Co symbolizuje Przybytek Zgromadzenia?

Co symbolizuje Przybytek Zgromadzenia?

Mati Kirschenbaum

 

Adonaj to Król, drżyjcie narody. Siedzi na cherubach, zadrżyj ziemio. (Ps 99, 1)

Słowa te wypowiadamy co tydzień w trakcie Kabbalat Szabat. Odwołują się one do wizji Wiekuistego siedzącego na cherubach w Przybytku Zgromadzenia, którego budowę opisuje czytana przez nas w tym tygodniu parsza Truma. Parsza ta opisuje instrukcje dotyczące budowy Przybytku Zgromadzenia, które Mojżesz otrzymał od Wiekuistego. Mojżesz przekazuje te instrukcje Izraelitom, nakazując wszystkim, których skłania do tego serce, złożenie daniny na rzecz budowy Przybytku. Jego ukończenie ma umożliwić Wiekuistemu zamieszkanie WŚRÓD Izraelitów. To sformułowanie sugeruje, że, w odróżnieniu od bliskowschodnich bóstw, których świątynie były postrzegane jako ich domostwa, Wiekuisty nie miał mieszkać w Przybytku. Przybytek miał być tylko jego symbolicznym domostwem. Instrukcje dotyczące budowy tego domostwa są jednak bardzo dokładne. Możemy zadać sobie pytanie, dlaczego budowla o czysto symbolicznym znaczeniu opisana jest w tak szczegółowy sposób.

Pytanie to zajmowało naszych uczonych już w starożytności. Józef Flawiusz, żydowski historyk żyjący w pierwszym wieku naszej ery, twierdził, że Przybytek symbolizuje nasz świat. Dwie części Przybytku dostępne kapłanom, Dziedziniec i Święte Miejsce, miały symbolizować niebo i ziemię, Święte Świętych miało zaś symbolizować niedostępne dla ludzi miejsce przebywania Boga. Dwanaście bochenków chleba miało symbolizować dwanaście miesięcy w roku. Cztery rodzaje materiałów, z których wykonane były zasłony Przybytku miały symbolizować cztery żywioły.

Z kolei Szemot Raba, zbiór midraszy na temat Księgi Wyjścia, interpretuje Przybytek jako ziemskie unaocznienie stwórczej siły Wiekuistego. W tej interpretacji zasłony w Przybytku symbolizują niebo, które, według Psalmu 104, 2, zostało rozpostarte przez Wiekuistego. Podział między Świętym Świętych a Miejscem Świętym miał symbolizować podział wód poprzez stworzenie sklepienia niebieskiego, opisany w Księdze Rodzaju 1, 6. Światła w Przybytku miały przypominać o pochodzeniu wszelkiego Światła od Wiekuistego.

Opisane powyżej interpretacje budowy Przybytku wyjaśniają szczegółowość instrukcji na różne sposoby. Ich cechą wspólną jest przekonanie, że Przybytek reprezentuje wielowymiarowość świata stworzonego przez Wiekuistego. Model ten pokazuje nam, że nie jesteśmy w stanie w tym świecie przeniknąć wszystkich aspektów rzeczywistości. Jesteśmy jednak w stanie wiele się nauczyć, próbując ją przedstawić korzystając z dostępnych nam środków. Co więcej, sam proces budowy takiego modelu zbliża nas do Wiekuistego.

W dzisiejszych czasach wznoszenie Przybytku dla Wiekuistego nie wiąże się z wznoszeniem imponujących budowli. Przybytek ten wznosimy obecnie przez dobre uczynki. Każdy akt pomocy bliźnim, każdy przejaw naszego zaangażowania społecznego przyczynia się do wzniesienia tu i teraz Przybytku, w którym wśród nas zamieszka Wiekuisty. Niech ta chwila nadejdzie za naszych dni. Ken jehi racon bimhera bejamejnu.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju? Refleksja nad paraszą Miszpatim

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju?

Refleksja nad paraszą Miszpatim

Porcja Tory na ten tydzień zaczyna się od XXI rozdziału Księgi Wyjścia, czyli od rozdziału, który następuje zaraz po tym, który zawiera Dekalog. Cztery rozdziały naszej paraszy zawierają szereg przepisów o charakterze moralnym, rytualnym, jak również z dziedziny prawa rodzinnego, cywilnego oraz karnego. Jakkolwiek w Torze nie ma nic mniej lub bardziej ważnego, ponieważ jako całość stanowi ona system boskiego prawa, to jednak w toku dziejów pewne jej prawa, przynajmniej w swoim dosłownym rozumieniu, wydają się być bardziej „aktualne” aniżeli inne. W mojej opinii, zresztą nie tylko w mojej, na szczególną uwagę zasługują następujące wersety:

Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę, zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

(Szemot/Exodus 22:20-23)

Chociaż niektórym może się wydawać, ze Tora w swoich przepisach jest bardzo szczegółowa, jest to dość powierzchowne wyobrażenie. Biorąc pod uwagę jej totalność, bardzo często okazuje się, że prawa Tory są dość ogólne i wymagają dookreślenia. Tym też od wieków zajmują się rabini, „rozpakowując”, używając języka informatyki, „skompresjowane treści”, które ona w sobie zawiera. Także prawo dotyczące cudzoziemców, wdów oraz sierot wymaga dookreślenia. Rozważając powyższe wersety warto więc sięgnąć do choćby dwóch spośród najznamienitszych komentatorów. Raszi przykładowo stwierdza, iż powyższe prawo w rzeczywistości dotyczy każdego człowieka; niemniej jednak Tora specjalnie akcentuje ludzi spośród tych trzech grup z uwagi na ich, niekorzystne względem innych obywateli, położenie – ich podatność na zranienie oraz bezsilność wobec świata. Taki sam pogląd wyraża Ibn Ezra, dodając jednakże, iż cudzoziemiec musi odrzucić bałwochwalstwo, ażeby zasłużyć sobie na „równe traktowanie”. Mówiąc językiem współczesnym – cudzoziemiec musi wpierw zaakceptować normy społeczeństwa, w którym zdecydował się żyć.

Powyższa zasada „współczucia” wobec słabych to nie tylko zasada etyczna, ale i socjologiczna. Wiemy dobrze, jakiego rodzaju ludzie mogą – choć nie muszą – wyrosnąć z gnębionych sierot. Bo chociaż cierpienia i frustracje u ludzi dorosłych mogą być, i często są, przez nich przekute na działania dobre i pozytywne, to jednak bolesne i pełne frustracji dzieciństwo trudno uznać za coś pozytywnego. Tego rodzaju doświadczenia zwiększają głównie prawdopodobieństwo postaw aspołecznych w dorosłym życiu, takich jak kierowanie się resentymentem, chęcią zemsty czy bycie po prostu przestępcą. Tak więc pomoc słabszym może być motywowana już choćby długofalowym, własnym interesem społeczeństwa, swojego rodzaju „grupowym egoizmem” wspólnoty. Kara, którą Bóg przepowiada w wersecie 23:

Zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

jest w gruncie rzeczy opisem realnych, długofalowych procesów zachodzących w zbiorowościach ludzkich: niesprawiedliwość jest dziedziczona i prowadzi do rozpadu społeczeństwa, rozkładu jego więzi, a w konsekwencji do całkowitego upadku społeczności, która ostatecznie będzie składać się wyłącznie z wdów, sierot i przestępców, a więc ze jednostek słabych oraz z tyranów. Czy tego rodzaju społeczeństwo jest w stanie obronić się przed jakimkolwiek zagrożeniem z zewnątrz, czy to ludzkim czy po prostu naturalnym?

Chociaż powyższe przykazania mają charakter negatywny, wyrażany w słowach „nie krzywdź”, to jednak niekiedy przydawany jest im, co jest oczywiście spójne z innymi przykazaniami Tory, pozytywny charakter, który można wyrazić w słowach „wesprzyj”, „pomóż” itd. I tutaj sprawy się komplikują. Nigdy nie miałem wątpliwości, iż nie tylko dobrowolna, ale i instytucjonalna pomoc słabszym jest niezwykle ważna we współczesnych społeczeństwach na świecie. Ale, niestety, sprawa nie jest taka prosta i pojawiają się tu pewne niebezpieczeństwa.

Po pierwsze nie każda pomoc stanowi pomoc. Zanim zdecydujemy się pomagać słabszym upewnijmy się, że nasza pomoc nie skończy się jedynie na zaspokajaniu ich doraźnych potrzeb. Tego rodzaju pomoc wobec osoby nieprzystosowanej społecznie (wracamy do słów Ibn Ezry), błąkającej się po tym świecie bez celu i sensu, lub nie zamierzającej wziąć za nic odpowiedzialności, chociażby za samą siebie – jest często demoralizująca.

Po drugie, co bardzo istotne, los i pozycja słabszych jest często wykorzystywana politycznie w niecnych celach, o czym ludzie/obywatele dowiadują się często po fakcie, gdy już ewidentnym jest, że wcale nie chodziło o pomoc słabszym, lecz o własne przywileje, władzę i realizację własnych, ideologicznych wizji. I tutaj zaczyna otwierać się piekło czarno-białych i przesyconych resentymentem wizji świata. Jedną z nich jest generalnie nadużywany, sztywny podział na „opresjonowanych i opresjonujących”, „skrzywdzonych i krzywdzących” itd. Tego rodzaju koncepcje nie budują porozumienia między ludźmi i choć może dodają one otuchy ludziom i grupom będącym w gorszym położeniu, to w dalszej perspektywie wcale nie przyczyniają się do pokoju i naprawy relacji między ludźmi w danym społeczeństwie. W skrajnych przypadkach to – tu nazwę rzecz po imieniu – marksistowskie z gruntu interpretowanie zjawisk społecznych, nosi wręcz znamiona podżegania do zbrodni. Owo napuszczanie „skrzywdzonych” przeciw „tym, którzy się obłowili kosztem wszystkich innych” wydało swój potworny owoc niedawno w Gdańsku, podczas ostatniego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzkie losy są nazbyt złożone, by móc sprowadzić je do dwóch kategorii. Wśród skrzywdzonych są zapewne autentycznie skrzywdzeni i uciskani. Ale samo poczucie krzywdy u człowieka nie oznacza, że był on w rzeczywistości skrzywdzony przez innych. Są wśród pokrzywdzonych także tacy, którzy sami sobie na swój los zapracowali. Dlatego w tej materii nadmierne uogólnienia, jak budowanie całych obozów i grup skrzywdzonych, jest bardzo niebezpieczne.

Konkludując, nie tylko nie czyńmy życia słabszych trudniejszym, ale starajmy się, wedle własnych możliwości, uczynić je łatwiejszym, zwłaszcza jeśli sami nic na tym tracimy. Miejmy też ograniczone zaufanie do instytucji publicznych rzekomo nas z tego „wyręczających”. A najbardziej uważajmy na polityków, jakiejkolwiek przynależności, którzy na sztandarach mają „pomoc słabszym”, bowiem nader często nie działają tak naprawdę w ich interesie, lecz jedynie w interesie własnej, wąsko pojętej grupy.

Menachem Mirski

Szabat szalom!

Dobry przykład wskazuje drogę

Dobry przykład wskazuje drogę

 

Mati Kirschenbaum

W pierwszych słowach czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Jitro dowiadujemy się, że wieść o wyjściu Izraelitów z Egiptu i ich zwycięstwie nad Amalekiem dotarła do Jitro, teścia Mojżesza. Słysząc tak dobre wieści, Jitro stwierdza, że jego córce Ciporze, żonie Mojżesza, oraz jej dwóm synom nie będzie grozić niebezpieczeństwo, jeśli dołączą oni do prowadzonych przez ich ojca i męża Izraelitów. Jitro udaje się zatem w podróż do góry Synaj, pod którą obozuje właśnie Mojżesz. Spotkanie z rodziną po długiej rozłące jest dla Mojżesza źródłem wielkiej radości. Nie ma on jednak czasu specjalnie się tym cieszyć, jest on w stanie poświęcić swoim najbliższym zaledwie jeden wieczór. Już następnego dnia musi  wracać do pracy. Jej charakter nasza parsza opisuje w następujący sposób:

Nazajutrz zasiadł Mojżesz, aby sądzić lud. I stał tłum przed Mojżeszem od rana do wieczora.

(Wyj. 18, 13)

Jitro, mający wieloletnie doświadczenie w przewodzeniu Midianitami, nie pochwala tego sposobu sprawowania przez Mojżesza przywództwa. Dlatego udziela on Mojżeszowi następującej rady:

Nie jest dobre to, co czynisz. Zamęczysz siebie i lud, który przy tobie stoi, gdyż taka praca jest dla ciebie za ciężka, i sam jej nie możesz podołać. Teraz posłuchaj rady, jaką ci daję, a Bóg niechaj będzie z tobą: Sam bądź przedstawicielem swego ludu przed Bogiem i przedstawiaj Bogu jego sprawy. Pouczaj lud dokładnie o przepisach i prawach, i pouczaj go o drodze, jaką winien chodzić, i o uczynkach, jakie winien spełniać. A wyszukaj sobie z całego ludu dzielnych, bojących się Boga i nieprzekupnych mężów, którzy się brzydzą niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów ich przełożonymi już to nad tysiącem, już to nad setką, już to nad pięćdziesiątką i nad dziesiątką, aby mogli sądzić lud w każdym czasie. Ważniejsze sprawy winni ci przedkładać, sprawy jednak mniejszej wagi sami winni załatwiać. Odciążysz się w ten sposób, gdyż z tobą poniosą ciężar. (Wyj. 18, 17-22)

Zgodnie z radą Jitro Mojżesz mianuje wśród Izraelitów kierowników odpowiedzialnych za rozstrzyganie spraw mniejszej rangi; sam odpowiedzialny jest za kontakt z Wiekuistym i ze starszyzną Izraela. Uwolniony od balastu zajmowania się najdrobniejszymi problemami Izraelitów, Mojżesz może następnie wspiąć się na górę Synaj, aby tam, podczas spotkania z Bogiem, otrzymać Torę. Można powiedzieć, że porady Jitro stanowią fundament, bez którego Mojżesz nie potrafiłby zbudować systemu społecznego wcielającego w życie wartości objawione mu na górze Synaj. Potraficie sobie wyobrazić społeczeństwo, w którym jedna osoba jest odpowiedzialna zarówno za nauczenie społeczeństwa jak postępować, jak i za przestrzeganie prawa? Nie sądzę, aby takie społeczeństwo mogło sprawnie funkcjonować. Parsza Jitro uczy nas, że charyzmatyczni przywódcy nie są w stanie udźwignąć ciężaru zarządzania wielkimi projektami społecznymi bez struktur organizacyjnych umożliwiających im realizację skomplikowanych celów. To właśnie te struktury pozwalają następnym pokoleniom działać zgodnie z duchem wartości ich poprzedników.

Myślę, że wielu z nas wciąż nie może dojść do siebie po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zastanawiamy się, co możemy zrobić, by pamięć o nim nie została zapomniana. Boimy się, że jego śmierć jest oznaką przemiany Polski w podzielony, pełen nienawiści kraj, w którym otwartość na innych narażona jest na nienawiść i przemoc.

Parsza Jitro uczy nas, że możemy przeciwdziałać takim tendencjom. Możemy kontynuować dziedzictwo Pawła Adamowicza poprzez kontynuację jego dzieła, poprzez włączenie się w działania realizujące jego ideały. Tak jak on możemy wymagać od naszych samorządów wprowadzenia programów wspierających integrację imigrantów. Tak jak Paweł Adamowicz możemy wspierać prawa osób LGBT. Tak jak Paweł Adamowicz możemy publicznie deklarować, że patriotyzm lokalny i duma z bycia Europejczykiem wzmacniają nasze przywiązanie do Polski, a nie je osłabiają. Zachowując się w ten sposób, wzmocnimy te struktury w naszym społeczeństwie, które realizują ideały Pawła Adamowicza.

Jitro, teściowi Mojżesza, nie dane jest uczestniczyć w nadaniu Tory na Synaju. Wraca on do swojego kraju, zanim do niego dochodzi. Jego zasługi dla ludu Izraela nie zostają jednak zapomniane, parsza zawierająca opis zawarcia przymierza Boga z Izraelem nosi jego imię. Paweł Adamowicz nie doczekał Polski realizującej w pełni bliskie mu ideały. W ten Szabat zachęcam Was do zastanowienia się, co możecie zrobić, aby wizja Polski, w którą wierzył Paweł Adamowicz, stała się rzeczywistością ku jego pamięci. Zichrono liwracha — niech jego pamięć stanie się dla nas błogosławieństwem.

Mati Kirschenbaum

בְּשַׁלַּח

בְּשַׁלַּח

Beszalach

Beszalach, w tłumaczeniu z języka hebrajskiego oznacza „gdy uwolnił”. Co oznacza wolność? Czy oznacza ona wyłącznie dowolność wyboru? Emanuel Levinas (w eseju Trudna Wolność) odpowiada, że takie pojmowanie wolności, jako pełnej swobody wyboru nie jest zwykłym zuchwalstwem. Taka wolność to według niego wolność człowieka, który „nie zaznał jeszcze odczucia solidarności ludzkiej i który myśli (jak wielu współczesnych), że każdy istnieje dla siebie i że wszystko jest dozwolone.”. Kluczowe jest tu słowo „jeszcze”, które wskazuje, że tak pojmowana wolność to forma prymitywna, podstawowa, to początek drogi, którą każdy zaczyna sam, na początku każdej drogi jest zawsze „ja”, ego.

Ta droga potoczyć się może różnie, o czym przekonaliśmy się wszyscy w zeszłą niedzielę. Człowiek, który dopiero co opuścił więzienie dokonał publicznie mordu politycznego na Prezydencie Gdańska. Paweł Adamowicz, zamordowany, i jego morderca – byli na scenie równi w swojej wolności, ale jakże różni w tym co z tą wolnością zrobili. Paweł Adamowicz był niewątpliwie osobą, która nie tylko zaznała solidarności, ale swoim wsparciem dla innych także tą solidarność okazywała. Widział drugiego człowieka, jego potrzeby, jego ludzkość, sens współpracy i wzajemnego wsparcia. Jako Żydzi powinniśmy na zawsze zapamiętać wsparcie, które Adamowicz okazał gdańskiej społeczności żydowskiej po ataku na Synagogę. Z kolei dopiero co wyzwolony morderca uczepił się swojego ego tak mocno, że ten moralny wektor zawrócił go bardzo szybko w kierunku niewoli. Na początku jego drogi wolności.

Dzisiejsza parasza zaczyna się także na początku tej drogi, opowiada następnie o zakrętach, wybojach i przeszkodach, które na niej napotkamy. Moment, w którym B-g uwolnił Izrael z niewoli egipskiej w sposób oczywisty jest momentem przełomowym dla Tory, judaizmu, może być interpretowany jako początek Izraela jako narodu. Izrael nie jest jeszcze związany przymierzem Tory, przez co w tym momencie jest narodem podobnym do wszystkich narodów, które uzyskały w swojej historii możliwość samostanowienia. W porządku rzeczy stworzonych przez B-ga wielkim szczęściem jest znaleźć się w tej sytuacji. Jako Polacy, pamiętając czasy zaborów i komunizmu powinniśmy to doskonale rozumieć. Izrael z powodu tego szczęścia śpiewa w parszy Baszalach Szirat HaJam (הים שירת), pieśń morza. Kiedy Izrael przechodzi dzięki Wiekuistemu Morze Czerwone, B-g zatapia jego prześladowców, wojska Faraona, dyktatora myślącego o sobie jak o bogu.

Drogę Izraela przez Morze Czerwone symbolizuje flaga dzisiejszego państwa Izrael. To droga do wolności, niełatwa, już na jej początku Izrael napotkał przeciwności i wielu ludzi zawróciło ku własnej zgubie. Najpierw zmierzyli się z brakiem wody w Mara, z pomocą przyszedł Najwyższy uzdatniając wodę i stając się odtąd lekrzem Izraela. Co ciekawe, tą samą drogą idzie dzisiejsze państwo Izrael, odzyskując 80% zasobów wody, które zużywa. Również w Polsce jako wolni ludzie powinniśmy się najpierw troszczyć o czystość naszego środowiska, nie tylko wody, ale także powietrza.

Z Mara Mojżesz poprowadził Izrael do Elim, oazy gdzie było dwanaście źródeł wody dla dwunastu plemion Izraela i rosło siedemdziesiąt palm, tak jak siedemdziesiąt sprawiedliwych narodów ma zostać uzdrowione razem z Izraelem w olam haba (przyszłym świecie).

Miesiąc po wyjściu z Egiptu Adonai wyprowadził Izrael na pustynię, gdzie skończyła się im maca wyniesiona z Egiptu, a ludzie znowu zaczęli narzekać. Odwołując się znowu do naszej rzeczywistości przypomnę, że w Polsce po obaleniu komunizmu także ludzie szybko poczuli sentyment do czasów wygodnej, przewidywalnej, stabilnej niewoli. Wiekuisty znów ratował Izrael dając mannę każdego dnia rano, oprócz Szabatu, tak by Izrael nie musiał siódmego dnia pracować. Midrasz mówi, że Datan i Abiram pomimo to postarali się przekonać ludzi, że Mojżesz kłamie i postanowili rano w Szabat rozsypać na ziemi zebraną wcześniej mane. Manę zjadły jednak natychmiast ptaki. Przypomina to naszą rzeczywistość, w której oczernia się postaci jak Lech Wałęsa, Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, osoby które dały ludziom wolność. Ludzie tęskniący za czerwoną niewolą robią to dostarczając fałszywe, często sfabrykowane „dowody”. Bo jak mówi inny midrasz – mana nie miała smaku – dla sprawiedliwych miała smak niebiański, dla niewierzących miała smak nijaki. Widzimy rzeczy takimi jakimi jesteśmy my i tak też widzimy wolność – dla jednych jest piękna, jest szczęściem, dla innych jest zupełnie obojętna.

W dalszej drodze Izrael dociera do Massa i Meriba, czyli miejsca próby i sporu. Niedowiarkowie, ludzie tęskniący za Egiptem planują tu już nawet zamach na Mojżesza, znowu przypomina nam to o tragedii, która spotkała Pawła Adamowicza, który także był nienawidzonym liderem wolności. Wiekuisty ponownie wybawia Izrael każąc Mojżeszowi uderzyć laską w skałę, po czym wypływa z niej woda. W ten sposób Mojżesz ratuje swoje życie przed wrogami z własnej krwi. W tym samym miejscu jednak, w Refidim, Izrael zostaje napadnięty przez Amaleka i jego koczownicze plemie ludzi także wolnych, ale podążających w swojej wolności za własnymi egoizmami grabiąc, gwałcąc i mordując.

W tym miejscu w rolę dowódcy armii Izraela wchodzi Jozue, Jehoszua. Walkę wspiera ze wzgórza Mojżesz, kiedy trzyma ręce uniesione ku niebu Izrael wygrywa, gdy ręcę mu opadają ze zmęczenia przewagę zaczyna zdobywać Amalek, podtrzymują go więc Aharon i Chur. W pozycji wolności, gdy pokonamy własną słabość, własne namiętności, własny egoizm w końcu spotykamy nasze przeznaczenie – zmierzymy się ze złem, ludźmi pchającymi innych w nieszczęście, w niewolę. Scena bitwy pod Refidim pokazuje, że musimy te walkę podjąć i że dla zwycięstwa konieczna jest współpraca elementu siły fizycznej armii Jozuego i elementu siły moralnej, intelektualnej wyrażanej w paraszy przez Mojżesza. Niezbędna jest solidarność.

Traktat Sota (42b) mówi, że Filistyni przyszli kilkanaście pokoleń później na bitwe z Izraelem. Przyprowadzili męża zwanego Goliatem. Rabbi Johanan zadał pytanie o znaczenie tego imienia, okazuje się, że oznacza ono „stanąć z otwartą twarzą”, co oznaczać może albo brak hełmu albo bezczelność zachowania. Czy bezczelność ludzi nienawiści, którzy cieszyli się z zamachu na Adamowicza czy próbowali zmienić znaczenie tego zdarzenia jest dziś znowu potężnym orężem wrogów wolności? Czy zdołamy jak Dawid pokonać to oręże sprytem, jak Jozue siłą fizyczną i jak Mojżesz siłą moralną?

Rabi Lewi Icchak z Berdyczowa opowiada nam kto to jest Cadyk, Sprawiedliwy, wskazując, że to ten, który cały czas modli się do B-ga, prosząc o dobroć. Kiedy sprawiedliwy sprowadza dobro dzięki słowom modlitwy i swojemu oddaniu, staje się jakby sam sprawcą tego zwycięstwa, tak jak Dawid, Jozue i Mojżesz – wykonawcą woli HaSzem.

Są wśród nas ludzie religijni i mniej religijni. Nie ma to jednak znaczenia wobec wagi przykazania walki z Amalekiem, ze złem, które odczuć może każdy. Jak pisze Levinas „Aby móc zasłużyć na mesjańską erę, należy przyjąć, że etyka ma sens nawet bez obietnic Mesjasza.” (Etyka i Nieskończony). Dla zachowania wolności każde pokolenie musi podjąć walkę o jej utrzymanie i znaleźć kręgosłup moralny, który mu to umożliwi. Jest to przykazanie każdorazowej teraźniejszości. Również haftara do paraszy, szczególnie podkreśla wagę walki i pracy w teraźniejszości. Nie tylko w oczekiwaniu na Mesjasza i przyszłego świata, a w imie zwycięstwa wolności tu i teraz. Haftara osadzona jest w czasie sędziowania Debory, która była nazywana prorokinią, mimo, że nie prorokowała o przyszłości. Według rabinów bowiem, ten kto angażuje się na rzecz poprawiania błędów teraźniejszości, niesprawiedliwości dziejącej się aktualnie, w efekcie nadaje ton przyszłości.

W dobie konsumpcjonizmu otaczają nas ludzie skoncentrowani na swoich potrzebach, ambicjach na swoim ja. Czy droga, którą prowadzą nas stronnictwa egoistów może nas doprowadzić gdziekolwiek indziej niż do niewoli? Incele zapatrzeni w męskie instynkty. Feministki zamknięte w kobiecych grupach przed światem. Ludzie sukcesu okresu transformacji zakochani w sobie i własnym sukcesie i ludzie, którzy nie sprostali transformacji, własnej wolności, kapitalizmowi. Wszyscy nienawidzą innych i winią innych za własne niepowodzenia, własne decyzje podjęte w własnej wolności, tak jak na pustyni ludzie słabej wiary nienawidzili Mojżesza, mimo, że sami zdecydowali pójść za nim. Walcząc z Amalekiem w naszym pokoleniu musimy nie tylko stać razem. Każdy musi zrobić krok w przeciwnym kierunku niż wyznacza mu jego prywatny egoizm czy egoizm grupy, bańki społeczno-informacyjnej, w której jest mu wygodnie. Stojąc razem, umocnieni moralnie i siłą grupy odeprzemy w naszym pokoleniu Amaleka, niezależnie czy zjawi się z kłamstwem, oszczerstwem czy z nożem.

Maks Wudecki

Chaos i nienawiść – nasz zewnętrzny i wewnętrzny wróg

Chaos i nienawiść – nasz zewnętrzny i wewnętrzny wróg.

Refleksja nad paraszą Beszalach.

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień zawiera historie znane i szeroko rozpowszechnione w całej kulturze Zachodu. Opowiada nam o faraonie ścigającym Izraelitów, chcącym zmusić ich do powrotu do Egiptu; o rozdzieleniu Morza Trzcin (powszechnie uznawanego za Morze Czerwone). Izraelici doświadczają też pierwszego głodu oraz pragnienia na pustyni; Mojżesz, z pomocą swojej laski wydobywa wodę ze skały, jest też mowa o mannie spadającej z nieba, i tak dalej.

Ale dzisiaj skupimy się na historii opowiedzianej w ostatnich wersetach naszej porcji Tory. Opowiadają nam one historię Amaleka, który brutalnie zaatakował nasz lud w Refidim, lecz na szczęście został pokonany dzięki modlitwom Mojżesza i armii Jozuego. To jest jednak dopiero początek historii Amaleka i Amalekitów, i jest już o tym wzmianka w ostatnich wersetach naszej paraszy:

I rzekł Wiekuisty do Mojżesza: „Wpisz tę pamięć w księgę i włóż to w uszy Jehoszuy, iż z pewnością wygładzę pamięć o Amaleku spod nieba. I zbudował Mojżesz ołtarz i nazwał go: „Bóg chorągwią moją”. I rzekł: „Bowiem ręka wzniesiona nad tron Jah; wojna przeciw Wiekuistemu w Amaleku z pokolenia na pokolenie”. (Szemot/Exodus 17:14-16, tłum. z hebr. Menachem Mirski)

W Torze, podobnie jak w całej Biblii, Amalekici zajmują „wyjątkową” pozycję: są pośród wrogów Izraela, ale tylko ich wrogość będzie trwać wiecznie. Jest tak na mocy boskiego dekretu i zarazem tylko całkowite wyeliminowanie Amalekitów zaspokoiłoby gniew Boży. Konieczność ich całkowitego zniknięcia z powierzchni ziemi jest mocno podkreślona w Torze: aż trzy z 613 przykazań wymienianych przez Majmonidesa dotyczą Amaleka:

598 Deut. 25:17 – Pamiętaj co uczynił ci Amalek

599 Deut. 25:19 – Zgładź potomków Amaleka

600 Deut. 25:19 – Nie zapomnij o okrucieństwach Amaleka i jego zasadzce w naszej drodze z Egiptu na pustynię.

Co tak naprawdę uczynili Amalek i Amalekici Izraelitom? Rabini twierdzą, że Tora użyła tutaj dość eufemistycznego języka, aby to opisać. Talmud i Midrasz zawierają wiele szczegółów, na przykład, że Amalekici zgwałcili, wykastrowali i zamordowali żydowskich mężczyzn (Midrash Tanchuma 10, Rashi o Powtórzonego Prawa 25:17). To, delikatnie mówiąc, nie jest godny sposób w jaki można było potraktować ludzi, którzy właśnie przeżyli setki lat niewoli i błąkali się po wielkiej pustyni.

Jest jeszcze jedno pytanie. Księga Wyjścia 17:14 mówi, że sam Bóg wymaże pamięć o Amaleku, podczas gdy Księga Powtórzonego Prawa 25:19 stwierdza, że (to ty, Izraelu) wymażesz pamięć o Amaleku spod nieba, oraz że masz o tym nie zapomnieć. Czy jest to sprzeczność? Nie jest i wyjaśnię to poniżej.

W istocie, Izraelici wielokrotnie nie wypełnili tych przykazań, poczynając od króla Szaula, który na jeden dzień oszczędził życie króla Agaga, mimo, iż Wiekuisty nakazał mu natychmiast eksterminować wszystkich Amalekitów:

Idź więc teraz i pobij Amaleka, i wytęp jako obłożonego klątwą jego i wszystko, co do niego należy; nie lituj się nad nim, ale wytrać mężczyznę i kobietę, dziecię i niemowlę, wołu i owcę, wielbłąda i osła. (I Księga Samuela 15:3)

Szaul „naprawił swój błąd”, ale podczas tej jednej nocy, Amalek, o czym mówi nam Midrasz, począł syna i to sprawiło, że Amalekici przetrwali. W wyniku tego mamy, wieki później, Hamana Agagitę, który, wedle historii z Księgi Estery, zapragnął wymordować wszystkich Żydów. Potem mamy króla Sennacheryba, który,  zgodnie z Księgą Izajasza, zatarł granice między narodów, splądrował ich skarby i strącił ich władców z tronów. (Iz 10:13). Co było tego wynikiem? Zgodnie z tradycyjną, rabiniczną interpretacją, Amalekici rozprzestrzenili się pośród wszystkich narodów; to nazywane jest czasem „transmigracją Amaleka”.

Istnieją mnogość interpretacji tego zagadnienia np. pytania o to, kim są współcześni Amalekici, jak ich rozpoznać i tak dalej. Zostawimy to jednak na boku. W niniejszej draszy zaproponuję następującą odpowiedź: Amalek reprezentuje chaos; my i nasza tradycja – porządek i rządy prawa. Amalek reprezentuje wojnę i nienawiść, podczas gdy my i nasza tradycja – pokój i miłość. Amalek jest wrogiem każdego przyzwoitego i wrażliwego człowieka. A ponieważ istniej debata, czy jest on rzeczywistym, spersonifikowanym wrogiem, czy też może naszym własnym „wrogiem wewnętrznym”, w postaci naszych wszystkich, wewnętrznych negatywności, zasugeruję: I jednym, i drugim.

W rzeczywistości, aby walczyć (i wygrać) z nienawiścią i chaosem, musimy najpierw pokonać je w sobie. Tylko wówczas będziemy mieli dość siły, by walczyć z nimi w świecie „zewnętrznym”, posiadając niezbędną tutaj zdolność wyjścia z kontekstu nienawiści i stawienia jej czoła „z wyprostowanymi ramionami”. Nie oznacza to też po prostu, iż należy „zło dobrem zwyciężać”, nie, sprawa nie jest taka prosta. Wszystko zależy od wzajemnej równowagi sił w momencie gdy bezpośrednio stykamy się ze złem. Jesteśmy w stanie skutecznie zło dobrem zwyciężać tylko wtedy, gdy istnieje pokaźna przewaga siły po naszej stronie. Jeśli siły zła mają znaczącą nad nami przewagę, jedyna rzeczą, która nam tak naprawdę zostaje, jest ucieczka.  W przeciwnym razie staniemy się ofiarami, a to nie jest scenariusz, na który chcielibyśmy się zgodzić, przynajmniej większość z nas. Dlatego musimy się upewnić, że jest w nas wystarczająco mocy. Jeśli nam jej brakuje, musimy ją pozyskać ze wszystkich możliwych źródeł. Jednym z głównych źródeł mocy jest jedność, dlatego też wszelka, skuteczna walka ze złem wymaga jedności.

Walka ze współczesnymi Amalekitami, to jest ze wszystkimi ciemnymi mocami, w nas samych i w otaczającym nas świecie jest w istocie przedsięwzięciem bosko-ludzkim. Właśnie z tego powodu, jak sądzę, Tora wspomina o tym dwukrotnie i odmiennie: raz o Bogu, który wymazuje jego imię i o naszym obowiązku dokonania tego. Mocno wierzę, że dzięki boskiej pomocy wszyscy jesteśmy w stanie wygrać z Amalekiem, i w nas samych, i w świecie zewnętrznym. I to jest nasz główny cel, najważniejszy cel naszych czasów – przezwyciężenie nienawiści i sił chaosu.

 

Szabat szalom, 

Menachem Mirski

Wajera

Wajera

Mati Kirschenbaum

W czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Wajera Wiekuisty nakazuje Mojżeszowi poinformować Izraelitów, że ich niewola zbliża się ku końcowi. Mojżesz ma im przekazać następującą wiadomość:

Jam Wiekuisty. Wywiodę Was spod brzemienia Egiptu, uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem i przez surowe osądy. I wezmę sobie was za mój lud, i będę wam Bogiem, i przekonacie się, że Ja, Wiekuisty, Bóg wasz, uwolniłem was spod jarzma egipskiego. (Wyjścia 6,6-7)

Szmot Rabba, zbiór midraszy wyjaśniających Księgę Wyjścia, zwraca uwagę na cztery czasowniki – uwolnię, wybawię, wyswobodzę oraz wezmę za lud – użyte w tym fragmencie w celu opisania wyzwolenia Izraelitów przez Wiekuistego. Zgodnie z wyjaśnieniem zawartym w tej kolekcji midraszy, cztery kielichy wina wypijane przez nas w trakcie pesachowego sederu przypominają o obietnicy czteroetapowego wyzwolenia obiecanego Izraelitom przez  Wiekuistego. Wypijając co roku cztery kielichy wina, przypominamy sobie o dotrzymanej przez Wiekuistego obietnicy.

Izraelici w naszej parszy początkowo nie zwrócili uwagi na słowa Wiekuistego:

Mojżesz oznajmił te słowa (obietnicę Wiekuistego) Izraelitom, którzy nie chcieli ich słuchać z powodu udręki ducha i z powodu ciężkich robót.  (Wyjścia 6,9)

Niezrażony brakiem entuzjazmu Izraelitów Wiekuisty nakazał Mojżeszowi udać się do faraona z prośbą o wypuszczenie swojego ludu. Faraona przekonać miały zesłane na Egipt plagi. Midrasz Tanchuma przypisywał plagom inne znaczenie: miały one uwolnić Izraelitów od ciężkiej pracy i ucisku nałożonych na nich przez Egipcjan. Pierwsza plaga, zamiana wód Nilu w krew, miała przekonać faraona do odwołania zakazu korzystania Izraelitek z mykwy. Druga plaga, żaby, miała zmusić faraona do odwołania nakazu przynoszenia Egipcjanom pełzających stworzeń będących dla Izraelitów obrzydliwością. Trzecia plaga, wszy, miała zmusić faraona do odwołania nakazu pracy Izraelitów przy sprzątaniu ulic. Czwarta plaga, dzikie zwierzęta, miała zmotywować faraona do zakazu zmuszania Izraelitów do udziału w polowaniu na dzikie zwierzęta. Piąta plaga, wrzody, miała zmusić faraona do zaprzestania zmuszania Izraelitów do noszenia gorących obiektów.

Według midraszu Tanchuma także pozostałe plagi miały na celu odwołanie edyktów uprzykrzających Izraelitom życie. Midrasz ten zdaje się nam sugerować, że plagi egipskie miały przekonać faraona do wyzwolenia Izraelitów, a Izraelitów do ufania obietnicy Wiekuistego. Izraelici mieli nauczyć się ufać Wiekuistemu widząc, jak stopniowo poprawia się ich jakość życia.

Czego możemy się nauczyć, czytając taką interpretację plag egipskich?

Tego, że czasem, przytłoczeni licznymi problemami codzienności, możemy przeoczyć drobne zmiany zwiastujące nadejście lepszych czasów. W ten zimowy Szabat zachęcam Was do przyjrzenia się problemom, na których od dawno skupia się Wasza energia. Kto wie, może okaże się, że najgorsze macie już za sobą?

Szabat Szalom!

 

Mati Kirschenbaum

Punkt zwrotny. Refleksja nad paraszą Mikec

Punkt zwrotny. Refleksja nad paraszą Mikec

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień zawiera słynną opowieść o Józefie, faraonie i jego snach o siedmiu tłustych krowach połkniętych przez siedem chudych krów i siedmiu zdrowych i pięknych kłosach zboża pochłoniętych przez przez siedem, zniszczonych wiatrem wschodnim, pustych kłosów. Józef interpretuje owe sny przepowiadając, że oznaczają one siedem lat obfitości, które poprzedzać będą siedem lat głodu, i doradza faraonowi, aby przechowywał zboże w czasie lat obfitych. Faraon mianuje Józefa zarządcą Egiptu, po czym poślubia on Asenat, córkę Potifara, która rodzi mu dwóch synów: Manassesa i Efraima.

Ponieważ nasza biblijna opowieść przedstawia nam najpierw sny faraona, po czym opowiada nam o realnych według jej narracji wydarzeniach, ściśle związanych z owymi sennymi wizjami, od razu musimy postawić następujące pytania: Jaki jest związek pomiędzy snami faraona a rzeczywistością? Czy faraon był prorokiem? A może Józef nim był? Czy może obaj razem nim byli?

Odpowiedź na te pytania znajdujemy w wersecie 25 niniejszego rozdziału (Bereszit 41):

To, co Bóg zamierza uczynić, zapowiedział tobie, faraonie.

Ponieważ owe sny dotyczą kwestii państwowych – potrzeby przygotowania się na nadchodzące nieszczęście – Bóg objawił je władcy tego państwa. A ponieważ był to boski z natury przekaz, Bóg zapragnął objawić swoją interpretację przez Swojego własnego sługę, a nie przez czarnoksiężników z Egiptu.

Faraon był zaniepokojony tym snem i to jest dla nas wskazówka (Bereszit 41:8). Był do tego stopnia wystraszony, że rozkazał wezwać wszystkich wróżbitów egipskich i mędrców. Był co najmniej tak zaniepokojony jak gdyby wiedział, co ów sen przepowiada: że jego treścią nie jest tak naprawdę siedem lat obfitości, lecz następujące po nich siedem lat głodu, jak bowiem zauważa Nachmanides:

Prawda jego słów [Józefa] nie była znana, dopóki nie nastały lata głodu, ponieważ lata obfitości nie były wówczas czymś niezwykłym.

To właśnie strach Faraona spowodował, że postanowił on zaczerpnąć porad mędrców. W istocie okresy nieurodzaju (tudzież bardziej współcześnie: kryzysu ekonomicznego) zdarzają się cyklicznie. Faraon musiał być raczej światłym człowiekiem i musiał wiedzieć, iż w historii takie sytuacje się zdarzały, być może głód i nieurodzaj zdarzały się już w trakcie jego rządów wcześniej.

Symbolika obu snów faraona jest w gruncie rzeczy dość prosta i, jak zauważa sam Józef, jest to jeden sen (Bereszit 41:25). Mamy rzekę Nil, od której w całości zależny jest dobrobyt Egiptu. Mamy plony i bydło, a więc roślinność, w tym paszę dla zwierząt i same zwierzęta. Wszystko to stanowi ludzki pokarm, fundament ludzkiej egzystencji, z którym w owym śnie dzieje się coś niepokojącego. Również zewnętrzne cechy krów symbolizują kwestie, które są ze sobą odwiecznie powiązane: dobrobyt i piękno oraz biedę i brzydotę. W czasach powszechnego dobrobytu ludzie stają się wzajemnie wobec siebie piękniejsi, i wewnętrznie, i zewnętrznie, natomiast w czasach biedy i klęski zwykle cała „wewnętrzna brzydota człowieka” powszechnie wychodzi na jaw, a piękno, zwłaszcza wewnętrzne, staje się zjawiskiem zdecydowanie rzadszym.

Józef, prócz tego, iż błyskawicznie odczytał tę symbolikę, jest wedle naszej opowieści człowiekiem o niezwykle silnym charakterze. Po raz kolejny widzimy go spokojnego i racjonalnego, mimo faktu, że nadchodzą naprawdę ciężkie czasy, a jego spryt ani na chwilę go nie opuszcza:

Teraz więc niech faraon upatrzy sobie kogoś roztropnego i mądrego i ustanowi go zarządcą Egiptu.  (Bereszit 41:33)

Dlaczego to powiedział? Pierwsza myśl, która przeniknęła mój umysł przygotowując tę draszę brzmiała: miał na myśli samego siebie. Chwilę potem odkryłem, że ta opinia została już wyrażona przez średniowiecznego komentatora Biblii, Nachmanidesa, w jego komentarzu do tego wersetu. Józef musiał uznać ów nagły i dramatyczny sposób, w jaki został on postawiony przed faraonem, za akt opatrzności. Nie opuszczała go wiara w spełnienie własnych młodzieńczych marzeń (Bereszit 37: 5-9) i czuł, że długo oczekiwany punkt zwrotny w jego życiu wreszcie nadchodzi. Musiał wykorzystać tę wyjątkową okazję. Uczynił to, oferując swoją radę, która była tak istotna i mądra, że zrobiła na faraonie ogromne wrażenie. Strategia Józefa odniosła natychmiastowy skutek: jeszcze w trakcie owej rozmowy zostaje mianowany zarządcą Egiptu.

A zanim nastały lata głodu, urodzili się Józefowi dwaj synowie; urodziła ich Asenat, córka kapłana z On, który miał imię Poti Fera. Józef dał swemu synowi pierworodnemu imię Manasses. [Mówił bowiem:] «Dał mi Bóg zapomnieć o całym mym utrapieniu i o domu ojca mojego».  A drugiego nazwał Efraim, [mówiąc]: «Uczynił mnie Bóg płodnym w kraju mojej niedoli».

(Bereszit 41:50-52)

Jednocześnie Józef pozbywa się traumy, która stale w nim tkwiła. Zniknęła ona całkowicie, gdy urodził mu się pierwszy syn. Dlaczego? Dlatego, iż – mówiąc kolokwialnie – Józef zwyczajnie wydoroślał. Zdobył pozycję, założył rodzinę i wziął na siebie pełnię życiowej odpowiedzialności. Z materialistycznego i praktycznego punktu widzenia wcale nie musiał tego robić. Mając tak wysoką pozycję w owym starożytnym, patriarchalnym systemie, mógł sobie prowadzić hulaszczy tryb życia, mając żony i nałożnice, i wcale nie musiał brać bezpośredniej odpowiedzialności – poza materialną – za rodzinę i swoje potomstwo. To właśnie perspektywa trudnych czasów dodała całej jego sytuacji powagi. Myślę, iż to właśnie suma wszystkich tych wydarzeń stanowiła ów punkt zwrotny w jego życiu i uczyniła z tego młodzieńca mężczyznę. Myślę też, że właśnie ta lekcja sprawiła, iż był później w stanie wybaczyć swoim braciom. Mamy tu do czynienia z rzeczą poniekąd paradoksalną: właśnie w wyniku tego, iż podjął się on w pełni dorosłego życia i wziął na siebie pełnię odpowiedzialności, nie tylko za siebie, ale i za innych, jego młodzieńcze marzenia zostały zrealizowane.

Historia ta pokazuje jak diametralnie może się odmieć los danej osoby w trakcie jednej rozmowy, jednego tylko spotkania. Pokazuje też zarazem, jak kluczowa jest odpowiednia świadomość miejsca i czasu oraz umiejętność ich wykorzystania. Historia ta uczy nas, iż często, aby diametralnie odmienić swój indywidualny los, wystarczy być po prostu czujnym i otwartym na to, co wydarza się w otaczającym nas świecie, że w pewnych okolicznościach jest to kluczowe i zarazem całkowicie wystarczające.

Ale historia ta uczy nas też tego, że nie wolno nam marnować naszych zasobów, uczy nas zatem czegoś, czego ludzkość od wieków próbuje się nauczyć i nauczyć się nie może.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski

W niewoli rodzicielskiej nieuwagi i braterskiej zazdrości

W niewoli rodzicielskiej nieuwagi i braterskiej zazdrości

Mati Kirschenbaum,

Gdy miałem 13-14 lat, bardzo chciałem mieć dżinsy Wranglera. Moi rodzice uważali jednak, że są one relatywnie drogie i kupowali mi spodnie innych, tańszych marek. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze rodzice wydawali, wysyłając mnie na dodatkowy wakacyjny obóz albo na lekcje języków obcych. Dziś jestem im wdzięczny za uznawanie mojej edukacji za priorytet wśród ich wydatków. Jako nastolatek widziałem to jednak inaczej. Okropnie zazdrościłem niektórym moim kolegom z klasy ich markowych dżinsów. Wydawało mi się, że koledzy ci bardziej by mnie szanowali, gdybym takie nosił. Upływ czasu oraz fakt, że zdarzyło mi się kupić markowe dżinsy (dzięki czemu wiem, że ich noszenie nie zmieniło w magiczny sposób mojego życia na lepsze) pozwoliły mi zapomnieć o zazdrości, jaką czułem wobec moich noszących Wranglery kolegów. Przypomniałem sobie jednak o tym uczuciu, czytając przypadającą na ten tydzień parszę Wajeszew, opowiadającą historię stosunku Jakuba – Izraela do jego dwunastu synów. Odnajdujemy w niej następujące słowa:

 Izrael miłował Józefa najbardziej ze wszystkich swych synów, gdyż urodził mu się on w podeszłych jego latach. Sprawił mu też wzorzystą szatę. Bracia Józefa widząc, że ojciec kocha go bardziej niż wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać. (Rdz. 37, 3-4)

Józef, podobnie jak moi koledzy z klasy, nosił ubranie będące symbolem statusu społecznego, mogące stać się przedmiotem pożądania, a nawet zazdrości. Uczucia te miały swoje źródło w potrzebie akceptacji i uznania. Ja jako nastolatek chciałem być członkiem grupy, która była cool, dżinsy miały dla mnie tak naprawdę drugorzędne znaczenie. Z kolei bracia Józefa zazdrościli mu nie wzorzystej szaty, tylko tego, co ta szata symbolizuje – uznania i miłości Izraela.

Moja potrzeba znalezienia kręgu szkolnych znajomych została zaspokojona; z biegiem czasu znalazłem przyjaciół, z którymi dzieliłem hobby, dla których markowe ubrania nie były istotne. Potrzebę akceptacji i przynależności jest zaspokoić dużo trudniej, gdy dotyczy ona długotrwałych relacji, zwłaszcza w rodzinie. W procesie wychowania dzieci przez rodziców niezwykle istotna jest sprawiedliwość wyrażająca się przez okazywanie dzieciom jednakowej uwagi i ciepła. Jeśli tak się nie dzieje, w kontaktach między rodzeństwem pojawiają się napięcia wynikające ze wzmożonych starań o względy rodziców, podejmowanych przez braci i siostry, którzy czują się zaniedbywani i pominięci. Napięcia te mogą przerodzić się w otwarty konflikt i wrogość, wynikającą z rosnącego przez lata poczucia krzywdy. Tak właśnie dzieje się w rodzinie Izraela, którego synowie nie są w stanie dłużej tolerować arogancji Józefa, uważającego swój status ulubieńca ojca za coś oczywistego. Bracia Józefa w końcu wybuchają, rozładowują rodzinne napięcie poprzez sprzedanie go w niewolę. Takie „rozwiązanie” rodzinnego problemu przysparza ich ojcu, Izraelowi, wielkich cierpień.

Myślę, że większości z nas nigdy nie przyszłoby do głowy sprzedać członków rodziny, nawet tych najbardziej uprzykrzonych. Nie oznacza to jednak, że nasze rodziny pozbawione są napięć. Przeciwnie, w prawie każdej rodzinie ktoś czuje się poszkodowany, bo rodzice okazywali lub okazują więcej uwagi jego rodzeństwu; bo rodzice nie mieli czasu lub sił się nim zajmować, gdy był mały, a jego rodzeństwem tak; bo rodzice stawiali jej starszą siostrę za niedościgniony wzór.

Takie poczucie krzywdy może ujawnić się po latach, wybuchając ze zdwojoną siłą. Co możemy zrobić, żeby tego uniknąć? To zależy od naszej roli w rodzinie. Jeśli jesteśmy rodzicami, możemy starać się pokazać wszystkim naszym dzieciom, nawet najbardziej buntowniczym nastolatkom, jak bardzo nam na nich zależy. Jeśli mamy rodzeństwo, możemy się zastanowić, czy nie staramy się skupić uwagi rodziców na sobie kosztem naszych braci i sióstr. Co więcej, jeżeli wyczuwamy napięcie w naszych kontaktach z rodzeństwem, możemy spróbować zastanowić się, czy nie wynika ono z poczucia, że ktoś z rodzeństwa był faworyzowany. Jeżeli tak było, musimy się zastanowić, czy jesteśmy w stanie poprawić nasze relacje przez podejmowanie działań służących rodzinnemu pojednaniu. Nie jest to łatwe, niejednokrotnie taki proces potrafi trwać nawet wiele lat.

Sprzedanie Józefa w niewolę, stanowiące kulminację narastającej w rodzinie Izraela nienawiści, przysłużyło się narodowi żydowskiemu, gdyż pozwoliło Izraelitom znaleźć schronienie w Egipcie w czasie klęski głodu. Stało się to jednak dopiero możliwe po długim czasie rozłąki i bolesnym pojednaniu. Opisując wybuch nienawiści między synami Izraela, wynikający z jego błędów jako rodzica, parasza Wajeszew przestrzega nas przed doprowadzaniem rodzinnych konfliktów do eskalacji. W ten Szabat zachęcam Was do zastanowienia się, jak możecie załagodzić rodzinne konflikty i napięcia.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Nocne zmagania -Wajiszlach

Nocne zmagania

Mati Kirschenbaum

Ubranie na jutro już przygotowane. Zęby umyte. Światło zgaszone. Ulubiona pozycja do spania przybrana. Tylko sen jakoś nie chce przyjść. Brzmi znajomo?

Wielu z nas doświadcza problemów z zaśnięciem. Przeszkadzają nam w tym myśli, na które nie mieliśmy czasu w trakcie dnia, zajęci wykreślaniem kolejnych pozycji z naszych długich list rzeczy do zrobienia. Pod osłoną nocy, czasu, który przeznaczyliśmy na spoczynek, nasz umysł daje sobie prawo  do przyjrzenia się sprawom, które zostawiliśmy na później, ponieważ zajmowanie się nimi w ciągu dnia mogłoby nam utrudnić wypełnianie naszych obowiązków. Są to często nasze zmartwienia – o perspektywy zawodowe, o pieniądze, o zdrowie, o związek, o przyszłość naszych dzieci. Ciężko nam przez nie zasnąć, zmagamy się z nimi niejednokrotnie przez wiele godzin. Następnego dnia jesteśmy niewyspani, przez co ciężej sprostać czekającym na nas obowiązkom.

W czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Wajiszlach Jakub musi zmierzyć się z zupełnie innym wyzwaniem – musi walczyć z tajemniczą istotą, określaną przez wielu komentatorów mianem anioła. Zmagania te opisane są następująco:

Gdy wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, uderzył go w staw biodrowy i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim.  A wreszcie rzekł: «Puść mnie, bo już wschodzi zorza!».  Jakub odpowiedział: «Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!».  Wtedy [tamten] go zapytał: «Jakie masz imię?». On zaś rzekł: «Jakub».  Powiedział: «Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo zmagałeś się z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś». Potem Jakub rzekł: «Powiedz mi, proszę, jakie jest Twe imię?». Ale on odpowiedział: «Czemu pytasz mnie o imię?» – i pobłogosławił go na owym miejscu (Rdz. 32, 25).

Nasi mędrcy nie byli pewni, jak interpretować te zmagania. Pirkot DeRabbi Eliezer, zbiór średniowiecznych midraszy, tłumaczy walkę z aniołem jako rodzaj kary zesłanej przez Wiekuistego na Jakuba za niedotrzymanie przysięgi złożonej przez niego w Betel. Jakub zobowiązał się tam do ofiarowania Wiekuistemu dziesięciny, z czego się nie wywiązał. Ramban, średniowieczny hiszpański uczony,  widział w tej walce metaforę losu, jaki miał przypaść Ludowi Izraela – konfliktu z Rzymianami (uznawanych za duchowych spadkobierców Ezawa), z którego potomkowie Jakuba mieli wyjść zwycięsko, kontynuując tradycje żydowskie pomimo prześladowań. Radak, średniowieczny francuski komentator Tory, widział w obrażeniach odniesionych przez Jakuba zapowiedź nieszczęść czekających jego córkę Dinę. Radak twierdził też, że walka z aniołem była rodzajem kary za brak zaufania Jakuba wobec Wiekuistego. Jego wyrazem miały być szczegółowe przygotowania do spotkania z Ezawem, sugerujące brak przekonania Jakuba, że Wiekuisty jest w stanie ochronić go przed gniewem Ezawa.

Przytoczone powyżej przykłady interpretacji walki Jakuba z aniołem świadczą o niejednoznaczności tej historii. Prezentują one także problemy, które w przekonaniu naszych mędrców wiązały się z walką z aniołem. Problemy te to podatki (dziesięcina jest przecież rodzajem podatku), problemy zdrowotne (problemy ze stawem biodrowym), strach o przyszłość potomstwa (kwestia przyszłości Diny) i walka o prawo do bycia sobą w niesprzyjających temu warunkach (przyszły konflikt z Rzymem). Okazuje się, że nasi mędrcy widzieli w zmaganiach Jakuba z aniołem metaforę problemów, które i dzisiaj spędzają nam sen z powiek. Co ważne, nasza parasza uczy nas, że problemy te można pokonać. Przekonanie to wyrażone jest w słowie „Izrael”, imieniu Jakuba nadanego mu po walce, które oznacza kogoś, kto zwycięsko zmaga się ze światem. Mam nadzieję, że będziecie pamiętać o zwycięstwie Jakuba-Izraela, gdy wasze problemy dadzą się Wam znowu we znaki pod osłoną nocy. Może Wam to pomóc zasnąć szybciej niż Jakub, przed wschodem jutrzenki.

 

Mati Kirschenbaum

Drasza na Szabat Toldot 5779 – Lea Magnone

Drasza na Szabat Toldot 5779

 

Całkiem przypadkowo Bat Micwa wypadła w moje imieniny. W katolickiej rodzinie, z której pochodzę, 10 listopada był zawsze hucznie obchodzony, nawet jeśli historia świętych milczy na temat ewentualnej męczenniczki za wiarę, rzekomej świętej Leny. Dzisiaj, jako Żydówka z wyboru, posiadam bardzo konkretną patronkę, jedną z pramatek, Leę. Będzie ona bohaterką kolejnej parszy, czytanej w przyszły szabat Wajece. Dowiemy się wówczas, że jako jedyna z czterech matek narodu żydowskiego, Lea nie zmagała się z niepłodnością.

Przed pojawieniem się na kartach Tory Lei, figury kobiece dotyka zawsze ten sam los. Jej siostra Rachela pozostanie bezpłodna przez cały czas, gdy Lea rodzić będzie Jakubowi kolejnych synów. Sara, żona Abrahama, została pobłogosławiona brzemiennością dopiero w wieku dziewięćdziesięciu lat. Z dzisiejszej parszy dowiadujemy się, że żona Izaaka, Rywka, przez dwadzieścia lat małżeństwa nie mogła zajść w ciążę.

Parsza nie mówi, co Rywka czuła w związku ze swoją niepłodnością, czy sama była przekonana o tym, że macierzyństwo jest jedyną przewidzianą dla kobiet rolą – wiemy na pewno, że to Izaak błagał Boga o to, by jego żona poczęła, a Bóg dał się jemu ubłagać. (podobnie wcześniej, w zakończeniu 24 rozdziału: dostaliśmy informację, że Izaak pokochał Rywkę – to jak się zdaje pierwsza w Torze wzmianka o miłości małżeńskiej! – ale nic na temat tego, czy Rywka pokochała Izaaka…).

Co więcej, kiedy Rywka już jest w ciąży, pozwala sobie na skargę: ? אם־כן ,למה זה אנכי

(Im ken, Lama Ze Anochi?). Te słowa tłumaczone są w różny sposób. W polskich przekładach czytamy: „Jeżeli tak, na cóż tedy jestem?” (u Cylkowa), „Jeśli tak, czemu to ja?” (Pardes Lauder). Według Nahuma Sarny zdanie to należy odczytywać jako niekompletne, urwane (jakby: „jeśli tak, czemu…”), co dodatkowo nadaje mu dramatycznej siły. Ten prawie bluźnierczy okrzyk zdaje się zapowiadać późniejszą walkę jej syna Jakuba z Bogiem. Rywka również wadzi się z Najwyższym, dopytując, czy to właśnie skomplikowana, bolesna ciąża bliźniacza jest tym, czego Pan od niej oczekuje. I rzeczywiście, na powiciu Ezawa i Jakuba rola Rywki zdecydowanie się nie kończy. Rywka usłyszała, co zapowiedział jej Wiekuisty, ale nie czekała, aż los sam się zrealizuje, lecz wzięła sprawę w swoje ręce.

Co wyjątkowe w postaci Rywki, to właśnie to, że nie zadowoliła się ona wyłącznie wypełnieniem swojej biologicznej roli.

Wcześniej mogliśmy mieć wrażenie, że raczej biernie poddaje się losowi, podporządkowując decyzji, która zapada za jej plecami: w poprzedniej parszy Eliezer rozmawia o swojej misji wyłącznie z Lawanem i Betuelem, jej bratem i ojcem, którzy nie zapytawszy jej o zdanie odpowiadają: „Rywka jest przed tobą – weź ją i idź!”. Proszą jedynie o kilka dodatkowych dni przed ostatecznym pożegnaniem. Dopiero gdy służący Abrahama domaga się natychmiastowego wyjazdu, Rywka może zdecydować – ale nie co do oddania lub nieoddania ręki nieznanemu jej Izaakowi, lecz przyjęcia swego losu od razu bądź odroczenia go. Wybór jest więc pozorny, i trudno się dziwić, że młoda dziewczyna zrezygnowana odpowiada: „Pójdę”[1]. W ten sposób opuszcza swoją rodzinę i idzie za Eliezerem, żeby zostać żoną Izaaka, którego zobaczy po raz pierwszy podczas ceremonii ślubnej.

Początkowo może się wydawać, że Rywka nie ma własnej osobowości, że obsadza puste miejsce pozostałe po śmierci Sary. Nie bez powodu parsza, która wprowadza ją na scenę, nosi tytuł Chaje Sara, a kończy się zdaniem mówiącym, że wprowadzenie Rywki do namiotu Sary pocieszyło Izaaka po śmierci matki. Przez długą część parszy Toldot syn Abrahama zdaje się dokładnie powtarzać biografię swego ojca, dla żony przewidując rolę Sary: tak jak Sara, Rywka jest przez kilka dziesięcioleci bezpłodna (przeszło mi przez myśl, że jeśli Izaak widział ją jako następczynię swojej matki, być może przez cały ten czas wcale z nią nie sypiał?); opisana w rozdziale 26 klęska głodu powtarza podobną z czasów Abrahama; Izaak odkopuje wykopane przez jego ojca, a w międzyczasie zasypane studnie; jego porozumienie z Abimelechem w Beer Szewie przywodzi na myśl wcześniejsze, zawarte przez Abrahama. Nie zapominajmy też o tym, że w Gerar Izaak przedstawia Rywkę jako swoją siostrę, nie żonę, tak jak uczynił to w tym samym mieście Abraham z Sarą – różnica polega na tym, że nieświadomy Abimelech prawdopodobnie rzeczywiście uprawiał seks z Sarą, ale, pouczony przez Boga, drugi raz nie popełnił już tego błędu, co więcej, uświadomił Izaakowi, jak nieostrożne i okrutne było jego zachowanie.

Dopiero kiedy zestarzały Izaak traci wzrok, możemy spojrzeć na Rywkę inaczej niż jego oczami, zobaczyć w niej ją samą, a nie tylko młodsze wcielenie Sary. Rozdział 27 prezentuje nam Rywkę jako figurę kobiecej sprawczości, tę, która nie tylko urodziła swojemu mężowi dzieci, ale samodzielnie, bez jakiejkolwiek konsultacji z nim, zdecydowała o losach swojego potomstwa, a tym samym całego narodu żydowskiego. Jak wyglądałyby bowiem jego dzieje, gdyby Rywka nie uciekła się do manipulacji? Kim bylibyśmy, nie będąc dziećmi Izraela (czyli Jakuba)? Czy bez interwencji Rywki przymierze zawarte przez Boga z Abrahamem w ogóle mogłoby się dopełnić?

Przy pierwszej lekturze zachowanie Rywki może nam się wydawać co najmniej podejrzane, a nawet moralnie wątpliwe – tak jakby nic nie zostało z jej nieustannie podkreślanego w poprzedniej parszy chesed. Przeprowadzana przez nią „intryga” rozpoczyna się od podsłuchania rozmowy Izaaka z Ezawem. Możemy się spierać, czy usłyszała tę wymianę zdań przypadkiem, czy rzeczywiście podsłuchiwała, zaczajona pod drzwiami, niewidoczna dla rozmawiających. Warto jednak pamiętać, że przez wiele wieków tylko w ten sposób kobiety, niedopuszczane do gremiów decyzyjnych ani nie traktowane jako intelektualne partnerki, mogły się czegokolwiek dowiedzieć. Z jej błyskawicznej reakcji wynika w każdym razie, jakby miała wszystko już od dłuższego czasu zaplanowane (przebranie dla Jakuba, przepis na szybki w przygotowaniu, ale wyjątkowo smaczny posiłek…) i tylko czekała na sposobną okazję: wszak od dawna wiedziała, że błogosławieństwo powinien otrzymać Jakub, otrzymała tę informację od Boga jeszcze będąc w ciąży, dlatego przecież „Rywka miłowała Jakuba”.

(Skądinąd przedstawione w tej parszy uprzywilejowywanie jednego z dzieci przez rodziców może silnie rezonować w niektórych z nas, zwłaszcza jeśli – tak jak w moim przypadku – byli w sytuacji Ezawa, niekochanego pierworodnego. Muszę przyznać, że głęboko wzrusza mnie rozpacz Ezawa wyrażona w słowach „czy masz tylko jedno błogosławieństwo?” Co gorsza, Haftara nie pozostawia wątpliwości, że nie tylko rodzice mieli swoich ulubionych synów, ale że i Najwyższy „miłował tylko Jakuba, a Ezawa znienawidził”!)

Przystępując do realizacji swego planu Rywka jest gotowa na wszystko: utratę miłości i zaufania swojego męża, zemstę ze strony Ezawa. Bierze też zań pełną odpowiedzialność („Na mnie przekleństwo twoje” – zapewnia Jakuba, który obawia się, że ojciec pozna się na oszustwie i przeklnie go, zamiast pobłogosławić).

To nie jedyny moment, gdy Rywka decyduje za syna. Po tym, jak powtórzono jej słowa Ezawa, który zapowiada, że w odwecie za podstęp zabije Jakuba, wysyła go do swojego brata Lawana (to tam Jakub pozna córki swojego wuja, Rachelę i Leę, i sam z kolei zostanie oszukany). Zauważmy, że przedstawiając konieczność takiego postępowania Izaakowi, Rywka ponownie wypowiada się w bardzo emocjonalny sposób, uciekając się do czegoś w rodzaju szantażu. Twierdzi, że Jakub musi się oddalić, żeby znaleźć godną żonę, bowiem jeśli tak jak Ezaw weźmie którąś spośród córek Cheta, jej życie przestanie mieć sens. Wypowiedziana w tym momencie groźba (?להמ לי חיים; Lama li chaim?) – „po cóż mi życie” – zdaje się powtarzać wcześniejszą żałosną skargę skierowaną do Boga (?למה זה אנכי; Lama Ze Anochi?). O ile jednak ta pierwsza była szczerym błaganiem o odpowiedź, sposobem nakłonienia Najwyższego do zdradzenia Swoich planów, o tyle ta druga wydaje się już tylko retorycznym zwrotem, szantażem emocjonalnym mającym przykryć jej rzeczywiste intencje. Właściwie bowiem Rywka mówi, że jej życie przestanie mieć sens nie w przypadku niefortunnego ożenku Jakuba, lecz jego śmierci z rąk Ezawa. W takim razie jej obawa jest także obawą o los narodu żydowskiego: jeśli Jakub zginąłby z rąk brata, nigdy nie miałby szansy stać się Izraelem, a linia rozpoczęta przez Abrahama i Izaaka zostałaby w tym miejscu gwałtownie urwana. Rywka „wybiera życie” (por. parsza Nitzavim) – nie swoje, lecz nasze.

Nazwa dzisiejszej parszy, Toldot, oznacza rodowód, ale także pokolenia. W rzeczy samej, chociaż pierwszy wers przedstawia nam pochodzenie Izaaka, parsza dotyczy jego potomków, i to w najszerszym sensie tego słowa, czyli naród żydowski, którego losy się w niej ważą. Jeśli jako Żydzi mianujemy się „synami (i córkami) Izraela” (b’nei Israel), powinniśmy pamiętać, że w równej czy nawet większej mierze jesteśmy „synami (i córkami) Rywki” (b’nei Rivka): tak właśnie, jako „syn Rywki” przedstawia się sam Jakub, kiedy w kolejnej parszy spotyka Rachelę. To zresztą ostatni raz, kiedy w Torze pada jej imię; pismo milczy nawet o jej śmierci, chociaż wzmiankuje zgon jej piastunki Debory (niektóre interpretacje sugerują, że to zawoalowany sposób poinformowania o odejściu samej Rywki). Po odegraniu swojej roli, Rywka znika z dziejów naszego narodu.

Podstęp, do jakiego musiała się uciec, może być oceniany negatywnie i przy pierwszej lekturze wykorzystanie niedołężnego Izaaka budzi u wielu z nas sprzeciw. Jednak to oszustwo było dla Rywki jedynym sposobem, by nie poddać się automatyzmowi natury (kolejność narodzin bliźniąt), ale aktywnie kreować historię.

Historia nie dzieje się bowiem bez naszego udziału. Kobieta ma większe zadanie do spełnienia, niż tylko biologiczne przedłużanie istnienia rodziny. Jej decyzja może zmienić losy całego narodu. To ważna lekcja na temat miejsca kobiet w judaizmie, niosąca szczególne sensy dla tych z nas, dla których Najwyższy nie przewidział roli matek.

Lea Magnone

 

[1] Raszi wyprowadza stąd zasadę, że nie można kobiety wydać z mąż bez jej zgody, jednak wiemy z historii, ile razy taka zgoda musiała być na różne sposoby, choćby za pomocą psychologicznej presji, wymuszana.