe, co nam nie służy lub co jest nam przez kogoś arbitralnie narzucone.

Shabbat shalom,

Chag Kasher v’Sameach.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA