Wajece

Drabina historii

Refleksja nad paraszą Wajece

 

Menachem Mirski

Żyjemy w świecie tak podzielonym ideologicznie, że codziennością stało się racjonalizowanie koncepcji, iż ludzie żyją w różnych, równoległych rzeczywistościach. Widzimy, że idee tolerancji i pluralizmu, wywodzące się z ery Oświecenia i rozprzestrzeniane w ciągu ostatnich 20 lat – wyrażane w sloganach takich jak „zgódźmy się, że się nie zgodzimy” albo przypisywany Wolterowi „Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale będę bronił do śmierci twojego prawa, żeby to mówić” –  mają dziś małe znaczenie albo w ogóle go nie mają. Co się stało z naszymi oświeceniowymi wartościami? Co spowodowało te głębokie ideologiczne rozłamy, które przenikają tak wiele zachodnich społeczeństw?

Choć jest wiele odpowiedzi na te pytania,  to możliwe, że postmodernizm, który wszystko zdekonstruował, dokonał również dekonstrukcji tego, co  dobre i wartościowe w naszej kulturze, a teraz żyjemy w czasie kolejnej „reewaluacji już poddanych reewaluacji wartości”. Możliwe też, że duża część tego „rozłamu ideologicznego” jest złudzeniem wynikającym z faktu, że większość naszej debaty politycznej toczy się w Internecie. Debata w Internecie podsyca podziały i radykalizm, gdyż jest to miejsce, w którym ludzie nie mają zewnętrznych znaków stopu ani ograniczeń i które nie wymaga od nikogo wzięcia odpowiedzialności za swoje słowa. Wszystko to ma wpływ na rzeczywistość „poza matriksem”.

Patrząc z szerszej perspektywy, można by uznać ten chaos za nieodłączny,   uporządkowany proces narodzin, rozpadu i ponownych narodzin; porządkowi temu podlega nie tylko przyroda, ale również świat ducha i idei.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory mamy historię o Jakubie, któremu podczas podróży z Berszeby do Haranu przyśnił się słynny sen o drabinie i chodzących po niej aniołach:

I śniło mu się, że była ustawiona na ziemi drabina, której szczyt sięgał nieba, po niej zaś wstępowali i zstępowali aniołowie Boży. A Pan stał nad nią i mówił: Jam jest Pan, Bóg Abrahama, ojca twego, i Bóg Izaaka! Ziemię, na której leżysz, dam tobie i potomstwu twojemu. (Rdz 28, 12-13).

W midraszu Tanhuma znajdziemy bardzo interesującą interpretację snu Jakuba:

„I oto aniołowie Boży wstępują i zstępują”: są to książęta pogańskich narodów, których Bóg pokazał naszemu ojcowi Jakubowi. Książe Babilonu wszedł siedemdziesiąt szczebli i zszedł; Książe Medii pięćdziesiąt dwa szczeble i zszedł, Grecji sto szczebli i zszedł, a Edom wszedł i nikt nie wie, jak daleko wstąpił! Przestraszyło to naszego Jakuba, który rzekł: A może ten nie zstąpi? Najświętszy, niech będzie błogosławiony, powiedział mu: „A zatem nie lękaj się, mój sługo Jakubie… i nie niepokój się, o Izraelu”. Nawet jeśli zobaczysz go, jak można to ująć, jak wstępuje i siada przy Mnie, to sprowadzę go stamtąd na dół! Jako że powiedziano (Ab 1, 4): „Choćbyś wzbił się wysoko jak orzeł, choćbyś założył swoje gniazdo wśród gwiazd, sprowadzę cię stamtąd – mówi Pan”.

Wedle tego midraszu sen Jakuba przedstawia wzrost i upadek narodów, imperiów i kultur na arenie światowej historii. Fakt, że ta wiedza została ujawniona ojcowi ludu żydowskiego, nie jest zaskakujący. Ostatnie wymienione imperium, Edom, w przekonaniu rabinów reprezentuje cesarstwo Rzymskie i jego politycznych następców. Autor tego midraszu żył w okresie cesarstwa Rzymskiego i nie był jeszcze świadkiem jego upadku, nie dziwne więc, że Edom tylko wstąpił na górę. Jednakże sposób, w jaki zostało to opowiedziane zdaje się sugerować, że ostateczny los Edomu będzie taki sam jak każdego innego imperium.

Imperia powstają i upadają, i w związku z tym można przewidzieć, że tak samo, jak upadli Grecy i Rzymianie, podobnie upadnie też imperium zwane „światem Zachodnim”. Nie jestem prorokiem i nie wiem, co się stanie, jednakże z żydowskiego teologicznego punktu widzenia, wedle którego Bóg jest panem historii, wiemy, że jest to całkowicie zależne od Boga. Bóg ujawnił Jakubowi naturę tego procesu historycznego; jednakże On jest ponad przyrodą, On jest najwyższym władcą. W jakim stopniu proces ten zależy od nas? Wydaje się, że zależy od nas, ludzi, tylko w takim stopniu, w jakim jesteśmy w stanie wpłynąć na Boga i Jego decyzje. A zatem nikt nie wie. Ale zgodnie z przedstawioną w księdze Powtórzonego Prawa doktryną nagrody i kary, którą wypowiadamy codziennie w naszej Szma, Bóg jest nam bardziej przychylny wtedy, kiedy postępujemy w prawy sposób. A zatem bycie prawym i działanie w dobrej wierze nie zaszkodzi.

Niezależnie od tego, czy faktycznie do tego dojdzie, upadek Zachodu nie musi być natychmiastowy, spektakularny ani pełny. Bardzo możliwe, że dojdzie do swoistego krzyżowania się różnych kultur i systemów politycznych, co ostatecznie może pozytywnie przyczynić się do rozwoju całego świata. Może nas to wszystkich zjednoczyć, a nie zniszczyć.

Idea ludzkości jako jednej ludzkiej rasy stanowi rdzeń naszej tradycji; zostaliśmy wszyscy stworzeni na obraz Boga. Idee o wielkiej jedności gatunku ludzkiego były wyrażane przez naszych proroków. Zgodnie z wizją Izajasza (Iz 6) u kresu czasu wszyscy ludzie staną się Żydami. Wizja Micheasza jest jednak nieco inna:

Wtedy rozsądzać będzie liczne ludy i rozstrzygać sprawy wielu narodów. I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej. I będzie siedział każdy pod swoim szczepem winnym i pod drzewem figowym, i nikt nie będzie szerzył popłochu. Zaiste, usta Pana Zastępów to powiedziały.  Niech wszystkie ludy, każdy z nich postępuje w imieniu swojego boga, lecz my będziemy postępowali w imieniu Pana, naszego Boga, po wiek wieków. (Mi 4,3-5)

Jest to wizja przyszłości, w której narody będą żyły w pokoju i wszystkie zachowają swoją odrębność i tożsamość. Bazując na zdrowym rozsądku, a przede wszystkim na mojej wierze w Boga, powiedziałbym tak: wizja ta nie ziści się, dopóki nie będziemy się traktować nawzajem z szacunkiem.  Niestety, nie traktujemy się w taki sposób. Rozłam zachodzący między nami jest oczywisty na wszystkich możliwych poziomach, od poziomu między jednostkami, przez rodzinę i społeczność, aż po wymiar globalny. Każdego dnia i w każdym miejscu widzimy nienawiść, oszczerstwa, szkalowanie, demonizację, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, pogardę, zemstę, urazy, nienawiść do samych siebie, bigoterię i nietolerancję. W naszej tradycji nienawiść, oszczerstwa i szkalowanie są poważnymi grzechami i często zaczynają się od mniejszych występków takich jak drwienie i obrażanie, które, tak jak każde zło, mogą eskalować na niewyobrażalną skalę.

Musimy unikać drwienia z ludzi, którzy myślą w inny sposób, nie wspominając już o traktowaniu kogoś z pogardą. Pamiętajmy, że osoby, które mają inną wizję świata, posiadają taką samą ludzką naturę – są stworzeni na obraz Boga. Obrażając ich, obrażamy Boga. Nie powinniśmy też traktować się nawzajem w przedmiotowy sposób – na przykład niczym komputery, które można przeprogramować. (Tego rodzaju pomysły wyrażane są czasem na krańcach spektrum politycznego). Po pierwsze nie powinniśmy tego robić dlatego, że ludzie, dobrzy czy źli, nie powinni być traktowani jak rzeczy. A po drugie dlatego, że przynosi to odwrotny od zamierzonego skutek: ludzi nie da się przeprogramować. Tego typu próby mogą tylko doprowadzić do odwetu i agresji. Jeśli grupa sprawująca akurat władzę ma znaczącą przewagę nad inną grupą ideologiczną i zmusi swoich przeciwników do podporzadkowania się, to narośnie niezadowolenie i niczym bomba z opóźnionym zapłonem wybuchnie wtedy, kiedy w przyszłości owa będąca w defensywie grupa dojdzie do władzy. Traktowanie ludzi przedmiotowo jest zatem nie tylko niemoralne: jest bezsensowne i niebezpieczne.

Traktujmy się więc nawzajem z szacunkiem i kontrolujmy nasze gniewne impulsy. Choć mogą być naturalne, to są jednak źródłem wielu wyżej wymienionych złych rzeczy i tylko je podsycają. Idee moralne, takie jak wzajemny szacunek, samokontrola i wiele innych, jak choćby nieobmawianie i nieoszukiwanie się nawzajem, są obecne we wszystkich kulturach. Są to fundamentalne i uniwersalne wartości: nie są zależne od tej czy innej kultury. Jest tak dlatego, że są one podstawą każdej cywilizowanej społeczności ludzkiej. Gdyby nie wykształciły się w obrębie społeczności, to te by nie przetrwały, nie wspominając o rozkwitaniu. Fakt, że są one obecne we wszystkich kulturach jest silną podstawą dla przekonania, że wizje naszych proroków nie są mrzonką – ich realizacja jest jak najbardziej możliwa.

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Chaje Sara

Starzej się z wdziękiem, czas jest po twojej stronie

Refleksja nad paraszą Chaje Sara

Menachem Mirski 

 

Czym jest czas? Czas jest miarą zmienności wszystkich rzeczy. Choć ta definicja może być niewystarczająca na przykład w astrofizyce, to jest ona zupełnie wystarczająca dla naszej ludzkiej, ziemskiej perspektywy i doświadczeń życiowych.

Życie odradza się w cyklach. Nasza wyobraźnia, zdominowana geometrią Euklidesową, często przedstawia nam linearną wizję czasu. Wystarczy „nałożyć jeden z tych obrazów na drugi”, żeby uzyskać możliwie najbardziej adekwatną wizję czasu: czas jest spiralą. Ta wizja odpowiada naszym codziennym doświadczeniom: każdy dzień przynosi nam coś nowego i nawet jeśli doświadczamy cyklicznie tych samych rzeczy, to doświadczenie to jest za każdym razem nieco inne. Ten sam obiad, przygotowany kolejny raz według tego samego przepisu, będzie smakował nieco inaczej.

Oczywiście, wszystkie te nowe doświadczenia mają swój kres, a ostatecznym zakończeniem jest śmierć. Porcja Tory na ten tydzień opisuje śmierć matki i ojca naszego narodu(-ów) – Sary i Abrahama. Wedle midraszu Pirkej de-rabi Eliezer (rozdział 31) Sara umarła z rozpaczy po tym, jak się dowiedziała, że Abraham zamordował ich jedynego syna Izaaka, składając go w ofierze na górze Moria:

Kiedy Abraham wrócił z góry Moria, Szatan[1] wpadł we wściekłość. Nie dostał tego, czego pragnął, czyli udaremnienia ofiary Abrahama. Co więc zrobił? Poszedł do Sary i zapytał: „Czy słyszałaś, co się stało na świecie?”. Ta odpowiedziała: „Nie”. Powiedział jej wtedy: „Abraham wziął Izaaka, swojego syna, i zamordował go, złożył go na ołtarzu jako ofiarę”.   Sara zaczęła płakać i zawodzić; wydała z siebie trzy jęki, które odpowiadają trzem dźwiękom szofaru, a jej dusza wyszła z niej i Sara umarła. Abraham przybył i odkrył, że umarła. A skąd przybył? Z góry Moria.

Wedle tego midraszu śmierć Sary miała tragiczny charakter: umarła z rozpaczy po usłyszeniu kłamstwa Szatana. Interesujące jest jednak to, że śmierć Abrahama była przeciwieństwem śmierci Sary:

A oto dni żywota Abrahama, które przeżył: sto siedemdziesiąt i pięć lat. I skończył i umarł Abraham w sędziwości szczęśliwej, stary i syt życia, i przyłączony został do ludu swego.

Abraham umarł w sędziwości szczęśliwej, stary i syt życia. Właśnie takiej śmierci wszyscy byśmy sobie życzyli. Czy dysponujemy jakąś żydowską mądrością, która pomogłaby nam „osiągnąć ten cel?”.

Tak. W tkaninę judaizmu wplecionych jest wiele poglądów, wartości i idei, które pomagają nam osiągnąć taką pełną zadowolenia śmierć. Postaram się streścić niektóre z tych koncepcji.

Być może na pierwszym miejscu jest uczenie młodszego pokolenia szacunku do starszych, co zaczyna się od czczenia rodziców (Wj 20, 12), ale również wszystkich starszych ludzi w obrębie społeczności – znaczenie tego podejścia jest nie do przecenienia.

Przed siwą głową wstaniesz i będziesz szanował osobę starca; tak okażesz swoją bojaźń Bożą; Jam jest Pan. (Kpł 19, 32)

Nakazuje nam się szanować starców nawet, jeśli utracili już sprawność umysłową. Tradycyjnie źródłem tego nauczania są tablice z Dziesięcioma Przykazaniami, które Mojżesz roztrzaskał i które trzymano wraz z nowymi tablicami w Arce Przymierza. Uczy nas to, że musimy wciąż szanować starszych, nawet kiedy są „uszkodzeni” pod względem intelektualnym.

Starszym pokoleniom należy się uznanie za to, czego dokonali – a dokonali całkiem sporo: zbudowali cały świat, w którym żyjemy. Ta świadomość jest szczególnie ważna dla tych, którzy wiodą życie pełne komfortu i luksusów. To starsze pokolenia umożliwiły takie życie swoją ciężką pracą. Choć są na to niezliczone dowody, wystarczy tylko pomyśleć o państwie Izrael. W każdej chwili, z dowolnego powodu, mamy TERAZ zawsze bezpieczną przystań. Ten cud dokonał się dzięki pracy starszych pokoleń, które przybyły do Izraela i przenosiły kamienie i przekopywały się przez błoto, żeby uczynić ten kraj dobrze prosperującą demokracją. Powiedzcie mi, czy sama myśl o nich nie wzbudza w was uczucia głębokiej radości i wdzięczności? Szanujmy starsze pokolenia.

Choć nakazuje nam się szanować starsze osoby, to jako ludzie mamy na każdym etapie życia obowiązek uczynić wszystko, co w naszej mocy, żeby zachować jasność umysłu i sprawność fizyczną po to, żeby móc pokierować „naszym” następnym pokoleniem. Przykazanie to można postrzegać jako obowiązujące obie strony – ja będę się troszczył o moją sprawność umysłową, tak aby podzielić się doświadczeniem i wiedzą z twoim pokoleniem, a ty musisz się zgodzić słuchać, okazywać szacunek i kiedyś zrobić to samo dla kolejnego pokolenia.

Jeśli jesteś osobą w średnim wieku, naucz się pokory i zdolności akceptowania zmian, jakie niesie z sobą czas. W każdym wieku możesz wciąż uprawiać sport. W każdym wieku możesz wciąż być sprawny i piękny. Ale mając 60 lat nie pokonasz 23-letniego sportowca ani 20-letniej dziewczyny w konkursie piękności. Oczywiście będziesz się musiał przystosować do zmian, niemniej możesz dalej wieść dobre życie. Rozwiązaniem pozwalającym przeciwstawić się procesowi starzenia jest nieustanne korygowanie swoich nawyków i zwyczajów i nie pozwolenie na to, żeby całkowicie dyktowały twój styl życia. To w swej najczystszej postaci zapobiegnie „duchowemu starzeniu się”, które tylko przyspiesza proces fizycznego starzenia – a jest to coś, do czego może dojść nawet w młodości. Jak powiedział kiedyś Baal Szem Tow: „Nie opuszczajcie mnie, gdy będę stary”: nie pozwalajmy, aby podeszły wiek i stagnacja rządziły naszymi nawykami i zwyczajami. Choć proces starzenia się idzie w parze z mniejszą siłą fizyczną i wolniejszym ciałem, przynosi również mądrość, która jest cnotą i błogosławieństwem.

Jeśli nie jesteś – jeszcze – starszą osobą, powinieneś pamiętać, że obniżeniu  sprawności umysłowej w starszym wieku można przeważnie zapobiec. Musisz tylko wystarczająco wcześniej zacząć regularnie pracować nad swoją sprawnością intelektualną i robić to przez całe życie. Potem, kiedy przejdziesz już na emeryturę, będziesz miał jasny umysł i będziesz miał w końcu czas przeczytać wszystkie książki, jakie zawsze chciałeś przeczytać, ale nigdy nie miałeś na to czasu.

„Odbiera mowę godnym zaufania mężom i pozbawia starców rozsądku”. Ale jeśli chodzi o starszych uczonych, tak się nie dzieje. Przeciwnie, im są starsi, tym bardziej ich umysł staje się opanowany, jako że powiedziano: „U sędziwych jest mądrość, a w długim życiu nabywa się roztropności”. (Miszna Kinim 3, 6)

Nie będziesz się też czuł nieważny i zmuszony do ukrywania się przed światem w swoich „powolnych latach” – a nie powinieneś tego robić, gdyż czyniąc tak, nie wypełniasz celu mądrości, na gromadzenie której poświęciłeś wiele lat i nie przysłużysz się młodszemu pokoleniu, które potrzebuje twojej mądrości i polega na niej.

Kiedy nasz organizm zaczyna się starzeć – a proces ten zaczyna się całkiem wcześnie, w wieku około 25 lat, powinniśmy zacząć się zajmować rozwojem naszego ducha. Im szybciej, tym lepiej. Jeśli to zrobimy, uda nam się przezwyciężyć strach przed upływem czasu i będziemy mogli być szczęśliwi i zadowoleni podczas naszych schyłkowych dni. Możemy rozwijać naszego ducha na wiele sposobów: poprzez uczenie się, moralne uczynki, angażowanie się w aktywności intelektualne, studiowanie i tworzenie sztuki, angażowanie się w działania społeczne, dobroczynność i altruizm i ogólnie robienie tego, co przynosi dobro wykraczające poza nasze własne dobro.

Z czasem duch przejmuje niektóre z obowiązków ciała. Dopóki ciało jest dominującą siłą popychającą je do działania, jest ono w dużej mierze podporządkowane biologii i rozmaitym prawom naturalnym. Z czasem ten determinizm traci na sile (za wyjątkiem czasu, kiedy chorujemy) i jest to dobra wiadomość, jako że stajemy się coraz bardziej wolni w naszych działaniach, w tym w naszych moralnych uczynkach, i bardziej świadomi wszystkiego, co determinuje nasze działania i ich konsekwencje. Talmud wyodrębnia różne etapy życia: na wiek 30 lat przypada szczytowa siła fizyczna, zaś na wiek 80 lat szczytowa siła duchowa. We współczesnym, świeckim świecie, w którym kładzie się nacisk na siłę fizyczną i piękno, osiemdziesięciolatków uważa się ogólnie – niestety – za pozbawionych większej wartości. Natomiast w świecie Tory osiemdziesiątka to najlepsze lata!

Nie przestawaj nigdy dbać o swoje ciało i nie przestawaj nigdy dbać o swojego ducha. Dbamy o wzrost ducha w ciele, a kiedy ciało staje się coraz bardziej kruche, duch przejmie zadanie dbania o ciało. Jeśli dopilnujesz tego wszystkiego, czas nie będzie twoim wrogiem, ale będzie po twojej stronie!

Wspaniałą koroną jest siwizna, dochodzi się do niej na drodze sprawiedliwości. (Prz 16, 31)

 

Szabat szalom,

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Tłum.: Marzena Szymańska-Błotnicka

[1] Szatan w judaizmie nie jest realną istotą rządzącą światem podziemnym; w Torze słowo Szatan sugeruje raczej „oskarżającego”, „przeszkadzającego” albo „kusiciela”. Szatan jest zatem raczej złudną przeszkodą na czyjejś drodze – taką jak choćby pokusy i złe postępki – powstrzymujące kogoś przed wypełnieniem obowiązków związanych z tikun olam (naprawą świata). Szatan to zła skłonność do schodzenia z drogi sprawiedliwości i wierności Bogu.  (Jewish Virtual Library)

Vayera

Vayera

 

Sometimes life has a habit of kicking you just where it hurts most. Just when you have come through a bad experience, maybe a horrifying one that partially weakened you, maybe even partially strengthened you, the next blow comes. The section at the very end of this week’s sidra ‘Vayera’ is one of those moments. Because it’s at the end it may be read or gabbled through as ‘Maftir’ in congregations that have this custom, but otherwise tends to get overlooked.

There is much high drama in this sidra. It starts with the invitation to three passing travellers who are – unbeknown to Abraham – actually angels in disguise, on a mission to check out what is really happening in Sodom. Then comes the well-known bargaining between Abraham and God in which Abraham manages to negotiate God down to just Ten good men in the city – at which point God runs off before he is forced to make any further concessions. Then the melodramatic Chapter 19 in which the angels encounter Abraham’s nephew and adopted heir Lot, the son of his deceased brother Haran, see 11:27-30) and Lot encounters the worst side of his fellow citizens, fire falls from heaven and only some escape…. but ironically Lot, despite being traumatised and alcoholised, is still able to father two sons incestuously without even knowing what he is doing. This is such a contrast to the efforts and the heartbreak that Abraham and his wife Sarah have had to contend with so far. In Chapter 20 Abraham has to go to Gerar, is exceedingly afraid of being murdered so that others can enjoy his wife and resorts to a lie. In a strange scene God appears to Avimelech the King of Gerar in the night and says ‘Hands Off! In 20:17 & 18 God relents of his punishment of infertility on Gerar and suddenly everyone is having children.

In Chapter 21 – finally – the elderly Sarah has a son and now pressurises Abraham into expelling – effectively murdering – Hagar and Ishmael. Avimelech turns up to resolve a border dispute man-to-man; In Chapter 22 God suddenly tells Abraham to bind and sacrifice his remaining son – I trust we know the story, also used as a Rosh Hashanah reading – and after the unexpected anticlimactic climax Abraham returns – seemingly without Isaac, but at least without having killed him – back to Beer Sheva.

It has been a fairly traumatic set of incidents; he assumes he has lost his nephew Lot; he assumes he has lost his first son Ishmael and his mother; he has gone through hell and back just now, deceiving both his wife and his son and probably ruining the relationship to both. (Sarah will die at the beginning of the next chapter, there is no mention of any reconciliation between them, of any conversation at all.) And then – just when things could hardly be worse – ”It was told to Abraham that his surviving brother Nahor and his wife Milka have produced eight sons and a granddaughter, just like that, and another four sons through the concubine!” We don’t know who tells him but the news has come through, davka, right now. Abraham, the failed father, has suddenly become a twelve-fold uncle.

Is this ‘good news’? Well, it is for Nahor who is now a grandfather and of course some of these family members will become important for the patriarchal story – Abraham will in due course marry his son to his great-niece Rebecca (spoiler alert!) – but it throws his own failure as a man, as a husband, as a father into stark relief. Or maybe – and note carefully the wording, it is told that ”Milka the wife of Nahor had borne him eight sons” – by stressing the role of the wife as mother this throws the sharp light onto Sarah, his own wife, who has remained childless until the age of 90 and has never had more than the one son.

Is it just ‘luck’ or is it some form of divine plan? Terach (like Noach) had had three sons: One of them had a son, Lot, and died young; One had no sons, adopted his nephew, went off and – went through the adventures described; One stayed at home and became a real patriarch. We are not told that Nahor was especially good or deserving of such domestic happiness and high social status – it ‘just happened.’ And Abraham, who had been promised by God ”I will make you into a great nation” (12:2) and ”Your seed will be as numerous as the stars in the night sky” (15:5) is entitled to feel by now that God has made rather a fool of him, has not fulfilled those prophecies.

Abraham is of course no longer a young man. This makes it even more surprising that, once he has been widowed at age 137, and has – described as ‘elderly’ in 24:1 – arranged to procure a wife for his son, he remarries and (in 25:1-4) has six more sons, who grow and leave, before he dies thirty-eight years later aged 175. Another unexpected snippet and this time the sons will NOT play any further role in the patriarchal narrative. They will not inherit the covenant. What should we learn from this? That there’s life in the old man yet? That a dry tree can still be full of sap? That one should never give up hope? That it is not good to remain alone after being widowed?

But to return to the end of our sidra: How is Abraham meant to react? With joy? With gratitude to God for his brother’s good fortune? With a quick message of ‘Mazal Tov!‘ sent by courier? Once more the Torah plays its usual trick on us of saying – absolutely Nothing. It is clearly considered important that we have the names of all the boys, of both the mothers, and the granddaughter – but we do not ‘need’ to know how the news came or what impact it had. Or better said – if we DO want to know, we have to fill the gap for ourselves and write a midrash.

Ishmael has also had twelve sons – seemingly all from the same mother – but Abraham will never learn this, because even we are only told in 25:12-16 immediately after Abraham has been buried. And later of course Abraham’s grandson Jacob will also have twelve sons, though only after much anguish and through four different mothers. Twelve seems to be a magic number here. Why twelve? Enough for a football team plus one reserve? Jacob’s twin Esau incidentally will marry two Hittite women (just to annoy his parents) and then his cousin the daughter of Ishmael, and between them have five sons (36:1-4); through Adah one son and six grandsons; through Oholiab three sons; from Basemat one son and four grandsons (Genesis 36:1-19). (If it helps, King Ibn Sa’ud who founded Saudi Arabia in 1932 is said to have had 22 consorts and around 100 children including 45 sons, 36 of whom lived to maturity; but to establish himself he had to depose his father and disempower his five brothers.)

Are we keeping score? The Torah is.

To make matters even more complex it seems that the Covenant, the Brit that God has made with Abraham may only be passed down to One person in each generation. Why, we do not know. Abraham faces the choice of the first-born son from the concubine, or the second son from the wife? Isaac faces the difficult choice of one twin over another, a choice then taken from him by trickery in his old age; Jacob will want to pass it to his eleventh son who happens to be the first son from the favourite wife – but circumstances conspire to prevent this and in the end the covenant will skip a generation and be given instead to Joseph’s second-born.

Is there anything to be learned from these statistics and genealogies? Are they important for any moral lesson? I think it helps to be reminded from time to time that these major biblical characters were really human, that they had issues with their children and their siblings, their nieces and nephews, their cousins, over policy, over inheritances, over succession just like modern potentates; that they had domestic issues and strains which could not always be wiped away by some foreign policy success. We read often of national leaders and we see brief film clips but, unless some smiling glamour-puss is waving in the background, we learn little of these people’s domestic relationships and what else is driving them apart from political ambition and greed. Were they influenced by parents or aunts, are they in rivalry with their siblings, are they carrying crippling worries about their children who do not seem interested in or capable of taking over the reins of power?

By the time this sermon, written on 2nd. November, has been translated and published online a major election will have taken place – I won’t even mention which! – but in fact there have been several in the past weeks in different countries, together with struggles to retain power in places like Belarus, Chechnya, Ukraine, Turkey, Cambodia and elsewhere. Who are these people, who seek to rule? What is going on in their minds, what do they know, what do they not know, under whose influences do they stand? One needs a broader picture. About Abraham we read much, but he remains largely a figure of mystery. And one of the questions, for me, is what he really thought when ”it was told to him” how successful his brother had been.

Rabbi Dr Walter Rothschild  2th November 2020

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

 

Wajera

Wajera

Rabin dr Walter Rothschild

Sidra ta przepełniona jest dramatyzmem. Zaczyna się od zaproszenia trzech przechodzących podróżnych, którzy są – o czym nie wiedział Abraham – w istocie aniołami w przebraniu mającymi za zadanie sprawdzić, co tak naprawdę dzieje się w Sodomie. Potem dochodzi do dobrze znanych pertraktacji między Abrahamem i Bogiem, w których Abrahamowi udaje się przekonać Boga do obniżenia poprzeczki, tak żeby wystarczyło zaledwie dziesięciu sprawiedliwych w mieście – i w tym momencie Bóg ucieka, zanim zostanie zmuszony do pójścia na jakieś dalsze ustępstwa. Potem mamy melodramatyczny rozdział 19, w którym anioły spotykają bratanka i adoptowanego dziedzica Abrahama, Lota, syna jego zmarłego brata Harana (patrz Rdz 11, 27-30), a Lot poznaje swoich współobywateli od najgorszej strony, z nieba spada ogień i tylko niektórym udaje się uciec…. Ale jak na ironię Lotowi, choć jest straumatyzowany i zamroczony alkoholem, i tak udaje się spłodzić dwóch synów z kazirodczego związku, choć nie miał nawet świadomości, co robi. Stanowi to wyraźny kontrast w porównaniu ze staraniami i bolesnymi przeżyciami, z jakimi musieli zmagać się do tej pory Abraham i jego żona Sara. W rozdziale 20 Abraham musi iść do Gerar, niezmiernie się obawia, że zostanie tam zamordowany, tak by inni mogli zaznać przyjemności z jego żoną, i ucieka się do kłamstwa. W dziwnej scenie Bóg ukazuje się nocą Abimelechowi, królowi Geraru, i mówi: „Ręce precz”! W 20, 17-18 Bóg uchyla karę niepłodności, jaką nałożył na Gerar, i nagle wszyscy mają dzieci.

W rozdziale 21 (w końcu!) będąca już w podeszłym wieku Sara rodzi syna i naciska na Abrahama, żeby wygnał – czyli w praktyce zamordował – Hagar i Izmaela. Abimelech pojawia się, żeby rozstrzygnąć spór graniczny jak mężczyzna z mężczyzną; w rozdziale 22 Bóg mówi nagle Abrahamowi, żeby związał i złożył w ofierze jedynego syna, który mu pozostał (mam nadzieję, że znamy tę opowieść, którą czytamy również w Rosz Haszana), zaś po nieoczekiwanym i pozbawionym dramaturgii zakończeniu Abraham powraca – najwyraźniej bez Izaaka, ale przynajmniej go nie zabił – z powrotem do Beer Szewy.

Był to dość traumatyczny ciąg wydarzeń; Abraham zakłada, że stracił swojego bratanka Lota; zakłada, że stracił swojego pierwszego syna Izmaela i jego matkę; przeszedł właśnie przez piekło, oszukując zarówno swoją żonę, jak i syna i prawdopodobnie niszcząc sobie przy tym relacje z obojgiem z nich. (Sara umrze na początku następnego rozdziału; nie wspomina się, żeby doszło między nimi do pojednania, nie ma w ogóle wzmianki o jakiejkolwiek rozmowie). I wtedy – kiedy wydawało się, że sprawy nie mogą już przybrać gorszego obrotu – „doniesiono Abrahamowi, że jego pozostały przy życiu brat Nachor wraz z żoną Milką doczekali się ośmiu synów i wnuczki, tak po prostu, a kolejnych czterech synów urodziła mu nałożnica!”. Nie wiemy, kto mu o tym powiedział, ale wieści te jakoś do niego dotarły, dawka, akurat teraz. Abraham, który poniósł porażkę jako ojciec, nagle stał się po dwunastokroć wujkiem.

Czy są to „dobre wieści”? Cóż, z pewnością są takimi dla Nachora, który jest już dziadkiem i oczywiście niektórzy członkowie jego rodziny odegrają ważną rolę w historii patriarchów – Abraham w odpowiednim czasie ożeni swojego syna z wnuczką swego brata, Rebeką (uwaga na spojler!) – jednak wieści te jeszcze bardziej uwydatniają jego własne porażki jako mężczyzny, męża i ojca. A może – zwróćmy baczną uwagę na użyte tu słowa: „Milka, żona Nachora, urodziła mu ośmiu synów” – podkreślając status żony jako matki, stawia się tym samym na świeczniku Sarę, jego własną żonę, która pozostała bezdzietna aż do wieku 90 lat i nigdy nie miała więcej niż jednego syna.

Czy jest to po prostu kwestia „szczęścia”, czy może wyraz jakiegoś boskiego planu? Terach (niczym Noach) miał trzech synów: jeden z nich miał syna, Lota, i zmarł w młodym wieku; drugi nie miał żadnych synów, zaadoptował swojego bratanka, wyruszył w drogę i przeżył wszystkie opisane tu przygody; trzeci pozostał w domu i został prawdziwym patriarchą. Nie mówi się nam, że Nachor był szczególnie dobry albo że zasłużył sobie na takie szczęście rodzinne i wysoki status społeczny – po prostu „tak się stało”. Zaś Abraham, któremu Bóg obiecał: „uczynię z ciebie naród wielki” (12, 2) i „twoje potomstwo będzie tak liczne jak gwiazdy na nocnym niebie” (15, 5) ma w tym momencie prawo czuć, że Bóg wystrychnął go na dudka i nie spełnił tych proroctw.

Oczywiście Abraham nie jest już młodym człowiekiem. Tym bardziej zaskakuje fakt, że po tym, jak owdowiał w wieku 137 lat i w 24, 1 napisano, że „zestarzał się i posunął w latach” – zaaranżował jeszcze znalezienie żony dla swojego syna, ponownie się ożenił i (w 25, 1-4) miał sześciu kolejnych synów, którzy dorośli i opuścili go, zanim umarł trzydzieści osiem lat później w wieku 175 lat. Jest to kolejne nieoczekiwane doniesienie i tym razem synowie ci NIE odegrają żadnej dalszej roli w narracji o patriarchach. Nie odziedziczą przymierza. Jaką powinniśmy wynieść z tego lekcję? Że w starszym panu wciąż tli się jeszcze życie? Że w suchym drzewie wciąż mogą jeszcze krążyć soki? Że nie należy nigdy wyzbywać się nadziei? Że niedobrze jest pozostawać samotnym po tym, jak się owdowieje?

Ale wróćmy do końca naszej sidry: Jak powinien był zareagować Abraham? Radością? Wdzięcznością wobec Boga za pomyślność swojego brata? Wysłaniem mu przez posłańca zwięzłej wiadomości „Mazal tow!”? Kolejny raz Tora płata nam figla, nie udzielając żadnych informacji. Wyraźnie uważa za ważne, żeby poinformować nas o imionach wszystkich chłopców, obu matek i wnuczki – ale nie „potrzebujemy” wiedzieć, jaką drogą dotarły wieści ani jaki wywarły wpływ na odbiorcę. Albo, żeby lepiej to ująć – jeśli CHCEMY wiedzieć, to musimy sami wypełnić te luki i napisać midrasz.

Izmael również miał dwunastu synów – najwyraźniej wszystkich z tej samej matki – ale Abraham nigdy się o tym nie dowie, bo nawet my dowiadujemy się o tym dopiero w Rdz 25, 12-16 bezpośrednio po pochówku Abrahama. Zaś później oczywiście wnuk Abrahama Jakub również będzie miał dwunastu synów, choć dopiero po wielu udrękach – i to synów urodzonych przez cztery różne matki. Dwanaście wydaje się tu być magiczną liczbą. Dlaczego akurat dwanaście? Wystarczająco na drużynę piłkarską plus jeden rezerwowy? Nawiasem mówiąc, brat bliźniak Jakuba, Ezaw, poślubi dwie Hetytki (tylko po to, żeby zirytować swoich rodziców), a potem swoją kuzynkę, córkę Izmaela, z którą ma pięciu synów (36, 1-4); zaś ze związku z Adą jednego syna i sześciu wnuków; ze związku z Oholiab trzech synów; ze związku z Basemat jednego syna i czterech wnuków (Rdz 36, 1-19). (Jeśli to w czymś pomoże, to król Ibn Saud, który ustanowił Arabię Saudyjską w 1932 roku, miał ponoć dwadzieścia dwie żony i około setki dzieci, w tym 45 synów, z których 36 dożyło dorosłości; ale żeby zdobyć władzę musiał zdetronizować swego ojca i pozbawić prawa do tronu pięciu braci).

Czy notujemy wszystkie te informacje? Tora uznaje to wszystko za godne odnotowania.

Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawy, wydaje się, że Przymierze, Brit, które Bóg zawarł z Abrahamem, może być przekazywane tylko jednej osobie w każdym pokoleniu. Dlaczego tak jest, nie wiemy. Abraham musi zdecydować, czy wybrać pierworodnego syna urodzonego przez nałożnicę, czy może drugiego syna urodzonego przez żonę? Izaak mierzy się z trudnym wyborem między jednym a drugim bratem bliźniakiem; wybór ten zostanie mu zresztą później, gdy będzie już w podeszłym wieku, odebrany za sprawą podstępu. Jakub chciał przekazać przymierze swojemu jedenastemu synowi, będącemu zarazem pierwszym synem urodzonym przez jego ulubioną żonę – ale okoliczności mu to uniemożliwiły i ostatecznie przymierze pominie jedno pokolenie i zostanie ofiarowane drugiemu w kolejności synowi Józefa.

Czy możemy wynieść jakąś lekcję z tych statystyk i genealogii? Czy niosą z sobą jakieś ważne przesłanie moralne? Myślę, że dobrze jest przypomnieć sobie od czasu do czasu, że te ważne postaci biblijne były ludźmi z krwi i kości, że mieli problemy ze swoimi dziećmi i rodzeństwem, ze swoimi bratanicami, bratankami i kuzynami, problemy dotyczące polityki, dziedziczenia albo przekazywania władzy – podobnie jak współcześni potentaci; że mieli problemy rodzinne i stresy w najbliższym otoczeniu, które nie zawsze dało się wymazać dzięki jakiemuś sukcesowi w polityce zagranicznej. Często czytamy o przywódcach narodowych i widzimy urywki nagrań, ale (chyba że jakaś uśmiechnięta ślicznotka albo przystojniak macha w tle) nie dowiadujemy się wiele o rodzinnych relacjach tych ludzi i o tym, co jeszcze popycha ich do działania poza ambicjami politycznymi i chciwością. Czy wywarli na nich wpływ rodzice albo ciotki, czy rywalizują ze swoim rodzeństwem, czy przygniata ich troska o dzieci, które nie wydają się zainteresowane albo zdolne do tego, aby przejąć od nich stery władzy?

Do czasu, kiedy to kazanie, napisane 2 listopada, zostanie przetłumaczone i opublikowane w internecie, odbędą się już pewne ważne wybory – nie będę nawet wspominał, które! – ale w istocie w ostatnich tygodniach odbyło się kilka wyborów w różnych krajach oraz doszło do walki o utrzymanie władzy w miejscach takich jak Białoruś, Czeczenia, Ukraina, Turcja, Kambodża i innych. Kim są ci ludzie, którzy chcą rządzić? Jakie myśli chodzą im po głowie, co wiedzą, a czego nie wiedzą, pod czyim pozostają wpływem? Potrzebujemy szerszego kontekstu. Jeśli chodzi o Abrahama, to dużo o nim czytamy, ale pozostaje w dużej mierze tajemniczą postacią. Jak dla mnie jednym z nasuwających się pytań jest to, co naprawdę sobie pomyślał, kiedy „doniesiono mu” o sukcesach brata.

Rabin dr Walter Rothschild. 02.11.2020

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

ABYŚCIE PAMIĘTALI wykład wideo

ABYŚCIE PAMIĘTALI

Wykład Miriam Klimovej z dnia 17.07.2020.
Kolejny  z serii wykładów poświęconych modlitwie prowadzonych przez Miriam Klimovą, studentkę rabinacką Israeli Rabbinic Program at Hebrew Union College – Jewish Institute of Religion, Jerusalem, Israel.
Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

Co robić, aby żyć długo i szczęśliwie

Co robić, aby żyć długo i szczęśliwie

Refleksja nad paraszą Noach

Menachem Mirski

Bojaźń Pana przedłuża życie, lecz lata bezbożnego skracają się.

Prz 10, 27

Nieśmiertelność jest odwiecznym ludzkim pragnieniem, a motyw ten przenika  wszystkie religie i kultury na świecie, łącznie z kulturą świecką. Motyw ten dostrzegamy wszędzie. Zarówno literatura, sztuka jak i kinematografia przyjmowały różne warianty w różnych epokach, aby zilustrować fascynację nieśmiertelnością. Wedle koncepcji renesansowej wieczne życie uzyskuje się poprzez własne dzieła artystyczne albo intelektualne, zaś współczesna koncepcja przedłużania ludzkiego życia opiera się na wykorzystaniu odkryć nauki i medycyny. Marzenie o nieśmiertelności wyrażone w erze współczesnej jako długowieczność wydaje się być nieodłącznym przedłużeniem ludzkiego instynktu przetrwania, a jednocześnie wyrazem bezgranicznej afirmacji życia, entuzjastycznym „TAK” dla ludzkiej egzystencji.

Wedle Bereszit/Księgi Rodzaju i przedstawionej w niej opowieści o stworzeniu nieśmiertelność, a przynajmniej długowieczność, była pierwotnym stanem właściwym dla ludzkiej egzystencji, choć idea ta nie została jednoznacznie wyrażona w Biblii. Wiemy tylko, że Adam i Ewa zostali ukarani śmiercią, czy też śmiertelnością, za ich pierwszy grzech – zjedzenie owocu z Drzewa Wiedzy o Dobru i Złu – i z tego faktu możemy wywnioskować, że ich poprzednia egzystencja miała nieco inny charakter. Jednakże pomimo tej kary biblijny Adam cieszył się życiem przez 930 lata (Rdz 5, 5) i taka była typowa przewidywana długość życia wszystkich potomków Adama (i przypuszczalnie wszystkich innych żyjących wówczas ludzi) aż do Noego, który według Biblii żył 950 lat.

W czytanej w tym tygodniu porcji Tory znajdziemy genealogię potomków Noego, zaczynając od syna Noego, Sema, aż po Teracha, ojca Abrahama.  Następnie życie każdego kolejnego pokolenia jest krótsze: Sem żył 600 lat, jego wnuk Szelach 433 lata, wnuk Szelacha, Peleg, żył 239 lat, a ostatni potomek, o którym się tutaj wspomina, Terach, żył 205 lat. Wszystko to zostało zarządzone przez Boga przed potopem (Bereszit/Rdz 6, 3.) Wedle mojej interpretacji tych fragmentów biblijnych była to kara za ludzką niegodziwość i skłonność do czynienia zła, którego dopuszczali się pomimo tego, że zostali obdarzeni boskimi cechami… i mimo ostrzeżenia bezpośrednio od Boga! (Rdz 6, 1-6).

Tradycyjne wyjaśnienie długiego życia to: „dużo do zrobienia i zbyt mała  liczba osób, żeby to zrobić”. Na świecie było niewielu ludzi i każda osoba z pewnością przychodziła na świat z zestawem misji do wypełnienia. A zatem w owym czasie ludzie mieli duże, „wszechogarniające” dusze, a zatem żyli dłużej, aby wykonać wyznaczone im zadania. W późniejszych pokoleniach te ogromne dusze zostały rozdzielone na tysiące i miliony jednostek w formie mniejszych dusz, które miały mniej do zrobienia, a zatem przysługiwał im krótszy czas życia, aby wypełnić te zadania.

Jednakże wydaje mi się, że nie musimy rozumieć tych fragmentów dosłownie i nie musimy wierzyć, że wszystkie te osoby faktycznie żyły po 200-900 lat. Tutaj Biblia nie przemawia do nas językiem faktów. Treści te miały prawdopodobnie na celu zmotywować ludzi, żeby postępowali moralnie. Ważne jest tutaj przesłanie: nasza długość życia jest uzależniona od tego, czy postępujemy moralnie.

Koncepcja ta została wyrażona w Biblii wielokrotnie:

Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni w ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie. (Wj 20, 12)

W księdze Przysłów znajdziemy odwróconą wersję tego przykazania:

Kto przeklina swojego ojca i swoją matkę, tego lampa z nastaniem ciemności gaśnie. (Prz 20, 20)

W dodatku do przysłowia cytowanego na początku, oto inne przysłowie  wyrażające podobną koncepcję:

Początkiem mądrości jest bojaźń Pana, a poznanie Świętego – to rozum, gdyż przeze mnie rozmnożą się twoje dni i przedłużą się lata twojego życia. (Prz 9, 10-11)

Mamy też nieco ostrzejszą wersję tej mądrości w Księdze Koheleta:

Nie bądź zbyt grzeszny ani zbyt głupi: dlaczego miałbyś przedwcześnie umierać? (Koh 7, 17)

Ale nie musimy tak bardzo zagłębiać się w Biblię, żeby znaleźć więcej fragmentów z podobnym przesłaniem. Wystarczy otworzyć nasze modlitewniki i wyrecytować drugi ustęp naszej codziennej modlitwy – Szema we’ahawta, gdzie stwierdza się, że wszystkie przykazania zostały ofiarowane,

(…) aby pomnożyły się dni wasze i dni waszych [dzieci] w ziemi, którą Pan poprzysiągł dać waszym ojcom, tak jak dni niebios, które są nad ziemią. (Pwt 11, 21)

W rzeczywistości cały system przykazań Tory służy nie tylko temu, aby wieść dobre i moralne życie, ale również życie wypełnione sensem, w którym każde ludzkie działanie wypełnione jest znaczeniem. Wszystko to pogłębia treść naszego życia i zapewnia źródło motywacji, aby żyć i walczyć z napotykanymi przez nas przeszkodami. Ale to nie wszystko: skoro już o tym mowa, to Tora uczy nas również, abyśmy kierowali się w życiu umiarem. Ponieważ umiarkowanie również może przedłużyć nasze życie – po prostu dlatego, że brak umiarkowania może je skrócić.

Przykazania uczą nas też, aby żyć uważnie i roztropnie. Uczą nas, żeby myśleć przed każdym działaniem i żeby przewidywać jego efekty. Na przykład jeśli będziemy unikać niepotrzebnego ryzyka i będziemy uważać, żeby nie podejmować bazujących na negatywnych emocjach, nieprzemyślanych albo pochopnych decyzji, to będziemy nieuchronnie podejmować mądre i przemyślane decyzje, które prowadzą do dłuższego życia.

A zatem, poprzez łączne wypełnianie praw Tory – i życie w uważny, pragmatyczny sposób i z miłością wobec innych – możemy wspólnie powiedzieć entuzjastyczne „TAK” wobec ludzkiej egzystencji i wypełnić wizję proroka:

Nie będzie już tam niemowlęcia, które by żyło tylko kilka dni, ani starca, który by nie dożył swojego wieku, gdyż za młodzieńca będzie uchodził, kto umrze jako stuletni, a kto grzeszy, dopiero mając sto lat będzie dotknięty klątwą. (Iz 65, 20)

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

 

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

SIMCHAT TORA 5781

SIMCHAT TORA 5781

Rabin dr Walter Rothschild

Simchat Tora nie odgrywa tak naprawdę dużego znaczenia w samej Torze! Mamy serię świąt rozpoczynającą się od Rosz Haszana, potem Jom Kipur, a potem Sukot, zaś na końcu tego ostatniego święta mamy „Ósmy Dzień, Obchody Końca, Zamknięcie” – „Szmini Aceret”. Jednak rabini okresu misznaickiego wprowadzili – co bardzo ważne – zasadę regularnego czytania Tory podczas ich spotkań – szczegóły niektórych ich dyskusji można znaleźć w Misznie w traktacie Megila. Nie odnosili się do rozdziałów i wersetów, jako że te zostały dodane do tekstu biblijnego dopiero o wiele później; zamiast tego mówili coś w stylu: „Zaczynamy od miejsca, gdzie napisano: „I Mojżesz powiedział…”, i wszyscy obecni wiedzieli, o czym mowa! Oczywiście, jako że mamy do czynienia z zagadnieniem żydowskim, pojawiły się różne opinie i różne metody – rabini z diaspory w Iraku postanowili czytać cały Pięcioksiąg w ciągu jednego roku, podczas gdy ci w Ziemi Świętej uznali, że poświęcą na to trzy lata, ale – i to jest ważne – przestrzegali tego samego kalendarza, tyle że w pierwszym roku czytali jedną trzecią „sidry” czy też „paraszy”, w drugim roku kolejną jedną trzecią, a w trzecim… – cóż, na pewno potraficie dopowiedzieć sobie resztę. Oznacza to, że we wszystkich społecznościach sidra „Bereszit” była odczytywana w tym samym tygodniu, nawet jeśli w niektórych miejscach odczytywano całość – to, co my TERAZ nazywamy Rdz 1, 1 – 6, 8, zaś w innych miejscach odczytywano za każdym razem tylko krótszy fragment. Obecnie cykl trzyletni stał się normą w postępowych społecznościach. Co jakiś czas zdarzają się pewne zakłócenia w kalendarzu, jeśli trzeba połączyć dwie krótsze porcje albo w przypadku, jeśli święto przypada w szabat i zwyczajowy cykl zostaje zakłócony.

Co ciekawe, postanowili zaczynać i kończyć cykl czytań nie w Rosz Haszana, lecz wtedy, gdy minie już całe zamieszanie związane ze specjalnymi czytaniami w Straszne Dni – czyli dopiero w Szmini Aceret. Ważny jest również fakt, iż ten dzień uzyskał nazwę – nie „Dzień Tory”, ale „RADOŚĆ Tory” – Simchat Tora. Odzwierciedla to do pewnego stopnia przykazanie, żeby radować się całym świętem Sukot – „wesamachta” – „będziesz radosny” – co jest dość trudne do osiągnięcia przez cały tydzień!

Niektórzy uznali potem, że trzeba uważać, żeby nie zasugerować nikomu (niezgodnie z prawdą), że wspólnota raduje się z powodu zakończenia czytania Tory, a zatem pojawił się zwyczaj, żeby natychmiast zaczynać czytać od nowa pierwsze rozdziały księgi Rodzaju, tak aby pokazać, że powodem do radości jest możliwość rozpoczęcia kolejnego cyklu czytań! Byłby to do pewnego stopnia żydowski odpowiednik rzymskiej figury „Janusa”, patrzącej jednocześnie w tył i w przód (stąd też wywodzi się angielska nazwa miesiąca styczeń – January). Wykształciły się również inne rytuały, takie jak wzywanie różnych grup osób do alijot albo zwyczaj, zgodnie z którym „Oblubieniec Tory” recytuje końcowe błogosławieństwa, a potem ktoś inny – „Oblubieniec Bereszit” – recytuje pierwsze błogosławieństwa nowego cyklu – również i w tym przypadku w postępowych kongregacjach stosujemy egalitarne zasady. Odbywają się procesje („hakafot”), czasem macha się flagami, dzieciom rozdaje się słodycze i ogólnie rzecz biorąc świętuje się.

Ta koncepcja cykliczności może nas wiele nauczyć. Na przykład, że jeśli świat może mieć początek, to może również (teoretycznie) mieć koniec. Tylko Bóg jest wieczny, a nie stworzone przez Niego rzeczy. Jak również, że pomimo iż Mojżesz, wielki przywódca, tak wiele osiągnął, to i tak musiał zaakceptować fakt, iż jest śmiertelny i musiał zejść ze stron księgi przed końcowym wersetem. Uczy nas to również, jak ważne jest, żeby mieć księgę Praw – nawet jeśli są otwarte na interpretacje, to zapewniają podstawę dla naszych relacji z naszym światem, naszym Stwórcą i nami samymi. Niedawno czytałem relację o zbrodniach wojennych na Sumatrze i w innych częściach Dalekiego Wschodu, i uderzyła mnie jedna rzecz – że japońscy żołnierze, którzy doprowadzili do śmierci tak wielu jeńców alianckich, ale również Hindusów, Malajów, Tajlandczyków i innych niewolniczych pracowników poprzez zagłodzenie, brak opieki medycznej i czystą brutalność, po zakończeniu wojny nie byli w stanie dostrzec, że zrobili coś złego. Kiedy skonfrontowano ich i oskarżono o popełnienie zbrodni wojennych, nie myśleli o sobie jako o „złych” albo zachowujących się w nieodpowiedni sposób – tak się po prostu postępowało z jeńcami, nad którymi sprawowało się kontrolę. Nikt nie nauczył ich innego postępowania. W historii europejskiej możemy oczywiście wskazać wiele podobnych przykładów osób, które uważały, że wolno im traktować zwierzęta i „Untermenschen” jak tylko im się podoba, bez żadnego kompasu moralnego. W takim przypadku sprawcy często mieli styczność z tradycjami biblijnymi, ale zdecydowali się je ignorować. Europa również była świadkiem, stulecia wcześniej, konfliktów pomiędzy chrześcijanami i poganami – tymi, którzy wierzyli w zasadę krwi i miecza i uważali, że można zniewolić albo wymordować przegranych i zgwałcić ich żony…. Niestety są miejsca na Bliskim Wschodzie, gdzie takie praktyki wciąż zdają się być przerażającą normalnością. Co nam to mówi? Że społeczeństwo POTRZEBUJE księgi praw i że, chyba że ktoś jest w stanie wskazać faktycznie lepszą księgę z tego okresu, Tora jest w istocie najlepszą, jaka istnieje – jest księgą, która uczy nas szanować całe Stworzenie i pozwala nam zrozumieć, jak różne narody wraz z ich kulturami i językami, różne warstwy społeczne, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy – jak wszyscy są zakorzenieni w tych samych początkach i że nawet zwierzęta mają prawa.

Mamy Torę. Kiedy z niej czytamy, dziękujemy Bogu za to, że nam ją ofiaruje (a nie za to, że nam ją „kiedyś ofiarował”, jako że akt objawienia Tory pozostaje nieustannym procesem) i ta Tora mówi nam, kim jesteśmy, jak powstał świat, w którym żyjemy, jak zostaliśmy narodem, jak obiecano nam miejsce do osiedlenia się, jak jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem, jak możemy się komunikować z Bogiem, jeśli tego chcemy – owszem, wiele szczegółów pozostaje niejasnych i podlega komentarzom i interpretacjom, a okoliczności wpływają czasem na zmianę jakichś szczegółów, ale nie ma w tym nic złego, bo wciąż liczy się sama zasada. Jesteśmy ludem, który żyje zgodnie z zestawem praw definiujących, kim jesteśmy i jak się odnosimy do samych siebie i do innych. Żadna istota ludzka nie może zastąpić Boga ani postawić się w miejscu Boga – nawet przywódca, nawet patriarcha, nawet prorok. Tora mówi nam, że ludzi definiuje zdolność rozróżniania pomiędzy dobrem i złem, że nie jesteśmy zaledwie stworzeniami rządzonymi zwierzęcym instynktem – a przynajmniej nie powinniśmy być.

Samo prawo nie jest wystarczające i Tora to coś o wiele, wiele więcej niż zestaw praw i wytycznych rytualnych, niemniej są one ważne dla każdej grupy ludzi, która pragnie rozwijać i utrzymać własną tożsamość. Definiujemy się jako lud wywodzący się od Abrahama, człowieka wybranego przez Boga, aby być Jego posłańcem monoteizmu, a następnie od tych, którzy zostali wyprowadzeni z niewoli przez człowieka – Mojżesza – wybranego przez Boga, aby poprowadził zbiegów do przeznaczonego im miejsca; definiujemy się poprzez kalendarz wskazujący ważne dni w tygodniu i całym roku, poprzez to, co decydujemy się jeść i czego decydujemy się nie jeść, poprzez sposób, w jaki zakładamy rodziny i żyjemy z własnymi rodzinami oraz z innymi rodzinami. Ten krótki opis stanowi zaledwie drobny ułamek powodów, jakie mamy do radości. Czytamy o możliwości rozmawiania z Bogiem, proszenia o coś Boga i spierania się z Nim. Czytamy o ludzkich namiętnościach, o ludzkich staraniach, o ludzkich marzeniach i ludzkich ograniczeniach. „Czytaj ją i czytaj wciąż na nowo” – mówili rabini, „bo wszystko jest w niej zawarte”. Zgodzenie się z nimi nie jest zaledwie jakąś fundamentalistyczną deklaracją. Jest to deklaracja wiary i wdzięczności.

Tak więc – choć w tym roku nie są dozwolone wspólne spotkania, tańczenie ze zwojami ani wspólnotowe procesje; choć w tym roku święto będzie obchodzone – niestety – w o wiele bardziej ograniczony, indywidualny, odizolowany, zdystansowany społecznie sposób – to i tak wzywa się nas do radości – bo mamy Torę. Doceńmy znaczenie tego faktu!

Szalom, Chag Sameach,

Rabbi Dr. Walter Rothschild

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Nicawim-Wajelech

Otwórz swoje serce, żeby otrzymać błogosławieństwo

Refleksja nad paraszą Nicawim-Wajelech

Menachem Mirski 

Ludzie są istotami religijnymi. Oznacza to, że mamy naturalną skłonność do tworzenia religii albo czegoś, co zajmuje się od strony metafizycznej  problematyczną tajemnicą ludzkiej egzystencji. Za każdym razem, kiedy ludzie chcą się pozbyć religii, coś innego wypełnia tę lukę i staje się nową religią. Tą nową religią jest zwykle jakaś ideologia polityczna, zideologizowana nauka albo przypadkowy nurt filozoficzny, który był akurat popularny w owym czasie.

Problem polega na tym, że tego, co metafizyczne, nie da się zastąpić czymś fizycznym, naukowym albo politycznym. Ilekroć ludzkość próbuje tak uczynić, wyrządza sobie na dłuższą metę krzywdę.

To, co jest zakryte, należy do Pana, Boga naszego, a co jest jawne, do nas i do naszych [dzieci] po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tego [nauczania].

(Pwt 29, 28)

Nie możemy tłumić ani pozbyć się naszych potrzeb metafizycznych. Nie możemy uciec od naszej potrzeby transcendencji. Dlaczego? Dlatego, że tłumienie przez nas rzeczy, które należą do naszego Boga skończy się, prędzej czy później, zaprzeczeniem naszej własnej istocie i nihilizmem. Zostaliśmy stworzeni na boże podobieństwo, co oznacza, że w naturalny sposób dążymy do tego, co boskie. Nasze dążenia religijne są dążeniem do czegoś świętego i wiecznego – czegoś, co jest dobre, czegoś, co nie przemija. Ta wieczna i dobra rzecz musi być w stanie naznaczyć wszystko, co sami z siebie robimy i czego doświadczamy – naznaczać to znaczeniem.

Naznaczać oznacza afirmować, a nie podporządkowywać – i żadna nauka, żadna ideologia polityczna ani filozofia nie jest w stanie w pełni tego dokonać. Dlaczego? Gdyż wytwory ludzkiego intelektu są, z definicji, ograniczone. Nauka i filozofia mogą zaoferować ci wyjaśnienie, a ideologia polityczna może dać ci cel. Religia daje ci znaczenie.

Koniec końców ludzki intelekt jest po to, aby służyć, aby ułatwiać nam życie i czynić je wygodniejszym i bardziej przewidywalnym. Religia bardzo często robi coś przeciwnego albo przynajmniej zaczyna się od czegoś przeciwnego. Judaizm, nasza religia, nie afirmuje naszego życia bezwarunkowo. Afirmuje je głęboko, ale tylko wtedy, kiedy wnosimy świętość, dobro i sprawiedliwość.  Afirmuje życie z duchowością, która celowo otwiera się na nieznane i ukryte rzeczy. Żadna z tych ukrytych rzeczy ani świętość czy też dobro nie są koncepcjami, które można by zdefiniować politycznie albo naukowo bez rozłożenia ich na części.

Gdy tedy przyjdzie na cię to wszystko, błogosławieństwo i przekleństwo, które ci przedłożyłem, i weźmiesz je sobie do serca pośród wszystkich narodów, dokąd wypędzi cię Pan, Bóg twój, i nawrócisz się do Pana, Boga twego, i będziesz słuchał jego głosu zgodnie z tym wszystkim, co ja ci dziś nakazuję, ty i twoje [dzieci], z całego serca twego i z całej duszy twojej, to wtedy przywróci Pan, Bóg twój, twoich jeńców i zmiłuje się nad tobą, i zgromadzi cię z powrotem ze wszystkich ludów, gdzie cię rozproszył Pan, Bóg twój. Choćby twoi wygnańcy byli na krańcu nieba, to i stamtąd zgromadzi cię Pan, Bóg twój, i stamtąd cię zabierze, i sprowadzi cię Pan, Bóg twój, do ziemi, którą posiadali twoi ojcowie, i posiądziesz ją i ty, i uczyni cię szczęśliwszym i liczniejszym od twoich ojców. I [otworzy] Pan, Bóg twój, twoje serce i serce twego potomstwa, abyś miłował Pana, Boga twego, z całego serca twego i z całej duszy twojej, abyś żył. (Pwt 30, 1-6)

Te słowa zawierają nieskończoną, bożą obietnicę. Zauważmy, że nie stawiają one wielu warunków. Jest tylko jeden, zasadniczy warunek: musimy powrócić do Boga, do wszystkiego, co On nam wyjawił na Górze Synaj.

Wszystko, co jest ukryte, jest znane Bogu. Podczas nadchodzących Wielkich Świąt zachęcam was wszystkich do wyrażania przed Nim wszystkiego, co jest w nas ukryte, z całych naszych serc i z całych naszych dusz. Jeśli to zrobimy, On zwróci ku nam swe oblicze i pobłogosławi nas całą swoją szczodrością.

Szabat szalom!

Menachem Mirski- student rabinacki w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Menachem Mirski 10 przykazań – część 3 wykład wideo

10 przykazań – część 3

Cykl trzech wykładów Menechama Mirskiego na temat 10 przykazań.

Menachem Mirski jest studentem rabinackim w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund

Menachem Mirski 10 przykazań – część 2 wykład wideo

10 przykazań – część 2

Cykl trzech wykładów Menechama Mirskiego na temat 10 przykazań.

Menachem Mirski jest studentem rabinackim w Ziegler School of Rabbinic Studies, American Jewish University, Los Angeles, USA

Cedaka צדקה
PAYPAL paypal.me/BeitPolska Beit
Polska – Związek Postępowych Gmin Żydowskich nr konta: 47 1240 1040 1111 0010 3311 7066 Bank Pekao S.A. Tytuł: Darowizna na cele statutowe

Zrealizowano przy wsparciu Dutch Humanitarian Fund