Wojny ideologiczne i niepokój społeczny: co możemy w tej sprawie zrobić?

Wojny ideologiczne i niepokój społeczny: co możemy w tej sprawie zrobić?

Drasza na Pesach 5779

Menachem Mirski

Opowieść o naszym wyjściu z Egiptu jest jednocześnie historią plag i wielkich kryzysów, które spadły na Egipt i jego społeczeństwo. Choć Tora w swoich opisach plag jest dość lakoniczna jeśli chodzi o informacje, z jakimi spotkały się one reakcjami społecznymi (choć wspomina na przykład o niepokojach na dworze faraona oraz o wielkim krzyku po śmierci wszystkich pierworodnych), dość łatwo jest nam wyobrazić sobie nastroje społeczne w kraju dotkniętym takimi nieszczęściami.

I choć społeczeństwa w których żyjemy nie są w żadnym razie dotknięte plagami porównywalnymi do tych egipskich, to żyjemy jednak w czasach nieustannych niepokojów społecznych i, zwłaszcza ostatnio, narastającego kryzysu cywilizowanych stosunków w naszych relacjach społecznych. Do zasadniczych przyczyn tej sytuacji można zaliczyć konflikty ideologiczne i radykalizm. Jednakże czy my faktycznie żyjemy w czasach narastających radykalizmów, czy też po prostu skrajne koncepcje cieszą się „popularnością” w mediach, w wyniku czego nasze postrzeganie rzeczywistości jest zniekształcone? W rzeczy samej, jeśli skupimy się na praktycznych wymiarach naszych przekonań, na ich wypełnianiu i na naszych codziennych obowiązkach, często okazuje się, że mamy ze sobą więcej wspólnego niż sugeruje nam to czasem różnego rodzaju propaganda. Radykalizmy ideologiczne i religijne cieszą się popularnością w świecie wirtualnym, lecz w rzeczywistości większość osób plasuje się gdzieś po środku szerokiego, ideologicznego spektrum. Problem polega na tym, że w przestrzeni wirtualnej radykalne poglądy są barwne, niekiedy bardzo atrakcyjne i mamy do czynienia z ich nadreprezentacją, co prowadzi do zniekształconego postrzegania świata i innych ludzi, zwłaszcza wtedy, gdy poglądy te umacniają kogoś w wyznawanym przez niego już wcześniej stanowisku. Zwiększa to prawdopodobieństwo, że ludzie będą upraszczać i redukować swoje postrzeganie świata do banalnych stereotypów; zwiększa to też prawdopodobieństwo, że ludzie będą definiować swoje stanowisko w oparciu o to, z czym się nie zgadzają raczej niż o to, co ich ze sobą łączy.

Popularność inżynierii społecznej umacnia pogląd, iż „prawidłowy system”, „odpowiednie prawo” albo „poprawne poglądy” mogą rozwiązać wszystkie problemy, z jakimi mierzą się zachodnie społeczeństwa. Oczywiście wizje dotyczące „prawidłowego systemu” różnią się miedzy sobą, a często wzajemnie się wykluczają, co zwiększa poziom wzajemnej złości, frustracji, nietolerancji i agresji, z czego rodzą się pomysły graniczące z tymi pochodzącymi z opowiadań Orwella albo Huxleya.

Choć rzadko kiedy istnieje jedno rozwiązanie jakiegoś problemu, z pewnością kluczowym elementem jest skupienie się na praktycznych wymiarach naszych systemów przekonań. Niezbędne jest, abyśmy skupili się na problemach, z którymi wszyscy się mierzymy oraz na tym, co nas ze sobą łączy raczej niż na wizjach idealnego świata, w którym wszystko będzie dobre i sprawiedliwe.

A jako że w nadchodzącym tygodniu chrześcijanie obchodzą Wielkanoc, pozwolę sobie użyć przykładu pochodzącego ze sfery chrześcijańsko-żydowskiego dialogu międzyreligijnego. Gdy skupiamy się na kwestiach teologicznych, prowadzi to nas często do wiecznych, niekończących się sporów. Jednakże, jeśli skupimy się na kwestiach praktycznych, nagle w cudowny sposób okazuje się, że wcale aż tak bardzo się nie różnimy, zwłaszcza w sferze etyki. Fundamentem naszej moralności jest 10 przykazań – wartości takie jak miłość, sprawiedliwość, odpowiedzialność, tradycja i rodzina.

Przy okazji Pesach zachęcam wszystkich do kultywowania i skupiania się na tych wartościach, które wiodą do pełnego, wzbogaconego, przepełnionego sensem i – owszem –  odpowiedzialnego życia, jako że odpowiedzialność jest jednym z głównych źródeł sensu w naszym życiu. Gdy koncentrujemy się na kwestiach praktycznych, zajmujemy się czymś, co dotyczy wszystkich ludzi, wprowadza to w nasze życie pokój i czyni bardziej cywilizowanymi nasze międzyludzkie stosunki, zarówno w obrębie naszej społeczności jak i pomiędzy naszymi społecznościami. Nie zrozumcie mnie źle, nie oznacza to, że nie powinniśmy myśleć perspektywicznie, długofalowo i dokonywać trwałych i znaczących zmian społecznych. Przeciwnie, proponowane tu podejście pozwala nam tworzyć o wiele bardziej realistyczne, długoterminowe wizje.

Nasze przekonania mogą się stać naszym Egiptem; możemy zostać przez nie zniewoleni i zaślepieni. Musimy oprzeć się kuszącej atrakcyjności czarno-białych argumentów i skupić się na pragmatycznych aspektach związanych z tym, w jaki sposób wszyscy żyjemy, jak traktujemy się nawzajem, jak dbamy o siebie nawzajem oraz co się dzieje w naszym codziennym życiu, gdyż nasze doświadczenia w tym zakresie nie różnią się aż tak bardzo od doświadczeń osób, z którymi się nie zgadzamy. Dostrzeżenie tego pozwala nam na lepsze zrozumienie innych oraz samych siebie, co pozwala nam żyć w pokoju, w cywilizowanej wspólnocie. Praktyczne zastosowania naszych przekonań pogłębiają nasze zrozumienie świata oraz innych, co czyni go lepszym miejscem dla nas wszystkich.

Chag Pesach Sameach,

Szabat szalom,

Menachem Mirski

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Ideological wars and social unrest: what can we do about them?

Ideological wars and social unrest: what can we do about them?

Drasha for Pesach 5779

 

Menachem Mirski

The story of our exodus from Egypt is at the same time a story about the plagues and great crises that hit Egypt and its society. Although the Torah, describing the plagues, is rather laconic in the descriptions of social reactions to them (although it mentions, for example, anxiety of the pharaoh’s courtiers and the great outcry after the death of all the firstborn), it is rather easy for us to imagine social moods in a country touched by such misfortunes.

Although the societies we live in are in no way touched by plagues comparable to the Egyptian ones, we constantly live in times of social unrests and, especially recently, of increased lack of civility in social relations. Some of the essential causes for them are ideological conflicts and radicalism. But do we indeed live in times of growing radicalism or are these ideas simply “popular” in media and thus our perception of the reality is distorted? In fact, when we can distill our core beliefs to the practicality of our day-to-day life, to our responsibilities, we often find more commonality than various propaganda sometimes suggests. Ideological and religious radicalism thrive in the virtual domain, but really most people are situated somewhere in the middle of the ideological spectrum. The problem is that in the virtual space radical views are vivid, highly palatable and over represented informing a warped perception of the world and other people, especially when it reinforces an already held perspective. This can make people more likely to simplify and reduce perception to banal stereotypes and can make people more likely to define their position by that with which they disagree rather than by what they have in common.

The popularity of social engineering encourages the view that the „correct system”, „correct law” or „correct views” can solve all the problems faced by Western societies. Of course, the visions of the “correct system” are diverse and often mutually exclusive increasing the level of mutual anger, frustration, intolerance and aggression giving birth to ideas bordering on those from Orwell’s or Huxley’s novels.

While there is rarely one solution to any issue, certainly a vital step is to focus on the practical manifestation of our belief systems. It is imperative that the focus is on the problems that we all face and on that which we have in common, rather than on visions of an ideal world in which everything will be good and fair.

And since in the coming week Christians celebrate Easter, let me use an example from the field of the Christian-Jewish interreligious dialogue. If we focus on theological matters, it often leads us into an eternal, endless dispute. However, if we focus on practical matters, miraculously, it turns out that we do not differ that much, especially in the realm of ethics. The core of our morality is the 10 Commandments – values such as love, justice, responsibility, tradition and family.

On the occasion of Pesach, I encourage everyone to cultivate and focus on values that lead to a full, enriched, meaningful, and yes, responsible life, because responsibility is one of the main sources of life’s meaning. Focusing on practical issues embraces everyone, leading to more peace and civility within our community and between our communities. Make no mistake, this does not mean we should not address the bigger picture and make lasting and meaningful societal changes.  On the contrary, it allows much more realistic long-term visions.

Our beliefs can become our Egypt; we can become enslaved and blinded by them. We must resist the tantalizing draw of the black and white arguments and focus on the pragmatics of how we all live our lives, how we treat one another, how we take care of one another, what happens day to day because it is not so very different from those with whom we disagree. Once we see that, we can better understand both others and ourselves, which helps us to live in peace – in a civilized community. Practical applications of our beliefs deepen our understanding of the world, of others, and make it a better place for all of us.

 

Hag Pesach  Sameach,

Shabbat shalom

 

 

Hag Pesach  Sameach,

Shabbat shalom,

Menachem Mirski Rabbinical Student Ziegler School of Rabbinic Studies American Jewish University Los Angeles, USA

The World Between Order and Chaos

The World Between Order and Chaos.

Thoughts on Parasha Shemini.  

Menachem Mirski

In this week’s Torah portion (Leviticus/Vajikra 9:1-11:47) Aaron and his sons begin to fulfill the duties of kohanim (priests). God sends a fire which consumes the sacrifices on the altar; thereby the Divine presence begins to live in the Tent of Meeting, in Hebrew also called the Mishkan.[1]

Moses and Aaron then went inside the Tent of Meeting. When they came out, they blessed the people; and the Presence of the [Eternal] appeared to all the people. Fire came forth from before the [Eternal] and consumed the burnt offering and the fat parts on the altar. And all the people saw, and shouted, and fell on their faces.

(Leviticus/Vajikra 9:23-24)

However, soon after that moment, after a time of great joy and euphoria, a tragedy takes place:

Now Aaron’s sons Nadab and Abihu each took his fire pan, put fire in it, and laid incense on it; and they offered before the [Eternal] alien fire, which He had not enjoined upon them. And fire came forth from the [Eternal] and consumed them; thus they died at the instance of the [Eternal]. Then Moses said to Aaron, “This is what the [Eternal] meant when He said: Through those near to Me I show Myself holy, And gain glory before all the people.” And Aaron was silent.

(Leviticus/Wajikra 10:1-3)

The above mentioned events have drawn the attention of many commentators and often times they posed a challenge for theologians. Quite a lot has been written on this topic, but this is not what I’d like to focus on here; I’d rather focus on the sheer chronology of the events: a moment of euphoria, happiness, joy, and then suddenly a tragedy.

Sounds familiar? Of course, perhaps even too familiar; probably almost every one of us could recall a similar turn of events, about which they have either heard about or directly witnessed it themselves. In the latter case we often remember such events until the end of our lives; such experiences are often traumatic and they leave us with a number of dramatic questions, such as: could this have been prevented, what was really the cause of this tragedy, why did it have to happen and so on.

One mistake, one moment of inattention can lead to a catastrophe. Could we organize the world in such a way as to ensure that such situations never take place? In my opinion this is a utopian idea, first of all because as human beings we do not have the necessary means nor minds to rule over the entire reality which surrounds us. Therefore the best thing is to be aware of this and accept our own limitations. The world is still too large and too complex and we still don’t know enough about the processes which occur in it, although of course we know much more than our grandparents and great-grandparents. And while we should pay special attention to ensuring our safety, we must make sure we do it in an appropriate way.

The need for safety is one of the most fundamental and biological of human needs, along with others such as the need for nutrition, procreation etc. However, concern about safety, especially when it comes to our close ones, can easily turn into patronizing, which could potentially be even more dangerous for the people for whose safety we are concerned, such as our children. Why? Because if we arrange for someone to live in permanent comfort, they will never learn how to keep themselves safe on their own. That’s why as we bring up our children we should not strive to keep them safe at all cost and in all circumstances – and many experts in the field of psychology and pedagogy would agree with me here –  but instead we should teach them how to ensure their own safety and how to be cautious in their everyday conduct and in their lives in general. Therefore we should gradually, in a way that’s suitable for their age, expose them to the real world, with all the problems, difficulties, failures or pain it entails. Otherwise, if we decide to keep them in a “safety bubble”, after a while reality will ruthlessly correct our mistakes and teach our children a lesson, sometimes in a very brutal way. Being overly cautious about someone else’s safety infantilizes them and as a result of it people never grow up and avoid taking responsibility for themselves, not to mention taking responsibility for others. A world in which humanity would consist of only such individuals would be one possible version of hell on earth.

And while there is nothing fundamentally wrong in wanting to control the  world which surrounds us (provided that our rule does not entail brutal or even senseless exploitation) and this is in fact necessary for our survival, we must nevertheless renounce the idea that we could ever have control over everything. No, that is impossible, and that’s why we have to learn how to distinguish between that which we can control and those things over which we have no control and which perhaps we will never be able to control. Just like it’s not possible to “take care of” and fully fulfill our need for safety (or any other of our needs) once and for all. Chaos will always burst into our orderly surroundings, regardless of whether it’s an order that we established ourselves or a natural one. And there is nothing we can do about it, since that is simply the nature of the world that we live in, to put it in very traditional terms. So what can we do about it?

The answer is: We can try to live in a reasonable way. What does this mean? It means to continuously deal with that chaos, to live in opposition to it and at the same time to try to organize that chaos, both in our external and internal life. With regards to this second aspect, and to a certain extent also the first one, the system which is best suited to fight with chaos is, I dare say, our religion – Judaism. If we live according to its rules, then almost every aspect of our life becomes meaningful and well-organized. Of course there are practical matters which extend beyond our religious life, but also in this case a reasonable way of organizing them is necessary, and here the wisdom of our tradition can also lend us a hand, since Judaism teaches how to live according to rules and in moderation, with a permanently implemented, regular obligation to rest, which in the longer run protects human life, since it is subordinated to it. In order to save a life on Shabbat one is allowed to break all of its rules and essentially to do everything except for that which we know will lead us to worship idols, to prohibited sexual relations or to bloodshed.

People who have a goal in their lives and who follow a regular schedule are statistically less prone to depression, addictions and other destructive tendencies. So, we should set goals, follow a regular schedule (with regards to meal times, sleep, work, study, entertainment etc.) and have a well-ordered personal life. For some people this could already be a goal in and of itself. Only then will we be able to plan and achieve all that which we want to achieve. Are we going to face failures? Of course, they will always happen from time to time, but we must simply come to terms with them and get on with our lives. It’s very possible that already the next day we will discover their meaning and significance, thanks to which we will for example discover and implement in our lives certain rules which will help us avoid potentially even much greater misfortunes in the future.

Of course there is still the question of the role of spontaneity in our lives – and indeed there is room for it as well. A conflict between our plans and our life as it is here and now is something that we’ve all experienced many times. This being said, there is nothing bad or stupid in planning and this statement absolutely does not contradict the old, funny Yiddish saying: Der Mentsh tracht un Got lacht – humans plan and God laughs – which is first of all an expression of an ability to laugh at oneself and a healthy reaction to our own failures. Having too many plans and goals also doesn’t have to be stupid at all. The more of them we have, the more of them we carry out (provided that we do not simply have millions of ideas per minute or that for example we don’t have a certain constant, pathological element in our lives which thwarts everything, such as for example an addiction, although fighting with an addiction also entails implementing order in our life or expanding its extent). We will carry out more, though of course we will never carry out all of our plans, but this often turns out not to be a serious problem in the long term. And the same could be said about the commandments and rules in our religion: the more of them we honestly decide to fulfill, the more of them we will actually fulfill and as a result our life will change for the better. That’s why the allegedly “common sense” tendency to reduce the number of rules in our lives is actually not good for us – the less rules and principles we respect in theory, the less of them we fulfill in practice, and then our life can slowly start to drift towards chaos, although this can end up affecting especially the lives of our children.

This could be one of the answers to the question why Judaism entails so many commandments, rules and norms, regarding essentially everything. This is presumably also one of the answers to the question why as a community with a continuous identity and tradition we’ve been able to survive for already over 3 millennia, whereas many other nations and religious groups simply ceased to exist.

A life which is purposeful, meaningful and filled with responsibility is not some kind of pie in the sky made up by “religious lunatics”, as some, allegedly rational, modernist and postmodernist “sages” would want it. What’s the point of doing anything, since in a million years we won’t be here anyways – this argument is simply a trick played by the nihilistic mind. Yes, our mind is capable of this and we can always imagine a certain time perspective in which none of our actions will make any sense. And it doesn’t even have to be a time-frame of a thousand or million years – a hundred is enough. However, such reasoning is a logical-metaphysical trap, and the stance that stems from it amounts to simply giving up the fight with chaos, the fight for life, to losing it by default. There is nothing lofty about this, nothing valuable, nothing worth emulating and finally – nothing wise.

If we renounce the belief in the meaningfulness and purposefulness of human life, then nihilism, chaos, and ultimately destruction creep in. The notion of meaning and the purposefulness of human life, in any shape and form – be it religious, lay, collective or individual, is not something “irrational” – on the contrary – it is the highest form of human rationality.

Shabbat shalom,

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

[1] According to some linguists the Polish word “mieszkać” (to reside somewhere) comes exactly from the Hebrew mishkan.

Świat między porządkiem a chaosem

Świat między porządkiem a chaosem.

Refleksja nad paraszą Szemini.

Menachem Mirski

W porcji Tory na ten tydzień (Księga Kapłańska/Wajikra 9:1-11:47) Aaron oraz jego synowie zaczynają pełnić obowiązki kohanim (kapłanów).  Bóg zsyła ogień, który pochłania ofiary na ołtarzu; tym samym boska obecność zaczyna mieszkać w Namiocie Spotkania, zwanym po hebrajsku również Miszkanem.[1]

I wszedł Mojżesz i Ahron do przybytku zboru; i wyszli, i pobłogosławili lud. I ukazał się Majestat Wiekuistego całemu ludowi. I wyszedł ogień z przed Wiekuistego i pochłonął na ofiarnicy całopalenie i łoje; i widział to lud cały i wydali radosny okrzyk, i padli na oblicze swoje.

(Księga Kapłańska/Wajikra 9:23-24)

Wkrótce potem, po chwili wielkiej radości i euforii, dochodzi jednakże do tragedii:

I wzięli synowie Ahrona – Nadab i Abihu, każdy kadzielnicę swoję, i włożyli w nie ognia, i położyli nań kadzidła, i tak przynieśli przed oblicze Wiekuistego ogień nieuświęcony, którego nie przekazał im. I wyszedł ogień z przed oblicza Wiekuistego i pochłonął ich; i pomarli przed obliczem Wiekuistego. I rzekł Mojżesz do Ahrona: „Oto co powiedział Wiekuisty, gdy rzekł: Przez bliskich Mi uświęconym będę, i w obliczu całego ludu sławionym!” I zamilkł Ahron.

(Księga Kapłańska/Wajikra 10:1-3)

Powyższe wydarzenia przykuły uwagę wielu komentatorów i niejednokrotnie stanowiły wyzwanie dla teologów. Napisano o tym sporo, nie na tym się jednak tutaj skupię, lecz na samej chronologii wydarzeń: chwila euforii, szczęścia, radości i nagle tragedia.

Brzmi znajomo? Oczywiście, może nawet nazbyt znajomo, prawdopodobnie niemal każdy z nas jest w stanie przytoczyć podobny bieg wydarzeń, które zna ze słyszenia lub był bezpośrednio ich świadkiem. W drugim przypadku często pamiętamy je do końca życia; tego rodzaju doświadczenia są często traumatyczne i pozostawiają nas z szeregiem dramatycznych pytań, typu: czy można było temu zapobiec, co tak naprawdę było przyczyną, dlaczego do tego doszło i tak dalej.

Jedna pomyłka, chwila nieuwagi, mogą doprowadzić nas do katastrofy. Czy jesteśmy w stanie tak zorganizować świat, ażeby do takich sytuacji nie dochodziło? Moim zdaniem jest to utopia, przede wszystkim dlatego, że jako ludzie nie dysponujemy środkami i umysłem, by móc zapanować nad całą otaczającą nas rzeczywistością. Najlepiej więc świadomie zaakceptować własną ograniczoność. Świat jest wciąż zbyt wielki i złożony i wciąż za mało wiemy o zachodzących w nim procesach, choć oczywiście wiemy dużo więcej niż nasi dziadkowie i pradziadkowie. I choć powinniśmy szczególnie dbać o nasze bezpieczeństwo, musimy to robić we właściwy sposób.

Potrzeba bezpieczeństwa jest jedną z fundamentalnych, biologicznych ludzkich potrzeb, obok takich jak potrzeba odżywiania się, prokreacji itd. Jednakże dbałość o bezpieczeństwo, zwłaszcza osób nam bliskich, może łatwo przerodzić się w protekcjonalność, co sprowadza na osoby, o których bezpieczeństwo dbamy, np. nasze dzieci, potencjalnie jeszcze większe niebezpieczeństwa. Dlaczego? Ponieważ zapewniając komuś permanentny komfort oduczamy tę osobę dbałości o własne bezpieczeństwo. Dlatego dzieci należy wychowywać nie tak, by zawsze były bezpieczne – i wiele autorytetów z dziedziny psychologii i pedagogiki się tutaj ze mną zgodzi – ale tak, aby same zaczęły o dbać o swoje bezpieczeństwo, aby same stały się ostrożne w tym co robią i jak żyją. Powinniśmy je więc stopniowo, z biegiem lat, wystawiać na otaczający nas świat realny, ze wszystkimi związanymi z tym problemami, trudnościami, niepowodzeniami czy cierpieniami. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli będziemy je trzymać w „bańce bezpieczeństwa”, po jakimś czasie rzeczywistość bezwzględnie skoryguje nasze błędy w życiu dziecka i może to uczynić w sposób niekiedy bardzo brutalny. Nadmierna dbałość o bezpieczeństwo innych infantylizuje i powoduje, że ludzie nigdy nie dorastają i unikają wzięcia odpowiedzialności za samych siebie, nie mówiąc już o wzięciu odpowiedzialności za innych. Świat, w którym ludzkość składałaby się wyłącznie z takich jednostek byłby jednym z wariantów piekła na ziemi.

I choć w panowaniu nad otaczającym nas światem nie ma zasadniczo nic złego (o ile owo panowanie nie oznacza brutalnej czy choćby bezsensownej eksploatacji) i jest ono niezbędne dla naszego przetrwania, musimy sobie wybić z głowy ideę, że możemy panować nad wszystkim. Nie, nie możemy, dlatego musimy wiedzieć jak rozróżnić to nad czym panować możemy od tego, nad czym nie możemy i być może nigdy nie będziemy mogli. Tak samo jak nie da się potrzeby bezpieczeństwa, jak też innych naszych potrzeb, „załatwić”, zaspokoić raz na zawsze. Chaos zawsze będzie się wdzierał w porządek, bez względu na to, czy jest to porządek przez nas ustanowiony czy naturalny. I nie ma na to rady, taka jest bowiem natura świata, w którym żyjemy, że użyję bardzo tradycyjnego języka. Co więc możemy zrobić?

Odpowiedź brzmi: żyć sensownie. Co to znaczy? To znaczy stale stawiać czoła owemu chaosowi, żyć w opozycji do niego i zarazem ów chaos organizować, zarówno w naszym życiu zewnętrznym jak i wewnętrznym. W tym drugim aspekcie, a do pewnego stopnia także w pierwszym, najlepiej dopracowanym systemem walki z chaosem jest, śmiem twierdzić, nasza religia – judaizm. Jeśli żyjemy wedle jej zasad, to niemal każdy aspekt naszego życia staje się sensowny i zorganizowany. Choć oczywiście, są sprawy praktyczne, które wykraczają poza nasze życie religijne, ale i tu ich sensowna organizacja jest niezbędna, a mądrość naszej tradycji także przyjdzie z pomocą, bowiem judaizm to nauka o życiu według reguł i z umiarem, z trwale wdrożonym, regularnym obowiązkiem odpoczywania, chroniącego w dłuższej perspektywie ludzkie życie, bo podporządkowanego jemu właśnie. Dla ratowania życia w Szabat można złamać wszystkie jego reguły oraz zasadniczo zrobić wszystko, poza tym, o czym wiemy, że doprowadzi nas do czczenia bożków, zabronionych stosunków seksualnych czy rozlewu krwi.

Osoby, które mają obrany w życiu cel oraz regularny tryb życia mają statystycznie mniejsze skłonności do depresji, nałogów i innych tendencji destruktywnych. Obrać cele, mieć regularny rytm życia (np. pory posiłków, snu, pracy, nauki, rozrywki itd.) oraz uporządkowane życie osobiste. Dla niektórych ludzi to może być już cel sam w sobie. Tylko wówczas można planować i osiągać wszystko to, co zamierzamy. Spotykają nas niepowodzenia? Oczywiście, one zawsze będą nas spotykać, trzeba przechodzić nad nimi do porządku dziennego i iść dalej. Bardzo możliwe, że już następnego dnia odkryjemy ich sens i znaczenie, dzięki którym np. odnajdziemy i wdrożymy w swoim życiu reguły, które pomogą nam uniknąć potencjalnie znacznie większych nieszczęść.

Oczywiście pozostaje pytanie o rolę spontaniczności w naszym życiu i owszem, dla niej też jest miejsce. Konflikt pomiędzy planem a życiem tu i teraz jest rzeczą, której niejednokrotnie doświadczyliśmy. Nie ma jednakże nic złego ani głupiego w planowaniu i absolutnie nie stoi to w sprzeczności ze starym, zabawnym przysłowiem jidysz Der Mentsz tracht un Got lacht – Człowiek planuje, Bóg się śmieje – które jest przede wszystkim wyrazem dystansu oraz zdrowej reakcji na własne niepowodzenia. Posiadanie zbyt wielu planów i zamierzeń też nie musi być wcale głupie. Im więcej ich mamy, tym więcej ich zrealizujemy (zakładając, że nie mamy ich po prostu milion na minutę lub też np. że nie ma w naszym życiu jakiegoś stałego, patologicznego elementu, który wszystko udaremnia, jak np. nałóg, uzależnienie, choć walka z nimi też polega na wdrażaniu w życie porządku i poszerzaniu jego zakresu). Zrealizujemy więcej, choć oczywiście nigdy nie zrealizujemy wszystkich naszych planów, co z kolei często okazuje się nie być specjalnym problemem w długoterminowej perspektywie. Podobnie rzecz się ma z przykazaniami i regułami naszej religii: im więcej z nich szczerze postanowimy wypełniać, tym więcej z nich realnie wypełnimy i w rezultacie nasze życie zmieni się na lepsze. Dlatego rzekomo „zdroworozsądkowa” tendencja do redukcji reguł życia wcale nie jest dobra – im mniej reguł i zasad respektujemy w teorii, tym mniej wypełniamy w praktyce i wówczas nasze życie może powoli zacząć dryfować w stronę chaosu, choć ten może szczególnie dotknąć dopiero życie naszych dzieci.

To może być jedna z odpowiedzi na pytanie dlaczego judaizm zawiera tak wiele przykazań, reguł i norm, dotyczących wszystkiego. To przypuszczalnie jest też jedna z odpowiedzi na pytanie dlaczego jako mająca ciągłość tożsamości i tradycji społeczność przetrwaliśmy już ponad 3 millenia, podczas gdy wiele innych narodów i grup religijnych zwyczajnie przestało istnieć.

Celowe, sensowne i wypełnione odpowiedzialnością życie nie jest zmyśloną przez „religijnie nawiedzonych” ludzi mrzonką, jak chcieliby niektórzy, rzekomo racjonalni, modernistyczni i postmodernistyczni „mędrcy”. Po co robić cokolwiek, skoro za milion lat i tak nas nie będzie –  ten argument to zwyczajny trik nihilistycznego umysłu. Owszem, nasz rozum posiada tę możliwość i zawsze możemy wyobrazić sobie pewną czasową perspektywę, w której żadne z naszych działań nie będzie miało sensu. Nie musi to być wcale perspektywa tysiąca czy miliona lat, wystarczy sto. Takie rozumowanie to jednak logiczno-metafizyczna pułapka, a postawa z tego wypływająca to zwyczajne oddanie walki z chaosem, walki o życie, walkowerem. Nie ma w tym nic wzniosłego, nic wartościowego, nic godnego naśladowania i ostatecznie – nic mądrego.

Jeśli porzucamy wiarę w sens i cel ludzkiego życia, wkrada się w nie nihilizm, chaos, a ostatecznie destrukcja. Idea sensu i celu ludzkiego życia, w każdym wydaniu, i religijnym, i świeckim, kolektywnym czy indywidualnym nie jest niczym „irracjonalnym”, przeciwnie, jest najwyższą formą ludzkiej racjonalności.

 

Szabat szalom

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

 

[1] Niektórzy językoznawcy utrzymują, że polskie słowo „mieszkać” pochodzi właśnie od hebrajskiego miszkan.

Democracy and Responsibility. Thoughts on Parasha Vajikra.

Democracy and Responsibility

Thoughts on Parasha Vajikra

Menachem Mirski 

…Indifference to evil is worse than evil itself…, in a free society, some are guilty, but all are responsible.  

Abraham Joshua Heschel

 If it is the anointed priest who has incurred guilt, so that blame falls upon the people, he shall offer for the sin of which he is guilty a bull of the herd without blemish as a sin offering to the [Eternal].

(Leviticus/Vayikra 4, 3)

When a priest, a rabbi or another religious authority commits a sin or a crime, their guilt is not only their own – at least part of that guilt falls upon the society which they are ruling over and which they represent. There is nothing metaphysical about it, it’s a simple sociological fact: people form their opinions about religious groups or political parties based on the conduct of their leaders. Therefore we must make sure that we choose as our leaders people who are first of all responsible. The higher is the position someone holds within a given society (i.e. in the decision-making hierarchical structures of that society), the greater is that person’s responsibility. All this may seem very simple, maybe even trivial, but as experience shows all too often this is actually not the case. People elected to hold high functions within a given society do not always want to take upon themselves the greater responsibility which comes with their position. Sometimes they are not even aware that the level of their responsibility has just increased. Often they focus on carrying out their visions and on relishing the power and privileges that they’ve been granted.

For many years the racist statements of Rabbi Ovadia Yosef, such as, “Goyim were born only to serve us. Without that, they have no place in the world – only to serve the People of Israel.” (Weekly Saturday night sermon in October 2010; source www.timesofisrael.com) have been grist to the mill for all the anti-Semites and supporters of the claim that Jews are inherently racists. The recent anti-Semitic statements of Congresswoman Ilhan Omar have had a negative impact on the image of the Democratic Party, not only in the USA, but all across the world. Words matter – and their significance is directly proportional to their author’s position within the social hierarchy. This is why all leaders, both religious and political, must be very careful about what they say. In addition, they have to make sure to express themselves in a precise manner. And if they must be careful with their words, then even more so with their decisions, their actions and their consequences. Private wars waged by religious leaders can destroy many religious communities.

In the modern Western world many institutions have been democratized, since democracy is viewed as the best ruling system we’ve been able to invent so far. Democracy comes in different shapes and forms, but we won’t go into details here. However, it is a well-known fact that our mechanisms for the democratic election of our representatives do not guarantee that we will elect individuals with outstanding leadership, intellectual or moral attributes. In other words, nothing can guarantee that the representatives we elect won’t make any mistakes or commit any sins, the burden of which will ultimately fall upon those who elected them. The members of our parliaments are essentially a “statistical cross section” of that part of the society which participates in the elections. As George Bernard Shaw put it:

 Democracy is a device that ensures we shall be governed no better than we deserve.

 Joseph de Maistre spoke in the exact same spirit:

Democracy is the most just of all systems, since it guarantees that every society gets what it deserves.

These quotes may sound quite cynical, but many other thinkers and philosophers who were by no means opponents of democracy, for example Bertrand Russell, also spoke in a similar fashion about democracy:

Democracy has at least one merit, namely that a Member of Parliament cannot be stupider than his constituents, for the more stupid he is, the more stupid they were to elect him.

…or,

In a democracy the fools have a right to vote. In a dictatorship the fools have a right to rule.

And while it is obvious that democracy does not guarantee that we won’t be ruled by irresponsible or simply stupid people, this cannot be guaranteed and has never been guaranteed by any other way of anointing people for public office. Every power tends to lead to degeneration, to recall John Acton’s  famous quote:

Power tends to corrupt and absolute power corrupts absolutely.

 Someone who has been granted power, privileges and responsibilities must be able to find the appropriate balance between all of them. Only then will they be able to rule for a long time and in a just way. In my opinion being appointed as a leader should automatically entail the following message: From now on your own ego will have to repeatedly give way to the responsibility that you’ve been entrusted with. In ancient Israel the prophets were the ones who acted as the conscience of those in power, who had a deep understanding of the nature of power as well as insightful, normative visions regarding the way it should be wielded. Let’s conclude by recalling once more the words of Rabbi Heschel:

The more deeply immersed I became in the thinking of the prophets, the more powerfully it became clear to me what the lives of the Prophets sought to convey: that morally speaking, there is no limit to the concern one must feel for the suffering of human beings, that indifference to evil is worse than evil itself, that in a free society, some are guilty, but all are responsible.

Shabbat Shalom,

Menachem Mirski

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Demokracja i odpowiedzialność. Refleksja nad paraszą Wajikra

 Demokracja i odpowiedzialność.

Refleksja nad paraszą Wajikra

Menachem Mirski

 […] Obojętność na zło jest gorsza niż samo zło, […] w wolnym społeczeństwie winni są niektórzy,  odpowiedzialni są jednakże wszyscy.

Abraham Joshua Heschel

 Jeśli kapłan namaszczony zgrzeszy, tak że wina spada na lud, niech złoży ofiarę zagrzeszną za swój grzech: cielca młodego, bez skazy, Wiekuistemu na ofiarę zagrzeszną.

(Księga Kapłańska/Wajikra 4:3)

Gdy kapłan, rabin czy inny religijny autorytet popełnia grzech lub przestępstwo, jego wina nie jest wyłącznie jego winą, lecz przynajmniej część tej winy spada na społeczność, którą przewodzi i reprezentuje. Nie ma w tym nic metafizycznego, to zwyczajny fakt socjologiczny: ludzie wyrabiają sobie opinię o grupach religijnych czy stronnictwach politycznych na podstawie zachowania ich liderów. Tym samym jest koniecznym, ażeby na przywódców wybierać ludzi przede wszystkim odpowiedzialnych. Im wyższa jest pozycja danej osoby w społeczeństwie, to znaczy w hierarchicznych strukturach decyzyjnych tego społeczeństwa, tym większa jest odpowiedzialność tej osoby. To wszystko wydaje się być bardzo proste, banalne wręcz, jednakże praktyka nazbyt często pokazuje, że wcale tak nie jest. Ludzie piastujący powierzone im wysokie funkcje w społeczeństwie nie zawsze chcą brać na siebie większą, wynikającą z funkcji, odpowiedzialność. Nie zawsze są nawet tego świadomi, że właśnie poziom ich odpowiedzialności wzrósł. Często skupiają się na realizacji swoich wizji i na delektowaniu władzą oraz przywilejami, którymi ich obdarzono.

Rasistowskie wypowiedzi rabina Owadii Josefa, takie jak: „Goje urodzili się tylko po to, by nam służyć. Bez tego nie mieliby po co istnieć na tym świecie – są tu tylko po to, by usługiwać ludowi Izraela” (kazanie na sobotni wieczór, październik 2010; źródło:  www.timesofisrael.com), stały się wieloletnią wodą na młyn wszystkich antysemitów i zwolenników tezy, że Żydzi są z gruntu rasistami. Ostatnie antysemickie wypowiedzi kongresmenki Ilhan Omar zaciążyły bardzo na wizerunku Partii Demokratycznej, nie tylko w USA, ale i na całym świecie. Słowa mają znaczenie, a ich waga jest wprost proporcjonalna do pozycji zajmowanej w hierarchii społecznej. Dlatego wszyscy liderzy, i religijni, i polityczni, muszą dbać o nie. Muszą też dbać o precyzję swoich wypowiedzi. A jeśli muszą dbać o słowa, to tym bardziej o swoje decyzje, czyny i ich konsekwencje. Prywatne wojny liderów religijnych są w stanie zniszczyć niejedną religijną społeczność.

We współczesnym, zachodnim świecie wiele instytucji zostało zdemokratyzowanych, jako że demokracja została uznana jako najlepszy dotąd wymyślony system sprawowania władzy. Różne są jej koncepcje i odcienie, lecz nie będziemy tutaj wchodzić w szczegóły. Wiadomym jest jednakże, że mechanizmy demokratycznego wyboru reprezentantów społeczeństw nie gwarantują tego, że wybranymi zostaną jednostki o wyjątkowych przymiotach przywódczych, intelektualnych oraz moralnych. Innymi słowy, nic nie gwarantuje, że wybrani przez nas reprezentanci nie będą popełniać błędów, grzechów, które ostatecznie zaciążą na tych, co ich wybrali. Nasi reprezentanci w parlamentach stanowią zasadniczo „statystyczny przekrój” tej części społeczeństwa, która bierze czynny udział w wyborach. Jak to ujął George Bernard Shaw:

Demokracja jest przedsięwzięciem, które gwarantuje, że otrzymujemy nie lepsze rządy niż te, na które zasługujemy.

W identycznym duchu wypowiadał się również Joseph de Maistre:

Demokracja jest najsprawiedliwszym ustrojem, bowiem w niej społeczeństwo otrzymuje to, na co zasługuje. 

To wszystko brzmi dość cynicznie, lecz w podobnym duchu wypowiadało się na temat demokracji wielu innych myślicieli i filozofów, którzy nie byli bynajmniej przeciwnikami demokracji, jak np. Bertrand Russell:

Demokracja ma przynajmniej jedną zaletę – mianowicie taką, że parlamentarzysta nie może być głupszy od swoich wyborców, gdyż im głupszy parlamentarzysta, tym jeszcze głupsi byli ci, którzy go wybrali.

…czy też:

W demokracji wolno głupcom głosować, w dyktaturze wolno głupcom rządzić.  

I jakkolwiek oczywistym jest, że demokracja nie gwarantuje, że nie będą nami rządzić ludzie nieodpowiedzialni lub zwyczajnie głupi, nie gwarantuje tego i nie gwarantował żaden inny sposób namaszczania ludzi na publiczne urzędy. Każda władza ma tendencję do degeneracji, by przywołać słynny cytat  autorstwa Johna Actona:

Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie.

Osoba obdarzona władzą, przywilejami i obowiązkami musi umieć znaleźć odpowiedni balans pomiędzy tym wszystkim. Tylko wówczas możliwe jest długotrwałe i sprawiedliwe sprawowanie władzy. Powołanie na lidera w moim odczuciu automatycznie powinno oznaczać przesłanie: od tej pory twoje ego będzie musiało wielokrotnie ustępować przed odpowiedzialnością, którą ci powierzono. Sumieniem władzy w starożytnym Izraelu byli prorocy, którzy mieli głęboki wgląd w jej naturę i posiadali głębokie, normatywne wizje jej funkcjonowania. By na koniec raz jeszcze przywołać rabina Heschela:

Im głębiej zanurzałem się w sposób myślenia właściwy prorokom, tym mocniej i wyraźniej docierała do mnie prawda, jaką usiłowali przekazać swoim życiem: iż z moralnego punktu widzenia nie ma granic dla zatroskania, jakie należy odczuwać z powodu ludzkiego cierpienia, że obojętność na zło jest gorsza niż samo zło, że w wolnym społeczeństwie winni są niektórzy, odpowiedzialni są jednakże wszyscy.

Szabat szalom,

Menachem Mirski

What’s the Role of Religion?

What’s the Role of Religion?

Thoughts on Parasha Vayachel.

Menachem Mirski

In this week’s Torah portion Moses assembles the Israelites and reminds them of the commandment to observe Shabbat. Then he announces the instructions which he received from God regarding the construction of the Mishkan. The people donate the required materials in abundance, bringing gold, silver and copper; blue-, purple- and red-dyed wool; goat hair, linen yarn, animal skins, wood, olive oil, herbs and precious stones…. At a certain moment Moses orders the Israelites to stop bringing their gifts.

The issue we face here is one which not only Judaism, but all religions as such always wrestle with: the materials and resources necessary to build and maintain religious institutions. And since all these resources are the fruit of human work, sometimes hard work, we have the right to ask the following question: since we are offering the results of our hard work to our religion and its institutions (one could say that these are gifts for God Himself; but this makes sense only as a metaphor, since God does not actually need any material resources, since He actually possesses nothing and everything at the same time), then what does religion actually offer us in return?

This seems to be a very broad issue, but it can be summarized in quite a concise way. In order to do this I will make use of the concept created by the Polish psychologist of religion and professor of social sciences Adam Zych, who claims that religions fulfill various functions in our lives, such as for example a  compensatory function, which entails some form of compensation for human helplessness or weakness. Religious beliefs compensate for the individual’s unfortunate fate, they help them overcome numerous difficulties and resolve their internal conflicts. Another function fulfilled by religion is the worldview function – which essentially means that religions create their own worldviews. In addition, religion as a form of social awareness tries to interpret and explain phenomena and processes taking place in the universe, in nature and in the society, as well as in human beings themselves. It is exactly with regards to this role that a conflict between religion and science often emerges; however, this conflict is not universal – not all religions are subject to it. Some religions (and their denominations) are more flexible, whereas others are less flexible in this regard.

We can point to several other equally important functions fulfilled by religion, such as the pedagogical-regulatory function – which means that by announcing specific orders and prohibitions religions try to shape the personality of individuals and the life of entire societies; they provide humans with moral support and stable rules of conduct. Another example is its therapeutic function – while people pray specific emotional processes take place, such us the replacement of negative feelings with positive ones or the increase of emotional tension followed by its relief. Another important function fulfilled by religion is its existential function – the American psychologist of religion J.M. Yinger described religion as “a system of beliefs and actions by means of which the community tries to resolve the most important problems of human life”, and also its social and pro-integration function, which can be viewed as a series of processes (dependent on all the above mentioned functions) which promote and strengthen unity between people.

In view of all the above, before we answer the question “what can religion and its institutions offer us in exchange?” (assuming that we ourselves are “investing” in them), it would be useful to analyze our religion from the standpoint of the above mentioned functions, which describe the roles it should be fulfilling. May the result of such an analysis always turn out to be satisfactory and favorable to us; but if this isn’t quite the case, then let’s discuss this in our synagogues and let’s not hesitate to express our innermost expectations towards religion, our leaders or even God Himself.

Menachem Mirski

Shabbat Shalom,

 

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

 

Po co nam religia?

Po co nam religia?

Refleksja nad paraszą Wajachel

Menachem Mirski

W porcji Tory na ten tydzień Mojżesz gromadzi Izraelitów i przypomina o przykazaniu przestrzegania szabatu. Następnie przekazuje instrukcje, które otrzymał od Boga, dotyczące budowy Miszkanu. Ludzie ofiarowują niezbędne materiały w obfitości, przynosząc złoto, srebro i miedź; wełnę barwioną a niebiesko, purpurowo i czerwono; kozie włosy, lnianą przędzę, skóry zwierząt, drewno, oliwę z oliwek, zioła i kamienie szlachetne… W pewnym momencie Mojżesz nakazuje Izraelitom, ażeby przestali przynosić swoje dary.

Mamy tu do czynienia z kwestią, z którą nie tylko judaizm, lecz religie jako takie borykają się wiecznie: środków materialnych niezbędnych do budowy i utrzymania instytucji religijnych. A ponieważ wszystkie te środki są owocem ludzkiej pracy, niekiedy ciężkiej pracy, zasadnym jest postawić pytanie: skoro obdarowujemy religię i jej instytucje owocami naszej ciężkiej pracy (można by powiedzieć, że są to dary dla samego Boga; ale to ma sens jedynie w przenośni, bowiem Bóg tak naprawdę niczego materialnego nie potrzebuje, gdyż Bóg tak naprawdę nic nie posiada i posiada wszystko zarazem), to co w takim razie religia daje nam w zamian?

Kwestia wydaje się być bardzo rozległa, jednakże daje się ją streścić dość zwięźle. By tego dokonać posłużę się koncepcją polskiego psychologa religii, profesora nauk społecznych, Adama Zycha. Otóż religie w naszym życiu pełnią funkcje takie jak np. funkcja kompensacyjna, która polega na swoistej rekompensacie ludzkiej bezsilności lub słabości. Wierzenia religijne kompensują niepomyślną dolę jednostki, pomagają w pokonywaniu licznych trudności i rozwiązywaniu jej konfliktów wewnętrznych. Inną funkcją religii jest funkcja światopoglądowa jej istotą jest tworzenie przez religię własnego obrazu świata. Religia jako forma świadomości społecznej stara się również interpretować oraz wyjaśniać zjawiska i procesy zachodzące we wszechświecie, w przyrodzie i społeczeństwie, a także w samym człowieku. W tej właśnie kwestii pojawia się często spór religii z nauką; jednakże nie ma on charakteru uniwersalnego – nie wszystkie religie popadają w ów konflikt. Istnieją religie (i ich wyznania), które są bardziej elastyczne i mniej elastyczne w tej materii.

Możemy wyróżnić jeszcze kilka innych, równie ważnych funkcji religii, takich jak funkcja wychowawczo-regulacyjna – religia głosząc określone nakazy i zakazy, stara się kształtować osobowość jednostek i życie całych społeczeństw; człowiek znajduje w niej moralne oparcie i stabilne zasady postępowania; lub np. funkcja terapeutyczna – podczas działań takich jak modlitwa zachodzą swoiste procesy emocjonalne w rodzaju wypierania uczuć negatywnych przez pozytywne bądź narastania napięcia emocjonalnego, a następnie jego rozładowania. Ważną funkcją religii jest też jej funkcja egzystencjalna; amerykański psycholog religii J.M. Yinger określił religię jako „system wierzeń i działań, za pośrednictwem których wspólnota usiłuje rozwiązać najważniejsze problemy życia ludzkiego”, a także funkcja społeczno-integracyjna, przez którą można rozumieć szereg procesów (zależnych od wszystkich wyżej wymienionych funkcji), prowadzących do budowania jedności między ludźmi i tę jedność wzmacniających.

Tym samym, zanim odpowiemy sobie na pytanie, co dają nam religia i jej instytucje w zamian (zakładając, że my sami w nie „inwestujemy”), warto przeanalizować je pod kątem wyżej wymienionych funkcji, które powinny one wypełniać. Oby ten rachunek był dla nas zawsze korzystny i satysfakcjonujący; a jeśli zdarzy się, że nie do końca, przedyskutujmy to w naszych synagogach i nie wahajmy się wyrażać naszych najgłębszych oczekiwań wobec religii, naszych liderów czy nawet samego Boga.

 

Szabat szalom,

Menachem Mirski

 

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju? Refleksja nad paraszą Miszpatim

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju?

Refleksja nad paraszą Miszpatim

Porcja Tory na ten tydzień zaczyna się od XXI rozdziału Księgi Wyjścia, czyli od rozdziału, który następuje zaraz po tym, który zawiera Dekalog. Cztery rozdziały naszej paraszy zawierają szereg przepisów o charakterze moralnym, rytualnym, jak również z dziedziny prawa rodzinnego, cywilnego oraz karnego. Jakkolwiek w Torze nie ma nic mniej lub bardziej ważnego, ponieważ jako całość stanowi ona system boskiego prawa, to jednak w toku dziejów pewne jej prawa, przynajmniej w swoim dosłownym rozumieniu, wydają się być bardziej „aktualne” aniżeli inne. W mojej opinii, zresztą nie tylko w mojej, na szczególną uwagę zasługują następujące wersety:

Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę, zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

(Szemot/Exodus 22:20-23)

Chociaż niektórym może się wydawać, ze Tora w swoich przepisach jest bardzo szczegółowa, jest to dość powierzchowne wyobrażenie. Biorąc pod uwagę jej totalność, bardzo często okazuje się, że prawa Tory są dość ogólne i wymagają dookreślenia. Tym też od wieków zajmują się rabini, „rozpakowując”, używając języka informatyki, „skompresjowane treści”, które ona w sobie zawiera. Także prawo dotyczące cudzoziemców, wdów oraz sierot wymaga dookreślenia. Rozważając powyższe wersety warto więc sięgnąć do choćby dwóch spośród najznamienitszych komentatorów. Raszi przykładowo stwierdza, iż powyższe prawo w rzeczywistości dotyczy każdego człowieka; niemniej jednak Tora specjalnie akcentuje ludzi spośród tych trzech grup z uwagi na ich, niekorzystne względem innych obywateli, położenie – ich podatność na zranienie oraz bezsilność wobec świata. Taki sam pogląd wyraża Ibn Ezra, dodając jednakże, iż cudzoziemiec musi odrzucić bałwochwalstwo, ażeby zasłużyć sobie na „równe traktowanie”. Mówiąc językiem współczesnym – cudzoziemiec musi wpierw zaakceptować normy społeczeństwa, w którym zdecydował się żyć.

Powyższa zasada „współczucia” wobec słabych to nie tylko zasada etyczna, ale i socjologiczna. Wiemy dobrze, jakiego rodzaju ludzie mogą – choć nie muszą – wyrosnąć z gnębionych sierot. Bo chociaż cierpienia i frustracje u ludzi dorosłych mogą być, i często są, przez nich przekute na działania dobre i pozytywne, to jednak bolesne i pełne frustracji dzieciństwo trudno uznać za coś pozytywnego. Tego rodzaju doświadczenia zwiększają głównie prawdopodobieństwo postaw aspołecznych w dorosłym życiu, takich jak kierowanie się resentymentem, chęcią zemsty czy bycie po prostu przestępcą. Tak więc pomoc słabszym może być motywowana już choćby długofalowym, własnym interesem społeczeństwa, swojego rodzaju „grupowym egoizmem” wspólnoty. Kara, którą Bóg przepowiada w wersecie 23:

Zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

jest w gruncie rzeczy opisem realnych, długofalowych procesów zachodzących w zbiorowościach ludzkich: niesprawiedliwość jest dziedziczona i prowadzi do rozpadu społeczeństwa, rozkładu jego więzi, a w konsekwencji do całkowitego upadku społeczności, która ostatecznie będzie składać się wyłącznie z wdów, sierot i przestępców, a więc ze jednostek słabych oraz z tyranów. Czy tego rodzaju społeczeństwo jest w stanie obronić się przed jakimkolwiek zagrożeniem z zewnątrz, czy to ludzkim czy po prostu naturalnym?

Chociaż powyższe przykazania mają charakter negatywny, wyrażany w słowach „nie krzywdź”, to jednak niekiedy przydawany jest im, co jest oczywiście spójne z innymi przykazaniami Tory, pozytywny charakter, który można wyrazić w słowach „wesprzyj”, „pomóż” itd. I tutaj sprawy się komplikują. Nigdy nie miałem wątpliwości, iż nie tylko dobrowolna, ale i instytucjonalna pomoc słabszym jest niezwykle ważna we współczesnych społeczeństwach na świecie. Ale, niestety, sprawa nie jest taka prosta i pojawiają się tu pewne niebezpieczeństwa.

Po pierwsze nie każda pomoc stanowi pomoc. Zanim zdecydujemy się pomagać słabszym upewnijmy się, że nasza pomoc nie skończy się jedynie na zaspokajaniu ich doraźnych potrzeb. Tego rodzaju pomoc wobec osoby nieprzystosowanej społecznie (wracamy do słów Ibn Ezry), błąkającej się po tym świecie bez celu i sensu, lub nie zamierzającej wziąć za nic odpowiedzialności, chociażby za samą siebie – jest często demoralizująca.

Po drugie, co bardzo istotne, los i pozycja słabszych jest często wykorzystywana politycznie w niecnych celach, o czym ludzie/obywatele dowiadują się często po fakcie, gdy już ewidentnym jest, że wcale nie chodziło o pomoc słabszym, lecz o własne przywileje, władzę i realizację własnych, ideologicznych wizji. I tutaj zaczyna otwierać się piekło czarno-białych i przesyconych resentymentem wizji świata. Jedną z nich jest generalnie nadużywany, sztywny podział na „opresjonowanych i opresjonujących”, „skrzywdzonych i krzywdzących” itd. Tego rodzaju koncepcje nie budują porozumienia między ludźmi i choć może dodają one otuchy ludziom i grupom będącym w gorszym położeniu, to w dalszej perspektywie wcale nie przyczyniają się do pokoju i naprawy relacji między ludźmi w danym społeczeństwie. W skrajnych przypadkach to – tu nazwę rzecz po imieniu – marksistowskie z gruntu interpretowanie zjawisk społecznych, nosi wręcz znamiona podżegania do zbrodni. Owo napuszczanie „skrzywdzonych” przeciw „tym, którzy się obłowili kosztem wszystkich innych” wydało swój potworny owoc niedawno w Gdańsku, podczas ostatniego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzkie losy są nazbyt złożone, by móc sprowadzić je do dwóch kategorii. Wśród skrzywdzonych są zapewne autentycznie skrzywdzeni i uciskani. Ale samo poczucie krzywdy u człowieka nie oznacza, że był on w rzeczywistości skrzywdzony przez innych. Są wśród pokrzywdzonych także tacy, którzy sami sobie na swój los zapracowali. Dlatego w tej materii nadmierne uogólnienia, jak budowanie całych obozów i grup skrzywdzonych, jest bardzo niebezpieczne.

Konkludując, nie tylko nie czyńmy życia słabszych trudniejszym, ale starajmy się, wedle własnych możliwości, uczynić je łatwiejszym, zwłaszcza jeśli sami nic na tym tracimy. Miejmy też ograniczone zaufanie do instytucji publicznych rzekomo nas z tego „wyręczających”. A najbardziej uważajmy na polityków, jakiejkolwiek przynależności, którzy na sztandarach mają „pomoc słabszym”, bowiem nader często nie działają tak naprawdę w ich interesie, lecz jedynie w interesie własnej, wąsko pojętej grupy.

Menachem Mirski

Szabat szalom!

Chaos and hate – our outer and inner enemy

Chaos and hate – our outer and inner enemy.

Thoughts on Parashat Beshalach

Menachem Mirski

This week Torah portion contains stories that are famous and widespread in the entire western culture. It tells us about Pharaoh chasing after Israelites, to force their return to Egypt, splitting the Sea of Reeds; Israelites experiencing their first thirst and hunger in the desert, Moses bringing forth water from a rock by striking it with his staff, manna raining down from the heavens and so on.

But today we will focus in the story told in the last verses of our Torah portion. They tell us the story of Amalek, who brutally attacked our people in Rephidim, but was fortunately defeated by Moses’ prayers and an army raised by Joshua. However, it’s just the beginning of Amalek’s and Amalekites story, which is already announced in the last verses of our parashah:

Then the LORD said to Moses, “Inscribe this in a document as a reminder, and read it aloud to Joshua: I will utterly blot out the memory of Amalek from under heaven!” And Moses built an altar and named it Adonai-nissi. He said, “It means, ‘Hand upon the throne of the LORD!’ The LORD will be at war with Amalek throughout the ages.” (Shemot/Exodus 17:14-16)

In the Torah as well as the rest of the Bible, the people of Amalek occupy a unique position: they were among Israel’s enemies, but alone among these their enmity will last forever. It would by divine fiat be irreconcilable and only complete disappearance of the Amalekites would satisfy God’s anger. The necessity of their disappearance is strongly emphasized in the Torah: as many as three from 613 commandments enumerated by Maimonides concern Amalek:

598 Deut. 25:17 – Remember what Amalek did to the Israelites

599 Deut. 25:19 – Wipe out the descendants of Amalek

600 Deut. 25:19 – Not to forget Amalek’s atrocities and ambush on our journey from Egypt in the desert.

What Amalek and the Amalekites did in fact to Israelites? The rabbis believed that the Torah used ‘euphemistic language’ to describe what they did. The Talmud and Midrash fill in the details: the Amalekites raped, castrated and murdered the Jewish men (Midrash Tanchuma 10; Rashi on Deuteronomy 25:17). This was hardly a way to treat a people who just suffered hundreds of years of slavery and were wandering in a great desert.

There’s another question about it. Exodus 17:14 says that God himself will blot out the memory of Amalek from under heaven, whereas Deuteronomy 25:19 states that you shall blot out the memory of Amalek from under heaven, and, Do not forget! Is this a contradiction? It is not and I will explain it below.

Indeed the Israelites failed in fulfilling these commandments numerous times, starting from king Shaul, who spared the life of king Agag for one day, even though he was commanded exterminate all the Amalekites, immediately:

Spare no one, but kill alike men and women, infants and sucklings, oxen and sheep, camels and asses!” (I Samuel 15:3)

Shaul “fixed his mistake”, but during that one night Amalek, as the Midrash tells us, conceived a son, which made the Amalekites survive. As a result of that we have then, centuries later, Haman the Agagite, who, in the Book of the Esther, wanted to exterminate all the Jewish people. Then we have the king Sennacherib, who, according to the Book of Isaiah erased the borders of peoples; have plundered their treasures, and exiled their vast populations. (Is 10:13). What happened then? According to traditional, rabbinic interpretation, the Amalekites have been spread among all the nations and it is called sometimes “the transmigration of Amalek”.

There are various interpretations regarding this issue: who are the contemporary Amalekites? How to recognize them? And so on. We will leave this aside here. What I would suggest in this drasha is the following: Amalek represents chaos; we and our tradition – order and the rule of the law. Amalek represents war and hate, whereas we and our tradition – peace and love. Amalek is an enemy of every decent and sensitive human being. And since there is a debate whether he is a real, personified enemy or our own, “internal enemy”, in the form of all our internal negativities, I will suggest that he is both.

In fact, in order to fight hate and chaos we must first overcome it in ourselves. Only then we will have enough strength for fighting them in the ‘external’ world, by having the ability to come out of the context of hatred and face it with our backs straight and our shoulders back. It does not mean simply to fight evil with good; no, the matter is not that simple. It depends on the balance of power, when facing evil directly. We can fight evil with good effectively only when there is a strong advantage of power on our side. If the forces of evil have a significant advantage of power over us the only thing we can do is run away from them. Otherwise we will become victims and that’s not the scenario we would like to embrace, at least, most of us. Thus we need to make sure that there’s enough power in us. If we lack it, we must necessarily get it from all possible sources. Thus we need to be united, since unity is one of the main things that power flows from.

Fighting the contemporary Amalekites, that is, all the dark powers in us and in the world is in fact divine-human enterprise. In my opinion that’s precisely the reason that the Torah states it twice and differently, firstly about God blotting out his name and then about our obligation to do so. I strongly believe that with the divine help we are all able to fight Amalek in us and in the external world. And that’s the goal, the most important goal of our time – to overcome hate and chaos.

 

Shabbat shalom,

Menachem Mirski