Parsza Wa-jechi

Parsza Wa-jechi – פרשת ויחי

Bereszit 47:28 – 50:26

 

Miriam Klimova – studentka rabinacka
w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Hajfie

 

Każdy koniec jest nowym początkiem. I ten początek też kiedyś będzie miał swój koniec.

Ciężko jest nam zaakceptować poważną i trudną zmianę w życiu, znaleźć w sobie siły, aby wyznaczyć dalszą drogę, ciężko jest poradzić sobie z emocjami. Tradycja żydowska uczy, aby nigdy nie poddawać się rozpaczy i mówi, że człowiek powinien błogosławić za zło tak samo, jak błogosławi za dobro (Talmud Babiloński 60 b):

„חַיָּיב אָדָם לְבָרֵךְ עַל הָרָעָה כְּשֵׁם שֶׁמְּבָרֵךְ עַל הַטּוֹבָה”

Tak kończy się księga Bereszit – jej ostatnia parsza jest podsumowaniem dwóch historii życia: i Jaakowa i Josefa, których znamy od momentu, gdy ich matki były z nimi w ciąży, aż do chwili śmierci. Wyruszyliśmy z nimi w pełną emocji podróż przez życiowe wzloty i upadki. Dzieliliśmy ich gorycz i widzieliśmy, jak radość przysłaniała żal. Parasza Wa-jechi zaczyna się od opisu ostatnich dni, ostatnich chwil Jaakowa. Życie przelatuje  mu przed oczami.  Jaakow jest trzecim i być może najbardziej skomplikowanym z patriarchów. Postać pełna paradoksów i sprzecznych emocji. Wydaje się, że w jego duszy tkwi dobro i czasem też zło, a jego ciałem rządzą na przemian umysł i emocje.  Już w młodym wieku  zbuntował się przeciwko „prawu pierworodztwa”. Ukradł błogosławieństwo przeznaczone dla starszego brata. Został za to ukarany latami wygnania z domu rodziców i teściem, który okazał się oszustem jeszcze lepszym od niego samego. W tym samym pokoleniu widzimy paralelizm dwóch historii: skoro można pomylić młodszego brata ze starszym – Jaakowa i Ezawa, to można też pomylić starszą siostrę z młodszą siostrą – Leę z Rachelą.

W judaizmie status pierworodnego oznaczał szczególną relację nie tylko z rodzicami i braćmi, ale także z Bogiem. Pierworodny był uważany za świętego, stojącego na uboczu, należącego do Boga. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że prawo pierworodztwa ustala się w sposób naturalny, bowiem kto pierwszy, ten lepszy, z tekstu Tory widzimy, że ani Bóg, ani ojcowie nie byli nim automatycznie związani. Zawsze istniała wolność wyboru, lub w każdym razie Tora próbuje nam na nią wskazać, wykorzystując wielokrotnie powtarzający się motyw preferencji najmłodszego syna kosztem najstarszego.

Jaakow po raz kolejny buntuje się przeciwko „prawu pierworodztwa”, kiedy wywyższa Josefa, syna ukochanej kobiety, ponad jego starszych braci, synów Lei. Jednak za podobną dyskryminację, za posiadanie „faworyta” spośród innych dzieci, zostanie ukarany wieloletnim żalem i żałobą po ukochanym synu.

Wa-jechi Jaakow – „żył Jaakow”. Rzymianie także mówili, informując o śmierci wybitnej postaci – vixit, „żył”. O ilu ludziach możemy tak powiedzieć, że naprawdę żyli? Niczego nie zabrakło w historii Jaakowa, zyskał życie w pełni, jako ten, który po walce z posłańcem Boga lub samym Bogiem usłyszał:

„Nie Jaakow będzie nazywane odtąd imię twoje, ale Israel; gdyż walczyłeś z istotą boską i z ludźmi i przemogłeś”(Bereszit 32:29).

 Zwroty i zakręty życia oraz zmiany tożsamości Jaakowa-Izraela osiągają w naszej parszy punkt kulminacyjny. Nawet tekst to podkreśla, gdy nazywa go imieniem Israel i imieniem Jaakow na przemian, czasem nawet w tym samym wersecie.

Sam Jaakow twierdzi, że nie miał szczęśliwego życia, nie może ukryć głębokiego rozczarowania trzema najstarszymi synami. Jednak teraz, wraz ze zbliżającą się śmiercią, rysuje mu się przed oczami nadzieja na świetlaną przyszłość. Jest stary i chory, ale jego umysł jest twardy jak skała. Gdy Josef przychodzi go odwiedzić w towarzystwie swoich dwóch synów, raptem dzieje się coś dziwnego. Jaakow mówi:

„A teraz dwaj synowie twoi… moimi oni: Efraim i Menasze…” (Bereszit 48:5)

Miłość do Josefa, syna ukochanej Racheli, nadal go przepełnia, więc na łożu śmierci decyduje się „formalnie” adoptować Efraima i Menasze tak, jakby byli jego synami. Dlaczego? Obaj odziedziczą jako niezależne plemiona w Ziemi Izraela, a zatem Josef faktycznie otrzyma „w dwa razy” więcej od swych braci, jakby był najstarszym z synów Jaakowa.

Ponadto, Jaakow znowu, po raz trzeci z kolei buntuje się przeciwko „prawu pierworodztwa”: błogosławieństwo przeznaczone dla Menasze, najstarszego syna Josefa, udziela Efraimowi, młodszemu bratu. Kładzie prawą rękę na głowie Efraima, a lewą rękę na głowie Menasze.

(Jakub błogosławi dwóch synów Józefa, Efraima i Menasze, autor: Benjamin West)

Jakub podsumowuje swoje życie, formułuje testament, wypowiada ostatnie słowa do dwójki swoich wnuków, a także do wszystkich dwunastu swoich synów. Nie pierwszy raz spotykamy się z sytuacją, kiedy ojciec błogosławi swoich synów przed śmiercią: Icchak błogosławi Jaakowa i też czyni to przed śmiercią. Moglibyśmy pomyśleć, że błogosławieństwo jest czymś symbolicznym. Jednak Tora daje nam jasno zrozumieć, że błogosławieństwo ma wielką wagę. Inaczej po co Jaakow kradłby błogosławieństwo brata; inaczej po co świadomie pobłogosławiłby Efraima błogosławieństwem pierworodnych? W czasach biblijnych błogosławieństwa i przekleństwa były ściśle związane z wiarą w moc słowa. W niektórych kulturach uznawano, że takie formuły i działania mają niezależny i nieunikniony magiczny wpływ. W judaizmie takie słowa były w istocie apelem do Boga, który został powołany do ich potwierdzenia, miały na niego wpływ.

Czasy się zmieniły, już nie postrzegamy błogosławieństwa jako posiadającego magiczną moc, ale jako wyrażanie nadziei, słowa zachęty. Jednak z naszej parszy warto nauczyć się ważnego wniosku – ludzkie słowo posiada moc. Nie, nie magiczną i nie proroczą, a jednak każdy z nas swoim słowem może wywołać uśmiech na twarzy drugiego człowieka, każdy z nas swoim słowem może sprawić mu niesamowity ból. Słowa mogą nas zniszczyć, ale mogą też zbudować świat.

Niech będzie taka wola… aby dobrych słów nam nigdy nie zabrakło!

Tak skończymy księgę Bereszit, księgę, którą rozpoczęliśmy słowami:

„I rzekł Bóg: „Niech się stanie światło!” I stało się światło.” (Bereszit 1:3)

Szabat Szalom!

Miriam Klimova – studentka rabinacka
w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Hajfie.

Technologia i wychowanie

Technologia i wychowanie

Refleksja nad paraszą Bereszit

Menachem Mirski

Bóg stworzył świat, który jest dobry, lecz niedokończony. Zostawił swoje dzieło do dokończenia nam ludziom lub raczej do ciągłego jego dokańczania w kontekście zmian, które w świecie zachodzą. W zasięgu naszych ludzkich możliwości leżą zasadniczo dwa sposoby stwarzania / przemiany / dokańczania świata wokół nas: poprzez technologię, jej rozwój i aplikację, oraz poprzez wychowanie kolejnych pokoleń.

Te dwa sposoby przemiany świata zawsze były ze sobą w pewien sposób powiązane. To wynalezienie pisma umożliwiło przekazywanie wiedzy i doświadczenia kolejnym pokoleniom. Wynalezienie druku wywołało prawdziwą rewolucję w edukacji i ogromnie zwiększyło możliwości jej upowszechnienia. Współcześnie obie te dziedziny ludzkiej kreatywnej aktywności w świecie się jednak niebywale zbliżyły. Ponieważ technologia absolutnie przeniknęła wszystkie dziedziny i aspekty naszego życia, nigdy wcześniej nie miała tak ogromnego wpływu na wychowanie i edukację, a więc na kształtowanie jednostek ludzkich.

Ze zbliżeniem obu tych dziedzin, poza niewątpliwymi, rewolucyjnymi korzyściami, wiążą się także ogromne niebezpieczeństwa. Dobitne przykłady tego, jak technologia może negatywnie wpływać na formowanie się istot ludzkich znajdujemy w badaniach Dr Jean M. Twenge, profesor psychologii na Uniwersytecie Stanowym w San Diego, autorki ponad 120 publikacji naukowych i oraz książek Generation Me oraz The Narcissism Epidemic.

W swojej najnowszej książce iGen, autorka skupia się na przemianach jakie dokonały najnowsze zdobycze technologiczne naszych czasów: smartfony oraz media społecznościowe. Korzystając ze swoich obszernych badań, odkrywczych wywiadów i głębokiej analizy danych zgromadzonych od ponad 11 milionów respondentów na przestrzeni kilku dekad, Twenge pokazuje, że wyjątkowość osób z pokolenia iGen przejawia się również w sposobie spędzania czasu, zachowaniu, a wreszcie w zaskakującym stosunku do religii, seksualności i polityki. Owe przemiany, związane z całkowitą dominacją życia przez smartfony, odbijają się negatywnie na każdej sferze życia nastolatków, od interakcji społecznych po zdrowie psychiczne.

Media społecznościowe i sms-owanie w poważnym stopniu wyparły inne formy rekreacji i komunikowania się – iGen spędza mniej czasu z przyjaciółmi i rodziną, co powoduje niespotykany dotąd u młodych ludzi poziom lęku, depresji i samotności. W istocie, statystyki są co najmniej alarmujące.

Badania przeprowadzone trzy lata temu na młodych użytkownikach Instagrama (a podobne wyniki znane są w podobnych badaniach naukowych od wielu lat ) wykazały, że im dłużej nastoletnia dziewczyna spędza w mediach społecznościowych, tym bardziej prawdopodobne jest, że popadnie w depresję czy zaangażuje się w zachowania autodestrukcyjne jak krzywdzenie siebie, cięcie itp. Wskaźnik samobójstw podwoił się wśród dzieci w wieku 10-14 lat od 2007 roku i zwiększył czterokrotnie w przypadku dziewcząt w tej grupie wiekowej, wszystko to w miarę jak media społecznościowe stały się coraz bardziej popularne… Na tych internetowych platformach jest wiele dzieci w wieku 12 lat i młodszych, mimo że nie powinno ich tam być. Facebook, na przykład, konsekwentnie nie egzekwuje tego ograniczenia wiekowego, bowiem nikt nie zmusza ich jego egzekwowania. Korporacje zajmujące się mediami społecznościowymi działają bez jakichkolwiek regulacji prawnych w tej mierze, podczas gdy inne rzeczy, o których wiemy, że krzywdzą dzieci, są regulowane bardzo starannie. Niestety, firmy zajmujące się dużymi technologiami i mediami społecznościowymi zarabiają miliardy na naszych dzieciach, niszcząc im życie do tego stopnia, że ​​same się zabijają… i nikt tak naprawdę się tym nie przejmuje.

Ostatnie badania dowiodły, że każdy główny, negatywny wskaźnik zdrowia psychicznego nastolatków – skłonność do depresji, lęku, samookaleczanie i tendencje samobójcze – zaczął się eskalować już w momencie wprowadzenia smartfonów i kiedy stały się one popularne około 2012 roku. Życie nastolatków zmieniło się zasadniczo: przestali spędzać ze sobą najwięcej czasu osobiście i zaczęli komunikować się online za pośrednictwem platform takich jak Instagram. Ciągłe przebywanie w swoim pokoju na smartfonie zamiast przebywania z innymi ludźmi – to bardzo kiepska recepta na zdrowie psychiczne.

Niezależnie od tego, czy rzecz sprowadza się wyłącznie do smartfonu i mediów społecznościowych, czy nie, jest to część bardziej złożonego problemu obejmującego całkowitą zmianę zwykłego, „normalnego” stylu życia. Jest to bezwzględnie związane z zanikiem tradycyjnych wartości społecznych, takich jak przywiązanie do życia we wspólnocie ludzkiej, tak bardzo pielęgnowanej w tradycji żydowskiej. Wszystkie te tradycyjne wartości są nieustannie zapominane w świecie natychmiastowej gratyfikacji i nadmiernej stymulacji zmysłów, na które nieustannie wystawione są nasze dzieci.

Długofalowe konsekwencje tej sytuacji są trudne do przewidzenia, ale prawdopodobnie będą trwałe. Zniszczenie ludzkiego świata zaczyna się od zniszczenia młodych, wrażliwych i podatnych na zranienia ludzi. Jednym z fundamentów powstania i sukcesu nazizmu była tragedia młodych mężczyzn, przymusowo wciągniętych na fronty I Wojny Światowej. Zaszczepiła ona w ich młodych umysłach traumę, resentyment i w pokaźnej mierze zdeterminowała, kogo politycznie wsparli jako dorośli już mężczyźni dwie dekady później.

Kiedy zaś Wiekuisty widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie rzekł Wiekuisty: «Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem». (Gen 6:5-7)

Współczesna technologia jest w coraz mniejszym stopniu “jedynie narzędziem, które może być wykorzystane to w dobrych, to w złych celach”. Jej wpływ na nasze życie jest coraz głębszy i coraz częściej poza naszą indywidualną kontrolą. Oczywiście zło, które ludzkość sama sobie wyrządza poprzez niekontrolowany wpływ technologii na kształtowanie młodych istot ludzkich może nie mieć “wymiarów biblijnych”: Bóg ostatecznie obiecał, że nie sprowadzi na ziemię więcej katastrofy rozmiarów potopu (Gen 8:20-22). Ale w ludzkości jako takiej i w instytucjach, które ona tworzy cały czas drzemie potencjał wyrządzenia zła “biblijnych rozmiarów”, o czym przekonał nas dobitnie XX wiek. Bądźmy więc baczni, wyrozumiali, przewidujący i odpowiedzialni za to, jak geniusz “naszego pokolenia” wpływa na rozwój i kondycję młodego pokolenia, które wśród nas wzrasta, ponieważ kierunek, w którym ono pójdzie, wyznacza kierunek rozwoju całego świata.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

WAJECHI

WAJECHI

Rabin dr Walter Rothschild

Czytana w tym tygodniu sidra kończy księgę Bereszit, czyli księgę Rodzaju, i zamyka zarazem historię patriarchów, która rozpoczęła się od „wezwania” Abrahama na początku 12 rozdziału. W rozdziale 49 Jakub umiera i w rozdziale 50 zostaje pochowany z wielkimi honorami w jaskini Machpela w Hebronie, którą Abraham zakupił w ziemi Kanaan po śmierci Sary z przeznaczeniem na rodzinny grobowiec (choć nie wiadomo dlaczego przez jakiś czas przebywają również gdzieś „za Jordanem”). W rozdziale 50 umiera także Józef – ale nie zostaje pochowany. Zostanie zmumifikowany i złożony w trumnie, którą zabiorą ze sobą Izraelici, gdy będą opuszczać Egipt ponad 400 lat później, po tym jak uda im się wyrwać z niewoli – kości Józefa są ogniwem łączącym Izraelitów z ich przeszłością, zaś kiedy zostanie w końcu pochowany (w Szechem, pod koniec księgi Jozuego), będzie to również ogniwo łączące z Jakubem, jako że właśnie ten kawałek ziemi Jakub zakupił w pierwszej kolejności po swoim powrocie z Haranu. Elementy tej historii układają się w „pasującą do siebie całość”, jeśli spojrzymy na nie z szerszej perspektywy – nazbyt często czytamy ten tekst tylko w krótkich, oderwanych od siebie częściach, w cotygodniowych porcjach, przez co grozi nam, że stracimy z oczu całościowy kontekst. Ponadto, chowając w owym miejscu szczątki Józefa, Izraelici symbolicznie „biorą w posiadanie” swoją ziemię, składając w niej swego starodawnego, zmarłego patriarchę.

Można powiedzieć, że śmierć samego Józefa jest pozbawiona dramatyzmu. Osiągnął wiek stu dziesięciu lat, ma synów, wnuków, a nawet prawnuków, jako że czytamy, iż zobaczył dzieci Efraima do trzeciego pokolenia, a również dzieci syna Menasze, Machira, urodziły się jeszcze za jego życia (50, 23). Niezłe osiągnięcie! A jednak – w chwili, gdy nadchodzi śmierć, nie pojawia się żadna wzmianka o jego synach. Józef nie rozmawia z nimi, nie stoją przy jego łożu. Za to po śmierci Jakuba to BRACIA Józefa (a w istocie przyszywani bracia) niepokoją się i proszą go o litość, martwiąc się, że Józef może zemścić się na nich za to, iż byli dla niego okrutni – że zrobi to teraz, kiedy ich wspólny ojciec nie żyje; i to  do swoich braci Józef zwraca się, aby przysięgli mu, że (właśnie oni!!) zabiorą jego kości do ziemi, którą Bóg przyobiecał Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi – ich ojcu, dziadkowi i pradziadkowi – gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Czy wszyscy bracia wciąż żyją, choć Józef jest drugim od końca najmłodszym z klanu? Żaden nie zostaje wymieniony z imienia, nie podaje się też, ilu było ich tam obecnych. Jest to nieco dziwne.

A zatem Józef nie przekazuje żadnego przymierza swojemu synowi czy też synom, jako że zrobił to już jego ojciec Jakub (48, 15-20), w rzeczy samej uprzywilejowując przy tym młodszego Efraima przed starszym Menasze. Nie czytamy już nic więcej na temat żony Józefa, Osnat, córki kapłana, po tym jak zawarli małżeństwo – czy urodzenie tylko dwóch synów było czymś normalnym wśród ówczesnych Egipcjanek? Kiedy, w jaki sposób i gdzie umiera Osnat, gdzie jest pochowana i opłakiwana? Tekst nie wspomina o tym ani słowem. Józef martwi się tylko o swoje własne szczątki, o Bożą obietnicę i o przyszłość Izraelitów, i pod tym względem faktycznie postępuje zgodnie z duchem przymierza, lecz nie przekazuje tego przymierza swojemu synowi Efraimowi, aby ten je wypełnił. Oczywiście Efraim – chyba że towarzyszył ojcu podczas pogrzebu swego dziadka – nigdy nie opuścił Egiptu, wychowywała go egipska matka, a jego dziadkiem był egipski kapłan; nigdy nie widział ziemi, o której mówi Józef, podczas gdy bracia Józefa byli tam pasterzami. (Mniej więcej cztery stulecia później Bóg będzie musiał wezwać innego Izraelitę będącego jedynym w swoim pokoleniu, który opuścił ziemię Egiptu, nauczył się innego języka, doświadczył życia na pustyni i wykształcił zdolności przywódcze raczej niż tylko umiejętność pracy…).

Czy Józef wie – on, człowiek, który ma sny i wizje i potrafi przewidzieć przyszłość króla, kraju, podczaszego i piekarza – czy wie także, co się stanie z Izraelitami po jego śmierci? Czy jest w stanie przewidzieć nadchodzące zniewolenie i prześladowania, mordowanie nowo-narodzonych dzieci, pozbywanie się słabych i bezużytecznych? Jaką ma relację z Bogiem, czy nie może modlić się do Niego, żeby zmienił ów dekret? Czy niewolnictwo Izraelitów jest w jakiś sposób konsekwencją jego własnego wcześniejszego zniewolenia, złym czasem, przez który będą musieli przejść, jeśli mają zostać ludem faktycznie związanym przymierzem? Innymi słowy – czy naprawdę jest jakiś plan, jakiś cel w tym, co czeka ich w przyszłości?

W judaizmie skupiamy się w dużej mierze na przełomowych momentach wyjścia z Egiptu, na wyzwoleniu z niewoli, które dokonało się dzięki pomocy Boga, który wysłał swojego posłańca, Mojżesza, żeby spierał się z faraonem, żeby dawał znaki, czynił cuda, a następnie aby otrzymał przykazania. Wywodzimy dużą część naszych nauczań moralnych z przykazania, aby zawsze pamiętać, pamiętać i jeszcze raz pamiętać, jak to było być bezsilnym i prześladowanym, pogardzanym, bezczeszczonym i wyśmiewanym, jak to było być zniewolonym – i zostać następnie wyzwolonym. W Szemot, czyli w księdze Wyjścia, odkąd Bóg odpowiedział na wołanie o pomoc, które dobiegło go od cierpiących Izraelitów, Bóg jest nieustannie obecny. Bóg mówi, Bóg robi, Bóg organizuje i załatwia, Bóg wpływa na rozwój wydarzeń. Lecz w czytanym tu przez nas zakończeniu księgi Rodzaju Bóg jest zaledwie mętną koncepcją, o której wspomina stary, umierający człowiek.

Księga Bereszit zaczyna się od wspaniałych, majestatycznych opisów całego kosmosu – „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię”, cały kosmos oraz samo życie! Na końcu tej księgi mamy zaś starego mężczyznę, prawnuka Abrahama, który zostaje złożony do trumny w Egipcie. Jak na tak szumne zapowiedzi, jest to mało efektowne zakończenie…. W pewien sposób przymierze umiera wraz z nim, gdyż nawet jeśli teoretycznie Jakub przekazał je Efraimowi, to ten nie wie tak naprawdę, co to oznacza ani jakie mogą spoczywać na nim w związku z tym obowiązki. Skąd mógłby to wiedzieć? Czy miał kiedykolwiek jakieś doświadczenia związane z Bogiem? Nie miał żadnych snów, wizji, nie otrzymał żadnych przykazań, nie doszło do żadnych spotkań. Co mógłby mu właściwie powiedzieć Jakub? „Tu oto, mój faworyzowany wnuku, jest obietnica, iż Bóg dał nam wspaniałą ziemię, ziemię mlekiem i miodem płynącą. A tak przy okazji, to twoja babcia zmarła przy porodzie twojego wujka Benjamina i znajdujemy się teraz w tym miejscu, gdyż tam panował okropny głód…”. Byłby to nieco niespójny i sprzeczny przekaz! Nie dostajemy żadnych dalszych rejestrów rodowych ani drzew genealogicznych. Nie wiemy nawet, czy Efraim i Menasze żenią się z Izraelitkami, swoimi kuzynkami, aby zostać jakoś włączonym do plemienia ich ojca, czy też żenią się z Egipcjankami; nie wiemy też, w jaki sposób wychowują dzieci, które widzi Józef. Przymierze „zostaje zgubione”, a kiedy w następnej księdze Mojżesz przychodzi do Izraelitów, ci nie za bardzo wiedzą, o czym mówi. Nie praktykują już obrzezania. Nie zachowali żadnych symboli swojej ziemi obiecanej, zapomnieli, gdzie ona jest i jak wygląda; nie zostały im żadne pozostałości upraw czy kamieni pochodzących z owego miejsca. Jedynym namacalnym przedmiotem będzie trumna Józefa i jego kości.

A co takiego mamy do dyspozycji MY sami? Co łączy nas z przeszłością naszego ludu, a w istocie z żydowską przyszłością? Sterta kości czy też zwłoki, stanowiące ogniwo łączące nas z tym, co było kiedyś? Wspomnienia o bratobójczej zdradzie? Pamięć o uwięzieniu, bezdomności albo wygnaniu? Wizja ziemi i przyszłości, w której będzie nie tylko mleko i miód, ale pożywienie i słodycz dla wszystkich, ziemia zbudowana na fundamencie sprawiedliwości i wdzięczności? Plany dotyczące tego, gdzie my sami chcemy być pochowani – w stosownym czasie? W jaki sposób patrzymy przed siebie i na czym opierają się nasze wizje? I gdzie zostaną złożone na wieczny spoczynek nasze kości? Niniejsza księga dobiega końca – ale wiemy, że historia ta będzie miała dalszy ciąg w kolejnej księdze. Jest to – pomimo wszystkiego, co się tu wydarza – pewien rodzaj pocieszenia!

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Zabijając gniew. Refleksja nad paraszą Bereszit

Zabijając gniew.

Refleksja nad paraszą Bereszit

Bóg zwrócił się ku Hewlowi i jego ofierze. Ale ku Kajinowi i jego ofierze się nie zwrócił. Kajin bardzo się rozzłościł i popadł w przygnębienie. Powiedział Bóg do Kajina: Dlaczego się rozzłościłeś i dlaczego wpadłeś w przygnębienie? Jeśli będziesz postępował dobrze, czy nie będzie ci wybaczone? A jeśli nie będziesz dobrze postępował – grzech leży u progu i ku tobie jest [skierowane] jego pożądanie, ale ty masz nad nim władzę.

(Bereszit 4:4-7, tłum. Tora Pardes Lauder)

Dlaczego Kain zamordował Abla? Nasza tradycja – a konkretniej midrasze – oferują nam wiele odpowiedzi na to pytanie, z których każda dotyczy rywalizacji braci i reprezentuje inne, filozoficzne spojrzenie na tę kwestię. Według jednego z midraszy, wszystko sprowadzało się do tego, co powodowało wiele konfliktów w rodzinach na przestrzeni wieków, a mianowicie do podziału własności i dziedziczenia. Kain i Abel, widząc, że są jedynymi ludźmi, postanowili podzielić „własność” świata. Jeden miał wziąć w posiadanie wszystkie ziemie i to, co z nich wyrasta, podczas gdy drugi miał odziedziczyć wszelkie ruchome przedmioty, takie jak zwierzęta itd. Tym samym jeden został się rolnikiem, a drugi pasterzem (Bereszit Rabba 22: 7). Inne wyjaśnienie mówi, że spierali się o kobietę. Według tego midrasza, zarówno Kain, jak i Abel urodzili się z bliźniaczkami, z którymi się pobrali. Jednakże Abel urodził się z dwiema siostrami, więc walka toczyła się o to, kto poślubi „dodatkową” żonę. Kain utrzymywał, że ma do tego prawo, bo był starszy, Abel z kolei twierdził, że skoro urodziła się wraz z nim, to on miał do niej prawo. Jeszcze inne wyjaśnienie dotyczy „powodów teologicznych”. Kain, widząc, że jego ofiara nie została przyjęta, podczas gdy ofiarę brata Bóg zaakceptował, rzekł do Abla: „Wygląda na to, że Bóg nie jest sprawiedliwy, bo faworyzuje (jednego z nas). Abel odpowiedział „Broń Boże, aby było tak, jak mówisz; powodem, że Bóg przyjął moją jest raczej to, że była lepsza. Wówczas odpowiedź Kaina brzmiała:  wygląda na to, że nie ma nagrody za dobro i kary za zło. Abel zaś rzekł: Zaprawdę, sprawiedliwi są nagradzani, a nikczemni karani. Owa kłótnia doprowadziła do tego, że Kain zabił Abla (Targum Jonatan Bereszit 4:8).

Zaproponuję tutaj jednak odmienną od powyższych odpowiedź, która może wydać się całkowicie trywialna: Kain zamordował Abla, ponieważ wpadł w gniew i nie był w stanie go kontrolować. Ta prosta odpowiedź jest zasugerowana już w wersecie 7 niniejszego rozdziału. Rzecz w tym, że jest ona prawdziwa, jak wiele spośród trywialnych prawd, dlatego też uczeni oraz zwykli ludzie je odrzucają, wyśmiewając, gdyż „każdy o tym wie” i nie ma o czym rozmawiać.

Ale czy rzeczywiście nie ma o czym rozmawiać? To właśnie frustracja i wypływający z niej gniew są jednym głównych powodów tego, że ludzie na świecie wybierają i wspierają tych, którzy tworzą anty-demokratyczne, totalitarne systemy polityczne i jest to praprzyczyną ogromu zła, który z tego później wynika. To właśnie gniew i brak kontroli nad nim jest bezpośrednią przyczyną wielu przestępstw i tego, że ludzie gotują innym ludziom „piekło na ziemi”. Oczywiście wszyscy szukają potem głębszych przyczyn, z nadzieją, że gdy je odkryją, pomoże to usuwać zło z tego świata, a przynajmniej – więcej go nie popełniać. Nie wspominając już o tym, że ciągły gniew bywa przyczyną problemów zdrowotnych, a nierzadko bezpośrednią przyczyną śmierci w wyniku wylewów, udarów mózgu itp.

Dlaczego jednak więc nie spróbować uporać się po prostu z samym gniewem, zwyczajną ludzką skłonnością do złości? Jako zadanie globalne wydaje się być to rzeczą beznadziejnie utopijną, wymaga bowiem przemiany powszechnej „natury ludzkiej”, a to przerastają możliwości każdego śmiertelnika. Niemniej jednak w obrębie samych siebie i naszych bliskich kontaktów z innymi możemy w tej materii zdziałać naprawdę wiele. Zaproponuję tutaj w skrócie własną koncepcję, jak tego dokonać, opartą na moich doświadczeniach, próbach, błędach oraz przemyśleniach.

Podstawowe założenie: wszyscy doświadczamy stałego i podświadomego, większego lub mniejszego poziomu wewnętrznego gniewu. W zależności od tego, jak wysoki on jest, wpadamy w złość łatwiej lub częściej, z różnych powodów. Jeśli jego poziom jest naprawdę wysoki, wówczas byle błahostka może nas wyprowadzić z równowagi.

Istnieją cztery etapy przezwyciężania naszej wewnętrznej tendencji do gniewu:

  1. Pozbądź się wszelkich racjonalizacji ludzkiego gniewu, np. „Ludzie czasem się wpadają w złość i to jest normalne”, „Wszyscy się czasem się denerwujemy i to jest typowa, ludzka cecha” itd. Rzeczywiście, statystycznie jest to „normalna” rzecz, lecz nie jest to żaden normatyw, wzorzec. Można żyć całkowicie bez gniewu, życie bez niego jest lepsze i jest cel, który pragniemy osiągnąć. Rashi, komentując werset 7 niniejszego rozdziału, cytuje Talmud (Kiddusin 30b): Jeśli tylko chcesz, możesz odnieść zwycięstwo nad nim. Podobny jest komentarz Soforno odnośnie tego samego wersetu: Jest w waszej mocy przezwyciężenie mocy złego popędu, dzięki temu, iż boski wizerunek (celem Elohim), towarzyszy wam od narodzin.

Tak więc nie istnieją żadne sensowne uzasadnienia dla gniewu, wszystkie są jedynie jego psychologicznymi racjonalizacjami. Bycie gniewnym nie jest to też cechą ludzkiego charakteru. Charakter nie ma z gniewem nic wspólnego, mimo że ludzie często tak to właśnie widzą, nazywając kogoś np. „cholerykiem” itp. Jest to powszechny błąd i kolejna racjonalizacja gniewu.

Twierdzę, że owa ludzka skłonność do gniewu nie jest czymś wrodzonym, choć jako, iż jest powszechna, ludzie wierzą, że jest wrodzona. Małe dzieci owszem go wyrażają, ale jest to, jak sądzę, bezpośrednim wynikiem frustracji, które ich spotykają. Dopiero później, w wyniku kumulacji różnorakich negatywnych doświadczeń, ludzie nabywają trwałej skłonności do gniewu. Ten proces może się rozpocząć także w dowolnym, późniejszym okresie życia, nie jest ściśle związany z okresem dzieciństwa i dorastania.

  1. Przeanalizuj wszystkie przypadki, w których wpadasz w złość, każdy z osobna. Odpowiedz sobie na pytanie, jakie rzeczy w świecie lub w zachowaniach innych powodują twój gniew. Pracuj oddzielnie nad tymi wszystkimi tymi zjawiskami. Ja wpadałem w złość, gdy ludzie traktowali mnie protekcjonalnie, zwłaszcza wówczas, gdy niewiele wiedzieli o mnie i o moim życiu. Kwestie polityczne też mnie swego czasu wkurzały. Spróbuj odizolować się od wszystkich tych czynników lub, jeśli nie możesz tego zrobić, pracuj nad reakcjami na nie, ponieważ wszystkie one zwiększają twój podświadomy poziom gniewu. Ja najpierw przepracowałem swoje reakcje na protekcjonalność ze strony innych, z gniewu na śmiechu. Teraz nawet już się z tego nie śmieję, jestem na to całkowicie obojętny.
  2. Gniew rodzi się z frustracji – to powszechnie uznany i akceptowany psychologiczny fakt. Każda najmniejsza choćby frustracja zwiększa poziom wewnętrznego gniewu, przyczynia się do twoich reakcji i możliwości nad-reakcji. Mogą to być nawet drobne rzeczy, jeśli jednak zdarzają się regularnie, przyczyniają się do wzrostu ciągłego, podświadomego poziomu gniewu. Może to być coś poważniejszego, jak zła sytuacja finansowa, dłuższy okres samotności, długotrwały stres, brak relaksu lub coś drobnego i pozornie nieistotnego, ale ciągłego. Postaraj się wyeliminować wszystkie frustracje w jakikolwiek dostępny Ci, moralnie akceptowalny, sposób.
  3. Ostatni krok to najpotężniejsze narzędzie walki z gniewem: wdzięczność. Przeciwieństwem gniewu nie jest spokój, ale wdzięczność. Dlatego rozwijaj w sobie postawę wdzięczności za każdą małą rzecz w swoim życiu. Za każdą chwilę, każdą rozmowę z drugim człowiekiem, każdy mały gest i dobry uczynek. Staraj się być wdzięczny także za negatywne, nieprzyjemne doświadczenia, ponieważ wiesz, iż przynajmniej kilka już razy widziałeś w nich dobro po jakimś czasie. Pomoże Ci to skutecznie zrównoważyć cały Twój gniew i unicestwić poczucie frustracji: jeśli odczuwasz wdzięczność w każdym momencie swojego życia, nie ma w nim miejsca na frustrację i nie ma miejsca na gniew. Jeśli pojawi się w tobie złość, o wiele łatwiej będzie ją uciszyć, zanim ją nawet wyrazisz.

To zadziałało w moim przypadku i może również zadziałać w twoim. Napisałem też o tym piosenkę. Zostanie ona opublikowana za miesiąc lub dwa.

A zatem, dlaczego więc Kain zamordował Abla? Bo brakowało mu wdzięczności wobec Boga za wszystko to, co od niego otrzymał.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,