Close
Log In using Email

Drasza na Szabat Toldot 5779 – Lea Magnone

Drasza na Szabat Toldot 5779

  Całkiem przypadkowo Bat Micwa wypadła w moje imieniny. W katolickiej rodzinie, z której pochodzę, 10 listopada był zawsze hucznie obchodzony, nawet jeśli historia świętych milczy na temat ewentualnej męczenniczki za wiarę, rzekomej świętej Leny. Dzisiaj, jako Żydówka z wyboru, posiadam bardzo konkretną patronkę, jedną z pramatek, Leę. Będzie ona bohaterką kolejnej parszy, czytanej w przyszły szabat Wajece. Dowiemy się wówczas, że jako jedyna z czterech matek narodu żydowskiego, Lea nie zmagała się z niepłodnością. Przed pojawieniem się na kartach Tory Lei, figury kobiece dotyka zawsze ten sam los. Jej siostra Rachela pozostanie bezpłodna przez cały czas, gdy Lea rodzić będzie Jakubowi kolejnych synów. Sara, żona Abrahama, została pobłogosławiona brzemiennością dopiero w wieku dziewięćdziesięciu lat. Z dzisiejszej parszy dowiadujemy się, że żona Izaaka, Rywka, przez dwadzieścia lat małżeństwa nie mogła zajść w ciążę. Parsza nie mówi, co Rywka czuła w związku ze swoją niepłodnością, czy sama była przekonana o tym, że macierzyństwo jest jedyną przewidzianą dla kobiet rolą – wiemy na pewno, że to Izaak błagał Boga o to, by jego żona poczęła, a Bóg dał się jemu ubłagać. (podobnie wcześniej, w zakończeniu 24 rozdziału: dostaliśmy informację, że Izaak pokochał Rywkę – to jak się zdaje pierwsza w Torze wzmianka o miłości małżeńskiej! – ale nic na temat tego, czy Rywka pokochała Izaaka...). Co więcej, kiedy Rywka już jest w ciąży, pozwala sobie na skargę: ? אם־כן ,למה זה אנכי (Im ken, Lama Ze Anochi?). Te słowa tłumaczone są w różny sposób. W polskich przekładach czytamy: „Jeżeli tak, na cóż tedy jestem?” (u Cylkowa), „Jeśli tak, czemu to ja?” (Pardes Lauder). Według Nahuma Sarny zdanie to należy odczytywać jako niekompletne, urwane (jakby: „jeśli tak, czemu...”), co dodatkowo nadaje mu dramatycznej siły. Ten prawie bluźnierczy okrzyk zdaje się zapowiadać późniejszą walkę jej syna Jakuba z Bogiem. Rywka również wadzi się z Najwyższym, dopytując, czy to właśnie skomplikowana, bolesna ciąża bliźniacza jest tym, czego Pan od niej oczekuje. I rzeczywiście, na powiciu Ezawa i Jakuba rola Rywki zdecydowanie się nie kończy. Rywka usłyszała, co zapowiedział jej Wiekuisty, ale nie czekała, aż los sam się zrealizuje, lecz wzięła sprawę w swoje ręce. Co wyjątkowe w postaci Rywki, to właśnie to, że nie zadowoliła się ona wyłącznie wypełnieniem swojej biologicznej roli. Wcześniej mogliśmy mieć wrażenie, że raczej biernie poddaje się losowi, podporządkowując decyzji, która zapada za jej plecami: w poprzedniej parszy Eliezer rozmawia o swojej misji wyłącznie z Lawanem i Betuelem, jej bratem i ojcem, którzy nie zapytawszy jej o zdanie odpowiadają: „Rywka jest przed tobą – weź ją i idź!”. Proszą jedynie o kilka dodatkowych dni przed ostatecznym pożegnaniem. Dopiero gdy służący Abrahama domaga się natychmiastowego wyjazdu, Rywka może zdecydować – ale nie co do oddania lub nieoddania ręki nieznanemu jej Izaakowi, lecz przyjęcia swego losu od razu bądź odroczenia go. Wybór jest więc pozorny, i trudno się dziwić, że młoda dziewczyna zrezygnowana odpowiada: „Pójdę”[1]. W ten sposób opuszcza swoją rodzinę i idzie za Eliezerem, żeby zostać żoną Izaaka, którego zobaczy po raz pierwszy podczas ceremonii ślubnej. Początkowo może się wydawać, że Rywka nie ma własnej osobowości, że obsadza puste miejsce pozostałe po śmierci Sary. Nie bez powodu parsza, która wprowadza ją na scenę, nosi tytuł Chaje Sara, a kończy się zdaniem mówiącym, że wprowadzenie Rywki do namiotu Sary pocieszyło Izaaka po śmierci matki. Przez długą część parszy Toldot syn Abrahama zdaje się dokładnie powtarzać biografię swego ojca, dla żony przewidując rolę Sary: tak jak Sara, Rywka jest przez kilka dziesięcioleci bezpłodna (przeszło mi przez myśl, że jeśli Izaak widział ją jako następczynię swojej matki, być może przez cały ten czas wcale z nią nie sypiał?); opisana w rozdziale 26 klęska głodu powtarza podobną z czasów Abrahama; Izaak odkopuje wykopane przez jego ojca, a w międzyczasie zasypane studnie; jego porozumienie z Abimelechem w Beer Szewie przywodzi na myśl wcześniejsze, zawarte przez Abrahama. Nie zapominajmy też o tym, że w Gerar Izaak przedstawia Rywkę jako swoją siostrę, nie żonę, tak jak uczynił to w tym samym mieście Abraham z Sarą – różnica polega na tym, że nieświadomy Abimelech prawdopodobnie rzeczywiście uprawiał seks z Sarą, ale, pouczony przez Boga, drugi raz nie popełnił już tego błędu, co więcej, uświadomił Izaakowi, jak nieostrożne i okrutne było jego zachowanie. Dopiero kiedy zestarzały Izaak traci wzrok, możemy spojrzeć na Rywkę inaczej niż jego oczami, zobaczyć w niej ją samą, a nie tylko młodsze wcielenie Sary. Rozdział 27 prezentuje nam Rywkę jako figurę kobiecej sprawczości, tę, która nie tylko urodziła swojemu mężowi dzieci, ale samodzielnie, bez jakiejkolwiek konsultacji z nim, zdecydowała o losach swojego potomstwa, a tym samym całego narodu żydowskiego. Jak wyglądałyby bowiem jego dzieje, gdyby Rywka nie uciekła się do manipulacji? Kim bylibyśmy, nie będąc dziećmi Izraela (czyli Jakuba)? Czy bez interwencji Rywki przymierze zawarte przez Boga z Abrahamem w ogóle mogłoby się dopełnić? Przy pierwszej lekturze zachowanie Rywki może nam się wydawać co najmniej podejrzane, a nawet moralnie wątpliwe – tak jakby nic nie zostało z jej nieustannie podkreślanego w poprzedniej parszy chesed. Przeprowadzana przez nią „intryga” rozpoczyna się od podsłuchania rozmowy Izaaka z Ezawem. Możemy się spierać, czy usłyszała tę wymianę zdań przypadkiem, czy rzeczywiście podsłuchiwała, zaczajona pod drzwiami, niewidoczna dla rozmawiających. Warto jednak pamiętać, że przez wiele wieków tylko w ten sposób kobiety, niedopuszczane do gremiów decyzyjnych ani nie traktowane jako intelektualne partnerki, mogły się czegokolwiek dowiedzieć. Z jej błyskawicznej reakcji wynika w każdym razie, jakby miała wszystko już od dłuższego czasu zaplanowane (przebranie dla Jakuba, przepis na szybki w przygotowaniu, ale wyjątkowo smaczny posiłek…) i tylko czekała na sposobną okazję: wszak od dawna wiedziała, że błogosławieństwo powinien otrzymać Jakub, otrzymała tę informację od Boga jeszcze będąc w ciąży, dlatego przecież „Rywka miłowała Jakuba”. (Skądinąd przedstawione w tej parszy uprzywilejowywanie jednego z dzieci przez rodziców może silnie rezonować w niektórych z nas, zwłaszcza jeśli – tak jak w moim przypadku – byli w sytuacji Ezawa, niekochanego pierworodnego. Muszę przyznać, że głęboko wzrusza mnie rozpacz Ezawa wyrażona w słowach „czy masz tylko jedno błogosławieństwo?” Co gorsza, Haftara nie pozostawia wątpliwości, że nie tylko rodzice mieli swoich ulubionych synów, ale że i Najwyższy „miłował tylko Jakuba, a Ezawa znienawidził”!) Przystępując do realizacji swego planu Rywka jest gotowa na wszystko: utratę miłości i zaufania swojego męża, zemstę ze strony Ezawa. Bierze też zań pełną odpowiedzialność („Na mnie przekleństwo twoje” – zapewnia Jakuba, który obawia się, że ojciec pozna się na oszustwie i przeklnie go, zamiast pobłogosławić). To nie jedyny moment, gdy Rywka decyduje za syna. Po tym, jak powtórzono jej słowa Ezawa, który zapowiada, że w odwecie za podstęp zabije Jakuba, wysyła go do swojego brata Lawana (to tam Jakub pozna córki swojego wuja, Rachelę i Leę, i sam z kolei zostanie oszukany). Zauważmy, że przedstawiając konieczność takiego postępowania Izaakowi, Rywka ponownie wypowiada się w bardzo emocjonalny sposób, uciekając się do czegoś w rodzaju szantażu. Twierdzi, że Jakub musi się oddalić, żeby znaleźć godną żonę, bowiem jeśli tak jak Ezaw weźmie którąś spośród córek Cheta, jej życie przestanie mieć sens. Wypowiedziana w tym momencie groźba (?להמ לי חיים; Lama li chaim?) – „po cóż mi życie” – zdaje się powtarzać wcześniejszą żałosną skargę skierowaną do Boga (?למה זה אנכי; Lama Ze Anochi?). O ile jednak ta pierwsza była szczerym błaganiem o odpowiedź, sposobem nakłonienia Najwyższego do zdradzenia Swoich planów, o tyle ta druga wydaje się już tylko retorycznym zwrotem, szantażem emocjonalnym mającym przykryć jej rzeczywiste intencje. Właściwie bowiem Rywka mówi, że jej życie przestanie mieć sens nie w przypadku niefortunnego ożenku Jakuba, lecz jego śmierci z rąk Ezawa. W takim razie jej obawa jest także obawą o los narodu żydowskiego: jeśli Jakub zginąłby z rąk brata, nigdy nie miałby szansy stać się Izraelem, a linia rozpoczęta przez Abrahama i Izaaka zostałaby w tym miejscu gwałtownie urwana. Rywka „wybiera życie” (por. parsza Nitzavim) – nie swoje, lecz nasze. Nazwa dzisiejszej parszy, Toldot, oznacza rodowód, ale także pokolenia. W rzeczy samej, chociaż pierwszy wers przedstawia nam pochodzenie Izaaka, parsza dotyczy jego potomków, i to w najszerszym sensie tego słowa, czyli naród żydowski, którego losy się w niej ważą. Jeśli jako Żydzi mianujemy się „synami (i córkami) Izraela” (b'nei Israel), powinniśmy pamiętać, że w równej czy nawet większej mierze jesteśmy „synami (i córkami) Rywki” (b'nei Rivka): tak właśnie, jako „syn Rywki” przedstawia się sam Jakub, kiedy w kolejnej parszy spotyka Rachelę. To zresztą ostatni raz, kiedy w Torze pada jej imię; pismo milczy nawet o jej śmierci, chociaż wzmiankuje zgon jej piastunki Debory (niektóre interpretacje sugerują, że to zawoalowany sposób poinformowania o odejściu samej Rywki). Po odegraniu swojej roli, Rywka znika z dziejów naszego narodu. Podstęp, do jakiego musiała się uciec, może być oceniany negatywnie i przy pierwszej lekturze wykorzystanie niedołężnego Izaaka budzi u wielu z nas sprzeciw. Jednak to oszustwo było dla Rywki jedynym sposobem, by nie poddać się automatyzmowi natury (kolejność narodzin bliźniąt), ale aktywnie kreować historię. Historia nie dzieje się bowiem bez naszego udziału. Kobieta ma większe zadanie do spełnienia, niż tylko biologiczne przedłużanie istnienia rodziny. Jej decyzja może zmienić losy całego narodu. To ważna lekcja na temat miejsca kobiet w judaizmie, niosąca szczególne sensy dla tych z nas, dla których Najwyższy nie przewidział roli matek. Lea Magnone   [1] Raszi wyprowadza stąd zasadę, że nie można kobiety wydać z mąż bez jej zgody, jednak wiemy z historii, ile razy taka zgoda musiała być na różne sposoby, choćby za pomocą psychologicznej presji, wymuszana.