Kogo zaprosisz do swojego szałasu?

Kogo zaprosisz do swojego szałasu?

Rabin Mati Kirschenbaum

 Jedną z moich ulubionych tradycji związanych z Sukot jest Uszpizin, kabalistyczny zwyczaj „zapraszania” duchowych przodków ludu żydowskiego do naszych sukot każdego dnia święta. W ortodoksyjnym judaizmie lista gości ograniczała się do mężczyzn – byli to Abraham, Izaak, Jakub, Mojżesz, Aaron, Józef i Dawid. Każdy z tych gości miał reprezentować sefirę, odrębny aspekt Bożej obecności. Judaizm nie-ortodoksyjny stara się uzupełnić tę listę wspaniałymi bohaterkami biblijnymi. Jedna z proponowanych list obejmuje siedem biblijnych prorokiń – Sarę, Miriam, Deborę, Hannę, Abigail, Huldę i Esterę. Inni sugerowali, że siedem sefirot, czyli Boże atrybuty, uosabiane są przez Rut, Sarę, Rebekę, Miriam, Deborę, Tamar i Rachelę. Jak widzimy, nie ma jednoznacznej wykładni w kwestii odpowiednich gości, których powinniśmy zaprosić do naszych sukot. Nie muszą to być nawet postacie biblijne. Ważne, abyśmy czuli się zainspirowani ich przykładem, ich cnotami i sprawami, które reprezentują oraz dziedzictwem, z którym nas wiążą. Wystarczy pomyśleć o wielkich postaciach historii żydowskiej, które chcielibyśmy zaprosić na posiłek, aby poznać je osobiście. Jestem przekonany, że każdy z was ma swoje własne ulubione postacie. W ramach tegorocznych obchodów Sukot jako polski postępowy Żyd chciałbym przedstawić moich polskich Uszpizin – postacie z historii polsko-żydowskiej, które z wielką chęcią powitałbym w moim szałasie. Podobnie jak postacie biblijne, reprezentują one siedem sefirot – czyli boskie aspekty – naszego polskiego żydowskiego dziedzictwa.

  1. Janusz Korczak (1978-1942) – Chesed (Miłość i życzliwość).

Janusz Korczak uosabia miłość i życzliwość. Cecha ta została najlepiej wyrażona w jego słowach:[1]

 Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, ale po to, abym ja działał i kochał. Nie jest obowiązkiem otoczenia, aby mnie kochać, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka.

  1. Julian Tuwim (1894-1953) – Gewura (Niezłomne trzymanie się własnych wartości)

Julian Tuwim uosabiał niezłomną determinację, aby głośno mówić o niesprawiedliwości. Jego wiersz, Do prostego człowieka, wyraża właśnie taką postawę:[2]

 Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”

Na alarm czarny druk uderzy

Gdy zaczną na tysięczną modłę

Ojczyznę szarpać deklinacją (…)

Że za ojczyznę – bić się trzeba (…)

O, przyjacielu nieuczony,

Mój bliźni z tej czy innej ziemi!

Wiedz, że na trwogę biją w dzwony

Króle z panami brzuchatemi; 

Wiedz, że to bujda, granda zwykła,

Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,

Że im gdzieś nafta z ziemi sikła

I obrodziła dolarami;       

Że coś im w bankach nie sztymuje,

Że gdzieś zwęszyli kasy pełne (…)

          

  1. Markus Jastrow (1829-1903) – Tiferet (Harmonia, Pojednanie)

Markus Jastrow był przekonany, że Żydzi i Polacy mogą zbudować wspólną przyszłość. Jego wygłoszone w 1861 roku kazanie wyraża nadzieję na przyszłość zdefiniowaną poprzez poczucie braterstwa pomiędzy naszymi narodami:[3]

Braterskiej szukam miłości, któraby mnie braci moich bratem uznała; szukam braterskiej tolerancji, któraby pozostawiła mi moje przekonanie acz odmienne w rzeczach, których Bóg jeden jest sędzią: szukam również i pobłażania braterskiego dla moich ułomności, które mi czasy niedoli narzuciły, kiedym jak Józef jęczał w ciemnej jamie wśród wężów i żmij; słowem: moich szukam braci, tych których nauka moja każe mi za braci uznawać. Otóż to, a nie co innego jest wołaniem Izraela i dziś i wszędzie, gdzie jeszcze braci znaleźć nie zdołał.”

 

  1. Pua Rakowska (1865-1955) – Neca (Wytrwałość)

Pua Rakowska poświęciła swoje życie na walkę o prawa kobiet. Jej słowa i życie ucieleśniają cnotę wytrwałości:[4]

Z taką nadzieją (na edukację) osiedliłam się w tym pierwszym roku w Warszawie; znalazłam pokój i wyżywienie dla siebie i mojej małej córeczki w pensjonacie. Żyłam skromnie, aby zaoszczędzić w tym roku na tyle dużo z pensji, aby móc wyjechać i studiować za granicą. Ale jedno bardzo mnie martwiło: czy powinnam zabrać oboje dzieci, czy zostawić chłopca na wychowanie mojemu ojcu. Obawiałam się, że taka edukacja oddali ode mnie moje dziecko, jako że bardzo różniliśmy się z ojcem pod względem duchowym, a odległość mogła wytworzyć przepaść pomiędzy mną i synem. Ta wewnętrzna walka trwała prawie cały rok i zakończyła się zwycięstwem matczynej miłości. Zdecydowałam, że skończę studia na uniwersytecie w Warszawie, gdzie wykładano po rosyjsku. Napisałam do rodziców, żeby przywieźli mi syna, wynajęłam małe mieszkanie w ubogiej dzielnicy i utrzymywałam się z mojej pensji.

 Kobiety powinny dołożyć wszelkich starań, aby obejmować stanowiska w gospodarce, we władzy ustawodawczej i rządzie.[5]

         Bruno Schulz (1892-1942) – Hod (Akceptacja)

Bruno Schulz zdawał sobie sprawę, że czasem wielkość znajdujemy w akceptacji naszych ograniczeń. Ujął to następująco:[6]

Zwykle fakty uszeregowane są w czasie, nanizane na jego ciąg jak na nitkę. Tam mają one swoje antecedensy i swoje konsekwencje, które tłoczą się ciasno, następują sobie na

pięty bez przerwy i bez luki. Ma to swoje znaczenie i dla narracji, której duszą jest ciągłość

i sukcesja.

      Czyżby czas był za ciasny dla wszystkich zdarzeń? Czy może się zdarzyć, aby już wszystkie miejsca w czasie były wyprzedane? Zatroskani, biegniemy wzdłuż tego całego pociągu zdarzeń, przygotowując się już do jazdy.

 

  1. Róża Luxemburg (1871-1919) – Jesod (Podstawowe zasady)

 Róża Luxemburg była przekonana, że wolność dla wszystkich powinna być podstawą sprawiedliwego społeczeństwa. Ujęła to następująco:[7]

Wolność tylko dla członków rządu, tylko dla członków partii – choćby nawet byli nie wiadomo jak liczni – nie jest wolnością. Wolność jest zawsze wolnością dla myślących inaczej.                                         

                         

  1. Zuzanna Ginczanka (1917-1945) – Malchut (Suwerenność, Niezależność)

Zuzanna Ginczanka mocno wierzyła, że każda jednostka ma prawo znaleźć własną drogę w życiu i przejść przez nią na własnych zasadach. Jej wiersz „Wyjaśnienie na Marginesie”  wyraża właśnie to przekonanie:[8]

Nie powstałam z prochu, nie obrócę się w proch.

Nie zstąpiłam z nieba i nie wrócę do nieba.

Jestem sama niebem, tak jak szklany strop.

Jestem sama ziemią, tak jak rodna gleba.

Nie uciekłam znikąd i nie wrócę tam.

Oprócz samej siebie nie znam innej dali.

W wzdętym płucu wiatru i w zwapnieniu skał

muszę siebie tutaj rozproszoną znaleźć.

Mam nadzieję, że zainspirowali was moi Uszpizin i Uszpizot. Podczas tegorocznego Sukot zachęcam was do zastanowienia się, którą ze słynnych historycznych postaci żydowskich chcielibyście spotkać. Kiedy o nich pomyślicie, dołączą do was w waszych sukot, niosąc z sobą mądrość i inspirację. Życzę wszystkim radosnego zakończenia Sukot!

Mati Kirschenbaum

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

[1] Janusz Korczak, Pamiętnik i inne pisma z getta (Warszawa: Wydawnictwo W.A.B., 2012).

[2] Tekst za: https://polska-poezja.com/julian-tuwim/do-prostego-czlowieka/ dostęp 14.10.2022.

[3] Markus Jastrow, „Modlitwa i Kazanie miane podczas nabożeństwa żałobnego odprawionego w d. 27. Adar 5621 (9. Marca 1861) za dusze ofiar poległych dnia 27. Lutego t. r.”, w: Kazania miane podczas ostatnich wypadków w Warszawie r. 1861, Poznań: Ludwik Merzbach, 1862), s. 19.

[4] Tłumaczenie własne na podstawie: Puah Rakovsky, My Life as a Radical Jewish Woman: Memoirs of a Zionist Feminist in Poland, ed. Paula Hyman (Bloomington: Indiana University Press, 2002), s.29.

[5] Pua Rakowska, „Czy można połączyć pracę społeczną z obowiązkami rodzinnemi?”, artykuł opublikowany w polskojęzycznym tygodniku dla Żydówek Ewa, 13 stycznia, 1929.

[6] Bruno Schulz, tekst za: https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/schulz-sanatorium-pod-klepsydra-genialna-epoka.pdf, Dostęp 14.10.2022

[7] Tłumaczenie za: https://quotepark.com/pl/cytaty/400374-roza-luksemburg-wolnosc-tylko-dla-zwolennikow-rzadu-tylko-dla-czl/ dostęp 14.10.2022

[8] Zuzanna Ginczanka, „Wyjaśnienie na marginesie” w: O centaurach, Warszawa: Wydawnictwo J. Przeworskiego, 1936, s. 26.

Szoftim

Polityka oraz prawda

Refleksja nad paraszą Szoftim

Menachem Mirski 

Sędziów i urzędników ustanowisz sobie we wszystkich bramach twoich, które Wiekuisty, Bóg twój, da tobie w pokoleniach twoich, aby sądzili lud sądem sprawiedliwym. (Pwt 16:18, pierwszy werset paraszy Szoftim).

Istnieją trzy klasyczne teorie prawdy, definiujące zarazem czym jest prawda. Pierwsza z nich, sformułowana przez Arystotelesa, mówi, iż prawdą jest to, co jest zgodne z rzeczywistością. Brzmi to dość oczywiście. Definicja ta jest oczywiście logicznie poprawna – w końcu sformułował ją jeden z “ojców założycieli” logiki, jako nauki ścisłej. Boryka się jednak ona jednym fundamentalnym problemem: żeby stwierdzić, że coś jest zgodne z rzeczywistością, musimy wiedzieć jaka jest owa rzeczywistość, prawda? Tak więc, żeby sprawdzić, czy coś jest prawdą musimy znać ową rzeczywistość wcześniej, a konkretniej – prawdę o niej. Żeby więc poznać prawdę musimy znać prawdę. Brzmi jak wyjęte z wypowiedzi niektórych polityków.

Druga klasyczna teoria prawdy to koncepcja spójności. Wedle tej koncepcji dana myśl, idea  czy hipoteza jest prawdziwa jeśli jest zgodna z innymi teoriami i koncepcjami uznanymi powszechnie za prawdziwe. Jakkolwiek teoria ta ma pewne zastosowanie, roi się w niej od problemów: np. musimy mieć całkowitą pewność, że cała nasza pozostała wiedza, wcześniej zdobyta, jest prawdziwa, by stwierdzić prawdziwość hipotezy, którą badamy. Wystarczy, że jeden element całej tej spójnej logicznie układanki jest fałszywy i cały nasz system może się rozpaść jak domek z kart. Może, choć nie musi, można tutaj wymyślać różnego rodzaju argumenty i usilnie bronić jakieś teorii, aż do momentu, kiedy już nie ma czego bronić. Ponadto, sama spójność, pozbawiona warunku “zgodności z rzeczywistością” toruje drogę do opanowania świata wszelkiego rodzaju dziwacznym teoriom lud rozmaitym, spójnym logicznie i górnolotnie brzmiącym, pseudo akademickim urojeniom, które zainspirowały dziesiątki eksperymentów społecznych i sprowadziły nędzę, wojny oraz śmierć milionów ludzi.

Trzecia klasyczna koncepcja to tzw. pragmatyczna teoria prawdy. Wedle tej koncepcji dana myśl, idea lub teoria jest prawdziwa, jeśli wywołuje skutki, o których mówi, że wywoła. W porcji Tory na ten tydzień mamy swoistą wersję tej koncepcji:

Rzekł wtedy Wiekuisty do mnie [tj. do Mojżesza]: pięknem to, co powiedzieli! Proroka ustanowię im spośród braci ich, podobnego tobie, i włożę słowa Moje w usta jego, i będzie im mówił wszystko, cokolwiek mu rozkażę […] A gdybyś rzekł w sercu swojem: jakże mam poznać słowo, którego nie wypowiedział (ustami proroka) Wiekuisty? Cokolwiek by wyrzekł prorok w imię Wiekuistego, a nie stałoby się to słowo, ani spełniło się – jest to słowo, którego nie wyrzekł Wiekuisty, rozmyślnie wyrzekł je prorok: nie trwóż się przed nim! (Pwt 18:17-18,21-22)

Wszystko to jest tutaj oczywiście wypowiedziane w kontekście, którego fundamentalnym założeniem jest to, że wszystko co myśli lub mówi Bóg jest prawdziwe. Jeśli więc dana idea pochodzi od Boga, będzie się spełniać, będzie działać w praktyce. Jeśli natomiast się nie spełnia, nie działa tak jak “powinna” wedle samej siebie, nie pochodzi od Boga, nie jest prawdą. Nie należy się też, wedle Tory, przed taką wypowiedzią, tudzież osobą, która ją wypowiada, trwożyć (Pwt 18:22). I to jest bardzo ważna sugestia, którą można rozumieć na kilka sposobów, na przykład: nie należy się takiego człowieka obawiać a jego “prawdy” można, lub wręcz należy, zignorować.

 W rzeczywistości, a przynajmniej z teoretycznego punktu widzenia, żeby naprawdę poznać prawdę, należy zastosować wszystkie trzy powyższe teorie prawdy. Jeśli więc chcemy na przykład zdobyć wiedzę na temat która partia polityczna chce naprawdę naszego dobrobytu i sprowadzi ‘epokę mesjańską’, a która nas tylko oszukuje, by nas wykorzystać, zdradzić i wydać na pastwę naszych wrogów, musimy mieć pewność, że: 1. Znamy intencje, plany i kompetencje owych ludzi, idealnie rzecz biorąc wszystkich, realnie przynajmniej kierownictwa (musielibyśmy znać myśli owych ludzi, a nie tylko to co publicznie mówią, i nie to, co mówią o nich inne gadające głowy w TV). 2. Nasza wiedza na ich temat jest logicznie spójna i nie odrzucamy danych informacji tylko dlatego, że nie pasują do naszej “życzeniowej” układanki, 3. Pomysły i plany, które oni realizują przynoszą zamierzone przez nich skutki (i są to zarazem skutki, których pożądamy). Jednakże w praktyce realizacja punktów 1 i 2 jest wymaga sporego wysiłku i jest czasochłonna. Dlatego też, żyjąc w społeczeństwach sprofesjonalizowanych, w naszej diagnozie polegamy na innych, np. na mediach, które dostarczają nam informacji. Problem w tym, że to nie rozwiązuje problemu, tylko przenosi go gdzie indziej: w tej sytuacji musimy zastosować punkty 1 i 2 do źródeł naszych informacji, a więc do mediów. A ponieważ media bardzo często mówią to, czego oczekują od nich politycy, sytuacja staje się błędnym kołem i jest dramatyczna. Zapomnijmy więc o punktach 1 i 2, i skupmy się tylko na tym, czy dane idee przynoszą (zamierzone przez nie) rezultaty, a więc czy to, co mówią owi ludzie sprawdza się w praktyce, czy nie, wywołuje zamierzone skutki, czy nie. To dobry znak, bo to znaczy, że mają oni kontakt z rzeczywistością i jakąś nad nią kontrolę.

To wszystko, co w zasadzie możemy zrobić. Wszystko inne, zwłaszcza jeśli brzmi jak nonsens – jest niespójne lub wygląda na oderwane od rzeczywistości –  najlepiej zignorować, jak i osoby, które ten nonsensy wypowiadają.

Dla ich dobra oraz dla naszego spokoju ducha.

Szabat szalom,

Menachem Mirski

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Pinchas

Parasza Pinchas

Rabin Alan Iser

Gdybym zapytał przeciętnego Żyda w dowolnym miejscu na świecie, jaki jest najważniejszy werset w Torze, prawdopodobnie odpowiedziałby „Szma Israel” bądź wymieniłby jedno z Dziesięciu Przykazań albo „miłuj bliźniego swego jak siebie samego” z księgi Kapłańskiej. Są to wszystko dobre wybory. W istocie jest tekst rabiniczny, w którym zadano dokładnie to samo pytanie i dyskutowano na jego temat. Kilku rabinów przedstawiło swoje opinie. Jeden wybrał „Szma Israel”, inny „miłuj bliźniego swego”. Jednakże za najważniejszy i najbardziej uniwersalny uznano zdawałoby się nieznaczący werset z czytanej w tym tygodniu porcji Tory. Według rabina Szymona ben Pazziego jest to werset: „Jednego baranka ofiarujesz rano, drugiego zaś pod wieczór” (Lb 28, 4), (Wprowadzenie do Ejn Jaakow).

Czego dotyczy ten werset? Jest to po prostu przykazanie nakazujące przynosić dwie codzienne ofiary do Świątyni. Oczywiście ofiar świątynnych nie składa się już od prawie dwóch tysięcy lat. Nawet w czasach rabina Szymona ben Pazziego nie składano ich już od dwustu lat. Dlaczego więc wybrał ten werset?

Werset ten mówi o tym, jak ważna jest stałość, konsekwencja oraz oddanie w życiu religijnym. W życiu religijnym oraz w naszej relacji z Bogiem nie chodzi tylko o najbardziej wyjątkowe momenty w życiu żydowskim, takie jak Rosz Haszana, Jom Kipur albo Pesach. Chodzi o to, co robimy każdego dnia. Czy okazujemy wdzięczność Bogu? Czy traktujemy starsze osoby z szacunkiem? Czy dajemy datki na dobroczynność? Czy jesteśmy życzliwi wobec ludzi, z którymi wchodzimy na co dzień w interakcje, zwłaszcza w stosunku do osób, których nie znamy? Jeśli jesteśmy oddani Bogu i judaizmowi, jest to wplecione w tkankę naszej codziennej egzystencji. Nie chodzi tylko o wyjątkowe momenty, lecz o prozaiczne, proste aspekty naszego życia, o przestrzeganie żydowskich wartości i zasad w naszym codziennym życiu.

Ta prawda dotycząca naszej relacji z Bogiem i judaizmem obowiązuje również w odniesieniu do wszystkich naszych relacji. Przeżywamy lepsze i gorsze chwile. Doświadczamy elektryzujących momentów pasji i radości, ale nie mogą one trwać bez końca. Pełna prawdziwego oddania relacja wiążą się ze stałością, a często również z gotowością robienia tego samego wciąż i wciąż na nowo, nawet jeśli nie jest to ekscytujące. Każdy, kto ma małe dzieci, wnuki albo małe siostrzenice bądź bratanków wie, o czym mówię. Trwała relacja oznacza deklarację, że będę zawsze przy tobie, na dobre i na złe.

W judaizmie najwyższą formę oddania Bogu okazywali na przestrzeni wieków Żydzi gotowi umrzeć za swoją wiarę. Niestety, historia dostarczyła nazbyt wielu przykładów takiej postawy. Po hebrajsku zwie się to Kidusz Haszem, uświęcaniem Bożego imienia. Nie musimy jednak płacić tej ostatecznej ceny, aby pokazać nasze oddanie dla naszej religii. Jeśli jesteśmy religią mniejszości
i nasi sąsiedzi zobaczą, że jesteśmy życzliwymi i zaangażowanymi w dobroczynność ludźmi, którzy wypełniają biblijne przykazanie okazywania gościnności obcym; jeśli będziemy konsekwentni
i stali w naszym zachowaniu i jeśli nasi sąsiedzi będą wiedzieć, że robimy to, gdyż jesteśmy Żydami, wówczas również i to jest formą Kidusz Haszem.

Jeden baranek rano i jeden baranek wieczorem – naprawdę jest to przepis na idealne życie żydowskie.

Rabin Alan Iser

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Refleksja na Pesach 5782

Zostawić za sobą

Refleksja na Pesach 5782

Menachem Mirski

W najbliższy piątek, o zachodzie słońca, rozpoczyna się nie tylko szabat, ale także i święto Pesach, będące jednym z głównych filarów naszego religijnego doświadczenia i naszej tożsamości. Święto Pesach jest świętem wolności i radości, ale i pewnych obowiązków oraz koniecznych wyrzeczeń, mających nas psychologicznie uformować tak, żebyśmy byli świadomymi “posiadaczami wolności”:

I nalegali Micrejczycy na lud, by ich czemprędzej wyprawić z kraju, bo rzekli: “Wszyscy pomrzemy”. I poniósł lud ciasto swoje, zanim się zakwasiło, donice swoje obwinięte w zwierzchnie szaty swe, na barkach swoich. […] I także różnoplemiennego ludu mnóstwo wyszło z nimi i trzody, i stada, dobytek wielki bardzo. I wypiekli ciasto, które wynieśli z Micraim, na placki przaśne; ponieważ się nie zakwasiło, bo wypędzeni zostali z Micraim, a nie mogli się zatrzymywać; a także zapasów nie przygotowali sobie. (Wj 12:33-34;38-39)

Powyższa historia jest źródłem prawa, wedle którego nie jemy w Pesach nie tylko chleba kwaszonego, ale także wszelkich produktów zawierający chamec, tzn. sporządzonych na zakwasie z pięciu zbóż: żyta, pszenicy, orkiszu, owsa i jęczmienia, jaki też zawierające choćby śladowe ich ilości, jeśli proces ich produkcji mógł doprowadzić do powstania zakwasu. Nie tylko jedzenie, ale i posiadanie tych produktów jest w Pesach zakazane.

Potocznie mawia się czasem, że robimy to wszystko na pamiątkę owych wydarzeń; stwierdzenie to jednak nie jest adekwatne, bowiem owa tradycja opiera się na “mocniejszej” rabinicznej zasadzie, wyrażonej w Misznie (Pesachim 10:5): W każdym pokoleniu człowiek winien postrzegać siebie tak, jakby osobiście opuścił Egipt, jest bowiem napisane: I opowiesz synowi twojemu dnia onego, mówiąc: to dla tego, co uczynił mi Wiekuisty, gdym wychodził z Micraim. Owa rabiniczna zasada nakazuje nam niemalże “ucieleśnić” fakt wyjścia z Egiptu, po to, ażeby nigdy do niego już nie wracać i aby raz na zawsze pozostać ludźmi wolnymi, co w świecie ludzkim zawsze było i jest wciąż wyzwaniem, często niełatwym wyzwaniem.

Między innymi z tego właśnie powodu nasza tradycja obfituje w rytuały i prawa pomagające nam “ucieleśnić” doświadczenie wyjścia z Egiptu. Jednymi spośród nich są prawa dotyczące chamecu:

Szukając chamecu w nocy lub w ciągu dnia czternastego [miesiąca Nissan], lub w czasie święta, należy odmówić błogosławieństwo, zanim zacznie się szukać: Błogosławiony jesteś, Boże nasz, Królu Wszechświata, który uświęciłeś nas swoimi przykazaniami i nakazałeś nam zniszczenie chamecu. Szukamy [go] we wszystkich miejscach, do których mogliśmy go zanieść, jak wyjaśniliśmy powyżej. (Majmonides, Miszne Tora, Kwaszony i niekwaszony chleb 3:6)

Szukamy [go] we wszystkich miejscach, do których mogliśmy go zanieść… – takie poszukiwania mogą być bardzo czasochłonne lub wręcz nie mieć końca, jeśli ktoś traktuje sprawę bardzo skrupulatnie. Byśmy więc nie popadli w obsesję w tej kwestii, rabini uznali, że potrzebna jest reguła ograniczająca praktykę poszukiwania i pozbywania się chamecu:

A kiedy skończymy poszukiwania – jeśli szukaliśmy w nocy czternastego lub w ciągu dnia, czternastego [Nissan] przed godziną szóstą, musimy unicestwić cały chamec, który pozostał w naszym posiadaniu i ten, którego nie widzimy. I powinniśmy powiedzieć: „Cały chamec, który jest w moim posiadaniu, a którego nie widziałem, jest jak proch”. (Majmonides, Miszne Tora, Kwaszony i niekwaszony chleb 3:7)

Jesteśmy zatem zobligowani zakończyć poszukiwania chamecu w pewnym momencie i uznać, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy i przypieczętować to powyższą deklaracją. Co jest moim zdaniem bardzo tutaj istotne to to, że tego rodzaju “zasady ograniczające” powinniśmy stosować nie tylko wobec chamecu, ale i w wielu innych dziedzinach naszego życia. Zróbmy więc intelektualny eksperyment i uznajmy chamec za: ciężar, kłopot, uciążliwość, brzemię, albo – słabość czy uzależnienie. Wszystkie tego rodzaju zjawiska stanowią przeszkody ograniczające naszą wolność. Powinniśmy je stale z naszego życia eliminować. W wielu przypadkach powinniśmy być tak skrupulatni, jak z szukaniem i unicestwianiem chamecu, inaczej kłopoty i uciążliwości szybko do nas wrócą. Jednakże i tu potrzebujemy “zasady ograniczającej” żeby nie popaść w obsesję w walce z tymi wszystkimi zjawiskami, bowiem to może przynieść efekty przeciwne do zamierzonych. Obsesyjne skupianie się na własnych słabościach, na przykład, lub też przesadne doszukiwanie się zła we wszystkim wokół, choćby pozytywnie motywowane, nie czyni naszego życia lepszym. W pewnym momencie walki z tymi zjawiskami musimy po prostu uznać, że zrobiliśmy dużo, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, przypieczętować to błogosławieństwem, zostawić owe ciężary i słabości za sobą, i iść przez życie dalej, nie dając się determinować czemuś, co w dużym stopniu już przezwyciężyliśmy, choć jeszcze nie całkowicie.

Szabat szalom,

Chag Pesach sameach!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Szemini

Rzeczy, na które zasłużyliśmy i te, na które nie zasłużyliśmy

Refleksja nad paraszą Szemini

Menachem Mirski 

Czy wszystko (złe), co nam się przytrafia, wydarza się z jakiegoś powodu? Jeśli tak, to gdzie szukać odpowiedzi? W teologii, nauce czy w naszym postępowaniu moralnym jako jednostek lub grup? Porcja Tory na ten tydzień porusza ten temat: ósmego dnia, po siedmiu dniach ich inauguracji, Aharon i jego synowie zaczynają sprawować urząd jako kohanim (kapłani); ogień zstępuje od Boga, aby strawić ofiary na ołtarzu, i tym samy przybywa boska obecność, aby zamieszkać w Sanktuarium. Dwaj starsi synowie Aharona, Nadab i Abihu, ofiarowują „obcy ogień przed Bogiem” i umierają. Aaron milczy w obliczu tej tragedii. Mosze i Aharon później nie zgadzają się co do kwestii halachicznej dotyczącej ofiar, ale ostatecznie Mojżesz przyznaje Aaronowi rację.

Powód śmierci Nadaba i Abihu jest podany w Torze:

I wzięli synowie Ahrona – Nadab i Abihu, każdy kadzielnicę swoję, i włożyli w nie ognia, i położyli nań kadzidła, i tak przynieśli przed oblicze Wiekuistego ogień obcy, którego nie przykazał im (Kapłańska 10:1).

Jednakże nasi mędrcy i ich midrasze podają liczne powody i wyjaśnienia, jaki był ich grzech i dlaczego umarli. Niektórzy komentatorzy chwalą synów Aharona i uważają ich za wyjątkowych ludzi: synowie wiedzieli, co robili, ich intencje były dobre, lecz zrobili więcej, niż im nakazano i zostali ukarani, ponieważ żaden człowiek nie ma prawa wykonywać w służbie Bożej więcej lub mniej, niż mu nakazano. Inni komentatorzy dopatrują się natomiast poważnych błędów w poczynaniach synów Aharona. Niektórzy twierdzą, że okazywali brak szacunku dla Miszkanu i służby Bożej, na przykład, że weszli do Miszkanu w szatach zwykłego Kohena, a nie Kohena Gadol; inne wyjaśnienie – wcześniej pili wino; złożyli ofiarę, której nie nakazano im złożyć. Są też komentatorzy, którzy zarzucają im niewłaściwe zachowanie, kompromitujące ich kapłaństwo: że byli aroganccy i nie żenili się z powodu swojej zarozumiałości, gdyż uważali, że żadna inna rodzina nie była tak wyróżniająca się jak ich, w rezultacie – że nie mieli dzieci; że nie byli dla siebie przyjaźni; że chcieli ustalić halachę w obecności ich Rebbi (Mosze) lub wręcz czekali na śmierć Moszego i Aharona, aby mogli przejąć przywództwo narodu.

Lista przyczyn ich nagłej śmierci jest długa. Dlatego uzasadnione jest pytanie, dlaczego rabini nie byli zadowoleni z prostej odpowiedzi udzielonej przez Torę i musieli podać te wszystkie inne powody. Odpowiedź na to pytanie tkwi w dwóch fundamentalnych założeniach teologicznych myśli rabinicznej w odniesieniu do teodycei: 1) Wszystko, co złe, co dzieje się z narodem (żydowskim) może być i powinno być postrzegane jako kara Boża; 2) Umysł rabiniczny zawsze był wrażliwy na niesprawiedliwość, a co za tym idzie, na jakąkolwiek niewspółmierność kary Bożej. Pierwsze założenie należy właściwie do najstarszych warstw teologii i teodycei biblijnej: Bóg jest zawsze sprawiedliwy, a każde cierpienie/niesprawiedliwość pochodzi z ludzkiego grzechu/błędu. To nie jedyna teodycea w judaizmie; inne odpowiedzi na problem zła, w tym różne koncepcje nieusprawiedliwionego cierpienia, były sukcesywnie rozwijane, począwszy od późnego okresu Drugiej Świątyni. Ale idea, że ​​każde nieszczęście i cierpienie jest wynikiem działania ludzkiego, a nie Boskiego, naznacza umysł rabina zdecydowanie aż do Holokaustu, a do pewnego stopnia nawet do dzisiaj. W związku z tym drugim założeniem rabini, widząc dysproporcję kary, nie mieli innego wyjścia, jak starać się odnaleźć różne jej inne przyczyny.

To, czy słuszne jest postrzeganie wszystkiego, co nam się przydarza, przez pryzmat Boskiej nagrody/kary, to bardzo obszerny temat. Widzenie wszystkiego w taki właśnie sposób nazwałbym „zorientowaniem na wiarę”, podczas gdy przyznanie, że istnieje w świecie niezasłużony ból i cierpienie, wydaje się być czymś bardziej „zorientowany na rozum czy rozsądek”. Oba podejścia mają swoje plusy i minusy. Spojrzenie na wszystko przez pryzmat kary Bożej może być dla nas i często jest siłą napędową, aby być bardziej moralnym, bardziej uważnym, bardziej spostrzegawczym, i np. bardziej świadomym swoich własnych obowiązków. Przyznanie się, że istnieje niezasłużony ból i cierpienie, otwiera także nasze oczy i umysły na wszystko, na co nie mamy wpływu i często pomaga nam radzić sobie z poczuciem winy.

Wszystko to jest szczególnie istotne w naszych dzisiejszych osądach politycznych. Zawsze są rzeczy, które my jako jednostki, społeczności lub narody mogliśmy zrobić lepiej. Ale są też rzeczy, na które nie mieliśmy wpływu, choć już dawno wyczuwaliśmy, że zadecydują o naszym losie w sposób, którego chcielibyśmy uniknąć. Zastosujmy to do obecnej sytuacji Ukrainy i narodu ukraińskiego: kraj ten ma długą historię skorumpowanych rządów i wynikających z tego niesprawiedliwości społecznych. Gdyby radzili sobie lepiej w tej sprawie, jako naród i społeczeństwo, ich pozycja w tej chwili byłaby prawdopodobnie lepsza. Nawet ich prezydent Zełenski, z całą moją sympatią i podziwem dla niego, popełnił kilka błędów, jak te w swoim przemówieniu w Knesecie kilka dni temu: porównanie obecnej sytuacji Ukrainy do Holokaustu, a także twierdzenia o roli Ukraińców w ratowaniu Żydów w czasie Zagłady była bardzo nieadekwatne. Jednakże nic z tego, co Ukraińcy i ich przywódcy zrobili lub czego nie zrobili w ostatnich dziesięcioleciach, nie sprawia, że ​​zasługują na agresję Putina na Rosję. To, na co naród ukraiński absolutnie zasługuje, to większe wsparcie Zachodu w każdej politycznie możliwej sprawie. Z drugiej jednak strony fakt ten nie powinien przesłaniać nam trudnych i bolesnych wydarzeń, które miały miejsce w polsko-żydowsko-ukraińskiej historii. Nie trzeba koniecznie rozmawiać o tych wydarzeniach właśnie teraz, ale i też nie jest konieczne idealizowanie ofiar po to, aby pomóc im przywrócić pokój i sprawiedliwość na świecie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Paraszat Ki Tisa

Paraszat Ki Tisa

(Szemot 30:11 – 34:35)

Miriam Klimova,

studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

 

Mówi się, że to, o czym myślimy, ma tendencję do urzeczywistniania się. Ale czyż człowiek może kontrolować swoje myśli?

Tajemnicza więź Moszego z niewidzialnym Bogiem musiała być źródłem nieustannych dyskusji i wątpliwości wśród ludu. Na początku paraszy Ki Tisa Mosze jest sam na szczycie góry Synaj, gdzie otrzymuje od Boga szczegółowe instrukcje dotyczące budowy i funkcjonowania Przybytku. Tymczasem naród został sam, pozbawiony swojego przywódcy. Niekontrolowane myśli wypełniają ich głowy i zasiewają w nich ziarno strachu. Przedłużająca się nieobecność Moszego wywołuje głęboki niepokój – zniknął! Powiedział, że idzie na górę do Boga, podczas gdy zmęczeni pustynią Izraelici potrzebują, aby Bóg był na dole obok nich. Dlaczego on tak długo siedzi na tej górze? Czy Bóg, który w ciągu nocy wysuszył wodę i przeprowadził Izraelitów przez morze, potrzebuje czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyrzeźbić 10 przykazań na dwóch tablicach?! Trzeba działać, wziąć sprawy w swoje ręce! Ale jak? Może zrobić sobie bożka, a wtedy moc Boża wejdzie w niego i wskaże im właściwą drogę?  Mosze wciąż nie wraca, więc kolejne przygnębiające myśli, że ten jego Bóg zniknął razem z nim, zaczynają powoli doprowadzać ich do szaleństwa.

Męczy nas pytanie o moralność ludu, jak mogli tak szybko powrócić do bałwochwalstwa?! Ale czy tak naprawdę w cielcu widzieli zamianę Boga? Mosze był widzialną więzią z niewidzialnym Bogiem. Izraelici nie myśleli, że Bóg może być stworzony ze złota ich ozdób. Jest to błędne zrozumienie starożytnych wierzeń. Cielec był ich nowym łącznikiem z Bogiem i miał zastąpić nie Boga, a „tego człowieka Moszego”.

Aaron nie miał nic przeciwko. Jest przekonany, że ludzie nie uwierzą w Boga, którego nie można zobaczyć. Podczas gdy Mosze żąda bezwarunkowego podporządkowania się wszechmocnemu, niewidzialnemu bóstwu, Aaron chce wyrazić ideę Boga w sposób zrozumiały. Możemy założyć, że nie było to bałwochwalstwo w ścisłym znaczeniu tego słowa. Czysta idea boskości jest wielkim wyzwaniem dla człowieka współczesnego, co już mówić o czasach starożytnych.

Dlaczego właśnie cielec? Dopiero co zostali uratowani z niewoli egipskiej. Tam urodziło się niejedno pokolenie i oczywiście wychowywali się pod wpływem otaczającej kultury. Faktycznie dwa główne przypadki bałwochwalstwa w Tanachu są bezpośrednio związane ze starożytnym Egiptem. Jeden – opisany w paraszy Ki Tisa, a drugi został zapoczątkowany przez Jeroboama po tym, jak z powodzeniem przejął kontrolę nad rozdrobnionym królestwem izraelskim (1 Krl 12). Dwie historie mają kilka wspólnych cech. Po pierwsze w obu przypadkach obiekty kultu miały kształt cieląt lub krów, i po drugie –  wydarzenia miały miejsce w trudnym okresie przejściowym, gdy naród potrzebował poczucia bezpieczeństwa i jedności. Związek z Egiptem nie jest przypadkowy. Starożytni Egipcjanie czcili kilka bóstw, które wykorzystywały wizerunki byków i krów. Rozpowszechniony był kult niebiańskiej krowy – bogini Hathor, która czasami przedstawiana była pod postacią krowy, później jako kobieta z głową krowy i dyskiem słonecznym pomiędzy rogami. Krowa była postrzegana jako życiodajna; podtrzymywała życie poprzez swoje mleko, mówiło się nawet o niektórych faraonach, że byli karmieni przez Hathor.

Hathor jako krowa karmiąca Hatszepsut, kobietę-faraona, w świątyni
 Hatszepsut w Deir el-Bahari, XV w. p.n.e.

Krowa-bogini wzmacniała, podtrzymywała i nadawała boskość królewskim rządom. Jeroboam, chcąc jeszcze bardziej zjednoczyć swój lud, prawdopodobnie sięgnął do „popkultury”. Podobnie Izraelici będąc bez przywódcy, na wrogim terytorium, z bezbronnymi rodzinami, w czasie potrzeby zwrócili się do znajomego kultu, aby uratować się z trudnej sytuacji.

Czy można było uniknąć incydentu, który pozostawił tak głęboki ślad w pamięci Izraela? Czy byli w stanie zwalczyć lęk, który niejednokrotnie zatruwał im życie? Czy mogli zapanować nad swoimi myślami?

Podobne pytanie pojawia się w opowiadaniu „Sipur chasidi”. Opisuje jak pewien chasyd przyszedł kiedyś do Dow Bera z Międzyrzecza zwanego Wielkim Magidem[1] z pytaniem i zwątpieniem, czy wolność wyboru odnosi się również do naszych myśli – „Tora zabrania nam myśleć o złych myślach. Ale co można zrobić, gdy złe myśli przychodzą do głowy? Czy człowiek może kontrolować swoje myśli?!”. Zamiast odpowiedzi Magid wysłał go do dalekiego Żytomierza do jednego ze swoich uczniów, rabina Zeewa. W środku zimy, po tygodniach drogi chasyd zapukał do drzwi, ale nie otrzymał odpowiedzi. Nie mając dokąd pójść, pukał do drzwi, podczas gdy sam rabin, zaledwie kilka kroków dalej, czytał przy ciepłym palenisku… W końcu rabin Zeew podniósł się z krzesła, otworzył drzwi i przyjął chasydów z charakterystyczną dla siebie serdecznością i gościnnością. Po odzyskaniu sił chasyd odważył się zadać swoje pytanie. A rabin Zeew uśmiechnął się i powiedział: „Odpowiedziałem już na twoje pytanie”. Swoim zachowaniem rabin pragnął pokazać, że jestem panem w swoim domu: „Kogo chcę, tego wpuszczam, a kogo nie chcę, tego zostawiam na zewnątrz”.

Morał tej opowieści jest taki, że każdy człowiek jest panem swoich myśli i tylko on może decydować, kto wchodzi, a kto nie. Jeśli w naszej głowie będzie panował chaos, nie będziemy w stanie urzeczywistniać naszych pragnień, strach ciężkim kamieniem będzie ciągnął nas w dół, zły nastrój nie pozwoli cieszyć się promieniami słońca na twarzy.

Ostatnie kilka lat były dla nas wszystkich trudnym doświadczeniem – choroba, decyzje o szczepieniach, strach o bliskich, praca zdalna lub w ogóle utrata pracy, ponadto konflikty wojenne. I chociaż w naszym życiu też nie ma Moszego, nie poddamy się. A naszym przodkom Izraelitom na Synaju podziękujemy za możliwość uczenia się na ich błędach.

Niech będzie taka wola… abyśmy nauczyli się kierować swoimi myślami i działaniami, aby każdy z nas samodzielnie decydował, kogo wpuszczać do swojego domu-umysłu. Przecież pozytywne myślenie, optymizm czy poczucie szczęścia wymaga świadomej umiejętności!

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] Dow Ber (18 wiek) był uczniem Baal Szem Towa, a po jego śmierci został jego następcą jako przywódca chasydów.

Tecawe

Bezpośrednia komunikacja z Wiekuistym

Refleksja nad paraszą Tecawe

Menachem Mirski

Czynienie rzeczy właściwych różni się od wzywania do lub usprawiedliwiania robienia właściwych rzeczy. Praktycznie rzecz biorąc, te dwie rzeczy nie zawsze idą w parze. Usprawiedliwione dobro nie jest bardziej dobre niż samo dobro, chociaż usprawiedliwienia mogą utrwalać więcej dobra. Podobnie, robienie czegoś złego różni się od próby wybielania lub usprawiedliwiania zła. Usprawiedliwione zło może się jednak stać o wiele bardziej złe niż to, co po prostu złe. W ludzkim świecie rzeczy na ogół dążą się ku złu jeśli są po prostu pozostawione same sobie i nikt o nic nie dba. Może mieć coś wspólnego ze strukturą wszechświata, prawami termodynamiki i entropii. Czasami w naszym życiu stajemy przed trudnymi decyzjami, w których mamy do czynienia ze sprzecznymi rozwiązaniami, które mogą mieć długotrwałe konsekwencje, ponieważ sprawy są bardzo spolaryzowane.

Gdy sprawy stoją na przysłowiowej krawędzi, gdzie jedna decyzja w jednym kierunku może zaowocować rozmaitymi profitami i błogosławieństwem, w drugim zaś kierunku może okazać się katastrofalna w skutkach. W takich trudnych chwilach ludzie w historii często powierzali swój los jakimś wyższym, niż ludzkie, instancjom, a przynajmniej wierzyli, że właśnie tak robią. W naszej porcji Tory na ten tydzień znajdujemy opis jednego z instrumentów, który służył bezpośredniej konsultacji z Najwyższym, właśnie w celu dokonania odpowiedniej decyzji:

Do pektorału dla zasięgania wyroczni włożysz urim i tummim, aby były na sercu Aarona, gdy będzie wchodził przed oblicze Pana. I tak będzie nosił Aaron zawsze na sercu swoim [pektorał] do zasięgania wyroczni dla Izraelitów przed obliczem Wiekuistego. (Wj 28:30)

Czym były Urim i Tummim? Były to bardzo tajemnicze elementy, często przedstawiane jako kamienie, które sprawiały, że napierśnik Arcykapłana “działał”. Napierśnik wykonany był z 12 drogocennych kamieni, na których wyryto imiona 12 plemion izraelskich. Komentarze Nachmanidesa podają za Talmudem (Joma 77), że na napierśniku znalazły się również imiona Patriarchów wraz ze słowami Sziwtei Jeshurun ​​– Plemiona Jeszuruna (Izraela). W ten sposób na napierśniku znalazły się wszystkie 22 litery alfabetu hebrajskiego. Urim i Tummim umieszczono wewnątrz napierśnika i przez nie właśnie Wiekuisty podświetlał niektóre litery imion na napierśniku, a Najwyższy Kapłan (Kohen Gadol) porządkował te litery w słowa. Na przykład, gdy Izraelici zapytali: „Kto powinien wystąpić z nami przeciwko Kananejczykom?” (Królewska 1:1), litery słowa „Jehuda” zaświeciły się wraz z literą jud Lewiego, ajin Szimona, lamed Lewiego i he Avahama, przeliterujących słowo ja’ale – „Jehuda wystąpi” (dosłownie “wzniesie się”, “wyjdzie na górę.”

Cały kapłański napierśnik nosi nazwę Choszen Miszpat, co po hebrajsku oznacza „napierśnik sądu” (Wj 28:15). Oryginalny napierśnik z Urim i Tummim zaginął wraz ze zniszczeniem Pierwszej Świątyni i od tego czasu nie został odnaleziony.

Ciekawą, symboliczną interpretację tego, czym był Choszen Miszpat i jego funkcji, można znaleźć w komentarzu Kli Yakara (rabina Shlomo Ephraima ben Aarona Luntschitza, 1550-1619, mieszkającego w Pradze). Kli Yakar cytuje innego komentatora, Akedę, który znajduje w postaci “napierśnika sądu” doszukuje się aluzji na do tego, jak winna działać żydowska sprawiedliwość. Każdy rząd miał trzy kamienie: jest to aluzja do batei din (sądów żydowskich) obsadzonych przez trzech sędziów. Niektóre kamienie były cenniejsze, inne mniej cenne – to uczy nas, że bogaci i biedni są równi w świetle prawa, a sprawy dotyczące małych kwot należy traktować równie poważnie, jak te dotyczące dużych kwot. Imiona synów Jaakowa zostały wyryte na kamieniach zgodnie z kolejnością ich urodzenia, aby nauczyć, że opinie zarówno starszych, jak i młodszych sędziów muszą być wysłuchane. Urim i Tummim zostały umieszczone w napierśniku, aby nauczać, że dajanim – „sędziowie w beit dinach” – niosą światło całemu światu. Sędziowie nazywani są „oczami społeczności”, ponieważ rzucają światło na kwestie, które wprawiają w zakłopotanie strony procesu.

Gdy ujmiemy to wszystko nieco bardziej ogólnie, poucza to nas, że sprawiedliwość jest zasadniczo przedsięwzięciem społecznym. W konsekwencji uczy to nas też o stronniczości naszego indywidualnego osądu człowieka. Uczy nas również, że szczytem sprawiedliwości jest obecny w niej Boski głos. Ten szczyt wyznacza jednocześnie ideał i najwyższą aspirację ludzkiego osądu. Dbajmy więc o ów ideał, bowiem bez niego nasz osąd będzie zawsze kulawy. Robienie czegoś dobrze, z długotrwałymi konsekwencjami, często wiąże się z różnymi przeszkodami, które “chcą” udaremnić nasze wysiłki. Tym, co sprawia, że nie ustajemy w naszych wysiłkach osiągnięcia dobra jest właśnie boskie światło, które jesteśmy w stanie objąć rozumem i to ono ostatecznie przezwycięża wszelką ciemność.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Studiowanie Paraszy Jitro z Miriam Klimovą

Studiowanie Paraszy Jitro z Miriam Klimovą

W tym tygodniu, czytając paraszę Jitro, jesteśmy w jednym z najważniejszych szabatów pod względem czytania Tory. Po około dziesięciu tygodniach od wyzwolenia, Izraelici rozbili obóz naprzeciwko świętej góry. Wyjście z Egiptu stało się fizycznymi narodzinami Izraela jako narodu, jednak duchowe znaczenie jego istnienia ma nastąpić właśnie tu – na Górze Synaj. To właśnie w paraszy Jitro następuje punkt kulminacyjny Księgi Szmot, objawienie się Boga ludowi izraelskiemu. Bóg objawia podstawowe zasady Tory, które nazywamy dziesięcioma przykazaniami lub Dekalogiem.

Miriam Klimova jest Studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie.

Zapraszamy do wspólnego studiowania Tory!

 

Cedaka צדקה
Wspieraj Beit Polska
Beit Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich
nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066
Bank Pekao S.A.
Tytuł: Darowizna na cele statutowe
Cedaka צדקה
PAYPAL
Związek wyznaniowy Beit Polska
paypal.me/BeitPolska

Paraszat Jitro

Paraszat Jitro – פרשת יתרו

Szmot 18:1-20:23

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Czy zachowanie człowieka zależy od narodowości? Charakter, myślenie i odczuwanie, mądrość – czy zależą od pochodzenia etnicznego lub wyznania?

W tym tygodniu, czytając paraszę Jitro, jesteśmy w jednym z najważniejszych szabatów pod względem czytania Tory. Po około dziesięciu tygodniach od wyzwolenia Izraelici rozbili obóz naprzeciwko świętej góry. Wyjście z Egiptu stało się fizycznymi narodzinami Izraela jako narodu, jednak duchowe znaczenie jego istnienia ma nastąpić właśnie tu – na Górze Synaj. Bez objawienia i przymierza Izrael nie różniłby się niczym od innych narodów; to właśnie dzięki nim Izraelici staną się goj kadosz – ludem świętym. Warto podkreślić, iż przymierze zawarte będzie nie tylko z obecnymi w tamtej chwili,  „lecz z każdym, który tu z wami  stoi dziś przed obliczem Wiekuistego, Boga waszego, i z tym, którego tu nie ma dzisiaj”, to znaczy nawet z nieznanymi na razie potomkami samych jego świadków (Dwarim 29:14).

Scena wygląda niezwykle dramatycznie: grzmoty, błyskawice, kłęby dymu i ognia, dźwięk szofaru rozbrzmiewa coraz głośniej i głośniej. Midrasze opisują dawanie Tory jako tajemnicze i potężne wydarzenie. W Talmudzie Babilońskim Traktat Szabat 88A opowiada się, że Bóg zmusił lud Izraela do przyjęcia Tory na górze Synaj:

„Wa-itjacwu be-tachtit ha-har” – „uszykowali się pod górą” (Szemot 19:17). Powiedział Raw Awdimi bar Chama bar Chasa: naród Izraela rzeczywiście stanął pod górą, werset ten uczy, że Święty, błogosławiony, przewrócił górę nad Izraelitami jak wannę i powiedział do nich: „Albo przyjmiecie Torę teraz, albo będziecie pochowani tutaj!”

Podobną opowieść o „wiszącej nad Izraelitami górze” spotykamy w Traktacie Awoda Zara 2 B. Historia toczy się na tle pytania odnośnie innych narodów świata i ich prawa do przyjęcia Tory. Według Talmudu Bóg już wcześniej zaproponował podarować Torę   innym narodom, jednak one nie chciały jej przyjąć. Więc gdy przyszedł do Izraelitów:

 „… Święty, błogosławiony, przewrócił górę nad nimi jak wannę i powiedział: „Albo przyjmiecie Torę teraz, albo będziecie pochowani tutaj!”.

Tyle midrasz…  Uwierzymy tym słowom czy nie, w naszej paraszy Izraelici staną się „wybranymi z pomiędzy wszystkich ludów” (Szmot 19:5). Obietnica szczególnego wyboru będzie kluczowym czynnikiem w życiu żydowskim przez tysiąclecia. To właśnie w paraszy Jitro następuje punkt kulminacyjny Księgi Szmot, objawienie się Boga ludowi izraelskiemu. Bóg objawia podstawowe zasady Tory, które nazywamy Dziesięcioma Przykazaniami lub Dekalogiem.

Dlaczego tak ważna parasza nazywa się od imienia goja – kapłana Midianu? Kim był ten człowiek? Dlaczego przyszedł? Skąd i w jakim celu?

Rabin dr Gil Nativ uważa, że według tradycyjnej zasady nazwa paraszy w tym tygodniu powinna była brzmieć „Waiszma”, jak pierwsze znaczące jej słowo:

 „I usłyszał Jitro…” (Szmot 18:1).

Podobnie jak parasze „Wajece”, „Wajiszlach” w księdze Bereszit i „Wajikra” na początku Księgi Wajikra, „Wajelech” w Księdze Dewarim. Każda z tych nazw jest czasownikiem czasu przeszłego w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Mimo to tradycja wolała nazwać paraszę imieniem teścia Moszego – Jitro.

Tora przedstawia go jako człowieka o silnych religijnych przekonaniach, gościnności i mądrości. To on zapewnił schronienie uchodźcy z Egiptu i dał mu za żonę swoją córkę Ciporę.  W czasie spotkania Mosze opowiedział swemu teściowi wszystko, co Bóg uczynił faraonowi i Egipcjanom, i jak Bóg wybawił jego naród. Jitro cieszył się z tego i złożył ofiary dla Boga Izraela!

Jitro udzielił Moszemu mądrej rady, jak wymierzać sprawiedliwość (Szmot 18:19-23), a w późniejszej wzmiance w Księdze Bemidbar został zaproszony przez Moszego do przyłączenia się na stałe do Izraela podczas podboju i zasiedlania Kanaanu. Chociaż odrzucił to zaproszenie, powrócił do swego kraju jako lojalny przyjaciel Izraela, jakim był od chwili, gdy został spokrewniony z Moszem.

W Midraszu Wajikra Raba 9:3 znajdziemy opowieść o człowieku, który nie znał Tory, a nawet nie umiał powiedzieć błogosławieństwa, ale zachowywał się właściwie wobec ludzi. Opowieść ta spowodowała ustanowienie zasady talmudycznej, według której „Derech Erec kadma la-Tora” –   właściwe zachowanie poprzedza Torę.

Jitro jest cudownym przykładem tej zasady. Właśnie on, osoba, która pochodzi z zewnątrz, a nie z narodu Izraela. Przychodzi przed darowaniem Tory, aby podzielić się swoją mądrością, nauczyć nas właściwego zachowania. Tym samym Talmud głośno stwierdza, że można, a nawet warto uczyć się od ludzi, którzy nie są częścią narodu żydowskiego!

Każdy człowiek zasługuje na szacunek ze strony innych. Jednak często nasza duma, nasze uprzedzenia, nasz strach czynią nas ślepymi. W czasach współczesnych codziennie znajdujemy się w środowisku wielokulturowym. Ludzie bywają dobrzy, ludzie bywają źli. Ale dzielenie ze względu na kolor skóry, pochodzenie etniczne i narodowość, wyznanie lub jego brak, orientację seksualną, płeć, wiek czy niepełnosprawność jest przejawem braku szacunku dla samego Boga, który stworzył każdego na swój obraz i podobieństwo. Żaden człowiek nie może uznawać siebie za lepszego od innych.

Jitro nie był Żydem, a Mosze był uchodźcą. Jeśli mówił po hebrajsku, to na pewno miał ciężki akcent egipski.

Niech będzie taka wola, abyśmy nauczyli się widzieć przed sobą przede wszystkim człowieka.

בָּרוּךְ אַתָּה יְהֹוָה אֱלֹהֵינוּ מֶלֶךְ הָעוֹלָם פֹּקֵחַ עִוְרִים:

„Błogosławiony jesteś, o Adonaj, nasz Boże, co władasz wszechświatem, otwierający oczy ślepym”. (Sidur, Błogosławieństwa poranne)

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,- studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie

Emisariusze Freuda

Beit Polska and Friends of Jewish Renewal in Poland prezentują serię:

Freighted Legacies:The Culture and History of Jewish Interactions in Poland

Emisariusze Freuda- Kulturowy transfer psychoanalizy do polskiej inteligencji przed II Wojną Światową

Dr Lena Magnone, jest specjalistką od historii psychoanalizy i jej wpływu na kulturę polską, ukończyła habilitację pięć lat temu. Jest autorką książki „Emisariusze Freuda- Kulturowy transfer psychoanalizy do polskiej inteligencji przed II Wojną Światową”. W trakcie webinaru przyglądamy się niektórym aspektom tego 1100-stronicowego opus magnum, które zostało wydane w języku polskim, a obecnie jest tłumaczone na język angielski przez dr Tul’si Bhambry .W książce „Emisariusze Freuda” autorka omawia trajektorie życia polskich Żydów, zbuntowanych mężczyzn i kobiet, którzy dołączyli do Zygmunta Freuda na najwcześniejszym etapie formowania się ruchu psychoanalitycznego, oraz ich wysiłki na rzecz zaszczepienia psychoanalizy w wykształconych polskich środowiskach przed II wojną światową. Ludzie ci przetłumaczyli Freuda na język polski, zapoznali neurologów i inne osoby z wykształceniem medycznym z ideami Freuda, również polskich pisarzy, antropologów, filozofów i grupy syjonistyczne, takie jak HaSzomer HaTzair. W swoim webinarium Lena Magnone przedstawi biografie kilku pierwszych psychoanalityków polskiego pochodzenia żydowskiego (Ludwig Jekels, Helena Deutsch, Beata Rank, Eugenia Sokolnicka i Gustaw Bychowski), zastanowi się nad wyzwaniami żydowskiej i polskiej tożsamości w kluczowym moment upadku imperiów, odzyskania niepodległości przez Polskę oraz przy powstaniu nazizmu. W webinarze uczestniczą również znani tłumacze; dr Tul’si Bhambry and dr Lewis Barth-psychoanalityk i badacz midraszów.

Serdecznie zapraszamy!

 

Cedaka צדקה

Wspieraj Beit Polska Beit Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe Cedaka

PAYPAL Związek wyznaniowy Beit Polska paypal.me/BeitPolska