Parasza Caw

 

Parasza Caw

Rabin dr Walter Rothschild

 

Czytana w tym tygodniu parasza zawiera liczne instrukcje rytualne dotyczące składania różnego rodzaju ofiar. Wielu czytelnikom instrukcje te wydają się na pierwszy rzut oka raczej nudne,
a z pewnością pełne powtórzeń i w gruncie rzeczy pozbawione znaczenia. Mogę zrozumieć ten punkt widzenia, jednak nie w pełni go podzielam. W moim przekonaniu posiadają one znaczenie, które przedstawia się następująco: zostały one spisane i są dostępne dla szerokiej publiczności, która może je oglądać, czytać, studiować i kopiować. Nie przechowuje się ich
w sekrecie, nie są owiane tajemnicą, nie trzyma się ich w ukryciu, nie napisano ich za pomocą jakiegoś kodu w nieznanym języku, nie są przeznaczone tylko dla nielicznej grupy wtajemniczonych. Ofiary składane w Przybytku, a następnie w Świątyni nie były częścią jakiegoś konspiracyjnego spisku, nie były przeznaczone tylko dla członków Zakonu Iluminatów; przeciwnie, każdy mógł się przekonać, na czym polega zakres obowiązków kohena, czyli kapłana, oraz jakie dostaje za to wynagrodzenie. Dużo się mówi o potrzebie większej transparentności we współczesnym życiu politycznym, ale w praktyce podejmujemy niewiele konkretnych działań mających zapewnić, że zasady te faktycznie zostaną wprowadzone w życie.

Bardzo często w życiu czy też przy lekturze Tory musimy przyglądać się uważnie kontekstowi
i sekwencji wydarzeń oraz wypatrywać wskazówek wyjaśniających, co tak naprawdę ma tam miejsce. Czasem podpowiedzi te są ukryte między wierszami, zaś niekiedy podane są dużymi literami, czarno na białym, i musimy po prostu cofnąć się o krok, żeby je było lepiej widać.
W judaizmie ranga i znaczenie kapłanów uległy zmniejszeniu. Jest to fakt o wielkiej doniosłości. Nie pozwolono im się wykazywać jakąkolwiek własną inicjatywą. Bóg mówi Mojżeszowi – czyli świeckiemu przywódcy – aby przekazał kapłanom polecenia dotyczące wykonywanych przez nich zadań – takich jak składanie ofiary całopalnej, ofiary z mąki etc. Tak więc Mojżesz jako świecki przywódca również nie jest Bogiem, lecz zaledwie „rzecznikiem” Boga, jego pośrednikiem. Bóg nie przemawia bezpośrednio do kapłanów! Czyż nie jest to niesamowite! Niemniej Bóg przekazuje stanowcze, jednoznaczne instrukcje opisujące krok po kroku, jak Izraelici mają się w stosunku do Niego zachowywać, jakiego rodzaju ofiary mają składać
w różnych okolicznościach, jaką część swoich ofiar mają prawo sami spożyć, a do jakiej części mają prawo kapłani tytułem honorarium za swoją pracę.

Nie zamierzam udawać, że szczegóły dotyczące składania wszystkich tych ofiar są nad wyraz fascynujące – WARTO jednak przyjrzeć się użytemu w tym kontekście językowi oraz formie,
w jakiej zostały wyrażone. Jakże często słyszymy, jak politycy – w dowolnym kraju i z dowolnej partii – wygłaszają hasła takie jak: „DAMY tyle i tyle milionów na edukację, na służbę zdrowia albo na pomoc socjalną”? Po czym oczekują pochwał i wdzięczności za takie stwierdzenia. Podczas gdy prawda jest taka, że rząd jako taki w rzeczywistości w ogóle niczego nie daje – jedynie PRZEZNACZA pewną kwotę z rocznego budżetu na jakiś konkretny cel…; nie są to jego osobiste pieniądze, są to fundusze pochodzące z podatków, zarówno tych pośrednich jak
i bezpośrednich. Tak więc, gdy kapłani składają zgodne z ustalonym porządkiem ofiary, pochodzą one z datków złożonych wspólnie lub indywidualnie przez przybywających do Świątyni Izraelitów. Kapłani reprezentują lud przed Bogiem w taki sam sposób, w jaki prawnik reprezentuje swojego klienta przed sędzią w sądzie – wszyscy wiedzą, że dostaje wynagrodzenie za wykonywaną przez siebie pracę, za mówienie dobrych rzeczy o swoim kliencie, za proszenie
o wydanie dla niego korzystnego orzeczenia albo przynajmniej o łagodną karę; wszyscy wiedzą, że prawnik nie znał swojego klienta, zanim ten nie zjawił się u niego w biurze; wszyscy wiedzą też, że potem nigdy więcej nie zobaczy go już na oczy (miejmy nadzieję!) i że nie zostanie bliskim przyjacielem rodziny, a jednak prawnik ten mówi o swoim kliencie tak, jak gdyby łączyła ich od zawsze zażyła relacja i byli bliskimi przyjaciółmi….

Jakże często politycy i urzędnicy mówią „my”, podczas gdy w istocie mają na myśli: „Ja – ale pociągnę was razem z sobą – choćby i na samo dno?”. „My w naszej partii…”, „My w naszym rządzie…”, „My w naszym kraju…” lub nawet „my w naszym narodzie”.

Słowo „kadosz”, które tłumaczy się często jako „święty”, oznacza po prostu „specjalny, oddzielny, niezwykły”. W sytuacji, gdy pracujemy nad wyjątkowym zadaniem, jakże łatwo jest nabrać przekonania o własnej wyjątkowości. Co to oznacza? Że oczekujemy specjalnych nagród, że mamy poczucie, iż nie obowiązują nas już normalne zasady i ograniczenia, że mamy prawo do szczególnych przywilejów – nie tylko z uwagi na posiadany przez nas status, ale przez wzgląd na nas samych. Jest to typowa, często występująca pokusa. Ma się wtedy poczucie, że możemy przemawiać w imieniu wszystkich pozostałych – nawet tych, którzy jeszcze się nie urodzili; nawet tych, którzy już nie żyją. Możemy sobie wtedy wmawiać, iż czujemy, że jesteśmy „bliżej Boga”, lecz w rzeczywistości jesteśmy od niego równie daleko, co wszyscy inni i nie jesteśmy wolni od dokładnie takich samych ludzkich ułomności i słabości.

W ostatnich miesiącach (nie chcę się tu zbytnio angażować w politykę, chciałbym jednak zilustrować moją argumentację jakimiś bieżącymi przykładami) obserwujemy, jak wielkie piętno odcisnął na Kościele fakt, iż tylko dlatego, że mężczyzna przywdziewa sutannę i składa pewne śluby, nie oznacza to wcale, że jego seksualność po prostu wyparowuje; co najwyżej zostaje skanalizowana w innych kierunkach, a w konsekwencji nieomalże z definicji staje się destrukcyjna – dla nich samych, dla ich ofiar oraz dla systemu, któremu służą. Widzieliśmy, jak przywódcy polityczni zaprzeczają historycznym tendencjom i faktom, próbując przedstawić historię swojego narodu sprzed siedemdziesięciu pięciu lat w taki sposób, aby wyglądało na to, iż naród ten składał się tylko i wyłącznie z ofiar i niewiniątek, aby wyglądało na to, że nikt nie kolaborował w nim ze złem, nikt nie wspierał zła i nikt nie zdawał sobie nawet sprawy z jego istnienia…. Niewinna, puszysta owieczka, która miała styczność z lwem, nie ulegając przy tym  zdeprawowaniu. Zaś każdy, kto temu zaprzecza, oskarżany jest o bycie heretykiem
i zasługującym na karę oszczercą i bluźniercą. Cały naród niewiniątek! W takiej sytuacji człowiek zaczyna się zastanawiać, w co tak naprawdę wierzą niektórzy ludzie i w co myślą, że uda im się przekonać do uwierzenia innych….

Kolejnym ważnym zagadnieniem jest kwestia „zamknięcia jakiegoś rozdziału życiowego”. Jeśli jakiś człowiek, dajmy na to Żyd, dopuścił się jakiegoś grzechu lub chciałby o coś poprosić, dysponuje jasnymi, opisanymi krok po kroku instrukcjami wyjaśniającymi, co ma zrobić, żeby zaspokoić tę potrzebę. Zamiast korzystać latami z pomocy psychologicznej bądź z psychoterapii, można przynieść ofiarę przebłagalną. Niedawno sam musiałem udzielać tego typu wsparcia pewnemu mężczyźnie – nie-Żydowi – który przez prawie całe życie nosił w sobie poczucie winy za tragedię, w którą był zamieszany jako nastolatek. Jakże inaczej mogłoby się potoczyć całe jego życie, gdyby udało mu się „naprawić relację z Bogiem” w taki czy inny sposób – gdyby przyznał się do nękającego go poczucia winy i wstydu, gdyby przyznał się do niemożliwości naprawienia tego, co się wydarzyło – ktoś stracił życie w wypadku – ale gdyby mógł przynajmniej naprostować swoją relację z Bogiem i jakoś dalej żyć. Lista opłat przedstawiona
w Torze jest stosunkowo prosta, zdarzają się okazyjne zniżki dla najuboższych, nie przewiduje się jednak wyższych, dodatkowych opłat dla bogatszych – niemniej lista ta jest jasna, została podana do ogólnej wiadomości niczym ceny w menu wystawianym na zewnątrz restauracji. Gdy jako ludzie stoimy przed Bogiem, ważne jest nie tyle to, co posiadamy, ale raczej to, co jesteśmy gotowi ofiarować. Bóg nie potrzebuje ofiary po to, aby zaspokoić swoje potrzeby; ofiara służy temu, żeby człowiek mógł powiedzieć: „poradzę sobie bez tego, stać mnie na to, żeby to ofiarować, nie będę tego zawsze potrzebował” i żeby mógł oddać to komuś innemu – aby pokazać, że potrafi się zdystansować od rzeczy materialnych, że jest w stanie patrzeć, jak trawi je ogień albo że potrafi dzielić się nimi z innymi. Słowo oznaczające ofiarę – korban – wywodzi się od zwrotu oznaczającego „zbliżanie się” do Boga. Rabini oświadczyli, że możemy się zbliżyć do Boga poprzez modlitwę, która stanowić ma w zamierzeniu alternatywę czy też zastępstwo dla składanych niegdyś ofiar.

Tak więc, gdy czytamy te rozdziały z księgi Kapłańskiej – nie musimy trzymać się ścisłej interpretacji i wypełniania zasad i przykazań, a ja z pewnością nie zaliczam się do tych Żydów, którzy dowodzą, że należy przywrócić kult ofiarny w Jerozolimie – jednak możemy i powinniśmy zadać sobie pytanie: dlaczego prawie wszystkie religie w historii świata zawsze domagały się czegoś od swoich wyznawców? Dlaczego zawsze istniało zapotrzebowanie na kapłanów, ołtarze i ofiary (w różnych formach, pod różnymi nazwami, nawet jeśli chodziło o pieniądze, palenie kadzideł przed obrazami albo ofiary składane kapłanom lub mnichom) i dlaczego zwyczaje te występowały wszędzie – od Tajlandii przez Indie aż po Peru? Jaki wpływ na modlących się wywierały właśnie takie a nie inne formy oddawania czci? I po jakie opcje sięgamy obecnie w ich zastępstwie, gdy chcemy zbliżyć się do Boga?

Szabat Szalom,

Rabin dr Walter Rothschild

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Demokracja i odpowiedzialność. Refleksja nad paraszą Wajikra

 Demokracja i odpowiedzialność.

Refleksja nad paraszą Wajikra

Menachem Mirski

 […] Obojętność na zło jest gorsza niż samo zło, […] w wolnym społeczeństwie winni są niektórzy,  odpowiedzialni są jednakże wszyscy.

Abraham Joshua Heschel

 Jeśli kapłan namaszczony zgrzeszy, tak że wina spada na lud, niech złoży ofiarę zagrzeszną za swój grzech: cielca młodego, bez skazy, Wiekuistemu na ofiarę zagrzeszną.

(Księga Kapłańska/Wajikra 4:3)

Gdy kapłan, rabin czy inny religijny autorytet popełnia grzech lub przestępstwo, jego wina nie jest wyłącznie jego winą, lecz przynajmniej część tej winy spada na społeczność, którą przewodzi i reprezentuje. Nie ma w tym nic metafizycznego, to zwyczajny fakt socjologiczny: ludzie wyrabiają sobie opinię o grupach religijnych czy stronnictwach politycznych na podstawie zachowania ich liderów. Tym samym jest koniecznym, ażeby na przywódców wybierać ludzi przede wszystkim odpowiedzialnych. Im wyższa jest pozycja danej osoby w społeczeństwie, to znaczy w hierarchicznych strukturach decyzyjnych tego społeczeństwa, tym większa jest odpowiedzialność tej osoby. To wszystko wydaje się być bardzo proste, banalne wręcz, jednakże praktyka nazbyt często pokazuje, że wcale tak nie jest. Ludzie piastujący powierzone im wysokie funkcje w społeczeństwie nie zawsze chcą brać na siebie większą, wynikającą z funkcji, odpowiedzialność. Nie zawsze są nawet tego świadomi, że właśnie poziom ich odpowiedzialności wzrósł. Często skupiają się na realizacji swoich wizji i na delektowaniu władzą oraz przywilejami, którymi ich obdarzono.

Rasistowskie wypowiedzi rabina Owadii Josefa, takie jak: „Goje urodzili się tylko po to, by nam służyć. Bez tego nie mieliby po co istnieć na tym świecie – są tu tylko po to, by usługiwać ludowi Izraela” (kazanie na sobotni wieczór, październik 2010; źródło:  www.timesofisrael.com), stały się wieloletnią wodą na młyn wszystkich antysemitów i zwolenników tezy, że Żydzi są z gruntu rasistami. Ostatnie antysemickie wypowiedzi kongresmenki Ilhan Omar zaciążyły bardzo na wizerunku Partii Demokratycznej, nie tylko w USA, ale i na całym świecie. Słowa mają znaczenie, a ich waga jest wprost proporcjonalna do pozycji zajmowanej w hierarchii społecznej. Dlatego wszyscy liderzy, i religijni, i polityczni, muszą dbać o nie. Muszą też dbać o precyzję swoich wypowiedzi. A jeśli muszą dbać o słowa, to tym bardziej o swoje decyzje, czyny i ich konsekwencje. Prywatne wojny liderów religijnych są w stanie zniszczyć niejedną religijną społeczność.

We współczesnym, zachodnim świecie wiele instytucji zostało zdemokratyzowanych, jako że demokracja została uznana jako najlepszy dotąd wymyślony system sprawowania władzy. Różne są jej koncepcje i odcienie, lecz nie będziemy tutaj wchodzić w szczegóły. Wiadomym jest jednakże, że mechanizmy demokratycznego wyboru reprezentantów społeczeństw nie gwarantują tego, że wybranymi zostaną jednostki o wyjątkowych przymiotach przywódczych, intelektualnych oraz moralnych. Innymi słowy, nic nie gwarantuje, że wybrani przez nas reprezentanci nie będą popełniać błędów, grzechów, które ostatecznie zaciążą na tych, co ich wybrali. Nasi reprezentanci w parlamentach stanowią zasadniczo „statystyczny przekrój” tej części społeczeństwa, która bierze czynny udział w wyborach. Jak to ujął George Bernard Shaw:

Demokracja jest przedsięwzięciem, które gwarantuje, że otrzymujemy nie lepsze rządy niż te, na które zasługujemy.

W identycznym duchu wypowiadał się również Joseph de Maistre:

Demokracja jest najsprawiedliwszym ustrojem, bowiem w niej społeczeństwo otrzymuje to, na co zasługuje. 

To wszystko brzmi dość cynicznie, lecz w podobnym duchu wypowiadało się na temat demokracji wielu innych myślicieli i filozofów, którzy nie byli bynajmniej przeciwnikami demokracji, jak np. Bertrand Russell:

Demokracja ma przynajmniej jedną zaletę – mianowicie taką, że parlamentarzysta nie może być głupszy od swoich wyborców, gdyż im głupszy parlamentarzysta, tym jeszcze głupsi byli ci, którzy go wybrali.

…czy też:

W demokracji wolno głupcom głosować, w dyktaturze wolno głupcom rządzić.  

I jakkolwiek oczywistym jest, że demokracja nie gwarantuje, że nie będą nami rządzić ludzie nieodpowiedzialni lub zwyczajnie głupi, nie gwarantuje tego i nie gwarantował żaden inny sposób namaszczania ludzi na publiczne urzędy. Każda władza ma tendencję do degeneracji, by przywołać słynny cytat  autorstwa Johna Actona:

Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie.

Osoba obdarzona władzą, przywilejami i obowiązkami musi umieć znaleźć odpowiedni balans pomiędzy tym wszystkim. Tylko wówczas możliwe jest długotrwałe i sprawiedliwe sprawowanie władzy. Powołanie na lidera w moim odczuciu automatycznie powinno oznaczać przesłanie: od tej pory twoje ego będzie musiało wielokrotnie ustępować przed odpowiedzialnością, którą ci powierzono. Sumieniem władzy w starożytnym Izraelu byli prorocy, którzy mieli głęboki wgląd w jej naturę i posiadali głębokie, normatywne wizje jej funkcjonowania. By na koniec raz jeszcze przywołać rabina Heschela:

Im głębiej zanurzałem się w sposób myślenia właściwy prorokom, tym mocniej i wyraźniej docierała do mnie prawda, jaką usiłowali przekazać swoim życiem: iż z moralnego punktu widzenia nie ma granic dla zatroskania, jakie należy odczuwać z powodu ludzkiego cierpienia, że obojętność na zło jest gorsza niż samo zło, że w wolnym społeczeństwie winni są niektórzy, odpowiedzialni są jednakże wszyscy.

Szabat szalom,

Menachem Mirski

Po co nam religia?

Po co nam religia?

Refleksja nad paraszą Wajachel

Menachem Mirski

W porcji Tory na ten tydzień Mojżesz gromadzi Izraelitów i przypomina o przykazaniu przestrzegania szabatu. Następnie przekazuje instrukcje, które otrzymał od Boga, dotyczące budowy Miszkanu. Ludzie ofiarowują niezbędne materiały w obfitości, przynosząc złoto, srebro i miedź; wełnę barwioną a niebiesko, purpurowo i czerwono; kozie włosy, lnianą przędzę, skóry zwierząt, drewno, oliwę z oliwek, zioła i kamienie szlachetne… W pewnym momencie Mojżesz nakazuje Izraelitom, ażeby przestali przynosić swoje dary.

Mamy tu do czynienia z kwestią, z którą nie tylko judaizm, lecz religie jako takie borykają się wiecznie: środków materialnych niezbędnych do budowy i utrzymania instytucji religijnych. A ponieważ wszystkie te środki są owocem ludzkiej pracy, niekiedy ciężkiej pracy, zasadnym jest postawić pytanie: skoro obdarowujemy religię i jej instytucje owocami naszej ciężkiej pracy (można by powiedzieć, że są to dary dla samego Boga; ale to ma sens jedynie w przenośni, bowiem Bóg tak naprawdę niczego materialnego nie potrzebuje, gdyż Bóg tak naprawdę nic nie posiada i posiada wszystko zarazem), to co w takim razie religia daje nam w zamian?

Kwestia wydaje się być bardzo rozległa, jednakże daje się ją streścić dość zwięźle. By tego dokonać posłużę się koncepcją polskiego psychologa religii, profesora nauk społecznych, Adama Zycha. Otóż religie w naszym życiu pełnią funkcje takie jak np. funkcja kompensacyjna, która polega na swoistej rekompensacie ludzkiej bezsilności lub słabości. Wierzenia religijne kompensują niepomyślną dolę jednostki, pomagają w pokonywaniu licznych trudności i rozwiązywaniu jej konfliktów wewnętrznych. Inną funkcją religii jest funkcja światopoglądowa jej istotą jest tworzenie przez religię własnego obrazu świata. Religia jako forma świadomości społecznej stara się również interpretować oraz wyjaśniać zjawiska i procesy zachodzące we wszechświecie, w przyrodzie i społeczeństwie, a także w samym człowieku. W tej właśnie kwestii pojawia się często spór religii z nauką; jednakże nie ma on charakteru uniwersalnego – nie wszystkie religie popadają w ów konflikt. Istnieją religie (i ich wyznania), które są bardziej elastyczne i mniej elastyczne w tej materii.

Możemy wyróżnić jeszcze kilka innych, równie ważnych funkcji religii, takich jak funkcja wychowawczo-regulacyjna – religia głosząc określone nakazy i zakazy, stara się kształtować osobowość jednostek i życie całych społeczeństw; człowiek znajduje w niej moralne oparcie i stabilne zasady postępowania; lub np. funkcja terapeutyczna – podczas działań takich jak modlitwa zachodzą swoiste procesy emocjonalne w rodzaju wypierania uczuć negatywnych przez pozytywne bądź narastania napięcia emocjonalnego, a następnie jego rozładowania. Ważną funkcją religii jest też jej funkcja egzystencjalna; amerykański psycholog religii J.M. Yinger określił religię jako „system wierzeń i działań, za pośrednictwem których wspólnota usiłuje rozwiązać najważniejsze problemy życia ludzkiego”, a także funkcja społeczno-integracyjna, przez którą można rozumieć szereg procesów (zależnych od wszystkich wyżej wymienionych funkcji), prowadzących do budowania jedności między ludźmi i tę jedność wzmacniających.

Tym samym, zanim odpowiemy sobie na pytanie, co dają nam religia i jej instytucje w zamian (zakładając, że my sami w nie „inwestujemy”), warto przeanalizować je pod kątem wyżej wymienionych funkcji, które powinny one wypełniać. Oby ten rachunek był dla nas zawsze korzystny i satysfakcjonujący; a jeśli zdarzy się, że nie do końca, przedyskutujmy to w naszych synagogach i nie wahajmy się wyrażać naszych najgłębszych oczekiwań wobec religii, naszych liderów czy nawet samego Boga.

 

Szabat szalom,

Menachem Mirski

 

TECAWE

TECAWE

Beit Warszawa, 15 lutego 2019 – Czytany przez nas w ten szabat fragment Tory pochodzi z drugiej części księgi Szemot (Wyjścia) – część ta składa się w dużej mierze z instrukcji dotyczących wykonywania przedmiotów rytualnych, których przygotowanie nakazał Bóg po katastrofalnym zajściu, gdy lud oddawał cześć bożkowi, złotemu cielcu, tuż po objawieniu na górze Synaj (choć, co może być mylące, to zdarzenie zostało opisane później). Nagle staje się oczywiste, że Izraelici potrzebują czegoś więcej niż tylko abstrakcyjnej koncepcji Boga, obłoku lub boskiego głosu albo też enigmatycznego stwierdzenia „jestem, który jestem”; potrzebują czegoś namacalnego, czegoś co można zobaczyć, mają potrzebę podejmowania jakichś konkretnych czynności.

Jest to typowo ludzka wada, i używam tutaj słowa „wada” z rozmysłem, jako że choć mocno wierzymy w pewne rzeczy, których nie widzimy, lecz które tylko czujemy – takie jak miłość lub strach, to jednak często nie możemy uwierzyć w inne rzeczy, o ile nie mamy przed nosem ich zdjęcia lub modelu. Gdzie byłoby chrześcijaństwo – nawet w odmianie protestanckiej – bez ikon i obrazów karmiącej matki lub mężczyzny przybitego do dwóch drewnianych belek? Gdzie byłby buddyzm bez posążków Buddy? Choć islam podziela żydowski zakaz wykonywania obrazów Boga, istnieje wiele islamskich dzieł sztuki przedstawiających proroków i różnych bohaterów. Interesujący jest fakt, że wielu ultra-ortodoksyjnych Żydów nie widzi problemu w gromadzeniu będących wytworem wyobraźni portretów brodatych i noszących turbany starodawnych rabinów, obrazów przedstawiających stojących przy ołtarzu kapłanów w rytualnych szatach i nakryciach głowy albo nawet miniaturowych modeli zburzonej dawno temu Świątyni. Oczywiście wiemy też, jak duże emocje potrafi wywołać wysoki kamienny mur czy też dość zakurzone, zatłoczone miasto u osób, które poza tym kierują się w życiu racjonalnym podejściem. Ludzie są gotowi umrzeć, aby uratować flagę lub sztandar przed dostaniem się w ręce wroga…. Oddają życie za kawałek kolorowego materiału, ponieważ dla nich symbolizuje on o wiele więcej….

Jest to istotny aspekt prawie wszystkich religii. Osoby niewierzące nie rozumieją potęgi tej symboliki – albo też próbują zastąpić ją czymś innym.

W związku z tym należy uznać, że nasza sidra powinna być rozważana w kontekście szeregu innych sidrot, w których, choć są one dość pomieszane pod względem chronologicznym (do takiego stopnia, że Raszi skomentował, iż w ogóle nie da się zrozumieć sekwencji wydarzeń – „ejn mukdam umeuchar baTora” – w narracji Tory nie ma „przedtem” ani „potem”), znajdziemy opis szczegółowych instrukcji dotyczących kwestii rytualnych. (Jak już wskazywałem, wiąże się z tym pewien poważny problem – a mianowicie taki, że zajście ze złotym cielcem zostało w istocie opisane w rozdziale 32, czyli dopiero w NASTĘPNEJ sidrze!). Pod sam koniec sidry Jitro w rozdziale 20, bezpośrednio po Aseret HaDibrot, Dziesięciu Słowach czy też Dziesięciu Przykazaniach, Bóg ogłasza Mojżeszowi, że Izraelici powinni wybudować tylko bardzo prosty ołtarz z ziemi albo w ostateczności z nieociosanych, nieobrobionych kamieni; że nie wolno im mieć żadnych srebrnych ani złotych bożków i że powinni dopilnować, aby ołtarz nie był zbyt wysoki, tak aby oczom nie ukazywały się żadne nieskromne i wstydliwe widoki, gdy będą nań wchodzić po stopniach. Można odnieść wrażenie, że ktokolwiek pisał te słowa miał w istocie okazję obserwować, jak egipscy kapłani w króciutkich szatach wchodzą po schodach, i w związku z tym dobrze wiedział, o czym mówi. Wszystko miało być skromne i naturalne i – owszem – w gruncie rzeczy abstrakcyjne.

Następnie mamy zaś sidrę Miszpatim, która najpierw koncentruje się na prawie cywilnym, na prawach związanych ze szkodami i własnością (włącznie z posiadaniem ludzi, czyli niewolników), na przypadkowo wyrządzonych szkodach i stratach oraz na aktach uwodzenia. Ale następnie w Wj 22, 17-19 ni z tego, ni z owego mówi się nam: nie pozwól magikowi ani czarownikowi pozostać przy życiu; każdy, kto spółkuje ze zwierzęciem, poniesie śmierć; każdy, kto złoży ofiarę jakiemukolwiek innemu bogowi, będzie podlegać klątwie cherem. Po tej serii alarmujących zakazów i kar przez pozostałą część rozdziału 22 i przez cały rozdział 23 tekst wraca zaś do omawiania kwestii związanych ze sprawiedliwością społeczną. Ale nagle w rozdziale 24 Bóg wzywa Mojżesza, aby wstąpił na górę wraz ze swoim bratem, dwoma najstarszymi bratankami (bez pozostałych dwóch!) i siedemdziesięcioma przedstawicielami starszyzny; następnie Mojżesz buduje ołtarz z pomnikami dwunastu plemion – sziwtej Jisrael, o których w tym miejscu po raz pierwszy wspomina się jako o plemionach – i taka delegacja wspina się na górę i widzi Boga…; urządzają też świąteczny posiłek – i NASTĘPNIE Bóg mówi Mojżeszowi, aby wstąpił na szczyt góry, aby otrzymać kamienne tablice z objawieniem. Co też ów czyni, po czym obłok zakrywa go na czterdzieści dni.

Właśnie w tym momencie przechodzimy do następnej sidry, „Teruma” (rozdział 25), i tutaj Bóg zaczyna od ogłoszenia wytycznych dotyczących sfery rytualnej – składania ofiar oraz budowy przenośnej świętej skrzyni, którą można nosić na drążkach, całej wykonanej z drzewa akacjowego i czystego złota; następnie w rozdziałach 26 i 27 przekazane zostają złożone i szczegółowe instrukcje dotyczące wewnętrznego wyposażenia, zasłon i dywanów, jak również ołtarza, który ma być pokryty miedzią – wszystkie te opisy przypominają nieomalże czasopisma z branży wystroju wnętrz.

Tak więc nasza sidra Tecawe zaczyna się od instrukcji dotyczących oświetlenia, a następnie w rozdziale 28 czytamy o mianowaniu kapłanów (Aharona i, tym razem, wszystkich czterech jego synów) oraz o ich szatach. Następnie w rozdziale 29 zaczyna się opis aktu wyświęcania na kapłanów, oficjalnych szat kapłańskich oraz składanych ofiar, łącznie z codziennymi, składanymi według ustalonego porządku ofiarami stanowiącymi swoistą podwalinę całego rytuału – ołtarz będzie nieustannie używany, lampy będą się palić, ogień będzie płonął przez cały czas, niezależnie od tego, czy swoje ofiary składać będą również poszczególne jednostki.

Poświęciłem dużo czasu na opisywanie całego tego kontekstu, gdyż w naszej opowieści są to bardzo ważne dni i tygodnie dla Izraelitów; „opuścili” Egipt – słowo „opuścili” jest tutaj eufemizmem, jako że zostali z niego jednocześnie wyrzuceni i wyciągnięci siłą – nie opuścili Egiptu z własnej woli – i byli całkowicie zagubieni i zdezorientowani w nowym środowisku, na pustyni; nie wiedzieli, gdzie zmierzają ani co tak naprawdę się dzieje, kto ich prowadzi i dlaczego (Mojżesz był w końcu obcym człowiekiem, który pojawił się nie wiadomo skąd, nie był jednym z nich, nie był kimś, kogo znali i darzyli zaufaniem, nie był osobą, którą wybrali sobie na przywódcę). My, którzy mamy do dyspozycji nasze drukowane Biblie i wiemy, jaki będzie dalszy ciąg tej historii, mamy ogromną przewagę nad biednymi byłymi niewolnikami, którzy zostali uwolnieni od wszystkiego, co znali – od swoich domów, od swojej pracy, jakkolwiek ciężka by ona nie była – i zostali wrzuceni w kompletną pustkę. Rabini tradycyjnie wypowiadali się bardzo lekceważąco o dor hamidbar, o „pokoleniu pustyni”, które było tak bardzo przerażone, zbyt przerażone, aby ruszyć na przód, gdy mu to nakazano; jestem jednak przekonany, że ci z nas, którzy doświadczyli bezpośrednio albo pośrednio któregoś z masowych przemieszczeń ludności bądź przypadków wygnania z własnego domu, jakie miały miejsce w minionym stuleciu, bądź którzy znają historie rodzinne dotyczące tych wydarzeń, powinni mieć dla nich więcej empatii. Po kilkusetletnim pobycie w Egipcie – gdzie ich życie było niezwykle trudne z powodu ciężkiej pracy i prześladowań ze strony państwa, ale przynajmniej wiedzieli, gdzie się znajdują i mieli jedzenie, wodę i domy – teraz znaleźli się nagle po środku pustyni i oczywiście, gdy ustępuje pierwszy szok, zaczynają się głośno domagać wody, jedzenia, schronienia, bezpieczeństwa i przewodnictwa. Wkrótce zaczną spoglądać z nostalgią na dawne dni, gdy byli jeszcze w Egipcie…. Są to normalne uczucia, których doświadczają prawie wszyscy uchodźcy i osoby deportowane. Dom pozostaje domem, nawet jeśli ktoś ci go ukradł i cię z niego wyrzucił.

Jak zbudować naród z motłochu? Jak wprowadzić radykalnie nową religię państwową, która ma zastąpić mnogość starych zwyczajów, przesądów i pozostałości religii egipskiej, które znał do tej pory lud? Jak stworzyć nowy ośrodek kultu, nową kastę kapłańską, nowe zasady składania ofiar, aby zapełnić lukę powstałą po utracie wszystkich starych pewników? Egipt był miejscem, w którym religia była traktowana bardzo poważnie, miejscem wypełnionym świątyniami i grobowcami, ze świętymi posągami i ludźmi, którzy – podobnie jak ci, którzy obecnie postanawiają się poddać kriogenicznemu zamrażaniu – planowali powrócić do życia, gdy nastanie ku temu odpowiednia pora, zaś w międzyczasie byli przechowywani w zmumifikowanym stanie. Władcy spodziewali się, iż będą w dalszym ciągu rządzić nawet po swojej śmierci i oczekiwali też, że będą mieli pod ręką swoje meble i swoją służbę, tak by mogli w dalszym ciągu cieszyć się komfortowymi warunkami. Byli statyczni, a nie dynamiczni. Lecz teraz lud Izraela będzie się musiał zadowolić przenośnym sanktuarium i brakiem stałego miejsca pobytu aż do czasu, gdy dotrą do ziemi opisywanej mgliście jako „przyobiecanej waszym przodkom”.

Zauważalny i nieraz frustrujący jest sposób, w jaki tekst Tory oscyluje gwałtownie pomiędzy stanowczymi ogólnymi zasadami – najpierw nakazuje: „Miłuj Boga! Szanuj swoich rodziców! Przestrzegaj szabatu!”, zaś następnie pogrąża się obsesyjnie w omawianiu drobnych, zawiłych szczegółów dotyczących ubrań kapłanów, ilości oliwy, jaka ma zostać wymieszana z mąką czy też tym, ile dokładnie baranków wymaganych jest do jakiegoś rytuału. Czy to wszystko naprawdę jest ważne? Czy Bóg by się zdenerwował, gdyby w pierwszym wersecie 29 rozdziału ktoś złożył w ofierze tylko jednego baranka, a nie dwa? Czy cały system by się rozpadł, gdyby w 42 wersecie 28 rozdziału jeden z kapłanów zapomniał jakiegoś elementu swojej bielizny? Bądź gdyby w 9 wersecie 30 rozdziału w kadzidle zabrakło jednego ze składników?

Cóż – i tak, i nie. Nie mija dużo czasu, nim dwóch z kapłanów, niedoświadczonych i może nazbyt pewnych siebie, ulega spaleniu w wyniku popełnionego przez siebie błędu. Tekst zdaje się sugerować, iż był to raczej wypadek aniżeli kara, ale nawet taki scenariusz pokazuje, iż owe regulacje powinny być traktowane poważnie i że należy ich ściśle przestrzegać. Ponadto nakazy te spełniają również inną ważną rolę – mają sprawić, że ludzie nie będą się już czuli tak bardzo osamotnieni. Raczej niż patrzeć wstecz w poszukiwaniu bożej pomocy, powinni spoglądać w górę; zamiast myśleć o bogach tam, w Egipcie, powinni mieć nieustannie świadomość istnienia Boga, który jest obecny pośród nich, w obozie. Będą w dalszym ciągu mieli boskiego partnera, z którym będą mogli porozmawiać w sytuacji, gdy poczują się przestraszeni, gdy będą mieli jakieś pytania, gdyby mieli jakieś konkretne życzenia lub gdyby odczuwali wdzięczność lub poczucie winy. Ci ludzie nigdy nie czytali Księgi Rodzaju, mają niewielką wiedzę o wcześniejszych wydarzeniach i pokoleniach, nawet jeśli zabrali z sobą zmumifikowane ciało Józefa. Bóg dużo od nich wymaga i z psychologicznego punktu widzenia nie są jeszcze gotowi na wykonanie następnego poważnego kroku naprzód. Zakrzyknięcie „naase weniszma!” – „uczynimy i wysłuchamy!” to jedna sprawa – jednak czymś zupełnie innym jest przemierzenie pustyni Synajskiej w celu dotarcia do kraju, który, jak donoszą ich zwiadowcy, jest dobrze ufortyfikowany i zamieszkały przez olbrzymów.

Są to ludzie, którzy przez całe swoje życie byli niewolnikami, którzy nigdy nie przeszli wojskowego przeszkolenia, którzy wprawdzie odnieśli zwycięstwo nad jednym nomadycznym plemieniem Amalekitów, lecz poza tym nie mieli w tym zakresie żadnego doświadczenia. Przez całe ich życie mówiono im, co mają robić, zaś teraz słyszą, że mają zaufać niewidzialnemu Bogu oraz że mają podejmować decyzje!

Tak więc czytana w tym tygodniu sidra stanowi część ważnego etapu przejściowego w historii ludu Izraela. Po dwóch dramatycznych wydarzeniach –  przejściu przez morze oraz chwili, gdy głos przemówił z obłoku unoszącego się nad górą, następuje powrót do zwyczajnej rzeczywistości i pojawia się potrzeba ustanowienia nowych porządków, nowych rytuałów.

A my? Czy jesteśmy od nich lepsi? Czy potrafimy modlić się do Boga bez specjalnych, ozdobionych budynków i specjalnego, wykwalifikowanego personelu, który otrzymał ordynację i odziany jest w skomplikowane szaty? Czy jesteśmy gotowi ruszyć naprzód ku nieznanej przyszłości, czy potrafimy zaufać, czy potrafimy odnaleźć w sobie nadzieję?

Możemy czytać stare teksty i patrzeć, jakie działania podejmowano wówczas, jak moglibyśmy jednak odnieść te lekcje do naszego własnego życia i do naszych własnych czasów? Czy potrafimy oddzielić ogólne zasady dotyczące moralności i człowieczeństwa od nieomalże neurotycznej obsesji na punkcie rytuałów i szczegółów? Kilka tygodni temu odwiedziłem synagogę, w której odgrodzone niczym w klatce kobiety wyciągały ręce ku Sefer Tora, podczas gdy mężczyźni obnosili zwój dookoła, a następnie przybliżały dłonie do ust i całowały je – było to najbliżej, jak tylko mogły się zbliżyć do owego tajemniczego, niewidzialnego Boga, którego obecność wyczuwały, lecz którego nie mogły jednak dosięgnąć. Zamiast siedzieć z otwartym chumaszem i czytać tekst Tory w dowolnym języku, w oryginale czy też w tłumaczeniu, potrzebowały i pragnęły raczej nie-fizycznego kontaktu z jakimiś niewidzialnymi promieniami rozchodzącymi się od ściśle zwiniętego, zamkniętego i przykrytego pergaminu. Patrzyłem ze smutkiem i czułem, że był to swoisty ważny symbol świadczący o potrzebie zidentyfikowania się raczej z Sefer aniżeli z Torą. Są osoby, które wypowiadają się autorytatywnie w kwestii dokładnego sposobu, w jaki należy nosić tfilin oraz w którym miejscu powinny się znajdować wiązania, zastanawiam się jednak, kiedy ostatnio czytały one zamieszczone w nich teksty.

W następnych sidrot wątek budowania infrastruktury niezbędnej do odprawiania rytuałów będzie kontynuowany i również w księdze Wajikra poświęca się dużo uwagi sposobom korzystania z tej infrastruktury, ale dopiero o wiele później prorocy przypomną nam, że sam rytuał nie wystarczy, że świątynie mogą zostać utracone i zniszczone – i zasłużenie – jeśli religia stanie się zaledwie kwestią rutynowego przyzwyczajenia pozbawionego jakiejkolwiek wewnętrznej treści. Jest to wyzwanie, z którym mierzą się wszystkie religie, we wszystkich czasach. My nie jesteśmy wyjątkiem.

Szabat Szalom,

Rabin dr Walter Rothschild

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Co symbolizuje Przybytek Zgromadzenia?

Co symbolizuje Przybytek Zgromadzenia?

Mati Kirschenbaum

 

Adonaj to Król, drżyjcie narody. Siedzi na cherubach, zadrżyj ziemio. (Ps 99, 1)

Słowa te wypowiadamy co tydzień w trakcie Kabbalat Szabat. Odwołują się one do wizji Wiekuistego siedzącego na cherubach w Przybytku Zgromadzenia, którego budowę opisuje czytana przez nas w tym tygodniu parsza Truma. Parsza ta opisuje instrukcje dotyczące budowy Przybytku Zgromadzenia, które Mojżesz otrzymał od Wiekuistego. Mojżesz przekazuje te instrukcje Izraelitom, nakazując wszystkim, których skłania do tego serce, złożenie daniny na rzecz budowy Przybytku. Jego ukończenie ma umożliwić Wiekuistemu zamieszkanie WŚRÓD Izraelitów. To sformułowanie sugeruje, że, w odróżnieniu od bliskowschodnich bóstw, których świątynie były postrzegane jako ich domostwa, Wiekuisty nie miał mieszkać w Przybytku. Przybytek miał być tylko jego symbolicznym domostwem. Instrukcje dotyczące budowy tego domostwa są jednak bardzo dokładne. Możemy zadać sobie pytanie, dlaczego budowla o czysto symbolicznym znaczeniu opisana jest w tak szczegółowy sposób.

Pytanie to zajmowało naszych uczonych już w starożytności. Józef Flawiusz, żydowski historyk żyjący w pierwszym wieku naszej ery, twierdził, że Przybytek symbolizuje nasz świat. Dwie części Przybytku dostępne kapłanom, Dziedziniec i Święte Miejsce, miały symbolizować niebo i ziemię, Święte Świętych miało zaś symbolizować niedostępne dla ludzi miejsce przebywania Boga. Dwanaście bochenków chleba miało symbolizować dwanaście miesięcy w roku. Cztery rodzaje materiałów, z których wykonane były zasłony Przybytku miały symbolizować cztery żywioły.

Z kolei Szemot Raba, zbiór midraszy na temat Księgi Wyjścia, interpretuje Przybytek jako ziemskie unaocznienie stwórczej siły Wiekuistego. W tej interpretacji zasłony w Przybytku symbolizują niebo, które, według Psalmu 104, 2, zostało rozpostarte przez Wiekuistego. Podział między Świętym Świętych a Miejscem Świętym miał symbolizować podział wód poprzez stworzenie sklepienia niebieskiego, opisany w Księdze Rodzaju 1, 6. Światła w Przybytku miały przypominać o pochodzeniu wszelkiego Światła od Wiekuistego.

Opisane powyżej interpretacje budowy Przybytku wyjaśniają szczegółowość instrukcji na różne sposoby. Ich cechą wspólną jest przekonanie, że Przybytek reprezentuje wielowymiarowość świata stworzonego przez Wiekuistego. Model ten pokazuje nam, że nie jesteśmy w stanie w tym świecie przeniknąć wszystkich aspektów rzeczywistości. Jesteśmy jednak w stanie wiele się nauczyć, próbując ją przedstawić korzystając z dostępnych nam środków. Co więcej, sam proces budowy takiego modelu zbliża nas do Wiekuistego.

W dzisiejszych czasach wznoszenie Przybytku dla Wiekuistego nie wiąże się z wznoszeniem imponujących budowli. Przybytek ten wznosimy obecnie przez dobre uczynki. Każdy akt pomocy bliźnim, każdy przejaw naszego zaangażowania społecznego przyczynia się do wzniesienia tu i teraz Przybytku, w którym wśród nas zamieszka Wiekuisty. Niech ta chwila nadejdzie za naszych dni. Ken jehi racon bimhera bejamejnu.

Szabat Szalom!

Mati Kirschenbaum

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju? Refleksja nad paraszą Miszpatim

Wesprzyj czy po prostu zostaw w spokoju?

Refleksja nad paraszą Miszpatim

Porcja Tory na ten tydzień zaczyna się od XXI rozdziału Księgi Wyjścia, czyli od rozdziału, który następuje zaraz po tym, który zawiera Dekalog. Cztery rozdziały naszej paraszy zawierają szereg przepisów o charakterze moralnym, rytualnym, jak również z dziedziny prawa rodzinnego, cywilnego oraz karnego. Jakkolwiek w Torze nie ma nic mniej lub bardziej ważnego, ponieważ jako całość stanowi ona system boskiego prawa, to jednak w toku dziejów pewne jej prawa, przynajmniej w swoim dosłownym rozumieniu, wydają się być bardziej „aktualne” aniżeli inne. W mojej opinii, zresztą nie tylko w mojej, na szczególną uwagę zasługują następujące wersety:

Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę, zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

(Szemot/Exodus 22:20-23)

Chociaż niektórym może się wydawać, ze Tora w swoich przepisach jest bardzo szczegółowa, jest to dość powierzchowne wyobrażenie. Biorąc pod uwagę jej totalność, bardzo często okazuje się, że prawa Tory są dość ogólne i wymagają dookreślenia. Tym też od wieków zajmują się rabini, „rozpakowując”, używając języka informatyki, „skompresjowane treści”, które ona w sobie zawiera. Także prawo dotyczące cudzoziemców, wdów oraz sierot wymaga dookreślenia. Rozważając powyższe wersety warto więc sięgnąć do choćby dwóch spośród najznamienitszych komentatorów. Raszi przykładowo stwierdza, iż powyższe prawo w rzeczywistości dotyczy każdego człowieka; niemniej jednak Tora specjalnie akcentuje ludzi spośród tych trzech grup z uwagi na ich, niekorzystne względem innych obywateli, położenie – ich podatność na zranienie oraz bezsilność wobec świata. Taki sam pogląd wyraża Ibn Ezra, dodając jednakże, iż cudzoziemiec musi odrzucić bałwochwalstwo, ażeby zasłużyć sobie na „równe traktowanie”. Mówiąc językiem współczesnym – cudzoziemiec musi wpierw zaakceptować normy społeczeństwa, w którym zdecydował się żyć.

Powyższa zasada „współczucia” wobec słabych to nie tylko zasada etyczna, ale i socjologiczna. Wiemy dobrze, jakiego rodzaju ludzie mogą – choć nie muszą – wyrosnąć z gnębionych sierot. Bo chociaż cierpienia i frustracje u ludzi dorosłych mogą być, i często są, przez nich przekute na działania dobre i pozytywne, to jednak bolesne i pełne frustracji dzieciństwo trudno uznać za coś pozytywnego. Tego rodzaju doświadczenia zwiększają głównie prawdopodobieństwo postaw aspołecznych w dorosłym życiu, takich jak kierowanie się resentymentem, chęcią zemsty czy bycie po prostu przestępcą. Tak więc pomoc słabszym może być motywowana już choćby długofalowym, własnym interesem społeczeństwa, swojego rodzaju „grupowym egoizmem” wspólnoty. Kara, którą Bóg przepowiada w wersecie 23:

Zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami.

jest w gruncie rzeczy opisem realnych, długofalowych procesów zachodzących w zbiorowościach ludzkich: niesprawiedliwość jest dziedziczona i prowadzi do rozpadu społeczeństwa, rozkładu jego więzi, a w konsekwencji do całkowitego upadku społeczności, która ostatecznie będzie składać się wyłącznie z wdów, sierot i przestępców, a więc ze jednostek słabych oraz z tyranów. Czy tego rodzaju społeczeństwo jest w stanie obronić się przed jakimkolwiek zagrożeniem z zewnątrz, czy to ludzkim czy po prostu naturalnym?

Chociaż powyższe przykazania mają charakter negatywny, wyrażany w słowach „nie krzywdź”, to jednak niekiedy przydawany jest im, co jest oczywiście spójne z innymi przykazaniami Tory, pozytywny charakter, który można wyrazić w słowach „wesprzyj”, „pomóż” itd. I tutaj sprawy się komplikują. Nigdy nie miałem wątpliwości, iż nie tylko dobrowolna, ale i instytucjonalna pomoc słabszym jest niezwykle ważna we współczesnych społeczeństwach na świecie. Ale, niestety, sprawa nie jest taka prosta i pojawiają się tu pewne niebezpieczeństwa.

Po pierwsze nie każda pomoc stanowi pomoc. Zanim zdecydujemy się pomagać słabszym upewnijmy się, że nasza pomoc nie skończy się jedynie na zaspokajaniu ich doraźnych potrzeb. Tego rodzaju pomoc wobec osoby nieprzystosowanej społecznie (wracamy do słów Ibn Ezry), błąkającej się po tym świecie bez celu i sensu, lub nie zamierzającej wziąć za nic odpowiedzialności, chociażby za samą siebie – jest często demoralizująca.

Po drugie, co bardzo istotne, los i pozycja słabszych jest często wykorzystywana politycznie w niecnych celach, o czym ludzie/obywatele dowiadują się często po fakcie, gdy już ewidentnym jest, że wcale nie chodziło o pomoc słabszym, lecz o własne przywileje, władzę i realizację własnych, ideologicznych wizji. I tutaj zaczyna otwierać się piekło czarno-białych i przesyconych resentymentem wizji świata. Jedną z nich jest generalnie nadużywany, sztywny podział na „opresjonowanych i opresjonujących”, „skrzywdzonych i krzywdzących” itd. Tego rodzaju koncepcje nie budują porozumienia między ludźmi i choć może dodają one otuchy ludziom i grupom będącym w gorszym położeniu, to w dalszej perspektywie wcale nie przyczyniają się do pokoju i naprawy relacji między ludźmi w danym społeczeństwie. W skrajnych przypadkach to – tu nazwę rzecz po imieniu – marksistowskie z gruntu interpretowanie zjawisk społecznych, nosi wręcz znamiona podżegania do zbrodni. Owo napuszczanie „skrzywdzonych” przeciw „tym, którzy się obłowili kosztem wszystkich innych” wydało swój potworny owoc niedawno w Gdańsku, podczas ostatniego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzkie losy są nazbyt złożone, by móc sprowadzić je do dwóch kategorii. Wśród skrzywdzonych są zapewne autentycznie skrzywdzeni i uciskani. Ale samo poczucie krzywdy u człowieka nie oznacza, że był on w rzeczywistości skrzywdzony przez innych. Są wśród pokrzywdzonych także tacy, którzy sami sobie na swój los zapracowali. Dlatego w tej materii nadmierne uogólnienia, jak budowanie całych obozów i grup skrzywdzonych, jest bardzo niebezpieczne.

Konkludując, nie tylko nie czyńmy życia słabszych trudniejszym, ale starajmy się, wedle własnych możliwości, uczynić je łatwiejszym, zwłaszcza jeśli sami nic na tym tracimy. Miejmy też ograniczone zaufanie do instytucji publicznych rzekomo nas z tego „wyręczających”. A najbardziej uważajmy na polityków, jakiejkolwiek przynależności, którzy na sztandarach mają „pomoc słabszym”, bowiem nader często nie działają tak naprawdę w ich interesie, lecz jedynie w interesie własnej, wąsko pojętej grupy.

Menachem Mirski

Szabat szalom!

Dobry przykład wskazuje drogę

Dobry przykład wskazuje drogę

 

Mati Kirschenbaum

W pierwszych słowach czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Jitro dowiadujemy się, że wieść o wyjściu Izraelitów z Egiptu i ich zwycięstwie nad Amalekiem dotarła do Jitro, teścia Mojżesza. Słysząc tak dobre wieści, Jitro stwierdza, że jego córce Ciporze, żonie Mojżesza, oraz jej dwóm synom nie będzie grozić niebezpieczeństwo, jeśli dołączą oni do prowadzonych przez ich ojca i męża Izraelitów. Jitro udaje się zatem w podróż do góry Synaj, pod którą obozuje właśnie Mojżesz. Spotkanie z rodziną po długiej rozłące jest dla Mojżesza źródłem wielkiej radości. Nie ma on jednak czasu specjalnie się tym cieszyć, jest on w stanie poświęcić swoim najbliższym zaledwie jeden wieczór. Już następnego dnia musi  wracać do pracy. Jej charakter nasza parsza opisuje w następujący sposób:

Nazajutrz zasiadł Mojżesz, aby sądzić lud. I stał tłum przed Mojżeszem od rana do wieczora.

(Wyj. 18, 13)

Jitro, mający wieloletnie doświadczenie w przewodzeniu Midianitami, nie pochwala tego sposobu sprawowania przez Mojżesza przywództwa. Dlatego udziela on Mojżeszowi następującej rady:

Nie jest dobre to, co czynisz. Zamęczysz siebie i lud, który przy tobie stoi, gdyż taka praca jest dla ciebie za ciężka, i sam jej nie możesz podołać. Teraz posłuchaj rady, jaką ci daję, a Bóg niechaj będzie z tobą: Sam bądź przedstawicielem swego ludu przed Bogiem i przedstawiaj Bogu jego sprawy. Pouczaj lud dokładnie o przepisach i prawach, i pouczaj go o drodze, jaką winien chodzić, i o uczynkach, jakie winien spełniać. A wyszukaj sobie z całego ludu dzielnych, bojących się Boga i nieprzekupnych mężów, którzy się brzydzą niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów ich przełożonymi już to nad tysiącem, już to nad setką, już to nad pięćdziesiątką i nad dziesiątką, aby mogli sądzić lud w każdym czasie. Ważniejsze sprawy winni ci przedkładać, sprawy jednak mniejszej wagi sami winni załatwiać. Odciążysz się w ten sposób, gdyż z tobą poniosą ciężar. (Wyj. 18, 17-22)

Zgodnie z radą Jitro Mojżesz mianuje wśród Izraelitów kierowników odpowiedzialnych za rozstrzyganie spraw mniejszej rangi; sam odpowiedzialny jest za kontakt z Wiekuistym i ze starszyzną Izraela. Uwolniony od balastu zajmowania się najdrobniejszymi problemami Izraelitów, Mojżesz może następnie wspiąć się na górę Synaj, aby tam, podczas spotkania z Bogiem, otrzymać Torę. Można powiedzieć, że porady Jitro stanowią fundament, bez którego Mojżesz nie potrafiłby zbudować systemu społecznego wcielającego w życie wartości objawione mu na górze Synaj. Potraficie sobie wyobrazić społeczeństwo, w którym jedna osoba jest odpowiedzialna zarówno za nauczenie społeczeństwa jak postępować, jak i za przestrzeganie prawa? Nie sądzę, aby takie społeczeństwo mogło sprawnie funkcjonować. Parsza Jitro uczy nas, że charyzmatyczni przywódcy nie są w stanie udźwignąć ciężaru zarządzania wielkimi projektami społecznymi bez struktur organizacyjnych umożliwiających im realizację skomplikowanych celów. To właśnie te struktury pozwalają następnym pokoleniom działać zgodnie z duchem wartości ich poprzedników.

Myślę, że wielu z nas wciąż nie może dojść do siebie po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zastanawiamy się, co możemy zrobić, by pamięć o nim nie została zapomniana. Boimy się, że jego śmierć jest oznaką przemiany Polski w podzielony, pełen nienawiści kraj, w którym otwartość na innych narażona jest na nienawiść i przemoc.

Parsza Jitro uczy nas, że możemy przeciwdziałać takim tendencjom. Możemy kontynuować dziedzictwo Pawła Adamowicza poprzez kontynuację jego dzieła, poprzez włączenie się w działania realizujące jego ideały. Tak jak on możemy wymagać od naszych samorządów wprowadzenia programów wspierających integrację imigrantów. Tak jak Paweł Adamowicz możemy wspierać prawa osób LGBT. Tak jak Paweł Adamowicz możemy publicznie deklarować, że patriotyzm lokalny i duma z bycia Europejczykiem wzmacniają nasze przywiązanie do Polski, a nie je osłabiają. Zachowując się w ten sposób, wzmocnimy te struktury w naszym społeczeństwie, które realizują ideały Pawła Adamowicza.

Jitro, teściowi Mojżesza, nie dane jest uczestniczyć w nadaniu Tory na Synaju. Wraca on do swojego kraju, zanim do niego dochodzi. Jego zasługi dla ludu Izraela nie zostają jednak zapomniane, parsza zawierająca opis zawarcia przymierza Boga z Izraelem nosi jego imię. Paweł Adamowicz nie doczekał Polski realizującej w pełni bliskie mu ideały. W ten Szabat zachęcam Was do zastanowienia się, co możecie zrobić, aby wizja Polski, w którą wierzył Paweł Adamowicz, stała się rzeczywistością ku jego pamięci. Zichrono liwracha — niech jego pamięć stanie się dla nas błogosławieństwem.

Mati Kirschenbaum

בְּשַׁלַּח

בְּשַׁלַּח

Beszalach

Beszalach, w tłumaczeniu z języka hebrajskiego oznacza „gdy uwolnił”. Co oznacza wolność? Czy oznacza ona wyłącznie dowolność wyboru? Emanuel Levinas (w eseju Trudna Wolność) odpowiada, że takie pojmowanie wolności, jako pełnej swobody wyboru nie jest zwykłym zuchwalstwem. Taka wolność to według niego wolność człowieka, który „nie zaznał jeszcze odczucia solidarności ludzkiej i który myśli (jak wielu współczesnych), że każdy istnieje dla siebie i że wszystko jest dozwolone.”. Kluczowe jest tu słowo „jeszcze”, które wskazuje, że tak pojmowana wolność to forma prymitywna, podstawowa, to początek drogi, którą każdy zaczyna sam, na początku każdej drogi jest zawsze „ja”, ego.

Ta droga potoczyć się może różnie, o czym przekonaliśmy się wszyscy w zeszłą niedzielę. Człowiek, który dopiero co opuścił więzienie dokonał publicznie mordu politycznego na Prezydencie Gdańska. Paweł Adamowicz, zamordowany, i jego morderca – byli na scenie równi w swojej wolności, ale jakże różni w tym co z tą wolnością zrobili. Paweł Adamowicz był niewątpliwie osobą, która nie tylko zaznała solidarności, ale swoim wsparciem dla innych także tą solidarność okazywała. Widział drugiego człowieka, jego potrzeby, jego ludzkość, sens współpracy i wzajemnego wsparcia. Jako Żydzi powinniśmy na zawsze zapamiętać wsparcie, które Adamowicz okazał gdańskiej społeczności żydowskiej po ataku na Synagogę. Z kolei dopiero co wyzwolony morderca uczepił się swojego ego tak mocno, że ten moralny wektor zawrócił go bardzo szybko w kierunku niewoli. Na początku jego drogi wolności.

Dzisiejsza parasza zaczyna się także na początku tej drogi, opowiada następnie o zakrętach, wybojach i przeszkodach, które na niej napotkamy. Moment, w którym B-g uwolnił Izrael z niewoli egipskiej w sposób oczywisty jest momentem przełomowym dla Tory, judaizmu, może być interpretowany jako początek Izraela jako narodu. Izrael nie jest jeszcze związany przymierzem Tory, przez co w tym momencie jest narodem podobnym do wszystkich narodów, które uzyskały w swojej historii możliwość samostanowienia. W porządku rzeczy stworzonych przez B-ga wielkim szczęściem jest znaleźć się w tej sytuacji. Jako Polacy, pamiętając czasy zaborów i komunizmu powinniśmy to doskonale rozumieć. Izrael z powodu tego szczęścia śpiewa w parszy Baszalach Szirat HaJam (הים שירת), pieśń morza. Kiedy Izrael przechodzi dzięki Wiekuistemu Morze Czerwone, B-g zatapia jego prześladowców, wojska Faraona, dyktatora myślącego o sobie jak o bogu.

Drogę Izraela przez Morze Czerwone symbolizuje flaga dzisiejszego państwa Izrael. To droga do wolności, niełatwa, już na jej początku Izrael napotkał przeciwności i wielu ludzi zawróciło ku własnej zgubie. Najpierw zmierzyli się z brakiem wody w Mara, z pomocą przyszedł Najwyższy uzdatniając wodę i stając się odtąd lekrzem Izraela. Co ciekawe, tą samą drogą idzie dzisiejsze państwo Izrael, odzyskując 80% zasobów wody, które zużywa. Również w Polsce jako wolni ludzie powinniśmy się najpierw troszczyć o czystość naszego środowiska, nie tylko wody, ale także powietrza.

Z Mara Mojżesz poprowadził Izrael do Elim, oazy gdzie było dwanaście źródeł wody dla dwunastu plemion Izraela i rosło siedemdziesiąt palm, tak jak siedemdziesiąt sprawiedliwych narodów ma zostać uzdrowione razem z Izraelem w olam haba (przyszłym świecie).

Miesiąc po wyjściu z Egiptu Adonai wyprowadził Izrael na pustynię, gdzie skończyła się im maca wyniesiona z Egiptu, a ludzie znowu zaczęli narzekać. Odwołując się znowu do naszej rzeczywistości przypomnę, że w Polsce po obaleniu komunizmu także ludzie szybko poczuli sentyment do czasów wygodnej, przewidywalnej, stabilnej niewoli. Wiekuisty znów ratował Izrael dając mannę każdego dnia rano, oprócz Szabatu, tak by Izrael nie musiał siódmego dnia pracować. Midrasz mówi, że Datan i Abiram pomimo to postarali się przekonać ludzi, że Mojżesz kłamie i postanowili rano w Szabat rozsypać na ziemi zebraną wcześniej mane. Manę zjadły jednak natychmiast ptaki. Przypomina to naszą rzeczywistość, w której oczernia się postaci jak Lech Wałęsa, Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, osoby które dały ludziom wolność. Ludzie tęskniący za czerwoną niewolą robią to dostarczając fałszywe, często sfabrykowane „dowody”. Bo jak mówi inny midrasz – mana nie miała smaku – dla sprawiedliwych miała smak niebiański, dla niewierzących miała smak nijaki. Widzimy rzeczy takimi jakimi jesteśmy my i tak też widzimy wolność – dla jednych jest piękna, jest szczęściem, dla innych jest zupełnie obojętna.

W dalszej drodze Izrael dociera do Massa i Meriba, czyli miejsca próby i sporu. Niedowiarkowie, ludzie tęskniący za Egiptem planują tu już nawet zamach na Mojżesza, znowu przypomina nam to o tragedii, która spotkała Pawła Adamowicza, który także był nienawidzonym liderem wolności. Wiekuisty ponownie wybawia Izrael każąc Mojżeszowi uderzyć laską w skałę, po czym wypływa z niej woda. W ten sposób Mojżesz ratuje swoje życie przed wrogami z własnej krwi. W tym samym miejscu jednak, w Refidim, Izrael zostaje napadnięty przez Amaleka i jego koczownicze plemie ludzi także wolnych, ale podążających w swojej wolności za własnymi egoizmami grabiąc, gwałcąc i mordując.

W tym miejscu w rolę dowódcy armii Izraela wchodzi Jozue, Jehoszua. Walkę wspiera ze wzgórza Mojżesz, kiedy trzyma ręce uniesione ku niebu Izrael wygrywa, gdy ręcę mu opadają ze zmęczenia przewagę zaczyna zdobywać Amalek, podtrzymują go więc Aharon i Chur. W pozycji wolności, gdy pokonamy własną słabość, własne namiętności, własny egoizm w końcu spotykamy nasze przeznaczenie – zmierzymy się ze złem, ludźmi pchającymi innych w nieszczęście, w niewolę. Scena bitwy pod Refidim pokazuje, że musimy te walkę podjąć i że dla zwycięstwa konieczna jest współpraca elementu siły fizycznej armii Jozuego i elementu siły moralnej, intelektualnej wyrażanej w paraszy przez Mojżesza. Niezbędna jest solidarność.

Traktat Sota (42b) mówi, że Filistyni przyszli kilkanaście pokoleń później na bitwe z Izraelem. Przyprowadzili męża zwanego Goliatem. Rabbi Johanan zadał pytanie o znaczenie tego imienia, okazuje się, że oznacza ono „stanąć z otwartą twarzą”, co oznaczać może albo brak hełmu albo bezczelność zachowania. Czy bezczelność ludzi nienawiści, którzy cieszyli się z zamachu na Adamowicza czy próbowali zmienić znaczenie tego zdarzenia jest dziś znowu potężnym orężem wrogów wolności? Czy zdołamy jak Dawid pokonać to oręże sprytem, jak Jozue siłą fizyczną i jak Mojżesz siłą moralną?

Rabi Lewi Icchak z Berdyczowa opowiada nam kto to jest Cadyk, Sprawiedliwy, wskazując, że to ten, który cały czas modli się do B-ga, prosząc o dobroć. Kiedy sprawiedliwy sprowadza dobro dzięki słowom modlitwy i swojemu oddaniu, staje się jakby sam sprawcą tego zwycięstwa, tak jak Dawid, Jozue i Mojżesz – wykonawcą woli HaSzem.

Są wśród nas ludzie religijni i mniej religijni. Nie ma to jednak znaczenia wobec wagi przykazania walki z Amalekiem, ze złem, które odczuć może każdy. Jak pisze Levinas „Aby móc zasłużyć na mesjańską erę, należy przyjąć, że etyka ma sens nawet bez obietnic Mesjasza.” (Etyka i Nieskończony). Dla zachowania wolności każde pokolenie musi podjąć walkę o jej utrzymanie i znaleźć kręgosłup moralny, który mu to umożliwi. Jest to przykazanie każdorazowej teraźniejszości. Również haftara do paraszy, szczególnie podkreśla wagę walki i pracy w teraźniejszości. Nie tylko w oczekiwaniu na Mesjasza i przyszłego świata, a w imie zwycięstwa wolności tu i teraz. Haftara osadzona jest w czasie sędziowania Debory, która była nazywana prorokinią, mimo, że nie prorokowała o przyszłości. Według rabinów bowiem, ten kto angażuje się na rzecz poprawiania błędów teraźniejszości, niesprawiedliwości dziejącej się aktualnie, w efekcie nadaje ton przyszłości.

W dobie konsumpcjonizmu otaczają nas ludzie skoncentrowani na swoich potrzebach, ambicjach na swoim ja. Czy droga, którą prowadzą nas stronnictwa egoistów może nas doprowadzić gdziekolwiek indziej niż do niewoli? Incele zapatrzeni w męskie instynkty. Feministki zamknięte w kobiecych grupach przed światem. Ludzie sukcesu okresu transformacji zakochani w sobie i własnym sukcesie i ludzie, którzy nie sprostali transformacji, własnej wolności, kapitalizmowi. Wszyscy nienawidzą innych i winią innych za własne niepowodzenia, własne decyzje podjęte w własnej wolności, tak jak na pustyni ludzie słabej wiary nienawidzili Mojżesza, mimo, że sami zdecydowali pójść za nim. Walcząc z Amalekiem w naszym pokoleniu musimy nie tylko stać razem. Każdy musi zrobić krok w przeciwnym kierunku niż wyznacza mu jego prywatny egoizm czy egoizm grupy, bańki społeczno-informacyjnej, w której jest mu wygodnie. Stojąc razem, umocnieni moralnie i siłą grupy odeprzemy w naszym pokoleniu Amaleka, niezależnie czy zjawi się z kłamstwem, oszczerstwem czy z nożem.

Maks Wudecki

Chaos i nienawiść – nasz zewnętrzny i wewnętrzny wróg

Chaos i nienawiść – nasz zewnętrzny i wewnętrzny wróg.

Refleksja nad paraszą Beszalach.

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień zawiera historie znane i szeroko rozpowszechnione w całej kulturze Zachodu. Opowiada nam o faraonie ścigającym Izraelitów, chcącym zmusić ich do powrotu do Egiptu; o rozdzieleniu Morza Trzcin (powszechnie uznawanego za Morze Czerwone). Izraelici doświadczają też pierwszego głodu oraz pragnienia na pustyni; Mojżesz, z pomocą swojej laski wydobywa wodę ze skały, jest też mowa o mannie spadającej z nieba, i tak dalej.

Ale dzisiaj skupimy się na historii opowiedzianej w ostatnich wersetach naszej porcji Tory. Opowiadają nam one historię Amaleka, który brutalnie zaatakował nasz lud w Refidim, lecz na szczęście został pokonany dzięki modlitwom Mojżesza i armii Jozuego. To jest jednak dopiero początek historii Amaleka i Amalekitów, i jest już o tym wzmianka w ostatnich wersetach naszej paraszy:

I rzekł Wiekuisty do Mojżesza: „Wpisz tę pamięć w księgę i włóż to w uszy Jehoszuy, iż z pewnością wygładzę pamięć o Amaleku spod nieba. I zbudował Mojżesz ołtarz i nazwał go: „Bóg chorągwią moją”. I rzekł: „Bowiem ręka wzniesiona nad tron Jah; wojna przeciw Wiekuistemu w Amaleku z pokolenia na pokolenie”. (Szemot/Exodus 17:14-16, tłum. z hebr. Menachem Mirski)

W Torze, podobnie jak w całej Biblii, Amalekici zajmują „wyjątkową” pozycję: są pośród wrogów Izraela, ale tylko ich wrogość będzie trwać wiecznie. Jest tak na mocy boskiego dekretu i zarazem tylko całkowite wyeliminowanie Amalekitów zaspokoiłoby gniew Boży. Konieczność ich całkowitego zniknięcia z powierzchni ziemi jest mocno podkreślona w Torze: aż trzy z 613 przykazań wymienianych przez Majmonidesa dotyczą Amaleka:

598 Deut. 25:17 – Pamiętaj co uczynił ci Amalek

599 Deut. 25:19 – Zgładź potomków Amaleka

600 Deut. 25:19 – Nie zapomnij o okrucieństwach Amaleka i jego zasadzce w naszej drodze z Egiptu na pustynię.

Co tak naprawdę uczynili Amalek i Amalekici Izraelitom? Rabini twierdzą, że Tora użyła tutaj dość eufemistycznego języka, aby to opisać. Talmud i Midrasz zawierają wiele szczegółów, na przykład, że Amalekici zgwałcili, wykastrowali i zamordowali żydowskich mężczyzn (Midrash Tanchuma 10, Rashi o Powtórzonego Prawa 25:17). To, delikatnie mówiąc, nie jest godny sposób w jaki można było potraktować ludzi, którzy właśnie przeżyli setki lat niewoli i błąkali się po wielkiej pustyni.

Jest jeszcze jedno pytanie. Księga Wyjścia 17:14 mówi, że sam Bóg wymaże pamięć o Amaleku, podczas gdy Księga Powtórzonego Prawa 25:19 stwierdza, że (to ty, Izraelu) wymażesz pamięć o Amaleku spod nieba, oraz że masz o tym nie zapomnieć. Czy jest to sprzeczność? Nie jest i wyjaśnię to poniżej.

W istocie, Izraelici wielokrotnie nie wypełnili tych przykazań, poczynając od króla Szaula, który na jeden dzień oszczędził życie króla Agaga, mimo, iż Wiekuisty nakazał mu natychmiast eksterminować wszystkich Amalekitów:

Idź więc teraz i pobij Amaleka, i wytęp jako obłożonego klątwą jego i wszystko, co do niego należy; nie lituj się nad nim, ale wytrać mężczyznę i kobietę, dziecię i niemowlę, wołu i owcę, wielbłąda i osła. (I Księga Samuela 15:3)

Szaul „naprawił swój błąd”, ale podczas tej jednej nocy, Amalek, o czym mówi nam Midrasz, począł syna i to sprawiło, że Amalekici przetrwali. W wyniku tego mamy, wieki później, Hamana Agagitę, który, wedle historii z Księgi Estery, zapragnął wymordować wszystkich Żydów. Potem mamy króla Sennacheryba, który,  zgodnie z Księgą Izajasza, zatarł granice między narodów, splądrował ich skarby i strącił ich władców z tronów. (Iz 10:13). Co było tego wynikiem? Zgodnie z tradycyjną, rabiniczną interpretacją, Amalekici rozprzestrzenili się pośród wszystkich narodów; to nazywane jest czasem „transmigracją Amaleka”.

Istnieją mnogość interpretacji tego zagadnienia np. pytania o to, kim są współcześni Amalekici, jak ich rozpoznać i tak dalej. Zostawimy to jednak na boku. W niniejszej draszy zaproponuję następującą odpowiedź: Amalek reprezentuje chaos; my i nasza tradycja – porządek i rządy prawa. Amalek reprezentuje wojnę i nienawiść, podczas gdy my i nasza tradycja – pokój i miłość. Amalek jest wrogiem każdego przyzwoitego i wrażliwego człowieka. A ponieważ istniej debata, czy jest on rzeczywistym, spersonifikowanym wrogiem, czy też może naszym własnym „wrogiem wewnętrznym”, w postaci naszych wszystkich, wewnętrznych negatywności, zasugeruję: I jednym, i drugim.

W rzeczywistości, aby walczyć (i wygrać) z nienawiścią i chaosem, musimy najpierw pokonać je w sobie. Tylko wówczas będziemy mieli dość siły, by walczyć z nimi w świecie „zewnętrznym”, posiadając niezbędną tutaj zdolność wyjścia z kontekstu nienawiści i stawienia jej czoła „z wyprostowanymi ramionami”. Nie oznacza to też po prostu, iż należy „zło dobrem zwyciężać”, nie, sprawa nie jest taka prosta. Wszystko zależy od wzajemnej równowagi sił w momencie gdy bezpośrednio stykamy się ze złem. Jesteśmy w stanie skutecznie zło dobrem zwyciężać tylko wtedy, gdy istnieje pokaźna przewaga siły po naszej stronie. Jeśli siły zła mają znaczącą nad nami przewagę, jedyna rzeczą, która nam tak naprawdę zostaje, jest ucieczka.  W przeciwnym razie staniemy się ofiarami, a to nie jest scenariusz, na który chcielibyśmy się zgodzić, przynajmniej większość z nas. Dlatego musimy się upewnić, że jest w nas wystarczająco mocy. Jeśli nam jej brakuje, musimy ją pozyskać ze wszystkich możliwych źródeł. Jednym z głównych źródeł mocy jest jedność, dlatego też wszelka, skuteczna walka ze złem wymaga jedności.

Walka ze współczesnymi Amalekitami, to jest ze wszystkimi ciemnymi mocami, w nas samych i w otaczającym nas świecie jest w istocie przedsięwzięciem bosko-ludzkim. Właśnie z tego powodu, jak sądzę, Tora wspomina o tym dwukrotnie i odmiennie: raz o Bogu, który wymazuje jego imię i o naszym obowiązku dokonania tego. Mocno wierzę, że dzięki boskiej pomocy wszyscy jesteśmy w stanie wygrać z Amalekiem, i w nas samych, i w świecie zewnętrznym. I to jest nasz główny cel, najważniejszy cel naszych czasów – przezwyciężenie nienawiści i sił chaosu.

 

Szabat szalom, 

Menachem Mirski

Wajera

Wajera

Mati Kirschenbaum

W czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Wajera Wiekuisty nakazuje Mojżeszowi poinformować Izraelitów, że ich niewola zbliża się ku końcowi. Mojżesz ma im przekazać następującą wiadomość:

Jam Wiekuisty. Wywiodę Was spod brzemienia Egiptu, uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem i przez surowe osądy. I wezmę sobie was za mój lud, i będę wam Bogiem, i przekonacie się, że Ja, Wiekuisty, Bóg wasz, uwolniłem was spod jarzma egipskiego. (Wyjścia 6,6-7)

Szmot Rabba, zbiór midraszy wyjaśniających Księgę Wyjścia, zwraca uwagę na cztery czasowniki – uwolnię, wybawię, wyswobodzę oraz wezmę za lud – użyte w tym fragmencie w celu opisania wyzwolenia Izraelitów przez Wiekuistego. Zgodnie z wyjaśnieniem zawartym w tej kolekcji midraszy, cztery kielichy wina wypijane przez nas w trakcie pesachowego sederu przypominają o obietnicy czteroetapowego wyzwolenia obiecanego Izraelitom przez  Wiekuistego. Wypijając co roku cztery kielichy wina, przypominamy sobie o dotrzymanej przez Wiekuistego obietnicy.

Izraelici w naszej parszy początkowo nie zwrócili uwagi na słowa Wiekuistego:

Mojżesz oznajmił te słowa (obietnicę Wiekuistego) Izraelitom, którzy nie chcieli ich słuchać z powodu udręki ducha i z powodu ciężkich robót.  (Wyjścia 6,9)

Niezrażony brakiem entuzjazmu Izraelitów Wiekuisty nakazał Mojżeszowi udać się do faraona z prośbą o wypuszczenie swojego ludu. Faraona przekonać miały zesłane na Egipt plagi. Midrasz Tanchuma przypisywał plagom inne znaczenie: miały one uwolnić Izraelitów od ciężkiej pracy i ucisku nałożonych na nich przez Egipcjan. Pierwsza plaga, zamiana wód Nilu w krew, miała przekonać faraona do odwołania zakazu korzystania Izraelitek z mykwy. Druga plaga, żaby, miała zmusić faraona do odwołania nakazu przynoszenia Egipcjanom pełzających stworzeń będących dla Izraelitów obrzydliwością. Trzecia plaga, wszy, miała zmusić faraona do odwołania nakazu pracy Izraelitów przy sprzątaniu ulic. Czwarta plaga, dzikie zwierzęta, miała zmotywować faraona do zakazu zmuszania Izraelitów do udziału w polowaniu na dzikie zwierzęta. Piąta plaga, wrzody, miała zmusić faraona do zaprzestania zmuszania Izraelitów do noszenia gorących obiektów.

Według midraszu Tanchuma także pozostałe plagi miały na celu odwołanie edyktów uprzykrzających Izraelitom życie. Midrasz ten zdaje się nam sugerować, że plagi egipskie miały przekonać faraona do wyzwolenia Izraelitów, a Izraelitów do ufania obietnicy Wiekuistego. Izraelici mieli nauczyć się ufać Wiekuistemu widząc, jak stopniowo poprawia się ich jakość życia.

Czego możemy się nauczyć, czytając taką interpretację plag egipskich?

Tego, że czasem, przytłoczeni licznymi problemami codzienności, możemy przeoczyć drobne zmiany zwiastujące nadejście lepszych czasów. W ten zimowy Szabat zachęcam Was do przyjrzenia się problemom, na których od dawno skupia się Wasza energia. Kto wie, może okaże się, że najgorsze macie już za sobą?

Szabat Szalom!

 

Mati Kirschenbaum