Szirat ha-Jam – Pesach

Szirat ha-Jam

Pesach Pieśń morza

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parsza Tory Wajikra

Parsza Tory „Wajikra”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parsza Tory „Ki Tisa”

Parsza Tory „Ki Tisa”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Beszalach

Zamiłowanie do wolności rodzi się z trudności życiowych

Refleksja nad paraszą Beszalach

Menachem Mirski

Trudne realia tworzą silnych ludzi. Jeśli są oni wystarczająco mądrzy i sprawiedliwi, budują lepszą rzeczywistość dla swoich dzieci. Wraz z upływem czasu i rozwojem nowe pokolenia nie muszą mierzyć się z trudną rzeczywistością, z jaką mierzyli się ich dziadkowie. Życie ogólnie staje się łatwiejsze i bardziej przyjemne. Z czasem łatwe i przyjemne życie kształtuje często ludzi, którzy są mniej silni albo po prostu słabi – w końcu nie przeżyli trudnych czasów. Bywają oni często narcystyczni, roszczeniowi i często wierzą, że każdy, nawet mały dyskomfort jest opresją i zagrożeniem dla ich wolności. W istocie właśnie ci ludzie są pierwszymi, którzy popadają w niewolę, bo wolą raczej wyrzec się wolności niż zmierzyć się z ciężką rzeczywistością, w której mogliby liczyć tylko na siebie.

W czytanej w tym tygodniu paraszy Izraelici po wyruszeniu z Egiptu muszą stoczyć dwie walki: pierwszą toczą z Egipcjanami, a drugą z Amalekitami. Jednak w rzeczywistości Izraelici nie toczą osobiście tej pierwszej walki – Bóg walczy za nich, dokonuje cudów i pokonuje Egipcjan, topiąc ich rydwany w Morzu Trzcin. Jest kilka wyjaśnień rabinicznych tłumaczących, dlaczego tak się stało. Ibn Ezra zwraca uwagę, że Izraelici z pokolenia, które opuściło Egipt, pomimo iż byli uzbrojeni, nie nadawali się do walki ze swoimi panami:

Zostali wyćwiczeni od młodości do noszenia egipskiego jarzma i cierpieli na poczucie niższości. Jak zatem mogliby walczyć ze swoimi panami? Byli leniwi i niewyszkoleni w sztuce wojennej.

Inne wyjaśnienie, zaproponowane przez Chasama Sofera, głosi, że byłoby nieetyczne, aby dzieci Izraela same zabijały Egipcjan. Tora uczy nas tutaj zasad poprawnego zachowania. Izraelici nie walczyli z Egipcjanami twarzą w twarz ze względu na schronienie, jakie znajdowali w Egipcie przez setki lat, przez jakie zamieszkiwali na tej ziemi. Egipt był, jaki był, ale inne miejsca mogłyby być gorsze. Inna płynąca z tego lekcja zdaniem Chasama Sofera jest taka, że nie powinniśmy szermować mieczem zemsty, kiedy przebywamy na ziemi, która nie jest nasza.

Izrael toczy też inną bitwę – tym razem z Amalekitami. Tutaj sytuacja jest inna. Izraelici, prowadzeni przez Jozuego, walczą z wrogiem twarzą w twarz, a Wiekuisty tylko ich wspiera:

Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim; Aaron zaś i Chur podpierali jego ręce, jeden z tej, drugi z tamtej strony. I tak ręce jego były stale podniesione aż do zachodu słońca. Tak pobił Jozue Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. (Wj 17, 10-13)

Jeden z powodów, dla których Izrael musiał samodzielnie stoczyć tę walkę, był taki, że Izraelici już po raz czwarty szemrali przeciwko Mojżeszowi i wątpili w Bożą ochronę. Dosłownie w minucie, w której mówią: „Czy jest Pan pośród nas, czy nie?” (Wj 17, 7), nadchodzi Amalek i zaczyna ich atakować. Jest to forma kary. Ale ta kara ma w zamyśle przynieść błogosławieństwo. Od teraz Izraelici muszą stać się samodzielni i sami toczyć swoje wojny, otrzymując od Boga jedynie wsparcie. Jest to początek ich przemiany ze słabego ludu z mentalnością niewolników w naród, który jest silny, zdolny do samoobrony, samorządności i niezależności.

Wszystko, czego doświadczają Izraelici na pustyni, ma właśnie taki cel. Trudne realia, z jakimi mierzą się od teraz Izraelici, służą fizycznemu i duchowemu oczyszczeniu. Izraelici muszą pozbyć się swoich słabości i swojej mentalności niewolników i ofiar. To właśnie ta mentalność sprawia, że obwiniają Mojżesza i Aharona za każde nieszczęście, jakie przydarza im się na pustyni. Oczekiwali, że Mojżesz będzie taką samą postacią, za jaką uważali faraona: wszechmocnym tyranem, który, kosztem ich wolności, będzie zapewniał im środki do życia. Właśnie dlatego ilekroć Mojżesz ich rozczarował, chcieli natychmiast wrócić do Egiptu. Ale Mojżesz nie był niczym faraon; wprost przeciwnie: nie był tyranem, lecz dał im wolność. Nie zaspokajał ciągle ich potrzeb; w istocie wystawiał ich na bardzo trudną rzeczywistość. Ale jednocześnie otwierał dla nich możliwości, tak żeby mogli, za sprawą swoich własnych wysiłków, sami zaspokoić własne potrzeby. Oto, jak Rambam podsumowuje doświadczenia Izraelitów na pustyni:

Bóg mądrze prowadził ich po pustyni, aż nie nauczyli się odwagi. Jak wiadomo, surowe życie na pustyni, bez ludzkich wygód i udogodnień, takich jak kąpiel i tym podobne, czynią człowieka odważnym, natomiast pełna luksusów egzystencja sprzyja tchórzostwu. Tam, na pustyni, narodziło się pokolenie nienawykłe do poniżenia i niewoli.

Wedle Rambama duch walki i zamiłowanie do wolności wykształcają się na drodze znoju i trudu, z braku przyjemności i wygód życiowych. Właśnie dlatego Bóg poprowadził swój lud przez pustynię, zanim zaprowadził ich do Ziemi [Izraela].

To właśnie trudne warunki i przezwyciężanie wyzwań są źródłem wielkiej radości w życiu ludzkim. Uczucie zadowolenia, jakie pojawia się dzięki tym działaniom, pozostaje z nami na zawsze, kształtuje nasz sposób myślenia i nasze poglądy.

Groźba popadnięcia w niewolę nigdy nie zanika. Na świecie jest wystarczająco dużo tyranów i potencjalnych tyranów. Bądźmy uważni, oni zawsze składają nam wspaniałe obietnice i gwarantują, że nam pomogą i zaspokoją nasze podstawowe potrzeby. To jest ich znak rozpoznawczy i często odnoszą w tym zakresie sukces. Nasza wolność pochodzi z zaspokajania naszych własnych potrzeb, z mozolnego uprawiania ziemi na własny użytek i niebrania niczego od innych.

Jedyne, czego takie osoby od nas chcą, to nasza wolność. Ale my nigdy jej nie oddamy – tak długo, jak będziemy o siebie dbać, dopóki będziemy silni, zdolni do samoobrony, samorządności i niezależności. Dopóki będziemy tak czynić, zawsze będziemy wolni.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szabat szalom

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Pamięć rytualna – piękno judaizmu

Refleksja nad paraszą Bo

Menachem Mirski

Zawsze uderzał mnie fakt, że u swych podstaw judaizm jest nauką dyscypliny, lekcją uczącą nas, jak przeżyć nasze życie. Tora obfituje w lekcje życiowe wplecione w opowieści, praktyki, powtórzenia i retorykę. Być może najbardziej wymownym tego przykładem są praktyki związane z Pesach. W paraszy Bo Bóg przedstawia siedmiodniowy program, który wszyscy uznajemy i odtwarzamy od ponad 3500 lat:

Dzień ten będzie wam dniem pamiętnym i będziecie go obchodzili jako święto Pana; będziecie go obchodzili przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. Przez siedem dni jeść będziecie przaśniki. Już pierwszego dnia usuniecie kwas z domów waszych, bo każdy, kto od pierwszego do siódmego dnia jeść będzie to, co kwaszone, usunięty będzie z Izraela; pierwszego dnia i siódmego dnia będzie u was święte zgromadzenie, w tych dniach nie wolno wykonywać żadnej pracy. Tylko to, co każdy potrzebuje do jedzenia, wolno wam przygotować.  Przestrzegajcie Święta Przaśników, gdyż w tym właśnie dniu wyprowadziłem zastępy wasze z ziemi egipskiej. Przestrzegajcie tego święta przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne. (Wj 12, 14-17)

Wedle tego, co zapisano w Biblii, wszystkie te regulacje zostały objawione Mojżeszowi i Aharonowi w Egipcie tuż przed wyjściem Izraelitów z tego kraju.   Wyobraź sobie dyscyplinę, jakiej wymagało odtwarzanie takich instrukcji w każdej rodzinie żydowskiej każdego roku przez ponad 3500 lat…; pomyśl o tym następnym razem, gdy będziesz uczestniczył w jakimś spotkaniu albo będziesz organizował posiłek składkowy. Oto prawdziwa dyscyplina!

Czyż nie jest to pomysłowe rozwiązanie? Po co opisano tak bardzo szczegółowo, co powinniśmy robić dzień po dniu, posiłek po posiłku i danie po daniu? Dlatego, że judaizm genialnie wykorzystuje narzędzia psychologii kognitywnej, aby zaszczepić nauki Tory i pamięć o niej. Pamięć kształtuje się i utrwala poprzez powtórzenie, poprzez wprowadzanie wiedzy w czyn i reprezentowanie jej w przedmiotach; a czym są obchody Pesach, jeśli nie przejawem wszystkich tych aspektów? Na przestrzeni 3500 lat, poprzez pogromy, wygnania, wykluczenia oraz Szoah wciąż udawało nam się zachować naszą religię przy życiu, po części dzięki temu, że judaizm nieodmiennie używa wszystkich tych praktycznych narzędzi kognitywnych, aby niemal „wdrukować” w nas te „wspólne” wspomnienia. Nie chodzi mi o wspólne wspomnienia w sensie jungowskim, ale raczej o fakt, że dzięki temu, iż odtwarzamy wciąż na nowo wydarzenia z naszej historii, tak jak to zostało wyszczególnione w Torze, w końcu wspomnienie to staje się czymś wspólnym dla nas wszystkich i wiemy, że nasi przodkowie i praprzodkowie również czynili to samo.

Religia jest wspólnotową pamięcią naszego narodu, która żyje dalej w naszych rytuałach. Nasze rytuały konsekwentnie obejmują czytanie i studiowanie naszych świętych ksiąg, co pozwala na zachowanie naszej wspólnotowej pamięci i sprawia, że angażujemy się coraz to głębiej w nasze rytuały, coraz bardziej zagłębiając się w studiowanie. Piękno judaizmu polega na tym, że mamy do dyspozycji tak obszerną literaturę, że studiowanie jej nie ma końca. Nasza literatura zawiera refleksje natury moralnej, filozoficznej i egzystencjalnej, jak również poezję i przepełnione wielką mądrością opowieści. Nieustanne studiowanie i wdrażanie w życie tego, o czym się uczymy, stanowi istotę bycia pobożnym Żydem – pobożny Żyd to ktoś, kto nigdy nie przestaje studiować i praktykować. Im więcej studiujemy, tym bardziej zniuansowana staje się nasza wiedza. Im bardziej praktykujemy rytuały, tym bardziej nasza wiedza staje się zintegrowana z naszym życiem. Na tym polega wyjątkowość naszej tradycji oraz jej piękno.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Wajechi

Refleksja nad paraszą Wajechi

Menachem Mirski

„Nikt nie jest bardziej znienawidzony niż ten, kto mówi prawdę”, mawiał Platon. „Szanujcie tych, którzy szukają prawdy, ale strzeżcie się tych, którzy ją znajdą” – mawiał Voltaire. „Prawda jest taka, że każdy cię skrzywdzi. Po prostu trzeba znaleźć tych, dla których warto cierpieć ”- powiedział kiedyś Bob Marley.

Czy mówienie prawdy jest zawsze dobre i konieczne? Czy kłamanie zawsze jest złe? Na te tematy napisano wiele książek, wiele osób próbowało udzielić na nie ostatecznej odpowiedzi. Ilekroć ktoś formułuje takową, chwile później pojawia się inna odpowiedź. Również nasza porcja Tory na ten tydzień porusza ten temat. Opowiada nam historię braci Józefa, którzy otwarcie go okłamują:

Bracia Józefa zdając sobie sprawę z tego, że ojciec ich nie żyje, myśleli: «Na pewno Józef będzie nas teraz prześladował i odpłaci nam za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziliśmy!» Toteż kazali powiedzieć Józefowi: «Ojciec twój dał przed śmiercią takie polecenie: Powiedzcie Józefowi tak: Racz przebaczyć braciom twym wykroczenie i winę ich, wyrządzili ci bowiem krzywdę. Teraz przeto daruj łaskawie winę nam, którzy czcimy Boga twojego ojca!» Józef rozpłakał się, gdy mu to powtórzono. (Gen 50:15-17)

Józef zapłakał, bo od razu dostrzegł, że jego bracia kłamią. Kłamstwo to było jednak niczym w porównaniu z tym, co uczynili mu oni wiele lat wcześniej sprzedając do egiptu. W jego oczach kłamstwo braci było raczej żałosną ekspresją ich strachu, bezsilności i wyrzutów sumienia. Skąd o tym wiemy? Rabini podsuwają nam podpowiedzi:

(Józef) zrozumiał, że bracia poinstruowali posłańca, co ma powiedzieć; inaczej Jakub sam by mu powiedział. Dlatego Józef płakał, widząc tragiczny stan swoich braci, bojących się o swoje życie i zmuszonych do takich przeinaczeń, aby powstrzymać jego zemstę.

Nie ma powodu by sądzić, że bracia wyjawili swojemu ojcu prawdę o sprzedaży Józefa. Tora nie wspomina ani słowem, że Jakub dowiedział się o tym. Majmonides tłumaczy to w następujący sposób:

Wydaje mi się, że zwykłe proste tego testu jest takie, że Jakubowi nikt nigdy nie powiedział, że Józefa sprzedali jego bracia; ten wyobrażał sobie, że (Józef) zgubił się na polach i został sprzedany przez swoich znalazców do Egiptu. Jego bracia nie chcieli ujawniać swojego niewłaściwego postępowania, z obawy przed jego złością i tym, że bych ich przeklął […] Gdyby Jakub wiedział o tym cały czas, musieliby go błagać, aby nakazał Józefowi im wybaczyć […].

Idea, że Józef sam powiedział o tym swojemu ojcu również wydaje się nieprawdopodobna. Po pierwsze, wybaczył już swoim braciom i dostrzegł w tym boski plan. Nie miał więc żadnego powodu by mścić się na swoich braciach, a wyjawienie tej informacji ojcu, Jakubowi, byłoby zemstą.

Wspominałem już parokrotnie powszechnie dość znany komentarz mówiący, iż historie rodzinne z Księgi Genesis to przeważająco historie rodzin dysfunkcyjnych, że historie te często mówią nam jak nie należy się względem siebie nawzajem postępować i że chwytają one te aspekty etyki, które bardzo trudno skodyfikować w moralne czy religijne prawo.

Zastanówmy się jednak jak będzie wyglądać przypadek kłamstwa braci Józefa w kontekście etyki judaizmu. Tora nie zabrania bezwzględnie kłamania jako takiego. Przykazanie 9 dekalogu, lo taane ve’reacha ed szaker, powszechnie tłumaczone jako Nie będziesz fałszywie świadczył przeciw bliźniemu swemu, ogranicza się zabrania składania fałszywych świadectw mających uczynić szkodę komuś i znaczy dosłownie: Nie będziesz odpowiadał bliźniemu swemu, fałszywy świadku! Fałszywy świadek to ten, którego świadectwo może być nawet teoretycznie prawdziwe, ale nie ma ono podstawy w jego doświadczeniu, np. mówi, że widział coś o czym jedynie słyszał itp. Rabini nałożyli jednak wiele ograniczeń na to, co możemy powiedzieć innym: na przykład ujawnianie prywatnych informacji o innych (plotki), nawet jeśli są prawdziwe, jest zabronione, chyba że ujawnienie tych informacji może ochronić kogoś innego przed nadużyciami lub krzywdą. Oczywiście celowe wprowadzanie w błąd innych (geneivat da’at) poprzez „gładką mowę” lub uwodzicielski język jest naruszeniem żydowskich norm mowy i jest zabronione (jednak próba przekonania ludzi, którzy są informowani, że są przekonani do zakupu lub uwierzenia w coś nie jest uważana za wprowadzającą w błąd i jest dozwolona).

Co więc rabini mówią o naszej historii? Jeden z nich, Rabbenu Bahya Ibn Pakuda, mówi nam, że możemy czasem odejść od dosłownej prawdy, aby zachować pokój między ludźmi. Bracia Józefa, dręczeni poczuciem winy, czuli, że ich życie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nasi mędrcy uważali ich postępowanie za uzasadnione, kierując się zasadą, że czasami prawda musi być podporządkowana ważniejszym wartościom.

Niektórzy mówią, że oznacza to, iż prawda, nieważne jak ważna, nie jest wartością absolutną i czasami musi ustąpić miejsca innym wartościom. Dwie wartości, które bywają od niej ważniejsze to pokój oraz życie. Uważam, że opinia ta błędnie utożsamia prawdę ‘samą w sobie’, rozumianą przez filozofów jako adekwatne, intelektualne przedstawienie rzeczywistości, ze zwykłym „mówieniem prawdy” ocenianym z punktu widzenia etyki. Mówienie prawdy jest czasami niewygodne, czasami niebezpieczne, ale czasami konieczne, nawet jeśli wiąże się z ofiarami i cierpieniami, konieczne, aby zacząć coś nowego, pożegnać się z czymś, czego już nie chcemy, lub przywrócić rzeczywistość na właściwe tory, czego życzę wszystkim w Nowym Roku 2021!

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

RETRANSMISJA Chanuka 2020 w Beit Polska- Zapalenie 6 świeczki.

Chanuka 2020 w Beit Polska

RETRANSMISJA Chanuka 2020 w Beit Polska- Zapalenie 6 świeczki z dnia 15.12.2020.
Kolejny  z serii wykładów prowadzonych przez Miriam Klimovą, studentkę rabinacką Israeli Rabbinic Program at Hebrew Union College – Jewish Institute of Religion, Jerusalem, Israel.
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

VAYESHEV

VAYESHEV

  For Beit Warszawa.  12th. December 2020.

Rabbi Dr. Walter Rothschild

This week’s sidra starts off with a calm, reassuring verse about Jacob feeling at last that he can settle down in peace in the land where his fathers were only wandering foreigners. ”Vayeshev Ya’akov  be’Eretz megurey Aviv, beEretz Canaan.” It is, sadly, about the last calm verse in the whole sidra. Ironically, before the chapter is over Joseph, the son whom Jacob favours over the others, has managed to annoy everybody by spouting on about dreams of grandeur, his half-brothers have decided to take matters into their own hands rather than relying on God, they have kidnapped him and – the details get a little confused as to who sold whom to whom for how much but it doesn’t really matter, suddenly Joseph is NOT dwelling in the land where his father is living and where his grandfather was a sojourner but is himself now a stranger in a strange land – not just that but a powerless slave, bought and sold like a Thing, an object. For Jacob, living in the land but without his beloved son is also only half a life.

In chapter 35 he and his estranged twin brother Esau – who has also had five sons from three wives but somehow without the same sibling stresses – have buried together their father Isaac in Hebron – and ironically this part of the family – now called the Edomites – LEAVE the land. In 36:4 Esau ”took his wives and sons and daughters and all the 'souls of his house’ (an echo here of the phrase used of Abraham and Sarah in 12:5) and all his beasts and possessions which he had acquired in Canaan and went to another land away from his brother Jacob; for it was not possible for them to dwell together in ”the land of their wanderings” – so they headed east to what became known as 'Edom’ after the nickname for Esau, 'the red one’ – what we would now call the Kingdom of Jordan. Esau voluntarily and sensibly separates to avoid potential conflict, an echo of the division earlier between Abraham and Lot, or between Jacob and Avimelech, when their flocks and herds get too extensive as to be able to share the same scarce resources of land and water. How strange and how convenient – Jacob, who had been so afraid of Esau as he returned from Haran in chapter 32, who had sent gifts ahead, and who later in chapter 33 first encounters Esau at last then lies to him, saying he will follow but instead thinking he can settle in Shechem, buy land, stop wandering – undergoes the embarrassment (to put it mildly) of two of his sons massacring the inhabitants of Shechem (chapter 34) but is now in 37:1 able to relax because all his external threats have politely removed themselves – only to be confronted now by the internal tensions which split his family apart.

It is rare that anyone looks at this context, which is why I make no apology for citing at length from last week’s sidra. Nothing happens in a vacuum. The sons of Jacob are not stupid and they have seen how their father lies to his own brother, they must know the story also of how their father was prepared to trick his own father Isaac and pretend to be someone else, their uncle. (Come to that, they must know how their Grandmother Rivka encouraged their father to perform the intrigue and then they must have heard how Mother Leah (mother of six of them) tricked Mother Rachel (mother of Joseph and Benjamin) by agreeing to get married off to their father first – thus asserting  the first-born Daughter’s rights.) So when they in turn come to conspire to deprive their brother Joseph of any first-born rights and privileges, or when they come together to trick their father with a piece of bloodstained clothing (which they themselves had stained!) one is entitled to ask where they had first learned of these modes of behaviour.

Then suddenly in chapter 38 we get a total change of scene but essentially another story concerned with the rights and inheritances of the first-born. Judah marries a local girl in Canaan – well, this is what it means to be a resident and no longer a sojourner here! – and has a son Er, then another Onan,  then a third Shelach. Just like that. No lengthy problems with infertility. Now Jacob has become a grandfather, though we get no mention of any contact, we get no mention of Er being the first-born grandson or any privileges. All we read is that Judah takes a wife for Er – presumably also a local girl, not one of his nieces? – Tamar, the date palm. Er, however, comes to an Er-ly grave. What to do? Since he was the first born, it is important to keep his lineage intact and so Tamar is simply married off to Onan with the intention that Onan should provide a son for his deceased brother. In terms of the context of how brothers have cheated brothers until now so as to prevent them getting any status and inheritance, it can hardly be described as surprising that Onan decides not to perform his duty – the later term is 'levirate marriage’ although it is Judah, not Levi, who first organises it. (Actually this is just a bad pun, the word ’Levir’ is Latin not Hebrew and just means 'brother-in-law’). So Onan leaves the scene abruptly as well. Which leaves Tamar as a double-widow stuck waiting until her remaining brother-in-law is old enough to step up to the plate. In the meantime her mother-in-law Shua also dies and Judah, now a lonely widower, seeks some comfort on a commercial basis. Tamar takes advantage of this, disguises herself (so Judah does not realise he is with a 'blind Date’) and at last she is made pregnant – albeit by her father-in-law, not her brother-in-law. Judah is furious at her ”infidelity” – (in fact she is not married any more, just betrothed to the third son) until he is publicly embarrassed by her, as she fights to save herself from execution. And the result is – oh no! – ANOTHER pair of quarrelling twins, Peretz and Zerah.

What on earth is the Torah trying to tell us with this chapter? Which is not one that appears prominently in Children’s Bibles.

In the meantime Joseph is facing his own temptations and troubles in Egypt where he is bought by the Chief of Police whose wife takes a fancy to him and makes false accusations when he does NOT succumb to her pressures and pleadings. (I would say ”her charms” except that the Torah never tells us that she was attractive, only that Joseph was…. and using the 'argument from silence’ there is an implication that she is childless and maybe, like Tamar, she is also simply desperate to get pregnant from anyone who is around when her busy husband is always away fighting the Pharaoh’s enemies; Why would she take the risk otherwise?) In case one might think he could not sink any lower, from being a slave he now becomes an imprisoned slave. Once more he interprets dreams – this time not his own – and he is proved correct, for one of his fellow prisoners is executed whereas the other is amnestied and liberated – but, despite having promised to put in a good word for Joseph, he neglects to do so.

    What a long and tortuous journey we have come from chapter 37 verse 1 to chapter 40 verse 23! Jacob thought he was settled at last, but first his favourite son disappears, presumed killed, then his fourth son loses two sons of his own and unwittingly conceives two sons who will also be his grandsons…. and Joseph in Egypt is stuck in a stinking jail. Later we will define ourselves as ”the children of Jacob” or ”the children of Israel” (Jacob’s alternate name) but truly, one wonders whether this is the sort of family one can be proud of, or whether one would rather keep quiet about one’s origins….

What can we learn from all this?

First – to be careful. It is at precisely the moment when one feels one can relax, that one has eliminated another ethnic group from the country, that the next catastrophe can hit!

Secondly – to be modest. Our ancestors were not the sort of people whom one can hold up as models of moral integrity, of filial love, of sibling solidarity, of ethics and spirituality. When one works with people one soon learns that the majority of abuse and violence – including sexual – occurs within the home, within families. Those politicians and fundamentalist clergy who trumpet ”Family Values!” as a solution to all modern problems should be aware of that. Often one feels  they have never actually read the book they hold up so eagerly. Admittedly some of the families described in these chapters would be described more as 'patchwork’ and 'extended’ but all are dysfunctional.

Thirdly – to be aware that there MIGHT be a long-term divine plan behind so much of what happens. It is clearly God’s plan that Jacob and his family should come to settle to Egypt – at the end of chapter 46 and in 47:6 they come to ”dwell, settle”, ”yashvu ba’aretz Goshen”  – the same word as our sidra ”Vayeshev” began. God had already told Abraham that his descendants would have to go to a foreign land and serve there….. In 15:13 God told Abraham that his descendants would serve another people four hundred years in a foreign land, but in 17:8 had also told Abraham that his descendants would inherit the ”eretz megurecha, Eretz Canaan”, the ”land of your wanderings, the land of Canaan”. The text is full of these echoes and resonances and word-plays which form a background surrounding structure to the narrative and there is always a danger that if one focusses on just one sidra at a time one will overlook these parallels and this context.

Then – Peretz will be mentioned again in 46:12 as one of the family of Judah who come to Egypt as a refugee from a land stricken by famine but, much more significantly, in Ruth 4 he is listed as one of the ancestors of Boaz and hence of King David….. which means that David, who is also a younger son who has to outshine his older brothers, who will also have many competitive sons by several wives (some of  them even his own!) will be himself a descendant from someone born under exceptional circumstances in this sidra. (Plus a Moabite mother). Was this the divine plan already? Why else is this chapter inserted?

The story will continue. Don’t miss next week’s exciting episode! (Spoiler alert – Joseph gets out of jail! His brothers will come to buy grain from state warehouses, whereas their own descendants will later have to build yet more warehouses….) But never forget that each episode is precisely that – just one part of a lengthy story, one which has (thank God!) not ended yet…..

 

Shabbat Shalom.

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

WAJESZEW

WAJESZEW

Rabin dr Walter Rothschild

Sidra na ten tydzień zaczyna się od spokojnego, dodającego otuchy wersetu, w którym czytamy, iż Jakub w końcu ma poczucie, że może osiedlić się bez obaw na ziemi, gdzie jego przodkowie byli zaledwie wędrownymi cudzoziemcami. „Wajeszew Jaakow beerec megurej awiw, beerec Kanaan”. Jest to, niestety, chyba ostatni spokojny werset w całej tej sidrze. Jak na ironię, zanim rozdział ten dobiegnie końca, Józefowi, czyli synowi, którego Jakub faworyzował kosztem innych, udało się wszystkich zirytować ciągłym nawijaniem o snach o własnej wspaniałości. Zamiast liczyć na Boga, jego przyszywani bracia postanowili wziąć sprawy w swoje ręce,  porwali go i – nie jest do końca jasne, kto kogo komu sprzedał i za ile, ale nie ma to tak naprawdę znaczenia; nagle Józef NIE zamieszkuje już na ziemi, na której osiedlił się jego ojciec i na której przebywał jego dziadek, ale sam jest obcym w obcej ziemi – a do tego jest bezsilnym niewolnikiem, kupowanym i sprzedawanym jak rzecz, jak przedmiot. Również dla Jakuba zamieszkiwanie na tych terenach, ale bez swego ukochanego syna, to tylko połowiczne życie.

W rozdziale 35 Jakub wraz ze swoim bratem bliźniakiem Ezawem, z którym był skłócony (a który również miał pięciu synów z trzech żon, ale jakimś cudem bez podobnych napięć między rodzeństwem), pochowali wspólnie swojego ojca Izaaka w Hebronie – i jak na ironię ta część rodziny, teraz zwana Edomitami, OPUSZCZA tę ziemię. W Rdz 36,6 Ezaw „wziął żony swoje, i synów swoich, i córki swoje, i wszystkie >>dusze domu swego<<” (jest to powtórzenie zwrotu użytego w odniesieniu do Abrahama i Sary w 12,5) i wszystkie swoje zwierzęta i dobytek, jaki nabył w Kanaanie, i udał się na inne tereny, z dala od swego brata Jakuba, gdyż nie mogli mieszkać razem na „ziemi, na której przebywali jako przechodnie”. A zatem  skierowali się na wschód do ziemi, która zaczęła być określana mianem Edomu od przydomka Ezawa („czerwonego”) – na terytorium zwanym obecnie królestwem Jordanu. Ezaw dobrowolnie i całkiem rozsądnie idzie w swoją stronę, żeby uniknąć potencjalnego konfliktu, co przywodzi na myśl podział, do jakiego doszło wcześniej między Abrahamem i Lotem albo pomiędzy Jakubem i Awimelechem, kiedy ich trzody i stada stały się zbyt duże, aby mogli wspólnie korzystać z tych samych  ograniczonych zasobów ziemi i wody. Jakież to dziwne i zarazem wygodne: Jakubowi – który tak bardzo obawiał się Ezawa, kiedy wracał z Haranu w rozdziale 32, który wysłał przodem dary i następnie w rozdziale 33 najpierw w końcu spotyka Ezawa, a potem go okłamuje, mówiąc, że pójdzie za nim, ale tak naprawdę zamierzając osiedlić się w Szechem, kupić ziemię i przestać się tułać – przytrafia  się kłopotliwa sytuacja (delikatnie rzecz ujmując), gdy dwóch jego synów dokonuje rzezi mieszkańców Szechem (rozdział 34). Jednak teraz jest już w Rdz 37,1 i może odetchnąć spokojnie, bo wszyscy ludzie stanowiący dla niego zewnętrzne zagrożenie sami uprzejmie usunęli się z pola widzenia – tylko po to, żeby zmierzyć się teraz z wewnętrznymi napięciami, które prowadzą do rozpadu jego rodziny.

Rzadko się zdarza, żeby ktokolwiek przyglądał się całemu temu kontekstowi i właśnie dlatego bez żadnych wyrzutów sumienia przytaczam obszerne fragmenty zeszłotygodniowej sidry. Nic nie dzieje się w próżni. Synowie Jakuba nie są głupi i widzieli, jak ich ojciec okłamywał własnego brata, musieli też wiedzieć o tym, że ich ojciec był gotów uciec się do podstępu wobec własnego ojca, Izaaka, i udawać, że jest kimś innym – ich wujkiem. (A skoro już o tym mowa, to musieli też wiedzieć, że babka Riwka zachęcała ich ojca do snucia intrygi, zaś potem musieli mieć świadomość, że matka Lea [matka sześciu z nich] oszukała matkę Rachelę [matkę Józefa i Benjamina], zgadzając się, aby wydano ją za mąż za ich ojca jako pierwszą, dochodząc tym samym praw należnych pierworodnej córce). Więc kiedy to oni z kolei  spiskują wspólnie, aby pozbawić ich brata Józefa wszelkich praw i przywilejów przynależnych pierworodnym, albo kiedy namawiają się, żeby oszukać swego ojca, pokazując mu kawałek poplamionej krwią szaty (którą sami zaplamili!), mamy prawo zapytać, gdzie nauczyli się takich metod postępowania.

A potem nagle w rozdziale 38 dochodzi do całkowitej zmiany scenerii, ale jest to zasadniczo kolejna historia o prawach i dziedzictwie pierworodnych. Juda żeni się z miejscową dziewczyną w Kanaanie (cóż, właśnie z tym wiąże się bycie tam stałym mieszkańcem, a nie tylko wędrownym przybyszem) i ma syna Era, a potem drugiego, Onana, a potem trzeciego, Szelacha. Tak po prostu. Bez żadnych długotrwałych problemów z niepłodnością. Jakub został więc dziadkiem, choć nie pojawia się żadna wzmianka o jakichkolwiek kontaktach, nie wspomina się też o tym, że Er jest pierworodnym wnukiem ani o żadnych przywilejach. Czytamy tylko, że Juda bierze żonę dla Era (przypuszczalnie również miejscową dziewczynę, a nie jedną z jego bratanic?) – Tamar, co po hebrajsku oznacza palmę daktylową. Jednak Er przedwcześnie umiera. Co zrobić? Jako że był pierworodnym, ważne jest, żeby zachować jego ród, więc Tamar zostaje po prostu wydana za Onana, z założeniem, że Onan powinien zapewnić syna swojemu zmarłemu bratu. W kontekście tego, jak do tej pory bracia oszukiwali się nawzajem, żeby uniemożliwić sobie uzyskanie statusu i dziedzictwa, trudno uznać za zaskakujące, że Onan nie chce wypełnić swojego obowiązku – później określanego mianem „małżeństwa lewiratu”, choć to Juda, a nie Lewi, jako pierwszy zaaranżował to rozwiązanie. (W istocie jest to tylko kiepska gra słów, termin lewir wywodzi się z łaciny, a nie z hebrajskiego, i oznacza po prostu „szwagra”). A zatem Onan również nagle znika ze sceny. W rezultacie Tamar jest podwójną wdową, która utknęła, czekając, aż jej pozostały przy życiu szwagier będzie wystarczająco dorosły, aby wypełnić spoczywające na nim zadanie. W międzyczasie jej teściowa Szua również umiera i Juda, teraz samotny wdowiec, szuka nieco pocieszenia na zasadach komercyjnych. Tamar wykorzystuje tę sytuację i przebiera się (tak aby Juda nie spostrzegł, z kim jest na „randce w ciemno”) i w końcu zachodzi w ciążę – ale ze swoim teściem, a nie szwagrem. Juda wścieka się na jej „niewierność” (choć w rzeczywistości Tamar nie jest już zamężna, a tylko zaręczona trzeciemu synowi), aż zostaje przez nią publicznie zawstydzony, kiedy kobieta walczy, aby uratować się przed straceniem. Efektem jest – o nie! – KOLEJNA para spierających się ze sobą bliźniaków, Perec i Zera.

Co do diaska próbuje nam powiedzieć Tora w tym rozdziale? Nie jest to rozdział szczególnie mocno eksponowany w Bibliach dla dzieci.

W międzyczasie Józef zmaga się z własnymi pokusami i problemami w Egipcie, gdzie został kupiony przez naczelnika policji; żona naczelnika znajduje w nim upodobanie i składa przeciwko niemu fałszywe oskarżenia, gdy Józef NIE ulega jej naciskom i prośbom. (Powiedziałbym „jej wdziękom”, ale w Torze nigdzie nie napisano, że była atrakcyjna, a tylko, że Józef był przystojny… Zaś na podstawie „argumentu z milczenia” można wywnioskować, że była bezdzietna i być może, tak samo jak Tamar, chciała po prostu rozpaczliwie zajść w ciążę z kimkolwiek, kto był akurat pod ręką, w czasie gdy jej zajęty mąż był zawsze poza domem, walcząc z wrogami faraona; w innym wypadku po co podejmowałaby takie ryzyko?).  Gdybyśmy myśleli, że Józef nie może już upaść niżej, to odtąd nie jest już tylko  niewolnikiem, lecz uwięzionym niewolnikiem. Raz jeszcze interpretuje sny – tym razem cudze – i jego wykładnia sprawdza się, gdyż jeden z jego współwięźniów zostaje stracony, a drugi podlega amnestii i wychodzi z więzienia – ale, choć obiecał, że wstawi się za Józefem, zapomina to zrobić.

Jakże długą i krętą drogę przebyliśmy od pierwszego wersetu rozdziału 37 do 23 wersetu rozdziału 40! Jakub myślał, że w końcu osiedlił się spokojnie w jednym miejscu, ale najpierw jego ulubiony syn znika i zostaje uznany za zmarłego, a potem jego czwarty w kolejności syn traci dwóch swoich synów i nieświadomie płodzi dwóch kolejnych synów, którzy będą również jego wnukami…, zaś Józef w Egipcie utknął w zatęchłym więzieniu. Później będziemy się definiować jako „dzieci Jakuba” albo „dzieci Izraela” (to jego alternatywne imię), ale szczerze mówiąc można się zastanawiać, czy jest to rodzina, z której można być dumnym albo czy nie wolelibyśmy pominąć milczeniem naszego pochodzenia…

Jaką możemy z tego wszystkiego wynieść lekcję?

Po pierwsze – że trzeba zachować czujność. Właśnie w momencie, kiedy mamy poczucie, że możemy odetchnąć z ulgą i że udało się wyeliminować inną grupę etniczną z kraju, może dojść do następnej katastrofy!

Po drugie – o potrzebie skromności. Nasi przodkowie nie byli typem ludzi, których można stawiać za wzór moralnej prawości, synowskiej miłości, solidarności między rodzeństwem, etyki i duchowości. Gdy pracuje się z ludźmi, można się szybko przekonać, że do większości przypadków znęcania się i przemocy – w tym seksualnej – dochodzi w domu, w ramach rodziny. Ci politycy i fundamentalistyczni duchowni, którzy trąbią o „wartościach rodzinnych!” jako o recepcie na wszystkie współczesne problemy, powinni mieć tego świadomość. Często można odnieść wrażenie, że nigdy tak naprawdę nie przeczytali książki, którą tak chętnie stawiają za wzór. Trzeba przyznać, że niektóre rodziny opisane w tych rozdziałach zostałyby określone raczej jako „patchworkowe” i jako „dalsza rodzina”, ale wszystkie są dysfunkcyjne.

Po trzecie – że trzeba mieć świadomość, iż za wieloma rozgrywającymi się wydarzeniami MOŻE się kryć długoterminowy boski plan. Plan Boga jest wyraźnie taki, żeby Jakub i jego rodzina przybyli, aby osiedlić się w Egipcie – pod koniec rozdziału 46 oraz w 47,6 przybywają, aby „mieszkać, osiedlić się” „jaszwu baarec Goszen” – użyto tu tego samego słowa, od którego zaczęła się nasza sidra Wajeszew. Bóg powiedział już Abrahamowi, że jego potomkowie będą zmuszeni udać się do obcej ziemi, gdzie będą musieli służyć innym… W Rdz 15,13 Bóg oświadczył Abrahamowi, że jego potomkowie będą służyć innemu ludowi na obcej ziemi przez czterysta lat, ale w 17, 8 powiedział mu również, że jego potomkowie odziedziczą „erec megurecha, erec Kanaan”,  „ziemię, na której przebywasz jako przychodzień, całą ziemię kanaanejską”. Tekst pełen jest takich nawiązań, przywołań i gry słów tworzących tło i szerszą perspektywę dla narracji i zawsze zachodzi niebezpieczeństwo, że jeśli będziemy się każdorazowo skupiać tylko na jednej sidrze, to przeoczymy te analogie i cały ten kontekst.

O Perezie wspomni się ponownie w 46,12 jako o członku rodziny Judy, który przybył do Egiptu jako uchodźca z ziemi, którą dopadła klęska głodu, ale, co o wiele bardziej znaczące, w Rut 4 Perez został wymieniony jako jeden z przodków Boaza, a zatem również króla Dawida… Oznacza to, że Dawid, który również jest młodszym synem i musi przyćmić swoich starszych braci i który sam też będzie miał wielu skorych do rywalizacji synów urodzonych mu przez kilka różnych żon (niektóre z nich były nawet jego własnymi żonami!), sam wywodzi się od kogoś, kto urodził się w niezwykłych okolicznościach opisanych w czytanej w tym tygodniu sidrze (oraz miał moabicką matkę). Czy już w tym miejscu można doszukać się Bożego planu? Po co w innym razie zamieszczano by w ogóle ten rozdział?

Historia będzie miała dalszy ciąg. Nie przegapcie ekscytującego odcinka w przyszłym tygodniu! (Uwaga na spojler – Józef wyjdzie z więzienia! Jego bracia przybędą, żeby kupić zboże z państwowych magazynów, zaś ich właśni potomkowie będą musieli później zbudować kolejne magazyny…). Nigdy nie zapominajmy jednak, że każdy odcinek jest właśnie tym – zaledwie jedną częścią długiej historii, która (dzięki Bogu!) jeszcze się nie skończyła…

Szabat Szalom,

Rabbi Dr. Walter Rothschild

 

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Wajece

Drabina historii

Refleksja nad paraszą Wajece

 

Menachem Mirski

Żyjemy w świecie tak podzielonym ideologicznie, że codziennością stało się racjonalizowanie koncepcji, iż ludzie żyją w różnych, równoległych rzeczywistościach. Widzimy, że idee tolerancji i pluralizmu, wywodzące się z ery Oświecenia i rozprzestrzeniane w ciągu ostatnich 20 lat – wyrażane w sloganach takich jak „zgódźmy się, że się nie zgodzimy” albo przypisywany Wolterowi „Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale będę bronił do śmierci twojego prawa, żeby to mówić” –  mają dziś małe znaczenie albo w ogóle go nie mają. Co się stało z naszymi oświeceniowymi wartościami? Co spowodowało te głębokie ideologiczne rozłamy, które przenikają tak wiele zachodnich społeczeństw?

Choć jest wiele odpowiedzi na te pytania,  to możliwe, że postmodernizm, który wszystko zdekonstruował, dokonał również dekonstrukcji tego, co  dobre i wartościowe w naszej kulturze, a teraz żyjemy w czasie kolejnej „reewaluacji już poddanych reewaluacji wartości”. Możliwe też, że duża część tego „rozłamu ideologicznego” jest złudzeniem wynikającym z faktu, że większość naszej debaty politycznej toczy się w Internecie. Debata w Internecie podsyca podziały i radykalizm, gdyż jest to miejsce, w którym ludzie nie mają zewnętrznych znaków stopu ani ograniczeń i które nie wymaga od nikogo wzięcia odpowiedzialności za swoje słowa. Wszystko to ma wpływ na rzeczywistość „poza matriksem”.

Patrząc z szerszej perspektywy, można by uznać ten chaos za nieodłączny,   uporządkowany proces narodzin, rozpadu i ponownych narodzin; porządkowi temu podlega nie tylko przyroda, ale również świat ducha i idei.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory mamy historię o Jakubie, któremu podczas podróży z Berszeby do Haranu przyśnił się słynny sen o drabinie i chodzących po niej aniołach:

I śniło mu się, że była ustawiona na ziemi drabina, której szczyt sięgał nieba, po niej zaś wstępowali i zstępowali aniołowie Boży. A Pan stał nad nią i mówił: Jam jest Pan, Bóg Abrahama, ojca twego, i Bóg Izaaka! Ziemię, na której leżysz, dam tobie i potomstwu twojemu. (Rdz 28, 12-13).

W midraszu Tanhuma znajdziemy bardzo interesującą interpretację snu Jakuba:

„I oto aniołowie Boży wstępują i zstępują”: są to książęta pogańskich narodów, których Bóg pokazał naszemu ojcowi Jakubowi. Książe Babilonu wszedł siedemdziesiąt szczebli i zszedł; Książe Medii pięćdziesiąt dwa szczeble i zszedł, Grecji sto szczebli i zszedł, a Edom wszedł i nikt nie wie, jak daleko wstąpił! Przestraszyło to naszego Jakuba, który rzekł: A może ten nie zstąpi? Najświętszy, niech będzie błogosławiony, powiedział mu: „A zatem nie lękaj się, mój sługo Jakubie… i nie niepokój się, o Izraelu”. Nawet jeśli zobaczysz go, jak można to ująć, jak wstępuje i siada przy Mnie, to sprowadzę go stamtąd na dół! Jako że powiedziano (Ab 1, 4): „Choćbyś wzbił się wysoko jak orzeł, choćbyś założył swoje gniazdo wśród gwiazd, sprowadzę cię stamtąd – mówi Pan”.

Wedle tego midraszu sen Jakuba przedstawia wzrost i upadek narodów, imperiów i kultur na arenie światowej historii. Fakt, że ta wiedza została ujawniona ojcowi ludu żydowskiego, nie jest zaskakujący. Ostatnie wymienione imperium, Edom, w przekonaniu rabinów reprezentuje cesarstwo Rzymskie i jego politycznych następców. Autor tego midraszu żył w okresie cesarstwa Rzymskiego i nie był jeszcze świadkiem jego upadku, nie dziwne więc, że Edom tylko wstąpił na górę. Jednakże sposób, w jaki zostało to opowiedziane zdaje się sugerować, że ostateczny los Edomu będzie taki sam jak każdego innego imperium.

Imperia powstają i upadają, i w związku z tym można przewidzieć, że tak samo, jak upadli Grecy i Rzymianie, podobnie upadnie też imperium zwane „światem Zachodnim”. Nie jestem prorokiem i nie wiem, co się stanie, jednakże z żydowskiego teologicznego punktu widzenia, wedle którego Bóg jest panem historii, wiemy, że jest to całkowicie zależne od Boga. Bóg ujawnił Jakubowi naturę tego procesu historycznego; jednakże On jest ponad przyrodą, On jest najwyższym władcą. W jakim stopniu proces ten zależy od nas? Wydaje się, że zależy od nas, ludzi, tylko w takim stopniu, w jakim jesteśmy w stanie wpłynąć na Boga i Jego decyzje. A zatem nikt nie wie. Ale zgodnie z przedstawioną w księdze Powtórzonego Prawa doktryną nagrody i kary, którą wypowiadamy codziennie w naszej Szma, Bóg jest nam bardziej przychylny wtedy, kiedy postępujemy w prawy sposób. A zatem bycie prawym i działanie w dobrej wierze nie zaszkodzi.

Niezależnie od tego, czy faktycznie do tego dojdzie, upadek Zachodu nie musi być natychmiastowy, spektakularny ani pełny. Bardzo możliwe, że dojdzie do swoistego krzyżowania się różnych kultur i systemów politycznych, co ostatecznie może pozytywnie przyczynić się do rozwoju całego świata. Może nas to wszystkich zjednoczyć, a nie zniszczyć.

Idea ludzkości jako jednej ludzkiej rasy stanowi rdzeń naszej tradycji; zostaliśmy wszyscy stworzeni na obraz Boga. Idee o wielkiej jedności gatunku ludzkiego były wyrażane przez naszych proroków. Zgodnie z wizją Izajasza (Iz 6) u kresu czasu wszyscy ludzie staną się Żydami. Wizja Micheasza jest jednak nieco inna:

Wtedy rozsądzać będzie liczne ludy i rozstrzygać sprawy wielu narodów. I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej. I będzie siedział każdy pod swoim szczepem winnym i pod drzewem figowym, i nikt nie będzie szerzył popłochu. Zaiste, usta Pana Zastępów to powiedziały.  Niech wszystkie ludy, każdy z nich postępuje w imieniu swojego boga, lecz my będziemy postępowali w imieniu Pana, naszego Boga, po wiek wieków. (Mi 4,3-5)

Jest to wizja przyszłości, w której narody będą żyły w pokoju i wszystkie zachowają swoją odrębność i tożsamość. Bazując na zdrowym rozsądku, a przede wszystkim na mojej wierze w Boga, powiedziałbym tak: wizja ta nie ziści się, dopóki nie będziemy się traktować nawzajem z szacunkiem.  Niestety, nie traktujemy się w taki sposób. Rozłam zachodzący między nami jest oczywisty na wszystkich możliwych poziomach, od poziomu między jednostkami, przez rodzinę i społeczność, aż po wymiar globalny. Każdego dnia i w każdym miejscu widzimy nienawiść, oszczerstwa, szkalowanie, demonizację, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, pogardę, zemstę, urazy, nienawiść do samych siebie, bigoterię i nietolerancję. W naszej tradycji nienawiść, oszczerstwa i szkalowanie są poważnymi grzechami i często zaczynają się od mniejszych występków takich jak drwienie i obrażanie, które, tak jak każde zło, mogą eskalować na niewyobrażalną skalę.

Musimy unikać drwienia z ludzi, którzy myślą w inny sposób, nie wspominając już o traktowaniu kogoś z pogardą. Pamiętajmy, że osoby, które mają inną wizję świata, posiadają taką samą ludzką naturę – są stworzeni na obraz Boga. Obrażając ich, obrażamy Boga. Nie powinniśmy też traktować się nawzajem w przedmiotowy sposób – na przykład niczym komputery, które można przeprogramować. (Tego rodzaju pomysły wyrażane są czasem na krańcach spektrum politycznego). Po pierwsze nie powinniśmy tego robić dlatego, że ludzie, dobrzy czy źli, nie powinni być traktowani jak rzeczy. A po drugie dlatego, że przynosi to odwrotny od zamierzonego skutek: ludzi nie da się przeprogramować. Tego typu próby mogą tylko doprowadzić do odwetu i agresji. Jeśli grupa sprawująca akurat władzę ma znaczącą przewagę nad inną grupą ideologiczną i zmusi swoich przeciwników do podporzadkowania się, to narośnie niezadowolenie i niczym bomba z opóźnionym zapłonem wybuchnie wtedy, kiedy w przyszłości owa będąca w defensywie grupa dojdzie do władzy. Traktowanie ludzi przedmiotowo jest zatem nie tylko niemoralne: jest bezsensowne i niebezpieczne.

Traktujmy się więc nawzajem z szacunkiem i kontrolujmy nasze gniewne impulsy. Choć mogą być naturalne, to są jednak źródłem wielu wyżej wymienionych złych rzeczy i tylko je podsycają. Idee moralne, takie jak wzajemny szacunek, samokontrola i wiele innych, jak choćby nieobmawianie i nieoszukiwanie się nawzajem, są obecne we wszystkich kulturach. Są to fundamentalne i uniwersalne wartości: nie są zależne od tej czy innej kultury. Jest tak dlatego, że są one podstawą każdej cywilizowanej społeczności ludzkiej. Gdyby nie wykształciły się w obrębie społeczności, to te by nie przetrwały, nie wspominając o rozkwitaniu. Fakt, że są one obecne we wszystkich kulturach jest silną podstawą dla przekonania, że wizje naszych proroków nie są mrzonką – ich realizacja jest jak najbardziej możliwa.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka