Wajera

Wajera

Rabin dr Walter Rothschild

Sidra ta przepełniona jest dramatyzmem. Zaczyna się od zaproszenia trzech przechodzących podróżnych, którzy są – o czym nie wiedział Abraham – w istocie aniołami w przebraniu mającymi za zadanie sprawdzić, co tak naprawdę dzieje się w Sodomie. Potem dochodzi do dobrze znanych pertraktacji między Abrahamem i Bogiem, w których Abrahamowi udaje się przekonać Boga do obniżenia poprzeczki, tak żeby wystarczyło zaledwie dziesięciu sprawiedliwych w mieście – i w tym momencie Bóg ucieka, zanim zostanie zmuszony do pójścia na jakieś dalsze ustępstwa. Potem mamy melodramatyczny rozdział 19, w którym anioły spotykają bratanka i adoptowanego dziedzica Abrahama, Lota, syna jego zmarłego brata Harana (patrz Rdz 11, 27-30), a Lot poznaje swoich współobywateli od najgorszej strony, z nieba spada ogień i tylko niektórym udaje się uciec…. Ale jak na ironię Lotowi, choć jest straumatyzowany i zamroczony alkoholem, i tak udaje się spłodzić dwóch synów z kazirodczego związku, choć nie miał nawet świadomości, co robi. Stanowi to wyraźny kontrast w porównaniu ze staraniami i bolesnymi przeżyciami, z jakimi musieli zmagać się do tej pory Abraham i jego żona Sara. W rozdziale 20 Abraham musi iść do Gerar, niezmiernie się obawia, że zostanie tam zamordowany, tak by inni mogli zaznać przyjemności z jego żoną, i ucieka się do kłamstwa. W dziwnej scenie Bóg ukazuje się nocą Abimelechowi, królowi Geraru, i mówi: „Ręce precz”! W 20, 17-18 Bóg uchyla karę niepłodności, jaką nałożył na Gerar, i nagle wszyscy mają dzieci.

W rozdziale 21 (w końcu!) będąca już w podeszłym wieku Sara rodzi syna i naciska na Abrahama, żeby wygnał – czyli w praktyce zamordował – Hagar i Izmaela. Abimelech pojawia się, żeby rozstrzygnąć spór graniczny jak mężczyzna z mężczyzną; w rozdziale 22 Bóg mówi nagle Abrahamowi, żeby związał i złożył w ofierze jedynego syna, który mu pozostał (mam nadzieję, że znamy tę opowieść, którą czytamy również w Rosz Haszana), zaś po nieoczekiwanym i pozbawionym dramaturgii zakończeniu Abraham powraca – najwyraźniej bez Izaaka, ale przynajmniej go nie zabił – z powrotem do Beer Szewy.

Był to dość traumatyczny ciąg wydarzeń; Abraham zakłada, że stracił swojego bratanka Lota; zakłada, że stracił swojego pierwszego syna Izmaela i jego matkę; przeszedł właśnie przez piekło, oszukując zarówno swoją żonę, jak i syna i prawdopodobnie niszcząc sobie przy tym relacje z obojgiem z nich. (Sara umrze na początku następnego rozdziału; nie wspomina się, żeby doszło między nimi do pojednania, nie ma w ogóle wzmianki o jakiejkolwiek rozmowie). I wtedy – kiedy wydawało się, że sprawy nie mogą już przybrać gorszego obrotu – „doniesiono Abrahamowi, że jego pozostały przy życiu brat Nachor wraz z żoną Milką doczekali się ośmiu synów i wnuczki, tak po prostu, a kolejnych czterech synów urodziła mu nałożnica!”. Nie wiemy, kto mu o tym powiedział, ale wieści te jakoś do niego dotarły, dawka, akurat teraz. Abraham, który poniósł porażkę jako ojciec, nagle stał się po dwunastokroć wujkiem.

Czy są to „dobre wieści”? Cóż, z pewnością są takimi dla Nachora, który jest już dziadkiem i oczywiście niektórzy członkowie jego rodziny odegrają ważną rolę w historii patriarchów – Abraham w odpowiednim czasie ożeni swojego syna z wnuczką swego brata, Rebeką (uwaga na spojler!) – jednak wieści te jeszcze bardziej uwydatniają jego własne porażki jako mężczyzny, męża i ojca. A może – zwróćmy baczną uwagę na użyte tu słowa: „Milka, żona Nachora, urodziła mu ośmiu synów” – podkreślając status żony jako matki, stawia się tym samym na świeczniku Sarę, jego własną żonę, która pozostała bezdzietna aż do wieku 90 lat i nigdy nie miała więcej niż jednego syna.

Czy jest to po prostu kwestia „szczęścia”, czy może wyraz jakiegoś boskiego planu? Terach (niczym Noach) miał trzech synów: jeden z nich miał syna, Lota, i zmarł w młodym wieku; drugi nie miał żadnych synów, zaadoptował swojego bratanka, wyruszył w drogę i przeżył wszystkie opisane tu przygody; trzeci pozostał w domu i został prawdziwym patriarchą. Nie mówi się nam, że Nachor był szczególnie dobry albo że zasłużył sobie na takie szczęście rodzinne i wysoki status społeczny – po prostu „tak się stało”. Zaś Abraham, któremu Bóg obiecał: „uczynię z ciebie naród wielki” (12, 2) i „twoje potomstwo będzie tak liczne jak gwiazdy na nocnym niebie” (15, 5) ma w tym momencie prawo czuć, że Bóg wystrychnął go na dudka i nie spełnił tych proroctw.

Oczywiście Abraham nie jest już młodym człowiekiem. Tym bardziej zaskakuje fakt, że po tym, jak owdowiał w wieku 137 lat i w 24, 1 napisano, że „zestarzał się i posunął w latach” – zaaranżował jeszcze znalezienie żony dla swojego syna, ponownie się ożenił i (w 25, 1-4) miał sześciu kolejnych synów, którzy dorośli i opuścili go, zanim umarł trzydzieści osiem lat później w wieku 175 lat. Jest to kolejne nieoczekiwane doniesienie i tym razem synowie ci NIE odegrają żadnej dalszej roli w narracji o patriarchach. Nie odziedziczą przymierza. Jaką powinniśmy wynieść z tego lekcję? Że w starszym panu wciąż tli się jeszcze życie? Że w suchym drzewie wciąż mogą jeszcze krążyć soki? Że nie należy nigdy wyzbywać się nadziei? Że niedobrze jest pozostawać samotnym po tym, jak się owdowieje?

Ale wróćmy do końca naszej sidry: Jak powinien był zareagować Abraham? Radością? Wdzięcznością wobec Boga za pomyślność swojego brata? Wysłaniem mu przez posłańca zwięzłej wiadomości „Mazal tow!”? Kolejny raz Tora płata nam figla, nie udzielając żadnych informacji. Wyraźnie uważa za ważne, żeby poinformować nas o imionach wszystkich chłopców, obu matek i wnuczki – ale nie „potrzebujemy” wiedzieć, jaką drogą dotarły wieści ani jaki wywarły wpływ na odbiorcę. Albo, żeby lepiej to ująć – jeśli CHCEMY wiedzieć, to musimy sami wypełnić te luki i napisać midrasz.

Izmael również miał dwunastu synów – najwyraźniej wszystkich z tej samej matki – ale Abraham nigdy się o tym nie dowie, bo nawet my dowiadujemy się o tym dopiero w Rdz 25, 12-16 bezpośrednio po pochówku Abrahama. Zaś później oczywiście wnuk Abrahama Jakub również będzie miał dwunastu synów, choć dopiero po wielu udrękach – i to synów urodzonych przez cztery różne matki. Dwanaście wydaje się tu być magiczną liczbą. Dlaczego akurat dwanaście? Wystarczająco na drużynę piłkarską plus jeden rezerwowy? Nawiasem mówiąc, brat bliźniak Jakuba, Ezaw, poślubi dwie Hetytki (tylko po to, żeby zirytować swoich rodziców), a potem swoją kuzynkę, córkę Izmaela, z którą ma pięciu synów (36, 1-4); zaś ze związku z Adą jednego syna i sześciu wnuków; ze związku z Oholiab trzech synów; ze związku z Basemat jednego syna i czterech wnuków (Rdz 36, 1-19). (Jeśli to w czymś pomoże, to król Ibn Saud, który ustanowił Arabię Saudyjską w 1932 roku, miał ponoć dwadzieścia dwie żony i około setki dzieci, w tym 45 synów, z których 36 dożyło dorosłości; ale żeby zdobyć władzę musiał zdetronizować swego ojca i pozbawić prawa do tronu pięciu braci).

Czy notujemy wszystkie te informacje? Tora uznaje to wszystko za godne odnotowania.

Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawy, wydaje się, że Przymierze, Brit, które Bóg zawarł z Abrahamem, może być przekazywane tylko jednej osobie w każdym pokoleniu. Dlaczego tak jest, nie wiemy. Abraham musi zdecydować, czy wybrać pierworodnego syna urodzonego przez nałożnicę, czy może drugiego syna urodzonego przez żonę? Izaak mierzy się z trudnym wyborem między jednym a drugim bratem bliźniakiem; wybór ten zostanie mu zresztą później, gdy będzie już w podeszłym wieku, odebrany za sprawą podstępu. Jakub chciał przekazać przymierze swojemu jedenastemu synowi, będącemu zarazem pierwszym synem urodzonym przez jego ulubioną żonę – ale okoliczności mu to uniemożliwiły i ostatecznie przymierze pominie jedno pokolenie i zostanie ofiarowane drugiemu w kolejności synowi Józefa.

Czy możemy wynieść jakąś lekcję z tych statystyk i genealogii? Czy niosą z sobą jakieś ważne przesłanie moralne? Myślę, że dobrze jest przypomnieć sobie od czasu do czasu, że te ważne postaci biblijne były ludźmi z krwi i kości, że mieli problemy ze swoimi dziećmi i rodzeństwem, ze swoimi bratanicami, bratankami i kuzynami, problemy dotyczące polityki, dziedziczenia albo przekazywania władzy – podobnie jak współcześni potentaci; że mieli problemy rodzinne i stresy w najbliższym otoczeniu, które nie zawsze dało się wymazać dzięki jakiemuś sukcesowi w polityce zagranicznej. Często czytamy o przywódcach narodowych i widzimy urywki nagrań, ale (chyba że jakaś uśmiechnięta ślicznotka albo przystojniak macha w tle) nie dowiadujemy się wiele o rodzinnych relacjach tych ludzi i o tym, co jeszcze popycha ich do działania poza ambicjami politycznymi i chciwością. Czy wywarli na nich wpływ rodzice albo ciotki, czy rywalizują ze swoim rodzeństwem, czy przygniata ich troska o dzieci, które nie wydają się zainteresowane albo zdolne do tego, aby przejąć od nich stery władzy?

Do czasu, kiedy to kazanie, napisane 2 listopada, zostanie przetłumaczone i opublikowane w internecie, odbędą się już pewne ważne wybory – nie będę nawet wspominał, które! – ale w istocie w ostatnich tygodniach odbyło się kilka wyborów w różnych krajach oraz doszło do walki o utrzymanie władzy w miejscach takich jak Białoruś, Czeczenia, Ukraina, Turcja, Kambodża i innych. Kim są ci ludzie, którzy chcą rządzić? Jakie myśli chodzą im po głowie, co wiedzą, a czego nie wiedzą, pod czyim pozostają wpływem? Potrzebujemy szerszego kontekstu. Jeśli chodzi o Abrahama, to dużo o nim czytamy, ale pozostaje w dużej mierze tajemniczą postacią. Jak dla mnie jednym z nasuwających się pytań jest to, co naprawdę sobie pomyślał, kiedy „doniesiono mu” o sukcesach brata.

Rabin dr Walter Rothschild. 02.11.2020

Rabbi Dr. Walter Rothschild.

Tłum. Marzena Szymańska-Błotnicka

Wajera

Wajera

Mati Kirschenbaum

W czytanej przez nas w tym tygodniu parszy Wajera Wiekuisty nakazuje Mojżeszowi poinformować Izraelitów, że ich niewola zbliża się ku końcowi. Mojżesz ma im przekazać następującą wiadomość:

Jam Wiekuisty. Wywiodę Was spod brzemienia Egiptu, uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem i przez surowe osądy. I wezmę sobie was za mój lud, i będę wam Bogiem, i przekonacie się, że Ja, Wiekuisty, Bóg wasz, uwolniłem was spod jarzma egipskiego. (Wyjścia 6,6-7)

Szmot Rabba, zbiór midraszy wyjaśniających Księgę Wyjścia, zwraca uwagę na cztery czasowniki – uwolnię, wybawię, wyswobodzę oraz wezmę za lud – użyte w tym fragmencie w celu opisania wyzwolenia Izraelitów przez Wiekuistego. Zgodnie z wyjaśnieniem zawartym w tej kolekcji midraszy, cztery kielichy wina wypijane przez nas w trakcie pesachowego sederu przypominają o obietnicy czteroetapowego wyzwolenia obiecanego Izraelitom przez  Wiekuistego. Wypijając co roku cztery kielichy wina, przypominamy sobie o dotrzymanej przez Wiekuistego obietnicy.

Izraelici w naszej parszy początkowo nie zwrócili uwagi na słowa Wiekuistego:

Mojżesz oznajmił te słowa (obietnicę Wiekuistego) Izraelitom, którzy nie chcieli ich słuchać z powodu udręki ducha i z powodu ciężkich robót.  (Wyjścia 6,9)

Niezrażony brakiem entuzjazmu Izraelitów Wiekuisty nakazał Mojżeszowi udać się do faraona z prośbą o wypuszczenie swojego ludu. Faraona przekonać miały zesłane na Egipt plagi. Midrasz Tanchuma przypisywał plagom inne znaczenie: miały one uwolnić Izraelitów od ciężkiej pracy i ucisku nałożonych na nich przez Egipcjan. Pierwsza plaga, zamiana wód Nilu w krew, miała przekonać faraona do odwołania zakazu korzystania Izraelitek z mykwy. Druga plaga, żaby, miała zmusić faraona do odwołania nakazu przynoszenia Egipcjanom pełzających stworzeń będących dla Izraelitów obrzydliwością. Trzecia plaga, wszy, miała zmusić faraona do odwołania nakazu pracy Izraelitów przy sprzątaniu ulic. Czwarta plaga, dzikie zwierzęta, miała zmotywować faraona do zakazu zmuszania Izraelitów do udziału w polowaniu na dzikie zwierzęta. Piąta plaga, wrzody, miała zmusić faraona do zaprzestania zmuszania Izraelitów do noszenia gorących obiektów.

Według midraszu Tanchuma także pozostałe plagi miały na celu odwołanie edyktów uprzykrzających Izraelitom życie. Midrasz ten zdaje się nam sugerować, że plagi egipskie miały przekonać faraona do wyzwolenia Izraelitów, a Izraelitów do ufania obietnicy Wiekuistego. Izraelici mieli nauczyć się ufać Wiekuistemu widząc, jak stopniowo poprawia się ich jakość życia.

Czego możemy się nauczyć, czytając taką interpretację plag egipskich?

Tego, że czasem, przytłoczeni licznymi problemami codzienności, możemy przeoczyć drobne zmiany zwiastujące nadejście lepszych czasów. W ten zimowy Szabat zachęcam Was do przyjrzenia się problemom, na których od dawno skupia się Wasza energia. Kto wie, może okaże się, że najgorsze macie już za sobą?

Szabat Szalom!

 

Mati Kirschenbaum