Samorząd a Sodoma – parasza Wajera

Samorząd a Sodoma

Mati Kirschenbaum

Od niemal tygodnia wiszące wciąż w wielu miejscach plakaty przypominają nam o gorączce wyborów samorządowych. Wielu z nas wciąż cieszy się ze zwycięstwa popieranych przez nas kandydatów; inni muszą pogodzić się z porażką naszych faworytów lub czekać na drugą turę wyborczych zmagań. W naszej społeczności znajdziemy też pewnie osoby, które nie oddały głosu, bo „nikomu nie ufają”, „oni wszyscy są siebie warci”, bo „mój głos nic nie zmieni”. Wysoki odsetek niegłosujących nie jest niczym wyjątkowym. W tegorocznym głosowaniu po raz pierwszy od 1989 roku frekwencja wyborcza przekroczyła 50 procent. Wynika to zapewne z faktu, że obecne wybory odzwierciedlają głęboką polaryzację polskiego życia politycznego, która utrudnia zauważenie płaszczyzny porozumienia na szczeblu lokalnym. Dlatego wielu z nas zdecydowało się poprzeć określony komitet wyborczy ze względu na wartości reprezentowane przez powiązaną z nim partię ogólnokrajową. Część z nas postanowiła poprzeć komitety niezwiązane z partiami politycznymi, np. ruchy miejskie, w nadziei, że uczynią oni nasze miasta i wsie lepszymi miejscami do życia.

Czytana przez nas w tym tygodniu parasza Wajera opisuje zniszczenie Sodomy i Gomory, dwóch miast, które z całą pewnością nie były dobrym miejscem do życia dla osób przywiązanych do idei sprawiedliwości społecznej. Prorok Ezekiel opisuje ich przewiny w następujący sposób:

„Oto taka była wina siostry twojej (Izraela), Sodomy: odznaczała się ona i jej córki wyniosłością, obfitością dóbr i spokojną pomyślnością, ale nie wspierały biednego i potrzebującego. Co więcej, uniosły się pychą i dopuszczały się tego, co wobec Mnie jest obrzydliwością. Dlatego je odrzuciłem, jak to widziałaś” (Ezekiel 16, 49-50).

Co interesujące, głównym grzechem Sodomy w rozumieniu proroka Ezekiela wydaje się nieczułość na krzywdę osób nieuprzywilejowanych. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że początek naszej paraszy zdaje się celowo kontrastować gościnność Abrahama i Sary wobec przybyszów z amoralnym zachowaniem mieszkańców Sodomy, pragnących wykorzystać gości Lota seksualnie. Twierdzą oni, że głównym grzechem mieszkańców Sodomy i Gomory była przemoc wobec przybyszów i wędrowców, osób pozbawionych ochrony wynikającej z członkostwa w miejscowej społeczności.

Tradycja rabiniczna postuluje, że pogarda i przemoc wobec słabszych stały się częścią systemu prawnego Sodomy. Między innymi, prawo Sodomy nakazywało osobom zranionym płacić ich oprawcom za zadane im rany. Pomoc słabym i biednym została zakazana i obłożona surowymi karami.
Sodoma i Gomora zostały zatem zniszczone nie ze względu na okazjonalne akty przemocy wobec potrzebujących i słabszych; ich los przypieczętowały prawa określane przez miejski samorząd.
Współczesne samorządy nie mają na szczęście mandatu pozwalającego im karać słabych za ich słabości. Mogą one jednak realizować politykę de facto faworyzującą pewne grupy w społeczeństwie. Przykładowo, mogą one pozwalać deweloperom na zabudowę miejskich terenów zielonych, obcinać wydatki na MOPS-y i mieszkania socjalne jako pierwsze w ramach „oszczędności”, budować miasto przyjazne wyłącznie kierowcom czy zamykać Miejskie Ośrodki Kultury. Żadne z tych działań samo w sobie nie czyni miasta nienadającym się do życia. Spróbujcie sobie jednak wyobrazić miasto, w którym dostęp do zieleni miejskiej, kultury, świadczeń społecznych i komunikacji miejskiej mają tylko bogaci. Czy nie przypominałoby ono Sodomy z Księgi Ezekiela i literatury rabinicznej? Czy nie byłoby okropnym miejscem do życia?

W przeciwieństwie do Lota, niemającego wpływu na normy zachowania obowiązujące w Sodomie, my – współcześni wyborcy – mamy wpływ na politykę miejską. Od nas zależy, czy będziemy na bieżąco reagować na postanowienia rady miasta i dzielnicy mające bezpośredni wpływ na nasze życie. Jest to z całą pewnością bardziej męczące niż postawienie krzyżyka na karcie do głosowania. Na dłuższą metę, nasze aktywne zainteresowanie samorządem może uczynić nasze miejsca zamieszkania lepszymi. Niech tak się stanie – ken jehi racon!

 

I Szabat Szalom.

Mati Kirschenbaum

The meaning of life. Thoughts on parashat Lech Lecha.

The meaning of life. Thoughts on parashat Lech Lecha.

Menachem Mirski 

What is the meaning of a man’s life on an uninhabited island? Or let’s put it otherwise: what would have been the meaning of life of an astronaut who by chance had been lost on the moon, with a supply of food and air for, let’s say, 50 years, but without possibility of communication with people on the earth? The only meaning of his life would have been the hope that a rescue mission would come and take him back to the earth. There would have been no other meaning of his existence.

Indeed, the meaning of an individual life comes from our relationships with other people. Aristotle obviously knew it writing that a man is a social animal and only a God or a beast can live outside of society. This idea is also included in the common view that the meaning of life is life itself. This view can be true only if we clarify it and add that it is about life with its social dimension. We can see it clearly on the example of the astronaut. Thus, it is also not surprising that this common view, which speaks of “life alone”, can irritate people suffering from depression, as something completely meaningless and worthless.

Human life can only make sense if we live in a community. The smallest human community is the family. Family life also alleviates the negative effects of modern individualism, in which, despite its many advantages (like the greatest possibility of expressing individual freedom and independence), “the drama of human existence” becomes much more tangible to us, since we expose our hearts and minds to finitude of our being much more often. The cure for this is love, starting a family and having children. Then we have a chance to permanently forget about the finiteness of our individual being.

In our Torah portion Abraham and Sara are struggling with the same problem. Even though God shows Abraham a great vision:

The LORD said to Abram, “Go forth from your native land and from your father’s house to the land that I will show you. I will make of you a great nation, and I will bless you; I will make your name great, and you shall be a blessing. (Bereshit 12:1-2).

soon the fundamental complications come into being: Sarah cannot get pregnant.

And Sarai said to Abram, “Look, the LORD has kept me from bearing. Consort with my maid; perhaps I shall be built up through her.” And Abram heeded Sarai’s request. (Bereshit 16:2)

According to midrash Bereshit Rabbah 45:2, quoted by Rashi, Sarah decided to have a son through Hagar because a person who has no children is not firmly established (literally, built up: her name and future are not perpetuated) and is unstable. If so, does it mean that the conception of Ishmael was only meant to build up Sarah? Not at all, as we learn from verses 17:20-21:

As for Ishmael, I have heeded you. I hereby bless him. I will make him fertile and exceedingly numerous. He shall be the father of twelve chieftains, and I will make of him a great nation. But My covenant I will maintain with Isaac, whom Sarah shall bear to you at this season next year.

The same promise is repeated again in our next Torah portion, Vayera (in Bereshit 21:18). Ishmael also receives God’s blessing and his conception was also intended to populate the land with the seed of Abraham, with “a small difference” – the covenant between God and the chosen people was reserved only for Isaac and his offspring. It is also known from the verse 16:12 that Ishmael would be a wild ass of a man, His hand against everyone, And everyone’s hand against him; but He shall dwell alongside of all his kinsmen. What was it aimed at? There may be many complex answers to it. The answer that comes to my mind at the moment is the following: the chosen nation must be constantly challenged by the existence of other nations, so that the Israelites/Jewish people may be aware of their separateness and intentionally remain God’s chosen nation.

God promises twice (Bereshit 17:21 and 18: 10-15) that Sarah will give birth to a son and in both cases even the name of the promised son appears. So Abraham and his first wife already “know” that God’s promise, which will fulfill their desire, will become real. However, they all still live in “a love triangle”. This relationship comes to an end shortly after Isaac is weaned (21:8-12), which causes Abraham’s distress.

Therefore, even though Abraham is considered “the father of all the nations”, since Ishmael and his descendants are considered to be of his seed too (21:13), in fact it is Isaac only, who is his “rightful seed”. That’s the reason the Torah, in another parasha (verse 22:2), speaks about Isaac as of Abraham’s only son. To put it in short, Isaac was a covenantal seed of Abraham, whereas Ishamel was his non-covenantal seed.

***

But what we can learn from all of that? How can we understand the universal, relevant to people of all times, message of the story of Abraham, Sarah and Hagar?

Here it is what I would suggest: people have their own plans and great visions, but in a situation when they encounter problems with their implementation, they tend to choose different, alternative solutions. They choose what is given to them, what is within their reach. It often happens that despite the fact that they chose a temporary solution they do not abandon their original, longed-for visions and still think about them, with the hope that they will eventually come true.

When it comes to relationships, people often know that they will not be with each other forever, they often know that they are not meant for themselves. Sometimes they even talk with each other about how it will be in the future when they are not together. Despite everything, they remain in their relationships as if they were to last forever.

However, later often comes the time when their original visions become possible, completely realistic or even within easy reach. Then people abandon their temporary solutions, although often, especially in situations related to love, these are very difficult decisions. That was also the reason for Abraham’s despondency after the expulsion of Hagar and Ishmael, whom he also loved. It is also possible that it was this state of depression that led him to embrace the idea (which was, of course, according to the text, suggested by God himself) to sacrifice the only son that remained with him.

When it comes time to make such difficult decisions, one would often like to simply annul the current state of affairs: relations with other people, obligations to them or promises made to them. In our biblical story, it is God himself who cancels Abraham’s obligations to Hagar and Ishmael.

However, what this story also teaches us about is that temporary solutions also have their own meaning and may sometimes have a deeper, divine one, since we are never completely aware of the far-reaching consequences of our decisions and actions taken here and now. In fact, it was God himself who closed Sarah’s womb to persuade her to act in a different way. Had Sarah not been temporarily infertile, Ishmael would have never been born. Therefore, we should never a priori give up these temporary solutions and passively wait for the possibility of achieving the desired vision or plan; we do not know the course of things and the future, and it often happens that the choice of a temporary solution, allegedly contradictory to our “great vision”, is a necessary condition for making our deepest dreams realizable.

Shabbat shalom!

 

Menachem Mirski 

 

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

Sens życia. Refleksja nad paraszą Lech Lecha.

Sens życia. Refleksja nad paraszą Lech Lecha.

Menachem Mirski

Jaki jest sens życia człowieka na bezludnej wyspie? Albo inaczej: jaki byłby sens życia astronauty, który przypadkiem znalazłby się na księżycu, z zapasem żywności i powietrza, powiedzmy na 50 lat, jednakże bez możliwości komunikacji z ludźmi na ziemi? Jedynym sensem życia dla tegoż astronauty byłaby nadzieja, że przybędzie misja ratunkowa i zabierze go z powrotem na ziemię. Jego egzystencja nie miałaby żadnego innego sensu.

Otóż właśnie, sens indywidualnego życia rodzi się z naszych relacji z innymi ludźmi. Wiedział o tym oczywiście Arystoteles, pisząc, że człowiek jest istotą społeczną, a poza społeczeństwem może żyć tylko Bóg albo bestia. Ta myśl zawarta jest też w powszechnym poglądzie, że sensem życia jest samo życie. By pogląd ten był prawdziwy należy go doprecyzować, dodając, że chodzi o życie w jego wymiarze społecznym. Widzimy to jasno na przykładzie astronauty. Nie dziwi też, iż ów powszechny pogląd, mówiący o „życiu samym” może drażnić ludzi cierpiących na depresję, jako kompletnie bezsensowny i bezwartościowy.

Życie ludzkie może mieć więc sens tylko, jeśli żyjemy we wspólnocie. Za najmniejszą wspólnotę ludzką można uznać rodzinę. Życie rodzinne łagodzi również negatywne skutki współczesnego indywidualizmu, w którym, pomimo wielu jego zalet (z możliwością pełni ekspresji naszej wolności i niezależności na czele), „dramat ludzkiej egzystencji” staje się dla nas dużo bardziej namacalny, częściej bowiem wystawiamy nasze serca i umysły na skończoność naszego bytu. Lekarstwem na to jest miłość, założenie rodziny i posiadanie dzieci. Wtedy mamy szanse trwale zapomnieć o skończoności naszego jednostkowego bytu. 

Bohaterowie naszej porcji Tory – Abraham i Sara – borykają się z tym samym problemem. Bo chociaż Bóg kreśli przed Abrahamem wielką wizję:

Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. (Bereszit 12:1-2). 

to wkrótce potem pojawiają się komplikacje natury fundamentalnej: Sara nie może zajść w ciążę.

Rzekła więc Saraj do Abrama: Ponieważ Pan zamknął mi łono, abym nie rodziła, zbliż się do mojej niewolnicy; może z niej będę miała dzieci. Abram usłuchał rady Saraj. (Bereszit 16:2)

Według midrasza Bereszit Rabba 45:2, cytowanego przez Rasziego w jego komentarzu do tegoż wersetu, Sara zdecydowała się mieć „syna z Hagar”, bowiem w tamtych czasach osoba, która nie miała dzieci, nie była „społecznie ugruntowana” (dosłownie: zbudowana) – jej przyszłość była niepewna i niestabilna. Skoro tak, to czy to oznacza, że poczęcie Izmaela miało na celu jedynie „podbudować” społecznie Sarę? Bynajmniej, o czym dowiadujemy się z wersetów 17:20-21 tej samej Księgi:

Co do Izmaela, wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię. Moje zaś przymierze zawrę z Izaakiem, którego urodzi ci Sara za rok o tej porze.

Ta sama obietnica pojawia się ponownie w naszej następnej porcji Tory, Wajera (werset 21:18). Izmael również otrzymuje Boże błogosławieństwo, a jego poczęcie miało na celu zaludnienie ziemi nasieniem Abrahama, z „drobną tylko różnicą” – przymierze między Bogiem a ludem wybranym zostało zarezerwowane tylko dla Izaaka i jego potomstwa. Wiadomo też z wersetu 16:12, iż Izmael – będzie to człowiek dziki, ręka jego będzie przeciwko wszystkim, a ręka wszystkich będzie przeciwko niemu, i będzie nastawał na wszystkich pobratymców swoich. Co to wszystko mogło mieć na celu? Istnieje wiele odpowiedzi na ten temat. Ta, która przychodzi mi w tym momencie na myśl, brzmi następująco: naród wybrany musi stale istnieć w obliczu innych (niekoniecznie mu przyjaznych) ludzkich społeczności, po to, aby Izraelici/Żydzi byli świadomi swojej odrębności i tym samym świadomie wybierali bycie Jego narodem wybranym.

Bóg dwukrotnie obiecuje (Bereszit 17:21 i 18:10-15), że Sara urodzi syna; w obu przypadkach pojawia się nawet jego imię. Tak więc Abraham i Sara już „wiedzą”, że Boża obietnica, która spełni ich pragnienia, zostanie w końcu zrealizowana. Jednakże nadal żyją w „trójkącie miłosnym” z Hagar. Ów związek dobiega końca wkrótce po odstawieniu Izaaka od piersi (21:8-12), co sprawia, że Abraham popada w przygnębienie.

I chociaż Abraham uważany jest za „ojca wszystkich narodów”, bowiem Izmael i jego potomkowie są także uznawani za jego nasienie (21:13), to tak naprawdę to tylko Izaak jest jego „prawowitym nasieniem”. Z tego powodu Tora, w kolejnej paraszy (werset 22: 2), mówi o Izaaku jako o jedynym synu Abrahama. Mówiąc krótko, Izaak był jego „potomstwem związanym przymierzem”, podczas gdy Izamel był jego „potomstwem spoza przymierza”.

***

Jakie z tej historii mogą płynąć dla nas nauki? Jak można rozumieć uniwersalne, ważne dla ludzi wszystkich czasów, przesłanie opowieści o Abrahamie, Sarze i Hagar?

Moja propozycja zabrzmi następująco: ludzie mają swoje plany i (niekiedy wielkie) wizje, jednakże w sytuacjach, gdy napotykają problemy w ich realizacji, zwykle skłaniają się ku innym rozwiązaniom, ku temu co jest im aktualnie dane, ku temu co jest w zasięgu ręki.  Często zdarza się też, iż pomimo tego, że wybrali już rozwiązanie tymczasowe, nie rezygnują całkowicie ze swoich pierwotnych, upragnionych wizji i wciąż o nich myślą, z nadzieją, że ostatecznie staną się one rzeczywistością.

Jeśli chodzi o relacje miłosne, ludzie często wiedzą, iż nie będą ze sobą zawsze, często mają świadomość, że nie są sobie przeznaczeni. Niekiedy nawet rozmawiają ze sobą o tym, jak to będzie w przyszłości, gdy nie będą razem. A mimo tego pozostają w swoich związkach, jakby miały one trwać wiecznie.

Jednak później często nadchodzi czas, kiedy ich pierwotne marzenia stają się nie tylko możliwe, lecz całkowicie realistyczne, a niekiedy wręcz zupełnie w zasięgu ręki. Wtedy porzucają owe tymczasowe rozwiązania, na które się zdecydowali, choć często, zwłaszcza w sytuacjach związanych z miłością, są to decyzje bardzo trudne. To było również powodem przygnębienia Abrahama po wydaleniu Hagar i Izmaela, których, jak wszystko na to wskazuje, także kochał. Możliwe również, że to ów stan depresji zrodził w jego umyśle pomysł (rzecz jasna podsunięty przez samego Boga – zgodnie z dosłownym rozumieniem tekstu Biblii), aby poświęcić jedynego syna, który przy nim pozostał

Kiedy przychodzi czas podejmowania tak trudnych decyzji, często chciałoby się po prostu „anulować” obecny stan rzeczy: relacje z innymi ludźmi, zobowiązania wobec nich lub złożone im obietnice. W naszej biblijnej historii to sam Bóg jest tym, który unieważnia zobowiązania Abrahama wobec Hagar i Izmaela.

Jednak nasza historia uczy nas także tego, iż owe rozwiązania tymczasowe mają również swój własny sens i znaczenie, i mogą niekiedy mieć naprawdę głęboki, boski sens, bowiem nigdy nie jesteśmy całkowicie świadomi daleko idących konsekwencji naszych decyzji i działań podejmowanych tu i teraz. W rzeczywistości to sam Bóg zamknął łono Sary, aby zmusić ją do działania w inny sposób. Gdyby nie (tymczasowa) bezpłodność Sary, Izmael nigdy by się nie narodził. Dlatego nigdy nie powinniśmy nigdy a priori rezygnować z owych „rozwiązań tymczasowych”, by biernie oczekiwać na możliwość spełnienia się pożądanej wizji lub planu.  Nie znamy bowiem biegu rzeczy i tego, co czeka nas w przyszłości, a często zdarza się właśnie tak, że wybór rozwiązania tymczasowego, rzekomo sprzecznego z naszą „wielką wizją”, okazuje się być warunkiem koniecznym realizacji naszych najskrytszych marzeń.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

Trying Our Best – Just Like Noah Did

Trying Our Best – Just Like Noah Did

 

This week’s Torah portion Noah describes the great flood sent on Earth by the Eternal because of humanity’s sins. Only Noah and his family are saved by the Eternal from dying in the midst of the rising waters. What did Noah do to deserve such a privilege? The answer to this question can be found at the  beginning of our Parashat,

„This is the line of Noah: Noah was a righteous man; he was blameless in his age.” (Genesis 6:9.)

At first glance this verse seems to provide a compelling reason for saving Noah, who is described as a righteous and blameless man. However, the words that caught the attention of our sages were the following: “In his age”. The Rabbis wondered whether this phrase meant that Noah could be viewed as righteous only in the context of his own era, marked by a general decline in morality. In Bereshit Rabba, a book of Midrashim on the Book of Genesis, we find a discussion between Rabbi Judah and Rabbi Nehemia concerning Noah’s character. Rabbi Judah compared Noah to a person with one eye blind taking a stroll along a street full of blind people. In such circumstances even someone partially blind would be viewed as capable of seeing. Rabbi Judah was convinced that Noah would not have been viewed as righteous in the times of Moses or of prophet Samuel. Rabbi Nehemia opposed this view, comparing Noah to perfumes used in a place with an unpleasant smell. We could still sense their scent, although it would not be strong. Rabbi Nehemia claimed that in a different era the scent (righteousness) of Noah would have been sensed even from afar.  

Both Rabbi Jehuda and Rabbi Nehemia seem to believe that Noah was never punished for his pre-flood actions. Some of the sages disagreed with them. Rav Huna claimed that as a punishment Noah was bitten by a lion as the animals were being released from the ark after the flood waters had subsided. In such case the question arises what Noah’s transgression might have been.

Devarim Rabba, a Midrash on the Book of Deuteronomy, seems to provide us with an answer to this question, as it compares Noah and Moses to two captains of sinking ships. The first one, Noah, saves from death only himself and his family, whereas the second captain, Moses, saves all the passengers (by asking the Eternal not to wipe out the Israelites who were worshipping the golden calf.) According to this interpretation, Noah might have transgressed by showing no interest in the fate of the rest of humanity once the flood came.

The above mentioned Midrash shows us why Noah cannot be viewed as being equal to Moses. However, I am not sure whether Noah’s actions truly deserved punishment. The Midrash teaches us that Noah warned humanity about the flood, repeatedly admonishing them to change their behavior. After undertaking many such attempts Noah simply gave up. Once the flood came, he was convinced that it was already too late and he focused on saving his own family instead. His behavior right before the flood may not rank as the greatest act of altruism; however, it was profoundly human. In my opinion this moment portrays Noah’s character – of an imperfect human being trying to act the best he can.

Noah’s character reminds me of the words of Rabban Gamliel from tractate Pirkei Avot,

In a place where there is no man [where no one follows moral rules], strive to be a man (Pirkei Avot 2:5.)

This Shabbat I encourage you to ask yourselves if sometimes you find yourselves in situations when no one does the right thing. If you do, I encourage you to behave decently in such cases. Who knows, perhaps just like Noah you will manage not to drown in an ocean of excuses such as, “everyone does it”, “nothing can be done to change it” or “that’s just the way it is”. Shabbat Shalom!

 

Mati Kirschenbaum

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

Starać się jak Noe

Starać się jak Noe

Czytana przez nas w tym tygodniu parsza Noach opisuje wielki potop sprowadzony przez Wiekuistego na ziemię ze względu na grzechy ludzkości. Tylko Noe i jego rodzina zostają wybawieni przez Wiekuistego od śmierci w odmętach wzbierających wód. Czym Noe zasłużył sobie na taki przywilej? Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy na początku naszej parszy:

„Oto dzieje NoegoNoe był mężem sprawiedliwym; nieskazitelnym był on za czasów swoich” (Rdz 6, 9).

Na pierwszy rzut oka wers ten daje nam przekonujący powód dla ocalenia Noego, opisanego jako człowiek sprawiedliwy i nieskazitelny. Uwagę naszych mędrców przykuły jednak słowa „za czasów swoich”. Rabini zastanawiali się, czy to wyrażenie oznacza, że Noego można uznać za sprawiedliwego tylko w kontekście jego epoki, charakteryzującej się powszechnym upadkiem moralności. W Bereszit Raba, księdze midraszy do Księgi Rodzaju, znajdujemy dyskusję na temat jego charakteru między rabinem Judą i rabinem Nechemią. Rabin Juda porównał Noego do osoby ślepej na jedno oko spacerującej po ulicy pełnej niewidomych. W takiej sytuacji nawet osoba częściowo niewidoma jest uznawana za widzącą. Rabin Juda był przekonany, że Noe nie byłby uznany za sprawiedliwego w czasach Mojżesza albo proroka Samuela. Rabin Nechemia był przeciwnego zdania, przyrównując Noego do perfum użytych w miejscu o nieprzyjemnym zapachu. Możemy przecież rozpoznać ich zapach, nie jest on jednak silny. Rabin Nechemia twierdził, że w innej epoce zapach (prawość) Noego wyczuwalny byłby także w oddali.

Zarówno Rabin Jehuda, jak i rabin Nechemia zdają się wierzyć, że Noe nie został ukarany za swoje przedpotopowe zachowanie. Nie wszyscy mędrcy podzielali ich zdanie. Raw Huna twierdził, że karą dla Noego było pogryzienie go przez lwa przy wypuszczaniu zwierząt z arki po opadnięciu wód potopu. Możemy zadać sobie pytanie, co mogło być w takim razie przewinieniem Noego.

Dewarim Raba, midrasz do Księgi Powtórzonego Prawa, wydaje się udzielać nam odpowiedzi na to pytanie, porównując Noego i Mojżesza do dwóch kapitanów tonących okrętów. Pierwszy z nich, Noe, ratuje od śmierci tylko siebie i swoją rodzinę. Drugi kapitan, Mojżesz, ratuje wszystkich pasażerów (Prosząc Wiekuistego, by nie zgładził On Izraelitów wielbiących złotego cielca). W tej interpretacji uchybieniem Noego mógłby być brak zainteresowania resztą ludzkości, gdy nadszedł potop.

Powyższy midrasz udowadnia nam, dlaczego nie możemy uznać Noego za równego Mojżeszowi. Nie jestem jednak pewien, czy zachowanie Noego jest godne kary. Midrasz uczy nas, że Noe ostrzega ludzkość przed potopem, wielokrotnie zachęcając ich do zmiany ich postępowania. Po wielu próbach Noe po prostu się poddaje. Gdy nadchodzi potop, jest on przekonany, że jest już za późno i zajmuje się ratowaniem własnej rodziny. Jego postępowanie tuż przed nadejściem potopu nie jest może szczytem altruizmu; jest jednak bardzo ludzkie. Moim zdaniem ten moment oddaje charakter Noego – niedoskonałego człowieka, starającego się postępować jak najlepiej.
Postać Noego przypomina mi o słowach rabana Gamliela, zawartych w traktacie Pirkej Awot:

„Tam, gdzie nie ma ludzi (gdzie nikt nie przestrzega zasad moralnych), staraj się być człowiekiem” (Pirkej Awot 2,5).

W ten Szabat zachęcam Was do zastanowienia się, czy znajdujecie się czasem w sytuacji, w której nikt nie zachowuje się w porządku. Jeśli tak, zachęcam Was do zachowania się przyzwoicie. Kto wie, może tak jak Noemu uda się Wam nie utonąć w oceanie wymówek takich jak „wszyscy tak robią”, „nic się nie da zmienić” i „tak to już jest”.

Szabat Szalom!

 

Mati Kirschenbaum


 
 
 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

Zabijając gniew. Refleksja nad paraszą Bereszit

Zabijając gniew.

Refleksja nad paraszą Bereszit

Bóg zwrócił się ku Hewlowi i jego ofierze. Ale ku Kajinowi i jego ofierze się nie zwrócił. Kajin bardzo się rozzłościł i popadł w przygnębienie. Powiedział Bóg do Kajina: Dlaczego się rozzłościłeś i dlaczego wpadłeś w przygnębienie? Jeśli będziesz postępował dobrze, czy nie będzie ci wybaczone? A jeśli nie będziesz dobrze postępował – grzech leży u progu i ku tobie jest [skierowane] jego pożądanie, ale ty masz nad nim władzę.

(Bereszit 4:4-7, tłum. Tora Pardes Lauder)

Dlaczego Kain zamordował Abla? Nasza tradycja – a konkretniej midrasze – oferują nam wiele odpowiedzi na to pytanie, z których każda dotyczy rywalizacji braci i reprezentuje inne, filozoficzne spojrzenie na tę kwestię. Według jednego z midraszy, wszystko sprowadzało się do tego, co powodowało wiele konfliktów w rodzinach na przestrzeni wieków, a mianowicie do podziału własności i dziedziczenia. Kain i Abel, widząc, że są jedynymi ludźmi, postanowili podzielić „własność” świata. Jeden miał wziąć w posiadanie wszystkie ziemie i to, co z nich wyrasta, podczas gdy drugi miał odziedziczyć wszelkie ruchome przedmioty, takie jak zwierzęta itd. Tym samym jeden został się rolnikiem, a drugi pasterzem (Bereszit Rabba 22: 7). Inne wyjaśnienie mówi, że spierali się o kobietę. Według tego midrasza, zarówno Kain, jak i Abel urodzili się z bliźniaczkami, z którymi się pobrali. Jednakże Abel urodził się z dwiema siostrami, więc walka toczyła się o to, kto poślubi „dodatkową” żonę. Kain utrzymywał, że ma do tego prawo, bo był starszy, Abel z kolei twierdził, że skoro urodziła się wraz z nim, to on miał do niej prawo. Jeszcze inne wyjaśnienie dotyczy „powodów teologicznych”. Kain, widząc, że jego ofiara nie została przyjęta, podczas gdy ofiarę brata Bóg zaakceptował, rzekł do Abla: “Wygląda na to, że Bóg nie jest sprawiedliwy, bo faworyzuje (jednego z nas). Abel odpowiedział “Broń Boże, aby było tak, jak mówisz; powodem, że Bóg przyjął moją jest raczej to, że była lepsza. Wówczas odpowiedź Kaina brzmiała:  wygląda na to, że nie ma nagrody za dobro i kary za zło. Abel zaś rzekł: Zaprawdę, sprawiedliwi są nagradzani, a nikczemni karani. Owa kłótnia doprowadziła do tego, że Kain zabił Abla (Targum Jonatan Bereszit 4:8).

Zaproponuję tutaj jednak odmienną od powyższych odpowiedź, która może wydać się całkowicie trywialna: Kain zamordował Abla, ponieważ wpadł w gniew i nie był w stanie go kontrolować. Ta prosta odpowiedź jest zasugerowana już w wersecie 7 niniejszego rozdziału. Rzecz w tym, że jest ona prawdziwa, jak wiele spośród trywialnych prawd, dlatego też uczeni oraz zwykli ludzie je odrzucają, wyśmiewając, gdyż „każdy o tym wie” i nie ma o czym rozmawiać.

Ale czy rzeczywiście nie ma o czym rozmawiać? To właśnie frustracja i wypływający z niej gniew są jednym głównych powodów tego, że ludzie na świecie wybierają i wspierają tych, którzy tworzą anty-demokratyczne, totalitarne systemy polityczne i jest to praprzyczyną ogromu zła, który z tego później wynika. To właśnie gniew i brak kontroli nad nim jest bezpośrednią przyczyną wielu przestępstw i tego, że ludzie gotują innym ludziom „piekło na ziemi”. Oczywiście wszyscy szukają potem głębszych przyczyn, z nadzieją, że gdy je odkryją, pomoże to usuwać zło z tego świata, a przynajmniej – więcej go nie popełniać. Nie wspominając już o tym, że ciągły gniew bywa przyczyną problemów zdrowotnych, a nierzadko bezpośrednią przyczyną śmierci w wyniku wylewów, udarów mózgu itp.

Dlaczego jednak więc nie spróbować uporać się po prostu z samym gniewem, zwyczajną ludzką skłonnością do złości? Jako zadanie globalne wydaje się być to rzeczą beznadziejnie utopijną, wymaga bowiem przemiany powszechnej „natury ludzkiej”, a to przerastają możliwości każdego śmiertelnika. Niemniej jednak w obrębie samych siebie i naszych bliskich kontaktów z innymi możemy w tej materii zdziałać naprawdę wiele. Zaproponuję tutaj w skrócie własną koncepcję, jak tego dokonać, opartą na moich doświadczeniach, próbach, błędach oraz przemyśleniach.

Podstawowe założenie: wszyscy doświadczamy stałego i podświadomego, większego lub mniejszego poziomu wewnętrznego gniewu. W zależności od tego, jak wysoki on jest, wpadamy w złość łatwiej lub częściej, z różnych powodów. Jeśli jego poziom jest naprawdę wysoki, wówczas byle błahostka może nas wyprowadzić z równowagi.

Istnieją cztery etapy przezwyciężania naszej wewnętrznej tendencji do gniewu:

  1. Pozbądź się wszelkich racjonalizacji ludzkiego gniewu, np. “Ludzie czasem się wpadają w złość i to jest normalne”, „Wszyscy się czasem się denerwujemy i to jest typowa, ludzka cecha” itd. Rzeczywiście, statystycznie jest to „normalna” rzecz, lecz nie jest to żaden normatyw, wzorzec. Można żyć całkowicie bez gniewu, życie bez niego jest lepsze i jest cel, który pragniemy osiągnąć. Rashi, komentując werset 7 niniejszego rozdziału, cytuje Talmud (Kiddusin 30b): Jeśli tylko chcesz, możesz odnieść zwycięstwo nad nim. Podobny jest komentarz Soforno odnośnie tego samego wersetu: Jest w waszej mocy przezwyciężenie mocy złego popędu, dzięki temu, iż boski wizerunek (celem Elohim), towarzyszy wam od narodzin.

Tak więc nie istnieją żadne sensowne uzasadnienia dla gniewu, wszystkie są jedynie jego psychologicznymi racjonalizacjami. Bycie gniewnym nie jest to też cechą ludzkiego charakteru. Charakter nie ma z gniewem nic wspólnego, mimo że ludzie często tak to właśnie widzą, nazywając kogoś np. „cholerykiem” itp. Jest to powszechny błąd i kolejna racjonalizacja gniewu.

Twierdzę, że owa ludzka skłonność do gniewu nie jest czymś wrodzonym, choć jako, iż jest powszechna, ludzie wierzą, że jest wrodzona. Małe dzieci owszem go wyrażają, ale jest to, jak sądzę, bezpośrednim wynikiem frustracji, które ich spotykają. Dopiero później, w wyniku kumulacji różnorakich negatywnych doświadczeń, ludzie nabywają trwałej skłonności do gniewu. Ten proces może się rozpocząć także w dowolnym, późniejszym okresie życia, nie jest ściśle związany z okresem dzieciństwa i dorastania.

  1. Przeanalizuj wszystkie przypadki, w których wpadasz w złość, każdy z osobna. Odpowiedz sobie na pytanie, jakie rzeczy w świecie lub w zachowaniach innych powodują twój gniew. Pracuj oddzielnie nad tymi wszystkimi tymi zjawiskami. Ja wpadałem w złość, gdy ludzie traktowali mnie protekcjonalnie, zwłaszcza wówczas, gdy niewiele wiedzieli o mnie i o moim życiu. Kwestie polityczne też mnie swego czasu wkurzały. Spróbuj odizolować się od wszystkich tych czynników lub, jeśli nie możesz tego zrobić, pracuj nad reakcjami na nie, ponieważ wszystkie one zwiększają twój podświadomy poziom gniewu. Ja najpierw przepracowałem swoje reakcje na protekcjonalność ze strony innych, z gniewu na śmiechu. Teraz nawet już się z tego nie śmieję, jestem na to całkowicie obojętny.
  2. Gniew rodzi się z frustracji – to powszechnie uznany i akceptowany psychologiczny fakt. Każda najmniejsza choćby frustracja zwiększa poziom wewnętrznego gniewu, przyczynia się do twoich reakcji i możliwości nad-reakcji. Mogą to być nawet drobne rzeczy, jeśli jednak zdarzają się regularnie, przyczyniają się do wzrostu ciągłego, podświadomego poziomu gniewu. Może to być coś poważniejszego, jak zła sytuacja finansowa, dłuższy okres samotności, długotrwały stres, brak relaksu lub coś drobnego i pozornie nieistotnego, ale ciągłego. Postaraj się wyeliminować wszystkie frustracje w jakikolwiek dostępny Ci, moralnie akceptowalny, sposób.
  3. Ostatni krok to najpotężniejsze narzędzie walki z gniewem: wdzięczność. Przeciwieństwem gniewu nie jest spokój, ale wdzięczność. Dlatego rozwijaj w sobie postawę wdzięczności za każdą małą rzecz w swoim życiu. Za każdą chwilę, każdą rozmowę z drugim człowiekiem, każdy mały gest i dobry uczynek. Staraj się być wdzięczny także za negatywne, nieprzyjemne doświadczenia, ponieważ wiesz, iż przynajmniej kilka już razy widziałeś w nich dobro po jakimś czasie. Pomoże Ci to skutecznie zrównoważyć cały Twój gniew i unicestwić poczucie frustracji: jeśli odczuwasz wdzięczność w każdym momencie swojego życia, nie ma w nim miejsca na frustrację i nie ma miejsca na gniew. Jeśli pojawi się w tobie złość, o wiele łatwiej będzie ją uciszyć, zanim ją nawet wyrazisz.

To zadziałało w moim przypadku i może również zadziałać w twoim. Napisałem też o tym piosenkę. Zostanie ona opublikowana za miesiąc lub dwa.

A zatem, dlaczego więc Kain zamordował Abla? Bo brakowało mu wdzięczności wobec Boga za wszystko to, co od niego otrzymał.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

Nietrwały szałas czy trwałe dziedzictwo? Czym jest nasze życie?

Nietrwały szałas czy trwałe dziedzictwo? Czym jest nasze życie?

Mati Kirschenbaum

W trakcie Sukkot czytamy Księgę Koheleta, która wydaje się twierdzić, że ludzkie życie jest równie nietrwałe, jak budowane przez nas sukkotowe szałasy. Kohelet opisuje przemijalność ludzkich osiągnięć w sposób następujący:

„Znienawidziłem też wszelki swój dorobek, jaki nabyłem z trudem pod słońcem, a który zostawię człowiekowi, co przyjdzie po mnie. A któż to wie, czy mądry on będzie, czy głupi? A władać on będzie całym mym dorobkiem, w który włożyłem trud swój oraz mądrość swoją pod słońcem. I to jest ulotność”
(Koh 2,18-19).

Przypomniałem sobie słowa Koheleta czytając przypadającą na ten tydzień parszę We Zot HaBracha (Oto błogosławieństwo), ostatnią parszę w rocznym czytaniu Tory. W parszy tej Mojżesz udziela błogosławieństwa poszczególnym plemionom Ludu Izraela. On sam nie ma jednak powodów do radości. Wiekuisty nakazuje mu bowiem udać się na górę Nebo, na której szczycie ma spotkać go śmierć. Mojżesz pozbawiony jest możliwości wejścia do Ziemi Obiecanej, może ją jedynie zobaczyć ze szczytu góry. Taki los mógł wzbudzić w Mojżeszu poczucie krzywdy. Kto wie, może w głębi duszy chciał on powtórzyć słowa Koheleta, wyrażające smutek związany z brakiem możliwości cieszenia się owocami własnego wysiłku?

Wielu mędrców naszej tradycji wydaje się interpretować uczucia Mojżesza właśnie w taki sposób. Talmud zawiera wstrząsający opis Mojżesza płaczącego, gdy Wiekuisty dyktuje mu słowa Tory opisujące jego własną śmierć. Potrafię sobie wyobrazić smutek Mojżesza, który zdaje sobie sprawę, że za chwilę umrze. Może się on obawiać, że jego dorobek nie zostanie zapamiętany.

W Talmudzie znajdujemy przypowieść, która nawiązuje do lęku Mojżesza przed zapomnieniem. Opisuje ona podróż Mojżesza, w której trakcie odwiedza on jesziwę rabina Akiwy. W jesziwie siada on w ostatnim rzędzie i przysłuchuje się dyskusji między uczniami rabina Akiwy. Nic z niej nie rozumie! Wyobcowany, Mojżesz chce opuścić jesziwę. Jednak nagle słyszy on słowa rabina Akiwy, który stwierdza, że dyskusja między uczniami dotyczy prawa otrzymanego przez Mojżesza na Synaju. Uspokaja to Mojżesza, który zdaje sobie sprawę, że jego dorobek stanie się punktem wyjścia do rozważań przyszłych pokoleń.
Przytoczona powyżej przypowieść o Mojżeszu uświadamia nam, że nasz dorobek nie należy do nas samych. Przeciwnie, nasze osiągnięcia mogą pomóc kolejnym pokoleniom pogłębiać wiedzę o świecie. W jaki sposób? Tego nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Dlatego nie powinniśmy za dużo myśleć o tym, czy pozostawimy coś trwałego po sobie. Przestrzega nas przed tym także Kohelet, który opisuje wszystkie nasze starania hebrajskim słowem hewel. Chrześcijańskie tłumaczenia Biblii Hebrajskiej tłumaczą to słowo jako „marność”. W tym tłumaczeniu najsławniejsze słowa Koheleta brzmią następująco: marność nad marnościami i wszystko marność. Nie jest to jednak właściwe tłumaczenie. „Hewel” znaczeniowo bliższy jest takim słowom jak „przemijanie” i „ulotność”. Nasze osiągnięcia nie są zatem marne, są ulotne – nie jesteśmy w stanie ocenić ich przyszłego znaczenia, możemy tylko ufać Wiekuistemu i robić to, co do nas należy, najlepiej jak potrafimy. Mojżesz tak czynił i uznawany jest za najwybitniejszego przywódcę Izraelitów, mimo że nigdy nie dotarł do Ziemi Obiecanej. W ten Szabat w trakcie Sukkot zachęcam Was do docenienia Waszych osiągnięć, nawet jeśli wydają się Wam nieistotne. Kto wie, może staną się one kiedyś fundamentem czegoś wielkiego? Szabat Szalom weMoadim LeSimcha!

Mati Kirschenbaum

 

 

 

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

An Ephemeral Booth or a Lasting Legacy? How Should We View Our Lives?

An Ephemeral Booth or a Lasting Legacy? How Should We View Our Lives?

Mati Kirschenbaum

During Sukkot we read the Book of Ecclesiastes, which seems to claim that human life is equally ephemeral as the Sukkot booths which we build. Kohelet describes the transient character of human achievements in the following way:

So, too, I loathed all the wealth that I was gaining under the sun. For I shall leave it to the man who will succeed me— and who knows whether he will be wise or foolish?—and he will control all the wealth that I gained by toil and wisdom under the sun. That too is [fleeting]
(Ecclesiastes 2:18-19.)

I was reminded of Kohelet’s words as I was reading this week’s Torah Portion VeZot HaBracha (“This is the Blessing”), the last Parasha in the yearly Torah reading cycle. In this Parasha Moses blesses each of the tribes of the people of Israel. However, personally he has no reason to be joyous, since the Eternal commands him to go to the top of Mount Nebo, where he will face his own death. Moses has been deprived of the possibility to enter the Promised Land, he can only see it from the top of the mountain. Facing such a fate could have evoked a sense of injustice in Moses. Who knows, maybe deep down he wanted to repeat the words of Kohelet expressing the sadness stemming from not being able to enjoy the fruits of his own efforts?

That’s exactly how many sages within our tradition seem to interpret Moses’ feelings. In the Talmud we find a harrowing description of Moses weeping as the Eternal is dictating to him the words of the Torah describing his own death. I can imagine Moses’ sadness as he realizes that he is about to die. He might be afraid that his achievements won’t be remembered.

In the Talmud we find a parable which refers to Moses’ fear of being forgotten. It describes Moses’ journey, during which he visits Rabbi Akiba’s yeshiva. At the yeshiva he sits in the last row and he listens to the discussion between rabbi Akiba’s disciples. And he can’t understand anything of what’s being said! Feeling alienated, Moses wants to leave the yeshiva. However, suddenly he hears the words of Rabbi Akiva, who states that the discussion between the disciples refers to the law received by Moses at Sinai. This reassures Moses, who realizes that his achievements will become a starting point for the deliberations of future generations.

The above mentioned parable about Moses makes us realize that our achievements do not belong to ourselves. On the contrary, our achievements can help subsequent generations  gain a deeper understanding of the world. How so? In ways we can’t even imagine. That’s why we should not spend too much time wondering if we’ll leave something permanent behind us. Kohelet warns us against this as well, as he describes all of our endeavors with the Hebrew term hevel. In Christian translations of the Hebrew Bible this word is translated as “vanity”. According to this translation the most famous of Kohelet’s quotes sounds as follows: “Vanity of vanities  and all is vanity.” However, this is not an appropriate translation. The meaning of the term “hevel” is closer to words such as “transience” and “fleeting”. Hence our achievements are not in vain – they are fleeting – we are not able to assess their future significance, we can only trust the Eternal and keep on doing what we can as best as we can. That is exactly what Moses did and he is considered the most outstanding among all the Israelite’s leaders, even though he never reached the Promised Land. On this Shabbat which falls during Sukkot I encourage you to appreciate your own achievements, even if they might seem insignificant to you. Who knows, perhaps one day they will become the basis of something great? Shabbat Shalom veMoadim LeSimcha!

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Mati Kirschenbaum

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

SUKKOT

SEPTEMBER 2018, Beit Polska

SUKKOT

 

Rabbi Dr. Walter Rothschild

The festival of Sukkot, following on the full moon so shortly after the end of Yom Kippur and the lengthy period of repentance and meditation and teshuvah, is always a difficult one in some respects because one has just done so much praying and then comes the command ”Be happy!” ”VeSsamachta beChagecha”, ”You should rejoice and be happy in your festival.”  (Deuteronomy 16:14). It is not just a case of WHAT you should do to perform a specific set of mitzvot – there is that too, of course, with the commands for building the Sukkah or using the Arba Minim, the Four Species, but of HOW one should feel while doing it. I always consider this to be one of the most difficult of Mitzvot, as it involves Feeling, not Doing.

For technical reasons, to do partly with the time required for translation into Polish and partly with my own work schedule, I am preparing this address a few days before the festival and as I write it is not yet clear just what effect the latest hurricane has had in certain Eastern states of the USA – by the time we come to this day, you may have had chance to see in the media more aerial photos of devastated cities, just as the images we saw a few years ago of New Orleans and frankly just as the images we see almost every year of buildings torn up and split apart by invisible forces – you do not SEE Wind, only its effects – and streets littered with débris and upturned cars, and boats standing stranded far inland. It seems to happen very frequently, almost as frequently as there are fires raging on the West Coast, in California, burning people’s homes and making them into homeless refugees. I am preparing this address before we have had chance to learn how congregations of our fellow Jews will have had to cope with these natural forces, how they coped with Yom Kippur and how they will cope with Sukkot. Thanks to modern technology we can learn such things very quickly, but it still takes time. So I am having to estimate or to make assumptions, in the knowledge that we will as before hear from colleagues, from our religious movements, we shall hear appeals for help and support. ”Kol Yisrael arevim zeh-lazeh”, all Jews are responsible for helping one another in times of need, and it may even be only with moral support, but nevertheless a sense of solidarity is important. I do know that citizens of some States have been warned by Federal, State and local government leaders to leave, to get into their cars and simply drive away, to lock up and abandon their homes for a while so as to save their lives…..   To seek better, more substantial shelters. And many people will be living for extended periods in temporary accommodation while repairs are made, while roofs are rebuild, while uprooted trees are cleared away, while electric power is restored. As I say, the details and the statistics are unknown at the time of writing but the general picture is already clear. In a wealthy and powerful country, the wind can blow, the rain can fall – and suddenly Nature stops being something charming to look at and enjoy, but a threat to one’s very existence and to all that one has built up.  (There are also storms currently  in the Pacific affecting the Philippines and China, though – to put it bluntly – there are simply fewer Jews in this part of the world!) 

At the same time in another part of the world, as I write these lines and perhaps even when I deliver them to you personally, further cities in the Near East, in Syria or in Yemen and elsewhere, are being reduced to concrete rubble and twisted bits of steel; buildings and the people within them are being turned into dust by all the power of modern warfare. Television cameras and even amateur mobile telephones are now used to show the same, repetitive images of ruined cities, of heaps of wreckage – the wreckage of civilisations, of individual lives, of cultures. Collections of books or of archaeological exhibits and archives and memories will be destroyed just like homes, schools, markets, hospitals, places of worship….. We will see familiar pictures of what were tall buildings with gaping holes in them, of walls without floors, or of floors exposed without walls to contain them, slabs of concrete dangling, streets piled high and impassable. We have seen these images for years now, for decades, we get used to them, inured to them….. but for those who live there, or lived there, or used to live there, or try to live there, or who have and had loved ones who lived there, or who want to go back and live there, these images mean much, much more.

And of course we as a community will celebrate Sukkot in a city which, as old photographs show, albeit it is still just within living memory, was once almost unrecognisable as a city at all, with barely two bricks left on top of each other.  The blast of an explosive shell is also invisible to the naked eye – you do not see the wind, only what it does. It takes years to build a city block, minutes to destroy it, maybe even just seconds.

From all this we learn how temporary human-built buildings can be, how fragile, how provisional. The greatest castles and palaces, the largest bunkers even, everything built of stone or timber, of brick or concrete or steel or glass, of aluminium and slate and terra-cotta and marble – EVERYTHING that can be built up, can be torn down or torn apart.

Sukkot was once for the Farmers in Israel a harvest festival and the Sukkah recalled temporary shacks set up to enable the workers to overnight close to their places of work. But for the Rabbis in exile from Israel Sukkot was always the opportunity to remind ourselves that cities with thick city walls and high city gates were just as vulnerable as anything else, that for wanderers in the desert, runaway slaves, refugees, ANY form of shelter was better than none, and that even city-dwellers could and should learn the art of hospitality to fellow nomads, to invite into their shacks symbolic visitors and to share a bite to eat and something to drink, a chance to remind ourselves that essentially we are all nomads in life and that the only fixed abode we shall eventually have is in the earth, not on it.

VeSsamachta beChagecha. ”Be happy and enjoy your festival.”  We actually, here, today, this year, have a lot to be happy about. The Sukkah is just temporary, for ritual or for decorative purposes. We will not have to live in it through the oncoming winter. We shall not have to meet as a community in it for the next several Shabbatot. We shall return from the festival service to homes or hotels with intact roofs and functioning water or electricity services, to intact furniture, floors we can walk on and the sort of draught where you can tell it is a draught because the rest of the wall or window is still there.

We have a lot to be happy about and we should not take that for granted. The lesson of Sukkot is: Not to forget that. That’s all. Do not forget that. And be happy.

 

  Chag Sameach!

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,