Matot-Masei

Nie zatrzymuj się w połowie drogi

Refleksja nad paraszą Matot-Masei

 Menachem Mirski

“Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej”. – powiedział ponoć Albert Einstein. Einstein powiedział też, iż „Nic się nie dzieje, dopóki coś się nie poruszy”. W istocie, ciągły ruch wydaje się być istotą wszystkiego co istnieje we wszechświecie. Jest to jedna z niewielu prawd empirycznych, które powinniśmy uznać również za normatywne. Zatrzymanie się, nie robienie niczego, jest fundamentalnym naruszeniem zasady rządzącej całym wszechświatem. Jeśli naruszysz tę zasadę i przestaniesz robić cokolwiek, nie będziesz musiał długo czekać na konsekwencje.

W historii z naszej paraszy na ten tydzień, dwa spośród izraelskich plemion próbują się zatrzymać i poprzestać na tym, co już mają. Po osiedleniu się na dogodnym kawałku ziemi po wschodniej stronie Jordanu, Rubenici i Gadyci zdecydowali, że nie muszą podbijać Ziemi Obiecanej, że mogą po prostu pozostać tam, gdzie są:

Rubenici i Gadyci posiadali liczne i bardzo duże stada. Gdy ujrzeli krainę Jezer i Gilead, uznali, że ta okolica nadaje się bardzo do hodowli bydła. Podeszli więc i tak mówili do Mojżesza, kapłana Eleazara i książąt społeczności: «Atarot, Dibon, Jazer i Nimra, Cheszbon, Eleale, Sibma, Nebo i Beon, kraj, który Wiekuisty oddał społeczności Izraela, nadaje się szczególnie do hodowli bydła, a twoi słudzy posiadają [wiele] bydła». Potem mówili dalej: «Jeśli darzysz nas życzliwością, oddaj tę krainę w posiadanie sługom swoim. Nie prowadź nas przez Jordan! (Lb 32:1-5)

Mojżesz usłyszawszy tę prośbę gani ich, mówiąc, że popełnili ten sam grzech, co Izraelici, którzy posłuchali rady szpiegów powracających z Ziemi Obiecanej, którzy zniechęcili cały lud Izraela do jej podboju, w rezultacie czego Bóg ukarał ich dodatkowymi 40 latami wędrówki po pustyni. Po tym, jak Mojżesz przypomina im o tej karze (Lb 32:10-14), Gadyci i Rubenici korzą się pod tą groźbą. Zapewniają zarówno Mojżesza, jak i Boga, że chociaż zapewnią byt rodzinom oraz stadom na terenach już podbitych, po wschodniej stronie Jordanu, dołączą do swoich braci w podboju „zasadniczej części” Ziemi Obiecanej, położonej po zachodniej stronie Jordanu. Obietnica ta ostatecznie oddala Boski gniew.

Ów Boski gniew jest karą, która spotyka nas zawsze gdy cofamy się przed wysiłkiem i w taki sposób można rozumieć tę historię dzisiaj. Zasada płynąca z takiego jej rozumienia brzmiałaby następująco: nigdy nie zatrzymuj się w połowie drogi, którą sobie obrałeś, nawet wtedy (lub zwłaszcza wtedy), kiedy to co osiągnąłeś już cię satysfakcjonuje. Pamiętaj o swoich pierwotnych celach i zamierzeniach, i podążaj za nimi. Nie daj się zwieść tymczasowemu dobrobytowi i stabilizacji, bowiem to, w czym już widzisz swoją nagrodę, może w niedalekiej przyszłości stać się dla ciebie karą. W najlepszym przypadku – pogrążysz się w nudzie. Wtedy będziesz żałował, że nie zdecydowałeś się na następny krok. Będziesz żałował, że zabrakło ci odwagi i że nie poszedłeś dalej, zwłaszcza jeśli takowa możliwość przestała istnieć. Nigdy też nie stawiaj sobie za cel być po prostu szczęśliwym, bo to nic nie znaczy (i możesz nawet nie być całkowicie świadomym tego, co naprawdę uczyni cię szczęśliwym). Poczucie szczęścia jest uczuciem towarzyszącym naszym osiągnięciom: mamy je wtedy, gdy osiągamy cele, które sobie założyliśmy. Jesteśmy z gruntu istotami “narracyjnymi”: istotą naszej egzystencji jest ciągłe przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Jeśli przestaniemy to robić i zatrzymamy się w jakimś punkcie na dłuższy czas, zostaniemy wkrótce ukarani, ponieważ odrzuciliśmy rozwój. Jedynym punktem końcowym w życiu jest śmierć. Nawet jeśli jesteśmy pełni sukcesów i osiągamy wszystkie założone przez nas cele, w momencie, gdy je osiągamy, widzimy już następne (a jeśli ich nie widzimy, to powinniśmy). A zatem nigdy nie ustawajmy w naszych dążeniach i celach, ponieważ żadne z nich nie są w rzeczywistości ostateczne.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Parashat Pinchas

Not in an Earthquake You Will Find Me but in a Soft, Murmuring Sound

Thoughts on Parashat Pinchas

 

Menachem Mirski

Is there a general rule of how we should deal with evil? Should we fight back, respond with poker face or with doing good to an evildoer, hoping that he will become aware of the wickedness of his behavior and will return to the right path? The answers to these questions are dependent on what we believe about the nature of evil: does evil exist objectively? Or maybe certain human actions are only evil ‘in our eyes’ – we only perceive them as evil and call them so. It also depends on what we believe about bad people: can someone be evil simply by nature or are the so-called bad people merely misguided?

Generally speaking, this is an endless debate, with lots of arguments for and against this and that position. It is good, however, to have an elaborated opinion on that topic because we never know when we find ourselves interacting with, God forbid, real, genuine evil. Thus, let us, religious Jews, look into the Torah for hints, especially because our Torah portion for this week also deals with this problem.

Our parasha starts with the story of Pinchas’ divine reward. Pinchas, grandson of Aaron, was rewarded with the eternal priesthood for killing another Israelite – the Simeonite prince Zimri – as well as the Midianite princess who was his paramour. It all happened after “the Israelite people profaned themselves by whoring with the Moabite women, who invited the people to the sacrifices for their god” (Numbers 25:1-2). Although that may sound at least controversial to our modern ears, both our Sages and biblical commentators believe that the slaying of Zimri was correct. Not recommended, but correct. Halachically speaking it was the case of halacha ve’ein morin ken – a halacha we do not teach. Although our sages in tractate Sanhedrin consider excommunicating Pinchas for his deed, commentators like Rashi, Ramban, Kli Yakar portray Pinchas as a hero, who actually deserves praise because he did the right thing risking his own life for the sake the Torah.

Therefore, what Pinchas did was correct, but the act of execution itself was beyond the norms of Jewish ethics and Jewish law. The story of Pinchas is often compared to the one of prophet Elijah, who killed 450 prophets of Baal, as we find in I Kings 18:40:

Then Elijah said to them, “Seize the prophets of Baal, let not a single one of them get away.” They seized them, and Elijah took them down to the Wadi Kishon and slaughtered them there. (I Kings 18:40)

Right after that Elijah runs away from king Ahab, because his wife, Jezebel, swears to avenge the murdered prophets and kill him. But Elijah’s behavior goes beyond fearing for his life. He is indeed very sorrowful in the aftermath of what he did. Being hungry and parched he wishes to die on the desert:

Frightened, he fled at once for his life. He came to Beer-sheba, which is in Judah, and left his servant there; he himself went a day’s journey into the wilderness. He came to a broom bush and sat down under it, and prayed that he might die. “Enough!” he cried. “Now, O LORD, take my life, for I am no better than my fathers.” He lay down and fell asleep under a broom bush. Suddenly an angel touched him and said to him, “Arise and eat.” He looked about; and there, beside his head, was a cake baked on hot stones and a jar of water! He ate and drank, and lay down again. (I Kings 19:3-6)

Elijah is on his way to mount Horeb (Sinai). He goes there for 40 days and 40 nights because he wishes to relive the Sinai experience and return to what is the proper, Divine path. God saves Elijah’s life and shows him His ways:

“Come out,” He called, “and stand on the mountain before the LORD.” And lo, the LORD passed by. There was a great and mighty wind, splitting mountains and shattering rocks by the power of the LORD; but the LORD was not in the wind. After the wind—an earthquake; but the LORD was not in the earthquake. After the earthquake—fire; but the LORD was not in the fire. And after the fire—a soft murmuring sound. (I Kings 19:11-12)

The passage above tells us what are the ways of the Holy One and how should people who follow His ways conduct. Even though all these phenomena were caused by the Divine power, God was not in them; God was not in the wind, nor in the earthquake, nor in the fire. God was in this what happened at the end – He was in a soft, murmuring sound. This is to teach us that in God’s eyes the appropriate action involves calmness and forethought.

In that kind of considerate, calm and patient manner we should approach evil, which exists objectively. Generally speaking, it means that we should never allow evil to dominate our minds and our behavior. The rest depends on the situation. Sometimes we need to fight back, sometimes we need to remain indifferent and sometimes we need to respond to evil with good. Everything depends on the magnitude of evil and the power dynamic between the parties involved: if power is on our side and our life and well being is not endangered, then we definitely have a luxury to respond to evil with good. If the situation is equal, it’s usually better to retain poker face and negotiate, to try to take someone away from the wrong path, to stave off bad intentions and plans. If power is on the side of evil doers, we don’t have much of a choice, and that was basically the case of Pinchas.

The kind of killing that Pinchas or Elijah did was not justified already in rabbinic times, let alone today – it would be considered a murder. But both stories contain one more message: every social conflict that escalates can reach its tipping point after which there is no return. After reaching that point there is only violence and this violence becomes justified in the eyes of each party that decides it is the last resort. We have no a priori knowledge about when this tipping point will be reached. Therefore, in our turbulent times, we need to at least hear the arguments of ‘the other side’ and treat them seriously, for the sake of peace. The more we do in this matter, the better. Even though peace can be sometimes sacrificed for the sake of truth, it is still in the interest of each party – peace is in the interest of all humanity and above all the “tribal” interests.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Pinchas

Nie w trzęsieniu ziemi znajdziesz Mnie, ale w cichym, mruczącym dźwięku

Refleksja nad paraszą Pinchas

Menachem Mirski

Jak należy postępować w obliczu zła? Czy powinniśmy żarliwie wobec niego oponować? Zachować pokerową twarz? A może odpowiedzieć wykazując się właściwym zachowaniem, etycznym zachowaniem i zrobić dla złoczyńcy dobry uczynek w nadziei, że uświadomi sobie niegodziwość swojego zachowania i wróci na właściwą ścieżkę? Odpowiedzi na te pytania zależą od tego, co wierzymy na temat natury zła, na przykład, czy zło istnieje obiektywnie? A może jest tak, że pewne ludzkie działania są złem jedynie „w naszych oczach” – my tylko postrzegamy je jako zło i w ten sposób je nazywamy. Wiele zależy również od naszych przekonań o tzw “złych ludziach”: czy możliwe, że ktoś może być po prostu “zły z natury”, czy może ludzie ci po prostu zbłądzili?

Ta debata oczywiście nie ma końca i zawiera wiele argumentów za i przeciw takiemu i owemu stanowisku. Dobrze jest jednak mieć wypracowaną opinię na ten temat, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy możemy stanąć w obliczu realnego, prawdziwego zła. A ponieważ jesteśmy religijnymi Żydami, przyjrzyjmy się temu co mówi na ten temat Tora.

Nasza parasza zaczyna się od opowieści o boskiej nagrodzie dla Pinchasa. Pinchas, wnuk Aarona, został nagrodzony wiecznym kapłaństwem za zabicie innego Izraelity –  Zimriego, księcia Symeonitów – oraz księżniczki Madianitów, która była jego kochanką. Wszystko to wydarzyło się po tym, jak „naród izraelski począł uprawiać nierząd z córkami Moabu, które zapraszały ów lud do składania ofiar swoim bogom i oddawania swoim bogom pokłonów” (Liczb 25:1-2). I choć dla naszych współczesnych uszu może to zabrzmieć co najmniej kontrowersyjnie, zarówno nasi mędrcy, jak i biblijni komentatorzy uważają, że zabicie Zimriego było słuszne. Niezalecane, ale właściwe. Halachicznie rzecz ujmując mamy tu do czynienia z przypadkiem halacha ve’ein morin ken – jest to halacha, której nie uczymy. I chociaż nasi mędrcy w traktacie Sanhedryn rozważają ekskomunikowanie Pinchasa za jego czyn, komentatorzy tacy jak Raszi, Ramban, Kli Yakar przedstawiają Pinchasa jako bohatera, który w rzeczywistości zasługuje na uznanie i pochwałę, nie tylko dlatego, że postąpił słusznie, ale także dla tego, że dla Tory gotów był zaryzykować własnym życiem.

A zatem to, co zrobił Pinchas, było słuszne, jednakże sam akt egzekucji wykraczał poza normy żydowskiej etyki i żydowskiego prawa. Historia Pinchasa jest często porównywana do historii proroka Eliasza, który zabił 450 proroków Baala, o czym czytamy w I Księdze Królewskiej 18:40:

Eliasz zaś im rozkazał: «Chwytajcie proroków Baala! Niech nikt z nich nie ujdzie!» Zaraz więc ich schwytali. Eliasz zaś sprowadził ich do potoku Kiszon i tam ich wytracił. (I Krl 18:40)

Zaraz potem Eliasz ucieka przed królem Achabem, ponieważ jego żona Jezebel poprzysięga pomścić zamordowanych proroków i go zabić. Jednakże zachowanie proroka wykracza poza strach o własne życie; jest on bardzo zatrwożony i zasmucony po tym, co uczynił. W głodzie i spiekocie pustyni postanawia umrzeć:

Wtedy Eliasz zląkłszy się, powstał i ratując się ucieczką, przyszedł do Beer-Szeby w Judzie i tam zostawił swego sługę, a sam na [odległość] jednego dnia drogi poszedł na pustynię. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, rzekł: «Wielki już czas, o Wiekuisty! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków». Po czym położył się tam i zasnął. A oto anioł, trącając go, powiedział mu: «Wstań, jedz!» Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył. (I Krl 19:3-6)

Eliasz jest w drodze na górę Horeb (Synaj). Wędruje przez 40 dni i 40 nocy, by ponownie przeżyć doświadczenie Synaju i powrócić na właściwą, Boską ścieżkę. Bóg ratuje życie Eliasza i przedstawia mu drogi Wiekuistego:

Wtedy rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Wiekuistego!» A oto Wiekuisty przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Wiekuistym; ale Wiekuisty nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Wiekuisty nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Wiekuisty nie był w ogniu. A po tym ogniu – cichy, mruczący dźwięk. (I Krl 19:10-12)

Powyższy fragment wyraża dość jasno jakie są drogi Wiekuistego i jak powinni postępować ludzie, jeśli chcą Jego drogami podążać. Chociaż wszystkie owe zjawiska były efektem działania Boskiej mocą, Boga w nich nie było; Bóg nie był w wietrze, ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu. Bóg był w tym, co wydarzyło się na końcu – był w szmerze łagodnego powiewu, w cichym mruczącym dźwięku. Tym samym właściwe oczach Boga działania to działania spokojne o przezorne.

Właśnie w taki spokojny i cierpliwy sposób powinniśmy podchodzić do zła. Ogólnie rzecz biorąc, nigdy nie powinniśmy pozwalać na to, by zło zdominowało nasze umysły ani zachowanie. Reszta zależy od sytuacji. Czasami musimy aktywnie walczyć przeciw złu, czasami musimy pozostać obojętni, a czasami musimy odpowiedzieć dobrem na zło. Wszystko zależy od ogromu zła i dynamiki sił między zaangażowanymi stronami: jeśli przewaga siły jest po naszej stronie, a nasze życie i dobrobyt nie są zagrożone, to wówczas mamy luksus odpowiadania na zło dobrem, z intencją pokazania komuś dobrej drogi. Jeśli bilans sił się równoważy, zwykle lepiej zachować spokój i negocjować, próbować odciągnąć osobę od złej ścieżki, udaremnić złe intencje i plany. Jeśli jednakże siła jest po stronie złoczyńców, to nie mamy wielkiego wyboru: możemy albo uciec i poświęcić wszystko, co cenimy, albo podjąć ryzyko żarliwej walki w celu przywrócenia prawidłowego status quo (i tak było w przypadku Pinchasa).

Akt zabójstwa, jakiego dokonali Pinchas czy Eliasz, nie stanowił uzasadnionego odebrania życia już w czasach talmudycznych, nie mówiąc o czasach współczesnych, kiedy uznano by to po prostu za morderstwo (choć może był to akt wojny? Możliwe, ale to już osobny, rozległy temat). Obie historie zawierają jednak jeszcze jedno przesłanie: każdy eskalujący konflikt społeczny może w pewnym momencie osiągnąć swój punkt krytyczny, po którym nie ma już powrotu. Po osiągnięciu tego punktu jest już tylko przemoc i ta przemoc staje się “przemocą uzasadnioną” w oczach każdej ze stron, która uzna, że jest ona ostatecznością. Nie mamy jednak wiedzy a priori o tym, kiedy ów punkt krytyczny może zostać osiągnięty. Dlatego w naszych niespokojnych czasach, w których niemal wszystko może stać się przedmiotem sięgający zenitu emocji, musimy przynajmniej starać się wysłuchać argumentów „drugiej strony” i potraktować je poważnie, w imię pokoju. Im częściej to będziemy robić, tym lepiej. I chociaż czasem można poświęcić pokój w imię prawdy, to właśnie pokój jest zasadniczo tym, co leży w interesie wszystkich ze stron: nie tylko w interesie naszego „plemienia”, ale w interesie całej ludzkości.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Stargazer staring at Israel

Stargazer staring at Israel

Thoughts on parashat Balak

Menachem Mirski

No man ever steps in the same river twice, for it’s not the same river and he’s not the same man, said ancient Greek philosopher, Heraklitus. This great metaphor says that change is at the essence of everything, both in the world of nature and the human world. Although there are constant elements in the universe (like laws of physics) and there are constant patterns of human behavior, at the end of the day the change, particularly in the human world, can nullify everything, including these constant patterns.

On the other hand, this constant element, pattern in human behavior, can also bring change, as well as nullify or destroy everything, including human life. This week’s Torah portion tells us the story that contains both elements of change and constant patterns. The (non-Jewish) prophet Balaam gets hired by a Moabite king, Balak, to curse Israel in order to further defeat them. Balaam tries to curse Israelites three times and each time he tries, he blesses them. However, contrary to the common opinion, he ultimately completes his task and manages to curse Israel: he becomes an inciter, who advises Moabite and Midianite women to seduce Israelites to perform idol worship with them and this brings the Divine wrath upon them. Ultimately, Balaam dies at Israel’s hand, for they conquer Midian and slay him (Num 31).

Who was Balaam? Opinions of the rabbis are very different on this subject. Some believed he was among seven great prophets who prophesied in the non-Jewish world (Talmud Bava Batra 15b). Midrash Bereshit Rabba 65:20 calls him the greatest philosopher in the world whereas Bamidbar Rabbah 14 portrays him as a prophet like Moshe, even exceeding Moshe’s greatness in certain ways. He was able to know the state of God’s feelings and predict the moment of the Divine wrath (Talmud Berachot 7).

Ibn Ezra, however, calls him only a stargazer and astrologer, and credits him with no ability to curse or bless. Similarly, many other commentators call him a sorcerer or even charlatan. Zohar portrays him as a man with an Open, but Evil eye: wherever he gazed, he sent forth evil spirits to do the damage and that is what he aimed towards Israel. According to Abravanel Balaam actually wished to harm Israel even more than his ‘employer’, Balak, did yet his evil powers disappeared when he came to deal with Israel.

Opinions on Balaam differ because the situation described in our Torah portion is dynamic and it develops. Our parasha tells a story of a fallen prophet, of a man endowed once with the Divine wisdom that was turned into our enemy and God’s enemy. Our Sages say in Midrash that Balaam was infused with a prophetic spirit (ruach hakodesh), but when he joined up with Balak, it left him and he became a mere magician. In this light the miracle of his donkey speaking to him would have the following meaning: it would symbolize a decline of his prophetic abilities and thus the fall and failure of a once illustrious, enlightened man, who has become dogged and blinded in his intentions and actions and thus lost his outstanding, supernatural abilities. Indeed, it was the donkey who made him aware of the inconsistency of his intentions with the will of God. What could be more emphatic, what could be more ‘screaming’ to a prophet than this?

However, for Balaam it only worked partially and temporarily. After he hit the donkey three times and made it speak to him, the Holy One opened his eyes:

Then the LORD uncovered Balaam’s eyes, and he saw the angel of the LORD standing in the way, his drawn sword in his hand; thereupon he bowed right down to the ground. (Numbers 22:31)

But Balaam continues his journey with the intent of cursing Israel, which, according to the angel’s behavior, seems to be legitimized by God Himself. God changes his heart temporarily and makes his mouths bless Israel instead of cursing them. But it seems that the situation becomes more and more difficult. When he tries to curse Israel for the third time God intensifies His presence in the world and the Divine spirit itself (ruach Elohim) descends upon Balaam:

As Balaam looked up and saw Israel encamped tribe by tribe, the spirit of God [ruach Elohim] came upon him. (Num 24:2)

Which is a rare occurrence that happens in the Torah only three times besides our parasha: before the Creation of the world [Gen 1:2], when Joseph interprets Pharaoh’s dreams [Gen 41:38] and when God bestows it on Bezalel to design and construct the Mishkan [Ex 31:3 and 35:31]. But it doesn’t help. We don’t hear about Balaam until Numbers 31 when he gets killed by the Israelites and when his last plot against them is being revealed (Num 31:8-16)

What may be the significance of this story for us today? I believe that several conclusions can be drawn from what I said above. Firstly, even smart and enlightened people can become our enemies, even vicious enemies. Thus, intelligence and education is not a completely reliable vaccine against antisemitism and hate. World history proves this point: there have been great luminaries who were antisemites or who sided with antisemites (like Voltaire, Dostoyevsky, Martin Heidegger or Romanian scholar of religion Mircea Eliade). Secondly, we should be careful when dealing with people who put their interests ahead of their values: in this case everything can turn on a dime, and our ‘friends’ can be turned into our enemies instantly. For this reason we should rather look for friends among people who share similar values to ours, or at least we need to know their table of values and that they really cherish them. And thirdly, although we should patiently work on our relationships with other peoples and their leaders, we should be aware of the winds of history and should be aware of the relative fragility of all relationships between people of different nations, cultures and faiths. Even God gave up on Balaam, all the more so our power is limited in this matter. That is also why we need to support our state – Israel. It is our home where we don’t have to rely on anyone else than us, no matter what happens in the rest of the world and no matter what the world thinks about Israel.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Obserwator gwiazd wpatruje się w Izrael

Obserwator gwiazd wpatruje się w Izrael

Refleksja nad paraszą Balak

Menachem Mirski

Żaden człowiek nie wejdzie dwa razy do tej samej rzeki; bo nie będzie to już ta sama rzeka lub on nie będzie tym samym człowiekiem. Ta wielka, wypowiedziana przez Heraklita metafora, głosi, iż zmiana jest istotą wszystkiego, zarówno w świecie przyrody, jak i w świecie człowieka. I  choć we wszechświecie istnieją stałe elementy (takie jak prawa fizyki) i istnieją stałe schematy/szablony ludzkich zachowań, w ostatecznym rozrachunku zmiana, szczególnie w ludzkim świecie, może unieważnić wszystko, łącznie z tymi stałymi wzorcami.

Z drugiej strony, ten stały element, szablon ludzkiego zachowania, może również przynieść zmianę i zarazem unieważnić lub zniszczyć wszystko, w tym ludzkie życie. Porcja Tory na ten tydzień opowiada nam historię, która zawiera zarówno elementy zmiany, jak i stałe wzorce/schematy. (Nie-żydowski) prorok Balaam zostaje zatrudniony przez króla Moabitów, Balaka, by przekląć Izrael, by ich mógł w dalszej perspektywie pokonać. Balaam próbuje przekląć Izraelitów trzy razy i za każdym razem jego usta wypowiadają błogosławieństwa. Jednak wbrew obiegowej opinii Balaam ostatecznie wywiązuje się ze swojego zadania i udaje mu się przekląć Izrael: staje się podżegaczem, który radzi Moabitkom i Midianitom uwieść Izraelitów i skłonić ich do bałwochwalstwa, co sprowadza na nich Boski gniew. Ostatecznie Balaam ginie z ręki Izraela, oni bowiem podbijają Madianitów i zabijają go (Lb 31).

Kim był Balaam? Opinie rabinów na ten temat są bardzo różne. Niektórzy wierzyli, że był jednym z siedmiu wielkich proroków, którzy prorokowali w nieżydowskim świecie (Talmud Bawa Batra 15b). Midrasz Bereszit Rabba 65:20 nazywa go największym filozofem w świecie, podczas gdy Bamidbar Rabba 14 przedstawia go jako proroka podobnemu Moszemu, a nawet przewyższającego go pod pewnymi względami. Potrafił on np. poznać stan uczuć Boga i przewidzieć moment gniewu Bożego (Talmud Berachot 7).

Ibn Ezra jednakże twierdzi, by był on jedynie obserwatorem gwiazd i astrologiem, i odmawia mu jakiejkolwiek zdolności do przeklinania lub błogosławienia. Podobnie wielu innych komentatorów nazywa go czarownikiem, a nawet szarlatanem. Zohar przedstawia go jako człowieka z otwartym, ale złym okiem: gdziekolwiek spojrzał, posłał złe duchy, aby wyrządziły szkody i taki był jego zamiar względem Izraela. Według Abravanela, Balaam w rzeczywistości chciał zaszkodzić Izraelowi nawet bardziej niż jego „pracodawca”, Balak, jednak jego złe moce zniknęły, gdy staną oko w oko z Izraelem.

Rabiniczne opinie na temat Balaama różnią się, ponieważ sytuacja opisana w naszej części Tory jest dynamiczna i rozwija się. Nasza parsza opowiada historię upadłego proroka, człowieka obdarzonego niegdyś Boską mądrością, który stał się naszym wrogiem i wrogiem samego Boga. Nasi mędrcy mówią w Midraszu, że Balaam został napełniony duchem proroczym (ruach ha-kodesz), ale kiedy połączył się z Balakiem, opuścił go i stał się zwykłym magikiem. W tym świetle cud przemawiającego do niego osła miałby następujące znaczenie: symbolizowałby upadek jego zdolności proroczych, a tym samym upadek i porażkę niegdyś znakomitego, oświeconego człowieka, który stał się zawzięty i zaślepiony w swoich intencjach, działaniach i tym samym stracił swoje wybitne, nadprzyrodzone zdolności. Istotnie, to osioł uświadomił mu niezgodność jego intencji z wolą Bożą. Co może być bardziej dobitne, co może być bardziej krzykliwe dla proroka niż to?

Jednak w przypadku Balaama zadziałało to tylko częściowo i tymczasowo. Po tym, jak trzykrotnie uderzył osła i sprawił, że on przemówił do niego ludzkim głosem, Wiekuisty otworzył mu oczy:

Wtedy otworzył Wiekuisty oczy Balaama i zobaczył on anioła Wiekuistego, stojącego na drodze z obnażonym mieczem w ręku. Ukląkł więc i oddał pokłon twarzą do ziemi. (Lb 22:31)

Ale Balaam kontynuuje swoją podróż z zamiarem przeklęcia Izraela, co wedle zachowania anioła, wydaje się być legitymizowane przez samego Boga, który tymczasowo zmienia jego serce i sprawia, że jego usta błogosławią Izraelowi, zamiast go przeklinać. Wydaje się jednak, że sytuacja staje się coraz trudniejsza. Kiedy po raz trzeci Balaam próbuje przekląć Izrael, Bóg intensyfikuje swoją obecność w świecie, tak że sam Duch Boży (ruach Elohim) zstępuje na niego:

Gdy więc podniósł oczy i zobaczył Izraela rozłożonego obozem według swoich pokoleń, ogarnął go Duch Boży (Lb 24:2)

Co jest rzadkim zjawiskiem, które zdarza się w Torze tylko trzy razy poza naszą paraszą: przed stworzeniem świata (Rdz 1:2), kiedy Józef interpretuje sny faraona (Rdz 41:38) i kiedy Bóg obdarza nim Becalela by ten zaprojektał i zbudował Miszkan (Wj 31:3 i 35:31). Ale to w niczym nie pomaga. Nie słyszymy o Balaamie aż do Księgi Liczb 31, kiedy zostaje zabity przez Izraelitów i kiedy ujawniony zostaje jego ostatni spisek przeciwko nim (Lb 31:8-16)

Jakie znaczenie może mieć ta historia dla nas dzisiaj? Uważam, że z tego, co powiedziałem powyżej, można wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze, nawet inteligentni i oświeceni ludzie mogą stać się naszymi wrogami, nawet zażartymi wrogami. Tak więc inteligencja i edukacja nie są 100% szczepionką przeciwko antysemityzmowi i nienawiści. Historia świata tego przykłady: istnieli wielcy luminarze, którzy byli antysemitami lub stanęli po stronie antysemitów (jak Wolter, Dostojewski, Martin Heidegger czy rumuński religioznawca Mircea Eliade). Po drugie, powinniśmy być ostrożni w kontaktach z ludźmi, którzy swoje interesy przedkładają ponad swoje wartości: w tym przypadku wszystko może się odwrócić, a nasi „przyjaciele” mogą natychmiast zamienić się we wrogów. Z tego powodu powinniśmy raczej szukać przyjaciół wśród ludzi, którzy podzielają podobne do naszych wartości, lub przynajmniej powinniśmy znać ich tablicę wartości i wiedzieć, że naprawdę ją szanują. I po trzecie, chociaż powinniśmy cierpliwie pracować nad naszymi relacjami z innymi narodami i ich przywódcami, powinniśmy być świadomi wiatrów historii i powinniśmy być świadomi względnej kruchości wszelkich relacji między ludźmi różnych narodów, kultur i wyznań. Jeśli nawet sam Bóg zwątpił w Balaama, to tym bardziej nasza moc jest w tej sprawie ograniczona. Dlatego też musimy wspierać nasze państwo – Izrael. To nasz dom, w którym nie musimy polegać na nikim innym niż na nas samych, bez względu na to, co dzieje się w reszcie świata i bez względu na to, co świat myśli o Izraelu.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

To Share the Sparks of Divine Wisdom

To Share the Sparks of Divine Wisdom

Thoughts on Parashat Beha’alotecha

 Menachem Mirski

When we look around at the life of our society, we often wonder why these or those problems and injustices take place. We find answers here and there, in the media, in the scientific literature, or in the opinions of other people. These answers are true to varying degrees. There are those that include deep and complicated analyses – they are usually presented by scientists, philosophers etc. There are plenty of simple or superficial answers to these problems – these are usually presented by politicians. The criterion of their truthfulness, however, is basically one: their practical effectiveness – whether they help to remove the problems they speak about or not.

This week’s Torah portion speaks about this kind of social problem: we have a story of Israelites complaining that they have no meat to eat. (Numbers 11:4-15) This complaint causes the Divine wrath, which is, however, stopped (temporarily) by Moses. But let’s pause here and analyze this part of the story in a bit greater depth. Midrash Sifre explains that the demand for meat could be a cause for God’s vexation, however, not for the fact that the Israelities indeed lacked meat, but for the fact they did not lack it while wandering through the desert. The Torah tells us that they left Egypt with great flocks of sheep and herds of cattle:

…A mixed multitude went up with them, and very much livestock, both flocks and herds.
(Exodus 12:38).

They had not consumed them all in the desert. Surely they ate some, but the herds increased during 40 years of wandering – when they were about to enter the land we are told that:

The Reubenites and the Gadites owned cattle in very great numbers.
(Numbers 32:1)

Thus, it was not the complete lack of meat that made the Israelities complaining. But it is possible that these two tribes – Reubenites and Gadites – had more, or even much more livestock than the 10 remaining tribes. If that was the case, then it would mean that only some of the Israelites lacked meat to eat and only some of them complained. There are two other hints regarding this matter in our parasha. First, Moses, when speaking with God, confirms, that they indeed had livestock:

Could enough flocks and herds be slaughtered to suffice them? Or could all the fish of the sea be gathered for them to suffice them?” (Numbers 11:22)

But at the same time the way Moses speaks about it suggests that there was some gluttonous desire an insatiability involved here, which is completely in line with what we find in the verse 11:4:

The riffraff in their midst felt a gluttonous craving; and then the Israelites wept and said, If only we had meat to eat! (Numbers 11:4).

Thus, what is really going on here is that the group of people called in Hebrew ha’aspesuf, which can be translated as the riffraff, rabble or mob is frustrated and expresses a gluttonous craving: the Hebrew hit’avu ta’ava can be translated as they coveted with lust. Why did they desire the meat so lustfully? Because they were hungry? Not necessarily. It’s possible that they complained because others had meat and they didn’t. This reading is confirmed by Ramban, who says that the wealthier ones had meat in the desert all the time. Some people tend to view the Israelites wandering through the desert as some sort of “equally disadvantaged” group of people who just left the country where they were all “equally oppressed.” In fact, there is neither textual, nor common-sense evidence that this view is correct. It seems that even in Egypt there was disparity between the Israelites, both in the matter of wealth and social status – if they even existed in Auschwitz (as described in P. Levi or J. Amery writings for example), why should they not exist in Egypt, in place where, despite slavery and the terrible living conditions, our ancestors could survive, had families and were able to meet their needs. They all left Egypt with what they had, some had more and some had less. Then, while encamping in the desert, some were frugal and resourceful, and some others were lazy or wasteful, as people normally are.

Therefore, it seems that the Divine wrath that followed their complaints was not an irritation of a Deity who has anger management issues and finds pleasure in torturing the poor, disadvantaged people. It seems that this Divine anger was a common form of spiritual unrest that stemmed from more complex social phenomena: frustration, gluttony, greed, lack of spiritual discipline and perhaps some general, unjust social divisions among the Israelite tribes.

Poverty isn’t good but it is not poverty itself that causes unrest, hatred and violence. There are plenty of poor and disadvantaged societies in the world where the crime rate is not higher than in our affluent, Western societies. It is the relative poverty that causes all of that; it is the situation in which some people lack perspectives to grow, to obtain better social status, while seeing others doing well and constantly moving up in the social hierarchy. This happens, on a smaller or larger scale, in every human society. But the reasons it happens are not purely ‘systemic’; it is not only due to the fact how the society is organized. There are plenty of equally valid reasons for which unrest and injustices happen: educational, cultural and spiritual. It really matters what people are being taught in our societies: whether they are taught frugality and (spiritual) discipline, or entitlement, wastefulness and balagan are being tolerated or even rewarded. It really matters whether we really teach social solidarity and sensitivity towards the needs of others, or these are all just phony upper class gestures made to feel morally better and to appease ‘the mob’.

Therefore, given the complexity of the problem, ein la’davar sof – there is no end in the strivings for justice in our societies. We all should be actively involved in it. God, in His response to Moses’ intercession for the Israelites singles out seventy elders whom He bestows with His Divine spirit. It was all done to heal the Israelite community and to teach them self-control, mindfulness and to fill them with spiritual strength, joy and hope. All these things matter enormously and they cannot be brought or changed ‘systemically’. It is a spiritual duty of every human individual: everyone of us should share the spark of the Divine wisdom he or she obtained. The work towards justice and peace is to a large extent on us, common people: we have to teach each other and learn from each other as much as we can.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Dzielić się iskrami Boskiej mądrości

Dzielić się iskrami Boskiej mądrości

Refleksja nad paraszą Beha’alotecha

Menachem Mirski

Patrząc wokół, na życie naszych społeczeństw, często zastanawiamy się dlaczego takie lub inne problemy i niesprawiedliwości mają miejsce. Potem znajdujemy odpowiedzi, tu i tam, w mediach, literaturze naukowej czy też w opiniach innych ludzi. Odpowiedzi te są w różnym stopniu prawdziwe; są wśród nich głębokie i skomplikowane analizy, zwykle przedstawiane przez specjalistów od nauk społecznych, filozofów, są też wśród nich odpowiedzi proste i powierzchowne – te zazwyczaj są prezentowane przez polityków. Kryterium ich prawdziwości jest jednak zasadniczo jedno: czy są one praktycznie skuteczne, a więc czy pomagają usunąć problemy o których mówią, czy nie.

W porcji Tory na ten tydzień spotykamy się z tego rodzaju społecznym problemem: mamy historię o Izraelitach narzekających na fakt, iż brakuje im mięsa do jedzenia. (Liczb 11:4-15) Te narzekania sprowadzają na Izraelitów Boski gniew, który zostaje jednak powstrzymany (tymczasowo) przez Mojżesza. Ale zatrzymajmy się tutaj i przeanalizujmy tę część owej historii bardziej dogłębnie. Midrasz Sifre wyjaśnia, że pożądanie mięsa mogło być przyczyną gniewu Boga, jednak nie z powodu tego, że Izraelitom rzeczywiście brakowało mięsa, ale z tego raczej powodu, że nie brakowało im go raczej podczas wędrówki po pustyni. Tora mówi nam, że opuścili oni Egipt z wielkimi stadami owiec i stadami bydła:

Także wielkie mnóstwo cudzoziemców wyruszyło z nimi, nadto owce i woły, i olbrzymi dobytek. (Exodus 12:38).

Nie skonsumowali też wszystkich swoich “mięsnych zasobów” na pustyni, bowiem gdy wkraczają do Erec Israel, Tora informuje nas, że:

Rubenici i Gadyci posiadali liczne i bardzo duże stada. Gdy ujrzeli krainę Jezer i Gilead, uznali, że ta okolica nadaje się bardzo do hodowli bydła.
(Liczb 32:1)

A zatem to nie całkowity brak mięsa sprawił, że Izraelici narzekali. Jest jednak możliwe, że owe dwa plemiona – Rubenici i Gadyci – miały więcej, a nawet znacznie więcej zwierząt gospodarskich niż 10 pozostałych plemion. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że tylko niektórym Izraelitom brakowało mięsa, i tylko niektórzy narzekali. W naszej paraszy są jeszcze dwie inne wskazówki dotyczące tej sprawy. Po pierwsze, Mojżesz, rozmawiając z Bogiem, potwierdza, że rzeczywiście mieli trzody:

Gdyby się zabiło dla nich wszystkie owce i woły, czyżby to wystarczyło? Albo gdyby się wszystkie ryby morskie złowiło, czyż będzie im dosyć? (Liczb 11:22)

Ale jednocześnie sposób, w jaki Mojżesz o tym mówi, sugeruje, że mamy tu do czynienia z jakimś żarłocznym pragnieniem i nienasyceniem, co jest całkowicie zgodne z tym, co znajdujemy w wersecie 11:4:

Tłum pospolitego ludu, który był wśród nich, ogarnęła żądza. Izraelici również zaczęli płakać, mówiąc: «Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? (Liczb 11:4).

W rzeczywistości mamy tu więc do czynienia z sytuacją, w której grupa ludzi określana hebrajskim ha’aspesuf, co można przetłumaczyć jako pospólstwo, gawiedź czy po prostu motłoch jest sfrustrowana i wyraża żarłoczne pragnienia: hebrajskie hit’avu ta’ava można przetłumaczyć pragnęli z pasją lub bardziej pragnęli z żądzą. Dlaczego tak namiętnie pragnęli tego mięsa? Ponieważ byli głodni? Niekoniecznie. Możliwe, że przyczyną narzekań i zrzędzenia był fakt, że inni jedli mięso, a oni nie. Taką interpretację potwierdzałyby słowa Rambana, który mówi, że bogaci przez cały czas jedli mięso na pustyni. Niektórzy ludzie mają skłonność do postrzegania Izraelitów wędrujących przez pustynię jako pewnego rodzaju „równie pokrzywdzonej” grupy ludzi, którzy właśnie opuścili kraj, w którym wszyscy byli „jednakowo uciskani”. W rzeczywistości nie ma ani tekstowych, ani zdroworozsądkowych dowodów na to, że taki pogląd jest poprawny. Wydaje się, że nawet w Egipcie istniały różnice między Izraelitami, zarówno w kwestii zamożności, jak i statusu społecznego – skoro istniały one nawet w Auschwitz, to dlaczego nie miałyby istnieć w Egipcie, w którym, mimo niewoli i fatalnych warunków życia, nasi przodkowie mogli przetrwać, mieć rodziny i być w stanie zaspokoić ich potrzeby. Wszyscy opuścili Egipt z tym, co mieli, niektórzy mieli więcej, a niektórzy mniej. Potem, podczas obozowania na pustyni, niektórzy byli oszczędni i zaradni, inni zaś leniwi i rozrzutni – czyli po prostu, jak zwyczajni ludzie.

Zatem wydaje się, że Boski gniew, który był skutkiem ich skarg, nie był irytacją jakiego Bóstwa, które nie radzi sobie ze swoją skłonnością do gniewu i znajduje przyjemność w torturowaniu biednych, pokrzywdzonych ludzi. Wydaje się, że ów Boski gniew był powszechnym, duchowym niepokojem, który wynikał z bardziej złożonych zjawisk społecznych: frustracji, obżarstwa, chciwości, braku duchowej dyscypliny i być może jakichś ogólnych, niesprawiedliwych podziałów społecznych między plemionami izraelskimi.

Bieda nie jest niczym dobrym, ale ubóstwo samo w sobie nie powoduje społecznych niepokojów, nienawiść i przemoc. Na świecie jest wiele biednych, znajdujących się w niekorzystnej sytuacji społeczeństw, w których wskaźnik przestępczości nie jest wyższy niż w naszych zamożnych społeczeństwach zachodnich. To tzw. względne ubóstwo jest przyczyną tego wszystkiego; jest to sytuacja, w której niektórym ludziom brakuje perspektyw rozwoju, uzyskania lepszego statusu społecznego, podczas gdy jednocześnie widzą oni, jak inni dobrze sobie radzą i nieustannie pną się w górę w hierarchii społecznej. Dzieje się to na mniejszą lub większą skalę w każdym społeczeństwie ludzkim. Ale powody, dla których tak się dzieje, nie są wyłącznie „systemowe”; nie wynikają jedynie ze tego w jaki sposób zorganizowane jest społeczeństwo. Istnieje wiele innych, równie ważnych powodów niepokojów, niesprawiedliwości i wzajemnej wrogości: edukacyjne, kulturowe i duchowe. Naprawdę ważne jest, czego uczy się ludzi w naszych społeczeństwach: czy uczy się ich oszczędności i (duchowej) dyscypliny, czy może roszczeniowość, marnotrawstwo i bałagan są nie tylko tolerowane, lecz wręcz nagradzane. Naprawdę ma znaczenie, czy naprawdę uczymy solidarności społecznej i wrażliwości na potrzeby innych, czy też są to tylko fałszywe gesty klasy wyższej, czynione wyłącznie dla poczucia się moralne lepszym oraz po to, by uspokoić „motłoch”.

Dlatego biorąc pod uwagę złożoność problemu, dążenie do sprawiedliwości w naszych społeczeństwach nie ma końca. Wszyscy powinniśmy się w to aktywnie zaangażować. Bóg w swojej odpowiedzi na wstawiennictwo Mojżesza za Izraelitami wybiera siedemdziesięciu starszych, których obdarza swoim Boskim duchem, obecnością, szechiną. Wszystko to miało na celu uzdrowienie społeczności izraelskiej i nauczenie ich samokontroli, roztropności i napełnienie ich duchową siłą, radością i nadzieją. Wszystkie te rzeczy mają ogromne znaczenie i nie można ich wprowadzać ani zmieniać „systemowo”. Praca nad tym jest duchowym obowiązkiem każdego człowieka: każdy z nas powinien dzielić się iskrą Boskiej mądrości, którą uzyskał. Praca na rzecz sprawiedliwości i pokoju w dużej mierze spoczywa na nas, zwykłych ludziach: musimy uczyć się nawzajem i uczyć się od siebie tak dużo, jak tylko jesteśmy w stanie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

On “moral superiority”

On “moral superiority”

Thoughts on Parashat Nasso

Menachem Mirski

Why do people need religion and what is it for? From the traditional, moral perspective the main goal of religion is to provide individuals with the fundamental distinction between good and evil, and to teach them what is right and what is wrong. Another goal of religion is to unite social life (religious rituals serve that purpose very well) and to bring peace between people. From the existential perspective, religion is supposed to give us a general and coherent vision of the world as something integrated and meaningful, which is essential in the process of giving life meaning / discovering this meaning.

This week’s Torah portion contains laws that apply to all of the above-mentioned aspects of human life. Of particular interest are the laws relating to the ancient practice of 'spiritual purification’ known as the Nazirite. In short, the man who vowed to be a nazir is subject to three restrictions: (1) he must abstain from wine, (2) he must allow his hair to grow, (3) he must not become ritually impure (tame) through contact with a corpse. The law of the Nazir as well as the idea itself was, of course, a subject of an extensive rabbinical debate. For the sake of this d’var Torah, this debate can be best summarized by quoting the following passage from Talmud:

Said Samuel: Whoever indulges in fasting is dubbed a sinner: this is in accordance with the view of Rabbi Eliezer Hakapar Berebi who stated: What is the meaning of the verse states “And he will atone for him for that he sinned by the soul [nefesh]” (Numbers 6:11). But with what soul did this nazirite sin? Rather, the nazirite sinned by the distress he caused himself when he abstained from wine. […] And if this nazirite, who distressed himself by abstaining only from wine, is called a sinner, all the more so, does this apply to the person who denies himself the enjoyment of the other pleasures of life?!

Conversely, Rabbi Elazar says: One who accepts a fast upon himself is called sacred, as it is stated: “He shall be sacred, he shall let the locks of the hair of his head grow long” (Numbers 6:5). And if this nazirite, who distressed himself by abstaining from only one matter, wine, is nevertheless called sacred, how much more does this apply to the man who denied himself enjoyment of other things? (Ta’anit 11a)

We have two opposing views expressed here on denying ourselves the pleasures of life, forms of asceticism or mortification: One view is that it is a sin to deny the joys of life because it is against the will of God who called us to live and enjoy our lives. The further we go along this path, the worse it gets for us, because the more we negate the purpose and essence of our existence. The opposite view looks suspiciously at these 'pleasures of life’ (to quote Maimonides: …for [wine] has killed the many and the mighty) and sees their limitation as a path to holiness: the further we go along this path, the better for us, because it leads us to holiness.

Both views are biblically grounded, although the Torah in Her wisdom does not explicitly express either of them. This is because the situation is too complex and essentially depends on many circumstances. It seems that the Nazirite, as well as other forms of self-depreciation, were perceived as right if they had a specific goal: to regain control over their impulses and desires. In this context, it is understandable why a person swearing a nazireate acquires a status similar to that of kohanim, being at the same time seen as a sinner who must repent for his sins. Thus, the purpose of the Nazirite was to spiritually ennoble and strengthen a human individual; all the practices of renouncing pleasures served this purpose and were not considered ends themselves.

To see them as such would be wrong, and hence rabbinical opposition on this issue. It also seems that our Sages wanted to protect us from one more thing: haughtiness, arrogance, self-righteousness and the sense of (moral) superiority that may come from spiritual practices. In every time, society and on both sides of the political spectrum we find people who, often not fully coping with their own lives, have made the limitations they put themselves into a virtue. This, in turn, often makes them want to impose these restrictions on others as well: due to their simplistic worldview they see themselves as „morally better” and fail to notice that others may simply not need these restrictions. This fact irritates them, it only enhances their presumptuousness and sense of mission among those whom they perceive as „unenlightened” or „culturally inferior” (although they would never openly admit that they see others this way) This mechanism of moral self-exaltation serves no one, especially when these „morally superior” people have lost touch with reality and the experience of common people through piling up these „ennobling limitations” they impose on themselves.

The world rests on three principles: on justice (din), on truth (emet) and on peace (shalom). (Pirke Awot 1:18). Moral self-exaltation does not serve justice, because self-righteous, arrogant people see reality usually in a very subjective way, almost exclusively through the prism of their own experiences and their ideology, and thus they are incapable of proper judgment of nuanced reality. Self-exaltation does not serve the truth either, because it destroys the possibility of real dialogue and shuts down public debate, so much needed in our times. Thus, it also does not serve peace, because by doing all this, it only divides people into „these and those”, instead of uniting them. So let’s not be like them.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

O “moralnej wyższości”

O “moralnej wyższości”

Refleksja nad paraszą Naso

Menachem Mirski

Po co ludziom religia i do czego ona służy? W tradycyjnym, moralnym wymiarze tego zagadnienia celem religii jest dostarczenie indywiduom fundamentalnego rozróżnienia pomiędzy tym co dobre i złe, ucząc przy tym tego co jest słuszne i niesłuszne. Innym, społecznym celem religii jest spajanie życia społecznego, czemu służą m.in. religijne rytuały oraz zaprowadzenie pokoju między ludźmi. Z perspektywy egzystencjalnej natomiast, religia ma spajać ludzką wizję świata, jako zintegrowanego i mającego sens, co jest rzeczą niezbędną w procesie odkrywania sensu w życiu / nadawania mu sensu.

Porcja Tory na ten tydzień zawiera przepisy religijnego prawa odnoszące się do wszystkich wyżej wymienionych aspektów ludzkiego życia. Szczególnie interesującymi są prawa dotyczące starożytnej praktyki ‘duchowego oczyszczenia’ zwanej nazireatem. Zwięźle rzecz ujmując, człowiek, który ślubował nazireat, podlega trzem ograniczeniom: (1) musi powstrzymać się od wina, (2) nie może obcinać swoich włosów, (3) nie może stać się rytualnie nieczysty (hebr. tame) poprzez kontakt ze zwłokami. Prawa nazireatu, a także sama idea były oczywiście przedmiotem obszernej rabinicznej dyskusji. Na potrzeby niniejszej d’var Tora najlepiej podsumować tę debatę cytując następujący fragment z Talmudu:

Powiedział Szmuel: Każdy, kto oddaje się postowi, nazywany jest grzesznikiem: jest to zgodne z poglądem rabina Eliezera Hakapara Berebiego który nauczał: Jakie jest znaczenie tego wersetu: „I oczyści go (kapłan) od tego czym zgrzeszył przez duszę /zmarłego [ha’nefesz] ”(Lb 6:11). Przez jaką duszą zgrzeszył ten nazirejczyk? Nazirejczyk ten zgrzeszył raczej przez udrękę, którą sobie wyrządził, powstrzymując się od picia wina. […] A jeśli ten nazirejczyk, który udręczał się powstrzymując się tylko od wina, nazywany jest grzesznikiem, to ileż bardziej odnosi się to do osoby, która odmawia sobie korzystania z innych przyjemności życia?!

Rabin Elazar natomiast mówi: Ten, który pości nazywany jest świętym, jest bowiem napisane: „uświęconym być winien, splatając rozpuszczone włosy głowy  swojej” (Lb 6: 5). Tak więc jeśli nazirejczyk, który udręczał się powstrzymywaniem się od tylko jednej sprawy – wina – jest mimo wszystko nazywany świętym, o ileż bardziej odnosi się to do człowieka, który odmawia sobie innych przyjemności? (Ta’anit 11a)

Mamy tutaj dwa przeciwstawne poglądy w kwestii odmawiania sobie przyjemności życia, tudzież form ascezy czy umartwiania się: Jeden pogląd głosi, iż wyrzekanie się przyjemności życia jest grzechem, bowiem stanowi sprzeciw wobec woli Boga, który powołał nas do życia i czerpania z niego przyjemności. Im dalej idziemy tą drogą, tym dla nas gorzej, bowiem tym bardziej negujemy cel i esencję naszego istnienia. Przeciwny pogląd natomiast patrzy podejrzliwie na owe ‘przyjemności życia’ (cytując Majmonidesa: … bo [wino] zabiło wielu i zabiło potężnych) i widzi ich ograniczaniu drogę do świętości. Im dalej idziemy tą drogą, tym lepiej dla nas, bowiem prowadzi to nas do świętości.

Oba poglądy są ugruntowane biblijnie, choć Tora w swej mądrości nie wyraża explicite żadnego z nich. Jest tak, bowiem sytuacja jest zbyt złożona i zasadniczo zależna od okoliczności. Wiele wskazuje na to, że nazireat, jak i inne formy samo-deprecjonowania się były postrzegane jako słuszne jeśli przyświecał im określony cel, którym było odzyskanie kontroli nad swoimi impulsami i pragnieniami. W tym kontekście jest zrozumiałym dlaczego osoba ślubująca nazireat jednocześnie zyskuje status podobny do statusu kohena i postrzegana jest zarazem jako grzesznik, który musi złożyć ofiary za swoje przewinienia. Celem więc nazireatu było uszlachetnienie i duchowe wzmocnienie jednostki ludzkiej, a owe praktyki wyrzekania się przyjemności temu celowi służyły i nie były uznawane za cele same w sobie.

Postrzeganie owych praktyk jako stanowiących cel sam w sobie byłoby czymś niewłaściwym i stąd rabiniczna opozycja w tej kwestii. Wydaje się też, że w owej opozycji nasi Mędrcy chcieli nas uchronić przed jeszcze jedną rzeczą: wyniosłością, zarozumiałością, zadufaniem w sobie i poczuciem wyższości czy “lepszości”, które niekiedy z tego wypływają. W każdej epoce, środowisku i po obu stronach politycznego spektrum znajdziemy osoby, które, często nie do końca radząc sobie z własnym życiem, uczyniły sobie cnotę ze stawiania sobie ograniczeń. To często sprawia, że chcą stawiać owe ograniczenia także innym, bowiem w swojej uproszczonej wizji świata postrzegają siebie jako “moralnie lepszych” i nie dostrzegają, że inni mogą tych ograniczeń zwyczajnie nie potrzebować. Ten fakt ich irytuje,  potęguje tylko ich zarozumiałość i poczucie misji wśród tych, których postrzegają jako “nieoświeconych” czy “niższych kulturowo” (choć oczywiście sami, otwarcie, nigdy by nie przyznali, że tak innych postrzegają). Ten mechanizm moralnego samo wywyższania nikomu nie służy, zwłaszcza gdy owi “moralnie lepsi” stracili kontakt z doświadczeniem zwykłych ludzi, i w ogóle rzeczywistością jako taką, poprzez nadmiernie stawianie sobie “uszlachetniających ludzkość ograniczeń”.

Świat spoczywa na trzech zasadach: sprawiedliwości (din), prawdzie (emet) i pokoju (szalom) (Pirke Awot 1:18). Moralne samo wywyższanie się nie służy sprawiedliwości, bo zadufani w sobie ludzie widzą rzeczywistość w sposób bardzo zsubiektywizowany, niemal wyłącznie przez pryzmat własnych doświadczeń i ideologii, i nie są zdolni właściwego osądu pełnej niuansów rzeczywistości. Samo-wywyższanie się nie służy też prawdzie, bowiem unicestwia możliwość realnego dialogu i zamyka publiczną debatę, tak bardzo potrzebną w naszych czasach. Tym samym nie służy też pokojowi, bo czyniąc to wszystko, dzieli wyłącznie ludzi na “tych i owych”, zamiast ludzi jednoczyć. Nie bądźmy więc jak oni.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Bemidbar

To do God’s work before He does it

Thoughts on parashat Bemidbar

 Menachem Mirski 

Life sometimes puts us in difficult and complicated situations, in which we say to ourselves „it will be ok”, and then it turns out that what we feared the most becomes reality. It also happens that we are filled with enormous optimism in these difficult situations, which makes us only see what is positive and we do not even let ourselves think that it may happen otherwise. Our disappointment is then much greater. Then, after the fact, we hold ourselves accountable and sometimes find that we didn’t do everything we could to prevent the situation, that we could have been more foresight, circumspect and done more.

Our portion of Torah for this week starts with words that seem to have nothing to do with what I wrote above:

 On the first day of the second month, in the second year following the exodus from the land of Egypt, the LORD spoke to Moses in the wilderness of Sinai, in the Tent of Meeting, saying: Take a census of the whole Israelite community by the clans of its ancestral houses, listing the names, every male, head by head. You and Aaron shall record them by their groups, from the age of twenty years up, all those in Israel who are able to bear arms. Associated with you shall be a man from each tribe, each one the head of his ancestral house. (Numbers 1:1-4)

God commands Moses to count the tribes of Israel in order to determine the number of men able to go forth in the army into battle, in order to conquer Eretz Israel.  We may ask: why does (all-knowing) God need this number, does He not know it? The answer to that question is: He doesn’t need that number. Moses, the other leaders of Israel, and the people of Israel themselves need it to plan and accomplish this conquest. They need it, because from the moment of leaving Egypt, divine protection and intervention are gradually diminishing. Only the first battle, with the Egyptians, was fought for Israel by God himself, with his own hands, which included sinking the Egyptian armies into the sea. The next battle, fought with the Amalekites immediately after the exodus from Egypt (Ex 17: 8-16), was fought by the Israelites themselves. The relationship between the Chosen People and the Eternal One is consolidated then in a form of partnership, not as a complete dependence on God.

As Nahmanides, following the sages, put it, we must never rely on miracles but must take all necessary preparations for meeting the enemy. Similarly, in our individual life, when we struggle with the challenges that are thrown at us: we must be constantly able to estimate what depends on us, what is in our power and what, consequently, belongs to our duties, which we should not burden the Eternal or other people. Then we should do all that is within our power to face evil or danger. Because of our unique relationship with the Eternal, miracles will (probably) happen (which we observed even in our not very distant history). If they happen, it will be an additional gift for us, a reward for our wisdom and readiness to act –  a gift that will bring us relief, happiness and restore peace between the people.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA