Paraszat Jitro

Paraszat Jitro – פרשת יתרו

Szmot 18:1-20:23

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Czy zachowanie człowieka zależy od narodowości? Charakter, myślenie i odczuwanie, mądrość – czy zależą od pochodzenia etnicznego lub wyznania?

W tym tygodniu, czytając paraszę Jitro, jesteśmy w jednym z najważniejszych szabatów pod względem czytania Tory. Po około dziesięciu tygodniach od wyzwolenia Izraelici rozbili obóz naprzeciwko świętej góry. Wyjście z Egiptu stało się fizycznymi narodzinami Izraela jako narodu, jednak duchowe znaczenie jego istnienia ma nastąpić właśnie tu – na Górze Synaj. Bez objawienia i przymierza Izrael nie różniłby się niczym od innych narodów; to właśnie dzięki nim Izraelici staną się goj kadosz – ludem świętym. Warto podkreślić, iż przymierze zawarte będzie nie tylko z obecnymi w tamtej chwili,  „lecz z każdym, który tu z wami  stoi dziś przed obliczem Wiekuistego, Boga waszego, i z tym, którego tu nie ma dzisiaj”, to znaczy nawet z nieznanymi na razie potomkami samych jego świadków (Dwarim 29:14).

Scena wygląda niezwykle dramatycznie: grzmoty, błyskawice, kłęby dymu i ognia, dźwięk szofaru rozbrzmiewa coraz głośniej i głośniej. Midrasze opisują dawanie Tory jako tajemnicze i potężne wydarzenie. W Talmudzie Babilońskim Traktat Szabat 88A opowiada się, że Bóg zmusił lud Izraela do przyjęcia Tory na górze Synaj:

„Wa-itjacwu be-tachtit ha-har” – „uszykowali się pod górą” (Szemot 19:17). Powiedział Raw Awdimi bar Chama bar Chasa: naród Izraela rzeczywiście stanął pod górą, werset ten uczy, że Święty, błogosławiony, przewrócił górę nad Izraelitami jak wannę i powiedział do nich: „Albo przyjmiecie Torę teraz, albo będziecie pochowani tutaj!”

Podobną opowieść o „wiszącej nad Izraelitami górze” spotykamy w Traktacie Awoda Zara 2 B. Historia toczy się na tle pytania odnośnie innych narodów świata i ich prawa do przyjęcia Tory. Według Talmudu Bóg już wcześniej zaproponował podarować Torę   innym narodom, jednak one nie chciały jej przyjąć. Więc gdy przyszedł do Izraelitów:

 „… Święty, błogosławiony, przewrócił górę nad nimi jak wannę i powiedział: „Albo przyjmiecie Torę teraz, albo będziecie pochowani tutaj!”.

Tyle midrasz…  Uwierzymy tym słowom czy nie, w naszej paraszy Izraelici staną się „wybranymi z pomiędzy wszystkich ludów” (Szmot 19:5). Obietnica szczególnego wyboru będzie kluczowym czynnikiem w życiu żydowskim przez tysiąclecia. To właśnie w paraszy Jitro następuje punkt kulminacyjny Księgi Szmot, objawienie się Boga ludowi izraelskiemu. Bóg objawia podstawowe zasady Tory, które nazywamy Dziesięcioma Przykazaniami lub Dekalogiem.

Dlaczego tak ważna parasza nazywa się od imienia goja – kapłana Midianu? Kim był ten człowiek? Dlaczego przyszedł? Skąd i w jakim celu?

Rabin dr Gil Nativ uważa, że według tradycyjnej zasady nazwa paraszy w tym tygodniu powinna była brzmieć „Waiszma”, jak pierwsze znaczące jej słowo:

 „I usłyszał Jitro…” (Szmot 18:1).

Podobnie jak parasze „Wajece”, „Wajiszlach” w księdze Bereszit i „Wajikra” na początku Księgi Wajikra, „Wajelech” w Księdze Dewarim. Każda z tych nazw jest czasownikiem czasu przeszłego w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Mimo to tradycja wolała nazwać paraszę imieniem teścia Moszego – Jitro.

Tora przedstawia go jako człowieka o silnych religijnych przekonaniach, gościnności i mądrości. To on zapewnił schronienie uchodźcy z Egiptu i dał mu za żonę swoją córkę Ciporę.  W czasie spotkania Mosze opowiedział swemu teściowi wszystko, co Bóg uczynił faraonowi i Egipcjanom, i jak Bóg wybawił jego naród. Jitro cieszył się z tego i złożył ofiary dla Boga Izraela!

Jitro udzielił Moszemu mądrej rady, jak wymierzać sprawiedliwość (Szmot 18:19-23), a w późniejszej wzmiance w Księdze Bemidbar został zaproszony przez Moszego do przyłączenia się na stałe do Izraela podczas podboju i zasiedlania Kanaanu. Chociaż odrzucił to zaproszenie, powrócił do swego kraju jako lojalny przyjaciel Izraela, jakim był od chwili, gdy został spokrewniony z Moszem.

W Midraszu Wajikra Raba 9:3 znajdziemy opowieść o człowieku, który nie znał Tory, a nawet nie umiał powiedzieć błogosławieństwa, ale zachowywał się właściwie wobec ludzi. Opowieść ta spowodowała ustanowienie zasady talmudycznej, według której „Derech Erec kadma la-Tora” –   właściwe zachowanie poprzedza Torę.

Jitro jest cudownym przykładem tej zasady. Właśnie on, osoba, która pochodzi z zewnątrz, a nie z narodu Izraela. Przychodzi przed darowaniem Tory, aby podzielić się swoją mądrością, nauczyć nas właściwego zachowania. Tym samym Talmud głośno stwierdza, że można, a nawet warto uczyć się od ludzi, którzy nie są częścią narodu żydowskiego!

Każdy człowiek zasługuje na szacunek ze strony innych. Jednak często nasza duma, nasze uprzedzenia, nasz strach czynią nas ślepymi. W czasach współczesnych codziennie znajdujemy się w środowisku wielokulturowym. Ludzie bywają dobrzy, ludzie bywają źli. Ale dzielenie ze względu na kolor skóry, pochodzenie etniczne i narodowość, wyznanie lub jego brak, orientację seksualną, płeć, wiek czy niepełnosprawność jest przejawem braku szacunku dla samego Boga, który stworzył każdego na swój obraz i podobieństwo. Żaden człowiek nie może uznawać siebie za lepszego od innych.

Jitro nie był Żydem, a Mosze był uchodźcą. Jeśli mówił po hebrajsku, to na pewno miał ciężki akcent egipski.

Niech będzie taka wola, abyśmy nauczyli się widzieć przed sobą przede wszystkim człowieka.

בָּרוּךְ אַתָּה יְהֹוָה אֱלֹהֵינוּ מֶלֶךְ הָעוֹלָם פֹּקֵחַ עִוְרִים:

„Błogosławiony jesteś, o Adonaj, nasz Boże, co władasz wszechświatem, otwierający oczy ślepym”. (Sidur, Błogosławieństwa poranne)

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,- studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie

Emisariusze Freuda

Beit Polska and Friends of Jewish Renewal in Poland prezentują serię:

Freighted Legacies:The Culture and History of Jewish Interactions in Poland

Emisariusze Freuda- Kulturowy transfer psychoanalizy do polskiej inteligencji przed II Wojną Światową

Dr Lena Magnone, jest specjalistką od historii psychoanalizy i jej wpływu na kulturę polską, ukończyła habilitację pięć lat temu. Jest autorką książki „Emisariusze Freuda- Kulturowy transfer psychoanalizy do polskiej inteligencji przed II Wojną Światową”. W trakcie webinaru przyglądamy się niektórym aspektom tego 1100-stronicowego opus magnum, które zostało wydane w języku polskim, a obecnie jest tłumaczone na język angielski przez dr Tul’si Bhambry .W książce „Emisariusze Freuda” autorka omawia trajektorie życia polskich Żydów, zbuntowanych mężczyzn i kobiet, którzy dołączyli do Zygmunta Freuda na najwcześniejszym etapie formowania się ruchu psychoanalitycznego, oraz ich wysiłki na rzecz zaszczepienia psychoanalizy w wykształconych polskich środowiskach przed II wojną światową. Ludzie ci przetłumaczyli Freuda na język polski, zapoznali neurologów i inne osoby z wykształceniem medycznym z ideami Freuda, również polskich pisarzy, antropologów, filozofów i grupy syjonistyczne, takie jak HaSzomer HaTzair. W swoim webinarium Lena Magnone przedstawi biografie kilku pierwszych psychoanalityków polskiego pochodzenia żydowskiego (Ludwig Jekels, Helena Deutsch, Beata Rank, Eugenia Sokolnicka i Gustaw Bychowski), zastanowi się nad wyzwaniami żydowskiej i polskiej tożsamości w kluczowym moment upadku imperiów, odzyskania niepodległości przez Polskę oraz przy powstaniu nazizmu. W webinarze uczestniczą również znani tłumacze; dr Tul’si Bhambry and dr Lewis Barth-psychoanalityk i badacz midraszów.

Serdecznie zapraszamy!

 

Cedaka צדקה

Wspieraj Beit Polska Beit Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe Cedaka

PAYPAL Związek wyznaniowy Beit Polska paypal.me/BeitPolska

Bemidbar

Wykonać Boską pracę zanim On ją wykona

Refleksja nad paraszą Bemidbar

Menachem Mirski

Życie stawia nas czasem w trudnych i skomplikowanych sytuacjach, w których mówimy do siebie “jakoś to będzie”, po czym okazuje się, że rzeczywistością staje się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Czasem jest też tak, że jesteśmy w tych trudnych przepełnieni optymizmem, przez co dostrzegamy tylko to, co pozytywne i wręcz nie dopuszczamy do siebie myśli, że może wydarzyć się inaczej. Nasze rozczarowanie jest wtedy dużo większe. Wówczas, po fakcie, rozliczamy samych siebie i czasem stwierdzamy, że nie zrobiliśmy wszystkiego by owej sytuacji zapobiec, że mogliśmy być bardziej przewidujący i zrobić więcej.

Nasza porcja Tory na ten tydzień rozpoczyna się od słów, które wydają się nie mieć nic wspólnego z tym, co napisałem powyżej:

Dnia pierwszego drugiego miesiąca, w drugim roku po wyjściu z Egiptu, tymi słowami przemówił Pan do Mojżesza na pustyni Synaj w Namiocie Spotkania: Dokonajcie obliczenia całego zgromadzenia Izraelitów według szczepów i rodów, licząc według głów imiona wszystkich mężczyzn. Ty i Aaron dokonajcie spisu wszystkich Izraelitów zdolnych do walki od lat dwudziestu wzwyż, według ich zastępów. Z każdego pokolenia winien wam towarzyszyć mąż, głowa rodu. (Liczb 1:1-4)

Bóg nakazuje Mojżeszowi policzyć plemiona Izraelskie w celu określenia ilości mężczyzn zdolnych do sformowania wojska i wyruszenia w bitwy, aby podbić Erec Israel. Możemy zapytać: dlaczego (wszechwiedzący) Bóg potrzebuje tej liczby, czyżby jej nie znał? Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: On tej liczby nie potrzebuje. Potrzebuje jej Mojżesz, inni liderzy Izraela i lud Izraela jako taki, żeby zaplanować i dokonać owego podboju. Potrzebują tego, bowiem od momentu wyjścia z Egiptu boska protekcja i interwencja ulega stopniowemu zmniejszeniu. Jedynie pierwszą bitwę, z Egipcjanami, Bóg sam stoczył dla Izraela, własnymi rękami, zatapiając egipskie wojska w morzu.  Następna bitwa, stoczona z Amalekitami zaraz po wyjściu z Egiptu (Wj 17:8-16) stoczona była już przez Izraelitów, Bóg jedynie pomógł im ją wygrać. W takiej też postaci – relacji partnerstwa, nie zaś kompletnej zależności od Boga – zostaje utrwalona relacja ludu wybranego z Wiekuistym.

Jak ujął to, idąc za mędrcami, Nachmanides nigdy nie powinniśmy zakładać, że wydarzą się cuda; musimy zawsze poczynić wszelkie niezbędne przygotowania, aby realnie móc się zmierzyć z wrogiem. Podobnie w naszym indywidualnym życiu, w naszych zmaganiach z rzucanymi nam wyzwaniami: musimy być stale zdolni oszacować co jest od nas zależne, co jest w naszej mocy i co, w konsekwencji, należy do naszych obowiązków, czym nie powinniśmy obarczać Wiekuistego, ani też innych ludzi. Wtedy powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby stawić czoła złu lub niebezpieczeństwu. Z powodu naszej wyjątkowej relacji z Wiekuistym, cuda się (prawdopodobnie) wydarzą (co mieliśmy okazję zaobserwować w naszej nawet nieodległej historii). Jeśli się one wydarzą, będzie to dla nas dodatkowy dar, który będzie nagrodą za naszą mądrość i gotowość do działania, dar który przyniesie nam ulgę, przywróci szczęście oraz pokój między ludźmi.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Behar-Bechukotai

Pamięć, więź i błogosławieństwo

Refleksja nad paraszą Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia. Im bliższa ta osoba dla nas była, tym bliższa jest jej “duchowa obecność” w naszym życiu po jej odejściu – tym bardziej jest nasza świadomość zaabsorbowana tą osobą i pamięcią o niej. Ten stan umysłu skłania nas do rozmaitych refleksji: do analizy obiektywnych przyczyn tego, co spowodowało odejście owej osoby; do analizy własnych działań, potencjalnych zaniedbań z naszej strony, które mogły mieć wpływ na bieg rzeczy – czyli do rachunku sumienia. Tematem naszych refleksji jest też oczywiście  owa osoba: jej życiowe decyzje, jej działania, jej błędy i jej dokonania oraz nasza ocena tego wszystkiego i naszej w tym wszystkim roli.

Porcja Tory na ten tydzień podejmuje ten temat z pewnej, konkretnej perspektywy – z perspektywy zbiorowej, międzypokoleniowej odpowiedzialności ludzi za rzeczywistość, którą dziedziczą przyszłe pokolenia:

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.A ci, którzy pozostaną z was, zgniją z powodu swego przestępstwa w ziemiach nieprzyjacielskich, z powodu przestępstw swoich przodków zgniją, tak jak i oni. Wtedy uznają przestępstwo swoje i przestępstwo swoich przodków, to jest zdradę, którą popełnili względem Mnie, i to, że Mnie postępowali na przekór, wskutek czego Ja postępowałem na przekór im i zaprowadziłem ich do kraju nieprzyjacielskiego, ażeby upokorzyło się ich nieobrzezane serce i ażeby zapłacili za swoje przestępstwo. (Leviticus 26:39-41)

Język Tory w tym miejscu jest dosyć srogi. Jest tak ponieważ Tora mówi tu o przepowiedzianej, dramatycznej sytuacji Izraela, który w wyniku nieposłuszeństwa wobec Boskiego Prawa został doświadczony różnego rodzaju nieszczęściami: plagami, chorobami, wojnami, a ostatecznie wygnaniem z Ziemi Obiecanej.  Jest jednakże bardziej abstrakcyjna idea, która, jak sądzę, kryje się za tymi słowami: jesteśmy spadkobiercami naszych przodków w każdym wymiarze. Nie tylko naszych bezpośrednich przodków, także przodków naszej ludzkiej społeczności w wymiarze narodowym. Nasza startowa pozycja w życW naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.iu jest określona przez pozycję życiową pozycję naszych rodziców w momencie, w którym przyszliśmy na świat. Ta ich pozycja była zdeterminowana mnogość decyzji, które podjęli oni na przestrzeni lat, lecz także była zdeterminowana przez rzeczywistość społeczną, w której przyszło im żyć (ta określona była przez decyzje i losy całej społeczności, narodu itd.) a także przez pozycję życiową ich rodziców w momencie, gdy oni przyszli na świat, i tak dalej.

Żyjemy więc w świecie, który stanowi pokłosie decyzji i działań naszych rodziców, dziadków, pradziadków itd. Granice tego, co możemy uczynić tu i teraz z sobą i własnym życiem są więc wyznaczone nie tylko przez wolności innych ludzi, którzy żyją w naszym społeczeństwie, ale i przez decyzje i działania naszych przodków, bo to oni zdecydowali o kształcie świata, w którym przyszło nam żyć. To jest nasza wolność w wymiarze społecznym oraz praktycznym – jest ona ograniczona przez szereg niezależnych od nas, ludzkich czynników. Niemniej, pojmiemy naszą wolność w sposób metafizyczny – tzn. oderwiemy pojęcie ludzkiej wolności od aktualnej diagnozy tego, co leży w granicach naszych praktycznych możliwości (która zawsze zawiera elementy arbitralne czy wręcz ewidentnie fałszywe), wówczas wiele spośród tych praktycznych czy społecznych ograniczeń przestaje istnieć. Jedynymi czynnikami, które wówczas będą ograniczać naszą wolność będą nasza czaso/przestrzenna skończona natura oraz nasza wyobraźnia. Wówczas otwierają się przed nami rozmaite perspektywy gruntownej przemiany lub odnowienia naszego życia / przywrócenia naszej relacji z Wiekuistym:

Wtedy przypomnę sobie moje przymierze z Jakubem, przymierze z Izaakiem i przymierze z Abrahamem. Przypomnę sobie o tym i przypomnę o kraju. (Kpł 26:42)

Bóg odnawia swoje z nami przymierze przez wzgląd na spraLeviticus 26:39-41szą zostać spełnione zasadnicze dwa warunki: po pierwsze, musimy być zdolni do oderwania naszego umysłu od tego co jest tu i teraz, i do poddania w wątpliwość naszych diagnoz tego, co leży w granicach możliwości. Po drugie: musimy dokonać gruntownego rachunku zasług i przewinień naszych przodków i nas samych. Pamięć o tym wszystkim musi być trwała – musi z nami na zawsze pozostać. Im głębiej w nas to wszystko utkwi, tym lepiej dla nas. Im bliżsi duchowo są nam nasi przodkowie, tym lepiej dla nas. W naszej religii chodzi w zasadzie o nich przede wszystkim: o przybliżenie ich do nas, o stałe utrwalanie silnej, międzypokoleniowej więzi. Gdy owa głęboka więź istnieje, wówczas wszystko, co było udziałem naszych przodków – zarówno dobre i złe – będzie dla nas błogosławieństwem.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szirat ha-Jam – Pesach

Szirat ha-Jam

Pesach Pieśń morza

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parsza Tory Wajikra

Parsza Tory „Wajikra”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parsza Tory „Ki Tisa”

Parsza Tory „Ki Tisa”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Beszalach

Zamiłowanie do wolności rodzi się z trudności życiowych

Refleksja nad paraszą Beszalach

Menachem Mirski

Trudne realia tworzą silnych ludzi. Jeśli są oni wystarczająco mądrzy i sprawiedliwi, budują lepszą rzeczywistość dla swoich dzieci. Wraz z upływem czasu i rozwojem nowe pokolenia nie muszą mierzyć się z trudną rzeczywistością, z jaką mierzyli się ich dziadkowie. Życie ogólnie staje się łatwiejsze i bardziej przyjemne. Z czasem łatwe i przyjemne życie kształtuje często ludzi, którzy są mniej silni albo po prostu słabi – w końcu nie przeżyli trudnych czasów. Bywają oni często narcystyczni, roszczeniowi i często wierzą, że każdy, nawet mały dyskomfort jest opresją i zagrożeniem dla ich wolności. W istocie właśnie ci ludzie są pierwszymi, którzy popadają w niewolę, bo wolą raczej wyrzec się wolności niż zmierzyć się z ciężką rzeczywistością, w której mogliby liczyć tylko na siebie.

W czytanej w tym tygodniu paraszy Izraelici po wyruszeniu z Egiptu muszą stoczyć dwie walki: pierwszą toczą z Egipcjanami, a drugą z Amalekitami. Jednak w rzeczywistości Izraelici nie toczą osobiście tej pierwszej walki – Bóg walczy za nich, dokonuje cudów i pokonuje Egipcjan, topiąc ich rydwany w Morzu Trzcin. Jest kilka wyjaśnień rabinicznych tłumaczących, dlaczego tak się stało. Ibn Ezra zwraca uwagę, że Izraelici z pokolenia, które opuściło Egipt, pomimo iż byli uzbrojeni, nie nadawali się do walki ze swoimi panami:

Zostali wyćwiczeni od młodości do noszenia egipskiego jarzma i cierpieli na poczucie niższości. Jak zatem mogliby walczyć ze swoimi panami? Byli leniwi i niewyszkoleni w sztuce wojennej.

Inne wyjaśnienie, zaproponowane przez Chasama Sofera, głosi, że byłoby nieetyczne, aby dzieci Izraela same zabijały Egipcjan. Tora uczy nas tutaj zasad poprawnego zachowania. Izraelici nie walczyli z Egipcjanami twarzą w twarz ze względu na schronienie, jakie znajdowali w Egipcie przez setki lat, przez jakie zamieszkiwali na tej ziemi. Egipt był, jaki był, ale inne miejsca mogłyby być gorsze. Inna płynąca z tego lekcja zdaniem Chasama Sofera jest taka, że nie powinniśmy szermować mieczem zemsty, kiedy przebywamy na ziemi, która nie jest nasza.

Izrael toczy też inną bitwę – tym razem z Amalekitami. Tutaj sytuacja jest inna. Izraelici, prowadzeni przez Jozuego, walczą z wrogiem twarzą w twarz, a Wiekuisty tylko ich wspiera:

Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim; Aaron zaś i Chur podpierali jego ręce, jeden z tej, drugi z tamtej strony. I tak ręce jego były stale podniesione aż do zachodu słońca. Tak pobił Jozue Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. (Wj 17, 10-13)

Jeden z powodów, dla których Izrael musiał samodzielnie stoczyć tę walkę, był taki, że Izraelici już po raz czwarty szemrali przeciwko Mojżeszowi i wątpili w Bożą ochronę. Dosłownie w minucie, w której mówią: „Czy jest Pan pośród nas, czy nie?” (Wj 17, 7), nadchodzi Amalek i zaczyna ich atakować. Jest to forma kary. Ale ta kara ma w zamyśle przynieść błogosławieństwo. Od teraz Izraelici muszą stać się samodzielni i sami toczyć swoje wojny, otrzymując od Boga jedynie wsparcie. Jest to początek ich przemiany ze słabego ludu z mentalnością niewolników w naród, który jest silny, zdolny do samoobrony, samorządności i niezależności.

Wszystko, czego doświadczają Izraelici na pustyni, ma właśnie taki cel. Trudne realia, z jakimi mierzą się od teraz Izraelici, służą fizycznemu i duchowemu oczyszczeniu. Izraelici muszą pozbyć się swoich słabości i swojej mentalności niewolników i ofiar. To właśnie ta mentalność sprawia, że obwiniają Mojżesza i Aharona za każde nieszczęście, jakie przydarza im się na pustyni. Oczekiwali, że Mojżesz będzie taką samą postacią, za jaką uważali faraona: wszechmocnym tyranem, który, kosztem ich wolności, będzie zapewniał im środki do życia. Właśnie dlatego ilekroć Mojżesz ich rozczarował, chcieli natychmiast wrócić do Egiptu. Ale Mojżesz nie był niczym faraon; wprost przeciwnie: nie był tyranem, lecz dał im wolność. Nie zaspokajał ciągle ich potrzeb; w istocie wystawiał ich na bardzo trudną rzeczywistość. Ale jednocześnie otwierał dla nich możliwości, tak żeby mogli, za sprawą swoich własnych wysiłków, sami zaspokoić własne potrzeby. Oto, jak Rambam podsumowuje doświadczenia Izraelitów na pustyni:

Bóg mądrze prowadził ich po pustyni, aż nie nauczyli się odwagi. Jak wiadomo, surowe życie na pustyni, bez ludzkich wygód i udogodnień, takich jak kąpiel i tym podobne, czynią człowieka odważnym, natomiast pełna luksusów egzystencja sprzyja tchórzostwu. Tam, na pustyni, narodziło się pokolenie nienawykłe do poniżenia i niewoli.

Wedle Rambama duch walki i zamiłowanie do wolności wykształcają się na drodze znoju i trudu, z braku przyjemności i wygód życiowych. Właśnie dlatego Bóg poprowadził swój lud przez pustynię, zanim zaprowadził ich do Ziemi [Izraela].

To właśnie trudne warunki i przezwyciężanie wyzwań są źródłem wielkiej radości w życiu ludzkim. Uczucie zadowolenia, jakie pojawia się dzięki tym działaniom, pozostaje z nami na zawsze, kształtuje nasz sposób myślenia i nasze poglądy.

Groźba popadnięcia w niewolę nigdy nie zanika. Na świecie jest wystarczająco dużo tyranów i potencjalnych tyranów. Bądźmy uważni, oni zawsze składają nam wspaniałe obietnice i gwarantują, że nam pomogą i zaspokoją nasze podstawowe potrzeby. To jest ich znak rozpoznawczy i często odnoszą w tym zakresie sukces. Nasza wolność pochodzi z zaspokajania naszych własnych potrzeb, z mozolnego uprawiania ziemi na własny użytek i niebrania niczego od innych.

Jedyne, czego takie osoby od nas chcą, to nasza wolność. Ale my nigdy jej nie oddamy – tak długo, jak będziemy o siebie dbać, dopóki będziemy silni, zdolni do samoobrony, samorządności i niezależności. Dopóki będziemy tak czynić, zawsze będziemy wolni.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szabat szalom

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Refleksja nad paraszą Bo

Menachem Mirski

Zawsze uderzał mnie fakt, że u swych podstaw judaizm jest nauką dyscypliny, lekcją uczącą nas, jak przeżyć nasze życie. Tora obfituje w lekcje życiowe wplecione w opowieści, praktyki, powtórzenia i retorykę. Być może najbardziej wymownym tego przykładem są praktyki związane z Pesach. W paraszy Bo Bóg przedstawia siedmiodniowy program, który wszyscy uznajemy i odtwarzamy od ponad 3500 lat:

Dzień ten będzie wam dniem pamiętnym i będziecie go obchodzili jako święto Pana; będziecie go obchodzili przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. Przez siedem dni jeść będziecie przaśniki. Już pierwszego dnia usuniecie kwas z domów waszych, bo każdy, kto od pierwszego do siódmego dnia jeść będzie to, co kwaszone, usunięty będzie z Izraela; pierwszego dnia i siódmego dnia będzie u was święte zgromadzenie, w tych dniach nie wolno wykonywać żadnej pracy. Tylko to, co każdy potrzebuje do jedzenia, wolno wam przygotować.  Przestrzegajcie Święta Przaśników, gdyż w tym właśnie dniu wyprowadziłem zastępy wasze z ziemi egipskiej. Przestrzegajcie tego święta przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. (Wj 12, 14-17)

Wedle tego, co zapisano w Biblii, wszystkie te regulacje zostały objawione Mojżeszowi i Aharonowi w Egipcie tuż przed wyjściem Izraelitów z tego kraju.   Wyobraź sobie dyscyplinę, jakiej wymagało odtwarzanie takich instrukcji w każdej rodzinie żydowskiej każdego roku przez ponad 3500 lat…; pomyśl o tym następnym razem, gdy będziesz uczestniczył w jakimś spotkaniu albo będziesz organizował posiłek składkowy. Oto prawdziwa dyscyplina!

Czyż nie jest to pomysłowe rozwiązanie? Po co opisano tak bardzo szczegółowo, co powinniśmy robić dzień po dniu, posiłek po posiłku i danie po daniu? Dlatego, że judaizm genialnie wykorzystuje narzędzia psychologii kognitywnej, aby zaszczepić nauki Tory i pamięć o niej. Pamięć kształtuje się i utrwala poprzez powtórzenie, poprzez wprowadzanie wiedzy w czyn i reprezentowanie jej w przedmiotach; a czym są obchody Pesach, jeśli nie przejawem wszystkich tych aspektów? Na przestrzeni 3500 lat, poprzez pogromy, wygnania, wykluczenia oraz Szoah wciąż udawało nam się zachować naszą religię przy życiu, po części dzięki temu, że judaizm nieodmiennie używa wszystkich tych praktycznych narzędzi kognitywnych, aby niemal „wdrukować” w nas te „wspólne” wspomnienia. Nie chodzi mi o wspólne wspomnienia w sensie jungowskim, ale raczej o fakt, że dzięki temu, iż odtwarzamy wciąż na nowo wydarzenia z naszej historii, tak jak to zostało wyszczególnione w Torze, w końcu wspomnienie to staje się czymś wspólnym dla nas wszystkich i wiemy, że nasi przodkowie i praprzodkowie również czynili to samo.

Religia jest wspólnotową pamięcią naszego narodu, która żyje dalej w naszych rytuałach. Nasze rytuały konsekwentnie obejmują czytanie i studiowanie naszych świętych ksiąg, co pozwala na zachowanie naszej wspólnotowej pamięci i sprawia, że angażujemy się coraz to głębiej w nasze rytuały, coraz bardziej zagłębiając się w studiowanie. Piękno judaizmu polega na tym, że mamy do dyspozycji tak obszerną literaturę, że studiowanie jej nie ma końca. Nasza literatura zawiera refleksje natury moralnej, filozoficznej i egzystencjalnej, jak również poezję i przepełnione wielką mądrością opowieści. Nieustanne studiowanie i wdrażanie w życie tego, o czym się uczymy, stanowi istotę bycia pobożnym Żydem – pobożny Żyd to ktoś, kto nigdy nie przestaje studiować i praktykować. Im więcej studiujemy, tym bardziej zniuansowana staje się nasza wiedza. Im bardziej praktykujemy rytuały, tym bardziej nasza wiedza staje się zintegrowana z naszym życiem. Na tym polega wyjątkowość naszej tradycji oraz jej piękno.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Wajechi

Refleksja nad paraszą Wajechi

Menachem Mirski

„Nikt nie jest bardziej znienawidzony niż ten, kto mówi prawdę”, mawiał Platon. „Szanujcie tych, którzy szukają prawdy, ale strzeżcie się tych, którzy ją znajdą” – mawiał Voltaire. „Prawda jest taka, że każdy cię skrzywdzi. Po prostu trzeba znaleźć tych, dla których warto cierpieć ”- powiedział kiedyś Bob Marley.

Czy mówienie prawdy jest zawsze dobre i konieczne? Czy kłamanie zawsze jest złe? Na te tematy napisano wiele książek, wiele osób próbowało udzielić na nie ostatecznej odpowiedzi. Ilekroć ktoś formułuje takową, chwile później pojawia się inna odpowiedź. Również nasza porcja Tory na ten tydzień porusza ten temat. Opowiada nam historię braci Józefa, którzy otwarcie go okłamują:

Bracia Józefa zdając sobie sprawę z tego, że ojciec ich nie żyje, myśleli: «Na pewno Józef będzie nas teraz prześladował i odpłaci nam za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziliśmy!» Toteż kazali powiedzieć Józefowi: «Ojciec twój dał przed śmiercią takie polecenie: Powiedzcie Józefowi tak: Racz przebaczyć braciom twym wykroczenie i winę ich, wyrządzili ci bowiem krzywdę. Teraz przeto daruj łaskawie winę nam, którzy czcimy Boga twojego ojca!» Józef rozpłakał się, gdy mu to powtórzono. (Gen 50:15-17)

Józef zapłakał, bo od razu dostrzegł, że jego bracia kłamią. Kłamstwo to było jednak niczym w porównaniu z tym, co uczynili mu oni wiele lat wcześniej sprzedając do egiptu. W jego oczach kłamstwo braci było raczej żałosną ekspresją ich strachu, bezsilności i wyrzutów sumienia. Skąd o tym wiemy? Rabini podsuwają nam podpowiedzi:

(Józef) zrozumiał, że bracia poinstruowali posłańca, co ma powiedzieć; inaczej Jakub sam by mu powiedział. Dlatego Józef płakał, widząc tragiczny stan swoich braci, bojących się o swoje życie i zmuszonych do takich przeinaczeń, aby powstrzymać jego zemstę.

Nie ma powodu by sądzić, że bracia wyjawili swojemu ojcu prawdę o sprzedaży Józefa. Tora nie wspomina ani słowem, że Jakub dowiedział się o tym. Majmonides tłumaczy to w następujący sposób:

Wydaje mi się, że zwykłe proste tego testu jest takie, że Jakubowi nikt nigdy nie powiedział, że Józefa sprzedali jego bracia; ten wyobrażał sobie, że (Józef) zgubił się na polach i został sprzedany przez swoich znalazców do Egiptu. Jego bracia nie chcieli ujawniać swojego niewłaściwego postępowania, z obawy przed jego złością i tym, że bych ich przeklął […] Gdyby Jakub wiedział o tym cały czas, musieliby go błagać, aby nakazał Józefowi im wybaczyć […].

Idea, że Józef sam powiedział o tym swojemu ojcu również wydaje się nieprawdopodobna. Po pierwsze, wybaczył już swoim braciom i dostrzegł w tym boski plan. Nie miał więc żadnego powodu by mścić się na swoich braciach, a wyjawienie tej informacji ojcu, Jakubowi, byłoby zemstą.

Wspominałem już parokrotnie powszechnie dość znany komentarz mówiący, iż historie rodzinne z Księgi Genesis to przeważająco historie rodzin dysfunkcyjnych, że historie te często mówią nam jak nie należy się względem siebie nawzajem postępować i że chwytają one te aspekty etyki, które bardzo trudno skodyfikować w moralne czy religijne prawo.

Zastanówmy się jednak jak będzie wyglądać przypadek kłamstwa braci Józefa w kontekście etyki judaizmu. Tora nie zabrania bezwzględnie kłamania jako takiego. Przykazanie 9 dekalogu, lo taane ve’reacha ed szaker, powszechnie tłumaczone jako Nie będziesz fałszywie świadczył przeciw bliźniemu swemu, ogranicza się zabrania składania fałszywych świadectw mających uczynić szkodę komuś i znaczy dosłownie: Nie będziesz odpowiadał bliźniemu swemu, fałszywy świadku! Fałszywy świadek to ten, którego świadectwo może być nawet teoretycznie prawdziwe, ale nie ma ono podstawy w jego doświadczeniu, np. mówi, że widział coś o czym jedynie słyszał itp. Rabini nałożyli jednak wiele ograniczeń na to, co możemy powiedzieć innym: na przykład ujawnianie prywatnych informacji o innych (plotki), nawet jeśli są prawdziwe, jest zabronione, chyba że ujawnienie tych informacji może ochronić kogoś innego przed nadużyciami lub krzywdą. Oczywiście celowe wprowadzanie w błąd innych (geneivat da’at) poprzez „gładką mowę” lub uwodzicielski język jest naruszeniem żydowskich norm mowy i jest zabronione (jednak próba przekonania ludzi, którzy są informowani, że są przekonani do zakupu lub uwierzenia w coś nie jest uważana za wprowadzającą w błąd i jest dozwolona).

Co więc rabini mówią o naszej historii? Jeden z nich, Rabbenu Bahya Ibn Pakuda, mówi nam, że możemy czasem odejść od dosłownej prawdy, aby zachować pokój między ludźmi. Bracia Józefa, dręczeni poczuciem winy, czuli, że ich życie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nasi mędrcy uważali ich postępowanie za uzasadnione, kierując się zasadą, że czasami prawda musi być podporządkowana ważniejszym wartościom.

Niektórzy mówią, że oznacza to, iż prawda, nieważne jak ważna, nie jest wartością absolutną i czasami musi ustąpić miejsca innym wartościom. Dwie wartości, które bywają od niej ważniejsze to pokój oraz życie. Uważam, że opinia ta błędnie utożsamia prawdę ‘samą w sobie’, rozumianą przez filozofów jako adekwatne, intelektualne przedstawienie rzeczywistości, ze zwykłym „mówieniem prawdy” ocenianym z punktu widzenia etyki. Mówienie prawdy jest czasami niewygodne, czasami niebezpieczne, ale czasami konieczne, nawet jeśli wiąże się z ofiarami i cierpieniami, konieczne, aby zacząć coś nowego, pożegnać się z czymś, czego już nie chcemy, lub przywrócić rzeczywistość na właściwe tory, czego życzę wszystkim w Nowym Roku 2021!

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA