Uwaga: ubóstwo

Uwaga: ubóstwo

Rabin Mati Kirschenbaum

Nie da się tego ukryć – ceny poszybowały w górę. W lipcu inflacja w Polsce sięgnęła 15,5%, tempo wzrostu cen jest najwyższe od prawie 25 lat. Nic dziwnego, że rząd podniósł stopy procentowe w celu ograniczenia dynamiki wzrostu cen. Skutki inflacji dotykają wszystkich, od młodych dorosłych martwiących czy stać ich będzie na zaciągnięcie lub dalsze spłacanie kredytu mieszkaniowego, do seniorów zaniepokojonych topniejącą siłą nabywczą ich emerytur. Nie jest to specyficznie polski problem – po inwazji Rosji na Ukrainę z rosnącymi kosztami życia mierzy się niemal cała Europa. Rządy państw europejskich wdrażają różnorakie strategie zapobiegające obniżaniu się stopy życiowej obywateli. Niemcy i Hiszpania postanowiły pomóc obniżyć wydatki obywateli na transport poprzez wprowadzenie tanich lub bezpłatnych przejazdów kolejowych. Wielka Brytania zaoferowała wszystkim swoim obywatelom dodatek energetyczny, obniżyła podatki komunalne płacone przez większość gospodarstw domowych oraz zdecydowała się wspomóc obywateli pobierających świadczenia społeczne specjalnym dodatkiem kompensującym zwiększone koszty życia. W Polsce rząd wprowadził wakacje kredytowe dla kredytobiorców, planowane jest wprowadzenie powszechnego dodatku energetycznego. Wprowadzeniu każdej z form pomocy obywatelom towarzyszą dyskusje dotyczące ich skuteczności i zasadności. Te ostatnie wynikają z rozbieżności poglądów na temat grup, którym powinno się okazać wsparcie. Dyskusje na temat pomocy obywatelom w trudnych czasach są zatem jednocześnie publicznymi debatami na temat progu ubóstwa wymagającego interwencji społeczeństwa.

W czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Ree Mojżesz wymienia grupy społeczne, którym Izraelici mieli udzielić finansowego wsparcia w postaci udziału w dziesięcinie po wkroczeniu do Ziemi Izraela. Należeli do nich pozbawieni własnej ziemi Lewici, wdowy, sieroty oraz obcokrajowcy. Cechą wspólną tych grup był brak udziału w ziemi, głównym czynniku produkcji, co uzależniało przetrwanie należących do nich jednostek od materialnego wsparcia wspólnoty.  Nie oznaczało to jednak, że pomoc materialna miała ograniczać się wyłącznie do jednostek niezdolnych do samodzielnego utrzymania się.

Mojżesz poucza bowiem Izraelitów, że mają udzielić pomocy finansowej w postaci pożyczki każdemu Izraelicie, który tego potrzebuje. Pożyczka ta miała być umorzona wraz z nadejściem roku szabatowego. Co ważne, Mojżesz zabronił Izraelitom uchylać się od pożyczania pieniędzy innym gdy zbliżał się rok szabatowy, w którym wszystkie długi były anulowane. Udzielający pożyczek musieli się zatem liczyć z możliwością ich rychłego umorzenia.

Prawo ustanowione przez Mojżesza okazało się zbyt rygorystyczne. Zamożni Izraelici nie byli skłonni udzielać pożyczek bez gwarancji ich zwrotu. Dlatego w pierwszym wieku przed naszą erą Hillel Starszy wprowadził instytucję prozbulu, klauzuli w umowach pożyczek przenoszącej formalnie status wierzyciela z jednostek na sądy rabinackie. Zabezpieczało to interesy pożyczkodawców, gdyż długi wobec sądów nie ulegały umorzeniu w trakcie roku szabatowego. Gwarancja zwrotu pożyczek przełożyła się na ich zwiększoną podaż, na czym skorzystali pożyczkobiorcy.

Ustanowione przez Mojżesza i Hillela prawa były odpowiedzią na cechy ludzkiej natury utrudniające nam udzielanie pomocy bliźnim w potrzebie. Mojżesz nakazał Izraelitom udzielać pomocy niezdolnym do samodzielnego utrzymania się w odpowiedzi na brak solidarności, pozwalający nam przypisywać ubóstwo indywidualnym cechom, nieodwołalnie oddzielających potrzebujących od potentatów. Nazywając ubogich braćmi reszty społeczności Mojżesz kwestionował ten wykluczający podział. Wprowadzenie przez Hillela instytucja prozbulu wynikało ze zrozumienia wyzwania jakim dla większości z nas jest znalezienie równowagi między egoizmem i altruizmem. Obydwaj mędrcy rozumieli, że skuteczna walka z ubóstwem wymaga systemu społecznego w którym wsparcie potrzebujących szłoby w parze z akceptacją dążenia jednostek do zapewnienia sobie dobrobytu. W Talmudzie Babilońskim, w traktacie Ketubot odnajdujemy dyskusję na temat zakresu pomocy której społeczność powinna udzielić potrzebującym.

Wedle anonimowej opinii mędrców społeczność powinna zagwarantować osobom ubiegającym się o pomoc wsparcie pozwalające im przetrwać. Mędrcy byli jednak przeciwni udzielaniu pomocy zbiedniałym bogaczom pragnącym utrzymać  wysoki status materialny. Pomimo tego, Talmud przytacza historię Hillela który kupił zubożałemu bogaczowi konia i jako herold zapowiadał jego przybycie do następnej wioski.

Rabini przytaczają też historię niedawno zubożałego mężczyzny który poprosił Rabina Nehemiasza o możliwość stołowania się u niego. Nechemiasz zgodził się wyrażając obawę czy mężczyźnie, przyzwyczajonemu do mięsa i wina, wystarczy skromny miska soczewicy którą mógł mu zaoferować. Przeczucie Rabina Nehemiasza okazało się słuszne, jego podopieczny niebawem zmarł. Rabin Nehemiasz miał z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Mędrcy jednak byli przekonani, że winny był mężczyzna nie będący w stanie przystosować się do skromniejszego stylu życia.

Wreszcie rabini przytaczają historię zubożałego bogacza pragnącego utrzymać swój dotychczasowy styl życia na koszt społeczności. Gdy Rawa, jeden z najwybitniejszych mędrców mieszkających w Babilonii, krytykuje koszt związany z zapewnieniem takich posiłków, jego interlokutor stwierdza, że prowadził on wystawne życie z woli Wiekuistego. Zaraz potem siostra Rawy niespodziewanie przynosi mu w prezencie ulubione jedzenie nędzarza. Rawa traktuje to jako znak z niebios, przeprasza swojego rozmówcę i ugaszcza go wystawnym posiłkiem. Co istotne, historia ta wydaje się traktować ten akt jako jednorazowe wydarzenie.

Powyższe historie zdają się sugerować, że w czasach kryzysu większość mędrców Talmudu zalecałaby nam podjęcie działań zapewniających jak największej liczbie potrzebujących ich podstawowe potrzeby. Osoby zamożne mogły liczyć na wsparcie jeśli ich wysoka pozycja materialna miała, ze względu na swoją symbolikę, wpływ na utrzymanie obowiązującego społeczno-religijnego ładu. We współczesnym demokratycznym społeczeństwie taką rolę pełnią funkcjonariusze państwowi najwyższej rangi, np. Prezydent RP.

Znajdujące się w Talmudzie debaty dowodzą, że pytanie na temat najbardziej sprawiedliwego podział środków przeznaczonych na walkę z ubóstwem w trudnych czasach, mają długi rodowód. Sądzę, że Talmud celowo nie przytacza na nie odpowiedzi. Jej brak ma nas skłonić do namysłu nad dzisiejszym ubóstwem i sposobami jego przezwyciężenia. Jestem pewien, że inspirowane tym namysłem czyny pomogą nam radzić sobie ze skutkami inflacji. Mam też nadzieję, że przybliżą one nadejście świata w którym ubóstwo i wojna będą tylko złym wspomnieniem. Oby ten dzień nadszedł szybko i za naszych dni.

Szabat Szalom.

Mati Kirschenbaum

Va’etchanan

Faith as a remedy against the obsession of control

Thoughts on Parashat Va’etchanan

Menachem Mirski

What are mitzvot/commandments? The word commandment has many synonyms, such as command, recommendation, indication, regulation, guideline, order, norm, imperative, rule, instruction, directive… Using these synonyms, we can say that commandments are certain directives that order or recommend to do something. And while for the vast majority of the commandments of the Torah this kind of definition would not be problematic at all, in the parashah we read this week we have two commandments that elude this understanding, namely:

You shall love your God יהוה with all your heart and with all your soul and with all your might. (Deuteronomy 6:5)

which is obviously the first line of our daily V’ahavta prayer; the second of these commandments begins the repetition of the Decalogue:

I יהוה am your God who brought you out of the land of Egypt, the house of bondage:  (Deuteronomy 5:6)

This mitzvah seems to completely fall short of our definition of a commandment; primarily because it is not expressed in a normative language at all, it seems to be simply a statement of a fact. Yet this verse is considered a commandment in our tradition, and the one of the most fundamental! It is understood as the commandment to believe in God, and everything is based on it – the entire normative, moral and ritual code of the Torah.

This problem troubled the rabbis, who asked how could you command faith in God or the love of God or neighbor? This question led some commentators to conclude that the term mitzvah / commandment could not apply these verses. The medieval Spanish philosopher Hasdai Crescas argued that:

The very nature of the term „mitzvah” implies by definition that it can only apply to matters of free will and choice. But believing that God exists is one of those things that are not subject to free will and choice. Accordingly, the term mitzvah (commandment) cannot apply here.

Likewise, Abrawanel, a 15th-century Sephardic biblical commentator, believed that the first commandment was merely a prelude to subsequent commandments and commands, a declaration informing the Children of Israel who addressed them. Our tradition, however, rejected this view and placed both mitzvahs in the 613 commandments of the Torah. Ibn Ezra pointed out that there are more commandments of this kind, like those prescribing certain states of mind or emotion:

You shall not hate your kinsfolk in your heart. Reprove your kin but* incur no guilt on their account. (Leviticus 19:17)

You shall not take vengeance or bear a grudge against members of your people. Love your fellow [Israelite] as yourself: I am יהוה. (Leviticus 19:18)

This group also includes the last commandment of the decalogue, which forbids coveting one’s neighbor’s spouse, as well as things at his disposal.

There are (at least) two ways of understanding this issue with different but complementary practical implications. The first is that the commandments ordering us to certain states of mind or feelings are to teach us the self-control that is necessary for a conscious and moral life. According to this approach, action is understood very broadly and also includes the processes taking place inside us. The second understanding defines the aforementioned commandments as general principles from which all the more detailed commandments for practical actions per se derive. Thus, the commandment „You shall love Adonai your God” finds its fulfillment in keeping all God’s commandments. Thus, love, both for God and for the neighbor, is not limited only to specific feelings and emotions – it acquires a practical character, and thus real, deep and true.

In my opinion, these commandments, understood as general principles, are at the same time the deeper grounding for all specific commandments: they are the source of the appropriate kavanah in our moral actions. These general commandments remind us that the purpose of our actions is to build a better world for us and our descendants. With the right kavanah, genuine love and faith, our actions gain a deeper meaning.

While one of the fundamental, practical goals of our religion and of our entire religious law system is to teach us discipline and self-control, we should be aware of their limitations. Many of our actions ultimately go beyond ourselves and we often don’t have control over their outcomes, especially the more distant ones. Where our control ends, faith begins. If our actions are motivated by good, positive intentions, we have a right to believe that God will lead our actions to the ultimate and good goals we have intended. (He usually does it with the hands of good and righteous people, although He has many other impenetrable ways as well.) Human arrogance and the obsession with controlling everything and everyone do a great deal of damage to our lives, both private and social, especially if they are accompanied by a fake collectivism in thinking that does not respect our individual rights and personal freedoms. Faith understood in the above-mentioned way teaches us humility, awareness of our own limitations and is a spiritual remedy for the above-mentioned destructive forces and endeavors.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Waetchanan

Wiara jako remedium przeciw obsesji kontroli

Refleksja nad paraszą Waetchanan

Menachem Mirski

Czym są micwot/przykazania? Słowo przykazanie ma wiele synonimów takich jak polecenie, zalecenie, wskazanie, zarządzenie, wytyczna, rozkaz, nakaz, norma, imperatyw, nakaz, komenda, zasada, prawidło, pouczenie, dyrektywa… Używając tychże synonimów można powiedzieć, iż przykazania to pewne dyrektywy nakazujące bądź zalecające uczynienie czegoś. I jakkolwiek dla znakomitej większości przykazań Tory tego rodzaju definicja nie jest w najmniejszym stopniu problematyczna, w porcji Tory, którą czytamy w tym tygodniu mamy dwa przykazania, które wymykają się temu rozumieniu, a mianowicie:

A będziesz miłował Wiekuistego, Boga twego, całym sercem swoim, i całą duszą swoją, i wszystkimi swoimi zasobami. (Pwt 6:5)

które stanowi oczywiście pierwszy wers naszej codziennej modlitwy We’achawta; drugie natomiast spośród owych przykazań rozpoczyna powtórzenie Dekalogu:

Jam Wiekuisty, Bóg twój, który Cię wywiódł z ziemi Micraim, z domu niewoli! (Pwt 5:6)

Ta micwa zdaje się kompletnie nie pasować do naszej definicji przykazania; przede wszystkim dlatego, że w ogóle nie jest ona wyrażona w języku normatywnym, wydaje się być po prostu stwierdzeniem pewnego faktu. A jednak werset ten jest w naszej tradycji uważany za przykazanie i to jedno z najbardziej fundamentalnych! Jest ono rozumiane jako przykazanie wiary w Boga i na nim opiera się wszystko – cały normatywny, moralny i rytualny kodeks Tory.

Problem ten nurtował rabinów, jak bowiem można nakazać wiarę w Boga lub miłość Boga lub bliźniego? Pytanie to doprowadziło komentatorów do wniosku, że termin micwa / przykazanie nie może mieć tutaj zastosowania. Średniowieczny, hiszpański filozof Chasdaj Crescas twierdził, że:

Sama natura terminu „micwa” wskazuje z definicji, że może on mieć zastosowanie tylko do kwestii podlegających wolnej woli i wyborowi. Ale wiara w istnienie Boga jest jedną z tych rzeczy, które nie podlegają wolnej woli i wyborowi. W związku z tym termin micwa (przykazanie) nie może mieć do nich zastosowania.

Podobnie Abrawanel, XV-wieczny sefardyjski komentator biblijny, uważał, że pierwsze przykazanie jest zaledwie wstępem do kolejnych przykazań i nakazów, deklaracją informującą Dzieci Izraela, Kto się do nich zwraca. Nasza tradycja odrzuciła jednakże ten pogląd i zaliczyła obie micwy do 613 przykazań Tory. Ibn Ezra wskazał, że istnieje więcej tego rodzaju przykazań, jak te nakazujące określone stany umysłu lub stany emocjonalne:

Nie będziesz chował w sercu swoim nienawiści do bliźniego swego. (Kpł 19:17)

Nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Wiekuisty! (Kpł 19:18)

Do nich zalicza się również ostatnie przykazanie dekalogu, zakazujące pożądania żony bliźniego swego, a także rzeczy pozostających w jego dyspozycji.

Istnieją (przynajmniej) dwa sposoby rozumienia tej kwestii mające różne, choć komplementarne, konsekwencje praktyczne. Pierwsze jest takie, iż przykazania nakazujące nam określonych stanów umysłu lub uczuć mają nas nauczyć samokontroli, która jest niezbędna dla świadomego oraz moralnego życia. Wedle tego ujęcia działanie rozumiane jest bardzo szeroko i obejmuje także procesy zachodzące wewnątrz nas. Drugie rozumienie definiuje wspomniane przykazania jako zasady ogólne, z których wynikają wszystkie, bardziej szczegółowe przykazania nakazujące praktyczne działania per se. Tym samym przykazanie “Będziesz miłował Boga swego” znajduje swoje wypełnienie w przestrzeganiu wszystkich boskich przykazań. Tym samym miłość, zarówno Boga, jak i bliźniego, nie sprowadza się wyłącznie do określonych uczuć, emocji – zyskuje charakter praktyczny, a dzięki temu realny, głęboki i prawdziwy.

W mojej opinii owe przykazania, rozumiane jako ogólne zasady, stanowią jednocześnie głębsze ugruntowania dla wszystkich konkretnych przykazań: są one źródłem odpowiedniej kawany (ugruntowanej intencji) w naszych moralnych działaniach. Owe ogólne przykazania przypominają nam o tym, że celem naszych działań jest budowa lepszego świata, dla nas i naszych potomków.  Z odpowiednią kawaną, prawdziwą miłością i wiarą nasze działania zyskują głębszy sens.

I choć jednym z fundamentalnych, praktycznych celów naszej religii i całego naszego systemu prawa religijnego jest nauczenie nas dyscypliny i samokontroli, to powinniśmy mieć świadomość ich ograniczoności. Wiele spośród naszych działań ostatecznie wykracza poza nas samych i tracimy kontrolę nad ich skutkami, zwłaszcza tymi bardziej odległymi. Tam gdzie kończy się nasza kontrola zaczyna się wiara. Jeśli nasze działania motywowane są dobrymi, pozytywnymi intencjami, mamy prawo wierzyć, iż Bóg doprowadzi nasze działania do ostatecznych, zamierzonych przez nas dobrych celów. (On czyni to zwykle rękami dobrych i sprawiedliwych ludzi, choć ma też wiele innych, nieprzeniknionych sposobów). Ludzka arogancja oraz obsesja kontroli wszystkiego i wszystkich czynią bardzo wiele szkód w naszym życiu, zarówno prywatnym i społecznym, zwłaszcza jeśli towarzyszy im fałszywy kolektywizm w myśleniu, nie respektujący naszych indywidualnych praw i wolności osobistych. Wiara pojęta w przedstawiony wyżej sposób uczy nas pokory, świadomości własnych ograniczeń i stanowi duchowe remedium dla wspomnianych destrukcyjnych sił oraz dążeń.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

 

Matot-Masei

The thirst for justice that blinds

Thoughts on parashat Masei

Menachem Mirski 

Masei (“Travels”), typically read together with the preceding parasha ‘Matot’, is the final Torah portion in the Book of Numbers. It opens with a recollection of the places where the Israelites encamped in the desert; later God commands the Israelites to abide by the laws of the Torah upon conquering the promised land and to destroy idolatry in the Land of Israel. This week’s parasha also outlines Israel’s boundaries and presents detailed laws regarding the cities of refuge for accidental killers:

Speak to the Israelite people and say to them: When you cross the Jordan into the land of Canaan, you shall provide yourselves with places to serve you as cities of refuge to which [a man] who has killed someone — who has slain a person unintentionally — may flee. The cities shall serve you as a refuge from the avenger, so that the killer may not die unless he has stood trial before the assembly. The towns that you thus assign shall be six cities of refuge in all. Three cities shall be designated beyond the Jordan, and the other three shall be designated in the land of Canaan: they shall serve as cities of refuge. These six cities shall serve the Israelites and the resident aliens among them for refuge, so that any man who slays a person unintentionally may flee there. (Numbers 35:10-15)

The rest of the laws on this issue clarify some important details like the distinction between unintentional killing and murder, as well as the role of the avenger.

The 19th century American clergyman and writer Henry Clay Trumbull argued that the avenger (hebr. goel ha’dam) was responsible for securing for the victim’s family an equivalent of their loss of blood — the loss of life — by other blood, or by an agreed-upon payment for its value: „His mission was not vengeance, but equity. He was not an avenger, but a redeemer, a restorer, a balancer”. This explanation is in line with the meaning of the Hebrew word goel, which means redeemer. In addition, the law enforcement of the early Biblical times was usually private in its character: typically the local patriarch was both the family/tribe leader as well as the prosecutor and the judge, thus being the one who administered and enforced justice. The biblical law reckoned with both of these traditions and at the same time pushed for their modification. Therefore, the Torah has always insisted that only the person involved in the killing was to be held responsible, as well as on putting the enforcement of the law into the public domain. The privileges of the goel were so firmly rooted among the people that the provisions for the cities of refuge should be looked upon as a gradual shift from private to public law enforcement. In fact, the Torah still granted the avenger the right to kill when his victim left the city of refuge (Numbers 35:27).

The slaying of a human being, even if it occurs without evil intent, is always an injury, a wound to the community. The institution of sanctuary cities (hebr. arei miklat) had three basic purposes: it was a protective measure, to give everyone the opportunity to cool down their emotions. It also served as punishment for the accidental killer, because exile constituted a form of social death. The third but not less important purpose was to contain and isolate the sin that had been committed, for killing was understood to contaminate both the community and the Land (Numbers 35:32-34).

The accidental killers could leave their refugee cities only after the death of the high priest. This procedure had both a practical meaning – as a rule, it set a sufficiently long period of social isolation (though obviously not always), as well as a theological one – ultimately only (someone’s) death could redeem this sin and here the death of the high priest served as expiation:

For the high priest atones on behalf of Israel, and this incident happened during his lifetime. (Ibn Ezra on Numbers 35:25)

Similarly, Talmud argues that the death of the high priest formed an atonement (Makkot 11a) as the death of all pious individuals counted as an atonement (Yoma 38b; Moed Katan 28a). Maimonides argued that the death of the high priest was simply an event so shockingly upsetting to the Israelites that they dropped all thoughts of vengeance (The Guide for the Perplexed III:40). When it comes to the blood avenger, later rabbinic tradition ascribed to him role performed in modern times by a prosecuting attorney, who pleads on behalf of the victim the case against the criminal and therefore is responsible for bringing the offender to court, finding evidence against him, presenting the case to the court, and collecting damages from the offender.

One of the lessons we can draw from these considerations may be that we should keep a proper balance regarding various injustices done in the past, to us, to our people or country. Time is a measure of the variability of all things; reality is constantly renewing itself, bringing new things, both good and bad, both justice and injustice. However legitimate it is to demand justice, we should be careful not to fixate on issues that were once important, but became not so important with time. This kind of fixation can obscure the current problems facing the world, rendering us incapable of properly perceiving the reality around us, including new problems and injustices. Any anger, even the justified and well-founded one, can cloud our senses and our reason. Peace of mind seems to always be the right answer; it is always better to perceive and react to the world with a calm mind than through the prism of various emotions over which we often have no complete control.

Shabbat shalom

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Matot-Masei

Pragnienie sprawiedliwości, które oślepia

Refleksja nad paraszą Matot-Masei

Menachem Mirski

Masei („Podróże”), czytana zazwyczaj razem z poprzednią paraszą Matot, to ostatnia porcja Tory w Księdze Liczb. Rozpoczyna się wspomnieniem miejsc, w których Izraelici obozowali na pustyni; Bóg nakazuje Izraelitom przestrzeganie praw Tory wobec zdobycia Ziemi obiecanej oraz zniszczenie bałwochwalstwa w Ziemi Izraela. Parasza z tego tygodnia precyzuje również granice Izraela, a także przedstawia szczegółowe przepisy dotyczące miast schronienia dla ludzi, którzy przypadkiem, nieumyślnie doprowadzili do czyjejś śmierci:

Powiedz Izraelitom, co następuje: Gdy wejdziecie przez Jordan do ziemi Kanaan, wybierzcie sobie miasta, którzy służyć wam będą za miasta schronienia; tam będzie mógł się schronić zabójca, który zabił drugiego nieumyślnie. Miasta te będą dla was schronieniem przed mścicielem krwi by zabójca nie poniósł śmierci, zanim nie stanie przed sądem społeczności. Co do miast, które macie ustanowić, to powinniście mieć sześć miast schronienia. Trzy miasta za Jordanem i trzy w ziemi Kanaan będą służyć za miasta schronienia. Owe sześć miast winny służyć za schronienie zarówno Izraelitom, jak i obcym, oraz tym, którzy osiedlili się pośród was; tam może uciekać każdy, kto zabił drugiego nieumyślnie. (Liczb 35:10-15)

Pozostałe przepisy dotyczące tej kwestii wyjaśniają szczegóły, takie jak rozróżnienie między nieumyślnym zabójstwem a morderstwem oraz rolę mściciela krwi.

XIX-wieczny amerykański duchowny i pisarz Henry Clay Trumbull twierdził, że ów mściciel krwi (hebr. goel ha’dam) odpowiedzialny za przywrócenie rodzinie ofiary równowartości utraconej przez nią krwi — utraty życia — albo przez inną krew lub albo przez uzgodniona zapłatą za wartość owej krwi: „Jego misją nie była zemsta, lecz sprawiedliwość. Nie był on mścicielem, ale odkupicielem, odnowicielem, równoważącym”. Wyjaśnienie Trumbulla jest zgodne ze znaczeniem hebrajskiego słowa goel, oznaczającego odkupiciela. Ponadto, egzekwowanie prawa we wczesnych czasach biblijnych miało zwykle charakter prywatny: zajmował się nim lokalny patriarcha, który był zarówno przywódcą rodziny/plemienia, jak i prokuratorem i zarazem sędzią, a zatem był tym, który wymierzał i egzekwował sprawiedliwość. Prawo biblijne liczyło się z obiema tymi tradycjami i jednocześnie naciskało na ich modyfikację. Dlatego też Tora często podkreśla, że jedynie osoba bezpośrednio zaangażowana w zabójstwo może być pociągnięta do odpowiedzialności za nie, jak również akcentuje konieczność przeniesienia egzekwowania prawa do domeny publicznej. Przywileje goela były tak mocno zakorzenione wśród ludu, także przepisy dotyczące miast schronienia należy postrzegać jako stopniowe przejście od prywatnego egzekwowania prawa prywatnego w kierunku publicznego jego egzekwowania. W istocie, Tora np. nadal przyznawała mścicielowi krwi prawo do zabicia osoby, która dokonała nieumyślnego zabójstwa, gdy tylko opuściła ona miasto schronienia (Liczb 35:27).

Zabicie człowieka, nawet jeśli dokonane przypadkiem, bez obecności złych zamiarów, zawsze jest krzywdą, raną dla społeczności. Instytucji miast schronienia (hebr. arei miklat) przyświecały trzy podstawowe cele: była środkiem ochronnym, mającym dać każdemu możliwość ochłodzenia emocji; służyła także jako kara dla przypadkowego zabójcy, ponieważ wygnanie stanowiło formę śmierci społecznej. Trzecim, ale nie mniej ważnym celem było powstrzymanie i odizolowanie popełnionego grzechu, akt zabójstwa postrzegany był bowiem jako skażenie zarówno społeczności, jak i Ziemi (Lb 35:32-34).

Owi przypadkowi zabójcy mogli opuścić swoje miasta schronienia dopiero po śmierci arcykapłana. Procedura ta miała zarówno znaczenie praktyczne – z reguły wyznaczała dostatecznie długi okres izolacji społecznej (choć oczywiście nie zawsze), jak i teologiczne – ostatecznie tylko (czyjaś) śmierć mogła ten grzech odkupić i śmierć arcykapłana służyła tu jako ekspiacja:

Arcykapłan odpokutowuje za grzechy Izraela, a ta rzecz wydarzyła się za jego życia. (Ibn Ezra o Księdze Liczb 35:25)

Również Talmud twierdzi, że śmierć arcykapłana stanowiła zadośćuczynienie (Makot 11a), ponieważ generalnie śmierć wszystkich pobożnych osób ma moc sprowadzania zadośćuczynienia (Joma 38b; Moed Katan 28a). Majmonides argumentował, że śmierć arcykapłana była dla Izraelitów wydarzeniem tak wstrząsającym, że porzucali oni wszelkie myśli o zemście (Przewodnik dla błądzących III:40). Jeśli chodzi zaś o mściciela krwi, późniejsza tradycja rabiniczna przypisywała mu rolę podobną do tej pełnionej w czasach nowożytnych przez prokuratora, który występuje w imieniu ofiary w sprawie przeciwko przestępcy, w związku z czym odpowiedzialny jest za doprowadzenie sprawcy do sądu, zebranie przeciwko niemu dowodów, przedstawienie sprawy sądowi i wyegzekwowanie od sprawcy odszkodowania.

Jedną z lekcji, jaką możemy wyciągnąć z tych rozważań, jest być to, że powinniśmy zawsze zachowywać odpowiednią równowagę oraz dystans w odniesieniu do różnych niesprawiedliwości wyrządzonych w przeszłości nam, naszemu narodowi lub krajowi. Czas jest miarą zmienności wszechrzeczy; rzeczywistość stale się odnawia, przynosząc nowe, zarówno dobre, jak i złe, zarówno sprawiedliwość jak i nową niesprawiedliwość. Jakkolwiek słuszne jest domaganie się sprawiedliwości, powinniśmy uważać by nie zafiksować się na kwestiach niegdyś ważnych, lecz z biegiem czasu już nie tak ważnych. Fiksacja tego rodzaju może nam przysłonić bieżące problemy z którymi boryka się świat, czyniąc nas niezdolnym do właściwej percepcji otaczającej nas rzeczywistości, w tym nowych problemów i niesprawiedliwości. Gniew, także ten usprawiedliwiony i uzasadniony, może przyćmić nam zmysły i rozum. Spokój umysłu wydaje się więc zawsze być odpowiedzią właściwą; zawsze jest bowiem lepiej postrzegać i reagować na świat ze spokojnym umysłem aniżeli przez pryzmat różnych emocji, nad którymi często nie mamy pełnej kontroli.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Pinchas

Pinchas

Mati Kirschenbaum

Alfred Hitchcock, zapytany jak przyciągnąć uwagę widzów, powiedział: „film powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma tylko rosnąć.” Czytana przez nas w tym tygodniu parsza Pinchas kontynuuje historię przyciągającą naszą uwagę poprzez ciągłe budowanie napięcia. Zachęcamy was do wyobrażenia sobie, że oglądacie film na jej podstawie.  Jego pierwsze minuty przedstawiają Izraelitów dopuszczających się nierządu z Moabitkami. W następnej scenie Moabitki nakłaniają Izraelitów do składania ofiar moabickim bożkom. W kolejnych kadrach widzimy wybuch epidemii zesłanej przez Wiekuistego jako kara za ich występki. Zaraz potem Mojżesz rozkazuje starszyźnie Izraela ukaranie Izraelitów dopuszczających się nierządu i bałwochwalstwa. Słowa Mojżesza trafiają w próżnię – widzimy jak bogato odziany Izraelita – Zimri – prowadzi do swojego namiotu Midianitkę – Kozbi. Mojżesz i starszyzna Izraela patrzą na to bezradnie. Gdy Zimri znika w namiocie, widzimy Izraelitów opłakujących zmarłych – epidemia trwa w najlepsze. Nagle widzimy jak młody kapłan –  Pinchas – opuszcza zgromadzenie starszyzny. To co dzieje się później nasz scenariusz (Tora) opisuje w pierwszych słowach naszej parszy:

„Pinchas, syn Eleazara, syna Aarona, chwycił w rękę włócznię, opuścił zgromadzenie, poszedł za Izraelitą do komory namiotu i przebił ich obydwoje, mężczyznę Izraelitę i kobietę – przez jej łono. I ustała plaga wśród Izraelitów. Zginęło ich wtedy dwadzieścia cztery tysiące. Mówił znowu Wiekuisty do Mojżesza: Pinchas, syn Eleazara, syna kapłana Aarona, odwrócił mój gniew od Izraelitów, gdyż zapłonął pośród nich zazdrością. Dlatego nie wytraciłem zupełnie Izraelitów w mojej zazdrości. Oznajmij więc: Oto Ja zawieram z nim przymierze pokoju. Będzie to dla niego i dla jego potomstwa po nim przymierze, które mu zapewni kapłaństwo na wieki, ponieważ okazał się zazdrosnym o swego Boga i dokonał przebłagania w imieniu Izraelitów.” (Lb 25,10-13)

Zabójstwo jako sposób na wyjście z ciężkiego położenia może nie razić nas w filmach. Jednak z całą pewnością nie chcielibyśmy rozwiązywać w ten sposób problemów w prawdziwym życiu. Nic zatem dziwnego, że historia Pinchasa budzi nasz wewnętrzny sprzeciw. Nasze obiekcje rodzi zwłaszcza reakcja Wiekuistego na postępowanie Pinchasa. Obraz Wiekuistego nagradzajacego przemocowe zachowanie nie jest zgodny z teologią współczesnego judaizmu postępowego.

Dlatego na pierwszy rzut oka ciężko nam znaleźć współczesne przesłanie parszy Pinchas. Lliteratatura rabiniczna nie pomaga nam w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie. Znajdujemy w niej wiele wypowiedzi gloryfikujących postępowanie Pinchasa. W traktacie Sanhedryn Talmudu Babilońskiego czytamy, że Wiekuisty pomógł Pinchasowi w zabójstwie na sześć sposobów! Lektura tych interpretacji pogłębia poczucie obcości, które odczuwamy czytając o Wiekuistym zawierającym z Pinchasem „przymierze pokoju”.

Z pomocą przychodzi nam sposób w jaki słowa „przymierze pokoju” zapisane jest w zwoju Tory. W słowie szalom (pokój) w literze waw, zapisywanej zazwyczaj za pomocą nieprzerwanej pionowej linii, znajduje się wyrwa. Nasza tradycja uczy nas, że sposób w jaki słowa a nawet litery zostały zapisane w Torze może pomóc nam rozszyfrować ich znaczenie. Przerwa w słowie „pokój” zdaje się sugerować, że pokój nktóry przyniosł Pinchas był niepełny, wybrakowany. Masoreci – średniowiczni kodyfikatorzy tekstu Tory – znaleźli sposób na wierne przekazanie Jej słów opatrzonych ich krytycznym komentarzem.

Co istotne, krytyka Masoretów nie dotyczyła zwotu „okazał się zazdrosnym”, opisującym żarliwą religijność Pinchasa i jego sprzeciw wobec bałwochwalstwa Izraelitów. Ich wizualny komentarz odnosił się do brit szalom, „przymierza pokoju”, będącego nagrodą za spontaniczne postępowanie Pinchasa. Masoretów niepokoiła aprobata Tory dla wymierzania sprawiedliwości „gdyż Bóg tak chce”, bez odniesienia do wcześniej istniejącego prawodawstwa. Obawiali się oni, że pochwała takiego postępowania może doprowadzić do anarchii i upadku autorytetów, do zakłócenia szalom, „pokoju”. Luka w słowie „pokój” była masorecką krytyką osób podejmujących działania w przekonaniu, że z Bogiem łączy je szczególne przymierze, uświęcające ich cele i środki. Masoreci krytykowali zatem przejawy religijnego fundamentalizmu. Jestem gotów zaryzykować tezę, że w wyrażeniu brit szalom masoreci położyliby oni nacisk na wypełnianie przykazań wynikających z brit, przymierza Izraela z Bogiem. Byliby przekonani, że wierne wypełnianie przykazań, a nie gorliwość fanatyków, zapewniłaby ludowi Izraela szalom.

Myślę, że współczesny judaizm postępowy interpretuje brit szalom szerzej niż czynili to masoreci. Z naszego zrozumienia przymierza – brit – Ludu Izraela z Bogiem wynika obowiązek nie tylko przestrzegania przykazań, ale i aktywnego działania na rzecz pokoju w naszym społeczeństwie oraz w społeczności żydowskiej. Rosnąca polaryzacja poglądów w naszym kraju sprawia, że działanie to wiąże się z koniecznością współpracy z osobami z których punktem widzenia absolutnie się nie zgadzamy. Takie kontakty nie zawsze są przyjemne, mogą rodzić w nas apetyt na zamknięcie się w kręgu osób o zbliżonym do nas światopoglądzie. W takim towarzystwie możemy cieszyć się pokojem w poczuciu moralnej wyższości.

Haftara do parszy Pinchas (1 Księga Królewska 18,46-19,21) ostrzega nas, że taka izolacja nie przyniesie pokoju ani nam ani innym. Opisuje ona proroka Eliasza, który, doprowadziwszy do śmierci czterystu proroków Baala, musi uciekać przed zemstą jego wyznawców poza granice Izraela. Po długiej podróży chroni się on w grocie na górze Synaj. Eliasz czuje się wtedy tak wyobcowany, że traci chęć do życia. W odpowiedzi Wiekuisty rozkazuje mu wyjść z groty. Tam prorok obserwuje silny wiatr, wielki ogień i trzęsienie ziemi, ale w żadnym z nich nie jest w stanie doświadczyć Bożej obecności. Wiekuisty objawia mu się jako cichy szept. Doświadczenie to uczy Eliasza, że Wiekuisty nie zawsze objawia się w spektakularny, przemawiający do mas sposób. Często jego głos to szept, którego przesłanie możemy tylko z trudem przekazać innym. Z tą świadomością  Eliasza wraca do Izraela. Tam znajduje sobie pomocnika, Eliszę, który pomaga mu wypełnić jego posłannictwo.

Historia Eliasza przestrzega nas, że przemoc rodzi przemoc, nawet jeśli wydaje się nam, że walczymy o słuszną sprawę. Dzisiejsza Haftara uświadamia nam także, że alternatywą do narastającego fundamentalizmu nie jest szukanie nisz, w których możemy odizolować się od świata. Naszym wyzwaniem jest dążenie do pokojowych zmian w świecie rosnących społecznych, politycznych i ekologicznych napięć. Nie jest to łatwe zadanie w świecie pełnym Pinchasów przekonanych o swoim prawie do używania siły. Nie możemy jednak utracić nadziei, że przez nasze działania uda się nam pomóc innym usłyszeć cichy szept Wiekuistego, głos zachęcający nas do otwarcia na innych. W okresie poprzedzającym Tisza b’Aw zachęcam Was do wsłuchiwania się w wewnętrzny głos. Kto wie, może i Wam też uda się usłyszeć cichy głos Wiekuistego?

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Pinchas

Parashat Pinchas

Rabbi Alan Iser

If I were to ask the average Jew, anywhere in the world , what is the most important verse in the Torah, they would probably answer “Shema Yisrael” or maybe one of the Ten Commandments or “Love Your Neighbor as Yourself” from Leviticus. All are good choices. In fact, there is a rabbinic passage that asks and discusses this very same question. Several rabbis offer their opinions. One selects “Shema Yisrael”, another “Love Your Neighbor”. However, the verse which is chosen as the most important and most inclusive verse in the Torah is a seemingly insignificant verse in this week’s Torah portion. Rabbi Shimon ben Pazzi says the most inclusive verse is: “The first lamb you shall sacrifice in the morning and the second lamb you shall sacrifice in the evening.” (Numbers 28:4) (Introduction to Ein Yaakov).

What is this verse about? It is simply the commandment to bring two daily sacrifices to the Temple. Now, of course, the Temple sacrifices have been gone for almost two thousand years. Even in Rabbi Shimon ben Pazzi’s time, it had already been gone for two hundred years. So why did he choose this verse?

This verse is about the importance of constancy, consistency and devotion in religious life. Religious life and our relationship with God isn’t just about the high points in Jewish life, like Rosh Hashanah, Yom Kippur or Passover. It is about how we lead our lives every day. Do we show gratitude to God? Are we respectful to the elderly? Do we give charity? Are we kind to the people in our daily interactions, especially to the people we don’t know? If we are committed to God and Judaism, it is woven into the fabric of our daily existence. It is not just about the high points, it is about the mundane, simple aspects of our lives, applying Jewish values and principles to how we live.

What is true for our relationship with God and Judaism, is also true in all our relationships. We have ups and downs. We have electric moments of passion and joy, but those cannot be sustained. Truly committed relationships involve consistency and often the willingness to do the same thing, over and over, even if it is not exciting. Anyone who has small children, grandchildren or young nieces and nephews, knows what I am talking about. A sustained relationship means saying I will always be there for you, through the good and the bad.
In Judaism, the highest form of commitment to God was shown through the ages by Jews willing to die for their faith. Unfortunately, history has provided all-too-many examples of this. In Hebrew this is called Kiddush Hashem, sanctifying God’s name. However, we don’t have to pay this ultimate price to show our devotion to our religion. If, as a minority religion, our neighbors see that we are kind and charitable people who fulfill the biblical commandment of welcoming the stranger, and we are consistent and constant in our behavior, and they know we are doing this because we are Jews, then that, too, is a form of Kiddush Hashem.

One lamb in the morning, and one lamb in the evening really is a formula for an ideal Jewish life.

Rabin Alan Iser

Pinchas

Parasza Pinchas

Rabin Alan Iser

Gdybym zapytał przeciętnego Żyda w dowolnym miejscu na świecie, jaki jest najważniejszy werset w Torze, prawdopodobnie odpowiedziałby „Szma Israel” bądź wymieniłby jedno z Dziesięciu Przykazań albo „miłuj bliźniego swego jak siebie samego” z księgi Kapłańskiej. Są to wszystko dobre wybory. W istocie jest tekst rabiniczny, w którym zadano dokładnie to samo pytanie i dyskutowano na jego temat. Kilku rabinów przedstawiło swoje opinie. Jeden wybrał „Szma Israel”, inny „miłuj bliźniego swego”. Jednakże za najważniejszy i najbardziej uniwersalny uznano zdawałoby się nieznaczący werset z czytanej w tym tygodniu porcji Tory. Według rabina Szymona ben Pazziego jest to werset: „Jednego baranka ofiarujesz rano, drugiego zaś pod wieczór” (Lb 28, 4), (Wprowadzenie do Ejn Jaakow).

Czego dotyczy ten werset? Jest to po prostu przykazanie nakazujące przynosić dwie codzienne ofiary do Świątyni. Oczywiście ofiar świątynnych nie składa się już od prawie dwóch tysięcy lat. Nawet w czasach rabina Szymona ben Pazziego nie składano ich już od dwustu lat. Dlaczego więc wybrał ten werset?

Werset ten mówi o tym, jak ważna jest stałość, konsekwencja oraz oddanie w życiu religijnym. W życiu religijnym oraz w naszej relacji z Bogiem nie chodzi tylko o najbardziej wyjątkowe momenty w życiu żydowskim, takie jak Rosz Haszana, Jom Kipur albo Pesach. Chodzi o to, co robimy każdego dnia. Czy okazujemy wdzięczność Bogu? Czy traktujemy starsze osoby z szacunkiem? Czy dajemy datki na dobroczynność? Czy jesteśmy życzliwi wobec ludzi, z którymi wchodzimy na co dzień w interakcje, zwłaszcza w stosunku do osób, których nie znamy? Jeśli jesteśmy oddani Bogu i judaizmowi, jest to wplecione w tkankę naszej codziennej egzystencji. Nie chodzi tylko o wyjątkowe momenty, lecz o prozaiczne, proste aspekty naszego życia, o przestrzeganie żydowskich wartości i zasad w naszym codziennym życiu.

Ta prawda dotycząca naszej relacji z Bogiem i judaizmem obowiązuje również w odniesieniu do wszystkich naszych relacji. Przeżywamy lepsze i gorsze chwile. Doświadczamy elektryzujących momentów pasji i radości, ale nie mogą one trwać bez końca. Pełna prawdziwego oddania relacja wiążą się ze stałością, a często również z gotowością robienia tego samego wciąż i wciąż na nowo, nawet jeśli nie jest to ekscytujące. Każdy, kto ma małe dzieci, wnuki albo małe siostrzenice bądź bratanków wie, o czym mówię. Trwała relacja oznacza deklarację, że będę zawsze przy tobie, na dobre i na złe.

W judaizmie najwyższą formę oddania Bogu okazywali na przestrzeni wieków Żydzi gotowi umrzeć za swoją wiarę. Niestety, historia dostarczyła nazbyt wielu przykładów takiej postawy. Po hebrajsku zwie się to Kidusz Haszem, uświęcaniem Bożego imienia. Nie musimy jednak płacić tej ostatecznej ceny, aby pokazać nasze oddanie dla naszej religii. Jeśli jesteśmy religią mniejszości
i nasi sąsiedzi zobaczą, że jesteśmy życzliwymi i zaangażowanymi w dobroczynność ludźmi, którzy wypełniają biblijne przykazanie okazywania gościnności obcym; jeśli będziemy konsekwentni
i stali w naszym zachowaniu i jeśli nasi sąsiedzi będą wiedzieć, że robimy to, gdyż jesteśmy Żydami, wówczas również i to jest formą Kidusz Haszem.

Jeden baranek rano i jeden baranek wieczorem – naprawdę jest to przepis na idealne życie żydowskie.

Rabin Alan Iser

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

The ritual of accepting uncertainty

The ritual of accepting uncertainty              

 

 Rabbi Mati Kirschenbaum                    

This week’s Parashat Chukat starts with a description of a ceremony called Para Aduma, the ritual of offering a red heifer. This ritual was supposed to enable people who touched a corpse or stayed with it in one room to purify themselves from ritual impurity. This purification took place through the use of ashes obtained in the process of burning the heifer. Here is how the Torah describes the process of preparing these ashes:

“Instruct the Israelite people to bring you a red cow without blemish, in which there is no defect and on which no yoke has been laid.  You shall give it to Eleazar the priest. It shall be taken outside the camp and slaughtered in his presence.  Eleazar the priest shall take some of its blood with his finger and sprinkle it seven times toward the front of the Tent of Meeting. The cow shall be burned in his sight—its hide, flesh, and blood shall be burned, its dung included— and the priest shall take cedar wood, hyssop, and crimson stuff, and throw them into the fire consuming the cow. The priest shall wash his garments and bathe his body in water; after that the priest may reenter the camp, but he shall be impure until evening. The one who performed the burning shall also wash those garments in water, bathe in water, and be impure until evening. Another party who is pure shall gather up the ashes of the cow and deposit them outside the camp in a pure place, to be kept for water of lustration for the Israelite community. It is for purgation.”  (Numbers 19:2-9)

Why did the process of purification from ritual impurity require precisely the ashes left after the offering of Para Aduma, the red heifer?

Our sages have been pondering this question since time immemorial. They viewed  the Para Aduma ceremony as a typical example of “chok”, a commandment for which it’s impossible to find a rational explanation. In tractate Yoma of the Babylonian Talmud Rabbi Akiva claimed that verse 7:23 in the Book of Kohelet (“I thought I could fathom it,  but it eludes me”) in fact refers to the commandment of Para Aduma. The author of the Book of Kohelet is traditionally believed to be king Solomon. Rabbi Akiva seems to suggest that even King Solomon – the symbol of wisdom – was not able to grasp the logic behind this commandment.

It’s hard to disagree with Rabbi Akiva. There is no way of guessing why the Para Aduma ritual required the offering of a red – and not for example yellow – heifer. In the Torah we also don’t find an answer to the question why before being offered it could not have carried a yoke. What’s more, the procedures of the Para Aduma ritual seem to escape the laws of logic. After all, throughout its course the priests who engaged in the process of obtaining the ashes required for ritual purification are themselves becoming ritually impure!

So the Para Aduma ritual is not only enigmatic, but also inherently contradictory. This makes it an especially hard nut to crack for progressive Judaism, which is based on a rational and scientific approach to religion. The sense of its strangeness is magnified by the fact that progressive Judaism doesn’t recognize the concept of ritual impurity; instead, we focus on “purity” in an ethical sense. But it seems to me that both the procedures and the mysterious character of the Para Aduma ceremony are supposed to help us accept the nature of our existence, which is full of uncertainties.

A lack of a rational explanation for the procedures of the Para Aduma ceremony reminds us that often we are not able to fully explain the reality which surrounds us. The fact that during the Para Aduma ceremony those who are ritually unclean regain purity, but the priest who takes part in it becomes impure reminds us that actions which are beneficial for us in the long term can entail some inconveniences. We are not sure if the benefits stemming from future actions will outweigh the potential losses.

Unsure if we understand correctly the world which surrounds us, unsure if our actions will yield the intended results, we yearn for certainty. The answer to this desire are ideologies and religions which offer us answers to all the questions.

The red heifer offering ceremony teaches us that Judaism doesn’t focus on looking for answers to questions about the essence of what happened or what can happen. Our tradition is interested predominantly in the actions that we can undertake today, here and now, and the readiness to take responsibility for their consequences.

While describing the process of bringing up the priests participating in the Para Aduma ritual the Mishna reminds us that taking responsibility for the fate of the world is not easy and it requires preparations. The priests who were supposed to conduct this ritual in the future were brought up in isolation from the rest of the world. This isolation was supposed to protect the young priests from ritual impurity linked to the contact with that which was dead. I think that the priests participating in the Para Aduma ritual became ritually impure because they had to confront death – the great, uncertainty-provoking unknown. Their ritual impurity lasting until the evening gave them a chance to understand the fate of the rest of the people of Israel whom they were supposed to serve. By spending time outside of the camp they experienced the uncertainty which came with the status of the ritually impure Israelites. Thanks to this experience the priests did not live in an elitist, ritually pure “soap bubble”. On the contrary, they were aware that undertaking actions aimed at changing the world for the better requires sacrifices. They knew that uncertainty and inconveniences are the price worth paying to secure a better tomorrow for their community.

Progressive Judaism has abolished the division between the priests and the rest of the People of Israel. We believe that Jews as a collective are obligated to become “a kingdom of priests and a holy nation.” (Exodus 19:6). This means that each individual is obligated to undertake actions drawing Jews as a collective closer to holiness.

The ritual of Para Aduma reminds us that our individual and collective path to a better world entails undertaking actions in spite of uncertainty. I wish you that this Shabbat Chukat you can find your red heifers – the sources of courage and inspiration to take action.

Shabbat Shalom!

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Mati Kirschenbaum

Sh’lach

Be careful what you wish for, it might come true

Thoughts on parashat Sh’lach

Menachem Mirski

Our Torah portion for this week tells us a story of 12 spies sent by Moses to investigate the Promised land before conquering it. They return forty days later, carrying a huge cluster of grapes, a pomegranate and a fig, to report on a lush and bountiful land. But ten of the spies warn that the inhabitants of the land are giants and warriors “more powerful than we”; only Caleb and Joshua insist that the land can be conquered, as it was commanded by God.

Our rabbis analyzed this story from many perspectives. One of the issues they were particularly focused on can be expressed in the following questions: What was the sin of the spies who were sent to investigate the promised land? What did the spies do so dreadfully wrong that it brought the punishment of additional forty years of life on the desert for all the Israelites, making many of them never see the Promised land? One of the answers suggested by our rabbis is that they presented their biased opinion about the land and the possibility of conquering it instead of giving a relatively unbiased factual account on what the Promised land was like. According to Ramban, their goal was to gather the information about the land mainly for logistic purposes, to be able to develop a good strategy to conquer it; this, according to Rashi, is expressed in the name of the parasha shelach lecha – “send out (the spies) for yourself”. But none of that happened and it even seems that these ten spies were on the side of all the complainers among the Israelites who constantly murmured against Moses and God and wanted to come back to Egypt. They did not really go to investigate the land; they went there to collect the information that would prove their narrative, to use contemporary language.

What can we learn from it? The ten Israelite spies who lacked faith in God deemed the Promised land impossible to conquer. The remaining two, Joshua and Caleb, who had faith in God help were way more positive about the land and the ability to conquer it, although they admitted that the Divine help is necessary:

And Joshua son of Nun and Caleb son of Jephunneh, of those who had scouted the land, rent their clothes and exhorted the whole Israelite community: “The land that we traversed and scouted is an exceedingly good land. If pleased with us, יהוה will bring us into that land, a land that flows with milk and honey, and give it to us; only you must not rebel against יהוה. Have no fear then of the people of the country, for they are our prey: their protection has departed from them, but יהוה is with us. Have no fear of them! (Numbers 14:6-9)

The entire story can serve as an illustration of the 20th century proven epistemological view that our perception of the world (and ourselves) is dependent on our previously acquired knowledge about the world. In other words, we perceive and interpret everything that is around us (and within us, like our identity) in terms of what we have already learned, what we already believe about reality, through the entire cognitive apparatus that is the core structure of our knowledge and our belief system. This cognitive apparatus might be an adequate tool with an adequate language to describe reality; it might be a less adequate or completely inadequate tool for comprehending reality, and therefore a serious obstacle to our perception and ability to process information. It’s not a new concept. The idea that the human subject plays an active role in comprehending reality, was already developed in the writings of philosophers such as David Hume, Immanuel Kant, and some versions of it can already be found in the writings of ancient Greek philosophers. However, this knowledge/belief based determination of our perception and cognitive abilities, contrary to the opinions of some postmodern thinkers, does not create an absolute obstacle in our cognition would make it impossible for us to know the objective truths of the universe. We have already learned how to overcome these obstacles; much of what we call the methodology of science is about overcoming various cognitive limitations, including these ones. Generally speaking, scientific methodology has been very successful in this matter and it is important to mention this because some postmodern concepts completely blurred  the distinctions between science and pseudoscience, opening a path to the reign of ignorance, cognitive nihilism, bringing and perpetuating a variety of cognitive delusions.

Our perception is then determined by our knowledge and beliefs. All of that, in turn, influences our actions. What we believe to be true can have a tremendous impact on our actions and therefore on our fate. But fortunately our beliefs can usually be verified in practical life; therefore, whatever we do we should reflect on (practical) consequences of our beliefs and constantly ask ourselves questions like these: what my beliefs led me to? Do they make me happy? How do they influence my relationships with other people, including my loved ones? How do they influence my career? Are they helpful in achieving my life goals? Is there something I need to correct in my belief system? How, in fact, did I get to believe this and that? An so on.

Getting things wrong can have a bad impact on us; some consequences of our beliefs might be terrible for us, equally bad to those the Israelities faced in our biblical story. The only remedy for that is a prudent, reflective life in which we are able to critically look at our beliefs, even the most fundamental ones, and subject them to re-evaluation. Only this can ultimately save us from many things we never want to experience.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.