Krew i postęp

Krew i postęp

Refleksja nad paraszą Caw

Menachem Mirski

Na świecie żyje w tym momencie 7.9 miliarda ludzi. Ludzie ci mówią odmiennymi językami, praktykują odmienne religie, jak i rozmaite zwyczaje oraz obyczaje. Krótko mówiąc: są reprezentantami wielu odmiennych kultur. Każda z tych kultur ma swoje określone wartości, swój etos oraz swoje nauki, mówiące ludziom co mają w swoim życiu robić a czego nie robić. Kwestie te pokrywają się niekiedy z kwestiami moralnymi, ponieważ wielu spośród tych kulturowych norm można przypisać znaczenie moralne, w szczególności jeśli skutki działania wedle tych norm dotykają w jakiś sposób innych ludzi.

Pomiędzy normami stricte moralnymi and normami „czysto kulturowymi” nie istnieje ostra, możliwa do wytyczenia łatwo granica. Jest cały szereg norm, które znajdują się w szarej strefie pomiędzy nimi i nie bardzo jesteśmy w stanie stwierdzić, czy powinniśmy na daną normę kulturową/religijną patrzeć z moralnego punktu widzenia, czy nie. Jedną z takich norm w judaizmie jest zakaz spożywania krwi, wyrażony w porcji Tory na ten tydzień:

Żadnej też krwi jadać nie będziecie we wszystkich siedzibach waszych, ani z ptactwa, ani z bydląt; Każdy, kto jeść będzie jakąkolwiek krew – dusza, która by ją jadła wytracona będzie z ludu swojego. (Wajikra/Kapłańska 7:26-27)

Zakaz dotyczy jednakże jej spożywania i nie czyni krwi kompletnym tabu dla nas:

I przywiódł [Mojżesz] barana na całopalenie, i położyli Ahron i synowie jego ręce swoje na głowę barana. I zarżnął go, i pokropił Mojżesz krwią jego ofiarnicę w około. […] Zatem przywiódł barana drugiego, barana wyświęcenia, i położyli Ahron i synowie jego ręce swoje na głowę barana. I zarżnął go, i wziął Mojżesz nieco krwi jego i włożył na chrząstkę prawego ucha Ahrona, i na wielki palec ręki jego prawej, i na wielki palec nogi jego prawej.

(Wajikra/Kapłańska 8:18-19;22-23)

Jedzenie krwi było karane wykluczeniem ze społeczności Izraela i jest to ustawa na wieczność. Ma to nas Żydów odróżniać od wszystkich innych narodów i grup religijnych na świecie. Wedle Majmonidesa starożytni poganie wierzyli, że spożywając krew spożywa się duszę spożywanej istoty. Spożywano ją również i oraz rozlewano wokół by spotkać się z duchami, które pozwalały przepowiadać przyszłość – rozlana krew pozwalała owym duchom współuczestniczyć z ludźmi w uczcie.

Tak więc zakaz spożywania krwi miał wyeliminować praktyki spirytystyczne, choć jak widzimy z tekstu Tory, krew była w używana do pewnych celów – spryskiwano nią ołtarz oraz smarowano nią wymienione w tekście części ciała. Podobnie też idea, że we krwi tkwią dusze żywych istot nie została z judaizmu poprzez ten zakaz wyeliminowana, przeciwnie właśnie z tego powodu nie wolno jej spoż

ywać – wszystkie bowiem dusze należą do Boga, i człowiek nie może spożywać dusz. Krew ma pewną inną, fundamentalną funkcję – funkcję ekspiacyjną, o czym dowiadujemy się z innego rozdziału Księgi Kapłańskiej:

Albowiem dusza ciała we krwi jest, a Ja przeznaczyłem ją wam dla ofiarnicy, ku rozgrzeszaniu dusz waszych, gdyż krew to jest, która duszę rozgrzesza. (Wajikra/Kapłańska 17:11)

Tak więc odpowiednie, według przepisów Boskiego prawa, „wypuszczenie duszy” ze zwierzęcia i odpowiednie „użycie tej duszy” miało moc rozgrzeszania. Nie jest więc prawdą, że Izraelici nie rozlewali krwi składając ofiary i konsumując je. Rozlewali krew, jednakże robili to bardzo specyficznie. Bardzo jednak możliwe, że to specyficzne użycie krwi miało w dłuższej perspektywie na celu całkowite „wygaszenie” rytualnego użycia krwi, co byłoby spójne z koncepcją Majmonidesa, który właśnie taką koncepcję nam przedstawia – iż ostatecznym celem było wyeliminowanie ofiar składanych ze zwierząt jako takich, a więc i krwi „z liturgii”.

Ale istnieje w naszej tradycji także i koncepcja przeciwna. Nachmanides twierdzi, zgodnie z literą Torat kochanim (prawa regulującego rytualne obowiązki kapłanów, mającego początek w Księdze Kapłańskiej – Wajikra), że nie tylko krew posiada właściwości ekspiacyjne, ale też owo rozgrzeszanie człowieka jest celem istnienia krwi (określonych) zwierząt, a więc i celem istnienia tych zwierząt. Przypuszczalnie nie był to jedyny cel ich istnienia, nienieodzowny i niewieczny, bowiem dalsze refleksje Nachmanidesa odnośnie tego tematu zmierzają w kierunku koncepcji, iż zakaz spożywania krwi, jak i prawo koszernego uboju wyłącznie koszernych zwierząt miało na celu ostateczne przywrócenie pierwotnego wegetarianizmu ludzkości, a więc stanu z bardzo odległych przed Potopem czasów – początków ludzkiej egzystencji (pojętej, oczywiście, na sposób biblijny), wyrażonego w wersecie Księgi Rodzaju:

A wszelkiemu zwierzowi lądowemu, i wszelkiemu ptactwu nieba, i wszystkiemu, co się porusza na ziemi w którem jest dusza żyjąca – wszelką zieloną roślinę – na pokarm! I stało się tak. (Bereszit/Rodzaju 1:30)

Koncepcja ta została w pełni wyrażona przez żyjącego na przełomie XIX i XX wieku rabina Abrahama Izaaka Kooka zwanego po prostu Ravem Kookiem.

Mamy tu więc niewątpliwie koncepcję kulturowego rozwoju ludzkości: celem rozwijającej się (religijnej) kultury jest stopniowa eliminacja cierpienia zadawanego ludzkimi rękami. Ma to na celu stopniowe odzwyczajanie ludzi od „ich potrzeby zadawania cierpienia innym” – stopniową eliminację tej potrzeby. Tym samym ów rozwój ma na celu także eliminację moralnego zła, psychologicznie bowiem rzecz ujmując tak należy właśnie zdefiniować zło (moralne): jako świadome działanie mające wywrzeć ból i cierpienie na innych żyjących istotach wynikające z samego uświadomienia sobie faktu, że sami jesteśmy wrażliwi na doświadczenie bólu i cierpienia. Jest to dokładnie przeciwna logika od Hillelowskiej zasady: Daalach s’nei le’chawrach la taaweid, czyli Tego, czego sam nienawidzisz, nie czyń innym (Talmud Szabat 31a, zasada występująca w wielu kulturach świata). Logika absolutnego zła mówi: czyń innym właśnie to, co byłoby dla ciebie cierpieniem.

Ów rozwój kulturowy często nie idzie w parze z rozwojem cywilizacyjnym, z bardzo prostego powodu: rozwój cywilizacyjny nie jest w rzeczywistości rozwojem „ludzkiego ducha” lecz ludzkich narzędzi. Te, jeśli dobrze użyte, mogą sprzyjać i sprzyjają rozwojowi kulturowemu. Ale mogą oczywiście zostać użyte w celach nie mających nic wspólnego z rozwojem „ludzkiego ducha”, bądź też w celach absolutnie przeciwnych temu rozwojowi. Zdobycze cywilizacyjne mogą służyć zarówno ludzkiemu dobru, jak i gnębieniu ludzi, wykorzystywaniu ich czy zabijaniu. Zdobycze cywilizacyjne (jak np. internet) rozszerzają ludzki potencjał do czynienia i dobra, i zła. Ich „mesjański” charakter sprowadza się wyłącznie do tego, że mogą przybliżyć koniec (znanego nam) świata w taki lub inny sposób: albo pomóc sprowadzić mesjańską epokę, w której ludzie powszechnie zaniechają czynienia zła wobec siebie, albo też pomóc sprowadzić potworne tragedie i męki na rodzaj ludzki, których nigdy nie doświadczylibyśmy bez owych narzędzi, zwłaszcza jeśli całość wsparta jest cynicznymi, nienawistnymi czy nihilistycznymi filozofiami i ideologiami. Dlatego powinniśmy zawsze używać owych narzędzi z rozumem, rozwagą oraz koncentracją na prawdziwych wartościach, takich jak sprawiedliwość, miłość, wolność, zdrowie oraz życie samo w sobie.

Nadchodzące święto Pesach wymaga od nas stosowania się do różnorakich dodatkowych reguł i ponoszenia rozmaitych ‘pokarmowych wyrzeczeń’. Niech zatem to święto stanowi dla nas zawsze trening działania i postępowania ze stosownym rozmysłem, trening który stale czyni nas silniejszymi w wyborze tego co dobre – czyli tego, co naprawdę chcemy, co stanowi esencję naszej wolności – i w odrzucaniu tego, co jest dla nas złe, co nam nie służy lub co jest nam przez kogoś arbitralnie narzucone.

Shabbat shalom,

Chag Kasher v’Sameach.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

To connect people with different visions of life

To connect people with different visions of life

Thoughts on Parashat Vayakhel-Pekudei

Menachem Mirski

Shabbat has come – our most precious day of the week. Along with Her, we receive the two ministering angels (malachei hasharet) familiarized in the song Shalom Aleichem. We know from Hassidic tradition that one of the angels is a “good” angel and the other one “bad”. Malachei hasharet represents the opportunity of Shabbat: we can reach the heavens on this precious day or we can neglect it completely and not celebrate Shabbat. Shabbat is a celebration, both to honor God’s day of rest after the creation of our universe and a weekly reminder of our delivery from slavery. Albert Einstein said, “freedom, in any case, is only possible by constantly struggling for it.” Yes, the struggle to relax, break free from day to day commitments and celebrate Shabbat is our freedom. The life of a Jew that neglects Shabbat is a life that leads him back to Egypt. As with all freedom if we do not cultivate it then we can lose it.

Studying Talmud I found illustrations of our two angels a different context:

Ilfa and Rabbi Yochanan studied Torah together and they became very hard-pressed for money. They said: Let us get up and go and engage in business, and we will fulfill, with regard to ourselves, the verse: “There shall be no needy among you”. (Deuteronomy 15:4). They went and sat under a dilapidated wall and were eating bread, when two ministering angels – malachei hashareit – arrived. Rabbi Yochanan heard one angel saying to the other: Let us knock this wall down upon them and kill them, as they abandon eternal life (i.e. of Torah study) and engage in temporal life (for their own sustenance). The other angel said to him: Leave them, as there is one of them whose great time has yet to come. […] Rabbi Yochanan said to Ilfa: Did the Master hear anything? Ilfa said to him: No. Rabbi Yochanan said to himself: Since I heard the angels and Ilfa did not hear, I can learn from this that it is I whose time of achievement stands before me. Rabbi Yochanan said to Ilfa: I will return home and fulfill with regard to myself the contrary verse: “For the poor shall never cease out of the land” (Deuteronomy 15:11). Rabbi Yochanan returned to the study hall, and Ilfa did not return, but went to engage in business instead. By the time that Ilfa came back from his business travels, Rabbi Yochanan had been appointed head of the academy, and his financial situation had improved.

In this week’s Torah we have Betzalel, a very young and incredibly talented man who was appointed to design everything needed for the Mishkan. The Torah speaks that:

[God] has endowed him with a divine spirit of skill, ability, and knowledge in every kind of craft and has inspired him to make designs for work in gold, silver, and copper, to cut stones for setting and to carve wood – to work in every kind of designer’s craft and to give directions. (Ex 35:31-34)

Now, follow me while I connect these two stories.

Batzelel was the grandson of Hur. According to the Midrash, the Israelites came first to Hur to make the golden calf – BEFORE Aaron. Hur rebuked them and refused to help, so they murdered him.  Hur’s uncle, Aaron, witnessed this and is said to have thought, “If I don’t help them they will kill me, too. Hur was God’s prophet and I am God’s priest. If they murder the prophet and the priest their sin will be unforgivable.” He therefore decided to help them, to minimize their sin. (Vayikra Rabba 10:3)

Do you see what these two stories have in common? How about the two characters – Hur and Rabbi Yohannan? They were both devoted to the Torah and they made their sacrifices for the Torah. Hur paid the highest price, with his life. Rabbi Yohanan followed his rabbinc calling, even though the economic reality of time was very difficult. They both were rewarded; Rabbi Yohana was appointed the head of academy and became Rosh Yeshiva. Hur was rewarded posthumously through his grandson, Betzalel, who was given the honor of designing the dwelling place for the Holy One.

But let’s go back to the Torah verses from our Talmudic story. The verses:

There shall be no needy among you […]

(Deuteronomy 15:4)

and

For there will never cease to be needy ones in your land […]

(Deuteronomy 15:11)

refer to the two ends of the social spectrum, the two ends of it that should be connected and never detached from each other. Both, socially – people should understand the needs and dreams of others and psychologically – within ourselves we need to find necessary balance and not fall for the extremes. There will always be people who will, even recklessly risking their life, choose their paramount values above everything else or simply follow what they believe no matter what. And there will always be people who will sacrifice everything they believe on the altar of temporariness and usefulness. What we need is to make these ends come a bit closer to each other, or at least to establish good communication and possibility of cooperation between them. If this works properly, the need for sacrifices, especially the painful ones, is much decreased, and nobody has to pay the highest price because some other people are just impatient and need to have what they want immediately, no matter what, like the Israelities wanting the god-like figure to show off before other peoples.

Rabbi Yochanan became the head of the academy and earned eternal life on the pages of Talmud. We don’t know much about Ilfa’s success in business but we know that his teachings are also found in Talmud, both Bavli and Yerushalmi. We even find Rabbi Yochanan quoting his teachings.

Ilfa and Rabbi Johanan, before their ways departed, once studied Torah together and shared a meal with each other under the dilapidated wall. That is something many of us have experienced at some point in our life. And these are moments worth remembering because it brings us all closer, even our life paths distanced us from each other.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Połączyć ludzi o odmiennych wizjach życia

Połączyć ludzi o odmiennych wizjach życia

Menachem Mirski

Nadszedł szabat – nasz najcenniejszy dzień tygodnia. Wraz z nim nawiedza nas dwóch aniołów (malachei hasharet) których znamy z pieśni Szaloma Alejchem. Z tradycji chasydzkiej wiemy, że jeden z aniołów jest „dobrym” aniołem, a drugi „złym”. Malachei hasharet stanowią ekspresję tego, co możemy uczynić z szabatu: w ten cenny dzień  możemy sięgnąć niebios lub możemy go całkowicie zaniedbać i nie go wcale. Szabat jest świętem, zarówno dla uczczenia Bożego dnia odpoczynku po stworzeniu naszego wszechświata, jak i cotygodniowego przypomnienia o naszym wyzwoleniu z niewoli. Albert Einstein powiedział: „W każdym razie wolność jest możliwa tylko poprzez ciągłą walkę o nią”.  Jeśli o nią stale nie walczymy, zostanie nam odebrana. Dlatego jeśli nie celebrujemy szabatu, może to oznaczać, że jesteśmy już na drodze powrotnej do Egiptu. A tego oczywiście nie chcemy.

Studiując ostatnio Talmud, znalazłem naszych dwóch aniołów w nieco innym kontekście:

Ilfa i rabi Jochanan razem studiowali Torę i nagle uświadomili sobie swoją ciężką sytuację materialną. Powiedzieli: „Wstańmy, chodźmy i zajmijmy się czymś zarobkowym”, a wypełnimy werset: „Nie będzie wśród was ubogiego”. (Pwt 15:4). Poszli i usiedli pod zrujnowaną ścianą i jedli chleb, gdy przybyli dwaj służący aniołowie – malachei haszareit. Rabi Jochanan usłyszał, jak jeden anioł mówił do drugiego: Przewrócimy na nich ten mur i zabijmy ich, gdy porzucili życie wieczne (tj. studiowanie Tory) i angażują się w życie doczesne (dla własnego utrzymania). Drugi anioł powiedział do niego: zostaw ich, ponieważ jest wśród nich ten, którego wielki czas jeszcze nie nadszedł. […] Rabi Jochanan powiedział do Ilfy: Czy Mistrz coś słyszał? Ilfa powiedział do niego: Nie. Rabi Jochanan powiedział sobie: skoro słyszałem anioły, a Ilfa ich nie słyszał, mogę uznać, że to ja jestem tym, którego wielki czas jest jeszcze przede mną. Rabi Jochanan powiedział do Ilfy: Wrócę do domu i spełnię w stosunku do siebie werset przeciwny: „Albowiem nigdy nie zabraknie ubogich w twojej ziemi” (Pwt 15:11). Rabin Jochanan wrócił do domu studiów. Ilfa nie wrócił i zamiast tego zajął się interesami. Zanim Ilfa wrócił z swoich zarobkowych podróży, rabi Jochanan został mianowany dziekanem talmudycznej akademii i jego sytuacja finansowa uległa poprawie.

W porcji Tory na ten tydzień mamy Becalela, bardzo młodego i niezwykle utalentowanego człowieka, który został wyznaczony do zaprojektowania wszystkiego, co było potrzebne do zbudowania Miszkanu:

Oto Wiekuisty powołał imiennie Becalela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy, i napełnił go duchem Bożym, mądrością, rozumem, wiedzą i znajomością wszelkiego rzemiosła, by obmyślił plan robót w złocie, w srebrze, w brązie, oraz prac nad przystosowaniem kamieni do ozdoby i nad obróbką drewna potrzebnego do wykonania wszelkich zamierzonych dzieł. (Ex 35:31-34)

Batzelel był wnukiem Hura. Według Midrasza, Izraelici przybyli do Chura z prośbą aby ten zrobił im Złotego Cielca – zanim przyszli do Aarona. Chur zganił ich i odmówił pomocy, więc go zamordowali. Wujek Chura, Aaron, był tego świadkiem i pomyślał: „Jeśli im nie pomogę, to mnie też zabiją. Chur był prorokiem bożym, a ja jestem bożym kapłanem. Jeśli zamordują proroka i kapłana, ich grzech będzie niewybaczalny”. Dlatego postanowił im pomóc, zminimalizować ich grzech. (Wajikra Raba 10:3)

Co mają ze sobą wspólnego te dwie historie? A może, co mają wspólnego ze sobą obie postaci – Chur i Rabbi Johanan? Obaj byli oddani Torze i poświęcili się dla niej. Chur zapłacił najwyższą cenę swoim życiem. Rabin Yohanan poszedł za swoim powołaniem, mimo że rzeczywistość ekonomiczna jego czasów była bardzo trudna. Oboje zostali nagrodzeni; Rabin Jochanan został Rosz Jesziwa. Chur został pośmiertnie nagrodzony przez swojego wnuka Betzalela, któremu otrzymał zaszczyt stworzenia Przybytku dla Wiekuistego.

Ale wróćmy do wersetów Tory z naszej historii talmudycznej. Wersety:

Nie będzie wśród was ubogiego […] (Pwt 15:4)

oraz

Albowiem nigdy nie zabraknie ubogich w twojej ziemi […] (Pwt 15:11)

odnoszą się do dwóch krańców społecznego spektrum, które powinny być ze sobą połączone i nigdy od siebie nie oddzielone. Zarówno społecznie – ludzie powinni rozumieć potrzeby i marzenia innych, jak i psychologicznie – powinniśmy móc znaleźć w sobie niezbędną równowagę by nie popadać w owe skrajności. Zawsze znajdą się ludzie – idealiści – którzy nawet ryzykując własnym życiem, wybiorą swoje najwyższe wartości ponad wszystko inne lub po prostu podążą za tym, w co wierzą, bez względu na cokolwiek. I zawsze znajdą się ludzie, którzy poświęcą wszystko, w co wierzą, na “ołtarzu tymczasowości i użyteczności.” Tym, czego nam potrzeba to zbliżyć te cele do siebie, a przynajmniej ustanowić dobrą komunikację i możliwość współpracy między nimi. Jeśli to działa prawidłowo, ofiary, zwłaszcza te bolesne, nie będą konieczne i nikt nie będzie musiał płacić najwyższej ceny, z tego choćby względu, że inni ludzie są po prostu niecierpliwi i potrzebują natychmiast mieć to, czego chcą, bez względu na wszystko, jak Izraelici chcący mieć postać bóstwa by pochwalić się przed innymi narodami.

Rabi Jochanan został dziekanem talmudycznej akademii i zapracował na życie wieczne na kartach Talmudu. Niewiele wiemy o sukcesach Ilfy w biznesie, ale wiemy, że jego nauki także można znaleźć w Talmudzie, zarówno w babilońskim jak i w jerozolimskim, gdzie nawet Rabi Jochanan go cytuje.

Ilfa i rabin Jochanan, zanim się ich drogi rozeszły, razem studiowali Torę i spożywali razem posiłek pod zrujnowaną ścianą. Wielu z nas doświadczyło podobnych chwil w pewnych momentach swojego życia. I to są chwile, o których warto pamiętać, bo to zbliża nas wszystkich, nawet gdy ścieżki naszego życia oddaliły nas bardzo od siebie.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Parashat Beshalach

Love for Freedom is Born of the Hardships of Life

Thoughts on Parashat Beshalach

 Menachem Mirski

Difficult realities create strong people. If they are smart and righteous enough they build better reality for their children. As the time and development progresses, the new generations do not have to face the harsh reality their grandparents faced. Life, in general, becomes easier and more pleasant. Over time, an easy and pleasant life tends to create people that are less strong or simply weak – after all, they didn’t live through difficult times. They tend to be narcissistic, entitled and often believe that every little discomfort is oppression and a danger to their freedom. In fact, they are the first to fall into slavery, because they would rather give up their freedoms than face harsh reality in which they could only count on themselves.

In our parasha for this week, Israelites, after departing from Egypt, face two battles: the first one with Egyptians, the second one with Amalekites. But in fact, the Israelites do not fight the first battle – God fights for them, performing miracles and defeats the Egyptians by drowning their chariots in the Sea of Reeds. There are several rabbinic explanations for why this happened. Ibn Ezra points out that the Israelite generation that left Egypt, despite being armed, was unfit to fight their masters:

They had been trained from youth to bear the Egyptian yoke, and suffered feelings of inferiority. How then could they fight their masters? They were indolent and untrained in warfare.

Another explanation, given by Chasam Sofer, says that it would have been unethical for the Children of Israel to kill the Egyptians themselves. The Torah here teaches us proper conduct. The Israelites did not fight the Egyptians face to face because of the haven they had found in Egypt throughout the hundreds of years they had dwelled in that land. Egypt was what it was, but other places might have been worse. Another lesson given by Chasam Sofer is that we must not wield an avenging sword when we are on the land that is not ours.

Another battle Israel fights is the battle with Amalekites. Here the situation is different. The Israelites, led by Joshua, fight the enemy face to face and the Eternal One only supports them:

Joshua did as Moses told him and fought with Amalek, while Moses, Aaron, and Hur went up to the top of the hill. Then, whenever Moses held up his hand, Israel prevailed; but whenever he let down his hand, Amalek prevailed. But Moses’ hands grew heavy; so they took a stone and put it under him and he sat on it, while Aaron and Hur, one on each side, supported his hands; thus his hands remained steady until the sun set. And Joshua overwhelmed the people of Amalek with the sword. (Ex 17:10-13)

One of the reasons Israel had to fight this battle alone was because the Israelites, for the fourth time already, were murmuring against Moses and doubting God’s protection. Literally, the minute they say “Is the LORD present among us or not?” (Ex 17:7) Amalek comes and starts attacking them. It is a form of punishment. But this punishment is meant to bring blessing. From now on, the Israelites must become independent and wage their wars themselves, only with God’s help. It is the beginning of their transformation from a weak people with slave mentality to a nation that is strong, capable of self-defense, self-governance and independence.

The entire desert experience is thus aimed. Harsh realities Israelites face from now on serve for physical and spiritual cleansing. Israelites need to get rid of their weaknesses and their slave, victimhood mentality. It is precisely this mentality that causes them to blame Moses and Aharon for every misfortune they face in the desert. They expected Moses to be like Pharaoh in their minds: an Almighty tyrant who, at the cost of their freedom, provides them with livelihoods. That’s why whenever Moses disappointed them they wanted to immediately go back to Egypt. But Moses was not like Pharaoh, he was the opposite: he was not a tyrant, he gave them freedom. He did not constantly satisfy their needs, in fact he exposed them to a really harsh reality. But at the same time he opened up opportunities for them so that they could, with their own effort, satisfy them themselves. Rambam summarizes the desert experience of the Israelites as follows:

God wisely led them around the desert until they had learned courage. As is known, the austere life of the desert, without human comforts and conveniences, such as bathing and the like, make one brave, while a luxurious existence fosters cowardliness. There in the desert, a generation was born, unaccustomed to degradation and slavery.

According to Rambam, a fighting spirit and love of freedom develop from toil and hardship, from lack of pleasures and conveniences of life. This is why God led His people through the desert before bringing them into the Land.

It is the harsh conditions and overcoming challenges that bring great joys in human life. The feeling of satisfaction that stems from it stays with us forever, shapes our mindset and our views.

The danger of falling into slavery never goes away. There are enough tyrants and potential tyrants in the world. Let us be careful, they always make great promises and guarantee to help us and meet our basic needs. This is their hallmark and they often succeed in that. Our freedom comes from meeting our own needs, from toiling the land for ourselves, from taking nothing.

The only thing they want from us is our freedom. But we will never give it away as long as we take care of ourselves, as long as we are strong, capable of self-defense, self-governance and independence. As long as we do this we will always be free.

Shabbat shalom

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Beszalach

Zamiłowanie do wolności rodzi się z trudności życiowych

Refleksja nad paraszą Beszalach

Menachem Mirski

Trudne realia tworzą silnych ludzi. Jeśli są oni wystarczająco mądrzy i sprawiedliwi, budują lepszą rzeczywistość dla swoich dzieci. Wraz z upływem czasu i rozwojem nowe pokolenia nie muszą mierzyć się z trudną rzeczywistością, z jaką mierzyli się ich dziadkowie. Życie ogólnie staje się łatwiejsze i bardziej przyjemne. Z czasem łatwe i przyjemne życie kształtuje często ludzi, którzy są mniej silni albo po prostu słabi – w końcu nie przeżyli trudnych czasów. Bywają oni często narcystyczni, roszczeniowi i często wierzą, że każdy, nawet mały dyskomfort jest opresją i zagrożeniem dla ich wolności. W istocie właśnie ci ludzie są pierwszymi, którzy popadają w niewolę, bo wolą raczej wyrzec się wolności niż zmierzyć się z ciężką rzeczywistością, w której mogliby liczyć tylko na siebie.

W czytanej w tym tygodniu paraszy Izraelici po wyruszeniu z Egiptu muszą stoczyć dwie walki: pierwszą toczą z Egipcjanami, a drugą z Amalekitami. Jednak w rzeczywistości Izraelici nie toczą osobiście tej pierwszej walki – Bóg walczy za nich, dokonuje cudów i pokonuje Egipcjan, topiąc ich rydwany w Morzu Trzcin. Jest kilka wyjaśnień rabinicznych tłumaczących, dlaczego tak się stało. Ibn Ezra zwraca uwagę, że Izraelici z pokolenia, które opuściło Egipt, pomimo iż byli uzbrojeni, nie nadawali się do walki ze swoimi panami:

Zostali wyćwiczeni od młodości do noszenia egipskiego jarzma i cierpieli na poczucie niższości. Jak zatem mogliby walczyć ze swoimi panami? Byli leniwi i niewyszkoleni w sztuce wojennej.

Inne wyjaśnienie, zaproponowane przez Chasama Sofera, głosi, że byłoby nieetyczne, aby dzieci Izraela same zabijały Egipcjan. Tora uczy nas tutaj zasad poprawnego zachowania. Izraelici nie walczyli z Egipcjanami twarzą w twarz ze względu na schronienie, jakie znajdowali w Egipcie przez setki lat, przez jakie zamieszkiwali na tej ziemi. Egipt był, jaki był, ale inne miejsca mogłyby być gorsze. Inna płynąca z tego lekcja zdaniem Chasama Sofera jest taka, że nie powinniśmy szermować mieczem zemsty, kiedy przebywamy na ziemi, która nie jest nasza.

Izrael toczy też inną bitwę – tym razem z Amalekitami. Tutaj sytuacja jest inna. Izraelici, prowadzeni przez Jozuego, walczą z wrogiem twarzą w twarz, a Wiekuisty tylko ich wspiera:

Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim; Aaron zaś i Chur podpierali jego ręce, jeden z tej, drugi z tamtej strony. I tak ręce jego były stale podniesione aż do zachodu słońca. Tak pobił Jozue Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. (Wj 17, 10-13)

Jeden z powodów, dla których Izrael musiał samodzielnie stoczyć tę walkę, był taki, że Izraelici już po raz czwarty szemrali przeciwko Mojżeszowi i wątpili w Bożą ochronę. Dosłownie w minucie, w której mówią: „Czy jest Pan pośród nas, czy nie?” (Wj 17, 7), nadchodzi Amalek i zaczyna ich atakować. Jest to forma kary. Ale ta kara ma w zamyśle przynieść błogosławieństwo. Od teraz Izraelici muszą stać się samodzielni i sami toczyć swoje wojny, otrzymując od Boga jedynie wsparcie. Jest to początek ich przemiany ze słabego ludu z mentalnością niewolników w naród, który jest silny, zdolny do samoobrony, samorządności i niezależności.

Wszystko, czego doświadczają Izraelici na pustyni, ma właśnie taki cel. Trudne realia, z jakimi mierzą się od teraz Izraelici, służą fizycznemu i duchowemu oczyszczeniu. Izraelici muszą pozbyć się swoich słabości i swojej mentalności niewolników i ofiar. To właśnie ta mentalność sprawia, że obwiniają Mojżesza i Aharona za każde nieszczęście, jakie przydarza im się na pustyni. Oczekiwali, że Mojżesz będzie taką samą postacią, za jaką uważali faraona: wszechmocnym tyranem, który, kosztem ich wolności, będzie zapewniał im środki do życia. Właśnie dlatego ilekroć Mojżesz ich rozczarował, chcieli natychmiast wrócić do Egiptu. Ale Mojżesz nie był niczym faraon; wprost przeciwnie: nie był tyranem, lecz dał im wolność. Nie zaspokajał ciągle ich potrzeb; w istocie wystawiał ich na bardzo trudną rzeczywistość. Ale jednocześnie otwierał dla nich możliwości, tak żeby mogli, za sprawą swoich własnych wysiłków, sami zaspokoić własne potrzeby. Oto, jak Rambam podsumowuje doświadczenia Izraelitów na pustyni:

Bóg mądrze prowadził ich po pustyni, aż nie nauczyli się odwagi. Jak wiadomo, surowe życie na pustyni, bez ludzkich wygód i udogodnień, takich jak kąpiel i tym podobne, czynią człowieka odważnym, natomiast pełna luksusów egzystencja sprzyja tchórzostwu. Tam, na pustyni, narodziło się pokolenie nienawykłe do poniżenia i niewoli.

Wedle Rambama duch walki i zamiłowanie do wolności wykształcają się na drodze znoju i trudu, z braku przyjemności i wygód życiowych. Właśnie dlatego Bóg poprowadził swój lud przez pustynię, zanim zaprowadził ich do Ziemi [Izraela].

To właśnie trudne warunki i przezwyciężanie wyzwań są źródłem wielkiej radości w życiu ludzkim. Uczucie zadowolenia, jakie pojawia się dzięki tym działaniom, pozostaje z nami na zawsze, kształtuje nasz sposób myślenia i nasze poglądy.

Groźba popadnięcia w niewolę nigdy nie zanika. Na świecie jest wystarczająco dużo tyranów i potencjalnych tyranów. Bądźmy uważni, oni zawsze składają nam wspaniałe obietnice i gwarantują, że nam pomogą i zaspokoją nasze podstawowe potrzeby. To jest ich znak rozpoznawczy i często odnoszą w tym zakresie sukces. Nasza wolność pochodzi z zaspokajania naszych własnych potrzeb, z mozolnego uprawiania ziemi na własny użytek i niebrania niczego od innych.

Jedyne, czego takie osoby od nas chcą, to nasza wolność. Ale my nigdy jej nie oddamy – tak długo, jak będziemy o siebie dbać, dopóki będziemy silni, zdolni do samoobrony, samorządności i niezależności. Dopóki będziemy tak czynić, zawsze będziemy wolni.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szabat szalom

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Ritual memory – the beauty of Judaism

Ritual memory – the beauty of Judaism

Thoughts on parashat Bo

Menachem Mirski

I have always been struck how Judaism is a study in discipline, at the root, a lesson on how to live one’s life. The Torah is rich with life lessons interwoven in stories, practices, repetition and rhetoric. Perhaps the most telling example of this is the practice of Pesach. In parashat Bo, God lays out the 7-day syllabus that we all recognize and have recreated for over 3500 years:

This day shall be to you one of remembrance: you shall celebrate it as a festival to the LORD throughout the ages; you shall celebrate it as an institution for all time. Seven days you shall eat unleavened bread; on the very first day you shall remove leaven from your houses, for whoever eats leavened bread from the first day to the seventh day, that person shall be cut off from Israel. You shall celebrate a sacred occasion on the first day, and a sacred occasion on the seventh day; no work at all shall be done on them; only what every person is to eat, that alone may be prepared for you. You shall observe the [Feast of] Unleavened Bread, for on this very day I brought your ranks out of the land of Egypt; you shall observe this day throughout the ages as an institution for all time. (Ex 12:14-17)

According to the biblical record, all these regulations were revealed to Moses and Aharon in the land of Egypt, just before the Exodus of the Israelites. Imagine the discipline involved in recreating such instructions for every family in Judaism each year for over 3500 years… think about that the next time you are in a meeting or organizing a potluck. Talk about discipline!

Isn’t that clever? Why such detailed delineation of what we should do, day by day, meal by meal and course by course? Because Judaism is genius at using the tools of cognitive psychology to instill the lessons and memories of the Torah. Memory is formed and solidified by repetition, by acting out, by representation to objects; and what are the celebrations of Pesach if not a manifestation of all of these. Through the course of 3500 years, through pogroms, exoduses, expulsions, and the Shoah we still keep our religion alive and the reason is partially due to the fact that Judaism inherently uses all these practical cognitive tools to almost “imprint” these “shared” memories. I don’t mean shared memories in the Jungian way, but instead, by recreating our events, as delineated in the Torah, repetitively, until we all share this memory and know that our fathers and forefathers did as well.

Religion is our nation’s collective memory that lives on in our rituals. Our rituals consistently include reading and studying our sacred books which perpetuates our collective memory and makes us engage deeper and deeper into our rituals, studying more and more. The beauty of Judaism is that we have so much literature that there is no end to studying it. This literature contains moral, philosophical and existential reflection, as well as poetry and stories containing great wisdom. Continuous studying and implementation of that which we study is the essence of being a religious Jew – a religious Jew is someone who never stops studying and practicing. The more we study the more nuanced is our knowledge. The more we practice ritual the more integrated into our lives is our knowledge. That is the uniqueness of our tradition and its beauty.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Wajechi

Refleksja nad paraszą Wajechi

Menachem Mirski

„Nikt nie jest bardziej znienawidzony niż ten, kto mówi prawdę”, mawiał Platon. „Szanujcie tych, którzy szukają prawdy, ale strzeżcie się tych, którzy ją znajdą” – mawiał Voltaire. „Prawda jest taka, że każdy cię skrzywdzi. Po prostu trzeba znaleźć tych, dla których warto cierpieć ”- powiedział kiedyś Bob Marley.

Czy mówienie prawdy jest zawsze dobre i konieczne? Czy kłamanie zawsze jest złe? Na te tematy napisano wiele książek, wiele osób próbowało udzielić na nie ostatecznej odpowiedzi. Ilekroć ktoś formułuje takową, chwile później pojawia się inna odpowiedź. Również nasza porcja Tory na ten tydzień porusza ten temat. Opowiada nam historię braci Józefa, którzy otwarcie go okłamują:

Bracia Józefa zdając sobie sprawę z tego, że ojciec ich nie żyje, myśleli: «Na pewno Józef będzie nas teraz prześladował i odpłaci nam za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziliśmy!» Toteż kazali powiedzieć Józefowi: «Ojciec twój dał przed śmiercią takie polecenie: Powiedzcie Józefowi tak: Racz przebaczyć braciom twym wykroczenie i winę ich, wyrządzili ci bowiem krzywdę. Teraz przeto daruj łaskawie winę nam, którzy czcimy Boga twojego ojca!» Józef rozpłakał się, gdy mu to powtórzono. (Gen 50:15-17)

Józef zapłakał, bo od razu dostrzegł, że jego bracia kłamią. Kłamstwo to było jednak niczym w porównaniu z tym, co uczynili mu oni wiele lat wcześniej sprzedając do egiptu. W jego oczach kłamstwo braci było raczej żałosną ekspresją ich strachu, bezsilności i wyrzutów sumienia. Skąd o tym wiemy? Rabini podsuwają nam podpowiedzi:

(Józef) zrozumiał, że bracia poinstruowali posłańca, co ma powiedzieć; inaczej Jakub sam by mu powiedział. Dlatego Józef płakał, widząc tragiczny stan swoich braci, bojących się o swoje życie i zmuszonych do takich przeinaczeń, aby powstrzymać jego zemstę.

Nie ma powodu by sądzić, że bracia wyjawili swojemu ojcu prawdę o sprzedaży Józefa. Tora nie wspomina ani słowem, że Jakub dowiedział się o tym. Majmonides tłumaczy to w następujący sposób:

Wydaje mi się, że zwykłe proste tego testu jest takie, że Jakubowi nikt nigdy nie powiedział, że Józefa sprzedali jego bracia; ten wyobrażał sobie, że (Józef) zgubił się na polach i został sprzedany przez swoich znalazców do Egiptu. Jego bracia nie chcieli ujawniać swojego niewłaściwego postępowania, z obawy przed jego złością i tym, że bych ich przeklął […] Gdyby Jakub wiedział o tym cały czas, musieliby go błagać, aby nakazał Józefowi im wybaczyć […].

Idea, że Józef sam powiedział o tym swojemu ojcu również wydaje się nieprawdopodobna. Po pierwsze, wybaczył już swoim braciom i dostrzegł w tym boski plan. Nie miał więc żadnego powodu by mścić się na swoich braciach, a wyjawienie tej informacji ojcu, Jakubowi, byłoby zemstą.

Wspominałem już parokrotnie powszechnie dość znany komentarz mówiący, iż historie rodzinne z Księgi Genesis to przeważająco historie rodzin dysfunkcyjnych, że historie te często mówią nam jak nie należy się względem siebie nawzajem postępować i że chwytają one te aspekty etyki, które bardzo trudno skodyfikować w moralne czy religijne prawo.

Zastanówmy się jednak jak będzie wyglądać przypadek kłamstwa braci Józefa w kontekście etyki judaizmu. Tora nie zabrania bezwzględnie kłamania jako takiego. Przykazanie 9 dekalogu, lo taane ve’reacha ed szaker, powszechnie tłumaczone jako Nie będziesz fałszywie świadczył przeciw bliźniemu swemu, ogranicza się zabrania składania fałszywych świadectw mających uczynić szkodę komuś i znaczy dosłownie: Nie będziesz odpowiadał bliźniemu swemu, fałszywy świadku! Fałszywy świadek to ten, którego świadectwo może być nawet teoretycznie prawdziwe, ale nie ma ono podstawy w jego doświadczeniu, np. mówi, że widział coś o czym jedynie słyszał itp. Rabini nałożyli jednak wiele ograniczeń na to, co możemy powiedzieć innym: na przykład ujawnianie prywatnych informacji o innych (plotki), nawet jeśli są prawdziwe, jest zabronione, chyba że ujawnienie tych informacji może ochronić kogoś innego przed nadużyciami lub krzywdą. Oczywiście celowe wprowadzanie w błąd innych (geneivat da’at) poprzez „gładką mowę” lub uwodzicielski język jest naruszeniem żydowskich norm mowy i jest zabronione (jednak próba przekonania ludzi, którzy są informowani, że są przekonani do zakupu lub uwierzenia w coś nie jest uważana za wprowadzającą w błąd i jest dozwolona).

Co więc rabini mówią o naszej historii? Jeden z nich, Rabbenu Bahya Ibn Pakuda, mówi nam, że możemy czasem odejść od dosłownej prawdy, aby zachować pokój między ludźmi. Bracia Józefa, dręczeni poczuciem winy, czuli, że ich życie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nasi mędrcy uważali ich postępowanie za uzasadnione, kierując się zasadą, że czasami prawda musi być podporządkowana ważniejszym wartościom.

Niektórzy mówią, że oznacza to, iż prawda, nieważne jak ważna, nie jest wartością absolutną i czasami musi ustąpić miejsca innym wartościom. Dwie wartości, które bywają od niej ważniejsze to pokój oraz życie. Uważam, że opinia ta błędnie utożsamia prawdę ‘samą w sobie’, rozumianą przez filozofów jako adekwatne, intelektualne przedstawienie rzeczywistości, ze zwykłym „mówieniem prawdy” ocenianym z punktu widzenia etyki. Mówienie prawdy jest czasami niewygodne, czasami niebezpieczne, ale czasami konieczne, nawet jeśli wiąże się z ofiarami i cierpieniami, konieczne, aby zacząć coś nowego, pożegnać się z czymś, czego już nie chcemy, lub przywrócić rzeczywistość na właściwe tory, czego życzę wszystkim w Nowym Roku 2021!

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Truth vs Peace

Truth vs Peace

Thoughts on Parashat Vayehi

Menachem Mirski

“No one is more hated than he who speaks the truth”, said Plato. “Cherish those who seek the truth but beware of those who find it”, said Voltaire. “The truth is, everyone is going to hurt you. You just got to find the ones worth suffering for”, said Bob Marley.

Is telling the truth always good or necessary? Is telling the lies always wrong? Many books were written on these topics, many people have tried to give an ultimate answer to it. Soon after this problem seems to be resolved there comes another answer to it. Also our Torah portion for this week touches this subject. It tells us the story of Joseph’s brothers who openly lie to him:

When Joseph’s brothers saw that their father was dead, they said, “What if Joseph still bears a grudge against us and pays us back for all the wrong that we did him!” So they sent this message to Joseph, “Before his death your father left this instruction: So shall you say to Joseph, ‘Forgive, I urge you, the offense and guilt of your brothers who treated you so harshly.’ Therefore, please forgive the offense of the servants of the God of your father.” And Joseph was in tears as they spoke to him. (Gen 50:15-17)

Joseph cried because he immediately noticed that his brothers were lying. This lie was nothing compared to what they had done to him when they sold him to Egypt many years earlier. In his eyes, the brothers’ lie was a rather pathetic expression of their fear, helplessness and sense of guilt. How do we know about this? The rabbis give us some hints. According to Rabbi Luzatto:

He understood that the brothers had instructed the messenger what to say; otherwise Jacob would have told himself. Joseph therefore wept at seeing the tragic state of his brothers, going in fear of their lives and forced to such shifts to stave off his vengeance.

There is no reason to believe that the brothers told their father the truth about the sale of Joseph: the Torah does not mention that Jacob found out about it. Nahmanides explains it as follows:

It seems to me that the plain meaning of the test is that Jacob was never told of the sale of Joseph by his brothers, but imagined that he got lost in the fields and was sold by his finders to Egypt. His brothers did not wish to divulge their misconduct, especially, for fear of his curse and anger. […] Had Jacob known it all the time, they should have begged their father to command Joseph to forgive them […].

The idea that Joseph himself told his father about it also seems improbable. First, he had forgiven his brothers and saw a divine plan in it. So he had no reason to take revenge on his brothers, and it would be revenge to disclose this information to his father, Jacob.

I have already mentioned several times the well-known comment that the family stories in the Book of Genesis are predominantly the stories of dysfunctional families; that these stories often tell us how not to deal with each other and that they capture aspects of ethics that are very difficult to codify into a moral or religious law.

However, let us consider what the case of the lies of Joseph’s brothers will look like in the context of the ethics of Judaism. The Torah does not absolutely forbid lying as such. The 9th commandment of the Decalogue, lo taane ve’reacha ed shaker, commonly translated as You shall not bear false witness against your neighbor, is restricted to bearing a false testimony in order to harm someone. Its literal meaning is: You shall not answer your neighbor, false witness! A false witness is one whose testimony may even be theoretically true, but has no basis in his experience, e.g. they say that they have seen something but in fact only heard about it, etc. The rabbis, however, put many restrictions on what we can say to others: for example, revealing private information about others (gossip – rekhillut) even if true, is prohibited, unless revealing this information can protect someone else from abuse or harm. Obviously, deliberately misleading others (geneivat da’at) through “smooth speech” or seductive language is a violation of Jewish norms of speech and prohibited (however, trying to persuade the people who are informed that they are being persuaded to buy or believe something is not considered misleading and it is allowed.)

So what do the rabbis say about our story? One of them, Rabbenu Bahya Ibn Pakuda, tells us that we may deviate from the literal truth in order to preserve peace between people. Joseph brothers, tormented by their sense of guilt, felt their lives were in mortal danger. Our Sages regarded their conduct as warranted on the principle that truth has sometimes to be subordinated to more important values.

Some say that this means that truth, no matter how important, is not an absolute value and sometimes it must give way to other values and two of them sometimes are more important: peace and life. I believe that this opinion confuses the truth as such, understood by philosophers as accurate cognitive representation of reality with the mere act of ‘telling the truth’ assessed from the perspective of ethics. Telling the truth is sometimes inconvenient, sometimes gravely dangerous but sometimes necessary, even if it ensues sacrifices and sufferings, necessary to begin something new, to say goodbye to something we don’t want anymore or to put reality back on track which I wish everyone in the New Year 2021!

Shabbat shalom

 

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Miketz

Truthfulness, impartiality and pragmatism

Thoughts on parashat Miketz

Menachem Mirski

One definition of insanity is repeating the same thing over and over again and expecting a different result. While there is a lot of truth to this rather amusing statement, I challenge this conclusion. It would be absolutely true if we had full control over the results of our actions and over other factors that influence those results, however, we have no such control. Additionally, we don’t get everything right the first time we try – so repeating it again, might in fact produce a different result. The same is true of risk-taking situations: these situations, by definition, do not guarantee the desired results. Therefore, at the onset, the truth of the statement is limited.

In this week’s Torah portion, we come across a story that seems quite puzzling in light of the ending of the previous Torah portion. As you may remember, in last week’s parashah, Joseph interprets the dream of the chief cupbearer and predicted correctly that he would be released from prison and regain his former position. Joseph asked the cupbearer not to forget about him. And while he had proof that Joseph interpreted the dream correctly the cupbearer did nothing. But in this week’s Torah portion the situation is completely different. Joseph again interpreted a dream, in order to get out of prison, and in fact, had a different result. Here is what follows after Joseph interpreted Pharaoh’s dream:

The plan pleased Pharaoh and all his courtiers. And Pharaoh said to his courtiers, “Could we find another like him, a man in whom is the spirit of God?” So Pharaoh said to Joseph, “Since God has made all this known to you, there is none so discerning and wise as you. You shall be in charge of my court, and by your command shall all my people be directed; only with respect to the throne shall I be superior to you.” Pharaoh further said to Joseph, “See, I put you in charge of all the land of Egypt.” And removing his signet ring from his hand, Pharaoh put it on Joseph’s hand; and he had him dressed in robes of fine linen, and put a gold chain about his neck. He had him ride in the chariot of his second-in-command, and they cried before him, “Abrek!” Thus he placed him over all the land of Egypt. (Gen 41:37-43)

How did Pharaoh, unlike the cupbearer, come to believe Joseph when there was no way of proving his interpretation? The dream was about a rather distant future. What was the criteria of truth here? Why did Joseph achieve a different result? Why did Pharaoh listen to this message, from the lowest among the lowest in the social hierarchy, while ignoring his court magicians? Why were the magicians’ explanations not convincing while Josephs were?

We do not know, we can only speculate. We know from my previous sermons that Joseph was seen as truthful and sincere. Perhaps the magicians interpreted the dream in such a way as to please the Pharaoh, but Pharaoh who was quite disturbed by it, didn’t “buy” their “positive” interpretation, while Joseph’s was perceived, in the blink of an eye, as more sincere and truthful and thus more believable. Additionally, Joseph’s interpretation was pragmatic, he immediately gave Pharaoh practical advice on how to deal with the coming famine. Another factor that may have been appealing in Joseph’s response is that he, as a Hebrew, a stranger in the land of Egypt, had at heart, the future of that land. This is also an expression of pragmatism, but what is crucial here is that it is a sign of Joseph’s impartiality.

Let me say it again: truthfulness, impartiality and pragmatism. These are values that we should consistently support and work towards. Not only because untruthfulness, partiality and detachment abound. But because these three values sometimes are in conflict. Pragmatism can mean, and often does mean, being partial. It can also mean silence on topics that need to be addressed openly. I don’t think I need to give any examples here – there are many of them in various areas of our life: in our professional and private life, at work, at home or in our relationships. Similarly being truthful at all costs is also not wise. We know well that not every thought has to be expressed the minute we think it. Not every message or email has to be delivered the minute it is written. We need to be thoughtful about things. What I’m advocating for is to have all these three – truthfulness, impartiality and pragmatism – in our hierarchy of values and strive to always find the right balance among them and their consequences.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Mikec

Prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm

Refleksja nad paraszą Mikec

Menachem Mirski

Jedną z definicji szaleństwa jest powtarzanie wciąż na nowo tego samego działania i oczekiwanie innego rezultatu. Choć jest dużo prawdy w tym dość zabawnym stwierdzeniu, chciałbym jednak zakwestionować ten wniosek.  Byłby on w pełni prawdziwy, gdybyśmy mieli pełną kontrolę nad efektami naszych działań oraz nad innymi czynnikami wpływającymi na te efekty, lecz nie mamy takiej kontroli. Ponadto przy pierwszej próbie nie udaje nam się zrobić wszystkiego tak jak trzeba – a zatem powtórne podejście może w rzeczywistości przynieść inne rezultaty. To samo dotyczy sytuacji związanych z podejmowaniem ryzyka: takie sytuacje z definicji nie gwarantują osiągnięcia pożądanych rezultatów. A zatem prawdziwość tego stwierdzenia jest od początku ograniczona.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory znajdujemy historię, która wydaje się dość zagadkowa w kontekście zakończenia poprzedniej porcji Tory. Jak może pamiętacie, w zeszłotygodniowej paraszy Józef zinterpretował sen naczelnego podczaszego i trafnie przewidział, że zostanie on wypuszczony z więzienia i odzyska swoją wcześniejszą pozycję. Józef poprosił podczaszego, żeby o nim nie zapomniał. I choć podczaszy miał dowód na to, że Józef poprawnie wyjaśnił jego sen, to nic nie zrobił. Natomiast w czytanej w tym tygodniu porcji Tory sytuacja jest kompletnie inna. Józef znowu zinterpretował sen po to, aby wyjść z więzienia i tym razem osiągnął inny rezultat. Oto co się stało po tym, jak Józef zinterpretował sen faraona:

Słowa te podobały się faraonowi i wszystkim jego dworzanom. Rzekł więc faraon do swych dworzan: Czyż będziemy mogli znaleźć podobnego mu człowieka, który miałby tak jak on ducha Bożego? A potem faraon rzekł do Józefa: Skoro Bóg dał ci poznać to wszystko, nie ma nikogo, kto by ci dorównał rozsądkiem i mądrością! Ty zatem będziesz nad moim dworem i twoim rozkazom będzie posłuszny cały mój naród. Jedynie godnością królewską będę cię przewyższał. I powiedział faraon Józefowi: Oto ustanawiam cię rządcą całego Egiptu! Po czym faraon zdjął swój pierścień z palca i włożył go na palec Józefa, i kazał go oblec w szatę z najczystszego lnu, a potem zawiesił mu na szyi złoty łańcuch. I kazał go obwozić na drugim swym wozie, a wołano przed nim: Abrek! Faraon ustanawiając Józefa rządcą całego Egiptu (…) (Rdz 41, 37-43)

Jak to się stało, że faraon w odróżnieniu od podczaszego uwierzył Józefowi, choć nie było sposobu, żeby potwierdzić jego interpretację? Sen dotyczył dość odległej przyszłości. Jakie były tutaj kryteria prawdziwości? Dlaczego Józef osiągnął tym razem inny rezultat? Dlaczego faraon posłuchał tego przesłania, pochodzącego od kogoś plasującego się na najniższym z najniższych szczebli hierarchii społecznej, podczas gdy zignorował swoich nadwornych wróżbitów? Dlaczego wyjaśnienia wróżbitów nie były przekonujące, natomiast wykładnia  Józefa tak?

Nie wiemy, możemy tylko spekulować. Wiemy z moich poprzednich kazań, że Józef był postrzegany jako prawdomówny i szczery. Być może magicy zinterpretowali sen w taki sposób, żeby zadowolić faraona, ale faraon, którego ów sen mocno zaniepokoił, nie „kupił” ich „pozytywnej” interpretacji, podczas gdy wykładnia Józefa została w mgnieniu oka uznana za bardziej szczerą i prawdomówną, a zatem bardziej wiarygodną. Co więcej, interpretacja Józefa była pragmatyczna; natychmiast dał faraonowi praktyczne rady w kwestii tego, jak poradzić sobie z nadchodzącą klęską głodu. Kolejny czynnik, który mógł przemawiać na rzecz odpowiedzi Józefa był taki, że jemu, jako Hebrajczykowi, cudzoziemcowi w krainie Egiptu, zależało na przyszłości tego kraju. Jest to również wyraz pragmatyzmu, ale kluczowy jest tutaj fakt, że jest to oznaka bezstronności Józefa.

Powtórzę raz jeszcze: prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm. Oto wartości, które powinniśmy konsekwentnie wspierać i do których powinniśmy dążyć. Nie tylko dlatego, że jest pod dostatkiem nieprawdomówności, stronniczości i obojętności, ale dlatego, że te trzy wartości pozostają czasem ze sobą w konflikcie. Pragmatyzm może oznaczać, i często faktycznie oznacza, bycie stronniczym. Może również oznaczać milczenie w kwestii tematów, które wymagają otwartego zaadresowania. Sądzę, że nie muszę podawać tutaj żadnych przykładów – można ich znaleźć wiele w różnych sferach naszego życia: w naszym życiu zawodowym i prywatnym, w pracy, w domu i w naszych związkach. Podobnie, bycie prawdomównym za wszelką cenę również nie jest mądre. Dobrze wiemy, że nie każdą myśl trzeba wyrażać natychmiast po tym, jak zaświta nam w głowie. Nie każda wiadomość albo e-mail muszą zostać dostarczone w tej samej chwili, w której zostały napisane. Musimy podchodzić do różnych spraw w sposób refleksyjny. Apeluję tutaj tylko o to, żeby wszystkie te trzy cechy – prawdomówność, bezstronność i pragmatyzm – były obecne w naszej hierarchii wartości i żebyśmy starali się zawsze znaleźć odpowiednią równowagę pomiędzy nimi i ich konsekwencjami.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka