Trying Our Best – Just Like Noah Did

Trying Our Best – Just Like Noah Did

 

This week’s Torah portion Noah describes the great flood sent on Earth by the Eternal because of humanity’s sins. Only Noah and his family are saved by the Eternal from dying in the midst of the rising waters. What did Noah do to deserve such a privilege? The answer to this question can be found at the  beginning of our Parashat,

„This is the line of Noah: Noah was a righteous man; he was blameless in his age.” (Genesis 6:9.)

At first glance this verse seems to provide a compelling reason for saving Noah, who is described as a righteous and blameless man. However, the words that caught the attention of our sages were the following: “In his age”. The Rabbis wondered whether this phrase meant that Noah could be viewed as righteous only in the context of his own era, marked by a general decline in morality. In Bereshit Rabba, a book of Midrashim on the Book of Genesis, we find a discussion between Rabbi Judah and Rabbi Nehemia concerning Noah’s character. Rabbi Judah compared Noah to a person with one eye blind taking a stroll along a street full of blind people. In such circumstances even someone partially blind would be viewed as capable of seeing. Rabbi Judah was convinced that Noah would not have been viewed as righteous in the times of Moses or of prophet Samuel. Rabbi Nehemia opposed this view, comparing Noah to perfumes used in a place with an unpleasant smell. We could still sense their scent, although it would not be strong. Rabbi Nehemia claimed that in a different era the scent (righteousness) of Noah would have been sensed even from afar.  

Both Rabbi Jehuda and Rabbi Nehemia seem to believe that Noah was never punished for his pre-flood actions. Some of the sages disagreed with them. Rav Huna claimed that as a punishment Noah was bitten by a lion as the animals were being released from the ark after the flood waters had subsided. In such case the question arises what Noah’s transgression might have been.

Devarim Rabba, a Midrash on the Book of Deuteronomy, seems to provide us with an answer to this question, as it compares Noah and Moses to two captains of sinking ships. The first one, Noah, saves from death only himself and his family, whereas the second captain, Moses, saves all the passengers (by asking the Eternal not to wipe out the Israelites who were worshipping the golden calf.) According to this interpretation, Noah might have transgressed by showing no interest in the fate of the rest of humanity once the flood came.

The above mentioned Midrash shows us why Noah cannot be viewed as being equal to Moses. However, I am not sure whether Noah’s actions truly deserved punishment. The Midrash teaches us that Noah warned humanity about the flood, repeatedly admonishing them to change their behavior. After undertaking many such attempts Noah simply gave up. Once the flood came, he was convinced that it was already too late and he focused on saving his own family instead. His behavior right before the flood may not rank as the greatest act of altruism; however, it was profoundly human. In my opinion this moment portrays Noah’s character – of an imperfect human being trying to act the best he can.

Noah’s character reminds me of the words of Rabban Gamliel from tractate Pirkei Avot,

In a place where there is no man [where no one follows moral rules], strive to be a man (Pirkei Avot 2:5.)

This Shabbat I encourage you to ask yourselves if sometimes you find yourselves in situations when no one does the right thing. If you do, I encourage you to behave decently in such cases. Who knows, perhaps just like Noah you will manage not to drown in an ocean of excuses such as, “everyone does it”, “nothing can be done to change it” or “that’s just the way it is”. Shabbat Shalom!

 

Mati Kirschenbaum

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

Starać się jak Noe

Starać się jak Noe

Czytana przez nas w tym tygodniu parsza Noach opisuje wielki potop sprowadzony przez Wiekuistego na ziemię ze względu na grzechy ludzkości. Tylko Noe i jego rodzina zostają wybawieni przez Wiekuistego od śmierci w odmętach wzbierających wód. Czym Noe zasłużył sobie na taki przywilej? Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy na początku naszej parszy:

„Oto dzieje NoegoNoe był mężem sprawiedliwym; nieskazitelnym był on za czasów swoich” (Rdz 6, 9).

Na pierwszy rzut oka wers ten daje nam przekonujący powód dla ocalenia Noego, opisanego jako człowiek sprawiedliwy i nieskazitelny. Uwagę naszych mędrców przykuły jednak słowa „za czasów swoich”. Rabini zastanawiali się, czy to wyrażenie oznacza, że Noego można uznać za sprawiedliwego tylko w kontekście jego epoki, charakteryzującej się powszechnym upadkiem moralności. W Bereszit Raba, księdze midraszy do Księgi Rodzaju, znajdujemy dyskusję na temat jego charakteru między rabinem Judą i rabinem Nechemią. Rabin Juda porównał Noego do osoby ślepej na jedno oko spacerującej po ulicy pełnej niewidomych. W takiej sytuacji nawet osoba częściowo niewidoma jest uznawana za widzącą. Rabin Juda był przekonany, że Noe nie byłby uznany za sprawiedliwego w czasach Mojżesza albo proroka Samuela. Rabin Nechemia był przeciwnego zdania, przyrównując Noego do perfum użytych w miejscu o nieprzyjemnym zapachu. Możemy przecież rozpoznać ich zapach, nie jest on jednak silny. Rabin Nechemia twierdził, że w innej epoce zapach (prawość) Noego wyczuwalny byłby także w oddali.

Zarówno Rabin Jehuda, jak i rabin Nechemia zdają się wierzyć, że Noe nie został ukarany za swoje przedpotopowe zachowanie. Nie wszyscy mędrcy podzielali ich zdanie. Raw Huna twierdził, że karą dla Noego było pogryzienie go przez lwa przy wypuszczaniu zwierząt z arki po opadnięciu wód potopu. Możemy zadać sobie pytanie, co mogło być w takim razie przewinieniem Noego.

Dewarim Raba, midrasz do Księgi Powtórzonego Prawa, wydaje się udzielać nam odpowiedzi na to pytanie, porównując Noego i Mojżesza do dwóch kapitanów tonących okrętów. Pierwszy z nich, Noe, ratuje od śmierci tylko siebie i swoją rodzinę. Drugi kapitan, Mojżesz, ratuje wszystkich pasażerów (Prosząc Wiekuistego, by nie zgładził On Izraelitów wielbiących złotego cielca). W tej interpretacji uchybieniem Noego mógłby być brak zainteresowania resztą ludzkości, gdy nadszedł potop.

Powyższy midrasz udowadnia nam, dlaczego nie możemy uznać Noego za równego Mojżeszowi. Nie jestem jednak pewien, czy zachowanie Noego jest godne kary. Midrasz uczy nas, że Noe ostrzega ludzkość przed potopem, wielokrotnie zachęcając ich do zmiany ich postępowania. Po wielu próbach Noe po prostu się poddaje. Gdy nadchodzi potop, jest on przekonany, że jest już za późno i zajmuje się ratowaniem własnej rodziny. Jego postępowanie tuż przed nadejściem potopu nie jest może szczytem altruizmu; jest jednak bardzo ludzkie. Moim zdaniem ten moment oddaje charakter Noego – niedoskonałego człowieka, starającego się postępować jak najlepiej.
Postać Noego przypomina mi o słowach rabana Gamliela, zawartych w traktacie Pirkej Awot:

„Tam, gdzie nie ma ludzi (gdzie nikt nie przestrzega zasad moralnych), staraj się być człowiekiem” (Pirkej Awot 2,5).

W ten Szabat zachęcam Was do zastanowienia się, czy znajdujecie się czasem w sytuacji, w której nikt nie zachowuje się w porządku. Jeśli tak, zachęcam Was do zachowania się przyzwoicie. Kto wie, może tak jak Noemu uda się Wam nie utonąć w oceanie wymówek takich jak „wszyscy tak robią”, „nic się nie da zmienić” i „tak to już jest”.

Szabat Szalom!

 

Mati Kirschenbaum


 
 
 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

Nietrwały szałas czy trwałe dziedzictwo? Czym jest nasze życie?

Nietrwały szałas czy trwałe dziedzictwo? Czym jest nasze życie?

Mati Kirschenbaum

W trakcie Sukkot czytamy Księgę Koheleta, która wydaje się twierdzić, że ludzkie życie jest równie nietrwałe, jak budowane przez nas sukkotowe szałasy. Kohelet opisuje przemijalność ludzkich osiągnięć w sposób następujący:

„Znienawidziłem też wszelki swój dorobek, jaki nabyłem z trudem pod słońcem, a który zostawię człowiekowi, co przyjdzie po mnie. A któż to wie, czy mądry on będzie, czy głupi? A władać on będzie całym mym dorobkiem, w który włożyłem trud swój oraz mądrość swoją pod słońcem. I to jest ulotność”
(Koh 2,18-19).

Przypomniałem sobie słowa Koheleta czytając przypadającą na ten tydzień parszę We Zot HaBracha (Oto błogosławieństwo), ostatnią parszę w rocznym czytaniu Tory. W parszy tej Mojżesz udziela błogosławieństwa poszczególnym plemionom Ludu Izraela. On sam nie ma jednak powodów do radości. Wiekuisty nakazuje mu bowiem udać się na górę Nebo, na której szczycie ma spotkać go śmierć. Mojżesz pozbawiony jest możliwości wejścia do Ziemi Obiecanej, może ją jedynie zobaczyć ze szczytu góry. Taki los mógł wzbudzić w Mojżeszu poczucie krzywdy. Kto wie, może w głębi duszy chciał on powtórzyć słowa Koheleta, wyrażające smutek związany z brakiem możliwości cieszenia się owocami własnego wysiłku?

Wielu mędrców naszej tradycji wydaje się interpretować uczucia Mojżesza właśnie w taki sposób. Talmud zawiera wstrząsający opis Mojżesza płaczącego, gdy Wiekuisty dyktuje mu słowa Tory opisujące jego własną śmierć. Potrafię sobie wyobrazić smutek Mojżesza, który zdaje sobie sprawę, że za chwilę umrze. Może się on obawiać, że jego dorobek nie zostanie zapamiętany.

W Talmudzie znajdujemy przypowieść, która nawiązuje do lęku Mojżesza przed zapomnieniem. Opisuje ona podróż Mojżesza, w której trakcie odwiedza on jesziwę rabina Akiwy. W jesziwie siada on w ostatnim rzędzie i przysłuchuje się dyskusji między uczniami rabina Akiwy. Nic z niej nie rozumie! Wyobcowany, Mojżesz chce opuścić jesziwę. Jednak nagle słyszy on słowa rabina Akiwy, który stwierdza, że dyskusja między uczniami dotyczy prawa otrzymanego przez Mojżesza na Synaju. Uspokaja to Mojżesza, który zdaje sobie sprawę, że jego dorobek stanie się punktem wyjścia do rozważań przyszłych pokoleń.
Przytoczona powyżej przypowieść o Mojżeszu uświadamia nam, że nasz dorobek nie należy do nas samych. Przeciwnie, nasze osiągnięcia mogą pomóc kolejnym pokoleniom pogłębiać wiedzę o świecie. W jaki sposób? Tego nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Dlatego nie powinniśmy za dużo myśleć o tym, czy pozostawimy coś trwałego po sobie. Przestrzega nas przed tym także Kohelet, który opisuje wszystkie nasze starania hebrajskim słowem hewel. Chrześcijańskie tłumaczenia Biblii Hebrajskiej tłumaczą to słowo jako „marność”. W tym tłumaczeniu najsławniejsze słowa Koheleta brzmią następująco: marność nad marnościami i wszystko marność. Nie jest to jednak właściwe tłumaczenie. „Hewel” znaczeniowo bliższy jest takim słowom jak „przemijanie” i „ulotność”. Nasze osiągnięcia nie są zatem marne, są ulotne – nie jesteśmy w stanie ocenić ich przyszłego znaczenia, możemy tylko ufać Wiekuistemu i robić to, co do nas należy, najlepiej jak potrafimy. Mojżesz tak czynił i uznawany jest za najwybitniejszego przywódcę Izraelitów, mimo że nigdy nie dotarł do Ziemi Obiecanej. W ten Szabat w trakcie Sukkot zachęcam Was do docenienia Waszych osiągnięć, nawet jeśli wydają się Wam nieistotne. Kto wie, może staną się one kiedyś fundamentem czegoś wielkiego? Szabat Szalom weMoadim LeSimcha!

Mati Kirschenbaum

 

 

 

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

An Ephemeral Booth or a Lasting Legacy? How Should We View Our Lives?

An Ephemeral Booth or a Lasting Legacy? How Should We View Our Lives?

Mati Kirschenbaum

During Sukkot we read the Book of Ecclesiastes, which seems to claim that human life is equally ephemeral as the Sukkot booths which we build. Kohelet describes the transient character of human achievements in the following way:

So, too, I loathed all the wealth that I was gaining under the sun. For I shall leave it to the man who will succeed me— and who knows whether he will be wise or foolish?—and he will control all the wealth that I gained by toil and wisdom under the sun. That too is [fleeting]
(Ecclesiastes 2:18-19.)

I was reminded of Kohelet’s words as I was reading this week’s Torah Portion VeZot HaBracha (“This is the Blessing”), the last Parasha in the yearly Torah reading cycle. In this Parasha Moses blesses each of the tribes of the people of Israel. However, personally he has no reason to be joyous, since the Eternal commands him to go to the top of Mount Nebo, where he will face his own death. Moses has been deprived of the possibility to enter the Promised Land, he can only see it from the top of the mountain. Facing such a fate could have evoked a sense of injustice in Moses. Who knows, maybe deep down he wanted to repeat the words of Kohelet expressing the sadness stemming from not being able to enjoy the fruits of his own efforts?

That’s exactly how many sages within our tradition seem to interpret Moses’ feelings. In the Talmud we find a harrowing description of Moses weeping as the Eternal is dictating to him the words of the Torah describing his own death. I can imagine Moses’ sadness as he realizes that he is about to die. He might be afraid that his achievements won’t be remembered.

In the Talmud we find a parable which refers to Moses’ fear of being forgotten. It describes Moses’ journey, during which he visits Rabbi Akiba’s yeshiva. At the yeshiva he sits in the last row and he listens to the discussion between rabbi Akiba’s disciples. And he can’t understand anything of what’s being said! Feeling alienated, Moses wants to leave the yeshiva. However, suddenly he hears the words of Rabbi Akiva, who states that the discussion between the disciples refers to the law received by Moses at Sinai. This reassures Moses, who realizes that his achievements will become a starting point for the deliberations of future generations.

The above mentioned parable about Moses makes us realize that our achievements do not belong to ourselves. On the contrary, our achievements can help subsequent generations  gain a deeper understanding of the world. How so? In ways we can’t even imagine. That’s why we should not spend too much time wondering if we’ll leave something permanent behind us. Kohelet warns us against this as well, as he describes all of our endeavors with the Hebrew term hevel. In Christian translations of the Hebrew Bible this word is translated as “vanity”. According to this translation the most famous of Kohelet’s quotes sounds as follows: “Vanity of vanities  and all is vanity.” However, this is not an appropriate translation. The meaning of the term “hevel” is closer to words such as “transience” and “fleeting”. Hence our achievements are not in vain – they are fleeting – we are not able to assess their future significance, we can only trust the Eternal and keep on doing what we can as best as we can. That is exactly what Moses did and he is considered the most outstanding among all the Israelite’s leaders, even though he never reached the Promised Land. On this Shabbat which falls during Sukkot I encourage you to appreciate your own achievements, even if they might seem insignificant to you. Who knows, perhaps one day they will become the basis of something great? Shabbat Shalom veMoadim LeSimcha!

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Mati Kirschenbaum

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

Standing Before the Heavenly Court

Standing Before the Heavenly Court

Mati Kirschenbaum

This week’s Torah portion, Vayelech, has the least number of verses out of all the parashot which we read throughout the year. This is because we usually read it together with the previous Torah portion, Nitzavim. However, this year this parasha is being read separately. It starts with a confession made by Moses, who is aware of his physical limitations.

“I am now one hundred and twenty years old, I can no longer be active. Moreover, the [Eternal] has said to me, ‘You shall not go across yonder Jordan.’” (Deuteronomy 31:2.)

Therefore, Moses was thinking about the need to select a leader for the Israelites, someone who would take the people of Israel into the Land of Canaan and who would act as their commander during its conquest. Moses decides to appoint as his successor his loyal servant Joshua, who was one of the two spies sent to the Land of Canaan who came back from it convinced that the Israelites would be able to conquer it. Joshua is an ideal candidate for this leadership role, since he is courageous and he knows the topography of the areas to which he is supposed to take the Israelites. However, this does not mean that the task he faces is an easy one. This is contradicted by the very words of Moses, who seems to be reassuring Joshua and at the same time also giving him advice, as he says,

“’Be strong and resolute, be not in fear or in dread of them [Israel’s enemies]; for the [Eternal] your God Himself marches with you: He will not fail you or forsake you’. Then Moses called Joshua and said to him in the sight of all Israel: ‘Be strong and resolute, for it is you who shall go with this people into the land that the [Eternal] swore to their [ancestors] to give them, and it is you who shall apportion it to them. And the [Eternal] Himself will go before you. He will be with you; He will not fail you or forsake you. Fear not and be not dismayed!’” (Deuteronomy 31:6-8.)

The need to choose a new leader for the Israelites is not the only problem troubling Moses, who is preparing his people to cross over Jordan. He is also worried about how the Israelites will behave after he is gone. No wonder; for he remembers how many times they rebelled against him as they were  wandering through the wilderness. That is why Moses orders the Israelites to read the Book of Law during every Sukkot, which is supposed to remind the Israelites of how they should behave. What’s interesting is that Moses is aware that simply reading the Law will not protect the Israelites from bowing down before deities and from immoral conduct. And that is why Moses writes a song in which the Heavens and the Earth are being called as witnesses for the future misconducts of the Israelites. Moses puts the scroll with the words of this song in the Arc of the Covenant.

How are we to understand the statement that the Heavens and the Earth have been called as witnesses against the people of Israel? This means that no evil deed of Israel shall go unnoticed, that all of Israel’s transgressions shall be severely punished. Therefore, this song serves a pedagogical function – it is supposed to remind the Israelites of their rebellious inclinations which sooner or later will push them towards sin.

The idea of a Heavenly Court (before which the Heavens and the Earth are being summoned to testify against us) reminds us of Yamim Noraim (the Days of Awe), the period between Rosh Hashana and Yom Kippur which is now underway, during which we ourselves are standing before the Heavenly Court. What’s more, many of the prayers recited during Yamim Noraim seem to serve the same purpose as the song composed by Moses; their goal is to make us become aware of our failings and their consequences. These prayers are throwing us off balance and their depiction of human nature is riddled with pessimism. One can’t help but wonder whether it wasn’t possible to encourage us to engage in self-reflection in a different, less drastic way, without the need to call the time for reflection Yamim Noraim, the Days of Awe.

After this year’s reading of parashat Vayelech I can’t help the feeling that we – contemporary Jews – are not much different from the Israelites camping by the Jordan river. Just like them we are not always able to behave properly. From time to time we must confront the unpleasant truth about ourselves. This is neither an easy nor a pleasant process, but it helps us get back on the right track.

During this year’s Yom Kippur you might feel overwhelmed by the prayers aiming to describe all the possible transgression one can possibly imagine. If the prospect of experiencing such feelings during the High Holidays seems familiar to you, I encourage you to focus your attention on the similarities between the prayers for Yamim Noraim and Moses’ song. Both our prayers as well as this Biblical song are meant to help us become better people. That is why it is worth reflecting on their message, even if this might be a difficult experience for us.

Today’s Shabbat, the Shabbat between Rosh Hashana and Yom Kippur, is traditionally called Shabbat Shuva – the Shabbat of the Return to the Eternal. Today I’d like to wish you the courage and the strength necessary to make yourself aware of your flaws in the coming days. Shabbat Shalom and Gmar Chatima Tova – may we be sealed in the Book of Life.

Mati Kirschenbaum

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Stojąc przed niebiańskim Sądem

Stojąc przed niebiańskim Sądem

Mati Kirschenbaum

Czytana przez nas w tym tygodniu porcja Tory, Wajelech, ma najmniej wersów spośród wszystkich czytanych w ciągu roku parsz. Dzieje się tak dlatego, że najczęściej czytamy ją wraz z poprzedzającą ją parszą Nicawim. W tym roku jednak parsza ta jest czytana oddzielnie. Otwiera ją wyznanie Mojżesza, który zdaje sobie sprawę ze swoich fizycznych ograniczeń.
„Dziś mam już sto dwadzieścia lat. Nie mogę swobodnie chodzić. Pan mi powiedział: Nie przejdziesz tego Jordanu” (Pwt 31,2).
Mojżesza zajmuje zatem kwestia wyznaczenia Izraelitom przywódcy, który wprowadzi Lud Izraela do Ziemi Kanaan i będzie nimi dowodził w trakcie jej podboju. Na swojego następcę Mojżesz wybiera swojego wiernego sługę Jozuego, będącego jednym z dwóch wysłanników do Ziemi Kanaan, którzy wrócili z niej z przekonaniem, że Izraelici będą w stanie ją opanować. Jozue jest idealnym kandydatem na przywódcę, ponieważ jest odważny i zna topografię terenów, do których ma zaprowadzić Izraelitów. Nie oznacza to jednak, że stojące przed nim zadanie jest łatwe. Przeczą temu słowa Mojżesza, który wydaje się jednocześnie uspokajać Jozuego i udzielać mu rady, mówiąc:
„«Bądź mężny i mocny, nie lękaj się, nie bój się ich (wrogów Izraela), gdyż Wiekuisty, Bóg twój, idzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci». Zawołał potem Mojżesz Jozuego i rzekł mu na oczach całego Izraela: «Bądź mężny i mocny, bo ty wkroczysz z tym narodem do ziemi, którą poprzysiągł Wiekuisty dać ich przodkom, i wprowadzisz ich w jej posiadanie. Sam Wiekuisty, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci. Nie lękaj się i nie drżyj!” (Pwt. 31,6-8).
Kwestia przywództwa nad Izraelitami nie jest jedynym problemem Mojżesza przygotowującego swój lud na przekroczenie Jordanu. Martwi go także to, w jaki sposób Izraelici będą się zachowywać, gdy go zabraknie. Nic dziwnego; pamięta on przecież, ile razy buntowali się oni przeciwko niemu w trakcie wędrówki przez pustynię. Dlatego też Mojżesz nakazuje Izraelitom czytanie w trakcie każdego Sukkot księgi Prawa, która ma przypominać Izraelitom o tym, jak należy się zachowywać. Co interesujące, Mojżesz zdaje sobie sprawę, że sama lektura Prawa nie uchroni Izraelitów przed oddawaniem hołdu bożkom i przed niemoralnym zachowaniem. Dlatego też Mojżesz zapisuje pieśń, w której ziemia i niebo wezwane są na świadków przyszłych występków Izraelitów. Zwój zawierający słowa tej pieśni Mojżesz umieszcza w Arce Przymierza.
Jak możemy zinterpretować stwierdzenie, że niebo i ziemia wezwane są jako świadkowie przeciwko Ludowi Izraela? Oznacza to, że żaden zły uczynek Izraela nie pozostanie niezauważony, wszystkie przewiny Izraela zostaną surowo ukarane. Pieśń ta ma zatem znaczenie pedagogiczne, ma ona przypominać Izraelitom o ich buntowniczych skłonnościach, które prędzej czy później popchną ich do grzechu.
Idea niebiańskiego sądu (przed który wezwane są niebo i ziemia, by świadczyć przeciwko nam) przypomina nam o Jamim Noraim (Strasznych Dniach), trwającym właśnie okresie między Rosz Haszana i Jom Kippur, w których trakcie to my stoimy przed niebiańskim sądem. Co więcej, wiele z odmawianych w trakcie Jamim Noraim modlitw wydaje się mieć ten sam cel, co skomponowana przez Mojżesza pieśń; mają one uświadomić nam nasze uchybienia oraz ich konsekwencje. Modlitwy te wytrącają nas z równowagi, rażą pesymizmem w opisie ludzkiej natury. Można by zadać sobie pytanie, czy nie udałoby się skłonić nas do autorefleksji w inny, mniej drastyczny sposób, bez konieczności nazywania czasu refleksji Jamim Noraim, Strasznymi Dniami.
Po tegorocznej lekturze parszy Wajelech mam poczucie, że my – współcześni Żydzi – nie różnimy się w znaczący sposób od obozujących nad Jordanem Izraelitów. Tak jak oni, nie jesteśmy w stanie zawsze zachowywać się właściwie. Co jakiś czas musimy konfrontować się z nieprzyjemną prawdą o nas samych. Nie jest to łatwy ani przyjemny proces, pomaga on nam jednak wrócić na właściwą drogę.
W trakcie tegorocznego Jom Kippur możecie poczuć się przytłoczeni przez modlitwy skupione na opisywaniu wszystkich możliwych wykroczeń, jakie można sobie wyobrazić. Jeśli takie odczucia w trakcie Wielkich Świąt nie są wam obce, zachęcam Was do zwrócenia uwagi na podobieństwa między modlitwami Jamim Noraim i pieśnią Mojżesza. Zarówno nasze modlitwy, jak i ta biblijna pieśń mają pomóc nam stać się lepszymi ludźmi. Dlatego warto zastanowić się nad ich przesłaniem, nawet jeśli może to być dla nas ciężkie przeżycie.
Dzisiejszy szabat, szabat między Rosz Haszana i Jom Kippur, nazywamy w naszej tradycji Szabatem Szuwa – Szabatem powrotu do Wiekuistego. Życzę Wam dziś odwagi i sił potrzebnych do uświadomienia sobie Waszych niedoskonałości w trakcie najbliższych dni. Szabat Szalom i Gmar Chatima Towa – obyśmy byli zapieczętowani w Księdze Życia.

Mati Kirschenbaum

 

Time to be grateful [Ki Tavo]

Time to be grateful

When I was a little boy, my family had an allotment garden. All my relatives visited it from time to time, but it was clear to everybody that it was the kingdom of my great-aunt Irena, my grandma’s older sister. Aunt Irenka spent hours and hours on end there tending to the plants. She occasionally asked other family members to help her when some of the tasks went beyond her physical ability. However, most of the time Auntie Irenka (as we used to call her) worked on our allotment garden alone. She came back home from there exhausted but she did not seem to pay any attention to it. Instead, Auntie often spoke about the future when we would be able to eat our own, home-grown fruit and vegetables. Similarly,  Auntie Irenka was never discouraged when draught or excessive rains limited the amount of her harvest. Conversely, she  was always proud of her produce, even when it was scarce. Moreover, whenever she brought a first batch of her crops home, she showed extreme gratitude for them, always saying:

Thank God for these amazing (plums/pears/carrots/parsnips), aren’t they delicious?! And so healthy! We will make amazing salads and preserves out of them.

I remembered my great aunt’s words when I read this week’s parasha, Ki Tavo. In its opening verses  we find the following instruction:

When you have entered the land the Eternal your God is giving you as an inheritance and have taken possession of it and settled in it, take some of the first fruits of all that you produce from the soil of the land the Eternal your God is giving you and put them in a basket. Then go to the place the Eternal your God will choose as a dwelling for his Name and say to the priest in office at the time, “I declare today to the Eternal your God that I have come to the land the Eternal swore to our ancestors to give us.” …. and now I bring the first fruits of the soil that you, Eternal, have given me.” Place the basket before the Eternal your God and bow down before him. Then you and the Levites and the foreigners residing among you shall rejoice in all the good things the Eternal your God has given to you and your household. (Deuteronomy 26:1-3,11.)

This paragraph describes the so called mitzvat bikurim, the commandment to bring first fruits to the Tabernacle (later replaced by the Temple in Jerusalem). These first fruits were supposed to be given to the Eternal in an elaborate ceremony which started with a confirmation of this given individual’s arrival to the Land of Israel. Subsequently, the Israelites were expected to recall all the hardships that they endured as slaves in and refugees from Egypt. Finally, they were expected to place their offered fruits in the place designated as holy (literally, before God’s presence) and bow, thus ending the first fruits ceremony. However, the Israelites were expected not only to complete this ritual, but also to rejoice in all the good things that the Eternal bestowed upon them.

We, modern Progressive Jews, do not believe in sacrifices. What’s more, even if we did, we don’t have a Temple where we could offer our first fruits. Nevertheless, our daily efforts still bear fruit – sometimes larger, sometimes smaller, but fruit nonetheless. This week’s Torah portion got me thinking about our relationship with the fruit of our labour. Are we proud of them, viewing them as a consequence of our hard-work and God-given talents? Or do we play down their importance, telling ourselves that our achievements are nothing special, a 'fluke’, something that everyone could do?

I hope that you see most of your accomplishments in the former way. Still, I suspect there are days in your life when you do not feel like you have made much progress crossing off items on your to-do list. On such days, we can feel overwhelmed and dissatisfied with ourselves. If that sounds familiar, I encourage you to view the tasks you managed to complete through the prism of the first fruits ritual. Initially, you could consider the things  you have achieved so far and tell yourselves: I have already made a lot of progress. This way, you will mirror the behaviour of the biblical Israelites who acknowledged the first fruit of their labour in the Promised Land even though their conquest of Canaan was far from over. Later, you can look at all the obstacles that you had to overcome in order to get to your current position, just like the Israelites recalled their journey through the wilderness. This step could help you cherish your resilience and appreciate the skills and resources you put to use to find your way to where you are now. Finally, just like the Israelites,  who rejoiced and expressed gratitude for their first fruits, you could try to show thankfulness to the Eternal by appreciating your results and giving yourself credit for them.

Feeling gratitude for what we have achieved in life feels like a daunting task, particularly to us, modern Westerners. These days, we are socialized to believe that one should always strive to achieve more. It motivates us  to push ourselves but leaves us unable to enjoy the first fruits of our efforts. Whenever I feel that I need to escape from this never-ending treadmill of anxious thinking about the next task, I think about my Aunt Irenka. Born and socialized in a small village in Kujawy, she always acknowledged that it wasn’t easy for her to move to a big city and get educated. Moreover, she knew that it is important to patiently wait for the results of your work and she took pride in even the smallest of them. I am not quite sure whether she was familiar with the first fruits ceremony described in our parasha, but she definitely embodied its spirit, full of gratitude and appreciation for life.

This Elul, our month of reflection, I encourage you to think about your achievements in the year 5778 and show gratitude for all you were able to accomplish. When you do so, you might feel like the ancient Israelites and my aunt Irenka, who were able to pause, appreciate the first fruits (or vegetables) and feel Divine Providence even in mundane tasks. I hope that such 'gratitude breaks’ will help you prepare for the High Holydays and will become a part of your routine in the New Year 5779.

Shabbat Shalom!

Mati Kirschenbaum

Czas na odczuwanie wdzięczności [Ki Tawo]

Czas na odczuwanie wdzięczności

 W czasach, gdy byłem małym chłopcem, moja rodzina miała działkę. Wszyscy moi krewni jeździli tam od czasu do czasu, lecz dla wszystkich było jasne, że było to królestwo mojej ciotecznej babki Ireny, starszej siostry mojej babci. Ciotka Irenka bez przerwy tam przesiadywała i doglądała roślin. Czasem prosiła innych członków rodziny o pomoc, jeśli jakieś zadania przekraczały jej możliwości fizyczne. Jednakże przez większość czasu ciocia Irenka (tak ją nazywaliśmy) pracowała na naszej działce sama. Wracała stamtąd do domu wykończona, lecz zdawała się nie zwracać na to żadnej uwagi. Zamiast tego ciocia często mówiła o przyszłości, gdy będziemy mogli jeść nasze własne, własnoręcznie wyhodowane owoce i warzywa. Podobnie, ciocia Irenka nigdy się nie zniechęcała, gdy susza lub nadmierne opady ograniczały liczebność jej zbiorów. Przeciwnie, była zawsze dumna ze swoich plonów, nawet gdy było ich niewiele. Co więcej, ilekroć przynosiła do domu pierwsze plony z działki, okazywała za nie ogromną wdzięczność, mówiąc zawsze:

 Bogu dzięki za te wspaniałe (śliwki/gruszki/marchewki/pasternak), czyż nie są przepyszne?! I takie zdrowe! Zrobimy z nich wspaniałe sałatki i przetwory.

Przypomniałem sobie słowa mojej ciotecznej babki, gdy czytałem przeznaczoną na ten tydzień paraszę Ki Tawo. W otwierających ją wersetach znajdujemy następujące wytyczne:

A gdy wejdziesz do ziemi, którą daje ci [Wiekuisty], Bóg twój, w posiadanie, i zajmiesz ją, i osiedlisz się w niej, to weźmiesz z pierwocin wszelkich płodów rolnych, jakie uzyskasz w ziemi, którą daje ci [Wiekuisty], Bóg twój, i włożysz do kosza, i pójdziesz na miejsce, które [Wiekuisty], Bóg twój, wybierze na mieszkanie dla imienia swego; przyjdziesz do kapłana, który będzie w owych dniach, i powiesz do niego: „Wyznaję dziś przed [Wiekuistym], Bogiem twoim, że przyszedłem do ziemi, o której przysiągł [Wiekuisty] naszym ojcom, że nam ją da (…).  A teraz oto przyniosłem pierwociny płodów ziemi, którą dałeś mi, [Wiekuisty]”. Położysz to przed [Wiekuistym], Bogiem twoim, i oddasz pokłon [Wiekuistemu], Bogu twemu, i będziesz się weselił z wszelkiego dobra, które [Wiekuisty], Bóg twój, dał tobie i twemu domowi, ty, Lewita i obcy przybysz, który jest pośród ciebie (Pwt 26, 1-3; 10-11).

 

Akapit ten opisuje tak zwaną micwat bikurim, przykazanie nakazujące przynosić pierwsze plony do Przybytku (zastąpionego następnie przez Świątynię w Jerozolimie). Te pierwsze owoce miały być ofiarowane Wiekuistemu w ramach wyszukanej ceremonii rozpoczynającej się od potwierdzenia przybycia danej jednostki do Ziemi Izraela. Następnie Izraelici mieli przywołać wszystkie trudności, z jakimi zmagali się jako niewolnicy w Egipcie oraz jako uchodźcy z owego kraju. Na koniec oczekiwano od nich też, że umieszczą przyniesione przez siebie plony w miejscu uznanym za święte (dosłownie: „przed Bożą obecnością”) i pokłonią się, dopełniając tym samym ceremonię ofiarowania pierwszych plonów. Od Izraelitów oczekiwano jednak nie tylko wypełnienia tego rytuału, ale również tego, iż będą się radować z wszystkich dobrych rzeczy, którymi obdarował ich Wiekuisty.

My, współcześni Żydzi postępowi, nie wierzymy w składanie ofiar. Co więcej, nawet gdybyśmy w to wierzyli, nie mamy Świątyni, w której moglibyśmy ofiarować nasze pierwsze plony. Jednakże nasze codzienne starania wciąż przynoszą owoce – czasem większe, czasem mniejsze, lecz niezaprzeczalnie jakieś owoce. Czytana w tym tygodniu parasza skłoniła mnie do namysłu nad naszym stosunkiem do owoców naszej pracy. Czy jesteśmy z nich dumni, uważając je za konsekwencję naszej ciężkiej pracy i ofiarowanych nam przez Boga talentów? Czy też umniejszamy ich znaczenie, powtarzając sobie, że nasze osiągnięcia nie są niczym wyjątkowym, że są „szczęśliwym trafem” bądź czymś, czego mógłby dokonać każdy inny?

Mam nadzieję, że postrzegacie większość waszych dokonań w ten pierwszy sposób. Mimo to podejrzewam, że w waszym życiu zdarzają się nieraz takie dni, gdy macie poczucie, że nie dokonaliście zbytnich postępów w wykreślaniu kolejnych pozycji z waszej listy rzeczy do zrobienia. W takie dni łatwo jest poczuć się przytłoczonym i niezadowolonym z samych siebie. Jeśli brzmi to znajomo, zachęcam was do przyjrzenia się zadaniom, które udało wam się ukończyć, przez pryzmat rytuału ofiarowania pierwszych plonów. Na początek postarajcie się pomyśleć o rzeczach, które udało się wam do tej pory osiągnąć, i powiedzieć sobie: poczyniłem już duże postępy. W ten sposób będziecie naśladować zachowanie biblijnych Izraelitów, którzy docenili znaczenie pierwszych owoców swojej pracy w Ziemi Obiecanej pomimo tego, iż wiele im jeszcze brakowało do pełnego podboju Kanaanu. Później przyjrzyjcie się zaś wszystkim przeszkodom, które musieliście przezwyciężyć, aby osiągnąć waszą obecną pozycję, podobnie jak Izraelici wspominali swoją wędrówkę przez pustynię. Ten krok pomoże wam docenić waszą odporność, umiejętności i zasoby, dzięki którym udało wam się odnaleźć drogę wiodącą do miejsca, w którym znajdujecie się obecnie. Na koniec zaś, podobnie jak Izraelici, którzy radowali się i okazywali wdzięczność za swoje pierwsze plony, postarajcie się okazać wdzięczność Wiekuistemu, doceniając własne osiągnięcia i przypisując sobie należne wam  zasługi.

Odczuwanie wdzięczności za to, co osiągnęliśmy w życiu, wydaje się czasem niezwykle trudnym zadaniem – zwłaszcza nam, współczesnym mieszkańcom Zachodu. Wpaja nam się obecnie przekonanie, że powinniśmy się zawsze starać osiągnąć jeszcze więcej. Motywuje to nas do nieustannego zmuszania się do dalszych działań, lecz zarazem sprawia też, iż nie potrafimy się cieszyć pierwszymi owocami naszych wysiłków. Ilekroć odczuwam potrzebę, aby uciec od tego ciągłego kołowrotka nieustannych, podszytych niepokojem myśli o kolejnym zadaniu, myślę o mojej cioci Irence. Urodzona i wychowana w małej wiosce na Kujawach, zawsze otwarcie przyznawała, że nie było jej łatwo przeprowadzić się do dużego miasta i zdobyć wykształcenie. Wiedziała też, jak ważne jest cierpliwe oczekiwanie na efekty swojej pracy i była dumna nawet z najmniejszych rezultatów. Nie jestem pewien, czy była jej znana opisana w naszej paraszy ceremonia ofiarowania pierwszych plonów, lecz z pewnością doskonale uosabiała jej ducha, przejawiając zawsze pełną wdzięczności i doceniającą życie postawę.

 

W tym miesiącu elul, w naszym miesiącu refleksji, zachęcam was, abyście pomyśleli o tym, co się wam udało osiągnąć w roku 5778 i abyście okazali wdzięczność za to wszystko, co się wam udało zrealizować. Gdy to uczynicie, poczujecie się być może  tak jak starożytni Izraelici oraz jak moja ciocia Irenka, którzy potrafili się zatrzymać, docenić pierwsze owoce (lub warzywa) i odczuwać Bożą Opatrzność nawet przy codziennych zajęciach. Mam nadzieję, że tego typu „przerwy na wdzięczność” pomogą wam się przygotować do Wielkich Świąt oraz że staną się jedną z waszych regularnych praktyk w Nowym Roku 5779. Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Elul – the Month of Judgment

Elul – the Month of Judgment

Mati Kirschenbaum

Time passes by inexorably; it seems as though the year 5778 has begun only yesterday, and already since last week we’ve been in the month of Elul, the month preceding the festival of Rosh Hashanah. Jewish tradition tells us that in the month of Elul we should reflect on the past year and take stock of our good deeds and of our transgressions. Sephardi Jews hold Slichot services in synagogues already starting from the beginning of this month. Their aim is to make Jews realize what a challenging task it is to improve our conduct, which is an essential part of the process of spiritual preparations for Rosh Hashanah – the Day of Judgment. This challenge seems to exceed our capabilities. Humbled by our smallness, throughout the month of Elul we call upon the Eternal, asking Him to be a just and benevolent judge. We could ask ourselves whether this plea is truly well-thought-out. After all, we don’t know what kind of criteria the Eternal will use to judge us. We can only hope that they resemble the Eternal’s commandments regarding the role of a judge, which can be found in this week’s Torah portion, in parashat Shoftim (Judges). In its opening verse we find the following words:

“You shall appoint [judges] and officials for your tribes, in all the settlements that the [Eternal] your God is giving you, and they shall govern the people with due justice. You shall not judge unfairly: you shall show no partiality; you shall not take bribes, for bribes blind the eyes of the discerning and upset the plea of the just.   Justice, justice shall you pursue, that you may thrive and occupy the land that the [Eternal] your God is giving you.”
(Deuteronomy 16:18-20.)


The above mentioned quote teaches us that a fair judge of the people of Israel should treat everyone in the same way. Rashi, a medieval Torah commentator, teaches us that these words refer to the trial proceedings, during which the judge should listen to both sides of the trial with equal interest and be equally sympathetic towards both of them. In addition, Rashi claims that if during a trial the judge shows special favor to one side, it could influence the actions of the other side of the trial, since, according to Rashi, that other side, convinced that it is being treated unfairly, could give up and stop fighting for justice for itself. Rashi also claims that a judge cannot take bribes even if he intends to issue a just ruling, since bribes make it impossible to judge a case in a fully objective way. Interestingly, Rashi interprets the verse, “Justice, justice shall you pursue” as a phrase encouraging the Israelites to choose a trustworthy (literally: a beautiful) court from among the various institutions of the justice system which are available to us. How could we apply Rashi’s words to the description of the Eternal’s role as a judge, a role which we invoke so often in the month of Elul?

First of all, we can assume that the Eternal is interested in a complete assessment of our merits and transgressions. As an impartial judge He listens not only to our internal “prosecutor”, but also to our internal “defense attorney”. Secondly, while the Eternal is aware of our transgressions, He does not act as a prosecutor in our case, since that would make it impossible for us to be granted a just verdict in our trial. Thirdly, the Eternal’s judgment can be considered trustworthy according to the definition provided by the Rabbinical interpretation of Jewish law, which means that His rulings are just and not overly cruel. 

The above mentioned Rashi’s commentaries to our Parasha seem to suggest to us that we should not be overly frightened of Rosh Hashana, the Day of Judgment, since the Eternal is aware of both our strengths and of our weaknesses. In spite of that many of us feel anxious in the month of Elul. We are often not sure whether our merits will outweigh our transgressions and we blame ourselves for our moments of weakness. Such a self-critical stance makes it difficult for us to appreciate our good deeds. In addition, if we are overly critical of ourselves, we do not appreciate our inherent potential to change our old ways. By acting this way, we judge our behavior in an unfair and excessively harsh way.


Parashat Shoftim teaches us that such an approach is at odds with the spirit of our tradition, which emphasizes the significance of a comprehensive, well-balanced judgment of all human imperfections. In this year’s month of Elul I encourage you to reflect on your weaknesses and strengths without judging yourself too harshly.   I deeply believe that leaving a critical judgment of your actions to the Eternal will allow you to prepare to the High Holidays in a better way. I wish you all a good Shabbat rest and a month of Elul full of motivating reflection rather than self-criticism. Shabbat Shalom!  

Mati Kirschenbaum
Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Sądny miesiąc Elul

Sądny miesiąc Elul

Upływ czasu jest nieubłagany; wydaje się jakby rok 5778 zaczął się dopiero wczoraj, a już od tygodnia  trwa elul, miesiąc poprzedzający święto Rosz Haszana. W miesiącu elul tradycja żydowska nakazuje nam zastanowić się nad minionym rokiem i sporządzić bilans naszych dobrych uczynków i przewinień. W tradycji sefardyjskiej już od początku tego miesiąca w synagogach odbywają się nabożeństwa slichot. Ich celem jest uświadomienie Żydom, jak wielkim wyzwaniem jest poprawa naszego postępowania, kluczowa w procesie duchowego przygotowania do Rosz Haszana, Dnia Sądu. Wyzwanie to wydaje się przerastać nasze możliwości. Onieśmieleni naszą małością, apelujemy w trakcie miesiąca elul do Wiekuistego, prosząc Go o bycie sprawiedliwym i łaskawym sędzią. Możemy zadać sobie pytanie, czy nie jest to lekkomyślna prośba. Nie wiemy przecież, jakie kryteria stosuje Wiekuisty sądząc nas. Możemy jedynie mieć nadzieję, że kryteria te będą podobne do przykazań Wiekuistego dotyczących instytucji sędziego, które możemy znaleźć w przypadającej na ten tydzień porcji Tory, parszy Szoftim (Sędziowie). W otwierającym ją wersie znajdujemy następujące słowa:

Sędziów i urzędników ustanowisz sobie we wszystkich bramach Twoich, które Wiekuisty, Bóg twój, da Tobie w pokoleniach Twoich, aby sądzili lud sądem sprawiedliwym. Nie będziesz naginał prawa, nie będziesz stronniczy i podarku nie przyjmiesz, gdyż podarek zaślepia oczy mędrców i w złą stronę kieruje słowa sprawiedliwych. Dąż wyłącznie do sprawiedliwości, byś żył i posiadł ziemię, którą ci daje Wiekuisty, Bóg twój. (Pwt 16, 18-20)

Powyższy cytat uczy nas, że sprawiedliwy sędzia ludu Izraela powinien traktować wszystkich jednakowo. Raszi, średniowieczny komentator Tory, uczy nas, że słowa te odnoszą się do postępowania procesowego, w którego trakcie sędzia powinien słuchać obydwu stron postępowania z równym zainteresowaniem i przychylnością. Raszi stwierdza też, że okazanie przez sędziego przychylności jednej ze stron w trakcie postępowania może wpłynąć na zachowanie drugiej strony postępowania. Według Rasziego, strona ta, czując się niesprawiedliwie traktowana, może zrezygnować z dochodzenia swoich praw. Raszi stwierdza też, że sędzia nie może brać łapówek, nawet jeśli ma zamiar wydać sprawiedliwy wyrok, gdyż łapówki uniemożliwiają w pełni obiektywny osąd sytuacji. Co interesujące, Raszi interpretuje wers „dąż wyłącznie do sprawiedliwości” jako zdanie zachęcające Izraelitów do wyboru godnego zaufania (dosłownie: pięknego) sądu spośród dostępnych nam instytucji wymiaru sprawiedliwości. Jak możemy odnieść słowa Rasziego do roli Wiekuistego jako sędziego, do której tak często odwołujemy się w miesiącu elul?

Po pierwsze, możemy założyć, że Wiekuisty jest zainteresowany całością bilansu naszych zasług i przewinień. Jako bezstronny sędzia wysłuchuje On nie tylko naszego wewnętrznego „oskarżyciela”, ale i naszego wewnętrznego „obrońcy”. Po drugie, Wiekuisty zna nasze przewiny, ale nie występuje w procesie w roli oskarżyciela, gdyż uniemożliwiałoby to nam uzyskanie w tym procesie sprawiedliwości. Po trzecie, sąd Wiekuistego jest sądem godnym zaufania w rozumieniu rabinicznej interpretacji prawa żydowskiego, co oznacza, że jego wyroki są sprawiedliwe, a nie nadmiernie okrutne.

Przytoczone powyżej komentarze Rasziego do naszej parszy wydają się nam sugerować, że nie powinniśmy nadmiernie obawiać się Rosz Haszana, Dnia Sądu, ponieważ Wiekuisty zna zarówno nasze mocne, jak i słabe strony. Mimo to wielu z nas odczuwa w miesiącu elul niepokój. Często nie jesteśmy pewni, czy nasze zasługi przeważają nad naszymi wykroczeniami, obwiniamy się za chwile słabości. Taki samokrytyczny stosunek sprawia, że nie jesteśmy w stanie docenić naszych dobrych uczynków. Co więcej, będąc nadmiernie krytyczni wobec siebie samych, nie doceniamy drzemiącego w nas potencjału do zmiany dotychczasowego zachowania. Zachowując się w ten sposób, osądzamy swoje zachowanie w sposób niesprawiedliwy i nadmiernie surowy.

Parsza Szoftim uczy nas, że takie zachowanie jest niezgodne z duchem naszej tradycji, podkreślającej znaczenie kompleksowego, zrównoważonego osądu ludzkiej niedoskonałości.
W tegorocznym miesiącu elul zachęcam Was do zastanowienia się nad Waszymi słabościami
i mocnymi stronami bez surowego osądzania siebie samych. Jestem głęboko przekonany, że zostawienie krytycznego osądu Waszego postępowania Wiekuistemu pozwoli Wam lepiej przygotować się do Wielkich Świąt. Życzę Wam wszystkim dobrego szabatowego odpoczynku
i miesiąca elul pełnego motywującej refleksji, a nie autokrytycyzmu.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

BEIT POLSKA