Matot-Massei

Plemiona Izraela: gałęzie jednego drzewa czy pręty „boskiego gniewu”?

Refleksja nad paraszą Matot-Massei

Menachem Mirski

Porcja Tory na ten tydzień zaczyna się od słów, które z pozoru nie wyróżniają się niczym szczególnym:

„I oświadczył Mojżesz naczelnikom pokoleń Israela, i rzekł: Oto, co rozkazał Wiekuisty!” (Lb 30, 2, tłum I. Cylkow).

Dalej następuje wykładnia praw dotyczących składania przysiąg, a następnie mamy historię wyprawy wojennej mającej na celu odwet na Midianitach. Mojżesz gniewa się na dowódców wojsk Izraela za to, że nie byli wystarczająco bezwzględni w postępowaniu z wrogiem. W konsekwencji poucza ich, jak należało się z owym wrogiem rozprawić.

W dzisiejszej refleksji skupimy się na tym problemie, jednakże nie tyle z perspektywy historycznej, lecz, nazwijmy to, lingwistycznej. Otóż w Torze znajdujemy zasadniczo dwa różne słowa na określenie „plemion Izraela”. Jedno to szewet (l.m. szewatim), drugie to mate (l.m. matot). I podczas gdy zarówno szewet i mate oznaczają „gałąź”, oba też oznaczają „kij” albo „pręt”. W tym tkwi głębsze znaczenie obu tych nazw: w niektórych przypadkach Tora odnosi się do nas jako do „gałęzi”, podkreślając tym samym konieczność elastyczności i ustępliwości w życiu. W innych kontekstach Tora, używając tych samych określeń, nazywa nas „prętami”, podkreślając przy tym potrzebę zdecydowania i determinacji w realizacji naszej misji jako „ludu świętego” i „światła dla narodów’. Oba określenia znajdujemy np. w wersecie Księgi Izajasza, w której to właśnie Bóg, ustami proroka, oboma określa króla Asyrii:

„Ach, ten Asyryjczyk, rózga (szewet) mego gniewu i bicz (mate) w mocy mej zapalczywości!” (Iz 10, 5),

którego wyznaczył, by dokonał sprawiedliwego sądu nad nieposłusznym narodem Izraela.

Tym samym owa dwuznaczność implikuje dwojakie rozumienie pojęcia „plemienia”, tak samo, jak dwojakie jest rozumienie hebrajskiego słowa Isra-El, które oznacza jednocześnie „walczący z Bogiem” (znaczenie dosłowne) jak i „naród wybrany”. Dwuznaczność określenia Isra-El określa dwie formy naszej relacji z Bogiem – na przemian Mu służymy i się z nim spieramy – natomiast dwuznaczność pojęć szewet i mate określa formy naszej relacji z ludźmi innych narodów i religii, wobec których, zależnie od sytuacji, powinniśmy być raz ugodowi i ustępliwi, innym razem zaś stanowczy i nieugięci.

Prawdziwa mądrość tkwi w umiejętności rozpoznania obu rodzajów sytuacji i odpowiedzeniu sobie na pytanie, kiedy powinniśmy postępować z innymi ugodowo i łagodnie, jak gałąź uginająca się pod naporem wiatru, kiedy zaś stanowczo i bezkompromisowo, jak pręt czy drąg, który przed nikim ani niczym się nie ugina. W okazywaniu innym pokory i skromności nie tkwi zasadniczo nic złego, tak długo, jak owa druga strona jest przyjaźnie do nas nastawiona. Problem pojawia się wówczas, gdy owa druga strona – zbiorowość ludzka czy pojedyncza osoba – świadomie wykorzystuje naszą ugodowość lub wręcz na niej żeruje. W tym wszystkim zawiera się pewna teoria negocjacji i odpowiedź na pytanie, czy mają być one „twarde” czy może „miękkie”. By zdecydować o tym, jakie negocjacje mamy prowadzić, musimy bacznie obserwować zachowanie i intencje ludzi, z którymi przyszło nam toczyć spór. Rozwiązanie, które tu zaproponuję, jest dosyć proste i brzmi następująco: tak długo, jak widzimy w reakcjach i działaniach innych pokojowe intencje (które nie zawsze mogą być dla nas doraźnie korzystne, ale np. obliczone na wspólne dobro lub inny, głębszy cel), powinniśmy raczej przyjmować strategię wobec innych przyjazną. Jeśli jednakże widzimy, że strategia drugiej strony ma na celu wyłącznie jej własny interes, realizowany świadomie kosztem naszego, lub dostrzegamy wręcz jawną wrogość wobec nas, powinniśmy zasadniczo pozostać w naszych działaniach stanowczy i nieugięci. Tylko wówczas, gdy posiądziemy ową mądrość widzenia i rozróżniania, będziemy w stanie zbalansować nasze działania tak, ażeby torować drogę najwyższej, boskiej sprawiedliwości.

Szabat szalom!

Menachem Mirski