Szemini

Rzeczy, na które zasłużyliśmy i te, na które nie zasłużyliśmy

Refleksja nad paraszą Szemini

Menachem Mirski 

Czy wszystko (złe), co nam się przytrafia, wydarza się z jakiegoś powodu? Jeśli tak, to gdzie szukać odpowiedzi? W teologii, nauce czy w naszym postępowaniu moralnym jako jednostek lub grup? Porcja Tory na ten tydzień porusza ten temat: ósmego dnia, po siedmiu dniach ich inauguracji, Aharon i jego synowie zaczynają sprawować urząd jako kohanim (kapłani); ogień zstępuje od Boga, aby strawić ofiary na ołtarzu, i tym samy przybywa boska obecność, aby zamieszkać w Sanktuarium. Dwaj starsi synowie Aharona, Nadab i Abihu, ofiarowują „obcy ogień przed Bogiem” i umierają. Aaron milczy w obliczu tej tragedii. Mosze i Aharon później nie zgadzają się co do kwestii halachicznej dotyczącej ofiar, ale ostatecznie Mojżesz przyznaje Aaronowi rację.

Powód śmierci Nadaba i Abihu jest podany w Torze:

I wzięli synowie Ahrona – Nadab i Abihu, każdy kadzielnicę swoję, i włożyli w nie ognia, i położyli nań kadzidła, i tak przynieśli przed oblicze Wiekuistego ogień obcy, którego nie przykazał im (Kapłańska 10:1).

Jednakże nasi mędrcy i ich midrasze podają liczne powody i wyjaśnienia, jaki był ich grzech i dlaczego umarli. Niektórzy komentatorzy chwalą synów Aharona i uważają ich za wyjątkowych ludzi: synowie wiedzieli, co robili, ich intencje były dobre, lecz zrobili więcej, niż im nakazano i zostali ukarani, ponieważ żaden człowiek nie ma prawa wykonywać w służbie Bożej więcej lub mniej, niż mu nakazano. Inni komentatorzy dopatrują się natomiast poważnych błędów w poczynaniach synów Aharona. Niektórzy twierdzą, że okazywali brak szacunku dla Miszkanu i służby Bożej, na przykład, że weszli do Miszkanu w szatach zwykłego Kohena, a nie Kohena Gadol; inne wyjaśnienie – wcześniej pili wino; złożyli ofiarę, której nie nakazano im złożyć. Są też komentatorzy, którzy zarzucają im niewłaściwe zachowanie, kompromitujące ich kapłaństwo: że byli aroganccy i nie żenili się z powodu swojej zarozumiałości, gdyż uważali, że żadna inna rodzina nie była tak wyróżniająca się jak ich, w rezultacie – że nie mieli dzieci; że nie byli dla siebie przyjaźni; że chcieli ustalić halachę w obecności ich Rebbi (Mosze) lub wręcz czekali na śmierć Moszego i Aharona, aby mogli przejąć przywództwo narodu.

Lista przyczyn ich nagłej śmierci jest długa. Dlatego uzasadnione jest pytanie, dlaczego rabini nie byli zadowoleni z prostej odpowiedzi udzielonej przez Torę i musieli podać te wszystkie inne powody. Odpowiedź na to pytanie tkwi w dwóch fundamentalnych założeniach teologicznych myśli rabinicznej w odniesieniu do teodycei: 1) Wszystko, co złe, co dzieje się z narodem (żydowskim) może być i powinno być postrzegane jako kara Boża; 2) Umysł rabiniczny zawsze był wrażliwy na niesprawiedliwość, a co za tym idzie, na jakąkolwiek niewspółmierność kary Bożej. Pierwsze założenie należy właściwie do najstarszych warstw teologii i teodycei biblijnej: Bóg jest zawsze sprawiedliwy, a każde cierpienie/niesprawiedliwość pochodzi z ludzkiego grzechu/błędu. To nie jedyna teodycea w judaizmie; inne odpowiedzi na problem zła, w tym różne koncepcje nieusprawiedliwionego cierpienia, były sukcesywnie rozwijane, począwszy od późnego okresu Drugiej Świątyni. Ale idea, że ​​każde nieszczęście i cierpienie jest wynikiem działania ludzkiego, a nie Boskiego, naznacza umysł rabina zdecydowanie aż do Holokaustu, a do pewnego stopnia nawet do dzisiaj. W związku z tym drugim założeniem rabini, widząc dysproporcję kary, nie mieli innego wyjścia, jak starać się odnaleźć różne jej inne przyczyny.

To, czy słuszne jest postrzeganie wszystkiego, co nam się przydarza, przez pryzmat Boskiej nagrody/kary, to bardzo obszerny temat. Widzenie wszystkiego w taki właśnie sposób nazwałbym „zorientowaniem na wiarę”, podczas gdy przyznanie, że istnieje w świecie niezasłużony ból i cierpienie, wydaje się być czymś bardziej „zorientowany na rozum czy rozsądek”. Oba podejścia mają swoje plusy i minusy. Spojrzenie na wszystko przez pryzmat kary Bożej może być dla nas i często jest siłą napędową, aby być bardziej moralnym, bardziej uważnym, bardziej spostrzegawczym, i np. bardziej świadomym swoich własnych obowiązków. Przyznanie się, że istnieje niezasłużony ból i cierpienie, otwiera także nasze oczy i umysły na wszystko, na co nie mamy wpływu i często pomaga nam radzić sobie z poczuciem winy.

Wszystko to jest szczególnie istotne w naszych dzisiejszych osądach politycznych. Zawsze są rzeczy, które my jako jednostki, społeczności lub narody mogliśmy zrobić lepiej. Ale są też rzeczy, na które nie mieliśmy wpływu, choć już dawno wyczuwaliśmy, że zadecydują o naszym losie w sposób, którego chcielibyśmy uniknąć. Zastosujmy to do obecnej sytuacji Ukrainy i narodu ukraińskiego: kraj ten ma długą historię skorumpowanych rządów i wynikających z tego niesprawiedliwości społecznych. Gdyby radzili sobie lepiej w tej sprawie, jako naród i społeczeństwo, ich pozycja w tej chwili byłaby prawdopodobnie lepsza. Nawet ich prezydent Zełenski, z całą moją sympatią i podziwem dla niego, popełnił kilka błędów, jak te w swoim przemówieniu w Knesecie kilka dni temu: porównanie obecnej sytuacji Ukrainy do Holokaustu, a także twierdzenia o roli Ukraińców w ratowaniu Żydów w czasie Zagłady była bardzo nieadekwatne. Jednakże nic z tego, co Ukraińcy i ich przywódcy zrobili lub czego nie zrobili w ostatnich dziesięcioleciach, nie sprawia, że ​​zasługują na agresję Putina na Rosję. To, na co naród ukraiński absolutnie zasługuje, to większe wsparcie Zachodu w każdej politycznie możliwej sprawie. Z drugiej jednak strony fakt ten nie powinien przesłaniać nam trudnych i bolesnych wydarzeń, które miały miejsce w polsko-żydowsko-ukraińskiej historii. Nie trzeba koniecznie rozmawiać o tych wydarzeniach właśnie teraz, ale i też nie jest konieczne idealizowanie ofiar po to, aby pomóc im przywrócić pokój i sprawiedliwość na świecie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Paraszat Ki Tisa

Paraszat Ki Tisa

(Szemot 30:11 – 34:35)

Miriam Klimova,

studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

 

Mówi się, że to, o czym myślimy, ma tendencję do urzeczywistniania się. Ale czyż człowiek może kontrolować swoje myśli?

Tajemnicza więź Moszego z niewidzialnym Bogiem musiała być źródłem nieustannych dyskusji i wątpliwości wśród ludu. Na początku paraszy Ki Tisa Mosze jest sam na szczycie góry Synaj, gdzie otrzymuje od Boga szczegółowe instrukcje dotyczące budowy i funkcjonowania Przybytku. Tymczasem naród został sam, pozbawiony swojego przywódcy. Niekontrolowane myśli wypełniają ich głowy i zasiewają w nich ziarno strachu. Przedłużająca się nieobecność Moszego wywołuje głęboki niepokój – zniknął! Powiedział, że idzie na górę do Boga, podczas gdy zmęczeni pustynią Izraelici potrzebują, aby Bóg był na dole obok nich. Dlaczego on tak długo siedzi na tej górze? Czy Bóg, który w ciągu nocy wysuszył wodę i przeprowadził Izraelitów przez morze, potrzebuje czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyrzeźbić 10 przykazań na dwóch tablicach?! Trzeba działać, wziąć sprawy w swoje ręce! Ale jak? Może zrobić sobie bożka, a wtedy moc Boża wejdzie w niego i wskaże im właściwą drogę?  Mosze wciąż nie wraca, więc kolejne przygnębiające myśli, że ten jego Bóg zniknął razem z nim, zaczynają powoli doprowadzać ich do szaleństwa.

Męczy nas pytanie o moralność ludu, jak mogli tak szybko powrócić do bałwochwalstwa?! Ale czy tak naprawdę w cielcu widzieli zamianę Boga? Mosze był widzialną więzią z niewidzialnym Bogiem. Izraelici nie myśleli, że Bóg może być stworzony ze złota ich ozdób. Jest to błędne zrozumienie starożytnych wierzeń. Cielec był ich nowym łącznikiem z Bogiem i miał zastąpić nie Boga, a „tego człowieka Moszego”.

Aaron nie miał nic przeciwko. Jest przekonany, że ludzie nie uwierzą w Boga, którego nie można zobaczyć. Podczas gdy Mosze żąda bezwarunkowego podporządkowania się wszechmocnemu, niewidzialnemu bóstwu, Aaron chce wyrazić ideę Boga w sposób zrozumiały. Możemy założyć, że nie było to bałwochwalstwo w ścisłym znaczeniu tego słowa. Czysta idea boskości jest wielkim wyzwaniem dla człowieka współczesnego, co już mówić o czasach starożytnych.

Dlaczego właśnie cielec? Dopiero co zostali uratowani z niewoli egipskiej. Tam urodziło się niejedno pokolenie i oczywiście wychowywali się pod wpływem otaczającej kultury. Faktycznie dwa główne przypadki bałwochwalstwa w Tanachu są bezpośrednio związane ze starożytnym Egiptem. Jeden – opisany w paraszy Ki Tisa, a drugi został zapoczątkowany przez Jeroboama po tym, jak z powodzeniem przejął kontrolę nad rozdrobnionym królestwem izraelskim (1 Krl 12). Dwie historie mają kilka wspólnych cech. Po pierwsze w obu przypadkach obiekty kultu miały kształt cieląt lub krów, i po drugie –  wydarzenia miały miejsce w trudnym okresie przejściowym, gdy naród potrzebował poczucia bezpieczeństwa i jedności. Związek z Egiptem nie jest przypadkowy. Starożytni Egipcjanie czcili kilka bóstw, które wykorzystywały wizerunki byków i krów. Rozpowszechniony był kult niebiańskiej krowy – bogini Hathor, która czasami przedstawiana była pod postacią krowy, później jako kobieta z głową krowy i dyskiem słonecznym pomiędzy rogami. Krowa była postrzegana jako życiodajna; podtrzymywała życie poprzez swoje mleko, mówiło się nawet o niektórych faraonach, że byli karmieni przez Hathor.

Hathor jako krowa karmiąca Hatszepsut, kobietę-faraona, w świątyni
 Hatszepsut w Deir el-Bahari, XV w. p.n.e.

Krowa-bogini wzmacniała, podtrzymywała i nadawała boskość królewskim rządom. Jeroboam, chcąc jeszcze bardziej zjednoczyć swój lud, prawdopodobnie sięgnął do „popkultury”. Podobnie Izraelici będąc bez przywódcy, na wrogim terytorium, z bezbronnymi rodzinami, w czasie potrzeby zwrócili się do znajomego kultu, aby uratować się z trudnej sytuacji.

Czy można było uniknąć incydentu, który pozostawił tak głęboki ślad w pamięci Izraela? Czy byli w stanie zwalczyć lęk, który niejednokrotnie zatruwał im życie? Czy mogli zapanować nad swoimi myślami?

Podobne pytanie pojawia się w opowiadaniu „Sipur chasidi”. Opisuje jak pewien chasyd przyszedł kiedyś do Dow Bera z Międzyrzecza zwanego Wielkim Magidem[1] z pytaniem i zwątpieniem, czy wolność wyboru odnosi się również do naszych myśli – „Tora zabrania nam myśleć o złych myślach. Ale co można zrobić, gdy złe myśli przychodzą do głowy? Czy człowiek może kontrolować swoje myśli?!”. Zamiast odpowiedzi Magid wysłał go do dalekiego Żytomierza do jednego ze swoich uczniów, rabina Zeewa. W środku zimy, po tygodniach drogi chasyd zapukał do drzwi, ale nie otrzymał odpowiedzi. Nie mając dokąd pójść, pukał do drzwi, podczas gdy sam rabin, zaledwie kilka kroków dalej, czytał przy ciepłym palenisku… W końcu rabin Zeew podniósł się z krzesła, otworzył drzwi i przyjął chasydów z charakterystyczną dla siebie serdecznością i gościnnością. Po odzyskaniu sił chasyd odważył się zadać swoje pytanie. A rabin Zeew uśmiechnął się i powiedział: „Odpowiedziałem już na twoje pytanie”. Swoim zachowaniem rabin pragnął pokazać, że jestem panem w swoim domu: „Kogo chcę, tego wpuszczam, a kogo nie chcę, tego zostawiam na zewnątrz”.

Morał tej opowieści jest taki, że każdy człowiek jest panem swoich myśli i tylko on może decydować, kto wchodzi, a kto nie. Jeśli w naszej głowie będzie panował chaos, nie będziemy w stanie urzeczywistniać naszych pragnień, strach ciężkim kamieniem będzie ciągnął nas w dół, zły nastrój nie pozwoli cieszyć się promieniami słońca na twarzy.

Ostatnie kilka lat były dla nas wszystkich trudnym doświadczeniem – choroba, decyzje o szczepieniach, strach o bliskich, praca zdalna lub w ogóle utrata pracy, ponadto konflikty wojenne. I chociaż w naszym życiu też nie ma Moszego, nie poddamy się. A naszym przodkom Izraelitom na Synaju podziękujemy za możliwość uczenia się na ich błędach.

Niech będzie taka wola… abyśmy nauczyli się kierować swoimi myślami i działaniami, aby każdy z nas samodzielnie decydował, kogo wpuszczać do swojego domu-umysłu. Przecież pozytywne myślenie, optymizm czy poczucie szczęścia wymaga świadomej umiejętności!

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] Dow Ber (18 wiek) był uczniem Baal Szem Towa, a po jego śmierci został jego następcą jako przywódca chasydów.

Tecawe

Bezpośrednia komunikacja z Wiekuistym

Refleksja nad paraszą Tecawe

Menachem Mirski

Czynienie rzeczy właściwych różni się od wzywania do lub usprawiedliwiania robienia właściwych rzeczy. Praktycznie rzecz biorąc, te dwie rzeczy nie zawsze idą w parze. Usprawiedliwione dobro nie jest bardziej dobre niż samo dobro, chociaż usprawiedliwienia mogą utrwalać więcej dobra. Podobnie, robienie czegoś złego różni się od próby wybielania lub usprawiedliwiania zła. Usprawiedliwione zło może się jednak stać o wiele bardziej złe niż to, co po prostu złe. W ludzkim świecie rzeczy na ogół dążą się ku złu jeśli są po prostu pozostawione same sobie i nikt o nic nie dba. Może mieć coś wspólnego ze strukturą wszechświata, prawami termodynamiki i entropii. Czasami w naszym życiu stajemy przed trudnymi decyzjami, w których mamy do czynienia ze sprzecznymi rozwiązaniami, które mogą mieć długotrwałe konsekwencje, ponieważ sprawy są bardzo spolaryzowane.

Gdy sprawy stoją na przysłowiowej krawędzi, gdzie jedna decyzja w jednym kierunku może zaowocować rozmaitymi profitami i błogosławieństwem, w drugim zaś kierunku może okazać się katastrofalna w skutkach. W takich trudnych chwilach ludzie w historii często powierzali swój los jakimś wyższym, niż ludzkie, instancjom, a przynajmniej wierzyli, że właśnie tak robią. W naszej porcji Tory na ten tydzień znajdujemy opis jednego z instrumentów, który służył bezpośredniej konsultacji z Najwyższym, właśnie w celu dokonania odpowiedniej decyzji:

Do pektorału dla zasięgania wyroczni włożysz urim i tummim, aby były na sercu Aarona, gdy będzie wchodził przed oblicze Pana. I tak będzie nosił Aaron zawsze na sercu swoim [pektorał] do zasięgania wyroczni dla Izraelitów przed obliczem Wiekuistego. (Wj 28:30)

Czym były Urim i Tummim? Były to bardzo tajemnicze elementy, często przedstawiane jako kamienie, które sprawiały, że napierśnik Arcykapłana “działał”. Napierśnik wykonany był z 12 drogocennych kamieni, na których wyryto imiona 12 plemion izraelskich. Komentarze Nachmanidesa podają za Talmudem (Joma 77), że na napierśniku znalazły się również imiona Patriarchów wraz ze słowami Sziwtei Jeshurun ​​– Plemiona Jeszuruna (Izraela). W ten sposób na napierśniku znalazły się wszystkie 22 litery alfabetu hebrajskiego. Urim i Tummim umieszczono wewnątrz napierśnika i przez nie właśnie Wiekuisty podświetlał niektóre litery imion na napierśniku, a Najwyższy Kapłan (Kohen Gadol) porządkował te litery w słowa. Na przykład, gdy Izraelici zapytali: „Kto powinien wystąpić z nami przeciwko Kananejczykom?” (Królewska 1:1), litery słowa „Jehuda” zaświeciły się wraz z literą jud Lewiego, ajin Szimona, lamed Lewiego i he Avahama, przeliterujących słowo ja’ale – „Jehuda wystąpi” (dosłownie “wzniesie się”, “wyjdzie na górę.”

Cały kapłański napierśnik nosi nazwę Choszen Miszpat, co po hebrajsku oznacza „napierśnik sądu” (Wj 28:15). Oryginalny napierśnik z Urim i Tummim zaginął wraz ze zniszczeniem Pierwszej Świątyni i od tego czasu nie został odnaleziony.

Ciekawą, symboliczną interpretację tego, czym był Choszen Miszpat i jego funkcji, można znaleźć w komentarzu Kli Yakara (rabina Shlomo Ephraima ben Aarona Luntschitza, 1550-1619, mieszkającego w Pradze). Kli Yakar cytuje innego komentatora, Akedę, który znajduje w postaci “napierśnika sądu” doszukuje się aluzji na do tego, jak winna działać żydowska sprawiedliwość. Każdy rząd miał trzy kamienie: jest to aluzja do batei din (sądów żydowskich) obsadzonych przez trzech sędziów. Niektóre kamienie były cenniejsze, inne mniej cenne – to uczy nas, że bogaci i biedni są równi w świetle prawa, a sprawy dotyczące małych kwot należy traktować równie poważnie, jak te dotyczące dużych kwot. Imiona synów Jaakowa zostały wyryte na kamieniach zgodnie z kolejnością ich urodzenia, aby nauczyć, że opinie zarówno starszych, jak i młodszych sędziów muszą być wysłuchane. Urim i Tummim zostały umieszczone w napierśniku, aby nauczać, że dajanim – „sędziowie w beit dinach” – niosą światło całemu światu. Sędziowie nazywani są „oczami społeczności”, ponieważ rzucają światło na kwestie, które wprawiają w zakłopotanie strony procesu.

Gdy ujmiemy to wszystko nieco bardziej ogólnie, poucza to nas, że sprawiedliwość jest zasadniczo przedsięwzięciem społecznym. W konsekwencji uczy to nas też o stronniczości naszego indywidualnego osądu człowieka. Uczy nas również, że szczytem sprawiedliwości jest obecny w niej Boski głos. Ten szczyt wyznacza jednocześnie ideał i najwyższą aspirację ludzkiego osądu. Dbajmy więc o ów ideał, bowiem bez niego nasz osąd będzie zawsze kulawy. Robienie czegoś dobrze, z długotrwałymi konsekwencjami, często wiąże się z różnymi przeszkodami, które “chcą” udaremnić nasze wysiłki. Tym, co sprawia, że nie ustajemy w naszych wysiłkach osiągnięcia dobra jest właśnie boskie światło, które jesteśmy w stanie objąć rozumem i to ono ostatecznie przezwycięża wszelką ciemność.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA.
Menachem Mirski is a Polish born philosopher, musician, scholar and international speaker. He earned his Ph.D. in Philosophy and is currently studying to become a Rabbi at the Ziegler School of Rabbinic Studies. His current area of interests focus on freedom of expression and thought as well as the laws of logic as it pertains to the discourse of ideology and social and political issues. Dr. Mirski has been a leader in Polish klezmer music scene for well over a decade and his LA based band is called Waking Jericho.

Bemidbar

Wykonać Boską pracę zanim On ją wykona

Refleksja nad paraszą Bemidbar

Menachem Mirski

Życie stawia nas czasem w trudnych i skomplikowanych sytuacjach, w których mówimy do siebie “jakoś to będzie”, po czym okazuje się, że rzeczywistością staje się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Czasem jest też tak, że jesteśmy w tych trudnych przepełnieni optymizmem, przez co dostrzegamy tylko to, co pozytywne i wręcz nie dopuszczamy do siebie myśli, że może wydarzyć się inaczej. Nasze rozczarowanie jest wtedy dużo większe. Wówczas, po fakcie, rozliczamy samych siebie i czasem stwierdzamy, że nie zrobiliśmy wszystkiego by owej sytuacji zapobiec, że mogliśmy być bardziej przewidujący i zrobić więcej.

Nasza porcja Tory na ten tydzień rozpoczyna się od słów, które wydają się nie mieć nic wspólnego z tym, co napisałem powyżej:

Dnia pierwszego drugiego miesiąca, w drugim roku po wyjściu z Egiptu, tymi słowami przemówił Pan do Mojżesza na pustyni Synaj w Namiocie Spotkania: Dokonajcie obliczenia całego zgromadzenia Izraelitów według szczepów i rodów, licząc według głów imiona wszystkich mężczyzn. Ty i Aaron dokonajcie spisu wszystkich Izraelitów zdolnych do walki od lat dwudziestu wzwyż, według ich zastępów. Z każdego pokolenia winien wam towarzyszyć mąż, głowa rodu. (Liczb 1:1-4)

Bóg nakazuje Mojżeszowi policzyć plemiona Izraelskie w celu określenia ilości mężczyzn zdolnych do sformowania wojska i wyruszenia w bitwy, aby podbić Erec Israel. Możemy zapytać: dlaczego (wszechwiedzący) Bóg potrzebuje tej liczby, czyżby jej nie znał? Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: On tej liczby nie potrzebuje. Potrzebuje jej Mojżesz, inni liderzy Izraela i lud Izraela jako taki, żeby zaplanować i dokonać owego podboju. Potrzebują tego, bowiem od momentu wyjścia z Egiptu boska protekcja i interwencja ulega stopniowemu zmniejszeniu. Jedynie pierwszą bitwę, z Egipcjanami, Bóg sam stoczył dla Izraela, własnymi rękami, zatapiając egipskie wojska w morzu.  Następna bitwa, stoczona z Amalekitami zaraz po wyjściu z Egiptu (Wj 17:8-16) stoczona była już przez Izraelitów, Bóg jedynie pomógł im ją wygrać. W takiej też postaci – relacji partnerstwa, nie zaś kompletnej zależności od Boga – zostaje utrwalona relacja ludu wybranego z Wiekuistym.

Jak ujął to, idąc za mędrcami, Nachmanides nigdy nie powinniśmy zakładać, że wydarzą się cuda; musimy zawsze poczynić wszelkie niezbędne przygotowania, aby realnie móc się zmierzyć z wrogiem. Podobnie w naszym indywidualnym życiu, w naszych zmaganiach z rzucanymi nam wyzwaniami: musimy być stale zdolni oszacować co jest od nas zależne, co jest w naszej mocy i co, w konsekwencji, należy do naszych obowiązków, czym nie powinniśmy obarczać Wiekuistego, ani też innych ludzi. Wtedy powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby stawić czoła złu lub niebezpieczeństwu. Z powodu naszej wyjątkowej relacji z Wiekuistym, cuda się (prawdopodobnie) wydarzą (co mieliśmy okazję zaobserwować w naszej nawet nieodległej historii). Jeśli się one wydarzą, będzie to dla nas dodatkowy dar, który będzie nagrodą za naszą mądrość i gotowość do działania, dar który przyniesie nam ulgę, przywróci szczęście oraz pokój między ludźmi.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Behar-Bechukotai

Pamięć, więź i błogosławieństwo

Refleksja nad paraszą Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia. Im bliższa ta osoba dla nas była, tym bliższa jest jej “duchowa obecność” w naszym życiu po jej odejściu – tym bardziej jest nasza świadomość zaabsorbowana tą osobą i pamięcią o niej. Ten stan umysłu skłania nas do rozmaitych refleksji: do analizy obiektywnych przyczyn tego, co spowodowało odejście owej osoby; do analizy własnych działań, potencjalnych zaniedbań z naszej strony, które mogły mieć wpływ na bieg rzeczy – czyli do rachunku sumienia. Tematem naszych refleksji jest też oczywiście  owa osoba: jej życiowe decyzje, jej działania, jej błędy i jej dokonania oraz nasza ocena tego wszystkiego i naszej w tym wszystkim roli.

Porcja Tory na ten tydzień podejmuje ten temat z pewnej, konkretnej perspektywy – z perspektywy zbiorowej, międzypokoleniowej odpowiedzialności ludzi za rzeczywistość, którą dziedziczą przyszłe pokolenia:

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.A ci, którzy pozostaną z was, zgniją z powodu swego przestępstwa w ziemiach nieprzyjacielskich, z powodu przestępstw swoich przodków zgniją, tak jak i oni. Wtedy uznają przestępstwo swoje i przestępstwo swoich przodków, to jest zdradę, którą popełnili względem Mnie, i to, że Mnie postępowali na przekór, wskutek czego Ja postępowałem na przekór im i zaprowadziłem ich do kraju nieprzyjacielskiego, ażeby upokorzyło się ich nieobrzezane serce i ażeby zapłacili za swoje przestępstwo. (Leviticus 26:39-41)

Język Tory w tym miejscu jest dosyć srogi. Jest tak ponieważ Tora mówi tu o przepowiedzianej, dramatycznej sytuacji Izraela, który w wyniku nieposłuszeństwa wobec Boskiego Prawa został doświadczony różnego rodzaju nieszczęściami: plagami, chorobami, wojnami, a ostatecznie wygnaniem z Ziemi Obiecanej.  Jest jednakże bardziej abstrakcyjna idea, która, jak sądzę, kryje się za tymi słowami: jesteśmy spadkobiercami naszych przodków w każdym wymiarze. Nie tylko naszych bezpośrednich przodków, także przodków naszej ludzkiej społeczności w wymiarze narodowym. Nasza startowa pozycja w życW naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.iu jest określona przez pozycję życiową pozycję naszych rodziców w momencie, w którym przyszliśmy na świat. Ta ich pozycja była zdeterminowana mnogość decyzji, które podjęli oni na przestrzeni lat, lecz także była zdeterminowana przez rzeczywistość społeczną, w której przyszło im żyć (ta określona była przez decyzje i losy całej społeczności, narodu itd.) a także przez pozycję życiową ich rodziców w momencie, gdy oni przyszli na świat, i tak dalej.

Żyjemy więc w świecie, który stanowi pokłosie decyzji i działań naszych rodziców, dziadków, pradziadków itd. Granice tego, co możemy uczynić tu i teraz z sobą i własnym życiem są więc wyznaczone nie tylko przez wolności innych ludzi, którzy żyją w naszym społeczeństwie, ale i przez decyzje i działania naszych przodków, bo to oni zdecydowali o kształcie świata, w którym przyszło nam żyć. To jest nasza wolność w wymiarze społecznym oraz praktycznym – jest ona ograniczona przez szereg niezależnych od nas, ludzkich czynników. Niemniej, pojmiemy naszą wolność w sposób metafizyczny – tzn. oderwiemy pojęcie ludzkiej wolności od aktualnej diagnozy tego, co leży w granicach naszych praktycznych możliwości (która zawsze zawiera elementy arbitralne czy wręcz ewidentnie fałszywe), wówczas wiele spośród tych praktycznych czy społecznych ograniczeń przestaje istnieć. Jedynymi czynnikami, które wówczas będą ograniczać naszą wolność będą nasza czaso/przestrzenna skończona natura oraz nasza wyobraźnia. Wówczas otwierają się przed nami rozmaite perspektywy gruntownej przemiany lub odnowienia naszego życia / przywrócenia naszej relacji z Wiekuistym:

Wtedy przypomnę sobie moje przymierze z Jakubem, przymierze z Izaakiem i przymierze z Abrahamem. Przypomnę sobie o tym i przypomnę o kraju. (Kpł 26:42)

Bóg odnawia swoje z nami przymierze przez wzgląd na spraLeviticus 26:39-41szą zostać spełnione zasadnicze dwa warunki: po pierwsze, musimy być zdolni do oderwania naszego umysłu od tego co jest tu i teraz, i do poddania w wątpliwość naszych diagnoz tego, co leży w granicach możliwości. Po drugie: musimy dokonać gruntownego rachunku zasług i przewinień naszych przodków i nas samych. Pamięć o tym wszystkim musi być trwała – musi z nami na zawsze pozostać. Im głębiej w nas to wszystko utkwi, tym lepiej dla nas. Im bliżsi duchowo są nam nasi przodkowie, tym lepiej dla nas. W naszej religii chodzi w zasadzie o nich przede wszystkim: o przybliżenie ich do nas, o stałe utrwalanie silnej, międzypokoleniowej więzi. Gdy owa głęboka więź istnieje, wówczas wszystko, co było udziałem naszych przodków – zarówno dobre i złe – będzie dla nas błogosławieństwem.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szirat ha-Jam – Pesach

Szirat ha-Jam

Pesach Pieśń morza

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parsza Tory Wajikra

Parsza Tory „Wajikra”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parsza Tory „Ki Tisa”

Parsza Tory „Ki Tisa”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Beszalach

Zamiłowanie do wolności rodzi się z trudności życiowych

Refleksja nad paraszą Beszalach

Menachem Mirski

Trudne realia tworzą silnych ludzi. Jeśli są oni wystarczająco mądrzy i sprawiedliwi, budują lepszą rzeczywistość dla swoich dzieci. Wraz z upływem czasu i rozwojem nowe pokolenia nie muszą mierzyć się z trudną rzeczywistością, z jaką mierzyli się ich dziadkowie. Życie ogólnie staje się łatwiejsze i bardziej przyjemne. Z czasem łatwe i przyjemne życie kształtuje często ludzi, którzy są mniej silni albo po prostu słabi – w końcu nie przeżyli trudnych czasów. Bywają oni często narcystyczni, roszczeniowi i często wierzą, że każdy, nawet mały dyskomfort jest opresją i zagrożeniem dla ich wolności. W istocie właśnie ci ludzie są pierwszymi, którzy popadają w niewolę, bo wolą raczej wyrzec się wolności niż zmierzyć się z ciężką rzeczywistością, w której mogliby liczyć tylko na siebie.

W czytanej w tym tygodniu paraszy Izraelici po wyruszeniu z Egiptu muszą stoczyć dwie walki: pierwszą toczą z Egipcjanami, a drugą z Amalekitami. Jednak w rzeczywistości Izraelici nie toczą osobiście tej pierwszej walki – Bóg walczy za nich, dokonuje cudów i pokonuje Egipcjan, topiąc ich rydwany w Morzu Trzcin. Jest kilka wyjaśnień rabinicznych tłumaczących, dlaczego tak się stało. Ibn Ezra zwraca uwagę, że Izraelici z pokolenia, które opuściło Egipt, pomimo iż byli uzbrojeni, nie nadawali się do walki ze swoimi panami:

Zostali wyćwiczeni od młodości do noszenia egipskiego jarzma i cierpieli na poczucie niższości. Jak zatem mogliby walczyć ze swoimi panami? Byli leniwi i niewyszkoleni w sztuce wojennej.

Inne wyjaśnienie, zaproponowane przez Chasama Sofera, głosi, że byłoby nieetyczne, aby dzieci Izraela same zabijały Egipcjan. Tora uczy nas tutaj zasad poprawnego zachowania. Izraelici nie walczyli z Egipcjanami twarzą w twarz ze względu na schronienie, jakie znajdowali w Egipcie przez setki lat, przez jakie zamieszkiwali na tej ziemi. Egipt był, jaki był, ale inne miejsca mogłyby być gorsze. Inna płynąca z tego lekcja zdaniem Chasama Sofera jest taka, że nie powinniśmy szermować mieczem zemsty, kiedy przebywamy na ziemi, która nie jest nasza.

Izrael toczy też inną bitwę – tym razem z Amalekitami. Tutaj sytuacja jest inna. Izraelici, prowadzeni przez Jozuego, walczą z wrogiem twarzą w twarz, a Wiekuisty tylko ich wspiera:

Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim; Aaron zaś i Chur podpierali jego ręce, jeden z tej, drugi z tamtej strony. I tak ręce jego były stale podniesione aż do zachodu słońca. Tak pobił Jozue Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. (Wj 17, 10-13)

Jeden z powodów, dla których Izrael musiał samodzielnie stoczyć tę walkę, był taki, że Izraelici już po raz czwarty szemrali przeciwko Mojżeszowi i wątpili w Bożą ochronę. Dosłownie w minucie, w której mówią: „Czy jest Pan pośród nas, czy nie?” (Wj 17, 7), nadchodzi Amalek i zaczyna ich atakować. Jest to forma kary. Ale ta kara ma w zamyśle przynieść błogosławieństwo. Od teraz Izraelici muszą stać się samodzielni i sami toczyć swoje wojny, otrzymując od Boga jedynie wsparcie. Jest to początek ich przemiany ze słabego ludu z mentalnością niewolników w naród, który jest silny, zdolny do samoobrony, samorządności i niezależności.

Wszystko, czego doświadczają Izraelici na pustyni, ma właśnie taki cel. Trudne realia, z jakimi mierzą się od teraz Izraelici, służą fizycznemu i duchowemu oczyszczeniu. Izraelici muszą pozbyć się swoich słabości i swojej mentalności niewolników i ofiar. To właśnie ta mentalność sprawia, że obwiniają Mojżesza i Aharona za każde nieszczęście, jakie przydarza im się na pustyni. Oczekiwali, że Mojżesz będzie taką samą postacią, za jaką uważali faraona: wszechmocnym tyranem, który, kosztem ich wolności, będzie zapewniał im środki do życia. Właśnie dlatego ilekroć Mojżesz ich rozczarował, chcieli natychmiast wrócić do Egiptu. Ale Mojżesz nie był niczym faraon; wprost przeciwnie: nie był tyranem, lecz dał im wolność. Nie zaspokajał ciągle ich potrzeb; w istocie wystawiał ich na bardzo trudną rzeczywistość. Ale jednocześnie otwierał dla nich możliwości, tak żeby mogli, za sprawą swoich własnych wysiłków, sami zaspokoić własne potrzeby. Oto, jak Rambam podsumowuje doświadczenia Izraelitów na pustyni:

Bóg mądrze prowadził ich po pustyni, aż nie nauczyli się odwagi. Jak wiadomo, surowe życie na pustyni, bez ludzkich wygód i udogodnień, takich jak kąpiel i tym podobne, czynią człowieka odważnym, natomiast pełna luksusów egzystencja sprzyja tchórzostwu. Tam, na pustyni, narodziło się pokolenie nienawykłe do poniżenia i niewoli.

Wedle Rambama duch walki i zamiłowanie do wolności wykształcają się na drodze znoju i trudu, z braku przyjemności i wygód życiowych. Właśnie dlatego Bóg poprowadził swój lud przez pustynię, zanim zaprowadził ich do Ziemi [Izraela].

To właśnie trudne warunki i przezwyciężanie wyzwań są źródłem wielkiej radości w życiu ludzkim. Uczucie zadowolenia, jakie pojawia się dzięki tym działaniom, pozostaje z nami na zawsze, kształtuje nasz sposób myślenia i nasze poglądy.

Groźba popadnięcia w niewolę nigdy nie zanika. Na świecie jest wystarczająco dużo tyranów i potencjalnych tyranów. Bądźmy uważni, oni zawsze składają nam wspaniałe obietnice i gwarantują, że nam pomogą i zaspokoją nasze podstawowe potrzeby. To jest ich znak rozpoznawczy i często odnoszą w tym zakresie sukces. Nasza wolność pochodzi z zaspokajania naszych własnych potrzeb, z mozolnego uprawiania ziemi na własny użytek i niebrania niczego od innych.

Jedyne, czego takie osoby od nas chcą, to nasza wolność. Ale my nigdy jej nie oddamy – tak długo, jak będziemy o siebie dbać, dopóki będziemy silni, zdolni do samoobrony, samorządności i niezależności. Dopóki będziemy tak czynić, zawsze będziemy wolni.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szabat szalom

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Refleksja nad paraszą Bo

Menachem Mirski

Zawsze uderzał mnie fakt, że u swych podstaw judaizm jest nauką dyscypliny, lekcją uczącą nas, jak przeżyć nasze życie. Tora obfituje w lekcje życiowe wplecione w opowieści, praktyki, powtórzenia i retorykę. Być może najbardziej wymownym tego przykładem są praktyki związane z Pesach. W paraszy Bo Bóg przedstawia siedmiodniowy program, który wszyscy uznajemy i odtwarzamy od ponad 3500 lat:

Dzień ten będzie wam dniem pamiętnym i będziecie go obchodzili jako święto Pana; będziecie go obchodzili przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. Przez siedem dni jeść będziecie przaśniki. Już pierwszego dnia usuniecie kwas z domów waszych, bo każdy, kto od pierwszego do siódmego dnia jeść będzie to, co kwaszone, usunięty będzie z Izraela; pierwszego dnia i siódmego dnia będzie u was święte zgromadzenie, w tych dniach nie wolno wykonywać żadnej pracy. Tylko to, co każdy potrzebuje do jedzenia, wolno wam przygotować.  Przestrzegajcie Święta Przaśników, gdyż w tym właśnie dniu wyprowadziłem zastępy wasze z ziemi egipskiej. Przestrzegajcie tego święta przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. (Wj 12, 14-17)

Wedle tego, co zapisano w Biblii, wszystkie te regulacje zostały objawione Mojżeszowi i Aharonowi w Egipcie tuż przed wyjściem Izraelitów z tego kraju.   Wyobraź sobie dyscyplinę, jakiej wymagało odtwarzanie takich instrukcji w każdej rodzinie żydowskiej każdego roku przez ponad 3500 lat…; pomyśl o tym następnym razem, gdy będziesz uczestniczył w jakimś spotkaniu albo będziesz organizował posiłek składkowy. Oto prawdziwa dyscyplina!

Czyż nie jest to pomysłowe rozwiązanie? Po co opisano tak bardzo szczegółowo, co powinniśmy robić dzień po dniu, posiłek po posiłku i danie po daniu? Dlatego, że judaizm genialnie wykorzystuje narzędzia psychologii kognitywnej, aby zaszczepić nauki Tory i pamięć o niej. Pamięć kształtuje się i utrwala poprzez powtórzenie, poprzez wprowadzanie wiedzy w czyn i reprezentowanie jej w przedmiotach; a czym są obchody Pesach, jeśli nie przejawem wszystkich tych aspektów? Na przestrzeni 3500 lat, poprzez pogromy, wygnania, wykluczenia oraz Szoah wciąż udawało nam się zachować naszą religię przy życiu, po części dzięki temu, że judaizm nieodmiennie używa wszystkich tych praktycznych narzędzi kognitywnych, aby niemal „wdrukować” w nas te „wspólne” wspomnienia. Nie chodzi mi o wspólne wspomnienia w sensie jungowskim, ale raczej o fakt, że dzięki temu, iż odtwarzamy wciąż na nowo wydarzenia z naszej historii, tak jak to zostało wyszczególnione w Torze, w końcu wspomnienie to staje się czymś wspólnym dla nas wszystkich i wiemy, że nasi przodkowie i praprzodkowie również czynili to samo.

Religia jest wspólnotową pamięcią naszego narodu, która żyje dalej w naszych rytuałach. Nasze rytuały konsekwentnie obejmują czytanie i studiowanie naszych świętych ksiąg, co pozwala na zachowanie naszej wspólnotowej pamięci i sprawia, że angażujemy się coraz to głębiej w nasze rytuały, coraz bardziej zagłębiając się w studiowanie. Piękno judaizmu polega na tym, że mamy do dyspozycji tak obszerną literaturę, że studiowanie jej nie ma końca. Nasza literatura zawiera refleksje natury moralnej, filozoficznej i egzystencjalnej, jak również poezję i przepełnione wielką mądrością opowieści. Nieustanne studiowanie i wdrażanie w życie tego, o czym się uczymy, stanowi istotę bycia pobożnym Żydem – pobożny Żyd to ktoś, kto nigdy nie przestaje studiować i praktykować. Im więcej studiujemy, tym bardziej zniuansowana staje się nasza wiedza. Im bardziej praktykujemy rytuały, tym bardziej nasza wiedza staje się zintegrowana z naszym życiem. Na tym polega wyjątkowość naszej tradycji oraz jej piękno.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka