What does the Tabernacle symbolize?

What does the Tabernacle symbolize?  

Mati Kirschenbaum

Adonai, enthroned on cherubim, is king, peoples tremble, the earth quakes. (Ps 99:1.)

We recite these words every week during Kabbalat Shabbat. They refer to the vision of the Eternal sitting on the cherubim in the Tabernacle, whose construction is being described in this week’s Torah portion Terumah. In this Parashat we read about the instructions regarding how to construct the Tabernacle which Moses received from the Eternal. Moses conveys these instructions to the Israelites, ordering every person whose heart so moves them to give offerings which will be used to build the Tabernacle. Its completion is supposed to allow the Eternal to dwell AMONG the Israelites. This way of phrasing it suggests that, contrary to Middle-Eastern deities, whose temples were considered to be their homes, the Eternal was not going to live in the Tabernacle. The Tabernacle was meant to be only His symbolic dwelling. However, the instructions regarding the way in which this dwelling should be built are very detailed. We could ask why a structure holding a purely symbolical meaning is being described in such a detailed way.

Our scholars were interested in this question already in ancient times. Josephus, the Jewish historian who lived in the first century of the common era, claimed that the Tabernacle symbolizes our world. The two parts of the Tabernacle which the priests had access to –  the Courtyard and the Holy Place, were supposed to symbolize heaven and earth, whereas the Holy of Holies was supposed to symbolize the place of God’s presence which was  inaccessible to humans. The twelve loaves of bread were meant to symbolize the twelve months of the year. The four kinds of materials from which the curtains of the Tabernacle were made were supposed to symbolize the four elements.

On the other hand, Shemot Rabba, the collection of Midrashim on the Book of Exodus, views the Tabernacle as an earthly manifestation of the Eternal’s creative power. According to this  interpretation the curtains in the Tabernacle symbolize the sky, which according to Psalm 104:2 was spread by the Eternal. The division between the Holy of Holies and the Holy Place was supposed to symbolize the division of the waters caused by the creation of the heavenly vault, as described in Genesis 1:6. The lights in the Tabernacle were supposed to remind that all Light comes from the Eternal.

The above mentioned interpretations of the Tabernacle’s construction provide different explanations as to why the instructions are so detailed. However, what they have in common is the belief that the Tabernacle represents the multidimensionality of the world created by the Eternal. This model shows us that in this world we do not have access to all the aspects of reality. However, we are able to learn a lot as we try to portray them using the means which are available to us. Moreover, the very process of building such a model brings us closer to the Eternal.

Nowadays building a Tabernacle for the Eternal does not entail erecting impressive constructions. Today we build such a Tabernacle by means of good deeds. Every act of helping your neighbor, every demonstration of our social engagement contributes to erecting a Tabernacle here and now, a Tabernacle in which the Eternal will dwell among us. May this moment arrive speedily in our days. Ken Yehi Ratzon Bimhera Beyameynu. Shabbat Shalom!

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Mati Kirschenbaum

 

 

Co symbolizuje Przybytek Zgromadzenia?

Co symbolizuje Przybytek Zgromadzenia?

Mati Kirschenbaum

 

Adonaj to Król, drżyjcie narody. Siedzi na cherubach, zadrżyj ziemio. (Ps 99, 1)

Słowa te wypowiadamy co tydzień w trakcie Kabbalat Szabat. Odwołują się one do wizji Wiekuistego siedzącego na cherubach w Przybytku Zgromadzenia, którego budowę opisuje czytana przez nas w tym tygodniu parsza Truma. Parsza ta opisuje instrukcje dotyczące budowy Przybytku Zgromadzenia, które Mojżesz otrzymał od Wiekuistego. Mojżesz przekazuje te instrukcje Izraelitom, nakazując wszystkim, których skłania do tego serce, złożenie daniny na rzecz budowy Przybytku. Jego ukończenie ma umożliwić Wiekuistemu zamieszkanie WŚRÓD Izraelitów. To sformułowanie sugeruje, że, w odróżnieniu od bliskowschodnich bóstw, których świątynie były postrzegane jako ich domostwa, Wiekuisty nie miał mieszkać w Przybytku. Przybytek miał być tylko jego symbolicznym domostwem. Instrukcje dotyczące budowy tego domostwa są jednak bardzo dokładne. Możemy zadać sobie pytanie, dlaczego budowla o czysto symbolicznym znaczeniu opisana jest w tak szczegółowy sposób.

Pytanie to zajmowało naszych uczonych już w starożytności. Józef Flawiusz, żydowski historyk żyjący w pierwszym wieku naszej ery, twierdził, że Przybytek symbolizuje nasz świat. Dwie części Przybytku dostępne kapłanom, Dziedziniec i Święte Miejsce, miały symbolizować niebo i ziemię, Święte Świętych miało zaś symbolizować niedostępne dla ludzi miejsce przebywania Boga. Dwanaście bochenków chleba miało symbolizować dwanaście miesięcy w roku. Cztery rodzaje materiałów, z których wykonane były zasłony Przybytku miały symbolizować cztery żywioły.

Z kolei Szemot Raba, zbiór midraszy na temat Księgi Wyjścia, interpretuje Przybytek jako ziemskie unaocznienie stwórczej siły Wiekuistego. W tej interpretacji zasłony w Przybytku symbolizują niebo, które, według Psalmu 104, 2, zostało rozpostarte przez Wiekuistego. Podział między Świętym Świętych a Miejscem Świętym miał symbolizować podział wód poprzez stworzenie sklepienia niebieskiego, opisany w Księdze Rodzaju 1, 6. Światła w Przybytku miały przypominać o pochodzeniu wszelkiego Światła od Wiekuistego.

Opisane powyżej interpretacje budowy Przybytku wyjaśniają szczegółowość instrukcji na różne sposoby. Ich cechą wspólną jest przekonanie, że Przybytek reprezentuje wielowymiarowość świata stworzonego przez Wiekuistego. Model ten pokazuje nam, że nie jesteśmy w stanie w tym świecie przeniknąć wszystkich aspektów rzeczywistości. Jesteśmy jednak w stanie wiele się nauczyć, próbując ją przedstawić korzystając z dostępnych nam środków. Co więcej, sam proces budowy takiego modelu zbliża nas do Wiekuistego.

W dzisiejszych czasach wznoszenie Przybytku dla Wiekuistego nie wiąże się z wznoszeniem imponujących budowli. Przybytek ten wznosimy obecnie przez dobre uczynki. Każdy akt pomocy bliźnim, każdy przejaw naszego zaangażowania społecznego przyczynia się do wzniesienia tu i teraz Przybytku, w którym wśród nas zamieszka Wiekuisty. Niech ta chwila nadejdzie za naszych dni. Ken jehi racon bimhera bejamejnu.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju? Refleksja nad paraszą Miszpatim

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju?

Refleksja nad paraszą Miszpatim

Porcja Tory na ten tydzień zaczyna się od XXI rozdziału Księgi Wyjścia, czyli od rozdziału, który następuje zaraz po tym, który zawiera Dekalog. Cztery rozdziały naszej paraszy zawierają szereg przepisów o charakterze moralnym, rytualnym, jak również z dziedziny prawa rodzinnego, cywilnego oraz karnego. Jakkolwiek w Torze nie ma nic mniej lub bardziej ważnego, ponieważ jako całość stanowi ona system boskiego prawa, to jednak w toku dziejów pewne jej prawa, przynajmniej w swoim dosłownym rozumieniu, wydają się być bardziej „aktualne” aniżeli inne. W mojej opinii, zresztą nie tylko w mojej, na szczególną uwagę zasługują następujące wersety:

Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę, zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

(Szemot/Exodus 22:20-23)

Chociaż niektórym może się wydawać, ze Tora w swoich przepisach jest bardzo szczegółowa, jest to dość powierzchowne wyobrażenie. Biorąc pod uwagę jej totalność, bardzo często okazuje się, że prawa Tory są dość ogólne i wymagają dookreślenia. Tym też od wieków zajmują się rabini, „rozpakowując”, używając języka informatyki, „skompresjowane treści”, które ona w sobie zawiera. Także prawo dotyczące cudzoziemców, wdów oraz sierot wymaga dookreślenia. Rozważając powyższe wersety warto więc sięgnąć do choćby dwóch spośród najznamienitszych komentatorów. Raszi przykładowo stwierdza, iż powyższe prawo w rzeczywistości dotyczy każdego człowieka; niemniej jednak Tora specjalnie akcentuje ludzi spośród tych trzech grup z uwagi na ich, niekorzystne względem innych obywateli, położenie – ich podatność na zranienie oraz bezsilność wobec świata. Taki sam pogląd wyraża Ibn Ezra, dodając jednakże, iż cudzoziemiec musi odrzucić bałwochwalstwo, ażeby zasłużyć sobie na „równe traktowanie”. Mówiąc językiem współczesnym – cudzoziemiec musi wpierw zaakceptować normy społeczeństwa, w którym zdecydował się żyć.

Powyższa zasada „współczucia” wobec słabych to nie tylko zasada etyczna, ale i socjologiczna. Wiemy dobrze, jakiego rodzaju ludzie mogą – choć nie muszą – wyrosnąć z gnębionych sierot. Bo chociaż cierpienia i frustracje u ludzi dorosłych mogą być, i często są, przez nich przekute na działania dobre i pozytywne, to jednak bolesne i pełne frustracji dzieciństwo trudno uznać za coś pozytywnego. Tego rodzaju doświadczenia zwiększają głównie prawdopodobieństwo postaw aspołecznych w dorosłym życiu, takich jak kierowanie się resentymentem, chęcią zemsty czy bycie po prostu przestępcą. Tak więc pomoc słabszym może być motywowana już choćby długofalowym, własnym interesem społeczeństwa, swojego rodzaju „grupowym egoizmem” wspólnoty. Kara, którą Bóg przepowiada w wersecie 23:

Zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

jest w gruncie rzeczy opisem realnych, długofalowych procesów zachodzących w zbiorowościach ludzkich: niesprawiedliwość jest dziedziczona i prowadzi do rozpadu społeczeństwa, rozkładu jego więzi, a w konsekwencji do całkowitego upadku społeczności, która ostatecznie będzie składać się wyłącznie z wdów, sierot i przestępców, a więc ze jednostek słabych oraz z tyranów. Czy tego rodzaju społeczeństwo jest w stanie obronić się przed jakimkolwiek zagrożeniem z zewnątrz, czy to ludzkim czy po prostu naturalnym?

Chociaż powyższe przykazania mają charakter negatywny, wyrażany w słowach „nie krzywdź”, to jednak niekiedy przydawany jest im, co jest oczywiście spójne z innymi przykazaniami Tory, pozytywny charakter, który można wyrazić w słowach „wesprzyj”, „pomóż” itd. I tutaj sprawy się komplikują. Nigdy nie miałem wątpliwości, iż nie tylko dobrowolna, ale i instytucjonalna pomoc słabszym jest niezwykle ważna we współczesnych społeczeństwach na świecie. Ale, niestety, sprawa nie jest taka prosta i pojawiają się tu pewne niebezpieczeństwa.

Po pierwsze nie każda pomoc stanowi pomoc. Zanim zdecydujemy się pomagać słabszym upewnijmy się, że nasza pomoc nie skończy się jedynie na zaspokajaniu ich doraźnych potrzeb. Tego rodzaju pomoc wobec osoby nieprzystosowanej społecznie (wracamy do słów Ibn Ezry), błąkającej się po tym świecie bez celu i sensu, lub nie zamierzającej wziąć za nic odpowiedzialności, chociażby za samą siebie – jest często demoralizująca.

Po drugie, co bardzo istotne, los i pozycja słabszych jest często wykorzystywana politycznie w niecnych celach, o czym ludzie/obywatele dowiadują się często po fakcie, gdy już ewidentnym jest, że wcale nie chodziło o pomoc słabszym, lecz o własne przywileje, władzę i realizację własnych, ideologicznych wizji. I tutaj zaczyna otwierać się piekło czarno-białych i przesyconych resentymentem wizji świata. Jedną z nich jest generalnie nadużywany, sztywny podział na „opresjonowanych i opresjonujących”, „skrzywdzonych i krzywdzących” itd. Tego rodzaju koncepcje nie budują porozumienia między ludźmi i choć może dodają one otuchy ludziom i grupom będącym w gorszym położeniu, to w dalszej perspektywie wcale nie przyczyniają się do pokoju i naprawy relacji między ludźmi w danym społeczeństwie. W skrajnych przypadkach to – tu nazwę rzecz po imieniu – marksistowskie z gruntu interpretowanie zjawisk społecznych, nosi wręcz znamiona podżegania do zbrodni. Owo napuszczanie „skrzywdzonych” przeciw „tym, którzy się obłowili kosztem wszystkich innych” wydało swój potworny owoc niedawno w Gdańsku, podczas ostatniego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzkie losy są nazbyt złożone, by móc sprowadzić je do dwóch kategorii. Wśród skrzywdzonych są zapewne autentycznie skrzywdzeni i uciskani. Ale samo poczucie krzywdy u człowieka nie oznacza, że był on w rzeczywistości skrzywdzony przez innych. Są wśród pokrzywdzonych także tacy, którzy sami sobie na swój los zapracowali. Dlatego w tej materii nadmierne uogólnienia, jak budowanie całych obozów i grup skrzywdzonych, jest bardzo niebezpieczne.

Konkludując, nie tylko nie czyńmy życia słabszych trudniejszym, ale starajmy się, wedle własnych możliwości, uczynić je łatwiejszym, zwłaszcza jeśli sami nic na tym tracimy. Miejmy też ograniczone zaufanie do instytucji publicznych rzekomo nas z tego „wyręczających”. A najbardziej uważajmy na polityków, jakiejkolwiek przynależności, którzy na sztandarach mają „pomoc słabszym”, bowiem nader często nie działają tak naprawdę w ich interesie, lecz jedynie w interesie własnej, wąsko pojętej grupy.

Menachem Mirski

Szabat szalom!

Dobry przykład wskazuje drogę

Dobry przykład wskazuje drogę

 

Mati Kirschenbaum

W pierwszych słowach czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Jitro dowiadujemy się, że wieść o wyjściu Izraelitów z Egiptu i ich zwycięstwie nad Amalekiem dotarła do Jitro, teścia Mojżesza. Słysząc tak dobre wieści, Jitro stwierdza, że jego córce Ciporze, żonie Mojżesza, oraz jej dwóm synom nie będzie grozić niebezpieczeństwo, jeśli dołączą oni do prowadzonych przez ich ojca i męża Izraelitów. Jitro udaje się zatem w podróż do góry Synaj, pod którą obozuje właśnie Mojżesz. Spotkanie z rodziną po długiej rozłące jest dla Mojżesza źródłem wielkiej radości. Nie ma on jednak czasu specjalnie się tym cieszyć, jest on w stanie poświęcić swoim najbliższym zaledwie jeden wieczór. Już następnego dnia musi  wracać do pracy. Jej charakter nasza parsza opisuje w następujący sposób:

Nazajutrz zasiadł Mojżesz, aby sądzić lud. I stał tłum przed Mojżeszem od rana do wieczora.

(Wyj. 18, 13)

Jitro, mający wieloletnie doświadczenie w przewodzeniu Midianitami, nie pochwala tego sposobu sprawowania przez Mojżesza przywództwa. Dlatego udziela on Mojżeszowi następującej rady:

Nie jest dobre to, co czynisz. Zamęczysz siebie i lud, który przy tobie stoi, gdyż taka praca jest dla ciebie za ciężka, i sam jej nie możesz podołać. Teraz posłuchaj rady, jaką ci daję, a Bóg niechaj będzie z tobą: Sam bądź przedstawicielem swego ludu przed Bogiem i przedstawiaj Bogu jego sprawy. Pouczaj lud dokładnie o przepisach i prawach, i pouczaj go o drodze, jaką winien chodzić, i o uczynkach, jakie winien spełniać. A wyszukaj sobie z całego ludu dzielnych, bojących się Boga i nieprzekupnych mężów, którzy się brzydzą niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów ich przełożonymi już to nad tysiącem, już to nad setką, już to nad pięćdziesiątką i nad dziesiątką, aby mogli sądzić lud w każdym czasie. Ważniejsze sprawy winni ci przedkładać, sprawy jednak mniejszej wagi sami winni załatwiać. Odciążysz się w ten sposób, gdyż z tobą poniosą ciężar. (Wyj. 18, 17-22)

Zgodnie z radą Jitro Mojżesz mianuje wśród Izraelitów kierowników odpowiedzialnych za rozstrzyganie spraw mniejszej rangi; sam odpowiedzialny jest za kontakt z Wiekuistym i ze starszyzną Izraela. Uwolniony od balastu zajmowania się najdrobniejszymi problemami Izraelitów, Mojżesz może następnie wspiąć się na górę Synaj, aby tam, podczas spotkania z Bogiem, otrzymać Torę. Można powiedzieć, że porady Jitro stanowią fundament, bez którego Mojżesz nie potrafiłby zbudować systemu społecznego wcielającego w życie wartości objawione mu na górze Synaj. Potraficie sobie wyobrazić społeczeństwo, w którym jedna osoba jest odpowiedzialna zarówno za nauczenie społeczeństwa jak postępować, jak i za przestrzeganie prawa? Nie sądzę, aby takie społeczeństwo mogło sprawnie funkcjonować. Parsza Jitro uczy nas, że charyzmatyczni przywódcy nie są w stanie udźwignąć ciężaru zarządzania wielkimi projektami społecznymi bez struktur organizacyjnych umożliwiających im realizację skomplikowanych celów. To właśnie te struktury pozwalają następnym pokoleniom działać zgodnie z duchem wartości ich poprzedników.

Myślę, że wielu z nas wciąż nie może dojść do siebie po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zastanawiamy się, co możemy zrobić, by pamięć o nim nie została zapomniana. Boimy się, że jego śmierć jest oznaką przemiany Polski w podzielony, pełen nienawiści kraj, w którym otwartość na innych narażona jest na nienawiść i przemoc.

Parsza Jitro uczy nas, że możemy przeciwdziałać takim tendencjom. Możemy kontynuować dziedzictwo Pawła Adamowicza poprzez kontynuację jego dzieła, poprzez włączenie się w działania realizujące jego ideały. Tak jak on możemy wymagać od naszych samorządów wprowadzenia programów wspierających integrację imigrantów. Tak jak Paweł Adamowicz możemy wspierać prawa osób LGBT. Tak jak Paweł Adamowicz możemy publicznie deklarować, że patriotyzm lokalny i duma z bycia Europejczykiem wzmacniają nasze przywiązanie do Polski, a nie je osłabiają. Zachowując się w ten sposób, wzmocnimy te struktury w naszym społeczeństwie, które realizują ideały Pawła Adamowicza.

Jitro, teściowi Mojżesza, nie dane jest uczestniczyć w nadaniu Tory na Synaju. Wraca on do swojego kraju, zanim do niego dochodzi. Jego zasługi dla ludu Izraela nie zostają jednak zapomniane, parsza zawierająca opis zawarcia przymierza Boga z Izraelem nosi jego imię. Paweł Adamowicz nie doczekał Polski realizującej w pełni bliskie mu ideały. W ten Szabat zachęcam Was do zastanowienia się, co możecie zrobić, aby wizja Polski, w którą wierzył Paweł Adamowicz, stała się rzeczywistością ku jego pamięci. Zichrono liwracha — niech jego pamięć stanie się dla nas błogosławieństwem.

Mati Kirschenbaum

בְּשַׁלַּח

בְּשַׁלַּח

Beszalach

Beszalach, w tłumaczeniu z języka hebrajskiego oznacza „gdy uwolnił”. Co oznacza wolność? Czy oznacza ona wyłącznie dowolność wyboru? Emanuel Levinas (w eseju Trudna Wolność) odpowiada, że takie pojmowanie wolności, jako pełnej swobody wyboru nie jest zwykłym zuchwalstwem. Taka wolność to według niego wolność człowieka, który „nie zaznał jeszcze odczucia solidarności ludzkiej i który myśli (jak wielu współczesnych), że każdy istnieje dla siebie i że wszystko jest dozwolone.”. Kluczowe jest tu słowo „jeszcze”, które wskazuje, że tak pojmowana wolność to forma prymitywna, podstawowa, to początek drogi, którą każdy zaczyna sam, na początku każdej drogi jest zawsze „ja”, ego.

Ta droga potoczyć się może różnie, o czym przekonaliśmy się wszyscy w zeszłą niedzielę. Człowiek, który dopiero co opuścił więzienie dokonał publicznie mordu politycznego na Prezydencie Gdańska. Paweł Adamowicz, zamordowany, i jego morderca – byli na scenie równi w swojej wolności, ale jakże różni w tym co z tą wolnością zrobili. Paweł Adamowicz był niewątpliwie osobą, która nie tylko zaznała solidarności, ale swoim wsparciem dla innych także tą solidarność okazywała. Widział drugiego człowieka, jego potrzeby, jego ludzkość, sens współpracy i wzajemnego wsparcia. Jako Żydzi powinniśmy na zawsze zapamiętać wsparcie, które Adamowicz okazał gdańskiej społeczności żydowskiej po ataku na Synagogę. Z kolei dopiero co wyzwolony morderca uczepił się swojego ego tak mocno, że ten moralny wektor zawrócił go bardzo szybko w kierunku niewoli. Na początku jego drogi wolności.

Dzisiejsza parasza zaczyna się także na początku tej drogi, opowiada następnie o zakrętach, wybojach i przeszkodach, które na niej napotkamy. Moment, w którym B-g uwolnił Izrael z niewoli egipskiej w sposób oczywisty jest momentem przełomowym dla Tory, judaizmu, może być interpretowany jako początek Izraela jako narodu. Izrael nie jest jeszcze związany przymierzem Tory, przez co w tym momencie jest narodem podobnym do wszystkich narodów, które uzyskały w swojej historii możliwość samostanowienia. W porządku rzeczy stworzonych przez B-ga wielkim szczęściem jest znaleźć się w tej sytuacji. Jako Polacy, pamiętając czasy zaborów i komunizmu powinniśmy to doskonale rozumieć. Izrael z powodu tego szczęścia śpiewa w parszy Baszalach Szirat HaJam (הים שירת), pieśń morza. Kiedy Izrael przechodzi dzięki Wiekuistemu Morze Czerwone, B-g zatapia jego prześladowców, wojska Faraona, dyktatora myślącego o sobie jak o bogu.

Drogę Izraela przez Morze Czerwone symbolizuje flaga dzisiejszego państwa Izrael. To droga do wolności, niełatwa, już na jej początku Izrael napotkał przeciwności i wielu ludzi zawróciło ku własnej zgubie. Najpierw zmierzyli się z brakiem wody w Mara, z pomocą przyszedł Najwyższy uzdatniając wodę i stając się odtąd lekrzem Izraela. Co ciekawe, tą samą drogą idzie dzisiejsze państwo Izrael, odzyskując 80% zasobów wody, które zużywa. Również w Polsce jako wolni ludzie powinniśmy się najpierw troszczyć o czystość naszego środowiska, nie tylko wody, ale także powietrza.

Z Mara Mojżesz poprowadził Izrael do Elim, oazy gdzie było dwanaście źródeł wody dla dwunastu plemion Izraela i rosło siedemdziesiąt palm, tak jak siedemdziesiąt sprawiedliwych narodów ma zostać uzdrowione razem z Izraelem w olam haba (przyszłym świecie).

Miesiąc po wyjściu z Egiptu Adonai wyprowadził Izrael na pustynię, gdzie skończyła się im maca wyniesiona z Egiptu, a ludzie znowu zaczęli narzekać. Odwołując się znowu do naszej rzeczywistości przypomnę, że w Polsce po obaleniu komunizmu także ludzie szybko poczuli sentyment do czasów wygodnej, przewidywalnej, stabilnej niewoli. Wiekuisty znów ratował Izrael dając mannę każdego dnia rano, oprócz Szabatu, tak by Izrael nie musiał siódmego dnia pracować. Midrasz mówi, że Datan i Abiram pomimo to postarali się przekonać ludzi, że Mojżesz kłamie i postanowili rano w Szabat rozsypać na ziemi zebraną wcześniej mane. Manę zjadły jednak natychmiast ptaki. Przypomina to naszą rzeczywistość, w której oczernia się postaci jak Lech Wałęsa, Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, osoby które dały ludziom wolność. Ludzie tęskniący za czerwoną niewolą robią to dostarczając fałszywe, często sfabrykowane „dowody”. Bo jak mówi inny midrasz – mana nie miała smaku – dla sprawiedliwych miała smak niebiański, dla niewierzących miała smak nijaki. Widzimy rzeczy takimi jakimi jesteśmy my i tak też widzimy wolność – dla jednych jest piękna, jest szczęściem, dla innych jest zupełnie obojętna.

W dalszej drodze Izrael dociera do Massa i Meriba, czyli miejsca próby i sporu. Niedowiarkowie, ludzie tęskniący za Egiptem planują tu już nawet zamach na Mojżesza, znowu przypomina nam to o tragedii, która spotkała Pawła Adamowicza, który także był nienawidzonym liderem wolności. Wiekuisty ponownie wybawia Izrael każąc Mojżeszowi uderzyć laską w skałę, po czym wypływa z niej woda. W ten sposób Mojżesz ratuje swoje życie przed wrogami z własnej krwi. W tym samym miejscu jednak, w Refidim, Izrael zostaje napadnięty przez Amaleka i jego koczownicze plemie ludzi także wolnych, ale podążających w swojej wolności za własnymi egoizmami grabiąc, gwałcąc i mordując.

W tym miejscu w rolę dowódcy armii Izraela wchodzi Jozue, Jehoszua. Walkę wspiera ze wzgórza Mojżesz, kiedy trzyma ręce uniesione ku niebu Izrael wygrywa, gdy ręcę mu opadają ze zmęczenia przewagę zaczyna zdobywać Amalek, podtrzymują go więc Aharon i Chur. W pozycji wolności, gdy pokonamy własną słabość, własne namiętności, własny egoizm w końcu spotykamy nasze przeznaczenie – zmierzymy się ze złem, ludźmi pchającymi innych w nieszczęście, w niewolę. Scena bitwy pod Refidim pokazuje, że musimy te walkę podjąć i że dla zwycięstwa konieczna jest współpraca elementu siły fizycznej armii Jozuego i elementu siły moralnej, intelektualnej wyrażanej w paraszy przez Mojżesza. Niezbędna jest solidarność.

Traktat Sota (42b) mówi, że Filistyni przyszli kilkanaście pokoleń później na bitwe z Izraelem. Przyprowadzili męża zwanego Goliatem. Rabbi Johanan zadał pytanie o znaczenie tego imienia, okazuje się, że oznacza ono „stanąć z otwartą twarzą”, co oznaczać może albo brak hełmu albo bezczelność zachowania. Czy bezczelność ludzi nienawiści, którzy cieszyli się z zamachu na Adamowicza czy próbowali zmienić znaczenie tego zdarzenia jest dziś znowu potężnym orężem wrogów wolności? Czy zdołamy jak Dawid pokonać to oręże sprytem, jak Jozue siłą fizyczną i jak Mojżesz siłą moralną?

Rabi Lewi Icchak z Berdyczowa opowiada nam kto to jest Cadyk, Sprawiedliwy, wskazując, że to ten, który cały czas modli się do B-ga, prosząc o dobroć. Kiedy sprawiedliwy sprowadza dobro dzięki słowom modlitwy i swojemu oddaniu, staje się jakby sam sprawcą tego zwycięstwa, tak jak Dawid, Jozue i Mojżesz – wykonawcą woli HaSzem.

Są wśród nas ludzie religijni i mniej religijni. Nie ma to jednak znaczenia wobec wagi przykazania walki z Amalekiem, ze złem, które odczuć może każdy. Jak pisze Levinas „Aby móc zasłużyć na mesjańską erę, należy przyjąć, że etyka ma sens nawet bez obietnic Mesjasza.” (Etyka i Nieskończony). Dla zachowania wolności każde pokolenie musi podjąć walkę o jej utrzymanie i znaleźć kręgosłup moralny, który mu to umożliwi. Jest to przykazanie każdorazowej teraźniejszości. Również haftara do paraszy, szczególnie podkreśla wagę walki i pracy w teraźniejszości. Nie tylko w oczekiwaniu na Mesjasza i przyszłego świata, a w imie zwycięstwa wolności tu i teraz. Haftara osadzona jest w czasie sędziowania Debory, która była nazywana prorokinią, mimo, że nie prorokowała o przyszłości. Według rabinów bowiem, ten kto angażuje się na rzecz poprawiania błędów teraźniejszości, niesprawiedliwości dziejącej się aktualnie, w efekcie nadaje ton przyszłości.

W dobie konsumpcjonizmu otaczają nas ludzie skoncentrowani na swoich potrzebach, ambicjach na swoim ja. Czy droga, którą prowadzą nas stronnictwa egoistów może nas doprowadzić gdziekolwiek indziej niż do niewoli? Incele zapatrzeni w męskie instynkty. Feministki zamknięte w kobiecych grupach przed światem. Ludzie sukcesu okresu transformacji zakochani w sobie i własnym sukcesie i ludzie, którzy nie sprostali transformacji, własnej wolności, kapitalizmowi. Wszyscy nienawidzą innych i winią innych za własne niepowodzenia, własne decyzje podjęte w własnej wolności, tak jak na pustyni ludzie słabej wiary nienawidzili Mojżesza, mimo, że sami zdecydowali pójść za nim. Walcząc z Amalekiem w naszym pokoleniu musimy nie tylko stać razem. Każdy musi zrobić krok w przeciwnym kierunku niż wyznacza mu jego prywatny egoizm czy egoizm grupy, bańki społeczno-informacyjnej, w której jest mu wygodnie. Stojąc razem, umocnieni moralnie i siłą grupy odeprzemy w naszym pokoleniu Amaleka, niezależnie czy zjawi się z kłamstwem, oszczerstwem czy z nożem.

Maks Wudecki

Chaos i nienawiść – nasz zewnętrzny i wewnętrzny wróg

Chaos i nienawiść – nasz zewnętrzny i wewnętrzny wróg.

Refleksja nad paraszą Beszalach.

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień zawiera historie znane i szeroko rozpowszechnione w całej kulturze Zachodu. Opowiada nam o faraonie ścigającym Izraelitów, chcącym zmusić ich do powrotu do Egiptu; o rozdzieleniu Morza Trzcin (powszechnie uznawanego za Morze Czerwone). Izraelici doświadczają też pierwszego głodu oraz pragnienia na pustyni; Mojżesz, z pomocą swojej laski wydobywa wodę ze skały, jest też mowa o mannie spadającej z nieba, i tak dalej.

Ale dzisiaj skupimy się na historii opowiedzianej w ostatnich wersetach naszej porcji Tory. Opowiadają nam one historię Amaleka, który brutalnie zaatakował nasz lud w Refidim, lecz na szczęście został pokonany dzięki modlitwom Mojżesza i armii Jozuego. To jest jednak dopiero początek historii Amaleka i Amalekitów, i jest już o tym wzmianka w ostatnich wersetach naszej paraszy:

I rzekł Wiekuisty do Mojżesza: „Wpisz tę pamięć w księgę i włóż to w uszy Jehoszuy, iż z pewnością wygładzę pamięć o Amaleku spod nieba. I zbudował Mojżesz ołtarz i nazwał go: „Bóg chorągwią moją”. I rzekł: „Bowiem ręka wzniesiona nad tron Jah; wojna przeciw Wiekuistemu w Amaleku z pokolenia na pokolenie”. (Szemot/Exodus 17:14-16, tłum. z hebr. Menachem Mirski)

W Torze, podobnie jak w całej Biblii, Amalekici zajmują „wyjątkową” pozycję: są pośród wrogów Izraela, ale tylko ich wrogość będzie trwać wiecznie. Jest tak na mocy boskiego dekretu i zarazem tylko całkowite wyeliminowanie Amalekitów zaspokoiłoby gniew Boży. Konieczność ich całkowitego zniknięcia z powierzchni ziemi jest mocno podkreślona w Torze: aż trzy z 613 przykazań wymienianych przez Majmonidesa dotyczą Amaleka:

598 Deut. 25:17 – Pamiętaj co uczynił ci Amalek

599 Deut. 25:19 – Zgładź potomków Amaleka

600 Deut. 25:19 – Nie zapomnij o okrucieństwach Amaleka i jego zasadzce w naszej drodze z Egiptu na pustynię.

Co tak naprawdę uczynili Amalek i Amalekici Izraelitom? Rabini twierdzą, że Tora użyła tutaj dość eufemistycznego języka, aby to opisać. Talmud i Midrasz zawierają wiele szczegółów, na przykład, że Amalekici zgwałcili, wykastrowali i zamordowali żydowskich mężczyzn (Midrash Tanchuma 10, Rashi o Powtórzonego Prawa 25:17). To, delikatnie mówiąc, nie jest godny sposób w jaki można było potraktować ludzi, którzy właśnie przeżyli setki lat niewoli i błąkali się po wielkiej pustyni.

Jest jeszcze jedno pytanie. Księga Wyjścia 17:14 mówi, że sam Bóg wymaże pamięć o Amaleku, podczas gdy Księga Powtórzonego Prawa 25:19 stwierdza, że (to ty, Izraelu) wymażesz pamięć o Amaleku spod nieba, oraz że masz o tym nie zapomnieć. Czy jest to sprzeczność? Nie jest i wyjaśnię to poniżej.

W istocie, Izraelici wielokrotnie nie wypełnili tych przykazań, poczynając od króla Szaula, który na jeden dzień oszczędził życie króla Agaga, mimo, iż Wiekuisty nakazał mu natychmiast eksterminować wszystkich Amalekitów:

Idź więc teraz i pobij Amaleka, i wytęp jako obłożonego klątwą jego i wszystko, co do niego należy; nie lituj się nad nim, ale wytrać mężczyznę i kobietę, dziecię i niemowlę, wołu i owcę, wielbłąda i osła. (I Księga Samuela 15:3)

Szaul „naprawił swój błąd”, ale podczas tej jednej nocy, Amalek, o czym mówi nam Midrasz, począł syna i to sprawiło, że Amalekici przetrwali. W wyniku tego mamy, wieki później, Hamana Agagitę, który, wedle historii z Księgi Estery, zapragnął wymordować wszystkich Żydów. Potem mamy króla Sennacheryba, który,  zgodnie z Księgą Izajasza, zatarł granice między narodów, splądrował ich skarby i strącił ich władców z tronów. (Iz 10:13). Co było tego wynikiem? Zgodnie z tradycyjną, rabiniczną interpretacją, Amalekici rozprzestrzenili się pośród wszystkich narodów; to nazywane jest czasem „transmigracją Amaleka”.

Istnieją mnogość interpretacji tego zagadnienia np. pytania o to, kim są współcześni Amalekici, jak ich rozpoznać i tak dalej. Zostawimy to jednak na boku. W niniejszej draszy zaproponuję następującą odpowiedź: Amalek reprezentuje chaos; my i nasza tradycja – porządek i rządy prawa. Amalek reprezentuje wojnę i nienawiść, podczas gdy my i nasza tradycja – pokój i miłość. Amalek jest wrogiem każdego przyzwoitego i wrażliwego człowieka. A ponieważ istniej debata, czy jest on rzeczywistym, spersonifikowanym wrogiem, czy też może naszym własnym „wrogiem wewnętrznym”, w postaci naszych wszystkich, wewnętrznych negatywności, zasugeruję: I jednym, i drugim.

W rzeczywistości, aby walczyć (i wygrać) z nienawiścią i chaosem, musimy najpierw pokonać je w sobie. Tylko wówczas będziemy mieli dość siły, by walczyć z nimi w świecie „zewnętrznym”, posiadając niezbędną tutaj zdolność wyjścia z kontekstu nienawiści i stawienia jej czoła „z wyprostowanymi ramionami”. Nie oznacza to też po prostu, iż należy „zło dobrem zwyciężać”, nie, sprawa nie jest taka prosta. Wszystko zależy od wzajemnej równowagi sił w momencie gdy bezpośrednio stykamy się ze złem. Jesteśmy w stanie skutecznie zło dobrem zwyciężać tylko wtedy, gdy istnieje pokaźna przewaga siły po naszej stronie. Jeśli siły zła mają znaczącą nad nami przewagę, jedyna rzeczą, która nam tak naprawdę zostaje, jest ucieczka.  W przeciwnym razie staniemy się ofiarami, a to nie jest scenariusz, na który chcielibyśmy się zgodzić, przynajmniej większość z nas. Dlatego musimy się upewnić, że jest w nas wystarczająco mocy. Jeśli nam jej brakuje, musimy ją pozyskać ze wszystkich możliwych źródeł. Jednym z głównych źródeł mocy jest jedność, dlatego też wszelka, skuteczna walka ze złem wymaga jedności.

Walka ze współczesnymi Amalekitami, to jest ze wszystkimi ciemnymi mocami, w nas samych i w otaczającym nas świecie jest w istocie przedsięwzięciem bosko-ludzkim. Właśnie z tego powodu, jak sądzę, Tora wspomina o tym dwukrotnie i odmiennie: raz o Bogu, który wymazuje jego imię i o naszym obowiązku dokonania tego. Mocno wierzę, że dzięki boskiej pomocy wszyscy jesteśmy w stanie wygrać z Amalekiem, i w nas samych, i w świecie zewnętrznym. I to jest nasz główny cel, najważniejszy cel naszych czasów – przezwyciężenie nienawiści i sił chaosu.

 

Szabat szalom, 

Menachem Mirski

Chaos and hate – our outer and inner enemy

Chaos and hate – our outer and inner enemy.

Thoughts on Parashat Beshalach

Menachem Mirski

This week Torah portion contains stories that are famous and widespread in the entire western culture. It tells us about Pharaoh chasing after Israelites, to force their return to Egypt, splitting the Sea of Reeds; Israelites experiencing their first thirst and hunger in the desert, Moses bringing forth water from a rock by striking it with his staff, manna raining down from the heavens and so on.

But today we will focus in the story told in the last verses of our Torah portion. They tell us the story of Amalek, who brutally attacked our people in Rephidim, but was fortunately defeated by Moses’ prayers and an army raised by Joshua. However, it’s just the beginning of Amalek’s and Amalekites story, which is already announced in the last verses of our parashah:

Then the LORD said to Moses, “Inscribe this in a document as a reminder, and read it aloud to Joshua: I will utterly blot out the memory of Amalek from under heaven!” And Moses built an altar and named it Adonai-nissi. He said, “It means, ‘Hand upon the throne of the LORD!’ The LORD will be at war with Amalek throughout the ages.” (Shemot/Exodus 17:14-16)

In the Torah as well as the rest of the Bible, the people of Amalek occupy a unique position: they were among Israel’s enemies, but alone among these their enmity will last forever. It would by divine fiat be irreconcilable and only complete disappearance of the Amalekites would satisfy God’s anger. The necessity of their disappearance is strongly emphasized in the Torah: as many as three from 613 commandments enumerated by Maimonides concern Amalek:

598 Deut. 25:17 – Remember what Amalek did to the Israelites

599 Deut. 25:19 – Wipe out the descendants of Amalek

600 Deut. 25:19 – Not to forget Amalek’s atrocities and ambush on our journey from Egypt in the desert.

What Amalek and the Amalekites did in fact to Israelites? The rabbis believed that the Torah used ‘euphemistic language’ to describe what they did. The Talmud and Midrash fill in the details: the Amalekites raped, castrated and murdered the Jewish men (Midrash Tanchuma 10; Rashi on Deuteronomy 25:17). This was hardly a way to treat a people who just suffered hundreds of years of slavery and were wandering in a great desert.

There’s another question about it. Exodus 17:14 says that God himself will blot out the memory of Amalek from under heaven, whereas Deuteronomy 25:19 states that you shall blot out the memory of Amalek from under heaven, and, Do not forget! Is this a contradiction? It is not and I will explain it below.

Indeed the Israelites failed in fulfilling these commandments numerous times, starting from king Shaul, who spared the life of king Agag for one day, even though he was commanded exterminate all the Amalekites, immediately:

Spare no one, but kill alike men and women, infants and sucklings, oxen and sheep, camels and asses!” (I Samuel 15:3)

Shaul “fixed his mistake”, but during that one night Amalek, as the Midrash tells us, conceived a son, which made the Amalekites survive. As a result of that we have then, centuries later, Haman the Agagite, who, in the Book of the Esther, wanted to exterminate all the Jewish people. Then we have the king Sennacherib, who, according to the Book of Isaiah erased the borders of peoples; have plundered their treasures, and exiled their vast populations. (Is 10:13). What happened then? According to traditional, rabbinic interpretation, the Amalekites have been spread among all the nations and it is called sometimes “the transmigration of Amalek”.

There are various interpretations regarding this issue: who are the contemporary Amalekites? How to recognize them? And so on. We will leave this aside here. What I would suggest in this drasha is the following: Amalek represents chaos; we and our tradition – order and the rule of the law. Amalek represents war and hate, whereas we and our tradition – peace and love. Amalek is an enemy of every decent and sensitive human being. And since there is a debate whether he is a real, personified enemy or our own, “internal enemy”, in the form of all our internal negativities, I will suggest that he is both.

In fact, in order to fight hate and chaos we must first overcome it in ourselves. Only then we will have enough strength for fighting them in the ‘external’ world, by having the ability to come out of the context of hatred and face it with our backs straight and our shoulders back. It does not mean simply to fight evil with good; no, the matter is not that simple. It depends on the balance of power, when facing evil directly. We can fight evil with good effectively only when there is a strong advantage of power on our side. If the forces of evil have a significant advantage of power over us the only thing we can do is run away from them. Otherwise we will become victims and that’s not the scenario we would like to embrace, at least, most of us. Thus we need to make sure that there’s enough power in us. If we lack it, we must necessarily get it from all possible sources. Thus we need to be united, since unity is one of the main things that power flows from.

Fighting the contemporary Amalekites, that is, all the dark powers in us and in the world is in fact divine-human enterprise. In my opinion that’s precisely the reason that the Torah states it twice and differently, firstly about God blotting out his name and then about our obligation to do so. I strongly believe that with the divine help we are all able to fight Amalek in us and in the external world. And that’s the goal, the most important goal of our time – to overcome hate and chaos.

 

Shabbat shalom,

Menachem Mirski

Freedom Once Gained Must Never Be Given Up

Freedom Once Gained Must Never Be Given Up

Thoughts on Parashat Bo

Menachem Mirski

The story we find in this week’s Torah portion to a certain extent serves as a matrix for many processes which took place over the course of the world’s history. It describes the slow collapse of tyrannical power. Slow and dramatic, since despotism never ends suddenly and painlessly. When I speak of despotism, I don’t mean the dictatorial inclinations and the abuse of power by a certain group which came to power one way or the other. What I have in mind is a well-established and functioning system of social and political enslavement.

However, on the other hand our Biblical story is very specific and it differs from other stories describing other cases of the collapse of despotism. First of all, actually only one group – the Israelites – gets liberated from tyranny here. Secondly, they gain freedom without sustaining much real damage, and it is only at a later time that they will have to pay a price for this freedom (however, here one could point to certain historical parallels, such as the collapse of the communist rule in Poland and what happened afterwards.)

And Pharaoh arose in the night, with all his courtiers and all the Egyptians — because there was a loud cry in Egypt; for there was no house where there was not someone dead (Shemot/Exodus 12:30.)

The Pharaoh, just like all of Egypt, is devastated by the plague of the firstborns’ death. Let’s imagine a similar disaster were to happen in one of the modern societies and what kind of social and political consequences that could have…. On the other hand, there is something unbelievable and astonishing in this drama. Egypt says to the Israelites – go and take whatever you want, we’ve had enough of you; but at the same time there is no (direct) act of revenge at all.

Right after Israel, now freed from under the Pharaoh’s tyranny, leaves Egypt, in the Biblical narrative we find a series of laws regarding the observance of Passover – the festival of liberation and freedom. Both the Torah and our tradition which derives from it place a very strong emphasis on observing all of these laws. Why? Because we must never lose the freedom which we’ve already gained. We must never go back to Egypt, even if the memory of it might be tempting, just as it happened many times during the Israelites’ journey across the desert.

This applies not only to us, Jews, but also to all of humanity and to the entire world, since nothing has changed with regards to this matter since ancient times. Our freedom is always under threat. It is mostly radical groups, led by radical ideologist, both from the political right and left, who seek to limit it or take it away from us altogether. They all tell us lies, presenting their ideological ideas as a path to “true freedom”, a path that in reality almost always ends with the enslavement of at least a certain part of the society, if not of all of it.

Therefore we must not be deceived by their promises, no matter how appealing they might seem to us. Freedom is taken away from us step by step, selectively, in a way that is impossible to notice from a short-term perspective. Mussolini said that you must pluck a chicken one feather at a time, so that it won’t put up too much resistance. Even tearing out a whole handful of feathers won’t be met with a determined, staunch resistance, if the remaining feathers of democracy, freedom and the rule of law don’t seem to be at risk for the time being and if they seem to be enough to guarantee survival. Also, as we know very well from history, the fact that someone has come to power in a democratic and constitutional way does not necessarily mean and does not guarantee that they will wield that power in a way that is democratic and safe for the citizens. There are many warning signs cautioning against this looming threat. One such sign are the attacks on the freedom of speech, which also entail attacks on the freedom of thought, public expression, publishing etc. Every tyrant wants to wield absolute power over people’s minds. Such authoritarian inclinations can be noticed both on the right and the left side of the political scene. Actual human enslavement starts with the enslavement of the mind. Every attack on the freedom of speech, on the freedom to talk and express oneself freely, is an attack on the freedom of communication – and thereby on the freedom of thought and the right to hold one’s own views. That is why it is so crucial to cultivate everyone’s freedom of thought, beliefs and speech as well as everything that reminds us of their importance.

Shabbat Shalom,

Menachem Mirski

 

 

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Parashat Vayera

Parashat Vayera

In this week’s Torah portion Vayera the Eternal commands Moses to inform the Israelites that their bondage is about to end. Moses is supposed to convey the following message to them:

I am the [Eternal]. I will free you from the labors of the Egyptians and deliver you from their bondage. I will redeem you with an outstretched arm and through extraordinary chastisements. And I will take you to be My people, and I will be your God. And you shall know that I, the [Eternal], am your God who freed you from the labors of the Egyptians. (Exodus 6:6-7.)

Shemot Rabbah, the collection of Midrashim containing explanations regarding the Book of Exodus, draws our attention to four verbs: free, deliver, redeem and “take you to be My people” – which are used in this passage to describe the liberation of the Israelites by the Eternal. According to the explanation presented in this collection of Midrashim, the four cups of vine which we drink during the Passover Seder are supposed to remind us of the promise regarding the four-stage liberation made to the Israelites by the Eternal. Every year, as we drink the four cups of wine, they remind us of the promise which was fulfilled by the Eternal.

In our Parashat the Israelites initially did not pay attention to the words of the Eternal:

But when Moses told this [the Eternal’s pledge] to the Israelites, they would not listen to Moses, their spirits crushed by cruel bondage.(Exodus 6:9.)

The Eternal, not discouraged by the Israelites’ lack of enthusiasm, commanded Moses to go to the Pharaoh and request that he frees his people. The Pharaoh was supposed to be convinced by the plagues inflicted upon Egypt. Midrash Tanchuma ascribed a different significance to the plagues: They were supposed to free the Israelites from the hard labor and the oppression inflicted on them by the Egyptians. The first plague, the transformation of the Nile’s waters into blood, was supposed to convince the Pharaoh to revoke his prohibition and allow Israelite women to use the mikveh. The second plague, the frogs, was supposed to force the Pharaoh to take back the order forcing the Israelites to bring crawling creatures to the Egyptians, since such creatures were an abomination to the Israelites. The third plague, lice, was supposed to convince the Pharaoh to revoke the order forcing the Israelites to clean the streets. The fourth plague, wild animals, was supposed to prompt the Pharaoh to prohibit forcing the Israelites to partake in hunting for wild animals. The fifth plague, boils, was supposed to convince the Pharaoh to stop forcing the Israelites to carry hot objects.

According to Midrash Tanchuma, the aim of all the other plagues was also to force the Pharaoh to revoke various decrees which were making the Israelites’ lives miserable. This Midrash seems to suggest that the Egyptian plagues were supposed to convince the Pharaoh to set the Israelites free, as well as to convince the Israelites to put trust in the Eternal’s promise. The Israelites were supposed to learn to trust the Eternal by noticing how the quality of their lives was gradually improving.

What can we learn from such an interpretation of the Egyptian plagues?
That sometimes, when we are overwhelmed by numerous everyday problems, we might overlook small changes foretelling that better times are coming. During this winter Shabbat I encourage you to take a look at the problems which have been at the center of your attention for a long time now. Who knows, perhaps it will turn out that the worst is already behind you?

Shabbat Shalom!

Mati Kirschenbaum

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

Wajera

Wajera

Mati Kirschenbaum

W czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Wajera Wiekuisty nakazuje Mojżeszowi poinformować Izraelitów, że ich niewola zbliża się ku końcowi. Mojżesz ma im przekazać następującą wiadomość:

Jam Wiekuisty. Wywiodę Was spod brzemienia Egiptu, uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem i przez surowe osądy. I wezmę sobie was za mój lud, i będę wam Bogiem, i przekonacie się, że Ja, Wiekuisty, Bóg wasz, uwolniłem was spod jarzma egipskiego. (Wyjścia 6,6-7)

Szmot Rabba, zbiór midraszy wyjaśniających Księgę Wyjścia, zwraca uwagę na cztery czasowniki – uwolnię, wybawię, wyswobodzę oraz wezmę za lud – użyte w tym fragmencie w celu opisania wyzwolenia Izraelitów przez Wiekuistego. Zgodnie z wyjaśnieniem zawartym w tej kolekcji midraszy, cztery kielichy wina wypijane przez nas w trakcie pesachowego sederu przypominają o obietnicy czteroetapowego wyzwolenia obiecanego Izraelitom przez  Wiekuistego. Wypijając co roku cztery kielichy wina, przypominamy sobie o dotrzymanej przez Wiekuistego obietnicy.

Izraelici w naszej parszy początkowo nie zwrócili uwagi na słowa Wiekuistego:

Mojżesz oznajmił te słowa (obietnicę Wiekuistego) Izraelitom, którzy nie chcieli ich słuchać z powodu udręki ducha i z powodu ciężkich robót.  (Wyjścia 6,9)

Niezrażony brakiem entuzjazmu Izraelitów Wiekuisty nakazał Mojżeszowi udać się do faraona z prośbą o wypuszczenie swojego ludu. Faraona przekonać miały zesłane na Egipt plagi. Midrasz Tanchuma przypisywał plagom inne znaczenie: miały one uwolnić Izraelitów od ciężkiej pracy i ucisku nałożonych na nich przez Egipcjan. Pierwsza plaga, zamiana wód Nilu w krew, miała przekonać faraona do odwołania zakazu korzystania Izraelitek z mykwy. Druga plaga, żaby, miała zmusić faraona do odwołania nakazu przynoszenia Egipcjanom pełzających stworzeń będących dla Izraelitów obrzydliwością. Trzecia plaga, wszy, miała zmusić faraona do odwołania nakazu pracy Izraelitów przy sprzątaniu ulic. Czwarta plaga, dzikie zwierzęta, miała zmotywować faraona do zakazu zmuszania Izraelitów do udziału w polowaniu na dzikie zwierzęta. Piąta plaga, wrzody, miała zmusić faraona do zaprzestania zmuszania Izraelitów do noszenia gorących obiektów.

Według midraszu Tanchuma także pozostałe plagi miały na celu odwołanie edyktów uprzykrzających Izraelitom życie. Midrasz ten zdaje się nam sugerować, że plagi egipskie miały przekonać faraona do wyzwolenia Izraelitów, a Izraelitów do ufania obietnicy Wiekuistego. Izraelici mieli nauczyć się ufać Wiekuistemu widząc, jak stopniowo poprawia się ich jakość życia.

Czego możemy się nauczyć, czytając taką interpretację plag egipskich?

Tego, że czasem, przytłoczeni licznymi problemami codzienności, możemy przeoczyć drobne zmiany zwiastujące nadejście lepszych czasów. W ten zimowy Szabat zachęcam Was do przyjrzenia się problemom, na których od dawno skupia się Wasza energia. Kto wie, może okaże się, że najgorsze macie już za sobą?

Szabat Szalom!

 

Mati Kirschenbaum