SZABAT CHOL HAMOED

SZABAT CHOL HAMOED

Rabin dr Walter Rothschild

 

Jest to najprawdopodobniej najdziwniejsze święto Pesach w najnowszej historii żydowskiej i jest to doświadczenie, z którym mierzy się obecnie cały świat. Rządy różnych państw po prostu ogłosiły  w ramach szeregu działań dotykających szkoły i uniwersytety, ale również niektóre sektory przemysłu i handlu – że wszystkie miejsca kultu religijnego mają zostać zamknięte. Kościoły, meczety i synagogi. Nie jest to, jak się wydaje, forma prześladowań religijnych, których z pewnością doświadczaliśmy w przeszłości (zwłaszcza w krajach ateistycznych albo komunistycznych, które są tak niepewne siebie i tak bardzo obawiają się, że ich obywatele będą wierzyć w cokolwiek innego niż w ich własną doktrynę partyjną), nie jest to również działanie motywowane antysemityzmem –  narzucane przez tych, którzy są tak niepewni w swojej własnej wierze w Boga, że obawiają się każdego, kto reprezentuje inną formę tej samej wiary  jako że  rozporządzenia te dotyczą w takim samym stopniu wszystkich religii. Nie, dekret ten przyszedł z góry bardzo nagle, został przyjęty i  przynajmniej początkowo, gdy piszę te słowa – został zaakceptowany jako rozsądne, konieczne i pozytywne działanie. Być może za kilka tygodni, kiedy znudzenie, frustracja i ludzka potrzeba kontaktów towarzyskich zaczną narastać, nastroje się zmienią; jednak w czasie, kiedy te rozporządzenia zostały wydane i można to sprawdzić  nikt nie narzekał: żaden biskup, żaden imam, żaden naczelny rabin.

Potrzeba zredukowania ryzyka rozpowszechniania się niewidzialnej plagi była postrzegana jako przewyższająca wszystko inne. Koncepcje otwartych granic, swobodnego prawa do zgromadzeń albo nawet prawa do wspólnego gromadzenia się i modlenia – wszystko to zostało anulowane na mocy narzuconego z góry dekretu – bez żadnych wyborów, żadnego referendum, żadnego sondażu badającego opinię publiczną, bez pozostawienia wyboru.

Jak na ironię, i właśnie dlatego mówiłem wcześniej o „współczesnej historii żydowskiej” – najlepszym porównaniem, jakie mogę znaleźć do obecnej sytuacji, jest absolutnie pierwsze świętowanie Pesach. Zostało ono oczywiście opisane w księdze Szemot i z tej okazji Izraelitom nakazuje się najpierw z wyprzedzeniem przygotować i zgromadzić żywność – jest to forma „chomikowania” albo „panicznego wykupowania”; nakazuje im się też, żeby się przygotowali, żeby zgromadzili rzeczy od swoich sąsiadów, a potem żeby spędzili noc w tym, co obecnie nazywamy „zamknięciem czy też izolacją”, za zamkniętymi drzwiami, stłoczeni w swoich wymazanych domach, podczas gdy na zewnątrz w ziemi egipskiej niewidzialna plaga szerzyła się i odbierała życie wszystkim pierworodnym… najstarszym członkom każdego pokolenia. Jak się okazało, Izraelici zostali potem wygnani w środku tej samej nocy – nie było czasu, żeby zastosować regulacje określające, co zrobić z pozostałymi porcjami pieczonego baranka – i musieli przejść do kolejnej ważnej fazy procesu stawania się jednym ludem.

Teraz, po wieczornym sederze, w Szabat Chol HaMoed czytamy fragment z 13 rozdziału księgi Szemot, w którym podkreślone zostaje znaczenie tego wydarzenia. NIEZWYKLE ważne jest, żeby przypominać sobie o nim co roku, nawet po tym, jak Bóg przyprowadził nas już do ziemi Kananejczyków, Amorytów, Hetytów i innych. Akt jecijat Micrajim, „opuszczenia Egiptu”, jest ZASADNICZYM, posiadającym fundamentalne znaczenie doświadczeniem.

Co wiemy o Egipcie? Ograniczę się tutaj do informacji dostępnych w Biblii i odłożę na bok całą wiedzę uzyskaną od egiptologów i archeologów, nie dlatego, iż jest ona sama w sobie nieważna, ale ponieważ nie jest ona znacząca dla narracji biblijnej. Wiemy, że Egipt jest w istocie podzielony na dwa kraje, Górny i Dolny, stąd też słowo „Micrajim” – przyrostek „-ajim” oznacza „dwa, para”. A jednak jest tylko jeden władca, zwany faraonem. Jest on najwyraźniej władcą absolutnym. Nawet jego służący powinni drżeć o swoją wolność i życie, jako że nawet za jeden malutki błąd mogą grozić straszne konsekwencje. Wiemy, że jego doradcami są czarodzieje i magicy raczej niż doradcy polityczni i ekonomiczni. Jako że zostają o to poproszeni, wiemy, że do ich zadań należy interpretowanie znaczenia snów, lecz odnoszą porażkę przy jednej ważnej okazji; są wprawdzie w stanie naśladować niektóre plagi, ale nie potrafią zapobiec związanym  z  nimi zagrożeniom i z czasem sytuacja zaczyna ich przerastać. Wiemy, że faraon oddaje cześć wielu bogom.

Wiemy, że ma nowoczesne wojsko z wieloma końmi i rydwanami – jest to mobilna armia, a nie opieszała, wolna piechota żywiąca się tym, co udało się znaleźć na polach; jest to szybko uderzająca siła umożliwiająca szybkie transportowanie wojsk przez pełne piasku egipskie pustynie. Wiemy, że ma więzienie i naczelnego ochroniarza, który sprawuje nadzór nad więźniami; wiemy też, że kiedy ktoś zostaje o coś oskarżony, nie ma żadnego procesu, obrony czy wzywania świadków. Wiemy, że Egipcjanie pogardzają nomadycznymi pasterzami, jako że są z natury rolnikami i ludźmi miastowymi; wiemy, że nawadniają swoje pola, kopiąc kanały i tunele raczej niż modląc się o deszcz, są też uzależnieni od regularnego, corocznego zalewania gruntów przez Nil. Wiemy, że są tam targi niewolników, na których podróżne karawany mogą sprzedawać dla zysku osoby, które znaleźli i porwali po drodze. Wiemy, że kiedy na Egipcjan spada głód, nie mają wyboru i muszą odkupić  w razie konieczności płacąc za to własną ziemią i własną wolnością – zboże, które zostało od nich wcześniej ściągnięte w formie podatku przez faraona podczas lat urodzaju, a następnie było przechowywane w specjalnych silosach i magazynach. Wiemy, że faraon może zainicjować ogromne projekty budowalne, wezwać pracowników przymusowych i pozyskać wszystkie materiały wymagane w celu zrealizowania tych projektów.

Po sporządzeniu takiej listy okaże się, że nawet bez pomocy archeologów i znawców hieroglifów i tak wiemy już całkiem sporo o Egipcie, i są to często mało przyjemne informacje. Jest to dyktatura, do której może zostać wpuszczona cała grupa ludzi – jeśli będą akurat rodziną wysokiej rangi urzędnika – albo dla odmiany cała grupa etniczna może zostać zniewolona,
a nawet wymordowana jeśli nie korzystają już z takiej „protekcji”. Nowy faraon może po prostu unieważnić szczodre decyzje poprzedniego faraona; nie przywiązuje się tam żadnej wagi do praw człowieka ani do lojalności pomiędzy władcą a ludnością.

Izraelici mają sobie o tym wszystkim przypominać. Mają o tym czytać co roku, mają o tym rozmawiać ze swoimi dziećmi niezależnie od tego, czy dzieci są tym zainteresowane czy nie, mają sobie przypominać o doświadczeniu bezsilności i strachu przed nieznanym oraz o uczuciu ekstatycznej ulgi, kiedy ścigający ich prześladowcy zostają zlikwidowani. Mają za to dziękować tylko i wyłącznie Bogu, a nie jakiemukolwiek ludzkiemu pośrednikowi. Mają o tym pamiętać również w mrocznych czasach – jako że w naszej historii jest pod dostatkiem takich wydarzeń,
a świat nie został jeszcze zbawiony. Zmysłem smaku mają doświadczać goryczy niewoli, słonego smaku łez, suchego chleba biedy. Za pomocą modlitw, pieśni i gościnności mają pogłębiać uczucie jedności i bycia jednym narodem.

A w tym roku – cóż, „dlaczego ta noc będzie się różnić od wszystkich innych nocy  sederowych?”. Możliwości gromadzenia się wspólnie w świecie realnym raczej niż wirtualnym będą ograniczone; liczba tych, którym uda się wspólnie zgromadzić będzie ograniczona; wielu z nas będzie odizolowanych i trudno będzie nam doświadczyć poczucia wolności. Zdajemy sobie
z tego sprawę i nie możemy uczynić wiele więcej niż zaoferować słowa pociechy.

Niemniej  podstawowe przesłanie pozostaje takie samo. Być może nasz sposób świętowania będzie musiał być inny, a podczas świętowania będziemy mieć do dyspozycji inne środki – ale nasz powód do świętowania pozostaje taki sam. Seder nie sprowadza się tylko do samego posiłku: jest pewnym przesłaniem – i to przesłanie pozostaje takie samo. Tak więc – gdziekolwiek byście nie byli, gdy przeczytacie te słowa – mam nadzieję, że uczestniczycie albo już uczestniczyliście w sederze i mam nadzieję, że przeczytacie albo już przeczytaliście Hagadę. Szabat szalom i moadim lesimcha!

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Pesach: Matzah, Spring and Freedom

There are three different names associated with Pesach (or Passover). The first one is Chag HaMatzot, the Festival of Matzah, which refers to the unleavened bread we eat during this time to commemorate the haste in which the Israelites left Egypt. The second name is Chag HaAviv, the Festival of Spring, which reminds us of where Passover falls within the Jewish calendar: in non-leap years the beginning of this festival falls on the night of the first spring-time full moon. Thus Passover symbolizes the revival of nature after winter. The third name for Passover is Zman Cheruteynu, “the Time of our Freedom,” which reminds us that we must perceive the Exodus as a universal Jewish experience, as if we personally had been Pharaoh’s slaves who’ve later been liberated.

When I was a child, Passover for me was definitely the Festival of Matzah – matzah brought home by my grandfather and my dad. I remember how they would admonish me and my brother to always use a plate while eating it so that we wouldn’t drop crumbs everywhere. I must admit that I did not always follow their instructions. For this reason despite the pre-Passover spring cleaning our house was full of crumbs, which reminded us of the Israelites’ hurried Exodus from Egypt (and how they also ate their matzah in haste, without a plate!)

For me Passover was also the Festival of Spring, since in my hometown of Wrocław nature would usually wake up to life at this time. However, as a teenager I could not understand why on the first day of Passover we stop praying for rain and start praying for dew instead. Only many years later, during a springtime visit in Israel, I realized that at the time of Passover the Middle Eastern vegetation is in a state of full bloom – it no longer needs life-sustaining rain, but it does require dew to save it from withering due to the impact of light and heat which those of us living in Poland associate mainly with early summer rather than with the arrival of spring.

I understood very well the connection between Passover and matzah – the symbol of the Israelite’s liberation from Egypt, and also the link between Passover and springtime – the season of the year in which we celebrate this festival. However, as a teenager I had a hard time accepting Passover as the ”Time of Our Freedom”. I rebelled against this notion, since in my mind freedom meant not being forced to do any compulsory actions as well as the right to make sovereign decisions regarding one’s own life. I thought such a definition of freedom was impossible to reconcile with a festival during which we are obliged to feel liberated. However, over the course of years I understood that freedom can be defined in many different ways. Nowadays the classification of different types of freedoms which I find the most convincing is the one proposed by the German philosopher Georg Wilhelm Friedrich Hegel, who distinguished between “freedom from something” and “freedom to do something.” “Freedom from” is a negative freedom, understood as a lack of external coercion, such as freedom from persecution, freedom from fear, freedom from hunger etc. On the other hand, “freedom to…” is a positive state, wherein free individuals are able to make autonomous choices. I believe that “freedom from” must have been exactly what the teenage Galician Jew Naftali Herz Imber was dreaming of as he experienced anti-Semitism in his hometown of Złoczów. It was actually the longing for such freedom that could have inspired the words of his poem Hatikvah, which today is Israel’s national anthem:

Then our hope –
the two-thousand-year-old hope –
will not be lost:
To be a free people in our land,
The land of Zion and Jerusalem.

I’m sure that the participants of the First Zionist Congress in Basel were longing not only for a “freedom from”, but also for a “freedom to…”, a freedom to decide about their own lives, to make autonomous choices and for self-determination. This dream came true in 1948 and soon we will be celebrating the 70th anniversary of Israel’s independence. An independent State of Israel established after centuries of Jewish dispersion in the Diaspora is such an extraordinary development that one of my Israeli friends claimed that it is actually Yom HaAtzmaut – the Israeli Independence Day – and not Passover that deserves to be called “the Time of our Freedom.”

While I truly respect my friend’s views and I already look forward to this year’s Israel’s Independence Day, nonetheless I cannot agree with his assumption that this groundbreaking moment in the history of our People (and the establishment of the State of Israel was undoubtedly a crucial event) should be viewed as the beginning of a permanent “Time of Our Freedom.” In my view this is not how the Hegelian notion of “freedom to…” should be understood. I believe this type of freedom entails a constant decision making process and also the need to constantly take responsibility for the country and the society we live in. It is not an easy process and therefore it’s a good thing that we have days in our calendar which force us to reflect on the role which freedom plays in our lives. And in our tradition Passover is indeed the festival which plays such a role. Therefore I encourage all of you to take the time during this year’s Seder to ask yourself 4 questions regarding freedom which correspond to the 4 questions concerning the distinctive features of the Seder night.

The questions are as follows:
1. What does freedom mean to me?
2. What is currently enslaving me?
3. What changes made in the past have given me greater freedom?
4. What actions could help me enjoy greater freedom in the future?

I believe that the answers to these questions will be helpful in the process of leaving your own personal Egypts. Have a joyful and kosher Passover – Pesach Kasher veSameach!

Translated from Polish by: Marzena Szymańska-Błotnicka

 

Mati Kirschenbaum

Pesach: Maca, Wiosna i Wolność

Święto Pesach znane jest pod trzema innymi imionami. Pierwsze z nich to Chag HaMacot, Święto Macy, odwołujące się do niezakwaszonego chleba spożywanego w jego trakcie na pamiątkę pośpiechu w którym Izraelici opuścili Egipt. Drugie to Chag HaAwiw, Święto Wiosny, przypominające nam o miejscu Pesach w kalendarzu żydowskim – święto to rozpoczyna się w latach nieprzestępnych w noc pierwszej wiosennej pełni księżyca. Tym samym Pesach symbolizuje odradzanie się natury do życia po zimie. Trzecie imię Pesach to Zman Cherutejnu, Czas Naszej Wolności, przypominające nam o obowiązku postrzegania wyjścia z Egiptu jako uniwersalnego żydowskiego doświadczenia, do którego mamy odnosić się tak jakbyśmy my sami byli niewolnikami faraona doświadczającymi wyzwolenia z niewoli.

Gdy byłem dzieckiem, Pesach było dla mnie zdecydowanie Świętem Macy – macy przynoszonej do domu przez mojego dziadka i tatę. Pamiętam jak upominali mnie i mojego brata żebym jadł ją nad talerzem, a nie kruszył gdzie popadnie. Muszę przyznać, że nie zawsze się ich słuchałem. Z tego powodu pomimo przedpesachowych wiosennych porządków nasze mieszkanie pełne było okruchów przypominający nam o pośpiesznym wyjściu Izraelitów z Egiptu (i równie pośpiesznym jedzeniu macy bez talerza!).

Pesach było dla mnie również Świętem Wiosny, w moim rodzinnym Wrocławiu natura zazwyczaj budziła się w jego trakcie do życia. Jako nastolatek nie byłem jednak w stanie zrozumieć dlaczego w pierwszy dzień Pesach przestajemy się modlić o deszcz i zaczynamy modlić o rosę. Dopiero wiele lat później, podczas wiosennego pobytu w Izraelu, uświadomiłem sobie, że bliskowschodnia roślinność w trakcie Pesach znajduje się w pełnym rozkwicie – nie potrzebuje już życiodajnego deszczu, wymaga za to rosy chroniącej ją przed uschnięciem pod wpływem światła i ciepła które nam, mieszkańcom Polski, kojarzą się raczej z wczesnym latem niż nadejściem wiosny.

Związek Pesach z macą – symbolem wyzwolenia Izraelitów z Egiptu i z wiosną – porą roku którą święto przypada – był dla mnie oczywisty. Jako nastolatek nie byłem jednak w stanie zaakceptować Pesach jako Czasu Naszej Wolności. Buntowałem się przeciwko temu określeniu, gdyż wolność kojarzyła mi się z brakiem przymusu, z prawem o decydowaniu o sobie samym. Wolność rozumiana w ten sposób wydawała mi się niemożliwa do pogodzenia ze świętem, w trakcie którego mamy obowiązek czuć się wyzwoleni. Z biegiem lat pojąłem, że wolność może być definiowana na wiele sposobów. Obecnie szczególnie przemawia do mnie klasyfikacja typów wolności zaproponowana przez niemieckiego filozofa Georga Wilhelma Friedricha Hegla, który pisał o „wolności od” i „wolności do”. „Wolność od” to wolność negatywna, rozumiana jako brak zewnętrznego przymusu np. wolność od prześladowań, wolność od strachu, wolność od głodu. „Wolność do” jest z kolei stanem pozytywnym, cechującym się możliwością dokonywania przez wolne jednostki samodzielnych wyborów. Myślę, że o „wolności od” musiał marzyć nastoletni galicyjski Żyd Naftali Herc Imber doświadczając antysemityzmu w jego rodzinnym Złoczowie. Marzenie o takiej wolności mogło zainspirować słowa jego wiersza Hatikwa, będącego dziś hymnem Izraela:

Nadzieja nasza nie zginie,
Wszak dwa tysiące lat przetrwała,
Być narodem wolnym w swojej krainie,
W kraju Syjonu i Jerozolimy. (tłum. Szoszana Raczyńska)

Jestem przekonany, że uczestnicy Pierwszego Kongresu Syjonistycznego w Bazylei marzyli nie tylko o „wolności od”, ale i o „wolności do”, o wolności o decydowaniu o sobie samym, o podejmowaniu samodzielnych wyborów, o samostanowieniu. Marzenie to stało się w roku 1948 rzeczywistością, już niebawem świętować będziemy 70 rocznicę uzyskania przez Izrael niepodległości. Niepodległość Państwa Izrael po wiekach rozproszenia Żydów w diasporze jest czymś tak wyjątkowym, że jeden z moich izraelskich znajomych stwierdził, że to Jom HaAcmaut – Dzień Niepodległości Izraela – a nie Pesach zasługuje na miano Czasu Naszej Wolności.

Szanuję bardzo podejście mojego znajomego i cieszę się już na tegoroczne obchody Dnia Niepodległości Izraela. Nie mogę się jednak zgodzić z jego założeniem, że przełomowy moment w historii naszego Narodu – jakim niewątpliwie było powstanie Państwa Izrael – oznacza początek trwałego Czasu Naszej Wolności. Myślę, że nie jest to właściwe rozumienie heglowskiej „wolności do”. Wolność ta wiąże się według mnie z ciągłym dokonywaniem wyborów, ze stałym przyjmowaniem odpowiedzialności za kraj i społeczeństwo w którym żyjemy. Nie jest to łatwy proces, dlatego też dobrze jest mieć w naszym kalendarzu dni, które zmuszają nas do zastanowienia się jaką rolę pełni wolność w naszym życiu. Taką rolę pełni w naszej tradycji właśnie Pesach. Dlatego zachęcam Was wszystkich do zadania sobie w trakcie tegorocznego sederu 4 pytań dotyczących wolności, odpowiadających 4 pytaniom na temat szczególnych cech nocy sederowej. Pytania te są następujące:

1. Czym jest dla mnie wolność?
2. Co mnie obecnie zniewala?
3. Jakie zmiany w przeszłości przyniosły mi większą wolność?
4. Jakie działania mogę podjąć, aby cieszyć się większą wolnością w przyszłości?

Jestem przekonany, że odpowiedzi na te pytania okażą się pomocne w procesie wychodzenia z Waszych osobistych Egiptów. Radosnego i koszernego Pesach – Pesach Kaszer WeSameach!

 

Mati Kirschenbaum