Parashat Yitro

Parashat Yitro – פרשת יתרו

Shmot 18:1-20:23

Miriam Klimova,
Rabbinical student at Hebrew Union College in Jerusalem and the Rabbi of the „Shirat ha-Jam” congregation in Haifa.

Does human behavior depend on one’s nationality? One’s character, thinking and feeling, wisdom – do they depend on one’s ethnic background or religion?

This week, as we read Parasha Yitro, we are in one of the most important Shabbats in terms of Torah reading. After about ten weeks from their liberation, the Israelites have set up a camp in front of a holy mountain. The exodus from Egypt represents the physical birth of Israel as a nation, but the spiritual meaning of its existence is supposed to be defined exactly here – at Mount Sinai. Without the revelation and the covenant Israel would not differ in any way from other nations; it is exactly thanks to them that the Israelites will become a goy kadosh – a holy people. It’s worth emphasizing that the covenant will be made not only with those present at that moment,  but   “both with those who are standing here with us this day before the Eternal, our God and with those who are not with us here this day.”, which means even with the yet unknown descendants of those who witnessed it. (Dvarim 29:14).

The scene looks very dramatic: thunders, lightning, clouds of smoke and fire, the sound of the shofar sounding louder and louder. The Midrash describes the giving of the Torah as a mysterious and powerful event. In the Babylonian Talmud in Tractate Shabbat 88A it says that God forced the people of Israel to accept the Torah on Mount Sinai:

„Va-itjacvu be-tachtit ha-har” – “they took their places at the foot of the mountain” (Shemot 19:17). Rabbi Avdimi bar Ḥama bar Ḥasa said: the Jewish people actually stood beneath the mountain, and the verse teaches that the Holy One, Blessed be He, overturned the mountain above the Jews like a tub, and said to them: If you accept the Torah, excellent, and if not, there will be your burial.

We can find a similar story about a “mountain hanging over the Israelites” in Tractate Avoda Zara 2B. The story’s background is a question about other nations of the world and their right to accept the Torah. According to the Talmud God had already offered to give the Torah to other nations earlier, but they didn’t want it. So, when He came to the Israelites:

 “…the Holy One, Blessed be He, overturned the mountain above the Jews like a tub, and said to them: If you accept the Torah, excellent, and if not, there will be your burial”

That’s what the Midrash says…  Whether we believe these words or not, in our parasha the Israelites will become “chosen among all nations(Shmot 19:5). The promise of a special chosenness will be the key factor in Jewish life for thousands of years. It is exactly in parasha Yitro where the culmination point of the Book of Shmot takes place – God is revealed to the people of Israel. God reveals the fundamental rules of the Torah which we call the Ten Commandments or the Decalogue.

Why is such an important Parasha named after a goy – a Midianite priest? Who was this man? Why did he come? From where and for what purpose?

Rabbi Gil Nativ, Phd, believes that according to the traditional rule the name of this week’s Parasha should be “Vaishma”, after its first meaningful word:

 „and Yitro heard…” (Shmot 18:1).

Just like Parashot Vayetze and Vayishlach in the book of Bereshit and  Vaikra at the beginning of the book of Vaikra, Vayelech in the Book of Devarim. Each of these names is a past tense verb in the third person singular. Nonetheless, our tradition preferred to name this Parasha after  Mose’s father-in-law – Yitro.

The Torah portrays him as a man of strong religious beliefs, hospitality and wisdom. It was him who gave shelter to a refugee from Egypt and gave him his daughter Tzipora as a wife. During the meeting Moshe told his father-in-law everything that God had done to the Pharaoe and the Egyptians and how God had liberated his nation. Yitro rejoiced after hearing that and made offerings to the God of Israel!

Yitro gave Moshe wise advice on how to enforce justice (Shmot 18:19-23), and in a later passage in the Book of Bemidbar he was invited by Moshe to join Israel permanently during the conquering and settlement in Canaan. Although he declined this invitation, he came back to his country as a loyal friend of Israel – he was Israel’s friend from the moment when he became related to Moshe.

Midrash Vajikra Raba 9:3 tells a story about a man who didn’t know the Torah or even how to say a blessing, but he behaved appropriately towards people. This story led to the creation of a Talmudic rule, according to which  “Derech Eretz kadma la-Tora” – appropriate behavior precedes the Torah.

Yitro is a wonderful example of this rule, especially since he is someone who comes from the outside and not from the people of Israel. He appears  before the offering of the Torah to share his wisdom and teach us appropriate behavior. This way the Talmud states loud and clear that it’s possible, and even worthwhile, to learn from persons who are not part of the Jewish people!

Every person deserves respect from others. But often our pride, our prejudices and our fear make us blind. In contemporary times we find ourselves in a multicultural environment on a daily basis. People can be good, people can be bad. But dividing them based on the color of their skin, their ethnic and national background, their religion or lack thereof, sexual orientation, gender, age or disabilities shows a lack of respect towards God Himself, who created everyone in His image and likeness. No person can declare that they’re better than others.

Yitro was not a Jew, and Moses was a refugee. If he spoke Hebrew, he must have certainly had a heavy Egyptian accent.

May there be a will that we learn how to see in front of us first and foremost a human being.

בָּרוּךְ אַתָּה יְהֹוָה אֱלֹהֵינוּ מֶלֶךְ הָעוֹלָם פֹּקֵחַ עִוְרִים:

„Blessed are You, o Adonai, our God, who rules the universe, opening the eyes of the blind”. (Siddur, Morning blessings)

Shabbat Shalom!

Miriam Klimova,
Rabbinic student at HUC in Jerusalem, 
A Rabbi at the Shirat ha-Yam congregation in Haifa.

Paraszat Jitro

Paraszat Jitro – פרשת יתרו

Szmot 18:1-20:23

Miriam Klimova,
studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie.

Czy zachowanie człowieka zależy od narodowości? Charakter, myślenie i odczuwanie, mądrość – czy zależą od pochodzenia etnicznego lub wyznania?

W tym tygodniu, czytając paraszę Jitro, jesteśmy w jednym z najważniejszych szabatów pod względem czytania Tory. Po około dziesięciu tygodniach od wyzwolenia Izraelici rozbili obóz naprzeciwko świętej góry. Wyjście z Egiptu stało się fizycznymi narodzinami Izraela jako narodu, jednak duchowe znaczenie jego istnienia ma nastąpić właśnie tu – na Górze Synaj. Bez objawienia i przymierza Izrael nie różniłby się niczym od innych narodów; to właśnie dzięki nim Izraelici staną się goj kadosz – ludem świętym. Warto podkreślić, iż przymierze zawarte będzie nie tylko z obecnymi w tamtej chwili,  „lecz z każdym, który tu z wami  stoi dziś przed obliczem Wiekuistego, Boga waszego, i z tym, którego tu nie ma dzisiaj”, to znaczy nawet z nieznanymi na razie potomkami samych jego świadków (Dwarim 29:14).

Scena wygląda niezwykle dramatycznie: grzmoty, błyskawice, kłęby dymu i ognia, dźwięk szofaru rozbrzmiewa coraz głośniej i głośniej. Midrasze opisują dawanie Tory jako tajemnicze i potężne wydarzenie. W Talmudzie Babilońskim Traktat Szabat 88A opowiada się, że Bóg zmusił lud Izraela do przyjęcia Tory na górze Synaj:

„Wa-itjacwu be-tachtit ha-har” – „uszykowali się pod górą” (Szemot 19:17). Powiedział Raw Awdimi bar Chama bar Chasa: naród Izraela rzeczywiście stanął pod górą, werset ten uczy, że Święty, błogosławiony, przewrócił górę nad Izraelitami jak wannę i powiedział do nich: „Albo przyjmiecie Torę teraz, albo będziecie pochowani tutaj!”

Podobną opowieść o „wiszącej nad Izraelitami górze” spotykamy w Traktacie Awoda Zara 2 B. Historia toczy się na tle pytania odnośnie innych narodów świata i ich prawa do przyjęcia Tory. Według Talmudu Bóg już wcześniej zaproponował podarować Torę   innym narodom, jednak one nie chciały jej przyjąć. Więc gdy przyszedł do Izraelitów:

 „… Święty, błogosławiony, przewrócił górę nad nimi jak wannę i powiedział: „Albo przyjmiecie Torę teraz, albo będziecie pochowani tutaj!”.

Tyle midrasz…  Uwierzymy tym słowom czy nie, w naszej paraszy Izraelici staną się „wybranymi z pomiędzy wszystkich ludów” (Szmot 19:5). Obietnica szczególnego wyboru będzie kluczowym czynnikiem w życiu żydowskim przez tysiąclecia. To właśnie w paraszy Jitro następuje punkt kulminacyjny Księgi Szmot, objawienie się Boga ludowi izraelskiemu. Bóg objawia podstawowe zasady Tory, które nazywamy Dziesięcioma Przykazaniami lub Dekalogiem.

Dlaczego tak ważna parasza nazywa się od imienia goja – kapłana Midianu? Kim był ten człowiek? Dlaczego przyszedł? Skąd i w jakim celu?

Rabin dr Gil Nativ uważa, że według tradycyjnej zasady nazwa paraszy w tym tygodniu powinna była brzmieć „Waiszma”, jak pierwsze znaczące jej słowo:

 „I usłyszał Jitro…” (Szmot 18:1).

Podobnie jak parasze „Wajece”, „Wajiszlach” w księdze Bereszit i „Wajikra” na początku Księgi Wajikra, „Wajelech” w Księdze Dewarim. Każda z tych nazw jest czasownikiem czasu przeszłego w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Mimo to tradycja wolała nazwać paraszę imieniem teścia Moszego – Jitro.

Tora przedstawia go jako człowieka o silnych religijnych przekonaniach, gościnności i mądrości. To on zapewnił schronienie uchodźcy z Egiptu i dał mu za żonę swoją córkę Ciporę.  W czasie spotkania Mosze opowiedział swemu teściowi wszystko, co Bóg uczynił faraonowi i Egipcjanom, i jak Bóg wybawił jego naród. Jitro cieszył się z tego i złożył ofiary dla Boga Izraela!

Jitro udzielił Moszemu mądrej rady, jak wymierzać sprawiedliwość (Szmot 18:19-23), a w późniejszej wzmiance w Księdze Bemidbar został zaproszony przez Moszego do przyłączenia się na stałe do Izraela podczas podboju i zasiedlania Kanaanu. Chociaż odrzucił to zaproszenie, powrócił do swego kraju jako lojalny przyjaciel Izraela, jakim był od chwili, gdy został spokrewniony z Moszem.

W Midraszu Wajikra Raba 9:3 znajdziemy opowieść o człowieku, który nie znał Tory, a nawet nie umiał powiedzieć błogosławieństwa, ale zachowywał się właściwie wobec ludzi. Opowieść ta spowodowała ustanowienie zasady talmudycznej, według której „Derech Erec kadma la-Tora” –   właściwe zachowanie poprzedza Torę.

Jitro jest cudownym przykładem tej zasady. Właśnie on, osoba, która pochodzi z zewnątrz, a nie z narodu Izraela. Przychodzi przed darowaniem Tory, aby podzielić się swoją mądrością, nauczyć nas właściwego zachowania. Tym samym Talmud głośno stwierdza, że można, a nawet warto uczyć się od ludzi, którzy nie są częścią narodu żydowskiego!

Każdy człowiek zasługuje na szacunek ze strony innych. Jednak często nasza duma, nasze uprzedzenia, nasz strach czynią nas ślepymi. W czasach współczesnych codziennie znajdujemy się w środowisku wielokulturowym. Ludzie bywają dobrzy, ludzie bywają źli. Ale dzielenie ze względu na kolor skóry, pochodzenie etniczne i narodowość, wyznanie lub jego brak, orientację seksualną, płeć, wiek czy niepełnosprawność jest przejawem braku szacunku dla samego Boga, który stworzył każdego na swój obraz i podobieństwo. Żaden człowiek nie może uznawać siebie za lepszego od innych.

Jitro nie był Żydem, a Mosze był uchodźcą. Jeśli mówił po hebrajsku, to na pewno miał ciężki akcent egipski.

Niech będzie taka wola, abyśmy nauczyli się widzieć przed sobą przede wszystkim człowieka.

בָּרוּךְ אַתָּה יְהֹוָה אֱלֹהֵינוּ מֶלֶךְ הָעוֹלָם פֹּקֵחַ עִוְרִים:

„Błogosławiony jesteś, o Adonaj, nasz Boże, co władasz wszechświatem, otwierający oczy ślepym”. (Sidur, Błogosławieństwa poranne)

Szabat Szalom!

Miriam Klimova,- studentka rabinacka w Hebrew Union College w Jerozolimie
oraz rabinka kongregacji „Szirat ha-Jam” w Haifie

Bemidbar

Wykonać Boską pracę zanim On ją wykona

Refleksja nad paraszą Bemidbar

Menachem Mirski

Życie stawia nas czasem w trudnych i skomplikowanych sytuacjach, w których mówimy do siebie “jakoś to będzie”, po czym okazuje się, że rzeczywistością staje się to, czego najbardziej się obawialiśmy. Czasem jest też tak, że jesteśmy w tych trudnych przepełnieni optymizmem, przez co dostrzegamy tylko to, co pozytywne i wręcz nie dopuszczamy do siebie myśli, że może wydarzyć się inaczej. Nasze rozczarowanie jest wtedy dużo większe. Wówczas, po fakcie, rozliczamy samych siebie i czasem stwierdzamy, że nie zrobiliśmy wszystkiego by owej sytuacji zapobiec, że mogliśmy być bardziej przewidujący i zrobić więcej.

Nasza porcja Tory na ten tydzień rozpoczyna się od słów, które wydają się nie mieć nic wspólnego z tym, co napisałem powyżej:

Dnia pierwszego drugiego miesiąca, w drugim roku po wyjściu z Egiptu, tymi słowami przemówił Pan do Mojżesza na pustyni Synaj w Namiocie Spotkania: Dokonajcie obliczenia całego zgromadzenia Izraelitów według szczepów i rodów, licząc według głów imiona wszystkich mężczyzn. Ty i Aaron dokonajcie spisu wszystkich Izraelitów zdolnych do walki od lat dwudziestu wzwyż, według ich zastępów. Z każdego pokolenia winien wam towarzyszyć mąż, głowa rodu. (Liczb 1:1-4)

Bóg nakazuje Mojżeszowi policzyć plemiona Izraelskie w celu określenia ilości mężczyzn zdolnych do sformowania wojska i wyruszenia w bitwy, aby podbić Erec Israel. Możemy zapytać: dlaczego (wszechwiedzący) Bóg potrzebuje tej liczby, czyżby jej nie znał? Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: On tej liczby nie potrzebuje. Potrzebuje jej Mojżesz, inni liderzy Izraela i lud Izraela jako taki, żeby zaplanować i dokonać owego podboju. Potrzebują tego, bowiem od momentu wyjścia z Egiptu boska protekcja i interwencja ulega stopniowemu zmniejszeniu. Jedynie pierwszą bitwę, z Egipcjanami, Bóg sam stoczył dla Izraela, własnymi rękami, zatapiając egipskie wojska w morzu.  Następna bitwa, stoczona z Amalekitami zaraz po wyjściu z Egiptu (Wj 17:8-16) stoczona była już przez Izraelitów, Bóg jedynie pomógł im ją wygrać. W takiej też postaci – relacji partnerstwa, nie zaś kompletnej zależności od Boga – zostaje utrwalona relacja ludu wybranego z Wiekuistym.

Jak ujął to, idąc za mędrcami, Nachmanides nigdy nie powinniśmy zakładać, że wydarzą się cuda; musimy zawsze poczynić wszelkie niezbędne przygotowania, aby realnie móc się zmierzyć z wrogiem. Podobnie w naszym indywidualnym życiu, w naszych zmaganiach z rzucanymi nam wyzwaniami: musimy być stale zdolni oszacować co jest od nas zależne, co jest w naszej mocy i co, w konsekwencji, należy do naszych obowiązków, czym nie powinniśmy obarczać Wiekuistego, ani też innych ludzi. Wtedy powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby stawić czoła złu lub niebezpieczeństwu. Z powodu naszej wyjątkowej relacji z Wiekuistym, cuda się (prawdopodobnie) wydarzą (co mieliśmy okazję zaobserwować w naszej nawet nieodległej historii). Jeśli się one wydarzą, będzie to dla nas dodatkowy dar, który będzie nagrodą za naszą mądrość i gotowość do działania, dar który przyniesie nam ulgę, przywróci szczęście oraz pokój między ludźmi.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Behar-Bechukotai

Remembrance, bond and blessing

Thoughts on parashat Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

Difficult times come cyclically in our lives. One of such experiences is the death of a loved one. We feel powerless then, because we cannot bring anyone back to life. The closer this person was to us, the closer that persons’ „spiritual presence” later in our life – the more our consciousness is preoccupied with this person. This state of mind prompts us to reflect in various ways: we analyze the objective reasons that caused that person’s departure; we analyze our own actions, potential negligence on our part that could have an impact on the course of things – that is, we examine our conscience. The subject of our reflections is, of course, that very person: his/her life decisions, actions, mistakes and achievements, and our assessment of all this and our role in it.

This week’s Torah portion takes this topic from a specific angle – from the perspective of people’s collective, intergenerational responsibility for the reality that future generations inherit:

Those of you who survive shall be heartsick over their iniquity in the land of your enemies; more, they shall be heartsick over the iniquities of their fathers; and they shall confess their iniquity and the iniquity of their fathers, in that they trespassed against Me, yea, were hostile to Me. When I, in turn, have been hostile to them and have removed them into the land of their enemies, then at last shall their obdurate heart humble itself, and they shall atone for their iniquity. (Leviticus 26:39-41)

The Torah language is quite harsh here. This is because the Torah speaks of the foretold, tragic situation of Israel, which as a result of disobedience to God’s Law suffered all sorts of misfortunes: plagues, diseases, wars, and ultimately expulsion from the Promised Land. However, I believe that there is a more abstract idea behind these words: we are the heirs of our ancestors in every dimension. Not only of our immediate ancestors, but also the ancestors of our human society in the national dimension. Our starting position in life is determined by the life position of our parents at the time we were born. Their position was determined by the multitude of decisions they made over the years, but also by the social reality in which they lived (this was determined by the decisions and fate of the entire community, nation, etc.) and by the life position of their parents at the moment they were born, and so on.

Thus, we live in a world that is the aftermath of the decisions and actions of our parents, grandparents, great-grandparents, etc. The boundaries of what we can do here and now are therefore determined not only by the freedoms of other people who live in our society, but also by the decisions and actions of our ancestors, because they, to a large extent, decided about the shape of the world that we came to live in. These are the boundaries of our freedom in its social and practical dimension – our freedom is limited by a number of human factors independent of us. Nevertheless, if we understand our freedom in a metaphysical way – i.e. we choose to believe that we have an inherent, ‘essential freedom’, that is not dependent on our current diagnosis of what is practically achievable for us at the moment (which always contains arbitrary or even blatantly false elements), then many of these practical or social limitations cease to exist. The only factors that will then limit our freedom will be our finite time/space limited nature and our imagination. Then various prospects of a profound transformation or renewal of our life / restoration of our relationship with the Eternal open up before us:

Then will I remember My covenant with Jacob; I will remember also My covenant with Isaac, and also My covenant with Abraham; and I will remember the land. (Leviticus 26:42)

God renews His covenant with us because of the just deeds of our ancestors. Then – everything is (again) possible, because what once has become a fact can certainly be repeated. However, to make everything renewed and possible again, two fundamental conditions must be met: First, we must be able to detach our mind from what is here and now, and to challenge our diagnosis of what is within the limits of what is possible. Second: we must make a thorough account of the merits and faults of our ancestors and ourselves. The memory of all this must be permanent – it must remain with us forever. The deeper it all sticks to us, the better for us, because we constantly learn from this. The more deep is the spiritual presence of our ancestors in our lives, the better for us. Our religion is basically all about them: about bringing them closer to us, about creating and maintaining a strong intergenerational bond. If this deep bond exists, then all that our ancestors did or experienced – both good and bad – will be a blessing to us.

Shabbat shalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

Behar-Bechukotai

Pamięć, więź i błogosławieństwo

Refleksja nad paraszą Behar-Bechukotai

Menachem Mirski

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia. Im bliższa ta osoba dla nas była, tym bliższa jest jej “duchowa obecność” w naszym życiu po jej odejściu – tym bardziej jest nasza świadomość zaabsorbowana tą osobą i pamięcią o niej. Ten stan umysłu skłania nas do rozmaitych refleksji: do analizy obiektywnych przyczyn tego, co spowodowało odejście owej osoby; do analizy własnych działań, potencjalnych zaniedbań z naszej strony, które mogły mieć wpływ na bieg rzeczy – czyli do rachunku sumienia. Tematem naszych refleksji jest też oczywiście  owa osoba: jej życiowe decyzje, jej działania, jej błędy i jej dokonania oraz nasza ocena tego wszystkiego i naszej w tym wszystkim roli.

Porcja Tory na ten tydzień podejmuje ten temat z pewnej, konkretnej perspektywy – z perspektywy zbiorowej, międzypokoleniowej odpowiedzialności ludzi za rzeczywistość, którą dziedziczą przyszłe pokolenia:

W naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.A ci, którzy pozostaną z was, zgniją z powodu swego przestępstwa w ziemiach nieprzyjacielskich, z powodu przestępstw swoich przodków zgniją, tak jak i oni. Wtedy uznają przestępstwo swoje i przestępstwo swoich przodków, to jest zdradę, którą popełnili względem Mnie, i to, że Mnie postępowali na przekór, wskutek czego Ja postępowałem na przekór im i zaprowadziłem ich do kraju nieprzyjacielskiego, ażeby upokorzyło się ich nieobrzezane serce i ażeby zapłacili za swoje przestępstwo. (Leviticus 26:39-41)

Język Tory w tym miejscu jest dosyć srogi. Jest tak ponieważ Tora mówi tu o przepowiedzianej, dramatycznej sytuacji Izraela, który w wyniku nieposłuszeństwa wobec Boskiego Prawa został doświadczony różnego rodzaju nieszczęściami: plagami, chorobami, wojnami, a ostatecznie wygnaniem z Ziemi Obiecanej.  Jest jednakże bardziej abstrakcyjna idea, która, jak sądzę, kryje się za tymi słowami: jesteśmy spadkobiercami naszych przodków w każdym wymiarze. Nie tylko naszych bezpośrednich przodków, także przodków naszej ludzkiej społeczności w wymiarze narodowym. Nasza startowa pozycja w życW naszym życiu cyklicznie nadchodzą trudne dla nas chwile. Jednym z takich doświadczeń jest śmierć bliskiej nam osoby. Czujemy się wówczas często bezsilni, nie możemy bowiem nikogo przywrócić do życia.iu jest określona przez pozycję życiową pozycję naszych rodziców w momencie, w którym przyszliśmy na świat. Ta ich pozycja była zdeterminowana mnogość decyzji, które podjęli oni na przestrzeni lat, lecz także była zdeterminowana przez rzeczywistość społeczną, w której przyszło im żyć (ta określona była przez decyzje i losy całej społeczności, narodu itd.) a także przez pozycję życiową ich rodziców w momencie, gdy oni przyszli na świat, i tak dalej.

Żyjemy więc w świecie, który stanowi pokłosie decyzji i działań naszych rodziców, dziadków, pradziadków itd. Granice tego, co możemy uczynić tu i teraz z sobą i własnym życiem są więc wyznaczone nie tylko przez wolności innych ludzi, którzy żyją w naszym społeczeństwie, ale i przez decyzje i działania naszych przodków, bo to oni zdecydowali o kształcie świata, w którym przyszło nam żyć. To jest nasza wolność w wymiarze społecznym oraz praktycznym – jest ona ograniczona przez szereg niezależnych od nas, ludzkich czynników. Niemniej, pojmiemy naszą wolność w sposób metafizyczny – tzn. oderwiemy pojęcie ludzkiej wolności od aktualnej diagnozy tego, co leży w granicach naszych praktycznych możliwości (która zawsze zawiera elementy arbitralne czy wręcz ewidentnie fałszywe), wówczas wiele spośród tych praktycznych czy społecznych ograniczeń przestaje istnieć. Jedynymi czynnikami, które wówczas będą ograniczać naszą wolność będą nasza czaso/przestrzenna skończona natura oraz nasza wyobraźnia. Wówczas otwierają się przed nami rozmaite perspektywy gruntownej przemiany lub odnowienia naszego życia / przywrócenia naszej relacji z Wiekuistym:

Wtedy przypomnę sobie moje przymierze z Jakubem, przymierze z Izaakiem i przymierze z Abrahamem. Przypomnę sobie o tym i przypomnę o kraju. (Kpł 26:42)

Bóg odnawia swoje z nami przymierze przez wzgląd na spraLeviticus 26:39-41szą zostać spełnione zasadnicze dwa warunki: po pierwsze, musimy być zdolni do oderwania naszego umysłu od tego co jest tu i teraz, i do poddania w wątpliwość naszych diagnoz tego, co leży w granicach możliwości. Po drugie: musimy dokonać gruntownego rachunku zasług i przewinień naszych przodków i nas samych. Pamięć o tym wszystkim musi być trwała – musi z nami na zawsze pozostać. Im głębiej w nas to wszystko utkwi, tym lepiej dla nas. Im bliżsi duchowo są nam nasi przodkowie, tym lepiej dla nas. W naszej religii chodzi w zasadzie o nich przede wszystkim: o przybliżenie ich do nas, o stałe utrwalanie silnej, międzypokoleniowej więzi. Gdy owa głęboka więź istnieje, wówczas wszystko, co było udziałem naszych przodków – zarówno dobre i złe – będzie dla nas błogosławieństwem.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szirat ha-Jam – Pesach

Szirat ha-Jam

Pesach Pieśń morza

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parsza Tory Wajikra

Parsza Tory „Wajikra”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parsza Tory „Ki Tisa”

Parsza Tory „Ki Tisa”

Czytanie „Szirat ha-Jam” Pieśni Morza z Miriam Klimovą – studentką Rabinacką w Hebrew Union College w Jerozolimie oraz Rabinką Kongregacji „Szirat Ha-Jam” w Haifie. Szabat Szalom i Chag Sameach 🌺
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Parashat Beshalach

Love for Freedom is Born of the Hardships of Life

Thoughts on Parashat Beshalach

 Menachem Mirski

Difficult realities create strong people. If they are smart and righteous enough they build better reality for their children. As the time and development progresses, the new generations do not have to face the harsh reality their grandparents faced. Life, in general, becomes easier and more pleasant. Over time, an easy and pleasant life tends to create people that are less strong or simply weak – after all, they didn’t live through difficult times. They tend to be narcissistic, entitled and often believe that every little discomfort is oppression and a danger to their freedom. In fact, they are the first to fall into slavery, because they would rather give up their freedoms than face harsh reality in which they could only count on themselves.

In our parasha for this week, Israelites, after departing from Egypt, face two battles: the first one with Egyptians, the second one with Amalekites. But in fact, the Israelites do not fight the first battle – God fights for them, performing miracles and defeats the Egyptians by drowning their chariots in the Sea of Reeds. There are several rabbinic explanations for why this happened. Ibn Ezra points out that the Israelite generation that left Egypt, despite being armed, was unfit to fight their masters:

They had been trained from youth to bear the Egyptian yoke, and suffered feelings of inferiority. How then could they fight their masters? They were indolent and untrained in warfare.

Another explanation, given by Chasam Sofer, says that it would have been unethical for the Children of Israel to kill the Egyptians themselves. The Torah here teaches us proper conduct. The Israelites did not fight the Egyptians face to face because of the haven they had found in Egypt throughout the hundreds of years they had dwelled in that land. Egypt was what it was, but other places might have been worse. Another lesson given by Chasam Sofer is that we must not wield an avenging sword when we are on the land that is not ours.

Another battle Israel fights is the battle with Amalekites. Here the situation is different. The Israelites, led by Joshua, fight the enemy face to face and the Eternal One only supports them:

Joshua did as Moses told him and fought with Amalek, while Moses, Aaron, and Hur went up to the top of the hill. Then, whenever Moses held up his hand, Israel prevailed; but whenever he let down his hand, Amalek prevailed. But Moses’ hands grew heavy; so they took a stone and put it under him and he sat on it, while Aaron and Hur, one on each side, supported his hands; thus his hands remained steady until the sun set. And Joshua overwhelmed the people of Amalek with the sword. (Ex 17:10-13)

One of the reasons Israel had to fight this battle alone was because the Israelites, for the fourth time already, were murmuring against Moses and doubting God’s protection. Literally, the minute they say “Is the LORD present among us or not?” (Ex 17:7) Amalek comes and starts attacking them. It is a form of punishment. But this punishment is meant to bring blessing. From now on, the Israelites must become independent and wage their wars themselves, only with God’s help. It is the beginning of their transformation from a weak people with slave mentality to a nation that is strong, capable of self-defense, self-governance and independence.

The entire desert experience is thus aimed. Harsh realities Israelites face from now on serve for physical and spiritual cleansing. Israelites need to get rid of their weaknesses and their slave, victimhood mentality. It is precisely this mentality that causes them to blame Moses and Aharon for every misfortune they face in the desert. They expected Moses to be like Pharaoh in their minds: an Almighty tyrant who, at the cost of their freedom, provides them with livelihoods. That’s why whenever Moses disappointed them they wanted to immediately go back to Egypt. But Moses was not like Pharaoh, he was the opposite: he was not a tyrant, he gave them freedom. He did not constantly satisfy their needs, in fact he exposed them to a really harsh reality. But at the same time he opened up opportunities for them so that they could, with their own effort, satisfy them themselves. Rambam summarizes the desert experience of the Israelites as follows:

God wisely led them around the desert until they had learned courage. As is known, the austere life of the desert, without human comforts and conveniences, such as bathing and the like, make one brave, while a luxurious existence fosters cowardliness. There in the desert, a generation was born, unaccustomed to degradation and slavery.

According to Rambam, a fighting spirit and love of freedom develop from toil and hardship, from lack of pleasures and conveniences of life. This is why God led His people through the desert before bringing them into the Land.

It is the harsh conditions and overcoming challenges that bring great joys in human life. The feeling of satisfaction that stems from it stays with us forever, shapes our mindset and our views.

The danger of falling into slavery never goes away. There are enough tyrants and potential tyrants in the world. Let us be careful, they always make great promises and guarantee to help us and meet our basic needs. This is their hallmark and they often succeed in that. Our freedom comes from meeting our own needs, from toiling the land for ourselves, from taking nothing.

The only thing they want from us is our freedom. But we will never give it away as long as we take care of ourselves, as long as we are strong, capable of self-defense, self-governance and independence. As long as we do this we will always be free.

Shabbat shalom

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Beszalach

Zamiłowanie do wolności rodzi się z trudności życiowych

Refleksja nad paraszą Beszalach

Menachem Mirski

Trudne realia tworzą silnych ludzi. Jeśli są oni wystarczająco mądrzy i sprawiedliwi, budują lepszą rzeczywistość dla swoich dzieci. Wraz z upływem czasu i rozwojem nowe pokolenia nie muszą mierzyć się z trudną rzeczywistością, z jaką mierzyli się ich dziadkowie. Życie ogólnie staje się łatwiejsze i bardziej przyjemne. Z czasem łatwe i przyjemne życie kształtuje często ludzi, którzy są mniej silni albo po prostu słabi – w końcu nie przeżyli trudnych czasów. Bywają oni często narcystyczni, roszczeniowi i często wierzą, że każdy, nawet mały dyskomfort jest opresją i zagrożeniem dla ich wolności. W istocie właśnie ci ludzie są pierwszymi, którzy popadają w niewolę, bo wolą raczej wyrzec się wolności niż zmierzyć się z ciężką rzeczywistością, w której mogliby liczyć tylko na siebie.

W czytanej w tym tygodniu paraszy Izraelici po wyruszeniu z Egiptu muszą stoczyć dwie walki: pierwszą toczą z Egipcjanami, a drugą z Amalekitami. Jednak w rzeczywistości Izraelici nie toczą osobiście tej pierwszej walki – Bóg walczy za nich, dokonuje cudów i pokonuje Egipcjan, topiąc ich rydwany w Morzu Trzcin. Jest kilka wyjaśnień rabinicznych tłumaczących, dlaczego tak się stało. Ibn Ezra zwraca uwagę, że Izraelici z pokolenia, które opuściło Egipt, pomimo iż byli uzbrojeni, nie nadawali się do walki ze swoimi panami:

Zostali wyćwiczeni od młodości do noszenia egipskiego jarzma i cierpieli na poczucie niższości. Jak zatem mogliby walczyć ze swoimi panami? Byli leniwi i niewyszkoleni w sztuce wojennej.

Inne wyjaśnienie, zaproponowane przez Chasama Sofera, głosi, że byłoby nieetyczne, aby dzieci Izraela same zabijały Egipcjan. Tora uczy nas tutaj zasad poprawnego zachowania. Izraelici nie walczyli z Egipcjanami twarzą w twarz ze względu na schronienie, jakie znajdowali w Egipcie przez setki lat, przez jakie zamieszkiwali na tej ziemi. Egipt był, jaki był, ale inne miejsca mogłyby być gorsze. Inna płynąca z tego lekcja zdaniem Chasama Sofera jest taka, że nie powinniśmy szermować mieczem zemsty, kiedy przebywamy na ziemi, która nie jest nasza.

Izrael toczy też inną bitwę – tym razem z Amalekitami. Tutaj sytuacja jest inna. Izraelici, prowadzeni przez Jozuego, walczą z wrogiem twarzą w twarz, a Wiekuisty tylko ich wspiera:

Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim; Aaron zaś i Chur podpierali jego ręce, jeden z tej, drugi z tamtej strony. I tak ręce jego były stale podniesione aż do zachodu słońca. Tak pobił Jozue Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. (Wj 17, 10-13)

Jeden z powodów, dla których Izrael musiał samodzielnie stoczyć tę walkę, był taki, że Izraelici już po raz czwarty szemrali przeciwko Mojżeszowi i wątpili w Bożą ochronę. Dosłownie w minucie, w której mówią: „Czy jest Pan pośród nas, czy nie?” (Wj 17, 7), nadchodzi Amalek i zaczyna ich atakować. Jest to forma kary. Ale ta kara ma w zamyśle przynieść błogosławieństwo. Od teraz Izraelici muszą stać się samodzielni i sami toczyć swoje wojny, otrzymując od Boga jedynie wsparcie. Jest to początek ich przemiany ze słabego ludu z mentalnością niewolników w naród, który jest silny, zdolny do samoobrony, samorządności i niezależności.

Wszystko, czego doświadczają Izraelici na pustyni, ma właśnie taki cel. Trudne realia, z jakimi mierzą się od teraz Izraelici, służą fizycznemu i duchowemu oczyszczeniu. Izraelici muszą pozbyć się swoich słabości i swojej mentalności niewolników i ofiar. To właśnie ta mentalność sprawia, że obwiniają Mojżesza i Aharona za każde nieszczęście, jakie przydarza im się na pustyni. Oczekiwali, że Mojżesz będzie taką samą postacią, za jaką uważali faraona: wszechmocnym tyranem, który, kosztem ich wolności, będzie zapewniał im środki do życia. Właśnie dlatego ilekroć Mojżesz ich rozczarował, chcieli natychmiast wrócić do Egiptu. Ale Mojżesz nie był niczym faraon; wprost przeciwnie: nie był tyranem, lecz dał im wolność. Nie zaspokajał ciągle ich potrzeb; w istocie wystawiał ich na bardzo trudną rzeczywistość. Ale jednocześnie otwierał dla nich możliwości, tak żeby mogli, za sprawą swoich własnych wysiłków, sami zaspokoić własne potrzeby. Oto, jak Rambam podsumowuje doświadczenia Izraelitów na pustyni:

Bóg mądrze prowadził ich po pustyni, aż nie nauczyli się odwagi. Jak wiadomo, surowe życie na pustyni, bez ludzkich wygód i udogodnień, takich jak kąpiel i tym podobne, czynią człowieka odważnym, natomiast pełna luksusów egzystencja sprzyja tchórzostwu. Tam, na pustyni, narodziło się pokolenie nienawykłe do poniżenia i niewoli.

Wedle Rambama duch walki i zamiłowanie do wolności wykształcają się na drodze znoju i trudu, z braku przyjemności i wygód życiowych. Właśnie dlatego Bóg poprowadził swój lud przez pustynię, zanim zaprowadził ich do Ziemi [Izraela].

To właśnie trudne warunki i przezwyciężanie wyzwań są źródłem wielkiej radości w życiu ludzkim. Uczucie zadowolenia, jakie pojawia się dzięki tym działaniom, pozostaje z nami na zawsze, kształtuje nasz sposób myślenia i nasze poglądy.

Groźba popadnięcia w niewolę nigdy nie zanika. Na świecie jest wystarczająco dużo tyranów i potencjalnych tyranów. Bądźmy uważni, oni zawsze składają nam wspaniałe obietnice i gwarantują, że nam pomogą i zaspokoją nasze podstawowe potrzeby. To jest ich znak rozpoznawczy i często odnoszą w tym zakresie sukces. Nasza wolność pochodzi z zaspokajania naszych własnych potrzeb, z mozolnego uprawiania ziemi na własny użytek i niebrania niczego od innych.

Jedyne, czego takie osoby od nas chcą, to nasza wolność. Ale my nigdy jej nie oddamy – tak długo, jak będziemy o siebie dbać, dopóki będziemy silni, zdolni do samoobrony, samorządności i niezależności. Dopóki będziemy tak czynić, zawsze będziemy wolni.

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Szabat szalom

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka