Parashat Kdoshim

Parashat Kdoshim

פרשת קדשים

(Wayikra 19:1 – 20:27)

Miriam Klimova Rabbinical student at Hebrew Union College in Jerusalem and Rabbi at the “Shirat ha-Yam” congregation in Haifa.
Imagine a perfect morning: the smell of freshly brewed coffee, the singing of spring birds outside the window. You open the door to your apartment, you grab a fresh newspaper brought by the mailman already before dawn, you sit at the table, the paper rustles nicely as you open it and you read the latest news. And suddenly it becomes obvious – a perfect world doesn’t exist, and there are no perfect people…

Similarly we open our weekly Torah chapter.

We see that it begins with a surprising commandment: kdoshim tihju, “You shall be holy!”, but right away we face a difficult question – how can humans be holy?! If being holy requires us to become perfect, then most probably this has nothing in common with the reality which surrounds us.

Parashat Kdoshim forces us to reflect on what holiness is. Is it a certain emotion, or an experience, or maybe you need to be born “holy”?

The commandment to sanctify oneself and to be holy appears in many places in the TaNaCh and it usually refers to sanctifying yourself from something or to making someone holy. For example in II Samuel 11:4: “for she was sanctified from her uncleanness”[1]; in the Book of Joshua: “sanctify the people”. We know the commandment to sanctify the name of God, we also make the Shabbat holy. So the concept of “holiness” has different definitions.

One of the most famous researchers of this concept is  Rudolf Otto, a German philosopher and theologist, who wrote a famous book entitled “The Idea of the Holy”, in which he tried to define this concept and the way in which holiness is experienced by humans. Being a protestant theologist, he was worried by the tendency of liberals to reduce religion to ethics. He was trying to prove that there is a religious element in human nature which is inherently independent from the ethical element. It is a part of ourselves which reacts to that which is mysterious and surprising, to the reality which is both stunning and fascinating, which cannot be neither appropriately understood nor rationally explained. According to Otto the word “holy” and its counterparts point to a sense of a “mysterious” divine reality which evokes fear, respect and humility. This feeling in its simplest and most primitive form is terrifying, shocking and horrifying. In his opinion holiness is a combination of two forces: fear of the sublime character of this thing, and also a longing to draw close to it.

Others describe holiness as a sublime and highest dimension transcending reality. Perhaps there is some truth in these definitions, but it’s difficult to combine them with the commandment “you shall be holy” – here and now!

The commandment “you shall be holy” also states a reason for it: “for I, your God, am holy.” Holiness is an attribute of God, and therefore we must understand how a physical person can be close to the One who doesn’t have any flaws?!

I suggest that we look for an answer in the words of Midrash Avot de-Rabi Natan 27:

„Rabbi Tarfon taught: Do not keep away from a measurement without boundaries, or from work without end. A parable: To what can this be compared?… to someone who is supposed to take water from the sea and put it on dry land. The sea gets no smaller and the land is not filled up with water. So he becomes frustrated. Say to such a person, Empty one! Why are you so frustrated? Every day you are paid a golden dinar!”

Seeking that which is unreachable can be a means to achieving it. The distance between the sublime perfectness of God and our earthly limitations is infinite just like the waters of the sea, but the Torah encourages us to strive to reduce this distance.

The key to understanding the concept of holiness in Judaism is the statement that the path to reaching holiness is following the path showed by God. In Rabbinic literature we find many ways through which one can achieve closeness to God and thereby become a holy person:

„וכי אפשר לאדם להלך אחר השכינה? אלא להלך אחר מידותיו של הקדוש ברוך הוא: מה הוא מלביש ערומים – אף אתה הלבש ערומים; הקדוש ברוך הוא ביקר חולים – אף אתה בקר חולים; הקדוש ברוך הוא ניחם אבלים – אף אתה נחם אבלים; הקדוש ברוך הוא קבר מתים – אף אתה קבור מתים” – (תלמוד בבלי, מסכת סוטה דף יד)

„But is it actually possible for a person to follow the Divine Presence? Rather, the meaning is that one should follow the attributes of the Holy One, Blessed be He. Just as He clothes the naked, so too, should you clothe the naked. Just as the Holy One, Blessed be He, visits the sick, so too, should you visit the sick. Just as the Holy One, Blessed be He, consoles mourners, so too, should you console mourners. Just as the Holy One, Blessed be He, buried the dead, so too, should you bury the dead.” – Babylonian Talmud, Tractate Sota, 14.

Humans can be holy when they walk the paths of God, when they do good deeds for others and when they work towards the existence of the world. Perhaps it’s no coincidence that several verses later we find another well-known and often quoted commandment:

וְאָהַבְתָּ לְרֵעֲךָ כָּמוֹךָ…

„Love Your Neighbor As Yourself.”

In Judaism holiness is not an experience, it’s not an emotion, and you don’t have to be born holy. In Judaism holiness – is an action!

So let’s go back to the perfect morning: again, the smell of freshly brewed coffee, birds singing, a newspaper, the latest news… and suddenly it becomes clear: the world needs holiness, your holiness!

Shabbat Shalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

[1] English translation according to the Polish version [translator’s note].

Paraszat Kdoszim

Paraszat Kdoszim

פרשת קדשים

(Wajikra 19:1 – 20:27)

Miriam Klimovastudentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Wyobraź sobie idealny poranek: zapach świeżo zaparzonej kawy, śpiew wiosennych ptaków za oknem. Otwierasz drzwi mieszkania, bierzesz do ręki świeżą gazetę, którą listonosz przyniósł jeszcze przed świtem, siadasz przy stole i z przyjemnym szelestem papieru otwierasz ją i czytasz najnowsze wiadomości. Nagle staje się jasne – świat idealny nie istnieje, i ludzi idealnych też nie ma…

Podobnie otwieramy nasz tygodniowy rozdział Tory.

Widzimy, że rozpoczyna się od zaskakującego przykazania: kdoszim tihju „świętymi bądźcie!”, ale natychmiast stajemy przed ciężkim pytaniem – jak człowiek może być świętym?! Jeśli bycie świętym wymaga od nas stania się ideałem, to najprawdopodobniej nie ma to nic wspólnego z otaczającą nas realnością.

Paraszat Kdoszim wymaga od nas zastanowienia się nad tym, czym jest świętość. Czy jest to pewna emocja, czy doświadczenie, a może „świętym” trzeba się urodzić?

Nakaz uświęcania się i bycia świętym pojawia się w TaNaChu w wielu miejscach i zazwyczaj chodzi o uświęcenie się od czegoś lub uświęcenie kogoś. Na przykład w 2 Księdze Samuela 11:4: „I została uświęcona od swojej nieczystości”, w Księdze Jozuego: „Uświęćcie lud”. Znamy przykazanie uświęcania imienia Bożego i też uświęcamy Szabat. Czyli pojęcie „świętości” ma różne definicje.

Do najbardziej znanych badaczy tego pojęcia należy Rudolf Otto, niemiecki filozof i teolog, który napisał słynną książkę zatytułowaną „Idea świętości”. Próbuje zdefiniować to pojęcie i sposób, w jaki świętość jest doznawana przez człowieka. Będąc protestanckim teologiem, był zaniepokojony tendencją liberałów do sprowadzania religii do etyki. Starał się udowodnić, że w naturze ludzkiej istnieje element religijny, który jest z natury niezależny od elementu etycznego. Jest to część nas, która reaguje na to, co tajemnicze i zaskakujące, na rzeczywistość, która jest zarówno oszałamiająca, jak i fascynująca, której nie da się ani odpowiednio zrozumieć, ani racjonalnie wytłumaczyć. Słowo „święty” i jego odpowiedniki wskazują, według Ottona, na poczucie „tajemniczej” boskiej rzeczywistości, która wywołuje lęk, szacunek i pokorę. To uczucie, w swojej najprostszej i najbardziej prymitywnej formie, jest przerażające, wstrząsające i straszliwe. Jego zdaniem świętość jest połączeniem dwóch sił: lęku wobec wzniosłości tego czegoś, a także tęsknoty za zbliżeniem się do niego.

Inni opisują świętość jako wzniosły i najwyższy wymiar poza rzeczywistością. Być może jest w tych definicjach trochę prawdy, ale trudno je pogodzić z przykazaniem „świętymi bądźcie” – tu i teraz!

Przykazanie „świętymi bądźcie” podaje też przyczynę: „bo Ja Pan, Bóg twój, jestem Święty”. Świętość jest cechą Boga, a skoro tak, to musimy zrozumieć, w jaki sposób człowiek materialny może być bliski Temu, kto nie posiada żadnych wad?!

Poszukać odpowiedzi proponuję w słowach midraszu Awot de-Rabi Natan 27:

„Rabi Tarfon nauczał: Nie unikajcie pracy, która nie ma granic, ani pracy, która nie może być doprowadzona do końca. To tak jak w przypadku człowieka, który został najęty do noszenia wody z morza i wylewania jej na ląd. Ale ponieważ w morzu woda nie ustępowała, a ląd nie był wypełniony wodą, załamał się. Wtedy pewien człowiek powiedział do niego: „Głupcze! Dlaczego masz się zniechęcać, skoro za każdy dzień pracy otrzymujesz złotego dinara?”.

Dążenie do tego, co nieosiągalne, może być środkiem do jego osiągnięcia. Dystans między wzniosłą doskonałością Boga a naszymi ziemskimi ograniczeniami jest bezmierny jak wody morza, ale Tora zachęca nas, byśmy dążyli do zmniejszenia tego dystansu.

Kluczem do zrozumienia pojęcia świętości w judaizmie jest stwierdzenie, że drogą do osiągnięcia świętości jest przestrzeganie drogi wskazanej przez Boga. W literaturze rabinicznej znajdujemy wiele sposobów, dzięki którym można osiągnąć bliskość Boga i w ten sposób stać się osobą świętą:

“וכי אפשר לאדם להלך אחר השכינה? אלא להלך אחר מידותיו של הקדוש ברוך הוא: מה הוא מלביש ערומים – אף אתה הלבש ערומים; הקדוש ברוך הוא ביקר חולים – אף אתה בקר חולים; הקדוש ברוך הוא ניחם אבלים – אף אתה נחם אבלים; הקדוש ברוך הוא קבר מתים – אף אתה קבור מתים” – (תלמוד בבלי, מסכת סוטה דף יד) „Lecz czy rzeczywiście jest możliwe, aby człowiek naśladował Boską Obecność? Chodzi raczej o to, że należy naśladować cechy Świętego, Błogosławionego. Tak jak On przyodziewa nagich, tak i wy powinniście przyodziewać nagich. Tak jak Święty, Błogosławiony, odwiedza chorych, tak i wy powinniście odwiedzać chorych. Tak jak Święty, Błogosławiony, pociesza żałobników, tak i wy powinniście pocieszać żałobników. Tak jak Święty, Błogosławiony, grzebał zmarłych, tak i wy powinniście grzebać zmarłych”. – Talmud Babiloński, Traktat Sota, 14.

Człowiek może być święty, gdy kroczy drogami Boga, czyni dobro innym i pracuje na rzecz istnienia świata. Być może nie jest to wcale przypadek, że kilka wersów później natrafiamy na inne znane i cytowane przykazanie:

  וְאָהַבְתָּ לְרֵעֲךָ כָּמוֹךָ… „i miłuj bliźniego swego jak siebie samego”.

W judaizmie świętość nie jest doświadczeniem, nie jest emocją i nie trzeba się ze świętością urodzić. W judaizmie świętość – jest działaniem!

Więc wróćmy do idealnego poranku: znowu zapach świeżo zaparzonej kawy, śpiew ptaków, gazeta, najnowsze wiadomości… nagle staje się jasne: świat potrzebuje świętości, twojej świętości!

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

Paraszat Tazria

Paraszat Tazria

פרשת תזריע

Wajikra 12:1-13:59

 

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Z czasem przyzwyczajamy się do wszystkiego – złych ludzi w naszym środowisku, wojny, choroby… W swoim życiu doświadczamy rzeczy dobrych i miło nas zaskakujących, ale często też smutnych i przygnębiających, których się nie spodziewaliśmy, których nie wybieraliśmy. Umysł, jak wiadomo, nie lubi marnować swojej energii, dlatego wiele wykonywanych przez nas czynności odbywa się automatycznie i nie zawsze panujemy nad swoją reakcją na te lub inne wydarzenia.

Gdy czytamy paraszę Tazria, raczej przypomina ona medyczną książkę z obrazkami. Opisuje formy trądu, opowiada jak powinna wyglądać skóra, a nawet kolor włosów, aby określić osobę jako nieczystą lub czystą. Brzmi dość technicznie, a jednak kryje się w tej paraszy wiele bólu. Trędowaty musiał wejść do obozu i krzyczeć „Tame! Tame! Nieczysty! Nieczysty!”, aby ostrzec wszystkich o ryzyku zarażenia. Ale… ciekawszy jest opis, którego brakuje: Tora słowem nie wspomina o uczuciach tego człowieka, nie mówi, jakie znaczenie nadawał swemu okrzykowi. Czy było to jęczenie z bólu? „Spójrz na mnie! Spójrz na mnie i na moje cierpienie! Muszę mieszkać poza obozem. Do żadnej osoby nie wolno mi się zbliżać, i nawet do Boga! Przecież nie wolno mi zbliżać się do Miszkanu – miejsca jego zamieszkania”.

Biblijną nazwą caraat – trąd – nazwaliśmy nową chorobę zakaźną odkrytą w średniowieczu. Uczeni, którzy badali tę kwestię, wykazali, że choroba opisana w Torze nie odpowiada temu, co znamy pod pojęciem trądu. W istocie nie jest dla nas jasne, czym jest trąd, o którym mówi Tora. Trąd skóry – da się zrozumieć, ale trąd bramy, trąd domu?

Mędrcy Miszny i Talmudu prawdopodobnie rozumieli w tej sprawie nie więcej od nas. Więc tworzą własną, odpowiednią dla swoich czasów i potrzeb interpretację. Wykorzystują język Tory, słowa i wersety, zazwyczaj oderwane od kontekstu, aby nauczać społeczeństwo lekcji moralności. Tak więc na przestrzeni pokoleń choroba pod nazwą caraat stała się nie jedynie zjawiskiem fizycznym, ale fizycznym przejawem problemu trafu moralnego. Trąd – caraat – przekształca się z definicji defektu fizycznego w definicję defektu duchowego, który objawia się jako choroba skóry. Słowo trędowaty – mecora – otrzymuje nowe wyjaśnienie i tłumaczone jest jako ten, kto – moci szem ra – obmawia i plotkuje. To ma sens. Jeśli człowiek jest zmuszony do życia w izolacji, nie będzie mógł dalej wypowiadać oszczerstw, ponieważ nie będzie nikogo, kto by go słuchał.

Starożytni wierzyli, że nieszczęścia i plagi, które spadły na człowieka, były wyrazem Bożego gniewu. Bóg ukarał Faraona „i dotknął go wielkimi plagami” za to, że zabrał Saraj do swego pałacu (Bereszit 12,17). Według tradycyjnych komentarzy związek między laszon hara i caraat zostaje podkreślony w przypadku Miriam, która została zakażona tą chorobą zaraz po incydencie, w którym w sposób lekceważący wypowiedziała się o Mojżeszu (Bemidbar 12). Jednak możemy i powinniśmy polemizować z komentarzem! Wedle tekstu księgi Bereszit Faraon nie miał zielonego pojęcia, że Saraj była żoną Abrama. A w drugim przykładzie powstaje pytanie: z jakiego powodu tylko Miriam jest chora, a inni, którzy tak samo wypowiadali się o Mojżeszu – nie?

Tak czy inaczej grzech negatywnego mówienia o kimś jest uważany w judaizmie za jeden z najpoważniejszych grzechów. Czasami porównuje się go nawet do morderstwa. Wydaje się to przesadą, jednak trudno przecenić wpływ i krzywdę, jaką może wyrządzić nasza mowa.

Współczesnym przykładem takiej sytuacji mogą być artykuły w polskich gazetach z ostatnich dni, w których ludzie opisują, jak żałują, że przyjęli uchodźców do swojego domu, jak mało mają teraz miejsca, że trzeba dużo jedzenia, aby nakarmić wszystkich i że bardzo chcą tych przybyszy jak najszybciej się pozbyć. Mamy tu sytuację, gdy człowiek, który powiedział, że chce pomóc ludziom, którzy cierpią, ponieważ musieli opuścić swoje domy, po pewnym czasie jest zmęczony obecnością obcych ludzi i udaje się do gazety, aby udzielić wywiadu dla całego kraju, w którym opisuje wszystkie swoje negatywne emocje. Przede wszystkim nie wolno nam nigdy zapominać, że człowiek nie jest zabawką – oddycha, je, korzysta z toalety, odczuwa emocje, boi się, gniewa się… Wymaga czegoś więcej niż tylko spontanicznego lub chwilowego zainteresowania. Nie powinniśmy nigdy zapominać, że nie ma ludzi doskonałych, że jeśli nawet miała miejsce sytuacja, w której ktoś był dla nas osobiście niemiły, jest to przykre i należy powiedzieć tej osobie prosto w oczy, że się myli – ale czyż można na takiej podstawie oceniać cały naród, uogólniając na wszystkich, jak gdybyśmy nie mówili o dziesiątkach milionów ludzi o różnych poglądach, wychowaniu i wykształceniu? Wielki smutek i ogromny żal wzbudza fakt, że jesteśmy świadkami tego, jak dobra inicjatywa pomocy bliźniemu zamienia się w sianie ziarna, z którego jako plon wyrośnie nienawiść.

Moglibyśmy kontynuować omawianie problemów związanych z negatywną mową, ale zamiast tego chcę skupić się na jednostkach i naszej postawie wobec nich.

Zadaniem kapłana było jedynie zidentyfikować caraat, zdiagnozować, czy choroba jest zaraźliwa, i jeśli tak, odizolować osobę zarażoną od rodziny i społeczności.

Natomiast dzisiaj na poziomie duchowym rola rabina jest zupełnie inna niż działania kapłana w paraszy Tazria. Współczesne społeczeństwo nie może zostawiać człowieka samego z jego lękami i zranieniami! Musimy dać mu poczucie przynależności, postępować odwrotnie od nakazu Tory: nie trzymać się z daleka, a zaprosić cierpiącego człowieka do naszego obozu.

Wydaje się, że każdy kontakt ze światem pozostawia nas zarażonymi… Jesteśmy rozproszeni, zdezorientowani, niespokojni. Wydaje się, że możemy nawet częściowo wybrać, czego dotykać, a czego unikać. Innymi słowy, w pewnym stopniu wybieramy rodzaj wpływu, jaki świat będzie miał na nas. W swoim życiu doświadczamy rzeczy smutnych i przygnębiających, których się nie spodziewaliśmy, których nie wybieraliśmy. Ale jedynie my wybieramy swój stosunek wobec nich! Każdy człowiek wybiera swoją postawę wobec życia i wobec życia swoich bliźnich.

Życzę dobrego wyboru dla każdej i każdego z nas!

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Parashat Ki Tisa

Parashat Ki Tisa

(Shemot 30:11 – 34:35)

 

Miriam   Klimova,

rabbinical student   at   Hebrew   Union College in Jerusalem
and the Rabbi of  the  „Shirat   ha-Jam” congregation in Haifa.

           

It’s said that whatever we think about has a tendency to come true. But can we control our thoughts?

The mysterious bond between Moshe and the invisible God must have been a source of endless discussions and doubts among the people. At the beginning of parashat Ki Tisa Moshe is alone on the top of Mount Sinai, where he receives detailed instructions from God regarding the building and functioning of the Tabernacle. In the meantime the people of Israel are left alone, without their leader. Uncontrollable thoughts are filling their heads and are sowing a seed of fear in them. The prolonged absence of Moshe provokes deep anxiety – he disappeared! He said that he was going up the mountain to God, but the Israelites, tired of the desert, need God to be down here, next to them. Why is he spending so much time on that mountain? Does God, who needed only one night to dry up the water and to lead the Israelites through the sea, now need forty days and forty nights to carve 10 Commandments on two tablets?! We must act, we must take matters into our own hands! But how? Maybe we should make us a deity, and then God’s power will enter into it and show us the correct path? Moshe is still not coming back, so even more distressing thoughts appear – that this God of his has disappeared along with him, and these thoughts are slowly starting to drive them crazy.

We are tormented by questions about the people’s morality; how could they have come back to idolatry so quickly?! But did they really view the calf as a change of God? Moshe was a visible link to an invisible God. The Israelites did not think that God could be created from the gold of their decorations. This is a mistaken understanding of ancient beliefs. The calf was their new link to God and it was supposed to replace not God, but “this man Moshe”.

Aaron had nothing against this. He was convinced that the people would not believe in a God who cannot be seen. While Moshe demands an unconditional submission to an omnipotent, invisible Deity, Aaron wants to  express the idea of God in a way that can be understood. We can assume that this wasn’t strictly speaking idolatry. An abstract idea of divinity poses a great challenge for modern people, not to mention in the ancient times.

Why choose a calf? They have just been saved from Egyptian slavery. More than one generation was born there and of course they were being raised under the influence of the surrounding culture. Indeed the two main incidents of idolatry described in the Tanach are directly connected to ancient Egypt. One – described in parashat Ki Tisa, and the other was initiated by Yeroboam after he successfully took control over the fragmented Israeli kingdom  (1 Kings 12). The two stories have several things in common. First of all, in both cases the objects of cult had the shape of calves or caws, and secondly: these events took place in a difficult interim period, when the nation needed a sense of safety and unity. The link to Egypt is not an accident. The ancient Egyptians worshiped several deities which made use of the images of bulls and cows. There was a widespread cult of a heavenly cow – the goddess Hathor, sometimes presented as a cow, and then as a woman with a cow’s head and with a solar disk between the horns. A cow was perceived as life-giving; it sustained life through its milk, it was even said about certain Pharaohs that they were fed by Hathor.

Hathor as a cow suckling Hatshepsut, a female pharaoh,  at Hatshepsut’s temple at Deir el-Bahari, 15th century BC

The goddess-cow strengthened, sustained and granted divinity to royal rule. When Yeroboam wanted to further unify his people, he probably made use of “pop-culture”. And similarly the Israelites, while left without a leader, on a hostile territory, with helpless families, in a time of need turned to a familiar cult in order to save themselves in a difficult situation.

Could this incident, which has left such a deep mark in Israel’s memory, have been avoided? Could they have overcome the fear that had poisoned their lives on more than one occasion? Could they have controlled their thoughts?

A similar question is raised in the story „Sipur chasidi”. It describes how a certain Chassid once came to Dov Ber of Mezeritch, called the Great Magid[1], to ask a question and share his doubts if freedom of choice applies to our thoughts as well – “The Torah forbids us to think evil thoughts. But what can we do when evil thoughts come to our mind? Can man control their thoughts?!”. Rather than giving him an answer, the Magid sent him to a remote place, Zhytomyr, to one of his students, rabbi Zeev. In the middle of winter, after weeks of travel, the Chassid knocked on the door, but there was no answer. With nowhere to go, he kept knocking on the door, while the Rabbi himself, just a couple of steps away from him, was reading by a warm fireplace… Finally Rabbi Zeev got up from his chair, he opened the door and welcomed the Chassids with his characteristic kindness and hospitality. After regaining his strength, the Chassid mustered the courage to ask his question. And Rabbi Zeev smiled and said: “I’ve already answered your question”. With his behavior the Rabbi wanted to show that I am the master in my home: “I let in whoever I want, and whoever I don’t want, I keep them outside”.

This story teaches us that every person is the master of their thoughts and only they can decide who can enter and who cannot. If there is chaos in our head, we won’t be able to fulfill our desires, fear will be bringing us down like a heavy stone, and a bad mood will not let us enjoy the rays of sunshine on our face.

The past few years have been a difficult experience for all of us – sickness, decisions about vaccinations, worrying about our loved ones, remote work or even losing one’s job, and also war conflicts. And although Moshe is not present in our lives as well, we shall not give up. And let us thank our ancestors, the Israelites on Sinai, for the possibility to learn from their mistakes.

May there be a will… that we learn how to control our thoughts and actions, so that each one of us can decide autonomously who can enter into our house-mind. After all, positive thinking, optimism and a sense of happiness require conscious skills!

Shabbat Shalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

 

 

 

 

 

 

 

     Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

[1] Dov Ber (18th century) was a student of Baal Shem Tov and after his death he succeeded him as the Chassidic leader.

Paraszat Ki Tisa

Paraszat Ki Tisa

(Szemot 30:11 – 34:35)

Miriam Klimova,

studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

 

Mówi się, że to, o czym myślimy, ma tendencję do urzeczywistniania się. Ale czyż człowiek może kontrolować swoje myśli?

Tajemnicza więź Moszego z niewidzialnym Bogiem musiała być źródłem nieustannych dyskusji i wątpliwości wśród ludu. Na początku paraszy Ki Tisa Mosze jest sam na szczycie góry Synaj, gdzie otrzymuje od Boga szczegółowe instrukcje dotyczące budowy i funkcjonowania Przybytku. Tymczasem naród został sam, pozbawiony swojego przywódcy. Niekontrolowane myśli wypełniają ich głowy i zasiewają w nich ziarno strachu. Przedłużająca się nieobecność Moszego wywołuje głęboki niepokój – zniknął! Powiedział, że idzie na górę do Boga, podczas gdy zmęczeni pustynią Izraelici potrzebują, aby Bóg był na dole obok nich. Dlaczego on tak długo siedzi na tej górze? Czy Bóg, który w ciągu nocy wysuszył wodę i przeprowadził Izraelitów przez morze, potrzebuje czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyrzeźbić 10 przykazań na dwóch tablicach?! Trzeba działać, wziąć sprawy w swoje ręce! Ale jak? Może zrobić sobie bożka, a wtedy moc Boża wejdzie w niego i wskaże im właściwą drogę?  Mosze wciąż nie wraca, więc kolejne przygnębiające myśli, że ten jego Bóg zniknął razem z nim, zaczynają powoli doprowadzać ich do szaleństwa.

Męczy nas pytanie o moralność ludu, jak mogli tak szybko powrócić do bałwochwalstwa?! Ale czy tak naprawdę w cielcu widzieli zamianę Boga? Mosze był widzialną więzią z niewidzialnym Bogiem. Izraelici nie myśleli, że Bóg może być stworzony ze złota ich ozdób. Jest to błędne zrozumienie starożytnych wierzeń. Cielec był ich nowym łącznikiem z Bogiem i miał zastąpić nie Boga, a „tego człowieka Moszego”.

Aaron nie miał nic przeciwko. Jest przekonany, że ludzie nie uwierzą w Boga, którego nie można zobaczyć. Podczas gdy Mosze żąda bezwarunkowego podporządkowania się wszechmocnemu, niewidzialnemu bóstwu, Aaron chce wyrazić ideę Boga w sposób zrozumiały. Możemy założyć, że nie było to bałwochwalstwo w ścisłym znaczeniu tego słowa. Czysta idea boskości jest wielkim wyzwaniem dla człowieka współczesnego, co już mówić o czasach starożytnych.

Dlaczego właśnie cielec? Dopiero co zostali uratowani z niewoli egipskiej. Tam urodziło się niejedno pokolenie i oczywiście wychowywali się pod wpływem otaczającej kultury. Faktycznie dwa główne przypadki bałwochwalstwa w Tanachu są bezpośrednio związane ze starożytnym Egiptem. Jeden – opisany w paraszy Ki Tisa, a drugi został zapoczątkowany przez Jeroboama po tym, jak z powodzeniem przejął kontrolę nad rozdrobnionym królestwem izraelskim (1 Krl 12). Dwie historie mają kilka wspólnych cech. Po pierwsze w obu przypadkach obiekty kultu miały kształt cieląt lub krów, i po drugie –  wydarzenia miały miejsce w trudnym okresie przejściowym, gdy naród potrzebował poczucia bezpieczeństwa i jedności. Związek z Egiptem nie jest przypadkowy. Starożytni Egipcjanie czcili kilka bóstw, które wykorzystywały wizerunki byków i krów. Rozpowszechniony był kult niebiańskiej krowy – bogini Hathor, która czasami przedstawiana była pod postacią krowy, później jako kobieta z głową krowy i dyskiem słonecznym pomiędzy rogami. Krowa była postrzegana jako życiodajna; podtrzymywała życie poprzez swoje mleko, mówiło się nawet o niektórych faraonach, że byli karmieni przez Hathor.

Hathor jako krowa karmiąca Hatszepsut, kobietę-faraona, w świątyni
 Hatszepsut w Deir el-Bahari, XV w. p.n.e.

Krowa-bogini wzmacniała, podtrzymywała i nadawała boskość królewskim rządom. Jeroboam, chcąc jeszcze bardziej zjednoczyć swój lud, prawdopodobnie sięgnął do „popkultury”. Podobnie Izraelici będąc bez przywódcy, na wrogim terytorium, z bezbronnymi rodzinami, w czasie potrzeby zwrócili się do znajomego kultu, aby uratować się z trudnej sytuacji.

Czy można było uniknąć incydentu, który pozostawił tak głęboki ślad w pamięci Izraela? Czy byli w stanie zwalczyć lęk, który niejednokrotnie zatruwał im życie? Czy mogli zapanować nad swoimi myślami?

Podobne pytanie pojawia się w opowiadaniu „Sipur chasidi”. Opisuje jak pewien chasyd przyszedł kiedyś do Dow Bera z Międzyrzecza zwanego Wielkim Magidem[1] z pytaniem i zwątpieniem, czy wolność wyboru odnosi się również do naszych myśli – „Tora zabrania nam myśleć o złych myślach. Ale co można zrobić, gdy złe myśli przychodzą do głowy? Czy człowiek może kontrolować swoje myśli?!”. Zamiast odpowiedzi Magid wysłał go do dalekiego Żytomierza do jednego ze swoich uczniów, rabina Zeewa. W środku zimy, po tygodniach drogi chasyd zapukał do drzwi, ale nie otrzymał odpowiedzi. Nie mając dokąd pójść, pukał do drzwi, podczas gdy sam rabin, zaledwie kilka kroków dalej, czytał przy ciepłym palenisku… W końcu rabin Zeew podniósł się z krzesła, otworzył drzwi i przyjął chasydów z charakterystyczną dla siebie serdecznością i gościnnością. Po odzyskaniu sił chasyd odważył się zadać swoje pytanie. A rabin Zeew uśmiechnął się i powiedział: „Odpowiedziałem już na twoje pytanie”. Swoim zachowaniem rabin pragnął pokazać, że jestem panem w swoim domu: „Kogo chcę, tego wpuszczam, a kogo nie chcę, tego zostawiam na zewnątrz”.

Morał tej opowieści jest taki, że każdy człowiek jest panem swoich myśli i tylko on może decydować, kto wchodzi, a kto nie. Jeśli w naszej głowie będzie panował chaos, nie będziemy w stanie urzeczywistniać naszych pragnień, strach ciężkim kamieniem będzie ciągnął nas w dół, zły nastrój nie pozwoli cieszyć się promieniami słońca na twarzy.

Ostatnie kilka lat były dla nas wszystkich trudnym doświadczeniem – choroba, decyzje o szczepieniach, strach o bliskich, praca zdalna lub w ogóle utrata pracy, ponadto konflikty wojenne. I chociaż w naszym życiu też nie ma Moszego, nie poddamy się. A naszym przodkom Izraelitom na Synaju podziękujemy za możliwość uczenia się na ich błędach.

Niech będzie taka wola… abyśmy nauczyli się kierować swoimi myślami i działaniami, aby każdy z nas samodzielnie decydował, kogo wpuszczać do swojego domu-umysłu. Przecież pozytywne myślenie, optymizm czy poczucie szczęścia wymaga świadomej umiejętności!

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] Dow Ber (18 wiek) był uczniem Baal Szem Towa, a po jego śmierci został jego następcą jako przywódca chasydów.

Parashat Yitro

Parashat Yitro – פרשת יתרו

Shmot 18:1-20:23

Miriam Klimova,
Rabbinical student at Hebrew Union College in Jerusalem and the Rabbi of the „Shirat ha-Jam” congregation in Haifa.

Does human behavior depend on one’s nationality? One’s character, thinking and feeling, wisdom – do they depend on one’s ethnic background or religion?

This week, as we read Parasha Yitro, we are in one of the most important Shabbats in terms of Torah reading. After about ten weeks from their liberation, the Israelites have set up a camp in front of a holy mountain. The exodus from Egypt represents the physical birth of Israel as a nation, but the spiritual meaning of its existence is supposed to be defined exactly here – at Mount Sinai. Without the revelation and the covenant Israel would not differ in any way from other nations; it is exactly thanks to them that the Israelites will become a goy kadosh – a holy people. It’s worth emphasizing that the covenant will be made not only with those present at that moment,  but   “both with those who are standing here with us this day before the Eternal, our God and with those who are not with us here this day.”, which means even with the yet unknown descendants of those who witnessed it. (Dvarim 29:14).

The scene looks very dramatic: thunders, lightning, clouds of smoke and fire, the sound of the shofar sounding louder and louder. The Midrash describes the giving of the Torah as a mysterious and powerful event. In the Babylonian Talmud in Tractate Shabbat 88A it says that God forced the people of Israel to accept the Torah on Mount Sinai:

„Va-itjacvu be-tachtit ha-har” – “they took their places at the foot of the mountain” (Shemot 19:17). Rabbi Avdimi bar Ḥama bar Ḥasa said: the Jewish people actually stood beneath the mountain, and the verse teaches that the Holy One, Blessed be He, overturned the mountain above the Jews like a tub, and said to them: If you accept the Torah, excellent, and if not, there will be your burial.

We can find a similar story about a “mountain hanging over the Israelites” in Tractate Avoda Zara 2B. The story’s background is a question about other nations of the world and their right to accept the Torah. According to the Talmud God had already offered to give the Torah to other nations earlier, but they didn’t want it. So, when He came to the Israelites:

 “…the Holy One, Blessed be He, overturned the mountain above the Jews like a tub, and said to them: If you accept the Torah, excellent, and if not, there will be your burial”

That’s what the Midrash says…  Whether we believe these words or not, in our parasha the Israelites will become “chosen among all nations(Shmot 19:5). The promise of a special chosenness will be the key factor in Jewish life for thousands of years. It is exactly in parasha Yitro where the culmination point of the Book of Shmot takes place – God is revealed to the people of Israel. God reveals the fundamental rules of the Torah which we call the Ten Commandments or the Decalogue.

Why is such an important Parasha named after a goy – a Midianite priest? Who was this man? Why did he come? From where and for what purpose?

Rabbi Gil Nativ, Phd, believes that according to the traditional rule the name of this week’s Parasha should be “Vaishma”, after its first meaningful word:

 „and Yitro heard…” (Shmot 18:1).

Just like Parashot Vayetze and Vayishlach in the book of Bereshit and  Vaikra at the beginning of the book of Vaikra, Vayelech in the Book of Devarim. Each of these names is a past tense verb in the third person singular. Nonetheless, our tradition preferred to name this Parasha after  Mose’s father-in-law – Yitro.

The Torah portrays him as a man of strong religious beliefs, hospitality and wisdom. It was him who gave shelter to a refugee from Egypt and gave him his daughter Tzipora as a wife. During the meeting Moshe told his father-in-law everything that God had done to the Pharaoe and the Egyptians and how God had liberated his nation. Yitro rejoiced after hearing that and made offerings to the God of Israel!

Yitro gave Moshe wise advice on how to enforce justice (Shmot 18:19-23), and in a later passage in the Book of Bemidbar he was invited by Moshe to join Israel permanently during the conquering and settlement in Canaan. Although he declined this invitation, he came back to his country as a loyal friend of Israel – he was Israel’s friend from the moment when he became related to Moshe.

Midrash Vajikra Raba 9:3 tells a story about a man who didn’t know the Torah or even how to say a blessing, but he behaved appropriately towards people. This story led to the creation of a Talmudic rule, according to which  “Derech Eretz kadma la-Tora” – appropriate behavior precedes the Torah.

Yitro is a wonderful example of this rule, especially since he is someone who comes from the outside and not from the people of Israel. He appears  before the offering of the Torah to share his wisdom and teach us appropriate behavior. This way the Talmud states loud and clear that it’s possible, and even worthwhile, to learn from persons who are not part of the Jewish people!

Every person deserves respect from others. But often our pride, our prejudices and our fear make us blind. In contemporary times we find ourselves in a multicultural environment on a daily basis. People can be good, people can be bad. But dividing them based on the color of their skin, their ethnic and national background, their religion or lack thereof, sexual orientation, gender, age or disabilities shows a lack of respect towards God Himself, who created everyone in His image and likeness. No person can declare that they’re better than others.

Yitro was not a Jew, and Moses was a refugee. If he spoke Hebrew, he must have certainly had a heavy Egyptian accent.

May there be a will that we learn how to see in front of us first and foremost a human being.

בָּרוּךְ אַתָּה יְהֹוָה אֱלֹהֵינוּ מֶלֶךְ הָעוֹלָם פֹּקֵחַ עִוְרִים:

„Blessed are You, o Adonai, our God, who rules the universe, opening the eyes of the blind”. (Siddur, Morning blessings)

Shabbat Shalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

Parsza Wa-jechi

Parsza Wa-jechi – פרשת ויחי

Bereszit 47:28 – 50:26

 

Miriam Klimova – studentka rabinacka
w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Hajfie

 

Każdy koniec jest nowym początkiem. I ten początek też kiedyś będzie miał swój koniec.

Ciężko jest nam zaakceptować poważną i trudną zmianę w życiu, znaleźć w sobie siły, aby wyznaczyć dalszą drogę, ciężko jest poradzić sobie z emocjami. Tradycja żydowska uczy, aby nigdy nie poddawać się rozpaczy i mówi, że człowiek powinien błogosławić za zło tak samo, jak błogosławi za dobro (Talmud Babiloński 60 b):

„חַיָּיב אָדָם לְבָרֵךְ עַל הָרָעָה כְּשֵׁם שֶׁמְּבָרֵךְ עַל הַטּוֹבָה”

Tak kończy się księga Bereszit – jej ostatnia parsza jest podsumowaniem dwóch historii życia: i Jaakowa i Josefa, których znamy od momentu, gdy ich matki były z nimi w ciąży, aż do chwili śmierci. Wyruszyliśmy z nimi w pełną emocji podróż przez życiowe wzloty i upadki. Dzieliliśmy ich gorycz i widzieliśmy, jak radość przysłaniała żal. Parasza Wa-jechi zaczyna się od opisu ostatnich dni, ostatnich chwil Jaakowa. Życie przelatuje  mu przed oczami.  Jaakow jest trzecim i być może najbardziej skomplikowanym z patriarchów. Postać pełna paradoksów i sprzecznych emocji. Wydaje się, że w jego duszy tkwi dobro i czasem też zło, a jego ciałem rządzą na przemian umysł i emocje.  Już w młodym wieku  zbuntował się przeciwko „prawu pierworodztwa”. Ukradł błogosławieństwo przeznaczone dla starszego brata. Został za to ukarany latami wygnania z domu rodziców i teściem, który okazał się oszustem jeszcze lepszym od niego samego. W tym samym pokoleniu widzimy paralelizm dwóch historii: skoro można pomylić młodszego brata ze starszym – Jaakowa i Ezawa, to można też pomylić starszą siostrę z młodszą siostrą – Leę z Rachelą.

W judaizmie status pierworodnego oznaczał szczególną relację nie tylko z rodzicami i braćmi, ale także z Bogiem. Pierworodny był uważany za świętego, stojącego na uboczu, należącego do Boga. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że prawo pierworodztwa ustala się w sposób naturalny, bowiem kto pierwszy, ten lepszy, z tekstu Tory widzimy, że ani Bóg, ani ojcowie nie byli nim automatycznie związani. Zawsze istniała wolność wyboru, lub w każdym razie Tora próbuje nam na nią wskazać, wykorzystując wielokrotnie powtarzający się motyw preferencji najmłodszego syna kosztem najstarszego.

Jaakow po raz kolejny buntuje się przeciwko „prawu pierworodztwa”, kiedy wywyższa Josefa, syna ukochanej kobiety, ponad jego starszych braci, synów Lei. Jednak za podobną dyskryminację, za posiadanie „faworyta” spośród innych dzieci, zostanie ukarany wieloletnim żalem i żałobą po ukochanym synu.

Wa-jechi Jaakow – „żył Jaakow”. Rzymianie także mówili, informując o śmierci wybitnej postaci – vixit, „żył”. O ilu ludziach możemy tak powiedzieć, że naprawdę żyli? Niczego nie zabrakło w historii Jaakowa, zyskał życie w pełni, jako ten, który po walce z posłańcem Boga lub samym Bogiem usłyszał:

„Nie Jaakow będzie nazywane odtąd imię twoje, ale Israel; gdyż walczyłeś z istotą boską i z ludźmi i przemogłeś”(Bereszit 32:29).

 Zwroty i zakręty życia oraz zmiany tożsamości Jaakowa-Izraela osiągają w naszej parszy punkt kulminacyjny. Nawet tekst to podkreśla, gdy nazywa go imieniem Israel i imieniem Jaakow na przemian, czasem nawet w tym samym wersecie.

Sam Jaakow twierdzi, że nie miał szczęśliwego życia, nie może ukryć głębokiego rozczarowania trzema najstarszymi synami. Jednak teraz, wraz ze zbliżającą się śmiercią, rysuje mu się przed oczami nadzieja na świetlaną przyszłość. Jest stary i chory, ale jego umysł jest twardy jak skała. Gdy Josef przychodzi go odwiedzić w towarzystwie swoich dwóch synów, raptem dzieje się coś dziwnego. Jaakow mówi:

„A teraz dwaj synowie twoi… moimi oni: Efraim i Menasze…” (Bereszit 48:5)

Miłość do Josefa, syna ukochanej Racheli, nadal go przepełnia, więc na łożu śmierci decyduje się „formalnie” adoptować Efraima i Menasze tak, jakby byli jego synami. Dlaczego? Obaj odziedziczą jako niezależne plemiona w Ziemi Izraela, a zatem Josef faktycznie otrzyma „w dwa razy” więcej od swych braci, jakby był najstarszym z synów Jaakowa.

Ponadto, Jaakow znowu, po raz trzeci z kolei buntuje się przeciwko „prawu pierworodztwa”: błogosławieństwo przeznaczone dla Menasze, najstarszego syna Josefa, udziela Efraimowi, młodszemu bratu. Kładzie prawą rękę na głowie Efraima, a lewą rękę na głowie Menasze.

(Jakub błogosławi dwóch synów Józefa, Efraima i Menasze, autor: Benjamin West)

Jakub podsumowuje swoje życie, formułuje testament, wypowiada ostatnie słowa do dwójki swoich wnuków, a także do wszystkich dwunastu swoich synów. Nie pierwszy raz spotykamy się z sytuacją, kiedy ojciec błogosławi swoich synów przed śmiercią: Icchak błogosławi Jaakowa i też czyni to przed śmiercią. Moglibyśmy pomyśleć, że błogosławieństwo jest czymś symbolicznym. Jednak Tora daje nam jasno zrozumieć, że błogosławieństwo ma wielką wagę. Inaczej po co Jaakow kradłby błogosławieństwo brata; inaczej po co świadomie pobłogosławiłby Efraima błogosławieństwem pierworodnych? W czasach biblijnych błogosławieństwa i przekleństwa były ściśle związane z wiarą w moc słowa. W niektórych kulturach uznawano, że takie formuły i działania mają niezależny i nieunikniony magiczny wpływ. W judaizmie takie słowa były w istocie apelem do Boga, który został powołany do ich potwierdzenia, miały na niego wpływ.

Czasy się zmieniły, już nie postrzegamy błogosławieństwa jako posiadającego magiczną moc, ale jako wyrażanie nadziei, słowa zachęty. Jednak z naszej parszy warto nauczyć się ważnego wniosku – ludzkie słowo posiada moc. Nie, nie magiczną i nie proroczą, a jednak każdy z nas swoim słowem może wywołać uśmiech na twarzy drugiego człowieka, każdy z nas swoim słowem może sprawić mu niesamowity ból. Słowa mogą nas zniszczyć, ale mogą też zbudować świat.

Niech będzie taka wola… aby dobrych słów nam nigdy nie zabrakło!

Tak skończymy księgę Bereszit, księgę, którą rozpoczęliśmy słowami:

„I rzekł Bóg: „Niech się stanie światło!” I stało się światło.” (Bereszit 1:3)

Szabat Szalom!

Miriam Klimova – studentka rabinacka
w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Hajfie.

Miriam Klimova – Historia i struktura Kabalat Szabat

Miriam Klimova – „Historia i struktura Kabalat Szabat”

Wykład z dnia 27.11.2021

sesja studiowania z Miriam Klimovą, studentką rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz rabinką kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.
W wieczór szabatowy nabożeństwo rozpoczyna się od kilku psalmów oraz poematu liturgicznego Lecha Dodi, które łącznie określane są jako Kabalat Szabat – Przyjęcie Szabatu. Czy zwyczaj ten był praktykowany już w czasach biblijnych, w czasie pierwszej i drugiej Świątyni, czy chociażby w czasach Talmudycznych lub post-Talmudycznych? Aby odpowiedzieć na to pytanie sięgniemy do klasycznych źródeł żydowskich – Tory, Talmudu i komentarzy. Odwołamy się do mistyków żydowskich z Safed, miasta położonego na północy Izraela, do nowych zwyczajów, które wprowadzili. Przede wszystkim jednak weźmiemy do ręki Sidur – modlitewnik i zapoznamy się z tekstami i strukturą nabożeństwa na wieczór Szabatowy.

Serdecznie zapraszamy!

Cedaka צדקה
Wspieraj Beit Polska
Beit Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich
nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066
Bank Pekao S.A.
Tytuł: Darowizna na cele statutowe
Cedaka צדקה
PAYPAL
Związek wyznaniowy Beit Polska
paypal.me/BeitPolska

Parsha Vayeshev – פרשת וישב

Parsha Vayeshev – פרשת וישב

Bereshit 37:1 – 40:23

 

Miriam Klimova,

Rabbinical student at Hebrew Union College in Jerusalem and the Rabbi of the „Shirat ha-Jam” congregation in Haifa.

Every person needs hope. Each one of us is searching for light, but the path towards light is not easy.

Parsha Vayeshev opens a cycle of fourteen chapters, out of which all but one describe the lives of Joseph and his brothers. We will accompany them for several decades, during which dramatic changes will take place in the life of each of the protagonists – mental, spiritual, and even geographical changes. For us, their descendants, the stories of the lives of our forefathers are a lesson and an example of good and bad deeds, of wisdom and fear, of action, courage and inaction. They didn’t always know how to reflect on their actions and learn their lessons.

Isaac [loved] Esau… but [Rivka loved] Yaakov. (Bereshit 25:28)

Yet another generation, and the situation repeats itself:

Israel loved Joseph best of all his sons… (Bereshit 37:3).

This is an uncomfortable and embarrassing topic, but contemporary psychologists claim that most parents have their “favorite child”. Why was Joseph loved more than others? He was the son of the beloved wife Rachel. He was a beautiful young man – יפה מראה – yafe mar’e – who later will be admired by Potiphar’s wife. Only two persons in the whole Torah have been described as jafe mar’e –  Joseph and his mother Rachel. This is one of the rare instances when the TaNaCh describes the beauty of a man. Maybe his face reminded Yaakov of his first love? Is this why he dresses his son in a colorful tunic? What does it symbolize? Who’d usually wear this kind of garments? We can find the answer to this question in another part of the Tanach. Here is a description of the daughter of king David, Tamar, whose beauty was also extraordinary:

She was wearing an ornamented tunic, for maiden princesses were customarily dressed in such garments.(2 Sam 13:18).

 So Yaakov dresses his son in the clothes of maiden princesses. A special fondness for one child has its consequences. And just because we don’t talk about it, it doesn’t mean that it doesn’t show. Midrash Bereshit Raba (4:3) accuses Joseph of unmanly behavior, and Rashi explains that Joseph didn’t help his brothers support their family, but he cared only about himself and his looks. In our parasha we read how he believed in his superiority and told his brothers about his prophetic dreams about him becoming the feature leader of the family. They reacted by hating him and throwing him in a desert pit devoid of any water: “ve-ha-bor rek mi-maim” ( Bereshit 37, 24). According to a Midrash instead of water in the pit there were snakes and scorpions. By stomping his feet maybe he managed to scare them off, or maybe they squeezed his arms and legs as if with chains, so that he froze with fear. Was this a breakthrough moment in his life? It probably felt as if this moment  lasted for eternity, but Joseph didn’t lose hope that one of his brothers would take pity on him or that some curious passerby would look into the pit, see a man calling for help and save him. Joseph’s eyes were not turned towards the bottom of that pit nor towards the slippery walls that surrounded him, but rather upwards, towards the light, towards the faint glimmer of hope.

Each story and event described in the Bible carries a message for the next generations, otherwise it wouldn’t be mentioned there. Who among us doesn’t want to get out of a “pit”; we all want to free ourselves from our habits, fears, pride, anger, prejudice, hurt, addiction to success… which stop us from being free persons.

But wanting something is not always enough. Joseph was trying to start a new chapter in his life. Everything was going well, but suddenly the beauty of his face again turns into a misfortune. As a result of Potiphar’s wife’s false accusations he gets twelve years in jail. This would be enough for him to break down, but Joseph doesn’t lose hope for the “light at the end of the tunnel”, he doesn’t go back to “his former self”. When he interprets the dreams of Pharaoh, the meaning of which the sages and priests were not able to understand, there is  no trace of pride nor contempt left in him. He humbly says to the Pharaoh: “I am not important, God will give the answer… 

Many people believe that we all have the same personality for our whole life, from the day we’re born and that it will never change. But Joseph’s story conveys a completely different approach – it’s never too late to transform one’s personality, to change into a better human being. Becoming a different person, which is something we dream about, requires from us a lot of hard work, effort, an even a miracle. But Jewish tradition says that a miracle is not something supernatural, but rather a part of our being. Several times a day in the Amidah prayer we repeat that we’re grateful:

„ועל נסיך שבכל יום עמנו, ועל נפלאותיך וטובותיך שבכל עת, ערב ובקר וצהרים”

„ve-al nisecha she-be-chol yom imanu, ve-al nifleotecha ve-tovatecha she-be-chol et, erev va-voker ve-cochoraim” – for Your miracles which are with us daily, and for Your continual wonders and beneficences which are with us at every time, in the evening, in the morning and at noon.

The Festival of Chanukah is almost here. Outside it’s already very dark, but inside our homes the chanukijah will light up with colorful candles. May it be your will… that we always have the ability that Joseph was blessed with – to see the good light, and not the dark corners, to be blessed with this light and to help others find it… May it be your will…. that we don’t renounce hope, even if sometimes it’s hard, that we choose to see the miracles which are with us daily, „erev va-voker ve-cochoraim”. Shabbat Shalom!

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Miriam Klimova,
Rabbinical student at Hebrew Union College in Jerusalem and the Rabbi of the „Shirat ha-Jam” congregation in Haifa.

Parsza Wajeszew – פרשת וישב

Parsza Wajeszew – פרשת וישב

Bereszit 37:1 – 40:23

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie  oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Każdy człowiek potrzebuje nadziei. Każdy z nas szuka światła, a jednak droga w stronę światła nie jest łatwa.

Parsza  Wajeszew otwiera cykl czternastu rozdziałów, z których wszystkie, za wyjątkiem jednego, opisują życie Josefa i jego braci. Będziemy z nimi przez kilkadziesiąt lat, podczas których w życiu każdego z bohaterów zajdą drastyczne zmiany – mentalne, duchowe, a nawet geograficzne. Historie życia praojców są dla nas, ich potomków, lekcją i przykładem dobrych i złych uczynków, mądrości i strachu, działania, odwagi i bierności. Nie zawsze potrafili myśleć i wyciągać wnioski.

„Jicchak kochał Esawa… a Riwka kochała Jaakowa” (Bereszit 25:28)

Kolejne pokolenie, a sytuacja się powtarza:

 „Jisrael kochał Josefa bardziej niż wszystkich innych swoich synów” (Bereszit 37:3).

 Temat niezręczny i wstydliwy, ale współcześni psychologowie twierdzą, iż większość rodziców ma swojego „faworyta”. Za co Josef jest bardziej kochany? Był synem ukochanej żony Racheli. Był pięknym młodzieńcem – יפה מראה – jafe mar’e – , który później wzbudzi zachwyt żony Potifara. Jedynie dwie osoby w całym tekście Tory są opisane jako jafe mar’e – Josef i jego matka Rachel. Jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy TaNaCh opisuje piękno mężczyzny. Być może jego twarz przypomina Jaakowowi o pierwszej miłości? To dlatego ubiera syna w wielobarwną szatę? Co symbolizuje ta odzież? Kto ją zwykle nosił? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w innym miejscu Tanachu. O Tamar, córce króla Dawida, która również wyróżniała się urodą, mówi się:

 „Miała ona na sobie pasiastą koszulkę, gdyż tak ubierały się od dawien dawna córki królewskie, które były dziewicami.” (2 Księga Samuela 13:18).

Czyli Jaakow ubiera syna w ubrania dziewiczych księżniczek. Sympatia do wybranej pociechy ma swoje konsekwencje. I to, że o tym nie mówimy nie znaczy, że tego  nie widać. Midrasz Bereszit Raba (4:3) oskarża Josefa o niemęskie zachowanie, a Raszi wyjaśnia, iż Josef nie pomaga braciom w utrzymaniu rodziny, a dba jedynie o siebie i o swoją urodę. W naszej parszy czytamy o tym, jak wywyższa się i opowiada braciom prorocze sny o swoim przyszłym przywództwie w rodzinie.  Oni w odpowiedzi nienawidzili go i wrzucili do pustynnego dołu bez wody: „we-ha-bor rek mi-maim” ( Bereszit 37, 24). Midrasz mówi, że zamiast wody w dole były węże i skorpiony. Tupiąc nogami, może udało mu się je odstraszyć, a może niby kajdanami ścisnęli mu ręce i nogi tak, że zamarł ze strachu.  Czy właśnie wtedy nastąpił przełomowy moment w jego życiu? Czas pewnie trwał jak wieczność, ale Josef nie tracił nadziei, że któryś z braci zlituje się nad nim albo jakiś ciekawski przechodzień przyjrzy się dołowi, zobaczy wołającego o pomoc człowieka i go uratuje. Oczy Josefa nie były zwrócone na dno tego dołu ani na śliskie ściany, które go otaczały; patrzył w górę, ku światłu, ku słabemu promykowi nadziei.

Każda historia i wydarzenie zapisane w Biblii niesie przesłanie na pokolenia, inaczej by się o nich nie wspominało. Kto z nas nie chce wydostać się z „dołu”, wszyscy chcemy wyrwać się z przyzwyczajeń, strachów, dumy, gniewu, uprzedzenia, urazy, uzależnienia od sukcesów… które uniemożliwiają nam bycie wolnym człowiekiem.

Same chęci nie zawsze wystarczą. Josef starał się rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu. Szło mu dobrze, ale raptem piękno twarzy znowu obraca się w nieszczęście. Oszczerstwo żony Potifara doprowadza do dwunastu lat więzienia. Wystarczający powód do załamania się, a jednak nie traci nadziei na „światło na końcu tunelu”, nie wraca do „poprzedniego siebie”. Gdy wyjaśni sny faraona, których nie byli w stanie zrozumieć mędrcy i kapłani, nie ma w nim ani dumy, ani pogardy,  pokornie powie faraonowi: „Ja nic nie znaczę, Bóg da odpowiedź…”.

Wiele osób uważa, że człowiek ma taką samą osobowość przez całe życie od dnia urodzin i że nigdy się nie zmieni. Tymczasem historia Josefa pokazuje całkiem inne podejście – nigdy nie jest za późno, aby zmienić swoją osobowość, aby przekształcić się w lepszego człowieka. Stanie się innym człowiekiem, o którym marzymy, wymaga od nas dużo ciężkiej pracy, wysiłku, a nawet cudu. Jednak tradycja żydowska mówi o tym, że cud nie jest zjawiskiem nadprzyrodzonym, ale częścią naszego istnienia. Kilka razy dziennie w modlitwie Amida powtarzamy, że dziękujemy:

„ועל נסיך שבכל יום עמנו, ועל נפלאותיך וטובותיך שבכל עת, ערב ובקר וצהרים”

„we-al nisecha sze-be-chol jom imanu, we-al nifleotecha we-towatecha sze-be-chol et, erew wa-woker we-cochoraim” – za cuda, które każdego dnia są wśród nas oraz za wspaniałości i dobrodziejstwa o każdej porze, wieczorem, o poranku i w południe.

Święto Chanuka już za progiem. Na zewnątrz stało się bardzo ciemno, ale wewnątrz domu kolorowymi świecami rozświetli się chanukija. Niech będzie ku temu   wola… by zawsze żyła w nas zdolność, którą został pobłogosławiony Josef – aby dostrzegać dobre światło, a nie ciemne zakamarki, być błogosławionymi tym światłem i pomagać innym je odnaleźć. Niech będzie ku temu wola… abyśmy nie odstąpili od nadziei, nawet jeśli czasami jest trudno, abyśmy wybrali ujrzenie cudów, które są w naszym życiu każdego dnia „erew wa-woker we-cochoraim”.

Szabat szalom!

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie  oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.