Turning point. Thoughts on the parashat Miketz

Turning point. Thoughts on the parashat Miketz

Menachem Mirski

The Torah portion for this week contains the famous story of Joseph, Pharaoh and his dreams of seven fat cows that are swallowed up by seven lean cows, and of seven fat ears of grain swallowed by seven lean ears. Joseph interprets the dreams to mean that seven years of plenty will be followed by seven years of hunger, and advises Pharaoh to store grain during the plentiful years. Pharaoh appoints Joseph governor of Egypt. Joseph marries Asenath, daughter of Potiphar, and they have two sons, Manasseh and Ephraim.

Since our biblical story first shows us Pharaoh’s dreams, and then tells us about the real, according to its narrative, events which closely related to those dream visions, we must immediately ask the following questions: What is the connection between Pharaoh’s dreams and reality? Was the Pharaoh a prophet? Was Joseph a prophet? Or maybe they were together “one prophet”?

This question is answered in the verse 25 of this chapter (Bereshit 41):

And Joseph said to Pharaoh, “Pharaoh’s dreams are one and the same: God has told Pharaoh what He is about to do.

Since the dreams concerns affairs of state – the need to prepare for the coming calamity – God revealed it to the chief of state. And since it was a Divine communication, God wished to reveal its interpretation through His own servant, rather than the wizards of Egypt.

Pharaoh was concerned about this dream and this is a clue for us (Bereshit 41: 8). He was so frightened that he commanded all Egyptian fortune tellers and wise men to be called. He was at least as worried as if he knew what the dream was prophesying: that its content is not really about the seven years of abundance, but the following seven years of famine, as noted by Nachmanides:

For the truth of his [Joseph’s] word was not known until the years of famine began, since the years of plenty were not something out of ordinary.

It was the fear of Pharaoh that made him decide to get the advice of the sages. In fact, periods of famine (or using modern analogy: the economic crisis) occur periodically. Pharaoh had to be an enlightened man and he must have known that situations like that had happened in history or perhaps crop failure and famine disaster had already occurred during his reign earlier.

The symbolism of both pharaoh’s dreams is in fact quite simple and, as Joseph himself notes, it is one dream (Bereshit 41:25). We have the river Nile, on which the prosperity of Egypt depends entirely. We have crops and cattle, and therefore vegetation, including animal feed and animals themselves. All this is human food, the foundation of human existence with which something disturbing happens in this dream. Also, the external features of cows symbolize issues that are perennially connected with each other: prosperity and beauty as well as poverty and ugliness. In times of widespread prosperity, people become more beautiful to one another, both internally and externally, whereas in times of poverty and great misfortune the entire „inner ugliness of man” becomes, usually, widely revealed, and the beauty, especially the internal one, becomes a much rarer phenomenon.

Josef, apart from the fact that he quickly read this symbolism, is, according to our story, a man of extremely strong character. Despite the fact that really hard times are approaching, once again we see him calm and rational, and invariably cunning:

 

Accordingly, let Pharaoh find a man of discernment and wisdom, and set him over the land of Egypt.

(Bereshit 41:33)

Why did he say that? The first thought that appeared in my mind while preparing this drasha was the following: he had himself in mind. A moment later, I discovered that this opinion was already expressed by the medieval commentator of the Bible, Nachmanides, in his commentary on this verse. Joseph must have viewed as providential the sudden and dramatic manner in which he was brought before Pharaoh. He still had faith in the fulfillment of his adolescent dreams (Bereshit 37:5-9) and felt that the long-awaited turning point in his destiny had finally arrived. If so, he had to utilize this unique opportunity. He did so by offering his counsel. His advice was so relevant and wise that Pharaoh was enormously impressed.

Before the years of famine came, Joseph became the father of two sons, whom Asenath daughter of Poti-phera, priest of On, bore to him. Joseph named the first-born Manasseh, meaning, “God has made me forget completely my hardship and my parental home.” And the second he named Ephraim, meaning, “God has made me fertile in the land of my affliction.”

(Bereshit 41:50-52)

At the same time, Josef got rid of the trauma that had constantly affected him. It disappeared completely when his first son was born. Why? To put it colloquially: Joseph simply grew up. He gained a position, set up a family and adopted full responsibility for everything in his life. From a materialistic and practical point of view, he did not have to do it. Having such a high position in this ancient, patriarchal system, he could lead a ‘rakish’ lifestyle, having many wives and concubines and not being obliged to take direct responsibility – besides the material one – for his family and offspring. It was the prospect of difficult times that made his entire situation serious.  What I believe is that it was the sum of all these events that brought this turning point to his life and made this young man a real man. I also think that this lesson made him later able to forgive his brothers. We are dealing here with a somewhat paradoxical situation: precisely because of the fact that he took up a fully adult life and took full responsibility, not only for himself, but also for others, his youthful dreams were realized.

This story gives us example how a one conversation or one meeting can diametrically change someone’s fate. It also shows how crucial is the proper awareness of the place and time and the ability to use them. This history teaches us that in order to radically change our individual fate it is often enough to be simply vigilant and open to what is happening in the world around us; that it is crucial and at the same time completely sufficient in certain circumstances.

But this story also teaches us that we must not waste our resources; it teaches us something that humanity has been trying to learn for centuries and still cannot learn it.

 

Shabbat shalom!

Menachem Mirski

Punkt zwrotny. Refleksja nad paraszą Mikec

Punkt zwrotny. Refleksja nad paraszą Mikec

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień zawiera słynną opowieść o Józefie, faraonie i jego snach o siedmiu tłustych krowach połkniętych przez siedem chudych krów i siedmiu zdrowych i pięknych kłosach zboża pochłoniętych przez przez siedem, zniszczonych wiatrem wschodnim, pustych kłosów. Józef interpretuje owe sny przepowiadając, że oznaczają one siedem lat obfitości, które poprzedzać będą siedem lat głodu, i doradza faraonowi, aby przechowywał zboże w czasie lat obfitych. Faraon mianuje Józefa zarządcą Egiptu, po czym poślubia on Asenat, córkę Potifara, która rodzi mu dwóch synów: Manassesa i Efraima.

Ponieważ nasza biblijna opowieść przedstawia nam najpierw sny faraona, po czym opowiada nam o realnych według jej narracji wydarzeniach, ściśle związanych z owymi sennymi wizjami, od razu musimy postawić następujące pytania: Jaki jest związek pomiędzy snami faraona a rzeczywistością? Czy faraon był prorokiem? A może Józef nim był? Czy może obaj razem nim byli?

Odpowiedź na te pytania znajdujemy w wersecie 25 niniejszego rozdziału (Bereszit 41):

To, co Bóg zamierza uczynić, zapowiedział tobie, faraonie.

Ponieważ owe sny dotyczą kwestii państwowych – potrzeby przygotowania się na nadchodzące nieszczęście – Bóg objawił je władcy tego państwa. A ponieważ był to boski z natury przekaz, Bóg zapragnął objawić swoją interpretację przez Swojego własnego sługę, a nie przez czarnoksiężników z Egiptu.

Faraon był zaniepokojony tym snem i to jest dla nas wskazówka (Bereszit 41:8). Był do tego stopnia wystraszony, że rozkazał wezwać wszystkich wróżbitów egipskich i mędrców. Był co najmniej tak zaniepokojony jak gdyby wiedział, co ów sen przepowiada: że jego treścią nie jest tak naprawdę siedem lat obfitości, lecz następujące po nich siedem lat głodu, jak bowiem zauważa Nachmanides:

Prawda jego słów [Józefa] nie była znana, dopóki nie nastały lata głodu, ponieważ lata obfitości nie były wówczas czymś niezwykłym.

To właśnie strach Faraona spowodował, że postanowił on zaczerpnąć porad mędrców. W istocie okresy nieurodzaju (tudzież bardziej współcześnie: kryzysu ekonomicznego) zdarzają się cyklicznie. Faraon musiał być raczej światłym człowiekiem i musiał wiedzieć, iż w historii takie sytuacje się zdarzały, być może głód i nieurodzaj zdarzały się już w trakcie jego rządów wcześniej.

Symbolika obu snów faraona jest w gruncie rzeczy dość prosta i, jak zauważa sam Józef, jest to jeden sen (Bereszit 41:25). Mamy rzekę Nil, od której w całości zależny jest dobrobyt Egiptu. Mamy plony i bydło, a więc roślinność, w tym paszę dla zwierząt i same zwierzęta. Wszystko to stanowi ludzki pokarm, fundament ludzkiej egzystencji, z którym w owym śnie dzieje się coś niepokojącego. Również zewnętrzne cechy krów symbolizują kwestie, które są ze sobą odwiecznie powiązane: dobrobyt i piękno oraz biedę i brzydotę. W czasach powszechnego dobrobytu ludzie stają się wzajemnie wobec siebie piękniejsi, i wewnętrznie, i zewnętrznie, natomiast w czasach biedy i klęski zwykle cała „wewnętrzna brzydota człowieka” powszechnie wychodzi na jaw, a piękno, zwłaszcza wewnętrzne, staje się zjawiskiem zdecydowanie rzadszym.

Józef, prócz tego, iż błyskawicznie odczytał tę symbolikę, jest wedle naszej opowieści człowiekiem o niezwykle silnym charakterze. Po raz kolejny widzimy go spokojnego i racjonalnego, mimo faktu, że nadchodzą naprawdę ciężkie czasy, a jego spryt ani na chwilę go nie opuszcza:

Teraz więc niech faraon upatrzy sobie kogoś roztropnego i mądrego i ustanowi go zarządcą Egiptu.  (Bereszit 41:33)

Dlaczego to powiedział? Pierwsza myśl, która przeniknęła mój umysł przygotowując tę draszę brzmiała: miał na myśli samego siebie. Chwilę potem odkryłem, że ta opinia została już wyrażona przez średniowiecznego komentatora Biblii, Nachmanidesa, w jego komentarzu do tego wersetu. Józef musiał uznać ów nagły i dramatyczny sposób, w jaki został on postawiony przed faraonem, za akt opatrzności. Nie opuszczała go wiara w spełnienie własnych młodzieńczych marzeń (Bereszit 37: 5-9) i czuł, że długo oczekiwany punkt zwrotny w jego życiu wreszcie nadchodzi. Musiał wykorzystać tę wyjątkową okazję. Uczynił to, oferując swoją radę, która była tak istotna i mądra, że zrobiła na faraonie ogromne wrażenie. Strategia Józefa odniosła natychmiastowy skutek: jeszcze w trakcie owej rozmowy zostaje mianowany zarządcą Egiptu.

A zanim nastały lata głodu, urodzili się Józefowi dwaj synowie; urodziła ich Asenat, córka kapłana z On, który miał imię Poti Fera. Józef dał swemu synowi pierworodnemu imię Manasses. [Mówił bowiem:] «Dał mi Bóg zapomnieć o całym mym utrapieniu i o domu ojca mojego».  A drugiego nazwał Efraim, [mówiąc]: «Uczynił mnie Bóg płodnym w kraju mojej niedoli».

(Bereszit 41:50-52)

Jednocześnie Józef pozbywa się traumy, która stale w nim tkwiła. Zniknęła ona całkowicie, gdy urodził mu się pierwszy syn. Dlaczego? Dlatego, iż – mówiąc kolokwialnie – Józef zwyczajnie wydoroślał. Zdobył pozycję, założył rodzinę i wziął na siebie pełnię życiowej odpowiedzialności. Z materialistycznego i praktycznego punktu widzenia wcale nie musiał tego robić. Mając tak wysoką pozycję w owym starożytnym, patriarchalnym systemie, mógł sobie prowadzić hulaszczy tryb życia, mając żony i nałożnice, i wcale nie musiał brać bezpośredniej odpowiedzialności – poza materialną – za rodzinę i swoje potomstwo. To właśnie perspektywa trudnych czasów dodała całej jego sytuacji powagi. Myślę, iż to właśnie suma wszystkich tych wydarzeń stanowiła ów punkt zwrotny w jego życiu i uczyniła z tego młodzieńca mężczyznę. Myślę też, że właśnie ta lekcja sprawiła, iż był później w stanie wybaczyć swoim braciom. Mamy tu do czynienia z rzeczą poniekąd paradoksalną: właśnie w wyniku tego, iż podjął się on w pełni dorosłego życia i wziął na siebie pełnię odpowiedzialności, nie tylko za siebie, ale i za innych, jego młodzieńcze marzenia zostały zrealizowane.

Historia ta pokazuje jak diametralnie może się odmieć los danej osoby w trakcie jednej rozmowy, jednego tylko spotkania. Pokazuje też zarazem, jak kluczowa jest odpowiednia świadomość miejsca i czasu oraz umiejętność ich wykorzystania. Historia ta uczy nas, iż często, aby diametralnie odmienić swój indywidualny los, wystarczy być po prostu czujnym i otwartym na to, co wydarza się w otaczającym nas świecie, że w pewnych okolicznościach jest to kluczowe i zarazem całkowicie wystarczające.

Ale historia ta uczy nas też tego, że nie wolno nam marnować naszych zasobów, uczy nas zatem czegoś, czego ludzkość od wieków próbuje się nauczyć i nauczyć się nie może.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski

To lie or not to lie? Thoughts on Parashat Vayetze

To lie or not to lie? Thoughts on Parashat Vayetze.

Menachem Mirski

And Laban said to him, “You are truly my bone and flesh.” When he had stayed with him a month’s time. (Bereshit 29:14)

Jacob, at the urging of his mother and father, escapes from his brother, Esau, who, overwhelmed with anger at the lie and theft of the birthright decides to murder Jacob. In fact, the words of the verse quoted above have a deeper and a bit ironic meaning. It just so happens that both Laban and Jacob were liars. Of course, it is not only them who tell untruth, it is also done by Rachel, Sarah, Abraham… But in the context of the story from our Torah portion it can be concluded that Jacob’s karma returned to Jacob.

As you know, I have served your father with all my might; but your father has cheated me, changing my wages time and again. God, however, would not let him do me harm. (Bereshit 31:6-7)

This is how Jacob summarizes his long-term relationship with his father-in-law after following the voice of the Eternal that makes him decide to leave Laban, with all his family and belongings, and return to the land of his ancestors. Karma, therefore, returned to him, despite the fact that the intrigue of the „taking over of the birthright” was not his own idea, but of his mother, Rebecca. It returned to him in spite of the internal transformation that had taken place on his way to the country of Laban. The fact that both stories follow each other is not a coincidence (nothing in the Hebrew Bible is a coincidence and everything creates a logical, thoughtful whole, no matter what theory of its creation we accept). In fact, the message of these two stories can be read as: karma returns. And also, when we take a closer look at our story, Jacob, especially compared to the other people appearing in it, seems to be someone righteous.

But what does our tradition teach about speaking untruths, in more specific way? The Torah says: „Distance yourself from words of falsehood.” (Shemot 23:7) This is the only sin regarding from which the Torah warns us to „distance” ourselves. In general, Jewish tradition emphasizes the importance of telling the truth, but not always. Even the ninth commandment “Thou shalt not bear false witness against thy neighbor” (Shemot 20:16) makes the prohibition of speaking untruths relative. What is the idea behind it? Telling untruth is strictly forbidden only when it is aimed at harming another human being. In other cases, this prohibition is not categorical and there are cases where it is allowed to say untruth.

Our rabbinical tradition (for example Talmud, Bava Metziah 13a) allows untruth to be spoken (understood basically as a „modification of the truth”) in the following cases:

  1. Changing the truth in order to practice humility. For example, one may claim ignorance of a certain Talmudic tractate even if one does actually know it.
  2. Changing the truth in order to maintain modesty. One does not have to tell the truth when being asked, for example, about personal or intimate matters.
  3. Changing the truth in order to protect someone else from harm or inconvenience. For example, if a host was very gracious, and one is asked about this, one should not tell all about his magnanimity as this may cause too many guests to flock to him. On a similar vein, if a person has an incurable illness, and informing him of this will be detrimental to his health, it may be proper to withhold this information from him.
  4. A ‘white lie’ said in order to protect someone from embarrassment. An example of this is that one may say that a bride is beautiful even if she isn’t particularly beautiful.
  5. There are some circumstances under which one is allowed to be deceptive in order to recoup losses that are owed to him. Our patriarch Jacob employed this method to protect his lawfully earned gains from being defrauded him by Laban. We are therefore allowed to say untruth to overt liars who act to our detriment. And we are definitely allowed to lie in order to save someone’s health or life.

Despite all these allowances, one should always attempt not to say an outright lie, but rather to tell half-truths if telling the whole truth was something dubious or harmful. We should also try to avoid lying to children, so as not to train them to lie. Also, even in these circumstances, one should try not to lie on a constant basis.

Jacob’s lie, committed in order to take over the birthright does not fall into any category of „allowed untruths”, since its direct result was the harm of another man – his brother Esau. However, are we, as Jews, descendants and spiritual heirs of Jacob-liar? We are not, because we are all bnei-Israel and not bnei-Yaakov. We are not children of Jacob, but of Jacob-Israel, the one who underwent spiritual transformation and ceased to be Jacob-liar.

Shabbat shalom!

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

 

 

Kłamać czy nie kłamać? Refleksja nad paraszą Wajece

Kłamać czy nie kłamać? Refleksja nad paraszą Wajece.

Menachem Mirski

 

I rzekł do niego Laban: „Wszak kością i ciałem mojem ty!” I zamieszkał u niego przez miesiąc czasu. (Bereszit 29:14, tłum I. Cylkow)

Pod namową matki i ojca Jakub ucieka przed swoim bratem, Ezawem, który w gniewie za kłamstwo i kradzież pierworództwa postanawia zamordować Jakuba. W istocie, słowa zacytowanego powyżej wersetu mają głębszy i nieco ironiczny sens. Tak się składa, że i Laban, i Jakub byli kłamcami. Oczywiście nie tylko oni poświadczają nieprawdę, robi to także Rachela, Sara, Abraham… W kontekście opowieści z naszej porcji Tory można wnioskować, że wróciła do Jakuba jego karma.

Wy same najlepiej wiecie, że choć z całych sił służyłem ojcu waszemu, on jednak oszukiwał mnie i wielokrotnie zmieniał mi zapłatę; i tylko Bóg bronił mnie od krzywdy. (Bereszit 31:6-7)

Tak podsumowuje swoją wieloletnią relację ze swoim teściem, Labanem, sam Jakub, po tym jak podążając za głosem Wiekuistego postanawia go opuścić, z całą swoją rodziną i dobytkiem, i wrócić do ziemi swoich przodków. Karma więc wróciła do niego, pomimo faktu, iż sama intryga „przejęcia pierworództwa” nie była jego własnym pomysłem, lecz jego matki, Rebeki. Wróciła do niego także pomimo wewnętrznej przemiany, jaka u niego zaszła w drodze do kraju Labana. Fakt, że obie historie następują zaraz po sobie nie jest dziełem przypadku (nic zresztą w Biblii hebrajskiej nie jest dziełem przypadku, wszystko tworzy logiczną, przemyślaną całość, niezależnie od tego jaką teorię jej powstania przyjmujemy). Przesłanie zestawienia tych historii można w istocie odczytać jako: karma powraca. A także, gdy przyjrzymy się naszej opowieści bliżej, Jakub, szczególnie na tle innych osób, wydaje się być kimś w istocie sprawiedliwym.

Czego natomiast, w bardziej szczegółowym ujęciu, uczy na temat kłamstwa nasza tradycja?

Tora mówi: „Od rzeczy kłamliwej oddalisz się” (Szemot 23:7). Jest to grzech, od którego Tora nakazuje nam „stronić”. Ogólnie rzecz biorąc tradycja żydowska podkreśla znaczenie mówienia prawdy, jakkolwiek nie zawsze i nie w każdym przypadku. Nawet dziewiąte przykazanie: „Nie dawaj przeciw bliźniemu twemu świadectwa fałszywego” (Szemot 20:16) czyni zakaz mówienia nieprawdy względnym. Jaki się kryje za tym idea? Mianowicie taka, iż mówienie nieprawdy jest kategorycznie zabronione tylko wówczas, gdy wyrządza krzywdę drugiemu człowiekowi.  W innych przypadkach ów zakaz nie ma charakteru tak kategorycznego i istnieją przypadki, w których mówienie nieprawdy jest dozwolone.

Nasza rabiniczna tradycja (na przykład Talmud, traktat Bawa Mecija 13a) zezwala na mówienie nieprawdy (rozumiane zasadniczo jako „modyfikacja prawdy”) w następujących przypadkach:

  1. Modyfikacja prawdy w celu okazania pokory. Mogę na przykład twierdzić, iż nie znam jakiegoś talmudycznego traktatu, nawet jeśli faktycznie go znam.
  2. Modyfikacja prawdy w celu okazania skromności. Nie trzeba, na przykład, mówić prawdy jeśli ktoś pyta nas np. o kwestie osobiste czy intymne.
  3. Modyfikacja prawdy w celu ochrony kogoś przed krzywdą lub jakąś niedogodnością. Na przykład, jeśli byliśmy na przyjęciu u bardzo łaskawego gospodarza, nie musimy innym mówić prawdy o jego wielkoduszności, gdyż może to sprawić, iż zaleją go tłumy innych gości. Lub, w podobnym duchu, jeśli jakaś osoba cierpi na nieuleczalną chorobę, a poinformowanie o tym może być szkodliwe dla jej zdrowia, można ukryć te informacje przed nią.
  4. „białe kłamstwo” (ang. ‘white lie’) wypowiedziane, aby ochronić kogoś przed zakłopotaniem. Można na przykład powiedzieć, że panna młoda jest piękna, nawet jeśli nie jest, naszym zdaniem, szczególnie piękna.
  5. Istnieją okoliczności, w których można pozwolić sobie na oszukiwanie kogoś, w celu odzyskania strat, które powstały w wyniku oszustw tej osoby. Nasz patriarcha, Jakub, zastosował tę metodę, aby chronić swoje zasłużone zyski przed kolejnymi oszustwami Labana. Wolno nam więc mówić nieprawdę wobec jawnych kłamców, którzy działają na naszą szkodę. I zdecydowanie wolno nam kłamać w celu ratowania czyjegoś zdrowia lub życia.

 

Pomimo wszystkich powyższych wyjątków, należy zawsze unikać mówienia jawnej nieprawdy, skłaniając się raczej ku pół-prawdom, gdyby powiedzenie ‘całej prawdy’ było czymś wątpliwym lub szkodliwym. Powinniśmy także unikać okłamywania dzieci, aby nie uczyć ich kłamania. We wszystkich okolicznościach należy także unikać kłamania ciągłego i permanentnego.

Kłamstwo Jakuba, popełnione w celu zawłaszczenia pierworództwa, nie mieści się w żadnych kategoriach “dozwolonego mówienia nieprawdy”, bowiem jego bezpośrednim skutkiem była szkoda drugiego człowieka – jego brata Ezawa. Czy zatem jako Żydzi jesteśmy potomkami i duchowymi spadkobiercami Jakuba-kłamcy? Nie jesteśmy, bowiem wszyscy jesteśmy bnei-Israel, nie zaś bnei-Jaakow, jesteśmy więc dziećmi nie Jakuba-kłamcy, lecz Jakuba-Izraela, tego, który przeszedł duchową przemianę i przestał być Jakubem-kłamcą.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

External and Internal Beauty.

External and Internal Beauty.

Thoughts on Parashat Chayyei Sarah.

Menachem Mirski

Beauty is in the eye of the beholder. Within the first seven seconds of meeting someone new, a person will judge another solely on their appearance. That means that in seven seconds your brain will determine whether you decide to continue your interaction with a stranger or not based purely on what you visibly see about them. There is a story of a woman who has undergone a plethora of treatments at the hospital in order to desperately look like everyone else. She recalls her earliest childhood memories of people looking away, horrified by her appearance. The woman was hoping her current treatment would be her last as they began to remove the bandages.  If the treatment was unsuccessful, the doctor informed her that she would be sent away to be with others who also suffer from her ailment. This story may sound familiar to you. It is from the original “The Twilight Zone,” from the episode titled Eye of the Beholder. What does an episode of “The Twilight Zone” have to do with this week’s Torah portion, Chayyei Sarah?  The idea of beauty and its relevance to Rebekah, as Eliezer is on his mission to find a wife for his master Abraham’s son, Isaac.

In Bereshit 24:16, the narrator describes Rebekah coming out to the spring as, “The maiden was very beautiful, a virgin who no man had known”. Why is it important that Rebekah was beautiful? What role does her physical beauty play in the moral value of this text? Was it because of Rebekah’s beauty that Eliezer asked her for a sip from her water jar? If she was “physically ugly” would he still have asked her for some water? She was probably not the only woman at the well; in those days and in this region of the world, a well was a place around which social life was going on: people made acquaintances there. A well was something like a bar or a pub is today.

Why almost all the women in the Torah are described as beautiful? Except for Leah, she had weak eyes and we all know that her younger sister Rachel got all the looks in the family. But did it really matter what they looked like?

One medieval commentator, Sforno, states that, “she had a beautiful skin coloring”. Other commentators did not have much to say on Rebekah’s beauty, they were more focused on her being, “a virgin whom no man had known” (Gen. 24:16.)

So, is beauty a Jewish value? There is a view that the Bible mentions the physical characteristics of certain persons to highlight their internal traits. For instance, Rebecca’s beauty seems to be connected to her moral character. This is made even more clear in the following verses, Bereshit 24:18-20, when Rebekah shows her chesed, loving kindness, by giving water not only to the stranger, Eliezer, but also to his ten camels; along with opening her family home to him (Gen. 24:25.) Rebekah’s actions of chesed provide evidence to Eliezer with regards to the ethical test for which he asked God to find out which maiden is worthy of Abraham’s son (Bereshit 24:12-14.) Therefore, Rebekah being referred to as a beauty is not based solely on her physical looks, but rather on her being a moral compassionate person as we see from the narrative. Whereas, the opposite applies to our society today.

Beauty seems to be based on what the media and the fashion industry tell us is beautiful. They told us back in the 1950’s that Marilyn Monroe was the most beautiful woman; as she was a model, actress, singer, and starlet. Marilyn was a size 14; she had an hourglass shaped figure with everything else fake; from her dyed blonde hair, her walk, talk, and behavior in public was all an act. Originally named Norma Jean, a brunette and from a broken home, she could not get a job. Turning into the iconic Marilyn Monroe allowed her to become a star. This was all based on her exterior, of course. Her true self was of a good and kind person, but she was also broken, dealing with her own demons and self-medicating. Marilyn would not be able to fit into the moral fiber of beauty the same way Rebekah does.

To conclude, external, physical beauty is basically in the eye of the beholder. It is, to a large extent, a matter of subjective taste and cultural conventions that influence the taste of individuals. In this matter we cannot actually be right or wrong. It is the subjective categories that govern here: either you like something or you don’t. Is there room for any objectivity here? We cannot deny it a priori, it is a material for extensive studies in aesthetics, since there were some very vital criteria of beauty that have been created in the course of history and they are widely recognized today. Inner beauty is, however, something from a bit different realm. It is a matter of knowing a given person. At the beginning, when we barely know him or her, we cannot judge whether he or she is internally beautiful or not. We may be attracted by some sparks of his or her inner beauty and then, after some time, we may discover also some traces of ugliness. But in this case, after some time, sometimes a very long time, we can clearly see the proportions of the internal beauty to the internal ugliness. And at that point we can be definitely right or wrong. But then we are able to accept both, the inner beauty and the inner ugliness, which is not the case at the beginning, when we don’t know the person deeply and don’t know where the inner beauty or ugliness come from.

 

Is beauty a Jewish value? Inner beauty, understood as an expression of spiritual perfection, definitely is. It can be perfected over time. And outer beauty? It is a manifestation of physical, and so, temporary perfection. The possibilities of its improvement are quite limited.

 

Shabbat shalom,

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

Piękno zewnętrzne i wewnętrzne.

Piękno zewnętrzne i wewnętrzne.

Refleksja nad paraszą Chaje Sara.

Menachem Mirski 

Piękno jest w oczach patrzącego. W ciągu pierwszych siedmiu sekund od poznania kogoś nowego oceniamy go wyłącznie na podstawie jego wyglądu. Oznacza to, że w ciągu siedmiu sekund nasz mózg przesądzi o tym, czy zdecydujemy się na dalsze interakcje z obcą osobą czy też nie tylko i wyłącznie w oparciu o to, co uda nam się zaobserwować. Znana jest pewna opowieść o kobiecie, która przeszła ogromną liczbę zabiegów w szpitalu, gdyż rozpaczliwie chciała wyglądać tak jak wszyscy inni. Jej najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa dotyczą tego, jak ludzie odwracali od niej wzrok, przerażeni jej wyglądem. Gdy zdejmowano jej bandaże, owa kobieta miała nadzieję, że aktualny zabieg będzie ostatnim. Lekarz poinformował ją, że jeśli również i ten zabieg okaże się nieudany, odeślą ją, aby żyła z innymi osobami, które również cierpią na podobną przypadłość. Historia ta może wam się wydać znajoma. Pochodzi z pierwszej serii „Strefy Mroku”, z odcinka zatytułowanego Oko Patrzącego [Eye of the Beholder]. Co łączy odcinek „Strefy Mroku” z czytaną w tym tygodniu paraszą Chaje Sara? Idea piękna i jej znaczenie w przypadku  Rebeki w sytuacji, gdy Eliezer wyruszył wypełnić swą misję znalezienia żony dla Izaaka, syna swojego pana Abrahama.

W Bereszit 24, 16 narrator opisuje schodzącą do studni Rebekę następująco:

„A dziewczyna ta, bardzo piękna, była dziewicą, która z żadnym mężczyzną jeszcze nie obcowała”.

Dlaczego przypisuje się tak duże znaczenie do faktu, że Rebeka była piękna? Jaką rolę odgrywa jej fizyczne piękno dla moralnej wartości tego tekstu? Czy to właśnie z powodu urody Rebeki Eliezer zapytał ją, czy może napić się trochę wody z jej dzbana? Gdyby miała ona „brzydką aparycję”, czy i tak poprosiłby ją o nieco wody? Prawdopodobnie Rebeka nie była jedyną kobietą przy studni; w owych czasach i w owej części świata studnia była miejscem, wokół którego skupiało się życie towarzyskie: można było tam zawrzeć nowe znajomości. Studnia była wówczas niczym dzisiejszy bar lub pub.

Dlaczego prawie wszystkie kobiety w Torze zostają opisane jako piękne? Za wyjątkiem Lei, której oczy były pozbawione blasku i, jak dobrze wiemy, to jej młodsza siostra Rachela była „tą ładną” w rodzinie. Ale czy ich wygląd naprawdę miał aż takie znaczenie?

Średniowieczny komentator Sforno stwierdza, że Rebeka „miała piękną karnację”. Inni komentatorzy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia na temat jej urody, skupiali się bardziej na fakcie, iż była ona

„dziewicą, która z żadnym mężczyzną jeszcze nie obcowała” (Rdz 24, 16).

Czy piękno jest zatem ważną wartością w judaizmie? Zgodnie z pewnym poglądem  Biblia wspomina o fizycznych właściwościach różnych osób po to, by podkreślić ich cechy wewnętrzne. Na przykład uroda Rebeki zdaje się być powiązana z jej postawą moralną. Związek ten staje się jeszcze bardziej widoczny w następnych wersetach, Bereszit 24, 18-20, gdy Rebeka okazuje swą chesed, czyli dobroć czy też miłosierdzie, oferując wodę nie tylko obcemu człowiekowi, Eliezerowi, ale również jego dziesięciu wielbłądom; następnie zaprasza go też do swojego domu rodzinnego (Rdz 24, 25). Działania Rebeki potwierdzające jej chesed dostarczają Eliezerowi dowodów na to, iż przeszła ona z powodzeniem test etyczny, o jaki prosił Boga, aby się dowiedzieć, która dziewczyna jest godna poślubienia syna Abrahama (Bereszit 24, 12-14). Dlatego też przesłanką do określenia Rebeki mianem pięknej nie jest tylko i wyłącznie jej wygląd fizyczny, ale raczej fakt, iż – jak wynika z tekstu – była ona moralną, potrafiącą okazywać współczucie osobą. W naszym współczesnym społeczeństwie prawdą jest natomiast coś odwrotnego.

Piękno zdaje się być oparte na tym, co definiują jako piękne media oraz przemysł modowy. W latach 50. XX wieku powiedziano nam, że najpiękniejszą kobietą jest Marilyn Monroe – modelka, aktorka, śpiewaczka i starletka.  Marilyn nosiła rozmiar 42-44 i miała figurę o kształcie klepsydry; poza tym wszystko inne miała sztuczne, zaczynając od jej tlenionych blond włosów aż po jej sposób chodzenia, mówienia i zachowywania się w miejscach publicznych – wszystko to było grą. Naprawdę nazywała się Norma Jean, była brunetką pochodzącą z rozbitego domu i nie mogła znaleźć pracy. Przemiana w ikoniczną Marilyn Monroe pozwoliła jej zostać gwiazdą. Oczywiście wszystko to opierało się na jej wyglądzie zewnętrznym. W głębi duszy była dobrą i życzliwą osobą, lecz przeżywała osobiste kryzysy i załamania nerwowe, zmagała się z własnymi demonami i nadużywała substancji psychoaktywnych. Marilyn nie byłaby w stanie uosabiać zasad moralnych idących w parze z pięknem w taki sam sposób, jak Rebeka.

Podsumowując, zewnętrzne, fizyczne piękno tkwi w gruncie rzeczy w oczach patrzącego. Jest ono w dużej mierze kwestią subiektywnych upodobań i konwencji kulturowych, kształtujących gust poszczególnych jednostek. W tym przypadku kategoria słuszne/niesłuszne nie ma w istocie zastosowania. W tej sferze rządzą subiektywne względy: albo coś nam się podoba, albo nie. Czy można tutaj mówić o jakiejkolwiek obiektywności? Nie możemy tego odrzucić a priori, jest to temat dla rozległych badań w dziedzinie estetyki, jako że na przestrzeni historii sformułowano pewne podstawowe kryteria piękna, które są wciąż szeroko uznawane również i dzisiaj. Piękno wewnętrzne pochodzi jednak z nieco innej sfery. Wymaga poznania danej osoby. Na początku, gdy ledwo co ją znamy, nie możemy ocenić, czy jest ona piękna wewnętrznie czy też nie. Mogą nas pociągać jakieś przebłyski jej piękna wewnętrznego, zaś po jakimś czasie odkryjemy być może również pewne przebłyski brzydoty. W tej jednak sferze po jakimś czasie, nieraz po bardzo długim czasie, zaczynamy niekiedy wyraźnie dostrzegać proporcje między wewnętrznym pięknem i wewnętrzną brzydotą. I na tym etapie z pewnością możemy mieć rację lub też jej nie mieć. Ale wówczas jesteśmy już w stanie zaakceptować oba te aspekty, zarówno wewnętrzne piękno jak i wewnętrzną brzydotę, inaczej niż na początku, gdy nie znamy jeszcze tak dobrze danej osoby i nie wiemy, skąd owe wewnętrzne piękno czy też brzydota pochodzą.

Czy piękno jest zatem w judaizmie ważną wartością? Wewnętrzne piękno, rozumiane jako wyraz doskonałości duchowej, z pewnością tak. Można je doskonalić wraz z upływem czasu. A piękno zewnętrzne? Jest ono przejawem doskonałości fizycznej, a zatem tymczasowej. Możliwości jego doskonalenia są dość ograniczone.

 

Szabat szalom,

Menachem Mirski

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

 

 

 

 

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

The meaning of life. Thoughts on parashat Lech Lecha.

The meaning of life. Thoughts on parashat Lech Lecha.

Menachem Mirski 

What is the meaning of a man’s life on an uninhabited island? Or let’s put it otherwise: what would have been the meaning of life of an astronaut who by chance had been lost on the moon, with a supply of food and air for, let’s say, 50 years, but without possibility of communication with people on the earth? The only meaning of his life would have been the hope that a rescue mission would come and take him back to the earth. There would have been no other meaning of his existence.

Indeed, the meaning of an individual life comes from our relationships with other people. Aristotle obviously knew it writing that a man is a social animal and only a God or a beast can live outside of society. This idea is also included in the common view that the meaning of life is life itself. This view can be true only if we clarify it and add that it is about life with its social dimension. We can see it clearly on the example of the astronaut. Thus, it is also not surprising that this common view, which speaks of „life alone”, can irritate people suffering from depression, as something completely meaningless and worthless.

Human life can only make sense if we live in a community. The smallest human community is the family. Family life also alleviates the negative effects of modern individualism, in which, despite its many advantages (like the greatest possibility of expressing individual freedom and independence), „the drama of human existence” becomes much more tangible to us, since we expose our hearts and minds to finitude of our being much more often. The cure for this is love, starting a family and having children. Then we have a chance to permanently forget about the finiteness of our individual being.

In our Torah portion Abraham and Sara are struggling with the same problem. Even though God shows Abraham a great vision:

The LORD said to Abram, “Go forth from your native land and from your father’s house to the land that I will show you. I will make of you a great nation, and I will bless you; I will make your name great, and you shall be a blessing. (Bereshit 12:1-2).

soon the fundamental complications come into being: Sarah cannot get pregnant.

And Sarai said to Abram, “Look, the LORD has kept me from bearing. Consort with my maid; perhaps I shall be built up through her.” And Abram heeded Sarai’s request. (Bereshit 16:2)

According to midrash Bereshit Rabbah 45:2, quoted by Rashi, Sarah decided to have a son through Hagar because a person who has no children is not firmly established (literally, built up: her name and future are not perpetuated) and is unstable. If so, does it mean that the conception of Ishmael was only meant to build up Sarah? Not at all, as we learn from verses 17:20-21:

As for Ishmael, I have heeded you. I hereby bless him. I will make him fertile and exceedingly numerous. He shall be the father of twelve chieftains, and I will make of him a great nation. But My covenant I will maintain with Isaac, whom Sarah shall bear to you at this season next year.

The same promise is repeated again in our next Torah portion, Vayera (in Bereshit 21:18). Ishmael also receives God’s blessing and his conception was also intended to populate the land with the seed of Abraham, with “a small difference” – the covenant between God and the chosen people was reserved only for Isaac and his offspring. It is also known from the verse 16:12 that Ishmael would be a wild ass of a man, His hand against everyone, And everyone’s hand against him; but He shall dwell alongside of all his kinsmen. What was it aimed at? There may be many complex answers to it. The answer that comes to my mind at the moment is the following: the chosen nation must be constantly challenged by the existence of other nations, so that the Israelites/Jewish people may be aware of their separateness and intentionally remain God’s chosen nation.

God promises twice (Bereshit 17:21 and 18: 10-15) that Sarah will give birth to a son and in both cases even the name of the promised son appears. So Abraham and his first wife already „know” that God’s promise, which will fulfill their desire, will become real. However, they all still live in “a love triangle”. This relationship comes to an end shortly after Isaac is weaned (21:8-12), which causes Abraham’s distress.

Therefore, even though Abraham is considered “the father of all the nations”, since Ishmael and his descendants are considered to be of his seed too (21:13), in fact it is Isaac only, who is his “rightful seed”. That’s the reason the Torah, in another parasha (verse 22:2), speaks about Isaac as of Abraham’s only son. To put it in short, Isaac was a covenantal seed of Abraham, whereas Ishamel was his non-covenantal seed.

***

But what we can learn from all of that? How can we understand the universal, relevant to people of all times, message of the story of Abraham, Sarah and Hagar?

Here it is what I would suggest: people have their own plans and great visions, but in a situation when they encounter problems with their implementation, they tend to choose different, alternative solutions. They choose what is given to them, what is within their reach. It often happens that despite the fact that they chose a temporary solution they do not abandon their original, longed-for visions and still think about them, with the hope that they will eventually come true.

When it comes to relationships, people often know that they will not be with each other forever, they often know that they are not meant for themselves. Sometimes they even talk with each other about how it will be in the future when they are not together. Despite everything, they remain in their relationships as if they were to last forever.

However, later often comes the time when their original visions become possible, completely realistic or even within easy reach. Then people abandon their temporary solutions, although often, especially in situations related to love, these are very difficult decisions. That was also the reason for Abraham’s despondency after the expulsion of Hagar and Ishmael, whom he also loved. It is also possible that it was this state of depression that led him to embrace the idea (which was, of course, according to the text, suggested by God himself) to sacrifice the only son that remained with him.

When it comes time to make such difficult decisions, one would often like to simply annul the current state of affairs: relations with other people, obligations to them or promises made to them. In our biblical story, it is God himself who cancels Abraham’s obligations to Hagar and Ishmael.

However, what this story also teaches us about is that temporary solutions also have their own meaning and may sometimes have a deeper, divine one, since we are never completely aware of the far-reaching consequences of our decisions and actions taken here and now. In fact, it was God himself who closed Sarah’s womb to persuade her to act in a different way. Had Sarah not been temporarily infertile, Ishmael would have never been born. Therefore, we should never a priori give up these temporary solutions and passively wait for the possibility of achieving the desired vision or plan; we do not know the course of things and the future, and it often happens that the choice of a temporary solution, allegedly contradictory to our „great vision”, is a necessary condition for making our deepest dreams realizable.

Shabbat shalom!

 

Menachem Mirski 

 

 

 

 

 

 

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

Sens życia. Refleksja nad paraszą Lech Lecha.

Sens życia. Refleksja nad paraszą Lech Lecha.

Menachem Mirski

Jaki jest sens życia człowieka na bezludnej wyspie? Albo inaczej: jaki byłby sens życia astronauty, który przypadkiem znalazłby się na księżycu, z zapasem żywności i powietrza, powiedzmy na 50 lat, jednakże bez możliwości komunikacji z ludźmi na ziemi? Jedynym sensem życia dla tegoż astronauty byłaby nadzieja, że przybędzie misja ratunkowa i zabierze go z powrotem na ziemię. Jego egzystencja nie miałaby żadnego innego sensu.

Otóż właśnie, sens indywidualnego życia rodzi się z naszych relacji z innymi ludźmi. Wiedział o tym oczywiście Arystoteles, pisząc, że człowiek jest istotą społeczną, a poza społeczeństwem może żyć tylko Bóg albo bestia. Ta myśl zawarta jest też w powszechnym poglądzie, że sensem życia jest samo życie. By pogląd ten był prawdziwy należy go doprecyzować, dodając, że chodzi o życie w jego wymiarze społecznym. Widzimy to jasno na przykładzie astronauty. Nie dziwi też, iż ów powszechny pogląd, mówiący o „życiu samym” może drażnić ludzi cierpiących na depresję, jako kompletnie bezsensowny i bezwartościowy.

Życie ludzkie może mieć więc sens tylko, jeśli żyjemy we wspólnocie. Za najmniejszą wspólnotę ludzką można uznać rodzinę. Życie rodzinne łagodzi również negatywne skutki współczesnego indywidualizmu, w którym, pomimo wielu jego zalet (z możliwością pełni ekspresji naszej wolności i niezależności na czele), „dramat ludzkiej egzystencji” staje się dla nas dużo bardziej namacalny, częściej bowiem wystawiamy nasze serca i umysły na skończoność naszego bytu. Lekarstwem na to jest miłość, założenie rodziny i posiadanie dzieci. Wtedy mamy szanse trwale zapomnieć o skończoności naszego jednostkowego bytu. 

Bohaterowie naszej porcji Tory – Abraham i Sara – borykają się z tym samym problemem. Bo chociaż Bóg kreśli przed Abrahamem wielką wizję:

Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. (Bereszit 12:1-2). 

to wkrótce potem pojawiają się komplikacje natury fundamentalnej: Sara nie może zajść w ciążę.

Rzekła więc Saraj do Abrama: Ponieważ Pan zamknął mi łono, abym nie rodziła, zbliż się do mojej niewolnicy; może z niej będę miała dzieci. Abram usłuchał rady Saraj. (Bereszit 16:2)

Według midrasza Bereszit Rabba 45:2, cytowanego przez Rasziego w jego komentarzu do tegoż wersetu, Sara zdecydowała się mieć „syna z Hagar”, bowiem w tamtych czasach osoba, która nie miała dzieci, nie była „społecznie ugruntowana” (dosłownie: zbudowana) – jej przyszłość była niepewna i niestabilna. Skoro tak, to czy to oznacza, że poczęcie Izmaela miało na celu jedynie „podbudować” społecznie Sarę? Bynajmniej, o czym dowiadujemy się z wersetów 17:20-21 tej samej Księgi:

Co do Izmaela, wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię. Moje zaś przymierze zawrę z Izaakiem, którego urodzi ci Sara za rok o tej porze.

Ta sama obietnica pojawia się ponownie w naszej następnej porcji Tory, Wajera (werset 21:18). Izmael również otrzymuje Boże błogosławieństwo, a jego poczęcie miało na celu zaludnienie ziemi nasieniem Abrahama, z „drobną tylko różnicą” – przymierze między Bogiem a ludem wybranym zostało zarezerwowane tylko dla Izaaka i jego potomstwa. Wiadomo też z wersetu 16:12, iż Izmael – będzie to człowiek dziki, ręka jego będzie przeciwko wszystkim, a ręka wszystkich będzie przeciwko niemu, i będzie nastawał na wszystkich pobratymców swoich. Co to wszystko mogło mieć na celu? Istnieje wiele odpowiedzi na ten temat. Ta, która przychodzi mi w tym momencie na myśl, brzmi następująco: naród wybrany musi stale istnieć w obliczu innych (niekoniecznie mu przyjaznych) ludzkich społeczności, po to, aby Izraelici/Żydzi byli świadomi swojej odrębności i tym samym świadomie wybierali bycie Jego narodem wybranym.

Bóg dwukrotnie obiecuje (Bereszit 17:21 i 18:10-15), że Sara urodzi syna; w obu przypadkach pojawia się nawet jego imię. Tak więc Abraham i Sara już „wiedzą”, że Boża obietnica, która spełni ich pragnienia, zostanie w końcu zrealizowana. Jednakże nadal żyją w „trójkącie miłosnym” z Hagar. Ów związek dobiega końca wkrótce po odstawieniu Izaaka od piersi (21:8-12), co sprawia, że Abraham popada w przygnębienie.

I chociaż Abraham uważany jest za „ojca wszystkich narodów”, bowiem Izmael i jego potomkowie są także uznawani za jego nasienie (21:13), to tak naprawdę to tylko Izaak jest jego „prawowitym nasieniem”. Z tego powodu Tora, w kolejnej paraszy (werset 22: 2), mówi o Izaaku jako o jedynym synu Abrahama. Mówiąc krótko, Izaak był jego „potomstwem związanym przymierzem”, podczas gdy Izamel był jego „potomstwem spoza przymierza”.

***

Jakie z tej historii mogą płynąć dla nas nauki? Jak można rozumieć uniwersalne, ważne dla ludzi wszystkich czasów, przesłanie opowieści o Abrahamie, Sarze i Hagar?

Moja propozycja zabrzmi następująco: ludzie mają swoje plany i (niekiedy wielkie) wizje, jednakże w sytuacjach, gdy napotykają problemy w ich realizacji, zwykle skłaniają się ku innym rozwiązaniom, ku temu co jest im aktualnie dane, ku temu co jest w zasięgu ręki.  Często zdarza się też, iż pomimo tego, że wybrali już rozwiązanie tymczasowe, nie rezygnują całkowicie ze swoich pierwotnych, upragnionych wizji i wciąż o nich myślą, z nadzieją, że ostatecznie staną się one rzeczywistością.

Jeśli chodzi o relacje miłosne, ludzie często wiedzą, iż nie będą ze sobą zawsze, często mają świadomość, że nie są sobie przeznaczeni. Niekiedy nawet rozmawiają ze sobą o tym, jak to będzie w przyszłości, gdy nie będą razem. A mimo tego pozostają w swoich związkach, jakby miały one trwać wiecznie.

Jednak później często nadchodzi czas, kiedy ich pierwotne marzenia stają się nie tylko możliwe, lecz całkowicie realistyczne, a niekiedy wręcz zupełnie w zasięgu ręki. Wtedy porzucają owe tymczasowe rozwiązania, na które się zdecydowali, choć często, zwłaszcza w sytuacjach związanych z miłością, są to decyzje bardzo trudne. To było również powodem przygnębienia Abrahama po wydaleniu Hagar i Izmaela, których, jak wszystko na to wskazuje, także kochał. Możliwe również, że to ów stan depresji zrodził w jego umyśle pomysł (rzecz jasna podsunięty przez samego Boga – zgodnie z dosłownym rozumieniem tekstu Biblii), aby poświęcić jedynego syna, który przy nim pozostał

Kiedy przychodzi czas podejmowania tak trudnych decyzji, często chciałoby się po prostu „anulować” obecny stan rzeczy: relacje z innymi ludźmi, zobowiązania wobec nich lub złożone im obietnice. W naszej biblijnej historii to sam Bóg jest tym, który unieważnia zobowiązania Abrahama wobec Hagar i Izmaela.

Jednak nasza historia uczy nas także tego, iż owe rozwiązania tymczasowe mają również swój własny sens i znaczenie, i mogą niekiedy mieć naprawdę głęboki, boski sens, bowiem nigdy nie jesteśmy całkowicie świadomi daleko idących konsekwencji naszych decyzji i działań podejmowanych tu i teraz. W rzeczywistości to sam Bóg zamknął łono Sary, aby zmusić ją do działania w inny sposób. Gdyby nie (tymczasowa) bezpłodność Sary, Izmael nigdy by się nie narodził. Dlatego nigdy nie powinniśmy nigdy a priori rezygnować z owych „rozwiązań tymczasowych”, by biernie oczekiwać na możliwość spełnienia się pożądanej wizji lub planu.  Nie znamy bowiem biegu rzeczy i tego, co czeka nas w przyszłości, a często zdarza się właśnie tak, że wybór rozwiązania tymczasowego, rzekomo sprzecznego z naszą „wielką wizją”, okazuje się być warunkiem koniecznym realizacji naszych najskrytszych marzeń.

 

Szabat szalom!

Menachem Mirski

 

 

 

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,

Killing Anger. Thoughts on Parashat Bereshit.

Killing Anger.

Thoughts on Parashat Bereshit.

Menachem Mirski

[…] The Eternal approved Abel and his offering, but did not approve Cain and his offering. Cain was filled with rage; his face fell. The Eternal One then said to Cain, “Why are you so angry? Why your fallen face? Would you not do well to lift it? For if you do not do well – sin crouches at the door; you are the one it craves and yet you can govern it.

[Bereshit 4:4-7]

Why did Cain murder Abel? The Midrash offers us a number of explanations, each of which concerns the rivalry of the brothers and represents a different philosophical reason for it. According to one Midrash, it all boils down to what has caused much strife in families throughout the ages, namely, the division of property and inheritance. Seeing that they were the only two humans around, Cain and Abel decided to divide “ownership” of the world. One would take all the lands and things that grow from it, while the other would take movable objects such as animals and the like. Thus, one became a farmer and the other a shepherd (Bereshit Rabbah 22:7). Another explanation is that they were fighting over a woman. According to the Midrash, both Cain and Abel were born with twin sisters, whom they married. However, Abel was actually born with two sisters, and they fought over who would marry the extra wife. Cain said he was the oldest and thus it was his right, while Abel claimed that since she was born with him, it was his right. Another explanation concerns “theological reasons”. Cain, upon seeing that his offering was not accepted but his brother’s was, said to Abel, “It appears that God isn’t just and shows favoritism.” Replied Abel, “Heaven forbid that it be as you say; rather, the reason why my offering was accepted was because it was better.” Cain, in turn, replied, “It appears that there is no reward and punishment for good or bad.” Said Abel, “Surely the righteous are rewarded and the wicked punished.” It was from this quarrel that Cain ended up killing Abel. (Targum Yonatan on Bereshit 4:8).

I will propose here a different answer, which may seem completely trivial: Cain killed Abel, because he became angry and could not control it. This simple answer is suggested in verse 7 of this chapter. The thing is that it is true, as many of the trivial truths are and that’s why scholars and ordinary people reject them, laughing at them because „everyone knows that” and “there is nothing to talk about”.

But is there really nothing to talk about? It is the frustration and anger that flows from it that is one of the reasons why people in the entire world choose and support those who create anti-democratic, totalitarian political systems and this is the first cause of the enormity of evil which later emerges from it. It is anger and lack of control over it that is a direct cause of many crimes, including „hell on earth” created by some human beings for other human beings. Of course, after some time people are looking for its “deeper reasons”, hoping that when they discover them, it will help to remove evil from this world, or at least – not to commit it again. We all also know that constant anger may cause health problems and may even be an immediate cause of death, resulting in stroke etc.

So why not try to deal simply with anger itself, this “ordinary” human tendency? As a global task, it seems to be hopelessly utopian, because it requires a transformation of the universal „human nature”, and this is beyond the capabilities of every mortal. Nevertheless, within ourselves and our close relations with others, we can do a lot in this matter. Let me briefly describe my own concept of how to do it, based on my experiences, attempts, mistakes and reflections.

 

Here is the fundamental assumption: we all experience a constant and subconscious, greater or lesser level of internal anger. Depending on how high it is, we get angry more easily or more often, for various reasons. If its level is really high, we can lose our balance for almost any reason.

There are four steps of overcoming our internal tendency to anger:

  1. Get rid of all rationalizations about anger, like „people get angry sometimes and it is normal”, „everyone gets angry sometimes and it is typical, human feature” etc. It is indeed a statistically “normal” thing, but not a “normatively normal” one. It is possible to live completely without anger, life is better without it and that’s the goal to achieve. As Rashi comments on the verse 7, quoting Talmud (Kiddushin 30b): If you desire to, you can gain the victory over it. Similarly Soforno comments on the same verse: It is within your power to overcome the power of the evil urge thanks to the divine image (tzelem Elohim) with which you have been provided at birth.

Thus, there are no reasonable justifications of anger, they are all just its psychological rationalizations. Also, it is not a trait of someone’s character. Character has nothing to do with it, even though people often see it that way, calling someone by name, like “spitfire” etc. That’s a common mistake and yet another rationalization for anger.

I believe that this human tendency is not something innate, but since it is universal, people believe that it is, in fact, innate. Little children also express anger, but to my knowledge it is a direct result of the frustrations they encounter. Only later, as a result of the accumulation of various negative experiences, people acquire a permanent tendency to anger. This process can also begin at any later stage of life, it is not closely related to the period of childhood and adolescence.

  1. Analyze all the cases in which you get angry, each one separately. Ask yourself what things in the world or in the behavior of others makes you angry etc. Work on all these phenomena separately. I used to get angry when people were patronizing towards me, especially if they knew very little about me and my life. Political issues made me angry too. Try to isolate yourself from all these factors or, if you can’t do it, work on reactions to them, because they all increase your subconscious level of anger. I first changed my reactions to patronizing others, from anger to laughter. Now I don’t even laugh, I’m completely indifferent to it.
  2. Anger comes from frustrations – that’s the commonly known and accepted psychological fact. Every little frustration increases the level of your internal anger, contributes to your reactions and to the possibility of overreacting. These can be just little things, but if they happen regularly, they contribute to your constant, subconscious anger. It can be something more serious like a bad financial situation, a longer period of loneliness, long-lasting stress, lack of relax or something very little and seemingly irrelevant, but constant. Try to eliminate all the frustrations in any (morally acceptable) way you can.
  3. The last step that is the most powerful tool to fight anger: gratitude. The opposite of anger is not peace, but gratitude. Thus, develop in yourself an attitude of gratitude for every little thing in your life. For every moment of life, every conversation with another human being, every little gesture and good deed. Try to be grateful also for negative, unpleasant experiences, because you have already found out, at least a few times, that you saw something good in them after some time. This will help to balance all your anger effectively and may annihilate feelings of frustration: if you are feeling grateful at every moment of your life, there is no space neither for frustration nor for anger in it. If any anger appears in you then, it will be much easier to silence it, before even expressing it.

 

All those steps can help you to become indifferent to anger expressed by other people: you will be much less affected by it. It worked in my case and it may work in yours as well.

 

I also wrote a song about it. It will be published in a month or two.

So why then did Cain murder Abel? Because he lacked gratitude to God for everything he received from Him.

 

 

Shabbat shalom!

 

 

 

 

 

Menachem Mirski

progresive judaism in Poland, reformed judaism in Poland, Beit Polska, Beit Warszawa, congregation Beit Warszawa,

 

Zabijając gniew. Refleksja nad paraszą Bereszit

Zabijając gniew.

Refleksja nad paraszą Bereszit

Bóg zwrócił się ku Hewlowi i jego ofierze. Ale ku Kajinowi i jego ofierze się nie zwrócił. Kajin bardzo się rozzłościł i popadł w przygnębienie. Powiedział Bóg do Kajina: Dlaczego się rozzłościłeś i dlaczego wpadłeś w przygnębienie? Jeśli będziesz postępował dobrze, czy nie będzie ci wybaczone? A jeśli nie będziesz dobrze postępował – grzech leży u progu i ku tobie jest [skierowane] jego pożądanie, ale ty masz nad nim władzę.

(Bereszit 4:4-7, tłum. Tora Pardes Lauder)

Dlaczego Kain zamordował Abla? Nasza tradycja – a konkretniej midrasze – oferują nam wiele odpowiedzi na to pytanie, z których każda dotyczy rywalizacji braci i reprezentuje inne, filozoficzne spojrzenie na tę kwestię. Według jednego z midraszy, wszystko sprowadzało się do tego, co powodowało wiele konfliktów w rodzinach na przestrzeni wieków, a mianowicie do podziału własności i dziedziczenia. Kain i Abel, widząc, że są jedynymi ludźmi, postanowili podzielić „własność” świata. Jeden miał wziąć w posiadanie wszystkie ziemie i to, co z nich wyrasta, podczas gdy drugi miał odziedziczyć wszelkie ruchome przedmioty, takie jak zwierzęta itd. Tym samym jeden został się rolnikiem, a drugi pasterzem (Bereszit Rabba 22: 7). Inne wyjaśnienie mówi, że spierali się o kobietę. Według tego midrasza, zarówno Kain, jak i Abel urodzili się z bliźniaczkami, z którymi się pobrali. Jednakże Abel urodził się z dwiema siostrami, więc walka toczyła się o to, kto poślubi „dodatkową” żonę. Kain utrzymywał, że ma do tego prawo, bo był starszy, Abel z kolei twierdził, że skoro urodziła się wraz z nim, to on miał do niej prawo. Jeszcze inne wyjaśnienie dotyczy „powodów teologicznych”. Kain, widząc, że jego ofiara nie została przyjęta, podczas gdy ofiarę brata Bóg zaakceptował, rzekł do Abla: „Wygląda na to, że Bóg nie jest sprawiedliwy, bo faworyzuje (jednego z nas). Abel odpowiedział „Broń Boże, aby było tak, jak mówisz; powodem, że Bóg przyjął moją jest raczej to, że była lepsza. Wówczas odpowiedź Kaina brzmiała:  wygląda na to, że nie ma nagrody za dobro i kary za zło. Abel zaś rzekł: Zaprawdę, sprawiedliwi są nagradzani, a nikczemni karani. Owa kłótnia doprowadziła do tego, że Kain zabił Abla (Targum Jonatan Bereszit 4:8).

Zaproponuję tutaj jednak odmienną od powyższych odpowiedź, która może wydać się całkowicie trywialna: Kain zamordował Abla, ponieważ wpadł w gniew i nie był w stanie go kontrolować. Ta prosta odpowiedź jest zasugerowana już w wersecie 7 niniejszego rozdziału. Rzecz w tym, że jest ona prawdziwa, jak wiele spośród trywialnych prawd, dlatego też uczeni oraz zwykli ludzie je odrzucają, wyśmiewając, gdyż „każdy o tym wie” i nie ma o czym rozmawiać.

Ale czy rzeczywiście nie ma o czym rozmawiać? To właśnie frustracja i wypływający z niej gniew są jednym głównych powodów tego, że ludzie na świecie wybierają i wspierają tych, którzy tworzą anty-demokratyczne, totalitarne systemy polityczne i jest to praprzyczyną ogromu zła, który z tego później wynika. To właśnie gniew i brak kontroli nad nim jest bezpośrednią przyczyną wielu przestępstw i tego, że ludzie gotują innym ludziom „piekło na ziemi”. Oczywiście wszyscy szukają potem głębszych przyczyn, z nadzieją, że gdy je odkryją, pomoże to usuwać zło z tego świata, a przynajmniej – więcej go nie popełniać. Nie wspominając już o tym, że ciągły gniew bywa przyczyną problemów zdrowotnych, a nierzadko bezpośrednią przyczyną śmierci w wyniku wylewów, udarów mózgu itp.

Dlaczego jednak więc nie spróbować uporać się po prostu z samym gniewem, zwyczajną ludzką skłonnością do złości? Jako zadanie globalne wydaje się być to rzeczą beznadziejnie utopijną, wymaga bowiem przemiany powszechnej „natury ludzkiej”, a to przerastają możliwości każdego śmiertelnika. Niemniej jednak w obrębie samych siebie i naszych bliskich kontaktów z innymi możemy w tej materii zdziałać naprawdę wiele. Zaproponuję tutaj w skrócie własną koncepcję, jak tego dokonać, opartą na moich doświadczeniach, próbach, błędach oraz przemyśleniach.

Podstawowe założenie: wszyscy doświadczamy stałego i podświadomego, większego lub mniejszego poziomu wewnętrznego gniewu. W zależności od tego, jak wysoki on jest, wpadamy w złość łatwiej lub częściej, z różnych powodów. Jeśli jego poziom jest naprawdę wysoki, wówczas byle błahostka może nas wyprowadzić z równowagi.

Istnieją cztery etapy przezwyciężania naszej wewnętrznej tendencji do gniewu:

  1. Pozbądź się wszelkich racjonalizacji ludzkiego gniewu, np. „Ludzie czasem się wpadają w złość i to jest normalne”, „Wszyscy się czasem się denerwujemy i to jest typowa, ludzka cecha” itd. Rzeczywiście, statystycznie jest to „normalna” rzecz, lecz nie jest to żaden normatyw, wzorzec. Można żyć całkowicie bez gniewu, życie bez niego jest lepsze i jest cel, który pragniemy osiągnąć. Rashi, komentując werset 7 niniejszego rozdziału, cytuje Talmud (Kiddusin 30b): Jeśli tylko chcesz, możesz odnieść zwycięstwo nad nim. Podobny jest komentarz Soforno odnośnie tego samego wersetu: Jest w waszej mocy przezwyciężenie mocy złego popędu, dzięki temu, iż boski wizerunek (celem Elohim), towarzyszy wam od narodzin.

Tak więc nie istnieją żadne sensowne uzasadnienia dla gniewu, wszystkie są jedynie jego psychologicznymi racjonalizacjami. Bycie gniewnym nie jest to też cechą ludzkiego charakteru. Charakter nie ma z gniewem nic wspólnego, mimo że ludzie często tak to właśnie widzą, nazywając kogoś np. „cholerykiem” itp. Jest to powszechny błąd i kolejna racjonalizacja gniewu.

Twierdzę, że owa ludzka skłonność do gniewu nie jest czymś wrodzonym, choć jako, iż jest powszechna, ludzie wierzą, że jest wrodzona. Małe dzieci owszem go wyrażają, ale jest to, jak sądzę, bezpośrednim wynikiem frustracji, które ich spotykają. Dopiero później, w wyniku kumulacji różnorakich negatywnych doświadczeń, ludzie nabywają trwałej skłonności do gniewu. Ten proces może się rozpocząć także w dowolnym, późniejszym okresie życia, nie jest ściśle związany z okresem dzieciństwa i dorastania.

  1. Przeanalizuj wszystkie przypadki, w których wpadasz w złość, każdy z osobna. Odpowiedz sobie na pytanie, jakie rzeczy w świecie lub w zachowaniach innych powodują twój gniew. Pracuj oddzielnie nad tymi wszystkimi tymi zjawiskami. Ja wpadałem w złość, gdy ludzie traktowali mnie protekcjonalnie, zwłaszcza wówczas, gdy niewiele wiedzieli o mnie i o moim życiu. Kwestie polityczne też mnie swego czasu wkurzały. Spróbuj odizolować się od wszystkich tych czynników lub, jeśli nie możesz tego zrobić, pracuj nad reakcjami na nie, ponieważ wszystkie one zwiększają twój podświadomy poziom gniewu. Ja najpierw przepracowałem swoje reakcje na protekcjonalność ze strony innych, z gniewu na śmiechu. Teraz nawet już się z tego nie śmieję, jestem na to całkowicie obojętny.
  2. Gniew rodzi się z frustracji – to powszechnie uznany i akceptowany psychologiczny fakt. Każda najmniejsza choćby frustracja zwiększa poziom wewnętrznego gniewu, przyczynia się do twoich reakcji i możliwości nad-reakcji. Mogą to być nawet drobne rzeczy, jeśli jednak zdarzają się regularnie, przyczyniają się do wzrostu ciągłego, podświadomego poziomu gniewu. Może to być coś poważniejszego, jak zła sytuacja finansowa, dłuższy okres samotności, długotrwały stres, brak relaksu lub coś drobnego i pozornie nieistotnego, ale ciągłego. Postaraj się wyeliminować wszystkie frustracje w jakikolwiek dostępny Ci, moralnie akceptowalny, sposób.
  3. Ostatni krok to najpotężniejsze narzędzie walki z gniewem: wdzięczność. Przeciwieństwem gniewu nie jest spokój, ale wdzięczność. Dlatego rozwijaj w sobie postawę wdzięczności za każdą małą rzecz w swoim życiu. Za każdą chwilę, każdą rozmowę z drugim człowiekiem, każdy mały gest i dobry uczynek. Staraj się być wdzięczny także za negatywne, nieprzyjemne doświadczenia, ponieważ wiesz, iż przynajmniej kilka już razy widziałeś w nich dobro po jakimś czasie. Pomoże Ci to skutecznie zrównoważyć cały Twój gniew i unicestwić poczucie frustracji: jeśli odczuwasz wdzięczność w każdym momencie swojego życia, nie ma w nim miejsca na frustrację i nie ma miejsca na gniew. Jeśli pojawi się w tobie złość, o wiele łatwiej będzie ją uciszyć, zanim ją nawet wyrazisz.

To zadziałało w moim przypadku i może również zadziałać w twoim. Napisałem też o tym piosenkę. Zostanie ona opublikowana za miesiąc lub dwa.

A zatem, dlaczego więc Kain zamordował Abla? Bo brakowało mu wdzięczności wobec Boga za wszystko to, co od niego otrzymał.

Szabat szalom!

Menachem Mirski

 

 

 

Judaizm postępowy, Judaizm reformowany, Beit Polska, Beit Warszawa, Kongregacja Beit Warszawa,