Bemidbar

Wykonać Boską pracę zanim On ją wykona

Refleksja nad paraszą Bemidbar

Menachem Mirski

Życie stawia nas czasem w trudnych i skomplikowanych sytuacjach, w których mówimy do siebie “jakoś to będzie”, po czym okazuje się, że rzeczywistością staje się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Czasem jest też tak, że jesteśmy w tych trudnych przepełnieni optymizmem, przez co dostrzegamy tylko to, co pozytywne i wręcz nie dopuszczamy do siebie myśli, że może wydarzyć się inaczej. Nasze rozczarowanie jest wtedy dużo większe. Wówczas, po fakcie, rozliczamy samych siebie i czasem stwierdzamy, że nie zrobiliśmy wszystkiego by owej sytuacji zapobiec, że mogliśmy być bardziej przewidujący i zrobić więcej.

Nasza porcja Tory na ten tydzień rozpoczyna się od słów, które wydają się nie mieć nic wspólnego z tym, co napisałem powyżej:

Dnia pierwszego drugiego miesiąca, w drugim roku po wyjściu z Egiptu, tymi słowami przemówił Pan do Mojżesza na pustyni Synaj w Namiocie Spotkania: Dokonajcie obliczenia całego zgromadzenia Izraelitów według szczepów i rodów, licząc według głów imiona wszystkich mężczyzn. Ty i Aaron dokonajcie spisu wszystkich Izraelitów zdolnych do walki od lat dwudziestu wzwyż, według ich zastępów. Z każdego pokolenia winien wam towarzyszyć mąż, głowa rodu. (Liczb 1:1-4)

Bóg nakazuje Mojżeszowi policzyć plemiona Izraelskie w celu określenia ilości mężczyzn zdolnych do sformowania wojska i wyruszenia w bitwy, aby podbić Erec Israel. Możemy zapytać: dlaczego (wszechwiedzący) Bóg potrzebuje tej liczby, czyżby jej nie znał? Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: On tej liczby nie potrzebuje. Potrzebuje jej Mojżesz, inni liderzy Izraela i lud Izraela jako taki, żeby zaplanować i dokonać owego podboju. Potrzebują tego, bowiem od momentu wyjścia z Egiptu boska protekcja i interwencja ulega stopniowemu zmniejszeniu. Jedynie pierwszą bitwę, z Egipcjanami, Bóg sam stoczył dla Izraela, własnymi rękami, zatapiając egipskie wojska w morzu.  Następna bitwa, stoczona z Amalekitami zaraz po wyjściu z Egiptu (Wj 17:8-16) stoczona była już przez Izraelitów, Bóg jedynie pomógł im ją wygrać. W takiej też postaci – relacji partnerstwa, nie zaś kompletnej zależności od Boga – zostaje utrwalona relacja ludu wybranego z Wiekuistym.

Jak ujął to, idąc za mędrcami, Nachmanides nigdy nie powinniśmy zakładać, że wydarzą się cuda; musimy zawsze poczynić wszelkie niezbędne przygotowania, aby realnie móc się zmierzyć z wrogiem. Podobnie w naszym indywidualnym życiu, w naszych zmaganiach z rzucanymi nam wyzwaniami: musimy być stale zdolni oszacować co jest od nas zależne, co jest w naszej mocy i co, w konsekwencji, należy do naszych obowiązków, czym nie powinniśmy obarczać Wiekuistego, ani też innych ludzi. Wtedy powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby stawić czoła złu lub niebezpieczeństwu. Z powodu naszej wyjątkowej relacji z Wiekuistym, cuda się (prawdopodobnie) wydarzą (co mieliśmy okazję zaobserwować w naszej nawet nieodległej historii). Jeśli się one wydarzą, będzie to dla nas dodatkowy dar, który będzie nagrodą za naszą mądrość i gotowość do działania, dar który przyniesie nam ulgę, przywróci szczęście oraz pokój między ludźmi.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Behar-Bechukotai

Remembrance, bond and blessing

Thoughts on parashat Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

Difficult times come cyclically in our lives. One of such experiences is the death of a loved one. We feel powerless then, because we cannot bring anyone back to life. The closer this person was to us, the closer that persons’ „spiritual presence” later in our life – the more our consciousness is preoccupied with this person. This state of mind prompts us to reflect in various ways: we analyze the objective reasons that caused that person’s departure; we analyze our own actions, potential negligence on our part that could have an impact on the course of things – that is, we examine our conscience. The subject of our reflections is, of course, that very person: his/her life decisions, actions, mistakes and achievements, and our assessment of all this and our role in it.

This week’s Torah portion takes this topic from a specific angle – from the perspective of people’s collective, intergenerational responsibility for the reality that future generations inherit:

Those of you who survive shall be heartsick over their iniquity in the land of your enemies; more, they shall be heartsick over the iniquities of their fathers; and they shall confess their iniquity and the iniquity of their fathers, in that they trespassed against Me, yea, were hostile to Me. When I, in turn, have been hostile to them and have removed them into the land of their enemies, then at last shall their obdurate heart humble itself, and they shall atone for their iniquity. (Leviticus 26:39-41)

The Torah language is quite harsh here. This is because the Torah speaks of the foretold, tragic situation of Israel, which as a result of disobedience to God’s Law suffered all sorts of misfortunes: plagues, diseases, wars, and ultimately expulsion from the Promised Land. However, I believe that there is a more abstract idea behind these words: we are the heirs of our ancestors in every dimension. Not only of our immediate ancestors, but also the ancestors of our human society in the national dimension. Our starting position in life is determined by the life position of our parents at the time we were born. Their position was determined by the multitude of decisions they made over the years, but also by the social reality in which they lived (this was determined by the decisions and fate of the entire community, nation, etc.) and by the life position of their parents at the moment they were born, and so on.

Thus, we live in a world that is the aftermath of the decisions and actions of our parents, grandparents, great-grandparents, etc. The boundaries of what we can do here and now are therefore determined not only by the freedoms of other people who live in our society, but also by the decisions and actions of our ancestors, because they, to a large extent, decided about the shape of the world that we came to live in. These are the boundaries of our freedom in its social and practical dimension – our freedom is limited by a number of human factors independent of us. Nevertheless, if we understand our freedom in a metaphysical way – i.e. we choose to believe that we have an inherent, ‘essential freedom’, that is not dependent on our current diagnosis of what is practically achievable for us at the moment (which always contains arbitrary or even blatantly false elements), then many of these practical or social limitations cease to exist. The only factors that will then limit our freedom will be our finite time/space limited nature and our imagination. Then various prospects of a profound transformation or renewal of our life / restoration of our relationship with the Eternal open up before us:

Then will I remember My covenant with Jacob; I will remember also My covenant with Isaac, and also My covenant with Abraham; and I will remember the land. (Leviticus 26:42)

God renews His covenant with us because of the just deeds of our ancestors. Then – everything is (again) possible, because what once has become a fact can certainly be repeated. However, to make everything renewed and possible again, two fundamental conditions must be met: First, we must be able to detach our mind from what is here and now, and to challenge our diagnosis of what is within the limits of what is possible. Second: we must make a thorough account of the merits and faults of our ancestors and ourselves. The memory of all this must be permanent – it must remain with us forever. The deeper it all sticks to us, the better for us, because we constantly learn from this. The more deep is the spiritual presence of our ancestors in our lives, the better for us. Our religion is basically all about them: about bringing them closer to us, about creating and maintaining a strong intergenerational bond. If this deep bond exists, then all that our ancestors did or experienced – both good and bad – will be a blessing to us.

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

Behar-Bechukotai

Pamięć, więź i błogosławieństwo

Refleksja nad paraszą Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia. Im bliższa ta osoba dla nas była, tym bliższa jest jej “duchowa obecność” w naszym życiu po jej odejściu – tym bardziej jest nasza świadomość zaabsorbowana tą osobą i pamięcią o niej. Ten stan umysłu skłania nas do rozmaitych refleksji: do analizy obiektywnych przyczyn tego, co spowodowało odejście owej osoby; do analizy własnych działań, potencjalnych zaniedbań z naszej strony, które mogły mieć wpływ na bieg rzeczy – czyli do rachunku sumienia. Tematem naszych refleksji jest też oczywiście  owa osoba: jej życiowe decyzje, jej działania, jej błędy i jej dokonania oraz nasza ocena tego wszystkiego i naszej w tym wszystkim roli.

Porcja Tory na ten tydzień podejmuje ten temat z pewnej, konkretnej perspektywy – z perspektywy zbiorowej, międzypokoleniowej odpowiedzialności ludzi za rzeczywistość, którą dziedziczą przyszłe pokolenia:

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.A ci, którzy pozostaną z was, zgniją z powodu swego przestępstwa w ziemiach nieprzyjacielskich, z powodu przestępstw swoich przodków zgniją, tak jak i oni. Wtedy uznają przestępstwo swoje i przestępstwo swoich przodków, to jest zdradę, którą popełnili względem Mnie, i to, że Mnie postępowali na przekór, wskutek czego Ja postępowałem na przekór im i zaprowadziłem ich do kraju nieprzyjacielskiego, ażeby upokorzyło się ich nieobrzezane serce i ażeby zapłacili za swoje przestępstwo. (Leviticus 26:39-41)

Język Tory w tym miejscu jest dosyć srogi. Jest tak ponieważ Tora mówi tu o przepowiedzianej, dramatycznej sytuacji Izraela, który w wyniku nieposłuszeństwa wobec Boskiego Prawa został doświadczony różnego rodzaju nieszczęściami: plagami, chorobami, wojnami, a ostatecznie wygnaniem z Ziemi Obiecanej.  Jest jednakże bardziej abstrakcyjna idea, która, jak sądzę, kryje się za tymi słowami: jesteśmy spadkobiercami naszych przodków w każdym wymiarze. Nie tylko naszych bezpośrednich przodków, także przodków naszej ludzkiej społeczności w wymiarze narodowym. Nasza startowa pozycja w życW naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.iu jest określona przez pozycję życiową pozycję naszych rodziców w momencie, w którym przyszliśmy na świat. Ta ich pozycja była zdeterminowana mnogość decyzji, które podjęli oni na przestrzeni lat, lecz także była zdeterminowana przez rzeczywistość społeczną, w której przyszło im żyć (ta określona była przez decyzje i losy całej społeczności, narodu itd.) a także przez pozycję życiową ich rodziców w momencie, gdy oni przyszli na świat, i tak dalej.

Żyjemy więc w świecie, który stanowi pokłosie decyzji i działań naszych rodziców, dziadków, pradziadków itd. Granice tego, co możemy uczynić tu i teraz z sobą i własnym życiem są więc wyznaczone nie tylko przez wolności innych ludzi, którzy żyją w naszym społeczeństwie, ale i przez decyzje i działania naszych przodków, bo to oni zdecydowali o kształcie świata, w którym przyszło nam żyć. To jest nasza wolność w wymiarze społecznym oraz praktycznym – jest ona ograniczona przez szereg niezależnych od nas, ludzkich czynników. Niemniej, pojmiemy naszą wolność w sposób metafizyczny – tzn. oderwiemy pojęcie ludzkiej wolności od aktualnej diagnozy tego, co leży w granicach naszych praktycznych możliwości (która zawsze zawiera elementy arbitralne czy wręcz ewidentnie fałszywe), wówczas wiele spośród tych praktycznych czy społecznych ograniczeń przestaje istnieć. Jedynymi czynnikami, które wówczas będą ograniczać naszą wolność będą nasza czaso/przestrzenna skończona natura oraz nasza wyobraźnia. Wówczas otwierają się przed nami rozmaite perspektywy gruntownej przemiany lub odnowienia naszego życia / przywrócenia naszej relacji z Wiekuistym:

Wtedy przypomnę sobie moje przymierze z Jakubem, przymierze z Izaakiem i przymierze z Abrahamem. Przypomnę sobie o tym i przypomnę o kraju. (Kpł 26:42)

Bóg odnawia swoje z nami przymierze przez wzgląd na spraLeviticus 26:39-41szą zostać spełnione zasadnicze dwa warunki: po pierwsze, musimy być zdolni do oderwania naszego umysłu od tego co jest tu i teraz, i do poddania w wątpliwość naszych diagnoz tego, co leży w granicach możliwości. Po drugie: musimy dokonać gruntownego rachunku zasług i przewinień naszych przodków i nas samych. Pamięć o tym wszystkim musi być trwała – musi z nami na zawsze pozostać. Im głębiej w nas to wszystko utkwi, tym lepiej dla nas. Im bliżsi duchowo są nam nasi przodkowie, tym lepiej dla nas. W naszej religii chodzi w zasadzie o nich przede wszystkim: o przybliżenie ich do nas, o stałe utrwalanie silnej, międzypokoleniowej więzi. Gdy owa głęboka więź istnieje, wówczas wszystko, co było udziałem naszych przodków – zarówno dobre i złe – będzie dla nas błogosławieństwem.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Kedoshim tihiyu – You shall be holy!

You shall be holy

Thoughts on parashat Acharei Mot-Kedoshim

Menachem Mirski

Kedoshim tihiyu – You shall be holy (Leviticus 19:2) – thus begins parashat Kedoshim, the second of the two Torah portions for this week. What does it mean to be holy in Judaism? It means ve’yareta me’Elochecha – to fear God (Leviticus 19:14). The fear of God in Judaism is not something irrational. It means to have a sensitive and scrupulous heart and to be prudent in your actions, in order to do only good and to not do to another what we would not like to be done to yourself (Hillel, Talmud Shabbat 31a.) This applies both consciously and unconsciously. It also means to perform acts or refrain from other acts which are beyond the jurisdiction of an earthly court – where no witnesses exist and where the only judge is our conscience/God. It also means to act beyond the letter of the Jewish law (obviously without superseding it with a different law or having disregard towards it) because the halacha is calculated on the abilities of the average person. Thus, to be holy is to rise above what is required from us.

Interestingly, later, in the verse 14 of Leviticus 19, we encounter a certain, specific law regarding blind people:

You shall not insult the deaf, or place a stumbling block before the blind. You shall fear your God: I am the LORD. (Leviticus 19:14)

You shall not place a stumbling block before the blindthis law, in its literal sense, became one of the 613 commandments that are enumerated in our tradition. However, the Rabbis were troubled by its obviousness and the fact that it is a pretty low ethical requirement in the context of being holy! Therefore, this law must have additional, deeper meaning. They found this meaning by applying metaphorical understanding of the Hebrew word iver – blind: blind is an unknowing or ignorant person, or blind/ignorant only in certain situations. If we understand this commandment with this in mind it acquires a much more sublime and nuanced character and applies to a whole variety of situations, like those mentioned in the midrash Sifra:

Before the blind in a matter. Should he ask you: Is the daughter of so and so qualified to marry a priest? Do not answer him: Yes, she is qualified, when she is really unfit. If he comes to consult you, do not give him wrong advice. Do not say to him: Go out early when robbers would waylay him; go out at noon that he should get sunstroke. Do not say to him: Sell your field and buy yourself an ass and then by a trick take it from him.

Thus, our law on this deeper level prohibits not only putting unnecessary and dangerous obstacles before others but also any form of misleading them. It also prohibits using someone’s ignorance, naivety or lack of experience against this person. It particularly prohibits giving someone deliberately wrong or even reckless advice, including the one that would result in monetary loss.

I don’t think I need to give examples as each of us can find them in our own life. For my part, I would add that this law, in my opinion, would also prohibit deliberate provocation for purposes contrary to the interests of that person, or in layman’s terms – manipulation. People do it all the time, especially our politicians and other people who are active in public affairs, such as journalists.

Let us not adapt their standards and let us not mirror them or learn from them. Let us be mindful, thoughtful, caring and responsible for others, especially those who know less, perceive less and have less experience than we. Of course, no earthly court will accuse us of neglecting this, but our lif to be holy, which means to act beyond the jurisdiction of an earthly court.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Kedoszim tihju – Świętymi bądźcie!

Świętymi bądźcie!

Refleksja nad paraszą Acharei Mot-Kedoshim

Menachem Mirski

Kedoszim tihju – Świętymi bądźcie! (Kapłańska 19:2) – tak zaczyna się parasza Kedoszim, druga z dwóch porcji Tory przeznaczonych na ten tydzień. Co to znaczy być świętym w judaizmie? Znaczy to: ve’jareta me’Elochecha – obawiać się Boga (Kapłańska 19:14). Bojaźń Boża w judaizmie nie jest czymś irracjonalnym. Bać się Boga to znaczy mieć wrażliwe, skrupulatne serce i być rozważnym w swoich działaniach, aby czynić tylko dobro i nie robić innym tego, czego nie chcielibyśmy aby zrobiono nam (Hillel, Talmud Shabbat 31a), czy to świadomie, czy nieświadomie. Oznacza to podejmowanie działań lub powstrzymywanie się od działań, które są poza jurysdykcją ziemskiego sądu, mianowicie takich, w których nie można np. powołać świadków i gdzie jedynym sędzią jest nasze sumienie / Bóg. Oznacza to również działanie ponad literę prawa żydowskiego (oczywiście bez zastępowania go innym prawem lub lekceważenia go), ponieważ halacha jest obliczona na zdolności przeciętnego człowieka. Być świętym znaczy zatem wznosić się etycznie ponad to, czego się od nas wymaga.

Ale później, w wersecie 14 Księgi Kapłańskiej 19, napotkamy pewne szczególne prawo dotyczące osób niewidomych:

Nie złorzecz głuchemu, a przed ślepym nie kładź zawady; ale obawiaj się Boga twojego: Jam Wiekuisty (Kapłańska 19:14, tłum. I. Cylkow)

Przed ślepym nie kładź zawadyprawo to, w dosłownym znaczeniu, stało się jednym z 613 przykazań skodyfikowanych w naszej tradycji. Rabini jednakże byli nieco zakłopotani jego oczywistością i faktem, że jest to w rzeczywistości dość niski wymóg etyczny w kontekście bycia świętym! Dlatego uznali, że to prawo musi mieć dodatkowe, głębsze znaczenie. Owo głębsze znaczenie znaleźli stosując metaforyczne rozumienie hebrajskiego słowa iver – ślepy: ślepym jest człowiek nie wiedzący, nieświadomy, nieobeznany lub nie zdający sobie z czegoś sprawy tylko w określonej sytuacji. Jeśli pojmujemy to przykazanie w ów głębszy sposób, nabiera ono zdecydowanie bardziej wysublimowanego charakteru i dotyczyć będzie wielu różnorakich sytuacji, jak na przykład te wymienione w midraszu Sifra:

Jeśli cię (ktoś) zapyta: czy córka tego i owego może poślubić kohena, nie odpowiadaj mu: Tak, może, kiedy tak naprawdę nie może [np. jest rozwódką]. Jeśli (ktoś) przyjdzie do ciebie poradzić się, nie udzielaj mu złej rady. Nie mów mu: Możesz wyjść wcześnie, [czyli wtedy] gdy złodzieje ludzi napadają; Możesz wyjść [na dwór] w południe, by dostał udaru słonecznego. Nie mów mu: sprzedaj swoje pole i kup sobie osła, po to, by podstępem odebrać mu go.

Przykładów innych, konkretnych działań nie muszę tu chyba podawać – każdy z nas może je znaleźć w swoim życiu, w tym czego doświadczył, co widział, słyszał lub o czym czytał. Ze swojej strony dodałbym, że prawo to w mojej opinii będzie zabraniać także umyślnego prowokowania kogoś w celach sprzecznych z interesami tej osoby oraz tego, co jest we współczesnym świecie bardzo powszechne – manipulacji. Ludzie robią to stale, szczególnie nasi politycy i inne osoby udzielające się w sprawach publicznych, np. dziennikarze.

Nie bierzmy z nich wzorców i nie bądźmy jak oni. Bądźmy uważni, roztropni, świadomi i odpowiedzialni za innych, zwłaszcza tych, którzy wiedzą miej, dostrzegają mniej i mają mniej doświadczenia aniżeli my. Oczywiście, żaden ziemski sąd nas nie oskarży o zaniedbania w tej kwestii, naszym celem jest jednak to, o czym wspomniałem na wstępie: być świętymi, a to oznacza wykraczać w naszych działaniach ponad literę ziemskich sądów.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

Krew i postęp

Krew i postęp

Refleksja nad paraszą Caw

Menachem Mirski

Na świecie żyje w tym momencie 7.9 miliarda ludzi. Ludzie ci mówią odmiennymi językami, praktykują odmienne religie, jak i rozmaite zwyczaje oraz obyczaje. Krótko mówiąc: są reprezentantami wielu odmiennych kultur. Każda z tych kultur ma swoje określone wartości, swój etos oraz swoje nauki, mówiące ludziom co mają w swoim życiu robić a czego nie robić. Kwestie te pokrywają się niekiedy z kwestiami moralnymi, ponieważ wielu spośród tych kulturowych norm można przypisać znaczenie moralne, w szczególności jeśli skutki działania wedle tych norm dotykają w jakiś sposób innych ludzi.

Pomiędzy normami stricte moralnymi and normami „czysto kulturowymi” nie istnieje ostra, możliwa do wytyczenia łatwo granica. Jest cały szereg norm, które znajdują się w szarej strefie pomiędzy nimi i nie bardzo jesteśmy w stanie stwierdzić, czy powinniśmy na daną normę kulturową/religijną patrzeć z moralnego punktu widzenia, czy nie. Jedną z takich norm w judaizmie jest zakaz spożywania krwi, wyrażony w porcji Tory na ten tydzień:

Żadnej też krwi jadać nie będziecie we wszystkich siedzibach waszych, ani z ptactwa, ani z bydląt; Każdy, kto jeść będzie jakąkolwiek krew – dusza, która by ją jadła wytracona będzie z ludu swojego. (Wajikra/Kapłańska 7:26-27)

Zakaz dotyczy jednakże jej spożywania i nie czyni krwi kompletnym tabu dla nas:

I przywiódł [Mojżesz] barana na całopalenie, i położyli Ahron i synowie jego ręce swoje na głowę barana. I zarżnął go, i pokropił Mojżesz krwią jego ofiarnicę w około. […] Zatem przywiódł barana drugiego, barana wyświęcenia, i położyli Ahron i synowie jego ręce swoje na głowę barana. I zarżnął go, i wziął Mojżesz nieco krwi jego i włożył na chrząstkę prawego ucha Ahrona, i na wielki palec ręki jego prawej, i na wielki palec nogi jego prawej.

(Wajikra/Kapłańska 8:18-19;22-23)

Jedzenie krwi było karane wykluczeniem ze społeczności Izraela i jest to ustawa na wieczność. Ma to nas Żydów odróżniać od wszystkich innych narodów i grup religijnych na świecie. Wedle Majmonidesa starożytni poganie wierzyli, że spożywając krew spożywa się duszę spożywanej istoty. Spożywano ją również i oraz rozlewano wokół by spotkać się z duchami, które pozwalały przepowiadać przyszłość – rozlana krew pozwalała owym duchom współuczestniczyć z ludźmi w uczcie.

Tak więc zakaz spożywania krwi miał wyeliminować praktyki spirytystyczne, choć jak widzimy z tekstu Tory, krew była w używana do pewnych celów – spryskiwano nią ołtarz oraz smarowano nią wymienione w tekście części ciała. Podobnie też idea, że we krwi tkwią dusze żywych istot nie została z judaizmu poprzez ten zakaz wyeliminowana, przeciwnie właśnie z tego powodu nie wolno jej spoż

ywać – wszystkie bowiem dusze należą do Boga, i człowiek nie może spożywać dusz. Krew ma pewną inną, fundamentalną funkcję – funkcję ekspiacyjną, o czym dowiadujemy się z innego rozdziału Księgi Kapłańskiej:

Albowiem dusza ciała we krwi jest, a Ja przeznaczyłem ją wam dla ofiarnicy, ku rozgrzeszaniu dusz waszych, gdyż krew to jest, która duszę rozgrzesza. (Wajikra/Kapłańska 17:11)

Tak więc odpowiednie, według przepisów Boskiego prawa, „wypuszczenie duszy” ze zwierzęcia i odpowiednie „użycie tej duszy” miało moc rozgrzeszania. Nie jest więc prawdą, że Izraelici nie rozlewali krwi składając ofiary i konsumując je. Rozlewali krew, jednakże robili to bardzo specyficznie. Bardzo jednak możliwe, że to specyficzne użycie krwi miało w dłuższej perspektywie na celu całkowite „wygaszenie” rytualnego użycia krwi, co byłoby spójne z koncepcją Majmonidesa, który właśnie taką koncepcję nam przedstawia – iż ostatecznym celem było wyeliminowanie ofiar składanych ze zwierząt jako takich, a więc i krwi „z liturgii”.

Ale istnieje w naszej tradycji także i koncepcja przeciwna. Nachmanides twierdzi, zgodnie z literą Torat kochanim (prawa regulującego rytualne obowiązki kapłanów, mającego początek w Księdze Kapłańskiej – Wajikra), że nie tylko krew posiada właściwości ekspiacyjne, ale też owo rozgrzeszanie człowieka jest celem istnienia krwi (określonych) zwierząt, a więc i celem istnienia tych zwierząt. Przypuszczalnie nie był to jedyny cel ich istnienia, nienieodzowny i niewieczny, bowiem dalsze refleksje Nachmanidesa odnośnie tego tematu zmierzają w kierunku koncepcji, iż zakaz spożywania krwi, jak i prawo koszernego uboju wyłącznie koszernych zwierząt miało na celu ostateczne przywrócenie pierwotnego wegetarianizmu ludzkości, a więc stanu z bardzo odległych przed Potopem czasów – początków ludzkiej egzystencji (pojętej, oczywiście, na sposób biblijny), wyrażonego w wersecie Księgi Rodzaju:

A wszelkiemu zwierzowi lądowemu, i wszelkiemu ptactwu nieba, i wszystkiemu, co się porusza na ziemi w którem jest dusza żyjąca – wszelką zieloną roślinę – na pokarm! I stało się tak. (Bereszit/Rodzaju 1:30)

Koncepcja ta została w pełni wyrażona przez żyjącego na przełomie XIX i XX wieku rabina Abrahama Izaaka Kooka zwanego po prostu Ravem Kookiem.

Mamy tu więc niewątpliwie koncepcję kulturowego rozwoju ludzkości: celem rozwijającej się (religijnej) kultury jest stopniowa eliminacja cierpienia zadawanego ludzkimi rękami. Ma to na celu stopniowe odzwyczajanie ludzi od „ich potrzeby zadawania cierpienia innym” – stopniową eliminację tej potrzeby. Tym samym ów rozwój ma na celu także eliminację moralnego zła, psychologicznie bowiem rzecz ujmując tak należy właśnie zdefiniować zło (moralne): jako świadome działanie mające wywrzeć ból i cierpienie na innych żyjących istotach wynikające z samego uświadomienia sobie faktu, że sami jesteśmy wrażliwi na doświadczenie bólu i cierpienia. Jest to dokładnie przeciwna logika od Hillelowskiej zasady: Daalach s’nei le’chawrach la taaweid, czyli Tego, czego sam nienawidzisz, nie czyń innym (Talmud Szabat 31a, zasada występująca w wielu kulturach świata). Logika absolutnego zła mówi: czyń innym właśnie to, co byłoby dla ciebie cierpieniem.

Ów rozwój kulturowy często nie idzie w parze z rozwojem cywilizacyjnym, z bardzo prostego powodu: rozwój cywilizacyjny nie jest w rzeczywistości rozwojem „ludzkiego ducha” lecz ludzkich narzędzi. Te, jeśli dobrze użyte, mogą sprzyjać i sprzyjają rozwojowi kulturowemu. Ale mogą oczywiście zostać użyte w celach nie mających nic wspólnego z rozwojem „ludzkiego ducha”, bądź też w celach absolutnie przeciwnych temu rozwojowi. Zdobycze cywilizacyjne mogą służyć zarówno ludzkiemu dobru, jak i gnębieniu ludzi, wykorzystywaniu ich czy zabijaniu. Zdobycze cywilizacyjne (jak np. internet) rozszerzają ludzki potencjał do czynienia i dobra, i zła. Ich „mesjański” charakter sprowadza się wyłącznie do tego, że mogą przybliżyć koniec (znanego nam) świata w taki lub inny sposób: albo pomóc sprowadzić mesjańską epokę, w której ludzie powszechnie zaniechają czynienia zła wobec siebie, albo też pomóc sprowadzić potworne tragedie i męki na rodzaj ludzki, których nigdy nie doświadczylibyśmy bez owych narzędzi, zwłaszcza jeśli całość wsparta jest cynicznymi, nienawistnymi czy nihilistycznymi filozofiami i ideologiami. Dlatego powinniśmy zawsze używać owych narzędzi z rozumem, rozwagą oraz koncentracją na prawdziwych wartościach, takich jak sprawiedliwość, miłość, wolność, zdrowie oraz życie samo w sobie.

Nadchodzące święto Pesach wymaga od nas stosowania się do różnorakich dodatkowych reguł i ponoszenia rozmaitych 'pokarmowych wyrzeczeń’. Niech zatem to święto stanowi dla nas zawsze trening działania i postępowania ze stosownym rozmysłem, trening który stale czyni nas silniejszymi w wyborze tego co dobre – czyli tego, co naprawdę chcemy, co stanowi esencję naszej wolności – i w odrzucaniu tego, co jest dla nas złe, co nam nie służy lub co jest nam przez kogoś arbitralnie narzucone.

Shabbat shalom,

Chag Kasher v’Sameach.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

To connect people with different visions of life

To connect people with different visions of life

Thoughts on Parashat Vayakhel-Pekudei

Menachem Mirski

Shabbat has come – our most precious day of the week. Along with Her, we receive the two ministering angels (malachei hasharet) familiarized in the song Shalom Aleichem. We know from Hassidic tradition that one of the angels is a “good” angel and the other one “bad”. Malachei hasharet represents the opportunity of Shabbat: we can reach the heavens on this precious day or we can neglect it completely and not celebrate Shabbat. Shabbat is a celebration, both to honor God’s day of rest after the creation of our universe and a weekly reminder of our delivery from slavery. Albert Einstein said, “freedom, in any case, is only possible by constantly struggling for it.” Yes, the struggle to relax, break free from day to day commitments and celebrate Shabbat is our freedom. The life of a Jew that neglects Shabbat is a life that leads him back to Egypt. As with all freedom if we do not cultivate it then we can lose it.

Studying Talmud I found illustrations of our two angels a different context:

Ilfa and Rabbi Yochanan studied Torah together and they became very hard-pressed for money. They said: Let us get up and go and engage in business, and we will fulfill, with regard to ourselves, the verse: “There shall be no needy among you”. (Deuteronomy 15:4). They went and sat under a dilapidated wall and were eating bread, when two ministering angels – malachei hashareit – arrived. Rabbi Yochanan heard one angel saying to the other: Let us knock this wall down upon them and kill them, as they abandon eternal life (i.e. of Torah study) and engage in temporal life (for their own sustenance). The other angel said to him: Leave them, as there is one of them whose great time has yet to come. […] Rabbi Yochanan said to Ilfa: Did the Master hear anything? Ilfa said to him: No. Rabbi Yochanan said to himself: Since I heard the angels and Ilfa did not hear, I can learn from this that it is I whose time of achievement stands before me. Rabbi Yochanan said to Ilfa: I will return home and fulfill with regard to myself the contrary verse: “For the poor shall never cease out of the land” (Deuteronomy 15:11). Rabbi Yochanan returned to the study hall, and Ilfa did not return, but went to engage in business instead. By the time that Ilfa came back from his business travels, Rabbi Yochanan had been appointed head of the academy, and his financial situation had improved.

In this week’s Torah we have Betzalel, a very young and incredibly talented man who was appointed to design everything needed for the Mishkan. The Torah speaks that:

[God] has endowed him with a divine spirit of skill, ability, and knowledge in every kind of craft and has inspired him to make designs for work in gold, silver, and copper, to cut stones for setting and to carve wood – to work in every kind of designer’s craft and to give directions. (Ex 35:31-34)

Now, follow me while I connect these two stories.

Batzelel was the grandson of Hur. According to the Midrash, the Israelites came first to Hur to make the golden calf – BEFORE Aaron. Hur rebuked them and refused to help, so they murdered him.  Hur’s uncle, Aaron, witnessed this and is said to have thought, “If I don’t help them they will kill me, too. Hur was God’s prophet and I am God’s priest. If they murder the prophet and the priest their sin will be unforgivable.” He therefore decided to help them, to minimize their sin. (Vayikra Rabba 10:3)

Do you see what these two stories have in common? How about the two characters – Hur and Rabbi Yohannan? They were both devoted to the Torah and they made their sacrifices for the Torah. Hur paid the highest price, with his life. Rabbi Yohanan followed his rabbinc calling, even though the economic reality of time was very difficult. They both were rewarded; Rabbi Yohana was appointed the head of academy and became Rosh Yeshiva. Hur was rewarded posthumously through his grandson, Betzalel, who was given the honor of designing the dwelling place for the Holy One.

But let’s go back to the Torah verses from our Talmudic story. The verses:

There shall be no needy among you […]

(Deuteronomy 15:4)

and

For there will never cease to be needy ones in your land […]

(Deuteronomy 15:11)

refer to the two ends of the social spectrum, the two ends of it that should be connected and never detached from each other. Both, socially – people should understand the needs and dreams of others and psychologically – within ourselves we need to find necessary balance and not fall for the extremes. There will always be people who will, even recklessly risking their life, choose their paramount values above everything else or simply follow what they believe no matter what. And there will always be people who will sacrifice everything they believe on the altar of temporariness and usefulness. What we need is to make these ends come a bit closer to each other, or at least to establish good communication and possibility of cooperation between them. If this works properly, the need for sacrifices, especially the painful ones, is much decreased, and nobody has to pay the highest price because some other people are just impatient and need to have what they want immediately, no matter what, like the Israelities wanting the god-like figure to show off before other peoples.

Rabbi Yochanan became the head of the academy and earned eternal life on the pages of Talmud. We don’t know much about Ilfa’s success in business but we know that his teachings are also found in Talmud, both Bavli and Yerushalmi. We even find Rabbi Yochanan quoting his teachings.

Ilfa and Rabbi Johanan, before their ways departed, once studied Torah together and shared a meal with each other under the dilapidated wall. That is something many of us have experienced at some point in our life. And these are moments worth remembering because it brings us all closer, even our life paths distanced us from each other.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Połączyć ludzi o odmiennych wizjach życia

Połączyć ludzi o odmiennych wizjach życia

Menachem Mirski

Nadszedł szabat – nasz najcenniejszy dzień tygodnia. Wraz z nim nawiedza nas dwóch aniołów (malachei hasharet) których znamy z pieśni Szaloma Alejchem. Z tradycji chasydzkiej wiemy, że jeden z aniołów jest „dobrym” aniołem, a drugi „złym”. Malachei hasharet stanowią ekspresję tego, co możemy uczynić z szabatu: w ten cenny dzień  możemy sięgnąć niebios lub możemy go całkowicie zaniedbać i nie go wcale. Szabat jest świętem, zarówno dla uczczenia Bożego dnia odpoczynku po stworzeniu naszego wszechświata, jak i cotygodniowego przypomnienia o naszym wyzwoleniu z niewoli. Albert Einstein powiedział: „W każdym razie wolność jest możliwa tylko poprzez ciągłą walkę o nią”.  Jeśli o nią stale nie walczymy, zostanie nam odebrana. Dlatego jeśli nie celebrujemy szabatu, może to oznaczać, że jesteśmy już na drodze powrotnej do Egiptu. A tego oczywiście nie chcemy.

Studiując ostatnio Talmud, znalazłem naszych dwóch aniołów w nieco innym kontekście:

Ilfa i rabi Jochanan razem studiowali Torę i nagle uświadomili sobie swoją ciężką sytuację materialną. Powiedzieli: „Wstańmy, chodźmy i zajmijmy się czymś zarobkowym”, a wypełnimy werset: „Nie będzie wśród was ubogiego”. (Pwt 15:4). Poszli i usiedli pod zrujnowaną ścianą i jedli chleb, gdy przybyli dwaj służący aniołowie – malachei haszareit. Rabi Jochanan usłyszał, jak jeden anioł mówił do drugiego: Przewrócimy na nich ten mur i zabijmy ich, gdy porzucili życie wieczne (tj. studiowanie Tory) i angażują się w życie doczesne (dla własnego utrzymania). Drugi anioł powiedział do niego: zostaw ich, ponieważ jest wśród nich ten, którego wielki czas jeszcze nie nadszedł. […] Rabi Jochanan powiedział do Ilfy: Czy Mistrz coś słyszał? Ilfa powiedział do niego: Nie. Rabi Jochanan powiedział sobie: skoro słyszałem anioły, a Ilfa ich nie słyszał, mogę uznać, że to ja jestem tym, którego wielki czas jest jeszcze przede mną. Rabi Jochanan powiedział do Ilfy: Wrócę do domu i spełnię w stosunku do siebie werset przeciwny: „Albowiem nigdy nie zabraknie ubogich w twojej ziemi” (Pwt 15:11). Rabin Jochanan wrócił do domu studiów. Ilfa nie wrócił i zamiast tego zajął się interesami. Zanim Ilfa wrócił z swoich zarobkowych podróży, rabi Jochanan został mianowany dziekanem talmudycznej akademii i jego sytuacja finansowa uległa poprawie.

W porcji Tory na ten tydzień mamy Becalela, bardzo młodego i niezwykle utalentowanego człowieka, który został wyznaczony do zaprojektowania wszystkiego, co było potrzebne do zbudowania Miszkanu:

Oto Wiekuisty powołał imiennie Becalela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy, i napełnił go duchem Bożym, mądrością, rozumem, wiedzą i znajomością wszelkiego rzemiosła, by obmyślił plan robót w złocie, w srebrze, w brązie, oraz prac nad przystosowaniem kamieni do ozdoby i nad obróbką drewna potrzebnego do wykonania wszelkich zamierzonych dzieł. (Ex 35:31-34)

Batzelel był wnukiem Hura. Według Midrasza, Izraelici przybyli do Chura z prośbą aby ten zrobił im Złotego Cielca – zanim przyszli do Aarona. Chur zganił ich i odmówił pomocy, więc go zamordowali. Wujek Chura, Aaron, był tego świadkiem i pomyślał: „Jeśli im nie pomogę, to mnie też zabiją. Chur był prorokiem bożym, a ja jestem bożym kapłanem. Jeśli zamordują proroka i kapłana, ich grzech będzie niewybaczalny”. Dlatego postanowił im pomóc, zminimalizować ich grzech. (Wajikra Raba 10:3)

Co mają ze sobą wspólnego te dwie historie? A może, co mają wspólnego ze sobą obie postaci – Chur i Rabbi Johanan? Obaj byli oddani Torze i poświęcili się dla niej. Chur zapłacił najwyższą cenę swoim życiem. Rabin Yohanan poszedł za swoim powołaniem, mimo że rzeczywistość ekonomiczna jego czasów była bardzo trudna. Oboje zostali nagrodzeni; Rabin Jochanan został Rosz Jesziwa. Chur został pośmiertnie nagrodzony przez swojego wnuka Betzalela, któremu otrzymał zaszczyt stworzenia Przybytku dla Wiekuistego.

Ale wróćmy do wersetów Tory z naszej historii talmudycznej. Wersety:

Nie będzie wśród was ubogiego […] (Pwt 15:4)

oraz

Albowiem nigdy nie zabraknie ubogich w twojej ziemi […] (Pwt 15:11)

odnoszą się do dwóch krańców społecznego spektrum, które powinny być ze sobą połączone i nigdy od siebie nie oddzielone. Zarówno społecznie – ludzie powinni rozumieć potrzeby i marzenia innych, jak i psychologicznie – powinniśmy móc znaleźć w sobie niezbędną równowagę by nie popadać w owe skrajności. Zawsze znajdą się ludzie – idealiści – którzy nawet ryzykując własnym życiem, wybiorą swoje najwyższe wartości ponad wszystko inne lub po prostu podążą za tym, w co wierzą, bez względu na cokolwiek. I zawsze znajdą się ludzie, którzy poświęcą wszystko, w co wierzą, na “ołtarzu tymczasowości i użyteczności.” Tym, czego nam potrzeba to zbliżyć te cele do siebie, a przynajmniej ustanowić dobrą komunikację i możliwość współpracy między nimi. Jeśli to działa prawidłowo, ofiary, zwłaszcza te bolesne, nie będą konieczne i nikt nie będzie musiał płacić najwyższej ceny, z tego choćby względu, że inni ludzie są po prostu niecierpliwi i potrzebują natychmiast mieć to, czego chcą, bez względu na wszystko, jak Izraelici chcący mieć postać bóstwa by pochwalić się przed innymi narodami.

Rabi Jochanan został dziekanem talmudycznej akademii i zapracował na życie wieczne na kartach Talmudu. Niewiele wiemy o sukcesach Ilfy w biznesie, ale wiemy, że jego nauki także można znaleźć w Talmudzie, zarówno w babilońskim jak i w jerozolimskim, gdzie nawet Rabi Jochanan go cytuje.

Ilfa i rabin Jochanan, zanim się ich drogi rozeszły, razem studiowali Torę i spożywali razem posiłek pod zrujnowaną ścianą. Wielu z nas doświadczyło podobnych chwil w pewnych momentach swojego życia. I to są chwile, o których warto pamiętać, bo to zbliża nas wszystkich, nawet gdy ścieżki naszego życia oddaliły nas bardzo od siebie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Parashat Beshalach

Love for Freedom is Born of the Hardships of Life

Thoughts on Parashat Beshalach

 Menachem Mirski

Difficult realities create strong people. If they are smart and righteous enough they build better reality for their children. As the time and development progresses, the new generations do not have to face the harsh reality their grandparents faced. Life, in general, becomes easier and more pleasant. Over time, an easy and pleasant life tends to create people that are less strong or simply weak – after all, they didn’t live through difficult times. They tend to be narcissistic, entitled and often believe that every little discomfort is oppression and a danger to their freedom. In fact, they are the first to fall into slavery, because they would rather give up their freedoms than face harsh reality in which they could only count on themselves.

In our parasha for this week, Israelites, after departing from Egypt, face two battles: the first one with Egyptians, the second one with Amalekites. But in fact, the Israelites do not fight the first battle – God fights for them, performing miracles and defeats the Egyptians by drowning their chariots in the Sea of Reeds. There are several rabbinic explanations for why this happened. Ibn Ezra points out that the Israelite generation that left Egypt, despite being armed, was unfit to fight their masters:

They had been trained from youth to bear the Egyptian yoke, and suffered feelings of inferiority. How then could they fight their masters? They were indolent and untrained in warfare.

Another explanation, given by Chasam Sofer, says that it would have been unethical for the Children of Israel to kill the Egyptians themselves. The Torah here teaches us proper conduct. The Israelites did not fight the Egyptians face to face because of the haven they had found in Egypt throughout the hundreds of years they had dwelled in that land. Egypt was what it was, but other places might have been worse. Another lesson given by Chasam Sofer is that we must not wield an avenging sword when we are on the land that is not ours.

Another battle Israel fights is the battle with Amalekites. Here the situation is different. The Israelites, led by Joshua, fight the enemy face to face and the Eternal One only supports them:

Joshua did as Moses told him and fought with Amalek, while Moses, Aaron, and Hur went up to the top of the hill. Then, whenever Moses held up his hand, Israel prevailed; but whenever he let down his hand, Amalek prevailed. But Moses’ hands grew heavy; so they took a stone and put it under him and he sat on it, while Aaron and Hur, one on each side, supported his hands; thus his hands remained steady until the sun set. And Joshua overwhelmed the people of Amalek with the sword. (Ex 17:10-13)

One of the reasons Israel had to fight this battle alone was because the Israelites, for the fourth time already, were murmuring against Moses and doubting God’s protection. Literally, the minute they say “Is the LORD present among us or not?” (Ex 17:7) Amalek comes and starts attacking them. It is a form of punishment. But this punishment is meant to bring blessing. From now on, the Israelites must become independent and wage their wars themselves, only with God’s help. It is the beginning of their transformation from a weak people with slave mentality to a nation that is strong, capable of self-defense, self-governance and independence.

The entire desert experience is thus aimed. Harsh realities Israelites face from now on serve for physical and spiritual cleansing. Israelites need to get rid of their weaknesses and their slave, victimhood mentality. It is precisely this mentality that causes them to blame Moses and Aharon for every misfortune they face in the desert. They expected Moses to be like Pharaoh in their minds: an Almighty tyrant who, at the cost of their freedom, provides them with livelihoods. That’s why whenever Moses disappointed them they wanted to immediately go back to Egypt. But Moses was not like Pharaoh, he was the opposite: he was not a tyrant, he gave them freedom. He did not constantly satisfy their needs, in fact he exposed them to a really harsh reality. But at the same time he opened up opportunities for them so that they could, with their own effort, satisfy them themselves. Rambam summarizes the desert experience of the Israelites as follows:

God wisely led them around the desert until they had learned courage. As is known, the austere life of the desert, without human comforts and conveniences, such as bathing and the like, make one brave, while a luxurious existence fosters cowardliness. There in the desert, a generation was born, unaccustomed to degradation and slavery.

According to Rambam, a fighting spirit and love of freedom develop from toil and hardship, from lack of pleasures and conveniences of life. This is why God led His people through the desert before bringing them into the Land.

It is the harsh conditions and overcoming challenges that bring great joys in human life. The feeling of satisfaction that stems from it stays with us forever, shapes our mindset and our views.

The danger of falling into slavery never goes away. There are enough tyrants and potential tyrants in the world. Let us be careful, they always make great promises and guarantee to help us and meet our basic needs. This is their hallmark and they often succeed in that. Our freedom comes from meeting our own needs, from toiling the land for ourselves, from taking nothing.

The only thing they want from us is our freedom. But we will never give it away as long as we take care of ourselves, as long as we are strong, capable of self-defense, self-governance and independence. As long as we do this we will always be free.

Shabbat shalom

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Ritual memory – the beauty of Judaism

Ritual memory – the beauty of Judaism

Thoughts on parashat Bo

Menachem Mirski

I have always been struck how Judaism is a study in discipline, at the root, a lesson on how to live one’s life. The Torah is rich with life lessons interwoven in stories, practices, repetition and rhetoric. Perhaps the most telling example of this is the practice of Pesach. In parashat Bo, God lays out the 7-day syllabus that we all recognize and have recreated for over 3500 years:

This day shall be to you one of remembrance: you shall celebrate it as a festival to the LORD throughout the ages; you shall celebrate it as an institution for all time. Seven days you shall eat unleavened bread; on the very first day you shall remove leaven from your houses, for whoever eats leavened bread from the first day to the seventh day, that person shall be cut off from Israel. You shall celebrate a sacred occasion on the first day, and a sacred occasion on the seventh day; no work at all shall be done on them; only what every person is to eat, that alone may be prepared for you. You shall observe the [Feast of] Unleavened Bread, for on this very day I brought your ranks out of the land of Egypt; you shall observe this day throughout the ages as an institution for all time. (Ex 12:14-17)

According to the biblical record, all these regulations were revealed to Moses and Aharon in the land of Egypt, just before the Exodus of the Israelites. Imagine the discipline involved in recreating such instructions for every family in Judaism each year for over 3500 years… think about that the next time you are in a meeting or organizing a potluck. Talk about discipline!

Isn’t that clever? Why such detailed delineation of what we should do, day by day, meal by meal and course by course? Because Judaism is genius at using the tools of cognitive psychology to instill the lessons and memories of the Torah. Memory is formed and solidified by repetition, by acting out, by representation to objects; and what are the celebrations of Pesach if not a manifestation of all of these. Through the course of 3500 years, through pogroms, exoduses, expulsions, and the Shoah we still keep our religion alive and the reason is partially due to the fact that Judaism inherently uses all these practical cognitive tools to almost “imprint” these “shared” memories. I don’t mean shared memories in the Jungian way, but instead, by recreating our events, as delineated in the Torah, repetitively, until we all share this memory and know that our fathers and forefathers did as well.

Religion is our nation’s collective memory that lives on in our rituals. Our rituals consistently include reading and studying our sacred books which perpetuates our collective memory and makes us engage deeper and deeper into our rituals, studying more and more. The beauty of Judaism is that we have so much literature that there is no end to studying it. This literature contains moral, philosophical and existential reflection, as well as poetry and stories containing great wisdom. Continuous studying and implementation of that which we study is the essence of being a religious Jew – a religious Jew is someone who never stops studying and practicing. The more we study the more nuanced is our knowledge. The more we practice ritual the more integrated into our lives is our knowledge. That is the uniqueness of our tradition and its beauty.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA