Wells and World Cup stadiums

Wells and World Cup stadiums

Rabbi Mati Kirschenbaum

If there ever was a 'Patriarch Cup’ of popularity among Abraham, Isaac, Jakob and Joseph, four most prominent male characters in the book of Genesis, Isaac would be bound to land in fourth place. Sounds controversial? Let’s consider it for a moment.

When we think about other patriarchs, we immediately remember stories of amazing or, at the very least, memorable things they did. Abraham (then Abram) followed God’s command and went for himself and all of us to establish monotheism. Later he showed hospitality to angels (and perhaps the Eternal godself) in Mamre and famously bargained with God to spare Sodom. In turn, Jacob cheated his brother Esau out of his birth right, was tricked into marrying Lea instead of Rachel and wrestled with a mysterious supernatural being till dawn. Last but certainly not least, Joseph had the power to interpret dreams, became the viceroy of Egypt and invited the nascent people (then more of a family) of Israel to settle in the land of Goshen.

All these are vivid stories of characters actively shaping the fate of their people by moving or taking risky decisions. In comparison, Isaac’s life doesn’t seem to abound in turbulent moments. We first get to know him as an adult in the famously chilling story of Akedat Itzchak, the binding of Isaac, which we read on Rosh HaShanah. However, the theological and narrative focus of this story is put on Abraham rather than Isaac, the latter is, sadly, its object rather than a subject. Some of you might also remember that, just like his father Abraham had to hide Sarah’s identity, Isaac once had to pretend that his wife Rebecca was his sister to spare her romantic pursuits of King Abimelech of Gerar. Notwithstanding these two episodes, Isaac’s life was relatively uneventful. So what did he do? How did he merit the honour of being one of our three patriarchs when charismatic Joseph missed out on this coveted title?

This eek’s Torah portion, Toldot, fills us in on Isaac’s seemingly mundane life. Even though he doesn’t travel like his father Abraham, son Jacob and grandson Joseph, Isaac’s plate is always full. He busies himself sowing in the Land of Canaan and digging numerous wells to make it more habitable. Repeatedly, Isaac encounters opposition from other inhabitants of the land, who block the wells that he has dug. This doesn’t make him waiver in his resolve to improve living conditions for all who dwell in the land. When conflicts arise, Isaac simply moves away to a new location in Canaan and digs another well.

Ultimately, even his opponents recognise the beneficial impact that Isaac’s work has had in Canaan. King Abimelech of Gerar comes to the latest well Isaac has built. There, two leaders swear an oath to each other. From now on, there should be no conflict between them, they shall be brothers united in a common task of making the Land of Canaan a better place. Isaac’s commitment to honest hard work for the benefit of all pays off; it ushers in a short but blessed period of prosperity, peace and brotherhood. The memory of the oath he and Abimelech swore is preserved in the name of the place where their pact was made: Beer Sheva, the ‘Well of the Oath’, now the largest city in the South of Israel and the capital of the Negev.

Hard work, brotherhood, peace. These values embodied by Isaac are supposed to be the ethical underpinnings of any international sporting event, including the football World Cup. Unfortunately, this year’s World Cup in Qatar goes against all the lofty ideals it is supposed to promote. Unlike Isaac’s wells, which were built by the sweat of his brow, Qatari stadiums and other World Cup infrastructure were built by economic migrants in conditions akin to slavery. It is estimated that up to 15,000 migrant workers died working on infrastructure projected initiated in Qatar since the granting of the Cup by FIFA in 2010.

Qatar’s blood-stained human rights record extends beyond the treatment of economic migrants. LGBTQ+ individuals, be it native Qataris or economic migrants, can be punished with imprisonment of up to seven years for living out their identity. For Muslims, the punishment is death penalty. As a result, Qatari LGBTQ+ residents live in hiding and in fear, not in peace that Isaac tried to bring to all he encountered.

If you still decide to watch the World Cup, be mindful of the suffering of economic migrants that went into construction of its infrastructure. Be mindful of the mental anguish of LGBTQ+ individuals that was sacrificed on the altar of Qatar’s and FIFA’s PR. Most disappointingly, the World Cup in Qatar testifies to the failure of the international sporting community to uphold and promote values that they purport to represent.

Luckily, we can promote these very values by emulating Isaac’s behaviour, by channelling his strengths. Here are examples of some of the things we can do.

For instance, we can say Aleinu in solidarity with Qatari LGBTQ+ community.

We can praise footballers who make public statements addressing homophobia and transphobia in Qatar.

Moreover, we can raise awareness of Qatari ruthless exploitation of economic migrants by sharing the stories of the victims of the Cup among them (See https://blankspot.se/part-1-families-whose-dreams-were…/). We can say a Kaddish in their memory before each kick-off.

To put it simply, we can respond to the Cup the way Isaac would.

If we do so, we shall earn the merit of calling ourselves Isaac’s descendants not just in spiritual but also ethical sense.

Shabbat Shalom!

Mati Kirschenbaum

Studnie i stadiony

Studnie i stadiony

Rabin Mati Kirschenbaum

Gdyby kiedykolwiek rozegrano „Puchar Patriarchów” – konkurs popularności pomiędzy Abrahamem, Izaakiem, Jakubem i Józefem, czterema czołowymi postaciami męskimi w księdze Rodzaju, Izaak siłą rzeczy skończyłby na czwartym miejscu. Czy to kontrowersyjna teza? Zastanówmy się nad tym przez chwilę.

Kiedy myślimy o innych patriarchach, natychmiast przypominamy sobie historie o niezwykłych albo przynajmniej pamiętnych rzeczach, jakie uczynili. Abraham (wtedy Abram) posłuchał Bożego przykazania i wyruszył w drogę dla siebie i dla nas wszystkich, aby ustanowić monoteizm. Później okazał gościnność aniołom (a być może również samemu Wiekuistemu) w Mamre, zasłynął też z targowania się z Bogiem, aby ocalić Sodomę. Z kolei Jakub podstępem odebrał swojemu bratu Ezawowi pierworództwo, został podstępem zmuszony do poślubienia Lei zamiast Racheli i zmagał się aż do rana z tajemniczym, nadprzyrodzonym stworzeniem. Zaś ostatni, lecz nie mniej ważny – Józef – miał umiejętność interpretowania snów, został wicekrólem Egiptu i zaprosił powstający właśnie lud (wówczas była to bardziej rodzina) Izraela, aby osiedlili się w ziemi Goszen.

Są to wszystko barwne historie o postaciach, które aktywnie kształtowały los swojego ludu, zmieniając miejsce zamieszkania albo podejmując ryzykowne decyzje. W porównaniu z ich biografiami życie Izaaka nie wydaje się obfitować w burzliwe momenty. Poznajemy go po raz pierwszy jako dorosłego w słynnej, mrożącej krew w żyłach historii o Akedat Icchak, związaniu Izaaka, którą czytamy w Rosz Haszana. Jednakże historia ta skupia się w wymiarze teologicznym i narracyjnym raczej na Abrahamie niż na Izaaku. Ten ostatni jest, niestety, raczej przedmiotem aniżeli podmiotem tej opowieści. Niektórzy z was być może pamiętają, że, tak samo jak jego ojciec Abraham musiał ukrywać tożsamość Sary, podobnie Izaak musiał raz udawać, że jego żona Rebeka jest jego siostrą, aby oszczędzić jej romantycznych zabiegów króla Abimelecha z Gerar. Poza tymi dwoma zajściami życie Izaaka było stosunkowo ubogie w wydarzenia. Co więc robił? Czym zasłużył sobie na zaszczyt bycia jednym z naszych trzech patriarchów, podczas gdy charyzmatyczny Józef nie otrzymał tego pożądanego tytułu?

Czytana w tym tygodniu porcja Tory, Toldot, dostarcza nam dodatkowych informacji w kwestii zdawałoby się prozaicznego życia Izaaka. Choć nie podróżował tak jak jego ojciec Abraham, jego syn Jakub i wnuk Józef, Izaak miał zawsze dużo zajęć. Spędzał czas, zasiewając ziemię Kanaan i kopiąc liczne studnie, aby uczynić ją bardziej zdatną do zamieszkania. Izaak wielokrotnie napotykał sprzeciw ze strony innych mieszkańców ziemi, którzy zasypywali wykopane przez niego studnie. Nie osłabiło to jednak jego determinacji, aby poprawić warunki życia dla wszystkich mieszkańców tej ziemi. Kiedy pojawiały się konflikty, Izaak po prostu przenosił się do nowej lokalizacji w Kanaanie i kopał kolejną studnię.

Ostatecznie nawet przeciwnicy Izaaka uznali korzystny wpływ jego pracy na ziemię Kanaan. Król Abimelech z Gerar przybył do najnowszej wybudowanej przez Izaaka studni. Tam dwaj przywódcy złożyli sobie nawzajem przysięgę. Od tego momentu nie będzie już między nimi konfliktów, będą braćmi zjednoczonymi we wspólnym zadaniu uczynienia ziemi Kanaan lepszym miejscem. Oddanie Izaaka dla uczciwej, ciężkiej pracy dla dobra wszystkich przynosi efekty; zapewniło krótki, ale błogosławiony okres dobrobytu, pokoju i braterstwa. Pamięć o przysiędze, jaką złożyli wraz z Abimelechem została zachowana w nazwie miejsca, w którym zawarli pakt: Beer Szewa, „Studnia Przysięgi”, obecnie największe miasto na południu Izraela i stolica Negewu.

Ciężka praca, braterstwo, pokój. Te wartości ucieleśniane przez Izaaka mają być w zamierzeniu etyczną podstawą każdego międzynarodowego wydarzenia sportowego, w tym Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Niestety, tegoroczny mundial w Katarze zaprzecza wszystkim szczytnym ideałom, jakie powinien promować. W odróżnieniu od studni Izaaka, które powstały dzięki jego własnej ciężkiej pracy, stadiony katarskie i inna infrastruktura mundialowa zostały zbudowane przez migrantów ekonomicznych w warunkach przypominających niewolnictwo. Szacuje się, że nawet 15 000 pracowników migracyjnych zmarło, pracując przy projektach infrastrukturalnych zapoczątkowanych w Katarze od czasu, kiedy w 2010 r. FIFA przyznała mu organizację mundialu.

Splamiona krwią postawa Katarczyków wobec praw człowieka sięga dalej niż tylko złe traktowanie migrantów ekonomicznych. Osoby LGBTQ+, czy to rdzenni Katarczycy czy migranci ekonomiczni, mogą dostać karę do siedmiu lat więzienia za życie zgodnie z własną tożsamością. Muzułmanom grozi za to kara śmierci. Na skutek tego katarscy mieszkańcy LGBTQ+ żyją w ukryciu i strachu, a nie w pokoju, jaki Izaak próbował nieść wszystkim, których spotkał.

Jeśli mimo to postanowicie oglądać Mistrzostwa Świata, bądźcie świadomi cierpienia migrantów ekonomicznych, jakim przypłacono budowę jego infrastruktury. Bądźcie świadomi psychicznego cierpienia osób LGBTQ+, jakie zostało złożone na ołtarzu PR-u Kataru i FIFA. Co najbardziej rozczarowujące, mundial w Katarze świadczy o porażce międzynarodowej społeczności sportowej, aby podtrzymywać i promować wartości, które rzekomo reprezentują.

Na szczęście możemy promować właśnie te wartości, naśladując zachowania Izaaka i uosabiając jego mocne strony. Oto kilka przykładowych rzeczy, jakie możemy zrobić:

Możemy na przykład odmówić Alejnu w geście solidarności z katarską społecznością LGBTQ+.

Możemy chwalić piłkarzy, którzy wydają publiczne oświadczenia w sprawie homofobii i transfobii w Katarze.

Co więcej, możemy zwiększać świadomość o bezwzględnym wyzyskiwaniu przez Katar migrantów ekonomicznych, dzieląc się opowieściami o ofiarach mundialu spośród tej grupy (patrz https://blankspot.se/part-1-families-whose-dreams-were…/). Możemy odmówić Kadisz w ich pamięci przed rozpoczęciem każdego meczu.

Mówiąc prosto, możemy zareagować na mundial w taki sposób, w jaki zrobiłby to Izaak.

Jeśli tak uczynimy, zasłużymy sobie na zaszczyt nazywania się potomkami Izaaka nie tylko w sensie duchowym, ale również etycznym.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Who will you invite to your Sukkah?

Who will you invite to your Sukkah?

Rabin Mati Kirschenbaum

 One of my favourite Sukkot traditions is Ushpizin, a Kabbalistic custom of ‘inviting’ spiritual ancestors of the Jewish people to the Sukkah on every day of the festival. In Orthodox Judaism, the guest list was limited to males: Abraham, Isaac, Jacob, Moses, Aaron, Joseph and David. Each of these guests was supposed to represent a sefirah, a distinct aspect of Divine presence. Non-Orthodox Judaism tried to complement this list with illustrious Biblical heroines. One of the suggested lists included seven biblical prophetesses: Sarah, Miriam, Deborah, Hannah, Abigail, Hulda, and Esther. Others suggested that seven sefirot, divine attributes are embodied by Ruth, Sarah, Rebecca, Miriam, Deborah, Tamar, and Rachel. As you can see, there isn’t one clear understanding regarding the right guests who we should invite to our Sukkot. They don’t even have to be biblical characters. What matters is that we are inspired by their example, by virtues and causes they represent, by the heritage they connect us with. All we have to do is to think of great figures from Jewish history that we would want to invite for a meal, to get to know in person. I am sure that each of you has your personal favourites. This Sukkot, as a Polish Progressive Jew, I would like to introduce to my Polish Ushpizin – characters from Polish Jewish history – that I would love to welcome to my Sukkah. Just like the biblical characters, they represent seven sefirot – Divine aspects – our Polish Jewish heritage.

Janusz Korczak (1978-1942) – Chesed (Loving Kindness).

Janusz Korczak embodies loving kindness. This quality is best expressed in his words:[1]

 I exist not to be loved and admired, but to love and act. It is not the duty of

those around me to love me. Rather, it is my duty to be concerned about the

world, about man.

Julian Tuwim (1894-1953) – Gevurah (Steadfast commitment to one’s values)

Julian Tuwim embodied steadfast dedication to speaking up in the face of injustice. His poem, the Common Man, expresses this sentiment:[2]

 When press begins the battle-cry

That nation needs to unify

And for your country you must die…

Dear brainwashed friend, my neighbor dear

Brother from this, or other nation

Know that the cries of anger, fear,

Are nothing but manipulation

by fat-cats, kings who covet riches,

And feed off your sweat and blood – the leeches!

When call to arms engulfs the land

It means that somewhere oil was found,

Shooting 'blackgold’ from underground!

It means they found a sneaky way

To make more money, grab more gold

But this is not what you are told!

 

 Markus Jastrow (1829-1903) – Tiferet (Harmony, reconciliation)

Markus Jastrow believed that Jews and Poles can build a future together. His sermon, delivered in 1861, expresses the hope for the future defined by sense of brotherhood between our nations:[3]

I am seeking brotherly love that would recognise me as the brother of my

brothers; I am seeking brotherly tolerance, that would let me uphold my

convictions, however different they may be, when it comes to matters of which

only God can serve as a judge; Furthermore, I am seeking brotherly

understanding for my weaknesses, brought upon me by times of misery, when,

just like Joseph, I was groaning in a dark pit surrounded by serpents and

vipers; in other words; I am seeking my brothers, those whom my teachings

command me to recognise as my brothers. – Such is precisely the call of the

people of Israel both today and in all places where they still have not been able

to find their brothers.

Puah Rakovsky (1865-1955) – Netzah (Perseverance)

Puah Rakovsky devoted her life  to the struggle for women’s rights. Her words and life embody the virtue of perseverance:[4]

With that hope in mind (education), I settled in Warsaw that first year, finding

room and board for myself and my little daughter in a boarding house. I lived

frugally so that I could save enough from my income that year to be able to

travel abroad to study. But one thing bothered me very much: should I take

both children with me or leave the boy to be educated by my father. I was

afraid that such an education would separate my own child from me since my

father and I were far apart spiritually, and the distance was liable to open a

chasm between me and my son. This internal struggle lasted almost a whole

year and ended with a triumph of maternal love. I decided I could complete

my studies at a university of Warsaw, where instruction would be in Russian. I

wrote wrote my parents to bring my son to me, rented a small apartment in a

poor neighbourhood, and made do on my salary.

 

It is incumbent on women to, making the highest effort, obtain positions in

economy, legislature and government.[5]

Bruno Schulz (1892-1942) – Hod (Acceptance)

Bruno Schulz was aware that sometimes we find greatness in accepting our limitations. He wrote:[6]

Ordinary facts are arranged within time, strung along its length as on a thread.

There they have their antecedents and their consequences, which crowd

tightly together and press hard one upon the other without any pause. This

has its importance for any narrative, of which continuity and successiveness

are the soul.

Could it be that time is too narrow for all events? Could it happen that all the

seats within time might have been sold? Worried, we run along the train of

events, preparing ourselves for the journey.

 Rosa Luxemburg (1871-1919) – Yesod (Foundational principles)

 Rosa Luxemburg believed that freedom for all should be a foundation of a just society. She wrote:[7]

Freedom only for the members of the government, only for the members of

the Party — though they are quite numerous — is no freedom at all. Freedom

is always the freedom of dissenters.

 

Zuzanna Ginczanka (1917-1945) – Malchut (Sovereignty, Independence)

Zuzanna Ginczanka was a firm believer that each individual has the right to find their own path in life and to thread it on their own terms. Her poem ‘Justified in The Margins’ expresses this belief:[8]

I did not come from dust, so I won’t go back to dust.

I did not come from heaven so I am not heaven-bound.

I myself am heaven, a sky of purest glass.

And earth itself am I, a child of native ground.

I did not run at all, so I won’t be running back.

Apart from my own self, all else is unconfined.

My lungs bellowing wind all sediments do crack

And I, fragmented, here now myself must find.

 

I hope you were inspired by my Ushpizin and Ushpizot. This Sukkot,  I encourage you to think about which famous historical Jews you would like to meet. When you think about them, they will join you in your Sukkah, bringing insight and inspiration. I wish you all a happy end of Sukkkot!

 

Mati Kirschenbaum

[1] Janusz Korczak, Ghetto Diary (New Haven: Yale University Press, 2003), 69.

[2] Translation found on https://allpoetry.com/The-Common-Man, accessed October 12, 2022.

[3] Markus Jastrow, „Modlitwa i Kazanie miane podczas nabożeństwa żałobnego odprawionego w d. 27. Adar 5621 (9. Marca 1861) za dusze ofiar poległych dnia 27. Lutego t. r.” [Prayer and sermon delivered at the mourning service conducted on Adar 27th 5621 (March 9th 1861) in memory of the souls of the Victims fallen on February 27th this year] (1861), in Kazania miane podczas ostatnich wypadków w Warszawie r. 1861 [Sermons given during the latest incidents in Warsaw in 1861] (Poznan: Ludwik Merzbach, 1862), 19. English translation (unpublished) by Marzena Szymańska-Błotnicka

[4] Puah Rakovsky, My Life as a Radical Jewish Woman: Memoirs of a Zionist Feminist in Poland, ed.

Paula Hyman (Bloomington: Indiana University Press, 2002), 29.

[5] My translation of Puah Rakovsky, ‘Czy można połączyć pracę społeczną z obowiązkami rodzinnemi?’

[Can one combine community work with family obligations?], article published in Ewa [Eve.

Polish-language weekly newspaper for Jewish women], January 13, 1929

[6] Bruno Schulz, The Street of Crocodiles and Other Stories, (London:Penguin Classics, 2008), 129.

[7] My translation of the quote from Rosa Luxemburg, Gesammelte Werke, vol. 4, (Berlin (Ost): Dietz

Verlag, 1983), 359.

[8] Zuzanna Ginczanka, „Wyjaśnienie na marginesie.” [Justified in The Margins] in O centaurach [Of

Centaurs] (Warszawa: Wydawnictwo J. Przeworskiego, 1936), 26. Translation of the poem Wyjaśnienie na marginesie [Justified in The Margins] found at

http://off-press.org/main/wp-content/uploads/2016/03/OF-CENTAURS-layout-NEW-DRAFT-EN-P

L-V1.pdf (accessed

 

Uwaga: ubóstwo

Uwaga: ubóstwo

Rabin Mati Kirschenbaum

Nie da się tego ukryć – ceny poszybowały w górę. W lipcu inflacja w Polsce sięgnęła 15,5%, tempo wzrostu cen jest najwyższe od prawie 25 lat. Nic dziwnego, że rząd podniósł stopy procentowe w celu ograniczenia dynamiki wzrostu cen. Skutki inflacji dotykają wszystkich, od młodych dorosłych martwiących czy stać ich będzie na zaciągnięcie lub dalsze spłacanie kredytu mieszkaniowego, do seniorów zaniepokojonych topniejącą siłą nabywczą ich emerytur. Nie jest to specyficznie polski problem – po inwazji Rosji na Ukrainę z rosnącymi kosztami życia mierzy się niemal cała Europa. Rządy państw europejskich wdrażają różnorakie strategie zapobiegające obniżaniu się stopy życiowej obywateli. Niemcy i Hiszpania postanowiły pomóc obniżyć wydatki obywateli na transport poprzez wprowadzenie tanich lub bezpłatnych przejazdów kolejowych. Wielka Brytania zaoferowała wszystkim swoim obywatelom dodatek energetyczny, obniżyła podatki komunalne płacone przez większość gospodarstw domowych oraz zdecydowała się wspomóc obywateli pobierających świadczenia społeczne specjalnym dodatkiem kompensującym zwiększone koszty życia. W Polsce rząd wprowadził wakacje kredytowe dla kredytobiorców, planowane jest wprowadzenie powszechnego dodatku energetycznego. Wprowadzeniu każdej z form pomocy obywatelom towarzyszą dyskusje dotyczące ich skuteczności i zasadności. Te ostatnie wynikają z rozbieżności poglądów na temat grup, którym powinno się okazać wsparcie. Dyskusje na temat pomocy obywatelom w trudnych czasach są zatem jednocześnie publicznymi debatami na temat progu ubóstwa wymagającego interwencji społeczeństwa.

W czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Ree Mojżesz wymienia grupy społeczne, którym Izraelici mieli udzielić finansowego wsparcia w postaci udziału w dziesięcinie po wkroczeniu do Ziemi Izraela. Należeli do nich pozbawieni własnej ziemi Lewici, wdowy, sieroty oraz obcokrajowcy. Cechą wspólną tych grup był brak udziału w ziemi, głównym czynniku produkcji, co uzależniało przetrwanie należących do nich jednostek od materialnego wsparcia wspólnoty.  Nie oznaczało to jednak, że pomoc materialna miała ograniczać się wyłącznie do jednostek niezdolnych do samodzielnego utrzymania się.

Mojżesz poucza bowiem Izraelitów, że mają udzielić pomocy finansowej w postaci pożyczki każdemu Izraelicie, który tego potrzebuje. Pożyczka ta miała być umorzona wraz z nadejściem roku szabatowego. Co ważne, Mojżesz zabronił Izraelitom uchylać się od pożyczania pieniędzy innym gdy zbliżał się rok szabatowy, w którym wszystkie długi były anulowane. Udzielający pożyczek musieli się zatem liczyć z możliwością ich rychłego umorzenia.

Prawo ustanowione przez Mojżesza okazało się zbyt rygorystyczne. Zamożni Izraelici nie byli skłonni udzielać pożyczek bez gwarancji ich zwrotu. Dlatego w pierwszym wieku przed naszą erą Hillel Starszy wprowadził instytucję prozbulu, klauzuli w umowach pożyczek przenoszącej formalnie status wierzyciela z jednostek na sądy rabinackie. Zabezpieczało to interesy pożyczkodawców, gdyż długi wobec sądów nie ulegały umorzeniu w trakcie roku szabatowego. Gwarancja zwrotu pożyczek przełożyła się na ich zwiększoną podaż, na czym skorzystali pożyczkobiorcy.

Ustanowione przez Mojżesza i Hillela prawa były odpowiedzią na cechy ludzkiej natury utrudniające nam udzielanie pomocy bliźnim w potrzebie. Mojżesz nakazał Izraelitom udzielać pomocy niezdolnym do samodzielnego utrzymania się w odpowiedzi na brak solidarności, pozwalający nam przypisywać ubóstwo indywidualnym cechom, nieodwołalnie oddzielających potrzebujących od potentatów. Nazywając ubogich braćmi reszty społeczności Mojżesz kwestionował ten wykluczający podział. Wprowadzenie przez Hillela instytucja prozbulu wynikało ze zrozumienia wyzwania jakim dla większości z nas jest znalezienie równowagi między egoizmem i altruizmem. Obydwaj mędrcy rozumieli, że skuteczna walka z ubóstwem wymaga systemu społecznego w którym wsparcie potrzebujących szłoby w parze z akceptacją dążenia jednostek do zapewnienia sobie dobrobytu. W Talmudzie Babilońskim, w traktacie Ketubot odnajdujemy dyskusję na temat zakresu pomocy której społeczność powinna udzielić potrzebującym.

Wedle anonimowej opinii mędrców społeczność powinna zagwarantować osobom ubiegającym się o pomoc wsparcie pozwalające im przetrwać. Mędrcy byli jednak przeciwni udzielaniu pomocy zbiedniałym bogaczom pragnącym utrzymać  wysoki status materialny. Pomimo tego, Talmud przytacza historię Hillela który kupił zubożałemu bogaczowi konia i jako herold zapowiadał jego przybycie do następnej wioski.

Rabini przytaczają też historię niedawno zubożałego mężczyzny który poprosił Rabina Nehemiasza o możliwość stołowania się u niego. Nechemiasz zgodził się wyrażając obawę czy mężczyźnie, przyzwyczajonemu do mięsa i wina, wystarczy skromny miska soczewicy którą mógł mu zaoferować. Przeczucie Rabina Nehemiasza okazało się słuszne, jego podopieczny niebawem zmarł. Rabin Nehemiasz miał z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Mędrcy jednak byli przekonani, że winny był mężczyzna nie będący w stanie przystosować się do skromniejszego stylu życia.

Wreszcie rabini przytaczają historię zubożałego bogacza pragnącego utrzymać swój dotychczasowy styl życia na koszt społeczności. Gdy Rawa, jeden z najwybitniejszych mędrców mieszkających w Babilonii, krytykuje koszt związany z zapewnieniem takich posiłków, jego interlokutor stwierdza, że prowadził on wystawne życie z woli Wiekuistego. Zaraz potem siostra Rawy niespodziewanie przynosi mu w prezencie ulubione jedzenie nędzarza. Rawa traktuje to jako znak z niebios, przeprasza swojego rozmówcę i ugaszcza go wystawnym posiłkiem. Co istotne, historia ta wydaje się traktować ten akt jako jednorazowe wydarzenie.

Powyższe historie zdają się sugerować, że w czasach kryzysu większość mędrców Talmudu zalecałaby nam podjęcie działań zapewniających jak największej liczbie potrzebujących ich podstawowe potrzeby. Osoby zamożne mogły liczyć na wsparcie jeśli ich wysoka pozycja materialna miała, ze względu na swoją symbolikę, wpływ na utrzymanie obowiązującego społeczno-religijnego ładu. We współczesnym demokratycznym społeczeństwie taką rolę pełnią funkcjonariusze państwowi najwyższej rangi, np. Prezydent RP.

Znajdujące się w Talmudzie debaty dowodzą, że pytanie na temat najbardziej sprawiedliwego podział środków przeznaczonych na walkę z ubóstwem w trudnych czasach, mają długi rodowód. Sądzę, że Talmud celowo nie przytacza na nie odpowiedzi. Jej brak ma nas skłonić do namysłu nad dzisiejszym ubóstwem i sposobami jego przezwyciężenia. Jestem pewien, że inspirowane tym namysłem czyny pomogą nam radzić sobie ze skutkami inflacji. Mam też nadzieję, że przybliżą one nadejście świata w którym ubóstwo i wojna będą tylko złym wspomnieniem. Oby ten dzień nadszedł szybko i za naszych dni.

Szabat Szalom.

Mati Kirschenbaum

Pinchas

Pinchas

Mati Kirschenbaum

Alfred Hitchcock, zapytany jak przyciągnąć uwagę widzów, powiedział: „film powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma tylko rosnąć.” Czytana przez nas w tym tygodniu parsza Pinchas kontynuuje historię przyciągającą naszą uwagę poprzez ciągłe budowanie napięcia. Zachęcamy was do wyobrażenia sobie, że oglądacie film na jej podstawie.  Jego pierwsze minuty przedstawiają Izraelitów dopuszczających się nierządu z Moabitkami. W następnej scenie Moabitki nakłaniają Izraelitów do składania ofiar moabickim bożkom. W kolejnych kadrach widzimy wybuch epidemii zesłanej przez Wiekuistego jako kara za ich występki. Zaraz potem Mojżesz rozkazuje starszyźnie Izraela ukaranie Izraelitów dopuszczających się nierządu i bałwochwalstwa. Słowa Mojżesza trafiają w próżnię – widzimy jak bogato odziany Izraelita – Zimri – prowadzi do swojego namiotu Midianitkę – Kozbi. Mojżesz i starszyzna Izraela patrzą na to bezradnie. Gdy Zimri znika w namiocie, widzimy Izraelitów opłakujących zmarłych – epidemia trwa w najlepsze. Nagle widzimy jak młody kapłan –  Pinchas – opuszcza zgromadzenie starszyzny. To co dzieje się później nasz scenariusz (Tora) opisuje w pierwszych słowach naszej parszy:

„Pinchas, syn Eleazara, syna Aarona, chwycił w rękę włócznię, opuścił zgromadzenie, poszedł za Izraelitą do komory namiotu i przebił ich obydwoje, mężczyznę Izraelitę i kobietę – przez jej łono. I ustała plaga wśród Izraelitów. Zginęło ich wtedy dwadzieścia cztery tysiące. Mówił znowu Wiekuisty do Mojżesza: Pinchas, syn Eleazara, syna kapłana Aarona, odwrócił mój gniew od Izraelitów, gdyż zapłonął pośród nich zazdrością. Dlatego nie wytraciłem zupełnie Izraelitów w mojej zazdrości. Oznajmij więc: Oto Ja zawieram z nim przymierze pokoju. Będzie to dla niego i dla jego potomstwa po nim przymierze, które mu zapewni kapłaństwo na wieki, ponieważ okazał się zazdrosnym o swego Boga i dokonał przebłagania w imieniu Izraelitów.” (Lb 25,10-13)

Zabójstwo jako sposób na wyjście z ciężkiego położenia może nie razić nas w filmach. Jednak z całą pewnością nie chcielibyśmy rozwiązywać w ten sposób problemów w prawdziwym życiu. Nic zatem dziwnego, że historia Pinchasa budzi nasz wewnętrzny sprzeciw. Nasze obiekcje rodzi zwłaszcza reakcja Wiekuistego na postępowanie Pinchasa. Obraz Wiekuistego nagradzajacego przemocowe zachowanie nie jest zgodny z teologią współczesnego judaizmu postępowego.

Dlatego na pierwszy rzut oka ciężko nam znaleźć współczesne przesłanie parszy Pinchas. Lliteratatura rabiniczna nie pomaga nam w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie. Znajdujemy w niej wiele wypowiedzi gloryfikujących postępowanie Pinchasa. W traktacie Sanhedryn Talmudu Babilońskiego czytamy, że Wiekuisty pomógł Pinchasowi w zabójstwie na sześć sposobów! Lektura tych interpretacji pogłębia poczucie obcości, które odczuwamy czytając o Wiekuistym zawierającym z Pinchasem „przymierze pokoju”.

Z pomocą przychodzi nam sposób w jaki słowa „przymierze pokoju” zapisane jest w zwoju Tory. W słowie szalom (pokój) w literze waw, zapisywanej zazwyczaj za pomocą nieprzerwanej pionowej linii, znajduje się wyrwa. Nasza tradycja uczy nas, że sposób w jaki słowa a nawet litery zostały zapisane w Torze może pomóc nam rozszyfrować ich znaczenie. Przerwa w słowie „pokój” zdaje się sugerować, że pokój nktóry przyniosł Pinchas był niepełny, wybrakowany. Masoreci – średniowiczni kodyfikatorzy tekstu Tory – znaleźli sposób na wierne przekazanie Jej słów opatrzonych ich krytycznym komentarzem.

Co istotne, krytyka Masoretów nie dotyczyła zwotu „okazał się zazdrosnym”, opisującym żarliwą religijność Pinchasa i jego sprzeciw wobec bałwochwalstwa Izraelitów. Ich wizualny komentarz odnosił się do brit szalom, „przymierza pokoju”, będącego nagrodą za spontaniczne postępowanie Pinchasa. Masoretów niepokoiła aprobata Tory dla wymierzania sprawiedliwości „gdyż Bóg tak chce”, bez odniesienia do wcześniej istniejącego prawodawstwa. Obawiali się oni, że pochwała takiego postępowania może doprowadzić do anarchii i upadku autorytetów, do zakłócenia szalom, „pokoju”. Luka w słowie „pokój” była masorecką krytyką osób podejmujących działania w przekonaniu, że z Bogiem łączy je szczególne przymierze, uświęcające ich cele i środki. Masoreci krytykowali zatem przejawy religijnego fundamentalizmu. Jestem gotów zaryzykować tezę, że w wyrażeniu brit szalom masoreci położyliby oni nacisk na wypełnianie przykazań wynikających z brit, przymierza Izraela z Bogiem. Byliby przekonani, że wierne wypełnianie przykazań, a nie gorliwość fanatyków, zapewniłaby ludowi Izraela szalom.

Myślę, że współczesny judaizm postępowy interpretuje brit szalom szerzej niż czynili to masoreci. Z naszego zrozumienia przymierza – brit – Ludu Izraela z Bogiem wynika obowiązek nie tylko przestrzegania przykazań, ale i aktywnego działania na rzecz pokoju w naszym społeczeństwie oraz w społeczności żydowskiej. Rosnąca polaryzacja poglądów w naszym kraju sprawia, że działanie to wiąże się z koniecznością współpracy z osobami z których punktem widzenia absolutnie się nie zgadzamy. Takie kontakty nie zawsze są przyjemne, mogą rodzić w nas apetyt na zamknięcie się w kręgu osób o zbliżonym do nas światopoglądzie. W takim towarzystwie możemy cieszyć się pokojem w poczuciu moralnej wyższości.

Haftara do parszy Pinchas (1 Księga Królewska 18,46-19,21) ostrzega nas, że taka izolacja nie przyniesie pokoju ani nam ani innym. Opisuje ona proroka Eliasza, który, doprowadziwszy do śmierci czterystu proroków Baala, musi uciekać przed zemstą jego wyznawców poza granice Izraela. Po długiej podróży chroni się on w grocie na górze Synaj. Eliasz czuje się wtedy tak wyobcowany, że traci chęć do życia. W odpowiedzi Wiekuisty rozkazuje mu wyjść z groty. Tam prorok obserwuje silny wiatr, wielki ogień i trzęsienie ziemi, ale w żadnym z nich nie jest w stanie doświadczyć Bożej obecności. Wiekuisty objawia mu się jako cichy szept. Doświadczenie to uczy Eliasza, że Wiekuisty nie zawsze objawia się w spektakularny, przemawiający do mas sposób. Często jego głos to szept, którego przesłanie możemy tylko z trudem przekazać innym. Z tą świadomością  Eliasza wraca do Izraela. Tam znajduje sobie pomocnika, Eliszę, który pomaga mu wypełnić jego posłannictwo.

Historia Eliasza przestrzega nas, że przemoc rodzi przemoc, nawet jeśli wydaje się nam, że walczymy o słuszną sprawę. Dzisiejsza Haftara uświadamia nam także, że alternatywą do narastającego fundamentalizmu nie jest szukanie nisz, w których możemy odizolować się od świata. Naszym wyzwaniem jest dążenie do pokojowych zmian w świecie rosnących społecznych, politycznych i ekologicznych napięć. Nie jest to łatwe zadanie w świecie pełnym Pinchasów przekonanych o swoim prawie do używania siły. Nie możemy jednak utracić nadziei, że przez nasze działania uda się nam pomóc innym usłyszeć cichy szept Wiekuistego, głos zachęcający nas do otwarcia na innych. W okresie poprzedzającym Tisza b’Aw zachęcam Was do wsłuchiwania się w wewnętrzny głos. Kto wie, może i Wam też uda się usłyszeć cichy głos Wiekuistego?

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

The ritual of accepting uncertainty

The ritual of accepting uncertainty              

 

 Rabbi Mati Kirschenbaum                    

This week’s Parashat Chukat starts with a description of a ceremony called Para Aduma, the ritual of offering a red heifer. This ritual was supposed to enable people who touched a corpse or stayed with it in one room to purify themselves from ritual impurity. This purification took place through the use of ashes obtained in the process of burning the heifer. Here is how the Torah describes the process of preparing these ashes:

“Instruct the Israelite people to bring you a red cow without blemish, in which there is no defect and on which no yoke has been laid.  You shall give it to Eleazar the priest. It shall be taken outside the camp and slaughtered in his presence.  Eleazar the priest shall take some of its blood with his finger and sprinkle it seven times toward the front of the Tent of Meeting. The cow shall be burned in his sight—its hide, flesh, and blood shall be burned, its dung included— and the priest shall take cedar wood, hyssop, and crimson stuff, and throw them into the fire consuming the cow. The priest shall wash his garments and bathe his body in water; after that the priest may reenter the camp, but he shall be impure until evening. The one who performed the burning shall also wash those garments in water, bathe in water, and be impure until evening. Another party who is pure shall gather up the ashes of the cow and deposit them outside the camp in a pure place, to be kept for water of lustration for the Israelite community. It is for purgation.”  (Numbers 19:2-9)

Why did the process of purification from ritual impurity require precisely the ashes left after the offering of Para Aduma, the red heifer?

Our sages have been pondering this question since time immemorial. They viewed  the Para Aduma ceremony as a typical example of “chok”, a commandment for which it’s impossible to find a rational explanation. In tractate Yoma of the Babylonian Talmud Rabbi Akiva claimed that verse 7:23 in the Book of Kohelet (“I thought I could fathom it,  but it eludes me”) in fact refers to the commandment of Para Aduma. The author of the Book of Kohelet is traditionally believed to be king Solomon. Rabbi Akiva seems to suggest that even King Solomon – the symbol of wisdom – was not able to grasp the logic behind this commandment.

It’s hard to disagree with Rabbi Akiva. There is no way of guessing why the Para Aduma ritual required the offering of a red – and not for example yellow – heifer. In the Torah we also don’t find an answer to the question why before being offered it could not have carried a yoke. What’s more, the procedures of the Para Aduma ritual seem to escape the laws of logic. After all, throughout its course the priests who engaged in the process of obtaining the ashes required for ritual purification are themselves becoming ritually impure!

So the Para Aduma ritual is not only enigmatic, but also inherently contradictory. This makes it an especially hard nut to crack for progressive Judaism, which is based on a rational and scientific approach to religion. The sense of its strangeness is magnified by the fact that progressive Judaism doesn’t recognize the concept of ritual impurity; instead, we focus on “purity” in an ethical sense. But it seems to me that both the procedures and the mysterious character of the Para Aduma ceremony are supposed to help us accept the nature of our existence, which is full of uncertainties.

A lack of a rational explanation for the procedures of the Para Aduma ceremony reminds us that often we are not able to fully explain the reality which surrounds us. The fact that during the Para Aduma ceremony those who are ritually unclean regain purity, but the priest who takes part in it becomes impure reminds us that actions which are beneficial for us in the long term can entail some inconveniences. We are not sure if the benefits stemming from future actions will outweigh the potential losses.

Unsure if we understand correctly the world which surrounds us, unsure if our actions will yield the intended results, we yearn for certainty. The answer to this desire are ideologies and religions which offer us answers to all the questions.

The red heifer offering ceremony teaches us that Judaism doesn’t focus on looking for answers to questions about the essence of what happened or what can happen. Our tradition is interested predominantly in the actions that we can undertake today, here and now, and the readiness to take responsibility for their consequences.

While describing the process of bringing up the priests participating in the Para Aduma ritual the Mishna reminds us that taking responsibility for the fate of the world is not easy and it requires preparations. The priests who were supposed to conduct this ritual in the future were brought up in isolation from the rest of the world. This isolation was supposed to protect the young priests from ritual impurity linked to the contact with that which was dead. I think that the priests participating in the Para Aduma ritual became ritually impure because they had to confront death – the great, uncertainty-provoking unknown. Their ritual impurity lasting until the evening gave them a chance to understand the fate of the rest of the people of Israel whom they were supposed to serve. By spending time outside of the camp they experienced the uncertainty which came with the status of the ritually impure Israelites. Thanks to this experience the priests did not live in an elitist, ritually pure “soap bubble”. On the contrary, they were aware that undertaking actions aimed at changing the world for the better requires sacrifices. They knew that uncertainty and inconveniences are the price worth paying to secure a better tomorrow for their community.

Progressive Judaism has abolished the division between the priests and the rest of the People of Israel. We believe that Jews as a collective are obligated to become “a kingdom of priests and a holy nation.” (Exodus 19:6). This means that each individual is obligated to undertake actions drawing Jews as a collective closer to holiness.

The ritual of Para Aduma reminds us that our individual and collective path to a better world entails undertaking actions in spite of uncertainty. I wish you that this Shabbat Chukat you can find your red heifers – the sources of courage and inspiration to take action.

Shabbat Shalom!

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Mati Kirschenbaum

Rytuał akceptacji niepewności

Rytuał akceptacji niepewności

 

Rabin Mati Kirschenbaum

Parszę Chukat, która czytamy w tym tygodniu, otwiera opis ceremonii zwanej Para Aduma, rytuału ofiarowania czerwonej jałówki.  Rytuał ten miał na celu umożliwienie osobom które dotknęły zwłok lub przebywały z nimi w jednym pomieszczeniu oczyszczenia z nieczystości rytualnej. Oczyszczenie to dokonywało się przy użyciu popiołu powstałego w procesie spalenia jałówki. Proces przygotowania tego popiołu Tora opisuje w sposób następujący:

„Niech ci przyprowadzą czerwoną krowę bez skazy, na którą jeszcze nie wkładano jarzma. Oddacie ją kapłanowi Eleazarowi, który każe ją wyprowadzić poza obóz, i zabije się ją w jego obecności. Potem weźmie kapłan Eleazar nieco jej krwi na palec i pokropi siedem razy ową krwią od strony wejścia do Namiotu Spotkania. Wreszcie spali się krowę w jego obecności, zarówno skórę, jak mięso, krew i zawartość jelit. Teraz weźmie kapłan drzewo cedrowe, hizop oraz nitki karmazynowe i rzuci to na ogień, w którym płonie krowa. Następnie wypierze kapłan szaty swoje i obmyje ciało wodą; po spełnieniu tych czynności wejdzie do obozu, lecz pozostanie nieczystym aż do wieczora. Również ten, który palił krowę, wypierze w wodzie szaty swoje, obmyje ciało i pozostanie nieczystym aż do wieczora. Mąż czysty zbierze popiół krowy i złoży go na czystym miejscu poza obozem, aby dla społeczności Izraelitów był przechowany do przygotowania wody oczyszczenia.”

(Księga Liczb 19,2-9)

Dlaczego proces oczyszczenia z nieczystości rytualnej wymagał właśnie popiołu pozostałego po ofiarowaniu Para Aduma, czerwonej jałówki?

Pytanie to absorbowało naszych mędrców od niepamiętnych czasów. Uznali oni ceremonię Para Aduma za typowy przykład ‘chok’, przykazania dla którego nie sposób znaleźć racjonalnego wytłumaczenia. W traktacie Joma Talmudu Babilońskiego rabbi Akiwa stwierdził, że wers 7:23 w księdze Koheleta (“rzekłem: będę mądrym; aleć się mądrość oddaliła ode mnie”) odnosi się właśnie do przykazania Para Aduma. Autorstwo Księgi Koheleta tradycyjnie przypisywane było królowi Salomonowi. Rabbi Akiwa zdaje się sugerować, że nawet król  Salomon – symbol mądrości – nie był w stanie przeniknąć logiki stojącej za tym przykazaniem.

Trudno nie zgodzić się z rabbi Akiwą. Nie sposób odgadnąć dlaczego rytuał Para Aduma wymagał ofiarowania czerwonej a nie – na przykład żółtej jałówki. W Torze nie znajdujemy także odpowiedzi na pytanie dlaczego nie mogła ona przed ofiarowaniem nosić jarzma. Co więcej, przebieg rytuału Para Aduma wydaje wymykać się prawom logiki. Wszak w jego trakcie kapłani zaangażowani w proces pozyskiwania popiołu służącego rytualnemu oczyszczeniu sami stają się nieczyści rytualnie!

Rytuał Para Aduma jest zatem nie tylko enigmatyczny, ale i wewnętrznie sprzeczny. Czyni to z niego szczególnie twardy orzech do zgryzienia dla judaizmu postępowego, opartego na racjonalnym i naukowym podejściu do religii. Wrażenie jego obcości potęguje fakt, że judaizm postępowy nie zna pojęcia nieczystości rytualnej; koncentrujemy się raczej na “czystości” w sensie etycznym. Mam jednak wrażenie, że zarówno przebieg jak i tajemniczy charakter ceremonii Para Aduma mają na celu pomóc nam zaakceptować pełen niepewności charakter naszej egzystencji.

Brak racjonalnego wytłumaczenia dla przebiegu ceremonii Para Aduma przypomina nam, że często nie jesteśmy w stanie w pełni wytłumaczyć otaczającej nas rzeczywistości. Fakt, że w trakcie ceremonii Para Aduma osoby nieczyste rytualnie odzyskują czystość, ale biorący w niej udział kapłan staje się nieczysty, przypomina nam, że działania korzystne dla nas w długiej perspektywie mogą się wiązać z niedogodnościami. Nie mamy pewności czy korzyści wynikające z przyszłych działań przewyższą potencjalne straty.

Niepewni czy dobrze rozumiemy otaczający nas świat, niepewni czy nasze działania przyniosą zamierzone rezultaty pragniemy pewności. Odpowiedzią na to pragnienie są ideologie i religie oferujące nam odpowiedzi na wszystkie pytania.

Ceremonia ofiarowania czerwonej jałówki uczy nas, że judaizm nie skupia się na szukaniu odpowiedzi na pytania na temat istoty tego co było i tego co może nastąpić. W centrum zainteresowania naszej tradycji znajdują się działania które możemy podjąć dziś, tu i teraz, oraz gotowość do wzięcia odpowiedzialności za ich konsekwencje.

Miszna opisująca proces wychowania kapłanów uczestniczących w rytuale Para Aduma przypomina nam, że przyjęcie odpowiedzialności za losy świata nie jest łatwe i wymaga przygotowań. Kapłani mający w przyszłości prowadzić ten rytuał byli wychowywani w izolacji od reszty świata. Izolacja ta miała na celu uchronienia młodych kapłanów od nieczystości rytualnej związanej z kontaktem z tym co martwe. Myślę, że kapłani uczestniczący w rytuale Para Aduma stawali się nieczyści rytualnie gdyż musieli się skonfrontować ze śmiercią – wielką budzącą niepewność niewiadomą. Ich trwająca do wieczora nieczystość rytualna dawała im szansę na zrozumienie losu reszty ludu Izraela, któremu mieli służyć. Spędzając czas poza obozem doświadczali oni niepewności towarzyszącej statusowi nieczystych rytualnie Izraelitów. Dzięki temu doświadczeniu kapłani nie żyli w elitarnej, czystej rytualnie ‘bańce mydlanej’. Przeciwnie, byli oni świadomi że podejmowanie działań zmieniających świat na lepsze wymaga poświęceń. Wiedzieli, że niepewność i niedogodności to cena, która warto zapłacić by zapewnić swojej społeczności lepsze jutro.

Judaizm postępowy zniósł podział na kapłanów i resztę Ludu Izraela. Wierzymy, że Żydzi jako zbiorowość są zobowiązani do stania się “królestwem kapłanów i świętym ludem” (Wyjścia 19,6). Oznacza to, że każda jednostka zobowiązana jest do podejmowania działań przybliżających Żydów jako zbiorowość do świętości.

Rytuał Para Aduma przypomina nam, że nasza indywidualna i zbiorowa droga do lepszego świata wiąże się z podejmowaniem działań pomimo niepewności. W ten Szabat Chukat życzę Wam odnalezienia Waszych czerwonych jałówek – źródeł odwagi i inspiracji do działania.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Pride Month Sermon

Pride Month Sermon

 

Mati Kirschenbaum

Being an LGBT person in Poland is a sport discipline requiring a will to fight and fortitude. A few years ago I would have compared it to a 3000m steeplechase race. It is an exhausting athletic discipline, but after the first lap around the stadium you already know what to expect, the obstacles do not change. Thanks to this, despite the growing fatigue, subsequent laps are technically easier.

However, over the course of the past two years the number of obstacles faced by LGBT people in Poland has increased and it’s still increasing. Five voivodeship and dozens of smaller local government entities have passed resolutions deeming themselves „LGBT ideology-free” zones or simply “LGBT-free” zones. Last year’s equality march in Białystok was met with a wave of violence and the opponents of the march in Lublin brought home-made bomb to it. All this happened with the support of the Catholic Church, which called LGBT people the “rainbow plague”.

This year the condoning of discrimination and violence has moved to the national level. On June 13th, while defending the homophobic rhetoric of the government’s representatives, President Andrzej Duda stated that “they are trying to convince us [Poles], that [LGBT persons] are people, when in fact it is simply an ideology.” A member of his electoral campaign, MP Przemysław Czarnek, echoed his words, saying: “Let’s stop listening to this nonsense about some human rights or equality. These people are not equal to normal people.”

Within less than two weeks from President Duda’s words Poland has witnessed a wave of assaults on LGBT people; among others, Andrzej Duda’s former barber was beaten up. At least one person committed suicide because of the rhetoric of the President of Poland. For two weeks now I’ve been obsessively reading articles about these incidents. At first I didn’t know why I was so shaken up by them. Only yesterday did I realize that the reports full of descriptions of verbal and physical abuse have reminded me about an event in my life that I would rather erase from my memory.

On New Year’s Eve 2008 I got beaten up by three thugs in the center of Wrocław. The assault’s motive was robbery, but while my assailants were kicking me (everywhere, including the head, luckily along the skull), they were yelling homophobic slogans. Covered in blood I came back home, from where my friend’s father took me to the hospital. At the hospital a helpful doctor manually realigned my displaced nose without anesthesia (yes, it hurt) and he prescribed me painkillers and tranquillizers. I was really lucky that no one kicked me in the head from a different angle – or I might not be here today.

Why am I writing about this today?

Because most Polish LGBT persons are facing either verbal or physical abuse.

Because while you cannot beat up “LGBT ideology”, you can definitely beat up a person – for example me.

Because when I reported the assault, the policeman said that the accompanying homophobic shouts were not relevant to the case, since Poland does not prosecute homophobia- and transphobia- motivated crimes. And then he refused to mention them in the case file.

Because Poland does not treat homophobic motives for violence on par with  other groups at risk of violence.

Because I find it terrifying that 12 years later the situation of LGBT persons in Poland has not improved.

Because I don’t want to be treated as a second-class citizen as a Polish LGBT person.

Because I want to show today’s LGBT youth that one can still lead a good life following such a trauma.

Because discrimination, fear and lately also violence is something Polish LGBT persons face every day. And this won’t change unless you undertake actions to help them. Here and now, in the last days of the Month of Pride in being an LGBT person; the pride that Polish LGBT people often have to hide.

Mati Kirschenbaum

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

 

Kazanie na Miesiąc Dumy

Kazanie na Miesiąc Dumy

Mati Kirschenbaum

 

Bycie osobą LGBT w Polsce jest dyscypliną sportową wymagającą woli walki i hartu ducha. Jeszcze kilka lata temu porównałbym je do biegu na 3000 metrów z przeszkodami. Jest to wyczerpującą konkurencja lekkoatletyczna, ale po pierwszym okrążeniu stadionu wiadomo czego się spodziewać, przeszkody nie ulegają zmianie. Dzięki temu, mimo narastającego zmęczenia, kolejne okrążenia są technicznie łatwiejsze.

W ciągu ostatnich dwóch lat przeszkód dla bycia osobą LGBT w Polsce jednak przybyło i są one coraz wyższe. Pięć województw i dziesiątki mniejszych jednostek samorządu terytorialnego przyjęło uchwały określające je jako strefy „wolne od ideologii LGBT” lub po prostu „wolne od LGBT”. Zeszłoroczny marsz równości w Białymstoku spotkał się z falą przemocy, na marsz w Lublinie jego przeciwnicy przynieśli domowej roboty bombę. Wszystko to przy wsparciu Kościoła Katolickiego, nazywającego osoby LGBT „tęczową zarazą”.

W tym roku przyzwolenie na dyskryminację i przemoc przeniosło się na poziom ogólnopolski. 13 czerwca, broniąc homofobicznej retoryki przedstawicieli rządu, Prezydent Andrzej Duda stwierdził, że „nam [Polakom] próbuje się wmówić, że [osoby LGBT] to ludzie, a to jest po prostu ideologia”.  Wtórował mu członek jego sztabu wyborczego, poseł Przemysław Czarnek, mówiąc: „skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”.

W ciągu niecałych dwóch tygodni od słów Prezydenta Dudy, w Polsce doszło do fali napaści na osoby LGBT, pobity został między innymi były fryzjer Andrzeja Dudy. Co najmniej jedna osoba popełniła samobójstwo z powodu retoryki Prezydenta RP. Od dwóch tygodni obsesyjnie czytam artykuły na temat tych zajść. Na początku nie wiedziałem dlaczego tak mnie one poruszyły. Dopiero wczoraj uświadomiłem sobie, że relacje pełne opisów słownej i fizycznej przemocy przypomniały mi o wydarzeniu z mojego życia, które wolałbym wymazać z pamięci.

W Sylwestra 2008 zostałem pobity przez trzech bandziorów w centrum Wrocławia. Napad miał podłoże rabunkowe, ale moi oprawcy kopiąc mnie (wszędzie, w tym i w głowę, na szczęście wzdłuż czaszki) wykrzykiwali homofobiczne hasła. Zalany krwią wróciłem do domu, skąd ojciec znajomego zabrał mnie do szpitala. W szpitalu uczynny doktor nastawił mi ręcznie i bez znieczulenia (tak, bolało) przesunięty nos i wypisał środki przeciwbólowe i uspokajające. Miałem wielkie szczęście, że nikt nie kopnął mnie w głowę pod innym kątem – mogłoby mnie dziś tu nie być.

Dlaczego dziś o tym pisze?

Bo z przemocą – słowną lub fizyczną – spotyka się większość polskich osób LGBT.

Bo „ideologii LGBT” nie można pobić, ale osobę – na przykład mnie – już tak.

Bo policjant do którego zgłosiłem moje pobicie powiedział, że towarzyszące mu homofobiczne okrzyki nie miały znaczenia dla sprawy, gdyż Polska nie ściga zbrodni motywowanych homofobią i transfobią. Potem odmówił wpisania wzmianki o nich do akt.

Bo Polska nie traktuje homofobicznych pobudek przemocy na równi z przynależnością do innych grup narażonych na przemoc.

Bo przeraża mnie, że 12 lat później sytuacja osób LGBT w Polsce się nie poprawiła.

Bo nie zgadzam się na bycie obywatelem drugiej kategorii jako polska osoba LGBT.

Bo chce pokazać dzisiejszym młodym LGBT, że życie po takiej traumie może się dobrze ułożyć.

Bo doświadczenie dyskryminacji, strachu, a ostatnio także przemocy to codzienność polskich osób LGBT. To się nie zmieni o ile nie podejmiesz działań aby im pomóc. Tu i teraz, w ostatnich dniach Miesiąca Dumy z bycia osobą LGBT; dumy, którą polscy LGBT muszą często ukrywać.

 

Mati Kirschenbaum

Whom Can We Trust?

Whom Can We Trust?

Mati Kirschenbaum

This week’s Parasha Bechukotai concludes the so called “Holiness Code” – i.e. chapters 17-26 from the Book of Leviticus which describe the ritual and moral prohibitions aimed at making the people of Israel a nation aspiring to holiness. The beginning of our Parasha coincides with the summary of the Code in which we find the description of the blessings and curses which are to befell the Israelites if they will – or will not – keep the Eternal’s commandments after entering the Land of Israel. The reward shall be prosperity and peace, whereas the punishment will entail the devastation of the land of Israel, the exile of the Israelites, fear, hunger and humiliation suffered in a foreign land. However, the punishment will not last forever – the Eternal shall not forsake the remnant of His people and eventually He will remember the covenant with Abraham, Isaac and Jacob.

A reference to the covenant with God can also be found in the Haftarah to our Parasha – that is in chapter 16 and 17 of Jeremiah’s prophecy. In the Haftarah we find the following statement:

אָרוּר הַגֶּבֶר אֲשֶׁר יִבְטַח בָּאָדָם

Cursed is he who trusts in man (Jr 17:5.)

Here is how Jeremiah describes such a person:

He shall be like a bush in the desert, which does not sense the coming of good: It is set in the scorched places of the wilderness, in a barren land without inhabitant (Jr 17:6.)

So where can we find hope? Jeremiah lets us know without a shadow of doubt, as he states:

בָּרוּךְ הַגֶּבֶר, אֲשֶׁר יִבְטַח בַּיהוָה; וְהָיָה יְהוָה, מִבְטַחוֹ

Blessed is he who trusts in the Eternal, whose trust is the Eternal alone (Jr 17:7.)

This Sunday we are going to elect the Polish representatives to the European Parliament. Many of us feel that we are voting for the lesser evil. We do not feel that we can trust our politicians. And we don’t have to: Jeremiah teaches us that in fact we can truly trust only the Eternal. But this doesn’t mean that, full of mistrust, we should abstain from voting. On the contrary, we must vote, keeping in mind the subsequent words of Jeremiah:

עָקֹב הַלֵּב מִכֹּל, וְאָנֻשׁ הוּא; מִי, יֵדָעֶנּוּ. אֲנִי יְהוָה חֹקֵר לֵב, בֹּחֵן כְּלָיוֹת:  וְלָתֵת לְאִישׁ כִּדְרָכָו, כִּפְרִי מַעֲלָלָיו.

Most devious is the heart (the source of human intellect); It is perverse — who can fathom it? I the Eternal, probe the heart, search the mind (one’s character) — to repay every man according to his ways, with the proper fruit of his deeds (Jr 17:9-10.)

Jeremiah teaches us that politicians make mistakes which stem from their human, imperfect nature. Ultimately it will be the Eternal who shall judge their mistakes and hold them accountable for them. But for now we must believe that by trusting the Eternal and His teachings we will be able to choose the best politicians that our society is capable of electing. May you all cast a well-thought-out vote on Sunday. And for now – may you have a peaceful Shabbat! Shabbat Shalom!

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Mati Kirschenbaum