WAJESZEW

WAJESZEW

Rabin dr Walter Rothschild

Sidra na ten tydzień zaczyna się od spokojnego, dodającego otuchy wersetu, w którym czytamy, iż Jakub w końcu ma poczucie, że może osiedlić się bez obaw na ziemi, gdzie jego przodkowie byli zaledwie wędrownymi cudzoziemcami. „Wajeszew Jaakow beerec megurej awiw, beerec Kanaan”. Jest to, niestety, chyba ostatni spokojny werset w całej tej sidrze. Jak na ironię, zanim rozdział ten dobiegnie końca, Józefowi, czyli synowi, którego Jakub faworyzował kosztem innych, udało się wszystkich zirytować ciągłym nawijaniem o snach o własnej wspaniałości. Zamiast liczyć na Boga, jego przyszywani bracia postanowili wziąć sprawy w swoje ręce,  porwali go i – nie jest do końca jasne, kto kogo komu sprzedał i za ile, ale nie ma to tak naprawdę znaczenia; nagle Józef NIE zamieszkuje już na ziemi, na której osiedlił się jego ojciec i na której przebywał jego dziadek, ale sam jest obcym w obcej ziemi – a do tego jest bezsilnym niewolnikiem, kupowanym i sprzedawanym jak rzecz, jak przedmiot. Również dla Jakuba zamieszkiwanie na tych terenach, ale bez swego ukochanego syna, to tylko połowiczne życie.

W rozdziale 35 Jakub wraz ze swoim bratem bliźniakiem Ezawem, z którym był skłócony (a który również miał pięciu synów z trzech żon, ale jakimś cudem bez podobnych napięć między rodzeństwem), pochowali wspólnie swojego ojca Izaaka w Hebronie – i jak na ironię ta część rodziny, teraz zwana Edomitami, OPUSZCZA tę ziemię. W Rdz 36,6 Ezaw „wziął żony swoje, i synów swoich, i córki swoje, i wszystkie >>dusze domu swego<<” (jest to powtórzenie zwrotu użytego w odniesieniu do Abrahama i Sary w 12,5) i wszystkie swoje zwierzęta i dobytek, jaki nabył w Kanaanie, i udał się na inne tereny, z dala od swego brata Jakuba, gdyż nie mogli mieszkać razem na „ziemi, na której przebywali jako przechodnie”. A zatem  skierowali się na wschód do ziemi, która zaczęła być określana mianem Edomu od przydomka Ezawa („czerwonego”) – na terytorium zwanym obecnie królestwem Jordanu. Ezaw dobrowolnie i całkiem rozsądnie idzie w swoją stronę, żeby uniknąć potencjalnego konfliktu, co przywodzi na myśl podział, do jakiego doszło wcześniej między Abrahamem i Lotem albo pomiędzy Jakubem i Awimelechem, kiedy ich trzody i stada stały się zbyt duże, aby mogli wspólnie korzystać z tych samych  ograniczonych zasobów ziemi i wody. Jakież to dziwne i zarazem wygodne: Jakubowi – który tak bardzo obawiał się Ezawa, kiedy wracał z Haranu w rozdziale 32, który wysłał przodem dary i następnie w rozdziale 33 najpierw w końcu spotyka Ezawa, a potem go okłamuje, mówiąc, że pójdzie za nim, ale tak naprawdę zamierzając osiedlić się w Szechem, kupić ziemię i przestać się tułać – przytrafia  się kłopotliwa sytuacja (delikatnie rzecz ujmując), gdy dwóch jego synów dokonuje rzezi mieszkańców Szechem (rozdział 34). Jednak teraz jest już w Rdz 37,1 i może odetchnąć spokojnie, bo wszyscy ludzie stanowiący dla niego zewnętrzne zagrożenie sami uprzejmie usunęli się z pola widzenia – tylko po to, żeby zmierzyć się teraz z wewnętrznymi napięciami, które prowadzą do rozpadu jego rodziny.

Rzadko się zdarza, żeby ktokolwiek przyglądał się całemu temu kontekstowi i właśnie dlatego bez żadnych wyrzutów sumienia przytaczam obszerne fragmenty zeszłotygodniowej sidry. Nic nie dzieje się w próżni. Synowie Jakuba nie są głupi i widzieli, jak ich ojciec okłamywał własnego brata, musieli też wiedzieć o tym, że ich ojciec był gotów uciec się do podstępu wobec własnego ojca, Izaaka, i udawać, że jest kimś innym – ich wujkiem. (A skoro już o tym mowa, to musieli też wiedzieć, że babka Riwka zachęcała ich ojca do snucia intrygi, zaś potem musieli mieć świadomość, że matka Lea [matka sześciu z nich] oszukała matkę Rachelę [matkę Józefa i Benjamina], zgadzając się, aby wydano ją za mąż za ich ojca jako pierwszą, dochodząc tym samym praw należnych pierworodnej córce). Więc kiedy to oni z kolei  spiskują wspólnie, aby pozbawić ich brata Józefa wszelkich praw i przywilejów przynależnych pierworodnym, albo kiedy namawiają się, żeby oszukać swego ojca, pokazując mu kawałek poplamionej krwią szaty (którą sami zaplamili!), mamy prawo zapytać, gdzie nauczyli się takich metod postępowania.

A potem nagle w rozdziale 38 dochodzi do całkowitej zmiany scenerii, ale jest to zasadniczo kolejna historia o prawach i dziedzictwie pierworodnych. Juda żeni się z miejscową dziewczyną w Kanaanie (cóż, właśnie z tym wiąże się bycie tam stałym mieszkańcem, a nie tylko wędrownym przybyszem) i ma syna Era, a potem drugiego, Onana, a potem trzeciego, Szelacha. Tak po prostu. Bez żadnych długotrwałych problemów z niepłodnością. Jakub został więc dziadkiem, choć nie pojawia się żadna wzmianka o jakichkolwiek kontaktach, nie wspomina się też o tym, że Er jest pierworodnym wnukiem ani o żadnych przywilejach. Czytamy tylko, że Juda bierze żonę dla Era (przypuszczalnie również miejscową dziewczynę, a nie jedną z jego bratanic?) – Tamar, co po hebrajsku oznacza palmę daktylową. Jednak Er przedwcześnie umiera. Co zrobić? Jako że był pierworodnym, ważne jest, żeby zachować jego ród, więc Tamar zostaje po prostu wydana za Onana, z założeniem, że Onan powinien zapewnić syna swojemu zmarłemu bratu. W kontekście tego, jak do tej pory bracia oszukiwali się nawzajem, żeby uniemożliwić sobie uzyskanie statusu i dziedzictwa, trudno uznać za zaskakujące, że Onan nie chce wypełnić swojego obowiązku – później określanego mianem „małżeństwa lewiratu”, choć to Juda, a nie Lewi, jako pierwszy zaaranżował to rozwiązanie. (W istocie jest to tylko kiepska gra słów, termin lewir wywodzi się z łaciny, a nie z hebrajskiego, i oznacza po prostu „szwagra”). A zatem Onan również nagle znika ze sceny. W rezultacie Tamar jest podwójną wdową, która utknęła, czekając, aż jej pozostały przy życiu szwagier będzie wystarczająco dorosły, aby wypełnić spoczywające na nim zadanie. W międzyczasie jej teściowa Szua również umiera i Juda, teraz samotny wdowiec, szuka nieco pocieszenia na zasadach komercyjnych. Tamar wykorzystuje tę sytuację i przebiera się (tak aby Juda nie spostrzegł, z kim jest na „randce w ciemno”) i w końcu zachodzi w ciążę – ale ze swoim teściem, a nie szwagrem. Juda wścieka się na jej „niewierność” (choć w rzeczywistości Tamar nie jest już zamężna, a tylko zaręczona trzeciemu synowi), aż zostaje przez nią publicznie zawstydzony, kiedy kobieta walczy, aby uratować się przed straceniem. Efektem jest – o nie! – KOLEJNA para spierających się ze sobą bliźniaków, Perec i Zera.

Co do diaska próbuje nam powiedzieć Tora w tym rozdziale? Nie jest to rozdział szczególnie mocno eksponowany w Bibliach dla dzieci.

W międzyczasie Józef zmaga się z własnymi pokusami i problemami w Egipcie, gdzie został kupiony przez naczelnika policji; żona naczelnika znajduje w nim upodobanie i składa przeciwko niemu fałszywe oskarżenia, gdy Józef NIE ulega jej naciskom i prośbom. (Powiedziałbym „jej wdziękom”, ale w Torze nigdzie nie napisano, że była atrakcyjna, a tylko, że Józef był przystojny… Zaś na podstawie „argumentu z milczenia” można wywnioskować, że była bezdzietna i być może, tak samo jak Tamar, chciała po prostu rozpaczliwie zajść w ciążę z kimkolwiek, kto był akurat pod ręką, w czasie gdy jej zajęty mąż był zawsze poza domem, walcząc z wrogami faraona; w innym wypadku po co podejmowałaby takie ryzyko?).  Gdybyśmy myśleli, że Józef nie może już upaść niżej, to odtąd nie jest już tylko  niewolnikiem, lecz uwięzionym niewolnikiem. Raz jeszcze interpretuje sny – tym razem cudze – i jego wykładnia sprawdza się, gdyż jeden z jego współwięźniów zostaje stracony, a drugi podlega amnestii i wychodzi z więzienia – ale, choć obiecał, że wstawi się za Józefem, zapomina to zrobić.

Jakże długą i krętą drogę przebyliśmy od pierwszego wersetu rozdziału 37 do 23 wersetu rozdziału 40! Jakub myślał, że w końcu osiedlił się spokojnie w jednym miejscu, ale najpierw jego ulubiony syn znika i zostaje uznany za zmarłego, a potem jego czwarty w kolejności syn traci dwóch swoich synów i nieświadomie płodzi dwóch kolejnych synów, którzy będą również jego wnukami…, zaś Józef w Egipcie utknął w zatęchłym więzieniu. Później będziemy się definiować jako „dzieci Jakuba” albo „dzieci Izraela” (to jego alternatywne imię), ale szczerze mówiąc można się zastanawiać, czy jest to rodzina, z której można być dumnym albo czy nie wolelibyśmy pominąć milczeniem naszego pochodzenia…

Jaką możemy z tego wszystkiego wynieść lekcję?

Po pierwsze – że trzeba zachować czujność. Właśnie w momencie, kiedy mamy poczucie, że możemy odetchnąć z ulgą i że udało się wyeliminować inną grupę etniczną z kraju, może dojść do następnej katastrofy!

Po drugie – o potrzebie skromności. Nasi przodkowie nie byli typem ludzi, których można stawiać za wzór moralnej prawości, synowskiej miłości, solidarności między rodzeństwem, etyki i duchowości. Gdy pracuje się z ludźmi, można się szybko przekonać, że do większości przypadków znęcania się i przemocy – w tym seksualnej – dochodzi w domu, w ramach rodziny. Ci politycy i fundamentalistyczni duchowni, którzy trąbią o „wartościach rodzinnych!” jako o recepcie na wszystkie współczesne problemy, powinni mieć tego świadomość. Często można odnieść wrażenie, że nigdy tak naprawdę nie przeczytali książki, którą tak chętnie stawiają za wzór. Trzeba przyznać, że niektóre rodziny opisane w tych rozdziałach zostałyby określone raczej jako „patchworkowe” i jako „dalsza rodzina”, ale wszystkie są dysfunkcyjne.

Po trzecie – że trzeba mieć świadomość, iż za wieloma rozgrywającymi się wydarzeniami MOŻE się kryć długoterminowy boski plan. Plan Boga jest wyraźnie taki, żeby Jakub i jego rodzina przybyli, aby osiedlić się w Egipcie – pod koniec rozdziału 46 oraz w 47,6 przybywają, aby „mieszkać, osiedlić się” „jaszwu baarec Goszen” – użyto tu tego samego słowa, od którego zaczęła się nasza sidra Wajeszew. Bóg powiedział już Abrahamowi, że jego potomkowie będą zmuszeni udać się do obcej ziemi, gdzie będą musieli służyć innym… W Rdz 15,13 Bóg oświadczył Abrahamowi, że jego potomkowie będą służyć innemu ludowi na obcej ziemi przez czterysta lat, ale w 17, 8 powiedział mu również, że jego potomkowie odziedziczą „erec megurecha, erec Kanaan”,  „ziemię, na której przebywasz jako przychodzień, całą ziemię kanaanejską”. Tekst pełen jest takich nawiązań, przywołań i gry słów tworzących tło i szerszą perspektywę dla narracji i zawsze zachodzi niebezpieczeństwo, że jeśli będziemy się każdorazowo skupiać tylko na jednej sidrze, to przeoczymy te analogie i cały ten kontekst.

O Perezie wspomni się ponownie w 46,12 jako o członku rodziny Judy, który przybył do Egiptu jako uchodźca z ziemi, którą dopadła klęska głodu, ale, co o wiele bardziej znaczące, w Rut 4 Perez został wymieniony jako jeden z przodków Boaza, a zatem również króla Dawida… Oznacza to, że Dawid, który również jest młodszym synem i musi przyćmić swoich starszych braci i który sam też będzie miał wielu skorych do rywalizacji synów urodzonych mu przez kilka różnych żon (niektóre z nich były nawet jego własnymi żonami!), sam wywodzi się od kogoś, kto urodził się w niezwykłych okolicznościach opisanych w czytanej w tym tygodniu sidrze (oraz miał moabicką matkę). Czy już w tym miejscu można doszukać się Bożego planu? Po co w innym razie zamieszczano by w ogóle ten rozdział?

Historia będzie miała dalszy ciąg. Nie przegapcie ekscytującego odcinka w przyszłym tygodniu! (Uwaga na spojler – Józef wyjdzie z więzienia! Jego bracia przybędą, żeby kupić zboże z państwowych magazynów, zaś ich właśni potomkowie będą musieli później zbudować kolejne magazyny…). Nigdy nie zapominajmy jednak, że każdy odcinek jest właśnie tym – zaledwie jedną częścią długiej historii, która (dzięki Bogu!) jeszcze się nie skończyła…

Szabat Szalom,

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Vayetze

The Ladder of History

Thoughts on Parashat Vayetze

Menachem Mirski

We live in a world that is so deeply divided ideologically that it is commonplace to rationalize the concept that people live in different, parallel realities. We see ideas of tolerance and pluralism, that were born from the Enlightenment, proliferated during the last 20 years – expressed in slogans like “agree to disagree” or, attributed to Voltaire, „I disapprove of what you say, but I will defend to the death your right to say it,” – mean little to nothing today. What happened to our Enlightenment values? What caused these deep ideological rifts that pierce so many Western societies?

While there are many answers to these questions, it is possible that postmodernism, by deconstructing everything, also deconstructed what was good and valuable in our culture, and now we are living in a time of another „re-evaluation of already re-evaluated values”. It is also possible that much of this „ideological rupture” is a delusion due to the fact that most of our political debate takes place on the Internet. Debate on the internet fuels division and radicalism because it is a place where people have no external stop signs or limits and does not require anyone to take responsibility for their words. All of that has an impact “outside the matrix”.

A wider perspective might see this disorder as an intrinsic orderly process of birth, decay and rebirth, and not only is nature subject to this order but also the world of spirit and ideas.

In this week’s Torah portion we have the story of Jacob, who on his way from Beersheba to Haran has his famous dream about a ladder and angels wandering on it:

And he dreamed, and behold a ladder set up on the earth, and the top of it reached to heaven: and behold the angels of God ascending and descending on it. And, behold, the Lord stood above it, and said, I am the Lord God of Avraham thy father, and the God of Isaac: the land on which thou liest, to thee will I give it, and to thy seed (Gen 28:12-13).

In Midrash Tanhuma we have a very interesting interpretation of Jacob’s dream:

“And behold the angels of God are ascending and descending”: These are the princes of the heathen nations which God showed Jacob our father. The Prince of Babylon ascended seventy steps and descended, Media, fifty-two and descended, Greece, one hundred steps and descended, Edom ascended and no one knows how many! In that our Jacob was afraid and said: Peradventure, this one has no descend? Said the Holy One, blessed be He to him: “Therefore fear thou not, O my servant Jacob… neither be dismayed, O Israel”. Even if thou seest him, so to speak, ascend and sit by Me, thence will I bring him down! As it is stated (Obadiah 1:4): “Though thou exalt thyself as the eagle, and thou set thy nest among the stars, thence will I bring thee down, saith the Lord.”

According to this Midrash, Jacob’s dream depicts the rise and fall of nations, empires and cultures in the arena of world history. The fact that this knowledge was revealed to the father of the Jewish people is not surprising. The last mentioned empire, Edom, in rabbinic mind, represents the Roman Empire and its political successors. The author of this Midrash lived in the period of the Roman Empire and had not yet witnessed its decline, so it is no wonder that Edom only ascended. However, the way it is told seems to suggest that the final fate of Edom will be the same as that of any other empire.

Empires rise and fall, and as such, one may predict that just as the Greeks and the Romans fell, so too will the empire known as the „Western World.” I’m not a prophet and I don’t know what will happen, however, from the Jewish theological point of view, where God is a master of history, we know this depends entirely on God. God revealed to Jacob the nature of this historical process; nevertheless He is above nature, He is its ultimate ruler. To what extent is this process dependent on us? It seems that it is dependent on us human beings only to the extent we are able to influence God and His decisions. So, nobody knows. But according to Deuteronomistic doctrine of reward and punishment which we express everyday in our Shma God is more favorable to us when we are righteous. Thus being righteous and having good faith can’t hurt.

Whether it happens or not, the collapse of the West does not have to be immediate, spectacular or complete. It is very possible that it could be a kind of hybridization of different cultures and political systems which ultimately may positively contribute to the development of the whole world. Uniting us all rather than destroying.

The idea of humanity as a single human race is at the heart of our tradition: we are all created in the image of God. Ideas of a great unity of humankind were expressed by our prophets. According to Isaiah’s vision (Isaiah 6) at the end of times all the people will become Jewish. The vision of Micah is, however, a bit different:

Thus He will judge among the many peoples, And arbitrate for the multitude of nations, However distant; And they shall beat their swords into plowshares And their spears into pruning hooks. Nation shall not take up Sword against nation; They shall never again know war; But every man shall sit Under his grapevine or fig tree With no one to disturb him. For it was the LORD of Hosts who spoke. Though all the peoples walk Each in the names of its gods, We will walk In the name of the LORD our God Forever and ever. (Micah 4:3-5)

A future where the nations will live in peace and all will retain their distinctiveness and their identity. Relying on common sense and above all my faith in God I would say the following: this vision can not come true until we treat each other respectfully. Unfortunately, we do not. The division among us is apparent on all possible levels and ranges between individuals to family to community to globally. We see the hatred, slander, defamation, demonization, applying group responsibility, contempt, revenge, resentment, self-hatred, bigotry and intolerance everyday and everywhere. In our tradition, hatred, slander and defamation are serious sins and they often start with smaller offenses, like mockery and insults, which, like everything evil, can escalate to unimaginable magnitudes.

We must avoid mocking people who think differently, not to mention treating someone with contempt. Let us remember that people who have a different vision of the world, have the same human nature – they are in the image of God. By insulting them we insult God. We also shouldn’t treat each other as objects – for example, like computers that can be reprogrammed (ideas of this kind are sometimes expressed at the ends of the political spectrum). First, we shouldn’t do it because people, good or vile, should not be treated as objects. Second, because it has the opposite effect: people cannot be reprogrammed. Attempting to do so can only result in retaliation and aggression. If a group in power has a significant advantage over another ideological group and forces its opponents to submit then resentment will arise and like a time bomb will explode when a defensive group comes to power in the future. Treating people as objects is then not only immoral: it is senseless and dangerous.

Let us treat each other with respect and control our impulses of anger. While they may be natural they are the source and fuel for many of the bad things mentioned above. Moral ideas, such as respecting each other, self-control, and many others, like not slandering or deceiving each other, are present in all cultures. These are fundamental and universal values: they are not culturally relative. It is so because they are the foundations of every civilized human society. Had they not developed within society they wouldn’t have survived, let alone thrived. The fact that they are present in all cultures is a strong foundation for the belief that the visions of our prophets are not pipe dreams – their realization is absolutely possible.

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

 

 

 

Chaje Sara

Starzej się z wdziękiem, czas jest po twojej stronie

Refleksja nad paraszą Chaje Sara

Menachem Mirski 

 

Czym jest czas? Czas jest miarą zmienności wszystkich rzeczy. Choć ta definicja może być niewystarczająca na przykład w astrofizyce, to jest ona zupełnie wystarczająca dla naszej ludzkiej, ziemskiej perspektywy i doświadczeń życiowych.

Życie odradza się w cyklach. Nasza wyobraźnia, zdominowana geometrią Euklidesową, często przedstawia nam linearną wizję czasu. Wystarczy „nałożyć jeden z tych obrazów na drugi”, żeby uzyskać możliwie najbardziej adekwatną wizję czasu: czas jest spiralą. Ta wizja odpowiada naszym codziennym doświadczeniom: każdy dzień przynosi nam coś nowego i nawet jeśli doświadczamy cyklicznie tych samych rzeczy, to doświadczenie to jest za każdym razem nieco inne. Ten sam obiad, przygotowany kolejny raz według tego samego przepisu, będzie smakował nieco inaczej.

Oczywiście, wszystkie te nowe doświadczenia mają swój kres, a ostatecznym zakończeniem jest śmierć. Porcja Tory na ten tydzień opisuje śmierć matki i ojca naszego narodu(-ów) – Sary i Abrahama. Wedle midraszu Pirkej de-rabi Eliezer (rozdział 31) Sara umarła z rozpaczy po tym, jak się dowiedziała, że Abraham zamordował ich jedynego syna Izaaka, składając go w ofierze na górze Moria:

Kiedy Abraham wrócił z góry Moria, Szatan[1] wpadł we wściekłość. Nie dostał tego, czego pragnął, czyli udaremnienia ofiary Abrahama. Co więc zrobił? Poszedł do Sary i zapytał: „Czy słyszałaś, co się stało na świecie?”. Ta odpowiedziała: „Nie”. Powiedział jej wtedy: „Abraham wziął Izaaka, swojego syna, i zamordował go, złożył go na ołtarzu jako ofiarę”.   Sara zaczęła płakać i zawodzić; wydała z siebie trzy jęki, które odpowiadają trzem dźwiękom szofaru, a jej dusza wyszła z niej i Sara umarła. Abraham przybył i odkrył, że umarła. A skąd przybył? Z góry Moria.

Wedle tego midraszu śmierć Sary miała tragiczny charakter: umarła z rozpaczy po usłyszeniu kłamstwa Szatana. Interesujące jest jednak to, że śmierć Abrahama była przeciwieństwem śmierci Sary:

A oto dni żywota Abrahama, które przeżył: sto siedemdziesiąt i pięć lat. I skończył i umarł Abraham w sędziwości szczęśliwej, stary i syt życia, i przyłączony został do ludu swego.

Abraham umarł w sędziwości szczęśliwej, stary i syt życia. Właśnie takiej śmierci wszyscy byśmy sobie życzyli. Czy dysponujemy jakąś żydowską mądrością, która pomogłaby nam „osiągnąć ten cel?”.

Tak. W tkaninę judaizmu wplecionych jest wiele poglądów, wartości i idei, które pomagają nam osiągnąć taką pełną zadowolenia śmierć. Postaram się streścić niektóre z tych koncepcji.

Być może na pierwszym miejscu jest uczenie młodszego pokolenia szacunku do starszych, co zaczyna się od czczenia rodziców (Wj 20, 12), ale również wszystkich starszych ludzi w obrębie społeczności – znaczenie tego podejścia jest nie do przecenienia.

Przed siwą głową wstaniesz i będziesz szanował osobę starca; tak okażesz swoją bojaźń Bożą; Jam jest Pan. (Kpł 19, 32)

Nakazuje nam się szanować starców nawet, jeśli utracili już sprawność umysłową. Tradycyjnie źródłem tego nauczania są tablice z Dziesięcioma Przykazaniami, które Mojżesz roztrzaskał i które trzymano wraz z nowymi tablicami w Arce Przymierza. Uczy nas to, że musimy wciąż szanować starszych, nawet kiedy są „uszkodzeni” pod względem intelektualnym.

Starszym pokoleniom należy się uznanie za to, czego dokonali – a dokonali całkiem sporo: zbudowali cały świat, w którym żyjemy. Ta świadomość jest szczególnie ważna dla tych, którzy wiodą życie pełne komfortu i luksusów. To starsze pokolenia umożliwiły takie życie swoją ciężką pracą. Choć są na to niezliczone dowody, wystarczy tylko pomyśleć o państwie Izrael. W każdej chwili, z dowolnego powodu, mamy TERAZ zawsze bezpieczną przystań. Ten cud dokonał się dzięki pracy starszych pokoleń, które przybyły do Izraela i przenosiły kamienie i przekopywały się przez błoto, żeby uczynić ten kraj dobrze prosperującą demokracją. Powiedzcie mi, czy sama myśl o nich nie wzbudza w was uczucia głębokiej radości i wdzięczności? Szanujmy starsze pokolenia.

Choć nakazuje nam się szanować starsze osoby, to jako ludzie mamy na każdym etapie życia obowiązek uczynić wszystko, co w naszej mocy, żeby zachować jasność umysłu i sprawność fizyczną po to, żeby móc pokierować „naszym” następnym pokoleniem. Przykazanie to można postrzegać jako obowiązujące obie strony – ja będę się troszczył o moją sprawność umysłową, tak aby podzielić się doświadczeniem i wiedzą z twoim pokoleniem, a ty musisz się zgodzić słuchać, okazywać szacunek i kiedyś zrobić to samo dla kolejnego pokolenia.

Jeśli jesteś osobą w średnim wieku, naucz się pokory i zdolności akceptowania zmian, jakie niesie z sobą czas. W każdym wieku możesz wciąż uprawiać sport. W każdym wieku możesz wciąż być sprawny i piękny. Ale mając 60 lat nie pokonasz 23-letniego sportowca ani 20-letniej dziewczyny w konkursie piękności. Oczywiście będziesz się musiał przystosować do zmian, niemniej możesz dalej wieść dobre życie. Rozwiązaniem pozwalającym przeciwstawić się procesowi starzenia jest nieustanne korygowanie swoich nawyków i zwyczajów i nie pozwolenie na to, żeby całkowicie dyktowały twój styl życia. To w swej najczystszej postaci zapobiegnie „duchowemu starzeniu się”, które tylko przyspiesza proces fizycznego starzenia – a jest to coś, do czego może dojść nawet w młodości. Jak powiedział kiedyś Baal Szem Tow: „Nie opuszczajcie mnie, gdy będę stary”: nie pozwalajmy, aby podeszły wiek i stagnacja rządziły naszymi nawykami i zwyczajami. Choć proces starzenia się idzie w parze z mniejszą siłą fizyczną i wolniejszym ciałem, przynosi również mądrość, która jest cnotą i błogosławieństwem.

Jeśli nie jesteś – jeszcze – starszą osobą, powinieneś pamiętać, że obniżeniu  sprawności umysłowej w starszym wieku można przeważnie zapobiec. Musisz tylko wystarczająco wcześniej zacząć regularnie pracować nad swoją sprawnością intelektualną i robić to przez całe życie. Potem, kiedy przejdziesz już na emeryturę, będziesz miał jasny umysł i będziesz miał w końcu czas przeczytać wszystkie książki, jakie zawsze chciałeś przeczytać, ale nigdy nie miałeś na to czasu.

„Odbiera mowę godnym zaufania mężom i pozbawia starców rozsądku”. Ale jeśli chodzi o starszych uczonych, tak się nie dzieje. Przeciwnie, im są starsi, tym bardziej ich umysł staje się opanowany, jako że powiedziano: „U sędziwych jest mądrość, a w długim życiu nabywa się roztropności”. (Miszna Kinim 3, 6)

Nie będziesz się też czuł nieważny i zmuszony do ukrywania się przed światem w swoich „powolnych latach” – a nie powinieneś tego robić, gdyż czyniąc tak, nie wypełniasz celu mądrości, na gromadzenie której poświęciłeś wiele lat i nie przysłużysz się młodszemu pokoleniu, które potrzebuje twojej mądrości i polega na niej.

Kiedy nasz organizm zaczyna się starzeć – a proces ten zaczyna się całkiem wcześnie, w wieku około 25 lat, powinniśmy zacząć się zajmować rozwojem naszego ducha. Im szybciej, tym lepiej. Jeśli to zrobimy, uda nam się przezwyciężyć strach przed upływem czasu i będziemy mogli być szczęśliwi i zadowoleni podczas naszych schyłkowych dni. Możemy rozwijać naszego ducha na wiele sposobów: poprzez uczenie się, moralne uczynki, angażowanie się w aktywności intelektualne, studiowanie i tworzenie sztuki, angażowanie się w działania społeczne, dobroczynność i altruizm i ogólnie robienie tego, co przynosi dobro wykraczające poza nasze własne dobro.

Z czasem duch przejmuje niektóre z obowiązków ciała. Dopóki ciało jest dominującą siłą popychającą je do działania, jest ono w dużej mierze podporządkowane biologii i rozmaitym prawom naturalnym. Z czasem ten determinizm traci na sile (za wyjątkiem czasu, kiedy chorujemy) i jest to dobra wiadomość, jako że stajemy się coraz bardziej wolni w naszych działaniach, w tym w naszych moralnych uczynkach, i bardziej świadomi wszystkiego, co determinuje nasze działania i ich konsekwencje. Talmud wyodrębnia różne etapy życia: na wiek 30 lat przypada szczytowa siła fizyczna, zaś na wiek 80 lat szczytowa siła duchowa. We współczesnym, świeckim świecie, w którym kładzie się nacisk na siłę fizyczną i piękno, osiemdziesięciolatków uważa się ogólnie – niestety – za pozbawionych większej wartości. Natomiast w świecie Tory osiemdziesiątka to najlepsze lata!

Nie przestawaj nigdy dbać o swoje ciało i nie przestawaj nigdy dbać o swojego ducha. Dbamy o wzrost ducha w ciele, a kiedy ciało staje się coraz bardziej kruche, duch przejmie zadanie dbania o ciało. Jeśli dopilnujesz tego wszystkiego, czas nie będzie twoim wrogiem, ale będzie po twojej stronie!

Wspaniałą koroną jest siwizna, dochodzi się do niej na drodze sprawiedliwości. (Prz 16, 31)

 

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum.: Marzena Szymańska-Błotnicka

[1] Szatan w judaizmie nie jest realną istotą rządzącą światem podziemnym; w Torze słowo Szatan sugeruje raczej „oskarżającego”, „przeszkadzającego” albo „kusiciela”. Szatan jest zatem raczej złudną przeszkodą na czyjejś drodze – taką jak choćby pokusy i złe postępki – powstrzymujące kogoś przed wypełnieniem obowiązków związanych z tikun olam (naprawą świata). Szatan to zła skłonność do schodzenia z drogi sprawiedliwości i wierności Bogu.  (Jewish Virtual Library)

Vayera

Vayera

 

Sometimes life has a habit of kicking you just where it hurts most. Just when you have come through a bad experience, maybe a horrifying one that partially weakened you, maybe even partially strengthened you, the next blow comes. The section at the very end of this week’s sidra ‘Vayera’ is one of those moments. Because it’s at the end it may be read or gabbled through as ‘Maftir’ in congregations that have this custom, but otherwise tends to get overlooked.

There is much high drama in this sidra. It starts with the invitation to three passing travellers who are – unbeknown to Abraham – actually angels in disguise, on a mission to check out what is really happening in Sodom. Then comes the well-known bargaining between Abraham and God in which Abraham manages to negotiate God down to just Ten good men in the city – at which point God runs off before he is forced to make any further concessions. Then the melodramatic Chapter 19 in which the angels encounter Abraham’s nephew and adopted heir Lot, the son of his deceased brother Haran, see 11:27-30) and Lot encounters the worst side of his fellow citizens, fire falls from heaven and only some escape…. but ironically Lot, despite being traumatised and alcoholised, is still able to father two sons incestuously without even knowing what he is doing. This is such a contrast to the efforts and the heartbreak that Abraham and his wife Sarah have had to contend with so far. In Chapter 20 Abraham has to go to Gerar, is exceedingly afraid of being murdered so that others can enjoy his wife and resorts to a lie. In a strange scene God appears to Avimelech the King of Gerar in the night and says ‘Hands Off! In 20:17 & 18 God relents of his punishment of infertility on Gerar and suddenly everyone is having children.

In Chapter 21 – finally – the elderly Sarah has a son and now pressurises Abraham into expelling – effectively murdering – Hagar and Ishmael. Avimelech turns up to resolve a border dispute man-to-man; In Chapter 22 God suddenly tells Abraham to bind and sacrifice his remaining son – I trust we know the story, also used as a Rosh Hashanah reading – and after the unexpected anticlimactic climax Abraham returns – seemingly without Isaac, but at least without having killed him – back to Beer Sheva.

It has been a fairly traumatic set of incidents; he assumes he has lost his nephew Lot; he assumes he has lost his first son Ishmael and his mother; he has gone through hell and back just now, deceiving both his wife and his son and probably ruining the relationship to both. (Sarah will die at the beginning of the next chapter, there is no mention of any reconciliation between them, of any conversation at all.) And then – just when things could hardly be worse – ”It was told to Abraham that his surviving brother Nahor and his wife Milka have produced eight sons and a granddaughter, just like that, and another four sons through the concubine!” We don’t know who tells him but the news has come through, davka, right now. Abraham, the failed father, has suddenly become a twelve-fold uncle.

Is this ‘good news’? Well, it is for Nahor who is now a grandfather and of course some of these family members will become important for the patriarchal story – Abraham will in due course marry his son to his great-niece Rebecca (spoiler alert!) – but it throws his own failure as a man, as a husband, as a father into stark relief. Or maybe – and note carefully the wording, it is told that ”Milka the wife of Nahor had borne him eight sons” – by stressing the role of the wife as mother this throws the sharp light onto Sarah, his own wife, who has remained childless until the age of 90 and has never had more than the one son.

Is it just ‘luck’ or is it some form of divine plan? Terach (like Noach) had had three sons: One of them had a son, Lot, and died young; One had no sons, adopted his nephew, went off and – went through the adventures described; One stayed at home and became a real patriarch. We are not told that Nahor was especially good or deserving of such domestic happiness and high social status – it ‘just happened.’ And Abraham, who had been promised by God ”I will make you into a great nation” (12:2) and ”Your seed will be as numerous as the stars in the night sky” (15:5) is entitled to feel by now that God has made rather a fool of him, has not fulfilled those prophecies.

Abraham is of course no longer a young man. This makes it even more surprising that, once he has been widowed at age 137, and has – described as ‘elderly’ in 24:1 – arranged to procure a wife for his son, he remarries and (in 25:1-4) has six more sons, who grow and leave, before he dies thirty-eight years later aged 175. Another unexpected snippet and this time the sons will NOT play any further role in the patriarchal narrative. They will not inherit the covenant. What should we learn from this? That there’s life in the old man yet? That a dry tree can still be full of sap? That one should never give up hope? That it is not good to remain alone after being widowed?

But to return to the end of our sidra: How is Abraham meant to react? With joy? With gratitude to God for his brother’s good fortune? With a quick message of ‘Mazal Tov!‘ sent by courier? Once more the Torah plays its usual trick on us of saying – absolutely Nothing. It is clearly considered important that we have the names of all the boys, of both the mothers, and the granddaughter – but we do not ‘need’ to know how the news came or what impact it had. Or better said – if we DO want to know, we have to fill the gap for ourselves and write a midrash.

Ishmael has also had twelve sons – seemingly all from the same mother – but Abraham will never learn this, because even we are only told in 25:12-16 immediately after Abraham has been buried. And later of course Abraham’s grandson Jacob will also have twelve sons, though only after much anguish and through four different mothers. Twelve seems to be a magic number here. Why twelve? Enough for a football team plus one reserve? Jacob’s twin Esau incidentally will marry two Hittite women (just to annoy his parents) and then his cousin the daughter of Ishmael, and between them have five sons (36:1-4); through Adah one son and six grandsons; through Oholiab three sons; from Basemat one son and four grandsons (Genesis 36:1-19). (If it helps, King Ibn Sa’ud who founded Saudi Arabia in 1932 is said to have had 22 consorts and around 100 children including 45 sons, 36 of whom lived to maturity; but to establish himself he had to depose his father and disempower his five brothers.)

Are we keeping score? The Torah is.

To make matters even more complex it seems that the Covenant, the Brit that God has made with Abraham may only be passed down to One person in each generation. Why, we do not know. Abraham faces the choice of the first-born son from the concubine, or the second son from the wife? Isaac faces the difficult choice of one twin over another, a choice then taken from him by trickery in his old age; Jacob will want to pass it to his eleventh son who happens to be the first son from the favourite wife – but circumstances conspire to prevent this and in the end the covenant will skip a generation and be given instead to Joseph’s second-born.

Is there anything to be learned from these statistics and genealogies? Are they important for any moral lesson? I think it helps to be reminded from time to time that these major biblical characters were really human, that they had issues with their children and their siblings, their nieces and nephews, their cousins, over policy, over inheritances, over succession just like modern potentates; that they had domestic issues and strains which could not always be wiped away by some foreign policy success. We read often of national leaders and we see brief film clips but, unless some smiling glamour-puss is waving in the background, we learn little of these people’s domestic relationships and what else is driving them apart from political ambition and greed. Were they influenced by parents or aunts, are they in rivalry with their siblings, are they carrying crippling worries about their children who do not seem interested in or capable of taking over the reins of power?

By the time this sermon, written on 2nd. November, has been translated and published online a major election will have taken place – I won’t even mention which! – but in fact there have been several in the past weeks in different countries, together with struggles to retain power in places like Belarus, Chechnya, Ukraine, Turkey, Cambodia and elsewhere. Who are these people, who seek to rule? What is going on in their minds, what do they know, what do they not know, under whose influences do they stand? One needs a broader picture. About Abraham we read much, but he remains largely a figure of mystery. And one of the questions, for me, is what he really thought when ”it was told to him” how successful his brother had been.

Rabbi Dr Walter Rothschild  2th November 2020

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

 

ABYŚCIE PAMIĘTALI wykład wideo

ABYŚCIE PAMIĘTALI

Wykład Miriam Klimovej z dnia 17.07.2020.
Kolejny  z serii wykładów poświęconych modlitwie prowadzonych przez Miriam Klimovą, studentkę rabinacką Israeli Rabbinic Program at Hebrew Union College – Jewish Institute of Religion, Jerusalem, Israel.
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

What to Do to Live Happily Ever After

What to Do to Live Happily Ever After

Thoughts on Parashat Noah

Menachem Mirski 

The fear of the LORD prolongs life, While the years of the wicked will be shortened.

Proverbs 10:27

Immortality is an eternal human longing and its motif is interlaced throughout all religions and cultures of the world, including secular culture. We see this theme everywhere. Literature, art and film all adopt variants in different epochs to illustrate the fascination with immortality. The Renaissance concept of obtaining eternal life is through one’s own artistic or intellectual works and the modern idea of extending human life is by using discoveries of science and medicine. The dream of immortality expressed in the contemporary era, as longevity, seems to be an inseparable extension of the human survival instinct and, at the same time, an expression of the boundless affirmation of life, an enthusiastic “YES” to human existence.

According to Bereshit / Genesis and its story of creation, immortality, or at least longevity, was the original state of human existence, although this idea is not expressed explicitly in the Bible. All we know is that Adam and Eve were punished with death, or mortality, for their first sin – eating the fruit of the Tree of Knowledge of Good and Evil – and from this fact we can infer that their previous state of existence was somewhat different. However, despite this punishment the biblical Adam enjoyed his life for 930 years (Genesis 5:5) and this was the typical life expectancy of all Adam’s descendants (and presumably all other living people) until Noah, who according to the Bible lived 950 years.

In the Torah portion for this week, we find the genealogy of Noah’s descendants, from Noah’s son, Shem, to Terah, Abram’s father. After which the lives of each succeeding generation are shorter: Shem lived 600 years, his grandson Shelach 433 years, Shelach’s grandson, Peleg, lived 239 years, and the last descendant mentioned here, Terah who lived 205 years. All of this was decreed by God before the flood (Bereshit/Genesis 6:3.) It was, according to my interpretation of these biblical passages, a punishment for human wickedness and proclivity toward wrongdoing that was happening in spite of being endowed with divine qualities… and a warning directly from God! (Genesis 6:1-6).

The traditional explanation of long lifespans is “lots to do and not enough people to do it.” There were not many people in the world and every person certainly arrived with a set of missions to fulfill. Therefore, at that time, people had large “all-encompassing” souls and therefore longer life spans in order to do the work assigned. In later generations, these big souls were spread out among thousands and millions of individuals, in the form of smaller souls with less work to do, and thus, shorter lifetimes in which to accomplish this work.

However, I believe we need not understand these passages literally and we need not believe that all these people lived 200-900 years.  Here the Bible isn’t speaking to us in the language of facts. This content is probably aimed to motivate people to act morally. What is important here is the message: our lifespan is dependent on our moral conduct.

This idea is expressed numerous times in the Bible:

Honour thy father and thy mother: that thy days may be long in the land which the Lord thy God gives thee. (Exodus 20:12)

We have an inversion of this commandment in the Book of Proverbs:

He who curses his father or his mother, his lamp shall be put out in utter darkness. (Proverbs 20:20)

In addition to the proverb quoted at the outset, another proverb expressing similar idea:

The beginning of wisdom is fear of the LORD, and knowledge of the Holy One is understanding. For through me your days will increase, And years be added to your life. (Proverbs 9:10-11)

We also have a little naughty version of this wisdom in the Book of Kohelet:

Do not be overly wicked, and do not make yourself a fool. Why die when it is not your time? (Kohelet 7:17)

But we don’t have to delve deeply into the Bible in order to find more passages with a similar message. It’s enough to open our sidurim and recite the 2nd paragraph of our everyday prayer – Shema ve’Ahavta, where it states that all the commandments were given to you:

…That your days may be multiplied, and the days of your children, in the land which the Lord swore to your fathers to give them, as the days of heaven upon the earth. (Deuteronomy 11:21)

In fact, the entire system of the Torah commandments serves not only a good and moral life, but also a life with meaning and in which every human action has meaning. All of this deepens the substance of our life and it provides a source of motivation to live and to fight the obstacles we encounter. But, that’s not all: while we are at it, the Torah also teaches us to live in moderation. Because moderation can also extend our lives simply because lack of moderation can shorten it.

The commandments also teach us to live carefully and prudently. They teach us to think before each action and to anticipate its effects. For example, by avoiding unnecessary risks and being careful not to make negatively emotional, ill-considered or hasty decisions we inevitably make decisions that are smart and considered, leading to a longer life.

Therefore, by fulfilling the laws of the Torah together – living mindfully, pragmatically and with love towards others – we can together say an enthusiastic “YES” to human existence and fulfil the vision of the prophet:

No more shall there be an infant or graybeard Who does not live out his days. He who dies at a hundred years Shall be reckoned a youth, And he who fails to reach a hundred Shall be reckoned accursed. (Isaiah 65:20)

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Menachem Mirski 10 przykazań – część 3 wykład wideo

10 przykazań – część 3

Cykl trzech wykładów Menechama Mirskiego na temat 10 przykazań.

Menachem Mirski jest studentem rabinackim w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

Menachem Mirski 10 przykazań – część 2 wykład wideo

10 przykazań – część 2

Cykl trzech wykładów Menechama Mirskiego na temat 10 przykazań.

Menachem Mirski jest studentem rabinackim w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

TRZY KSIĘGI OTWIERA SIĘ W ROSZ HA-SZANA – wykład wideo

TRZY KSIĘGI OTWIERA SIĘ W ROSZ HA-SZANA

Wykład Miriam Klimovej z dnia 19.08.2020.
Ostatni z serii wykładów poświęconych modlitwie prowadzonych przez Miriam Klimovą, studentkę rabinacką Israeli Rabbinic Program at Hebrew Union College – Jewish Institute of Religion, Jerusalem, Israel.
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

TU BE-AW -OD ŻAŁOBY DO MIŁOŚCI

TU BE-AW -OD ŻAŁOBY DO MIŁOŚCI

Wykład Miriam Klimovej z dnia 05.08.2020.

#אהבה Mówili mi, że w każdym języku brzmi inaczej. Może powód jest taki, że każdy język ma swoją nutę? Choć nie można pozbyć się akcentu, melodię można śpiewać. Oto lekcja (po polsku), w której opowiedziałam o Tu B 'Av – święcie miłości i strasznej traumy, kobietach w białych ubraniach, darmowym tańcu i niebezpieczeństwie kryjącym się za nim, anulowaniu hierarchii, ale tylko rzekomo, i wielka nadzieja na równość i braterstwo.

Kolejny  z serii wykładów poświęconych modlitwie prowadzonych przez Miriam Klimovą, studentkę rabinacką Israeli Rabbinic Program at Hebrew Union College – Jewish Institute of Religion, Jerusalem, Israel.
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund