Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Refleksja nad paraszą Bo

Menachem Mirski

Zawsze uderzał mnie fakt, że u swych podstaw judaizm jest nauką dyscypliny, lekcją uczącą nas, jak przeżyć nasze życie. Tora obfituje w lekcje życiowe wplecione w opowieści, praktyki, powtórzenia i retorykę. Być może najbardziej wymownym tego przykładem są praktyki związane z Pesach. W paraszy Bo Bóg przedstawia siedmiodniowy program, który wszyscy uznajemy i odtwarzamy od ponad 3500 lat:

Dzień ten będzie wam dniem pamiętnym i będziecie go obchodzili jako święto Pana; będziecie go obchodzili przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. Przez siedem dni jeść będziecie przaśniki. Już pierwszego dnia usuniecie kwas z domów waszych, bo każdy, kto od pierwszego do siódmego dnia jeść będzie to, co kwaszone, usunięty będzie z Izraela; pierwszego dnia i siódmego dnia będzie u was święte zgromadzenie, w tych dniach nie wolno wykonywać żadnej pracy. Tylko to, co każdy potrzebuje do jedzenia, wolno wam przygotować.  Przestrzegajcie Święta Przaśników, gdyż w tym właśnie dniu wyprowadziłem zastępy wasze z ziemi egipskiej. Przestrzegajcie tego święta przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. (Wj 12, 14-17)

Wedle tego, co zapisano w Biblii, wszystkie te regulacje zostały objawione Mojżeszowi i Aharonowi w Egipcie tuż przed wyjściem Izraelitów z tego kraju.   Wyobraź sobie dyscyplinę, jakiej wymagało odtwarzanie takich instrukcji w każdej rodzinie żydowskiej każdego roku przez ponad 3500 lat…; pomyśl o tym następnym razem, gdy będziesz uczestniczył w jakimś spotkaniu albo będziesz organizował posiłek składkowy. Oto prawdziwa dyscyplina!

Czyż nie jest to pomysłowe rozwiązanie? Po co opisano tak bardzo szczegółowo, co powinniśmy robić dzień po dniu, posiłek po posiłku i danie po daniu? Dlatego, że judaizm genialnie wykorzystuje narzędzia psychologii kognitywnej, aby zaszczepić nauki Tory i pamięć o niej. Pamięć kształtuje się i utrwala poprzez powtórzenie, poprzez wprowadzanie wiedzy w czyn i reprezentowanie jej w przedmiotach; a czym są obchody Pesach, jeśli nie przejawem wszystkich tych aspektów? Na przestrzeni 3500 lat, poprzez pogromy, wygnania, wykluczenia oraz Szoah wciąż udawało nam się zachować naszą religię przy życiu, po części dzięki temu, że judaizm nieodmiennie używa wszystkich tych praktycznych narzędzi kognitywnych, aby niemal „wdrukować” w nas te „wspólne” wspomnienia. Nie chodzi mi o wspólne wspomnienia w sensie jungowskim, ale raczej o fakt, że dzięki temu, iż odtwarzamy wciąż na nowo wydarzenia z naszej historii, tak jak to zostało wyszczególnione w Torze, w końcu wspomnienie to staje się czymś wspólnym dla nas wszystkich i wiemy, że nasi przodkowie i praprzodkowie również czynili to samo.

Religia jest wspólnotową pamięcią naszego narodu, która żyje dalej w naszych rytuałach. Nasze rytuały konsekwentnie obejmują czytanie i studiowanie naszych świętych ksiąg, co pozwala na zachowanie naszej wspólnotowej pamięci i sprawia, że angażujemy się coraz to głębiej w nasze rytuały, coraz bardziej zagłębiając się w studiowanie. Piękno judaizmu polega na tym, że mamy do dyspozycji tak obszerną literaturę, że studiowanie jej nie ma końca. Nasza literatura zawiera refleksje natury moralnej, filozoficznej i egzystencjalnej, jak również poezję i przepełnione wielką mądrością opowieści. Nieustanne studiowanie i wdrażanie w życie tego, o czym się uczymy, stanowi istotę bycia pobożnym Żydem – pobożny Żyd to ktoś, kto nigdy nie przestaje studiować i praktykować. Im więcej studiujemy, tym bardziej zniuansowana staje się nasza wiedza. Im bardziej praktykujemy rytuały, tym bardziej nasza wiedza staje się zintegrowana z naszym życiem. Na tym polega wyjątkowość naszej tradycji oraz jej piękno.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Wajechi

Refleksja nad paraszą Wajechi

Menachem Mirski

„Nikt nie jest bardziej znienawidzony niż ten, kto mówi prawdę”, mawiał Platon. „Szanujcie tych, którzy szukają prawdy, ale strzeżcie się tych, którzy ją znajdą” – mawiał Voltaire. „Prawda jest taka, że każdy cię skrzywdzi. Po prostu trzeba znaleźć tych, dla których warto cierpieć ”- powiedział kiedyś Bob Marley.

Czy mówienie prawdy jest zawsze dobre i konieczne? Czy kłamanie zawsze jest złe? Na te tematy napisano wiele książek, wiele osób próbowało udzielić na nie ostatecznej odpowiedzi. Ilekroć ktoś formułuje takową, chwile później pojawia się inna odpowiedź. Również nasza porcja Tory na ten tydzień porusza ten temat. Opowiada nam historię braci Józefa, którzy otwarcie go okłamują:

Bracia Józefa zdając sobie sprawę z tego, że ojciec ich nie żyje, myśleli: «Na pewno Józef będzie nas teraz prześladował i odpłaci nam za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziliśmy!» Toteż kazali powiedzieć Józefowi: «Ojciec twój dał przed śmiercią takie polecenie: Powiedzcie Józefowi tak: Racz przebaczyć braciom twym wykroczenie i winę ich, wyrządzili ci bowiem krzywdę. Teraz przeto daruj łaskawie winę nam, którzy czcimy Boga twojego ojca!» Józef rozpłakał się, gdy mu to powtórzono. (Gen 50:15-17)

Józef zapłakał, bo od razu dostrzegł, że jego bracia kłamią. Kłamstwo to było jednak niczym w porównaniu z tym, co uczynili mu oni wiele lat wcześniej sprzedając do egiptu. W jego oczach kłamstwo braci było raczej żałosną ekspresją ich strachu, bezsilności i wyrzutów sumienia. Skąd o tym wiemy? Rabini podsuwają nam podpowiedzi:

(Józef) zrozumiał, że bracia poinstruowali posłańca, co ma powiedzieć; inaczej Jakub sam by mu powiedział. Dlatego Józef płakał, widząc tragiczny stan swoich braci, bojących się o swoje życie i zmuszonych do takich przeinaczeń, aby powstrzymać jego zemstę.

Nie ma powodu by sądzić, że bracia wyjawili swojemu ojcu prawdę o sprzedaży Józefa. Tora nie wspomina ani słowem, że Jakub dowiedział się o tym. Majmonides tłumaczy to w następujący sposób:

Wydaje mi się, że zwykłe proste tego testu jest takie, że Jakubowi nikt nigdy nie powiedział, że Józefa sprzedali jego bracia; ten wyobrażał sobie, że (Józef) zgubił się na polach i został sprzedany przez swoich znalazców do Egiptu. Jego bracia nie chcieli ujawniać swojego niewłaściwego postępowania, z obawy przed jego złością i tym, że bych ich przeklął […] Gdyby Jakub wiedział o tym cały czas, musieliby go błagać, aby nakazał Józefowi im wybaczyć […].

Idea, że Józef sam powiedział o tym swojemu ojcu również wydaje się nieprawdopodobna. Po pierwsze, wybaczył już swoim braciom i dostrzegł w tym boski plan. Nie miał więc żadnego powodu by mścić się na swoich braciach, a wyjawienie tej informacji ojcu, Jakubowi, byłoby zemstą.

Wspominałem już parokrotnie powszechnie dość znany komentarz mówiący, iż historie rodzinne z Księgi Genesis to przeważająco historie rodzin dysfunkcyjnych, że historie te często mówią nam jak nie należy się względem siebie nawzajem postępować i że chwytają one te aspekty etyki, które bardzo trudno skodyfikować w moralne czy religijne prawo.

Zastanówmy się jednak jak będzie wyglądać przypadek kłamstwa braci Józefa w kontekście etyki judaizmu. Tora nie zabrania bezwzględnie kłamania jako takiego. Przykazanie 9 dekalogu, lo taane ve’reacha ed szaker, powszechnie tłumaczone jako Nie będziesz fałszywie świadczył przeciw bliźniemu swemu, ogranicza się zabrania składania fałszywych świadectw mających uczynić szkodę komuś i znaczy dosłownie: Nie będziesz odpowiadał bliźniemu swemu, fałszywy świadku! Fałszywy świadek to ten, którego świadectwo może być nawet teoretycznie prawdziwe, ale nie ma ono podstawy w jego doświadczeniu, np. mówi, że widział coś o czym jedynie słyszał itp. Rabini nałożyli jednak wiele ograniczeń na to, co możemy powiedzieć innym: na przykład ujawnianie prywatnych informacji o innych (plotki), nawet jeśli są prawdziwe, jest zabronione, chyba że ujawnienie tych informacji może ochronić kogoś innego przed nadużyciami lub krzywdą. Oczywiście celowe wprowadzanie w błąd innych (geneivat da’at) poprzez „gładką mowę” lub uwodzicielski język jest naruszeniem żydowskich norm mowy i jest zabronione (jednak próba przekonania ludzi, którzy są informowani, że są przekonani do zakupu lub uwierzenia w coś nie jest uważana za wprowadzającą w błąd i jest dozwolona).

Co więc rabini mówią o naszej historii? Jeden z nich, Rabbenu Bahya Ibn Pakuda, mówi nam, że możemy czasem odejść od dosłownej prawdy, aby zachować pokój między ludźmi. Bracia Józefa, dręczeni poczuciem winy, czuli, że ich życie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nasi mędrcy uważali ich postępowanie za uzasadnione, kierując się zasadą, że czasami prawda musi być podporządkowana ważniejszym wartościom.

Niektórzy mówią, że oznacza to, iż prawda, nieważne jak ważna, nie jest wartością absolutną i czasami musi ustąpić miejsca innym wartościom. Dwie wartości, które bywają od niej ważniejsze to pokój oraz życie. Uważam, że opinia ta błędnie utożsamia prawdę ‘samą w sobie’, rozumianą przez filozofów jako adekwatne, intelektualne przedstawienie rzeczywistości, ze zwykłym „mówieniem prawdy” ocenianym z punktu widzenia etyki. Mówienie prawdy jest czasami niewygodne, czasami niebezpieczne, ale czasami konieczne, nawet jeśli wiąże się z ofiarami i cierpieniami, konieczne, aby zacząć coś nowego, pożegnać się z czymś, czego już nie chcemy, lub przywrócić rzeczywistość na właściwe tory, czego życzę wszystkim w Nowym Roku 2021!

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Truth vs Peace

Truth vs Peace

Thoughts on Parashat Vayehi

Menachem Mirski

“No one is more hated than he who speaks the truth”, said Plato. “Cherish those who seek the truth but beware of those who find it”, said Voltaire. “The truth is, everyone is going to hurt you. You just got to find the ones worth suffering for”, said Bob Marley.

Is telling the truth always good or necessary? Is telling the lies always wrong? Many books were written on these topics, many people have tried to give an ultimate answer to it. Soon after this problem seems to be resolved there comes another answer to it. Also our Torah portion for this week touches this subject. It tells us the story of Joseph’s brothers who openly lie to him:

When Joseph’s brothers saw that their father was dead, they said, “What if Joseph still bears a grudge against us and pays us back for all the wrong that we did him!” So they sent this message to Joseph, “Before his death your father left this instruction: So shall you say to Joseph, ‘Forgive, I urge you, the offense and guilt of your brothers who treated you so harshly.’ Therefore, please forgive the offense of the servants of the God of your father.” And Joseph was in tears as they spoke to him. (Gen 50:15-17)

Joseph cried because he immediately noticed that his brothers were lying. This lie was nothing compared to what they had done to him when they sold him to Egypt many years earlier. In his eyes, the brothers’ lie was a rather pathetic expression of their fear, helplessness and sense of guilt. How do we know about this? The rabbis give us some hints. According to Rabbi Luzatto:

He understood that the brothers had instructed the messenger what to say; otherwise Jacob would have told himself. Joseph therefore wept at seeing the tragic state of his brothers, going in fear of their lives and forced to such shifts to stave off his vengeance.

There is no reason to believe that the brothers told their father the truth about the sale of Joseph: the Torah does not mention that Jacob found out about it. Nahmanides explains it as follows:

It seems to me that the plain meaning of the test is that Jacob was never told of the sale of Joseph by his brothers, but imagined that he got lost in the fields and was sold by his finders to Egypt. His brothers did not wish to divulge their misconduct, especially, for fear of his curse and anger. […] Had Jacob known it all the time, they should have begged their father to command Joseph to forgive them […].

The idea that Joseph himself told his father about it also seems improbable. First, he had forgiven his brothers and saw a divine plan in it. So he had no reason to take revenge on his brothers, and it would be revenge to disclose this information to his father, Jacob.

I have already mentioned several times the well-known comment that the family stories in the Book of Genesis are predominantly the stories of dysfunctional families; that these stories often tell us how not to deal with each other and that they capture aspects of ethics that are very difficult to codify into a moral or religious law.

However, let us consider what the case of the lies of Joseph’s brothers will look like in the context of the ethics of Judaism. The Torah does not absolutely forbid lying as such. The 9th commandment of the Decalogue, lo taane ve’reacha ed shaker, commonly translated as You shall not bear false witness against your neighbor, is restricted to bearing a false testimony in order to harm someone. Its literal meaning is: You shall not answer your neighbor, false witness! A false witness is one whose testimony may even be theoretically true, but has no basis in his experience, e.g. they say that they have seen something but in fact only heard about it, etc. The rabbis, however, put many restrictions on what we can say to others: for example, revealing private information about others (gossip – rekhillut) even if true, is prohibited, unless revealing this information can protect someone else from abuse or harm. Obviously, deliberately misleading others (geneivat da’at) through “smooth speech” or seductive language is a violation of Jewish norms of speech and prohibited (however, trying to persuade the people who are informed that they are being persuaded to buy or believe something is not considered misleading and it is allowed.)

So what do the rabbis say about our story? One of them, Rabbenu Bahya Ibn Pakuda, tells us that we may deviate from the literal truth in order to preserve peace between people. Joseph brothers, tormented by their sense of guilt, felt their lives were in mortal danger. Our Sages regarded their conduct as warranted on the principle that truth has sometimes to be subordinated to more important values.

Some say that this means that truth, no matter how important, is not an absolute value and sometimes it must give way to other values and two of them sometimes are more important: peace and life. I believe that this opinion confuses the truth as such, understood by philosophers as accurate cognitive representation of reality with the mere act of ‘telling the truth’ assessed from the perspective of ethics. Telling the truth is sometimes inconvenient, sometimes gravely dangerous but sometimes necessary, even if it ensues sacrifices and sufferings, necessary to begin something new, to say goodbye to something we don’t want anymore or to put reality back on track which I wish everyone in the New Year 2021!

Shabbat shalom

 

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Miketz

Truthfulness, impartiality and pragmatism

Thoughts on parashat Miketz

Menachem Mirski

One definition of insanity is repeating the same thing over and over again and expecting a different result. While there is a lot of truth to this rather amusing statement, I challenge this conclusion. It would be absolutely true if we had full control over the results of our actions and over other factors that influence those results, however, we have no such control. Additionally, we don’t get everything right the first time we try – so repeating it again, might in fact produce a different result. The same is true of risk-taking situations: these situations, by definition, do not guarantee the desired results. Therefore, at the onset, the truth of the statement is limited.

In this week’s Torah portion, we come across a story that seems quite puzzling in light of the ending of the previous Torah portion. As you may remember, in last week’s parashah, Joseph interprets the dream of the chief cupbearer and predicted correctly that he would be released from prison and regain his former position. Joseph asked the cupbearer not to forget about him. And while he had proof that Joseph interpreted the dream correctly the cupbearer did nothing. But in this week’s Torah portion the situation is completely different. Joseph again interpreted a dream, in order to get out of prison, and in fact, had a different result. Here is what follows after Joseph interpreted Pharaoh’s dream:

The plan pleased Pharaoh and all his courtiers. And Pharaoh said to his courtiers, “Could we find another like him, a man in whom is the spirit of God?” So Pharaoh said to Joseph, “Since God has made all this known to you, there is none so discerning and wise as you. You shall be in charge of my court, and by your command shall all my people be directed; only with respect to the throne shall I be superior to you.” Pharaoh further said to Joseph, “See, I put you in charge of all the land of Egypt.” And removing his signet ring from his hand, Pharaoh put it on Joseph’s hand; and he had him dressed in robes of fine linen, and put a gold chain about his neck. He had him ride in the chariot of his second-in-command, and they cried before him, “Abrek!” Thus he placed him over all the land of Egypt. (Gen 41:37-43)

How did Pharaoh, unlike the cupbearer, come to believe Joseph when there was no way of proving his interpretation? The dream was about a rather distant future. What was the criteria of truth here? Why did Joseph achieve a different result? Why did Pharaoh listen to this message, from the lowest among the lowest in the social hierarchy, while ignoring his court magicians? Why were the magicians’ explanations not convincing while Josephs were?

We do not know, we can only speculate. We know from my previous sermons that Joseph was seen as truthful and sincere. Perhaps the magicians interpreted the dream in such a way as to please the Pharaoh, but Pharaoh who was quite disturbed by it, didn’t “buy” their “positive” interpretation, while Joseph’s was perceived, in the blink of an eye, as more sincere and truthful and thus more believable. Additionally, Joseph’s interpretation was pragmatic, he immediately gave Pharaoh practical advice on how to deal with the coming famine. Another factor that may have been appealing in Joseph’s response is that he, as a Hebrew, a stranger in the land of Egypt, had at heart, the future of that land. This is also an expression of pragmatism, but what is crucial here is that it is a sign of Joseph’s impartiality.

Let me say it again: truthfulness, impartiality and pragmatism. These are values that we should consistently support and work towards. Not only because untruthfulness, partiality and detachment abound. But because these three values sometimes are in conflict. Pragmatism can mean, and often does mean, being partial. It can also mean silence on topics that need to be addressed openly. I don’t think I need to give any examples here – there are many of them in various areas of our life: in our professional and private life, at work, at home or in our relationships. Similarly being truthful at all costs is also not wise. We know well that not every thought has to be expressed the minute we think it. Not every message or email has to be delivered the minute it is written. We need to be thoughtful about things. What I’m advocating for is to have all these three – truthfulness, impartiality and pragmatism – in our hierarchy of values and strive to always find the right balance among them and their consequences.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Mikec

Prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm

Refleksja nad paraszą Mikec

Menachem Mirski

Jedną z definicji szaleństwa jest powtarzanie wciąż na nowo tego samego działania i oczekiwanie innego rezultatu. Choć jest dużo prawdy w tym dość zabawnym stwierdzeniu, chciałbym jednak zakwestionować ten wniosek.  Byłby on w pełni prawdziwy, gdybyśmy mieli pełną kontrolę nad efektami naszych działań oraz nad innymi czynnikami wpływającymi na te efekty, lecz nie mamy takiej kontroli. Ponadto przy pierwszej próbie nie udaje nam się zrobić wszystkiego tak jak trzeba – a zatem powtórne podejście może w rzeczywistości przynieść inne rezultaty. To samo dotyczy sytuacji związanych z podejmowaniem ryzyka: takie sytuacje z definicji nie gwarantują osiągnięcia pożądanych rezultatów. A zatem prawdziwość tego stwierdzenia jest od początku ograniczona.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory znajdujemy historię, która wydaje się dość zagadkowa w kontekście zakończenia poprzedniej porcji Tory. Jak może pamiętacie, w zeszłotygodniowej paraszy Józef zinterpretował sen naczelnego podczaszego i trafnie przewidział, że zostanie on wypuszczony z więzienia i odzyska swoją wcześniejszą pozycję. Józef poprosił podczaszego, żeby o nim nie zapomniał. I choć podczaszy miał dowód na to, że Józef poprawnie wyjaśnił jego sen, to nic nie zrobił. Natomiast w czytanej w tym tygodniu porcji Tory sytuacja jest kompletnie inna. Józef znowu zinterpretował sen po to, aby wyjść z więzienia i tym razem osiągnął inny rezultat. Oto co się stało po tym, jak Józef zinterpretował sen faraona:

Słowa te podobały się faraonowi i wszystkim jego dworzanom. Rzekł więc faraon do swych dworzan: Czyż będziemy mogli znaleźć podobnego mu człowieka, który miałby tak jak on ducha Bożego? A potem faraon rzekł do Józefa: Skoro Bóg dał ci poznać to wszystko, nie ma nikogo, kto by ci dorównał rozsądkiem i mądrością! Ty zatem będziesz nad moim dworem i twoim rozkazom będzie posłuszny cały mój naród. Jedynie godnością królewską będę cię przewyższał. I powiedział faraon Józefowi: Oto ustanawiam cię rządcą całego Egiptu! Po czym faraon zdjął swój pierścień z palca i włożył go na palec Józefa, i kazał go oblec w szatę z najczystszego lnu, a potem zawiesił mu na szyi złoty łańcuch. I kazał go obwozić na drugim swym wozie, a wołano przed nim: Abrek! Faraon ustanawiając Józefa rządcą całego Egiptu (…) (Rdz 41, 37-43)

Jak to się stało, że faraon w odróżnieniu od podczaszego uwierzył Józefowi, choć nie było sposobu, żeby potwierdzić jego interpretację? Sen dotyczył dość odległej przyszłości. Jakie były tutaj kryteria prawdziwości? Dlaczego Józef osiągnął tym razem inny rezultat? Dlaczego faraon posłuchał tego przesłania, pochodzącego od kogoś plasującego się na najniższym z najniższych szczebli hierarchii społecznej, podczas gdy zignorował swoich nadwornych wróżbitów? Dlaczego wyjaśnienia wróżbitów nie były przekonujące, natomiast wykładnia  Józefa tak?

Nie wiemy, możemy tylko spekulować. Wiemy z moich poprzednich kazań, że Józef był postrzegany jako prawdomówny i szczery. Być może magicy zinterpretowali sen w taki sposób, żeby zadowolić faraona, ale faraon, którego ów sen mocno zaniepokoił, nie „kupił” ich „pozytywnej” interpretacji, podczas gdy wykładnia Józefa została w mgnieniu oka uznana za bardziej szczerą i prawdomówną, a zatem bardziej wiarygodną. Co więcej, interpretacja Józefa była pragmatyczna; natychmiast dał faraonowi praktyczne rady w kwestii tego, jak poradzić sobie z nadchodzącą klęską głodu. Kolejny czynnik, który mógł przemawiać na rzecz odpowiedzi Józefa był taki, że jemu, jako Hebrajczykowi, cudzoziemcowi w krainie Egiptu, zależało na przyszłości tego kraju. Jest to również wyraz pragmatyzmu, ale kluczowy jest tutaj fakt, że jest to oznaka bezstronności Józefa.

Powtórzę raz jeszcze: prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm. Oto wartości, które powinniśmy konsekwentnie wspierać i do których powinniśmy dążyć. Nie tylko dlatego, że jest pod dostatkiem nieprawdomówności, stronniczości i obojętności, ale dlatego, że te trzy wartości pozostają czasem ze sobą w konflikcie. Pragmatyzm może oznaczać, i często faktycznie oznacza, bycie stronniczym. Może również oznaczać milczenie w kwestii tematów, które wymagają otwartego zaadresowania. Sądzę, że nie muszę podawać tutaj żadnych przykładów – można ich znaleźć wiele w różnych sferach naszego życia: w naszym życiu zawodowym i prywatnym, w pracy, w domu i w naszych związkach. Podobnie, bycie prawdomównym za wszelką cenę również nie jest mądre. Dobrze wiemy, że nie każdą myśl trzeba wyrażać natychmiast po tym, jak zaświta nam w głowie. Nie każda wiadomość albo e-mail muszą zostać dostarczone w tej samej chwili, w której zostały napisane. Musimy podchodzić do różnych spraw w sposób refleksyjny. Apeluję tutaj tylko o to, żeby wszystkie te trzy cechy – prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm – były obecne w naszej hierarchii wartości i żebyśmy starali się zawsze znaleźć odpowiednią równowagę pomiędzy nimi i ich konsekwencjami.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Vayetze

The Ladder of History

Thoughts on Parashat Vayetze

Menachem Mirski

We live in a world that is so deeply divided ideologically that it is commonplace to rationalize the concept that people live in different, parallel realities. We see ideas of tolerance and pluralism, that were born from the Enlightenment, proliferated during the last 20 years – expressed in slogans like “agree to disagree” or, attributed to Voltaire, „I disapprove of what you say, but I will defend to the death your right to say it,” – mean little to nothing today. What happened to our Enlightenment values? What caused these deep ideological rifts that pierce so many Western societies?

While there are many answers to these questions, it is possible that postmodernism, by deconstructing everything, also deconstructed what was good and valuable in our culture, and now we are living in a time of another „re-evaluation of already re-evaluated values”. It is also possible that much of this „ideological rupture” is a delusion due to the fact that most of our political debate takes place on the Internet. Debate on the internet fuels division and radicalism because it is a place where people have no external stop signs or limits and does not require anyone to take responsibility for their words. All of that has an impact “outside the matrix”.

A wider perspective might see this disorder as an intrinsic orderly process of birth, decay and rebirth, and not only is nature subject to this order but also the world of spirit and ideas.

In this week’s Torah portion we have the story of Jacob, who on his way from Beersheba to Haran has his famous dream about a ladder and angels wandering on it:

And he dreamed, and behold a ladder set up on the earth, and the top of it reached to heaven: and behold the angels of God ascending and descending on it. And, behold, the Lord stood above it, and said, I am the Lord God of Avraham thy father, and the God of Isaac: the land on which thou liest, to thee will I give it, and to thy seed (Gen 28:12-13).

In Midrash Tanhuma we have a very interesting interpretation of Jacob’s dream:

“And behold the angels of God are ascending and descending”: These are the princes of the heathen nations which God showed Jacob our father. The Prince of Babylon ascended seventy steps and descended, Media, fifty-two and descended, Greece, one hundred steps and descended, Edom ascended and no one knows how many! In that our Jacob was afraid and said: Peradventure, this one has no descend? Said the Holy One, blessed be He to him: “Therefore fear thou not, O my servant Jacob… neither be dismayed, O Israel”. Even if thou seest him, so to speak, ascend and sit by Me, thence will I bring him down! As it is stated (Obadiah 1:4): “Though thou exalt thyself as the eagle, and thou set thy nest among the stars, thence will I bring thee down, saith the Lord.”

According to this Midrash, Jacob’s dream depicts the rise and fall of nations, empires and cultures in the arena of world history. The fact that this knowledge was revealed to the father of the Jewish people is not surprising. The last mentioned empire, Edom, in rabbinic mind, represents the Roman Empire and its political successors. The author of this Midrash lived in the period of the Roman Empire and had not yet witnessed its decline, so it is no wonder that Edom only ascended. However, the way it is told seems to suggest that the final fate of Edom will be the same as that of any other empire.

Empires rise and fall, and as such, one may predict that just as the Greeks and the Romans fell, so too will the empire known as the „Western World.” I’m not a prophet and I don’t know what will happen, however, from the Jewish theological point of view, where God is a master of history, we know this depends entirely on God. God revealed to Jacob the nature of this historical process; nevertheless He is above nature, He is its ultimate ruler. To what extent is this process dependent on us? It seems that it is dependent on us human beings only to the extent we are able to influence God and His decisions. So, nobody knows. But according to Deuteronomistic doctrine of reward and punishment which we express everyday in our Shma God is more favorable to us when we are righteous. Thus being righteous and having good faith can’t hurt.

Whether it happens or not, the collapse of the West does not have to be immediate, spectacular or complete. It is very possible that it could be a kind of hybridization of different cultures and political systems which ultimately may positively contribute to the development of the whole world. Uniting us all rather than destroying.

The idea of humanity as a single human race is at the heart of our tradition: we are all created in the image of God. Ideas of a great unity of humankind were expressed by our prophets. According to Isaiah’s vision (Isaiah 6) at the end of times all the people will become Jewish. The vision of Micah is, however, a bit different:

Thus He will judge among the many peoples, And arbitrate for the multitude of nations, However distant; And they shall beat their swords into plowshares And their spears into pruning hooks. Nation shall not take up Sword against nation; They shall never again know war; But every man shall sit Under his grapevine or fig tree With no one to disturb him. For it was the LORD of Hosts who spoke. Though all the peoples walk Each in the names of its gods, We will walk In the name of the LORD our God Forever and ever. (Micah 4:3-5)

A future where the nations will live in peace and all will retain their distinctiveness and their identity. Relying on common sense and above all my faith in God I would say the following: this vision can not come true until we treat each other respectfully. Unfortunately, we do not. The division among us is apparent on all possible levels and ranges between individuals to family to community to globally. We see the hatred, slander, defamation, demonization, applying group responsibility, contempt, revenge, resentment, self-hatred, bigotry and intolerance everyday and everywhere. In our tradition, hatred, slander and defamation are serious sins and they often start with smaller offenses, like mockery and insults, which, like everything evil, can escalate to unimaginable magnitudes.

We must avoid mocking people who think differently, not to mention treating someone with contempt. Let us remember that people who have a different vision of the world, have the same human nature – they are in the image of God. By insulting them we insult God. We also shouldn’t treat each other as objects – for example, like computers that can be reprogrammed (ideas of this kind are sometimes expressed at the ends of the political spectrum). First, we shouldn’t do it because people, good or vile, should not be treated as objects. Second, because it has the opposite effect: people cannot be reprogrammed. Attempting to do so can only result in retaliation and aggression. If a group in power has a significant advantage over another ideological group and forces its opponents to submit then resentment will arise and like a time bomb will explode when a defensive group comes to power in the future. Treating people as objects is then not only immoral: it is senseless and dangerous.

Let us treat each other with respect and control our impulses of anger. While they may be natural they are the source and fuel for many of the bad things mentioned above. Moral ideas, such as respecting each other, self-control, and many others, like not slandering or deceiving each other, are present in all cultures. These are fundamental and universal values: they are not culturally relative. It is so because they are the foundations of every civilized human society. Had they not developed within society they wouldn’t have survived, let alone thrived. The fact that they are present in all cultures is a strong foundation for the belief that the visions of our prophets are not pipe dreams – their realization is absolutely possible.

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

 

 

 

Wajece

Drabina historii

Refleksja nad paraszą Wajece

 

Menachem Mirski

Żyjemy w świecie tak podzielonym ideologicznie, że codziennością stało się racjonalizowanie koncepcji, iż ludzie żyją w różnych, równoległych rzeczywistościach. Widzimy, że idee tolerancji i pluralizmu, wywodzące się z ery Oświecenia i rozprzestrzeniane w ciągu ostatnich 20 lat – wyrażane w sloganach takich jak „zgódźmy się, że się nie zgodzimy” albo przypisywany Wolterowi „Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale będę bronił do śmierci twojego prawa, żeby to mówić” –  mają dziś małe znaczenie albo w ogóle go nie mają. Co się stało z naszymi oświeceniowymi wartościami? Co spowodowało te głębokie ideologiczne rozłamy, które przenikają tak wiele zachodnich społeczeństw?

Choć jest wiele odpowiedzi na te pytania,  to możliwe, że postmodernizm, który wszystko zdekonstruował, dokonał również dekonstrukcji tego, co  dobre i wartościowe w naszej kulturze, a teraz żyjemy w czasie kolejnej „reewaluacji już poddanych reewaluacji wartości”. Możliwe też, że duża część tego „rozłamu ideologicznego” jest złudzeniem wynikającym z faktu, że większość naszej debaty politycznej toczy się w Internecie. Debata w Internecie podsyca podziały i radykalizm, gdyż jest to miejsce, w którym ludzie nie mają zewnętrznych znaków stopu ani ograniczeń i które nie wymaga od nikogo wzięcia odpowiedzialności za swoje słowa. Wszystko to ma wpływ na rzeczywistość „poza matriksem”.

Patrząc z szerszej perspektywy, można by uznać ten chaos za nieodłączny,   uporządkowany proces narodzin, rozpadu i ponownych narodzin; porządkowi temu podlega nie tylko przyroda, ale również świat ducha i idei.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory mamy historię o Jakubie, któremu podczas podróży z Berszeby do Haranu przyśnił się słynny sen o drabinie i chodzących po niej aniołach:

I śniło mu się, że była ustawiona na ziemi drabina, której szczyt sięgał nieba, po niej zaś wstępowali i zstępowali aniołowie Boży. A Pan stał nad nią i mówił: Jam jest Pan, Bóg Abrahama, ojca twego, i Bóg Izaaka! Ziemię, na której leżysz, dam tobie i potomstwu twojemu. (Rdz 28, 12-13).

W midraszu Tanhuma znajdziemy bardzo interesującą interpretację snu Jakuba:

„I oto aniołowie Boży wstępują i zstępują”: są to książęta pogańskich narodów, których Bóg pokazał naszemu ojcowi Jakubowi. Książe Babilonu wszedł siedemdziesiąt szczebli i zszedł; Książe Medii pięćdziesiąt dwa szczeble i zszedł, Grecji sto szczebli i zszedł, a Edom wszedł i nikt nie wie, jak daleko wstąpił! Przestraszyło to naszego Jakuba, który rzekł: A może ten nie zstąpi? Najświętszy, niech będzie błogosławiony, powiedział mu: „A zatem nie lękaj się, mój sługo Jakubie… i nie niepokój się, o Izraelu”. Nawet jeśli zobaczysz go, jak można to ująć, jak wstępuje i siada przy Mnie, to sprowadzę go stamtąd na dół! Jako że powiedziano (Ab 1, 4): „Choćbyś wzbił się wysoko jak orzeł, choćbyś założył swoje gniazdo wśród gwiazd, sprowadzę cię stamtąd – mówi Pan”.

Wedle tego midraszu sen Jakuba przedstawia wzrost i upadek narodów, imperiów i kultur na arenie światowej historii. Fakt, że ta wiedza została ujawniona ojcowi ludu żydowskiego, nie jest zaskakujący. Ostatnie wymienione imperium, Edom, w przekonaniu rabinów reprezentuje cesarstwo Rzymskie i jego politycznych następców. Autor tego midraszu żył w okresie cesarstwa Rzymskiego i nie był jeszcze świadkiem jego upadku, nie dziwne więc, że Edom tylko wstąpił na górę. Jednakże sposób, w jaki zostało to opowiedziane zdaje się sugerować, że ostateczny los Edomu będzie taki sam jak każdego innego imperium.

Imperia powstają i upadają, i w związku z tym można przewidzieć, że tak samo, jak upadli Grecy i Rzymianie, podobnie upadnie też imperium zwane „światem Zachodnim”. Nie jestem prorokiem i nie wiem, co się stanie, jednakże z żydowskiego teologicznego punktu widzenia, wedle którego Bóg jest panem historii, wiemy, że jest to całkowicie zależne od Boga. Bóg ujawnił Jakubowi naturę tego procesu historycznego; jednakże On jest ponad przyrodą, On jest najwyższym władcą. W jakim stopniu proces ten zależy od nas? Wydaje się, że zależy od nas, ludzi, tylko w takim stopniu, w jakim jesteśmy w stanie wpłynąć na Boga i Jego decyzje. A zatem nikt nie wie. Ale zgodnie z przedstawioną w księdze Powtórzonego Prawa doktryną nagrody i kary, którą wypowiadamy codziennie w naszej Szma, Bóg jest nam bardziej przychylny wtedy, kiedy postępujemy w prawy sposób. A zatem bycie prawym i działanie w dobrej wierze nie zaszkodzi.

Niezależnie od tego, czy faktycznie do tego dojdzie, upadek Zachodu nie musi być natychmiastowy, spektakularny ani pełny. Bardzo możliwe, że dojdzie do swoistego krzyżowania się różnych kultur i systemów politycznych, co ostatecznie może pozytywnie przyczynić się do rozwoju całego świata. Może nas to wszystkich zjednoczyć, a nie zniszczyć.

Idea ludzkości jako jednej ludzkiej rasy stanowi rdzeń naszej tradycji; zostaliśmy wszyscy stworzeni na obraz Boga. Idee o wielkiej jedności gatunku ludzkiego były wyrażane przez naszych proroków. Zgodnie z wizją Izajasza (Iz 6) u kresu czasu wszyscy ludzie staną się Żydami. Wizja Micheasza jest jednak nieco inna:

Wtedy rozsądzać będzie liczne ludy i rozstrzygać sprawy wielu narodów. I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej. I będzie siedział każdy pod swoim szczepem winnym i pod drzewem figowym, i nikt nie będzie szerzył popłochu. Zaiste, usta Pana Zastępów to powiedziały.  Niech wszystkie ludy, każdy z nich postępuje w imieniu swojego boga, lecz my będziemy postępowali w imieniu Pana, naszego Boga, po wiek wieków. (Mi 4,3-5)

Jest to wizja przyszłości, w której narody będą żyły w pokoju i wszystkie zachowają swoją odrębność i tożsamość. Bazując na zdrowym rozsądku, a przede wszystkim na mojej wierze w Boga, powiedziałbym tak: wizja ta nie ziści się, dopóki nie będziemy się traktować nawzajem z szacunkiem.  Niestety, nie traktujemy się w taki sposób. Rozłam zachodzący między nami jest oczywisty na wszystkich możliwych poziomach, od poziomu między jednostkami, przez rodzinę i społeczność, aż po wymiar globalny. Każdego dnia i w każdym miejscu widzimy nienawiść, oszczerstwa, szkalowanie, demonizację, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, pogardę, zemstę, urazy, nienawiść do samych siebie, bigoterię i nietolerancję. W naszej tradycji nienawiść, oszczerstwa i szkalowanie są poważnymi grzechami i często zaczynają się od mniejszych występków takich jak drwienie i obrażanie, które, tak jak każde zło, mogą eskalować na niewyobrażalną skalę.

Musimy unikać drwienia z ludzi, którzy myślą w inny sposób, nie wspominając już o traktowaniu kogoś z pogardą. Pamiętajmy, że osoby, które mają inną wizję świata, posiadają taką samą ludzką naturę – są stworzeni na obraz Boga. Obrażając ich, obrażamy Boga. Nie powinniśmy też traktować się nawzajem w przedmiotowy sposób – na przykład niczym komputery, które można przeprogramować. (Tego rodzaju pomysły wyrażane są czasem na krańcach spektrum politycznego). Po pierwsze nie powinniśmy tego robić dlatego, że ludzie, dobrzy czy źli, nie powinni być traktowani jak rzeczy. A po drugie dlatego, że przynosi to odwrotny od zamierzonego skutek: ludzi nie da się przeprogramować. Tego typu próby mogą tylko doprowadzić do odwetu i agresji. Jeśli grupa sprawująca akurat władzę ma znaczącą przewagę nad inną grupą ideologiczną i zmusi swoich przeciwników do podporzadkowania się, to narośnie niezadowolenie i niczym bomba z opóźnionym zapłonem wybuchnie wtedy, kiedy w przyszłości owa będąca w defensywie grupa dojdzie do władzy. Traktowanie ludzi przedmiotowo jest zatem nie tylko niemoralne: jest bezsensowne i niebezpieczne.

Traktujmy się więc nawzajem z szacunkiem i kontrolujmy nasze gniewne impulsy. Choć mogą być naturalne, to są jednak źródłem wielu wyżej wymienionych złych rzeczy i tylko je podsycają. Idee moralne, takie jak wzajemny szacunek, samokontrola i wiele innych, jak choćby nieobmawianie i nieoszukiwanie się nawzajem, są obecne we wszystkich kulturach. Są to fundamentalne i uniwersalne wartości: nie są zależne od tej czy innej kultury. Jest tak dlatego, że są one podstawą każdej cywilizowanej społeczności ludzkiej. Gdyby nie wykształciły się w obrębie społeczności, to te by nie przetrwały, nie wspominając o rozkwitaniu. Fakt, że są one obecne we wszystkich kulturach jest silną podstawą dla przekonania, że wizje naszych proroków nie są mrzonką – ich realizacja jest jak najbardziej możliwa.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Toldot

The Bible is not immoral

Thoughts on parashat Toldot

Menachem Mirski

Some people accuse the Hebrew Bible of containing fiction or idealizing certain events or phenomena, especially when it speaks of incredible or miraculous events. The main problem with this critique is that the Bible contains testimonies that are to a large extent non-falsifiable. The proposed „methods of verification” of the biblical stories often consist in confronting their factual layer with the knowledge about the world we have today, with our contemporary, often well-founded, but still beliefs, about what is possible in the world, what is impossible, what is probable and what is not. This is one of the reasons that this process always fails and that the Bible cannot be fact-checked and approved or disapproved and put in the archive. This is also one of the reasons why the most important question regarding biblical narratives is not whether something really happened or not, but what is the message of the story.

Certainly, the Hebrew Bible does not idealize its human characters: they are often eminent people, with unique qualities, but at the same time are „painfully human”. Our biblical characters are not “idealized heroes”: even the greatest, the most righteous and pious of them, like Moses, had their human flaws: impatience, tendency to anger etc.

This week Torah portion tells the famous story of how Jacob, our forefather, took the birthright of his brother Esau:

Once when Jacob was cooking a stew, Esau came in from the open, famished. And Esau said to Jacob, “Give me some of that red stuff to gulp down, for I am famished”—which is why he was named Edom. Jacob said, “First sell me your birthright.” And Esau said, “I am about to die, so of what use is my birthright to me?” But Jacob said, “Swear to me first.” So he swore to him, and sold his birthright to Jacob. Jacob then gave Esau bread and lentil stew; he ate and drank, and he rose and went away. Thus did Esau spurn the birthright.(Gen 25:29-34)

There are some additional details to this story provided by our biblical commentators. Ibn Ezra, for example, tells us that Esau lived a very hazardous life as a hunter and believed that he might very well die before his father and never enjoy the portion of the first born. That’s why he said I am about to die (hebr. ani holech lamut /Ibn Ezra on Gen 25:32). In another commentary he claims that Esau saw that his father had become poor in his old age and that there was little for him to inherit. Thus he didn’t care about it. (Ibn Ezra on Gen 25:34)

We do not know exactly how much time passed between these events and the actual „taking” of the birthright by Jacob, but from the way the Bible tells this story, as well as many others, it can be inferred that both situations were quite distant in time. After the events described above (Gen 25:29-35), the entire next chapter (Gen 26) tells a story of the famine in Isaac’s land, his journey to Gerar (which was a city or region probably located in the Negev Desert) and his alliance with Abimelech. Isaac settled in Gerara and it seems that he stayed there for at least a few years, if not more. The story ends with the mention that Esau, reaching the age of 40, married two women, Yehudit and Bosmat, and they were a source of bitterness to Isaac and Rebekah. (Gen 26:34-35). Then, the Torah, going back to our birthright story says: When Isaac was old and his eyes were too dim to see, he called his older son Esau and said to him, “My son.” He answered, “Here I am.” (Gen 27:1) Therefore, we can confidently assume that many years have passed between the reckless consent of Esau to give away his birthright and the plot by Rebecca and Jacob to actually take it over.

What does it mean? This means that the question of the birthright was probably a bone of contention between the brothers and Jacob had been planning this takeover for years, waiting only for the right moment to happen. Especially that they were conceived at the same time and were born the same day, one after another. In biblical times the birthright son was entitled to a double portion (that is, twice as much as any other son) of the father’s inheritance: one portion as a son, the second portion as the new head responsible for the whole family including the care of his mother and unmarried sisters (Gen 48:22, Deut. 21:17). This sheds some additional light on Rebecca and Jacob’s deceptive actions to take Esau away from his birthright: they probably believed that Esau, given his personality and lifestyle, was not fit to be a birthright son. However, the law was the law and there wasn’t a way around it other than cheating.

Thus, Jacob’s and Rebecca’s decision might have been completely reasonable and right, especially in the long run. This does not, however, exonerate them and doesn’t change the fact that their behavior violated ethical standards, at many levels. Yes, Jacob actually got Esau’s consent in this matter, but it was given recklessly and casually, probably many years earlier. But what is absolutely ethically indefensible is plotting against the disabled father and deceiving him to obtain the birthright. The result of these actions was as follows:

Now Esau harbored a grudge against Jacob because of the blessing which his father had given him, and Esau said to himself, “Let but the mourning period of my father come, and I will kill my brother Jacob. (Gen 27:41)

Why does the Bible tell us these kinds of „embarrassing family stories” and why does tradition pass them on from generation to generation? There are many reasons for it. One of them is that both the Bible and our tradition want to show us a real life of our ancestors, with all its ups and downs, without sweeping anything under the rug. This, in turn, is aimed to guide us to conduct rightly, even through our embarrassment or maybe exactly through it. This is to teach us many things: to critically analyze ethical situations, to sensitize us to the harm of those we have hurt, to remind us of our own imperfections, our own faults, sins, lies, manipulations and deceptions. Perhaps the Bible tells us all these embarrassing stories so that we would feel uncomfortable and accept it with humility. There is nothing wrong about it: we do similar things in our life; our successes contain sometimes some dishonesty and manipulation deep in the background that has never been revealed. Our parasha gives us a radical example of it that we may not forget, to motivate us to correct our behavior in the future.

The Hebrew Bible is not immoral. This confusion often comes from the belief that the Bible allegedly promotes the imitation of its characters. This belief is incorrect: the ethics of the Hebrew Bible is not a role model ethics (as is the case with the Christian New Testament). It is primarily a normative ethics in which moral norms and standards are codified into law. Nevertheless, not all the ethical standards expressed in the Hebrew Bible have been codified, for a simple reason: many of the ethical situations in our lives are too complex and too situational to be codified into law, into a clear set of rules. The Torah is aware of that and thus it also contains general ethical demands, like: And you shall do the right and the good (Deut. 6:18) urging us to use our conscience and to act beyond the letter of the (ethical) law. For this reason we also need biblical stories, which often show us examples of what are the outcomes of unethical behavior, a prime example of which is the story of our parasha.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Toldot

Biblia nie jest niemoralna

Refleksja nad paraszą Toldot 

Menachem Mirski 

Niektórzy oskarżają Biblię hebrajską o to, że zawiera fikcję albo idealizuje pewne zdarzenia albo zjawiska, zwłaszcza, kiedy mówi o niesamowitych albo cudownych wydarzeniach. Główny problem z taką krytyką polega na tym, że Biblia zawiera świadectwa, które są w dużej mierze niefalsyfikowalne. Proponowane „metody weryfikacji” opowieści biblijnych często polegają na konfrontowaniu ich warstwy faktualnej z wiedzą o świecie, jaką posiadamy dzisiaj, z naszymi współczesnymi, często dobrze ugruntowanymi, ale wciąż tylko przekonaniami na temat tego, co jest możliwe na świecie, co jest niemożliwe, co jest prawdopodobne, a co nie jest. Jest to jeden z powodów, dlaczego proces ten zawsze kończy się porażką i dlaczego Biblii nie można sprawdzać pod kątem faktów, zatwierdzić albo nie zatwierdzić i odłożyć do archiwum. Jest to również jeden z powodów, dlaczego najważniejszym pytaniem dotyczącym narracji biblijnych jest nie to, czy dane zdarzenie  naprawdę miało miejsce, ale jakie jest przesłanie danej opowieści.

Biblia hebrajska z pewnością nie idealizuje występujących w niej postaci: są to często wyjątkowe osoby z niezwykłymi cechami, ale jednocześnie są one „do bólu ludzkie”. Nasze biblijne postaci nie są „wyidealizowanymi bohaterami”: nawet najwspanialsi, najbardziej sprawiedliwi i pobożni z nich, tacy jak Mojżesz, mieli swoje ludzkie wady: niecierpliwość, skłonność do gniewu etc.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory znajdziemy słynną opowieść o tym, jak Jakub, nasz praojciec, zabrał prawo pierworództwa swojemu bratu Ezawowi:

Pewnego razu przyrządził Jakub potrawę, a Ezaw przyszedł zmęczony z pola. Rzekł wtedy Ezaw do Jakuba: Daj mi, proszę, skosztować nieco tej oto czerwonej potrawy, bo jestem zmęczony. Dlatego nazwano go Edom.  Na to rzekł Jakub: Sprzedaj mi najpierw pierworodztwo twoje. A Ezaw rzekł: Oto jestem bliski śmierci, na cóż mi więc pierworodztwo? Jakub rzekł: Przysięgnij mi wpierw. I przysiągł mu, i sprzedał pierworodztwo swoje Jakubowi. Wtedy Jakub podał Ezawowi chleb i ugotowaną soczewicę, a on jadł i pił. Potem wstał i odszedł. Tak wzgardził Ezaw pierworodztwem. (Rdz 25, 29-34)

Nasi biblijni komentatorzy dokładają pewne dodatkowe szczegóły do tej historii. Na przykład Ibn Ezra mówi nam, że Ezaw wiódł bardzo niebezpieczne życie jako myśliwy i sądził, że może równie dobrze umrzeć przed swoim ojcem i nigdy nie będzie miał okazji cieszyć się statusem pierworodnego syna. Właśnie dlatego powiedział „oto jestem bliski śmierci” (hebr. ani holech lamut, komentarz Ibn Ezry do Rdz 25, 32). W innym komentarzu twierdzi, że Ezaw zobaczył, że jego ojciec zubożał w podeszłym wieku i że zostało po nim niewiele do odziedziczenia. A zatem nie przywiązywał do tego wagi.  (Komentarz Ibn Ezry do Rdz 25, 34).

Nie wiemy dokładnie, ile czasu upłynęło pomiędzy tymi wydarzeniami a faktycznym „odebraniem” pierworództwa przez Jakuba, ale ze sposobu, w jaki Biblia opowiada tę historię, jak również wiele innych, można wywnioskować, że te dwie sytuacje były od siebie dość oddalone w czasie. Po opisanych wyżej wydarzeniach (Rdz 25, 29-35) cały kolejny rozdział (Rdz 26) opowiada historię o głodzie w krainie Izaaka, o jego podróży do Gerar (było to miasto albo region zlokalizowany prawdopodobnie na pustyni Negew) i jego sojuszu z Abimelechem. Izaak osiedlił się w Gerar i wydaje się, że pozostał tam przez co najmniej kilka lat, o ile nie dłużej. Historia ta kończy się wzmianką o tym, że Ezaw, który skończył 40 lat, ożenił się z dwiema kobietami, Jehudit i Bosmat, i były one powodem trosk dla Izaaka i Rebeki. (Rdz 26, 34-35). Potem Tora, wracając do naszej opowieści o pierworództwie, mówi: „A gdy Izaak się zestarzał i oczy jego osłabły, tak że nie widział, wezwał Ezawa, starszego syna swego, i rzekł do niego: Synu mój! A on odpowiedział: Otom ja” (Rdz 27, 1). A zatem możemy śmiało założyć, że upłynęło wiele lat pomiędzy lekkomyślną zgodą Ezawa, żeby oddać swoje pierworództwo, a spiskiem uknutym przez Rebekę i Jakuba, żeby faktycznie je przejąć.

Co to oznacza? Oznacza to, że kwestia pierworództwa była prawdopodobnie kością niezgody pomiędzy braćmi i że Jakub planował przejęcie go przez lata, czekając tylko na nadejście odpowiedniego momentu. Tym bardziej, że zostali poczęci w tym samym czasie i urodzili się tego samego dnia, jeden po drugim.  W czasach biblijnych pierworodny syn miał prawo do podwójnej części (czyli dwukrotnie więcej, niż każdy inny syn) dziedzictwa po ojcu: jedna część przysługiwała mu jako synowi, a druga jako nowej głowie rodziny odpowiedzialnej za całą rodzinę, w tym za dbanie o swoją matkę i niezamężne siostry (Rdz 48, 22, Pwt 21, 17). Rzuca to nieco dodatkowego światła na zwodnicze działania Rebeki i Izaaka, żeby odebrać Ezawowi jego pierworództwo: prawdopodobnie uważali, że Ezaw, zważywszy na jego osobowość i styl życia, nie był odpowiednim kandydatem do otrzymania  pierworództwa. Jednakże prawo było prawem i nie można go było obejść w inny sposób niż poprzez oszustwo.

A zatem decyzja Jakuba i Rebeki mogła być zupełnie rozsądna i słuszna, zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Fakt ten nie uwalnia ich jednak od winy i nie zmienia faktu, że ich zachowanie naruszyło standardy etyczne, i to na wielu poziomach. Owszem, Jakub w istocie uzyskał zgodę Ezawa w tej kwestii, ale została ona wyrażona lekkomyślnie i mimochodem, prawdopodobnie wiele lat wcześniej. Jednak absolutnie nie do obrony z etycznego punktu widzenia jest knucie przeciwko niepełnosprawnemu ojcu i oszukanie go, żeby uzyskać pierworództwo. Oto, jakie efekty przyniosły te działania:

Dlatego znienawidził Ezaw Jakuba z powodu błogosławieństwa, którym go pobłogosławił ojciec, i taki powziął Ezaw zamiar: Zbliżają się dni żałoby po ojcu moim. Wtedy zabiję brata mego Jakuba. (Rdz 27, 41)

Dlaczego Biblia opowiada nam tego rodzaju „wstydliwe historie rodzinne” i dlaczego tradycja przekazuje je z pokolenia na pokolenie? Jest ku temu wiele powodów. Jeden z nich jest taki, że zarówno Biblia jak i nasza tradycja chcą pokazać nam prawdziwe życie naszych przodków, ze wszystkimi wzlotami i upadkami, bez zamiatania niczego pod dywan. A to z kolei ma na celu pokierowanie nami, abyśmy postępowali właściwie, nawet jeśli przez wzgląd na nasze zawstydzenie albo może właśnie z jego powodu. Ma to nas nauczyć wielu rzeczy: krytycznej analizy sytuacji etycznych, uwrażliwić nas na krzywdę tych, których skrzywdziliśmy, przypomnieć nam o naszych własnych niedoskonałościach, o naszych własnych winach, grzechach, kłamstwach, manipulacjach i oszustwach. Być może Biblia opowiada nam te wszystkie  wstydliwe historie po to, żebyśmy poczuli się niekomfortowo i przyjęli to z pokorą. Nie ma w tym nic złego: zachowujemy się podobnie w naszym własnym życiu; za naszymi sukcesami stoi czasem pewna doza nieszczerości i manipulacji, które nigdy nie wyszły na jaw. Nasza parasza daje nam tego radykalny przykład, którego nie możemy zapomnieć, żeby zmotywować nas, abyśmy w przyszłości poprawili nasze zachowanie.

Biblia hebrajska nie jest niemoralna. Nieporozumienie to wynika często z przekonania, że Biblia rzekomo zachęca do naśladowania opisanych w niej postaci. To przekonanie jest niesłuszne: etyka Biblii hebrajskiej nie jest etyką opartą na wzorach do naśladowania (tak jak to jest w przypadku chrześcijańskiego Nowego Testamentu). Jest to przede wszystkim etyka normatywna, w której normy i standardy etyczne zostały skodyfikowane w obrębie prawa. Niemniej nie wszystkie standardy etyczne przedstawione w Biblii hebrajskiej zostały skodyfikowane – z prostego powodu: wiele sytuacji etycznych w naszym życiu ma zbyt złożony charakter i zbytnio zależy od konkretnych okoliczności, żeby można je skodyfikować w obrębie prawa i przełożyć na jednoznaczny zestaw zasad. Tora zdaje sobie z tego sprawę i dlatego zawiera również ogólne nakazy etyczne, takie jak: Będziesz czynił to, co jest prawe i dobre (Pwt 6, 18), apelując do nas, żebyśmy używali naszego sumienia i wykraczali w naszych działaniach poza samą literę prawa (etycznego). Z tego powodu potrzebujemy również opowieści biblijnych, które często pokazują nam na przykładach, jakie są efekty nieetycznego działania, czego doskonałym przykładem jest historia przedstawiona w naszej paraszy.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Chayei Sarah

Age gracefully, time is on your side

Thoughts on parashat Chayei Sarah

Menachem Mirski

What is time? Time is a measure of the variability of all things. Although this definition may not be sufficient, for example, in astrophysics, it is completely sufficient for our human, earthly perspective and living experience.

Life is reborn in cycles. Our imagination, dominated by Euclidean geometry, often gives us a linear vision of time. It is enough to „superimpose one on the other” to get possibly the most adequate vision of time: time is a spiral. This vision corresponds with our everyday experience: each day brings us something new and even if we experience the same things cyclically, the experience is slightly different each time. The same dinner, made according to the same recipe again, will taste slightly different.

Of course, for all these new experiences there comes an end which is ultimately marked by death. The Torah portion this week describes the death of the mother and the father of our nation(s) – Sarah and Abraham. According to midrash Pirkei De-Rabbi Eliezer (Chapter 31) Sarah died of despair after learning that Abraham had murdered their only son Isaac by sacrificing him on Mount Moriah:

When Abraham returned from Mount Moriah, Satan[1] became infuriated. He had not gotten what he desired, which was to thwart the sacrifice of Abraham.  What did he do?  He went to Sarah and asked: “Did you hear what happened in the world?”  She answered, “No.”  He said, “Abraham took Isaac his son and slaughtered him, offering him up on the altar as a sacrifice.” Sarah began to cry, and moan the sound of three wails which correspond to the three blasts of the shofar, and her soul burst forth from her and she died.  Abraham came only to find that she had died. From where had he come? From Mount Moriah.

This midrash sees Sarah’s death as tragic: she died of despair after hearing Satans’ lie. It is interesting, however, that Abraham’s death is quite opposite of Sarah’s:

This was the total span of Abraham’s life: one hundred and seventy-five years. And Abraham breathed his last, dying at a good ripe age, old and contented; and he was gathered to his kin.

Abraham died at a good ripe age, old and content. This is the kind of death we all desire. Is there Jewish wisdom that would help us to “achieve this goal?”.

Yes. Woven into the fabric of Judaism there are many views and values and ideas that help us achieve this contented death. I will try to summarize some of these ideas.

Perhaps first is teaching the younger generation to have respect for the elder generation which starts with honoring parents (Ex 20:12), but also all elders in society, the importance of which cannot be overestimated.

You shall rise before the aged and show deference to the old; you shall fear your God: I am the LORD. (Lev 19:32)

We are commanded to respect our elders even if they no longer possess their mental capacities. Traditionally, the source for this teaching is the Ten Commandment tablets that Moses shattered, which were kept alongside the new tablets in the Ark of the Covenant. It teaches that we must continue to respect the elderly, even when they are intellectually „broken.”

The older generations should be credited for what they have done – and they have done quite a bit: they built the entire world in which you live. This awareness is especially salient for those that experience a life of comfort and luxury. Your elders are those that made it happen through their hard work. While there are countless examples one only must think of the state of Israel. At any time, for any reason, we always NOW have a safe haven. This miracle is on the backs of our elders that went to Israel and moved rocks and dug through mud to make this thriving democracy. Tell me, doesn’t just thinking about them bring you deep joy and gratitude? Respect your elders.

While we are commanded to respect our elders – we also have a responsibility as human beings at all stages to do whatever we can to stay mentally clear and physically fit  in order to guide “our” next generation. This commandment can be seen as a two-way street – I will nurture my mental faculties in order to share and inform your generation and you must agree to listen, respect and ultimately do the same to your next generation.

If you are a mid-age person, learn humility and to accept the changes time brings. You can still play sports at any age. You can still be fit and beautiful at any age. But being 60 you won’t beat a 23 years old athlete or 20 years old girl in a beauty contest. Of course this requires you to adapt to changes, but nevertheless, you can thrive. The remedy to defying aging is to constantly revise your habits and customs and not let them dictate completely your lifestyle. This, in its purest form, will prevent ‘spiritual aging’, which only accelerates physical aging, which can happen even in one’s youth. As Baal Shem Tov said once: “Do not forsake me in old age”: let not old age and stagnation rule my habits and customs. While aging brings less physical strength and a slower body, it also brings wisdom, which is a virtue and a blessing.

If you are not an older person, yet, you should remember that mental decline in old age is primarily preventable. You just need to keep working on your intellectual capabilities early enough and keep doing it throughout your life. Then, when you retire, your mind will be clear and you will finally have time to read all the books you have always wanted but have never had time for.

“He removes the speech of men of trust and takes away the sense of the elders.” But when it comes to aged scholars, it is not so. On the contrary, the older they get, the more their mind becomes composed, as it is said: “With aged men comes wisdom, and understanding in length of days.” (Mishnah Kinnim 3:6)

And you will not feel irrelevant and forced to hide away from the world during your “slow years”, which you shouldn’t do, because by doing it you don’t fulfill the purpose of the wisdom that you spent years accumulating and do a disservice to the younger generation that needs and relies on your wisdom.

When our bodies start to age – and this starts pretty early, around 25, we should start growing our spirit. The sooner the better. If we do that, we will have the capacity to overcome the fears of time and be able to be happy and content during our last days. We can grow our spirit in many ways: by learning, by doing moral actions, involving ourselves in intellectual activities, studying and performing art, being involved in social actions, charity and altruism and generally doing what is good beyond your own good.

Spirit, over time, takes some responsibilities of the body. As long as bodies are the dominant forces to animate themselves, they are to a large extent subjected to biology and all kinds of natural laws. Over time this determinism decreases (except time when you are sick) and that’s good news because we are becoming more and more free in our actions, including moral actions, and more aware of everything that determines our actions and their consequences. Talmud delineates the different stages of life: age 30 is for peak physical strength, and age 80 is for peak spiritual strength. In the contemporary, secular world, where physical strength and beauty is emphasized, a person at age 80 is – generally and unfortunately – regarded as having little value. In the Torah world, 80 is prime time!

You should never stop caring about your body and you should never stop caring for your spirit. We grow the spirit in the body and when the body becomes more and more fragile the spirit shall take over the care of the body. If you do all of that, time will not be your enemy, it will be on your side!

Gray hair is a crown of glory; It is attained by the way of righteousness.

(Proverbs 16:31)

 

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

[1] Satan in Judaism is not a physical being ruling the underworld, rather, in the Torah, the word Satan indicates “accuser,” “hinderer” or “tempter.” Satan is therefore more an illusory obstacle in one’s way – such as temptation and evil doings – keeping one from completing the responsibilities of tikkun olam (fixing the world). Satan is the evil inclination to veer off the path of righteousness and faithfulness in God. (Jewish Virtual Library)